czarny czwartek

Witajcie,

Wczorajszym wpisem zabierałem Was do raju, a dziś będzie o piekle, piekle kobiet. Mam do Was wielką prośbę, postarajcie się na spokojnie przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski z tego co poniżej zostało napisane.  Choć strasznie nie lubię tematów politycznych, to nie mogę milczeć w tej kwestii i Wy nie milknijcie…

Od 1993 roku w Polsce obowiązywała ustawa, wg której przerwanie ciąży było legalne, czyli zgodne z prawem w trzech przypadkach:

– gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki

– gdy pochodzi z gwałtu

– gdy istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu.

Właśnie Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok zgodnie z którym przerwanie ciąży z powodu poważnych wad płodu jest niezgodne z konstytucją. Co to będzie oznaczać w praktyce?

Kiedy dziecko urodzi się bez połowy twarzy? To nic. Urodzi się z wnętrznościami na wierzchu? To nic. Urodzi się bez rozwiniętego mózgu? To nic. Urodzi się tak zniekształcone, że nie będzie mogło złapać oddechu? To nic. Najważniejsze z punktu widzenia prawa jest to, że kobieta ma urodzić i dziecko ma się urodzić, nawet gdy lekarze wiedzą, że urodzi się martwe lub umrze w najbliższym czasie.

Zrozumcie, że zgodnie z dzisiejszym wyrokiem nie ważnym, jest nawet to, że dziecko umrze zaraz po porodzie. Nie ważnym jest, że kobieta będzie musiała patrzeć na cierpienie i śmierć przez ten cały czas. Ma urodzić i nikogo nie obchodzi wówczas Jej cierpienie. To m.in. przeciwko temu protestowano podczas Czarnego Protestu i wiele razy później. Dziś wyrok ten stał się rzeczywistością z którą przychodzi się nam wszystkim zmierzyć lub zaakceptować.

Jeżeli jakikolwiek mężczyzna myśli, że ta sprawa Jego nie dotyczy, to jest w błędzie. Sprawa kobiet to nasza sprawa drodzy panowie, bo tu chodzi o matki, córki, żony, sąsiadki, przyjaciółki, koleżanki z pracy i nie miałbym odwagi patrzeć im w twarz, gdybym w tej kwestii dziś nie zaprotestował.

W ostatnich godzinach pojawił się żal, gniew, przerażenie, wściekłość na twarzach wielu Polek, dziś każda z tych emocji mogła zaistnieć i może pozostać dłużej na twarzy wielu z Nich.

Drogi kolego, mówisz mi, że życie ludzkie jest najważniejsze, pełna zgoda. Życie każdego człowieka to cud i ja tego nie kwestionuję. Twierdzisz, że sprawa nie jest oczywista i prosta. Pełna zgoda, każdy taki przypadek to tragedia, której nikomu nie życzę i która jest czymś nie do opisania… Jednak pomyśl przez chwilę i pozostaw kobiecie i przyszłej matce wybór. Czy nie czujesz, że każda z kobiet powinna mieć prawo do decydowania o swoim ciele w tak dramatycznych momentach i nie wolno im tego prawa odbierać?

Informacja, że kobieta musi urodzić dziecko bez nerek, bez mózgu, bo tak zdecydowała polityka bez serca, jest przerażająca. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego jeśli lekarz wie, że płód w macicy obumrze, to ustanowione prawo zmusi, zarówno Jego jak i kobietę, by czekali, aż to się wydarzy.

Niejednokrotnie na salach porodowych, mają miejsce mało przyjemne scenariusze. Ból kobiety po stracie, która żegna swoje dziecko, lub patrzy na cierpienie w połączeniu z bezradnością i miłością kobiety, gdy słyszy ten ostatni oddech, który miał być pierwszym, jest czymś czego żaden chyba z mężczyzn nigdy sobie nie uświadomi, nie wyobrazi i nie zrozumie. Szczerze współczuję wszystkim tym rodzinom, w których początkiem życia, okazał się być jego końcem. Jest to bez wątpienia niewyobrażalne cierpienie. Uważasz jednak, że życie ludzkie jest najważniejsze i za każdą cenę kobieta musi rodzić? Nie zgadzam się z Tobą, jak Ty nie musisz zgodzić się ze mną. Przeczytaj proszę tylko do końca i ze zrozumieniem moją argumentację, być może pozwoli ona zmienić Twój dotychczasowy punkt widzenia.

Gdy mówisz, że w tej sprawie nic nie można zrobić? Również się nie zgadzam. Zaprotestuj i powiedz o tym innym. Zaangażuj się, zainteresuj, rozważ wszystkie za i przeciw. Zwykle staram się opowiadać świat fotografiami, bo to obraz ma moc tysiąca słów, dziś celowo zamieszczę tylko na końcu symboliczną grafikę, by oszczędzić widoku dramatycznych zdjęć. Jakich spytacie? Nie zwalniam Was z obowiązku dowiedzenia się więcej o cyklopii, holoprozencefalii, dysrafii, syrenomelii, szczególnie jeśli o tym nigdy nie słyszeliście. To może drastycznie zmienić Wasz punkt widzenia i ostrzegam tylko, że są to bardzo trudne kwestie, które niestety mają miejsce w rzeczywistości.

Do jednego Was jeszcze zachęcam, nie bądźmy obojętni, zaangażujmy się w sprawę Polek, bo to też  nasza sprawa. Współczuję wszystkim kobietom, których te kwestie będą dotykać personalnie i jednego jestem pewny, to my mężczyźni nie mamy prawa za Was decydować w tych tragicznych momentach. Przekonany też jestem, że nikt nie powinien Wam tego prawa odbierać. Przerażającym jest myślenie, jak wielką traumą dla matki jest zmuszanie Jej do urodzenia dziecka bez twarzoczaszki, które po kilku tygodniach umrze. Wybaczcie panowie, ale nie nam mężczyznom jest decydować o tym, czy nosząca w sobie dziecko matka podejmie decyzję w tej sytuacji o aborcji czy urodzeniu dziecka, nie nam. Ci którzy nigdy nie przeżyli, tych trudnych chwil w szpitalach i nie byli zmuszeni patrzeć na bezradny ból, który ma prawo odbierać rozum, powtórzę nie mają prawa decydować za kobiety. Nie oceniajmy tych wyborów, nie od tego jesteśmy. Wspierajmy kobiety, bo bez nich nie było by nas.

Nie chcę nawet komentować tego, że zorganizowanie takiego głosowania w samym środku szalejącej pandemii jest moim zdaniem aktem wyrachowania, być może ucieczką od głównego problematycznego tematu, czyli samej pandemii, która dotyka bardzo wielu Polaków. Jedno jest pewne, nie jest to czas i miejsce na otwieranie tej puszki pandory i bardzo nie rozumiem tego, dlaczego to się dzieje właśnie teraz.

Na koniec dobra rada nie wkurwiajcie kobiet proszę, bo one potrafią być niebezpieczne, a i jeszcze jedna gorąca prośba, do tych małych ludzi, co chcą decydować za same kobiety – wsadźcie sobie Waszą butę, pychę, arogancję i głupotę w buty, może będziecie dzięki temu wyżsi.

Drogie kobiety – jestem z Wami, popieram, staram się to wszystko zrozumieć, życzę Wam dobrze i współczuję z głębi serca.
To bardzo smutny dzień w historii Polski i ja dziś nie akceptuję tej rzeczywistości.
Bądźcie dzielne,
Rafał

grafika źródło: https://koszulkowo.com/

linia

#wyroknakobiety #czarnyczwartek #prawakobiet #powiedzkomuś

Laguna Balos

ABC o tym jak trafiłem do raju…

Dziś wpis prosto z Laguny Balos. W rolach głównych wystąpi: biały i różowy piasek, krystalicznie czysta woda, której barwa miesza się w odcieniach błękitu, lazuru, turkusu i szafiru oraz ja, niczym Adam z raju, tyle, że w kąpielówkach, a nie nago (na nudesy trzeba jeszcze poczekać, może się kiedyś pojawią na blogu).

Wróćmy jednak do tego co ciekawsze i zacznijmy od początku, czyli jak trafić do raju? Zapraszam raz jeszcze do eksploracji jednej z najpiękniejszych plaż Europy. No to uderzamy w kierunku Laguny Balos, obieramy kierunek na ten rajski zakątek północno-zachodniego krańca Krety.

 

A jak atrakcje

Laguna Balos jest doskonałym miejscem na spędzenie przyjemnie wakacyjnego czasu. Jeśli chcesz wypocząć i korzystać z kąpieli w lazurowej wodzie oraz opalać się do granic możliwości, to jest to miejsce właśnie dla Ciebie. Choć nie zawsze uda się tu wypocząć w ciszy i spokoju, to przynajmniej gwarantuję, że znajdziesz się wśród niecodziennego i niesamowitego krajobrazu. Moim zdaniem bajeczna Balos, przypomina Karaiby, to właśnie dzięki temu świetnie czuć się tu będzie każdy fan snorkelingu. Dużo zależy też od tego, czy trafisz tu przed, w trakcie czy po tzw. sezonie. W dużej mierze termin przyjazdu czy przypłynięcia w to miejsce determinuje liczbę turystów oraz subiektywny odbiór wrażeń z eksploracji tej części Krety.

Warto podkreślić, że ten unikalny obszar nie bez powodu otoczono ochroną w ramach programu NATURA2000. Ma na to też wpływ występowanie tutaj rzadkich gatunków roślin i ptaków, dlatego przestrzeń ta jest wyjątkowa nie tylko dla leniwych turystów, ale i fanów fotografii przyrodniczej. W ukrytych, podwodnych grotach na świat nadal przychodzą śródziemnomorskie foki, a w okolicy można spotkać duże żółwie morskie, także przy dużej dawce szczęścia może uda się je zobaczyć na własne oczy.

Warto wybrać się na punkt widokowy, z którego roznosi się piękny widok na Cap Tigani, co po grecku oznacza “patelnię”. Jeśli latem spędzicie tu kilka godzin, łatwo domyślicie się skąd wzięła się ta nazwa. W oddali widać też wyspę o nazwie Imeri Gramvoussa, która uznawana jest za ich historyczną siedzibę piratów. Na wyspie tej znajduje się XVI-wieczna wenecka twierdza i być może ukryte, skradzione pirackie łupy. Pytanie jest proste, czy nie zabraknie Ci odwagi by odebrać je piratom?

B jak Balos

Laguna Balos to magiczne miejsce, które przyciąga turystów z całego świata. Kolor wody w lagunie jest wielobarwny, więc powiedzieć, że woda jest tu czysta i błękitna to za mało. Mnogość tych odcieni sprawiła, że pokochałem to miejsce od pierwszego wejrzenia. Gdy połączymy to wszystko z białym piaskiem, który miejscami staje się różowy w wyniku roztarcia milionów muszli i koralowców, wówczas będziemy mieli jasność, że jest to jedno z piękniejszych miejsc na naszej planecie.

Niestety człowiek również przysłużył się do pokolorowania tego pięknego miejsca, zarówno plastikiem ze słomek, korków od butelek czy opakowań po jedzeniu. W takich momentach myślę, że człowiek jest gatunkiem silnie dążącym do autodestrukcji i nie umiem tego pojąć, szczególnie, że tyle mówi się o ekologii i o tym, że mamy tylko jedną planetę, więc powinniśmy ją szanować. Co gorsza na tej pięknej plaży nie brakuje również kawałków czarnego mazutu, czyli niskiej jakości ciężkiego oleju napędowego, który wycieka m.in. z tankowców, następnie osiada na dnie laguny i skałach, gdzie woda morska wyrzuca go na brzeg w postaci czarnych gumowatych bryłek. Szkoda by było, by za kilkadziesiąt lat, ta lazurowa laguna zamieniła się w czarną plażę, która będzie niebezpieczna dla ludzi, za ich samych przyczyną. Smutno jest patrzeć, jak człowiek zachowuje się jak swój największy wróg i sukcesywnie prowadzi autodestrukcyjne działania. 

C jak ciekawostki i ceny

 Jak dotrzeć do Laguny Balos?

Możliwości jest kilka, można dojechać wynajętym autem, lub by było taniej liczyć na odrobinę szczęścia i łapać stopa. Można też wybrać droższą opcję i dopłynąć tu łodzią. Łodzie wypływają np. z Kastelli Kissamou, a bilety można kupić na własną rękę lub wykupić wycieczkę z biura podróży. Trzeba tylko pamiętać, że przed i po sezonie nie pływają tu żadne turystyczne statki. O cenach za tą przyjemność będzie poniżej, także czytajcie uważnie. Widziałem też ludzi, którzy dotarli tu rowerami lub postawili na trekking (serio szacun, mając na uwadze 40 stopniowe upały, w których mi przyszło eksplorować to miejsce). Droga do raju z uwagi na widoki jest piękna, ale sama nawierzchnia szosy pozostawia wiele do życzenia. Jest to wąska, szutrowa droga, która prowadzi przez najbardziej wysunięty na zachód półwysep Krety. Dlatego jeśli nie jesteś zbyt dobrym kierowcą musisz rozważyć tę opcję dotarcia na Balos. Podróż tę bez wątpienia uprzyjemniają tutejsze kozy (tylko bez głupich skojarzeń proszę). Spokojnie spacerują i zaglądają do aut licząc, że dostaną coś smacznego od turystów.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu liczyć?

Cena rejsu na Balos w sezonie wynosi 27 euro w obie strony. W ramach wycieczki promem jest też około półtoragodzinny pobyt na wysepce Gramvousa położonej niedaleko Balos Beach. Rejsy na plażę Balos wypływają z portu w Kissamos, do którego z kolei dojedziecie busami np. z Chanii. Na statkach kupisz przekąski, souvlaki i alkohol, licz się tylko z tym, że ceny są wyższe niż w restauracjach na lądzie. Obowiązują również zniżki, jest np. bilet studencki tańszy o 4 euro. Dodatkowo każda osoba, która tu przypływa musi poza tym zapłacić 1 euro na rzecz utrzymania Laguny Balos. Opłatę tę uiścicie również przyjeżdżając autem i można ją potraktować jako opłatę parkingową. Jedno jest pewne, bez względu, którą opcję wybierzecie, każda z tych cen jest warta tych widoków. Dodatkowo na samej plaży można wypożyczyć leżaki i parasol (cały zestaw to koszt 10 € za cały dzień). Warto też przygotować owoce lub warzywa dla kóz, czasem potrafią stanąć na drodze niczym celnicy, których warto czymś smacznym przekupić.

Czy jest w pobliżu parking?

Jeśli pokonamy ośmiokilometrowy odcinek drogi szutrowej, musimy jeszcze mieć na względzie kolejne 2 km spaceru z samego parkingu do bajecznej plaży. Zajmuje to około 30 minut, ale sam spacer po kamienistej dróżce wynagradzają zapierające dech w piersi punkty widokowe. W sezonie parkingi są często szczelnie wypełnione samochodami. Dlatego jeśli chcesz dojechać tam autem, zdecydowanie wybierz się jak najwcześniej, gdyż miejsc parkingowych nie ma wiele. Jeśli dotrzecie tam po południu dodatkowo dolicz sobie kolejne kilometry spaceru od miejsca zaparkowanego przez Ciebie auta. Niestety kolejka zaparkowanych aut przy wąskiej drodze, gdy wracałem już z Laguny, ciągnęła się przez wiele kilometrów. Warto też dodać, że parking jest pilnie strzeżony, przez szukające cienia kozy i ja to szanuję.

Gdzie nocować będąc na Krecie?

Ja korzystałem z wynajmu mieszkania przez portal airbnb.pl – to platforma o której więcej pisałem już tutaj, a jeśli chcesz uzyskać zniżkę na pierwszy nocleg przez airbnb.pl, to kliknij w baner poniżej, niech Ci służy.

Czy na miejscu są restauracje i sklepy?

Na samej plaży jest mały bar z przekąskami i napojami, także jak nie zabierzesz ze sobą prowiantu czy napojów nie zginiesz z pragnienia czy głodu. Nie wiem niestety, czy sklepik ten jest czynny poza sezonem, dlatego mimo wszystko polecam zabrać ze sobą coś do zjedzenia i wypicia.

Co zabrać na Balos?

Wybierając się tutaj trzeba pamiętać o założeniu nakrycia głowy i wygodnych butów. Świetnie sprawdzą się tu trekkingowe sandały lub sportowe buty na nieco grubszej podeszwie. To wszystko z uwagi na palące słońce i kamienie, których na trasie czeka dość sporo. Nie zapomnij o kremie z filtrem do opalania, czy okularach przeciwsłonecznych. Warto też zabrać ze sobą wspomniany powyżej prowiant i napoje.

Podsumowanie

Laguna Balos to moim zdaniem jedna z najlepszych atrakcji Krety, którą zdecydowanie polecam dopisać do listy miejsc wartych zobaczenia przed śmiercią. To miejsce absolutnie niezwykłe nie tylko dla plażowiczów, którzy oczekują od plaży czegoś więcej niż skrawka piasku i możliwości kąpieli w czystej wodzie. Wizyta w tym miejscu jest bowiem przede wszystkim doświadczeniem estetycznym, namiastką egzotyki w granicach Europy, istnym rajem dla fotografów. To prawdziwa kreteńska wizytówka, można ją też uznać za wizytówkę całej Grecji. Pamiętaj, że najlepszym sposobem na uniknięcie tłumów jest wizyta tu poza sezonem, np. w kwietniu lub październiku. Jeśli doczytałeś do tego miejsca, to dziękuję, że przebyłeś wraz ze mną tę wyprawę do raju. Mam nadzieję, że podobało się Tobie nie mniej niż mi. Teraz wybierz się tam koniecznie osobiście i daj znać jak się plażowało. Do następnego razu, kłaniam się nisko i trzymaj się zdrowo. 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Polska #Kreta #Laguna Balos #Grecja
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Grecja | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Grecja | Laguna Balos| Fotograf Polska | Fotograf Kreta | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kreta| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Laguna Balos | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Grecji | Zwiedzanie Krety | Kreta zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Laguna Balos| Raj na Krecie | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Krety | Wycieczki po Grecji | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Grecja atrakcje turystyczne | Turysta| Laguna | Balos 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Romanów

ABC O DWORZE, KTÓRY NIE JEDNĄ
TAJEMNICĘ W SWYCH MURACH SKRYWA
 

Cześć, dziś zabieram Was w podróż na Podlasie. Wyruszamy do domu rodzinnego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nazwiska chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać, bo mowa jest o autorze m.in. “Starej baśni”. Moim zdaniem jest jednym z najbardziej wszechstronnych talentów w historii literatury polskiej. Szkoda, że mym subiektywnym zdaniem, dzisiaj jest zapominany czy lekceważony. Smutnym jest fakt, że na lekcjach języka polskiego do książek, z których ma się kształcić kwiat polskiej inteligencji trafiają chociażby parafrazy tekstów piosenek Zenka Martyniuka “Przez twe oczy zielone”. W takich momentach pytam Quo vadis Polsko? Tym bardziej czuję się dziś zobowiązany przypomnieć, że mamy zdecydowanie bardziej utalentowanych literatów, niż Pan Zenek. Dla przykładu sam Ignacy Kraszewski był autorem ponad dwustu wyjątkowych powieści, ale był również utalentowanym malarzem oraz publicystą. Nie każdy wie, że pisał również dzieła podróżnicze, np.: “Wspomnienia Polesia, Wołynia i Litwy”. Zapisał się w dziejach także jako pierwszy polski prywatny kolekcjoner zdjęć. Zbierał zwłaszcza fotografie niszczejących zabytków, których akcje inwentaryzacyjne zresztą sam osobiście prowadził. Człowiek ten imponować powinien nam swą pracowitością, dla mnie był to absolutny gigant. Nie zabrakło w jego życiu również pikanterii. Na nudę na pewno nie narzekał, nie brakowało w jego życiorysie romansów, skandali erotycznych i historii szpiegowskich. W swym dossier posiadał również momenty z życia, w których mowa była o zażywaniu narkotyków. Postać więc wielobarwna, ale zdecydowanie bardziej ambitna od tekstów autora nurtu disco polo. To dlatego dziś skupię się na podróży do korzeni, czyli wyprawie do Romanowa, w którym mieszkał, żył i tworzył pod opieką swej babci ten wielowymiarowy twórca Ignacy. Czas też na małe ABC o tajemnicach z tamtejszego dworu. Przenosimy się do malowniczego zakątka Południowego Podlasia. Wypoczniemy wśród lasów, łąk i pól, gdzie znajduje się Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zapnijcie pasy, ruszamy.

 

A jak atrakcje Romanowa

Wyprawa do Romanowa to dla mnie podróż w czasie. Przyjazd do wsi znajdującej się około 30 kilometrów od Włodawy i 50 od Białej Podlaskiej to świetna okazja, by  miło spędzić czas w otaczającym okazały dwór, XVIII-wiecznym ogrodzie. Już po przekroczeniu bramy wjazdowej, gdy moim oczom ukazał się niesamowity dwór, poczułem niezwykłą atmosferę tego miejsca. Podobne odczucia miałem, gdy zawitałem kiedyś do Żelazowej Woli, gdzie żył i tworzył Fryderyk Chopin, ale o tym będzie pewnie innym razem. Nie będę jednak ukrywał, że budynek w obecnej postaci, został odbudowany dopiero w 1962 roku i odrestaurowano go w kształcie, jaki nadał mu Kajetan (brat Ignacego Kraszewskiego). To od tego roku, mieści się w tym miejscu Muzeum,  które dba o pamięć o Kraszewskim i czynne jest po dziś dzień.  W środku budynku znaleźć można oryginalne pamiątki związane z pisarzem, na przykład srebrny zegarek z monogramem oraz wydania jego dzieł i czasopisma, do których pisywał. Zarzucano Kraszewskiemu m.in. działalność agenturalną, a motywy jego działań do dziś nie są do końca wyjaśnione, zastanawiającym jest też fakt, że potomkowie Kraszewskiego zadbali o to, by życie pisarza pod wieloma względami pozostało owiane tajemnicą. Tym bardziej jestem ciekaw, co jeszcze skrywały mury tego dworu. 

B jak brat Ignacego Kraszewskiego

Kajetan, to brat Ignacego, który zajmował się astronomią, kolekcjonował rękopisy i starodruki, rysował, pisał opowiadania, ale i książki historyczne. Wszystkie te talenty niestety schodziły na drugi plan, przy osiągnięciach brata. Kajetan – chociaż był zdecydowanie mniej sławny, ale nie mniej wszechstronny Kajetan, to nie żywił ani zazdrości, ani urazy do brata. Dzieliło ich 15 lat różnicy, ale łączyła prawdziwa braterska miłość. Kajetan kochał również astronomię, urządził w Romanowie specjalne obserwatorium z unikalnymi jak na tamte czasy urządzeniami. Niestety nie przetrwało ono ostatniej wojny. Dziś w Romanowie mają ambicje pokazać Ignacego Kraszewskiego nie tylko najbardziej wszechstronnie, ale też upamiętnić jego rodzinę, co może wyróżnić to Muzeum z pośród innych w kraju czy poza granicami, które skupiają się na samym autorze “Starej Baśni”. 

C jak ceny i cennych kilka informacji

Kiedy można zwiedzać Muzeum?

Na dzień dzisiejszy budynku Muzeum nie zwiedzimy w poniedziałki, natomiast w pozostałe dni tygodnia dostępny jest dla turystów w następujących godzinach:

• Wtorek – 10.00-16.00
• Środa – 10.00-16.00
• Czwartek – 10.00-16.00
• Piątek – 10.00-16.00
• Sobota – 10.00-16.00
• Niedziela – 10.00-16.00

Przed wyprawą, polecam Wam sprawdzać zmiany dotyczące godzin otwarcia dla zwiedzających na stronie Muzeum: www.muzeumkraszewskiego.pl Jeśli chodzi natomiast o sam zabytkowy park, który znajduje się przy Muzeum, to można go zwiedzać codziennie od godz. 8:00 do zmierzchu.

Czy jest w pobliżu parking?

Parking znajduje się około 100 metrów przed Muzeum. Jest nowocześnie wykonany, ułożony z kostki i posiada oznaczone miejsce dla samochodu osoby niepełnosprawnej. Dojście do Muzeum wysypane jest grysem. Przed wejściem do budynku znajduje się podjazd dla wózków inwalidzkich, a jeśli zaistnieje potrzeba pracownicy Muzeum przystawiają tzw. schodołaz, który zastępując podjazd i umożliwia wjazd wózkiem do wewnątrz budynku. 


Czy są udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami?

W pomieszczeniach wystawienniczych znajdują się niskie progi, które przy nieznacznej pomocy asystenta nie stanowią istotnej bariery w przemieszczaniu się osób poruszających się na wózku. Pomieszczenia obszerne, futryny szerokie umożliwiające swobodne przemieszczanie. Eksponaty niedostępne do poznania dotykowego, brak opisów powiększonym drukiem oraz udogodnień technicznych dla osób słabowidzących. Muzeum dla osób niewidomych jest dostępne wyłącznie poprzez przekaz słowny przewodnika. W Muzeum znajduje się też toaleta przystosowana dla osób z niepełnosprawnością ruchową.

Ile kosztuje bilet?

Bilety ulgowe zakupicie w cenie 7 zł, natomiast normalne w cenie 10 zł, chyba, że jesteście w posiadaniu tzw. Karty Dużej Rodziny, wówczas Wasze bilety tańsze będą o 1 zł od cen standardowych. Naturalnie możecie wynająć przewodnika, wówczas opłata za niego wyniesie 30 zł, podobny koszt jest za lekcję muzealną. Jeśli poniesie Was wyobraźnia i np. zechcecie zostać tam na dłużej, będziecie mogli rozpalić ognisko, wówczas musicie liczyć się z płatnością rzędu 50 zł. Jest tylko prośba tańce nago i wywoływanie duchów, przy ognisku, może nie być mile widziane. Zdradzę też Wam, że w Muzeum tym są dni bezpłatnego wstępu na ekspozycję stałą i zależnie od miesiąca, są to różne dni:

• Styczeń – wtorek
• Luty – środa
• Marzec – czwartek
• Kwiecień – piątek
• Maj – wtorek
• Czerwiec – środa
• Lipiec – czwartek
• Sierpień – piątek
• Wrzesień – wtorek
• Październik – środa
• Listopad – czwartek
• Grudzień – piątek



Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie Muzeum?

Dużo zależy od tego jak mocno interesuje Was twórczość rodziny Kraszewskich. Bez wątpienia sporo czasu można też przy dobrej pogodzie spędzić w pobliskim parku. Dlatego trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć i zamknąć całość zwiedzania w jednolite ramy czasowe. Ja w tym miejscu byłem niespełna dwie godziny, co oczywiście nie oznacza, że Wy nie zostaniecie tu na dłużej, lub nie skrócicie czasu pobytu nawet o połowę.

Czy poza Dworem w Romanowie  jest jeszcze w okolicy coś wartego zobaczenia?

Wybierając się na Podlasie, musicie wiedzieć, że jest tu wiele urokliwych miejsc, które warto zobaczyć. Na pewno warto wybrać się nad Bug, zobaczyć chociażby Sławatycze, Jabłeczną, Kodeń czy Włodawę. Lista ta zdecydowanie może być dłuższa, ale wszystko jest kwestią czasu, który możecie przeznaczyć na odkrywanie tutejszych pięknych okolic.

Podsumowanie

W miejsce do którego dziś zawitaliśmy można obejrzeć liczne pamiątki po pisarzu i rodzinie Kraszewskich. To tu można zadumać się nad ilością dzieł, które stworzył, podziwiać też renesansową wszechstronność jego talentów. Prócz stałej ekspozycji poświęconej życiu i twórczość samego Ignacego można tu zwiedzać liczne wystawy czasowe, poszerzające wiedzę nie tylko o dorobku pisarza, ale i samej epoce, w której żył. Dla mnie była to sentymentalna podróż w czasie, której warto było doświadczyć. Wystrój tutejszego średniozamożnego dworu szlacheckiego, pozwala na spacer do przeszłości. Warto też pospacerować alejkami czy przysiąść na ławeczce z pisarzem i wraz z nim podumać przy wtórze szumu starych drzew. Można też Ananaski sobie wyobrazić, że w tym właśnie miejscu dawniej Kajetan wzniósł ananasarnię, w której z powodzeniem hodował ananasy – jak słodko. To w takim miejscu łatwo dojść (tylko bez skojarzeń) do właściwych konceptów. Cieszę się też, że zamiast utworów typu “Oczy zielone” mogłem właśnie tam posłuchać pięknie śpiewających ptaków. Niesamowite jest to, że rosnące tam dziś grabowe aleje i niebotyczne świerki pamiętają małego jeszcze Kraszewskiego. On sam jako dzieciak, był bardzo niepokorny, natomiast już jako dorosły wyjątkowo płodny, jeśli chodzi o twórczość, był autorem największej liczby wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem został siódmym twórcą na świecie). Możliwość zobaczenia oryginałów z pośród Jego dzieł jest również czymś wyjątkowym. Bez wątpienia było warto tu przyjechać i wiem, że tu jeszcze powrócę.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Polska #Podlasie #Romanów #Poland
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Stara Baśń | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Józef Ignacy Kraszewski| Fotograf Polska | Fotograf Podlasie | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Podlaskie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Romanów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Polski| Zwiedzanie Romanowa | Podlasie zwiedzanie | Romanów atrakcje | Romanów co zobaczyć | Romanów zwiedzanie | Romanów atrakcje | Atrakcje Romanów | Dwór w Romanowie | Co warto zobaczyć na Podlasiu | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Traveler | Wycieczki po świecie | Podlasie w weekend | Polska atrakcje turystyczne | Turystyka | Polska| Podlasie | Romanów🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Elia Vouvon

ABC O DRZEWIE,KTÓRE PRZYCIĄGA
DZIESIĄTKI TYSIĘCY TURYSTÓW

Kalimera lub kalispera, zależnie o której czytacie dzisiejszy wpis. Tym greckim powitaniem zachęcę Was do kolejnej wyprawy ze mną. Dziś zabieram Was w podróż pod jedno niezwykłe drzewo, Grecy nazywają je “monumentalnym drzewem oliwnym z Vouves” lub po prostu “Elia Vouvon”. Mając na uwadze liczbę lat, które przeżyła ta roślina,  jest ona bez wątpienia jedyna w swoim rodzaju, myślę, że nie jedno widziała, nie jednego doświadczyła i nie jedną tajemnicę skrywa. Tym bardziej zainspirowała mnie do krótkiego wpisu. Przyszedł więc czas na ABC o jednym z najstarszych drzew świata, a najprawdopodobniej jednym najstarszych drzew oliwnych, które rośnie po dzień dzisiejszy na Ziemi. Zachowajmy jednak pewną chronologię i zacznijmy od samego początku. 

A jak atrakcja stara jak świat 

Pochodzi jeszcze z epoki antyku, czasów wspaniałości starożytnej Grecji. Wciąż rośnie i znajduje się na Krecie w północno-zachodniej części tego kraju w małej wiosce  o nazwie Ano Vouves w pobliżu Chani. Jej pień sięga 4,67 metra średnicy i osiąga 12,5 metra wysokości. Drzewo należy do gatunku oliwki europejskiej. To długowieczne drzewa, których zwykle długość życia szacuje się na około 1000 lat. Ciekawostką jest to, że na Krecie rośnie więcej takich żywych monumentów historii.  Widać warunki pogodowe sprzyjają niektórym roślinom do takiej długowieczności. Tą najstarszą z nich niektórzy naukowcy datują na nawet 4000 lat, choć istnieje w tej kwestii spór, gdyż wielu przedstawicieli świata nauki daje jej nawet 1000 lat mniej, co i tak dla mnie osobiście jest imponującym wynikiem, bo gdyby przyjąć że coś co żyje, ma około 3000 lat, to czy to nie może zrobić na nas wrażenia?  

B jak brak komercji

Jeśli wybieram się w takie miejsce, często spodziewam się najgorszego, w końcu jest tu coś naj, czyli jedno z najstarszych drzew oliwnych świata. Co mam przez to na myśli, że spodziewam się najgorszego? To, że jak tylko dojadę na miejsce i wysiądę z auta “zaatakują”  mnie potencjalni sprzedawcy, którzy będą chcieli sprzedać mi pamiątki z nadrukiem drzewa oliwnego na wszystkim od tshirtów po bieliznę. Spodziewam się lizaków, cukierków i ciasteczek w kształcie pnia oraz pamiątkowych magnesów w kształcie listków za kilka euro za sztukę czy lodów o smaku oliwek, choć to ostatnie chętnie bym zaryzykował, mimo iż fanem smaku oliwek nie jestem. Dodatkowo obawiałem się, że do drzewa nie będzie można blisko podejść, że ktoś uważnie będzie pilnował tego pomnika przyrody, a w koło będzie stała spora grupa turystów, więc i tak nie będzie szans na wykonanie zdjęcia bez ludzi w tle. Spodziewałem się jeszcze biletów parkingowych, sporego muzeum, również biletowanego oraz nachalnych przewodników, którzy oprowadzą mnie po okolicy i zaprowadzą pod najważniejsze miejsce tej części Krety. No i się rozczarowałem, tak ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nic takiego tam nie ma miejsca, słowo komercja na szczęście nie zniszczyło tej przestrzeni i pewnie dlatego ta roślina tam nadal rośnie i ma się całkiem dobrze. Przyznam się Wam, że bardzo lubię się tak rozczarowywać. Zdradzę Wam też jeszcze, że na pierwszy rzut oka, drzewo to wydaje się bardzo duże, gdy podejdziecie bliżej, przekonacie się też wówczas, że jest już puste w środku. Spokojnie można oglądać czy dotykać dowoli – dendrofile i Ci co lubią przytulać się do drzew, będą zadowoleni. Jeśli spytacie o moje odczucia i wrażenia. Dla mnie osobiście świadomość, że widzę roślinę, której gałązkami prawdopodobnie dekorowano głowy zwycięzców podczas olimpiady w Atenach jest wystarczające i pozostawia tak duże oraz niezapomniane wrażenie, że nie trzeba mi do szczęścia więcej. Teraz zrozumcie, jak mało wymagający jestem. Reasumując – warto było tu przed śmiercią przyjechać. Kolejny punkt z mojej listy miejsc do zobaczenia za życia uważam za zrealizowany.

C jak ceny i cennych kilka informacji

Ile kosztuje bilet?

Żeby zobaczyć drzewo nie ma żadnych opłat. Można je oglądać zupełnie za darmo.

Czy Elia Vouvon jest najstarszym drzewem na świecie?

W 100% pewnie nikt nie będzie w stanie tego udowodnić. Moim zdaniem nie można tego wykluczyć, choć świat nauki podaje, że starszym drzewem na świecie jest “Methuselah”, który jest okazem sosny długowiecznej, żyjącej na Ziemi już około 4550 lat. Drzewo to rośnie w Górach Białych w Kalifornii i również rok rocznie odwiedza je wielu turystów. Nie jest to jednak ostatnie słowo, gdyż drzewem uznawanym za najstarsze na świecie jest Świerk Norweski w Dalarna. Ten rekordzista rośnie na szwedzkim pasmie górskim w Parku Narodowym Fulufjället od 9500 lat i aż trudno mi w to uwierzyć. Jedno jest pewne, te dwie rośliny również chcę zobaczyć na własne oczy. Jednak jeśli spytacie czy Elia Vouvon jest obok “sióstr Noego” z Libanu najstarszym drzewem oliwnym na świecie, wówczas nie będę miał wątpliwości i odpowiem twierdząco.

Czy poza drzewem  jest jeszcze w okolicy coś wartego uwagi?

Jadąc do Ano Vouves zobaczycie sporo pięknych miejsc. Jeśli lubicie widoki na góry czy gaje oliwne, zdecydowanie będziecie zadowoleni. Obok drzewa znajduje się również muzeum, gdzie w trzech pomieszczeniach zebrano sprzęt do wyrabiania oliwy. Opisy, które tam się znajdują są niestety tylko w języku greckim, więc jeśli nie będziecie tam ze znajomym, który zna ich rodzimy język, to za wiele nie wyczytacie. Naturalnie w samej okolicy warto jest wybrać się do Chani, by zobaczyć tamtejszy port czy latarnię, ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.

Czy można w okolicy coś zjeść?

Tak zaraz obok drzewa i małego muzeum znajduje się tawerna, w której będziecie mogli spróbować lokalnych specjałów.

Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?

Trudne jest to pytanie, gdyż wiele osób nie spędzi przy tym drzewie więcej niż kwadrans, ale znajdą się i tacy co pół dnia przy nim będą chcieli pokontemplować. Dlatego sprawa ta jest bardzo indywidualna i niech taką pozostanie.

Czy drzewa oliwne miały dla Greków szczególne znaczenie?

Gałęzie drzewa oliwnego były bardzo ważne dla Greków już od starożytności. Nagrodę w postaci gałązek oliwnych dziko rosnącego drzewa, które zostały ucięte za pomocą złotego sierpa oraz wieńców z nich zrobionych, dostawali zwycięzcy Igrzysk Olimpijskich. Ludzie wówczas wierzyli, że obdarowywany gałązkami otrzymywał poprzez nie siłę oraz witalność. Dziś liczba drzew oliwnych na Krecie wynosi  około kilkadziesiąt milionów. Uprawianie drzew oliwnych było od początku tradycją Greków i do dzisiaj zwyczaj ten nie uległ zmianie. Praktycznie każda rodzina zamieszkująca Kretę ma przynajmniej jeden gaj oliwny, co pozwala na zapasy oliwek oraz oliwy na cały rok. To też Kreta słynie dziś z jednych z najlepszych oliw na świecie, a wynika to właśnie z tak wieloletniej tradycji upraw tych roślin.

Podsumowanie

Rocznie roślina ta przyciąga około 20 tysięcy turystów do miejscowości Vouves. Po dzisiejszym wpisie może i Wy dołączcie do tych osób,  które podobnie jak ja zapragnęli zobaczyć na żywo ten monument. W samym miasteczku Vouves nie ma wielu atrakcji do zobaczenia, w zamian tutaj poczujecie magię tego jednego miejsca, gdy poświęcicie mu więcej uwagi, zobaczycie, że ptaki nucą historię, którą przeżyjecie wraz z nimi, jeśli stać Was na wewnętrzny spokój i cierpliwość. Kiedy czytam opinie innych, na temat tego miejsca,  że: “szału nie robi”, “byłem widziałem, ale strata czasu” itd. zastanawiam się wówczas, czego Ci ludzie oczekiwali, że raptem drzewo zatańczy, zaśpiewa na ich widok, a może zacznie sikać oliwą z konaru prosto na twarz każdemu z turystów? Rozumiem, każdy ma prawo do własnej opinii, każdy ma też swoje poczucie estetyki, ale pamiętajcie jeśli decydujecie się tu przyjechać, to jedziecie zobaczyć drzewo, bardzo stare drzewo, nie miejcie więc wyobrażeń, że jest magiczne w dosłownym tego słowa znaczeniu. Być może odjedziecie z tego miejsca z wielkim rozczarowaniem, mówiąc: “nie było warto”, ale to już sami musicie przeżyć, ocenić i doświadczyć, jeśli tylko nie zabraknie Ci czasu, odwagi czy pieniędzy, by odkryć to miejsce w bliższej lub dalszej przyszłości. Dajcie znać jeśli zaryzykujecie i wiedzcie, że ja ponoszę odpowiedzialność wyłącznie za moje wyprawy. 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Crete #Grecja #Elia Vouvon #Chania
#Blog Podróżniczy #Patronite  #Vouves

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Elia Vouvon | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Vouves  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja |Vouves| Chania | Crete🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ARKADI

KRETA – ABC O KLASZTORZE MONI ARKADIOU

 

Dziś zabieram Was do jednego z najbardziej znanych klasztorów znajdujących się na greckiej wyspie Krecie. Moni Arkadiou lub jak wolicie Arkadi, bo o nim będzie mowa, to nie tylko piękny klasztor, ale dla Kreteńczyków to symbol, położony między gajami oliwnymi. Jest to bez wątpienia iście magiczne miejsce, którego niesamowitą atmosferę odczuwa się od momentu przekroczenia bramy klasztornej. Ogromne wrażenie zrobił na mnie dziedziniec, na którym nie brakuje wypoczywających rozleniwionych kotów. Dlaczego jest to symbol spytacie? Dla Greków, ale przede wszystkim dla Kreteńczyków, jest pomnikiem męczeństwa i walki o niepodległość oraz miejsce pamięci narodowej. Ale do tej historii jeszcze później wrócimy. Zasiądźcie wygodnie przed monitorami, czas na ABC o Arkadi. Dziś postaram się przekazać Wam choć namiastkę tego, co powinniście zobaczyć na własne oczy przed śmiercią. To co gotowi? Zorbę i naszą grecką przygodę, czas wreszcie rozpocząć.

A jak Arkadi 

Wyprawę do Arkadi, planowałem od dawna. Klasztor ten wpisałem na listę miejsc, które chcę koniecznie zobaczyć. Ta historyczna budowla położona jest na 500-metrowym wzniesieniu w odległości około 25 km na południowy wschód od miasta Rethymno w południowo-wschodniej części Krety. Choć sama data powstania klasztoru, nie jest dokładnie znana, istnienie tego miejsca poświadczone jest co najmniej od średniowiecza. Zabudowania w obecnej postaci pochodzą głównie z XVI stulecia, co nie wyklucza istnienia tam klasztoru już dużo wcześniej (niektóre źródła podają, że powstał prawdopodobnie w X-XI wieku). Nie to jest dla mnie dziś najważniejsze, bo nie o daty w podróżach mi przede wszystkim chodzi. Ja bardziej staram się poczuć klimat przestrzeni w której się znajduję i bez wątpienia to miejsce ma wyjątkową atmosferę. Ten Barokowy klasztor jest też (niestety) częstym celem pielgrzymek, dlatego uchwycenie kadrów bez obecności ludzi, nie zawsze jest takie oczywiste i czasem wymaga cierpliwości i sprytu. Naturalnie i sami turyści nie zawsze potrafią się zachować, przez co potrafią psuć klimat i podniosłość miejsca. Ta urokliwa przestrzeń jest ku mojemu zdziwieniu pełna świetnie zachowanych eksponatów. Fantastycznie utrzymany jest również sam zabytek z licznymi freskami, ikonami i malowidłami z czasów świetności tego obiektu, choć na kościelnej fasadzie wciąż można dostrzec ślady walki z 1866 roku. Urzekać może jeszcze coś innego, jeśli Wam się poszczęści i nie będzie zbyt wielu turystów, spotkacie w środku totalny spokój dla którego warto odwiedzić tę perłę Krety. Jednak nie zawsze w niej było tak spokojnie i warto zdawać sobie jednak sprawę, że nie zawsze było to miejsce oazy, wypoczynku czy modlitwy.

B jak brutalna historia

W listopadzie 1866 roku armia turecka licząca około 15 tysięcy żołnierzy zaatakowała klasztor, w którym ukrywało się 700 kobiet i dzieci oraz kilkuset powstańców. Po krótkim oblężeniu monasteru Turcy wdarli się przez wyłom w murach. Kobiety i dzieci ukryły się w prochowni, gdzie pozostali w sytuacji bez wyjścia i zdecydowano wówczas o wysadzeniu się w powietrze. Zginęli wtedy niemalże wszyscy ukrywający się wraz z licznymi atakującymi ich żołnierzami tureckimi. Dzisiaj można wejść do pozbawionej dachu krypty, w której rozegrała się ta ogromna tragedia. W tamtych latach o tym wydarzeniu dość głośno było w całej Europie. Wydarzenie to miało duży wpływa na powstanie Republiki Krety w roku 1898. To m.in. dlatego dla mieszkańców Krety, ale i wszystkich Greków stanowi dziś miejsce pamięci narodowej, będąc pomnikiem męczeństwa i walk niepodległościowych. Jest dla wielu synonimem walki o wolność i wyrazem buntu wobec tureckiej okupacji. Po dziś dzień szczątki ofiar spoczywają w mauzoleum usytuowanym przed klasztorem, a w jego muzeum przechowywane są pamiątki o tej powstańczej tragedii. Nigdy nie ogarniam swoim umysłem, dlaczego musi dochodzić do takich okrucieństw. Choć wiem, że kto się świnią urodził, to kanarkiem nie umrze, to i tak zrozumieć motywów działań wojennych do dziś nie potrafię, ale i tu podjęcia decyzji o wysadzeniu się w powietrze, też do końca zrozumieć nie umiem.

C jak cenne informacje i ceny

Ile kosztuje bilet?

Bilet wstępu na teren klasztoru kosztuje 3 €, cena wg mnie nie jest wygórowana i będąc na Krecie warto jest odwiedzić to miejsce. Moim zdaniem być na Krecie i tu nie dotrzeć, to grzech i to ciężki, za który powinno się chłostać (pozdrowienia dla wszystkich członków radzieckiego klubu BDSM).

Czy trzeba mieć odpowiedni strój?

Warto też pamiętać o tym, że jest to klasztor, więc zadbajcie o odpowiedni strój. Tutejsi mnisi nie są może tak rygorystyczni, jak w innych klasztorach, mimo to wg mnie wypada zachować się stosownie do tego miejsca, szczególnie mając na względzie, jego tragiczną historię. Gdybyście jednak zapomnieli w upale o stosownym ubraniu, bez obaw – zaraz przy wejściu była możliwość wypożyczenia zwiewnych chust, którymi można się okryć. Napisałem była, gdyż nie wiem jednak, czy obecnie w czasach postępującej pandemii, nie wycofano możliwości wypożyczania tych wierzchnich okryć.

Jak dojechać do klasztoru?

Zdecydowanie najlepszy i najwygodniejszy dojazd jest wypożyczonym samochodem, a jeśli chodzi o komunikację miejską, to oczywiście dojeżdża też autobus do klasztoru, cena biletu wynosi kilka euro. Kurs wyrusza z dworca głównego w Rethymno. Jeśli chodzi natomiast o taksówki, jest to drogi interes, ale jeśli ktoś nie wypożycza auta i nie lubi komunikacji zbiorowej, wówczas można i tak. Kto bogatemu zabroni?

Czy na miejscu jest parking?

Pewnie zastanawiacie się też, czy jest gdzie zaparkować w pobliżu? Tak obok klasztoru znajdziecie żwirowy parking, a znajduje się on dosłownie przed klasztornymi murami. Dodatkowo podkreślę, że parking był bezpłatny.

Czy można kupić tam pamiątki?

Lokalny sklepik oferuje różne pamiątki oraz miody z własnej pasieki, a do biletu przy wejściu otrzymać możecie broszurę z informacjami o historii klasztoru i tym co za jego murami warto jest zwiedzić. Ceny są przystępne, dlatego warto się zainteresować.

Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?

Trzeba sobie na to miejsce przeznaczyć od jednej do około dwóch lub nawet więcej godzin. Jeśli oprócz zwiedzania chcecie tam po prostu przysiąść na chwilę, by pokontemplować, lub traficie na tłumy, a uznacie, że koniecznie chcecie mieć zdjęcia bez turystów, wówczas warto zarezerwować sobie nieco więcej czasu na to miejsce.

Jakie są godziny otwarcia obiektu?

Na stronie obiektu podane są następujące godziny, w których można go zwiedzać:

kwiecień – maj 09:00 do 19:00

czerwiec – sierpień 09:00 do 20:00

wrzesień październik 09:00 do 19:00

listopad 09:00 do 17:00

grudzień – marzec 09:00 do 16:00

(warto jest się też upewnić i sprawdzić, czy godziny otwarcia nie uległy zmianom, dla pewności podam ich stronę: www.arkadimonastery.gr)

Czy wolno tam fotografować?

Nie ma chyba nic gorszego niż kupno biletu, po czym otrzymanie informacji, że w danym miejscu nie wolno fotografować. Tutaj nie musicie się obawiać, bo co do zasady wolno robić zdjęcia, ale w kilku miejscach obowiązuje zakaz fotografowania, o czym informują stosowne tabliczki.

Co ciekawego można jeszcze zobaczyć w okolicy?

Region Arkadian jest bogaty w żyzne gleby i znajdują się tam winnice oraz gaje oliwne. Nie brakuje tu pięknych drzewostanów sosny, dębu czy cyprysów. Sam płaskowyż, na którym spoczywa klasztor jest otoczony przez wzgórza. Po zachodniej stronie płaskowyżu znajdują się wąwozowy o bogatej szacie roślinnej. Warto też wybrać się do pobliskiego miasta Rethymnonu, ale o tym więcej będzie w kolejnych wpisach z moich podróży.

Podsumowanie

Podsumuję tę wyprawę krótko, miejsce te potrafi oczarować, a życzliwi mnisi, którzy chcieli mi oddać kota, który pokochał mnie od pierwszego wejrzenia, zaskoczyli mnie swoją otwartością, zarówno na turystów, jak i na nowe technologie. Sam klasztor jest miejscem pięknym oraz niezwykłym i choć dla wielu brzmi to banalnie, to zrozumie się to dopiero, gdy przekroczy się jego progi i poczuje ten unikatowy klimat. Dawno nikt nie tchnął we mnie tyle spokoju co to miejsce, a zapach tamtejszych róż, pozostanie ze mną w pamięci już na zawsze. Bez wątpienia ten wenecki monastyr Krety wzbudził też mój szacunek i zmusił do refleksji na temat heroicznego poświęcenia, patriotyzmu i dążeniu do wolności nawet za cenę życia. Nie będę też ukrywał, że moim zdaniem jest jedną z najpiękniejszych weneckich budowli na całej wyspie i strasznie się cieszę, że mogę już odhaczyć to miejsce z listy obowiązkowych punktów do zobaczenia przed śmiercią. Na koniec przypomnę Wam, o różnych formach wsparcia mojego bloga: możecie np. udostępnić wpis na swojej facebookowej tablicy, wysłać mi nudeski na priv, lub wesprzeć na Patronite, do którego link znajdziecie tutaj (mile widziana będzie jedna z 3 opcji do wyboru). Z góry WIELKIE DZIĘKI za Wasze wsparcie 🙂

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Crete #Grecja #Lublin #Blog Podróżniczy
 #Patronite #Arkadi Monastery

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja  | Crete🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Lubliner Festiwal

ABC o pierwszym Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie

A jak afirmacja kulturą żydowską

Jesteśmy na półmetku pierwszej edycji nowego wydarzenia w przestrzeni kulturalnej miasta. Festiwal Kultury Żydowskiej – Lubliner Festival to unikatowy projekt. Przybliży turystom i mieszkańcom miasta kulturę żydowską, a wszystko za sprawą wielu koncertów, spektakli, spotkań i działań edukacyjnych. Jedno jest pewne organizatorzy zagwarantowali różnorodny program festiwalu. Dziś np. można było zadać pytania rabinowi, dzięki spotkaniu z Naczelnym Rabinem Polski Michaelem Schudrichem. Choć organizatorzy planowali spotkanie twarzą twarz z rabinem, finalnie zapytać można Go było tylko online. Na żywo za to wieczorem można było posłuchać dziś muzyki na Placu po Farze, gdzie miał miejsce koncert zespołu Kroke oraz zespołu Symcha Keller. 

B jak brawo dla organizatorów

Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc,  która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: “starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.

 

C jak co jeszcze będzie się działo?

Jedno jest jeszcze pewne, warto skorzystać z tego co jeszcze przed nami. Poniżej zamieszczam Wam program na kolejne dni Festiwalu. Warto jest znaleźć coś dla siebie. Częstujcie się:

Dzień 4, 11.09 – piątek

godz. 12.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
Szklane negatywy – pokaz filmu dokumentalnego oraz spotkanie z reżyserem Janem Borowcem
(pokaz zamknięty)
godz. 16.00, on-line, www.lublinerfestival.pl, Facebook/ Festiwal Kultury Żydowskiej w Lublinie
Sensacje w lubelskiej prasie w języku jidysz – spotkanie z dr hab. Adamem Kopciowskim
godz. 19.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Wirydarz
Roth/Zimpel/Zemler – koncert Alexa Rotha Alex Roth Music, Wacław Zimpela i Huberta Zemlera
Wydarzenie we współpracy z FestivALT

Dzień 5 – 12.09, sobota
godz. 17.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
Z nadzieją przez życie – recital Alony Szostak
godz. 20.30, Jesziwa, ul. Lubartowska 85
Hawdala i Melawe Malka – Chasydzka celebracja zakończenia szabatu, spotkanie muzyczne z Symchą Kellerem

Dzień 6 – 13.09 – niedziela
godz. 11.00, cmentarz żydowski, ul. Kalinowszczyzna
Zwiedzanie starego cmentarza żydowskiego – z przewodnikiem dr hab. Andrzejem Trzcińskim
godz. 12.00, start – cmentarz żydowski, ul. Kalinowszczyzna
Spacer po żydowskim Lublinie – z przewodniczką Joanną Krauze
godz. 18.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
także on-line, www.lublinerfestival.pl, Facebook/ Festiwal Kultury Żydowskiej w Lublinie
Nasz żydowski Lublin – panel dyskusyjny z udziałem Moniki Adamczyk-Garbowskiej, Symchy Kellera, dr hab. Adama Kopciowskiego oraz Piotra Nazaruka

Pamiętajcie też, że wstęp na wszystkie wydarzenia w ramach Festiwalu jest wolny, ale organizowane są one zgodnie z reżimem sanitarnym. Ilość miejsc ograniczona, decyduje więc kolejność przybycia, nie zapominajcie również o maseczkach i wypełnieniu niezbędnej dokumentacji, którą przygotowali organizatorzy. Konieczna będzie też dezynfekcja rąk przed wejściem na teren wydarzeń oraz utrzymywanie dystansu społecznego. Więcej na temat samego festwialu znajdziecie na stronie www.lublinerfestival.pl – serdecznie polecam.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Lubliner Festiwal #lubelskie #rafalbil#Lublin #blog podróżniczy
 #patronite #Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Lublinie|  zwiedzanie Lublina| Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Lublin atrakcje | Atrakcje Lublin | Lubelskie | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Lublinie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Lublin atrakcje turystyczne | Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie  | Lubliner Festiwal🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Szczebrzeszynie

CO WARTO ZOBACZYĆ W SZCZEBRZESZYNIE?

Dziś zabiorę Was do Szczebrzeszyna, wracamy więc na szlak renesansu lubelskiego. Miejsce do którego zawitamy jest kolejnym małym miasteczkiem, które znajduje się w południowo – wschodniej Polsce i to w eksplorowanym od dłuższego czasu przeze mnie województwie lubelskim. To miasteczko jest jednak wyjątkowe i nie tylko dlatego, że znajduje się w powiecie zamojskim, a do Zamojszczyzny, jako regionu mam od dziecka słabość. Ma jednak dużo więcej aspektów unikalnych, które dziś postaram się Wam przybliżyć. Mało kto wie, że jest jednym z najstarszych miast na Lubelszczyźnie. Prawa miejskie ma nieprzerwanie od 1352 roku. Obecnie, żyją tu bardzo gościnni i mili ludzie, a samo miasto ma sporo do zaoferowania dla podróżników. Z resztą przekonajcie się sami, bo nadszedł czas na ABC o tym miejscu, w którym podobno „chrząszcz brzmi w trzcinie”. Dziś będziemy mogli się o tym przekonać, czy nie jest to tylko chwyt marketingowy z premedytacją wykorzystywany do promocji miasta.

A jak atrakcje

Miasto zaskoczyło mnie ilością pomników bajkowego Chrząszcza z wiersza Jana Brzechwy oraz najgęstszej w Polsce sieci wąwozów lessowych. Szczebrzeszyn znajduje się na terenie otuliny Roztoczańskiego Parku Narodowego oraz Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego. A to dopiero początek atrakcji tej części Polski. Od razu swą uwagę przykuwa na mnie wielokulturowość. Ścierały się tutaj różne kultury i religie: katolicy, Żydzi, kalwini, bracia polscy. O tej bogatej i różnorodnej przeszłości świadczą pozostałe budowle, które dopełniają obrazu ciekawego układu urbanistycznego miasta. Przekonajcie się więc sami – co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie?

Prawosławna Cerkiew Zaśnięcia NMP

To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że  w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.

Cmentarz żydowski w Szczebrzeszynie

Gdy przeczytałem rekomendację tego miejsca na tripadvisorze: „Cmentarz strasznie zaniedbany, zarośnięty roślinnością do tego stopnia, że nie widać nagrobków. Nie polecam”, od razu wiedziałem, że mi się to miejsce może spodobać i nie myliłem się. Wg mnie zdecydowanie warto odwiedzić ten kirkut i nie tylko dlatego, że jest to jeden z największych tego typu miejsc na Lubelszczyźnie. Jeśli chcesz zobaczyć w gęstwinie macewy i poczuć wyjątkowy klimat, który tu panuje, wybierz się tu koniecznie. Miejsce to skrywa w sobie ogromny potencjał. Przestrzeń ta jest bardzo malownicza i idealnie polubiła się z moim aparatem. Jak pewnie się domyślacie, znajdziecie to miejsce tuż przy ul. Cmentarnej i tu chyba nikogo nie zaskoczyłem (wiem informacja ta jest tak błyskotliwa jak salceson za ladą w mięsnym, nie mniej jednak warto o tym wspomnieć). Jak podają różne źródła, miejsce to należy do najstarszych i najciekawszych w Polsce. Szacuje się, że cmentarz ten istnieje od 1593 roku. Ważne jest to, że mimo ogromnych zniszczeń, dokonanych przez Niemców w czasie wojny, większość nagrobków na szczęście ocalała.

Pomnik chrząszcza w Szczebrzeszynie

Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉

Stary Młyn

Dziś jest to już młyn elektryczny. Dawniej był to Młyn wodny. Budynek pochodzi z początku XX wieku i niezmiennie mieści się przy ul. Klukowskiego. Jest sporych rozmiarów, a jadąc główną trasą na pewno go nie przeoczycie. Czy można się nim zachwycić, no zdecydowanie nie, ale dla lubiących takie miejsca, gdzie ostro się niejedno młuci, to chyba warto zawitać.

Synagoga

Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu “Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków

Kościół Św. Mikołaja

Za czasów Górków kościół przejęto na zbór protestancki, po nabyciu miasta przez Jana Zamoyskiego przywrócona tu została parafia rzymskokatolicka. Murowany kościół pw. św. Mikołaja jest w stylu tzw. renesansu lubelskiego, którego szlakiem od dłuższego czasu podążam. Budowla wzniesiona została w latach 1610-1620. Kościół odbudowano po zniszczeniach wojennych około połowy XVII wieku. Budynek przeszedł też generalny remont po pożarze w 1754 roku oraz długotrwały remont w drugiej połowie XIX wieku, a po II wojnie światowej remont dachu. Obok kościoła znajduje się murowana dzwonnica oraz urokliwe religijne figury.

Wąwozy lessowe

Jeśli nie lubisz zwiedzać miast, ale szukasz idealnego miejsce na spacery czy przejażdżki rowerowe, to znajdziecie tu świetną alternatywę. W okolicy znajdziecie malowniczy obszar, który sprzyja wypoczynkowi na łonie natury. Na szlakach znajdziecie  oznakowania tras, także ruszajcie śmiało, nie da się zgubić, no chyba, że ktoś wybierze się z dziewczyną czy chłopakiem, żoną czy mężem i chce zgubić się celowo. Nie zapominajcie tylko, by nie zostawiać po sobie śmieci. Kto dziś nie lubi poszaleć na łonie natury i… bawić się w podchody czy ganianego  (zabawy z cyklu co mi zrobisz jak mnie złapiesz zawsze wzbudzają adrenalinę – zdecydowanie polecam). Przekornie nie zamieszczę poniżej zdjęć z moich zabaw, te wyłącznie są dostępne na only fans lub dla patronów. Więc z tego miejsca zachęcam do pozostania patronem mojego bloga. I tak się robi marketing level hard proszę Państwa 😀 Dobra bo znów zaczynam pisać głupoty – zwiedzajmy dalej. 

Rynek, ratusz oraz układ urbanistyczny

Jak już wspomniałem, miasto posiada ciekawy układ urbanistyczny, położone jest na  stokach wzgórz Roztocza, opadających łagodnie ku dolinie rzeki Wieprz. Centrum miasta zajmuje prostokątny, kształtem zbliżony do kwadratu rynek. Mam nieodparte wrażenie, że miał być kwadratowy, ale budowany po pijaku, no i trochę nie wyszło… Wiecie jak jest, różnie bywa, każdy miewa gorsze dni w robocie i ja to rozumiem 😉 Warto też zwrócić uwagę na zespół kamieniczek przyrynkowych, które pochodzą z XVII-XVIII wieku i przebudowywano je w końcu XIX i na początku XX wieku. Boki rynku skierowane są w cztery strony świata i to akurat budowniczym się udało – szacun dla ekipy budowlanej.

 

B jak bajki, bajeczki, legendy, du…

…dużo cennych opowieści

Kto nie lubi mrocznych czy ciekawych opowieści, a jeśli pochodzić mają wprost ze szczebrzeszyńskich podziemi, to wszystko nabiera jeszcze większej tajemniczości. Mieszkańcy mówią tu o istniejących pod miastem tunelach, korytarzach oraz lochach. Według przekazywanych z pokolenia na pokolenie legend tunele były wydrążone pod ziemią i biegły od zamku wzniesionego na Wzgórzu Zamkowym poza ówczesne mury miasta. Warto zapytać po co powstały? Prawdopodobnie miały służyć nie tylko gospodarzom zamku i żołnierzom, ale także często goszczącym na zamku w Szczebrzeszynie, jako drogi ucieczki w razie oblężenia miasta, i w celu bezpiecznego oddalenia się z oblężonego miejsca. Ich istnienie trzymano natomiast w tajemnicy. Mówi się również o sieci podziemnych korytarzy, które miałyby łączyć podziemia zamku z klasztorem i z kościołem parafialnym, a być może i z innymi ważnymi ówcześnie obiektami miasta. A jedna z legend wybiega jeszcze dalej i głosi, że jeden z podziemnych tuneli łączył Szczebrzeszyn z Zamościem. Ktoś może powiedzieć, że wydaje się to absurdalne, ale biorąc pod uwagę względy militarne i bezpieczeństwo obu ówczesnych miast, nie jest to wykluczone, że taki korytarz istniał. Istnieje również legenda mówiąca, że w czasie okupacji hitlerowskiej Niemcy penetrowali tunele pod Szczebrzeszynem. Pewnie każdy się zastanawia w jakim celu? Rzekomo widziano nawet jak hitlerowcy wnosili nocą do lochów tajemnicze skrzynie. Współcześnie wejścia do lochów zna nieliczne grono mieszkańców Szczebrzeszyna, a większość tych wejść jest dziś zasypana gruzem, ziemią lub w inny sposób zabezpieczona przed penetrowaniem. Z opisów osób, które w jakimś stopniu widziały odcinki tych podziemi wynikało, że tunele są wyłożone opoką wapienną. Podkreślano także, że podczas prób penetracji często natpotykano się na ludzkie kości, co jeszcze dodaje pewnej mroczności temu miejscu. Faktem jest to, że szczebrzeszyńskie podziemia nie zostały jeszcze przebadane przez archeologów i pewnie m.in. dlatego wokół tego miejsca jest jeszcze tyle niewiadomych.

Inną legendą jest ta o powstaniu kaplicy św. Leonarda. Głosi, ona że pewnego razu ze Szczebrzeszyna do Gorajca przemieszczał się niewielki oddział rycerzy, który wędrował wraz z wozami, na których znajdowały się bogactwa i różne rycerskie łupy. Zaraz na pierwszym wzgórzu przy ostatnim wozie konie odmówiły posłuszeństwa w dalszej podróży. Próbowano zmusić je batem do dalszej jazdy, ale to nie pomogło. Uznano, że wóz jest przeładowany, więc łupy zaczęto przekładać na inne wozy. Na ostatnim wozie zostało tylko trochę szpargałów i dobrze zabezpieczony obraz świętego Leonarda, który rycerz z Goraja zakupił po drodze w którymś z kościołów. Był to prezent dla nieuleczalnie chorego syna. Mimo tak małego ciężaru konie nadal nie ruszały z miejsca. Wielkie było zdziwienie rycerza, gdy rozkazał zdjąć z wozu obraz. Wówczas, konie ruszyły. Rycerz zarządził postój i z wyciętych w pobliżu drzew wybudowano kapliczkę, w której umieszczono obraz świętego. Ludność okoliczna uznała to miejsce za uświęcone. Zaczęto wokół tej kapliczki grzebać swoich zmarłych. To jeszcze nie koniec tej historii, bo rycerz powróciwszy do domu zastał zdrowego syna. Uznano to za cudowne uzdrowienie, a dla upamiętnienia tego wydarzenia, rodzina rycerza w miejscu kapliczki postawiła kościółek, w którym umieściła obraz świętego Leonarda. Kościół stoi do dziś, a wokół niego jest przepiękny cmentarz.

C jak szczebrzeszyńskie ciekawostki i co się dzieje z krową?

Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając tutaj. Mam nadzieję, że spodobała się Wam nasza dzisiejsza wyprawa online do miasta wielu kultur i religii, w której zamiast krów spotkałem tak wiele chrząszczy. Obiecuję się nie poddawać, podróże i poszukiwania będą trwały dalej.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie #lubelskie #rafalbil
#Szczebrzeszyn #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Szczebrzeszyn |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Szczebrzeszyn | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie| Lubelszczyzna zwiedzanie Szczebrzeszyna | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Szczebrzeszyn zwiedzanie | Szczebrzeszyn atrakcje | Atrakcje Szczebrzeszyn | Szczebrzeszyn | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Szczebrzeszynie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Szczebrzeszyn atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Wojsławicach

CO WARTO ZOBACZYĆ W WOJSŁAWICACH?

Czołem Ananaski, mam dobre wieści wracamy na szlak renesansu lubelskiego i dziś melduję się w miasteczku Jakuba Wędrowycza, a że był dobry w fantastyce, to i wpis zapowiada się fantastycznie, z resztą ocenicie sami. Na pewno będzie trochę strasznie, trochę śmiesznie, ale przede wszystkim postaram się by nie było nudno. Czas na wyprawę do wschodniej części Wyżyny Lubelskiej, na tereny malowniczych Działów Grabowieckich.  Już na pierwszy rzut oka spodobał mi się tu układ urbanistyczny, ale nie zabrakło mi tu i innych rzucających się w oczy atrakcji. Zatem przetrzyjcie ekrany monitorów i ruszamy. Poznacie dziś nie tylko bardzo ciekawe miejsca, ale i postaram się przybliżyć interesujące i niekiedy trudne historyczne wydarzenia związane z losami Wojsławic, a na koniec przybliżę Wam odrobinę ciekawostek i lokalnych legend, bo kto nie lubi opowieści „sprzedanych” przyjezdnym przez lokalną społeczność? Ruszajmy by wyeksplorować ABC o Wojsławicach.

A jak atrakcje

Mimo, że tereny Wojsławic nie są ogromne, to na tej relatywnie niedużej przestrzeni znajdziemy sporo zabytkowych oraz urokliwych miejsc. Zatem bez zbędnego gadania przechodzimy do eksploracji tutejszych atrakcji. To co spodobało mi się szczególnie to fakt, że w niewielkiej odległości, tuż przy rynku, znajdują się trzy różne świątynie, które odzwierciedlają historyczną wielokulturowość tego miejsca i nadają mu po dzień dzisiejszy wyjątkowy klimat, a to dopiero początek mojej wyprawy, na którą chcę Was dziś zabrać.

Kościół parafialny pw. św. Michała Archanioła

Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła  jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.

Pomnik Tadeusza Kościuszki

Niemalże po drugiej stronie ulicy od budynku kościoła znajduje się pomnik Kościuszki. Był to pierwotnie kamienny obelisk wzniesiony w 1905 roku na cześć cara Aleksandra II. Dopiero w 1918 roku na jego cokole ustawiona została na kamieniu postać Tadeusza Kościuszki. Na postumencie znajdziecie też tablicę z napisem: „Tadeuszowi Kościuszce Społeczeństwo Wojsławic”. Pomnik cara natomiast stojący wcześniej na tym samym postumencie zniszczono w 1916 roku i nie został po nim ślad.

Cerkiew prawosławna pw. św. Eliasza

Kilka minut spaceru po centrum miejscowości i znajdziecie się przy drugiej świątyni, a precyzyjniej cerkwi prawosławnej pochodzącej już z około 1771 roku. W 1864 roku tą greckokatolicką wówczas cerkiew przemianowano na prawosławną. Obok niej znajduje się dzwonnica cerkiewna, która wzniesiona została później, na krótko przed wybuchem I wojny światowej. Moim zdaniem budowla ta zwraca swą konstrukcją nie mniejszą uwagę niż sama cerkiew.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Murowane kapliczki stojące w różnych miejscach Wojsławic

Wybudowano je w 1762 roku, a decyzję o tym podjęła Marianna Potocka, na ten temat dlaczego dowiecie się później, jeśli przebrniecie przez większość atrakcji z  dzisiejszego wpisu. Teraz zdradzę Wam, że każda z kapliczek  dedykowana była innemu świętemu i ulokowano je u wylotu ulic z różnych stron Wojsławic (do dziś stoi tu kapliczka św. Barbary, św. Michała, św. Elżbiety, św. Jana Nepomucena czy św. Floriana). Teraz powinny paść to klasyczne pytania, tak bardzo znane z otchłani internetu „komu to potrzebne, a dlaczego”? Obiecuję wyjaśnić, ale później.

Synagoga w Wojsławicach

Trzecią świątynią jest synagoga, która została wybudowana około 1903 roku (choć niektóre źródła podają, że nawet kilka lub kilkanaście lat wcześniej). W 1950 roku niestety budynek ten przerobiono na magazyn. Obecnie starano się przywrócić jej pierwotny charakter. Gdy wejdziecie do wnętrza, zauważycie, że po stronie wschodniej znajdowała się dawniej sala męska, po zachodniej przedsionek, a nad nim otwarty na salę modlitw babiniec w formie chóru (tradycja i religia żydowska obfituje w wiele różnic od religii katolickiej, a jedną z nich jest ta, że kobiety modlą się oddzielnie od mężczyzn, tzn. w synagodze kobiety i mężczyźni siedzą osobno, często w dwóch osobnych pomieszczeniach). Wróćmy jednak do samego wyglądu tej budowli. Zachowało się tu również typowe dla nieistniejących już drewnianych bożnic, pozorne sklepienie z dekoracyjnymi gzymsami i koronkowymi fryzami oraz rozetą w centralnej części. Niestety na ten moment zwiedzanie synagogi jest nie możliwe, ale planowane jest otwarcie dla zwiedzających już na jesieni, za co mocno trzymam kciuki. Już teraz wiem, że mam do Wojsławic po co wracać.

Cmentarz żydowski

Cmentarz założony pod koniec XIX wieku znajduje się w odległości ok. 800 m na południe od centrum Wojsławic został zdewastowany w czasie II wojny światowej. Niestety po wojnie pozostałości macew wykorzystano jako materiał budowlany, a do dziś zachowały się tylko pojedyncze fragmenty macew. Teraz, gdy o tym myślę, to nadal nie rozumiem, jak można niszczyć groby zmarłych i traktować ludzi z taką pogardą, nawet po ich śmierci. Z resztą do kwestii ksenofobii, czy antysemityzmu jeszcze dziś wrócimy.

Rynek i drewniane domy podcieniowe 

Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w ścisłym centrum rynku stoi tu od niedawna i pretendować może do bycia wizytówką Wojsławic. Budowla zdecydowanie przyciąga wzrok, osób przejeżdżających przez te strony. Nie mogłem więc o nim nie wspomnieć, bo nie zauważyć się go po prostu nie da.

Jakub Wędrowycz

Nie jest też tajemnicą, że głównym terenem działalności Jakuba Wędrowycza są właśnie Wojsławice. Dla fanów fantastyki, którzy są ciekawi, jak wyglądają w rzeczywistości miejsca, w których rozgrywa się akcja opowiadań i powieści o tym słynnym bimbrowniku i egzorcyście, Wojsławice są obowiązkowym punktem do odwiedzenia. Dodatkowo warto wspomnieć, że to tu odbywają się cyklicznie Dni Jakuba Wędrowcza, organizowane przez Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki „Cytadela Syriusza”. Inną cykliczną imprezą są Spotkania Trzech Kultur, organizowane przez Stowarzyszenie Miłośników Wojsławic. Na oba te wydarzenia zdecydowanie warto się wybrać, choć w tym roku skomplikować je może sytuacja związana z koronawirusem.

Atrakcje przyrodnicze

Warto też wymienić mocne strony regionu, dla osób lubiących spędzać czas na łonie natury. Szczególnie polecam eksplorować i wypoczywać wraz z przyrodą w poniższych terenach:

– Strzelecki Park Krajobrazowy
– Rezerwat „Liski” 
– Rezerwat „Siedliszcze”
– Chełmski Park Krajobrazowy
– Grabowiecko-Strzelecki Obszar Chronionego Krajobrazu
– Rezerwat „Brzeźno”
– Rezerwat „Roskosz”
– Rezerwat „Żmudź”

W samych Wojsławicach wybrać się warto nad pobliski staw, nad którym w ciszy można wypocząć i zebrać myśli np. planując kolejne podróże, czy odpoczywać zupełnie bez głębszych namysłów (to już opcjonalnie, jak kto woli). W okolicy jest też wiele pięknych pól, nie brakuje tu terenów rolniczych, które prezentują się pięknie o każdej porze roku.

B jak burzliwe relacje społeczności Wojsławic

Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).

Najgorsze jednak dla Żydów, dopiero nadeszło w okresie wojny. Zaraz po wejściu wojsk niemieckich do Wojsławic zamknięto i zniszczono synagogę. Rozpoczęły się też akcje przesiedlania Żydów. Do Wojsławic sprowadzono grupę 330 uchodźców z Łodzi i Warszawy oraz Żydów z okolicznych wsi. Rok 1942 przyniósł serię tragicznych wydarzeń, w wyniku których spłonęła większość domów zamieszkiwanych przez Żydów oraz rzeźnia rytualna. Raczej nie ma co wierzyć w przypadkowy pożar. Jak wynika z dokumentów, w październiku 1942 roku wszystkich Żydów zamieszkujących Wojsławice czy okolice, przepędzono pieszo do Chełma, a stamtąd deportowano do obozu w Sobiborze. Część Żydów uciekła, jednak większość została schwytana i zabita. Największa egzekucja na 60 schwytanych osobach, miała miejsce jeszcze w tym samym miesiącu, na łąkach po północnej stronie rynku. Kolejne egzekucje odbyły się w roku następnym. Nazistowscy Niemcy mordowali bezlitośnie ludność żydowską, gdy tylko trafiała w ich ręce. Naturalnie byli i Polacy, którzy chronili Żydów ryzykując własne życie, jak i Ci, którzy potrafili ich wydawać w ręce okupanta. Smutna to lekcja historii, która mam nadzieję, już nigdy się nie powtórzy. Dlatego tak ważne jest dziś reagowanie na wszelkie przejawy dyskryminacji i to jakiejkolwiek mniejszości.

Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.

Później, to jest po wojnie na terenie gminy działały oddziały UPA, a te wszystkie trudne doświadczenia, kształtowały niełatwą historię tych terenów, o której nie tylko nie wolno zapominać, ale z której przede wszystkim należy wyciągnąć lekcje. Nic tak nie niszczy bowiem człowieka jak nienawiść do drugiej osoby i warto o tym pamiętać.

Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.

Obecnie  pamięć o historii regionu kultywuje się na różne sposoby. Do jednych z tego typu miejsc, mających na celu ożywienie dawnej kultury i tradycji w gminie Wojsławice zalicza się Ośrodek Dawnych Kultur i Tradycji w Rozięcinie. Miejsce te w swych działaniach skupia głównie dzieci i młodzież, ale powstało i z myślą o turystach, którzy przyjadą w te strony z różnych regionów Polski. To tu wg lokalnych receptur przygotowywane są sodziaki (placki na sodzie) i inne tutejsze, regionalne specjały.

C jak ciekawostki i legendy

Pierwszą ciekawostką jest to, skąd się wzięła sama nazwa Wojsławice? Społeczność lokalna twierdzi, że pochodzi od męskiego imienia Wojsław, jednak nikt z napotkanych osób nie umiał mi precyzyjnie powiedzieć, od którego Wojsława się wywodzi. Jak później ustaliłem, imię to cieszyło się w Polsce średniowiecznej wielką popularnością, a jego występowanie najczęściej odnotowuje się właśnie na terenach rdzennie polskich, położonych na zachód od Wisły.

Jeśli chodzi natomiast o legendy, nie brakuje ich i w tej części Lubelszczyzny. Jedna z nich opowiada o pewnym duchu, który elegancko przyodziany, z cylindrem na głowie przemierza okoliczne łąki bijąc laską osoby, które zdecydowanie przesadziły z alkoholem. Czy ja takiego ducha spotkałem, odpowiem uczciwie, że nie. Morał i wniosek z tej opowieści mam jeden, zdecydowanie za mało piję.

Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

Ze smutkiem słucha się takich historii, jak ta ostatnia. Szczególnie, że docierając do źródeł i analizując fakty dowiaduję się, że Frankiści masowo przyjmowali chrzest w wojsławickim kościele, co znajduje swoje potwierdzenie w zachowanych dokumentach kościelnych. Jednakże już w 1764 r. opuścili Wojsławice. Wkrótce sam Jakub Frank uciekł z Polski, zaś sekta straciła na znaczeniu, a po jego śmierci rozpadła się. Jest wiele wersji tej tragicznej historii, ale wg jednej z nich frankiści, chcąc zemścić się na nieprzychylnych im prawowiernych Żydach, doprowadzili do fałszywego oskarżenia wojsławickiego rabina o mord rytualny na nieletnim chłopcu. Głośny i długotrwały proces, połączony ze śledztwem z zastosowaniem tortur, przeprowadzono w Krasnymstawie. Zakończył się wydaniem wyroku skazującego na poćwiartowanie żywcem, tych zaś którzy przyjmą przed śmiercią chrzest – na ścięcie. Wyobrażacie sobie żyć w takich czasach? Bo ja nie, a co gorsze wszystko odbyło się zgodnie z  literą prawa.

Jeśli natomiast chodzi o tradycyjne zwyczaje lokalnej ludności, to niestety w większości już zanikły, ale na szczęście nie wszystkie. W okresie Bożego Narodzenia praktykowane jest jeszcze chodzenie po kolędzie jednak całkowicie zanikł inny rodzaj kolędowania, tzw. herody, które były bardzo popularne w tych stronach. Ciekawe jak będą się one miały do zakazu obchodów Halloween i mówienia słów „cukierek albo psikus”, gdyż w ostatnim czasie do sejmowej komisji petycji wpłynął projekt ustawy zakazujący obchodów tego popularnego w USA święta. Choć zakaz Halloween wydaje się żartem, ale przez posłów musi zostać rozpatrzony całkiem poważnie. Zostawmy jednak politykę na boku, wróćmy do Wojsławic, w których w maju przy kapliczkach odprawiane są śpiewane nabożeństwa. Praktykowany jest również tzw. obchód pól, polegający na procesyjnym święceniu terenów uprawnych. Zachowały się niektóre zwyczaje związane z rytuałem pogrzebowym (trzykrotne uderzenie dnem trumny o próg drzwi wyjściowych, zatrzymanie zegarów i zasłonięcie luster w domu zmarłego; obowiązek pochówku w kompletnym, niezniszczonym stroju) i pośrednio z tym związana wiara w sny. Gdy zbierzemy to wszystko do kupy, to aż trudno uwierzyć, że ma lub miało to miejsce w Polsce, nawet tej z XXI wieku.

Tradycją z pogranicza kultury pogańskiej i chrześcijańskiej są tzw. zielone świątki obchodzone pięćdziesiąt dni po Wielkanocy jako uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Na terenie całej Chełmszczyzny dekorowano domostwa tatarakiem, zielonymi gałązkami, a czasem całymi drzewkami brzozowymi. Zwyczaj jest obecnie mniej popularny, ale czasem jeszcze nadal ciągle obecny w tych stronach.

Jak dowiedziałem się od jednej napotkanej pani, która wolała zostać anonimowa,  wśród najstarszych mieszkańców Wojsławic, zachowała się wiara w przesądy i skuteczność rytuałów z pogranicza kultur pogańskiej i katolickiej. Tak dla przykładu przecięcie drogi przez kogoś z pustym wiadrem czy koszykiem przynosi pecha; nie należy zbierać prania, w tym dziecięcych pieluszek, po zachodzie słońca, gdyż grozi to sprowadzeniem na dziecko bezsenności. A Ci jeszcze bardziej pokręceni wierzą w magiczną funkcję koloru czerwonego – choć w innych stronach słyszałem, że co czerwone to zboczone, więc może jest coś na rzeczy. W tych stronach dawniej dużą popularnością cieszyło się tzw. zamawianie – przeganianie „złego” (choroby, lęku) często z wykorzystaniem przedmiotów święconych.

Z kapliczką św. Michała wiąże się kolejna historia. Krążą tu opowieści mówiące o tym, że obok kapliczki zamarzła kiedyś kobieta z dzieckiem. Podobno do dzisiaj widać w tym miejscu coś co przypomina poblask świecy.

Jest jeszcze legenda, która zrodziła się po mordzie rytualnym z XVIII wieku. Powieszono tutaj kilku wojsławickich Żydów. Powstały od tamtej pory opowieści o tym jak w pobliżu szubienicy płoszą się konie i lepiej nie zapuszczać się tutaj w samo południe i po zmroku. Ci, którzy znajdą się w nieodpowiednim czasie w tym miejscu mieli rzekomo słyszeć dźwięki ciągniętych łańcuchów, a niektórzy też byli atakowani przez tajemniczego czarnego psa. Ciekawe czy po tym wszystkim co przeczytaliście, będziecie mieli odwagę, by przyjechać do Wojsławic?

 

PODSUMOWANIE

Nie chcę Was tak straszyć, więc na koniec tytułem podsumowania napiszę Wam, że Wojsławice to dawne miasto, a obecnie wieś województwa lubelskiego, która potwierdza moje zdanie na temat ludzi z Lubelszczyzny. Są oni bardzo życzliwi i uprzejmi dla turystów, a lody koło kościoła są najlepsze w całym miasteczku, szczególnie, że są to tutaj jedyne lody z maszyny, co z uśmiechem na twarzy podkreśla pracujący tu pan lodziarz. Faktycznie, potwierdzam Wam więc, że  w całych Wojsławicach największe i też najsmaczniejsze lody kręcone są pod samym kościołem. Pozdrawiam też sympatyczną Panią Sylwię i dziękuję za wiele ciekawych opowieści i inspirację do szybkiego napisania tego wpisu. Przepraszam też napotkanego pod lodziarnią, życzliwego Pana pszczelarza, że nie skorzystałem z zaproszenia na miód z ogórkiem kiszonym, ale program zwiedzania był tego dnia dość napięty, a atrakcji i tak nie brakowało. Generalnie miło było spotkać tu tak wiele komunikatywnych i pozytywnych osób (naturalnie nie chodzi mi tu o określenie po wynikach testu na koronawirusa) i przepraszam też, że nie wszystkich wymienię z imienia czy nazwiska. Nie mniej jednak dziękuję za gościnność i życzliwe przyjęcie.

W podsumowaniu warto też podkreślić, że społeczność Wojsławic charakteryzowała się wielokulturowością. Teren miejscowości zamieszkiwali dawniej zarówno Polacy, ale i Rusini czy Żydzi stanowiący ludność napływową i nie należy dać się wystraszyć tym wszystkim legendom, czy dramatycznym historiom. Zobaczcie po mnie, byłem, zwiedziłem te tereny i żyję 😀 Także bez obaw polecam Wam się tu wybrać, gdyż społeczność lokalna jest bardzo otwarta na nowych i przyjezdnych turystów. Jeszcze na koniec część z Was  może być ciekawa, czy spotkałem krowę, która zmieni zdanie? Odpowiem, że i tym razem nie, ale nie poddaję się więc nie traćcie nadziei. Dla niewtajemniczonych o co chodzi z tą krową zostawiam link i zachęcam do przeczytania więcej o projekcie poszukiwania krowy. W podsumowaniu chcę jeszcze podziękować Kini oraz Myszorowi za kolejną wspólną podróż. Z takimi kompanami to można ruszać nawet bez planu i w nieznane 🙂 Pomału nadszedł już czas by kończyć dzisiejszy wpis. Zatem do następnego i niech moc będzie z Wami.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Wojsławicach #lubelskie #rafalbil
#Wojsławice #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Wojsławice |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Wojsławicach| Lubelszczyzna zwiedzanie Wojsławic | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Wojsławice zwiedzanie | Wojsławice atrakcje | Atrakcje Wojsławice | Co warto zobaczyć w Wojsławicach | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Lublinie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Wojsławice atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Dęblinie

CO WARTO ZOBACZYĆ W DĘBLINIE?

Dziś zbaczamy na moment ze szlaku renesansu lubelskiego, co nie oznacza, że wylatujemy poza Lubelszczyznę. Większość z Was pewnie pomyślała, że po wyborach na stałe wyemigruję z kraju. Bez obaw, jeszcze tu jestem, a ten wpis postaram się by był na swój sposób odlotowy, choć czas na odlotowe pisanie bloga, nie jest najlepszy. Pamiętajcie, że każda porażka uczy zdecydowanie więcej niż wygrana. Zostawiam więc malkontenctwo na boku, gdyż nadszedł czas na Dęblin, jedno z najbardziej lotniczych miast w Polsce. I choć odległość od Lublina do Dęblina to około 70 km, to dzięki drodze ekspresowej jesteśmy w  stanie tu dojechać w około 40 minut. Warto zastanowić się tylko, czy jest po co tu przyjeżdżać? Dziś postaram się odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a wszystko w tradycyjnym ABC z podróży. Zobaczycie iście kosmiczny kościół, oraz inne okoliczne atrakcje, a na koniec dowiecie się ile za to wszystko trzeba zapłacić. To co, gotowi, można zaczynać?

A jak atrakcje

W Dęblinie jest wbrew pozorom sporo do obejrzenia, warto zobaczyć tu zespół pałacowo – parkowy Mniszchów; twierdzę carską czy jedyną w Polsce Wojskową Szkołę Lotniczą. Tereny te doceniane są nie tylko przez turystów, zadowoleni będą tu również kajakarze, wędkarze czy grzybiarze. W okolicach zachowało się wiele zabytkowych obiektów świadczących o bogatej czy wielokulturowej przeszłości miasta. Samo miasto Dęblin, jest też moim zdaniem dobrą bazą turystyczno – wypadową do najciekawszych regionów Lubelszczyzny. Blisko jest stąd do Kazimierza Dolnego – perełki architektury czy Puław. Będąc dłużej w Dęblinie można wybrać się też do pobliskiego Czarnolasu z uroczym Muzeum im. Kochanowskiego czy nieco dalej do Muzeum Kozłówki, ale uwierzcie mi na słowo warto i tam zawitać.

Największą, choć nie jedyną atrakcją turystyczną Dęblina jest Muzeum Sił Powietrznych, które otwarto w 2011 roku. Można tu wejść do wnętrza śmigłowca Mi 6A. Samo Muzeum jest odrestaurowane, a jego wnętrza otwierają przed zwiedzającymi drzwi do kolejnych pomieszczeń, w sposób bardzo przemyślany przybliżając historię polskich sił powietrznych i ich wspaniałych osiągnięć. Wewnątrz znajdziecie sporo mundurów, pamiątek, medali czy fotografii, ale to co najciekawsze czeka za drzwiami budynku. Przed moimi oczami stała tam imponująca liczba wystawionych samolotów, śmigłowców, systemów obrony przeciwlotniczej oraz pojazdów wojskowych. Warto wejść również do hangaru lotniczego, w którym zgromadzono unikalną kolekcję samolotów z czasów wojny i okresu tzw. zimnej wojny, potężne turbiny silnikowe i inne ciekawe akcesoria. Podobnie jak z wnętrzem śmigłowca, tak i w przypadku samolotu pasażerskiego Jak – 40 w wersji VIP, można zwiedzić go od środka, naturalnie za dodatkową odpłatnością. Bilety nie są drogie, z resztą o cenach będzie tradycyjnie więcej na koniec wpisu. Warto jest wydać te kilkanaście złotych by poczuć bicie serca polskiego lotnictwa wojskowego.

 

 

Mocną stroną turystyczną miasta jest fakt, że znajduje się w Dolinie Środkowej Wisły tuż przy ujściu Wieprza. Szczególnie o wschodzie, czy zachodzie słońca tutejsze widoki potrafią zapierać dech w piersi. W pobliżu na lewym brzegu Wisły znajduje się również duży kompleks leśny – Puszcza Kozienicka. Oprócz dwóch dużych rzek – Wieprza i Wisły warto wspomnieć i o mniejszej, płynącej przez miasto – Irence. Dęblin słynny jest w Polsce z Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych, zwanej Szkołą Orląt. Została ona tu przeniesiona w 1927 roku, wtedy jeszcze jako Oficerska Szkoła Lotnictwa. Będąc w jej pobliżu warto wybrać się pod Pomnik ku czci: “Bohaterskim Lotnikom Dęblińskiej Szkoły Orląt”, z 1969 roku. Jest to reprezentacyjny Plac Bohaterskich Lotników Dęblińskiej Szkoły Orląt, jedno z najczęściej fotografowanych w Dęblinie miejsc przez turystów.

Warto też chwilę uwagi poświęcić klasycystycznej formie Pałacu Mniszchów, który posiada bogatą historię, prawdopodobnie już z końca XVI wieku. Wówczas istniała tu siedziba dziedzica dóbr dęblińskich, ale jako rokokowy pałac w dokumentach pojawia się dopiero około 1747 roku. Obecnie pałac w Dęblinie jest siedzibą tutejszej Szkoły Orląt, cały zespół składa się z pałacu zwróconego frontem na północ, w kierunku dwóch oficyn, pawilonu ogrodowego, kordegardy, domu ogrodnika, willi oficerskich oraz pozostałości zabytkowego parku malowniczo rozciągającego się ku dolinie Wieprza.

Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉 Zbaczając z tęczowych ścieżek, mam wrażenie, że warto będzie już spływać, albo przynajmniej o spływach słów kilka Wam napisać i to nie byle jakich, bo kajakowych. Na tych terenach wyróżnić przecież można kilka szlaków:

  • Szlak kajakowy Wieprzem z Kocka do Dęblina - jest niezwykle malowniczy. Na tym odcinku rzeka wije się licznymi zakolami. Długość spływu około 50 km. Nie ukrywam, że momentami jest wymagający, a najwytrwalsi kajakarze płyną także pod prąd najczęściej do Bobrownik, pokonując odcinek około 8 km.
  • Alternatywny jest szlak kajakowy Wisłą z Kazimierza Dolnego do Dęblina - jest równie piękny. Rzeka jest tu jeszcze nie do końca uregulowana, co nadaje moim zdaniem spływowi dodatkowy uroku. Długość spływu to około 32 km.
  • Ostatni znany mi tutaj szlak wodny przebiega Wisłą z Dęblina do Kazimierza Dolnego. Ten jednak wymaga zarówno sprzyjających wiatrów, jak i odpowiedniego stanu rzeki oraz sporej ilości siły.

Gdy już będziecie ledwo żywi, wybrać się możecie jeszcze na cmentarz wojenny „Balonna” z lat 1915 – 1939, który znajduje się na stoku dawnej reduty Zajączka w Dęblinie. Na tym cmentarzu znaleźli się żołnierze polskich oddziałów legionowych walczących pod dowództwem Józefa Piłsudskiego w składzie 1 Armii austriackiej. Z tego właśnie okresu znajduje się kilka grobów polskich, ale i austriackich , a także symboliczna kwatera żołnierzy rosyjskich poległych w I wojnie światowej oraz wojnie polsko – radzieckiej 1920 r. Wszystko to nadaje temu miejscu pewien międzynarodowy charakter. Wizyta w tym miejscu to cenna lekcja historii, także raz jeszcze polecam. Podczas wycieczki po Dęblinie warto również zobaczyć tutejszy kościół parafialny św. Piusa V w Dęblinie, budynek sam w sobie bardziej przypomina stacje kosmiczną, przez co sam jego oryginalny projekt wydaje się interesujący, z resztą oceńcie sami.

B jak Brama Lubelska

Kolejne miejsce warte odwiedzenia na tutejszej mapie to Twierdza Dęblin. Wzniesiono ją w wyniku realizacji założeń obronnych opracowanych w Rosji na początku lat trzydziestych XIX wieku. Wybudowano ją za panowania cara Mikołaja I Romanowa po stłumieniu powstania listopadowego i włączeniu ziem Królestwa Polskiego do imperium rosyjskiego. Szczególną uwagę przykuła na mnie tutejsza Brama Lubelska, która jest oczywiście elementem potężnej Twierdzy Dęblin. Cytadelę dęblińską obecnie zajmuje Wojsko Polskie. Istnieje możliwość jej zwiedzenia dzięki członkom z Towarzystwa Przyjaciół Dęblina, naturalnie po uzyskaniu wcześniejszej zgody dowódcy jednostki. Jeśli jednak chcecie zwiedzić te tereny, zgłoście to co najmniej z tygodniowym wyprzedzeniem.

C jak ceny

Teraz czas na krótkie podsumowanie i zestawienie kosztów. Najtaniej wychodzi zwiedzanie piesze, stracicie tylko trochę energii, ale zyskacie możliwość zobaczenia urokliwych lokalnych terenów. Jeśli chodzi natomiast o zwiedzanie Muzeum Sił Powietrznych: bilet normalny kosztuje: 15 zł., bilet ulgowy: 8 zł., a bilet rodzinny: 38 zł (2 rodziców + dzieci do lat 18). Dodatkowe opłaty  czekają Was za wejście do samolotu Jak-40, bilet kosztuje 3 zł., od osoby. Wejście do śmigłowca Mi-6 kosztuje dodatkowe 3 zł od osoby natomiast jeśli chcecie zobaczyć obie atrakcje wówczas za wejście do samolotu Jak-40 + śmigłowiec Mi-6 będziecie musieli zapłacić 5 zł od osoby. Ceny za kajaki kształtują się od kilkudziesięciu do kilkuset zł., zależnie od wybranych tras i tego czy np. transport na miejsce spływu oraz z powrotem jest wliczany w cenę. Wejście na cmentarz wojenny „Balonna” jest naturalnie nieodpłatny, a podobnie sytuacja się ma z wejściem do „kosmicznego” kościóła parafialnego św. Piusa V w Dęblinie.

Podsumowując, Dęblin to ciekawe historyczne miasto w województwie lubelskim położone w malowniczym krajobrazie, z dala od ogromnych ośrodków miejskich. Jego wielkim atutem są otaczające go lasy, dzięki czemu oddycha się tu pełną piersią. Dęblin – raj dla miłośników samolotów i militariów. Miasto to jest zdecydowanie interesującym miejscem, do którego warto się wybrać na weekend lub na dłużej, szczególnie jeśli chcecie poznać bliżej ciekawą historię miasta oraz znaleźć chwilę czasu na wypoczynek na łonie natury. Za to łono to na bank pójdę siedzieć. Także miło było Was poznać i jak się uda to do następnej wyprawy.  

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Dęblinie #lubelskie #rafalbil
#Dęblin #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Kryłowie| Lubelszczyzna zwiedzanie Dęblina | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Dęblin zwiedzanie | Dęblin atrakcje | Atrakcje Dęblin | Co warto zobaczyć w Dęblinie | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Dęblin | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Wybory prezydenckie 2020

Wybory prezydenckie 2020 – czy już wiesz na kogo oddasz swój głos?

Witajcie, dziś na “tapecie” mamy politykę – wszak wybory prezydenckie już za dwa dni. Wybieramy na urząd Prezydenta RP człowieka, który będzie nas reprezentował w polityce wewnętrznej i nasze państwo na arenie międzynarodowej. W najbliższą niedzielę mamy prosty wybór, albo oddać głos za jednym z dwóch kandydatów, albo siedzieć w domu i czekać co los nam przyniesie. Naturalnie ten wybór każdemu pozostawiam z osobna i mam świadomość, że dla wielu z Was nie jest on tak oczywisty jak dla mnie. Ja już swoją decyzję podjąłem i postanowiłem się nią z Wami podzielić. Będę się cieszył, jeżeli moje uwagi dadzą Wam trochę do myślenia i skłonią do podjęcia rozsądnej decyzji.

Przyznam się Wam, że do końca zastanawiałem się, czy w tej sprawie zabrać głos na moim blogu. Nie wspiera mnie, żadna partia, nie jestem też i nigdy nie byłem członkiem żadnej organizacji politycznej, ale uważam, że nie powinno się milczeć jeżeli do skrzynek obywateli trafiają tego typu ulotki (przypominające mi ulotki straszenia ludnością żydowską w czasach przedwojennych). Nie chcę też milczeć, kiedy z ust obecnego Pana Prezydenta słyszy się tego typu słowa, że LGBT to nie ludzie, a ideologia, a na wiecach wyborczych przekonuje elektorat, że:


“Próbuje się nam wmówić, że to ludzie, a to jest po prostu ideologia. Jeżeli ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości, czy to jest ideologia, czy nie, to niech sobie zajrzy w karty historii i zobaczy, jak wyglądało na świecie budowanie ruchu LGBT, niech zobaczy, jak wyglądało budowanie tej ideologii i jakie poglądy głosili ci, którzy ją budowali”.

Szczególnie, że słowa te padają z ust doktora nauk prawnych, który wiedzieć powinien co leży u podstaw praw człowieka i dlaczego godność jest przyrodzona, niezbywalna i należy się każdemu człowiekowi  z samego faktu, że jest człowiekiem. Wymagam też, by osoba piastująca urząd Prezydenta RP, była prezydentem wszystkich Polaków – katolików i niekatolików, ludzi z odmiennymi od Niego poglądami politycznymi, orientacją seksualną czy osób z niepełnosprawnościami. Co też istotne, każda taka mniejszość, nie tylko nie może być dyskryminowana, ale wymaga często dodatkowej ochrony. Budzenie demonów nienawiści i agresji jest działaniem niegodnym zwykłego człowieka, a co dopiero Prezydenta. Warto też w tym miejscu przypomnieć słowa Pana Mariana Turskiego podczas 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz:

“…nie bądźcie obojętni, jeśli widzicie kłamstwa historyczne. Kiedy widzicie, że przeszłość jest naciągana do aktualnych potrzeb polityki. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek mniejszość jest dyskryminowana. Istotą demokracji jest to, że większość rządzi, ale prawa mniejszości muszą być chronione. Nie bądźcie obojętni, kiedy jakakolwiek władza narusza prawa już istniejące. Nie bądźcie obojętni, bo jak nie, to się nie obejrzycie i jakieś Auschwitz na was spadnie z nieba”.

Dziś nie czas na “owijanie w bawełnę”. Waży się bowiem przyszłość naszego kraju, miejsca w Europie i reszcie świata – piszę więc wprost. Staram się nie być obojętnym i piszę ten wpis, który zapewne wielu z Was może nie przypaść do gustu. Na pewnym etapie życia, trzeba już mieć też odwagę bycia nielubianym. Ja ją mam, dlatego dzielę się z Wami tym co myślę. Świetnie zdaję sobie też sprawę, że wpis ten nie przekona zmiany zdania w kwestii oddania głosu tzw. “twardego elektoratu”. Wiem, że wielu z moich znajomych czy członków z rodziny, których bardzo szanuję odda swój głos na obecnego Pana Prezydenta. Mam również znajomych, którzy są związani z PiSem i nie widzę nic w tym złego, bo w każdej partii, jak i w każdej organizacji, czy mniejszości są różni ludzie. Szanuję Ich decyzję, tak jak szanuję i Ich. Szanować nie znaczy jednak rozumieć, tak samo jak nie każdy rozumie mnie czy moje wpisy, ale liczę, że będzie je szanował, bo głównie nie tylko przy wyborach o wzajemny szacunek powinno nam Wszystkim chodzić. 

Oglądając również szerzącą się nienawiść podziału Polaków, chcę Wam przypomnieć, że nie warto kłócić się między sobą. Demokracja ma ten swój urok, że różnić się możemy światopoglądowo, politycznie, ale nie nazywajmy się wzajemnie “zarazą”, jak wielokrotnie czyniono zarówno zaraz przed ludobójstwem w Rwandzie między plemionami Tutsi i Hutu, czy dziś ma to miejsce w Polsce. 

Nie liczę również tym wpisem, na głosy poparcia wśród tych, którzy mają podobne poglądy do moich. Nie trzeba mi klepania po ramieniu i tekstów, “ale im dowaliłeś”, bo zupełnie nie o to tu chodzi. Liczę bardziej na to, że zachęcę do oddania głosu, tych, którzy nie głosowali w pierwszej turze, lub oddali głos na kogoś z pozostałych kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury. Zachęcam Was do tego serdecznie, gdyż tutaj, każdy głos ma znaczenie. Warto zapoznać się z dorobkiem i programem obu kandydatów. Ja podejmując swą decyzję zwróciłem również uwagę na dossier obu z Nich. Przeważyła nie tylko faktyczna znajomość wielu języków obcych, czy imponujące wykształcenie i stypendia zagraniczne zdobywane na kilku uczelniach, choć faktycznie, jest to spory atut obecnego Pana Prezydenta Warszawy. Bardziej przekonało mnie, że pewną kompromitacją kraju są wystąpienia takie jak te z Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos, które na nieszczęście dla nas Polaków stały się swoistym “hitem internetu”. Panu Prezydentowi trudno było dobrać słowa w języku angielskim i nie chcę dziś wnikać w to co było, tego przyczyną. W każdym razie nie były to momenty do poczucia dumy z urzędującego Pana Prezydenta. 

Prezydent RP poza uprawnieniami związanymi z tym, że jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, komunikuje politykę zagraniczną Rządu, ma jeden najważniejszy obowiązek i dwa niezwykle zasadnicze uprawnienia. Ten obowiązek to strzeżenie ustawy zasadniczej i tu egzamin urzędujący Pan Prezydent w mojej ocenie oblał. Pamiętać należy, że Prezydent RP ma jeszcze inne istotne zadania. Otóż uprawnienie zawetowania ustawy, która grozi państwu polskiemu od wewnątrz, to znaczy łamie trójpodział władzy, powoduje, że jeden czynnik, czynnik polityczny, dominuje w całym kraju. Dla mnie jest to kolejny argument dla oddania głosu na Pana Trzaskowskiego, dla wzajemnego hamowania i współdziałania tych władz, by nie dochodziło do nepotyzmu, do korupcji, do wszechwładzy. Jak powiedział Pan poseł Jarosław Kaczyński:

“Demokracja nie znosi monopolu! Jeśli jakaś władza ma wszystkie stanowiska w państwie, swojego prezydenta i poparcie mediów, które nie zauważają jej błędów, to z naszą demokracją może być naprawdę niedobrze.” 

Podzielę się również z Wami argumentami Pani Janiny Marii Ochojskiej, którą wyjątkowo cenię. Dla tych, którzy jakimś cudem, Jej nie znają, napiszą skrótowo, że jest to polska działaczka humanitarna, założycielka i prezes Polskiej Akcji Humanitarnej, astronom, działaczka opozycji demokratycznej w PRL, posłanka do Parlamentu Europejskiego IX kadencji. Kobieta, przez wielkie K, która dla wielu z nas może być wzorem do naśladowania. Z wieloma jej założeniami się zgadzam, więc by ich nie przepisywać, pozwoliłem sobie w dobrej wierze je udostępnić u siebie, mam nadzieję, że mi wybaczy 😉

Na koniec napiszę, że prezydent ma strzec Konstytucji i praw każdego obywatela i bez względu na to, kto z dwóch kandydatów pozostanie wybranym, będę tego od Niego oczekiwał. Prof. Adam Strzembosz, kawaler Orderu Orła Białego i emerytowany profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dość niedawno powiedział, że: 

“W tej chwili ważą się losy tego, jaką postać przybierze Polska w najbliższym czasie. Czy zostanie opanowana przez określoną formację polityczną, podporządkowana jej całkowicie z wszystkimi konsekwencjami władzy, która przybiera postać dyktatorską, czy też uda się ten proces zahamować. Może go zahamować tylko ten, kto wierzy mocno w Polskę demokratyczną i opartą na równoważeniu się i wzajemnym współdziałaniu trzech władz – parlamentu, władzy wykonawczej i sądownictwa. Ten podział został zagrożony w sposób zasadniczy. Trybunał Konstytucyjny jest już atrapą, Krajowa Rada Sądownictwa tylko udaje Krajową Radę Sądownictwa, czyli organ, który dba o niezależność sądów i niezawisłość sędziów”.

Pozostawię Wam ocenie Jego słowa. Ja mocno wziąłem sobie je do serca. On sam jest dla mnie również autorytetem, człowiekiem o wyjątkowym życiorysie, człowiekiem „Solidarności”, pierwszym niekomunistycznym prezesem Sądu Najwyższego i Trybunału Stanu, człowiekiem mądrym, którego posłucham i swój X postawię przy nazwisku mojego imiennika – ufam, że On Konstytucji łamać nie będzie. Bez względu na wynik, życzę dobrze obu kandydatom – jednemu zwycięstwa, a drugiemu dużo czasu dla rodziny, która jest w Jego programie tak ważna, tyle że na szczęśliwej prezydenckiej emeryturze.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#wybory 2020 #wybory prezydenckie #blog  #patronite
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020