Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

RAFAŁ BIL Fotografia i Podróże www.rafalbil.eu

Kryłów

ABC o Kryłowie

Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.

A jak atrakcje

Na dobry początek wyprawy warto jest wybrać się do neogotyckiego Kościoła Narodzenia NMP z 1860 roku, w którego wnętrzach znajduje się obraz Matki Boskiej Loretańskiej z XVII wieku sprowadzony z Rzymu przez kardynała Michała Radziejowskiego. We wnętrzach świątyni znajduje się też XVIII wieczny krucyfiks i organy datowane na 1841 rok. Sama wieża świątyni, często pięknie odbija się pobliskim Bugu.

W niedużej odległości od budynku kościoła znajdują się ruiny zamku Ostrorogów z XVI wieku, zlokalizowanego na wyspie rzecznej. Ruiny zamku w Kryłowie to jedna z najważniejszych i najcenniejszych atrakcji tego terenu, która przyciąga do tutaj wielu turystów.

Niedawno wykonano tu prace renowacyjne w trakcie których odtworzono wschodni bastion obronny średniowiecznego ufortyfikowania zamkowego. Prace poprzedziły badania archeologiczne. Najciekawsze wyniki dały badania magnetyczne. Podczas badań archeolodzy znaleźli kilkaset zabytków z XVII–XX wieku: kufle, ceramikę, pieczęcie, przedmioty metalowe, miedziane i ołowiane, kafle, militaria oraz kilkadziesiąt monet, a ja jestem przekonany, że zamek ten skrywa jeszcze wiele ukrytych tajemnic. Z zamkiem związane są liczne legendy, m.in o lochach prowadzących stąd do dawnego klasztoru reformatów, do cudownego źródełka pod Kryłowem, czy nawet, aż do Bełza i Włodzimierza. 

W pobliżu zamku spacerując Krainą Suma przejdziemy też m.in. przez kładkę z desek wiszącą na stalowych linach, o długości ok. 40 m., zobaczymy suma z kamienia, figury zwierząt występujących na wyspie, stanowisko bobra europejskiego, bociana białego i Myszorka podróżnika, który zajrzał w paszczę, tego kamiennego potwora. Szacun Myszor za odwagę. Muszę Wam też zdradzić, że ta podróż odbyła się właśnie dzięki Niemu. A więcej na temat jego dzielnych podróży dowiecie się tutaj.

Spacerując tamtędy na pewno prędzej czy później traficie na Ścieżkę Pohrebiską, która prowadzi m.in. przez drewniany most na rzece Bug, o której więcej będzie później, targowicę – nieistniejącą dzielnicę żydowską. Przy odrobinie szczęścia traficie na stanowisko żółwia błotnego, stanowisko orlika krzykliwego, kuropatwy, przepiórki, sarny i dzika. Zoofile i fani fotografii przyrodniczej, będą tu zadowoleni. Pamiętajcie tylko by w pogoni za zwierzyną nie przekroczyć granicy.

B jak Bug

Kryłów położony jest nad rzeką Bug, w obrębie Kotliny Hrubieszowskiej. Jak na moje oko, jest to idealna przestrzeń dla spragnionych kontaktu z przyrodą. Z czystym sumieniem polecam Wam dolinę Bugu, gdzie np. można popływać kajakami, lub posiedzieć i wypocząć nad brzegiem rzeki.  Te malownicze tereny pozwolą Wam się zrelaksować i zapomnieć o zgiełku miasta.

C jak co u krowy w Kryłowie?

Nadbużańskie krajobrazy w okolicy Kryłowa są fantastyczne. W malowniczej scenerii leżą ruiny zamku, który coraz częściej staje się obiektem zainteresowania turystów, fotografów, malarzy i tych co lubią wypić piwo w ruinach.  Apel do tych ostatnich, nie zostawiajcie po sobie puszek czy innych śmieci. Miejcie świadomość, że jest to unikatowy zabytek na sztucznej wyspie nad odnogą Bugu, który zasługuje na szacunek. Z resztą na ten szacunek zasługuje cała planeta, ale o tym więcej innym razem. Jeżeli chodzi natomiast o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to nadal nie mam dobrych wiadomości, szukam dalej. Niestety w Kryłowie nie spotkałem ani jednej krasuli. Jeśli chcecie wesprzeć moje poszukiwania  i zostać moim Patronem, zapraszam Was już dziś na mój PATRONITE. Dziękuję również za wsparcie moim obecnym Patronom, a szczególnie witam nowego – Kubusia Puchatka. Coś czuję, że od teraz mój blog będzie mlekiem, a szczególnie i miodem płynący. Także bójcie się i do następnego Kochani.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Kryłowie #lubelskie #rafalbil
#Kryłów #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Kryłowie| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

konkurs z Jack Link’s

Jak pewnie wiecie, podróże to również nowe doświadczenia kulinarne. Warto wyruszając w najdalsze zakątki świata próbować czegoś nowego, egzotycznego, czegoś czego nie znajdziecie w naszych sklepach czy marketach. Każde nowe doświadczenie ubogaci nasze kubki smakowe bez względu na to czy jest to śmierdzący durian, suszony skorpion czy brazylijski wół. Dziś przy tym ostatnim zostańmy. Przyszło mi posmakować w ostatnich dniach, delikatnej, suszonej wołowiny, chyba najlepszej jaką w życiu jadłem. Zaznaczę, że była to moja pierwsza suszona wołowina, którą miałem w ustach 😉

Wszystko to jest o tyle ciekawe, ze jak zapewnia producent, całość przygotowywana jest według tajnej receptury rodzinnej Jack Link’s. Serwowana jest z przyprawami i odrobiną dymu, co w efekcie finalnym ma zapewnić doskonałą mięsną przekąskę o wysokiej zawartości białka.

Jedno jest pewne ciekawy smak uzyskano dzięki zastosowaniu sosu sojowego, a proces suszenia sprawia, że produkt ten zajmuje minimalną ilość miejsca w czasie transportu, co świetnie sprawdzi się w każdej podróży. Otrzymujemy więc produkt bogaty w źródło białka, który nie zajmuje dużo miejsca w plecaku. Sprawdzi się więc świetnie np. na wyprawy po górach, czy na dłuższe piesze wycieczki.

W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s.  Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook Rafał Bil – fotografia. Gwarantuję Wam, warto jest spróbować. Dla mnie jest to zupełnie nowe, ciekawe kulinarne doświadczenie. Jestem niesamowicie zainteresowany Waszymi nowymi czy intrygującymi doświadczeniami kulinarnymi. Napiszcie więc w komentarzach co nowego czy dziwnego jedliście podczas Waszych wypraw – wygrywa pierwsza odpowiedź na pytanie. Niech moc będzie z Wami.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#rafalbil #fotografia #podróże #projekttrnd #jacklinkspl
#konkurs #beefjerky #protein #blog podróżniczy #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Końskowola| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Końskowola | Co warto zobaczyć w Końskowoli| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Końskowola

Witajcie, dziś czas na wyprawę do Końskowoli, odkryję przed Wami różane zagłębie, kilka lokalnych legend oraz zdradzę,  gdzie zamiast lokalnej krowy, która zmieni zdanie, znalazłem uroczo słodkiego jednorożca. Także dziś kolejna podróż dla widzów o mocnych nerwach, bo tak słodko nie będzie przez całą wyprawę. Podłączcie się lepiej do cewników, bo startujemy. Ja za to zabieram z lokalnego sklepiku w drogę coś dla siebie, bo dziś potrzeba mi będzie sporo energii. Czasu na zobaczenie Końskowoli mam niewiele, a plany eksploracyjne są jak zawsze ambitne. 

Warto jest wiedzieć, że Końskowola to dawne miasto, a obecnie osada o charakterze miejskim, która znajduje się w województwie lubelskim. Precyzyjnie ruszamy w podróż do powiatu puławskiego, gdzie swą siedzibę ma gmina Końskowola. Najlepiej z resztą zobaczcie sami na poniższej mapie, o jakim miejscu dokładnie jest mowa. Dzisiejsza wyprawa to trasa około 45 km od Lublina, która zajmie nam plus minus pół godzinki jazdy samochodem w jedną stronę. W Końskowoli znajduje się też przystanek kolejowy Pożóg na linii kolejowej Warszawa – Lublin – Dorohusk, także dojazd autem nie jest jedyną alternatywą. Co więcej z Lublina kursują tu również połączenia busami, więc jeśli tylko zechcecie wybrać się do miejscowości, to jest na to kilka sposobów. Osada ta znajduje się nad rzeką Kurówką, jednak kajakiem z lubelskiej Bystrzycy dopłynąć się tam nie da. Także wykluczyć możemy powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do Końskowoli. Drogą wodną niestety nie da rady. Choć  gdyby się uprzeć, wsadzić w busa kajak, przejechać w nim całą trasę, można by później wmawiać wszystkim, że ja do Końskowoli dotarłem z Lublina kajakiem, pytanie jest tylko zasadnicze – po co robić z siebie jeszcze większego wariata? 


Zastanówmy się może lepiej nad tym, dlaczego warto jest tu się wybrać? Primo – z
achował się tu m.in. dawny układ urbanistyczny: rynek, ratusz, dwa kościoły i zespół folwarczny. Secundo – południowa część gminy leży w obrębie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego i jego strefy ochronnej. Tereny te charakteryzują się znacznymi walorami krajobrazowymi i urozmaiconą rzeźbą terenu w postaci  m.in. malowniczych wąwozów lessowych o stromych ścianach i wąskich dnach. Tertio jest tu ogrom szkółek drzew i krzewów, więc można chociażby przy okazji zrobić zakupy do ogrodu. Voto – ludzie są tu bardzo życzliwi, pozdrowienia dla Pani z jednej z tamtejszych szkółek drzew i krzewów. Dziękuję za miłą obsługę i rabat 😉  Powiem Wam, że można by wyliczać tak dalej w nieskończoność, zatem przejdźmy może od razu do atrakcji, które na nas tu czekają. Poznajcie moje ABC o Końskowoli. Ruszajmy w drogę szlakiem Renesansu Lubelskiego. Choć Końskowola swoją historią obdzielić by mogła co najmniej kilka miast. Ja postaram się Wam przybliżyć kilka legend i ciekawostek oraz wyjaśnić etymologię nazwy Końskowola. Czy miejscowość powstała, jak donosi jedna z legend, z woli rycerskiego konia, który właśnie tutaj zatrzymał się w podróży i mimo perswazji nie chciał dalej iść? Czy zgodnie z prawdą historyczną – od nazwiska Konińskich herbu Rawa, którzy w XIV w. zmienili nazwę istniejącej tutaj pierwotnie Woli Witowskiej na Wolę Konińską? To wszystko i jeszcze więcej, tylko u mnie i tylko dzisiaj, taka promocja kochani. Zacznijmy od tutejszych atrakcji.

A jak atrakcje turystyczne

W miejscowości Końskowola znajdziemy kilka zabytkowych obiektów. Jednym z nich jest renesansowy kościół szpitalny pw. św. Anny. Nie jest to jedyny tutejszy kościół, gdyż niedaleko niego znajdziemy XVI – wieczny zabytkowy Kościół Parafialny pw. Znalezienia Krzyża Św. i św. Andrzeja Apostoła z kryptami. Już widzę te uśmiechy na twarzach u nekrofili, którzy śledzą mój fanpage. Nie ma co, że tak powiem zgłębiać tematu. Wielu z Was może zainteresować bardziej XVI – wieczny Dwór Tęczyńskich, czy wybudowany w 1775 roku Ratusz, który w ostatnim czasie zupełnie odmienił swój pierwotny wygląd. Znajdziecie tu też folwark, oraz bardzo klimatyczny cmentarz ewangelicko – augsburski. Śmiało więc mogę przyznać, że każdy turystyczny zbok, czy zwyrol znajdzie tu coś dla siebie. Postaram się Wam pokazać ciekawą architekturę oraz sprawić byście poczuli, czym pachnie Końskowola. Ale może by zachować pewien porządek, postaram się w końcu usystematyzować te najważniejsze moim zdaniem atrakcje, żeby z tego całego bałaganu wycisnąć pewne piękno.

Kościół pw. św. Anny

Kościół ten pochodzi z 1613 roku. Choć jest niewielki, to z uwagi na swój urok, rzuca się w oczy każdemu, kto tylko przejeżdża przez Końskowolę. Wg mnie to najważniejszy punkt mojej dzisiejszej eksploracji. Jest to bowiem jedna z pierwszych świątyń zbudowanych w stylu renesansu lubelskiego, której szlakiem podążam. Pierwsza pisemna wzmianka o nim pochodzi już z 1549 roku. Był wtedy drewnianą kaplicą pod tym samym wezwaniem. Zdecydowanie warto jest  tu przyjechać, chociażby dla zobaczenia samej tej budowli.

Kapliczka morowa

W pobliżu kościoła pw. św. Anny, na terenie dawnego cmentarza znajduje się kapliczka morowa wystawiona w 1892 r. podczas epidemii cholery.

Dwór Tęczyńskich

Naprzeciw wspomnianego kościółka św. Anny, na niewielkim wzniesieniu stoi piętrowy dom ze spiczastym, czterospadowym dachem. Jest nieco ukryty za znajdującą się tam roślinnością. Jest dość niepozorny i aż trudno sobie wyobrazić, że jego historia sięga pierwszej połowy XVI wieku. Pierwotnie jednak budynek ten wyglądał zgoła inaczej. Najprawdopodobniej pierwotny dwór został spalony w czasie potopu szwedzkiego, na szczęście finalnie budowlę odbudowano.

Kościół parafialny pw. Znalezienia Krzyża św. i św. Andrzeja Apostoła

Kościół parafialny w Końskowoli ufundowany został w połowie XVI w. przez Andrzeja Tęczyńskiego, ówczesnego wojewodę lubelskiego i kasztelana krakowskiego. Wcześniej w jego miejscu stał drewniany kościół p.w. Znalezienia Krzyża Świętego i szacuje się, że ten powstał w końcu XIV wieku. Następnie kościół ten ulegał przebudowom. Oprócz samej świątyni na uwagę zasługuje też pomnik Vanitas z połowy XVI wieku. Dawny cmentarz przykościelny, upamiętniono tu pomnikami między innymi Franciszka Dionizego Kniaźnina oraz generała Józefa Orłowskiego, a sama świątynia skrywa również w swych podziemiach krypty, którymi zainteresują się nie tylko nekrofile.

Krypty

Gdy udamy się do krypt, możemy poczuć się jak w mauzoleum Rodziny Tęczyńskich. W krypcie pod kaplicą południową złożono ciało Zofii z Opalińskich Lubomirskiej – również i na jej sarkofagu wyryto herb Tęczyńskich, czyli topór. Ciekawostką jest to, że do chwili obecnej rozpoznano tam trzy systemy krypt. Pierwszy zlokalizowany jest pod ołtarzem głównym, gdzie pochowany został m.in. Franciszek Zabłocki. Krypta północna: wiadomo było o niej tyle, że znajduje się w niej pomnik symbolizujący Vanitas. Oprócz pomnika odnaleziono w niej liczne pochówki szlacheckie z XVIII wieku. Z sali tej wychodzą cztery wyjścia do kolejnych krypt lub korytarzy, z których trzy zostały zamurowane prawdopodobnie już w XVI i XVII wieku. Moim zdaniem miejsce to jest niezwykle klimatyczne i przez to interesujące. Krypty kryją bowiem wyjątkowej urody sarkofagi, a największym skarbem końskowolskiej fary wydaje się być wspomniany powyżej nagrobek  Izabeli i Łukasza Opalińskich. 

Ratusz

W pobliżu kościoła parafialnego znajduje się m.in. ratusz. Wybudowany został w 1775 r. z fundacji Aleksandra Augusta księcia Czartoryskiego we wczesnym stylu klasycystycznym, a obecnie został przebudowany i nadano mu inny kształt, dzięki czemu nabrał odmiennego charakteru. Jest głównym budynkiem świeckim kształtującym miejski układ przestrzenny Końskowoli. Na placu w pobliżu ratusza znajdziecie m.in. pomnik pamięci. 

Pomnik pamięci

Pomnik poświęcony jest pamięci mieszkańców pomordowanych przez hitlerowców i poległych w latach 1939 – 1945. Pomnik stoi na rynku w Końskowoli. Jest to prostokątny postument z napisem upamiętniających pomordowanych. W górnej części postumentu na wystających płytach wykonane zostały płaskorzeźby żołnierzy podczas akcji bojowej. Cenne miejsce dla upamiętnienia smutnej historii miasta i kraju.


Żółty szlak rowerowy

Warto jest również przyjechać tu z rowerami. Końskowola należy do szlaku rowerowego, który ciągnie się prawie 30 km wzdłuż następujących miejscowości: Puławy – Osiny – Sielce – Końskowola – Młynki – Puławy. Szlak ten biegnie przez pola i lasy, z dala od większych skupisk ludzkich, co dodatkowo podnosi jego walor, a przez ponad połowę długości tej trasy przejedziecie nad rzeką Kurówką. Bardzo polecam wszystkim fanom pedałowania.

Cmentarz ewangelicko-augsburski

Czartoryscy, dbając o rozwój gospodarczy Końskowoli sprowadzili tu ok. 300 rzemieślników z Niemiec, głównie z Saksonii. Szkoda, że największą pamiątką po tej społeczności są pozostałości malowniczo położonego nad rzeką Kurówką cmentarza.

Folwark

Wśród zabytków końskowolskich ważne miejsce zajmują pozostałości dawnego folwarku. Z całą pewnością istniał on w miasteczku już za czasów Tęczyńskich, przez kolejnych właścicieli – Lubomirskich i Sieniawskich – był pieczołowicie rozbudowywany, ale swój rozkwit zawdzięcza Czartoryskim, którzy właśnie w Końskowoli ulokowali administrację swoich nadwiślańskich dóbr. Folwark w Końskowoli obejmował, oprócz pałacu ekonoma, także mieszkania urzędników, mieszkania oraz warsztaty rzemieślników kilkudziesięciu profesji, trzy browary, mielcach, gorzelnię, młyny, składy, spichlerz, stajnie i obory.

B jak bajeczne legendy

Kto z nas nie lubi legend? Bajeczki, ploteczki, dupeczki czy voodoo laleczki – tego również nie może zabraknąć i dziś na moim blogu. Jeśli Wasze respiratory nadal działają, to bądźcie szczęśliwi, gdyż za chwilę poznacie legendę nawiązującą do etymologii nazwy Końskowola. I choć wielu z Was może mieć już sprośne myśli. Ja jednak powiem Wam jak wyglądają tutejsze legendarne opowieści, w których wszystko zależało od woli koni. Poniżej prezentuję te, które udało mi się dla Was zdobyć:

LEGENDA O POWSTANIU WSI

Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.

Czarna kobieta aksamitnym płaszczem okryła świat. Tego wieczoru, od strony Puław, jechała kareta ciągnięta przez cztery konie. Drewniane koła pojazdu głęboko wrzynały się w błoto. Konie, smagane ostrym deszczem, zmniejszały szybkość. W karecie dziedzic okrywał zmarzniętą, młodą i piękną jak róża żonę, przywołując do porządku woźnicę, który stracił panowanie nad końmi i zjechał na stary, zapomniany przez ludzi cmentarz.

Konie, szalejąc, ciągnęły karetę za sobą. Wreszcie stanęły jak wryte… Woźnica smagał je, batem daremnie usiłując zmusić do dalszej jazdy. Wystraszone rumaki stawały dęba, rżały cofając się w panice. Wokół szalała burza…Ziemię nawiedził silny grzmot. Zdawało się, iż opadną obłoki i cały świat runie.

Tu i ówdzie w pobliskie drzewa trafiały pioruny rozłupując je na drzazgi. Po godzinnym piekle, jakie sprawiła natura, powoli nastawała cisza. Ucichła burza i noc przybrała inną szatę. Na niebie ukazały się nieco przymglone gwiazdy.

Konie, które teraz poganiał dziedzic, raptownie szarpnęły i kareta obróciła się wokół własnej osi – konie chciały zawracać. Wówczas dreszcze lęku ogarnęły podróżnych – przypisując to mocy Bożej lub szatańskiej. Wiosną 1380 roku na tym cudownym miejscu stanęła kaplica a jej fundatorem był dziedzic Jan Koniński z Witowic.

Tu powstała więc wieś przyjmując nazwę Konińska Wola – od końskiej woli. 

LEGENDA O JEŹDŹCU Z KOŃSKIEJ WOLI

Podanie ludowe głosi, iż przed wiekami, po groźnej i ulewnej burzy, zabłądził w puszczy możny pan – jeden z zaufanych doradców króla Bolesława Śmiałego. Kiedy na próżno usiłował znaleźć leśny dukt, zdał się na instynkt swojego wierzchowca.

Przestał nim kierować, jedynie klepnął zwierzę po karku i zagadał doń pieszczotliwie. Koń kluczył wśród zarośli, aż wreszcie zatrzymał się, zwiesił głowę, począł skubać trawę. Jeździec w żaden sposób nie mógł go zachęcić do dalszej drogi. I oto nagle ukazali się smolarze, którzy podprowadzili jeźdźca do leśnego traktu.

Wówczas jeździec zrozumiał, że uparta wola konia sprawiła, iż szczęśliwie odnalazł drogę w dzikiej kniei. A kiedy później opowiadał na królewskim dworze swoją przygodę, ten i ów żartując zaczął to miejsce nazywać końską wolą.

LEGENDA O KAWAŁKU DRZEWA Z KRZYŻA ŚWIĘTEGO W KOŃSKOWOLI

Niech tam sobie mędrcy wywodzą swoją naukową teorię na temat powstania Końskowoli. Twierdzą, że powstała ze starej osady o nazwie Wola Witowska i od nazwiska właścicieli okolicznych dóbr. Ale stara legenda głosi inaczej.

Przed wiekami przez miejscowość położoną nad rzeką Kurówką prowadził znaczny szlak handlowy. Podobno była to droga łącząca Ruś Kijowską z Rzymem. Trakt jak trakt. W jednym miejscu droga była dobrze ubita, w innym błotnista. W dolinie Kurówki, w miejscu gdzie gościniec prawie dotykał rzeki, bagnisko było rozległe. I nawet latem, jeśli deszcze popadały, trudno było przejechać.

Błoto przelewało się przez koła, a koniom sięgało po brzuchy. Konie się buntowały i stawały dęba. Nawet batożenie nie pomagało. Ani nawet popychanie wozów przez unurzanych w szarej mazi pachołków. Cały tabor stał w miejscu. Miejsce to rychło stało się znane wszystkim przewoźnikom. Mówili, że jest to miejsce gdzie od końskiej woli zależy czy się pojedzie czy nie.

Na tym nie koniec. Pewnego razu taborem, z Ziemi Świętej, wieziono relikwie – kawałek drzewa z Krzyża Świętego. Konie stanęły. I choć tym razem błota było nawet mniej niż innymi razy, nie chciały ruszyć. Domyślano się, że przez konie przemawia Wyższa Siła.

Uszczknięto więc skrawek relikwii i pozostawiono, a miejscowa ludność postanowiła wybudować na tym miejscu kościół. Konie ruszyły od razu, jakby wcale nie były zmęczone. Stąd Końskowola, a w niej Kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyż Świętego.

LEGENDA O DIABELSKIM PODRZUTKU Z KOŃSKOWOLI

Było to dawno, dawno temu, w czasach, gdy diabły lubiły podmieniać ludziom dzieci. Pewna wieśniaczka zabrała w pole niemowlę. Zajęta pracą, na chwilę straciła je z oczu,a kiedy zaczęło płakać, poszła sprawdzić co się dzieje. Widok ją przeraził, bo zamiast jej dziecka w pieluchach leżał przeraźliwie brzydki stwór z żabimi oczami  i uszami nietoperza. Zrozpaczonej matce guślarka poradziła wykąpać podrzutka w święconej wodzie. Czarci syn wrzeszczał ile miał sił w piersiach, aż usłyszał go jego ojciec Diabeł. Zorientowawszy się w sytuacji, natychmiast oddał matce jej  dziecko, a ze swym  potomkiem uciekł do Królestwa Piekieł. Ów  Diablik wyrósł na okrutnego, mściwego Czarta, któremu przypisywano liczne przypadki śmierci  mieszkańców  Końskowoli, bo jak mawiano: mścił się za swą „święconą kąpiel”.

C jak czym pachnie Końskowola?

Gmina Końskowola tworzy tzw. „zielone zagłębie” słynące z produkcji szkółkarskiej, która obejmuje uprawę sadzonek drzew, różnych gatunków krzewów owocowych oraz ozdobnych. Gmina jest jednym z największych w kraju producentów krzewów róż. Korzystne warunki glebowe powodują, że rocznie eksportuje się stąd najwięcej róż na tle całego kraju. Szacuje się nawet, że uprawą roślin zajmuje się tu ponad 80% mieszkańców gminy, a sama Końskowola nazywana bywa „różanym miastem” albo „miastem róż”. Także już wiemy, czym pachnie Końskowola, a zwróćcie uwagę, że nazwa mogła tak bardzo zmylić. Nie miejcie jednak wątpliwości, w różanym zagłębiu nie pachnie końską kupą. Byłem, wąchałem, potwierdzam, z resztą możecie osobiście się o tym przekonać, do czego zachęcam.

Leżąca niedaleko Puław Końskowola jest zdecydowanie rzadziej odwiedzana przez turystów, a szkoda, bo moim zdaniem ma niezwykle barwną historię. Warto poznać także tutejsze zabytki, poczuć klimat tego miejsca i poznać lokalną społeczność, gdyż jest bardzo życzliwa dla przyjezdnych. Niebawem kolejne podróże szlakiem renesansu lubelskiego. Warto jest wiedzieć, że jest to wykształcony na terenie Lubelszczyzny styl architektoniczny, który łączy w sobie cechy gotyku oraz renesansu włoskiego i niderlandzkiego. Charakterystyczne dla niego są m.in. sterczynowe szczyty i bogato zdobione gzymsy. Pojawił się wraz z zatrudnieniem zagranicznych architektów, a rozprzestrzenił na terenach ówczesnej wschodniej Polski. Zatem wypatrujcie kolejnych wpisów i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Końskowoli #lubelskie #rafalbil
#Końskowola #blog podróżniczy #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Końskowola| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Końskowola | Co warto zobaczyć w Końskowoli| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Muzułmański Cmentarz Tatarski

Ci, którzy znają mnie bliżej, wiedzą, że gdy podróżuję, lubię również odwiedzać cmentarze. Dziś opowiem Wam o jednej z warszawskich nekropolii. Nie będzie żartów, ani poszukiwań krowy, która zmieni zdanie. Także jeśli ktoś liczył na śmieszki heheszki, niech od razu zamknie stronkę, ale jeśli dacie się zabrać na ten wirtualny spacer w tę część Woli, myślę, że nie będziecie żałować. Zabieram Was na cmentarz znajdujący się w sąsiedztwie Cmentarza Powązkowskiego. Choć jest to jedna z najmniejszych i jednocześnie najrzadziej odwiedzanych stołecznych nekropolii, nie oznacza, że nie jest warta uwagi. Zabieram Was dziś do jednego z najbardziej orientalnych miejsc w Warszawie. Poznacie kilka ciekawostek i elementów tutejszego pochówku. Gotowi? No to ruszamy. Przyszedł czas na ABC o Muzułmańskim Cmentarzu Tatarskim.

Trzeba też przyznać, że powierzchniowo cmentarz ten również nie należy do okazałych na tle innych tutejszych nekropolii, gdyż  zajmuje zaledwie powierzchnię przybliżoną do około jednego hektara. Niemniej warto jest tu przyjść, by zobaczyć jak pochowani są m.in. wyznawcy Allaha, dla których Polska stała się drugą ojczyzną.

Muzułmański Cmentarz Tatarski został założony w 1867 roku. Otwarto go z dość utylitarnych względów, bowiem zapełnił się w tamtym czasie Muzułmański Cmentarz Kaukaski, który do dziś mieści się przy ul. Młynarskiej w Warszawie. Warto jest wiedzieć, że pierwotnie chowano tutaj muzułmanów z wojska rosyjskiego. Obecnie zdecydowaną większość stanowią tu  pochowani spolszczeni Tatarzy pochodzący z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przez długi czas, bo do I wojny światowej, a nawet w początkach II Rzeczypospolitej, funkcjonował jako nekropolia żołnierska, z tej prostej przyczyny, że większość muzułmanów w Kongresówce służyła w wojsku carskim. Niestety cmentarz ten został częściowo zniszczony podczas II wojny światowej. Spustoszeń dokonali Niemcy w 1942 roku, kiedy ich czołgi skryły się tu przed radzieckim nalotem. Jednak apogeum zniszczeń nastąpiło w czasie powstania 1944 roku, gdy Niemcy ostrzeliwali pozycje powstańców. Na szczęście część nagrobków zachowała się do chwili obecnej i dzięki temu mogę je Wam dziś pokazać.

Cmentarz ten dziś jest miejscem pochówku nie tylko licznych Polskich Tatarów, ale również innych wyznawców islamu. Obecnie znajduje się on pod opieką Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i od 1984 roku, cała nekropolia została wpisana do rejestru zabytków. Natomiast w 2014 roku uznano go za pomnik historii. Jeżeli zdecydujecie się to miejsce  odwiedzić, wystarczy udać się na ul. Tatarska 8 w Warszawie. Spacer, który tam odbędziecie, może będzie krótki pod względem pokonanej odległości, ale niekoniecznie pod względem czasu, który tam spędzicie. Pośpiech nie jest tu wskazany, ponieważ łatwo jest wówczas nie zauważyć oryginalnych napisów na nagrobkach. Mnie osobiście urzekł grób, gdzie pochowany był gen. Safar-Bek Malaga, szczególną mą uwagę przykuł napis „Śpij spokojnie w tym grobie, niech się Kaukaz przyśni Tobie”.

Warto jest pamiętać, że Tatarzy polscy są wyznawcami obrządku sunnickiego, obejmującego większość wyznawców Islamu na świecie. Jednakże oddalenie i praktyczny brak kontaktów przez kilka stuleci z centrami muzułmańskimi spowodował wprowadzenie do praktyk religijnych i przeniknięcie do obrzędowości i tradycji wielu pierwiastków chrześcijańskich, ale i elementów wierzeń szamańskich. Nie spowodowało to jednak odejścia od najważniejszych zasad islamu. Jak głosi informacja zapisana na cmentarnej tablicy, niedozwolone jest chowanie prochów osób kremowanych, odmawia się wówczas pogrzebu, bowiem kremacja wśród wyznawców islamu jest zabroniona. Ciekawostką jest również to, że jeszcze pod koniec XIX w. cmentarz podzielony był na część dla bogatszych, która znajdowała się na prawo od wejścia i część dla biedniejszych, tej po lewej stronie. Na szczęście z upływem czasu podział ten został zażegnany. Dziś jest to miejsce do zadumy, ale i uczące nas tolerancji, pytanie jest tylko takie, czy jesteśmy gotowi na takie lekcje. Trzymajcie się i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#warszawa co warto zobaczyć #mazowsze #rafalbil
#blog podróżniczy #cmentarz tatarski #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Cmentarz Tatarski| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Warszawa | Co warto zobaczyć w Warszawie| Mazowsze 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Neple

A jak atrakcje Nepli

Jeśli w szkole określano Cię lamusem, to wiedz, że nie jesteś sam. Od 1786 roku we wsi Neple stoi nieco inny, ale również lamus – tyle, że ten zwany był i jest “Skarbczykiem”. Jedną zasadniczą różnicą jest tylko to, że tutaj określenie lamus odnosiło się do wzniesionego przez Franciszka Ursyna Niemcewicza budynku, a nie do Ciebie, prawdopodobnie z uwagi, że uczyłeś czy uczyłaś się lepiej od innych i przez swoją introwertyczność odstawałaś/eś od reszty ludzi z klasy. Nie łam się jednak, bo nie skończyłaś/eś finalnie tak źle jak ten z Nepli. Budowla dziś niszczeje, a szkoda, gdyż choć nie jest wielka, to ma swój unikalny urok. Ty skoro czytasz mój blog widać masz się dobrze, wiedz tylko, że za straty na Twoim mózgu, za dalszą lekturę nie odpowiadam. Robisz to zupełnie na własną odpowiedzialność, a ja jedynie doceniam Cię za odwagę.

Wróćmy jednak do naszego lamusa z Nepli. Budynek ten przechodził remonty i po odnowieniu nadano mu neogotycki charakter.  Był on częścią całego zespołu pałacowego i jednocześnie jedną z nielicznych budowli, która obok kaplicy grobowej św. Juliusza oraz budynku mieszkalnego, tzw. Białego Dworku zachowała się do dziś. Zespół dworski w Neplach należał jak się łatwo domyślić w okresie XVII-XIX w. do rodu Niemcewiczów. Na początku XIX wieku nowy właściciel Nepli, Kalikst Mierzejewski wybudował tu tzw. Biwak – pawilon mieszkalny przeznaczony dla cara Aleksandra I, który w latach 1818-25 przybywał do Nepli, a właściwie do żony Kaliksta – pięknej Julii z Orzeszków.

Tak czy siak mało kto się domyśla, ale z gościnności korzystał sam car. Zostawiam jednak ten temat, gdyż wiem jakie niegrzeczne myśli się Was imają, z resztą po części słusznie. Mówiło, się bowiem, że owocem tych częstych odwiedzin jak i romansu cara z żoną właściciela Nepli miał być syn Mierzejewskich – Juliusz August, urodzony w 1817 roku. Ja jednak plotkami się nie zajmuję. Czas zatem na sprawy bardziej poważne*, czyli czas na słynną Babę z Nepli (*ja i sprawy poważne – to na pewno nie jest cytat ze mnie).

B jak Baba z Nepli

Kto z nas nie lubi Legend? Jedna z tutejszych głosi, że piękna młoda dziewczyna zakochała się w tutejszym chłopie, którego nie zaakceptowała jej matka. Młodzi chcieli wziąć ślub, ale dzień przed uroczystością matka ostrzegła swoją córkę słowami: Obyś skamieniała zanim dojdziesz do kościoła. I tak o to Panna Młoda idąc przez pola na swój ślub zamieniła się w kamień. Dziewczyna biegła już jednak do swojego chłopca i nic nie robiła sobie z klątwy matki. Radosnym krokiem przemierzała rozkwiecone łąki. Od kościoła dzielił ją jeszcze mały pagórek, kiedy nogi zaczęły jej bardzo ciążyć. Każdy kolejny krok stawał się coraz trudniejszy. Postanowiła jednak, że postawi na swoim i stanie ze swoim wybrankiem przed ołtarzem. Niestety po kilku kolejnych krokach w kierunku świątyni panna cała zamieniła się w głaz. Stoi tam do dziś dnia, jako przestroga dla nieposłusznych panien i kawalerów. Morał jest tej historii prosty, trzeba się słuchać mamy. Pozdrawiam swoją, buziaki dla Ciebie Tereska.

Gdy spojrzałem swym subiektywnym okiem na ów Babę, to powiem Wam, że bardziej przypominała mi Bukę z Muminków lub coś na kształt kamiennego krzyża. Jeśli przyjąć by tą drugą wersję, miało by to swój sens. Prawdopodobnie mogło być to miejsce kultu dawnych Słowian. Bo co by tu robiła Buka, to nie umiem Wam powiedzieć, szczególnie, że trafić w to miejsce nie było prosto, gdyż asfalt zwijali już jakieś 1000 metrów wcześniej. Szkoda też, że ktoś usilnie chciał wykonać jej coś w stylu make-up’u. Tutaj apel na dziś – drodzy czytelnicy mojego bloga, szanujmy pomniki przyrody, kochajmy wszystkich, nie oszczędzajmy nikogo.

C jak czołg

Aby dojść czy dojechać do kolejnej atrakcji Nepli, należało kierować się polną drogą naprzeciw Kamiennej Baby wprost właśnie do pomnika czołgu. Kamień stoi na wzgórku w odległości około 50 metrów od asfaltowej drogi, dzięki czemu łatwiej już było trafić do tej unikalnej atrakcji Nepili. Kiedy zobaczyłem ten unikatowy czołg Armii Czerwonej, który jako pierwszy miał przejechać Bug i wraz z innymi wyprzeć Niemców z Polski, zrobiło mi się niedobrze, być może dlatego, że wcześniej zjadłem hot dogi na stacji benzynowej, albo z uwagi na wyboje drogowe, a być może z innych względów, sam już nie wiem.

Fakt faktem, czołg jest odmalowany i dumnie stoi na podwyższeniu, tuż nieopodal naturalnej granicy między Polską, a Białorusią. A właśnie, będąc już tak blisko rzeki, koniecznie wybierzcie się nad Bug, którego zakole, kapitalnie widać na skraju skarpy, przy słupku granicznym numer 1287. W okolicy znajdziecie też Rezerwat przyrody Czapli Stóg, którego całkowita powierzchnia zajmuje niespełna 5 ha. Bez wątpienia w tym miejscu wypoczniecie, a przy odrobinie szczęścia zobaczycie Czaple. Mnie tym razem się nie udało, ale spacerujący po pobliskim polu bocian, zrekompensował wszelkie braki czapli czy krowy, która mogłaby zmienić zdanie. Ale nie martwcie się poszukiwania trwają dalej. Dla niewtajemniczonych podaję link do akcji pod kryptonimem Mućka.

Reasumując – czy warto jest tutaj przyjechać? Moim zdaniem tak, mając na uwadze, że jest to wieś, to śmiem przyznać, że ma całkiem sporo do zaoferowania. Mam też na względzie, że jedni lubią przytulać się do siebie, inni do drzew, a jeśli lubicie utulić zimną jak głaz babeczkę, Neple są właśnie dla Was. Z góry przepraszam z tego miejsca wszystkich 245 mieszkańców Nepli, za te pielgrzymki z całej Polski fanatyków macania kamieni i innych zboków, którzy Was w najbliższych dniach odwiedzą. Co złego to nie ja, do następnego Kochani. Nie zapomnijcie zostawić lajka czy udostępnić posta na swoim fejsiku. Nic tak nie uratuje świata jak to.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#neple co warto zobaczyć #lubelskie #rafalbil
#blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Rafał Bil Podróże| Zwiedzanie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Neple | Co warto zobaczyć w Neplach| Lubelskie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

 

Stołpie

ABC o tajemniczej wieży w Stołpiu

Czołem Ananaski, dziś kolejna eksploracja w województwie lubelskim. Zabieram Was na wieś nad dolinę rzeki Garki. Pakuję w plecak aparat i przy wsparciu mojego nowego Patrona, któremu dedykuję ten wpis, ruszam w drogę do znajdującej się w odległości około 10 km od Chełma i 60 km od Lublina miejscowości Stołpie. ElPiteros, dzięki za wspólny wypad. Wróćmy do sedna, do naszej wioski. Jak się pewnie domyślacie, sama jej nazwa wiąże się ze wznoszącą się tu wieżą, zwaną dawniej Stołpem, o której wzmiankowano już w 1204 roku. Prowadzono też specjalistyczne badania, z których wynikało, że mogła ona stać tutaj już dużo wcześniej. Zdania na ten temat są podzielone, ale może i dobrze, bo nudno byłoby, gdyby się wszyscy we wszystkim ze sobą zgadzali. Z resztą więcej o braku wzajemnej aprobaty będzie jeszcze za chwilę. Poniżej tradycyjnie już mapka, byście mogli sobie uzmysłowić, gdzie znajduje się dzisiejsza atrakcja. Jesteście gotowi? No to ruszamy do jednej z najbardziej tajemniczych wież tej części Polski. 

A jak atrakcja czy nie, o to jest pytanie?

Wieża w Stołpiu to główna atrakcja turystyczna tej wsi i już od początku rozwiewam wszelkie wątpliwości w tej kwestii, naturalnie moim subiektywnym zdaniem. Są jednak głosy, że ważniejszą jest przystanek autobusowy na którym przyjezdnych wita wielki napis: “JEBAĆ LGBT”. Myślę, że lubiące seks środowiska homoseksualne masowo skorzystają z takiego kuszącego zaproszenia, a może wypadałoby nazwać to wprost – erotycznej propozycji – tajemniczego przystankowego malarza, który ten zabytkowy fresk wykonał i z którym włodarze od dłuższego czasu nic nie robią. Przystanek PKS jest niedaleko od wieży, będąc tam zobaczcie go więc koniecznie.

Zostawmy dziś atrakcję nr 2 na dalszym planie. Mój blog, moje zasady, a jak się nie podoba to zabierajcie zabawki i przenieście się do nowej piaskownicy i szukajcie sobie sami krowy, która zmieni zdanie. Już w tym momencie Wam zdradzę, że i tym razem się nie udało. Uzmysławiam sobie jak trudny i ambitny cel obrałem, ale nie traćcie nadziei i zrozumcie moje rozgoryczenie i frustrację wynikającą z kolejnej porażki. Dla niewtajemniczonych podaję link, byście mogli poczytać i dowiedzieć się o co chodzi z tą krową patronite.pl/rafalbil Tematem dnia ma być wieża w Stołpiu, która też w społeczności lokalnej budzi sporo kontrowersji. Dlatego skupmy się na niej i przejdźmy do rzeczy.

Przyznam Wam się też szczerze, że przygotowując ten wpis, pokusiłem się o pewien research na temat głównej, tutejszej atrakcji. Na jednych z forów internetowych przekonałem się jak ruiny średniowiecznej wieży we wsi Stołpie potrafią budzić skrajne emocje. Kiedy jeden z komentatorów przyznał: “Ja bym to wyburzył. Ani to ładne ani potrzebne a tylko zagrożenie stwarza. Dzieci trza pilnować żeby tam nie lazły, menele się załatwiają i śmiecą. Taka prawda.”. Drugi mu natomiast odpowiedział: “Odsuń się analfabeto od klawiatury !”. Wiecie co w tym wszystkim jest piękne, że każdy ma prawo w podróżach wyrażać swoje opinie i subiektywnie oceniać, czy mu się coś podoba czy nie. Podobnie przecież może ktoś wyruszyć do Egiptu, gdzie zobaczywszy piramidy uzna: “eee słabo, w katalogu biura podróży wydawały się większe” i rozumiecie, stajecie przed kolebką starożytności i symbolami kultury i dorobkiem człowieka z przed ponad dwóch i pół tysiąca lat przed naszą erą i jednym zdaniem oceniacie dorobek cywilizacyjny ludzkości, mówiąc że: “w katalogu wyglądały lepiej”. Można, no można – bo mamy w końcu demokrację i wolność słowa, przynajmniej teoretycznie. Wróćmy jednak z Egiptu do województwa lubelskiego, bo to właśnie tu, tuż przy drodze krajowej nr 12 dumnie stoją ruiny czworobocznej kamiennej wieży powstałej w średniowieczu w kręgu kultury zachodnio-romańskiej. Budowla jest wysoka na około 20 metrów, a ściany ma zbliżone do kwadratu mierzącego około 6 metrów (dzięki tym informacjom będzie Wam łatwiej ją sobie wizualizować). Ciekawostką jest to, iż na zewnątrz wieża jest kwadratowa, a wewnątrz okrągła. Zawsze jak jestem w takich miejscach to zastanawiam się nad legendami, które skrywają mury tej mrocznej budowli.

B jak biała dama

Od razu po przyjeździe tu zacząłem deliberować, czy w tej wieży zamknięta była jakaś księżniczka, która po dziś dzień straszy mieszkańców? A jeśli nawet, tak to wnioskuję, że musiała to być niegrzeczna dziewczynka, bo grzecznych przecież się nie zamykało. Ale scenariusze w tej kwestii zostawiam Wam i Waszym wyobraźniom, niech ponosi Was fantazja. Wiedzcie tylko, że w średniowieczu było modne takie karanie niewiast (informacja pozyskana została na zasadach tajemnicy dziennikarskiej od lokalnych fanów podwarszawskiego klubu bdsm i więcej na ten temat nie mogę Wam zdradzić, no chyba że mnie zaprosicie na wódkę, spijecie i siłą wydobędziecie ze mnie tę tajemniczą legendę, którą skrywa ta budowla). Zaznaczę tylko, że Biała Dama nie sponsoruje tego wpisu (choćby mogła), ale gorszą wiadomością dla mnie było to, że niestety nie dało się wejść do środka wieży. Krata jest zamknięta na kłódkę, jak mówią lokalni mieszkańcy, od wielu lat, a dodatkowo obecnie w środku znajdziecie rusztowanie, gdyż trwają prace remontowe. Wewnątrz leży kilka artefaktów, w postaci butelek po różnych alkoholach. Pomimo, że nie byłem w środku, nie twierdzę, że miejsce to nie skrywa w sobie wielu ciekawych tajemnic. Jestem przekonany, że na przestrzeni tylu set lat, na pewno działo się tam nie mało.

C jak co jeszcze warto zobaczyć w okolicy?

Sama wieża znajduje się na wzniesieniu, w której okolicy nie brakuje zieleni. Na niedużym owalnym kopcu wypływa też źródełko, a tuż obok podobne drugie. Mówi się nawet o cudownych właściwościach źródła. Byłem też  świadkiem czerpania wody przez lokalnego mieszkańca i choć woda z niego wygląda na czystą, czy jest dobra nie wiem, gdyż się nie skusiłem. Wypowiem się za to na inny temat. Trudno jest tu wypoczywać, gdyż całość znajduje się bardzo blisko ruchliwej drogi, co zdecydowanie nie sprzyja klimatowi tego miejsca. Dodatkowo pobliskie zabudowania rzeczywiście psują krajobraz wokół wieży i z całą pewnością bez tych elementów obiekt ten wyglądałby znacznie ciekawiej. W okolicy jest jednak sporo drzew i krzewów, a w powietrzu unosi się zapach kwitnącego bzu, co dodaje uroku okolicy. Jeśli spytacie mnie czy warto tu przyjechać, to odpowiem, że mając na uwadze, że jest to prawdopodobnie najstarszy zabytek architektury romańskiej we wschodniej Polsce, a przez swoje nawiązania do kultury bizantyjskiej jest budowlą wręcz unikatową i nie mającą analogi na terenie całego kraju, to odpowiem że tak. Miejcie też na uwadze, że zobaczenie tego najstarszego zabytku architektury romańskiej we wschodniej Polsce można połączyć z wyjazdem do pobliskiego Chełma. Zobaczenie wieży w Stołpiu bowiem nie zajmie Wam wiele czasu, a będziecie mieli przekonanie, że widzieliście na własne oczy, najbardziej charakterystyczny zabytek Chełmszczyzny. Na Chełm i kolejne atrakcje turystyczne województwa lubelskiego jeszcze przyjdzie pora, także do następnego razu Ananaski.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#stołpie #lubelskie #rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Stołpie | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska | LBN| Trip| Rafał Bil Podróże| Zwiedzanie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Stołpie | Lubelskie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Gardzienice

ABC o Gardzienicach

Dziś czeka Nas bardzo spokojna wyprawa do równie cichego i przy tym urokliwego miejsca. Przyszła kolej na odwiedzenie Gardzienic. Zabieram Was na wieś leżącą zaledwie około 30 km od Lublina. To tutaj mogłem nie tylko wyciszyć się i odpocząć od zgiełku miasta, ale przede wszystkim odkryć coś nowego, ale o tym będzie nieco później. Sama wioska znajduje się w powiecie świdnickim, w gminie Piaski. Miejscowość słynie przede wszystkim z działalności znanego nie tylko w kraju, ale i na świecie Ośrodka Praktyk Teatralnych Włodzimierza Staniewskiego. Rozsiądźcie się więc wygodnie, czas rozpocząć podróż wzdłuż Szlaku Renesansu Lubelskiego. Przekonajcie się co warto zobaczyć właśnie w Gardzienicach.

 

A jak ariańska kaplica i inne atrakcje Gardzienic

Mogę śmiało napisać, że zabieram Was dziś do świata teatru, świętego spokoju, urzekającej fauny oraz flory. Dla mnie Gardzienice stały się wyjątkową przestrzenią, swoistą enklawą i to pod kilkoma względami. To tu skrywało się przez tyle lat przede mną tak wiele unikalnych atrakcji. Już na początku zdradzę Wam, że warto jest tu przyjechać choć na krótszą lub dłuższą chwilę, bo bez wątpienia jest to miejsce z urokliwym dla oka zespołem pałacowym oraz klimatycznym parkiem. Od północnej strony tutejszego pałacu w stanie nienaruszonym pozostała ariańska kaplica z początków XVII wieku. Urzekły mnie tutaj również koncerty ptaków, które subtelnie pozwalały mi odpływać na trawie w wiosennych promieniach słońca. Ciekawe czy tak samo wybrzmiewała by moja recenzja, gdyby lało, było zimno i skończyły się zapasy słodyczy, które zwykle zabieram w podróż? Może te trudne pytanie pozostawmy bez odpowiedzi i przejdźmy do kolejnych atrakcji. Zwrócę uwagę na subiektywnie wybrane kilka miejsc, które tu zobaczyłem i uznałem za godne wyróżnienia na moim ekskluzywno-menelskim blogu podróżniczym.

Warto zwrócić uwagę na OFICYNĘ – jest ona oczywiście częścią kompleksu pałacowego. Na skutek pożaru w 1966 roku część parterowa uległa całkowitemu zniszczeniu do poziomu fundamentów. Ich stan techniczny ulegał regularnej dewastacji, a gdy oficyna została przekazana Ośrodkowi Praktyk Teatralnych “Gardzienice”, wówczas budynek poddano remontom i obecnie mieści się tu sala teatralna przeznaczona do prowadzenia prób i prezentacji spektakli, odbywają się w niej również sympozja czy sesje warsztatowe. W starszej, wschodniej części oficyny mieszczą się natomiast archiwalia teatralne, zbiory video i filmoteka oraz stanowiska do komputerowej archiwizacji zbiorów Ośrodka. 

Kolejny z budynków, który tu spotkałem SPICHLERZ – od 2005 roku jest własnością Ośrodka Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Tutaj grano większość spektakli Akademii Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Dzisiaj Spichlerz jest już po przebudowie. Stał się siedzibą Akademii Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Z przepiękną, trzykondygnacyjną salą teatralną z nowoczesnym wyposażeniem – windą zewnętrzną,  salkami wykładowymi, biblioteką multimedialną, garderobami i pokojami gościnnymi. Całość robi duże wrażenie i pokazuje jak w odpowiednio zarządzanej instytucji z ruiny można stworzyć coś utylitarnego.

Kolejne intrygujące miejsce to SZOPA. Na samą myśl o niej zastanawiam się jakie teatralne akcje z horroru rodem wzięte miały w  tej popegeerowskiej szopie miejsce. Obecnie mieści się tam sala prób i zgromadzeń oraz scena teatralna. Uwielbiam takie miejsca, wiecie dlaczego, bo zawsze skłaniają mnie do myślenia, jakie ciekawe, straszne czy niewyjaśnione historie może ona skrywać.

MŁYNARZÓWKA to Dom Fundacji. Budynek z końca XIX wieku. Obecnie funkcjonuje jako własność Fundacji Na Rzecz Wspierania Ośrodka Praktyk Teatralnych “Gardzienice”.  Na terenie całego kompleksu jest jeszcze MAGICZNY OGRÓD, ale po moich ostatnich kontaktach z UFO, o których możecie więcej poczytać tutaj, strasznie bałem się tam wejść. Z perspektywy czasu, uznam, że niepotrzebnie, bo niczego magicznego tam nie doświadczyłem, a szkoda. Zatem czas ogłosić, że w kategorii rozczarowanie wyjazdowe roku, sekcja Gardzienice wygrywa MAGICZNY OGRÓD. Wiecie jak jest, jeśli słyszycie, że będzie magicznie, a jest zwyczajnie to w finalnej ocenie nie może być inaczej.

Pamiętać więc należy, że nie tylko miejsca tworzą klimat, ale i ludzie. Zobowiązany więc czuję się wspomnieć, że działający tu Ośrodek Praktyk Teatralnych “Gardzienice” to instytucja kultury o charakterze autorskim. W ciągu ostatnich 40 lat pracowało tu kilkuset artystów i twórców kultury nie tylko z kraju, ale i z całego świata. Sam Teatr Gardzienice swoją nazwę wziął, jak się łatwo domyślacie od nazwy wsi. Piękne jest to że w unikatowych miejscach pracują wyjątkowi ludzie, tworzący niesamowite rzeczy. Choć to wszystko brzmi tak pompatycznie, niczym złotouste teksty na temat prezydenta RP jednego z twórców dalekiego memu sercu gatunkowi muzycznemu, ale bez dwóch zdań na słowa uznania zasługuje. Może lepiej nie będę już się tak spinał, bo i tak z bojlera na moim brzuchu kaloryfera nie będzie (przynajmniej w najbliższym czasie). Idźmy lepiej dalej, może spacer do kolejnych miejsc pozwoli na spalenie kilku zbędnych kalorii. Czuję się teraz jak Wasza prywatna Chodakowska.

Jeszcze bym zapomniał o pewnych ruinach. Miałem wrażenie, że to zabytkowa budowla znajdująca się niemalże u stóp dworu w Gardzienicach, ale nic bardziej mylnego. Wyczytałem się po powrocie do domu, że w II połowie XIX wieku ówczesny właściciel dóbr gardzienickich wybudował w tym miejscu okazałą i nowoczesną jak na tamte lata gorzelnię, która przynosiła spore zyski. Funkcjonowała ona jeszcze w I połowie XX wieku. Jednak nie są to żadne ruiny zamku, jak początkowo mi się mylnie zdawało.

Bez wątpienia w Gardzienicach skrywa się ciekawy kawał historii Polski, przyjedźcie tu, aby ją odkryć. Nie brakuje tu również legend, które skrywa sam pałac. Jedną z nich jest ta o córce właścicieli Pałacu, która wzgardziła całym tym majątkiem, gdy rodzice nie zaakceptowali jej związku z biedniejszym wybrankiem jej serca. To wówczas miało powstać określenie miejscowości Gardzienice, a nazwa ta przetrwała po dziś dzień, a przynajmniej tak stanowi jedna z tutejszych legend. Córkę natomiast wygnano do pobliskiej wsi określonej Wygnanowice.

Jest tu też legenda o siodle tureckim wysadzanym srebrem i drogimi kamieniami, ale nie będę Wam wszystkiego zdradzał. Zawsze warto zostawić choć trochę tajemnic tego miejsca, byście mogli je sami odkryć. Gdyby komuś z Was udało się przypadkiem odnaleźć to siodło, nie zapomnijcie dzięki komu się o nim dowiedzieliście. Nie ma natomiast legendy o krowie, co gorsze nawet nie spotkałem tu ani jednej krasuli. Dlatego poszukiwania mućki, która zmieni zdanie trwają nadal (więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj).

B jak bezpieczeństwo

Gardzienice zachwyciły mnie, nie tylko swoim urokiem, ale dały też poczucie bezpieczeństwa i pozwoliły wypocząć oraz odzyskać wewnętrzny spokój. Dla mnie osobiście miejsce te stało się swoistą enklawą. Poczucie bezpieczeństwa nadaje tu bez wątpienia park, który zajmuje zachodnią i południową część wyniesienia łącząc się ze skarpą, oddzielającą od zachodu wyniesienie od doliny rzeki. Wiek rosnących tu drzew przekracza często ponad 100 lat. Znajdziecie tu piękną altanę lipową, krąg grabowy i graniczne szpalery; lipowy i grabowy. Gro drzewostanu stanowią powojenne nasadzenia klonów w różnych gatunkach. Aby Wam to wszystko było łatwiej sobie wizualizować, zdradzę Wam, że na terenie całego parku występuje około 400 drzew oraz ogrom krzewów. Znaleźć tu można graby i lipy, kasztanowce, topole oraz klony. Spotkałem tu pięknie kwitnący czarny bez, ale i tak największe wrażenie wywarła na mnie żółta magnolia. Być może dlatego, że zobaczyłem taką po raz pierwszy, nie mogłem wyjść z podziwu. Trzeba też dodać, że część drzew ze względu na mocno pochylony stan grożący w każdej chwili przewróceniem i stwarzający zagrożenie została przeznaczona do wycinki. Mimo to park sprawia wrażenie uporządkowanego, a znajdujący się na jego terenie niewielki ogród japoński, pozwala nie zapominać o panującym tu klimacie beztroski i pewnej harmonii.

C jak “Chwilo trwaj”

Będąc właśnie tutaj przypomniał mi się jeden z lepszych filmików promujących Lubelszczyznę, który widziałem. To on zainspirował mnie do poznawania regionu oraz przypomniał, że czasem nie trzeba jechać setek kilometrów, czy lecieć kilka godzin samolotem, by odnaleźć piękne i unikatowe miejsca. Film jest konsekwentną realizacją strategii promocji województwa lubelskiego. Pokazano w nim nasz region, jako miejsce gdzie można „odnaleźć siebie”, cieszyć się życiem w otoczeniu różnorodnej przyrody i fascynujących zabytków. Tego wszystkiego najlepszym dowodem jest właśnie miejsce do którego dziś trafiłem. Mając na względzie, że Gardzienice to przestrzeń twórczych spotkań ludzi teatru wywodzących się z różnych tradycji, to jedno jest pewne – trzeba tu będzie jeszcze wrócić i to nie raz. Nie mam też wątpliwości, że to ciekawe miejsce warto zobaczyć będzie, wybierając się na jeden ze spektakli. A teraz zostawiam Was ze wspomnianym wcześniej filmikiem i życzę miłego seansu. Trzymajcie się ciepło i do następnej podróży. Nie zapomnijcie polubić wpisu, udostępnić go na swojej tablicy i wysłać mi nudeski, które zrobicie sobie w Gardzienicach na priv .

 

Jak zostać moim patronem

Bardzo ucieszył mnie fakt, że do grona moich Patronów dołączyły pierwsze dwie osoby, które stały się bohaterami moich podróży. Dziś postaram się wyjaśnić krok po kroku w jaki sposób możecie również znaleźć się w tym doborowym towarzystwie i zostać moim Patronem, do czego zachęcam. Więcej o Patronite możecie też przeczytać tutaj.

  1. Na początek trzeba założyć i zalogować się na swoje konto Patronite, klikając w prawym, górnym rogu ekranu na stronie www.patronite.pl. Warto wiedzieć, że są tam dwa sposoby zarejestrowania się jako Patron. Pierwszy, rejestrując się za pomocą adresu e-mail lub drugi, wykorzystując posiadane konto Facebook. Rejestracja, późniejsza obsługa techniczna i korzystanie z serwisu są całkowicie bezpłatne. Nie ma żadnych ukrytych opłat za użytkowanie konta.

Aby się zarejestrować na stronie głównej kliknij ikonę ekranu logowania/rejestracji. Potem wybierz jeden z powyższych sposobów rejestracji. Wybierając zakładanie konta za pomocą adresu mailowego, będziesz musiał/a wypełnić podstawowe informacje o sobie. Możesz również spersonalizować swój profil, choćby przez dodanie krótkiego opisu czy avatara. Po założeniu konta, otrzymasz e-mail potwierdzający aktywację konta. Odbierz go i kliknij w podane łącze. Posiadając już aktywne konto, możesz się zalogować. W tym celu wykorzystaj właściwe pola (wybierając logowanie za pomocą Facebooka lub e-maila).

  1. Po zalogowaniu przechodzimy do wyboru Autora, którego chcemy wspierać. Można to zrobić na dwa sposoby:
  • wejść na stronę główną (patronite.pl) i stamtąd wybrać odpowiedni profil
  • lub skorzystać z funkcji wyszukiwania (słowo “Szukaj” w prawym górnym rogu)
  • mój profil znajdziecie pod adresem (www.patronite.pl/rafalbil)

  1. Po wejściu na wybrany profil wybieramy odpowiadający nam próg i klikamy na niego (podświetli się na niebiesko i pojawi się informacja „Zostań Patronem”).

Następnie można wybrać jedną z kilku metod płatności:

  • płatność kartą (iMoje)
  • płatność kartą (MangoPay)
  • PayPal
  • tPay

Na moim koncie opisane są dokładnie kwoty, którymi możesz mnie wesprzeć. Tam również wymieniłem nagrody, które otrzymasz za swoją hojność. By wybrać dany próg, wystarczy go kliknąć i gdy podświetli się on na niebiesko, pojawi się również informacja „Zostań patronem”. Po kliknięciu w tym miejscu zostaniesz przekierowany/a na stronę, gdzie możesz wybrać metody płatności i ostatecznie potwierdzić swój wybór.

  1. Na koniec powinniśmy dostać maila z potwierdzeniem i już możesz cieszyć się z samego faktu oraz korzyści, które zapewnia Ci bycie Patronem. Z góry bardzo Ci dziękuję za Twoje wsparcie, a informacje o bonusach dla moich Patronów znajdują się na stronie www.patronite.pl/rafalbil niebawem otrzymacie list z podziękowaniem, a potem kolejne niespodzianki, które dla Was przygotowałem 💙

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin |Patroni | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Palestyna | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger | Trip |  Zwiedzaj online | Podróż | Polska | Trip| Rafał Bil Podróże| Bloger podróżniczy| Traveler  |Patronite | Rafal Bil | Fotografia 🗺

Patronite

Patronite to platforma która łączy twórców z osobami, które są zainteresowane tym, co oni robią. Pozwala na wsparcie działalności osób, których twórczość obserwujesz za pomocą regularnej, finansowej wpłaty. Jesteś ciekaw jak to działa, wejdź i przekonaj się sam, link do mojego Patronite znajdziesz tutaj.

Nie znasz mnie? Zatem należy Ci się kilka słów na mój temat.

Jestem Rafał i jestem blogerem, fotografem, pasjonatem podróży i saunowania w jednej osobie. Jestem też wielbicielem słodyczy, kiepskiego poczucia humoru i dobrej muzyki. Miło mi, że trafiłeś na moją stronę. Liczę, że niedługo poznamy się lepiej. Na swoim blogu dzielę się wiedzą i fotografiami, tworząc content dla osób kochających podróże jak ja. Prowadzę blog w którym głównie skupiam się na podróżach, ale nie tylko. Czasem spontanicznie piszę o tym co mnie boli, cieszy, denerwuje. Staram się komentować otaczającą mnie rzeczywistość po swojemu, tak ją widzę, czuję i o niej myślę, strasznie cenię sobie przy tym niezależność. Cały czas mam jednak wrażenie, że prawda o mnie jest zdecydowanie bardziej skomplikowana niż ta zawarta w blogu. Pytanie jest tylko jedno, czy chcesz zaryzykować, aby ją lepiej poznać?
 

Czas na chwilę szczerości. Bardzo długo wzbraniałem się od założenia Patronite, ale ostatecznie zmieniłem zdanie no i jestem. W końcu jak powiadał Winston Churchill: “Tylko krowa nie zmienia poglądów”. Życie postawiło przede mną wiele nowych wyzwań, dlatego czas się z nimi zmierzyć, a z Twoim wsparciem, może się to okazać łatwiejsze. Może nawet uda się znaleźć krowę, którą wspólnie przekonamy do zmiany nastawienia. Gdybyś znał czy znała potencjalną kandydatkę, koniecznie daj mi znać na facebookowym fanpage. Przyznam się Wam, że tego typu ambitne cele, zawsze były moją mocną stroną.

Fotografią, blogowaniem i podróżowaniem zajmuję się dlatego, bo mało co daje mi tyle radości i satysfakcji w życiu i poczucia wolności, jak właśnie to. Na swoim blogu dzielę się nie tylko wiedzą, ale i fotografiami, tworząc content, dla osób kochających podróżowanie. Czasem też na blogu spontanicznie piszę o tym co mnie boli, cieszy, denerwuje lub gdy po prostu chcę podzielić się z Wami moją fotograficzną twórczością. Staram się komentować otaczającą mnie rzeczywistość po swojemu, tak jak ją widzę, czuję i o niej myślę. Strasznie cenię sobie przy tym niezależność. Zapraszam Cię do mojej wirtualnej rzeczywistości, jeśli oczywiście nie boisz się mi zaufać.

Chciałbym by mój blog był platformą do dzielenia się miłością i radością, jaką mam z podróżowania. Uważam, że w codzienności ważne jest to, by myśleć pozytywnie, kochać to, co się robi i robić to często. To właśnie w codzienności znaleźć można wiele sytuacji, które warto zatrzymać w kadrze na zawsze. Pozwól zabrać się ze mną w choć jedną wirtualną podróż, a może spodoba Ci się i zostaniesz ze mną na dłużej. Zapraszam Cię już dziś na moją stronę www.rafalbil.eu/podroze – rozgość się i czuj się tu dobrze.

Mój profil na Patronite powstał dlatego, że chciałbym jeszcze więcej, jeszcze bardziej profesjonalnie i przede wszystkim częściej opracowywać dla Ciebie moje wpisy z podróży, wierząc w to, że staną się inspiracją do Twoich wypraw. Z zebranych środków utrzymam serwer, domenę, zrealizuję kolejne wyprawy, zainwestuję w sprzęt i przede wszystkim będę starał się rozwijać mój blog najlepiej jak tylko potrafię, a Twoje wsparcie może mi w tym bardzo pomóc. Obiecuję nie wydawać pieniędzy na głupoty, a przynajmniej nie za często.

Wspierając mój Patronite, stajesz się bohaterem moich podróży. Bez Ciebie i Twojego wsparcia część z nich pewnie, by się nie odbyła.  To, w jakim kierunku się teraz udam oraz jakie wspomnienia i relacje przywiozę zależeć będzie również od hojności Patronów. Mam nadzieję, że wirtualne eksploracje pozwolą Ci się oderwać od codziennych problemów i trosk oraz zobaczyć coś zupełnie nowego lub z nowej perspektywy. Liczę też, że uda nam się prędzej czy później spotkać i porozmawiać o tym wszystkim w świecie realnym. Zachęcam Cię do wsparcia mojego bloga na Patronite oraz z góry bardzo dziękuję. Ze swojej strony obiecuję opracować teraz zaległe materiały z moich podróży i za zebrane pieniądze przygotować nowe eksploracje. Liczę, że sukcesywnie pojawiać się będą na moim blogu, a zdjęcia z wypraw znajdziesz też na moim instagramie.

🐄 Wsparcie przeznaczę w pełni na eksploracje zarówno w kraju, jak i poza granicami. Również dzięki Twojemu wsparciu od dziś żadna krowa na świecie, nie będzie mogła spać spokojnie. Choć wiem, że cel odnalezienia krowy co zmieni zdanie jest dość ambitny i może być go trudno w pełni zrealizować, to uważam, że warto próbować. Wierzę, że wspólnymi siłami może nam się to udać.
 
💻 Dodatkowo z tych środków utrzymam serwer i domenę, tak abyś mógł / mogła dowiedzieć się o kolejnych wyprawach i ustalać na jakim etapie są poszukiwania krowy oraz co przy okazji udało mi się jeszcze zwiedzić. 
 
📷 Zdradzę też, że jeśli uda mi się zaoszczędzić zebrane pieniądze i nie wszystko wydam na głupoty, to zainwestuję w sprzęt, po to, by jak najlepiej rozwijać blog. 
 

W zależności od wysokości Twojego wsparcia, mam dla Ciebie różne prezenty w ramach podziękowania:

0 zł / miesiąc

✅ Nie możesz pomóc materialnie, nie ma najmniejszego problemu. Miło mi będzie, jak napiszesz wiadomość prywatną, że lubisz mój blog (oczywiście tylko jeśli Ci się on rzeczywiście podoba). Myślę, że cenny feedback od czytelników jest bardzo ważny dla każdego twórcy. Bardzo ucieszę się również, jeśli udostępnisz moją stronkę www.rafalbil.eu/podroze w swoich social mediach lub wrzucisz tam link z moim Patronite. Ta forma wsparcia też będzie dla mnie bardzo wiele znaczyć i bardzo Ci za nią już teraz dziękuję.

10 zł / miesiąc

✅ Twoje wsparcie jest dla mnie ważne. Dziękuję, że mi ufasz i doceniasz to, co robię i chcesz, bym tworzył nadal. Strasznie mnie to cieszy, motywuje i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ogromnie to doceniam! Twoje imię i nazwisko lub jeśli wolisz ksywka, pojawi się pod minimum jednym wpisem podróżniczym w miesiącu, który opublikuję na moim blogu. Postaram się wyróżnić Cię na moim fanpage, ale w jaki sposób, niech pozostanie niespodzianką. Dodatkowo możesz liczyć też na osobistego e-maila ode mnie z podziękowaniem za Twoje wsparcie!

20 zł / miesiąc

✅ Wielkie dzięki, za zaufanie, umożliwienie rozwijania bloga i przede wszystkim za to, że mogę liczyć na tak duże wsparcia! Twoje imię i nazwisko lub jeśli wolisz ksywka, pojawi się pod minimum dwoma wpisami podróżniczymi w miesiącu, które opublikuję na moim blogu. Dodatkowo możesz liczyć też na osobistego e-maila ode mnie z podziękowaniem za Twoje wsparcie. Otrzymasz w nim również informacje z jakiego miejsca na ziemi będą moje kolejne wpisy podróżnicze. Wyróżnię Cię również na moim fanpage, ale w jaki sposób, niech pozostanie niespodzianką.

50 zł / miesiąc

✅ To się nie dzieje! Nawet nie wiem jak podziękować Ci za tak ogromne wsparcie, które, umożliwi mi rozwijanie bloga. Twoje imię i nazwisko lub jeśli wolisz ksywka, pojawi się pod minimum dwoma wpisami, które opublikuję na moim blogu. Dodatkowo możesz liczyć też na osobistego e-maila ode mnie z podziękowaniem za Twoje wsparcie. Przygotuję też wcześniej dla Ciebie informacje z jakiego miejsca na Ziemi będą moje kolejne wpisy podróżnicze. W drugim miesiącu wsparcia otrzymasz ode mnie również na e-mail autorską fotografię z moich podróży. Dodatkowo w oryginalny sposób wyróżnię Cię również na moim facebookowym fanpage.

75 zł / miesiąc

✅ To jest już nierealne. Gigantycznie Ci dziękuję za wsparcie! W podziękowaniu za to, otrzymasz ode mnie maila z osobistym listem, Twoje imię i nazwisko czy jeśli wolisz ksywka, pojawi się oczywiście na końcu każdego mojego wpisu podróżniczego na blogu. Otrzymasz w nim również przed wszystkimi innymi informacje z jakiego miejsca na Ziemi będą moje kolejne wpisy podróżnicze. Dodatkowo podaj mi koniecznie adres, na jaki mógłbym wysyłać Ci w drugim miesiącu wsparcia upominki czy pamiątki z moich podróży, a na Twoim e-mailu nie zabraknie również autorskiego zdjęcia w podziękowaniu za tak duże wsparcie. Zostaniesz również wyróżniony na moim facebookowym fanpage.

100 zł / miesiąc

✅ Cuda czasami się zdarzają! Teraz to już kompletnie nie wiem, jak powiedzieć Ci DZIĘKUJĘ. Nie spodziewałem się, że chcesz mnie tak bardzo wesprzeć. Myślę, że nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele to dla mnie znaczy. W podziękowaniu za to wsparcie, otrzymasz ode mnie wszystko to, co Patroni powyżej. Dodatkowo, podczas mojego pobytu w Twoim mieście (lub okolicy) chciałbym zaprosić Cię na piwo/sok/kawę czy herbatę. Jeśli zbłądzisz na lubelski dziki wschód, koniecznie odezwij się do mnie, byśmy mogli na spokojnie spotkać się i porozmawiać o fotografii czy podróżach. W tym progu masz również możliwość zasugerowania tematu wpisu na moim blogu. Chciałbym byś mógł poczuć się nie tylko jako Patron, ale i byś miał realny wpływ na kreowanie mojego bloga.

200 zł / miesiąc

✅ To jest więcej niż cud! Nie ma takich słów by Ci podziękować! Tak wielka pomoc w tworzeniu materiałów, treści na www oraz zdjęć jest dla mnie bardzo zobowiązująca. Naturalnie otrzymasz ode mnie oprócz rzetelnej pracy i dostarczania regularnych materiałów na www, wszystko to, co Patroni powyżej. Dodatkowo, podczas mojego pobytu w Twoim mieście (lub okolicy) chciałbym koniecznie udać się z Tobą na obiad czy kolację. Zapraszam Cię nie tylko żeby Ci osobiście podziękować, ale i chciałbym Cię bliżej poznać i porozmawiać o podróżach. Może uda zaplanować się wspólną wyprawę. Co ważne, od czasu do czasu w Twojej skrzynce pocztowej, pojawi się coś oryginalnego z moich wypraw. Naturalnie podzielę się z Tobą również wykonaną przeze mnie fotografią z moich eksploracji, bo to obok poznanych ludzi i wspomnień uważam za najcenniejsze, co mam z moich wypraw.

Jak działa Patronite w trzech prostych krokach?

👍 Wchodzisz na profil Patronite osoby, którą chcesz wesprzeć, następnie wybierasz kwotę, którą chcesz wpłacić i dokonujesz płatności💸

✌ Po wszystkim zostajesz Patronem tej osoby 🤝

🤟 Otrzymujesz nagrody, które dla Ciebie przygotowała🎁

Jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dorzucić coś do kolejnych podróży oraz wesprzeć mojego podróżniczego bloga, zapraszam Cię do zostania moim Patronem. To dzięki Twojemu wsparciu będę miał większą swobodę działania i poczucie, że to co tworzę jest wartościowe. Jeżeli chcesz mnie wesprzeć kliknij w ten link do mojego profilu na Patronite. Tutaj przeczytasz jak zostać moim Patronem.

 Jeśli masz jakieś pytania, napisz do mnie 📧 Kontakt znajdziesz tutaj.

#rafalbil #blog #fotografia #podróże #patrronite #travel

linia

Radio Fujka

Dziś krótki wpis o podróżach w nieznane i o muzyce, która towarzyszy nam podczas eksploracji. Zupełnie przypadkowo zastanawiam się czego słuchacie podróżując? Kiedy Fujka mówi nam kogo nie słuchać, okazuje się, że (nie)zwycięzcą w (nie)istniejącej liście przebojów mógłby zostać „Ostry Cień Mgły”,  ale nie zostanie, bo wszystko ma miejsce w (nie)istniejącym radiu, a szkoda. Nadszedł czas na subiektywne, ale muzyczne ABC z podróży.

🎧 A jak atrakcyjna muzyka

Tak sobie myślę, że może jest jeszcze za wcześnie. Może społeczeństwo nie jest na to gotowe. Trzeba nam jeszcze chwilę poczekać, ale prawdopodobnie już niedługo przyjdzie czas na jedynie atrakcyjną muzykę. Taką, której my Polacy oczekujemy. Na razie musi wystarczyć nam jako lider listy Fujki – Zenek i jego “prawdziwie” polska muzyka. Podobnie czekali przecież i inni słuchacze np. Ci z w Wenezueli, bo np. w Rosji czy na Białorusi mieli zagwarantowane to wcześniej. Jak na moje oko osiągamy nie tylko podróżnicze Himalaje, a nieistniejąca Fujka zmienia się nieformalnie w Rujka (Ruskie Jadło) i do tego bardzo niestrawne.

📻 B jak ból większy niż mój

Zapytam Was jeszcze, gdzie emigruje wolność artystyczna, wolność słowa i wolność w ogóle? Czas wyruszyć w podróż właśnie za nią – kto wybiera się ze mną? Jest jeszcze Kochani, jedna dobra wiadomość dnia dzisiejszego – dziś na pierwszym miejscu mojej (nie)istniejącej listy, w kategorii – Czego nie wypada słuchać w podróży i to Waszymi głosami został wybrany Twój ból jest lepszy niż mój – KAZIKA. Panu Kazikowi gratuluję. Na drugim i ostatnim miejscu znalazł T.Love z kawałkiem Jest Super.

⛔ C jak cenzura

Proszę mnie tu tylko z tego powodu nie posądzać o poglądy polityczne, bo sprawa nie jest polityczna. Tu chodzi wyłącznie o podróże, no i o muzykę oczywiście. Może jeszcze odrobinę o cenzurę, na którą pozwolić sobie Twórcy nie powinni, bez względu czy chodzi o fotografię, muzykę, malarstwo czy inną dziedzinę sztuki. Ciekawe też czy materiał (nie)istniejącej stacji może zostać uznany za niewłaściwy, szkodliwy, albo „niewygodny”, skoro nie istnieje. Witamy w kraju absurdu owianych ostrym cieniem mgły. Gdyby ktoś pytał o imię. Na imię mi Rafał i życzę Wam lepszego dnia.

Miejsce pierwsze KAZIK z kawałkiem Twój ból jest lepszy niż mój
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=o9LzNtpjhV0 

Miejsce ostatnie T.LOVE z kawałkiem Jest Super
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=kfH1hxvAN30

#travel #kogoniesłychać  #kazik  #blog #fotografia #podróże #tlove 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Palestyna | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Podróż | Polska | Trip| Rafał Bil Podróże| Wolność Słowa | Twój ból jest lepszy niż mój | Kazik |T.love | Muzyka w podróży 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020