Carnaval Sztukmistrzów 2021

ABC o Carnavalu Sztukmistrzów 2021

Carnaval Sztukmistrzów to festiwal sztuki nowego cyrku i teatru odbywający się od roku 2008 w Lublinie. Organizatorem wydarzenia są Warsztaty Kultury w Lublinie. Nie trzeba być orłem z matematyki, aby szybko policzyć, że w tym roku odbyła się 12 edycja, dając tym sposobem powody do dumy mojej wychowawczyni z czasów LO, kiedy to chodziło się do klasy profilowanej matematyczno – informatycznej. Pani Agnieszko, z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Dziś jednak nie będziemy liczyć, a raczej rozliczać. Zdecydowałem się podjąć subiektywnej oceny festiwalu. Rozsiądźcie się wygodnie niczym komornik na koncie i startujemy z moim carnavalowym ABC.

A jak artyści Carnavalu Sztukmistrzów

W tym roku, w porównaniu z rokiem ubiegłym, nie zabrakło artystów zagranicznych, którzy zawsze stawiają wysoki poziom poprzeczki swoim kolegom po fachu z Polski. Dzięki temu poziom tegorocznej edycji Carnavalu był naprawdę wysoki. Przyjrzyjmy się wybranym artystom bliżej, niczym skarbówka moim przychodom ze stawianej mi przez czytelników bloga wirtualnej kawy.

Prosto z Belgii przybył do nas z czterdziestopięciominutowym pokazem pt. Help-Me, Che Cirque & Theater. W jego wystąpieniu nie brakowało sztuczek z rowerem, klaunady jak i teatru lalki. Sam spektakl  dostarczał odbiorcy momentów do przemyśleń, ale i sporej dawki humoru. Inspirowany rzeczywistością zmuszał do zastanowienia się nad czułością i budził w odbiorcy odrobinę wrażliwości. Jedyne czego zabrakło to słów, bo niemalże cały pokaz odbywał się bez zbędnej mowy, ale w zamian za to zakończony był wielkimi brawami. Odchodząc z tego pokazu miałem tylko jedno wrażenie, że fajnie jest, gdy bezdomni potrafią zachowywać radość życia i z takim wnioskiem poszedłem dalej szukać powodów do śmiechu. Podsumowując – największym Jego atutem była oryginalność i za to duży plus dla artysty z Belgii.

 

Sąsiedzi z Czech przyjechali z naprawdę gorącym pokazem. To było świetnie zainwestowane 40 minut mojego życia. Płomienne show przygotowane przez czeską grupę MansterVille & Blackout Paradox zachwyciło mnie najbardziej podczas całego Carnavalu. Z pośród pokazów, które udało mi się zobaczyć na Carnavalu, zdecydowanie „The Propane Punk Show” to mój tegoroczny faworyt. Niesamowicie budowane napięcie i dozowane emocje plus nie mała odrobina płomieni, dymu i żaru  pozwoliły stworzyć wyjątkowo ogniste widowisko, które było nie tylko gorące, ale i niezwykle spektakularne. Nie zabrakło akrobatyki, trapezów, tańca ognia, czyli wszystkiego tego co powodowało u mnie szybsze bicie serca. Ta pełna energii i nieoczekiwanych zwrotów akcji podróż do świata nowego cyrku sprawiła, że już nie mogę się doczekać kolejnej edycji Carnavalu. Za dramaturgię i całokształt OGROMNE SŁOWA UZNANIA.

\

 

Prosto z Włoch do Lublina z półgodzinnym pokazem zatytułowanym “Bubble Street Cirkus” przyleciał Juriy Longhi. „Bubble Street Cirkus” to połączenie żonglerki i sztuki balansu przy aktywnym włączaniu w to wszystko publiczności. Trzy słowa, które najlepiej opisują ten pokaz to energia, spontaniczność i żywiołowość. Ten człowiek stał się dla mnie mistrzem w empatycznym budowaniu relacji z publiką. Za niesamowity charakter sceniczny i niezapomniane show brawa dla tego sympatycznego Pana.

 

Kolejna grupa z Belgii – Les Chaussons Rouges ze swym “Nadir” próbowała oczarować mnie przez około 30 minut. Na widowisko to składały się serie „kontemplacji” na stalowych linach, z którymi mierzyli się bohaterowie. Spektakl ten choć skrywał w sobie symboliczny przekaz o podróży, wznoszeniu się, lądowaniu tylko po to, by wyruszyć w kolejną wyprawę, to niestety, ale nie urzekł mnie.  Doceniam fakt, że artyści poruszali się bez zabezpieczeń, ale brakowało mi w tym emocji, dynamiki, adrenaliny, ryzyka. Wszystko było dla mnie za zachowawcze, za statyczne, za grzeczne i pewnie takie właśnie miało być. To oczywiście mój subiektywny odbiór tego widowiska, bo wielu oglądającym się podobało, o czym stanowił spory aplauz na koniec pokazu. Mi subiektywnie pozostaje docenić Ich precyzję wykonania i wzajemne zaufanie do siebie. Nie mniej zaznaczę, że było to jedno z tych wystąpień, które podobało mi się najmniej. 

 

Marcin Ex Styczyński i Jego “Plucie ogniem” to widowisko, które raz w życiu koniecznie musicie zobaczyć. Przez około 30 minut będziecie śmiać się i przecierać oczy ze zdziwienia – zadając sobie egzystencjonalne pytanie: jak ten człowiek to zrobił i co on musi mieć w głowie? Podczas przedstawienia można podziwiać żonglowanie, triki polegające na kręceniu ogromnymi podpalonymi linami, połykanie ognia oraz konkurs nadmuchiwania balonów. Natomiast numer z połykaniem balona zastanawia mnie za każdym razem, gdy go widzę ponownie. Całość pokazu wieńczy też widowiskowe plucie ogniem, które zostaje w pamięci na długo, no nie ukrywam – na tym wystąpieniu jest ogień!!! Marcin ma też to poczucie humoru, które ja strasznie cenię u ludzi. Już nie mogę się doczekać na jakieś nowe Jego show, bo gdybym miał się tu czegoś czepić, to tylko tego, że widziałem ten pokaz już w 2019 roku. Żebyśmy się dobrze też zrozumieli. Całość jest zrobiona perfekcyjnie, a poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko, ale ja mocno w Niego wierzę, że spokojnie z czymś nowym zdoła ją nie tylko przeskoczyć, ale i znacznie podnieść. Mam również wielką nadzieję, że uda mi się o tym przekonać w przyszłości. Jedno jest pewne, Marcin to prawdziwy mistrz w swoim fachu, niekwestionowany jak Magda Gessler w rzucaniu talerzami. Nie wiem jak Wy, ale ja już zastanawiam się gdzie włoży balonik w nowym pokazie.

 

Mój włoski faworyt podczas tegorocznego Carnavalu, to Matteo Galbusera. Sztukę uwodzenia i kokieterii ma opracowaną do perfekcji. Jak na moje oko to prawdziwy włoski ogier, a że jest jednocześnie aktorem, myślę, że świetnie sprawdziłby się  w niejednej roli, łącznie z tymi w kategorii tylko dla dorosłych. Strasznie lubię tego typu połączenia absurdu i żartu. Widowisko było pełne klaunady i wręcz niedorzecznego poczucia humoru. Rozbawiało zarówno najmłodszych jak i wesoło chichoczące obok mnie babcie. Historia samotnego i sfrustrowanego pracownika poczty, który w każdą niedzielę oddaje się swojemu hobby – wędkarstwu jest nie tylko zabawna, ale i wciągająca. Szczególnie, że pod wpływem radia, które towarzyszy mu w jego wędkarskich przygodach, przekształca się w odnoszącego sukcesy tenisistę lub odnajduje się w innych ciekawych rolach. Dziś możemy cieszyć się, że dotarł do Lublina ten król zabawnego absurdu. Gdybym miał wystawić tu ocenę, to mocna szóstka z plusem za grę aktorską i kontakt z publicznością i odwagę w lizaniu wędki w czasach pandemicznych dla tego tenisisty.

 

Z Argentyny na 35 minutowe widowisko dotarł na Lubelszczyznę Rolando Rondinelli ze swoim “Tip Tap Poum”. Ten spektakl muzyczny bez słów, za to z elementami teatru fizycznego oraz stepowania mógł naprawdę przypaść do gustu. Ronaldo zaraża entuzjazmem poprzez taniec i spontaniczny koncert wykonany przy użyciu garnków, łyżek, spodków i innych przedmiotów, z których jest w stanie wydobyć radosne, intensywne dźwięki. Sama Magda Gessler mogła by się od Niego sporo nauczyć. Za włączanie publiki i oryginalny występ muchas gracias Panie Rondinelli.

 

Pokaz Człowieka Siano pod zaskakującą nazwą “Siano Show” przeznaczony jest dla publiczności z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie.  W swoich pokazach w kreatywny sposób łączy on iluzję  z technikami aktorskimi, śpiewem czy tańcem breakdance oraz dokształca publikę, pokazując wszystkim ile to jest tak naprawdę 20 cm. 

 

Krzysztof Kostera, zapewnił pokaz żonglerki. Nie wstydził się nikogo i pokazał co najlepszego potrafi zrobić piłeczkami i maczugami (tylko bez skojarzeń proszę). Mi osobiście spodobało się jak zaprezentował żyrafę, szczególnie, że do tego numeru potrzebował aż dwóch silnych mężczyzn. Ten kto widział to wie, a kto nie widział może żałować. Choć publika najbardziej oklaskiwała moment gdy żonglował toporami na szczycie wolnej drabiny ekwilibrystycznej (czy Wy też macie czasem wrażenie, że ludzie są dziwni). W każdym razie ten numer przypomniał mi o Burnt Out Punks, którzy podczas wizyty w Lublinie żonglowali odpalonymi piłami łańcuchowymi. Krzysztofie polecam spróbować jeszcze i tego, a dziś daję spory plusik za dramaturgię pokazu.

B jak Bar żongler

Bar Żongler to miejsce z dobrą zabawą, zimnymi napojami i jeszcze lepszą muzyką. Stworzony z potrzeby dawania radości, jest miejscem naturalnym i szczerym dla każdego, kto je odwiedza.  Tu za dnia można było odpoczywać przed eksplorowaniem kolejnych atrakcji festiwalu, a po zachodzie słońca tańczyć i uprawiać różne inne figle przypominające taniec i barową ekwilibrystykę.  Ideą powstania tego miejsca jest realizacja celu nadrzędnego Carnavalu Sztukmistrzów, czyli wspólnej integracji wszystkich uczestników tegorocznego festiwalu, bez względu z której strony sceny ulicznej się znajdowali. To w żonglerze mogłeś porozmawiać z artystami lub dostać zimne piwo na barze lub gorące limo za skrytykowanie występu  Sztukmistrzów na swoim blogu. Jeśli nie wiesz, gdzie znajdował się ten Carnavalowy pępek świata zabawy, rozpusty i integracji, to w przyszłości pytaj o to, te sympatyczne Panie ze sztukmistrzowej informacji. One na pewno Cię pokierują w stronę podzamcza. Zresztą Panie w punkcie informacyjnym przy Placu Litewskim będą tak miłe i odpowiedzą Ci i na inne trudne pytania. Musisz jednak wiedzieć, część z Nich jest już niestety zajęta, więc nie o wszystko wypada pytać.

 

C jak ceny

Większość pokazów w ramach Carnavalu była zupełnie bezpłatna, jedynie co, warto jest zawsze po każdym udanym pokazie wesprzeć ulicznego artystę, za trud i pracę włożoną w cały pokaz. Często artyści Ci utrzymują się w dużej mierze właśnie z tipów otrzymanych od publiki. Dlatego warto jest o tym pamiętać, żeby chętniej dzielić się z nimi swoimi pieniędzmi. W końcu jak sami podkreślają, nie bez powodu znaleźli się na ulicy 😉 Warto też zabrać pieniądze do Żonglera i tu, żeby była jasność nie ma ukrytego lokowania produktu. To jest beszczelna i bezpłatna reklama, tego zarąbistego miejsca. Na koniec jeszcze wspomnę, że są również różne biletowane imprezy (w tym roku koszt biletu wynosił 30 zł za pokaz), ale na nich niestety nie byłem. Zresztą nie udało mi się zobaczyć również wielu tych bezpłatnych. Bo musicie wiedzieć, że w te dni w Lublinie dzieje się tak wiele, że nie wszystko idzie ogarnąć, a momentami to nawet zapominałem jak się nazywam (ciekawe co w tym Żonglerze dodają do napojów). Mniejsza z tym – kończąc warto też wspomnieć i o artystach, którzy występują poza oficjalnym programem, tworząc dodatkową wartość dodaną tej imprezy. Jedno Wam powiem – fajnie, że jesteście!!! Miło też, że w te dni do Lublina zjeżdża tak dużo ludzi z całego kraju i zagranicy. Uwielbiam te dni, kiedy Lublin tętni życiem, uśmiechami i pozytywną energią. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę doczekać się kolejnej edycji tego festiwalu. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć.

 

#lubelszczyzna #lublin #visitlubelskie
#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

 

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Lublin  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021