National Geographic Traveler

Dziś podzielę się z Wami dobrą wiadomością. W najnowszym (majowym) numerze National Geographic Traveler obok piętnastu sposobów na zbliżającą się majówkę, wypraw m.in. po Meksyku, Łotwie, Estonii, Litwie i oczywiście Polsce, znajdziecie również moją fotografię z Jezior Plitwickich w Chorwacji. W ramach Akademii Fotografii moje konkursowe zdjęcie znajdzie się w najbliższym numerze Travelera. Bardzo dziękuję za te konkursowe wyróżnienie i wybór mojej autorskiej fotografii jako zdjęcia miesiąca. Pozdrowienia dla całej załogi Travelera i Wydawnictwa Burda Media Polska. Dziękuję za miłe prezenty oraz przedpremierowy magazyn. Czytelnikom mojego bloga nie zdradzę co jeszcze znajdziecie w majowym numerze Travelera, ale z serducha polecam Wam ten kolejny numer. Będzie on dostępny już  niebawem m.in. w kioskach na terenie całego kraju. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu, cześć.

Poniżej moje konkursowe zdjęcie Jezior Plitwickich i powiem Wam, że jeżeli miałbym wyobrażać sobie raj, to byłby to właśnie taki widok. 

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka

DZIĘKUJĘ WAM ZA WASZE WSPARCIE

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


#nationalgeographic #traveler
#rafalbil #fotografia #podroze #blog#patronite

✈ Blog podróżniczy | National Geographic| Lublin | Traveler |  Fotografia | Patronite | Blog  | Bloger | Polska | Blogi  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

RPO

W dniu dzisiejszym Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej wydał wyrok ws zgodności przedłużenia kadencji obecnego RPO z ustawą zasadniczą. W praktyce wyrok ten oznacza tyle, że za dokładnie trzy miesiące obecny Rzecznik Praw Obywatelskich Pan Adam Bodnar przestanie pełnić funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich. Zapytać czy to już autorytaryzm czy jeszcze demokracja to powiedzieć tyle co nic. Bez wątpienia w Polsce niezbędny jest człowiek taki jak Pan Adam Bodnar, zaangażowany i obecny zawsze tam, gdzie trzeba bronić najsłabszych i wykluczonych.

Dla Polski to kolejny ważny test z praw obywatelskich, istotna lekcja w kwestii podmiotowości i obywatelskości. Dziś zapytać warto, czy prześpimy ją na tzw. zdalnym nauczaniu? Nie wiem jak Wam, ale mi obserwując to co się dzieje z TK i generalnie w kraju, przypomina się teraz pewna bajka pt. “Kwartet” Iwana Kryłowa, w której skierowano następujące słowa do osła, kozła, małpy i niedźwiedzia: “Wy zaśjakkolwiek usiądziecieMuzykantami nie będziecie.”.

Ciekawe co by powiedział Monteskiusz na taki trójpodział władzy mając na uwadze kwestie nadzoru nad ustanawiananym obecnie w Polsce prawem? Czy nie zapytałby wprost Polaków, czy to jeszcze demokracja? Z tym pytaniem pozostawiam Was właśnie dziś.

Na koniec jeszcze napiszę jedno skromne lecz płynące z głębi serca słowo do Pana Rzecznika – DZIĘKUJĘ, również za to, że kiedy kończy się służba ratownika, a kolega spóźnia się  do pracy, to nie chce Pan opuszczać kąpieliska… w imieniu niepotrafiącego najlepiej pływać narodu proszę przyjąć moje słowa uznania, które tym dzisiejszym wpisem w Pana stronę kieruję.

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka

DZIĘKUJĘ WAM ZA WASZE WSPARCIE

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


#rzecznikprawobywatelskich 
#rpo #adambodnar #blog#patronite

 

✈ Blog podróżniczy | RPO | Lublin | Human Rights |  Fotografia | Prawa człowieka | Adam Bodnar| Blog  | Bloger | Polska | Blogi | Rzecznik Praw Obywatelskich 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Mediolan

ABC O MEDIOLANIE

Odpicowany jak kornik na otwarcie puszczy kampinoskiej zabieram Was dziś do świata wielkiej mody. Mediolan, bo o tym miejscu jest mowa to miasto nie tylko wielkiej sztuki, smacznych potraw, ale w końcu i wielkiej mody. To przecież właśnie tu, podobnie jak w Paryżu czy Londynie, dwa razy do roku odbywa się  znany na całym świecie Fashion Week. W tym czasie do Mediolanu zjeżdżają najlepsi projektanci, modelki, modele i fotografowie z całego świata. Ja tym razem do Mediolanu wybrałem się z innego, bardziej prozaicznego powodu. Znalazłem bilety lotnicze w bardzo okazyjnej cenie, także zachowałem się z kupnem biletu jak przedsiębiorca z dofinansowaniem rządowym z tzw. tarczy, była okazja to brałem, ale że załatwiało to całą sprawę, to nie powiem. Niektórzy nawet twierdzą, że jest jednym z najdroższych miast świata. Niestety ceny samych biletów lotniczych to nie wszystko, a Mediolan faktycznie do najtańszych miast w Europie nie należy, ale o kosztach będzie jeszcze później. Na start pokażę Wam kilka fajnych atrakcji stolicy regionu Lombardii, zresztą przekonajcie się sami co warto jest tu zobaczyć. Zdradzę Wam już na starcie, że warto tu przylecieć praktycznie o każdej porze roku. Jesteście ciekawi dlaczego? Nie ma co przedłużać.

Mediolan leży w północnych Włoszech, pomiędzy rzekami Ticino, Adda, Pad i Alpami. Nazwa miasta Mediolan pochodzi najprawdopodobniej od słowa “Midland”- położony pośrodku, wskazujący pozycję w centrum Europy, gdzie spotykają się różne kultury i faktycznie trzeba przyznać, że jest tu wielokulturowo, a widać to już na pierwszy rzut oka.

Jest jeszcze druga, bardziej sprośna teoria, która zakłada, że nazwa miasta pochodzi od najstarszego symbolu Mediolanu – wełnistej maciory. Tu trzeba by sięgać do łacińskiej etymologii słowa “Milano”, to “di medio lanae” co tłumaczy się jako wełna maciory, ale powiem Wam szczerze, nawet ja tak sprośny nie jestem, by drążyć ten temat.  Zatem zapinamy pasy i startujemy z moim subiektywnym ABC o Mediolanie.

A jak atrakcje

Czas rozpocząć rumakowanie – ruszamy w miasto zwiedzać, bo uwierzcie jest co, aż chce się krzyknąć z euforią niczym jedna początkująca wówczas modelka programu w Top Model „Jesteśmy w Mediolanie!!!”. Jest z czego się cieszyć, bo Mediolan jest miejscem bardzo wielu zabytków sakralnych i świeckich oraz muzeów, ale i świetnym miejscem na modowe zakupy. To tu znajduje się „Ostatnia Wieczerza” Leonarda da Vinci w klasztorze Dominikanów przy bazylice Santa Maria delle Grazie. Jeśli chcecie natomiast defraudować swoje środki ze złotych kart kredytowych, możecie odwiedzać butiki choćby takich marek jak Dolce&Gabbana, Ermenegildo Zegna, Moschino Gucci, Dior czy Chanel, a także w największym na świecie trzypiętrowym salonie Armani. Witryny tych sklepów często przypominają małe lub wielkie galerie z dziełami sztuki. Dla posiadaczy niższego budżetu wyjazdowego polecam zawitać do znanego irlandzkiego „domu mody” Primark Stores Limited, gdzie również poczujecie smak zagranicznego luksusu i prestiżu, tylko nieco inaczej odczuje je Wasza karta. Najważniejsze, jest według mnie to, że każdy w tym mieście może znaleźć coś dla siebie.

Jeśli nie przylatujecie tu jednak na zakupy, a chcecie rozpocząć zwiedzanie, warto zacząć z grubej rury i udać się na Plac Katedralny, gdzie mocno bije piękne serce Mediolanu. To na Piazza del Duomo znajduje się imponująca Katedra Narodzenia NMP, która jest architektonicznym symbolem miasta. W pobliżu znajdują się też inne słynne obiekty z Galerią Wiktora Emanuela II i operą Teatro alla Scala na czele. Moim zdaniem symbolem bogactwa i elegancji miasta jest właśnie dokładnie ta jego część. Zdradzę Wam, że uwielbiam patrzeć jak na mozaikowej posadzce, centralnej części Galerii Wiktora Emanuela II kręcą się ludzie na znajdującym się tam wizerunku byka. Mówi się, że obrót o 360 stopni w miejscu tamtejszych byczych genitaliów gwarantuje szczęście na całe życie. No jeśli wierzyć w to, że kręcenie się na jajach miało dawać powodzenie, to ja pokręcę się tu jeszcze trochę i to najlepiej po całym mieście. Jedno jest pewne ten elegancki, wielopiętrowy pasaż jest jednym z najstarszych centrów handlowych na świecie.

Przechodząc na pobliski Plac Katedralny łatwo można zauważyć, że ma kształt prostokąta, a ciekawostką jest to, że do czasów pandemii odwiedzało to miejsce co roku ponad 6 mln turystów. Nie ma co się dziwić, bo wspaniała Duomo Santa Maria Nascente di Milano jest dominującym punktem placu i jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków Mediolanu, Włoch, ale myślę, że i  naszej planety, który przyciąga ludzi z najdalszych zakątków świata. Jeśli więc jeszcze tego nie zrobiliście, to koniecznie dodajcie to miejsce do listy punktów obowiązkowych do zobaczenia na własne oczy przed śmiercią. Ech, zrobiło się przez moment funeralnie i zabawnie jednocześnie, niemalże jak w wesołym miasteczku na lockdownie. Lećmy więc dalej bo szkoda czasu na smutki i pamiętajmy, że życie jest jak alkohol wchodzi w krew, więc korzystać trzeba z niego nałogowo, a czasem używać bez opamiętania, bo drugiego prawdopodobnie mieć nie będziemy. A i zapomniałbym, będąc tutaj koniecznie wybierzcie się nie tylko do wnętrza katedry, ale i na jej dach, z którego zobaczyć można panoramę miasta.

Warto również wybrać się na spacer do najbardziej artystycznej dzielnicy Mediolanu, czyli do Pinacoteca di Brera. Znajduje się tu jedna z kilkunastu najważniejszych w Europie galerii sztuki, która gromadzi dzieła największych mistrzów malarstwa od XV do XX wieku. Moim zdaniem jest to  najbardziej artystyczno-hipsterska część miasta, która tętni życiem przez całą dobę. Nie brakuje tu stylowych knajp, kawiarni, galerii oraz sklepów z antykami.  Sama Pinacoteca di Brera znajduje się XVII-wiecznym pałacu jezuitów. Gromadzi dzieła takich artystów jak: Giovanni Bellini, El Greco, Rubens czy Rembrandt. Stojąc tam za każdym razem jaram sie niczym konopie na Jamajce. Na dziedzińcu stoi wykonany z brązu pomnik Napoleona Bonaparte pokazujący wszystkim swoje twarde jak głaz pośladki i tak sobie myślę, że może i dobrze, iż inne części ciała mu zakryto.

Jeśli myślicie, że to koniec uniesień, to mam dla Was dobrą lub złą wiadomość, zależnie od stanów wytrzymałości Waszych rozruszników w sercach. To nie koniec atrakcji, a Mediolan zachwycić może również imponującą fortecą – Zamkiem Sforzów, w którym mam wrażenie, że rządzą przesłodkie kociaki. Nie zapomnijcie też o spacerze znanymi i lubianymi mediolańskimi kanałami: Navigli di Milano.

Obok najbardziej okazałego zabytku świeckiego w Mediolanie znajduje się również elegancka fontanna, która jest idealnym miejscem do tzw. selfie. Pobliską Fortecę otacza okazały dziedziniec, a w dawnych budynkach mieszkalnych stworzono zespół muzeów (Musei di Castello Sforzesco) obejmujących wspaniałą kolekcję sztuki i archeologii. To tu znajduje się m.in. niedokończona rzeźba Michała Anioła – „Pieta”. Wejście na teren dziedzińca jest darmowe. Płacimy jedynie za wejście do środka Zamku oraz gdybyśmy zdecydowali się na odwiedzenie muzeów.

Teraz czas na kolejną atrakcję, a mianowicie przyszła kolej na pokazanie Wam Łuku Pokoju. Jest to łuk triumfalny, znajdujący się niedaleko Castello Sforzesco. Jego budowę rozpoczęto w czasach kiedy miasto znajdowało się pod rządami Napoleona. Moim zdaniem szczególnie ładnie wygląda nocą. Ciekawe czy równie fajnie wyjdzie ten w Tomaszowie Lubelskim, który obiecał narodowi wicepremier Sasin. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę doczekać realizacji tej inwestycji, bo wspomnieć że zapowiada się ciekawie, to jak nie powiedzieć nic. Myślę, że twórcy memów, również zacierają ręce i nie mogą się doczekać.

Mówiąc o atrakcjach warto powiedzieć o Mediolanie od kuchni. Pod względem gotowania i smaku Mediolan wyróżnia się spośród innych włoskich miast. Tutaj nie znajdziemy zamiłowania do tradycyjnej pizzy i potraw z makaronu. Mieszkańcy uwielbiają tu Risotto Milanese (ryż z szafranem), Ossobuko czy Cotolette alla Milanese (smażone kotlety wołowe). Warto też spróbować Linguine allo Scoglio – pysznej pasty z owocami morza. Nieskromnie przyznam się Wam, że jako znawcy owoców morza możecie mi zaufać. Wiecie bywało się na różnych działach z mrożonkami różnych hipermarketów. A tak całkiem serio warto też skosztować pieczonych kasztanów, bo chyba nie prawdą jest to, że najlepsze są na placu Pigalle w Paryżu, bo te Mediolańskie są równie doskonałe. Jedno jest pewne, warto poznać jak smakuje Mediolan. Po wielkim obżarstwie trzeba poruszyć jeszcze dwie kwestie, a mianowicie sprawy bezpieczeństwa i cen. Dlatego przez moment zrobi się poważnie jak po powrocie rodziców z wywiadówki.

B jak bezpieczeństwo

We Włoszech z wiadomych przyczyn obowiązuje stan wyjątkowy, który na dzień dzisiejszy został przedłużony. Obowiązują również obostrzenia w poruszaniu się po terytorium Włoch. Z czym to się wiążę? W kraju tym na dzień dzisiejszy jest obecnie zakaz przemieszczania się między regionami/prowincjami autonomicznymi, z wyłączeniem uwiarygodnionych potrzeb zawodowych, sytuacji wyższej konieczności, względów zdrowotnych, powrotu do miejsca zamieszkania. Niestety wciąż jest tu bardzo trudna sytuacja epidemiczna i nie jest wskazane podejmowanie turystycznych podróży. Ale pamiętajcie, że sytuacja związana z pandemią nie potrwa wiecznie. Dlatego zwiedzajcie online i przygotowujcie się pomału do Waszych eksploracji, tak by po otwarciu granicy wybrać najciekawsze dla Was kierunki podróży.

Do dziś na całym terytorium Włoch obowiązuje częściowy lockdown. Regiony mogą być zaklasyfikowane jedynie do strefy pomarańczowej lub czerwonej. Dodatkowo w czasie Świąt Wielkanocnych na całym terytorium Włoch obowiązywała strefa czerwona na podstawie rozporządzenia z mocą ustawy, którą wprowadził tamtejszy rząd.

Czy oznacza to, że przylot do Włoch jest zupełnie niemożliwy? Oczywiście nie. Osoby przyjeżdżające do Włoch z terytorium państw z Kategorii C (w tym z Polski) do 6 kwietnia mają obowiązek przedstawienia negatywnego wyniku testu wymazowego (molekularnego lub antygenowego), wykonanego w ciągu 48 godzin przed przekroczeniem granicy Włoch, a w razie braku testu nałożony zostanie na nas obowiązek poddania się 14-dniowej kwarantannie. Testu nie muszą wykonywać dzieci poniżej drugiego roku życia. Ponadto, trzeba też brać pod uwagę dodatkowe obostrzenia lokalne i regionalne wynikające z podziału Włoch na 4 strefy: białą, żółtą, pomarańczową i czerwoną. Jedno o czym należy pamiętać, to fakt, że Lombardia przoduje w ilości zarażonych. Aktualne dane statystyczne w sprawie pandemii znaleźć można klikając tutaj. Warto również śledzić w tej kwestii rządową stronę włoskiego ministerstwa zdrowia, gdyż tu znajdziecie bieżące informacje.

Warto też zwrócić uwagę na inne kwestie bezpieczeństwa. Moim zdaniem Mediolan jest bezpiecznym miastem, w którym co do zasady nic złego nie powinno nas spotkać. Naturalnie jak w każdym dużym mieście warto nie tracić czujności i należy uważać na kieszonkowców szczególnie w zatłoczonych miejscach. To co na pewno zauważycie, że nie brakuje tu tzw. mundurowych.

Na samym Placu Katedralnym spotkacie niestety naciągaczy, którzy za założenie Ci na rękę bransoletki ze sznurka każą za chwilę zapłacić od kilku do kilkunastu euro. Starym sposobem na ściąganie pieniędzy z turystów jest wręczanie im karmy dla gołębi na dłoń po to, by za chwilę pobrać wygórowaną należność. Ci którzy łatwo dają się skusić na zdjęcie z gołębiem na dłoni na tle katedry potem stawiani są w niezręcznej sytuacji i wymusza się na nich wygórowane opłaty. Dlatego nie warto psuć sobie humoru i od razu stanowczo powiedzieć, że nie jest się zainteresowanym tymi propozycjami. Nie wiem jak Was, ale mnie asertywność już nie raz uratowała od różnych nieprzyjemności.

Warto też szczególnie latem zwrócić uwagę na nasz ubiór. Do wielu kościołów w Mediolanie nie wejdziemy nieodpowiednio ubrani. W przypadku kobiet, spódnica lub spodnie powinny być niemal do kolan, a w przypadku obu płci ramiona powinny być zasłonięte w innym wypadku możemy zostać w mało uprzejmy sposób wyproszeni. Dla wielu mieszkańców Mediolanu moda jest nie tylko odzwierciedleniem nastroju w danym dniu, ale i świetnym pokazaniem przez strój wyczucia chwili i miejsca.

C jak ceny

Na terenie Mediolanu, a także całej Republiki Włoskiej obowiązującą walutą jest euro. Jedno Wam przyznam tutejsze jedzenie i widoki zachęcają, ale ceny mogą odstraszać. Naturalnie znajdziecie też tani street food czy noclegi w rozsądnej cenie, ale ceny eleganckich restauracji i hoteli mogą mocno uderzyć po kieszeni. Generalnie to od nas zależy czy wolimy ciąć koszty i zdecydować się na niskobudżetową podróż i robić zakupy np. w sklepach spożywczych czy nie ograniczać się również finansowo. Miejcie jednak na uwadze, że koszt życia w Mediolanie jest zdecydowanie wyższy niż w Warszawie, co widać porównując chociażby ceny żywności w supermarketach. Warto również odłożyć trochę oszczędności na mniej lub bardziej finezyjne pamiątki.

Podsumowanie

W ostatnich latach miejsce to cieszy się niesłabnącą popularnością. Niemałe znaczenie mają z pewnością tanie bilety lotnicze. Przy dobrej okazji, można wypatrzeć bilety nawet za 150 złotych w obie strony.  Także pozostaje czekać na otwarcie granic i można polować na dobre lotnicze okazje.

Pamiętajcie, że Mediolan to miasto mody, projektantów, modelek i modeli na których oko ma Chiara Ferragini, włoska bizneswoman modowa, dla niewtajemniczonych powiem, że jest to też wpływowa influenserka, która poprzez własny blog The Blonde Salad miesza i wpływa dzięki niemu na świat mody zarówno krajowej jak i zagranicznej. Znana jest w blogosferze, ale i rozpoznawalna jest w świecie muzyki, gdyż poślubiła jednego z moich ulubionych włoskich piosenkarzy Fedeza, którego obok Mahmood’a twórczość bardzo cenię. Dlatego można powiedzieć, że Mediolan to również miasto światowych influanserów, na których wielu polskich internetowych twórców może się wzorować.

Powiem Wam szczerze, że o miejscu tym można pisać i pisać, ale najlepiej jest przylecieć tu osobiście i poczuć się jakby luksusowo. Warto samemu doświadczyć i spotkać się z tym wszystkim, by później wyrazić własną opinię, gdyż mam świadomość, że mnie nie zawsze da się zrozumieć. Pocieszę się tym, że Miuccia Prada, mawiała, że kiedy nie może czegoś do końca zrozumieć, to znaczy, że kryje się tam coś interesującego i tak chyba jest trochę z Mediolanem i mam cichą nadzieję, że i z moim podróżniczym blogiem.

Jedno jest natomiast pewne Mediolan może Cię zaskoczyć, więc warto włączyć to miasto do swojej check listy obowiązkowych miejsc do zobaczenia. Dla mnie osobiście Mediolan jest inspiracją, jest natchnieniem, jest też przestrzenią do tworzenia, w której spotkałem wyjątkowych otwartych ludzi, zasmakowałem pysznych potraw oraz nawąchałem się pięknych zapachów, czego i Wam z całego serducha życzę. Wybierzecie się tu i doświadczajcie. Tym optymistycznym akcentem będę kończył dzisiejszą wyprawę. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu, CIAO!

linia

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka

DZIĘKUJĘ WAM ZA WASZĄ POMOC
WIELKIE DZIĘKI również za włoskie wsparcie od italo.polacco

Jeśli spodobał Ci się wpis zachęcam do polubienia, skomentowania lub udostępnienia.
Z resztą rób z nim co chcesz, a najlepiej różne brzydkie rzeczy.

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


#mediolan #rafalbil #fotografia
#blog podróżniczy #patronite #podróże

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Mediolan| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska | Włochy| Blogi podróżnicze| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Mediolanie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

WIELKANOC 2021

WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH

Z okazji Świąt Wielkanocnych życia z jajem, a do tego mazurków dwie tony, jajek dużych jak balony, kiełbasy z trzy pęta i czekolady bez limitu nie tylko na Święta. Zdrowych, smacznych i oczywiście wesołych Świąt Wam życzę. I pamiętajcie, że z uśmiechem na twarzy człowiek podwaja swoje możliwości, a okres świąteczny to czas nieograniczonych możliwości, nie tylko tych za stołem. Trzymajcie się więc smacznie i zdrowo 🙂

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Wesołych Świąt Wielkanocnych 
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Lublin | Warszawa | Lublin |  Fotografia | Travel | Wesołych Świąt Wielkanocnych| Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger | Wielkanoc| Blog podróżniczy| Podróżowanie  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Muzeum Narodowe w Lublinie

ABC o Muzeum Narodowym w Lublinie

Muzeum Narodowe w Lublinie mieści się w lubelskim zamku, którego historia sięga jeszcze XII wieku. Nadszedł dziś czas na zabicie smoka, odszukanie księżniczki z najwyższej komnaty i najwyższej wieży oraz poproszenie o rękę córki króla. Zaraz, zaraz, kto by dziś zabijał smoka? Już sobie wyobrażam ten ogrom problemów z Greenpeace i innymi proekologicznymi organizacjami, a poza tym, na co komu ręka królewny, bo całą to bym jeszcze jakoś zrozumiał. 

Idąc wzorem niektórych polityków, coś mi mówi, że tę historię należy napisać na nowo. Następuje więc szybka zmiana planów. Wybiorę się tu, by sprawdzić czego można się spodziewać chwilę po otwarciu i praktycznie zaraz po zamknięciu zamkowych murów. Przypomnę Wam, że od uroczystej inauguracji przez równo 12 dni, aż do ostatniego piątku, można było jeszcze je zwiedzać. Nie wiem jak Wy, ale ja się pomału gubię przez te ciągłe otwarcia i zamknięcia. Mam momentami trochę wrażenie, że doradcami w rządzie są jacyś sprzedawcy drzwi i to chyba obrotowych.

Żeby nie uciekać od głównego tematu, zostawmy może na moment politykę na boku, rozsiądźmy się wygodnie za monitorami i zapnijmy pasy bo Lublin wzywa. Wasz skryba Koń Anonim Rafał już zdaje Wam relację, co zaobserwował i wynotował na miejscu. Nie wiem też jak Wy, ale ja już się jaram, jakbym gasił pożar benzyną.

 

A jak atrakcje

Zanim wszedłem do środka, udałem się jeszcze na moment na dziedziniec, by zobaczyć tą przestrzeń, która świadczy o królewskiej przeszłości tego miejsca, moim oczom ukazał się praktycznie niezmieniony romański donżon oraz gotycka Kaplica Trójcy Świętej. Wszystko stoi jak dawniej na swoim miejscu. Także jedno jest pewne, chcecie wierzyć lub nie, ale królowa Gessler nie uczestniczyła w tutejszej rewolucji.

Odważnym krokiem wkraczam więc do wnętrza budynku, by zobaczyć zmiany, które tu zaszły. Płonę niczym Rzym za Nerona i to nie tylko z gorąca od zimowej kurtki i wysokich temperatur wewnątrz, ale i z ciekawości, na co wydano tu 34 153 641,96 PLN – bo taką kwotę dotacji na te zamkowe rewolucje otrzymało Muzeum. Czuję się teraz trochę niczym Rudy 102, gdy wjeżdżał pod Berlin, ale bez obaw, nie zamierzam tu nic dewastować, gdyż w progu wita mnie dzielny rycerz, tzn. pan ochroniarz, który serdecznym, ale stanowczym głosem rzecze: „kurtka do szatni”. Pokornie oddaję więc swą pluszową zbroję i ruszam z cichą nadzieją, że jak nie księżniczkę, to spotkam tu chociaż poszukiwaną przeze mnie od dawna krowę, szczególnie, że przy tym dofinansowaniu, byłaby to nieźle nadziana jałówka. Dla niewtajemniczonych lub zapominalskich o co chodzi z tym poszukiwaniami krowy, link zostawiam Wam tutaj.

Nie owijając w bawełnę od razu przyglądam się bacznie temu, co w Zamku Lubelskim warto zobaczyć. Na miejscu dowiaduję się, że obecne zbiory Muzeum, założonego w 1906 roku liczą ponad 175 tysięcy eksponatów i pochodzą z wielu dziedzin kultury i sztuki – począwszy od archeologii, przez militaria, numizmaty, rzemiosło artystyczne, sztukę ludową, aż po malarstwo i sztukę współczesną. Jednym słowem, dla każdego coś dobrego. Jak dla mnie brzmi to wszystko dobrze, daję na początek mocne 3 na 200. Gdzieś wyczytałem, że miejsce to reprezentuje zarówno narodowe, jak i europejskie dziedzictwo, ze szczególnym uwzględnieniem regionalnej spuścizny kulturowej, ale jeżeli to Was nie przekonuję, to zajrzyjcie tu chociaż dla jaj, bo jak się na miejscu okazało to ich tu nie zabrakło.

Jeśli chodzi o wystawy stałe: „Trybunał Koronny w dziejach Rzeczypospolitej 1578-1794”, „Galeria Malarstwa Polskiego XIX i XX wieku”, Grupa „Zamek” i Awangarda oraz „Malarstwo Cerkiewne”, Galeria im. Ireny HOCHMAN i Tadeusza MYSŁOWSKIEGO, gdzie nową przestrzeń przeznaczono na wystawy czasowe, to szczerze wszystko brzmi dobrze i zasługuje na słowa uznania. Jest to tak apetyczne i zrobione ze smakiem, że ostatnio tak świetnie to czułem się tylko po lubelskim cebularzu, kiedy rozkładałem go na czynniki pierwsze, szukając tajemniczej receptury jego sukcesu. Myślę, że to samo należy zrobić z wystawami.

Ekspozycja Malarstwo Europejskie i Sztuka Zdobnicza XVI-XIX wieku obejmuje około 40 obrazów holenderskich, flamandzkich, włoskich, niemieckich i francuskich reprezentujących sztukę  baroku, jednym słowem szał ciał oraz uniesień i to w trzech aktach.

Ekspozycja Sztuka Ludowa Regionu Lubelskiego, przybliżająca kulturę i sztukę ludową regionu oraz pokazująca jego zróżnicowanie chociażby geograficzne, ale  i etnograficzne. Jednym słowem fajnie, fajnie jak w kombajnie. Jeśli lubicie oglądać rolnika co szuka żony, to tu poczujecie się o niebo lepiej. Możecie popatrzeć na jajka, porównać palmy, no emocji to tu przyznam nie brakuje.

Część zatytułowana Śladami przeszłości. Najdawniejsze dzieje Ziemi Lubelskiej,  spodobała mi się, z uwagi na fakt, że zrealizowano ją w dość nowoczesny sposób. Ta multimedialna przestrzeń wzbogacona o przedmioty z wykopalisk i naturalnej wielkości figury w dawnych strojach, zainteresuje każdego miłośnika archeologii, zarówno tego małego jak i dużego. Zachowam się niczym Królowa Gessler polecająca u siebie obiady i również polecę tę lubelską ucztę dla duszy przyrządzaną wg odwiecznej i pradawnej receptury. To dobra lekcja lokalnej historii.

Monety i medale na ziemiach polskich X–XX wieku to część poświęcona historii pieniądza i medalierstwu na ziemiach polskich, także każdy kto lubi pieniądze czy medale będzie zadowolony niczym student z ostrej promocji paprykarza w Biedronce.

Wystawa Trybunał Koronny w dziejach Rzeczypospolitej (1578-1794) to miejsce szczególne, bo owiane jest tajemniczą legendą i znajdującym się tu stołem z czarcią łapą. Coś mi mówi, że na szerszą opowieść o tym temacie, jeszcze przyjdzie czas, zatem lećmy dalej, a z  tą opowieścią potrzymam Was w niepewności do kolejnych blogowych wpisów.

Kolejna wystawa to Historia Uzbrojenia i Malarstwo Batalistyczne. Jest to coś dla fanów militariów, osób lubiących uzbrojenie i wojenne klimaty. Wiecie o co chodzi – normalnie ogień, szaleństwo i niemieckie kino akcji. W końcu doczekaliście się też gołych piersi na moim blogu, choć faktycznie nie moich. Sami też oceńcie, czy warto było na nie czekać.

Zespół obrazów w Galerii Malarstwa Polskiego XIX-XX wieku przedstawia panoramę malarstwa polskiego od początku XIX do połowy XX wieku całość liczy około 150 obrazów między innymi Brandta, Chełmońskiego, Juliusza i Wojciecha Kossaków, Jacka i Rafała Malczewskich, Stanisława Wyspiańskiego i wielu innych znanych i cenionych artystów. Wisienką na torcie w tym miejscu jest obraz historyczny Jana Matejki, pt. Unia Lubelska. Ech… patrzyłem na to dzieło niczym ZUS na składkę zdrowotną.

Grupa „Zamek” i Awangarda stanowi prezentację twórczości awangardowej grupy artystycznej działającej w II połowie lat 50. w Lublinie, której nazwa wiąże się z lubelskim zamkiem – miejscem pierwszych spotkań młodych artystów. Osobiście nie do końca rozumiem części tamtejszych dzieł sztuki, ale może akurat rutinoskorbin przestał działać, albo lata swoje mam i brakuje mi młodego spojrzenia na tak awangardową sztukę. Mam jednak nadzieję nadrobić swoje zaległości i braki wiedzy oraz poznać konteksty ich powstawania, a być może to pozwoli mi lepiej zrozumieć i odkryć je na nowo.

Być może Was trochę zaskoczę, ale powiem Wam szczerze, że bardzo duże na mnie wrażenie wywarła część poświęcona malarstwu cerkiewnemu, gdzie prezentowane są ikony cerkiewne oraz wybrzmiewa niesamowicie dobrze dobrana klimatyczna muzyka i kapitalnie dopasowana gra świateł i kolorów. Miejsce to rewelacyjnie oddaje wielokulturowy charakter regionu i stanowi kapitalną zapowiedź przed zwiedzaniem Kaplicy Trójcy Świętej. Pozwala też wyciszyć się i zachwycić nad sztuką prawosławia, a gdyby nie pięciolatek biegnący przez sam środek i krzyczący: „nie dotykać, niczego nie dotykać”, byłoby idealnie. Myślę, że młody szuka roboty i chciał się tu pokazać z jak najlepszej strony. Też gościa rozumiem, idzie kryzys, o dobrą robotę trudno, więc każdy stara się jak może.

W Galeria im. Ireny HOCHMAN i Tadeusza MYSŁOWSKIEGO prezentowane będą wystawy czasowe. Także pozostaje mi mocno trzymać kciuki za to miejsce. Wiążę z nim wielkie nadzieje, niczym instagramowy influenser z kontraktem od producenta pasty do zębów. Pozostaje nam tylko czekać, na ponowne otwarcie.

B jak budynek zamku

Pomimo, że zamek w Lublinie jest obecnie siedzibą lubelskiego muzeum, to należy pamiętać, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu był siedzibą więzienia. Zabudowania te były również wielokrotnie remontowane i zmieniane. Warto może wspomnieć osobom, które nigdy nie były w tych stronach, że znajduje się on tuż obok zabytkowej dzielnicy Lublina tzw. Starego Miasta, a zobaczycie go, gdy tylko wysiądziecie z tutejszego głównego dworca autobusowego.

Nie chcę Was zanudzać historią budynku, ale warto przypomnieć, że obiekt został zbudowany w XII wieku. W XIII wieku do zamku dobudowano wieżę mieszkalno-obronną (tzw. donżon), który podziwiać można po dziś dzień. Wzmocniono wówczas też mury obronne i fortyfikacje. Na przestrzeni lat budynek był niszczony m.in. podczas potopu szwedzkiego i kolejnych wojen Rzeczypospolitej, ale to by było na tyle ode mnie odnośnie samego rysu historycznego Zamku. Mam nieodparte wrażenie, że zarysowałem to równie dobrze, niczym skazany na niezrozumienie arystokratę słowa, któremu nakazano w programie Paint namalować siebie jako skrybę, tak czy siak, musicie mi to wybaczyć tym bardziej, że dzisiejszy wpis znów powstawał po nocy, ale tym razem bez udziału Piccolo.

Muzeum narodowe dla mnie to nie tylko budynek czy postacie  z obrazów, to również ludzie, którzy tu pracują. To oni tworzą atmosferę tego miejsca i jest coś na co muszę zwrócić uwagę. To miła obsługa, która już na starcie pozytywnie mnie zaskoczyła. Życzliwe podejście do zwiedzających i piękna maseczka ze szlachetnymi kamieniami, zasłaniająca uśmiech na twarzy Pani w kasie, pewnie na długo zostanie w mojej pamięci. Wyczułem od Niej przyjazny level energetyczny, dlatego serdecznie z tego miejsca Ją pozdrawiam. Moim subiektywnym zdaniem, widać, że pracownicy dbają o to miejsce i troszczą się o najdrobniejsze detale. Odpowiednio dobrane światła, klimatycznie dobrana muzyka, czujnie śledzące każdy mój ruch oczy pracowników podczas zwiedzania, czy ciekawie przygotowane wystawy pokazują z jednej strony różnorodność tego miejsca, a z drugiej profesjonalizm w podejściu do ekspozycji i tego czym lubelskie może się chwalić przed gośćmi z całego kraju i z zagranicy. Cieszę się, że znów moje oczy mogły napatrzeć się na ciekawe eksponaty i odkryć kolejne ciekawostki związane z Lubelszczyzną. Nie wiem jak Wy, ale ja w czasach pandemicznych, jeszcze bardziej nauczyłem się doceniać otaczające nas piękno i cieszyć się z małych rzeczy, nawet z należycie wysprzątanych muzealnych podłóg.

 

C jak ceny

Na koniec jak przystało na lubelską cebulę, mam dla Was jeszcze szczegółowe informacje na temat cen biletów. Naturalnie dostępne są też one na stronie internetowej Muzeum Narodowego w Lublinie i warto je śledzić właśnie tam, gdyż podane przeze mnie obowiązują dziś czyli w marcu 2021 roku.

Zapewne wypadałoby jeszcze napisać, kiedy Muzeum zostanie ponownie otwarte? Odniosę się więc do najnowszego komunikatu z wyżej wspomnianej strony: „Muzeum Narodowe w Lublinie nieczynne od 18 marca do odwołania. W związku ze wzrostem zachorowań na Covid-19 oraz w trosce o bezpieczeństwo zwiedzających i pracowników, Muzeum Narodowe w Lublinie wraz z Oddziałami pozostaje zamknięte od 18 marca do odwołania.” Także pozostaje nam oczekiwać, aż sytuacja ulegnie zmianie lub wracać na mój dzisiejszy blogowy wpis, gdy znów zatęsknimy za tym ważnym miejscem na mapie kultury nie tylko Lublina, ale i całego kraju. Poniżej łapcie zestawienie cenowe:

Zamek Lubelski (Kaplica, donżon, wystawy stałe – bilet łączony) 40,00 zł 30,00 zł
Kaplica Trójcy Świętej 15,00 zł 10,00 zł
Wieża zamkowa (donżon) 10,00 zł 8,00 zł
Ekspozycje stałe Zamku Lubelskiego 20,00 zł 15,00 zł
Oddziały zamiejscowe 6,00 zł 5,00 zł
Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem” wstęp wolny
Bilet rodzinny dla rodziców z dziećmi do lat 16 wstęp dla rodziców w cenie biletu ulgowego
Bilet Karta Dużej Rodziny dla osób objętych przepisami ustawy z dnia 5 grudnia 2014r. o Karcie Dużej Rodziny (tj. Dz. U. z 2020 r. poz. 1348, 2400 ) wstęp dla rodziców w cenie biletu ulgowego
Bilet z Lubelską Kartą Seniora do Kaplicy Trójcy Świętej 4,00 zł
Bilet z Lubelską Kartą Seniora na ekspozycje 4,00 zł

 

Warto jeszcze wspomnieć, komu przysługuje bezpłatny wstęp do Muzeum Narodowego w Lublinie:

Osobom odznaczonym Orderem Orła Białego, Orderem Virtuti Militari,  Orderem Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej, odznaką  honorową „Zasłużony dla Kultury Polskiej” oraz osobom, które  zostały wyróżnione tytułem honorowym „Zasłużony dla Kultury Narodowej”, posłom na Sejm i senatorom Rzeczypospolitej Polskiej, pracownikom muzeów polskich i zagranicznych, członkom Międzynarodowej Rady Muzeów i Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków, członkom Sejmiku Województwa Lubelskiego i Zarządu Województwa Lubelskiego, dzieciom do lat siedmiu, nauczycielom szkół podstawowych i ponadpodstawowych oraz wychowawcom placówek opiekuńczo- wychowawczych, oświatowo- wychowawczych i resocjalizacyjnych, którzy sprawują opiekę nad grupami zwiedzającymi Muzeum Lubelskie w ramach zajęć programowych, nauczycielom akademickim towarzyszącym studentom w ramach zajęć dydaktycznych w Muzeum, przewodnikom i pilotom turystycznym w przypadku oprowadzania grup po Muzeum, przewodnikom PTTK zrzeszonym w Kole Przewodników Miejskich i Terenowych im. S. Pajdowskiego w Lublinie, osobom upoważnionym przez dyrektora Muzeum. Także grupa jest dość liczna, ale jeśli nie łapiecie się w tym katalogu, to nie panikujcie. Zwykle kilka dni w miesiącu Muzeum można zwiedzić za free, a wyznaczonych terminów do darmowego zwiedzania wypatrujcie bezpośrednio po ponownym otwarciu na ich stronie.

A żeby informacje o cenach były w pełni kompleksowe, musze jeszcze uzupełnić Wam informacje w kwestii biletów ulgowych. Te przysługują każdemu za okazaniem stosownych dokumentów: uczniom szkół podstawowych i ponadpodstawowych, studentom oraz uczestnikom studiów doktoranckich, emerytom, rencistom, inwalidom oraz osobom niepełnosprawnym wraz z opiekunami, nauczycielom szkół podstawowych i ponadpodstawowych oraz wychowawcom placówek opiekuńczo-wychowawczych, oświatowo- wychowawczych i resocjalizacyjnych, nauczycielom akademickim, osobom odznaczonym odznaką „za Opiekę nad Zabytkami” i „Zasłużony Działacz Kultury”, przewodnikom i pilotom turystycznym z uprawnieniami państwowymi, studentom Lubelskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, osobom upoważnionym przez dyrektora Muzeum, rodzinom wielodzietnym posiadającym kartę dużej rodziny. Jest tego sporo w końcu jesteśmy w krainie cebuli, zwanej miastem inspiracji – witajcie w Lublinie i czujcie się u nas dobrze.

Podsumowanie

Mam nadzieję, że dzisiejsze zwiedzanie Muzeum Narodowego w  Lublinie się Wam spodobało, dajcie znać, czy chcecie więcej wpisów z miejsc, których na dzień dzisiejszy w czasach pandemii nie da się zobaczyć? Nie traćcie nadziei, sytuacja związana z COVID19 kiedyś się kończy, najważniejsze to ją przetrwać i wyjść z niej jeszcze silniejszym, chociażby po to by odwiedzić właśnie to miejsce osobiście i tego się trzymajmy. A jak na razie starajmy się żyć po swojemu i nie oglądajmy się na resztę świata.

Kończąc dzisiejszą relację przyznam się Wam jeszcze, że będąc tu miałem nieodparte wrażenie, że po remoncie zostały powiększone przestrzenie ekspozycyjne, co przekłada się na poprawę komfortu zwiedzania. Cieszy też powstała tu nowa przestrzeń do prowadzenia działalności kulturalnej i edukacyjnej. Powiem Wam, że ja czułem się tu bezpiecznie i to nie tylko z uwagi na dostępność niemalże na każdym kroku dozowników z płynem do dezynfekcji dłoni. A i zapomniałbym, będąc na Zamku warto również odwiedzić Basztę z tarasem widokowym oraz Kaplicę Trójcy Świętej, którą ufundował Król Władysław Jagiełło. W Kaplicy znajdują się bezcenne malowidła rusko-bizantyjskie z 1418 roku, ale o tym opowiem Wam innym razem, oczywiście jeśli tylko chcecie? Także koniecznie dajcie znać. Pamiętajcie też o udostępnianiu wpisu i lajkach, w końcu nic nie ratuje tak świata od zagłady, jak właśnie to. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu, cześć.

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Lublin #Muzeum Narodowe w Lublinie #lubelskie
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Muzeum Narodowe| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Zamek| Blogi podróżnicze | Podróżowanie | Co warto zobaczyć na Lubelszczyźnie | Zamek lubelski zwiedzanie | Zwiedzanie Muzeum Narodowego w Lublinie| Lublin atrakcje | Lublin co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Polska | Wycieczki po Lubelszczyźnie| Lubelskie na weekend | Muzeum Narodowe w Lublinie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Mizar

ABC O DAWNEJ WSI TATARSKIEJ Z MIZAREM

Nie wiem jak Wy, ale ja chcę często oddychać powietrzem spoza mojego miasta, najlepiej w świecie którego nie znam. Doskonale jest odetchnąć w miejscu, które mnie rozumie i nie wątpi, nie ogranicza, widzi mnie takim jakim chcę być, a nie postrzega takim jakim jestem na co dzień. Dlatego często decyduję się na podróż do przestrzeni w której mogę się stać dla siebie samego, ale i dla Was odkrywcą, a nie być kolejnym odwiedzającym. Bo w podróżowaniu często chodzi o eksplorację i odkrywanie, poznawanie siebie nawzajem. Z tą myślą i inspiracją kumpla Piotrka, by wybrać się gdzieś w nieznane, zrodziła się kolejna wyprawa do miejsc teoretycznie bliskich, choć jak się okazało i dalekich, bo nie znanych mi jednocześnie.

Mam nadzieję, że zatęskniliście choć trochę za kolejną podróżą? Jeśli tak to nie zamykajcie tej strony, bo dziś czeka na Was nietypowa wyprawa online. Tym razem pokażę Wam Mizar zlokalizowany w jednej z lubelskich wsi. Studzianka, bo dokładnie o tym miejscu jest mowa, jest przestrzenią magiczną, nietuzinkową, którą po prostu warto odwiedzić, a dlaczego? Przekonacie się o tym mam nadzieję właśnie dziś, nie ma co przedłużać, zapraszam w podróż w głąb kultury, natury i społeczności nowej dla mnie, ale mam nadzieję, że i dla Was przestrzeni.

A jak atrakcyjność tego miejsca

Na początek wyprawy muszę ulokować nas nie tylko w samym miejscu, ale i czasie. Wszystko to będzie potrzebne dla zrozumienia szerszego kadru i samej perspektywy z dzisiejszej wyprawy. Wiele zaczyna się przecież od naszej optyki i postrzegania rzeczywistości, ale i naszych pozostałych zmysłów. Bądźcie więc czujni i przenieście się oczami wyobraźni pod koniec XVII wieku, bo mniej więcej wtedy nasza wirtualna podróż się powinna rozpocząć.

Znajdujemy się w lesie pełnym kamiennych nagrobków z napisami w języku arabskim, polskim i rosyjskim. Wszystkie groby są zwrócone w stronę Mekki, słychać jest szum drzew, które sprawiają wrażenie, jakby rozmawiały między sobą. Wszystko to podnosi klimat i buduje narrację oraz atmosferę tej przestrzeni. W takich momentach zapala mi się światełko nadziei i aż chciałoby się, by enty istniały i przemówiły do rozsądku tym, którzy dziś wycinają drzewa na potęgę. Zostawmy może temat ekologii i polityki na inny wpis i cieszmy się tą chwilą oraz pobytem w tym unikatowym miejscu.

Głośny szum sosnowych drzew, gdy wytężycie słuch w oddali doświadczycie również dźwięków z płynącej rzeki Zielawy, która dopełnia uroku tej pięknej wsi województwa lubelskiego. Wszystko to oddalone jest raptem 22 km od Białej Podlaskiej i około 100 km od Lublina. Choć trudno jest spotkać tu kogoś ze społeczności tatarskiej, to i tak warto jest tu przyjechać, chociażby po to, by zobaczyć widniejące napisy nagrobne, zanim zatrze je całkowicie upływający czas.

B jak braterstwo

Dzisiejsza opowieść to również wyprawa w głąb człowieczeństwa, lojalności, poczucia braterstwa, w której nie ma miejsca na ksenofobię czy brak szacunku dla drugiego człowieka z powodu innego wyznania czy odmiennego wyglądu. To również historia o młodym pokoleniu ludzi, którzy robią wszystko by te wartości pielęgnować. Ludzi, którzy nie pozwolą zniszczyć pięknej opowieści o wielokulturowej, otwartej na innych Polsce. To działanie ludzi, którzy chcą bezinteresownie pomóc, tym co dawniej pomagali nam, Polakom.

To właśnie dlatego trzeba znów przenieść się oczyma wyobraźni w przeszłość, by zrozumieć, że tutejsi Tatarzy bronili granic Rzeczypospolitej. Za swe zasługi wojenne, otrzymywali od królów m.in. ziemie, szlachectwo, prawo do zachowania swej wiary, budowy meczetów i własnych cmentarzy. Co więcej ludzie Ci często asymilowali się w mniejszym czy większym stopniu w naszym kraju ze społecznością lokalną, stając się jej częścią. Dbali również o zachowanie pewnych odrębności, co jest przecież zrozumiałe, bo w końcu różniła ich kwestia wiary czy obyczajów, a w tym sprawy dotyczące jedzenia wieprzowiny czy przestrzegania zasad Koranu.

Dziś o tym wszystkim przypomina przy wejściu do tatarskiej nekropolii symboliczny kamień z wmurowaną tablicą upamiętniającą nadanie tych ziem przez Jana III Sobieskiego Tatarom. Nie zapomina również o tym wszystkim społeczność lokalna, która co roku porządkuje tatarski cmentarz. Ponadto ludzie Ci pielęgnują dawne tradycje tatarskie przypominając choćby kuchnię tatarską, łucznictwo tradycyjne. Dodatkowo organizują wystawy poświęcone społeczności tatarskiej, za co należą im się dwa proste, lecz wymowne słowa: chapeau bas. Nie zawsze jednak tak jest czy było tak kolorowo, czasem dzieci w szkołach wyśmiewają się z inaczej wyglądających rówieśników, zresztą nie twierdzę, że przejawów nietolerancji nie było i w Studziance. Nie do tego jednak chcę dziś zmierzać…

Bardziej chciałem  podzielić się dziś z Wami czymś innym. Kiedyś usłyszałem trafne określenie od pewnego mądrego człowieka, który powiedział, że podróże to najlepszy lek na rasizm. Im więcej podróżujesz, tym bardziej zauważasz, że choć różnimy się na zewnątrz to w środku jesteśmy często bardzo do siebie podobni. Ludzi bez względu na to z jakiego są kraju, więcej łączy niż dzieli. Trzeba tylko chcieć to zauważać, a nic tego nie ułatwia bardziej niż podróżowanie. Bycie innym nie jest przecież przestępstwem, a segregacja ludzi nie prowadziła nas nigdy do czegoś dobrego.

Ludzkość jest właśnie dzięki temu piękna, że jest różnorodna. To m.in. dlatego warto być dumnym z tego kim się jest, bo aby szanować innych musimy najpierw zaakceptować samych siebie. Dlatego trzeba walczyć z uprzedzeniami i stereotypami. Tatar to nie tylko koń, podkowa i step, ale by to zrozumieć, należy właśnie podróżować. Zatem teraz czas na chwilę refleksji, jak mawiał Włóczykij z Muminków:  “Tylko od Ciebie zależy, którą drogę wybierasz”. Ja namawiam Was, by wybrać się choć raz na ten cmentarz. Może warto jest przez chwilę pomodlić się za tych Tatarów co przelewali krew za Polskę oraz poczuć atmosferę i ducha tego miejsca.

Krąży nawet legenda o Tatarze uzdrowicielu, który był tutaj znachorem. Ten tatarski mędrzec uzdrowił podobno samą carycę Katarzynę, a i uleczył wielu opętanych przez złe duchy. Podobno pod jego dom zajeżdżali nawiedzeni ludzie, a wyjeżdżali już uzdrowieni, ale kto to wie, jak było naprawdę. Jego ciało prawdopodobnie spoczywa na tutejszym mizarze i to wyjaśniać by mogło tą niecodzienną moc tego cmentarza.

C jak cmentarz

Ta tatarska nekropolia w Studziance jest sama w sobie unikalnym miejscem z niezapomnianym klimatem,  o którym już wcześniej wspomniałem. Chciałbym byście wiedzieli, że najprawdopodobniej mizar ten został założony przez pierwszych osadników muzułmańskich po 1679 roku. To oni osiedlili się na tych terenach. Musimy zdawać sobie sprawę, że Studzianka była wówczas kolebką Tatarów na Podlasiu. Do 1915 roku znajdował się tu nawet okazały meczet. Niestety świątynia ta została wówczas spalona przez Kozaków.

Na szczęście do dnia dzisiejszego zachował się mizar. Jest on jednym z sześciu zachowanych w Polsce cmentarzy tatarskich. Czyni to wg mnie Studziankę wsią wyjątkową w skali całego kraju czy Europy. Aż nie mogę się oprzeć, by zacytować w tym miejscu mistrza od wodociągów: “Jesteśmy w czołówce krajowej, a nawet światowej. Liczba awarii z roku na rok maleje”. Ech niektóre wypowiedziane klasyki zostaną już w mojej głowie na zawsze.

Spacerując zauważyłem, że wśród motywów występujących na nagrobkach powtarzały się półksiężyce. Wyryte w skale są oznaką przynależności wyznaniowej grobu. Od czasu do czasu spotykam na nich też pięcioramienne gwiazdy i wersety z Koranu. Miejsce to jest dziś jedną z piękniejszych pozostałości po parafii muzułmańskiej w Studziance. Jest też namacalnym śladem obecności Tatarów w rejonie Białej Podlaskiej.

Miejsce to budzi zainteresowanie i przyciąga, gdyż ma w sobie głęboko w ziemi magnetyzm o wielokulturowej Polsce.  Cieszę się, że został wpisany do rejestru zabytków i jest chroniony prawem. Jeszcze bardziej doceniam jednak fakt, że lokalna społeczność ma powody do dumy i je rozumie. Świadomość posiadanego dziedzictwa jest istotna. Nie chcę Wam tu prokurować ile grobów przetrwało do czasów obecnych. Przyznam się Wam, że osobiście ich nie zliczałem, a różne źródła, podają odmienne liczby od około 50 do ponad 300. Jak na moje oko jest ich tam około 170, jednak z mojej perspektywy nie ilość jest w tym wypadku najważniejsza.

Podsumowanie

Jestem bardzo ciekaw, czy takie tematy i nietypowe miejsca Was interesują? Zastanawiam się czy mój dzisiejszy wpis Was zaciekawił i okazał się strzałem w dziesiątkę, czy bardziej policyjnym strzałem w oponę? Jedno jest tu ważne, by nie był to strzał w instrybutor. Szkoda by już na starcie rozwaliło mi blog, bo w końcu jeszcze nie jedna wspólna podróż przed nami. Dlatego koniecznie dajcie znać, czy podobają się Wam tego typu podróże, a może zasugerujecie Wy kolejną inspirującą podróż?

Dla mnie zwiedzanie takich unikatowych zabytków w skali kraju to niesamowicie cenne doświadczenie, którym dziś chciałem się z Wami podzielić. Czekam na wszelkie sugestie z Waszej strony. Gdybyście znali skrywane tam inne tajemnice, również dajcie znać. Naturalnie pamiętajcie też o udostępnianiu  tego wpisu na Waszych facebookowych profilach, za co z góry dziękuję. Jeszcze na koniec ważna informacja dla moich Patronów, krowy tutaj nie znalazłem, ale walczymy dalej. Także z tego miejsca dzięki za wsparcie i wiarę w to, że niemożliwe nie istnieje. Trzymajcie się zdrowo, do następnego razu i cześć.

 

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Mizar #Studzianka #lubelskie
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Studzianka| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Mizar| Blogi podróżnicze | Podróżowanie | Co warto zobaczyć na Lubelszczyźnie | Mizar zwiedzanie | Zwiedzanie cmentarza tatarskiego| Studzianka atrakcje |Studzianka co zobaczyć | Studzianka zwiedzanie | Polska | Wycieczki po Lubelszczyźnie| Lubelskie na weekend | Mizar w Polsce 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Dzień Kobiet 8 marca 2021

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Dzień Kobiet #8 marca
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Dzień Kobiet| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie | Bloger |  Zwiedzaj online | Blogi podróżnicze | Podróżowanie | 8 marca | Polska | Womans Day 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Zanocuj w lesie

ABC o spaniu w lesie

Małymi krokami idzie wiosna, zagraniczne loty są dość utrudnione, dlatego pomyślałem, że dziś poruszę nieco inny, ale nadal podróżniczy i myślę dość ciekawy temat. Nie każdy pewnie z Was wie, że w lesie można rozbijać swoje namioty, nocować i to wszystko zgodnie z prawem w ramach pilotażowego programu „Zanocuj w lesie”.

Lasy Państwowe udostępniły w każdym z ponad 400 nadleśnictw w kraju specjalne obszary leśne, gdzie można przenocować i to bez obaw o naruszenie prawa w tym ustawy o lasach, ale wszystko to może się dziać, pod kilkoma warunkami. Dodatkowo od 1 maja 2021 roku pojawią się nowe miejsca, które będą do dyspozycji miłośników nocnej jedności człowieka z naturą. Wszystko to brzmi zbyt pięknie, aby mogło być możliwe? Przypomnijcie sobie lepiej, gdzie macie pochowane namioty i przekonajcie się sami, jak to wygląda w praktyce oraz gdzie jest gwiazdka w tej umowie między ludźmi lasu, a nim samym. Nadszedł czas na dobre wieści dla ludzi zainteresowanych bushcraftem i survivalem.

A jak atrakcyjność programu

Czy program jest atrakcyjny? To trudne pytanie, na które ja na starcie nie ośmielę się odpowiedzieć. Z jednej strony, cieszy mnie fakt, że taka inicjatywa ze strony Lasów Państwowych jest, z drugiej jednak ma swoje ściśle określone limity jak np. ten dotyczący kwestii maksymalnej liczby osób, czy samego czasu nocowania w danym miejscu. Widząc też zachowania niektórych ludzi, nie wiem, czy sam w sobie program nie zaszkodzi lasom, bo niestety czasem choć co do zasady jesteśmy Homo sapiens sapiens, to mam wrażenie, że brakuje nam wyobraźni czy podstawowej kultury. Dlatego jednoznaczna odpowiedź tak lub nie, jest z mojego punktu widzenia na dzień dzisiejszy niemożliwa.

Bez wątpienia doceniam samą inicjatywę i powiem Wam, że fakt rozszerzenia terenów leśnych, w których można będzie przenocować przyczynił się do pojawienia u mnie banana na twarzy, a w przyszłości pewnie i kilku kleszczy w dziwnych miejscach na ciele. Musimy jednak poczekać, by nie dokonać pochopnej oceny tego pomysłu. Nie uprzedzajmy może jednak faktów i nie będzie tak źle, a sam program będzie równie dobry jak muchomor zjedzony na kacu, albo i lepszy. Czas pokaże, ja daję mu duży kredyt zaufania, choć nie we frankach. Wiecie lubię ostrą jazdę bez trzymanki i jak się dużo dzieje, lecz też nie bez przesady.

B jak bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo podczas tego typu wypraw jest jednym z ważniejszych elementów, dlatego zanim zdecydujemy się wyruszyć do lasu, koniecznie zapoznajmy się z regulaminem dostępnym na stronie Lasów Państwowych, link do niego znaleźć można tutaj.

Dowiemy się tam m.in., że nocowanie w ramach tego programu możliwe jest wyłącznie dla grup maksymalnie dziewięcioosobowych i to nie dłużej niż przez dwie noce z rzędu. Z kolei nocleg powyżej dziewięciu osób lub ten, który chcemy odbyć więcej niż dwie noce należy zgłosić mailowo na adres danego nadleśnictwa, nie później niż dwa dni robocze przed planowanym noclegiem. Zgłoszenie wymaga również potwierdzenia mailowego nadleśnictwa, które jest formalnym wyrażeniem zgody na pobyt, bez niego będziemy nocować nielegalnie.

Warto jest również zapoznać się z samą listą obszarów pilotażowych w poszczególnych nadleśnictwach, w których można rozbić namioty i przenocować. Lista ta dostępna jest tutaj.

Fakt, że program działa, nie oznacza, że wolno nam się rozbijać wszędzie, gdzie tylko nam się podoba. Warto też zwrócić uwagę, czy nocujemy, na starych terenach pilotażowych, czy tych nowych, ale o tym za chwilę.

Mam też dla Was kilka mniej lub bardziej oczywistych rad, dla bezpieczeństwa otoczenia i Was samych:

✅Nie rozpalajcie ognisk w lesie, jak to mawiał mój idol – Włóczykij z Muminków: „Świat przed katastrofą zawsze wygląda tak cicho i spokojnie”. Sprawdźcie też aktualne zagrożenie pożarowe, ściółka w lesie potrafi być bardzo sucha i wówczas łatwo o pożar, który w lesie potrafi strawić kilkadziesiąt hektarów i wiele istnień zwierząt. Wiosną, gdy grzeje pierwsze ciepłe słońce, na drzewach nie ma liści, a roślinność runa jeszcze nie odżyła po zimie, a  nie każdy wie, że zagrożenie pożarowe w lasach pojawia się już po kilku słonecznych dniach.

✅Sprawdźcie dokładnie strefę do której się wybieracie, w starych, funkcjonujących już w okresie pilotażu będzie można na ich terenie używać kuchenek gazowych, a w nowych jest to zabronione *(wcześniej zapoznaj się dokładnie z pkt. 17 regulaminu).

✅Zweryfikujcie też dokładnie pogodę, by nie marznąć czy nie siedzieć bez sensu w przemoczonym od deszczu namiocie plując sobie w twarz, że był to idiotyczny pomysł. A i najważniejsze do zapamiętania – nigdy, ale to przenigdy nie ufajcie rozebranym pogodynkom z ostatnich stron gazet i ich prognozom pogody, ani ludziom dzwoniącym ws sprzedaży garnków czy kredytów. Potem pozostanie Wam cytować klasyka: „gdzie pieniądze są za las”, albo leczyć się przez kolejne dni z grypy czy innego choróbska.

✅Miejcie ze sobą dowód osobisty, przyda się chociażby w celu identyfikacji zwłok, albo do podrapania się po nosie, kiedy pogryzą Was komary. Pamiętajcie, że w lesie to wy jesteście gośćmi, a dla zwierząt, las to jednak dom. Także bądźcie grzeczni, jak komuś wbijacie na chatę i nie drażnijcie wilków, niedźwiedzi czy innej zwierzyny.

✅Jak to mawiał włóczykij z Muminków: „Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić”, dlatego zanim zaczniecie rozbijać namioty, sprawdźcie dobrze podłoże i przesuńcie wszelkie kamienie, czy inne elementy, które mogłyby Was uwierać w plecy lub ostatni odcinek układu pokarmowego, gdy będziecie próbowali zasnąć.

✅No i najważniejsze, na koniec biwakowania posprzątajcie wszystko po sobie – zgodnie z zasadą leave no trace.

C jak ceny

Osób lubiących oszczędzanie na noclegach, którzy jednocześnie chcą spać na dziko w lesie przybywa. Dlatego program „Zanocuj w lesie” wydaje się sensownym rozwiązaniem, szczególnie, że zgodnie z nim nie ma żadnych opłat, za nocowanie. Już widzę te szydercze uśmiechy na twarzach każdej przysłowiowej cebuli.

Mam tylko wielką prośbę do Was wszystkich, uszanujcie nie tylko fakt, że program jest darmowy, ale i samą naturę, która nas będzie gościć. Pamiętajcie, że mamy tylko jedną planetę i to jaką ją pozostawimy przyszłym pokoleniom, zależy właśnie od nas. Bądźcie świadomi i  odpowiedzialni również za lasy i powiem wprost nie spierdolcie tego. Wybaczcie, ale tematy ekologiczne zawsze budzą we mnie duże emocje, szczególnie, gdy obserwuję co się dzieje podczas spacerów po lesie czy w sklepach. Wystarczy zobaczyć jak ludzie rzucają się na darmowe reklamówki z plastiku przy działach z owocami w hipermarketach, niczym komornik na meblościankę, albo wybrać się do lasu, gdzie co jakiś czas znajdziecie dzikie wysypisko i jak tu człowiek ma się nie denerwować. Ludzie opamiętajcie się czasem, to że coś jest darmowe, nie znaczy, że można to wykorzystać do granic możliwości i bez konsekwencji… Ech przejdę lepiej do podsumowania, bo niepotrzebnie się zdenerwowałem. Na ostudzenie emocji landschaft z zimowych Lasów Janowskich (bo właśnie te w woj. lubelskim biorą udział w programie “Zanocuj w lesie”) oraz przejdę do poniższego podsumowania.

Podsumowanie

Nie chcę Wam mieszać w głowie, niczym sanepid w ostatnich czasach na pewnej dyskotece w Świebodzinie, ale wierzę, że mój wpis przyda się Wam i będzie bardziej pomocny niż przysporzy kłopotów. Pamiętajcie, że czytacie ten blog na własną odpowiedzialność, a po odejściu od monitora, reklamacji nie uwzględniamy. Zanim zaczniecie penetrować lasy dla bezpieczeństwa skontaktujcie się w tym zakresie wcześniej z kancelarią premiera, sanepidem, lasami państwowymi, ministerstwem zdrowia, lekarzem lub farmaceutą, zakładem pogrzebowym, prawnikiem, a i nie zapomnijcie wcześniej spisać testamentu, tak na wszelki wypadek. Warto też wcześniej pożegnać się z bliskimi. Czasy są dziwne, a rzeczywistość zmienia się z każdym dniem, jak obostrzenia z każdą kolejną konferencją premiera.

Miało być krótko, a ja jak zwykle się rozpisałem. Jednak pisanie bloga po nocach przy Piccolo mi służy (dodam, że producent tego wyskokowego napoju nie sponsorował tego wpisu, a mógłby). Było trochę śmiesznie, trochę strasznie, to może zakończę poważnie. Tak czasem zdarza mi się być poważnym, a i musicie wiedzieć, że nie wszystko co napisałem na moim podróżniczym blogu należy traktować z przymrużeniem oka.

Tak sobie myślę, że w tym wszystkim jedno jest w życiu pewne, oprócz śmierci i podatków oczywiście. Podczas podróży do takich miejsc, gdzie jest się blisko z naturą łatwiej jest się umiejscowić w czasie i przestrzeni, tak by czuć się w pełni naturalnie w danym miejscu i nie czuć się po prostu obco, niczym kleszcz w…,  z resztą nie powiem Wam gdzie miałem kleszcza po ostatnim grzybobraniu. Trzymajcie się zdrowo i nie sikajcie po lasach, cześć. Naturalnie pamiętajcie też o udostępnianiu  tego wpisu na Waszych social mediach. Do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Szatańskie porty #Seitan Limania
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Lasy Państwowe| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Las| Blogi podróżnicze | Podróżowanie | Co warto zobaczyć w lesie | Las zwiedzanie | Zwiedzanie lasu | Las atrakcje |Las co zobaczyć | Las zwiedzanie | Las atrakcje | Atrakcje Lasu| Co warto zobaczyć w lesie | Polska | Wycieczki po lesie | Las na weekend | Lasy w Polsce| 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Seitan Limania

ABC o Zatoce Szatana na Krecie

Zatoka Seitan Limania nazywana także „Paralia Stefanou”, to jedna z najbardziej niezwykłych plaż na greckiej Krecie. Jej nazwa składa się z dwóch części. Pierwsza to Seitan, oznaczająca  w języku Turków osmańskich „szatana” i druga, czyli Limania, pochodzi z języka greckiego i oznacza „porty”.

Zatem wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują, że dziś zabieram Was do piekielnych portów. Jedno jest pewne, przygotujcie się na oglądanie diabelnie pięknych widoków. Jak zwykle rozsiądźcie się wygodnie, przetrzyjcie okulary, bo startujemy i pamiętajcie, nie regulujcie rozruszników, serce ma prawo zabić mocniej od tych iście rajskich landschaftów.

A jak atrakcje

Sama zatoka Seitan Limania znajduje się na półwyspie Akrotiri – skalistym przylądku sięgającym wschodnich okolic miasta Chania, będącego drugim co do wielkości miastem Krety. Najlepiej jest dotrzeć autem, ale trzeba pamiętać, że do samego końca nie prowadzi droga asfaltowa i trzeba kawałek przejść pieszo. Sama droga to dość strome serpentyny, które wymagają wprawy w prowadzeniu auta i usunięcia z pokładu osób cierpiących na chorobę lokomocyjną lub wyposażenie ich w torebki na… no wiecie na co. Z tego co wiem, to dojechać tu można również autobusami, ale nie korzystałem z tej możliwości, więc nie znam szczegółów. Myślę, że jest też możliwość podpłynięcia łodzią, ale ten środek lokomocji będzie chyba najdroższy, więc rozważanie i tej alternatywy pominę.

Miejsce to jest bez wątpienia atrakcją samą w sobie. To dość wąski kanał zamknięty między klifami morskimi z białymi piaskami i przepiękną, czystą wodą. Choć ze swej nazwy jest piekielnie, to tak dla oka przypominać może bardziej raj – z resztą sami oceńcie. Ja poczułem się tu jakbym był na krańcu świata. To bez wątpienia bardzo magiczne miejsce. Wpatrywałem się w nie jak John Smith w Pocahontas, niczym Dzwonnik z Notre Dame w swoją katedrę, albo jak Nemo w bezglutenowy pokarm dla rybek z Tesco. Teraz, gdy piszę dla Was ten wpis, pojawia się odrobina tęsknoty, nostalgii i przypomina mi się w głębi serca, że nadchodzi pora karmienia rybek. Przejdźmy więc sprawnie dalej.

B jak bać się czy nie?

Jeśli macie przyzwoitą kondycję fizyczną, wbudowany instynkt samozachowawczy, porządne buty do schodzenia czy wchodzenia po stromej, kamienistej trasie i rolkę papieru toaletowego, to raczej nie ma się czego obawiać. Jeśli brakuje Wam wyobraźni i na przykład trasę tę chcecie pokonać w japonkach czy na boso, możecie oczywiście próbować, podobno niektórym się to nawet udaje. Warto jednak wcześniej wykupić dobre ubezpieczenie na różne urazy, złamania czy potłuczenia, gdyż zejście jest nie tylko kamieniste, ale przede wszystkim dość strome (i tu cała na biało pojawia się ona, idealna przestrzeń na reklamę dla firmy ubezpieczeniowej).

Nie ma co, kończmy ten reklamowy bełkot, bo trzeba przejść do konkretów. Zaznaczyć Wam w tym miejscu muszę, że są dwa szlaki prowadzące na Seitan Limania – lewy (patrząc z góry na plażę) jest nieco dłuższy, ale miałem wrażenie, że mniej stromy i prawy – krótszy, ale jak się sami domyślacie mniej bezpieczny. Dlatego dla lubiących adrenalinę powiem tylko tyle, sami wiecie co macie wybrać, pamiętajcie tylko o spakowaniu ze sobą taśmy życia.

Jak już cali i zdrowi będziecie na dole, zwróćcie uwagę jeszcze na jedną bardzo istotną kwestię. Mówi się, że panuje tu diabelnie silny prąd, zwłaszcza w miesiącach zimowych. Dlatego miejsce to dedykowałbym osobom, które dobrze potrafią pływać. Nie zapominajcie, że woda to potężny żywioł i niech klimat wakacji, relaksu i wypoczynku nie uśpi Waszej czujności.

C jak ceny

Nie ma tu opcji wynajmu wygodnych łóżek czy parasoli, nie ma też w okolicy barów i instagramerów z drinkami z palemką. Być może to właśnie dlatego tak  spodobało mi się to miejsce. Wyróżnia się swoją unikalnością bardziej niż inne, skomercjalizowane plaże Krety. To chyba dzięki temu, można poczuć odrobinę dzikości w obcowaniu nie tylko z naturą i kozami, ale o tym więcej za chwilę i bez złych skojarzeń perwersy. Nie ma tu również biletów parkingowych, opłat za plażowanie itp. powodów do wydawania pieniędzy. Jedyny koszt, jaki poniesiecie, to koszt dotarcia na miejsce, co jest w ogólnym rozrachunku dla jednych wadą, a dla innych zaletą tej szatańsko pięknej zatoki. W kategorii cebula, można sobie powiedzieć – jeśli tu dotarłeś to tak, jesteś zwycięzcą.

Podsumowanie

W podsumowaniu odpowiem Wam na proste pytanie, czy warto się tu było wybrać? Zdecydowanie tak. Miejsce to jest rzeczywiście niezwykłe. Ten zygzak wcinający się w wysokie skały i woda o różnych odcieniach niebieskiego, lazuru i błękitu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest jednak kilka mankamentów. Sama plaża jest niestety dość mała i w sezonie w godzinach popołudniowych czy w weekendy bywa bardzo zatłoczona.

Obowiązkowo pamiętajcie, że jeśli chcecie tam spędzić cały dzień, to trzeba ze sobą zabrać jedzenie i picie oraz nakrycie głowy, a w sezonie jest tu naprawdę bardzo gorąco. Przy samej plaży nie ma sanitariatów czy sklepów. Musicie też być czujni, gdyż czyhają tu szatańskie kozy czekają na Wasze smakołyki. Jeśli na dłużej zostawicie je na wierzchu czy bez opieki, możecie być pewni, że te rogate zwierzaki szybko się nimi zaopiekują. Widziałem jak bez skrępowania zaglądały do toreb plażowiczów, którzy beztrosko poszli korzystać z uroków wody. Tak sobie myślę, że może warto jest zabrać ze sobą kilka jabłek więcej i uczciwie się z nimi podzielić, gdyż kozy dodają tej przestrzeni dodatkowego klimatu i też im się coś od życia należy.

Wyprawa, którą odbyłem na Kretę otworzyła i bez wątpienia poszerzyła moje spojrzenie na świat z dala od medialnych stereotypów czy polityki. Nasza planeta jest pełna pięknych ludzi i jeszcze wspanialszych miejsc. Odkrywajmy więc świat i nie zastanawiajmy się czy za rogiem czeka zło czy dobro oraz czy dziś znów kłócić się będą politycy. Zło może zawitać do Ciebie nawet, gdy zatrzaśniesz swoje drzwi i nie zaczniesz podróżować, a jedno jest pewne, politycy kłócić się i tak będą. Zostaw więc te przyziemne sprawy, wyłącz czasem TV i wyrusz w podróż. Chciałbym by te dzisiejsze piekielne klimaty i przemyślenia, były dla Was boskim planem na najbliższy czas. Taka też jest kwintesencja moich przemyśleń po powrocie z pięknej i pełnej przeciwieństw Krety.

Kończąc moją wyprawę, z czystym sumieniem mogę polecić Wam odwiedzenie tego skrawka raju w krainie szatana, którego Turcy określili dawniej „şeytan”. Nie taki jest ten diabeł straszny, jak go często malują. Do następnego razu, trzymajcie się zdrowo,  Cześć.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI DLA WAS

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Szatańskie porty #Seitan Limania
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Kreta | Blogi podróżnicze | Podróżowanie | Co warto zobaczyć na Krecie | Kreta zwiedzanie | Zwiedzanie Krety | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Kreta zwiedzanie | Seitan Limania atrakcje | Atrakcje Seitan Limania | Co warto zobaczyć w Grecji | Atrakcje Grecji | Polska | Grecja| Szatańskie porty | Wycieczki po Krecie | Grecja na weekend | Seitan Limania | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Ranking Muzeów

MUZEA OD A DO Z

Podjąłem decyzję na napisanie wyczekiwanego od dawna przez nikogo, nowego wpisu na moim podróżniczym blogu. Dziś przedstawię Wam subiektywny ranking od A do Z muzeów, które warto odwiedzić. Naturalnie ranking opracowano na podstawie wieloletnich eksploracji, różnych rozbudowanych analiz, statystyk, wyliczeń oraz łapówek od instytucji, które chciały znaleźć się w tym prestiżowym miejscu. Jedni zarzucą mi obiektywizm, inni jego brak, a ja cały czas jednak będę podkreślał, wszystko co tu zawarłem jest niezależne i subiektywne, a wpływ na miejsce na liście miał alfabet, no i oczywiście przelewy bankowe od muzeów na moje konto. Nie wiem jak Wy, ale ja jaram się dzisiejszym wpisem, jak Gargamel Smerfami, zatem nie przedłużam – rozsiądźcie się wygodnie i zaczynajmy eksploracje muzeów od A do Z.

A jak Alhambra Muzeum

Niektórych miejsc na Ziemi nie da się ominąć, tak jak nie da się ominąć Augustowa i choć to polskie piękne miasto jest również na literę A, to jednak mój pierwszy wybór padł na Alhambrę, o której pisałem już, gdy omawiałem to co warto zobaczyć w Granadzie (nie moja wina, że dali większą łapówkę niż Augustów). Dla przypomnienia wpis o Hiszpańskim mieście znajdziecie tutaj. Sama Alhambra to najmocniejszy atut turystyczny tego regionu Hiszpanii. Ten długi czerwony pałac górujący nad miastem, na tle ośnieżonych gór Sierra Nevada, potrafi zachwycić o każdej porze roku. Równie interesujące jest to co skrywa w swoich murach. Wewnątrz Alhambry znajdują się dwa muzea. Na parterze mieści się Muzeum Alhambry (Museo de la Alhambra) z cennymi eksponatami archeologicznymi, a na pierwszym piętrze z kolei znajduje się Muzeum Sztuk Pięknych (Museo de Bellas Artes). Oba koniecznie trzeba zobaczyć.

 B jak British Museum

Z Hiszpanii ruszamy do Wielkiej Brytanii. Nie każdy wie, że British Museum było pierwszym publicznym muzeum narodowym na świecie. Eksponaty zebrane w potężnym muzealnym gmachu przedstawiają blisko 2 miliony lat dziejów ludzkości. Stała kolekcja liczy około 8 milionów dzieł, podzielonych na kilka kategorii: Starożytny Egipt i Sudan, Grecja i Rzym, Bliski Wschód, Prehistoria i Europa, Azja, Afryka, Oceania i obie Ameryki, Rysunek i grafika, Monety i medale, Zabytki i skarby ruchome. Także jeśli chcesz zobaczyć na własne oczy m.in. egipskie mumie, to wcale nie musisz ruszać do Egiptu.

 

C jak Centrum Sztuki Królowej Zofii

Przenosimy się do stolicy Hiszpanii, do Muzeum Reina Sofía, są tam m.in. sale poświęcone twórczości Pabla Picassa, Salvadora Dalego i Joana Miró. Jak dziś pamiętam, że gdy wybierałem się do tego miejsca, byłem napalony jak daltonista na kolorowy telewizor. Wszystko to za sprawą takich obrazów jak Guernica, czy Pejzaż z Cadacués. Muzeum jest poświęcone przede wszystkim sztuce hiszpańskiej, ale nie tylko, dlatego będąc w Madrycie koniecznie tu zawitajcie.

 

D jak Dęblińskie Muzeum Sił Powietrznych

Do Dęblina zawitałem w zeszłym roku i mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Nie mogło dziś zabraknąć tego unikatowego Muzeum Sił Powietrznych. Więcej o samym Muzeum możecie poczytać klikając tutaj. Gdyby muzeum to miałoby być kotem muzeów lotnictwa, to to byłoby zdecydowanie przekotem, a dlaczego tak uważam, przekonajcie się sami klikając w poniższy baner.

E jak Ermitaż w Petersburgu 

Jedno z najpiękniejszych rosyjskich muzeów z siedzibą w Sankt Petersburgu. Już sam budynek robi imponujące wrażenie, nie tylko z uwagi na fakt, że mieści się w pięciu pałacach nad brzegiem Newy. W środku skrywane są płótna Poussina, Watteau, Rembrandta, Rubensa, Rafaela, Tycjana i wielu innych znakomitych malarzy. Ermitaż to jedno z największych muzeów sztuki i malarstwa na świecie. Jak tylko wejdziesz do budynku zobaczysz jak jest tam pięknie – wszystko lśni, marmury, złoto, rzeźby… ech poczujesz się jak w naszym ZUS-ie.

 

F jak Fryderyka Chopina Muzeum

Muzeum Fryderyka Chopina to miejsce biograficzne poświęcone Fryderykowi Chopinowi, będąc w Warszawie warto zawitać do znajdującej się w Zamku Ostrogskich  placówki, która jest częścią Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Muzeum to posiada również oddział zamiejscowy w Żelazowej Woli, gdzie znajduje się dom urodzenia  Chopina. Miejsca te są zdecydowanie godne polecenia, szczególnie fanom kompozytora. Jak dziś pamiętam, kiedy już jako dziecko zwiedzałem dom Fryderyka, szarpiąc niczym komornik podczas egzeukcji za klamkę, kolejne drzwi, by wyeksplorować następny pokój i skrywane w nim cenne przedmioty oraz sekrety tego urokliwego miejsca. Warto też wspomnieć, że Muzeum w Żelazowej woli, to nie tylko dom, ale i piękny park, który ja pokochałem od pierwszego wejrzenia.

G jak Geologiczne Muzeum w Warszawie

Warszawskie Muzeum Geologicznego to zbiór niesamowitych kamieni, skamielin i minerałów. Istnieje już od ponad 100 lat, więc jeśli jeszcze nie zdążyłeś czy nie zdążyłaś go odwiedzić, to może warto nadrobić stracony czas i wybrać się właśnie tam. Mi spodobały się  szczególnie szkielety wymarłych zwierząt z epoki lodowcowej i rekonstrukcje czy szkielety dinozaurów. Wszystko to za jest za darmo i znajduje się w pięknych wnętrzach gmachu z początku XX wieku. Przed wybraniem się tam sprawdźcie wcześniej godziny otwarcia, bo jak wiadomo, COVID 19 trochę namieszał i dłuższy czas Muzeum było nieczynne, ale na dzień dzisiejszy, jak wynika z ich oficjalnej strony, wszystko wraca do normy.

H jak Heraklion Muzeum

Archeologiczne Muzeum w Heraklionie,  bo dokładnie o tym miejscu jest mowa, było jednym z moich ostatnich z zagranicznych Muzeów, które odwiedziłem przed międzynarodowym lockdownem. Muzeum archeologiczne znajduje się w centrum stolicy Krety i jeśli będziecie tylko zwiedzać Iraklion, to naprawdę warto tam się wybrać, bo znajdziecie tu bardzo unikatowe eksponaty. Moim zdaniem jest to też jedno z najlepszych muzeów greckich jeśli chodzi o samą klasę eksponatów. To tutaj zobaczycie na własne oczy przedmioty znalezione na Krecie pochodzące nawet z roku ok. 7000 pne. w tym niesamowicie tajemniczy dysk z Fajstos, który jak twierdzą badacze kosmonautyki, może wiązać się wizytami kosmitów na Ziemi.

I jak Izraela Muzeum

Muzeum położone w jest w pobliżu Knesetu w Jerozolimie. Moim zdaniem miejsce to ma status światowej, najwyższej klasy instytucji muzealnej, prezentującej zbiory archeologii od najstarszych do współczesnych czasów. Proponuje szeroką ofertę wystaw, prezentacji, publikacji i programów edukacyjnych. W środku znajdziemy cztery tematyczne działy, a każdy z nich to praktycznie inna i niesamowita podróż w czasie. Warto było tu przyjechać i na pewno jeszcze tu wrócę. Na prośbę wszystkich tych, którzy twierdzą, że jest  za mało zdjęć z moim udziałem na blogu, dodaję klasyczne foto w lustrze, jak na porządnego blogera przystało.

 

J jak Jad Waszem

Jeśli chcesz zobaczyć jak niepozornie wyglądało zło człowieka względem drugiego człowieka, jak sukcesywnie kiełkuje nienawiść i jak okrutne owoce zbiera, to powinieneś/powinnaś choć raz w życiu wybrać się do Jad Waszem. Jest to część Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu, która mną osobiście bardzo mocno wstrząsnęła. Być może do tego tematu podchodzę bardzo osobiście i emocjonalnie z uwagi na moją rodzinną sytuację, ale nie raz podkreślałem, że subiektywizm bloga, jest jego immanentną częścią. Podkreślę Wam tylko, że byłem wcześniej w różnych obozach koncentracyjnych czy muzeach o tej tematyce w Polsce i sporo wiem o ofiarach i kwestii Holokaustu, dlatego moje rozemocjonowanie nie wynika z pierwszego kontaktu z tym trudnym tematem. Nie mniej zlokalizowane na Wzgórzu Herzla Muzeum otwiera oczy jeszcze szerzej, a na twarzach wielu zwiedzających widziałem łzy w oczach, co nie powinno nikogo dziwić, a na pewno nie tego, kto ma w sobie choć odrobinę empatii.

 

K jak Korczakianum

O Korczakianum również był już wpis na moim blogu. Nadal uważam, że to warszawskie Muzeum nie zachwyci Was ilością eksponatów, wielkością sal czy też nie dostarczy niesamowitych wrażeń. Miejsce to skrywa w sobie coś bardziej cennego, to niesamowita lekcja historii i pokory, którą każdy z nas powinien odbyć. O ile ekspozycje nie porywają, tak w połączeniu z bardzo ciekawymi opowieściami opiekunów tego miejsca, będziecie nim ukontentowani. Uważam, że warto odwiedzić Korczakianum i poznać prawdę o tym co tam się wydarzyło.

L  jak Luwr

Z Warszawy przenosimy się do Paryża. Po prostu to paryskie muzeum musiało się tu znaleźć. Jeśli chcesz zobaczyć obraz Leonarda da Vinci pt. Mona Lisa, to dobrze trafiłeś. Warto jest tu czekać w sporej kolejce do kasy biletowej dla chociażby samej Nike z Samotraki czy Wenus z Milo, ale możesz też tu zachwycić się ponad 35 tys. innymi obrazami czy dziełami sztuki. Luwr to bez wątpienia jeden z symboli Paryża. Jedno jest pewne, jak już tu wejdziesz, będziesz musiał przespacerować się w jednym z największych muzeów na świecie wśród dzieł sztuki Zachodu od Średniowiecza do 1848 roku, skarbów starożytnych cywilizacji i części ze sztuką islamu. 

 

Ł jak Łowiectwa i Jeździectwa Muzeum

To chyba najbardziej kontrowersyjne muzeum w moim zestawieniu z uwagi na rodzaj eksponatów. Nie mniej mając na względzie jego odmienność od pozostałych, uznałem, że chcę, by znalazło się w moim blogu. Więcej o tym miejscu pisałem już tutaj, dlatego by nie bić tej samej piany, przejdę do następnego miejsca, bo cieszę się nim jak Włóczykij z Muminków przed kolejną wyprawą na południe.

M jak Muzeum Konia Rafała

Pod literą M pierwotnie miało być o Metropolitan Museum of Art z Nowego Jorku, ale nie będę ukrywał, w zestawieniu wygrywają najlepsi. Zainspirowany twórczością TVP na potrzeby wpisu stworzyłem własną Galerię Sztuki, przez duże S, którą odwiedzać będą najwięksi znani projektanci, ludzie świata kultury, art &biznesu. Już pierwsze zaproszenia zostały wysłane do światowych sław m.in. do projektanta Christiana Paula, ale i do znawczyni rzeźby Oksany specjalizującej się w krasnalach ogrodowych. Nie mogło więc być inaczej i mój wybór padł na Muzeum Konia Rafała. Najnowsze, najnowocześniejsze z najpiękniejszymi eksponatami i najdroższymi obrazami. To tu zobaczycie m.in. Słoneczniki Van Gogha, Walenie Konia, Rafaelę Leonarda, czy znany na całym świecie Pocałunek Rafała.

N jak Narodowe Muzeum w Warszawie 

Jest to narodowa instytucja kultury. Myślę, że jest to jedno z największych muzeów w Polsce, a zdecydowanie największe w Warszawie. Muzeum to gromadzi zbiory sztuki starożytnej (egipskiej, greckiej, rzymskiej), malarstwa polskiego od XIII wieku, a także galerię malarstwa obcego (m.in. włoskie, holenderskie, francuskie, niemieckie i rosyjskie). Ciekawostką jest to, że tutaj znajdziecie kilka obrazów z prywatnej kolekcji Adolfa Hitlera, ale na sporą uwagę zasługują zbiory Galerii Faras im. Profesora Kazimierza Michałowskiego.

O jak Okręgowe Muzeum w Sieradzu

Tym wyborem Was pewnie zaskoczę, ale chcę by w tym zestawieniu znalazło się Muzeum Okręgowe w Sieradzu, nie tylko z uwagi na fakt, że budynek będący jego siedzibą jest zarazem najstarszą zachowaną kamienicą w mieście. Bardziej chciałem Wam zdradzić co kryje w sobie to Muzeum oraz jak życzliwych ludzi spotkałem właśnie w nim. Znajdziecie tu ciekawe zbiory archeologiczne, historyczne oraz etnograficzne. Muzeum posiada dodatkowo dwa oddziały: Sieradzki Park Etnograficzny (skansen) oraz Muzeum Walewskich w Tubądzinie prezentujące wnętrza dworskie z przełomu XIX i XX wieku. Będąc w Sieradzu koniecznie tu zawitajcie, gdyż spotkacie przemiłych ludzi, którzy z pasją będą się chcieli podzielić wiedzą z tego regionu Polski.  Dla mnie miejsca to też ludzie i to właśnie dzięki temu przekonaniu, sieradzkie Muzeum trafiło do mojego rankingu. Więcej o mieście i samym Muzeum znajdziecie również w jednym z moich poprzednich wpisów, wystarczy kliknąć tutaj.

 

P jak Prado 

Z Sieradza ruszamy do Madrytu, a dokładnie do Muzeum Narodowego Prado. Jest to bez wątpienia jedno z największych i najbardziej znanych muzeów na świecie, a zarazem jednym z najliczniej odwiedzanych muzeów świata. Dużo tych naj, więc dodam jeszcze, że w samym Muzeum znajduje się ponad 35tys eksponatów, będzie Wam łatwiej sobie uzmysłowić ogrom sztuki, która tu się skrywa. To wszystko jest imponujące nie tylko z uwagi na ilość, ale i na jakość. Miejsce to oferuje nam możliwość zobaczenia jednych z najwspanialszych dzieł sztuki w dziejach ludzkości, warto tu przyjść przynajmniej raz, aby chcieć tu powracać. Nie da się przecież zatęsknić, za czymś, czego się nie poznało, a co jak co, ale Prado jest warte zarówno poznania, jak i tęsknoty. A za czym konkretnie można zatęsknić, chociażby za obrazem hiszpańskiego malarza Francisco de Goya “Maja ubrana”, dla niewtajemniczonych powiem , że jest tam również ta sama Maja tylko rozebrana, a we wspomnianym wcześniej Muzeum Konia Rafała znajdziecie Maję Covidową, którą prezentuję po raz pierwszy specjalnie dla Was poniżej.

R jak Rijksmuseum w Amsterdamie

Tak to tu zapłacisz za to, żeby zobaczyć Wesołego pijaka. Kiedy dotarłem do Holandii po raz pierwszy jarałem się tym muzeum, jak przybywający tu palacze Holandią. Już sam budynek tego muzeum mnie zachwycił i uwierzcie lub nie, ale wrażenie to było uzyskane bez jedzenia grzybów, tamtejszych ciasteczek czy ziołolecznictwa. Dla mnie osobiście, Rijksmuseum jest  wizytówką Amsterdamu i całej Holandii. W jego murach znajdują się dzieła i eksponaty, które pełnią funkcję historii sztuki tego kraju w pigułce. Nie można powiedzieć, że zwiedziło się Amsterdam, jeśli nie było się właśnie tutaj. Kolekcja malarstwa to ponad 5 tysięcy obrazów reprezentujących malarstwo holenderskie i światowe XV-XIX wieku. Znajdziemy tu dzieła takich malarzy jak: Jacob van Ruisdael, Frans Hals, Johannes Vermeer, Rembrandt i uczniów Rembrandta i wielu innych mistrzów pędzla. Jeśli tylko będziecie mieli okazję by tu być, wykorzystajcie ją od razu.

              

S jak Schönbrunn

Miało być o ostrym jak paprykarz z Biedronki Muzeum Seksu w Amsterdamie, ale że lubię podróże wybrałem przekornie wyprawę z Holandii do Wiednia. Wszyscy fani seksu mogą czuć się rozczarowani i uważać, że Muzeum Schönbrunn jest tu potrzebne jak światła w GTA. Przyznam się Wam szczerze, że hasło na literę S wybrali moi Patroni. Dla przypomnienia Patroni to ludzie wpływowi, dzięki którym istnieje ten niezależny blog, więc sami widzicie, co ja mogę 😉 Więcej info o moim PATRONITE, znajdziecie tutaj.

Jedyne co mi pozostaje, to postarać się udowodnić, że Muzeum Schönbrunn jest lepsze niż… sami wiecie co. To, że jest tam generalnie pięknie to widać na poniższym zdjęciu, to że zobaczycie tam nagie ciała, na obrazach czy w rzeźbie to też jest miłe dla oka. Dziś pałac jest niesamowitym Muzeum, które ze względu na historyczne znaczenie, wyjątkowy park oraz imponującą aranżację przestrzeni należy do Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, ale czy jest lepsze niż seks? Oceńcie najlepiej sami, tylko zdradzę Wam, że byłem tu kilka razy i zawsze mi się podobało. Czy ja wspominałem, że mój blog jest tylko dla dorosłych? Czytajcie go najlepiej po 3 tanich winach i po 23:00 wtedy najlepiej “wchodzi” (wino oczywiście).

T jak Thyssen-Bornemisza Muzeum

Zacznę najbardziej popularną wśród wielu studentów metodą badawczą, czyli opcją kopiuj – wklej z Wikipedii: “Zgromadzone są tu obrazy z kolekcji barona Heinricha Thyssena-Bornemiszy i jego syna Hansa Heinricha Thyssena-Bornemiszy, między innymi dzieła Tycjana, Giovanniego Battisty Pittoniego, Francisca Goi, Vincenta van Gogha, Camille’a Pissarra”, a ta cenna informacja wyjaśnia niewtajemniczonym skąd wzięła się nazwa tego miejsca. Obok Muzeum Prado i Muzeum Narodowego Centrum Sztuki Królowej Zofii, miejsce to uznaje się bez wątpienia za najsłynniejsze wśród madryckich muzeów, które zdecydowanie warto odwiedzić.

U jak U-jazdowski

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski to instytucja z siedzibą w budynku Zamku Ujazdowskiego. Zajmuje się tworzeniem, wystawianiem i dokumentowaniem współczesnej sztuki polskiej oraz zagranicznej. Miejsce to stanowi przestrzeń dla poszukiwań artystycznych, w której współistnieją różne dziedziny sztuki. To właśnie tu poprzez sztukę starać się można przemyśleć świat. Z odwiedzenia tego miejsca zadowolony będzie każdy fan czy wielbicielka sztuki współczesnej. 

V jak Vincenta van Gogha Muzeum

Prosto z Warszawy ruszamy do Amsterdamu do Museum Vincenta van Gogha. Spotkacie tam ponad 200 obrazów tego wielkiego mistrza, około 500  rysunków i 700 listów i bez wątpienia jest to największa  kolekcja zbiorów Vincenta na świecie. Oprócz tego zgromadzono tam wiele innych związanych z nim pamiątek, m.in. fotografii i rzeczy osobistych. W Muzeum tym znajduje się również biblioteka, a w niej znajduje się ponad 24 000 książek i 4500 innych publikacji, takich jak katalogi wystawowe czy artykuły prasowe. Głośno o tym Muzeum było za sprawą kradzieży, która miała tu miejsce. Kradzież obrazów Vincenta van Gogha uważana jest za jeden z największych współczesnych rabunków dzieł sztuki. M.in. wydarzenie to rozbudziło dyskusję na temat systemów zabezpieczeń stosowanych w muzeach. Nie łączcie jednak faktów, to że we wspomnianym wcześniej Muzeum Konia Rafała jest obraz Słoneczniki, to zupełnie nie dlatego 😉

 

W jak Watykańskie Muzea

Jeśli mowa o Watykanie, to oczywiście należy zwiedzić Muzea Watykańskie. Należą one w końcu do jednych z najważniejszych i najbogatszych muzeów na  świecie i mam nieodparte wrażenie, że skrywają w swych murach wiele tajemnic. Jedno jest pewne, że warto jest zarezerwować sobie na ich zwiedzanie minimum kilka godzin i dodać do tego kilka kolejnych na oczekiwanie w kolejkach do tego miejsca. Absolutnie wyjątkowa jest tamtejsza Kaplica Sykstyńska i znajdujące się tam freski. To miejsce po prostu trzeba zobaczyć, poczuć, doświadczyć.

 

Z jak Zaanse Muzeum

Zabiorę Was jeszcze raz do Holandii. Jednym z najbardziej malowniczych regionów Holandii jest na pewno region Zaan, a wielkim sympatykiem tego regionu był słynny malarz Claude Monet, który namalował będąc tu przez 4 miesiące 24 obrazy, a jeden z nich możemy zobaczyć w Muzeum Zaans, na który padł mój kolejny wybór w dzisiejszym rankingu. Dodatkowo znajdziecie tu kolorowe wiatraki i ciekawe domki znajdujące się w skansenie Zaanse Schans, która jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji w Holandii. O samym skansenie więcej informacji znajdziecie tutaj.

Ż jak Żydów Polskich Muzeum w Warszawie

POLIN bo dokładnie o tym Muzeum jest mowa odwiedziłem wielokrotnie. To tu znajdziecie  1000-letnią historię Żydów w Polsce. Od pierwszych śladów na polskich ziemiach przez złoty wiek społeczności żydowskiej w kraju, przez czasy przedwojenne, po zagładę i wszystko, co wydarzyło się po II wojnie światowej. Muzeum to doceniono tytułem Europejskiego Muzeum Roku, a jeśli Was tu jeszcze nie było, koniecznie musicie to nadrobić.

PODSUMOWANIE

Ze wszystkich dzisiejszych pięknych wspomnień i momentów wzruszeń pozostało mi na koniec tylko wzruszenie ramionami. To już meta naszej dzisiejszej wyprawy. Niestety wielu z tych miejsc na dzień dzisiejszy nie zobaczymy z uwagi na sytuację związaną z pandemią. Tym którzy dotrwali ze mną do samego końca gratuluję i osobiście mogę przypiąć do sutka złoty order uśmiechniętego słoneczka, naturalnie na agrafkę. Brawo Wy sadomasochiści i wierni czytelnicy bloga. Na do widzenia pozostaje się mi pożegnać i tradycyjnie powiedzieć, do następnego razu. Trzymajcie się zdrowo, cześć.

linia

Ten wpis powstał dzięki łapówkom z muzeów oraz oczywiście wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka
DZIĘKUJĘ WAM ZA WASZE WSPARCIE

Jeśli spodobał Ci się wpis zachęcam do polubienia, skomentowania lub udostępnienia.
Z resztą rób z nim co chcesz, a najlepiej różne brzydkie rzeczy.

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


#ranking muzeów #rafalbil #fotografia
#blog podróżniczy #patronite #podróże

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Ranking Muzeów| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Muzea Świata| Blogi podróżnicze| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Muzeach 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021