Archiwum kategorii: Agencja Fotograficzno-Szkoleniowa

Górki Czechowskie w Lublinie

Dziś zabieram Was na spacer na Górki Czechowskie w Lublinie. Za kilka godzin rozpocznie się cisza przed referendum w ich sprawie. O samym referendum i dlaczego głosuję na NIE już pisałem i wpis na ten temat znajdziecie tutaj. Przygotowałem dla Was kilka fotografii z mojego dzisiejszego pleneru. Zobaczycie kontrasty terenów, które zostały celowo podpalone z tymi, które jeszcze należy chronić ze względu na ich unikatowość.

Tereny te stanowią jeden z nielicznych doskonale zachowanych przyrodniczo i krajobrazowo skrawków Wyżyny Lubelskiej z wąwozami i wierzchowinami. To jedno z dwóch niepowtarzalnych tego typu miejsc w kraju. Drugim z nich jest trójmiejski Pomorski Park Krajobrazowy. Żadne inne miasta w Polsce nie posiadają tak naturalnego i rozległego terenu zielonego blisko swoich centrów.

Górki Czechowskie w nienaruszonym stanie mogłyby być dla przyszłych pokoleń unikalnym walorem w skali kraju i Europy. Mogą być powodem do dumy dla mieszkańców Lublina. Na pewno tak się nie stanie, jeżeli zostaną zamienione w blokowiska, bo przecież tak naprawdę o tym rozstrzygniemy w niedzielnym referendum. Zachęcam Was do obejrzenia z uwagą moich fotografii, gdyż niebawem te tereny mogą zostać ogrodzone, a na niedzielę życzę rozsądnego wyboru i determinacji w pójściu na referendum.

Zobacz też od A do Z co warto zwiedzić w Lublinie

Wszelkie prawa zastrzeżone ©

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

Śledź nas na INSTAGRAMIE

linia

#NIEwreferendum #NIEdlazabudowy #GorkiCzechowskie

Co warto zobaczyć w Lublinie – Rafał Podróżuje

 

Dziś wybieram się z Wami w emocjonalną podróż, zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe, dlaczego – gdyż zabieram Was do miasta w którym spędziłem prawie połowę swojego życia. Postanowiłem wyeksplorować najciekawsze atrakcje oraz najskrytsze zakamarki Lublina, by udowodnić nie tylko Wam, ale i przede wszystkim sobie, że często cudze chwalicie, a swego nie znacie. Jesteście gotowi na  kolejną wirtualną podróż po wyjątkowym mieście, tym razem mieście  inspiracji? Tradycyjnie omówię co warto zobaczyć w Lublinie tak od A do Z. Nietradycyjnie natomiast postaram się Wam przybliżyć też kim jest brejdaczka, czym jest przejazdówka na której można się kajtnąć po mieście lub jak należy się rozbuwać z ciap lub co trzeba nadusić, gdy chce się gdzieś zadzwonić, bo jeśli to czytacie i nie wiecie o czym mowa to pewnie nie wiele wiecie o Lublinie. Te charakterystyczne zwroty dla  lubelszczyzny współtworzą pewną wyjątkowość tego regionu. Przybliżę Wam choć trochę tej wschodniej wrażliwości, która jest zdecydowanie odmienna niż w innych regionach kraju. Oczywiście wszystko to niezmiennie subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Gotowi poznać kolory, smaki i zapachy Lublina? Zapraszam zatem na spacer po wielokulturowym mieście o niezwykłym kolorycie w którym spotyka się wschód z zachodem. Pamiętajcie, że Lublin choć jest największym miastem na wschód od Wisły diametralnie różni się od innych wielkich miast w Polsce. Dziś poznacie jego kontrasty. Zabieram Was do miasta piłki ręcznej, słynnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Bajmu czy Budki Suflera, piwa Perły oraz miasta w którym mój dziadek był jako młody chłopiec więziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku. To tylko dlatego, że z niego uciekł dziś mogę Wam zdać relację, o tym co warto zobaczyć w Lublinie. Czas odkryć przed Wami magię Koziego Grodu – niech mapa tego wpisu będzie podpowiedzią, co warto tu zobaczyć. Specjalnie dla Was zebrałem crème de la crème atrakcji Lublina, który liczy ponad 700 lat.

 A jak Aqua Lublin i Archikatedra Lubelska

Miałem duży dylemat od czego rozpocząć i co zarekomendować na literę A i finalnie rywalizację wygrała Archikatedra Lubelska. Jest ona prawdziwą ucztą dla oka dla lubiących barokową architekturę. Kościół jest jednym z najstarszych barokowych obiektów, nie znajdujących się na terenie Włoch. Wybudowany został w latach 1586-1604. Warto jest wejść do środka aby przyjrzeć się bliżej iluzjonistycznym polichromiom oraz wspaniałemu wnętrzu świątyni. W prezbiterium znajduje się XVII w. ołtarz wykonany z czarnej gruszki libańskiej, obecnie w swoim oryginalnym hebanowym kolorze, znajdują się w nim złote rzeźby świętych. W ołtarzu bocznym przy lewej nawie wisi obraz Matki Boskiej Płaczącej. Mówi się, że 3 lipca 1949 obraz płakał krwawymi łzami, które zostały zebrane i umieszczone w jednym z kamieni w koronie Maryi. Faktem jednak jest, że ówczesne władze PRLu zareagowały niezwykle drastycznie. Lublin został odcięty od reszty kraju (m.in. zawieszono połączenia PKS), a biorących udział w nabożeństwach stawiano przed sądem i zamykano w więzieniach. Mimo szykan i przeciwności wiara w cud wśród wielu przetrwała do dziś. Wróćmy jednak do zwiedzania samej katedry – będąc już wewnątrz warto udać się także do zakrystii akustycznej. Wykorzystano w niej został efekt świadomego doboru kształtu krzywizny sklepienia, gdzie głosy odbijające się z jednego naroża trafiają do drugiego. Pozwala to porozmawiać ze sobą osobom znajdującym się po drugiej stronie pomieszczenia. Otwarte dla zwiedzających są także krypty. Znajdują się tam zmarli biskupi lubelscy. Można oglądać ich ubrania, portrety nagrobne, przedmioty, z którymi chowani byli zmarli, tą część zwiedzania zdecydowanie można pominąć, ale wychodząc z katedry rzućcie koniecznie okiem na kopię całunu turyńskiego, którą zobaczycie zaraz przy wyjściu.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym pominął Aqua Lublin, w której miałem przyjemność przez ostatnie prawie dwa i pół roku pracować. Czuję się więc zobowiązany napisać wszystkim przyjezdnym do Lublina, że warto wybrać się chociażby na sauny czy baseny, właśnie do Aqua Lublin. Jest to największy obiekt pływacki z jedynym basenem olimpijskim w Lublinie. Dokładnie 10 torów o 50-metrowej długości może robić wrażenie. Jednakże Aqua Lublin to nie tylko baseny, zjeżdżalnie czy strefy rekreacji z jacuzzi. Aqua to też, siłownia, lodowisko i właśnie profesjonalne saunarium, gdzie można wypocząć i zregenerować siły na dalsze zwiedzanie. W tej części obiektu przestrzega się kultury saunowania, za co chylić czoła należy tym, którzy o to zadbali już od samego początku istnienia Aqua i nie piszę tego tylko ze względu na fakt, że pracą właśnie tej części obiektu koordynowałem ostatnimi czasy, ale z szacunku dla takich osób jak Dorota czy Agnieszka, które serdecznie pozdrawiam.  Chcę dziś uczciwie polecić główną atrakcję tej strefy, jaką są tzw. aufgussy, czyli ceremonie naparzania, określane również jako rytuały saunowe. Ważne jest by prowadzone były przez doświadczonego saunamistrza, co podnosi prestiż i poziom tego aromaterapeutycznego widowiska i daje odbiorcom przyjemne betaendorfiny. Weźcie jednak pod uwagę, że jestem uzależniony od saun i mogę być nieobiektywny. Warto w tym miejscu dodać, że w samym obiekcie jest tu też miejsce, w którym można smacznie zjeść i napić się aromatycznej kawy. Mamy więc w jednym budynku zarówno coś dla ciała jak i dla ducha. Obiekt jest kierowany przez WIELKIEGO OLIMPIJCZYKA (i nie chodzi mi tu o wzrost), więc mocno wierzę, że obiekt jest w dobrych rękach, Szefie, jeżeli to kiedyś przeczytasz – pozdrawiam Cię serdecznie.

B jak bramy Krakowska i Grodzka

Po wyjściu z basenów i saun warto udać się od razu na spacer od Bramy Grodzkiej do Bramy Krakowskiej, wg mnie jest to obowiązkowy punkt zwiedzania, gdy przyjedziecie na “dziki wschód”. Brama Grodzka stanowiła kiedyś przejście w miejskich murach obronnych, łącząc lub jak niektórzy mawiają dzieląc część chrześcijańską od żydowskiej i właśnie z tego względu często nazywana jest Bramą Żydowską. Brama Krakowska jest pozostałością po XIV-wiecznych murach obronnych prowadzących do średniowiecznego Lublina.  Współcześnie we wnętrzu Bramy zorganizowano Muzeum Historii Miasta Lublina. Wg mnie jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Lublina. Swoją nazwę zawdzięcza szlakowi handlowemu prowadzącemu z Krakowa do Wilna. Jeśli, chcecie zobaczyć je obie musicie udać się na krótki spacer po starym mieście. Niewiele osób wie, że Brama Krakowska nazywana jest zawsze Bramą Wyższą. Idąc starym miastem bez względu na kierunek od której bramy rozpoczynamy spacer, podziwiać możemy liczne odrestaurowane kamienice, czy też możemy wstąpić do jednego z wielu pubów, kawiarni czy restauracji, ale o tym, gdzie warto zjeść będzie nieco później.

C jak cebularz zjedzony w Centrum Kultury

Po spacerze, przyszedł czas na małą przekąskę, którą zakupicie na starym mieście. Symbolem tradycyjnej lubelskiej kuchni jest m.in. cebularz, który wywodzi się jeszcze z kuchni żydowskiej. Czym jest cebularz – to pszenny placek, o zróżnicowanej średnicy od około 15 cm lub więcej, ale zawsze pokryty jest pokrojoną w kostkę cebulą wymieszaną z makiem. Tani w produkcji, stał się swoistym symbolem kuchni tego regionu.  Jeśli spytacie jak smakuje, odpowiem wyjątkowo, a jeszcze bardziej unikatowo pachnie, szczególnie gdy podróżujesz w MPK, czyli komunikacji miejskiej i obok Ciebie zajada się nim grupa studentów. Ten intensywny choć efemeryczny aromat maku i cebuli nakazuje mi go polecić jako obowiązkowy element lokalnej kuchni. Teraz pójdę o krok dalej, jeśli zdarzy się tak, że cebularz Wam posmakuje, możecie udać się do Regionalnego Muzeum Cebularza, by zobaczyć jak krok po krok powstaje ten cebulowy wypiek. Ciekawym doświadczeniem i zabawą, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci jest to, że można też przygotować go tam od podstaw i to własnoręcznie. Pamiętajcie, że nie warto jest mówić lublinianom, iż cebularz jest niedobry, gdyż dla wielu, jest tak ważny, jak oscypek dla górali. Jeśli nie lubicie cebuli wybierzcie się na ciepłe pączki do starej pączkarni, którą znajdziecie na Starym Mieście, duży wybór ciekawych nadzień, spowoduje, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Możecie wybrać się również na lubelski specjał tzw. kozi róg lub na lody do fantastycznych lodziarni, w okolicy samego starego miasta są minimum 3 trzy godne polecenia.

Chwilę pojedliśmy, zatem zwiedzamy dalej. Teraz idziemy na spacer w stronę Centrum Kultury – zwiedzanie tego zabytkowego kompleksu, który pierwotnie stanowił klasztor sióstr Wizytek jest całkiem interesujące. Podczas oprowadzania pracownicy Centrum Kultury opowiadają o historii miejsca, jego zmiennych losach, ale i o instytucjach działających obecnie w budynku, a także o aktualnie odbywających się i planowanych wydarzeniach. Dzieje się tam sporo ciekawych rzeczy więc zawsze jest szansa, że traficie na coś ciekawego, co przypadnie Wam do gustu, a nawet jeśli nie to w pobliżu budynku jest siłownia na powietrzu na której będziecie mogli sobie poćwiczyć, ewentualnie obok obejrzeć można murale lub dojeść resztę cebularza.

D jak dominikanie

Gdybyście posmakowali w cebularzach i chcieli wrócić na Stare Miasto po kolejne, zajrzyjcie jeszcze do Klasztoru Ojców Dominikanów, by poczuć wyjątkową atmosferę, zamkniętą w XIV wiecznych dominikańskich murach. Kilka uliczek dalej, idąc w stronę wieży Trynitarskiej dojdziecie do kamienia nieszczęścia. Według legendy na tym głazie kat miał ściąć niewinnego człowieka. Od tego momentu kamień przynosił śmierć i zniszczenie. Każdy kto spróbował wmurować go w swój budynek ginął. Podobno niszczycielska rola głazu trwa nadal. Według opowieści miejscowych podczas bombardowań Lublina w 1939 roku najwięcej osób miało zginąć na ulicy Jezuickiej (czyli tam właśnie gdzie leży kamień). Zwiedzającym zaleca się dla pewności nie dotykać głazu.

 E jak Europejski Festiwal Smaku

Lublin ma też kilka fajnych festiwali i to wówczas szczególnie warto wybierać się w te strony Polski. Wg mnie jeden z najsmaczniejszych festiwali na jakich można się znaleźć to Europejski Festiwal Smaku. Inaczej rzecz ujmując jest to gastronomiczna rozkosz podróżowania po różnych kulinarnych zakątkach świata. Europejski Festiwal Smaku, który odbywa się od wielu lat w Lublinie, to dziś jeden z najważniejszych, wielokulturowych festiwali w Polsce. Pokazuje różnorodne oblicza zarówno muzyki, obrazu, słowa, ale przede wszystkim kulinariów. To tu pierwszy raz zakosztowałem starej kurwicy. Dla niewtajemniczonych wyjaśnimy, że jest to regionalna wódka 40%, która pretenduje do nazywania jej „polską whisky”.

Więcej na temat Europejskiego Festiwalu Smaku przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

F jak festiwale  

Poza Europejskim Festiwalem Smaku w Lublinie odbywa się znacznie więcej imprez kulturalnych. Do godnych polecenia należą m.in. Festiwal Kolorów, Festiwal Kody, Lublin Jazz Festival, Festiwal Wschody, Inne Brzmienia, Kontestacje, Carnaval Sztukmistrzów. Moim faworytem zdecydowanie jest ten ostatni. To podczas tego festiwalu przez kilka dni Lublin staje na głowie. Święto sztuki ludycznej i niczym nieskrępowanej zabawy zamienia całe miasto w wielki cyrk pod gołym niebem. Można wtedy przez całe dnie oglądać ulicznych artystów, popisy iluzjonistów, a nawet nauczyć się podstaw niektórych dyscyplin kuglarskich.

carnaval sztukmistrzów Lublin

carnaval sztukmistrzów II (58)

carnaval sztukmistrzów

carnaval sztukmistrzów Lublin 2016

Carnaval Sztukmistrzów (11)

Więcej na temat Carnavalu Sztukmistrzów przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

G jak giełda staroci

W każdą ostatnią niedzielę miesiąca, wielbiciele i kolekcjonerzy starych przedmiotów, powinni znaleźć się w Lublinie, na tzw. giełdzie staroci. Uliczki Starego Miasta i Placu Zamkowego wypełniają się stoiskami z różnymi przedmiotami kolekcjonerskimi, ale i nie tylko. Często na tych giełdach można odkryć różne mniej lub bardziej cenne znaleziska. Ostatnim razem np. widziałem w sprzedaży używane wibratory, które leżące w towarzystwie cennych obrazów i zabytkowych mebli, były dość nietypowym towarem w sprzedaży, ale może niepotrzebnie się czepiam.

H jak  HOMAGIUM – Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia w Lublinie

Zastanawiam się teraz jak od wibratorów nawiązać do HOMAGIUM – Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia i nie ukrywam, że nie jest to proste. Może zatem wróćmy myślami do Centrum Kultury. Spacerując od tego miejsca w kierunku Ogrodu Saskiego warto wybrać się właśnie na dziedziniec Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, który jest dawnym dziedzińcem  klasztornym. Od 1983 roku znajduje się tam pomnik „Homagium”, który oznacza hołd składany nowemu biskupowi przez duchownych katolickich. Pomnik przedstawia serdeczne powitanie Papieża i Prymasa Wyszyńskiego na pierwszej publicznej audiencji Jana Pawła II i stał się jednym z ważniejszych symboli mojej Alma Mater. W kwietniu i maju dziedziniec ozdabiają przepięknie kwitnące magnolie, zatem niebawem należy wybrać się tam z aparatem.

I jak Icemania

Teraz coś dla fanów łyżwiarstwa. Lodowisko Icemania to sezonowy raj dla fanów jazdy nie tylko figurowej na lodzie. Przy lodowisku działa wypożyczalnia sprzętu, co znacznie ułatwia życie fanom tej dyscypliny sportowej. Wymiary lodowiska to 30 x 60 metrów, dzięki czemu spełnia wszystkie wymogi, by można na nim było rozgrywać mecze  hokeja. Płyta hali lodowej w okresie letnim się teoretycznie nie marnuje, przeznaczona jest na potrzeby Miasteczka Ruchu Drogowego, tzw. Akademia Małego Szofera oraz od niedawna jest tam rollmania gdzie można jeździć na wrotkach jak w amerykańskich filmach. Ja ani latem, ani zimą nie korzystam z tych atrakcji, bo znając życie zaraz połamałbym nogi, ale co odważniejszym polecam.

J jak jarmark jagielloński

jarmark jagielloński logo

Gdy zdejmiecie wrotki i nadarzy się ku temu okazja wybierzcie się na Jarmark Jagieloński. Dawniej jarmarki były organizowane w Lublinie już od XV i XVI wieku. Słynęły w Rzeczypospolitej i Europie jako jedne z najbardziej znanych handlowych wydarzeń międzynarodowych. Obecnie  stały się interesującą cykliczną imprezą turystyczną. W dni, w których się odbywają można zobaczyć i kupić wyjątkowe rękodzieło, wyroby ceramiczne a przy tym warto wybrać się na pokazy lepienia z gliny. Jest to swoisty jarmark rękodzielniczy, w którego programie przygotowano też potańcówki, wystawy, warsztaty, spektakle, koncerty i seanse filmowe. Więcej zdjęć z zeszłorocznego jarmarku jagiellońskiego można zobaczyć klikając tu oraz tutaj, ale szczerze polecam wybrać się na nie osobiście, by przekonać się, że Rafał nie kłamie i że warto w te dni być właśnie w Lublinie.

K jak koziołek, którym można pojechać do kaplicy Świętej Trójcy

L  jak litewski…. Plac litewski

Spacerując po mieście, należy pójść też na Plac Litewski, który powstał w latach 20 XIX wieku, a dość niedawno został zupełnie zmieniony i odrestaurowany. Nawet często mieszkańcy Lublina nie wiedzą, że jego początkowym przeznaczeniem było urządzanie parad wojskowych. Ciekawostką dla lubiących historię jest fakt, że w czasach okupacji Plac Litewski zmienił nazwę na „Adolf Hitler – Platz”, a w 1945 roku powrócono do właściwej nazwy, którą pięć lat później zmieniono na „Plac Józefa Stalina”. Obecnie jest centralnym miejscem Lublina, na którym oprócz uroczystości państwowych odbywają się również różnego rodzaju imprezy, a szczególnie warto wybrać się tu na tzw. pokazy fontann, o których więcej poczytacie tutaj. Podświetlone różnymi kolorami strumienie wody w połączeniu z piękną muzyką dają naprawdę niesamowity efekt. Publiczność niezmiennie zachwyca poziom artystyczny spektakli, w których główną rolę grają dźwięk, światło i woda. Niestety nie każdy dorósł do korzystania w umiejętny sposób z fontanny, jako dobra wspólnego, o czym więcej dowiecie się tutaj. Dla wielu latem fontanna zamienia się już w kąpielisko miejskie, a wieczorami woda mieni się tam różnymi kolorami, nie pytajcie dlaczego.

Na Krakowskim Przedmieściu, obok Placu Litewskiego znajduje się kościół św. Ducha, prawdopodobnie najstarszy budynek przy tej ulicy. Świątynia powstała w 1419 r. i jako niezbyt okazały budynek, dawniej nie zwraca na siebie większej uwagi przechodnia, obecnie odrestaurowana, przykuwa wzrok przechodniów zarówno za dnia jak i w nocy. Warto być świadomym sześćsetletniej historii tego kościoła. Niedaleko znajduje się również piękny budynek hotelu, w którym często nocują zagraniczni turyści.

Ł jak łapa… Czarcia Łapa

W muzeum na zamku lubelskim znajduje się też stół z odciskiem legendarnej czarciej łapy. Przypowieść wyjaśnia, że ślad powstał, gdy w sądzie rozgrywały się losy pewnej kobiety. Znikąd pojawiły się tajemnicze i podejrzanie wyglądające postacie, które orzekły wyrok na korzyść oskarżonej. Wyrok został przypieczętowany, gdy jeden z tajemniczych sędziów oparł się dłonią o stół i zostawił w nim wyraźny odcisk.

M jak Muzea Majdanek i Apteka

Muzeów w Lublinie jest sporo, ja natomiast wybrałem 2 zupełnie różne i mimo, że zestawione na zasadzie kontrastów, to mają kilka wspólnych mianowników, oba są bezpłatne oraz oba zrobiły na mnie ogromne wrażenie, pomimo, że jest w nich zasadnicza różnica. W tym pierwszym dawniej mordowano ludzi, a w tym drugim ratowano ludzkie życia. Zacznijmy może od tego bardziej drastycznego, z którym przez losy mojej rodziny związany jestem bardzo emocjonalnie.

Państwowe Muzeum na Majdanku to najstarsza w Europie instytucja muzealna upamiętniająca ofiary drugiej wojny światowej. Zostało utworzone jesienią 1944 r. na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego, potocznie nazywanego Majdankiem. Na terenie Muzeum obejmującym około 90 ha znajduje się około 70 obiektów historycznych, a sam Majdanek był drugim co do wielkości, po Oświęcimiu, obozem zagłady na ziemiach polskich. Dla mnie szczególne emocjonalne znaczenie mają miejsca bezpośrednio związane z masową eksterminacją ludności: komory gazowe, krematorium, oraz rowy egzekucyjne, w których rozstrzelano około 18 000 Żydów. To te miejsca uczą pokory, uzmysławiają też jak drugi człowiek może być okrutny. Na mnie szczególne wrażenie wywarł barak o numerze 62, w którym zlokalizowana jest multimedialna wystawa „Więźniowie Majdanka”, będąc w muzeum nie pomijajcie tego miejsca. Pamiętać należy, że Majdanek jest niemieckim obozem koncentracyjnym, który powstał w 1941 roku i będąc w Lublinie warto zapoznać się z tą mroczną częścią miasta. Dla mnie każda wizyta w tym miejscu jest bardzo osobista, ale każdy może ją przeżyć na swój własny sposób, wszystko w oparciu o własną wrażliwość i podejście do tego trudnego tematu. Dziękuję siostrze zakonnej, która wyprowadziła mojego dziadka z tego miejsca, a reszcie rodziny, która tam zginęła zawsze oddaję hołd, gdy tylko jestem w tym okrutnym miejscu.

Przez moment zrobiło się smutno, więc czas zmienić nastrój i zabrać Was do Muzeum pod nazwą Apteka – to  kolejna podróż w czasie i przestrzeni. Tym razem przenosimy się do dawnej apteki. Prezentowane są tu zabytkowe apteczne pojemniki, opakowania, narzędzia, recepty, wagi, etykietki na leki, narzędzia apteczne i stylowe XIX-wieczne meble. Wszystko to w bardzo miłej atmosferze dzięki życzliwemu przewodnikowi. W tym miejscu mogłem m.in. powąchać 25 letnią mirrę, której zaskakująco mała efemeryczność zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i przywrócić wiarę w ludzi.

 

N jak Noc Kultury

Często, gdy wybieramy jakieś miasto, które chcemy zobaczyć, zastanawiamy się, kiedy je najlepiej odwiedzić. Jeśli mam Wam zasugerować, kiedy warto przyjechać do Lublina, to jednym z takich dni jest właściwie nie dzień, a noc i to NOC KULTURY. Wydarzenie to ma miejsce zwykle na początku czerwca i wtedy w Waszych kalendarzach rezerwować sobie czas na Lublin. Dlaczego spytacie? Bo wtedy ma miejsce  jedno z największych wydarzeń kulturalnych odbywających się w Lublinie czyli magiczna noc, która nigdy nie powinna się kończyć. Rok rocznie jednej nocy mamy możliwość odwiedzenia wiele kulturalnych miejsc Lublina, takich jak Teatry, Zamek Lubelski itp. dodatkowo to czas setek różnych wydarzeń kulturalnych, które mają miejsce w przeciągu jednej nocy. Nie jest możliwym by to wszystko zobaczyć w jedną noc. Mimo to warto próbować, ja nieudolnie staram się to zrobić od wielu lat.

Więcej na temat Nocy Kultury w Lublinie przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

O jak ogrody – Botaniczny i Ogród Saski

Ten pierwszy ogród został utworzony przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie już w 1951 roku. Znajduje się tu dobre gleby i zróżnicowany mikroklimat, które są podstawą dla właściwych warunków ekologicznych dla dużej bioróżnorodności roślin. Warto wybrać się tu na spacer wśród licznych gatunków roślin, zgromadzonych w kilkunastu działach, m.in. rosarium, dziale roślin wodnych czy alpinarium, w którym można wyjątkowo wypocząć. Jest to idealne miejsce do medytacji czy obcowania w ciszy z naturą.

Do najpiękniejszych otwartych terenów zielonych w mieście należy założony w XIX wieku Park Saski. To ponad 15 hektarowy obszar zieleni z kilkoma pagórkami, wolierą dla pawi oraz oczkiem wodnym. W środku mieści się też amfiteatr, w którym latem odbywają się imprezy plenerowe. Obok Parku Saskiego możemy zobaczyć tzw. Domek Kata czyli ośmiokątny budynek, który niegdyś był szubienicą. Polecam uważać na bezlitosne ptactwo, które gdy dobrze poje może zostawić niemiłą niespodziankę na naszej czapce, włosach czy kurtce, ale jak to mówią, kto nie ryzykuje – ten nie ma.

P jak Perłowa Pijalnia Piwa

Wiele osób zastanawia się co robić wieczorem w Lublinie. To studenckie miasto nie śpi, więc warto wyskoczyć do klubów lub na piwo do Perłowej Pijalni, czy też na spacer na Stare Miasto do lokalnych pubów.  Dlaczego polecam Pijalnię Piwa Perły – nie dlatego, że mi za to płacą, lecz dlatego, że jest to idealny przystanek dla regionalnych piwnych patriotów. Skosztujecie tam najlepsze piwa wychodzące spod ręki Browarów Lubelskich. Pijalnia oprócz trunkami może również się pochwalić wystrojem architektonicznym miejsca, który został okrzyknięty jako jeden z najlepiej zaprojektowanych barów w Europie.

R jak rynek Starego Miasta

Często bywa różnie, w jednym mieście jest starówka i w innym tak jak w Lublinie jest Stare Miasto i mimo, że to tylko kwestia nomenklatury, to warto wiedzieć dokładnie o co pytać w Warszawie czy Krakowie, bo gdy spytacie Lubelaka o starówkę, może potrzebować chwilę na zastanowienie, ale gdy powiecie, że chcecie dojść na deptak czy Stare Miasto, to od razu wskaże Wam drogę. Nie będę już owijał w bawełnę i przejdę od razu do rzeczy – lubelski deptak jest niewielki, ale w swojej kameralności bardzo urokliwy. Przechodząc przez Bramę Krakowską już po chwili znajdziemy się na tzw. Rynku. W centralnym punkcie tego placu znajduje się Trybunał Główny Koronny, czyli dawny najwyższy sąd apelacyjny Korony Królestwa Polskiego. Był to jeden z dwóch trybunałów znajdujących się na ziemiach polskich – obok tego w Piotrkowie Trybunalskim. Z Trybunałem Koronnym wiąże się ciekawa miejska legenda. Mówi się, że doszło tu kiedyś do rozprawy sądowej między wdową a magnatem, który wcześniej przekupił orzekającego sędziego. Kobieta, niezadowolona z krzywdzącego ją wyroku, wzniosła ręce do krucyfiksu twierdząc, że sprawiedliwszy wyrok wydałby nawet diabeł. Wywołany tymi słowami szatan zjawił się w lubelskim Trybunale jeszcze tego samego dnia i wydał ponowny wyrok – tym razem na korzyść zrozpaczonej wdowy.  Obecnie Trybunał Koronny jest wykorzystywany jako pałac ślubów, a w jego podziemiach zorganizowano godną polecenia Lubelską Trasę Podziemną.

Lubelska Trasa Podziemna to około 300-metrowa trasa turystyczna, która biegnie pod zabudową Starego Miasta w Lublinie: zaczyna się w Trybunale Koronnym, biegnie pod ulicami Złotą i Archidiakońską, a kończy się w jednej z kamienic przy Placu Po Farze. Jeśli zdecydujesz się tam na spacer – lepiej poznasz historię miasta i jego zagospodarowanie przestrzenne. Punktem kulminacyjnym podziemnego spaceru jest multimedialna wizualizacja Wielkiego Pożaru Lublina, który wybuchł dnia 2 czerwca 1719 roku. Historia piwnic sięga początku XVI w. gdy Lublin był ważnym centrum handlu w Polsce, w którym odbywały się znane w całej Europie jarmarki. Piwnice pełniły wtedy funkcję składów kupieckich. Dziś mówi się, że nie warto oddzielać się od wycieczki, gdyż łatwo można się zgubić w tych podziemnych korytarzach.

Na Rynku nie brakuje oczywiście też restauracji i kawiarni. Ciekawym wyborem może się okazać żydowska restauracja Mandragora. Całość Starego Miasta dopełniają klimatyczne zaułki i Teatr Stary (jeden z pierwszych teatrów w Polsce) oraz Plac Po Farze. Plac z odkrytymi fundamentami to pozostałość po lubelskim kościele farnym. Z tego miejsca rozpościera się widok na Zamek Lubelski. Tak ładnie położonym Starym Miastem może poszczycić się niewiele miast w Polsce. Jednak to w Lublinie średniowieczny układ urbanistyczny oraz bogactwo zdobień wiekowych kamienic zachwycają turystów swoją autentycznością. Wędrówka po uliczkach i zaułkach pozwala na poznanie bogatej przeszłości Lublina. Na powierzchni blisko 1 km kwadratowym znajduje się aż 110 zabytków. Stare Miasto posiada w ponad 70% oryginalną zabudowę co podkreśla jego unikatowość. Z kolei najstarsze zabytki pochodzą już z XIII wieku. Unikalność Starego Miasta związana jest z tym, ze budynki zachowały się w ich historycznym kształcie. Warto też wspiąć się także na pobliską Wieżę Trynitarską, wystarczy pokonać nieco ponad 200 stopni, żeby znaleźć się na punkcie widokowym, z którego roztacza się panorama na całe miasto. To tu utwierdzimy się w przekonaniu, że Lublin jest wyjątkowym miastem. Przy samej wieży znajduje się największy w Lublinie kościół, wspomniana na początku – Archikatedra św. Jana Chrzciciela, a widok z góry zostanie Wam w pamięci na długo. Wszystko to sprawi, że przekonacie się, dlaczego Lublin nazywany jest Miastem Inspiracji.

S jak skansen

Skansen, zwany również Muzeum Wsi Lubelskiejm, przypadnie do gustu nie tylko wieśniakom. Całe muzeum znajduje się w dolinie rzeki Czechówki i przychodząc tu przeniesiesz się po raz kolejny w czasie i przestrzeni. To tu przekonacie się jak wyglądało dawne życie nie tylko wsi, ale również miast i dworów. Pielęgnowane są tu tradycję oraz zwyczaje. Model prowincjonalnego miasteczka z lat 30 XX w. jest czymś, co wg mnie warto zobaczyć. Są tu również dwie drewniane świątynie: greckokatolicka cerkiew i rzymskokatolicki kościół. W skansenie odbywają się liczne imprezy prezentujące kulturę i obrzędy dawnej wsi oraz ginące zawody. Wizyta w muzeum jest okazją do obejrzenia pamiątek związanych z dawnym życiem wsi, dworów oraz miasteczek, ale też umożliwia zapoznanie się z codzienną pracą, zwyczajami i tradycjami ludzi minionej epoki. Muzealna ekspozycja to nie tylko materialny ślad po minionych czasach, ale to wręcz namacalne spotkania z przeszłością, polecam się tu wybrać w noc kupały i nie pytajcie dlaczego.

T jak Trybunał Koronny  

Obecnie w budynku dawnego Trybunału Koronnego mieści się Pałac Ślubów, a w jego podziemiach (dawnej piwnicy-winiarni i więzieniu) Lubelska Trasa Podziemna. Dawniej tutaj odbywały się sprawy sądowe szlachty małopolskiej. Sprzyjało to rozwojowi miasta i nawet w czasach upadku Trybunału (magnateria obsadzała stanowiska swoimi ludźmi aby uzyskiwać korzystne wyroki) ściągało do Lublina wielu przyjezdnych.

U jak unia lubelska (pomnik unii lubelskiej)

Pomnik Unii lubelskiej znajduje się na Placu Litewskim naprzeciwko kościoła oraz klasztoru kapucynów i upamiętnia unię Korony Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim z 1 lipca 1569 roku. Pomnik wzniesiono w miejscu obozowania szlachty przybyłej na sejm, które jest jednocześnie miejscem odbywania się obrad. Unia stanowiła jedno z największych osiągnięć Jagiellonów. Wyznaczyła ona kształt polityczny państw aż do czasów rozbiorów i połączyła Królestwo Polskie oraz Wielkie Księstwo Litewskie w Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Konsekwencją stała się wspólna polityka monetarna i zagraniczna, odrębne pozostały wojsko, sądownictwo i administracja. Lublin został wówczas jednym z najświetniejszych ośrodków miejskich całego państwa. Nie chcę Was zanudzać historią, ale o tym fakcie warto wiedzieć.

V jak Victoria

Kiedy przyjedziecie zwiedzać zakątki Lublina, warto zatrzymać się w jednym z lubelskich hoteli. Jednym z nich jest hotel Victoria znajdujący się przy ulicy Piłsudskiego. Ten hotel jest dość dobrze usytuowany w centrum miasta, dzięki czemu jest dobrym punktem startowym do zwiedzania Lublina. Innym hotelem, w którym możecie się zatrzymać jest Grand Hotel. Jego atutem jest lokalizacja, ale skutecznie odstraszyć Was mogą jego wysokie ceny. Dla szukających korzystnych cen polecam stronę Airbnb.

W jak Wieża Trinitarska i Wieża Zamkowa

Ta neogotycka wieża, zwana również Bramą Trynitarską jest najwyższym zabytkowym punktem wysokościowym Lublina. Gdy wejdziemy na platformę widokową, na wysokości 40 metrów zobaczymy pięknie roztaczającą się panoramę miasta. W jej wnętrzu mieści się Muzeum Archidiecezjalne, wyróżniające się różnymi zbiorami, m.in. przedmiotami użytku religijnego, obrazami, ikonami, rzeźbami, tkaninami, sarkofagami, instrumentami muzycznymi czy lichtarzami. Skoro wieża pełni rolę dzwonnicy lubelskiej archikatedry, można tu obejrzeć 4 dzwony: Michała, przeniesionego z fary lubelskiej oraz największy lubelski dzwon – Marię, który możemy usłyszeć tylko podczas wyjątkowych uroczystości. Jeśli chcemy spojrzeć na miasto z wysokości, polecam wdrapać się na taras widokowy urządzony na Wieży Trynitarskiej. Z wysokości wieży roztacza się ciekawy widok m.in. na Stare Miasto i Zamek Lubelski. Wieża zbudowana w stylu neogotyckim i wg mnie należy do jednego z najciekawszych punktów widokowych Lublina.

Z jak Zamek

Zamek w Lublinie to jedna z tych atrakcji turystycznych, na którą zwiedzanie, nie powinno się żałować czasu. Warto wejść zarówno do donżonu skąd rozpościera się panorama na miasto, ale i obowiązkowo trzeba udać się i do Kaplicy Trójcy Świętej, o której pisaliśmy wcześniej. Będąc na zamku należy udać się na  wieżę  obronną czyli właśnie donżon, który posiada trzy kondygnacje, a grubość muru wynosi ponad 3 metry.  Na jej szczycie możemy spoglądać na miasto z góry, podziwiając przy tym również odrobinę widoczny dziedziniec zamkowy. Wg mnie Zamek należy do najbardziej charakterystycznych budowli miasta i jest wręcz jego istotnym symbolem. To tutaj w 1569 roku obradował sejm, na którym podpisano akt unii polsko-litewskiej – unię lubelską, ale i tu mieściło się w czasie hitlerowskiej okupacji więzienie, w którym więziono ponad 40 tysięcy osób.

Ż jak Żydzi w Lublinie

Warto również wybrać się tropem kultury żydowskiej. Przed II Wojną Światową ponad 30 proc. mieszkańców Lublina stanowili Żydzi, którzy przez wieki mieli ogromny wkład w rozwój miasta. Gdy miasto znalazło się pod niemiecką okupacją wszyscy zostali przesiedleni do powstałego getta. Z ponad 30 tys. Żydów przeżyła jedynie garstka, a całe getto zostało zrównane z ziemią. O ich dziejach przypominają teraz różne napisy na murach: listy, wspomnienia, a także kostki na chodniku, ukazujące którędy biegła granica getta. Dawna dzielnica żydowska mieściła się w okolicy placu zamkowego, obecnie a na samym placu stoi ustawionych pod linijkę dziesięć kamienic. Jeśli myślicie, że to zabytki – to nic bardziej mylnego, pobudowano je po to by wypełnić pustą przestrzeń po zniszczonej dzielnicy żydowskiej. Dziś pozostała już tylko jedna działająca synagoga w Jeszywas Chachmej Lublin, ale jeśli Wam czas pozwoli to i tam się warto wybrać.

Na koniec zwiedzania przyszedł jeszcze czas na wyjaśnienia:

kim jest brejdaczka – to nikt inny tylko siostra

czym jest przejazdówka – to karta komunikacji miejskiej

kajtnąć – to nic innego jak się przemieścić, przejechać

rozbuwanie z ciap– to zdejmowanie obuwia

naduszanie – to nic innego jak przyciskanie

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca to powinniście wręczyć sobie sami medal, a jeżeli chcecie to zaproście brejdajczkę, zabierzcie wygodne ciapy i możecie się do mnie kajtnąć z przejazdówką, tylko wcześniej wduście mój numer, bym mógł Was zabrać na najlepsze cebularze w Lubinie. Starałem się Was nie zanudzić, ale czy mi wyszło, zawsze możecie dać znać, podobnie i wtedy, gdy uważacie, że warto wpis uzupełnić o inne cenne atrakcje w Lublinie. Zawsze Wasze rady i krytyka są mile widziane. Cieszę się, że choć przez chwilę, mogłem być Waszym wirtualnym przewodnikiem po mieście, które było, jest i będzie dla mnie wyjątkowe pod wieloma aspektami. Jeżeli nadal macie niedosyt możecie kliknąć tutaj i wybrać się ze mną na kolejne wyprawy online.

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 
kontakt 

linia#rafalbil #fotografia #travel #polska #lublin #rafalporozuje

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

SVIATOVID W LUBLINIE

Nie wiesz co zrobić dziś z wolnym czasem? Podpowiemy – masz ostatni dzień by zobaczyć wystawę w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie zatytułowaną SVIATOVID. Jest to wyjątkowa opowieść przedstawiona za pomocą kolorów, dźwięków i światła, coś co na długo zostanie w Waszej pamięci. Dziś dzięki poznacie nasze subiektywne ABC o enigmatycznym projekcie pod tajemniczą nazwą SVIATOWID. Zastanówcie się może – po co przyjechała do Lublina, prosto z prezentacji w Amsterdamie (z największych targów audiowizualnych na świecie – Integrated Systems Europe), ta unikatowa instalacja? Zacznijmy jednak obiektywnie od początku, czyli tradycyjnie od litery A. 

A jak Akademia Projekcji Barta Kresy

Akademia zaoferuje absolwentom szkół artystycznych możliwość nauczenia się techniki video projection mappingu na warsztatach, prowadzonych przez samego Barta oraz jego współpracowników, a kim jest sam Bart dowiecie się za chwilę. Studio Barta specjalizuje się w tworzeniu unikalnych architektonicznych projekcji wideo na całym świecie. Misją studia jest wykorzystanie designu, światła i historii do stworzenia niezapomnianych przeżyć w zetknięciu z obrazem cyfrowym. Ta Akademia może nauczyć wyjątkowego kunsztu, nadać nowe, interesujące kierunki w sztuce, a za pomocą najlepszych w branży projektów i najwyższych standardów technicznych może przede wszystkim nauczyć tworzenia wspaniałych, wciągających spektakli wideo na budynkach czy innych obiektach.

     

B jak Bart Kresa

Gigantyczna rzeźba to dzieło właśnie Barta Kresy, który wspólnie ze swoim zespołem „ożywił ją” dzięki technice mappingu. Projekcja 360°  jest możliwa m.in. przy zastosowaniu czterech nowoczesnych projektorów laserowych umieszczonych w czterech stronach w Foyer Sali Operowej CSK w Lublinie. Musicie wiedzieć, że Bart Kresa to uznany na świecie projektant wielkoformatowych architektonicznych projekcji wideo. Urodził się w Polsce, ale mieszka w Stanach Zjednoczonych od prawie trzydziestu lat. Jest doświadczonym muzykiem,  fotografem, kompozytorem, ale i projektantem. Wszystkie te Jego talenty pozwoliły mu  stworzyć Sviatovida. Swiatovid to niemal pięciometrowa rzeźba projekcyjna, następca kultowego Shogyo Mujo, który zadebiutował na festiwalu Burning Man w Black Rock Desert w amerykańskim stanie Nevada w 2014 roku. Najnowsze dzieło Barta Kresy i jego zespołu gwarantuje odbiorcom unikatowe wrażenie wizualne, dzięki projekcji w trybie True 4K, a dzięki użyciu czterech wysokiej klasy projektorów laserowych możemy przenieść się do innego, wyjątkowego świata. Ile to wszystko kosztuje ustalimy pod literą C jak cena?

C jak cena

Wstęp na wystawę jest wolny, a unikalność rzeźby jest warta wg nas biletowania. Wystawa czynna jest do dziś w godzinach pracy budynku Centrum Spotkań Kultur czyli od 08:00 do 20:00. Wystarczy udać się na pierwsze piętro schodami lub wybierając przycisk Poziom +1 podjechać windą, aby przenieść się do oryginalnej rzeczywistości, takiej która na długo zostanie w pamięci. Jeżeli nie uda Wam się jej dziś zobaczyć, nie martwcie się – nie wszystko stracone. Od dnia 4 marca do 1 kwietnia 2019 roku zawita ona ponownie do CSK. Liczymy, że wtedy nie będzie już “dźwiękowej wystawy” na niższym piętrze, którą uwielbiają najmłodsi bywalcy CSK, ale która niestety zakłóca odbiór tego co w naszym odczuciu jest cenniejsze, czyli wystawy z udziałem multimedialnego bożka o czterech twarzach.

linia

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

#csk #lublin #scenawbudowie #sviatovid #rafalbil #fotografia

ABC po meczu Granollers z Azotami Puławy

Zawodnicy Azotów Puławy zagrali dziś kolejny mecz w lubelskiej hali Globus. Przeciwnikiem puławian w Pucharze EHF była drużyna z Hiszpanii  – Fraikin BM Granollers. Brązowi medaliści PGNiG Superligi dziś zapewnili nam wiele emocji, zarówno tych pozytywnych, ale i negatywnych – obok momentów euforii, nie zabrakło też momentów rozczarowania, które pozostawiły niedosyt szczególnie w ostatnich sekundach meczu. Słaby był dla drużyny z Polski również początek meczu i szybko znalazł swoje odzwierciedlenie na tablicy wyników. Na szczęście przewagę tą stopniowo zmniejszono, a potem przez większość meczu prowadziliśmy z Hiszpanami. Smutne jednak jest to, że na dwie i pół minuty przed końcem wygrywaliśmy czterema trafieniami, a ostatecznie zremisowaliśmy z ekipą z Katalonii i mecz zakończył się wynikiem 34:34. Dziś pokrótce, subiektywnie i obiektywnie postaramy się zastanowić, dlaczego tak się stało. Pomeczowe ABC pozwoli wyciągnąć wnioski na przyszłość. Szkoda, że to dziś Hiszpanie powiedzą, że prawdziwych mężczyzn poznajemy nie tylko po tym jak się rozpoczyna, ale  w jakim stylu się kończy spotkanie. Mimo wszystko za ogrom emocji, walkę i sportową postawę przez większą część meczu, dla drużyny z Puław WIELKIE DZIĘKI.

A jak ATAK MUSI BYĆ PRECYZYJNY

Podopieczni trenera Bartosza Jureckiego choć na początku zaczęli znajdować się na straconej pozycji, w kolejnych minutach meczu  zaczęli z powodzeniem walczyć o pierwszą wygraną w tych elitarnych rozgrywkach w sezonie 2019. Trzeba jednak pamiętać, że piłka ręczna to gra zespołowa i tu ciężko jest wygrać mecz w oparciu wyłącznie o indywidualne umiejętności zawodników, szczególnie w kontekście gry w ataku. Subiektywnie uważamy, że zabrakło tu właśnie gry zespołowej, a wiele ataków było nieprzemyślanych lub nieprecyzyjnych. Puławianie nie raz potrafili grać przemyślany atak pozycyjny, czego dowodem było ich chociażby ostatnie spotkanie z THW Kiel. To właśnie tego dziś w naszym odczuciu zabrakło. Jednak meczów też nie wygrywa się samym atakiem, ale i skutecznością obrony – dlatego teraz przejdźmy dalej… do obrony właśnie.

B jak BRONIĆ SIĘ NALEŻY SKUTECZNIEJ

Dzisiejszy rywal ekipy z Lubelszczyzny po 19. kolejkach znajduje się na trzecim miejscu w hiszpańskiej Lidze ASOBAL. Granollers wygrało jedenaście spotkań, a dwa dotychczas zakończyło remisem. Dziś szczególnie dużo uwagi w obronie poświęcić należało 30-letniemu obrotowemu, który jest drugim snajperem całej hiszpańskiej ligi. Jego zatrzymanie było sporym wyzwaniem dla puławskich kołowych. Wiedząc, że gra się na tyle, na ile przeciwnik pozwala, trzeba przyznać, że Puławianie walczyli bardzo dzielnie w obronie. Wiele cennych interwencji bramkarza oraz koncentracja drużyny pozwalały na dogonienie przeciwnika, a następnie odskoczenie z wynikiem. Szybko rozpoczynano też atak po straconej bramce i wiele razy wykorzystano błędy przeciwników w obronie, co mogło się podobać kibicom zasiadającym na trybunach. Z resztą o kibicach i kibicowaniu słów jeszcze kilka na koniec napiszemy… W kontekście samej obrony mamy nawet wrażenie, że to Hiszpanie często byli bierniejsi w obronie i mieli tu wiele mankamentów, ale to też nie było naszym zmartwieniem. Na długo w pamięci pozostanie nam też precyzyjny rzut do hiszpańskiej bramki przez długość praktycznie całego boiska.

C jak CENA MECZU MOŻE BYĆ WIELKA

Wiadomo, że łatwiej jest krytykować niż doceniać, ale jedno trzeba dziś przyznać, mimo rozczarowania wynikiem, gdyż kibice liczyli na wygraną. Naszym zdaniem dziś zobaczyliśmy kawał przyzwoitej piłki ręcznej w lubelskiej Hali Globus. Szkoda tylko, że przez łatwe straty, brak poszanowania czasu i piłki, niewykorzystany na początku meczu rzut karny uzyskaliśmy wyłącznie remis, pamiętać należy, że cena każdej akcji jest często na wagę zwycięstwa. Trzeba podkreślić, że bardzo budująca była w tym meczu gra indywidualna poszczególnych zawodników z drużyny, zarówno w defensywie, jak i akcjach w ataku pozycyjnym, co oczywiście wiele osób może potraktować jako zarzut. Wiele osób uzna, że dziś zawiodła gra zespołowa, a pamiętajmy, że piłka ręczna jest właśnie grą zespołową.

Dziś nie potrafimy rozsądnie odpowiedzieć na pytanie dlaczego zremisowaliśmy, mając na uwadze, że nieco ponad dwie minuty przed końcem meczu wygrywaliśmy z Fraikin BM Granollers czterema trafieniami. Piłka ręczna ma jednak w sobie tą wyjątkowość, że tu do końca nigdy nie wiadomo, co może się jeszcze wydarzyć. Szkoda, że ostatnie 150 sekund spowodowało, że goście odrobili straty i w trzecim meczu fazy grupowej Pucharu EHF zdobywamy zamiast trzech tylko, jeden punkt, szczególnie, że wygrana była tak blisko. Szkoda więc, że ten trzeci mecz dla ekipy z Puław w fazie grupowej Pucharu EHF nie pozwolił poczuć smaku zwycięstwa.

Warto też podkreślić, że apetyt kibica rośnie w miarę jedzenia. Miejmy jednak na uwadze, że Katalończycy są już znani Azotom, z zeszłego sezonu. Oba zespoły rywalizowały ze sobą także w fazie grupowej zeszłorocznego pucharu EHF. Brązowi medaliści mistrzostw Polski wyraźnie przegrali wówczas dwa spotkania. Najpierw na Półwyspie Iberyjskim 26:32 oraz w lubelskim Globusie 30:37. W zeszłym sezonie okazali się rywalem dużo lepszym, silniejszym i to oni byli też faworytem dzisiejszego meczu. Patrząc na skład tej drużyny w tym roku, uważamy, że był jeszcze mocniejszy. Także należało sobie zdać sprawę z tego, że to nie będzie łatwe spotkanie. Być może ta perspektywa zmieni punkt widzenia, gdyż dla nas też on zawsze jest związany z punktem siedzenia, a z tej perspektywy, nie możemy czuć się przegranymi, choć dziś zwycięstwo było zdecydowanie w zasięgu Puław. 

Na koniec jeszcze tylko jedna uwaga – szkoda, że na takim meczu mamy tak puste trybuny. Nie chcę ujmować, tym kibicom, którzy dziś wspierali drużynę z Puław, gdyż robili to wzorowo, szczególnie pod koniec meczu. Pamiętajmy, że kibice to 8 zawodnik drużyny, który daje wyjątkową moc i poczucie wsparcia sportowcom. Liczę, że liczniej spotkamy się za niecały miesiąc na wielkim widowisku w Lublinie, gdzie KS Azoty Puławy podejmie niemiecką potęgę piłki ręcznej THW Kiel. Mecz będzie rozegrany 30 marca o godz. 15:00. Drużyna z Puław będzie bardzo potrzebowała naszego wsparcia więc liczymy na to, że trybuny będą wypełnione po brzegi, a nie będzie tylu pustych miejsc, które ze smutkiem dziś mogliśmy zaobserwować. A i jeszcze jedna prośba – liczymy na nowe układy taneczne fantastycznych chirliderek, bo dziś oglądaliśmy przepiękne, ale niestety te same choreografie, co na ostatnim meczu Puław z GOG Svendborg.

Poniżej zamieszczamy Wam plan kolejnych spotkań Azotów w Pucharze EHF:
Fraikin BM Granollers – KS Azoty Puławy / 3 marca, godz. 19:30
GOG Svendborg – KS Azoty Puławy / 23 marca, godz. 18:45
KS Azoty Puławy – THW Kiel / 30 marca, godz. 15:00

 
linia
 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ NA ŚWIECIE OD A DO Z

Śledź nas na INSTAGRAMIE

GALERIA FIGUR STALOWYCH

Dziś pokażemy Wam ponad 20 rzeźb inspirowanych bohaterami filmów, komiksów oraz świata bajek. Wszystko to prezentowane jest na wystawie “Galeria Figur Stalowych”, o której napiszemy Wam od nas 3 grosze, czyli takie tradycyjnie subiektywno obiektywne od A do Z z wystawy, na której byliśmy ostatnio.  Serdecznie więc zapraszamy do zobaczenia naszych zdjęć i czym prędzej do udania się do Centrum Spotkań Kultur.

A jak Avatar

Avatar to wyczekiwany film Jamesa Camerona zrealizowany z wielkim rozmachem – szacowany budżet jego realizacji sięgał około 237 milionów dolarów. To dało mu trzecie miejsce pod tym względem w historii kina. “Avatar” opowiada historię sparaliżowanego byłego komandosa, który dostaje szansę odzyskania zdrowego ciała. Musi jednak wziąć udział w specjalnym programie militarnym o nazwie Avatar. Film został stworzony w technice trójwymiarowej. Światowa premiera odbyła się 18 grudnia 2009, na wystawie w Lublinie można było zobaczyć odwzorowane z dokładnością postacie właśnie z tego filmu.

B jak Batman

Batman to kolejna z postaci, która witała nas zaraz po wejściu na wystawę. On sam w odróżnieniu od wielu innych superbohaterów nie posiada żadnych nadprzyrodzonych mocy. Ich rolę pełni wysoka inteligencja i znakomita kondycja fizyczna, znajomość psychologii, kryminalistyki, strategii, sztuk walki. Dodatkowo Batman zaczął posługiwać się gadżetami i wysoce zaawansowaną technologią. To wszystko brzmi imponująco i nie mniej wygląda w odwzorowaniu w skali 1:1 na wystawie.

Ta wyjątkowa wystawa pozwala obudzić w sobie dziecko na nowo. Można ją obecnie oglądać zupełnie za darmo  w CSK w Lublinie do dnia 27 lutego 2019 roku.  Naszym zdaniem, tę wystawę warto  zobaczyć i co więcej, jest ona w Lublinie bezpłatna i dedykowana jest nie tylko dla dzieci. 

D jak Druid Panoramix

Ze względu na to, że każda rzeźba powstaje wyłącznie ręcznie, proces jej tworzenia jest bardzo pracochłonny i czasochłonny. Okres budowy niektórych z nich, to nawet około 7000 roboczogodzin, kilkuosobowego zespołu. Jedną z tak długo powstających figur jest Druid Panoramix, którego mnogość elementów do zespawania i wykonania wymaga nie małej precyzji. Sam Druid Panoramix jest fikcyjną postacią z francuskiego komiksu o przygodach Asteriksa. Wielki mag oraz druid, sporządza Galom magiczny wywar dający nadludzką siłę, dzięki czemu są oni niepokonani w walkach z okupującymi Galię Rzymianami. 

 E jak Epoka lodowcowa

Na wystawie spotkaliśmy również Sida – leniwca z Epoki lodowcowej. Dobrze że ten leniwiec był stalowy, gdyż tego autentycznego z bajki charakteryzował okropny zapach. Sid choć nie należy do istot najinteligentniejszych, ma dobry charakter, przyjacielskie nastawienie do świata i uważa się za przystojnego leniwca, z tym ostatnim już można oczywiście polemizować, ale fakt faktem, warto go zobaczyć w stalowym wydaniu w skali 1:1.

F jak Ferrari LaFerrari

Samochód włoskiej firmy Ferrari produkowany od 2013 roku zaprezentowany podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Genewie również w 2013 roku.  Auto powstało w liczbie 499 egzemplarzy. Unikatowy 500 zaparkowano obecnie w CSK.

G jak Gumisie

Z bajki o Gumisiach w CSK stawił się Toadie ogr należący do drużyny Księcia Igthorna, będący jego najbliższym sługą. W odróżnieniu od innych ogrów, jest karłowatego wzrostu, dziś mogliśmy się przekonać, że sięga do wysokości ludzkich nóg. Postać teoretycznie powinna być negatywna, jednak nam zawsze będzie miło się kojarzył. Z resztą sami na niego spójrzcie i oceńcie, czy nie jest pocieszny?

H jak He-Man

Film kinowy He-Man to opowieść o superbohaterze, który na co dzień jest księciem Adamem, synem króla planety Eternia, jednak gdy zachodzi taka potrzeba, po wypowiedzeniu słów Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj! Staje się herosem walczącym ze Szkieletorem, głównym wrogiem He-Mana. To właśnie figura Szkieletora dumnie stoi w korytarzach lubelskiego Centrum Spotkań Kultur.

I jak inspiracja

Gallery of Steel Figures inspirowana jest wg nas gabinetem Madame Tussauds, bez wątpienia można nazwać jedyną w swoim rodzaju galerią sztuki współczesnej i nowoczesnej. Wystawa rzeźb stalowych, która tu spotykamy, to atrakcja unikalna nie tylko w skali Polski, ale także Europy i całego świata. Słynne muzeum figur woskowych Madame Tussauds z Londynu wyróżnia się tym, że nie ma tam znanych z innych obiektów sznurów, oddzielających zwiedzających od eksponatów. Możesz dotknąć figur, zrobić sobie zdjęcie z nimi i podobna idea przyświeca wystawie w Lublinie.

J jak Jose Mariusz Olejnik

Jose Mariusz Olejnik, pomysłodawca jedynej na świecie Galerii Figur Stalowych, zaczął od stworzenia stolika ze złomu, a teraz jego zespół przygotowuje ogromne rzeźby samochodów sportowych czy postaci z filmów. Tak rodzi się sukces, gdy nawet ze śmieci można zrobić sztukę. Trzeba tylko mieć kapitalny pomysł, pasję do tworzenia i właściwych ludzi obok siebie.

K jak Kapitan Ameryka

Kapitan Ameryka to fikcyjna postać znana z licznych serii komiksowych wydawanych przez Marvel Comics, oraz różnych adaptacji, bazujących na komiksowych publikacjach. Zdecydowanie godna uwagi i zrobienia sobie u jego boku selfie.

L jak Liang Kuai

Liang Kuai  wcześniej znany jako Tundra, to kolejny wojownik z wystawy. Zwany jest wielkim mistrzem klanu Lin Kuei. Po śmierci swojego brata Bi-Hana, przyjął po nim tytuł Sub-Zero. W czasie procesu cybernetyzacji stał się cyborgiem o numerze LK-520. Ostatecznie Quan Chi odbudował jego ludzką formę niczym twórcy z wysypiska w Prószkowie.

M jak Mort

Madagaskar w Lublinie? Tak to możliwe, stalowy Mort z Madagaskaru zawitał również do korytarzy CSK. Warto też podkreślić, że są to pierwsze takie rzeźby na świecie, a ich odwzorowanie kształtuje się na bardzo wysokim poziomie. Nie oznacza to, że wszystkie są wielkie i przez monumentalność wzbudzają emocje. Dowodem na to jest właśnie Mort z “Madagaskaru”. Niewielki, ale uroczy,  lemur, który zrobi wszystko, żeby zadowolić Króla Juliana. Mort jest słodki, nieporadny i naiwny nawet w tym twardym wydaniu.

N jak nurek

Na wystawie pojawił się też tajemniczy nurek. Niestety nie wiemy z jakiej on jest bajki i jak tu przypłynął. Będziemy wdzięczni jak pomożecie nam to ustalić.

O jak obiektywnie jesteśmy na tak.

Nasze obiektywy pokochały tą wystawę. Nie wiemy jak Wy, ale my jesteśmy zdecydowanie na tak. Oby więcej takich inicjatyw w Lublinie. Doceniamy utylitaryzm, kreatywność, społeczną odpowiedzialność, pracowitość, pomysłowość, perfekcjonizm, a to wszystko znaleźliśmy właśnie na tej wystawie. Warta zobaczenia i godna polecenia. Dla fanów motoryzacji, zwierząt, bajek, dla dużych i małych. Śpieszcie się do CSK, puki jeszcze jest.

P jak Pies Idefix

Idefiks – postać fikcyjna, pies występujący w serii komiksów o Asteriksie i Obelixie. Idefix należał właśnie do Obelixa. Jest on jedyną postacią wśród głównych bohaterów, która jest zwierzęciem. Podążający zawsze i wszędzie, za swoim panem, mały kundelek wzbudza dziś sympatię mimo, że w CSK wygląda nieco sztywno.

R jak recykling

Imponujące jest to, że z elementów pochodzących z recyklingu można zrobić wyjątkową sztukę. Gallery of Steel Figures to niepowtarzalne miejsce na świecie, gdzie w jednym miejscu można spotkać rzeźby wykonane z elementów pochodzących bowiem właśnie z recyklingu stalowego. Jeżeli CSR łączy się ze sztuką, to bardzo prawdopodobnym jest, że będzie to nie tylko ładne, ale i dobre.

S jak Superman

Superman to kolejna fikcyjna postać  i superbohater, który dołączył do stalowej wystawy. Jest on obok Batmana i Spider-Mana najbardziej rozpoznawalną postacią komiksową. Jako przybysz z innej planety stanowi odzwierciedlenie przedstawiciela obcej kultury, imigranta, który zaaklimatyzował się w społeczeństwie. Superman obdarzony jest nadludzkimi zdolnościami, dzięki którym jest w stanie nieść pomoc ludzkości, stawać w obronie słabszych i uciśnionych. Na jego piersi widnieje charakterystyczny symbol – duża łacińska litera „S”, wpisana w przypominająca diament tarczę.

T jak tron z kultowej sagi “Gra o tron”.

Żelazny Tron to tron królów w Siedmiu Królestwach, symbol królewskiej władzy. Król siedząc na nim, udziela audiencji i wymierza sprawiedliwość. W czasie nieobecności króla, na tronie może go zastąpić namiestnik. Żelazny Tron sam w sobie jest zimny i twardy, z wieloma ostrymi krawędziami. Bez obaw można jednak na nim usiąść w Lublinie – przynajmniej jeszcze przez kilka dni. Można też zrobić sobie na nim zdjęcia i poczuć się jak władca z tego kultowego amerykańskiego serialu fantasy.

U jak Ukraina

“Galeria Figur Stalowych” zbiera recyclingowe propozycje z całego świata. Zobaczyć można m.in. projekty twórców m.in. z Ukrainy, Polski, czy odległych zakątków świata jak np. z wysp Indonezji. Na słowa uznania zasługuje  Ich twórczość, bo bez względu na pochodzenie uprawiają wyjątkową twórczość, która nie tylko jest niesztampowa, ale i godna podziwu chociażby w kontekście aspektów ekologicznych.

V jak Veneno.

Obok wielu postaci z filmów czy bajek na wystawie znalazły się również sportowe samochody wykonane ze stalowych drobnych elementów typu śrubki, blachy, druty, łożyska, koła zębate i wiele innych Jednym z nich jest piękne Lamborghini Veneno. Ten supersamochód marki Lamborghini zaprezentowany podczas Międzynarodowej Wystawy Samochodowej w Genewie 8 marca 2013 roku. Pojazd stworzono dla uczczenia 50-lecia istnienia marki. Nazwa Veneno w języku hiszpańskim oznacza jad, truciznę, ale auto prezentuje się smakowicie, nawet w wersji ze złomu.

 

W jak wędrowanie

Wystawa ta zawędrowała do Lublina, a wcześniej pokazywana była m.in. w Warszawie, Krakowie, Pradze, Pruszkowie czy Gliwicach. Wystawa pojawia się okresowo w różnych miastach Polski. Wypatrujcie jej więc w swoich okolicach, bo być może niebawem pojawi się w Waszych stronach.

Z jak złomowisko

Złomowisko jest kolebką, w której zrodził się pomysł powstania Gallery of Steel Figures. Właśnie w złomowisku w Pruszkowie miejscu powstała pierwsza rzeźba z tej wystawy. W ówczesnej dobie kryzysu, który pojawił się na rynku złomowym, należało znaleźć pomysł na poprawę funkcjonowania firmy. Mając dostęp do materiału jakim jest złom, warto było wykorzystać go w trochę inny sposób, a inspiracje znajdowały się wszędzie. Były to przede wszystkim wspomnienia oraz marzenia. Kolejne pomysły i inspiracje podsuwali już zwiedzający Galerię. Cała wystawa powstała z tysięcy elementów ze złomu: fragmentów zawieszeń samochodów, silników, przekładni wszelkiego rodzaju, skrzyń biegów etc.. Od „Skup Złomu przy Czołgu w Pruszkowie” i głów pełnych pomysłów, wszystko się zaczęło, a dziś wystawa podróżuje po kraju i poza jego granice i cieszy się wielką popularnością. Za pomysł, wykonanie i kreatywność chapeau bas dla jej twórców. Niesamowicie jesteśmy ciekawi Waszych opinii na temat tej wystawy. Śpieszcie się by ją zobaczyć, gdyż to ostatnie dni, kiedy można zobaczyć  ją na własne oczy w Lublinie, zanim odjedzie do innego miasta. Jak już z niej wrócicie napiszcie nam koniecznie w komentarzach, czy Wam się podobało?

 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

Tajemnice Sądu Najwyższego Izraela

Wędrując po różnych zakątkach Izraela trafiliśmy też do Sądu Najwyższego, który jest najwyższą instancją systemu sądownictwa tego państwa. Jego siedziba znajduje się obecnie w Jerozolimie. Sąd Najwyższy swoim zasięgiem obejmuje cały kraj oraz terytoria okupowane przez Izrael. Budynek ten jest dziełem rodziny Rothschildów, kryje w sobie wiele tajemnic i zagadek na które dziś postaramy się znaleźć odpowiedzi. Mamy nadzieję, że podróż w to miejsce będzie dla Was intrygująca równie bardzo jak była dla Nas. Dziś zabieramy Was na spacer do pomieszczeń Sądu Najwyższego Izraela. Dowiecie się co skrywają w sobie sale sądowe oraz  jakie symbole ukryto w całym budynku. Poznajcie tajemnicze korytarze tego miejsca. 

Podczas naszej wizyty w tym miejscu poznaliśmy szczegóły negocjacji Rothschildów z rządem Izraela. Pewnie nie wiecie, że zgoda na wykonanie budynku wiązało się z kilkoma warunkami, które jasno postawili hojni ofiarodawcy. Rothschildowie zastrzegli sobie, że to oni dokonają wyboru działki, będą korzystać z usług wyłącznie własnego architekta, któremu nikt w pracy nie będzie nic narzucał. Tajemnicą owiana została również cena budowy budynku, którą znali wyłącznie Rotshildowie. Istnieje też teoria, w której założono, że budynek Sądu Najwyższego jest świątynią masońskiej tajemnej religii i został zbudowany przez elity dla elit. Skąd takie hipotezy? Postaramy się dziś Wam na te pytanie odpowiedzieć, a wnioski wyciągniecie sami.

Sami oceńcie na ile przedstawione Wam dziś wiadomości to fakty, a na ile mity dla lubiących historie spiskowe dziejów. Tytułem wprowadzenia przedstawiamy kilka informacji, a mianowicie sam budynek Sądu Najwyższego Izraela zbudowano w 1992 roku, a jego siedziba mieści się naprzeciwko Knesetu (izraelskiego parlamentu). Jego charakterystyczna architektura została poddana ogromnej krytyce, ze względu na sprzeciw architektów przeciwko nowemu, lekkiemu stylowi, rażąco odbiegającemu się od zabudowy starej Jerozolimy. Pomimo krytyki, warunki finansowania i budowy zmuszały do akceptacji innowacyjnych wówczas rozwiązań. Finalnie powstały budynek, jest interesującą bryłą w której zastosowano wiele ciekawych rozwiązań.

Powyżej znajduje się obraz z ustaleń szczegółów dotyczących budowy budynku Sądu Najwyższego – znajduje się na nim m.in. Nathaniel Charles Jacob Rothschild – brytyjski bankier inwestycyjny i członek rodziny bankierów Rothschild. Zacząć chyba powinniśmy od pewnych wyjaśnień – kim tak naprawdę są Ci Rotshildowie i czy to oni rządzą światem? Rodzina Rothschild jest międzynarodową dynastią żydowską pochodzenia niemieckiego. Uchodzą oni za twórców międzynarodowej bankowości. Potomstwo Mayera Rothschilda Amschela jest rozsiane po całej Europie. Poprzez bliskie powiązania z elitami wielu państw, Rothschildowie stali się ukrytą siłą w większości wydarzeń politycznych w ciągu ostatnich stuleci. Alternatywni historycy twierdzą, że są oni częścią niesławnych 13 rodów Illuminati, wraz z Rockefellerami i Dupontami. Bez wątpienia Rothschildowie są jednymi z twórców ruchu syjonistycznego i jednymi z najbardziej aktywnych uczestników w tworzeniu państwa Izrael. James A. de Rothschild sfinansował Kneset, główny polityczny budynek Izraela. Natomiast izraelski Sąd Najwyższy, podarowany został przez angielską filantropkę Dorothy de Rothschild, która była członkinią dynastii Rothschildów.

Wróćmy jednak do analizy samego budynku Sądu Najwyższego, gdyż dzięki temu można dojść do ciekawych wniosków. Już po 14 minutach pobytu w budynku z łatwością szybko wskazać możemy powtarzające się tematy: oświetlenie, piramidy, wzniosłość, numery 13 lub 33 oraz falliczne symbole – być może zarzucicie nam, że jesteśmy zboczeni, ale niektóre elementy architektury, naszym okiem budzić mogą pewne niejednoznaczne skojarzenia. Skoro dziś zabraliśmy Was do miejsca skrywającego wiele tajemnic, to nie dziwcie się, podążamy dziś intrygującą ścieżką, prowadząca do oświecenia.

Wchodząc po schodach, stopniowo podążamy w stronę światła. Do pokonania mamy dokładnie trzy razy po 10 stopni, w sumie 30 schodów. Stanowią one symboliczne 30 pierwszych stopni masonerii, gdzie profan jest stopniowo uwalniany z głębin życia materialnego (ciemności) do mądrości i oświecenia (światła). Po prawej stronie schodów są stare skały przypominające mury starożytnej Jerozolimy, natomiast po lewej stronie jest gładka i nowoczesna ściana. To symboliczne połączenie ma ponadczasowy charakter okultystycznej nauki, doktryn, jakie zostały przekazane z czasów starożytności do dnia dzisiejszego. Po wejściu po schodach, zwiedzający mogą podziwiać przez wielkie okna widok  na panoramę  części Jerozolimy.

 

Kim są Sędziowie Sądu Najwyższego? Powoływani są przez prezydenta, spośród kandydatów przedstawionych mu przez specjalny komitet (składający się m.in. z ministra sprawiedliwości, członków Knesetu i części sędziów samego Sądu Najwyższego). O liczbie sędziów decyduje w uchwale Kneset – zwykle wynosi ona 12, choć liczba ta ulega zmianom – obecnie jest 15 sędziów. Zgodnie z zasadą wiążącego precedensu (stare decisis) – orzeczenia Sądu Najwyższego są wiążące dla każdego innego sądu, z wyjątkiem samego Sądu Najwyższego.

Zabierzemy Was również  na dziedziniec, gdzie można poczuć atmosferę odprężenia – woda, płynąca wąskim strumykiem nieustannie płynie w kierunku unikatowego kamienia, a jej szum pozwala się odprężyć. Sędziowie ze swych gabinetów oraz korytarzy, przy których mieszczą się ich miejsca pracy – mogą obserwować dziedziniec i też ma to swoje symboliczne znaczenie.

Na zewnątrz sali rozpraw znajdują się schody prowadzące na niższy poziom. Świątynia okultystyczna byłaby niekompletna bez opisanych poniżej elementów. W połowie schodów można ujrzeć kształt znany jako vesica piscis (reprezentujący m.in. żeńskie narządy płciowe). Dopełnieniem i symbolem płodności jest przenikający przez kolumnę symbol falliczny. Jest to oczywisty symbol płodności, związku istoty męskiej i żeńskiej. Uznacie, że interpretujemy to na wyrost? Na szczęście każdy ma swoją wyobraźnię i swój punkt widzenia.

Cele więzienne, sala sądowa i pokoje sędziów są umieszczone odpowiednio jedne nad drugimi, symbolizując trójdzielną naturę świata. Więźniowie tkwią w celach, symbolizujących uwięzienie w dolnym świecie materialnym. Sale rozpraw, umieszczone tuż nad celami więziennymi, reprezentują “wyższy świat”, gdzie boskość nawiązuje kontakt z ludźmi.

W salach sądowych, sędziowie są oświetleni poprzez naturalne źródło światła. Tak więc sędziowie, słuchając błagania mas, znajdują się bezustannie w promieniach boskiego światła. Po przesłuchaniach, sędziowie udają się do swych pokoi, położonych bezpośrednio nad salą sądową. Symbolicznie “wstępują” do boskiego świata. Kiedy zostanie podjęta decyzja, schodzą, niosąc oświecenie do niższego świata.

Kolejnym intrygującym miejscem w Sądzie Najwyższym Izraela jest biblioteka. Wbudowana w posadzkę linia kieruje nas w stronę wejścia do biblioteki, która jest umiejscowiona tuż pod piramidą zwieńczającą budynek.

Biblioteka jest podzielona na trzy poziomy, symbolicznie reprezentujące ostatnie trzy stopnie wtajemniczenia. Pierwszy poziom jest zarezerwowany dla prawników, drugi jest zarezerwowany dla sędziów, natomiast na trzecim poziomie przebywać mogą tylko emerytowani sędziowie. Sposób funkcjonowania biblioteki – gdzie niektóre informacje są wyłącznym przywilejem kilku wybranych – jest ściśle związany z funkcjonowaniem praw okultystycznych, gdzie dostęp do kolejnych stopni nauki jest uzależniony od pomyślnego zaliczenia poprzednich.

Biblioteka zawiera akty prawne i sądowe , oraz prace o tematyce filozoficznej i duchowej. Nie ma wątpliwości, iż księgi z najwyższych półek zawierają ogromne bogactwo wiedzy ezoterycznej. Tuż nad najwyższym poziomem biblioteki (reprezentującym 33 poziom Masonerii) znajduje się podstawa zwieńczającej budynek piramidy. W tym właśnie miejscu symbolicznie kończy się strefa Masonerii i rozpoczyna się ukryty porządek Iluminatów. Istnieje również założenie, że piramida została zainspirowana Grobem Zachariasza i Grobem Absaloma z Doliny Cedron w Jerozolimie i naszym zdaniem tu również można dopatrzeć się p. Tuż pod wierzchołkiem piramidy, w posadzce, możemy znaleźć ciekawe wzory  geometryczne.

Na każdej ścianie piramidy znajduje się otwór reprezentujący tzw. Wszystkowidzące Oko nazywane również Okiem Opatrzności. Jest to symbol oka otoczonego przez promienie światła lub glorii, zwykle zamknięte w trójkącie, które jest także przypomnieniem, że działania masonów są zawsze obserwowane przez Boga.

Spacerując kolejnymi korytarzami natrafić możemy na różnego rodzaju mozajki, jedną z nich jest mozaika pochodząca ze starożytnej synagogi Hamata Gadera. Bez wątpienia te elementy są dla całości budynku ciekawym uzupełnieniem.

Dziś pokazaliśmy Wam jak architektura może odzwierciedlać koncepcje sprawiedliwości i prawa. Jest jednak jasne, że architektura budowli nieść za sobą za sobą może tajemnice i ciekawą symbolikę dotyczącą niekiedy duchowości czy osiągnięcia oświecenia. Czy doszukiwanie się tu połączenia pogańskich rytuałów przeplatanych ze sferą ezoteryczności jest wiarygodne – oceńcie sami. Bez wątpienia ezoteryczne znaczenie tego budynku odkrywać może dla wtajemniczonych sekret, kto posiada realną władzę na świecie. Izrael to kraj, który nas już dawno zainspirował i polecamy Wam wraz z nami odkrywać Jego tajemnice. Zapraszamy do zobaczenia naszego wpisu o Izraelu – znajdziecie go tutaj.

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

 

 

WYNIKI KONKURSU

Jakiś czas temu ogłosiliśmy konkurs w którym do wygrania była sesja fotograficzna. Dziś mamy dla Was wyniki. Przede wszystkim dziękujemy Wam za polubienia i tak dużą liczbę zgłoszeń. Wybór najwłaściwszej osoby/grupy był dla nas trudny, gdyż wiele pomysłów było bardzo inspirujących i ciekawych. W naszym challenge’u,  wygrało zgłoszenie, które wpłynęło od Pana Adama – z profesjonalnej sesji zdjęciowej skorzystają członkowie ZESPOŁU LUDOWEGO, którego skład liczy do 70 osób. Sama sesja odbędzie się na przełomie wiosny i lata – mamy jeszcze kilka słów argumentacji. Przede wszystkim dzięki naszym zdjęciom to spora grupa ludzi ucieszy się z naszych fotografii, a głównie to lubimy w robieniu zdjęć, by dawać radość innym. Drugi argument to sama tematyka sesji, spójna i interesująca sesja zespołu w strojach ludowych w sadach czy skansenie da bardzo fajne efekty wizualne. Poniżej zamieszczamy szczegóły naszego konkursu, a podejmując decyzję doceniliśmy kreatywność Zespołu, któremu GRATULUJEMY!!!

Konkurs na sesję fotograficzną

Konkurs na sesję fotograficzną

KONKURS NA NOWY ROK – CZAS NA NOWE WYZWANIA!!!
Szczególnie, że w tym wyzwaniu możecie tylko zyskać.

Przede wszystkim zacznijmy od NAGRODY, czyli bezpłatnej, PROFESJONALNEJ SESJI ZDJĘCIOWEJ, którą zdobędziecie przy odrobinie szczęścia 📷

Aby wziąć udział w tym challenge’u, polub nasz fanpage do dnia 31.12.2018 r., chyba, że już to zrobiłeś/zrobiłaś, to ten punkt masz już z głowy. Link do naszego fanpage znajdziecie tutaj.

Napisz na nasz fanpage do końca starego roku jaką sesję zdjęciową chciałbyś/chciałabyś w NOWYM ROKU zrealizować. Pamiętajcie, że im bardziej ciekawy pomysł tym większe szanse, że wybierzemy właśnie CIEBIE. Kreatywność i inteligencja są tu kluczowe.

Jest jeszcze jednak jeden warunek. Aby uaktywnić konkurs – nasz fanpage musi mieć minimum 2019 polubień do końca tego roku, czyli za niecałe 3 dni, a brakuje około 70 lików!!! Także zaproś znajomych do polubienia naszego fanpage.

Czas start – zachęcamy do udostępniania i lajkowania

WYNIKI KONKURSU

#rafalbil #fotografia #nowyrok #challenge #wyzwania #konkurs #nagroda #profesjonalnasesja #lublin

Co warto zobaczyć w Izraelu?

Dziś zabieramy Was w podróż do Izraela. To kraj wyjątkowo różnorodny. Zimą możecie się tam kąpać w ciepłym morzu, a po kilku godzinach jazdy samochodem założyć narty i szaleć na zboczach gór. Kraj ten choć jest  niewielki, bo aż 14 razy mniejszy od Polski, to ma się czym poszczycić. Wiecie, że społeczeństwo Izraela uważa się za jedno z najlepiej wykształconych narodów na świecie? Spotkacie tu największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów w przeliczeniu na mieszkańca. Izrael ma też jeden z najwyższych wskaźników stopni naukowych w stosunku do ogólnej liczby ludności. To tu powstał pierwszy telefon komórkowy oraz tu opracowano technologię poczty głosowej, tu stworzono też pierwsze oprogramowanie antywirusowe. Choć Izraelczycy posługują się dwoma językami urzędowymi: hebrajskim i arabskim to nie ma najmniejszego problemu by porozmawiać tu w języku angielskim. Ciekawostką jest to, że niewiele brakowało, a język polski byłby oficjalnym językiem w Izraelu, jednak ostatecznie w Knesecie zdecydowano inaczej. Zabieramy Was zatem wyjątkową podróż do miejsc, w których można się zakochać. Gotowi do podróży by poznać Izrael od A do Z? No to lecimy.

A jak Akka

Naszą przygodę z Izraelem zaczniemy od Akki – to miasto położone w Dystrykcie Północnym. Jest jednym ze starożytnych miast portowych, a sięga swą historią epoki brązu. Zespół zabytków Akki jest od 2001 roku umieszczony na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Otoczone jest potężnymi fortyfikacjami.  Zespół starej zabudowy Akki położony między murami obronnymi jest obszarem miejskim o wielkiej wartości historycznej, kulturowej i turystycznej. Jedna z ciekawszych atrakcji znajduje się pod cytadelą i dawnym brytyjskim więzieniem – odkryto tam kompleks podziemnych sal, które w przeszłości były wykorzystywane przez Zakon Rycerski Szpitalników. Były one od 1291 roku zasypane gruzami i dopiero niedawne badania archeologiczne odkryły ich istnienie. Na południe od cytadeli, znajduje się kolejna ciekawa atrakcja czyli tureckie łaźnie Hammam al-Basza. Zostały wybudowane w 1795 roku  i służyły do lat 40. XX wieku, a od 1954 roku jest tutaj muzeum. Ponadto warto zobaczyć tamtejszy cmentarz, gdyż nieco różni się od naszych miejsc pochówku. Akka jest też bardzo kontrastowa, obok pięknych miejsc znajdziemy bardzo klimatyczne, choć mniej urokliwe zakątki.

B jak bezpieczeństwo w Izraelu oraz Beit Guvrin–Maresha National Park

Mimo ciągle napiętej sytuacji politycznej w tej części świata, możemy uczciwie przyznać, że Izrael to stosunkowo bezpieczne i przyjazne turystom państwo. W przestrzeni publicznej faktycznie spotkamy wiele uzbrojonych w karabiny osób, są to zarówno mężczyźni jak i kobiety, bo Izrael rozpoznawalny jest na świecie m.in. właśnie z tego powodu, że angażuje kobiety w służbę wojskową, w miastach nie brakuje również kamer. Prawdą też jest to, że Izrael jest potęgą militarną w regionie. Natomiast należy pamiętać o konflikcie między Izraelem i Palestyną i tu trzeba wiedzieć, że regularnie mają miejsce różne incydenty zbrojne, lecz raczej nie są one kierowane w stronę turystów. Warto jest jednak śledzić bezpośrednio aktualną sytuację w Izraelu. Przydatne wiadomości dotyczące bezpieczeństwa znajdziecie na stronach polskiego MSZ i ewentualnych jego odpowiedników w innych krajach. Nasza ostatnia podróż nie obyła się bez niebezpiecznych incydentów, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. O tym co niebezpiecznego nam się przydarzyło, dowiecie się w późniejszej części naszego wpisu.

Beit Guvrin–Maresha National Park

Do popularnych atrakcjach turystycznych Izraela należy również Park Narodowym Bet Guvrin-Maresha, który wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znajdujące się tu jaskinie, które położone są jakieś około 30 km od Jerozolimy. Cały kompleks składa się z unikatowych wykopalisk oraz wspaniałych jaskiń, z których część była grobowcami. Chowano tu m.in. Sydończyków już od około II wieku n.e. To w tym miejscu znajdziemy doskonale zachowane greckie napisy i malowidła ścienne. Jaskinie służyły tu kiedyś celom mieszkalnym i wykuto wiele z nich już w czasach bizantyjskich. Na nas szczególnie dobre  wrażenie zrobiły tu jaskinie, które są ukrytymi perłami Izraela. Warto jednak wspomnieć tu również o pewnych kwestiach bezpieczeństwa, w niektórych jaskiniach możemy spotkać nietoperze, a te mogą być nosicielem wścieklizny. Zatem zanim wybierzemy się w podróż warto pomyśleć o szczepieniach.

C jak ceny

Skłamalibyśmy pisząc, że jest tu tanio – niestety nie jest. Orientacyjne ceny są jednak mocno zróżnicowane i zależą nie tylko od danego miasta, ale czasem i dzielnicy, inne ceny tych samych produktów znajdziecie w dzielnicach żydowskich, a inne np. w muzułmańskich. Tak dla orientacji napiszemy, że chleb może kosztować od około 10 NIS w górę, mały dżem z figi 9 NIS, Coca Cola może kosztować od 6 NIS za 2 litrową butelkę do nawet 12 NIS (czyli praktycznie dwukrotnie więcej i są to ceny w sklepach, więc na ceny restauracyjne trzeba doliczyć dodatkowe marże). Podobnie i za falafel zapłacimy od około 5 do 10 NIS. Obiad, którym można było się najeść kosztował nas w restauracjach od 80 do 160 NIS za osobę. Duże różnice są np. na wodach mineralnych od 5 NIS za 1,5 litra do nawet 20 NIS za 0.5 litra. Drogo wychodzą również alkohole, np. wódka Finlandia 0,7 litra to wydatek w sklepie rzędu 130 NIS, a piwo kosztuje od około 10 NIS, do nawet 25 NIS w typowo turystycznych sklepikach. Narodowym alkoholem natomiast jest tu anyż. Jeszcze tylko informacyjnie podamy, że 1 NIS to około 1 PLN, ale walutą którą płacić można w wielu miejscach jest nie tylko szekel, ale i mile widziany jest dolar. Na lokalnych straganach warto się targować, gdyż sprzedawcy celowo podają zawyżone ceny, by potem z łatwością zejść z nich czasem nawet do 20% czy 30% wartości pierwotnej ceny danej pamiątki.

D jak dystrykty

Dystrykty Izraela to jednostki administracyjne państwa Izrael. Obecnie wyodrębniono sześć dystryktów, nazywanych w języku hebrajskim mahoz i piętnaście poddystryktów nazywanych nafa. W każdym z poddystryktów znajdują się oczywiście miasta i wsie.

  1. Dystrykt Północny (Mehoz HaTzafon). Stolica dystryktu: Nazaret. Poddystrykty: Safed, Tyberiada, Jezreel, Akko, Golan (nie uznane przez ONZ za terytorium Izraela)
  2. Dystrykt Hajfa (Mehoz Hefa). Stolica dystryktu: Hajfa Poddystrykty: Hajfa, Hadera
  3. Dystrykt Centralny (Mehoz HaMerkaz). Stolica dystryktu: Ramla. Poddystrykty: Szaron, Petach Tikwa, Ramla, Rechowot
  4. Tel Awiw (Mehoz Tel-Awiw). Stolica dystryktu: Tel Awiw.
  5. Dystrykt Jerozolima (Mehoz Yerushalayim). Stolica dystryktu: Jerozolima.
  6. Dystrykt Południowy (Mehoz HaDarom). Stolica dystryktu: Beer Szewa. Poddystrykty: Aszkelon, Beer Szewa.
  7. Judea i Samaria (Jehuda we-Szomeron). Obszar pod administracją wojskową. Tereny te nie są jednak uznawane przez ONZ za część państwa Izrael. 

Żeby nie było, że zawsze zwiedzamy tylko miasta, to tym razem wybraliśmy się też do Cezarei. Jest to wieś położona w Samorządzie Regionu Chof ha-Karmel, w dystrykcie Hajfa, w Izraelu, gdzie specjalnie wybraliśmy się nad ruiny akweduktu, które są jedną z głównych atrakcji tego miejsca obok zatopionych ruin starożytnego portu udostępnionych w Podwodnym Parku Archeologicznym. Cezarea zasłynęła też jako Stolica Heroda i siedziba Piłata. W Cezarei zobaczycie jeden z najlepiej zachowanych kompleksów ruin starożytnych i średniowiecznych więc warto się tu wybrać choć raz.

E jak Ejlat

Ejlat to najbardziej na południe wysunięte miasto Izraela. Naszym zdaniem trzeba tu przylatywać poza sezonem np. w listopadzie przyjemna temperatura od 20 do 25 stopni oraz znacznie mniejsza liczba turystów sprawią, że jest to dla nas świetna alternatywa na jesienne czy zimowe dni i wieczory. Naturalnie będąc w Jerozolimie, można wybrać się do Ejlatu autem, podróż w jedną stronę potrwa około 4 godzin, a pokonamy trasę ponad 300km. Będąc już w tym mieście można mieć w zasięgu wzroku cztery kraje, których granice stykają się w tym miejscu: Izrael, Jordanię, Egipt i Arabię Saudyjską. Niezwykłe jest też tutaj delfinarium. Pewnie wyobrażacie sobie właśnie tresowane skaczące delfiny jak ma to miejsce np. na Teneryfie. Nic bardziej mylnego – to urokliwy park z piaszczystymi dróżkami i egzotyczną roślinnością, który prowadzi nad brzeg morza. Spacerując tam dotrze się prędzej czy później do kompleksu pomostów, z których można obserwować przepływające delfiny. Istnieje tu też opcja nurkowania, pamiętajcie tylko, że są to wolne zwierzęta, które jeśli zechcą odpłyną w morze – więc nie ma gwarancji ich zobaczenia. W mieście tym można również znaleźć coś dla fanów surfowania.

F jak falafel

Falafel to kotleciki z mielonej ciecierzycy smażone na głębokim oleju. Będąc w Izraelu nie sposób  jest nie spróbować tej potrawy.  Koniecznie wybierzcie się na ten izraelski klasyk, w tradycyjnym wydaniu otrzymacie  na talerzu smażone kotleciki z ciecierzycy z pietruszką, ale czasem i czosnkiem. Całość podawana jest zwykle w pysznej delikatnej picie. 

G jak Góra Oliwna

Jerozolimska Góra Oliwna jest najstarszym na świecie stale użytkowanym cmentarzem. Szukając różnych “naj”, często podkreśla się, że jest to też najsłynniejszy, największy, najważniejszy i chyba najdroższy cmentarz żydowski na świecie. Gdy staraliśmy się ustalić ceny – dowiedzieliśmy się, że obecnie miejsce kosztować może w granicach około 1-1,5 mln dolarów od osoby. Skąd takie ceny? Otóż wielu chrześcijan, wyznawców islamu czy judaizmu uważa, że to właśnie tutaj nastąpi Dzień Sądu Ostatecznego, a gdy przyjdzie Mesjasz, który wejdzie przez Złotą Bramę do Jerozolimy – wówczas zmarli zmartwychwstaną i będą mogli wstać oraz pójść w pierwszej kolejności za Nim, aby zostać osądzonym i trafić szczęśliwie do raju.  Miejsca na Górze Oliwnej jest coraz mniej, a chętnych coraz więcej, więc ceny grobów dochodzą tu do astronomicznych kwot. Na Górę Oliwną warto również wejść czy wjechać dla zobaczenia pięknej panoramy Starego Miasta Jerozolimy. Nie brakuje tu również narodowych drzewek jakim są właśnie drzewka oliwkowe, od których z resztą swą nazwę nosi sama góra. Jeśli macie więcej czasu, warto tu zabrać dobrą książkę i obserwować wschody lub zachody słońca.

H jak Hummus

Jeżeli ktoś nigdy nie próbował hummusu czyli pasty z ciecierzycy, czosnku, tahini, odrobiny oliwy i przypraw to nie zna smaku Izraela. Ciekawostką jest, że w sprzedaży dostępne są również lody o smaku humusowym i można je kupić np. w sklepikach w Jaffie. O samym humusie więcej można przeczytać w naszym wpisie klikając tutaj.  Dlatego nie będziemy przedłużać i przechodzimy do kolejnego punktu w odkrywaniu smaków, zapachów i kolorów Izraela.

I jak Izrael

Izrael (hebr. ‏מְדִינַת יִשְרָאֵל‎, arab. ‏دَوْلَةْ إِسْرَائِيل‎) to państwo na Bliskim Wschodzie położone w Azji Zachodniej na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy na północy z Libanem, na północnym wschodzie z Syrią, na wschodzie z Jordanią i na południowym zachodzie z Egiptem. Przylega do niego również Palestyna, czyli Zachodni Brzeg oraz Strefa Gazy kontrolowane przez tymczasową strukturę administracyjną: Palestyńskie Władze Narodowe zwane potocznie Autonomią Palestyńską. W populacji liczącej niespełna 9 milionów ludzi, większość stanowią Żydzi, drugą grupę co do wielkości stanowią Arabowie kolejną grupą etniczną są m.in. Samarytanie. Warto też zaznaczyć, że często w Izraelu spotkamy symbole narodowej, flaga państwowa nawiązuje do tradycyjnej żydowskiej chusty modlitewnej talit i ma kształt białego prostokąta z dwoma poziomymi niebieskimi pasami. Pośrodku flagi jest natomiast umieszczona Gwiazda Dawida, która od setek lat pozostawała symbolem żydowskiej tożsamości narodowej. Oficjalnym herbem państwowym jest siedmioramienny świecznik czyli menora. Izrael jest pełny wielu barw i odcieni, dlatego dla fotografów jest zawsze kuszącym kierunkiem podróży.

J jak Jerozolima

Następnym miastem do którego Was zabieramy jest Jerozolima. W naszej ocenie jest to najpiękniejsze miasto Izraela, którego nie da się porównać z niczym innym na świecie. Klimat tego miejsca, jest nie tylko unikatowy na skalę światową, ale i przekonuje nas z każdą kolejną wizytą, że jeszcze tu wrócimy. Jeśli musielibyśmy wybrać tylko jedno jedyne miejsce, które absolutnie trzeba zobaczyć w Izraelu, to byłaby to zdecydowanie Jerozolima.  Oddalona jest od Tel Awiwu o około 70 km, ale i tam koniecznie się wybierzemy. Zachowajmy jednak pewną chronologię i najpierw skupmy się nad tym co warto zobaczyć właśnie w Jerozolimie, szczególnie, że  biorąc pod uwagę bardzo dobre drogi na trasie między tymi miastami, to sama podróż potrwa dosłownie chwilę. Wróćmy jednak do samej Jerozolimy, na samym początku polecamy zaparkować w okolicy starego miasta, choć nie ukrywamy nie jest to czasem łatwe, gdyż liczba miejsc parkingowych jest ograniczona. Gdy tylko wysiądziemy z auta od razu odczujemy taki klimat miasta, którego nie da się niczym zastąpić. Sama Jerozolima w większości zamieszkana jest przez Muzułmanów, dlatego będąc tam powinniśmy uszanować ich kulturę i nie nosić na sobie zbyt skąpych ubrań, podobnie gdy wejdziemy do ortodoksyjnych części miasta zamieszkiwanych przez Żydów, szczególnie np. wybierając się pod Ścianę Płaczu – miejscem, które skłania do bardzo głębokiej refleksji – nieważne jakiego jest się wyznania. Wyczuwa się tu pewien mistycyzm i bardzo podniosłą atmosferę, bez względu na porę roku, dnia, czy godzinę. Miejsce to nadaje wyjątkowość temu miastu. Magię Jerozolimy powoduje również zderzenie kilku różnych kultur. Jerozolima jest niesamowita i niekiedy trudna w odbiorze. Byliśmy już tu kilka razy, spędziliśmy wiele dni, a i tak jesteśmy przekonani, że zobaczyliśmy niewielki jej fragment. To co przed nami jeszcze ukrywa jest nadal intrygujące i powoduje, że na pewno jeszcze tu wrócimy. Jeżeli wybieracie się tu tylko na kilka dni  koniecznie musicie zobaczyć wspomnianą Ścianę Płaczu, szczególnie warto wybrać się tam po zachodzie słońca zwłaszcza w piątkowy wieczór, który rozpoczyna Szabat. Unikatowy jest też widok z Góry Oliwnej. Jak dla nas obowiązkowym punktem jest też niesamowicie kolorowy, lokalny targ, czyli Mahaneh Yehuda Market. Jeżeli Wam czas pozwoli wybierzcie się zobaczyć Kopułę na Skale i wzgórze Świątynne oraz Bazylika Grobu Świętego, niestety do samego grobu są ogromne kolejki, więc tu polecamy uzbroić się w cierpliwość. Wielu turystów lubi trasę tzw. drogi krzyżowej, określanej jako Via Dolorosa. Dlaczego napisaliśmy tzw. drogi wyjaśnimy potem w dalszej części wpisu. Sama Jerozolima to kolebka religii i jednocześnie największe miasto Izraela. Jest przez wielu uważana za najważniejszy na świecie ośrodek wiary judaistycznej, chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Warto wybrać się również na Górę Oliwną z ogrodem Getsemani, w którym z samego szczytu wzgórza roztacza się panorama na całą Jerozolimę. Warto wybrać się też do Jad Waszem. Jest to muzeum poświęcone ofiarom Holocaustu. Ogromne wrażenie robi również Muzeum Izraela – największy i najwspanialszy tego typu obiekt w całym kraju. Można tak wymieniać i wymieniać, bo miejsc godnych polecenia jest naprawdę wiele, ale staramy się selekcjonować te najważniejsze i najbardziej atrakcyjne, gdybyście mieli ograniczenia czasowe. Niesamowite wrażenie na nas wywarły mury starego miasta w których mieści się tyle piękna, historii, zapachów, kolorów, że żadna relacja tego nie odda. Tam po prostu trzeba polecieć i zobaczyć to samemu, tylko bądźcie ostrożni – dlaczego – bo magia tego miasta uzależnia.

 

   

K jak kąpiel w Morzu Martwym

Morze Martwe jest najniższym miejscem na Ziemi – 422 m.p.p.m. Ludzie mogą tu unosić się na wodzie ze względu na jego niezwykle wysokie stężenie soli. Kąpiel w tej solance to wyjątkowe przeżycie, a samo uczucie unoszenia się na wodzie jest niezastąpione, szczególnie dla tych, którzy do tej pory myśleli, że nie potrafią pływać. Zdecydowanie polecamy wybrać się do miejscowości Ein Bokek, jest tam sprawdzona plaża. Podkreślić tu trzeba, że w Izraelu jest sporo niestrzeżonych plaż, które mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Problem jest w tym, że dno w Morzu Martwym może okazać się zdradliwe. Warto też podkreślić dobroczynne aspekty dla naszego organizmu – powietrze jest tu bogatsze w tlen i mikroelementy. Pamiętajcie też, że błoto z tego morza uważa się za kosmetyczny cud.

L jak lokalny targ w Jerozolimie

Gdy w powietrzu unosić się będzie olbrzymia mieszanka zapachów przypraw, owoców, warzyw i kawy oraz gdy widzicie ogrom barw to zapewne trafiliście do lokalnego targu w Jerozolimie – Mahaneh Yehuda Market. Zgiełk, hałas, ciasnota, częste potrącanie łokciami, potwierdzą tylko, że właśnie trafiliście w to niesamowite miejsce, gdzie warto pojawić się, aby zakupić smaczne składniki do obiadu czy kolacji. Ta niesamowita mieszanka zapachów, smaków i kolorów przyciągnąć do siebie musi każdego kto szuka ciekawych zdjęć oraz chce zaspokoić swoje zmysły i znaleźć coś dla ducha, ale i dla ciała. 

M jak Masada

Masada – to forteca na pustyni, której ruiny uznaje się za „świętość Izraela”. Ta starożytna twierdza znajduje się na płaskowyżu  na wysokości 410 m n.p.m. Jej uroku dodają otaczające ją ze wszystkich stron urwiska. Dzieje Masady sprawiają, że miejsce to uznawane jest za symbol poświęcenia i bohaterskiego oporu stawianego Rzymianom przez Żydów w 73 roku. Obecnie by zobaczyć Masadę, która znajduje się na terenie parku narodowego możecie dotrzeć na dwa sposoby kolejką lub pieszo przez tzw. Wężową Ścieżką. Trasa piesza (biegnącą częściowa w górę, po zboczu) przeznaczona jest dla zaprawionych piechurów. Teren twierdzy został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.  

Lubicie zwiedzać starożytne miasta? Masada nie przypomina żadnych z tych, które znacie. By się do niej dostać, czeka was ponad godzinny trekking na szczyt góry (lub wjazd kolejką górską). Całą powierzchnię szczytu zajmują ruiny miasta wybudowanego przez króla Heroda. Pozostałości domów, kamienie i płaskorzeźby przepełnione są symboliką, o której słucha się w zachwycie, a dookoła rozciąga się wspaniała panorama na Morze Martwe i pustynię Negew.

N jak Negew

Negew to ogromna, wyżynna pustynia leżąca na południu Izraela. Występują tam jedynie rzeki okresowe, które niespodziewanie mogą zmyć dojazdowe drogi na południe z powierzchni ziemi. Podczas ostatniej naszej wizyty, mieliśmy też zaskakującą niespodziankę, okazało się że na trasie znajduje się bomba i policja nie puszczała aut i musieliśmy zmienić trasę i kierunek jazdy, ale mieliśmy to szczęście, że było kilka innych dróg, które tydzień później z uwagi na deszcze było całkowicie nieprzejezdnych. Dzięki temu udało nam się spotkać koziorożca nubijskiego. Bardzo chcieliśmy też sfotografować występujące tu onagery, niestety szansa na ich zobaczenie jest bardzo niewielka, gdyż na całej pustyni pozostało ich zaledwie kilkanaście – tym razem się nie udało, dlatego zmotywowani jesteśmy by tu jeszcze nie raz wrócić.

O jak ogrody Bahai w Hajfie

Wiszące ogrody bahaickie, uznane są za ósmy cud świata, powstały na zboczu góry Karmel. Budowano je około 14 lat, a prace nad nimi ukończono w 2001 roku. Przepełnione są  tropikalną roślinnością oraz urokliwymi fontannami. Punktem centralnym tego miejsca jest Mauzoleum Bába.  Ogrody zajmują stosunkowo niedużą powierzchnię około 0,2 km2. Na długości kilometra, po zboczu Karmel, pnie się 18 niezwykłych tarasów. Najwyżej położony punkt ogrodów znajduje się na wysokości 2500 m n.p.m. Cały obszar został wpisany na listę UNESCO i w naszej ocenie jest warty obejrzenia. Sama Hajfa to trzecie największe miasto Izraela, duże centrum uniwersyteckie, ważny port, a dla turystów to przede wszystkim centrum religijne bahaistów. Wg nas najpiękniejsze są tu oczywiście ogrody, a jeśli nie interesuje nas religia, to jest to dla nich samych po prostu warto tu przyjechać. Ogrody położone na kilkunastu poziomach, które tworzą swojego rodzaju tarasy i zadziwiać może Was precyzja i dbałość o szczegóły trawników czy kwiatów. Całość jest spójna i perfekcyjna, dzięki czemu miła dla oka. Hajfa ma również miejsca z przyjemnymi plażami, gdzie można odpocząć od zgiełku miasta.

P jak pogoda w Izraelu

Na wizytę w Izraelu polecamy 3 pory roku, wiosnę, zimę i ewentualnie późną – jesień ze względów temperaturowych oraz z uwagi na tłumy turystów odradzamy lato. Najlepiej naszym zdaniem wybrać się do Izraela, kiedy u nas jest zimno – czyli dokładnie tak jak robimy to my regularnie – w listopadzie czy grudniu. Głównym atutem jest możliwość zażywania kąpieli słonecznych, których niestety nie można doświadczyć wówczas w Polsce, ale i bardziej konkurencyjne ceny lotów czy noclegów.

R jak Rotschildowie

Rothschildowie to międzynarodowa rodzina Żydów, związana z bankowością i finansami, posiadająca bardzo silną pozycję w Europie. Uważana jest również za jedną z najpotężniejszych rodzin finansowych na świecie. Wartość ich majątku szacuje się na ponad 500 bilionów dolarów. Dziś zdradzimy Wam na ich temat niewiele. W nawiązaniu do wpisu o Izraelu wspomnimy tylko, że w 1957 Lord James  De Rotshild poinformował premiera Dawida Ben Guriona, że chce przekazać fundusze na budowę nowoczesnego budynku Knesetu postawił mu tylko kilka warunków, ale o tym napiszemy w oddzielnym wpisie już niebawem. Także obserwujcie nasz blog lub bądźcie z nami na bieżąco na naszym fanapage na facebooko – bo kolejny wpis jest tego wart.  Zdradzimy Wam tylko, że zabierzemy Was w podróż do Sądu Najwyższego w Jerozolimie i dzięki nam poznacie  jego tajemniczą symbolikę. Izraelski Sąd Najwyższy jest dziełem tylko jednej rodziny, zapewne domyślacie się już, że mowa o rodzie Rothschildów. Podczas negocjacji z rządem Izraela, Rothschildowie zgodzili się na oddanie budynku pod trzema warunkami: Rothschildowie dokonają wyboru działki, będą korzystać z własnego architekta oraz nikt nie pozna ceny budowy budynku. Powody, dla których postawiono te warunki są dosyć intrygujące – wielu twierdzi, że budynek Sądu Najwyższego jest Świątynią Masońskiej Tajemnej Religii i został zbudowany przez elity dla elit, ale o tym więcej niebawem.

S jak szabes

Szabes to „odpoczynek” – siódmy dzień tygodnia, jest dla Żydów dniem wypoczynku. Cotygodniowe święto trwające od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę, jedna z najważniejszych instytucji w życiu narodu żydowskiego. W piątek wieczorem urządza się uroczystą kolację. Gospodyni zapala przed rozpoczęciem szabatu dwie świece, odmawiając nad ich światłem błogosławieństwo. Ojciec rodziny odmawia przed posiłkiem kidusz. Jeden z traktatów Miszny wylicza aż 39 prac zakazanych w szabat. Zakaz pracy można złamać jedynie w przypadku zagrożenia życia lub opieki nad chorym. W szabat nie wolno się smucić ani wypowiadać słów rozpaczy. Na zakończenie szabatu odprawia się natomiast hawdalę. W szabes zawsze jest luźniej na drogach więc łatwiej jest wówczas się przemieszczać. Żydzi ortodoksyjni nie wykonują w Szabat czynności, które Halacha określa jako pracę w tym nie pójdą do sklepu kupić bułki czy do kiosku po gazety.

T jak Tel Awiw

Jadąc z Jerozolimy koniecznie musieliśmy zajrzeć i do Tel Awiwu. Zawsze warto porównać co się tu zmieniło od naszego ostatniego pobytu oraz uzupełnić to, czego zobaczyć i poznać wcześniej nie zdążyliśmy. Nasza relacja z pierwszego pobytu w tym mieście dostępna jest tutaj. Co dodatkowo warto zobaczyć w stolicy Izraela – na pewno Museum of Art – to muzeum zwane potocznie Modern Tel Awiw, wejście kosztuje tu 50 zł i jest warte swojej ceny, bo w zamian zobaczycie tam dzieła takich artystów jak: Picasso, Cezanne, Kandinsky, Van Gogh, Lichtenstein czy Warhol. A jeśli nie lubicie oglądać obrazów, to przynajmniej przyjdźcie zobaczyć samo muzeum z zewnątrz, gdyż jako bryła architektoniczna również zasługuje na uwagę. Jeśli czasu nie macie za wiele i spytacie nas co najbardziej podoba nam się w tym mieście – odpowiemy, że Jaffa, czyli licząca sobie ponad 3500 lat osada, która aktualnie jest dzielnicą liczącego sobie zaledwie 100 lat Tel Awiwu. Samo miasto Tel Awiw to nowoczesna, elegancka metropolia, która w zestawieniu z jej starą częścią powinna się spodobać każdemu. Tel Awiw jest najbardziej metropolijnym miastem Izraela. Tu wreszcie są też piękne plaże i smaczne restauracyjne jedzenie. Miasto, w którym każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Będąc w Tel Awiwie od razu zauważyć można, że jest to miasto tętniące życiem, nowoczesne, całkowicie odmienne od Jerozolimy. Wyjątkowy jest tu deptak, którym warto udać się na spacer – promenada Tayelet. W centralnej część metropolii znajdziemy tzw. „Białe Miasto” – to około 4000 śnieżnobiałych budynków wzniesionych w stylu Bauhaus i tam też się przespacerujcie. W stolicy zachaczyć też warto o jeden z najstarszych na świecie portów rybackich oraz XII-wieczny meczet Al-Mahmudijja. Wszystko to sprawia, że warto się tu wybrać.

V jak Via Dolorosa czyli jeden wielki fake


Via Dolorosa to Droga Krzyżowa – zapewne wielu zaskoczy jej obecny wygląd w konfrontacji z naszymi wyobrażeniami o tym miejscu. Nie mniej jednak jest to żelazny punkt programu wielu chrześcijańskich pielgrzymek w Jerozolimie. Mało kto jednak uświadamia wiernych, że topografia Świętego Miasta z czasów Nowego Testamentu nie do końca pokrywa się obecnym układem murów, ulic i placów, a archeolodzy twierdzą, że dzisiejsza Via Dolorosa nie ma w rzeczywistości nic wspólnego z drogą, którą pokonywał Jezus krocząc na górę Golgotę. Współcześnie droga krzyżowa przebiega przez tętniące życiem miasto, pełne turystów i mieszkańców. 

 

W jak warzywa 

Izraelczycy chwalą się, że ich warzywa czy owoce są najlepsze na świecie. Ponoć ma to związek z doskonałej jakości glebą, dużą ilością nasłonecznienia i dobrego klimatu pod uprawy. Większość uprawianych tu warzyw i owoców jest średniej wielkości, ale na targach można znaleźć np. rzodkiewki wielkości jabłek czy buraków.

Z jak zatar

Obok warzyw wyjątkowe są w tej części świata również przyprawy. Szczególnie warto polecić zatar – jest to mieszanka przypraw – tymianku, prażonego sezamu i sumaku. Samo słowo za’atar w języku arabskim oznacza tymianek, ale jest też używane do określenia popularnej tu  przyprawy. Zatar wykorzystuje się do marynowania i doprawiania mięs i warzyw, do dipów, do doprawiania kanapek np. z kurczakiem czy serem kozim. Można go wymieszać z oliwą i odrobiną hummusu i smarować pity, czy dodawać do zup. Z resztą Izrael znany jest z wielu przypraw, których jest pełno na lokalnych bazarach i świetnie sprawdzą się jako drobny prezent gdy wrócimy z Izraela. Tymczasem, gdy już wiecie czym pachnie i jakie barwy ma Izrael, wracamy do Polski i zachęcamy Was, by śledzić nas na bieżąco, gdyż niebawem kolejne wpisy z naszych podróży.

 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

 

linia

kontakt#rafalpodrozuje #fotografia #israel #travel
#najlepszyfotograflublin #cowartozobaczycwizraelu 
 #agencjafotograficznoszkoleniowa #rafalbil #rafalfotografuje 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil

Photo Vogue Festival 2018

Od wczoraj w Mediolanie trwa kolejna edycja Photo Vogue FestivalW sobotę, 15-tego listopada rozpoczęła się jedna z największych imprez fotograficzno-modowych Włoch. W tym roku szansę na pokazanie swojej twórczości miał praktycznie każdy fotograf. Ogromna grupa utalentowanych fotografów chciała skorzystać z opcji zaprezentowania swojego portfolio. Aby pomóc szczęściu i móc zrealizować taką życiową szansę wystarczyło do dnia 31 października na adres e-mail pvf@condenast.it wysłać portoflio (wybrane około 10/15 zdjęć w formacie pdf), do której niezbędnym  było dołączenie biografii, podanie numeru kontaktowego i linku do własnej strony internetowej. Szczęśliwców wybranych przez zespół Vogue Italia zaproszono do Mediolanu i dziś możemy oglądać m.in. ich wystawy.

To wyjątkowe wydarzenie trwa tylko kilka dni, a swym zasięgiem obejmuje praktycznie całe miasto. Wcześniejsze edycje zawsze kończyły się dużym sukcesem zarówno w ocenie krytyków jak i publiczności więc pewnie i ta będzie wyjątkowa i warta śledzenia. Poniżej mapa z oznaczeniem miejsc wartych odwiedzenia w okresie festiwalu.

Program Photo Vogue Festival znajdziecie tutaj
Więcej informacji na temat wystaw znajdziecie tutaj

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

sesja-vogue-elegant

 #vogue italia #photo vogue festival #fotograf lublin #fotografia lublin
#szkolenia fotograficzne #najlepszy fotograf lublin
#agencja fotograficzno szkoleniowa w lublinie

 

logo-vogue

,