Archiwum kategorii: Fotografia

ARKADI

KRETA – ABC O KLASZTORZE MONI ARKADIOU

 

Dziś zabieram Was do jednego z najbardziej znanych klasztorów znajdujących się na greckiej wyspie Krecie. Moni Arkadiou lub jak wolicie Arkadi, bo o nim będzie mowa, to nie tylko piękny klasztor, ale dla Kreteńczyków to symbol, położony między gajami oliwnymi. Jest to bez wątpienia iście magiczne miejsce, którego niesamowitą atmosferę odczuwa się od momentu przekroczenia bramy klasztornej. Ogromne wrażenie zrobił na mnie dziedziniec, na którym nie brakuje wypoczywających rozleniwionych kotów. Dlaczego jest to symbol spytacie? Dla Greków, ale przede wszystkim dla Kreteńczyków, jest pomnikiem męczeństwa i walki o niepodległość oraz miejsce pamięci narodowej. Ale do tej historii jeszcze później wrócimy. Zasiądźcie wygodnie przed monitorami, czas na ABC o Arkadi. Dziś postaram się przekazać Wam choć namiastkę tego, co powinniście zobaczyć na własne oczy przed śmiercią. To co gotowi? Zorbę i naszą grecką przygodę, czas wreszcie rozpocząć.

A jak Arkadi 

Wyprawę do Arkadi, planowałem od dawna. Klasztor ten wpisałem na listę miejsc, które chcę koniecznie zobaczyć. Ta historyczna budowla położona jest na 500-metrowym wzniesieniu w odległości około 25 km na południowy wschód od miasta Rethymno w południowo-wschodniej części Krety. Choć sama data powstania klasztoru, nie jest dokładnie znana, istnienie tego miejsca poświadczone jest co najmniej od średniowiecza. Zabudowania w obecnej postaci pochodzą głównie z XVI stulecia, co nie wyklucza istnienia tam klasztoru już dużo wcześniej (niektóre źródła podają, że powstał prawdopodobnie w X-XI wieku). Nie to jest dla mnie dziś najważniejsze, bo nie o daty w podróżach mi przede wszystkim chodzi. Ja bardziej staram się poczuć klimat przestrzeni w której się znajduję i bez wątpienia to miejsce ma wyjątkową atmosferę. Ten Barokowy klasztor jest też (niestety) częstym celem pielgrzymek, dlatego uchwycenie kadrów bez obecności ludzi, nie zawsze jest takie oczywiste i czasem wymaga cierpliwości i sprytu. Naturalnie i sami turyści nie zawsze potrafią się zachować, przez co potrafią psuć klimat i podniosłość miejsca. Ta urokliwa przestrzeń jest ku mojemu zdziwieniu pełna świetnie zachowanych eksponatów. Fantastycznie utrzymany jest również sam zabytek z licznymi freskami, ikonami i malowidłami z czasów świetności tego obiektu, choć na kościelnej fasadzie wciąż można dostrzec ślady walki z 1866 roku. Urzekać może jeszcze coś innego, jeśli Wam się poszczęści i nie będzie zbyt wielu turystów, spotkacie w środku totalny spokój dla którego warto odwiedzić tę perłę Krety. Jednak nie zawsze w niej było tak spokojnie i warto zdawać sobie jednak sprawę, że nie zawsze było to miejsce oazy, wypoczynku czy modlitwy.

B jak brutalna historia

W listopadzie 1866 roku armia turecka licząca około 15 tysięcy żołnierzy zaatakowała klasztor, w którym ukrywało się 700 kobiet i dzieci oraz kilkuset powstańców. Po krótkim oblężeniu monasteru Turcy wdarli się przez wyłom w murach. Kobiety i dzieci ukryły się w prochowni, gdzie pozostali w sytuacji bez wyjścia i zdecydowano wówczas o wysadzeniu się w powietrze. Zginęli wtedy niemalże wszyscy ukrywający się wraz z licznymi atakującymi ich żołnierzami tureckimi. Dzisiaj można wejść do pozbawionej dachu krypty, w której rozegrała się ta ogromna tragedia. W tamtych latach o tym wydarzeniu dość głośno było w całej Europie. Wydarzenie to miało duży wpływa na powstanie Republiki Krety w roku 1898. To m.in. dlatego dla mieszkańców Krety, ale i wszystkich Greków stanowi dziś miejsce pamięci narodowej, będąc pomnikiem męczeństwa i walk niepodległościowych. Jest dla wielu synonimem walki o wolność i wyrazem buntu wobec tureckiej okupacji. Po dziś dzień szczątki ofiar spoczywają w mauzoleum usytuowanym przed klasztorem, a w jego muzeum przechowywane są pamiątki o tej powstańczej tragedii. Nigdy nie ogarniam swoim umysłem, dlaczego musi dochodzić do takich okrucieństw. Choć wiem, że kto się świnią urodził, to kanarkiem nie umrze, to i tak zrozumieć motywów działań wojennych do dziś nie potrafię, ale i tu podjęcia decyzji o wysadzeniu się w powietrze, też do końca zrozumieć nie umiem.

C jak cenne informacje i ceny

Ile kosztuje bilet?

Bilet wstępu na teren klasztoru kosztuje 3 €, cena wg mnie nie jest wygórowana i będąc na Krecie warto jest odwiedzić to miejsce. Moim zdaniem być na Krecie i tu nie dotrzeć, to grzech i to ciężki, za który powinno się chłostać (pozdrowienia dla wszystkich członków radzieckiego klubu BDSM).

Czy trzeba mieć odpowiedni strój?

Warto też pamiętać o tym, że jest to klasztor, więc zadbajcie o odpowiedni strój. Tutejsi mnisi nie są może tak rygorystyczni, jak w innych klasztorach, mimo to wg mnie wypada zachować się stosownie do tego miejsca, szczególnie mając na względzie, jego tragiczną historię. Gdybyście jednak zapomnieli w upale o stosownym ubraniu, bez obaw – zaraz przy wejściu była możliwość wypożyczenia zwiewnych chust, którymi można się okryć. Napisałem była, gdyż nie wiem jednak, czy obecnie w czasach postępującej pandemii, nie wycofano możliwości wypożyczania tych wierzchnich okryć.

Jak dojechać do klasztoru?

Zdecydowanie najlepszy i najwygodniejszy dojazd jest wypożyczonym samochodem, a jeśli chodzi o komunikację miejską, to oczywiście dojeżdża też autobus do klasztoru, cena biletu wynosi kilka euro. Kurs wyrusza z dworca głównego w Rethymno. Jeśli chodzi natomiast o taksówki, jest to drogi interes, ale jeśli ktoś nie wypożycza auta i nie lubi komunikacji zbiorowej, wówczas można i tak. Kto bogatemu zabroni?

Czy na miejscu jest parking?

Pewnie zastanawiacie się też, czy jest gdzie zaparkować w pobliżu? Tak obok klasztoru znajdziecie żwirowy parking, a znajduje się on dosłownie przed klasztornymi murami. Dodatkowo podkreślę, że parking był bezpłatny.

Czy można kupić tam pamiątki?

Lokalny sklepik oferuje różne pamiątki oraz miody z własnej pasieki, a do biletu przy wejściu otrzymać możecie broszurę z informacjami o historii klasztoru i tym co za jego murami warto jest zwiedzić. Ceny są przystępne, dlatego warto się zainteresować.

Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?

Trzeba sobie na to miejsce przeznaczyć od jednej do około dwóch lub nawet więcej godzin. Jeśli oprócz zwiedzania chcecie tam po prostu przysiąść na chwilę, by pokontemplować, lub traficie na tłumy, a uznacie, że koniecznie chcecie mieć zdjęcia bez turystów, wówczas warto zarezerwować sobie nieco więcej czasu na to miejsce.

Jakie są godziny otwarcia obiektu?

Na stronie obiektu podane są następujące godziny, w których można go zwiedzać:

kwiecień – maj 09:00 do 19:00

czerwiec – sierpień 09:00 do 20:00

wrzesień październik 09:00 do 19:00

listopad 09:00 do 17:00

grudzień – marzec 09:00 do 16:00

(warto jest się też upewnić i sprawdzić, czy godziny otwarcia nie uległy zmianom, dla pewności podam ich stronę: www.arkadimonastery.gr)

Czy wolno tam fotografować?

Nie ma chyba nic gorszego niż kupno biletu, po czym otrzymanie informacji, że w danym miejscu nie wolno fotografować. Tutaj nie musicie się obawiać, bo co do zasady wolno robić zdjęcia, ale w kilku miejscach obowiązuje zakaz fotografowania, o czym informują stosowne tabliczki.

Co ciekawego można jeszcze zobaczyć w okolicy?

Region Arkadian jest bogaty w żyzne gleby i znajdują się tam winnice oraz gaje oliwne. Nie brakuje tu pięknych drzewostanów sosny, dębu czy cyprysów. Sam płaskowyż, na którym spoczywa klasztor jest otoczony przez wzgórza. Po zachodniej stronie płaskowyżu znajdują się wąwozowy o bogatej szacie roślinnej. Warto też wybrać się do pobliskiego miasta Rethymnonu, ale o tym więcej będzie w kolejnych wpisach z moich podróży.

Podsumowanie

Podsumuję tę wyprawę krótko, miejsce te potrafi oczarować, a życzliwi mnisi, którzy chcieli mi oddać kota, który pokochał mnie od pierwszego wejrzenia, zaskoczyli mnie swoją otwartością, zarówno na turystów, jak i na nowe technologie. Sam klasztor jest miejscem pięknym oraz niezwykłym i choć dla wielu brzmi to banalnie, to zrozumie się to dopiero, gdy przekroczy się jego progi i poczuje ten unikatowy klimat. Dawno nikt nie tchnął we mnie tyle spokoju co to miejsce, a zapach tamtejszych róż, pozostanie ze mną w pamięci już na zawsze. Bez wątpienia ten wenecki monastyr Krety wzbudził też mój szacunek i zmusił do refleksji na temat heroicznego poświęcenia, patriotyzmu i dążeniu do wolności nawet za cenę życia. Nie będę też ukrywał, że moim zdaniem jest jedną z najpiękniejszych weneckich budowli na całej wyspie i strasznie się cieszę, że mogę już odhaczyć to miejsce z listy obowiązkowych punktów do zobaczenia przed śmiercią. Na koniec przypomnę Wam, o różnych formach wsparcia mojego bloga: możecie np. udostępnić wpis na swojej facebookowej tablicy, wysłać mi nudeski na priv, lub wesprzeć na Patronite, do którego link znajdziecie tutaj (mile widziana będzie jedna z 3 opcji do wyboru). Z góry WIELKIE DZIĘKI za Wasze wsparcie 🙂

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Crete #Grecja #Lublin #Blog Podróżniczy
 #Patronite #Arkadi Monastery

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja  | Crete🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Lubliner Festiwal

ABC o pierwszym Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie

A jak afirmacja kulturą żydowską

Jesteśmy na półmetku pierwszej edycji nowego wydarzenia w przestrzeni kulturalnej miasta. Festiwal Kultury Żydowskiej – Lubliner Festival to unikatowy projekt. Przybliży turystom i mieszkańcom miasta kulturę żydowską, a wszystko za sprawą wielu koncertów, spektakli, spotkań i działań edukacyjnych. Jedno jest pewne organizatorzy zagwarantowali różnorodny program festiwalu. Dziś np. można było zadać pytania rabinowi, dzięki spotkaniu z Naczelnym Rabinem Polski Michaelem Schudrichem. Choć organizatorzy planowali spotkanie twarzą twarz z rabinem, finalnie zapytać można Go było tylko online. Na żywo za to wieczorem można było posłuchać dziś muzyki na Placu po Farze, gdzie miał miejsce koncert zespołu Kroke oraz zespołu Symcha Keller. 

B jak brawo dla organizatorów

Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc,  która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: “starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.

 

C jak co jeszcze będzie się działo?

Jedno jest jeszcze pewne, warto skorzystać z tego co jeszcze przed nami. Poniżej zamieszczam Wam program na kolejne dni Festiwalu. Warto jest znaleźć coś dla siebie. Częstujcie się:

Dzień 4, 11.09 – piątek

godz. 12.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
Szklane negatywy – pokaz filmu dokumentalnego oraz spotkanie z reżyserem Janem Borowcem
(pokaz zamknięty)
godz. 16.00, on-line, www.lublinerfestival.pl, Facebook/ Festiwal Kultury Żydowskiej w Lublinie
Sensacje w lubelskiej prasie w języku jidysz – spotkanie z dr hab. Adamem Kopciowskim
godz. 19.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Wirydarz
Roth/Zimpel/Zemler – koncert Alexa Rotha Alex Roth Music, Wacław Zimpela i Huberta Zemlera
Wydarzenie we współpracy z FestivALT

Dzień 5 – 12.09, sobota
godz. 17.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
Z nadzieją przez życie – recital Alony Szostak
godz. 20.30, Jesziwa, ul. Lubartowska 85
Hawdala i Melawe Malka – Chasydzka celebracja zakończenia szabatu, spotkanie muzyczne z Symchą Kellerem

Dzień 6 – 13.09 – niedziela
godz. 11.00, cmentarz żydowski, ul. Kalinowszczyzna
Zwiedzanie starego cmentarza żydowskiego – z przewodnikiem dr hab. Andrzejem Trzcińskim
godz. 12.00, start – cmentarz żydowski, ul. Kalinowszczyzna
Spacer po żydowskim Lublinie – z przewodniczką Joanną Krauze
godz. 18.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
także on-line, www.lublinerfestival.pl, Facebook/ Festiwal Kultury Żydowskiej w Lublinie
Nasz żydowski Lublin – panel dyskusyjny z udziałem Moniki Adamczyk-Garbowskiej, Symchy Kellera, dr hab. Adama Kopciowskiego oraz Piotra Nazaruka

Pamiętajcie też, że wstęp na wszystkie wydarzenia w ramach Festiwalu jest wolny, ale organizowane są one zgodnie z reżimem sanitarnym. Ilość miejsc ograniczona, decyduje więc kolejność przybycia, nie zapominajcie również o maseczkach i wypełnieniu niezbędnej dokumentacji, którą przygotowali organizatorzy. Konieczna będzie też dezynfekcja rąk przed wejściem na teren wydarzeń oraz utrzymywanie dystansu społecznego. Więcej na temat samego festwialu znajdziecie na stronie www.lublinerfestival.pl – serdecznie polecam.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Lubliner Festiwal #lubelskie #rafalbil#Lublin #blog podróżniczy
 #patronite #Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Lublinie|  zwiedzanie Lublina| Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Lublin atrakcje | Atrakcje Lublin | Lubelskie | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Lublinie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Lublin atrakcje turystyczne | Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie  | Lubliner Festiwal🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Szczebrzeszynie

CO WARTO ZOBACZYĆ W SZCZEBRZESZYNIE?

Dziś zabiorę Was do Szczebrzeszyna, wracamy więc na szlak renesansu lubelskiego. Miejsce do którego zawitamy jest kolejnym małym miasteczkiem, które znajduje się w południowo – wschodniej Polsce i to w eksplorowanym od dłuższego czasu przeze mnie województwie lubelskim. To miasteczko jest jednak wyjątkowe i nie tylko dlatego, że znajduje się w powiecie zamojskim, a do Zamojszczyzny, jako regionu mam od dziecka słabość. Ma jednak dużo więcej aspektów unikalnych, które dziś postaram się Wam przybliżyć. Mało kto wie, że jest jednym z najstarszych miast na Lubelszczyźnie. Prawa miejskie ma nieprzerwanie od 1352 roku. Obecnie, żyją tu bardzo gościnni i mili ludzie, a samo miasto ma sporo do zaoferowania dla podróżników. Z resztą przekonajcie się sami, bo nadszedł czas na ABC o tym miejscu, w którym podobno „chrząszcz brzmi w trzcinie”. Dziś będziemy mogli się o tym przekonać, czy nie jest to tylko chwyt marketingowy z premedytacją wykorzystywany do promocji miasta.

A jak atrakcje

Miasto zaskoczyło mnie ilością pomników bajkowego Chrząszcza z wiersza Jana Brzechwy oraz najgęstszej w Polsce sieci wąwozów lessowych. Szczebrzeszyn znajduje się na terenie otuliny Roztoczańskiego Parku Narodowego oraz Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego. A to dopiero początek atrakcji tej części Polski. Od razu swą uwagę przykuwa na mnie wielokulturowość. Ścierały się tutaj różne kultury i religie: katolicy, Żydzi, kalwini, bracia polscy. O tej bogatej i różnorodnej przeszłości świadczą pozostałe budowle, które dopełniają obrazu ciekawego układu urbanistycznego miasta. Przekonajcie się więc sami – co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie?

Prawosławna Cerkiew Zaśnięcia NMP

To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że  w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.

Cmentarz żydowski w Szczebrzeszynie

Gdy przeczytałem rekomendację tego miejsca na tripadvisorze: „Cmentarz strasznie zaniedbany, zarośnięty roślinnością do tego stopnia, że nie widać nagrobków. Nie polecam”, od razu wiedziałem, że mi się to miejsce może spodobać i nie myliłem się. Wg mnie zdecydowanie warto odwiedzić ten kirkut i nie tylko dlatego, że jest to jeden z największych tego typu miejsc na Lubelszczyźnie. Jeśli chcesz zobaczyć w gęstwinie macewy i poczuć wyjątkowy klimat, który tu panuje, wybierz się tu koniecznie. Miejsce to skrywa w sobie ogromny potencjał. Przestrzeń ta jest bardzo malownicza i idealnie polubiła się z moim aparatem. Jak pewnie się domyślacie, znajdziecie to miejsce tuż przy ul. Cmentarnej i tu chyba nikogo nie zaskoczyłem (wiem informacja ta jest tak błyskotliwa jak salceson za ladą w mięsnym, nie mniej jednak warto o tym wspomnieć). Jak podają różne źródła, miejsce to należy do najstarszych i najciekawszych w Polsce. Szacuje się, że cmentarz ten istnieje od 1593 roku. Ważne jest to, że mimo ogromnych zniszczeń, dokonanych przez Niemców w czasie wojny, większość nagrobków na szczęście ocalała.

Pomnik chrząszcza w Szczebrzeszynie

Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉

Stary Młyn

Dziś jest to już młyn elektryczny. Dawniej był to Młyn wodny. Budynek pochodzi z początku XX wieku i niezmiennie mieści się przy ul. Klukowskiego. Jest sporych rozmiarów, a jadąc główną trasą na pewno go nie przeoczycie. Czy można się nim zachwycić, no zdecydowanie nie, ale dla lubiących takie miejsca, gdzie ostro się niejedno młuci, to chyba warto zawitać.

Synagoga

Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu “Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków

Kościół Św. Mikołaja

Za czasów Górków kościół przejęto na zbór protestancki, po nabyciu miasta przez Jana Zamoyskiego przywrócona tu została parafia rzymskokatolicka. Murowany kościół pw. św. Mikołaja jest w stylu tzw. renesansu lubelskiego, którego szlakiem od dłuższego czasu podążam. Budowla wzniesiona została w latach 1610-1620. Kościół odbudowano po zniszczeniach wojennych około połowy XVII wieku. Budynek przeszedł też generalny remont po pożarze w 1754 roku oraz długotrwały remont w drugiej połowie XIX wieku, a po II wojnie światowej remont dachu. Obok kościoła znajduje się murowana dzwonnica oraz urokliwe religijne figury.

Wąwozy lessowe

Jeśli nie lubisz zwiedzać miast, ale szukasz idealnego miejsce na spacery czy przejażdżki rowerowe, to znajdziecie tu świetną alternatywę. W okolicy znajdziecie malowniczy obszar, który sprzyja wypoczynkowi na łonie natury. Na szlakach znajdziecie  oznakowania tras, także ruszajcie śmiało, nie da się zgubić, no chyba, że ktoś wybierze się z dziewczyną czy chłopakiem, żoną czy mężem i chce zgubić się celowo. Nie zapominajcie tylko, by nie zostawiać po sobie śmieci. Kto dziś nie lubi poszaleć na łonie natury i… bawić się w podchody czy ganianego  (zabawy z cyklu co mi zrobisz jak mnie złapiesz zawsze wzbudzają adrenalinę – zdecydowanie polecam). Przekornie nie zamieszczę poniżej zdjęć z moich zabaw, te wyłącznie są dostępne na only fans lub dla patronów. Więc z tego miejsca zachęcam do pozostania patronem mojego bloga. I tak się robi marketing level hard proszę Państwa 😀 Dobra bo znów zaczynam pisać głupoty – zwiedzajmy dalej. 

Rynek, ratusz oraz układ urbanistyczny

Jak już wspomniałem, miasto posiada ciekawy układ urbanistyczny, położone jest na  stokach wzgórz Roztocza, opadających łagodnie ku dolinie rzeki Wieprz. Centrum miasta zajmuje prostokątny, kształtem zbliżony do kwadratu rynek. Mam nieodparte wrażenie, że miał być kwadratowy, ale budowany po pijaku, no i trochę nie wyszło… Wiecie jak jest, różnie bywa, każdy miewa gorsze dni w robocie i ja to rozumiem 😉 Warto też zwrócić uwagę na zespół kamieniczek przyrynkowych, które pochodzą z XVII-XVIII wieku i przebudowywano je w końcu XIX i na początku XX wieku. Boki rynku skierowane są w cztery strony świata i to akurat budowniczym się udało – szacun dla ekipy budowlanej.

 

B jak bajki, bajeczki, legendy, du…

…dużo cennych opowieści

Kto nie lubi mrocznych czy ciekawych opowieści, a jeśli pochodzić mają wprost ze szczebrzeszyńskich podziemi, to wszystko nabiera jeszcze większej tajemniczości. Mieszkańcy mówią tu o istniejących pod miastem tunelach, korytarzach oraz lochach. Według przekazywanych z pokolenia na pokolenie legend tunele były wydrążone pod ziemią i biegły od zamku wzniesionego na Wzgórzu Zamkowym poza ówczesne mury miasta. Warto zapytać po co powstały? Prawdopodobnie miały służyć nie tylko gospodarzom zamku i żołnierzom, ale także często goszczącym na zamku w Szczebrzeszynie, jako drogi ucieczki w razie oblężenia miasta, i w celu bezpiecznego oddalenia się z oblężonego miejsca. Ich istnienie trzymano natomiast w tajemnicy. Mówi się również o sieci podziemnych korytarzy, które miałyby łączyć podziemia zamku z klasztorem i z kościołem parafialnym, a być może i z innymi ważnymi ówcześnie obiektami miasta. A jedna z legend wybiega jeszcze dalej i głosi, że jeden z podziemnych tuneli łączył Szczebrzeszyn z Zamościem. Ktoś może powiedzieć, że wydaje się to absurdalne, ale biorąc pod uwagę względy militarne i bezpieczeństwo obu ówczesnych miast, nie jest to wykluczone, że taki korytarz istniał. Istnieje również legenda mówiąca, że w czasie okupacji hitlerowskiej Niemcy penetrowali tunele pod Szczebrzeszynem. Pewnie każdy się zastanawia w jakim celu? Rzekomo widziano nawet jak hitlerowcy wnosili nocą do lochów tajemnicze skrzynie. Współcześnie wejścia do lochów zna nieliczne grono mieszkańców Szczebrzeszyna, a większość tych wejść jest dziś zasypana gruzem, ziemią lub w inny sposób zabezpieczona przed penetrowaniem. Z opisów osób, które w jakimś stopniu widziały odcinki tych podziemi wynikało, że tunele są wyłożone opoką wapienną. Podkreślano także, że podczas prób penetracji często natpotykano się na ludzkie kości, co jeszcze dodaje pewnej mroczności temu miejscu. Faktem jest to, że szczebrzeszyńskie podziemia nie zostały jeszcze przebadane przez archeologów i pewnie m.in. dlatego wokół tego miejsca jest jeszcze tyle niewiadomych.

Inną legendą jest ta o powstaniu kaplicy św. Leonarda. Głosi, ona że pewnego razu ze Szczebrzeszyna do Gorajca przemieszczał się niewielki oddział rycerzy, który wędrował wraz z wozami, na których znajdowały się bogactwa i różne rycerskie łupy. Zaraz na pierwszym wzgórzu przy ostatnim wozie konie odmówiły posłuszeństwa w dalszej podróży. Próbowano zmusić je batem do dalszej jazdy, ale to nie pomogło. Uznano, że wóz jest przeładowany, więc łupy zaczęto przekładać na inne wozy. Na ostatnim wozie zostało tylko trochę szpargałów i dobrze zabezpieczony obraz świętego Leonarda, który rycerz z Goraja zakupił po drodze w którymś z kościołów. Był to prezent dla nieuleczalnie chorego syna. Mimo tak małego ciężaru konie nadal nie ruszały z miejsca. Wielkie było zdziwienie rycerza, gdy rozkazał zdjąć z wozu obraz. Wówczas, konie ruszyły. Rycerz zarządził postój i z wyciętych w pobliżu drzew wybudowano kapliczkę, w której umieszczono obraz świętego. Ludność okoliczna uznała to miejsce za uświęcone. Zaczęto wokół tej kapliczki grzebać swoich zmarłych. To jeszcze nie koniec tej historii, bo rycerz powróciwszy do domu zastał zdrowego syna. Uznano to za cudowne uzdrowienie, a dla upamiętnienia tego wydarzenia, rodzina rycerza w miejscu kapliczki postawiła kościółek, w którym umieściła obraz świętego Leonarda. Kościół stoi do dziś, a wokół niego jest przepiękny cmentarz.

C jak szczebrzeszyńskie ciekawostki i co się dzieje z krową?

Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając tutaj. Mam nadzieję, że spodobała się Wam nasza dzisiejsza wyprawa online do miasta wielu kultur i religii, w której zamiast krów spotkałem tak wiele chrząszczy. Obiecuję się nie poddawać, podróże i poszukiwania będą trwały dalej.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie #lubelskie #rafalbil
#Szczebrzeszyn #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Szczebrzeszyn |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Szczebrzeszyn | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie| Lubelszczyzna zwiedzanie Szczebrzeszyna | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Szczebrzeszyn zwiedzanie | Szczebrzeszyn atrakcje | Atrakcje Szczebrzeszyn | Szczebrzeszyn | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Szczebrzeszynie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Szczebrzeszyn atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Wojsławicach

CO WARTO ZOBACZYĆ W WOJSŁAWICACH?

Czołem Ananaski, mam dobre wieści wracamy na szlak renesansu lubelskiego i dziś melduję się w miasteczku Jakuba Wędrowycza, a że był dobry w fantastyce, to i wpis zapowiada się fantastycznie, z resztą ocenicie sami. Na pewno będzie trochę strasznie, trochę śmiesznie, ale przede wszystkim postaram się by nie było nudno. Czas na wyprawę do wschodniej części Wyżyny Lubelskiej, na tereny malowniczych Działów Grabowieckich.  Już na pierwszy rzut oka spodobał mi się tu układ urbanistyczny, ale nie zabrakło mi tu i innych rzucających się w oczy atrakcji. Zatem przetrzyjcie ekrany monitorów i ruszamy. Poznacie dziś nie tylko bardzo ciekawe miejsca, ale i postaram się przybliżyć interesujące i niekiedy trudne historyczne wydarzenia związane z losami Wojsławic, a na koniec przybliżę Wam odrobinę ciekawostek i lokalnych legend, bo kto nie lubi opowieści „sprzedanych” przyjezdnym przez lokalną społeczność? Ruszajmy by wyeksplorować ABC o Wojsławicach.

A jak atrakcje

Mimo, że tereny Wojsławic nie są ogromne, to na tej relatywnie niedużej przestrzeni znajdziemy sporo zabytkowych oraz urokliwych miejsc. Zatem bez zbędnego gadania przechodzimy do eksploracji tutejszych atrakcji. To co spodobało mi się szczególnie to fakt, że w niewielkiej odległości, tuż przy rynku, znajdują się trzy różne świątynie, które odzwierciedlają historyczną wielokulturowość tego miejsca i nadają mu po dzień dzisiejszy wyjątkowy klimat, a to dopiero początek mojej wyprawy, na którą chcę Was dziś zabrać.

Kościół parafialny pw. św. Michała Archanioła

Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła  jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.

Pomnik Tadeusza Kościuszki

Niemalże po drugiej stronie ulicy od budynku kościoła znajduje się pomnik Kościuszki. Był to pierwotnie kamienny obelisk wzniesiony w 1905 roku na cześć cara Aleksandra II. Dopiero w 1918 roku na jego cokole ustawiona została na kamieniu postać Tadeusza Kościuszki. Na postumencie znajdziecie też tablicę z napisem: „Tadeuszowi Kościuszce Społeczeństwo Wojsławic”. Pomnik cara natomiast stojący wcześniej na tym samym postumencie zniszczono w 1916 roku i nie został po nim ślad.

Cerkiew prawosławna pw. św. Eliasza

Kilka minut spaceru po centrum miejscowości i znajdziecie się przy drugiej świątyni, a precyzyjniej cerkwi prawosławnej pochodzącej już z około 1771 roku. W 1864 roku tą greckokatolicką wówczas cerkiew przemianowano na prawosławną. Obok niej znajduje się dzwonnica cerkiewna, która wzniesiona została później, na krótko przed wybuchem I wojny światowej. Moim zdaniem budowla ta zwraca swą konstrukcją nie mniejszą uwagę niż sama cerkiew.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Murowane kapliczki stojące w różnych miejscach Wojsławic

Wybudowano je w 1762 roku, a decyzję o tym podjęła Marianna Potocka, na ten temat dlaczego dowiecie się później, jeśli przebrniecie przez większość atrakcji z  dzisiejszego wpisu. Teraz zdradzę Wam, że każda z kapliczek  dedykowana była innemu świętemu i ulokowano je u wylotu ulic z różnych stron Wojsławic (do dziś stoi tu kapliczka św. Barbary, św. Michała, św. Elżbiety, św. Jana Nepomucena czy św. Floriana). Teraz powinny paść to klasyczne pytania, tak bardzo znane z otchłani internetu „komu to potrzebne, a dlaczego”? Obiecuję wyjaśnić, ale później.

Synagoga w Wojsławicach

Trzecią świątynią jest synagoga, która została wybudowana około 1903 roku (choć niektóre źródła podają, że nawet kilka lub kilkanaście lat wcześniej). W 1950 roku niestety budynek ten przerobiono na magazyn. Obecnie starano się przywrócić jej pierwotny charakter. Gdy wejdziecie do wnętrza, zauważycie, że po stronie wschodniej znajdowała się dawniej sala męska, po zachodniej przedsionek, a nad nim otwarty na salę modlitw babiniec w formie chóru (tradycja i religia żydowska obfituje w wiele różnic od religii katolickiej, a jedną z nich jest ta, że kobiety modlą się oddzielnie od mężczyzn, tzn. w synagodze kobiety i mężczyźni siedzą osobno, często w dwóch osobnych pomieszczeniach). Wróćmy jednak do samego wyglądu tej budowli. Zachowało się tu również typowe dla nieistniejących już drewnianych bożnic, pozorne sklepienie z dekoracyjnymi gzymsami i koronkowymi fryzami oraz rozetą w centralnej części. Niestety na ten moment zwiedzanie synagogi jest nie możliwe, ale planowane jest otwarcie dla zwiedzających już na jesieni, za co mocno trzymam kciuki. Już teraz wiem, że mam do Wojsławic po co wracać.

Cmentarz żydowski

Cmentarz założony pod koniec XIX wieku znajduje się w odległości ok. 800 m na południe od centrum Wojsławic został zdewastowany w czasie II wojny światowej. Niestety po wojnie pozostałości macew wykorzystano jako materiał budowlany, a do dziś zachowały się tylko pojedyncze fragmenty macew. Teraz, gdy o tym myślę, to nadal nie rozumiem, jak można niszczyć groby zmarłych i traktować ludzi z taką pogardą, nawet po ich śmierci. Z resztą do kwestii ksenofobii, czy antysemityzmu jeszcze dziś wrócimy.

Rynek i drewniane domy podcieniowe 

Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w ścisłym centrum rynku stoi tu od niedawna i pretendować może do bycia wizytówką Wojsławic. Budowla zdecydowanie przyciąga wzrok, osób przejeżdżających przez te strony. Nie mogłem więc o nim nie wspomnieć, bo nie zauważyć się go po prostu nie da.

Jakub Wędrowycz

Nie jest też tajemnicą, że głównym terenem działalności Jakuba Wędrowycza są właśnie Wojsławice. Dla fanów fantastyki, którzy są ciekawi, jak wyglądają w rzeczywistości miejsca, w których rozgrywa się akcja opowiadań i powieści o tym słynnym bimbrowniku i egzorcyście, Wojsławice są obowiązkowym punktem do odwiedzenia. Dodatkowo warto wspomnieć, że to tu odbywają się cyklicznie Dni Jakuba Wędrowcza, organizowane przez Stowarzyszenie Miłośników Fantastyki „Cytadela Syriusza”. Inną cykliczną imprezą są Spotkania Trzech Kultur, organizowane przez Stowarzyszenie Miłośników Wojsławic. Na oba te wydarzenia zdecydowanie warto się wybrać, choć w tym roku skomplikować je może sytuacja związana z koronawirusem.

Atrakcje przyrodnicze

Warto też wymienić mocne strony regionu, dla osób lubiących spędzać czas na łonie natury. Szczególnie polecam eksplorować i wypoczywać wraz z przyrodą w poniższych terenach:

– Strzelecki Park Krajobrazowy
– Rezerwat „Liski” 
– Rezerwat „Siedliszcze”
– Chełmski Park Krajobrazowy
– Grabowiecko-Strzelecki Obszar Chronionego Krajobrazu
– Rezerwat „Brzeźno”
– Rezerwat „Roskosz”
– Rezerwat „Żmudź”

W samych Wojsławicach wybrać się warto nad pobliski staw, nad którym w ciszy można wypocząć i zebrać myśli np. planując kolejne podróże, czy odpoczywać zupełnie bez głębszych namysłów (to już opcjonalnie, jak kto woli). W okolicy jest też wiele pięknych pól, nie brakuje tu terenów rolniczych, które prezentują się pięknie o każdej porze roku.

B jak burzliwe relacje społeczności Wojsławic

Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).

Najgorsze jednak dla Żydów, dopiero nadeszło w okresie wojny. Zaraz po wejściu wojsk niemieckich do Wojsławic zamknięto i zniszczono synagogę. Rozpoczęły się też akcje przesiedlania Żydów. Do Wojsławic sprowadzono grupę 330 uchodźców z Łodzi i Warszawy oraz Żydów z okolicznych wsi. Rok 1942 przyniósł serię tragicznych wydarzeń, w wyniku których spłonęła większość domów zamieszkiwanych przez Żydów oraz rzeźnia rytualna. Raczej nie ma co wierzyć w przypadkowy pożar. Jak wynika z dokumentów, w październiku 1942 roku wszystkich Żydów zamieszkujących Wojsławice czy okolice, przepędzono pieszo do Chełma, a stamtąd deportowano do obozu w Sobiborze. Część Żydów uciekła, jednak większość została schwytana i zabita. Największa egzekucja na 60 schwytanych osobach, miała miejsce jeszcze w tym samym miesiącu, na łąkach po północnej stronie rynku. Kolejne egzekucje odbyły się w roku następnym. Nazistowscy Niemcy mordowali bezlitośnie ludność żydowską, gdy tylko trafiała w ich ręce. Naturalnie byli i Polacy, którzy chronili Żydów ryzykując własne życie, jak i Ci, którzy potrafili ich wydawać w ręce okupanta. Smutna to lekcja historii, która mam nadzieję, już nigdy się nie powtórzy. Dlatego tak ważne jest dziś reagowanie na wszelkie przejawy dyskryminacji i to jakiejkolwiek mniejszości.

Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.

Później, to jest po wojnie na terenie gminy działały oddziały UPA, a te wszystkie trudne doświadczenia, kształtowały niełatwą historię tych terenów, o której nie tylko nie wolno zapominać, ale z której przede wszystkim należy wyciągnąć lekcje. Nic tak nie niszczy bowiem człowieka jak nienawiść do drugiej osoby i warto o tym pamiętać.

Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.

Obecnie  pamięć o historii regionu kultywuje się na różne sposoby. Do jednych z tego typu miejsc, mających na celu ożywienie dawnej kultury i tradycji w gminie Wojsławice zalicza się Ośrodek Dawnych Kultur i Tradycji w Rozięcinie. Miejsce te w swych działaniach skupia głównie dzieci i młodzież, ale powstało i z myślą o turystach, którzy przyjadą w te strony z różnych regionów Polski. To tu wg lokalnych receptur przygotowywane są sodziaki (placki na sodzie) i inne tutejsze, regionalne specjały.

C jak ciekawostki i legendy

Pierwszą ciekawostką jest to, skąd się wzięła sama nazwa Wojsławice? Społeczność lokalna twierdzi, że pochodzi od męskiego imienia Wojsław, jednak nikt z napotkanych osób nie umiał mi precyzyjnie powiedzieć, od którego Wojsława się wywodzi. Jak później ustaliłem, imię to cieszyło się w Polsce średniowiecznej wielką popularnością, a jego występowanie najczęściej odnotowuje się właśnie na terenach rdzennie polskich, położonych na zachód od Wisły.

Jeśli chodzi natomiast o legendy, nie brakuje ich i w tej części Lubelszczyzny. Jedna z nich opowiada o pewnym duchu, który elegancko przyodziany, z cylindrem na głowie przemierza okoliczne łąki bijąc laską osoby, które zdecydowanie przesadziły z alkoholem. Czy ja takiego ducha spotkałem, odpowiem uczciwie, że nie. Morał i wniosek z tej opowieści mam jeden, zdecydowanie za mało piję.

Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

Ze smutkiem słucha się takich historii, jak ta ostatnia. Szczególnie, że docierając do źródeł i analizując fakty dowiaduję się, że Frankiści masowo przyjmowali chrzest w wojsławickim kościele, co znajduje swoje potwierdzenie w zachowanych dokumentach kościelnych. Jednakże już w 1764 r. opuścili Wojsławice. Wkrótce sam Jakub Frank uciekł z Polski, zaś sekta straciła na znaczeniu, a po jego śmierci rozpadła się. Jest wiele wersji tej tragicznej historii, ale wg jednej z nich frankiści, chcąc zemścić się na nieprzychylnych im prawowiernych Żydach, doprowadzili do fałszywego oskarżenia wojsławickiego rabina o mord rytualny na nieletnim chłopcu. Głośny i długotrwały proces, połączony ze śledztwem z zastosowaniem tortur, przeprowadzono w Krasnymstawie. Zakończył się wydaniem wyroku skazującego na poćwiartowanie żywcem, tych zaś którzy przyjmą przed śmiercią chrzest – na ścięcie. Wyobrażacie sobie żyć w takich czasach? Bo ja nie, a co gorsze wszystko odbyło się zgodnie z  literą prawa.

Jeśli natomiast chodzi o tradycyjne zwyczaje lokalnej ludności, to niestety w większości już zanikły, ale na szczęście nie wszystkie. W okresie Bożego Narodzenia praktykowane jest jeszcze chodzenie po kolędzie jednak całkowicie zanikł inny rodzaj kolędowania, tzw. herody, które były bardzo popularne w tych stronach. Ciekawe jak będą się one miały do zakazu obchodów Halloween i mówienia słów „cukierek albo psikus”, gdyż w ostatnim czasie do sejmowej komisji petycji wpłynął projekt ustawy zakazujący obchodów tego popularnego w USA święta. Choć zakaz Halloween wydaje się żartem, ale przez posłów musi zostać rozpatrzony całkiem poważnie. Zostawmy jednak politykę na boku, wróćmy do Wojsławic, w których w maju przy kapliczkach odprawiane są śpiewane nabożeństwa. Praktykowany jest również tzw. obchód pól, polegający na procesyjnym święceniu terenów uprawnych. Zachowały się niektóre zwyczaje związane z rytuałem pogrzebowym (trzykrotne uderzenie dnem trumny o próg drzwi wyjściowych, zatrzymanie zegarów i zasłonięcie luster w domu zmarłego; obowiązek pochówku w kompletnym, niezniszczonym stroju) i pośrednio z tym związana wiara w sny. Gdy zbierzemy to wszystko do kupy, to aż trudno uwierzyć, że ma lub miało to miejsce w Polsce, nawet tej z XXI wieku.

Tradycją z pogranicza kultury pogańskiej i chrześcijańskiej są tzw. zielone świątki obchodzone pięćdziesiąt dni po Wielkanocy jako uroczystość Zesłania Ducha Świętego. Na terenie całej Chełmszczyzny dekorowano domostwa tatarakiem, zielonymi gałązkami, a czasem całymi drzewkami brzozowymi. Zwyczaj jest obecnie mniej popularny, ale czasem jeszcze nadal ciągle obecny w tych stronach.

Jak dowiedziałem się od jednej napotkanej pani, która wolała zostać anonimowa,  wśród najstarszych mieszkańców Wojsławic, zachowała się wiara w przesądy i skuteczność rytuałów z pogranicza kultur pogańskiej i katolickiej. Tak dla przykładu przecięcie drogi przez kogoś z pustym wiadrem czy koszykiem przynosi pecha; nie należy zbierać prania, w tym dziecięcych pieluszek, po zachodzie słońca, gdyż grozi to sprowadzeniem na dziecko bezsenności. A Ci jeszcze bardziej pokręceni wierzą w magiczną funkcję koloru czerwonego – choć w innych stronach słyszałem, że co czerwone to zboczone, więc może jest coś na rzeczy. W tych stronach dawniej dużą popularnością cieszyło się tzw. zamawianie – przeganianie „złego” (choroby, lęku) często z wykorzystaniem przedmiotów święconych.

Z kapliczką św. Michała wiąże się kolejna historia. Krążą tu opowieści mówiące o tym, że obok kapliczki zamarzła kiedyś kobieta z dzieckiem. Podobno do dzisiaj widać w tym miejscu coś co przypomina poblask świecy.

Jest jeszcze legenda, która zrodziła się po mordzie rytualnym z XVIII wieku. Powieszono tutaj kilku wojsławickich Żydów. Powstały od tamtej pory opowieści o tym jak w pobliżu szubienicy płoszą się konie i lepiej nie zapuszczać się tutaj w samo południe i po zmroku. Ci, którzy znajdą się w nieodpowiednim czasie w tym miejscu mieli rzekomo słyszeć dźwięki ciągniętych łańcuchów, a niektórzy też byli atakowani przez tajemniczego czarnego psa. Ciekawe czy po tym wszystkim co przeczytaliście, będziecie mieli odwagę, by przyjechać do Wojsławic?

 

PODSUMOWANIE

Nie chcę Was tak straszyć, więc na koniec tytułem podsumowania napiszę Wam, że Wojsławice to dawne miasto, a obecnie wieś województwa lubelskiego, która potwierdza moje zdanie na temat ludzi z Lubelszczyzny. Są oni bardzo życzliwi i uprzejmi dla turystów, a lody koło kościoła są najlepsze w całym miasteczku, szczególnie, że są to tutaj jedyne lody z maszyny, co z uśmiechem na twarzy podkreśla pracujący tu pan lodziarz. Faktycznie, potwierdzam Wam więc, że  w całych Wojsławicach największe i też najsmaczniejsze lody kręcone są pod samym kościołem. Pozdrawiam też sympatyczną Panią Sylwię i dziękuję za wiele ciekawych opowieści i inspirację do szybkiego napisania tego wpisu. Przepraszam też napotkanego pod lodziarnią, życzliwego Pana pszczelarza, że nie skorzystałem z zaproszenia na miód z ogórkiem kiszonym, ale program zwiedzania był tego dnia dość napięty, a atrakcji i tak nie brakowało. Generalnie miło było spotkać tu tak wiele komunikatywnych i pozytywnych osób (naturalnie nie chodzi mi tu o określenie po wynikach testu na koronawirusa) i przepraszam też, że nie wszystkich wymienię z imienia czy nazwiska. Nie mniej jednak dziękuję za gościnność i życzliwe przyjęcie.

W podsumowaniu warto też podkreślić, że społeczność Wojsławic charakteryzowała się wielokulturowością. Teren miejscowości zamieszkiwali dawniej zarówno Polacy, ale i Rusini czy Żydzi stanowiący ludność napływową i nie należy dać się wystraszyć tym wszystkim legendom, czy dramatycznym historiom. Zobaczcie po mnie, byłem, zwiedziłem te tereny i żyję 😀 Także bez obaw polecam Wam się tu wybrać, gdyż społeczność lokalna jest bardzo otwarta na nowych i przyjezdnych turystów. Jeszcze na koniec część z Was  może być ciekawa, czy spotkałem krowę, która zmieni zdanie? Odpowiem, że i tym razem nie, ale nie poddaję się więc nie traćcie nadziei. Dla niewtajemniczonych o co chodzi z tą krową zostawiam link i zachęcam do przeczytania więcej o projekcie poszukiwania krowy. W podsumowaniu chcę jeszcze podziękować Kini oraz Myszorowi za kolejną wspólną podróż. Z takimi kompanami to można ruszać nawet bez planu i w nieznane 🙂 Pomału nadszedł już czas by kończyć dzisiejszy wpis. Zatem do następnego i niech moc będzie z Wami.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Wojsławicach #lubelskie #rafalbil
#Wojsławice #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Wojsławice |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Wojsławicach| Lubelszczyzna zwiedzanie Wojsławic | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Wojsławice zwiedzanie | Wojsławice atrakcje | Atrakcje Wojsławice | Co warto zobaczyć w Wojsławicach | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Lublinie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Wojsławice atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Dęblinie

CO WARTO ZOBACZYĆ W DĘBLINIE?

Dziś zbaczamy na moment ze szlaku renesansu lubelskiego, co nie oznacza, że wylatujemy poza Lubelszczyznę. Większość z Was pewnie pomyślała, że po wyborach na stałe wyemigruję z kraju. Bez obaw, jeszcze tu jestem, a ten wpis postaram się by był na swój sposób odlotowy, choć czas na odlotowe pisanie bloga, nie jest najlepszy. Pamiętajcie, że każda porażka uczy zdecydowanie więcej niż wygrana. Zostawiam więc malkontenctwo na boku, gdyż nadszedł czas na Dęblin, jedno z najbardziej lotniczych miast w Polsce. I choć odległość od Lublina do Dęblina to około 70 km, to dzięki drodze ekspresowej jesteśmy w  stanie tu dojechać w około 40 minut. Warto zastanowić się tylko, czy jest po co tu przyjeżdżać? Dziś postaram się odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a wszystko w tradycyjnym ABC z podróży. Zobaczycie iście kosmiczny kościół, oraz inne okoliczne atrakcje, a na koniec dowiecie się ile za to wszystko trzeba zapłacić. To co, gotowi, można zaczynać?

A jak atrakcje

W Dęblinie jest wbrew pozorom sporo do obejrzenia, warto zobaczyć tu zespół pałacowo – parkowy Mniszchów; twierdzę carską czy jedyną w Polsce Wojskową Szkołę Lotniczą. Tereny te doceniane są nie tylko przez turystów, zadowoleni będą tu również kajakarze, wędkarze czy grzybiarze. W okolicach zachowało się wiele zabytkowych obiektów świadczących o bogatej czy wielokulturowej przeszłości miasta. Samo miasto Dęblin, jest też moim zdaniem dobrą bazą turystyczno – wypadową do najciekawszych regionów Lubelszczyzny. Blisko jest stąd do Kazimierza Dolnego – perełki architektury czy Puław. Będąc dłużej w Dęblinie można wybrać się też do pobliskiego Czarnolasu z uroczym Muzeum im. Kochanowskiego czy nieco dalej do Muzeum Kozłówki, ale uwierzcie mi na słowo warto i tam zawitać.

Największą, choć nie jedyną atrakcją turystyczną Dęblina jest Muzeum Sił Powietrznych, które otwarto w 2011 roku. Można tu wejść do wnętrza śmigłowca Mi 6A. Samo Muzeum jest odrestaurowane, a jego wnętrza otwierają przed zwiedzającymi drzwi do kolejnych pomieszczeń, w sposób bardzo przemyślany przybliżając historię polskich sił powietrznych i ich wspaniałych osiągnięć. Wewnątrz znajdziecie sporo mundurów, pamiątek, medali czy fotografii, ale to co najciekawsze czeka za drzwiami budynku. Przed moimi oczami stała tam imponująca liczba wystawionych samolotów, śmigłowców, systemów obrony przeciwlotniczej oraz pojazdów wojskowych. Warto wejść również do hangaru lotniczego, w którym zgromadzono unikalną kolekcję samolotów z czasów wojny i okresu tzw. zimnej wojny, potężne turbiny silnikowe i inne ciekawe akcesoria. Podobnie jak z wnętrzem śmigłowca, tak i w przypadku samolotu pasażerskiego Jak – 40 w wersji VIP, można zwiedzić go od środka, naturalnie za dodatkową odpłatnością. Bilety nie są drogie, z resztą o cenach będzie tradycyjnie więcej na koniec wpisu. Warto jest wydać te kilkanaście złotych by poczuć bicie serca polskiego lotnictwa wojskowego.

 

 

Mocną stroną turystyczną miasta jest fakt, że znajduje się w Dolinie Środkowej Wisły tuż przy ujściu Wieprza. Szczególnie o wschodzie, czy zachodzie słońca tutejsze widoki potrafią zapierać dech w piersi. W pobliżu na lewym brzegu Wisły znajduje się również duży kompleks leśny – Puszcza Kozienicka. Oprócz dwóch dużych rzek – Wieprza i Wisły warto wspomnieć i o mniejszej, płynącej przez miasto – Irence. Dęblin słynny jest w Polsce z Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych, zwanej Szkołą Orląt. Została ona tu przeniesiona w 1927 roku, wtedy jeszcze jako Oficerska Szkoła Lotnictwa. Będąc w jej pobliżu warto wybrać się pod Pomnik ku czci: “Bohaterskim Lotnikom Dęblińskiej Szkoły Orląt”, z 1969 roku. Jest to reprezentacyjny Plac Bohaterskich Lotników Dęblińskiej Szkoły Orląt, jedno z najczęściej fotografowanych w Dęblinie miejsc przez turystów.

Warto też chwilę uwagi poświęcić klasycystycznej formie Pałacu Mniszchów, który posiada bogatą historię, prawdopodobnie już z końca XVI wieku. Wówczas istniała tu siedziba dziedzica dóbr dęblińskich, ale jako rokokowy pałac w dokumentach pojawia się dopiero około 1747 roku. Obecnie pałac w Dęblinie jest siedzibą tutejszej Szkoły Orląt, cały zespół składa się z pałacu zwróconego frontem na północ, w kierunku dwóch oficyn, pawilonu ogrodowego, kordegardy, domu ogrodnika, willi oficerskich oraz pozostałości zabytkowego parku malowniczo rozciągającego się ku dolinie Wieprza.

Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉 Zbaczając z tęczowych ścieżek, mam wrażenie, że warto będzie już spływać, albo przynajmniej o spływach słów kilka Wam napisać i to nie byle jakich, bo kajakowych. Na tych terenach wyróżnić przecież można kilka szlaków:

  • Szlak kajakowy Wieprzem z Kocka do Dęblina - jest niezwykle malowniczy. Na tym odcinku rzeka wije się licznymi zakolami. Długość spływu około 50 km. Nie ukrywam, że momentami jest wymagający, a najwytrwalsi kajakarze płyną także pod prąd najczęściej do Bobrownik, pokonując odcinek około 8 km.
  • Alternatywny jest szlak kajakowy Wisłą z Kazimierza Dolnego do Dęblina - jest równie piękny. Rzeka jest tu jeszcze nie do końca uregulowana, co nadaje moim zdaniem spływowi dodatkowy uroku. Długość spływu to około 32 km.
  • Ostatni znany mi tutaj szlak wodny przebiega Wisłą z Dęblina do Kazimierza Dolnego. Ten jednak wymaga zarówno sprzyjających wiatrów, jak i odpowiedniego stanu rzeki oraz sporej ilości siły.

Gdy już będziecie ledwo żywi, wybrać się możecie jeszcze na cmentarz wojenny „Balonna” z lat 1915 – 1939, który znajduje się na stoku dawnej reduty Zajączka w Dęblinie. Na tym cmentarzu znaleźli się żołnierze polskich oddziałów legionowych walczących pod dowództwem Józefa Piłsudskiego w składzie 1 Armii austriackiej. Z tego właśnie okresu znajduje się kilka grobów polskich, ale i austriackich , a także symboliczna kwatera żołnierzy rosyjskich poległych w I wojnie światowej oraz wojnie polsko – radzieckiej 1920 r. Wszystko to nadaje temu miejscu pewien międzynarodowy charakter. Wizyta w tym miejscu to cenna lekcja historii, także raz jeszcze polecam. Podczas wycieczki po Dęblinie warto również zobaczyć tutejszy kościół parafialny św. Piusa V w Dęblinie, budynek sam w sobie bardziej przypomina stacje kosmiczną, przez co sam jego oryginalny projekt wydaje się interesujący, z resztą oceńcie sami.

B jak Brama Lubelska

Kolejne miejsce warte odwiedzenia na tutejszej mapie to Twierdza Dęblin. Wzniesiono ją w wyniku realizacji założeń obronnych opracowanych w Rosji na początku lat trzydziestych XIX wieku. Wybudowano ją za panowania cara Mikołaja I Romanowa po stłumieniu powstania listopadowego i włączeniu ziem Królestwa Polskiego do imperium rosyjskiego. Szczególną uwagę przykuła na mnie tutejsza Brama Lubelska, która jest oczywiście elementem potężnej Twierdzy Dęblin. Cytadelę dęblińską obecnie zajmuje Wojsko Polskie. Istnieje możliwość jej zwiedzenia dzięki członkom z Towarzystwa Przyjaciół Dęblina, naturalnie po uzyskaniu wcześniejszej zgody dowódcy jednostki. Jeśli jednak chcecie zwiedzić te tereny, zgłoście to co najmniej z tygodniowym wyprzedzeniem.

C jak ceny

Teraz czas na krótkie podsumowanie i zestawienie kosztów. Najtaniej wychodzi zwiedzanie piesze, stracicie tylko trochę energii, ale zyskacie możliwość zobaczenia urokliwych lokalnych terenów. Jeśli chodzi natomiast o zwiedzanie Muzeum Sił Powietrznych: bilet normalny kosztuje: 15 zł., bilet ulgowy: 8 zł., a bilet rodzinny: 38 zł (2 rodziców + dzieci do lat 18). Dodatkowe opłaty  czekają Was za wejście do samolotu Jak-40, bilet kosztuje 3 zł., od osoby. Wejście do śmigłowca Mi-6 kosztuje dodatkowe 3 zł od osoby natomiast jeśli chcecie zobaczyć obie atrakcje wówczas za wejście do samolotu Jak-40 + śmigłowiec Mi-6 będziecie musieli zapłacić 5 zł od osoby. Ceny za kajaki kształtują się od kilkudziesięciu do kilkuset zł., zależnie od wybranych tras i tego czy np. transport na miejsce spływu oraz z powrotem jest wliczany w cenę. Wejście na cmentarz wojenny „Balonna” jest naturalnie nieodpłatny, a podobnie sytuacja się ma z wejściem do „kosmicznego” kościóła parafialnego św. Piusa V w Dęblinie.

Podsumowując, Dęblin to ciekawe historyczne miasto w województwie lubelskim położone w malowniczym krajobrazie, z dala od ogromnych ośrodków miejskich. Jego wielkim atutem są otaczające go lasy, dzięki czemu oddycha się tu pełną piersią. Dęblin – raj dla miłośników samolotów i militariów. Miasto to jest zdecydowanie interesującym miejscem, do którego warto się wybrać na weekend lub na dłużej, szczególnie jeśli chcecie poznać bliżej ciekawą historię miasta oraz znaleźć chwilę czasu na wypoczynek na łonie natury. Za to łono to na bank pójdę siedzieć. Także miło było Was poznać i jak się uda to do następnej wyprawy.  

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Dęblinie #lubelskie #rafalbil
#Dęblin #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Kryłowie| Lubelszczyzna zwiedzanie Dęblina | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Dęblin zwiedzanie | Dęblin atrakcje | Atrakcje Dęblin | Co warto zobaczyć w Dęblinie | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Dęblin | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Kryłów

ABC o Kryłowie

Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.

A jak atrakcje

Na dobry początek wyprawy warto jest wybrać się do neogotyckiego Kościoła Narodzenia NMP z 1860 roku, w którego wnętrzach znajduje się obraz Matki Boskiej Loretańskiej z XVII wieku sprowadzony z Rzymu przez kardynała Michała Radziejowskiego. We wnętrzach świątyni znajduje się też XVIII wieczny krucyfiks i organy datowane na 1841 rok. Sama wieża świątyni, często pięknie odbija się pobliskim Bugu.

W niedużej odległości od budynku kościoła znajdują się ruiny zamku Ostrorogów z XVI wieku, zlokalizowanego na wyspie rzecznej. Ruiny zamku w Kryłowie to jedna z najważniejszych i najcenniejszych atrakcji tego terenu, która przyciąga do tutaj wielu turystów.

Niedawno wykonano tu prace renowacyjne w trakcie których odtworzono wschodni bastion obronny średniowiecznego ufortyfikowania zamkowego. Prace poprzedziły badania archeologiczne. Najciekawsze wyniki dały badania magnetyczne. Podczas badań archeolodzy znaleźli kilkaset zabytków z XVII–XX wieku: kufle, ceramikę, pieczęcie, przedmioty metalowe, miedziane i ołowiane, kafle, militaria oraz kilkadziesiąt monet, a ja jestem przekonany, że zamek ten skrywa jeszcze wiele ukrytych tajemnic. Z zamkiem związane są liczne legendy, m.in o lochach prowadzących stąd do dawnego klasztoru reformatów, do cudownego źródełka pod Kryłowem, czy nawet, aż do Bełza i Włodzimierza. 

W pobliżu zamku spacerując Krainą Suma przejdziemy też m.in. przez kładkę z desek wiszącą na stalowych linach, o długości ok. 40 m., zobaczymy suma z kamienia, figury zwierząt występujących na wyspie, stanowisko bobra europejskiego, bociana białego i Myszorka podróżnika, który zajrzał w paszczę, tego kamiennego potwora. Szacun Myszor za odwagę. Muszę Wam też zdradzić, że ta podróż odbyła się właśnie dzięki Niemu. A więcej na temat jego dzielnych podróży dowiecie się tutaj.

Spacerując tamtędy na pewno prędzej czy później traficie na Ścieżkę Pohrebiską, która prowadzi m.in. przez drewniany most na rzece Bug, o której więcej będzie później, targowicę – nieistniejącą dzielnicę żydowską. Przy odrobinie szczęścia traficie na stanowisko żółwia błotnego, stanowisko orlika krzykliwego, kuropatwy, przepiórki, sarny i dzika. Zoofile i fani fotografii przyrodniczej, będą tu zadowoleni. Pamiętajcie tylko by w pogoni za zwierzyną nie przekroczyć granicy.

B jak Bug

Kryłów położony jest nad rzeką Bug, w obrębie Kotliny Hrubieszowskiej. Jak na moje oko, jest to idealna przestrzeń dla spragnionych kontaktu z przyrodą. Z czystym sumieniem polecam Wam dolinę Bugu, gdzie np. można popływać kajakami, lub posiedzieć i wypocząć nad brzegiem rzeki.  Te malownicze tereny pozwolą Wam się zrelaksować i zapomnieć o zgiełku miasta.

C jak co u krowy w Kryłowie?

Nadbużańskie krajobrazy w okolicy Kryłowa są fantastyczne. W malowniczej scenerii leżą ruiny zamku, który coraz częściej staje się obiektem zainteresowania turystów, fotografów, malarzy i tych co lubią wypić piwo w ruinach.  Apel do tych ostatnich, nie zostawiajcie po sobie puszek czy innych śmieci. Miejcie świadomość, że jest to unikatowy zabytek na sztucznej wyspie nad odnogą Bugu, który zasługuje na szacunek. Z resztą na ten szacunek zasługuje cała planeta, ale o tym więcej innym razem. Jeżeli chodzi natomiast o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to nadal nie mam dobrych wiadomości, szukam dalej. Niestety w Kryłowie nie spotkałem ani jednej krasuli. Jeśli chcecie wesprzeć moje poszukiwania  i zostać moim Patronem, zapraszam Was już dziś na mój PATRONITE. Dziękuję również za wsparcie moim obecnym Patronom, a szczególnie witam nowego – Kubusia Puchatka. Coś czuję, że od teraz mój blog będzie mlekiem, a szczególnie i miodem płynący. Także bójcie się i do następnego Kochani.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Kryłowie #lubelskie #rafalbil
#Kryłów #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Kryłowie| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

konkurs z Jack Link’s

Jak pewnie wiecie, podróże to również nowe doświadczenia kulinarne. Warto wyruszając w najdalsze zakątki świata próbować czegoś nowego, egzotycznego, czegoś czego nie znajdziecie w naszych sklepach czy marketach. Każde nowe doświadczenie ubogaci nasze kubki smakowe bez względu na to czy jest to śmierdzący durian, suszony skorpion czy brazylijski wół. Dziś przy tym ostatnim zostańmy. Przyszło mi posmakować w ostatnich dniach, delikatnej, suszonej wołowiny, chyba najlepszej jaką w życiu jadłem. Zaznaczę, że była to moja pierwsza suszona wołowina, którą miałem w ustach 😉

Wszystko to jest o tyle ciekawe, ze jak zapewnia producent, całość przygotowywana jest według tajnej receptury rodzinnej Jack Link’s. Serwowana jest z przyprawami i odrobiną dymu, co w efekcie finalnym ma zapewnić doskonałą mięsną przekąskę o wysokiej zawartości białka.

Jedno jest pewne ciekawy smak uzyskano dzięki zastosowaniu sosu sojowego, a proces suszenia sprawia, że produkt ten zajmuje minimalną ilość miejsca w czasie transportu, co świetnie sprawdzi się w każdej podróży. Otrzymujemy więc produkt bogaty w źródło białka, który nie zajmuje dużo miejsca w plecaku. Sprawdzi się więc świetnie np. na wyprawy po górach, czy na dłuższe piesze wycieczki.

W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s.  Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook Rafał Bil – fotografia. Gwarantuję Wam, warto jest spróbować. Dla mnie jest to zupełnie nowe, ciekawe kulinarne doświadczenie. Jestem niesamowicie zainteresowany Waszymi nowymi czy intrygującymi doświadczeniami kulinarnymi. Napiszcie więc w komentarzach co nowego czy dziwnego jedliście podczas Waszych wypraw – wygrywa pierwsza odpowiedź na pytanie. Niech moc będzie z Wami.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#rafalbil #fotografia #podróże #projekttrnd #jacklinkspl
#konkurs #beefjerky #protein #blog podróżniczy #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Końskowola| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Końskowola | Co warto zobaczyć w Końskowoli| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Końskowola

Witajcie, dziś czas na wyprawę do Końskowoli, odkryję przed Wami różane zagłębie, kilka lokalnych legend oraz zdradzę,  gdzie zamiast lokalnej krowy, która zmieni zdanie, znalazłem uroczo słodkiego jednorożca. Także dziś kolejna podróż dla widzów o mocnych nerwach, bo tak słodko nie będzie przez całą wyprawę. Podłączcie się lepiej do cewników, bo startujemy. Ja za to zabieram z lokalnego sklepiku w drogę coś dla siebie, bo dziś potrzeba mi będzie sporo energii. Czasu na zobaczenie Końskowoli mam niewiele, a plany eksploracyjne są jak zawsze ambitne. 

Warto jest wiedzieć, że Końskowola to dawne miasto, a obecnie osada o charakterze miejskim, która znajduje się w województwie lubelskim. Precyzyjnie ruszamy w podróż do powiatu puławskiego, gdzie swą siedzibę ma gmina Końskowola. Najlepiej z resztą zobaczcie sami na poniższej mapie, o jakim miejscu dokładnie jest mowa. Dzisiejsza wyprawa to trasa około 45 km od Lublina, która zajmie nam plus minus pół godzinki jazdy samochodem w jedną stronę. W Końskowoli znajduje się też przystanek kolejowy Pożóg na linii kolejowej Warszawa – Lublin – Dorohusk, także dojazd autem nie jest jedyną alternatywą. Co więcej z Lublina kursują tu również połączenia busami, więc jeśli tylko zechcecie wybrać się do miejscowości, to jest na to kilka sposobów. Osada ta znajduje się nad rzeką Kurówką, jednak kajakiem z lubelskiej Bystrzycy dopłynąć się tam nie da. Także wykluczyć możemy powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do Końskowoli. Drogą wodną niestety nie da rady. Choć  gdyby się uprzeć, wsadzić w busa kajak, przejechać w nim całą trasę, można by później wmawiać wszystkim, że ja do Końskowoli dotarłem z Lublina kajakiem, pytanie jest tylko zasadnicze – po co robić z siebie jeszcze większego wariata? 


Zastanówmy się może lepiej nad tym, dlaczego warto jest tu się wybrać? Primo – z
achował się tu m.in. dawny układ urbanistyczny: rynek, ratusz, dwa kościoły i zespół folwarczny. Secundo – południowa część gminy leży w obrębie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego i jego strefy ochronnej. Tereny te charakteryzują się znacznymi walorami krajobrazowymi i urozmaiconą rzeźbą terenu w postaci  m.in. malowniczych wąwozów lessowych o stromych ścianach i wąskich dnach. Tertio jest tu ogrom szkółek drzew i krzewów, więc można chociażby przy okazji zrobić zakupy do ogrodu. Voto – ludzie są tu bardzo życzliwi, pozdrowienia dla Pani z jednej z tamtejszych szkółek drzew i krzewów. Dziękuję za miłą obsługę i rabat 😉  Powiem Wam, że można by wyliczać tak dalej w nieskończoność, zatem przejdźmy może od razu do atrakcji, które na nas tu czekają. Poznajcie moje ABC o Końskowoli. Ruszajmy w drogę szlakiem Renesansu Lubelskiego. Choć Końskowola swoją historią obdzielić by mogła co najmniej kilka miast. Ja postaram się Wam przybliżyć kilka legend i ciekawostek oraz wyjaśnić etymologię nazwy Końskowola. Czy miejscowość powstała, jak donosi jedna z legend, z woli rycerskiego konia, który właśnie tutaj zatrzymał się w podróży i mimo perswazji nie chciał dalej iść? Czy zgodnie z prawdą historyczną – od nazwiska Konińskich herbu Rawa, którzy w XIV w. zmienili nazwę istniejącej tutaj pierwotnie Woli Witowskiej na Wolę Konińską? To wszystko i jeszcze więcej, tylko u mnie i tylko dzisiaj, taka promocja kochani. Zacznijmy od tutejszych atrakcji.

A jak atrakcje turystyczne

W miejscowości Końskowola znajdziemy kilka zabytkowych obiektów. Jednym z nich jest renesansowy kościół szpitalny pw. św. Anny. Nie jest to jedyny tutejszy kościół, gdyż niedaleko niego znajdziemy XVI – wieczny zabytkowy Kościół Parafialny pw. Znalezienia Krzyża Św. i św. Andrzeja Apostoła z kryptami. Już widzę te uśmiechy na twarzach u nekrofili, którzy śledzą mój fanpage. Nie ma co, że tak powiem zgłębiać tematu. Wielu z Was może zainteresować bardziej XVI – wieczny Dwór Tęczyńskich, czy wybudowany w 1775 roku Ratusz, który w ostatnim czasie zupełnie odmienił swój pierwotny wygląd. Znajdziecie tu też folwark, oraz bardzo klimatyczny cmentarz ewangelicko – augsburski. Śmiało więc mogę przyznać, że każdy turystyczny zbok, czy zwyrol znajdzie tu coś dla siebie. Postaram się Wam pokazać ciekawą architekturę oraz sprawić byście poczuli, czym pachnie Końskowola. Ale może by zachować pewien porządek, postaram się w końcu usystematyzować te najważniejsze moim zdaniem atrakcje, żeby z tego całego bałaganu wycisnąć pewne piękno.

Kościół pw. św. Anny

Kościół ten pochodzi z 1613 roku. Choć jest niewielki, to z uwagi na swój urok, rzuca się w oczy każdemu, kto tylko przejeżdża przez Końskowolę. Wg mnie to najważniejszy punkt mojej dzisiejszej eksploracji. Jest to bowiem jedna z pierwszych świątyń zbudowanych w stylu renesansu lubelskiego, której szlakiem podążam. Pierwsza pisemna wzmianka o nim pochodzi już z 1549 roku. Był wtedy drewnianą kaplicą pod tym samym wezwaniem. Zdecydowanie warto jest  tu przyjechać, chociażby dla zobaczenia samej tej budowli.

Kapliczka morowa

W pobliżu kościoła pw. św. Anny, na terenie dawnego cmentarza znajduje się kapliczka morowa wystawiona w 1892 r. podczas epidemii cholery.

Dwór Tęczyńskich

Naprzeciw wspomnianego kościółka św. Anny, na niewielkim wzniesieniu stoi piętrowy dom ze spiczastym, czterospadowym dachem. Jest nieco ukryty za znajdującą się tam roślinnością. Jest dość niepozorny i aż trudno sobie wyobrazić, że jego historia sięga pierwszej połowy XVI wieku. Pierwotnie jednak budynek ten wyglądał zgoła inaczej. Najprawdopodobniej pierwotny dwór został spalony w czasie potopu szwedzkiego, na szczęście finalnie budowlę odbudowano.

Kościół parafialny pw. Znalezienia Krzyża św. i św. Andrzeja Apostoła

Kościół parafialny w Końskowoli ufundowany został w połowie XVI w. przez Andrzeja Tęczyńskiego, ówczesnego wojewodę lubelskiego i kasztelana krakowskiego. Wcześniej w jego miejscu stał drewniany kościół p.w. Znalezienia Krzyża Świętego i szacuje się, że ten powstał w końcu XIV wieku. Następnie ulegał przebudowom. Oprócz samej świątyni na uwagę zasługuje też pomnik Vanitas z połowy XVI wieku. Dawny cmentarz przykościelny, upamiętniono tu pomnikami między innymi Franciszka Dionizego Kniaźnina oraz generała Józefa Orłowskiego, a sama świątynia skrywa również w swych podziemiach krypty, którymi zainteresują się nie tylko nekrofile.

Krypty

Gdy udamy się do krypt, możemy poczuć się jak w mauzoleum Rodziny Tęczyńskich. W krypcie pod kaplicą południową złożono ciało Zofii z Opalińskich Lubomirskiej – również i na jej sarkofagu wyryto herb Tęczyńskich, czyli topór. Ciekawostką jest to, że do chwili obecnej rozpoznano tam trzy systemy krypt. Pierwszy zlokalizowany jest pod ołtarzem głównym, gdzie pochowany został m.in. Franciszek Zabłocki. Krypta północna: wiadomo było o niej tyle, że znajduje się w niej pomnik symbolizujący Vanitas. Oprócz pomnika odnaleziono w niej liczne pochówki szlacheckie z XVIII wieku. Z sali tej wychodzą cztery wyjścia do kolejnych krypt lub korytarzy, z których trzy zostały zamurowane prawdopodobnie już w XVI i XVII wieku. Moim zdaniem miejsce to jest niezwykle klimatyczne i przez to interesujące. Krypty kryją bowiem wyjątkowej urody sarkofagi, a największym skarbem końskowolskiej fary wydaje się być wspomniany powyżej nagrobek  Izabeli i Łukasza Opalińskich. 

Ratusz

W pobliżu kościoła parafialnego znajduje się m.in. ratusz. Wybudowany został w 1775 r. z fundacji Aleksandra Augusta księcia Czartoryskiego we wczesnym stylu klasycystycznym, a obecnie został przebudowany i nadano mu inny kształt, dzięki czemu nabrał odmiennego charakteru. Jest głównym budynkiem świeckim kształtującym miejski układ przestrzenny Końskowoli. Na placu w pobliżu ratusza znajdziecie m.in. pomnik pamięci. 

Pomnik pamięci

Pomnik poświęcony jest pamięci mieszkańców pomordowanych przez hitlerowców i poległych w latach 1939 – 1945. Pomnik stoi na rynku w Końskowoli. Jest to prostokątny postument z napisem upamiętniających pomordowanych. W górnej części postumentu na wystających płytach wykonane zostały płaskorzeźby żołnierzy podczas akcji bojowej. Cenne miejsce dla upamiętnienia smutnej historii miasta i kraju.


Żółty szlak rowerowy

Warto jest również przyjechać tu z rowerami. Końskowola należy do szlaku rowerowego, który ciągnie się prawie 30 km wzdłuż następujących miejscowości: Puławy – Osiny – Sielce – Końskowola – Młynki – Puławy. Szlak ten biegnie przez pola i lasy, z dala od większych skupisk ludzkich, co dodatkowo podnosi jego walor, a przez ponad połowę długości tej trasy przejedziecie nad rzeką Kurówką. Bardzo polecam wszystkim fanom pedałowania.

Cmentarz ewangelicko-augsburski

Czartoryscy, dbając o rozwój gospodarczy Końskowoli sprowadzili tu ok. 300 rzemieślników z Niemiec, głównie z Saksonii. Szkoda, że największą pamiątką po tej społeczności są pozostałości malowniczo położonego nad rzeką Kurówką cmentarza.

Folwark

Wśród zabytków końskowolskich ważne miejsce zajmują pozostałości dawnego folwarku. Z całą pewnością istniał on w miasteczku już za czasów Tęczyńskich, przez kolejnych właścicieli – Lubomirskich i Sieniawskich – był pieczołowicie rozbudowywany, ale swój rozkwit zawdzięcza Czartoryskim, którzy właśnie w Końskowoli ulokowali administrację swoich nadwiślańskich dóbr. Folwark w Końskowoli obejmował, oprócz pałacu ekonoma, także mieszkania urzędników, mieszkania oraz warsztaty rzemieślników kilkudziesięciu profesji, trzy browary, mielcach, gorzelnię, młyny, składy, spichlerz, stajnie i obory.

B jak bajeczne legendy

Kto z nas nie lubi legend? Bajeczki, ploteczki, dupeczki czy voodoo laleczki – tego również nie może zabraknąć i dziś na moim blogu. Jeśli Wasze respiratory nadal działają, to bądźcie szczęśliwi, gdyż za chwilę poznacie legendę nawiązującą do etymologii nazwy Końskowola. I choć wielu z Was może mieć już sprośne myśli. Ja jednak powiem Wam jak wyglądają tutejsze legendarne opowieści, w których wszystko zależało od woli koni. Poniżej prezentuję te, które udało mi się dla Was zdobyć:

LEGENDA O POWSTANIU WSI

Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.

Czarna kobieta aksamitnym płaszczem okryła świat. Tego wieczoru, od strony Puław, jechała kareta ciągnięta przez cztery konie. Drewniane koła pojazdu głęboko wrzynały się w błoto. Konie, smagane ostrym deszczem, zmniejszały szybkość. W karecie dziedzic okrywał zmarzniętą, młodą i piękną jak róża żonę, przywołując do porządku woźnicę, który stracił panowanie nad końmi i zjechał na stary, zapomniany przez ludzi cmentarz.

Konie, szalejąc, ciągnęły karetę za sobą. Wreszcie stanęły jak wryte… Woźnica smagał je, batem daremnie usiłując zmusić do dalszej jazdy. Wystraszone rumaki stawały dęba, rżały cofając się w panice. Wokół szalała burza…Ziemię nawiedził silny grzmot. Zdawało się, iż opadną obłoki i cały świat runie.

Tu i ówdzie w pobliskie drzewa trafiały pioruny rozłupując je na drzazgi. Po godzinnym piekle, jakie sprawiła natura, powoli nastawała cisza. Ucichła burza i noc przybrała inną szatę. Na niebie ukazały się nieco przymglone gwiazdy.

Konie, które teraz poganiał dziedzic, raptownie szarpnęły i kareta obróciła się wokół własnej osi – konie chciały zawracać. Wówczas dreszcze lęku ogarnęły podróżnych – przypisując to mocy Bożej lub szatańskiej. Wiosną 1380 roku na tym cudownym miejscu stanęła kaplica a jej fundatorem był dziedzic Jan Koniński z Witowic.

Tu powstała więc wieś przyjmując nazwę Konińska Wola – od końskiej woli. 

LEGENDA O JEŹDŹCU Z KOŃSKIEJ WOLI

Podanie ludowe głosi, iż przed wiekami, po groźnej i ulewnej burzy, zabłądził w puszczy możny pan – jeden z zaufanych doradców króla Bolesława Śmiałego. Kiedy na próżno usiłował znaleźć leśny dukt, zdał się na instynkt swojego wierzchowca.

Przestał nim kierować, jedynie klepnął zwierzę po karku i zagadał doń pieszczotliwie. Koń kluczył wśród zarośli, aż wreszcie zatrzymał się, zwiesił głowę, począł skubać trawę. Jeździec w żaden sposób nie mógł go zachęcić do dalszej drogi. I oto nagle ukazali się smolarze, którzy podprowadzili jeźdźca do leśnego traktu.

Wówczas jeździec zrozumiał, że uparta wola konia sprawiła, iż szczęśliwie odnalazł drogę w dzikiej kniei. A kiedy później opowiadał na królewskim dworze swoją przygodę, ten i ów żartując zaczął to miejsce nazywać końską wolą.

LEGENDA O KAWAŁKU DRZEWA Z KRZYŻA ŚWIĘTEGO W KOŃSKOWOLI

Niech tam sobie mędrcy wywodzą swoją naukową teorię na temat powstania Końskowoli. Twierdzą, że powstała ze starej osady o nazwie Wola Witowska i od nazwiska właścicieli okolicznych dóbr. Ale stara legenda głosi inaczej.

Przed wiekami przez miejscowość położoną nad rzeką Kurówką prowadził znaczny szlak handlowy. Podobno była to droga łącząca Ruś Kijowską z Rzymem. Trakt jak trakt. W jednym miejscu droga była dobrze ubita, w innym błotnista. W dolinie Kurówki, w miejscu gdzie gościniec prawie dotykał rzeki, bagnisko było rozległe. I nawet latem, jeśli deszcze popadały, trudno było przejechać.

Błoto przelewało się przez koła, a koniom sięgało po brzuchy. Konie się buntowały i stawały dęba. Nawet batożenie nie pomagało. Ani nawet popychanie wozów przez unurzanych w szarej mazi pachołków. Cały tabor stał w miejscu. Miejsce to rychło stało się znane wszystkim przewoźnikom. Mówili, że jest to miejsce gdzie od końskiej woli zależy czy się pojedzie czy nie.

Na tym nie koniec. Pewnego razu taborem, z Ziemi Świętej, wieziono relikwie – kawałek drzewa z Krzyża Świętego. Konie stanęły. I choć tym razem błota było nawet mniej niż innymi razy, nie chciały ruszyć. Domyślano się, że przez konie przemawia Wyższa Siła.

Uszczknięto więc skrawek relikwii i pozostawiono, a miejscowa ludność postanowiła wybudować na tym miejscu kościół. Konie ruszyły od razu, jakby wcale nie były zmęczone. Stąd Końskowola, a w niej Kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyż Świętego.

LEGENDA O DIABELSKIM PODRZUTKU Z KOŃSKOWOLI

Było to dawno, dawno temu, w czasach, gdy diabły lubiły podmieniać ludziom dzieci. Pewna wieśniaczka zabrała w pole niemowlę. Zajęta pracą, na chwilę straciła je z oczu,a kiedy zaczęło płakać, poszła sprawdzić co się dzieje. Widok ją przeraził, bo zamiast jej dziecka w pieluchach leżał przeraźliwie brzydki stwór z żabimi oczami  i uszami nietoperza. Zrozpaczonej matce guślarka poradziła wykąpać podrzutka w święconej wodzie. Czarci syn wrzeszczał ile miał sił w piersiach, aż usłyszał go jego ojciec Diabeł. Zorientowawszy się w sytuacji, natychmiast oddał matce jej  dziecko, a ze swym  potomkiem uciekł do Królestwa Piekieł. Ów  Diablik wyrósł na okrutnego, mściwego Czarta, któremu przypisywano liczne przypadki śmierci  mieszkańców  Końskowoli, bo jak mawiano: mścił się za swą „święconą kąpiel”.

C jak czym pachnie Końskowola?

Gmina Końskowola tworzy tzw. „zielone zagłębie” słynące z produkcji szkółkarskiej, która obejmuje uprawę sadzonek drzew, różnych gatunków krzewów owocowych oraz ozdobnych. Gmina jest jednym z największych w kraju producentów krzewów róż. Korzystne warunki glebowe powodują, że rocznie eksportuje się stąd najwięcej róż na tle całego kraju. Szacuje się nawet, że uprawą roślin zajmuje się tu ponad 80% mieszkańców gminy, a sama Końskowola nazywana bywa „różanym miastem” albo „miastem róż”. Także już wiemy, czym pachnie Końskowola, a zwróćcie uwagę, że nazwa mogła tak bardzo zmylić. Nie miejcie jednak wątpliwości, w różanym zagłębiu nie pachnie końską kupą. Byłem, wąchałem, potwierdzam, z resztą możecie osobiście się o tym przekonać, do czego zachęcam.

Leżąca niedaleko Puław Końskowola jest zdecydowanie rzadziej odwiedzana przez turystów, a szkoda, bo moim zdaniem ma niezwykle barwną historię. Warto poznać także tutejsze zabytki, poczuć klimat tego miejsca i poznać lokalną społeczność, gdyż jest bardzo życzliwa dla przyjezdnych. Niebawem kolejne podróże szlakiem renesansu lubelskiego. Warto jest wiedzieć, że jest to wykształcony na terenie Lubelszczyzny styl architektoniczny, który łączy w sobie cechy gotyku oraz renesansu włoskiego i niderlandzkiego. Charakterystyczne dla niego są m.in. sterczynowe szczyty i bogato zdobione gzymsy. Pojawił się wraz z zatrudnieniem zagranicznych architektów, a rozprzestrzenił na terenach ówczesnej wschodniej Polski. Zatem wypatrujcie kolejnych wpisów i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Końskowoli #lubelskie #rafalbil
#Końskowola #blog podróżniczy #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Końskowola| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Końskowola | Co warto zobaczyć w Końskowoli| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Muzułmański Cmentarz Tatarski

Ci, którzy znają mnie bliżej, wiedzą, że gdy podróżuję, lubię również odwiedzać cmentarze. Dziś opowiem Wam o jednej z warszawskich nekropolii. Nie będzie żartów, ani poszukiwań krowy, która zmieni zdanie. Także jeśli ktoś liczył na śmieszki heheszki, niech od razu zamknie stronkę, ale jeśli dacie się zabrać na ten wirtualny spacer w tę część Woli, myślę, że nie będziecie żałować. Zabieram Was na cmentarz znajdujący się w sąsiedztwie Cmentarza Powązkowskiego. Choć jest to jedna z najmniejszych i jednocześnie najrzadziej odwiedzanych stołecznych nekropolii, nie oznacza, że nie jest warta uwagi. Zabieram Was dziś do jednego z najbardziej orientalnych miejsc w Warszawie. Poznacie kilka ciekawostek i elementów tutejszego pochówku. Gotowi? No to ruszamy. Przyszedł czas na ABC o Muzułmańskim Cmentarzu Tatarskim.

Trzeba też przyznać, że powierzchniowo cmentarz ten również nie należy do okazałych na tle innych tutejszych nekropolii, gdyż  zajmuje zaledwie powierzchnię przybliżoną do około jednego hektara. Niemniej warto jest tu przyjść, by zobaczyć jak pochowani są m.in. wyznawcy Allaha, dla których Polska stała się drugą ojczyzną.

Muzułmański Cmentarz Tatarski został założony w 1867 roku. Otwarto go z dość utylitarnych względów, bowiem zapełnił się w tamtym czasie Muzułmański Cmentarz Kaukaski, który do dziś mieści się przy ul. Młynarskiej w Warszawie. Warto jest wiedzieć, że pierwotnie chowano tutaj muzułmanów z wojska rosyjskiego. Obecnie zdecydowaną większość stanowią tu  pochowani spolszczeni Tatarzy pochodzący z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przez długi czas, bo do I wojny światowej, a nawet w początkach II Rzeczypospolitej, funkcjonował jako nekropolia żołnierska, z tej prostej przyczyny, że większość muzułmanów w Kongresówce służyła w wojsku carskim. Niestety cmentarz ten został częściowo zniszczony podczas II wojny światowej. Spustoszeń dokonali Niemcy w 1942 roku, kiedy ich czołgi skryły się tu przed radzieckim nalotem. Jednak apogeum zniszczeń nastąpiło w czasie powstania 1944 roku, gdy Niemcy ostrzeliwali pozycje powstańców. Na szczęście część nagrobków zachowała się do chwili obecnej i dzięki temu mogę je Wam dziś pokazać.

Cmentarz ten dziś jest miejscem pochówku nie tylko licznych Polskich Tatarów, ale również innych wyznawców islamu. Obecnie znajduje się on pod opieką Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i od 1984 roku, cała nekropolia została wpisana do rejestru zabytków. Natomiast w 2014 roku uznano go za pomnik historii. Jeżeli zdecydujecie się to miejsce  odwiedzić, wystarczy udać się na ul. Tatarska 8 w Warszawie. Spacer, który tam odbędziecie, może będzie krótki pod względem pokonanej odległości, ale niekoniecznie pod względem czasu, który tam spędzicie. Pośpiech nie jest tu wskazany, ponieważ łatwo jest wówczas nie zauważyć oryginalnych napisów na nagrobkach. Mnie osobiście urzekł grób, gdzie pochowany był gen. Safar-Bek Malaga, szczególną mą uwagę przykuł napis „Śpij spokojnie w tym grobie, niech się Kaukaz przyśni Tobie”.

Warto jest pamiętać, że Tatarzy polscy są wyznawcami obrządku sunnickiego, obejmującego większość wyznawców Islamu na świecie. Jednakże oddalenie i praktyczny brak kontaktów przez kilka stuleci z centrami muzułmańskimi spowodował wprowadzenie do praktyk religijnych i przeniknięcie do obrzędowości i tradycji wielu pierwiastków chrześcijańskich, ale i elementów wierzeń szamańskich. Nie spowodowało to jednak odejścia od najważniejszych zasad islamu. Jak głosi informacja zapisana na cmentarnej tablicy, niedozwolone jest chowanie prochów osób kremowanych, odmawia się wówczas pogrzebu, bowiem kremacja wśród wyznawców islamu jest zabroniona. Ciekawostką jest również to, że jeszcze pod koniec XIX w. cmentarz podzielony był na część dla bogatszych, która znajdowała się na prawo od wejścia i część dla biedniejszych, tej po lewej stronie. Na szczęście z upływem czasu podział ten został zażegnany. Dziś jest to miejsce do zadumy, ale i uczące nas tolerancji, pytanie jest tylko takie, czy jesteśmy gotowi na takie lekcje. Trzymajcie się i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#warszawa co warto zobaczyć #mazowsze #rafalbil
#blog podróżniczy #cmentarz tatarski #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Cmentarz Tatarski| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Warszawa | Co warto zobaczyć w Warszawie| Mazowsze 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Neple

A jak atrakcje Nepli

Jeśli w szkole określano Cię lamusem, to wiedz, że nie jesteś sam. Od 1786 roku we wsi Neple stoi nieco inny, ale również lamus – tyle, że ten zwany był i jest “Skarbczykiem”. Jedną zasadniczą różnicą jest tylko to, że tutaj określenie lamus odnosiło się do wzniesionego przez Franciszka Ursyna Niemcewicza budynku, a nie do Ciebie, prawdopodobnie z uwagi, że uczyłeś czy uczyłaś się lepiej od innych i przez swoją introwertyczność odstawałaś/eś od reszty ludzi z klasy. Nie łam się jednak, bo nie skończyłaś/eś finalnie tak źle jak ten z Nepli. Budowla dziś niszczeje, a szkoda, gdyż choć nie jest wielka, to ma swój unikalny urok. Ty skoro czytasz mój blog widać masz się dobrze, wiedz tylko, że za straty na Twoim mózgu, za dalszą lekturę nie odpowiadam. Robisz to zupełnie na własną odpowiedzialność, a ja jedynie doceniam Cię za odwagę.

Wróćmy jednak do naszego lamusa z Nepli. Budynek ten przechodził remonty i po odnowieniu nadano mu neogotycki charakter.  Był on częścią całego zespołu pałacowego i jednocześnie jedną z nielicznych budowli, która obok kaplicy grobowej św. Juliusza oraz budynku mieszkalnego, tzw. Białego Dworku zachowała się do dziś. Zespół dworski w Neplach należał jak się łatwo domyślić w okresie XVII-XIX w. do rodu Niemcewiczów. Na początku XIX wieku nowy właściciel Nepli, Kalikst Mierzejewski wybudował tu tzw. Biwak – pawilon mieszkalny przeznaczony dla cara Aleksandra I, który w latach 1818-25 przybywał do Nepli, a właściwie do żony Kaliksta – pięknej Julii z Orzeszków.

Tak czy siak mało kto się domyśla, ale z gościnności korzystał sam car. Zostawiam jednak ten temat, gdyż wiem jakie niegrzeczne myśli się Was imają, z resztą po części słusznie. Mówiło, się bowiem, że owocem tych częstych odwiedzin jak i romansu cara z żoną właściciela Nepli miał być syn Mierzejewskich – Juliusz August, urodzony w 1817 roku. Ja jednak plotkami się nie zajmuję. Czas zatem na sprawy bardziej poważne*, czyli czas na słynną Babę z Nepli (*ja i sprawy poważne – to na pewno nie jest cytat ze mnie).

B jak Baba z Nepli

Kto z nas nie lubi Legend? Jedna z tutejszych głosi, że piękna młoda dziewczyna zakochała się w tutejszym chłopie, którego nie zaakceptowała jej matka. Młodzi chcieli wziąć ślub, ale dzień przed uroczystością matka ostrzegła swoją córkę słowami: Obyś skamieniała zanim dojdziesz do kościoła. I tak o to Panna Młoda idąc przez pola na swój ślub zamieniła się w kamień. Dziewczyna biegła już jednak do swojego chłopca i nic nie robiła sobie z klątwy matki. Radosnym krokiem przemierzała rozkwiecone łąki. Od kościoła dzielił ją jeszcze mały pagórek, kiedy nogi zaczęły jej bardzo ciążyć. Każdy kolejny krok stawał się coraz trudniejszy. Postanowiła jednak, że postawi na swoim i stanie ze swoim wybrankiem przed ołtarzem. Niestety po kilku kolejnych krokach w kierunku świątyni panna cała zamieniła się w głaz. Stoi tam do dziś dnia, jako przestroga dla nieposłusznych panien i kawalerów. Morał jest tej historii prosty, trzeba się słuchać mamy. Pozdrawiam swoją, buziaki dla Ciebie Tereska.

Gdy spojrzałem swym subiektywnym okiem na ów Babę, to powiem Wam, że bardziej przypominała mi Bukę z Muminków lub coś na kształt kamiennego krzyża. Jeśli przyjąć by tą drugą wersję, miało by to swój sens. Prawdopodobnie mogło być to miejsce kultu dawnych Słowian. Bo co by tu robiła Buka, to nie umiem Wam powiedzieć, szczególnie, że trafić w to miejsce nie było prosto, gdyż asfalt zwijali już jakieś 1000 metrów wcześniej. Szkoda też, że ktoś usilnie chciał wykonać jej coś w stylu make-up’u. Tutaj apel na dziś – drodzy czytelnicy mojego bloga, szanujmy pomniki przyrody, kochajmy wszystkich, nie oszczędzajmy nikogo.

C jak czołg

Aby dojść czy dojechać do kolejnej atrakcji Nepli, należało kierować się polną drogą naprzeciw Kamiennej Baby wprost właśnie do pomnika czołgu. Kamień stoi na wzgórku w odległości około 50 metrów od asfaltowej drogi, dzięki czemu łatwiej już było trafić do tej unikalnej atrakcji Nepili. Kiedy zobaczyłem ten unikatowy czołg Armii Czerwonej, który jako pierwszy miał przejechać Bug i wraz z innymi wyprzeć Niemców z Polski, zrobiło mi się niedobrze, być może dlatego, że wcześniej zjadłem hot dogi na stacji benzynowej, albo z uwagi na wyboje drogowe, a być może z innych względów, sam już nie wiem.

Fakt faktem, czołg jest odmalowany i dumnie stoi na podwyższeniu, tuż nieopodal naturalnej granicy między Polską, a Białorusią. A właśnie, będąc już tak blisko rzeki, koniecznie wybierzcie się nad Bug, którego zakole, kapitalnie widać na skraju skarpy, przy słupku granicznym numer 1287. W okolicy znajdziecie też Rezerwat przyrody Czapli Stóg, którego całkowita powierzchnia zajmuje niespełna 5 ha. Bez wątpienia w tym miejscu wypoczniecie, a przy odrobinie szczęścia zobaczycie Czaple. Mnie tym razem się nie udało, ale spacerujący po pobliskim polu bocian, zrekompensował wszelkie braki czapli czy krowy, która mogłaby zmienić zdanie. Ale nie martwcie się poszukiwania trwają dalej. Dla niewtajemniczonych podaję link do akcji pod kryptonimem Mućka.

Reasumując – czy warto jest tutaj przyjechać? Moim zdaniem tak, mając na uwadze, że jest to wieś, to śmiem przyznać, że ma całkiem sporo do zaoferowania. Mam też na względzie, że jedni lubią przytulać się do siebie, inni do drzew, a jeśli lubicie utulić zimną jak głaz babeczkę, Neple są właśnie dla Was. Z góry przepraszam z tego miejsca wszystkich 245 mieszkańców Nepli, za te pielgrzymki z całej Polski fanatyków macania kamieni i innych zboków, którzy Was w najbliższych dniach odwiedzą. Co złego to nie ja, do następnego Kochani. Nie zapomnijcie zostawić lajka czy udostępnić posta na swoim fejsiku. Nic tak nie uratuje świata jak to.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#neple co warto zobaczyć #lubelskie #rafalbil
#blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Rafał Bil Podróże| Zwiedzanie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Neple | Co warto zobaczyć w Neplach| Lubelskie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020