33 marzenia podróżnicze na Nowy Rok

Nowy Rok to czas nowych postanowień. Lata lecą, człowiek się starzeje, za mną już 33 wiosny, ale dziś nie zamierzam spoglądać w przeszłość. W ostatnim dniu 2020 roku czas na 33 zupełnie nowe marzenia, którymi chcę się z Wami podzielić na Nowy Rok i kolejne 33 lata. Miejcie więc oczy, uszy, umysły i serca otwarte na podróże, bo najgorszy rok już niemal za nami. Czas otworzyć się na pochłanianie cudów, które skrywa przed nami świat i pamiętajcie, że warto marzyć, a jeszcze lepiej spełniać swoje marzenia. Częstujcie się moimi marzeniami, bo one podobnie jak mój podróżniczy blog są zupełnie za darmo. Gorzej z ich samych spełnianiem, za to zapłacić można kartą…. wiecie z resztą jaką. Tymczasem rozsiądźcie się wygodnie i nie myślcie na razie o pieniądzach. Zatem ruszamy!

1. POSZUKIWAWCZE MARZENIE:

Znaleźć w końcu krowę, która zmieni zdanie i wyruszy ze mną w podróż, najlepiej dookoła świata. Cały czas tylko się zastanawiam, co na to powie Greenpeace i czy taka krowa się już urodziła?

2. DZIECINNE MARZENIE:

Odbyć podróż do świata dzieciństwa. Może to być chociażby Dolina Muminków w Finlandii. Kto nie chciałby pobawić się muszelką Migotki? Czasem mam takie nietypowe fantazje. Może to być też wioska hiszpańska Smerfów, Hobbiton w Nowej Zelandii albo inne bajkowe miejsce.

3. ŚWIĄTECZNE MARZENIE:

Świętować tradycyjne święta w nietradycyjny sposób. Mogę chociażby jeść kinder niespodzianki zamiast tradycyjnych pisanek na Rapa Nui. Wyspa Wielkanocna w Wielkanoc to plan na najbliższe 33 lata. Zaznaczę, że nie ma tu lokowania produktu, po prostu lubię te czekoladowe jaja (i prosiłbym bez zbędnych skojarzeń, perwersy).

4. SZALONE MARZENIA:

Przespacerować się po szklanym moście w Chinach czy szlakiem śmierci w Hiszpanii. Złapać byka za rogi, albo iść o krok dalej, pogłaskać tu i ówdzie bydło szkockie lub wziąć udział w gonitwie byków w Pampelunie. Jedno jest pewne, wraz z nowym rokiem, zrobię coś szalonego.

5. PODWODNE MARZENIE:

Nurkować na rafie koralowej. Penetrowanie podwodnego świata to coś co marzy się każdemu podwodnemu zwyrolowi. Już mi się micha cieszy na myśl o krystalicznie czystej wodzie.

6. KRÓLEWSKIE MARZENIE:

Poczuć się jak książę, podczas eksploracji bawarskiego zamku w bajkowej scenerii Neuschwanstein. Wiecie co mam namyśli – tanie wina z niemieckiego Aldiego, niedrogie noclegi, najlepiej w namiocie za zamkiem i to bezcenne selfie o poranku na tle zamku. Poczuć się jak król tanich podróży, ale tak na bogato. Prestiż i luskus w niepogłębionym wydaniu, czyli to co tygryski lubią najbardziej.

7. BUDOWLANE MARZENIE:

Zbudować igloo na Antarktydzie lub Grenlandii, albo przynajmniej mur obronny. Porzucać się śnieżkami z kompanami z wyprawy, czy ulepić bałwana, by nie czuć się samotnie, gdybym wybrał się tam jednak w pojedynkę.

7. MARZENIA Z ROŚLINAMI: 

Spokojnie dendrofile, nie chcę Was nadto rozbudzać. Bardziej chodzi mi o zobaczenie kwitnących wiśni w Japonii, spacerowanie gołą stopą po polanach w górach czy też inne takie mało sprośne rzeczy. A jak już jesteśmy przy świnkach, to przejdźmy do kolejnego marzenia.

8. MARZENIA ZE ZWIERZĘTAMI:

Coś interesującego dla zoofili? Na pierwszy rzut oka tak by się mogło wydawać, ale nic bardziej mylnego. Faktycznie chodzi mi o marzenia z udziałem zwierząt zboki, ale nie takie… Marzy mi się zobaczyć flamingi w ich naturalnym środowisku, posmyrać po brzuszku żółwia na Galapagos, złapać za trąbę słonia, fotografować kolibry w Ekwadorze,  nie dać się okraść małpkom na Giblartarze, a może nawet karmić owce na Wyspach Owczych. Jest tyle wspaniałych zwierząt, że nie potrafię się zdecydować.

9. ŚWIETLISTE MARZENIE: 

Zobaczyć świecący plankton na Malediwach, w Omanie, czy w jakimkolwiek innym miejscu na Ziemi, to iście świetliste marzenie. Niech i mi oczy się zabłyszczą z radości w nowym, oby lepszym 2021 roku.

10. POWRACAJĄCE MARZENIE:  

Popłakać pod ścianą płaczu z radości po powrocie do Izraela, to kolejne z listy moich marzeń. Niewiele jest krajów na Ziemi, do których tak chętnie wracam jak właśnie tu. Izrael ma w sobie pewien magnes, który mnie bardzo silnie przyciąga i sprawia, że wracam tu chętniej jak nigdzie indziej. Tego, że tam wrócę jeszcze nie raz, jestem pewny. 

11. ŻOŁNIERSKIE MARZENIE: 

Nie chodzi mi o wstąpienie do amerykańskiej armi, ale stanąć kiedyś u boku żołnierzy armi terakotowej to chciałbym i to bardzo.

12. MARZENIE SENNE:

Odpłynąć gdzieś z dala od ludzi, by podziwiać w ciszy gwiazdy i zasnąć w nieznanym miejscu gdzieś nad wodą. 

13. MARZENIE BEZSENNE:

Nie spać całą noc i podziwiać zorzę polarną w Tromsø.

14. MARZENIE BYCIA OPARCIEM:

Trzymać wieżę w Pizzie, tak mocno, by nie runęła. Warto być czasem dla kogoś lub czegoś oparciem. Człowiek czuje się wtedy taki potrzebniejszy dla świata.

15. MARZENIE PORZUCENIA:

Rzucić pewnego pięknego dnia wszystko i pojechać w Bieszczady.

16. TĘCZOWE MARZENIE:

Zobaczyć tęczę nad tęczowymi górami w Peru.

17. MARZENIE Z GÓRY:

Zobaczyć widok z najwyższego budynku świata Burj Khalifa w Dubaju lub przelecieć się balonem nad turecką Kapadocją, czy zachwycić się nad Wielkim Kanionem w USA. Świat z lotu ptaka nabiera zupełnie innego wymiaru.

18. MARZENIE Z DOŁU:

Wykonać fotografie pięknych miejsc właśnie z pozycji na żabę, zbliżone do tych z Wielkiego Meczetu Szejka Zajida w Abu Dhabi lub Taj Mahal w Indiach.

19. MARZENIE FILMOWE:

Zaistnieć jak Lara Croft w Świątyni Angkor Wat i poczuć magię tego miejsca.

20. DOBRE MARZENIE:

Nie mam tu na myśli zobaczenie Jezusa w Rio czy w Świebodzinie. Bardziej chodzi mi tu o to, by nakarmić i napoić wielbłąda na pustyni czy pomóc potrzebującemu w podróży.

21. SMACZNE MARZENIE:

Zjeść łososia norweskiego w Norwegii. Spróbować szwajcarskiego sera w Szwajcarii. Zjeść kebap w Turcji. Przypomnieć sobie smak belgijskich frytek w Brukseli. Wypić symbolicznie whisky w Szkocji czy zapalić cygaro na Kubie. Zasmakować porto w Porto. Zjeść kremówkę w Wadowicach lub loda będąc na lodowcu. Zjeść znów spaghetti bolognese w Bolonii czy pizzę w Rzymie. Wypić sake w Japonii lub spróbować syropu klonowego w Kanadzie. Jeśli chodzi o jedzenie i picie to mogę tak wymieniać bez końca…

22. NIESMACZNE MARZENIE:

Spróbować różne dziwne rzeczy jak durian, grillowane owady lub skorpiony. Chciałbym też zjeść zupkę chińską w Chinach, zasmakować prażonych mrówek, koników polnych i temu podobnych “przysmaków” kuchni azjatyckiej. Dla odmiany skosztować kiszonego śledzia i mieć się po tym wszystkim całkiem dobrze. Czasem warto wyjść z pewnej strefy komfortu. Warto być ciekawym świata, a więc smaków i zapachów.

23. MARZENIE Z POCIĄGIEM :

Wsiąść do pociągu byle jakiego, zadbać jedynie o bilet na najbliższy kurs i nie zwracać uwagi dokąd się nim dostanę, choćby to miała być kolej transsyberyjska lub kolejka Gelmer w Szwajcarii.

24. RELAKSUJĄCE MARZENIA:

Zadbać o totalny relaks w hamaku na rajskiej wyspie i nie muszą to być wyłącznie Malediwy.

25. TRADYCYJNE MARZENIE:

Mam tu na myśli marzenie odnoszące się do poznawania kultury i tradycji innych państw. Tak dla przykładu, chciałbym kiedyś zatańczy Zorbę w Grecji.

26. MARZENIA POLSKIE:

Zobaczyć wszystkie Parki Narodowe w kraju i odnaleźć spokój w podróży, też ten wewnętrzny.

27. MARZENIA ZAGRANICZNE:

Zwiedzać wielkie i te małe zagraniczne miasta bez limitów, bez ograniczeń, bez znaczenia w których się pojawię. O wschodzie słońca chciałbym dotrzeć do jordańskiej Petry lub po zachodzie podziwiać wielkie metropolie.

28. TAJEMNICZE MARZENIA:

To marzenia do odkrywania nowych opuszczonych miejsc: Oradour-sur-Glane we Francji, Poggioreale na Sycylii, Belchite czy Castillo de Butron w Hiszpanii, Craco, Poggioreale i Pentedattilo we Włoszech, Tyneham i Hallsands w Wielkiej Brytanii, Vilarinho da Furna w Portugalii, Pyramiden w Norwegii, Spinalonga w Grecji, Grablje i Kupari w Chorwacji, opuszczony nazistowski hotel Prora, Kolmanskop w Namibii, ale i powrotu do tych które już widziałem jak np. Czarnobyl. Wybrać się do państw, które formalnie nie istnieją jak np. Naddniestrze lub zasiąść w kręgu tajemnic z Roswell. Pewnym jest, że w nowym roku chciałbym odkryć jakieś tajemnicze miejsca.

29. NIEMĄDRE MARZENIA :

Wybrać się w miejsca niebezpieczne, w których adrenalina sięga zenitu i czasem bywa naprawdę gorąco. Wrota Piekieł w Derweze i przejście się po zboczu czynnego wulkanu.

30. MĄDRE MARZENIA:

Zwiedzić jak najwięcej krajów przez kolejne 33 lata. Na pewno odwiedzić wszystkie kontynenty i zobaczyć jak najwięcej obiektów z listy światowego dziedzictwa UNESCO, w tym Pamukkale w Turcji.

31. PIĘKNE NA SWÓJ SPOSÓB MARZENIA:

Wykonać zdjęcia w pięknych miejscach, w których nigdy nie byłem, jak i w tych do które z uwagi na ich piękno warto ponownie fotografować. Mam tu na myśli m.in. Preikestolen w Norwegii i  stanąć ponownie na języku trolla. Fajnie byłoby też wrócić do tych, do których się wybrałem, ale zapomniałem zabrać ze sobą aparatu jak np. Paryż, w którym wieża Eiffla jest piękna na swój sposób.

32. STAROŻYTNE MARZENIA:

Podziwiać starożytne kultury np. w Machu Picchu i zachwycać się tam wschodem lub zachodem słońca lub wysypać tony piasku z butów pod egipskimi piramidami.

33. MARZENIA Z MAGAZYNÓW:

Wykonać zdjęcia, które znajdą się na okładkach magazynów i gazet np. National Geographic, Świerszczyka lub chociaż Naszego Dziennika oraz dalej publikować i to jeszcze więcej zdjęć piękna otaczającego nas świata w Vogue Italia.

Jeśli spodoba podoba się Wam choć jedno moje marzenie, miło mi będzie jak polubicie ten wpis lub udostępnicie go na swoich  kontach na Facebooku. Jednego jestem  natomiast pewny,

ŻYCZĘ WAM BY 2021 ROK BYŁ DLA WAS ROKIEM SPEŁNIANIA WASZYCH MARZEŃ.

Trzymam dziś mocno za nie kciuki.

Za pomoc w realizacji moich marzeń dziękuję Patronom,

bo ten blog powstaje dzięki właśnie Waszemu wsparciu :

 

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam,
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

Fotografie marzeń pochodzą z portalu:

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Blog | Marzenia | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Warszawa | Bloger |Traveler| Fotograf Płock | Blogowanie|  Zwiedzaj online | Polska| Podróżniczy blog| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w podróży | Zwiedzanie online | Happy New Year | Turystyka | Szczęśliwego Nowego Roku|Patronite 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Zdrowych Świąt i Normalnego Nowego 2021 Roku

Święta i Nowy Rok,

nadszedł czas podsumowań,

ale to również czas życzeń i podziękowań.

To był bez wątpienia dla wielu z nas najdziwniejszy rok.

Kochani życzę Wam dziś byście weszli w Nowy Rok radośnie,

pełni nadziei i optymizmu, że 2021 rok będzie lepszy od poprzedniego.

Dziękuję również moim wszystkim Patronom, Przyjaciołom i Rodzinie za Wasze wsparcie.

Bez Was nie byłoby mnie, bloga, poszukiwań krowy i wielu innych głupot, które są wraz ze mną w pakiecie.

Jeszcze raz życzę Wam wszystkim zdrowych, wesołych, normalnych Świąt Bożego Narodzenia i dużo nawzajem.

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Blog
#Travel
#Patronite
 #Photography
 #Merry Christmas  

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Blog | Merry Christmas | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Warszawa | Bloger |Traveler| Fotograf Płock | Blogowanie|  Zwiedzaj online | Polska| Podróżniczy blog| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w podróży | Zwiedzanie online | Życzenia Świąteczne | Turystyka |Patronite 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Kamieńskie

ABC o wsi Kamieńskie

Czas się do czegoś Wam przyznać. Każdy ma jakiś fetysz. Mnie podniecało od zawsze podróżowanie. Dawało do myślenia, pomagało lepiej żyć, pozwalało marzyć. Przyjazd do nowego miejsca, zawsze wiązał się dla mnie z odkrywaniem nowych emocji, zarówno tych pozytywnych jak i tych mniej. Wszystko to zawsze uważałem i nadal uważam za cenne doświadczenie, którego dziś nie zamieniłbym za nic.

Piękne jest to, że podróże z jednej strony są zawsze tym samym, ale z drugiej przecież zawsze czymś zupełnie innym. Tak sobie myślę, że to chyba w tym wszystkim kręci mnie najbardziej. To wszystko pozwalało i nadal pozwala odkrywać zarówno świat, ale i wewnętrzny spokój. No chyba, że na wyjazd wybierasz się z rodziną…

A jak absolutna cisza

Podróż jest stosunkowo zdrowym rodzajem uzależnienia, którym dziś się chcę z Wami dzielić. Teraz pytanie jest tylko do Was, czy jesteście gotowi, by się uzależniać? Zdradzę Wam, że tym razem wyjazd miał zapowiadać się wyjątkowo. Wyprawa z siostrą, mamą, dziesięcioma tonami zbędnych bagaży, kłótnie, wyjazd na mazurską wieś, pies i ja – czyż nie zapowiadało się ciekawie? Wyprawa po wewnętrzny spokój, to coś w tym wypadku jak „Mission Impossible”, tylko od razu zaznaczę, że ja nie jestem, nie byłem i nie będę Tomem Cruisem.

Cały czas w głowie miałem jedno pytanie: czy podczas tej wyprawę odnajdę choć odrobinę ciszy, którą introwertycy tak sobie cenią? No nic, jedźmy dalej, byle do celu wówczas myślałem. Oddalając się wraz z kolejnym kilometrem od domu, byłem przekonany, że tym razem oddalam się i od celu, a wysoce prawdopodobnym jest, że ten może nie zostać zrealizowany, choć w głębi serca nie traciłem nadziei.

Kamieńskie, bo tu po dobrych kilku godzinach jazdy autem  trafiliśmy, to faktycznie niewielka wieś znajdująca się w południowo–wschodniej części województwa warmińsko–mazurskiego. Zlokalizowana jest w powiecie piskim, w gminie Orzysz. To tak tytułem wstępu, byście mogli sobie wyobrazić, gdzie uprowadziła mnie własna siostra i mama. Okoliczne drogi w wielu miejscach nie są najlepszej jakości, ale ma to swój urok. Nie ma co się czepiać, lepiej zacznijmy wszystko od początku.

Trafiliśmy tu tak naprawdę dzięki życzliwości przyjaciół mojej siostry – Małgorzaty i Tomasza. Dziękuję Wam w imieniu swoim, ale i myślę dziewczyn. Dziękuję szczególnie za życzliwość, gościnność i zaufanie, którym nas obdarzyliście. To Wy okazaliście się bohaterami tego wpisu i Wam należy się te proste, ale najszczersze 10 liter DZIĘKUJEMY. To dzięki Wam mogłem spotkać się po dłuższej przerwie i w tak pięknych okolicznościach natury spędzić czas z nią samą, ale i przede wszystkim z rodziną. Gdyby nie Wy, nie byłoby dziś ani tego wpisu, ani tych zdjęć, ani tych wspomnień.

 

B jak bliskość z naturą

Mnogość pól i lasów, ogromne jezioro pod nazwą Orzysz, tutejsza fauna i flora dały sporo nadziei, że jakoś odnajdę się w tym wszystkim. Sama powierzchnia jeziora to ponad 1000ha i znajduje się na obrzeżu pięknego Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Wieś, choć jest niewielka, to położona na pograniczu Krainy Wielkich Jezior Mazurskich i Pojezierza Ełckiego. W pobliżu przepływa również strumyk Czartówka, który jest dopływem jeziora Orzysz.

Całość jest bez wątpienia bardzo malowniczo położona, a sama miejscowość choć ma charakter wypoczynkowy, to i tak nie przytłacza ilością turystów jak inne, bardziej popularne miejscowości krainy tysiąca jezior. Uważam to za bardzo duży atut tych stron. Tutaj naprawdę można wypocząć w ciszy i nie jest to pusty reklamowy slogan. Zdradzam Wam, że spotkałem podczas wyjazdu krowy, ale żadna z nich nie zdecydowała się wyruszyć ze mną w podróż, dlatego poszukiwania trwają dalej. Dla nie zorientowanych w temacie zostawiam link z wyjaśnieniem WTF z tymi krowami.

Co jeszcze poza kontemplacją ciszy można robić w takim miejscu zapytacie? Wiele rzeczy można np. w ciągu dnia kłócić się z siostrą, słuchać dobrych rad mamy. Można też wypożyczyć kajaki, łodzie wiosłowe czy motorowe, żaglówki, skutery wodne. Ewentualnie dla tych co wolą zostać na lądzie świetnie zamiast rowerków wodnych sprawdzą się klasyczne rowery górskie, które można wypożyczyć w okolicy. Ewentualnie dla fanów spacerów jest wiele miejsc na wycieczki piesze po okolicznych lasach. Wieczorami można siedzieć przy ognisku czy grillować i zajadać się różnymi smakowitościami. Jest to również świetny punkt do bazy wypadowej na dalsze wycieczki krajoznawcze. Można wsiąść w auto i ruszyć do Mikołajek, Giżycka, Fromborka, Olsztyna, Gierłoży, Mrągowa, Świętej Lipki czy wielu innych ciekawych okolicznych miejscowości. Jeśli postanowicie tu jednak zostać nie pożałujecie, ta bliskość z naturą, pozwoli odnaleźć spokój ducha. Dziś już wiem, że Mazury to prawdziwie zaskakujący region i to nie tylko pod względem zapierających dech w piersiach krajobrazów. Jeżeli nie kłóciliśmy się za dużo z siostrą widać, że ten niesamowity żywioł jakim jest woda, potrafi wyciszyć nie tylko mnie.

C jak ciekawostki z Mazur

Warmia i Mazury to nie tylko piękne krajobrazy oraz wielkie jeziora. Region skrywa wiele tajemnic. Zebrałem Wam kilka ciekawostek z tego regionu. Mam nadzieję, że przynajmniej o kilku z nich do tej pory jeszcze nie słyszeliście.

Czy Mazury są naprawdę Krainą Tysiąca Jezior?

To tylko potoczne określenie tego regionu. Na Mazurach można doliczyć się bowiem około 2 600 jezior, czyli grubo ponad dwa razy więcej niż zwykło się mawiać.

Czy na Mazurach zawsze jest cisza i spokój?

Tak pięknie nie ma. Jest wiele bardzo turystycznych  miejsc, w których nie brakuje głośnych turystów. W końcu to też właśnie na Mazurach krzyczy się najgłośniej w Polsce, ponieważ od około 20 lat, w tej części kraju odbywa się Międzynarodowy Konkurs Krzyku. Wydarzenie jest jednym z nielicznych tego typu konkursów na świecie. By wziąć w nim udział, na Mazury przyjeżdżają nie tylko mieszkańcy Polski, ale również obcokrajowcy. Na czym polega sam konkurs? Wystarczy przez 5 sekund krzyczeć do specjalnej aparatury. Najlepsze wyniki przekraczały wartość 138 dB. Jak dobrze, że od Kamieńskich do Gołdapi (bo tu odbywa się konkurs) jest ponad 100 km.

Czy na Mazurach znaleźć można piramidy?

Na Mazurach w miejscowości Rapa znajduje się grobowiec rodziny barona Friedricha von Fahrenheita. Wzorowany na egipskich piramidach ma wysokość prawie 16 metrów. O polskiej piramidzie powstało wiele legend. Pamiętajcie, że jest to oczywiście pomniejszona wersja piramidy Cheopsa, lecz wielu ludzi uważa, że tak jak jej egipski odpowiednik i ta piramida skrywa w sobie nieodkryte sekrety. Jednym z nich jest wzmożona aktywność pola magnetycznego wokoło piramidy. Inni twierdzą zaś, że przez specyficzny rodzaj promieniowania, piramida potrafi uzdrawiać. Jak jest naprawdę? Wybierzcie się tam i najlepiej przekonajcie osobiście.

Skąd się wzięło określenie Mazury?

Zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się ta nazwa? Pochodzi ona od przedrostka ,,maz’’, który oznaczał ,,smolić’’. Połączenie przedrostka ,,maz’’ z przyrostkiem ,,ur’’ stworzyło określenie, którym nazywało się smolarzy. Zamieszkiwali oni leśne tereny w regionie jezior i to właśnie od nich mamy dzisiejsze określenie Mazury.

Gdzie spalono ostatnią „czarownicę” w Europie?

Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło w 1811 roku na wzgórzu szubienicznym przy drodze z Reszla do Korsz na Mazurach. Kobieta nazywała się Barbara Zdunk i miała młodszego od siebie kochanka. Nie pogodziła się z jego odejściem. Często go nachodziła. Kiedy pod jego dom podłożono ogień, który strawił prawie całe miasteczko, mieszkańcy od razu uznali Zdunk za winną. Miejski sąd w Reszlu skazał ją za czary na śmierć przez spalenie na stosie. Był to ostatni w Europie wyrok skazujący „czarownicę”. Oj dziwne to były czasy, bardzo dziwne…

Legendy z nad jeziora Orzysz

Wśród tutejszych lasów i jeziora, na wzgórzu stała nieduża drewniana chatka, a w niej mieszkał stary rybak ze swoim synem, któremu na imię było Arys. Młodzieńca znano w okolicy z odwagi i unikalnej urody. W każdą niedzielę przejeżdżała tędy do pobliskiego kościoła piękna księżniczka Maria, której towarzyszył książę Artur, jej przyszły małżonek. Ludzie wychodzili wówczas przed chaty i nisko się kłaniali. Marii spodobał się Arys i uśmiechnęła się do niego mile. On zaś zauroczony jej uśmiechem z niepokojem czekał następnej niedzieli. Od tamtej pory Arys zaczął ciężko pracować, dniami na roli a nocami łowił ryby, które o świcie sprzedawał na targu. Gdy nazbierał już dużo talarów, rozdzielił je na dwie połowy. Jedną część dał drwalowi, drugą kowalowi, ponieważ byli to najodważniejsi chłopi we wsi. Miał bowiem pewne plany, do spełnienia których potrzebni mu byli kowal i drwal. Choć początkowo byli niechętni, finalnie pomogli Arysowi porwać księżniczkę, która nawet nie stawiała oporu, ach te księżniczki, aż chce się napisać. Sam książę Artur widząc ją uszczęśliwioną, nigdy już nie pokazał się na dworze. Wówczas księżniczka Maria poślubiła Arysa, a ojciec jej podarował im wieś. Tak wiem nuda, żyli długo i szczęśliwie i na potęgę korzystali z 500+. Dlatego mam jeszcze dla Was drugą, myślę krótszą lecz ciekawszą opowieść.

Nad jeziorem Orzysz znajduje się po dziś dzień tajemnicza wyspa na którą dawniej łodziami zwożono zwłoki zmarłych z różnych okolic. Stworzono tam wyspę umarłych, na którą mało kto odważył się zapuścić. Do dziś mawia się, że na wyspie straszy. Pytanie jest teraz do Was, czy odważycie się popłynąć tam i sprawdzić to osobiście?

Podsumowanie

Reasumując cały wyjazd, powiem Wam – było warto. Miło jest budzić się z dala od zgiełku miasta, wybrać się na pomost, by poczuć rześki powiew powietrza i podziwiać tutejszą mgłę o poranku czy po zachodzie słońca. To tu miałem okazję wyjść przyrodzie na spotkanie. Warto jest czasem spotkać się z nią twarzą w twarz, a momentami spojrzeć jej dosłownie oko w oko. Mogłem znów przypomnieć sobie, jak przyglądanie się jeziorom, lasom czy łąkom otwiera umysł. Pozwala też poczuć jedność człowieka  z naturą, o której dziś tak wielu z nas zapomina. Do dziś pamiętam, że najważniejszym wtedy było to, że mój umysł wędrował pomału,  najczęściej w kierunku niezbyt zgodnym z zamierzonym, ale co ważne w zgodzie z otoczeniem.

Dziś cieszę się, że dałem namówić się siostrze na ten wyjazd, tym bardziej, że trafiliśmy tam poza sezonem. Momentami miałem wrażenie, że nad tak wielkim jeziorem jestem tylko ja. Ta pustka była dla mnie czymś wyjątkowym i kończyła się w momencie, gdy przyszła Monia z pytaniem: „chcesz herbaty”? Dziś uważam, że miało to swój urok.

Gdy zapytacie mnie czy warto pojechać na Mazury? Odpowiedź jest tak banalna jak samo pytanie. Mazury są piękne, a wieś Kamieńskie unikatowa. Jeziora, lasy, dużo rzadkich ptaków i innych zwierząt. W samej wsi jest sporo jeszcze starej zabudowy oraz życzliwych ludzi. To wszystko zostanie na długo w mojej pamięci, a i czas spędzony z mamą i siostrą wydaje się również bezcenny. Marek Twain powiedział kiedyś: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.” Zabierz ze sobą bliskich, albo daj im się porwać, zaufaj czasem podróżom, a raczej nie będziesz żałowała czy żałował. Ja romantycznie dodam – nie stój więc jak widły w gnoju i rusz się. Na koniec zapraszam Was do obejrzenia jeszcze kilku kadrów z tego wyjazdu, być może one zainspirują do własnych mazurskich eksploracji.

 

   

 

 

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Kamieńskie #Mazury #Polska
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Mazury | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Mazury | Wieś Kamieńskie| Fotograf Kamieńskie | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Traveling| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Kraina tysiąca jezior | Co warto zobaczyć na Mazurach| Zwiedzanie Mazur | Kamieńskie zwiedzanie | Mazury atrakcje | Mazury co zobaczyć | Wioska Kamieńskie | zwiedzanie | Mazury atrakcje | Atrakcje Mazury| Mazury co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć na Mazurach | Zwiedzanie Mazur | Traveler | Podróżniczy blog | Wycieczki po świecie | Turysta |Mazury travel 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Mikołajki 2020

Dziś Mikołajki i już niebawem Święta. Z tej okazji życzę Wam dużo zdrowia, ogromu pysznych słodyczy, fantastycznych kadrów oraz niezapomnianych wrażeń podczas podróży w Nowym Roku. Życzę Wam również, abyście znaleźli odpowiedzi na nurtujące Was pytania oraz by udało się spełniać wszystkie, nawet te nieprzyzwoite czy niestandardowe marzenia. Niech wzorem nie będzie jednak dla Was pewien europoseł z Węgier, on źle skończył i chyba daleko poza Brukselę już nie zajedzie, a tego Wam nie życzę. Wy zajedźcie najdalej jak się da i nie koniecznie po rynnie. Niech Wasze przygody i podróże nie mają granic, a sprzęt fotograficzny i wyobraźnia nigdy Was nie zawodzą. 

Wesołych Świąt życzy Wam Ananaski,
wasz Sugar Daddy Rafał
i pamiętajcie bądźcie grzeczni

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka – Dziękuję Wam.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Mikołajki #Wesołych Świąt #Blog Podróżniczy
 #Patronite #Sugar Daddy #Fotografia #Podróże #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Blog | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Bloger |Traveler|  Fotograf Polska | Fotograf Płock | Blogowanie|  Zwiedzaj online | Polska| Podróżniczy blog| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w podróży | Zwiedzanie atrakcje | Mikołajki |Zwiedzanie | Trip | Atrakcje| Travel | Wycieczki po świecie | Życzenia | Turysta |Patronite🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Me’a Sze’arim

 
ABC o Me’a Sze’arim

Nazwa Mea Shearim (Me’a Sze’arim) tłumaczy się z języka hebrajskiego jako 100 bram, a każda z tych bram to wejście do zupełnie innej inspirującej historii. Dziś zabieram Was do Izraela, do jednej z najstarszych i najbardziej intrygujących mnie dzielnic Jerozolimy. Rozsiądźcie się wygodnie – nadszedł czas na wpis z  Me’a Sze’arim. Gdy dotarłem tu po raz pierwszy, przyznam Wam, że poczułem się jak na planie filmowym lub jakbym przeniósł się w czasie o ponad 100 lat do żydowskiej części Lublina. Choć odczucia te psują nieco przejeżdżające ulicami nowoczesne samochody czy wiszące na zabudowaniach klimatyzatory. Nie zmienia to faktu, że moje wrażenia są równie niesamowite, za każdym razem gdy się tu pojawiam.  Miejsce to jest pełne kontrastów, ale dzięki temu bardzo różnorodne, ciekawe, inspirujące i skrywające sporo wartych odkrycia atrakcji.

A jak adaptacja do miejsca

Na początku ulic, które prowadzą w głąb Mea Shearim, widnieją pisemne informacje o zakazie wchodzenia dla grup turystycznych. Znajduje się tam też informacja o konieczności posiadania skromnego ubioru. Ludzie nie lubią być tu fotografowani, dlatego dbajmy o zachowanie dyskrecji. Napisy informacyjne znajdują się już przy wejściu “Żyjemy tu spokojnie wg swoich zasad. Proszę podporządkuj się temu i nie przeszkadzaj nam”. Wszystko to już na początku daje do myślenia i rozbudza mą niepewność i ciekawość. Przygotowując się do realizacji każdego reportażu nigdy nie chciałem, by lokalna społeczność czuła się jak fotografowane zwierzęta w ZOO. Nie to jest celem moich wpisów na tym podróżniczym blogu. Liczę, że docenicie to nie mniej niż starania rządu w przygotowania dla nas wyborów w czasie pandemii.

Bardzo chcę Wam przybliżyć nieco więcej informacji na temat samej kultury i tradycji tej ortodoksyjnej społeczności. Przyznam Wam, że dla osoby spoza społeczności zdecydowanie nie jest to proste zadanie. Dodatkowo pobyt tam wymagał ode mnie sporej delikatności w wykonywaniu zdjęć, czy zbieraniu ciekawych wiadomości. Jednocześnie każde doświadczenie obcowania w tym miejscu jest dla mnie za każdym razem coraz bardziej ekscytujące. Nie wiem czy jest tak dlatego, że znów jestem w miejscu gdzie mam nieodparte wrażenie, że zatrzymał się czas. Może wynika to z faktu, że nigdzie indziej w podróży jak tu, nie doświadczałem tak wyraźnego podziału na świat kobiet i mężczyzn. Być może pobudzenie to wynikało z faktu, że odkrywałem nieznane mi dotąd zwyczaje i obyczaje. Dziś nie umiem tego jednoznacznie zdefiniować.

Jeśli już jesteśmy przy podziałach ze względu na płeć widoczne są one, np. podczas modlitw. Kobiety i mężczyźni w synagogach modlą się osobno, podobnie jak i podczas ślubów, gdzie również bawią się oddzielnie. Co ciekawe na tutejszych plakatach reklamowych nie spotkasz  wizerunków kobiet. Wszystko to uwarunkowano kulturowo i religijnie zarówno wśród tutejszych charedim, jak i chasydów.  Społeczność ma tu często skrajnie konserwatywne poglądy. Wielu z nich nie uznaje współczesnego państwa Izrael (ponieważ powstało ich zdaniem wbrew wskazaniom religijnym). Odmawiają też służby w wojsku, płacenia podatków czy nie uznają świeckiego wymiaru sprawiedliwości. Mają własne sądy religijne, zachowują tradycyjny, bardzo skromny strój oraz starannie przestrzegają zasad szabatu.

Aby się dobrze przystosować do tego miejsca, musiałem je  lepiej poznać i odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania – co wyróżnia tą społeczność i samo miejsce? Naturalnie będąc tu od razu zwrócicie uwagę na skromne i charakterystyczne stroje zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Trzeba też przyznać, że dzielnica ta wygląda na dość biedną. Mówi się o tym, że większość rodzin utrzymuje się tu z zasiłków. Poprawie sytuacji materialnej nie sprzyja również tradycyjny model rodziny i styl życia. Zgodnie z nim mężczyźni zajmują się głównie modlitwami i studiowaniem dzieł religijnych. Potrafią się modlić nawet do 12 godzin dziennie, a kobiety są obciążone wychowywaniem licznego potomstwa oraz utrzymaniem domu i rodziny. Co również zaskoczyło mnie bardzo, to fakt, że niemalże na każdej ulicy natrafiałem na niewielkie synagogi. Jeden z rozmówców zdradził mi, że szacuje się nawet iż jedna przypada na około dziesięciu dorosłych mężczyzn. To wtedy uświadomiłem sobie, że mój plan wjazdu do tej dzielnicy na tęczowym jednorożcu bez trzymanki w samych kąpielówkach może się nie udać.

B jak bać się czy nie?

Po szybkiej analizie sytuacji i zestawieniu wyobrażeń z rzeczywistością musiałem nieco zmodyfikować moje plany. Postanowiłem być bardziej stonowany i wjechać tam bez kąpielówek oraz na brunatnym hipopototamie. Czerpanie wzorców z mądrych tytanów umysłu i ich rozwiązań jest siłą naszego kraju, co za tym iść powinno i obywateli. Przypomnę w tym miejscu o podjętym wyroku sędziów TK w czasie szalejącej pandemii w kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego. Czyż mogło być coś jeszcze bardziej rozsądnego w tym czasie jak to? No może jeszcze decyzja o jak najszybszych wyborach prezydenckich lub zlecenie druku kart za kwotę 70 mln na wybory, które się nie odbyły. Chyba nie trzeba nic dodać, ani nic ująć. Ja również miałem nadzieję, że moje odwiedziny w równie rozsądnym stylu obejdą się bez echa. My Polacy jesteśmy dumnym i silnym narodem i nie powinniśmy bać się niczego, ani nikogo.

Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy i jeszcze nie czują mojego sarkazmu, ironii czy głupkowatego poczucia humoru zdradzę, że nie stać mnie jeszcze na hipopotama tym bardziej jednorożca. Nie stać mnie nawet na zwykłą krowę, która wyruszy ze mną w tak odważną podróż. W związku z powyższym zobowiązany byłem pójść do tej dzielnicy pieszo i w skromnym ubraniu, bo ja generalnie skromny chłopak jestem. Poważnie pisząc uważam, że jeśli przestrzegamy zasad i praw miejsca, w którym jesteśmy, nie ma powodów do obaw. Naturalnie wszędzie możemy spotkać złych ludzi i spotkania te mogą prowadzić do konfliktowych sytuacji. Myślę też, że nie należy wyolbrzymiać i bać się nieznanego, bo tak rodzą się uprzedzenia, których tak dużo dziś w Polsce. Bez wątpienia jednak uważam, że jeśli odwiedzamy nowe miejsca, musimy uszanować lokalne prawo.

Muszę się też z Wami podzielić swoimi doświadczeniami i nie mogę przemilczeć jednej opowieści. Jednego razu, gdy przyleciałem w piątek pod wieczór do Tel Avivu i chciałem dotrzeć autem do wynajętego za pośrednictwem AIRBNB mieszkania mieszczącego się w ortodoksyjnej dzielnicy w Jerozolimie, napotkałem zablokowane ulice. Nie jeździły tutaj samochody podczas szabatu. Gdy okazało się, że nie było innej drogi dojazdowej i wjechałem na jedną z takich ulic – powiem Wam, że spojrzenia społeczności lokalnej były dość wymowne. Słyszałem nawet o przypadkach obrzucania aut kamieniami w analogicznych sytuacjach. Mnie na szczęście udało się tego uniknąć. Zapytacie, czy jestem członkiem klubu BDSM i lubię być bity i opluwany? Zdecydowanie nie, po prostu wynajmowany apartament mieścił się na obrzeżach tej dzielnicy, a w podziemiach budynku znajdował się parking, w którym chciałem zostawić auto.

Dziś z perspektywy czasu patrzę na to w ten sposób, że podróże kształcą i będę bogatszy o cenne doświadczenia. Trzeba mieć jednak świadomość, że w Me’a Sze’arim zdarzają się niebezpieczne zachowania i nieprzyjemne incydenty. Mieszkańcy potrafią reagować agresją na wszystko, co postrzegają jako zagrożenie dla swoich wartości. Dlatego po incydencie z autem uświadomiłem sobie, jak ważnym jest odpowiednie zachowywanie i uszanowanie zasad miejsca, w którym się znalazłem. To dopiero tego dnia dotarło do mnie jak ważna jest swoista adaptacja do tej części świata.

C jak ciekawa historia dzielnicy

Dzielnica Me’a Sze’arim została założona w 1874 jako jedno z pierwszych osiedli żydowskich poza murami Starego Miasta. Założyli ją Żydzi ze spółdzielni budowlanej, którzy chcieli przenieść się tu z przeludnionego Starego Miasta.

Początkowo dzielnica była otoczona murem z zamykanymi co wieczór bramami. Obecnie pozbawiona jest otaczającego muru, ale nadal stanowi swoistą enklawę w Jerozolimie. Należy o tym pamiętać wybierając się tutaj. Z uwagi na to, że zewnętrzna technologia powinna zdaniem sporej części tutejszej społeczności zostać za ich drzwiami, trudno jest organizować tu sesje zdjęciowe, kręcić filmy. Jeśli się na to zdecydujecie bądźcie dyskretni i niezauważalni.

Zrozumieć trzeba, że w miejscach nieskażonych wręcz postępem technicznym, zawsze obwieszeni elektroniką będziecie postrzegani jak pasujące gówno do kadzi z ponczem. Przybywając tu pamiętajcie, że dzielnica ta to nie atrakcja turystyczna, ale prosperującą część miasta z często ultraortodoksyjną społecznością.

Podsumowanie

Moim zdaniem, gdy znajdziecie się w tym miejscu, traficie do najbardziej ideologicznie wyjątkowej dzielnicy dzisiejszej zachodniej Jerozolimy. Gdy zdecydujecie się odwiedzić to miejsce pamiętajcie, że należy podróżować w grupach nie większych niż trzy lub cztery osoby. Zgodnie z opublikowanymi znakami oczywiste grupy turystyczne “poważnie obrażają mieszkańców”. Zadbajcie też o skromny strój, kobiety warto by miały założone ubranie o ciemnych, konserwatywnych kolorach (futra z norek, różowe kozaczki i seksowne sukienki mini nie są najlepszym pomysłem). W dobrym tonie są tu długie rękawy i długie spódnice. Podobnie mężczyźni powinni zakrywać głowy kippami (jarmułkami). Pamiętajcie również, że jeśli nie należycie do tej zwartej społeczności, odczuwać możecie dyskomfort, że tu nie pasujecie. To m.in. dlatego te drobne elementy strojów znacznie ułatwią zacieranie tych różnic i poprawią ogólne samopoczucie. Wiedzcie też, że dla bardziej ortodoksyjnej części mieszkańców nawet rozmowy telefoniczne nie są tu mile widziane. Podobnie z resztą i patrzenie w smartfon budzić może nieufne spojrzenia. Nie oznacza to jednak, że sami mieszkańcy nie mają telefonów. Często posiadają, tylko są one koszerne – nie wyślesz z nich smsa lub nie poserfujesz dowolnie po internecie.

Gdy spytacie mnie dlaczego warto tu przyjść? Odpowiedź jest prosta. Można znaleźć tu oryginalne przedmioty i pyszne tradycyjne wypieki, ale przede wszystkim by poczuć ten unikatowy klimat. To świat zaniedbanych warsztatów, ciekawych rzemieślników w fartuchach, sklepików z tradycyjnym asortymentem rytualnych mykw i intrygujących synagog. To tutaj smartfon, komputer, telewizor, mikrofalówka, należą do tylko części z listy sprzętów, których istnienia się nie toleruje. Choć w najbliższym sąsiedztwie rozpościera się jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów świata, tutaj tego nie widać. Bez wątpienia pachnie tu koszernym jedzeniem i nie jest tak szaro i brzydko, jak twierdzą niektórzy.

Dzielnica ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie to bezsprzecznie jedno z miejsc, które warto odwiedzić przed śmiercią. To tu czas zatrzymał się i nie bardzo chce ruszać dalej. Ja niestety tu nie zostanę, czekają na mnie kolejne podróże, na które czekacie i Wy. Jednak smak i zapach tutejszego chleba zostanie ze mną na zawsze. Pakuję więc swój plecak i ruszam w kolejną, mam nadzieję, że równie ekscytującą podróż.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka – Dziękuję Wam.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Izrael #Me’a Sze’arim
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Izrael | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Izrael | Jerozolima| Fotograf Me’a Sze’arim | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Izraelu | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Izreal zwiedzanie | Izrael atrakcje | Izrael co zobaczyć | Izrael zwiedzanie | Trip | Atrakcje Izrael| Me’a Sze’arim co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć w Me’a Sze’arim | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Me’a Sze’arim 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Popeye Village

ABC o wiosce Popeye’a
Dziś zabieram Was w podróż do świata bajek. Czas na wyprawę do jednej z głównych atrakcji turystycznych na Malcie. Spodoba się tu wszystkim młodym wiekiem lub młodym duchem, a na pewno zadowolona będzie każda fanka czy fan tego umięśnionego jednookiego żeglarza, który kocha szpinak niczym książe śpiącą królewnę przed pocałunkiem. Chociaż to ostatnie porównanie może nie jest najlepsze. Przecież gdyby ją ten książe kochał to tak naprawdę, dałby jej pospać. Dzięki temu sam czar by tak szybko nie prysł. Zostawmy te dywagacje i tę bajkę w spokoju i wróćmy do Popeye’a – bo to on jest głównym bohaterem dzisiejszej wyprawy. Tzn. zaraz za mną, najważniejszym. Jeśli jesteście gotowi choć na chwilę wirtualnie wylecieć się z Polski, w której żyje się przecież wszystkim jak w bajce, to ruszajmy na Maltę. 

A jak atrakcje

Przyznam Wam na starcie,  że dziś będzie nas czekać iście oniryczna wyprawa. Sugeruję na początek rozluźnić kucyki i się nie spinać. W tym miejscu czeka Was moc atrakcji, niczym z kolejnej konferencji premiera. Nie wiecie ani czym, ani  w którym momencie Was mogą tu zaskoczyć. Zwiedzanie rozpoczynamy od wejścia do bajkowej wioski. Na pierwszy rzut oka widzę małe, intensywnie kolorowe domki. Krzywe dachy i krzywe ściany. Budowlańcy chyba pracowali tu na nieustającej bombie, ale jedno jest pewne, finalnie wyszło to wszystko krzywe lecz urokliwe. Zdradzę Wam, że po drodze tutaj spotkałem prawdziwych szaleńców. Pędzili tu na złamanie karku i wbrew rozsądkowi i co gorsza czasem naprawdę trudno było ich wyprzedzić mimo, że mieli średnio 5 lat. W końcu mogłem porywalizować z kimś jak równy z równym w pogoni do tutejszych atrakcji. 

Choć obiecałem sobie, że to co wydarzy się w wiosce, zostaje w wiosce, to zdradzę Wam kilka informacji. Po ulicach przechadza się tu Popeye z fajką w ustach, za którym podąża wierna, choć jak się okazało w wiosce, zdania na ten temat są podzielone, jego ukochana Olive Oyl. Jedno jest tu pewne: kłody pni drzew z Holandii, drewno na dachy z Kanady, osiem ton gwoździ i dwa tysiące galonów farby, 165 budowlańców, około 7 miesięcy oraz niezliczone ilości alkoholu potrzebowano, by powstała ta pełna atrakcji wioska Popeye’a. Najlepiej oceńcie sami jak wyszło.

Zatem jak już tu jesteśmy zerknijmy z bliska na te wszystkie atrakcje. To tu możemy oglądać ostre jak cień mgły filmy z mini sali kinowej. Bez limitu można też wydawać pieniądze w sklepikach z pamiątkami czy zwiedzać małe muzeum komiksów. Znajdziecie w nim ponad 200 komiksów z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. To istny raj dla koneserów historii rysunkowych. Co jakiś czas odbywają się również różne pokazy i teatrzyki kukiełkowe. 

Warto podkreślić, że wioska leży w niezwykle urokliwej zatoce. Szmaragdowa woda, otoczona wysokimi klifami to idealne miejsce do pływania czy nurkowania. W wodzie samej zatoki Anchor Bay znajduje się nadmuchiwany tor przeszkód z różnymi bajerami dla dzieci, które będą nimi zachwycone. By zadowolić dorosłych warto wybrać się do winiarni, w której raczyć się można smacznymi koktajlami, dobrymi przekąskami i oczywiście ładnym widokiem na morze z tarasu.

Dodatkowo organizowane są tu różnego rodzaju imprezy dla dzieci, np. Halloween (choć wyjątkowo w tym roku z powodu COVID-19 odwołano). Dla tych, którzy wysyłają pocztówki, obowiązkowym punktem jest odwiedzenie lokalnej poczty. Można z niej nadać pamiątkową kartkę w każdy zakątek świata, co więcej chętni mogą nawet wziąć tutaj ślub w tej bajkowej scenerii lub popływać tutejszą łodzią i to jeszcze nie wszystkie atrakcje, które ukryte zostały na poniższej mapie wioski.

B jak bilety

Wstęp do wioski jest płatny i wcale nie jest tani. Ceny też uzależnione są od pory roku i wahają się w granicach 9 – 15 Euro dla osób dorosłych i 9 – 12 Euro dla dzieci. Myślę, że jeśli wybieracie się na Maltę z dziećmi, to właśnie dla nich warto to miejsce odwiedzić. Dzieci poniżej 3 roku życia mogą korzystać z atrakcji Popeye Village za darmo. Można tu spędzić miło czas przez prawie cały dzień. Na brak nudy dzieci narzekać nie będą i zapewne za szybko tego miejsca nie będą chciały dobrowolnie opuścić. Dla mnie osobiście była to podróż do nierealnego świata rodem z bajek Disneya. Tutaj właśnie można tego doświadczyć i to bez żadnych dopalaczy.

Warto zaznaczyć, że np. w cenie biletu można także przepłynąć się łodzią po krystalicznych wodach zatoki. Rejs kilkunastoosobową łodzią trwa krótko, bo około 15 minut, ale nie pobierana jest za niego dodatkowa opłata. Podczas rejsów można fotografować i podziwiać kolorową Popeye Village z nieco innej perspektywy. Jeśli chodzi o pozostałe ceny więcej będzie za chwilę pod literą C naszej wyprawy, także cierpliwości. Musicie wiedzieć, że bilet obejmuje m.in. wejście na plan filmowy Popeye’a oraz programy animacyjne. Macie też możliwość wejścia do Muzeum Komiksu Popeye’a oraz do kina (na 15-minutowy dokument planu filmowego). Daje on również możliwość skorzystania z pola do minigolfa. W cenie jest również przekąska lub napój i możliwość wysłania jednej pocztówki.

 C jak ciekawostki i pozostałe ceny

Jakie są godziny otwarcia?

Ceny czy właśnie godziny otwarcia warto sprawdzać na stronie internetowej www.popeyemalta.com gdyż ulegają zmianom. W okresie zimowym, czyli wtedy kiedy ja tu dotarłem obiekt był czynny w godzinach 9:30 – 16:30, natomiast w sezonie można bawić się tam o godzinę dłużej.

Jak dotrzeć do Popeye Village?

Dla tych co chcą dojechać do Popeye Village transportem publicznym – można dojechać z niektórych miast np. z Valletty autobusami nr 41, 42. Ze Sliemy natomiast kursuje tam autobus nr 222. Można tu też dojechać autobusem nr 237 z przystanku Ghadira (Mellieha Bay). Docelowy przystanek autobusowy znajduje się obok wioski. Dla podróżujących autem podam Wam namiary GPS do nawigacji:  N: 35°57’39.05″, E: 14°20’28.68″. Na plan filmowy można również dopłynąć łodzią. Jednak obok dojazdu taksówką jest to najdroższa z opcji. Jeśli chce się zaoszczędzić, zawsze można też próbować łapać autostop.

Czy jest w pobliżu parking?

Obok wioski znajdziecie wiele miejsc parkingowych i co ważne sam parking jest przystosowany dla wózków inwalidzkich. Aby dotrzeć na parking najlepiej jechać w kierunku Mellieha i kierować się znakami na Anchor Bay i Popeye Village. W pobliżu recepcji wioski z łatwością znajdziecie żwirowy parking, a dojście do wioski to dosłownie kilka czy kilkanaście metrów spaceru, skoro ja dałem radę to i wy nie zabłądzicie.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu jeszcze liczyć?

Na terenie wioski dostępne są knajpki. Cena piwa to 5 euro, a hot doga 7,50 euro. Naturalnie można zabrać ze sobą, własne jedzenie. Nie ma natomiast dodatkowych opłat za możliwość korzystania z leżaków i parasoli na plaży.

Po co zbudowano tą wioskę?

Powstała jako plan filmowy w Anchor Bay około 1979 roku, a w roku 1980 główną rolę Popeya zagrał tam sam Robin Wiliams, który niczym superbohater walczył ze złem, jak nasz dzielny rząd z COVID-19. Szkoda tylko, że niektórym w tej walce brakuje nieustannie szpinaku. Reżyserem filmu był Robert Altman i to on wówczas niczym dziś nasz premier wierzył w sukces podejmowanych działań, a że wyszło jak zwykle… Nawet jeż może się pomylić, gdy wejdzie na szczotkę ryżową. Z resztą działania ws wyborów podejmowane przez Jaco Sassine ewidentnie pokazały, że nie wszystkie zainwestowane pieniądze zwracają się z nawiązką, a demokracja niczym dobra bajka, musi kosztować. 

Podsumowanie

Kończąc dzisiejszą podróż, chcę byście pamiętali, że wyprawy ze mną to nie tylko jazda bez trzymanki tyłem na jednorożcach. To również nie zawsze czmychanie na hipopotamach w błocie lub i nie galop na nosorożcach lub nie zawsze smyranie po brzuszkach orangutanów. Czasem musi przyjść również refleksja i odrobina oniryzmu czy sarkazmu, nawet będąc w wiosce jednej z ulubionych postaci z bajki. Musicie wiedzieć jednak, że patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, nawet i mi nie zawsze chce się już żartować. Jak patrzę na to co dzieje się w kraju, nie wiem gdzie i co jeszcze jest żartem, a co już nim nie jest. Niemniej jednak chciałbym, by ta filmowa podróż w czasie, dała Wam nadzieję, że jeszcze będzie normalnie. Tego sobie i Wam życzę. Do następnej wyprawy, choć po ostatniej konferencji premiera, może być trudno. Mam nieodparte wrażenie, że podróżnicy będą niebawem na tej samej rządowej liście co gwałciciele, mordercy, lgbt i leniwi lekarze oraz mięso w parówkach po 4,99 PLN za kilogram – najgorsze zło tego kraju, ale dla jasności – parówki dodałem od siebie. Chciałbym, aby ten blog nie stał się bezużyteczny. Zawsze po prostu może służyć, jako zły przykład. Trzymajcie się zdrowo. Cześć.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Malta #Popeye Village
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Malta | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Malta | Popeye Village| Fotograf Popeye Village | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Traveling| Blog podróżniczy| Podróżowanie| kraj tulipanów | Co warto zobaczyć  na Malcie| Zwiedzanie Malty | Malta zwiedzanie | Malta atrakcje | Holandie co zobaczyć | Wioska Popeye’a | zwiedzanie | Malta atrakcje | Atrakcje Popeye Village| Popeye Village co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć na Malcie | Zwiedzanie Malty | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Malta travel 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Scheveningen

ABC o Scheveningen

Dziś zabieram Was w podróż w czasie do Scheveningen w Królestwie Niderlandów. Czas na spacer po długiej piaszczystej plaży, lub dla bardziej leniwych po molo.

Fakultatywnie dla chętnych czeka Was wyprawa pod latarnię (tylko by nie zrobiło się niezręcznie z tą latarnią, niczym na obiedzie u babci, gdy spyta czy robię przelewy do Torunia) nie do pracy, a dla relaksu – jakkolwiek to brzmi. Dobra nie pogrążam się bardziej, ruszajmy… Jedno jest pewne, dziś zabieram Was do Królestwa Niderlandów. Mottem wpisu niech będą słowa ze mnie: “Nie czekajcie aż świat się zmieni, sami zmieniajcie Wasz świat”.

A jak atrakcje

Zwiedzanie rozpoczynamy od razu z grubej rury, spacerem wzdłuż  Morza Północnego. Choć wieje tu niemiłosiernie, to widoki Morza w pełni rekompensują późniejsze ewentualne przeziębienia. Tutejsza przystań służy zarówno rybakom jak i rozwojowi lokalnej turystyki. W okolicy spotykamy też jeden z najbardziej charakterystycznych budynków, czyli Kurhaus. Jest to najsłynniejszy holenderski hotel stojący w tym miejscu od około 100 lat. W murach tego budynku gościło wiele postaci znanych z polityki czy świata kultury. Gościł tu sam Winston Churchill, Audrey Hepburn czy Bon Jovi i oczywiście ja…

…tzn. ja tak naprawdę nie, gdyż nie jest to jedyna atrakcja tutaj, a czas na zobaczenie wszystkich ciekawych miejsc miałem ograniczony. Dzięki temu dziś poznacie kolejne, równie ciekawe atrakcje. Symbolem Scheveningen jest moim zdaniem molo, którego długość wynosi prawie 400 metrów. Z tego co udało mi się ustalić, plaża na którą Was zabrałem jest najbardziej popularną plażą w Holandii. Oprócz piasku i wody znajdziemy również wiele restauracji ze świeżymi rybami, kawiarnie czy sklepiki, nie brakuje tu również street artu i ja to szanuję.

Na miło spędzony wieczorny czas polecę Wam tutejsze nocne knajpy i kluby, gdzie można skoczyć na drinka czy coca-colę (zaznaczę w tym miejscu, że firma Coca-Cola Company jeszcze nie wspiera mojego bloga). Dla lubiących tracić lub wygrywać pieniądze, jest również ciekawe rozwiązanie tzn. kasyno – byłem, przegrałem, nie polecam. Teraz z bólem serca muszę przyznać, że mogłem wybrać w to miejsce tutejsze oceanarium. Jeśli jednak się uprzecie, nie zabraniam i Wy spróbujcie szczęścia w kasynie, tylko, żeby nie było, że nie przestrzegałem.  Jeśli cudem wygracie, pamiętajcie o mnie, moim Patronite, oraz tym jakie było dzisiejsze motto wpisu, które podświadomie Was, podobnie jak mnie zainspirowało.

B jak bungee

Kolejną atrakcją, która doda Wam adrenaliny i adresowana jest do bardziej odważnych – jest skok na bungee z platformy stojącej na końcu mola prosto w kierunku wody. Całość wygląda jak przygoda dla ludzi o mocnych nerwach. W takich momentach cieszę się, że dzień wcześniej przerąbałem pieniądze na grze w karty, bo oczywiście skoki nie są darmowe. Więcej na temat cen będzie później, także cierpliwości.

Obok bungee jest również młyńskie koło, z którego zobaczycie piękny widok na miasto. Czeka Was około pięć okrążeń, które trwają od 15 do 20 minut i dostarczają również emocje, porównywalne do tych z bungee, albo rodzinnych spacerów na grzyby, zależnie od tego jak mocno lubicie i tolerujecie skoki adrenaliny. Jedno jest pewne i fajne – to to, że z najwyższego punktu zobaczycie całą panoramę Hagi.

C jak ciekawostki i ceny

Jak dotrzeć do Scheveningen?

Miejsce do którego Was zabrałem posiada dobre połączenie komunikacji miejskiej praktycznie z całą Hagą, ale i z innymi miastami. Można przykładowo dojechać tutaj bezpośrednio z Delft na niemalże samą plażę i to tramwajem. Jeśli natomiast chodzi o Hagę, to dojazd komunikacją miejską z centrum miasta odbywa się autobusem nr 22 z dworca, z przystanku „Centraal Station” lub tramwajem nr 1, z przystanku „Centraal Station/Schedeldoekshaven”. Ciekawostką jest to, że właśnie w tej części Królestwa Niderlandów mieszka największa społeczność Polaków. Jeżeli więc zbłądzicie nie bądźcie zaskoczeni, gdy pytając przechodniów traficie właśnie na Polaków.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu liczyć?

Ceny głównych atrakcji w Scheveningen są stosunkowo wysokie. Karta do zwiedzania nie daje wielkich zniżek i dlatego warto jej kupno mocno rozważyć. Najlepiej jest najpierw dobrze rozplanować odwiedzane atrakcje, by skalkulować, czy jej kupno się Wam opłaca. Dla przykładu cena oceanarium kształtuje się zależnie od wieku od 10 do 17 Euro. Koszt piwa w restauracji kształtuje się na poziomie od 5 do 20 Euro, a posiłki od kilkunastu do kilkudziesięciu, a nawet kilkuset Euro, zależnie od standardu wybranej restauracji. Wiedzcie więc, że restauracje w tych stronach uważane są za horrendalnie drogie na polskie kieszenie. Nie oznacza, to jednak, że nie ma alternatyw. Warto rozejrzeć się za miejscami z kuchnią orientalną  czy arabską, gdzie możliwe jest znalezienie posiłku w okolicach 10 Euro. Jeśli chcecie wejść na tutejsze molo, wówczas nie zapłacicie ani złotówki. Jeśli chcecie się pokręcić na młyńskim kole przygotujcie 9 Euro, a jeśli zechcecie skoczyć na linie w kierunku wody, wówczas przyjemność ta uszczupli Wasz budżet o 30 Euro.

Czy jest w pobliżu parking?

Jeśli dotrzecie tu autem, wówczas bez obaw bo w pobliżu plaży znajduje się podziemny parking, ze sporą liczbą miejsc. Nie wiem jak w sezonie, ale poza nim bez problemu można było wybrać sobie miejsce, jakie tylko się chciało. Naturalnie parking ten jest płatny, a koszt mojego parkowania wyniósł 12 EURO.

Gdzie nocować?

Trzeba to otwarcie przyznać, ceny za noclegi w hotelach nie są najniższe. Ja w Niderlandach korzystałem z wynajmu mieszkań za pośrednictwem portalu AIRBNB, który polecam. Poniżej łapcie link, który zawiera zniżkę, na Wasz pierwszy nocleg z AIRBNB.

Podsumowanie

Kończąc dzisiejszy wpis o atrakcjach w kraju tulipanów pozdrawiam Was serdecznie. Pozdrowienia płyną prosto z mojego wyimaginowanego prywatnego internetowego biura porad podróżniczych, które prowadzę specjalnie dla Was. Niestety poszukiwania krów, które zmienią zdanie trwają nadal, gdyż tutaj takowych nie spotkałem. W podsumowaniu chcę również zdementować pojawiające się w przestrzeni publicznej plotki i fake newsy. Jeśli chcecie podzielić się mną ze swoimi znajomymi, przy założeniu, że znajomi nie są kanibalami, to ja nie mam nic przeciwko. Udostępniajcie, lajkujcie i wysyłajcie mi nudeski na priv. Wszystko to czyńcie oczywiście w ramach wsparcia bloga. Co istotne pamiętajcie – bądźcie grzeczni. Do następnego razu – jesteście ciekawi gdzie polecimy następnym razem?

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Królestwo Niderlandów #Scheveningen
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Holandia | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Holandia | Scheveningen| Fotograf Haga | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Królestwo Holandii| Blog podróżniczy| Podróżowanie| kraj tulipanów | Co warto zobaczyć w Holandii | Zwiedzanie Holandii | Holandia zwiedzanie | Holandia atrakcje | Królestwo Niderlandów co warto zobaczyć | Niderlandy zwiedzanie | Nederland atrakcje | Atrakcje Scheveningen| Scheveningen co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć w Holandii | Zwiedzanie Scheveningen | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Nederland 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

czarny czwartek

Witajcie,

Wczorajszym wpisem zabierałem Was do raju, a dziś będzie o piekle, piekle kobiet. Mam do Was wielką prośbę, postarajcie się na spokojnie przeczytać, przemyśleć i wyciągnąć wnioski z tego co poniżej zostało napisane.  Choć strasznie nie lubię tematów politycznych, to nie mogę milczeć w tej kwestii i Wy nie milknijcie…

Od 1993 roku w Polsce obowiązywała ustawa, wg której przerwanie ciąży było legalne, czyli zgodne z prawem w trzech przypadkach:

– gdy ciąża zagraża zdrowiu lub życiu matki

– gdy pochodzi z gwałtu

– gdy istnieje duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu.

Właśnie Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok zgodnie z którym przerwanie ciąży z powodu poważnych wad płodu jest niezgodne z konstytucją. Co to będzie oznaczać w praktyce?

Kiedy dziecko urodzi się bez połowy twarzy? To nic. Urodzi się z wnętrznościami na wierzchu? To nic. Urodzi się bez rozwiniętego mózgu? To nic. Urodzi się tak zniekształcone, że nie będzie mogło złapać oddechu? To nic. Najważniejsze z punktu widzenia prawa jest to, że kobieta ma urodzić i dziecko ma się urodzić, nawet gdy lekarze wiedzą, że urodzi się martwe lub umrze w najbliższym czasie.

Zrozumcie, że zgodnie z dzisiejszym wyrokiem nie ważnym, jest nawet to, że dziecko umrze zaraz po porodzie. Nie ważnym jest, że kobieta będzie musiała patrzeć na cierpienie i śmierć przez ten cały czas. Ma urodzić i nikogo nie obchodzi wówczas Jej cierpienie. To m.in. przeciwko temu protestowano podczas Czarnego Protestu i wiele razy później. Dziś wyrok ten stał się rzeczywistością z którą przychodzi się nam wszystkim zmierzyć lub zaakceptować.

Jeżeli jakikolwiek mężczyzna myśli, że ta sprawa Jego nie dotyczy, to jest w błędzie. Sprawa kobiet to nasza sprawa drodzy panowie, bo tu chodzi o matki, córki, żony, sąsiadki, przyjaciółki, koleżanki z pracy i nie miałbym odwagi patrzeć im w twarz, gdybym w tej kwestii dziś nie zaprotestował.

W ostatnich godzinach pojawił się żal, gniew, przerażenie, wściekłość na twarzach wielu Polek, dziś każda z tych emocji mogła zaistnieć i może pozostać dłużej na twarzy wielu z Nich.

Drogi kolego, mówisz mi, że życie ludzkie jest najważniejsze, pełna zgoda. Życie każdego człowieka to cud i ja tego nie kwestionuję. Twierdzisz, że sprawa nie jest oczywista i prosta. Pełna zgoda, każdy taki przypadek to tragedia, której nikomu nie życzę i która jest czymś nie do opisania… Jednak pomyśl przez chwilę i pozostaw kobiecie i przyszłej matce wybór. Czy nie czujesz, że każda z kobiet powinna mieć prawo do decydowania o swoim ciele w tak dramatycznych momentach i nie wolno im tego prawa odbierać?

Informacja, że kobieta musi urodzić dziecko bez nerek, bez mózgu, bo tak zdecydowała polityka bez serca, jest przerażająca. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego jeśli lekarz wie, że płód w macicy obumrze, to ustanowione prawo zmusi, zarówno Jego jak i kobietę, by czekali, aż to się wydarzy.

Niejednokrotnie na salach porodowych, mają miejsce mało przyjemne scenariusze. Ból kobiety po stracie, która żegna swoje dziecko, lub patrzy na cierpienie w połączeniu z bezradnością i miłością kobiety, gdy słyszy ten ostatni oddech, który miał być pierwszym, jest czymś czego żaden chyba z mężczyzn nigdy sobie nie uświadomi, nie wyobrazi i nie zrozumie. Szczerze współczuję wszystkim tym rodzinom, w których początkiem życia, okazał się być jego końcem. Jest to bez wątpienia niewyobrażalne cierpienie. Uważasz jednak, że życie ludzkie jest najważniejsze i za każdą cenę kobieta musi rodzić? Nie zgadzam się z Tobą, jak Ty nie musisz zgodzić się ze mną. Przeczytaj proszę tylko do końca i ze zrozumieniem moją argumentację, być może pozwoli ona zmienić Twój dotychczasowy punkt widzenia.

Gdy mówisz, że w tej sprawie nic nie można zrobić? Również się nie zgadzam. Zaprotestuj i powiedz o tym innym. Zaangażuj się, zainteresuj, rozważ wszystkie za i przeciw. Zwykle staram się opowiadać świat fotografiami, bo to obraz ma moc tysiąca słów, dziś celowo zamieszczę tylko na końcu symboliczną grafikę, by oszczędzić widoku dramatycznych zdjęć. Jakich spytacie? Nie zwalniam Was z obowiązku dowiedzenia się więcej o cyklopii, holoprozencefalii, dysrafii, syrenomelii, szczególnie jeśli o tym nigdy nie słyszeliście. To może drastycznie zmienić Wasz punkt widzenia i ostrzegam tylko, że są to bardzo trudne kwestie, które niestety mają miejsce w rzeczywistości.

Do jednego Was jeszcze zachęcam, nie bądźmy obojętni, zaangażujmy się w sprawę Polek, bo to też  nasza sprawa. Współczuję wszystkim kobietom, których te kwestie będą dotykać personalnie i jednego jestem pewny, to my mężczyźni nie mamy prawa za Was decydować w tych tragicznych momentach. Przekonany też jestem, że nikt nie powinien Wam tego prawa odbierać. Przerażającym jest myślenie, jak wielką traumą dla matki jest zmuszanie Jej do urodzenia dziecka bez twarzoczaszki, które po kilku tygodniach umrze. Wybaczcie panowie, ale nie nam mężczyznom jest decydować o tym, czy nosząca w sobie dziecko matka podejmie decyzję w tej sytuacji o aborcji czy urodzeniu dziecka, nie nam. Ci którzy nigdy nie przeżyli, tych trudnych chwil w szpitalach i nie byli zmuszeni patrzeć na bezradny ból, który ma prawo odbierać rozum, powtórzę nie mają prawa decydować za kobiety. Nie oceniajmy tych wyborów, nie od tego jesteśmy. Wspierajmy kobiety, bo bez nich nie było by nas.

Nie chcę nawet komentować tego, że zorganizowanie takiego głosowania w samym środku szalejącej pandemii jest moim zdaniem aktem wyrachowania, być może ucieczką od głównego problematycznego tematu, czyli samej pandemii, która dotyka bardzo wielu Polaków. Jedno jest pewne, nie jest to czas i miejsce na otwieranie tej puszki pandory i bardzo nie rozumiem tego, dlaczego to się dzieje właśnie teraz.

Na koniec dobra rada nie wkurwiajcie kobiet proszę, bo one potrafią być niebezpieczne, a i jeszcze jedna gorąca prośba, do tych małych ludzi, co chcą decydować za same kobiety – wsadźcie sobie Waszą butę, pychę, arogancję i głupotę w buty, może będziecie dzięki temu wyżsi.

Drogie kobiety – jestem z Wami, popieram, staram się to wszystko zrozumieć, życzę Wam dobrze i współczuję z głębi serca.
To bardzo smutny dzień w historii Polski i ja dziś nie akceptuję tej rzeczywistości.
Bądźcie dzielne,
Rafał

grafika źródło: https://koszulkowo.com/

linia

#wyroknakobiety #czarnyczwartek #prawakobiet #powiedzkomuś

Laguna Balos

ABC o tym jak trafiłem do raju…

Dziś wpis prosto z Laguny Balos. W rolach głównych wystąpi: biały i różowy piasek, krystalicznie czysta woda, której barwa miesza się w odcieniach błękitu, lazuru, turkusu i szafiru oraz ja, niczym Adam z raju, tyle, że w kąpielówkach, a nie nago (na nudesy trzeba jeszcze poczekać, może się kiedyś pojawią na blogu).

Wróćmy jednak do tego co ciekawsze i zacznijmy od początku, czyli jak trafić do raju? Zapraszam raz jeszcze do eksploracji jednej z najpiękniejszych plaż Europy. No to uderzamy w kierunku Laguny Balos, obieramy kierunek na ten rajski zakątek północno-zachodniego krańca Krety.

 

A jak atrakcje

Laguna Balos jest doskonałym miejscem na spędzenie przyjemnie wakacyjnego czasu. Jeśli chcesz wypocząć i korzystać z kąpieli w lazurowej wodzie oraz opalać się do granic możliwości, to jest to miejsce właśnie dla Ciebie. Choć nie zawsze uda się tu wypocząć w ciszy i spokoju, to przynajmniej gwarantuję, że znajdziesz się wśród niecodziennego i niesamowitego krajobrazu. Moim zdaniem bajeczna Balos, przypomina Karaiby, to właśnie dzięki temu świetnie czuć się tu będzie każdy fan snorkelingu. Dużo zależy też od tego, czy trafisz tu przed, w trakcie czy po tzw. sezonie. W dużej mierze termin przyjazdu czy przypłynięcia w to miejsce determinuje liczbę turystów oraz subiektywny odbiór wrażeń z eksploracji tej części Krety.

Warto podkreślić, że ten unikalny obszar nie bez powodu otoczono ochroną w ramach programu NATURA2000. Ma na to też wpływ występowanie tutaj rzadkich gatunków roślin i ptaków, dlatego przestrzeń ta jest wyjątkowa nie tylko dla leniwych turystów, ale i fanów fotografii przyrodniczej. W ukrytych, podwodnych grotach na świat nadal przychodzą śródziemnomorskie foki, a w okolicy można spotkać duże żółwie morskie, także przy dużej dawce szczęścia może uda się je zobaczyć na własne oczy.

Warto wybrać się na punkt widokowy, z którego roznosi się piękny widok na Cap Tigani, co po grecku oznacza “patelnię”. Jeśli latem spędzicie tu kilka godzin, łatwo domyślicie się skąd wzięła się ta nazwa. W oddali widać też wyspę o nazwie Imeri Gramvoussa, która uznawana jest za ich historyczną siedzibę piratów. Na wyspie tej znajduje się XVI-wieczna wenecka twierdza i być może ukryte, skradzione pirackie łupy. Pytanie jest proste, czy nie zabraknie Ci odwagi by odebrać je piratom?

B jak Balos

Laguna Balos to magiczne miejsce, które przyciąga turystów z całego świata. Kolor wody w lagunie jest wielobarwny, więc powiedzieć, że woda jest tu czysta i błękitna to za mało. Mnogość tych odcieni sprawiła, że pokochałem to miejsce od pierwszego wejrzenia. Gdy połączymy to wszystko z białym piaskiem, który miejscami staje się różowy w wyniku roztarcia milionów muszli i koralowców, wówczas będziemy mieli jasność, że jest to jedno z piękniejszych miejsc na naszej planecie.

Niestety człowiek również przysłużył się do pokolorowania tego pięknego miejsca, zarówno plastikiem ze słomek, korków od butelek czy opakowań po jedzeniu. W takich momentach myślę, że człowiek jest gatunkiem silnie dążącym do autodestrukcji i nie umiem tego pojąć, szczególnie, że tyle mówi się o ekologii i o tym, że mamy tylko jedną planetę, więc powinniśmy ją szanować. Co gorsza na tej pięknej plaży nie brakuje również kawałków czarnego mazutu, czyli niskiej jakości ciężkiego oleju napędowego, który wycieka m.in. z tankowców, następnie osiada na dnie laguny i skałach, gdzie woda morska wyrzuca go na brzeg w postaci czarnych gumowatych bryłek. Szkoda by było, by za kilkadziesiąt lat, ta lazurowa laguna zamieniła się w czarną plażę, która będzie niebezpieczna dla ludzi, za ich samych przyczyną. Smutno jest patrzeć, jak człowiek zachowuje się jak swój największy wróg i sukcesywnie prowadzi autodestrukcyjne działania. 

C jak ciekawostki i ceny

 Jak dotrzeć do Laguny Balos?

Możliwości jest kilka, można dojechać wynajętym autem, lub by było taniej liczyć na odrobinę szczęścia i łapać stopa. Można też wybrać droższą opcję i dopłynąć tu łodzią. Łodzie wypływają np. z Kastelli Kissamou, a bilety można kupić na własną rękę lub wykupić wycieczkę z biura podróży. Trzeba tylko pamiętać, że przed i po sezonie nie pływają tu żadne turystyczne statki. O cenach za tą przyjemność będzie poniżej, także czytajcie uważnie. Widziałem też ludzi, którzy dotarli tu rowerami lub postawili na trekking (serio szacun, mając na uwadze 40 stopniowe upały, w których mi przyszło eksplorować to miejsce). Droga do raju z uwagi na widoki jest piękna, ale sama nawierzchnia szosy pozostawia wiele do życzenia. Jest to wąska, szutrowa droga, która prowadzi przez najbardziej wysunięty na zachód półwysep Krety. Dlatego jeśli nie jesteś zbyt dobrym kierowcą musisz rozważyć tę opcję dotarcia na Balos. Podróż tę bez wątpienia uprzyjemniają tutejsze kozy (tylko bez głupich skojarzeń proszę). Spokojnie spacerują i zaglądają do aut licząc, że dostaną coś smacznego od turystów.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu liczyć?

Cena rejsu na Balos w sezonie wynosi 27 euro w obie strony. W ramach wycieczki promem jest też około półtoragodzinny pobyt na wysepce Gramvousa położonej niedaleko Balos Beach. Rejsy na plażę Balos wypływają z portu w Kissamos, do którego z kolei dojedziecie busami np. z Chanii. Na statkach kupisz przekąski, souvlaki i alkohol, licz się tylko z tym, że ceny są wyższe niż w restauracjach na lądzie. Obowiązują również zniżki, jest np. bilet studencki tańszy o 4 euro. Dodatkowo każda osoba, która tu przypływa musi poza tym zapłacić 1 euro na rzecz utrzymania Laguny Balos. Opłatę tę uiścicie również przyjeżdżając autem i można ją potraktować jako opłatę parkingową. Jedno jest pewne, bez względu, którą opcję wybierzecie, każda z tych cen jest warta tych widoków. Dodatkowo na samej plaży można wypożyczyć leżaki i parasol (cały zestaw to koszt 10 € za cały dzień). Warto też przygotować owoce lub warzywa dla kóz, czasem potrafią stanąć na drodze niczym celnicy, których warto czymś smacznym przekupić.

Czy jest w pobliżu parking?

Jeśli pokonamy ośmiokilometrowy odcinek drogi szutrowej, musimy jeszcze mieć na względzie kolejne 2 km spaceru z samego parkingu do bajecznej plaży. Zajmuje to około 30 minut, ale sam spacer po kamienistej dróżce wynagradzają zapierające dech w piersi punkty widokowe. W sezonie parkingi są często szczelnie wypełnione samochodami. Dlatego jeśli chcesz dojechać tam autem, zdecydowanie wybierz się jak najwcześniej, gdyż miejsc parkingowych nie ma wiele. Jeśli dotrzecie tam po południu dodatkowo dolicz sobie kolejne kilometry spaceru od miejsca zaparkowanego przez Ciebie auta. Niestety kolejka zaparkowanych aut przy wąskiej drodze, gdy wracałem już z Laguny, ciągnęła się przez wiele kilometrów. Warto też dodać, że parking jest pilnie strzeżony, przez szukające cienia kozy i ja to szanuję.

Gdzie nocować będąc na Krecie?

Ja korzystałem z wynajmu mieszkania przez portal airbnb.pl – to platforma o której więcej pisałem już tutaj, a jeśli chcesz uzyskać zniżkę na pierwszy nocleg przez airbnb.pl, to kliknij w baner poniżej, niech Ci służy.

Czy na miejscu są restauracje i sklepy?

Na samej plaży jest mały bar z przekąskami i napojami, także jak nie zabierzesz ze sobą prowiantu czy napojów nie zginiesz z pragnienia czy głodu. Nie wiem niestety, czy sklepik ten jest czynny poza sezonem, dlatego mimo wszystko polecam zabrać ze sobą coś do zjedzenia i wypicia.

Co zabrać na Balos?

Wybierając się tutaj trzeba pamiętać o założeniu nakrycia głowy i wygodnych butów. Świetnie sprawdzą się tu trekkingowe sandały lub sportowe buty na nieco grubszej podeszwie. To wszystko z uwagi na palące słońce i kamienie, których na trasie czeka dość sporo. Nie zapomnij o kremie z filtrem do opalania, czy okularach przeciwsłonecznych. Warto też zabrać ze sobą wspomniany powyżej prowiant i napoje.

Podsumowanie

Laguna Balos to moim zdaniem jedna z najlepszych atrakcji Krety, którą zdecydowanie polecam dopisać do listy miejsc wartych zobaczenia przed śmiercią. To miejsce absolutnie niezwykłe nie tylko dla plażowiczów, którzy oczekują od plaży czegoś więcej niż skrawka piasku i możliwości kąpieli w czystej wodzie. Wizyta w tym miejscu jest bowiem przede wszystkim doświadczeniem estetycznym, namiastką egzotyki w granicach Europy, istnym rajem dla fotografów. To prawdziwa kreteńska wizytówka, można ją też uznać za wizytówkę całej Grecji. Pamiętaj, że najlepszym sposobem na uniknięcie tłumów jest wizyta tu poza sezonem, np. w kwietniu lub październiku. Jeśli doczytałeś do tego miejsca, to dziękuję, że przebyłeś wraz ze mną tę wyprawę do raju. Mam nadzieję, że podobało się Tobie nie mniej niż mi. Teraz wybierz się tam koniecznie osobiście i daj znać jak się plażowało. Do następnego razu, kłaniam się nisko i trzymaj się zdrowo. 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Polska #Kreta #Laguna Balos #Grecja
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Grecja | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Grecja | Laguna Balos| Fotograf Polska | Fotograf Kreta | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kreta| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Laguna Balos | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Grecji | Zwiedzanie Krety | Kreta zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Laguna Balos| Raj na Krecie | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Krety | Wycieczki po Grecji | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Grecja atrakcje turystyczne | Turysta| Laguna | Balos 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Romanów

ABC O DWORZE, KTÓRY NIE JEDNĄ
TAJEMNICĘ W SWYCH MURACH SKRYWA
 

Cześć, dziś zabieram Was w podróż na Podlasie. Wyruszamy do domu rodzinnego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nazwiska chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać, bo mowa jest o autorze m.in. “Starej baśni”. Moim zdaniem jest jednym z najbardziej wszechstronnych talentów w historii literatury polskiej. Szkoda, że mym subiektywnym zdaniem, dzisiaj jest zapominany czy lekceważony. Smutnym jest fakt, że na lekcjach języka polskiego do książek, z których ma się kształcić kwiat polskiej inteligencji trafiają chociażby parafrazy tekstów piosenek Zenka Martyniuka “Przez twe oczy zielone”. W takich momentach pytam Quo vadis Polsko? Tym bardziej czuję się dziś zobowiązany przypomnieć, że mamy zdecydowanie bardziej utalentowanych literatów, niż Pan Zenek. Dla przykładu sam Ignacy Kraszewski był autorem ponad dwustu wyjątkowych powieści, ale był również utalentowanym malarzem oraz publicystą. Nie każdy wie, że pisał również dzieła podróżnicze, np.: “Wspomnienia Polesia, Wołynia i Litwy”. Zapisał się w dziejach także jako pierwszy polski prywatny kolekcjoner zdjęć. Zbierał zwłaszcza fotografie niszczejących zabytków, których akcje inwentaryzacyjne zresztą sam osobiście prowadził. Człowiek ten imponować powinien nam swą pracowitością, dla mnie był to absolutny gigant. Nie zabrakło w jego życiu również pikanterii. Na nudę na pewno nie narzekał, nie brakowało w jego życiorysie romansów, skandali erotycznych i historii szpiegowskich. W swym dossier posiadał również momenty z życia, w których mowa była o zażywaniu narkotyków. Postać więc wielobarwna, ale zdecydowanie bardziej ambitna od tekstów autora nurtu disco polo. To dlatego dziś skupię się na podróży do korzeni, czyli wyprawie do Romanowa, w którym mieszkał, żył i tworzył pod opieką swej babci ten wielowymiarowy twórca Ignacy. Czas też na małe ABC o tajemnicach z tamtejszego dworu. Przenosimy się do malowniczego zakątka Południowego Podlasia. Wypoczniemy wśród lasów, łąk i pól, gdzie znajduje się Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zapnijcie pasy, ruszamy.

 

A jak atrakcje Romanowa

Wyprawa do Romanowa to dla mnie podróż w czasie. Przyjazd do wsi znajdującej się około 30 kilometrów od Włodawy i 50 od Białej Podlaskiej to świetna okazja, by  miło spędzić czas w otaczającym okazały dwór, XVIII-wiecznym ogrodzie. Już po przekroczeniu bramy wjazdowej, gdy moim oczom ukazał się niesamowity dwór, poczułem niezwykłą atmosferę tego miejsca. Podobne odczucia miałem, gdy zawitałem kiedyś do Żelazowej Woli, gdzie żył i tworzył Fryderyk Chopin, ale o tym będzie pewnie innym razem. Nie będę jednak ukrywał, że budynek w obecnej postaci, został odbudowany dopiero w 1962 roku i odrestaurowano go w kształcie, jaki nadał mu Kajetan (brat Ignacego Kraszewskiego). To od tego roku, mieści się w tym miejscu Muzeum,  które dba o pamięć o Kraszewskim i czynne jest po dziś dzień.  W środku budynku znaleźć można oryginalne pamiątki związane z pisarzem, na przykład srebrny zegarek z monogramem oraz wydania jego dzieł i czasopisma, do których pisywał. Zarzucano Kraszewskiemu m.in. działalność agenturalną, a motywy jego działań do dziś nie są do końca wyjaśnione, zastanawiającym jest też fakt, że potomkowie Kraszewskiego zadbali o to, by życie pisarza pod wieloma względami pozostało owiane tajemnicą. Tym bardziej jestem ciekaw, co jeszcze skrywały mury tego dworu. 

B jak brat Ignacego Kraszewskiego

Kajetan, to brat Ignacego, który zajmował się astronomią, kolekcjonował rękopisy i starodruki, rysował, pisał opowiadania, ale i książki historyczne. Wszystkie te talenty niestety schodziły na drugi plan, przy osiągnięciach brata. Kajetan – chociaż był zdecydowanie mniej sławny, ale nie mniej wszechstronny Kajetan, to nie żywił ani zazdrości, ani urazy do brata. Dzieliło ich 15 lat różnicy, ale łączyła prawdziwa braterska miłość. Kajetan kochał również astronomię, urządził w Romanowie specjalne obserwatorium z unikalnymi jak na tamte czasy urządzeniami. Niestety nie przetrwało ono ostatniej wojny. Dziś w Romanowie mają ambicje pokazać Ignacego Kraszewskiego nie tylko najbardziej wszechstronnie, ale też upamiętnić jego rodzinę, co może wyróżnić to Muzeum z pośród innych w kraju czy poza granicami, które skupiają się na samym autorze “Starej Baśni”. 

C jak ceny i cennych kilka informacji

Kiedy można zwiedzać Muzeum?

Na dzień dzisiejszy budynku Muzeum nie zwiedzimy w poniedziałki, natomiast w pozostałe dni tygodnia dostępny jest dla turystów w następujących godzinach:

• Wtorek – 10.00-16.00
• Środa – 10.00-16.00
• Czwartek – 10.00-16.00
• Piątek – 10.00-16.00
• Sobota – 10.00-16.00
• Niedziela – 10.00-16.00

Przed wyprawą, polecam Wam sprawdzać zmiany dotyczące godzin otwarcia dla zwiedzających na stronie Muzeum: www.muzeumkraszewskiego.pl Jeśli chodzi natomiast o sam zabytkowy park, który znajduje się przy Muzeum, to można go zwiedzać codziennie od godz. 8:00 do zmierzchu.

Czy jest w pobliżu parking?

Parking znajduje się około 100 metrów przed Muzeum. Jest nowocześnie wykonany, ułożony z kostki i posiada oznaczone miejsce dla samochodu osoby niepełnosprawnej. Dojście do Muzeum wysypane jest grysem. Przed wejściem do budynku znajduje się podjazd dla wózków inwalidzkich, a jeśli zaistnieje potrzeba pracownicy Muzeum przystawiają tzw. schodołaz, który zastępując podjazd i umożliwia wjazd wózkiem do wewnątrz budynku. 


Czy są udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami?

W pomieszczeniach wystawienniczych znajdują się niskie progi, które przy nieznacznej pomocy asystenta nie stanowią istotnej bariery w przemieszczaniu się osób poruszających się na wózku. Pomieszczenia obszerne, futryny szerokie umożliwiające swobodne przemieszczanie. Eksponaty niedostępne do poznania dotykowego, brak opisów powiększonym drukiem oraz udogodnień technicznych dla osób słabowidzących. Muzeum dla osób niewidomych jest dostępne wyłącznie poprzez przekaz słowny przewodnika. W Muzeum znajduje się też toaleta przystosowana dla osób z niepełnosprawnością ruchową.

Ile kosztuje bilet?

Bilety ulgowe zakupicie w cenie 7 zł, natomiast normalne w cenie 10 zł, chyba, że jesteście w posiadaniu tzw. Karty Dużej Rodziny, wówczas Wasze bilety tańsze będą o 1 zł od cen standardowych. Naturalnie możecie wynająć przewodnika, wówczas opłata za niego wyniesie 30 zł, podobny koszt jest za lekcję muzealną. Jeśli poniesie Was wyobraźnia i np. zechcecie zostać tam na dłużej, będziecie mogli rozpalić ognisko, wówczas musicie liczyć się z płatnością rzędu 50 zł. Jest tylko prośba tańce nago i wywoływanie duchów, przy ognisku, może nie być mile widziane. Zdradzę też Wam, że w Muzeum tym są dni bezpłatnego wstępu na ekspozycję stałą i zależnie od miesiąca, są to różne dni:

• Styczeń – wtorek
• Luty – środa
• Marzec – czwartek
• Kwiecień – piątek
• Maj – wtorek
• Czerwiec – środa
• Lipiec – czwartek
• Sierpień – piątek
• Wrzesień – wtorek
• Październik – środa
• Listopad – czwartek
• Grudzień – piątek



Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie Muzeum?

Dużo zależy od tego jak mocno interesuje Was twórczość rodziny Kraszewskich. Bez wątpienia sporo czasu można też przy dobrej pogodzie spędzić w pobliskim parku. Dlatego trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć i zamknąć całość zwiedzania w jednolite ramy czasowe. Ja w tym miejscu byłem niespełna dwie godziny, co oczywiście nie oznacza, że Wy nie zostaniecie tu na dłużej, lub nie skrócicie czasu pobytu nawet o połowę.

Czy poza Dworem w Romanowie  jest jeszcze w okolicy coś wartego zobaczenia?

Wybierając się na Podlasie, musicie wiedzieć, że jest tu wiele urokliwych miejsc, które warto zobaczyć. Na pewno warto wybrać się nad Bug, zobaczyć chociażby Sławatycze, Jabłeczną, Kodeń czy Włodawę. Lista ta zdecydowanie może być dłuższa, ale wszystko jest kwestią czasu, który możecie przeznaczyć na odkrywanie tutejszych pięknych okolic.

Podsumowanie

W miejsce do którego dziś zawitaliśmy można obejrzeć liczne pamiątki po pisarzu i rodzinie Kraszewskich. To tu można zadumać się nad ilością dzieł, które stworzył, podziwiać też renesansową wszechstronność jego talentów. Prócz stałej ekspozycji poświęconej życiu i twórczość samego Ignacego można tu zwiedzać liczne wystawy czasowe, poszerzające wiedzę nie tylko o dorobku pisarza, ale i samej epoce, w której żył. Dla mnie była to sentymentalna podróż w czasie, której warto było doświadczyć. Wystrój tutejszego średniozamożnego dworu szlacheckiego, pozwala na spacer do przeszłości. Warto też pospacerować alejkami czy przysiąść na ławeczce z pisarzem i wraz z nim podumać przy wtórze szumu starych drzew. Można też Ananaski sobie wyobrazić, że w tym właśnie miejscu dawniej Kajetan wzniósł ananasarnię, w której z powodzeniem hodował ananasy – jak słodko. To w takim miejscu łatwo dojść (tylko bez skojarzeń) do właściwych konceptów. Cieszę się też, że zamiast utworów typu “Oczy zielone” mogłem właśnie tam posłuchać pięknie śpiewających ptaków. Niesamowite jest to, że rosnące tam dziś grabowe aleje i niebotyczne świerki pamiętają małego jeszcze Kraszewskiego. On sam jako dzieciak, był bardzo niepokorny, natomiast już jako dorosły wyjątkowo płodny, jeśli chodzi o twórczość, był autorem największej liczby wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem został siódmym twórcą na świecie). Możliwość zobaczenia oryginałów z pośród Jego dzieł jest również czymś wyjątkowym. Bez wątpienia było warto tu przyjechać i wiem, że tu jeszcze powrócę.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Polska #Podlasie #Romanów #Poland
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Stara Baśń | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Józef Ignacy Kraszewski| Fotograf Polska | Fotograf Podlasie | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Podlaskie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Romanów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Polski| Zwiedzanie Romanowa | Podlasie zwiedzanie | Romanów atrakcje | Romanów co zobaczyć | Romanów zwiedzanie | Romanów atrakcje | Atrakcje Romanów | Dwór w Romanowie | Co warto zobaczyć na Podlasiu | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Traveler | Wycieczki po świecie | Podlasie w weekend | Polska atrakcje turystyczne | Turystyka | Polska| Podlasie | Romanów🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020