Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

Rafał Bil Agencja Fotograficzno - Szkoleniowa www.rafalbil.eu

Gąbin

Jakiś czas temu zabrałem Was w sentymentalną podróż do Lublina, do miasta gdzie spędziłem drugą połowę swojego życia (Wpis na ten temat znajdziecie tutaj). Wypada zatem sięgnąć do moich korzeni i zaprosić Was również w podróż tam, gdzie spędziłem dzieciństwo i czasy młodości. Postaram się wybrać z Gąbina, bo tu zawędrujemy, wszystko co jest ciekawe, co może zainspirować, albo i to do czego mam sentyment, którym chcę się z Wami podzielić. Pewnie znajdą się tacy malkontenci, którzy uważają, że nic się tu nie dzieje lub nic ciekawego do zaoferowania się nie znajdzie. Ich warto odesłać do oddalonego o około 20 km Płocka, ja natomiast mam zamiar udowodnić, że nawet małe potrafi być piękne, tylko trzeba nauczyć się dostrzegać to piękno, a przy tym postaram się Was nie zanudzić. Moja mała Ojczyzna, bo cały czas o niej mowa to miasto w województwie mazowieckim, w południowej części powiatu płockiego z siedzibą w gminie miejsko-wiejskiej Gąbin, zakładamy więc wygodne buty i ruszamy na spacer od A do Z po tym właśnie mieście.

Na starcie zaskoczę Was ciekawostką, Gąbin jest jednym z najstarszych mazowieckich miast, starszym nawet od oddalonej około 100km Warszawy. Po raz pierwszy nazwa Gąbin pojawiła się w przekazach źródłowych już w 1215 r. Wiadomo też, że w XII w. Gąbin istniał jako osada targowa, a jej pierwszym właścicielem był rycerz Gąba, stąd wiele osób uważa, że  pochodzi właśnie nazwa miasta.

Prawa miejskie Gąbin uzyskał około 1322 roku, potwierdzone zostały przez księcia Ziemowita V w 1437 roku. Ze względu na swe położenie Gąbin stał się swego czasu siedzibą dworu książąt płockich. Znany był również z najwyższego na świecie masztu radiowego, który wybudowano w Konstantynowie, a jego wysokość przewyższała nawet amerykańskie wieżowce World Trade Center, które runęły w 2001 roku. Gąbińska wieża sięgała 646 m, ale finalnie również runęła, a dlaczego – dowiecie się w późniejszej części wpisu. Sam Gąbin znany był również ze sławojek, a właściwie z ich twórcy Sławoja Składkowskiego, który urodził się właśnie tutaj. Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że sławojka to toaleta, którą stawia się zwykle przy budowie domu – zwykle z wyciętym sercem w drzwiach, ale nie był to jej najważniejszy element, gdyż miała zdecydowanie bardziej utylitarne znaczenie i z innych powodów została wymyślona, ale o tym nie dzisiaj. Przejdźmy do ciekawszych atrakcji niż omówienie kwestii toalet.

A jak atrakcje

Zaczynając wpis o tym co warto zobaczyć, należy sięgnąć do atrakcji, które dane miasto czy region ma nam do zaoferowania. Warto zwrócić uwagę nie tylko na cykliczne imprezy, które odbywają się na terenie miasta i gminy, ale i na znajdującą się tu architekturę oraz walory turystyczne regionu. Zacznijmy najpierw od cyklu imprez, ale pamiętajmy, że nie samymi imprezami Gąbin żyje. Wyszczególnić jednak należy Dni Gąbina, Jarmark Gąbiński, Gala Noworoczna, Pożegnania Lata czy Koncerty Bożonarodzeniowe. Wszystkie te imprezy omówię dokładniej w dalszej części mojego wpisu.

Skupmy się chwile na zabudowie. Gdy oprowadzam znajomych po Gąbinie, pokazuję zawsze klasycystyczny ratusz, który zbudowano w 1824 r. Ciekawostką są tu dwie niesymetryczne fasady na które nie każdy zwraca uwagę. Obecnie w budynku znajduje się siedziba Urzędu Miasta i Gminy. Zaraz obok znajduje się kościół rzymskokatolicki, którego nie da się pominąć wzrokiem. Budynek ten od zawsze przypominał mi warszawski Pałac Kultury i Nauki, a jego wieża góruje już z oddali i jest widoczna, gdy wjeżdża się tylko od strony stolicy do miasta. W latach 1958-1966 kościół odbudowano w miejscu po poprzedniej świątyni, niestety  nie był już tak wysoki, ale nadal wygląda okazale. Obok kościoła znajduje się również mural z widokiem na stary Gąbin, właśnie z wcześniejszym kościołem z którego wieży widać było oddalony o ponad 20 km Płock. Po zobaczeniu muralu i kościoła  spacerujemy wzdłuż kamienic na Starym Rynku i obowiązkowo zatrzymujemy się przy najstarszej z nich, w której urodził się Felicjan Sławoj Składkowski – generał dywizji Wojska Polskiego, premier II RP, doktor medycyny. Obecnie mieści się tam siedziba Muzeum Ziemi Gąbińskiej, a sam budynek niedawno został odrestaurowany, a pochodzi z 1809 roku i od dawna wymagał gruntownego remontu. Cieszę się bardzo, że w końcu restauracja tej kamienicy doszła do skutku i cieszy jeszcze bardziej fakt, że nie jest to jedyny odrestaurowany budynek w mieście.

Budynki to nie wszystko, często opowiadam znajomym o dawnej wielokulturowości Gąbina. Zawsze zabieram też ich do otuliny Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego oraz nad pobliskie jeziora, które są wg mnie główną atrakcją turystyczną regionu.  Warto podkreślić, że są to największe w okolicach Warszawy i Łodzi jeziora. Zawsze doszukiwałem się pewnej analogii w tych terenach do Mazur.

B jak baza noclegowa

Skoro są jeziora, to musi być też baza noclegowa, szczególnie przygotowana pod turystykę i rekreację latem. Całoroczne pokoje noclegowe znajdziecie również w samym mieście m.in. w budynku dworca autobusowego. Nie brakuje też  w okolicy wielu fajnych zajazdów, szczególnie dla osób poszukujących wyższego standardu.Gdy podjedziecie kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów znajdziecie też w okolicy fajne pensjonaty czy hotele. Moją uwagę przykuwa jedno miejsce Hotel Kawallo, dlaczego zapytacie – nie dlatego,  że zapłacono mi za ich reklamę, ale dlatego, że jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie w regionie prowadzone są rytuały saunowe, a Ci co mnie bliżej znają, wiedzą, że jako saunamistrz  doceniam to podwójnie. Naturalnie ceny w hotelu nie są najniższe, więc zawsze można korzystać z alternatywnych możliwości, które mają niższy standart i oczywiście niższą cenę.

C jak cmentarze

O dawnej wielokulturowości Gąbina świadczą dziś m.in. cmentarze: ewangelicki, żydowski, mariawicki oraz katolicki. Na każdym z nich można znaleźć wyjątkowe  i wiekowe pomniki, które warto ocalić od zapomnienia.

D jak dworzec autobusowy oraz Dni Gąbina

Dworzec autobusowy

Miasto położone jest w odległości około 100 km od Warszawy i Łodzi. Krzyżują się tu drogi wojewódzkie z Płocka i Żychlina oraz z Łącka i Sochaczewa. To właśnie do tych miast można wybrać się prosto z “centrum kulturalnego Gąbina” czyli dworca autobusowego. Zbudowano i oddano go do użytku w 1997 roku. Nie wiem jak dziś, ale dawniej był to punkt spotkań młodzieży, gdzie można było omówić wszystkie ważniejsze tematy prozy życia codziennego. Dziś dworzec wymaga remontu, jednak nadal pozostaje symboliczną wizytówką miasta i prawdopodobnie punktem, w którym omawia się kwestie ratowania świata przed zagładą.

Dni Gąbina

Do jednej z najważniejszych lokalnych imprez zaliczę odbywające się w maju „Dni Gąbina”. Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. Impreza cieszy się dużym zainteresowaniem. Dla mieszkańców jest to atrakcja kulturalna na którą zapraszane są profesjonalne zespoły muzyczne. Jest to też okazja do zaprezentowania lokalnych talentów nie tylko muzycznych, ale i tanecznych.

Dni Gąbina to również stragany, wystawy,  konkursy, biegi uliczne i różne inne zawody sportowe. Są to też przelewane litry napojów procentowych, które sprzyjają integracji lokalnej społeczności. Jest to czas na promowanie twórczości plastycznej i rękodzieła artystycznego. Od 2004 r. Dniom Gąbina towarzyszy dzień poświęcony kulturze chrześcijańskiej. Podczas piątkowego wieczoru prezentują się zespoły wykonujące religijne utwory wokalno-instrumentalne.

Dotychczas podczas Dni Gąbina występowały również gwiazdy wieczorów. Na gąbińskiej scenie wystąpili m.in. Pectus, Brathanki, Wawele, Czerwone Gitary, Trubadurzy, Universe, Oddział Zamknięty, Babsztyl, Lombard, Łzy, Ira, Kobranocka, Harlem, Cree, Classic, Wawele oraz polscy soliści, m.in.: Krzysztof Krawczyk, Patrycja Markowska, Jan Wojdak, Krystyna Giżowska, Don Wasyl i Roma.

 E jak edukacja

Czas sięgnąć do czasów szkolnych. Na początku kilka faktów i suchej teorii. Na terenie gminy działalność dydaktyczną i wychowawczą realizuje 12 instytucji oświatowych: 6 szkół podstawowych, 2 gimnazja, 2 przedszkola, Szkoła Muzyczna I stopnia, Zespół Szkół im. S. Staszica, w którym edukacja odbywa się na poziomie średnim. W samym Gąbinie kształcić się można w następujących jednostkach:

  • Przedszkole im. Króla Maciusia I
  • Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej
  • Gimnazjum im. Jana Pawła II (do końca tego roku szkolnego, następnie istnienie gimnazjów w Polsce wygaśnie)
  • Zespół Szkół im. Stanisława Staszica w Gąbinie
  • Szkoła Muzyczna I stopnia
     

Jak to wyglądało dawniej w praktyce moim subiektywnym zdaniem. Szkoła podstawowa to wyjątkowy czas kiedy człowiek mógł beztrosko zdzierać spodnie szorując podłogi szkolnych korytarzy na kolanach i biegać ganiając się z innymi dziećmi na przerwach od lewej do prawej strony boazerii. No chyba, że dyżur miała świętej pamięci Pani Regina, która budziła respekt największych urwisów, wystarczyło Jej jedno krzyknięcie i każdy chodził po korytarzach jak należy. Uwielbiam wspominać takie nauczycielki, wyraziste, wyjątkowe, budzące respekt wszystkich dzieciaków. Taką nauczycielką była również moja wychowawczyni Pani Halinka – kobieta cudowna o dobrym sercu, zawsze uśmiechnięta, ale wiedziała też jak zadbać o porządek w klasie, gdzie szalała niespełna trzydziestka dzieci, które jeszcze nie potrafiły dobrze mnożyć czy dodawać, ale świetnie umiały psocić. Szkoła podstawowa to też czas pierwszych miłości, zauroczeń, pocałunków i na tym poprzestańmy. To również zainteresowanie biologią m.in. za sprawą wychowawczyni Pani Ani, której wychowankiem byłem również w gimnazjum. Okres gimnazjum to również czas fascynacji piłką ręczną, która trwa do dziś. Po gimnazjum przyszła kolej na liceum ogólnokształcące w tzw. “Uniwersytecie Podlaskim”. Wyjątkowy czas, niesamowici ludzie i kolejne cenne życiowe doświadczenia, które pozwoliły dostać się na studia. Dziś mogę dziękować mojej wychowawczyni, która myślę, że wiedziała, że nie jestem najlepszym umysłem ścisłym, a mimo to nigdy nie starała mi się tego udowodnić, a wręcz odwrotnie zawsze była nie tylko dla mnie, ale i dla pozostałych osób wsparciem – Pani Agnieszko dziękuję.

F jak fontanna

Fontanna w parku na starówce Gąbina powstała w 2008 roku w miejscu dawnej studni zlokalizowanej na rynku miejskim. Myślę, że warto tu przyjść, by posiedzieć na ławce obok fontanny i popatrzeć na gąbińskie kamienice, ratusz czy kościół lub by zamknąć oczy i wsłuchać się w szum wody.

G jak Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy i Gala Noworoczna

Dla wszystkich lubiących spacery po lesie polecę podróż korytarzami ekologicznymi wiodącymi od samej Puszczy Kampinoskiej przez Puszczę Bydgoską, aż po Bory Tucholskie. Naprawdę jest co tu zwiedzać, a zacząłbym chyba od oprowadzanie po tarasach wiślanych – rozległych i płaskich piaszczystych powierzchni akumulacji rzecznej, tarasów wydmowych z licznymi wałami, zespołami lub pojedynczo występującymi wydmami i krajobrazami podmokłymi, a często zabagnionymi choć o wyjątkowym uroku dolinkami.Teraz Was zaskoczę – na obszarze parku jest około 40 jezior, ponad 60% powierzchni parku zajmują lasy, w których dominują bory sosnowe i lasy mieszane.

Flora tych terenów charakteryzuje się różnorodnością i bogactwem gatunków, a środowisko przyrodnicze stanowi przedmiot różnorodnych badań. Szacuje się, że na obszarze parku znajdziemy około 800 gatunków roślin, z tego ok. 50 objętych jest prawną ochroną gatunkową (w tym 37 objętych jest ochroną całkowitą, a 15 ochroną częściową) – mocno się więc zastanówcie, zanim coś zerwiecie.  Powierzchnia Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego wynosi około 390 km², natomiast jego otulina liczy 141,95 km². Jest więc gdzie zwiedzać, ale i co zobaczyć.

Wśród fauny parku najcenniejszą grupę stanowią ptaki, szczególnie wodno-błotne. Jest tu wiele miejsc na dobre zdjęcia z bytowania i lęgów znajdujących się tu m.in. gatunki zagrożonych, wpisanych do „Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt”. Cenną zdobyczą, choć trudną do uchwycenia w obiektywie jest m.in. bocian czarny, żuraw, błotniak łąkowy, batalion czy derkacz. Przy sporej ilości szczęścia spotkamy tu sokoła wędrownego, orła bielika, rysia, bobry, ale by to się udało, trzeba uzbroić się w cierpliwość i odpowiednio zachowywać.

Ważne jest to, że na terenie całego parku poza systemem szlaków pieszych i rowerowych funkcjonuje ok. 10 ścieżek dydaktycznych i przyrodniczych o różnym stopniu trudności oraz trzy zielone szkoły z działalnością ukierunkowaną na edukację przyrodniczą pradoliny Wisły. Gąbin został zakwalifikowany do szlaku czarnego i zielonego zwanego też „Południowym”  lub szlakiem im. Króla Kazimierza Wielkiego.

Gala Noworoczna

Od niedawna tradycją Gąbina stało się organizowanie w pierwszym miesiącu każdego nowego roku dużej imprezy kulturalnej pod nazwą „Gala Noworoczna”. Podczas koncertów prezentowana jest muzyka operowa, operetkowa, musicalowa i filmowa. Program muzyczny skupia duże grono odbiorców. Podczas koncertów prezentują się znani polscy zawodowi soliści. Prezentują się również nauczyciele Szkoły Muzycznej I st. w Gąbinie w występach solowych i zespołowych. Wzbogaceniem koncertu jest występ Chóru Miasta i Gminy Gąbin oraz prezentacje uczniów Szkoły Muzycznej I st. w Gąbinie.

H jak herb

Herb Gąbina przedstawia białą basztę, posiadającą otwartą bramę, z opuszczoną do połowy kratą barwy czarnej. Baszta nakryta jest czerwonym ostrosłupowym daszkiem i znajduje się na błękitnej tarczy herbowej. Ciekawostką jest to, że godła zawierające baszty w swej symbolice nawiązywały bardzo często do prawnej odrębności miast – ich samorządności. Stąd wzięły się mury miejskie z basztami i bramami nawet w herbach takich miast, które nigdy w swych dziejach takich murów nie posiadały, tak jak ma to miejsce w przypadku Gąbina, a o ile baszty z herbu nie znajdziecie w Gąbinie tak sam herb zauważycie na ratuszu od strony Rynku.

 

I jak ile chcesz tyle zjesz

W samym mieście nie ma wielu punktów gastronomicznych, do których można zabrać znajomych, ale jest kilka ciekawych miejsc, do których zwykle zabieram na obiad czy kolację znajomych, którzy odwiedzają Gąbin. Jednym z nich jest restauracja PIANO, fajny klimat lokalu nawiązujący starymi fotografiami do historii Gąbina oraz opcja niedzielnych obiadów bez limitów są czymś kuszącym dla ceniących historię oraz dużo jeść. W samym mieście działa też kilka pizzeri oraz mini barów z kebabami. Najbliżej od mojego domu jest mi lokalizacją do pizzerii Manhattan, spacer do niej zajmuje mi około 2 minuty, a do kolejnej około 5 minut i ta nazywa się FOLK pizza & bistro – a poza pizzerią jest też przyjemnym miejscem, w którym można zjeść smaczne zestawy obiadowe. Także są uroki mieszkania w centrum miasta mają swoje plusy, ale i minusy, jak fakt, że całe noce słychać tiry jeżdżące przy głównej trasie przelotowej. Ja do tych hałasów przywykłem, ale wiem, że było to uciążliwe dla nocujących u mnie gości. Problem jednak się rozwiąże wraz z budową obwodnicy, która bardzo mnie cieszy. Warto też na jedzenie wybrać się poza miasto np. do smażalni Ryb w Dobrzykowie, gdzie można zjeść świeże i smaczne ryby.

J jak Jarmark Gąbiński

Jedną z imprez środowiskowych współorganizowanych przez Ochotniczą Straż Pożarną i Urząd Miasta i Gminy jest „Jarmark Gąbiński”. Podczas imprezy organizowane są: festyny wakacyjne, wystawy, pokazy ratownictwa drogowego i wysokościowego, pokazy policji i zawodowej straży pożarnej, przejażdżki powozami konnymi. Tradycją są tu też stoiska handlowe nawiązujące do dawnych jarmarków, które odbywały się w Gąbinie. Zwykle jest też wesołe miasteczko i nie brakuje też imprez sportowych. Zazwyczaj zapraszane są również zespoły muzyczne, grali tu m.in. Oddział Zamknięty, Universe, Róże Europy.

K jak kirkut oraz Koncerty Bożonarodzeniowe

Kirkut

Cmentarz żydowski mieści się przy ulicy Kilińskiego i powstał w XIX wieku. W czasie okupacji hitlerowskiej został niemal doszczętnie zniszczony przez nazistów. Rozbite macewy posłużyły im wówczas do utwardzenia drogi, wzmocnienia mostu i zrobienia krawężników przy ul. Browarnej i Moniuszki. Pamiętam z czasów dzieciństwa, jak chodziliśmy z koleżankami i kolegami pod most by oglądać wmurowane wówczas porozbijane macewy. Obecnie odratowane macewy znajdują się na wspomnianym cmentarzu. Cała nekropolia ma natomiast powierzchnię około 1,5 ha¹. Po wojnie teren cmentarza został zalesiony przez Zarząd Lasów Państwowych. Dopiero w 1996 roku z inicjatywy potomków Żydów gąbińskich oraz przy finansowym wsparciu Fundacji Rodziny Nissenbaumów cmentarz został uporządkowany i ogrodzony. Z odzyskanych fragmentów macew utworzono unikatowe lapidarium. W 1999 roku odbyła się uroczysta ceremonia odsłonięcia pomnika. Wzięli w niej udział mieszkańcy miasta i licznie przybyli potomkowie gąbińskich Żydów. Podczas tej uroczystości uhonorowano również Marię Maciejko-Kamińską, która w czasie Holocaustu udzielała pomocy Żydom. Postać wyjątkowa, w moich oczach bohaterka, która była m.in. sanitariuszką Powstania Warszawskiego. Działała pod pseudonimem Marysia i zmarła oraz została pochowana w Gąbinie w 2009 roku.

Koncerty Bożonarodzeniowe

Ważnym wydarzeniem integrującym miejscową społeczność jest coroczny „Koncert Bożonarodzeniowy”. Koncert organizowany jest już od 2007 r. z inicjatywy Burmistrza Miasta i Gminy Gąbin. Organizatorem imprez jest MGOK, który realizuje imprezę przy wsparciu podmiotów oświatowych z terenu miasta i gminy. Koncert cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem, uczestniczą w nim mieszkańcy całej gminy, a także przyjezdni goście. Hala sportowa, w której się wydarzenie odbywa szybko wypełnia się widownią. Podczas występów prezentują się na profesjonalnej scenie: uczniowie lokalnych szkół, zespoły taneczne MGOK, Chór Miasta i Gminy Gąbin, Orkiestra dęta OSP oraz miejscowe zespoły muzyczne. Koncert jest dużym wydarzeniem kulturalnym, gromadzi bardzo liczną rzeszę słuchaczy. Jest też okazją do spotkania się ze znajomymi w tym okresie przedświątecznego pędu i przygotowań przed świętami Bożego Narodzenia.

L  jak liczby

Gdyby chcieć wyliczyć kilka kwestii, można zauważyć, że Gąbin jest bardzo małym miastem z liczbą mieszkańców wynoszącą około 4 tysiące, z czego nieznaczną większość stanowią kobiety. Średni wiek mieszkańców wynosi  około 42 lat i jest porównywalny do średniego wieku mieszkańców województwa mazowieckiego oraz porównywalny do średniego wieku mieszkańców całej Polski. Około 29% mieszkańców Gąbina jest stanu wolnego, 58,0% żyje w małżeństwie, około 3% mieszkańców jest po rozwodzie, a 10% to wdowy lub wdowcy.  Poniżej ciekawa statystyka  z GUSu.

 Ł jak łyki

Jak przeczytać można w książce prof. Janusza Szczepańskiego pt.: “Dzieje Gąbina i okolic, Miasto i Gmina Gąbin” dowiedzieć się tam można m.in. o istnieniu “łyków” – mowa o mieszkańcach folwarków, gdy omawia się strukturę społeczeństwa gąbińskiego w okresie XVI i XVII wieku. Wspomina się o nich gdy omawiane są m.in. szczegóły dotyczące antagonizmów zachodzących między mieszczanami Gąbina, a szlachtą z okolicznych folwarków, która z pogardą patrzyła na miejskich „łyków”. Do dziś kojarzę prostą odpowiedź na pytanie z czasów dzieciństwa – “czy dasz łyka oranżady”, zwykle, kiedy nie chciano Cię poczęstować, odpowiadano łyki to na ul. Warszawskiej.

M jak Maszt radiowy w Konstantynowie

Na terenie byłego PGR-u zbudowano w 1974 roku 646 metrowy maszt radiowy w Konstantynowie, który przez 17 lat był najwyższą budowlą na świecie. W latach 1974-1991 maszt zlokalizowany ok. 90 km od Warszawy, ze względu na swoją rekordową wysokość stanowił ewenement na skalę światową i został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Nigdzie na świecie nie wzniesiono wyższego obiektu – aż do 19 maja 2008, kiedy rekord ten został pobity przez budowlę Burdż Chalifa w Emiratach Arabskich. Budowa masztu w Konstantynowie została zakończona 18 maja 1974 roku. Wzniesiono maszt o masie 420 ton. Radiostacja pracowała na falach długich o częstotliwości 227 kHz do 1 lutego 1988 roku i później na częstotliwości 225 kHz. Główną zaletą radiostacji była wielkość zasięgu, która dawała możliwość bezpośredniego odbioru z klasycznego radioodbiornika (AM) programu pierwszego Polskiego Radia przez rodaków w Kazachstanie, pracowników polskich firm pracujących w Iraku, Iranie, praktycznie w całej Europie i nawet Ameryce Północnej, Północnej Afryce, a nawet w USA i Kanadzie. Obecnie teren na którym znajdował się maszt jest ogrodzony i obowiązuje tam zakaz wejścia osobom postronnym.

8 sierpnia 1991 roku, o godz. 19.10 maszt runął w czasie prac konserwatorskich. Prace miały polegać na wymianie odciągów, które były w złym stanie technicznym. Poluzowano jedną z lin w ostatniej, piątej sekcji odciągów, zakładając i naciągając 2 liny pomocnicze. Jedna z lin pomocniczych wysunęła się z zacisków. Druga lina pomocnicza zerwała się z mocowania, nie mogąc zrównoważyć sił pozostałych lin głównych. Górna część masztu złamała się i uderzyła w podstawę. Maszt runął w ciągu kilkunastu sekund. W katastrofie nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu. Nie ucierpiały także budynki oprócz „domku antenowego”. Zniszczeniu uległ także nowoczesny dźwig samochodowy. W wyniku procesu sądowego kierownik ekipy konserwującej z Mostostalu Zabrze otrzymał wyrok 2,5 roku więzienia za spowodowanie katastrofy, skrócony później do 2 lat. Za pośrednie przyczyny katastrofy uznaje się zaniedbania w 17-letniej eksploatacji, w tym zły stan odciągów stwierdzony już w 1987 roku. Istnieje również teoria, że katastrofa ta, nie wydarzyła się przypadkiem. Istnieją poglądy, w których uznaje się, że efektem było celowe zaprzestanie nadawania na falach długich Programu Pierwszego Polskiego Radia, odbieranego dotychczas w odległych zakątkach Europy przez Polonię (a także na wielu obszarach Polski). Teoria ta wiązana była przez wielu z celowym dążeniem do ograniczenia informacji m.in. podczas mającego miejsce kilkanaście dni później Puczu Janajewa w Moskwie (oraz rozpadem ZSRR) czy innych ważnych wydarzeń w ostatnich miesiącach (np. rozwiązanie RWPG i Układu Warszawskiego).

Nie każdy też wie, że w kwietniu 1992 roku powstały pierwsze rządowe plany odbudowy masztu z uwagi na jego znaczenie dla Polaków przebywających poza granicami kraju i już we wrześniu 1995 roku zapadła decyzja o odbudowie masztu w Gąbinie. Odbudowa była możliwa w tym samym miejscu, jednak protesty okolicznych mieszkańców związane z obawami przed skutkami oddziaływania na nich pól elektromagnetycznych promieniowanych przez maszt udaremniły odbudowę. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego Ośrodka Zamiejscowego w Łodzi z dnia 11 października 1996 roku uchylający decyzję wojewody płockiego o odbudowie masztu radiowego w Gąbinie ostatecznie przekreślił te plany.

Na terenie radiostacji w Gąbinie znajduje się obecnie maszt radiolinii w Konstantynowie. Stalowa konstrukcja zwalonego masztu została sprzedana na złom. Aparatura nadawcza, a zwłaszcza kontenery z nadajnikami firmy Brown Boveri, do 2017 r. były kompletne i wizualnie w dobrym stanie. Przez kilka lat po katastrofie utrzymywano okrojony personel ośrodka, nadajniki konserwowano i załączano kontrolnie wykorzystując tzw. sztuczną antenę.

W latach 2001-2012 obiektem administrował wydział nieruchomości TP S.A. w Płocku. Ze względu na połączenie TP z Orange, od 2012 obiektem administruje Biuro Sprzedaży Nieruchomości Orange Polska S.A. Obiekt chroniony jest jedynie przed dostępem osób postronnych, a jego wartość to 3 650 000 zł (netto). Obiekt wystawiony został na sprzedaż, łącznie z budynkami i z 62-hektarowym terenem, na którym stał najwyższy na świecie maszt radiowy. Nie udało się go sprzedać i niestety dalej niszczeje.

N jak Nida

Gąbin Leży nad rzeką Nidą, którą w dzieciństwie nazywano “smrudką”. Poziom zanieczyszczenia rzeki oddawał charakter stanu rzeki i mimo, że aromat z niej nie unosił się bezpośrednio, tak poziom pływających w niej przedmiotów pozostawiał wiele do życzenia.

O jak organizacje pozarządowe i Ochotnicza Straż Pożarna

Na terenie miasta i gminy działają różne organizacje tzw. trzeciego sektora. Do znanych mi NGOsów należą:

Towarzystwo Miłośników Ziemi Gąbińskiej – jest to stowarzyszenie działające w Gąbinie od 1975 roku. Towarzystwo organizuje sympozja naukowe, stałe i okresowe wystawy, poświęcone znaczącym wydarzeniom i postaciom historycznym ziemi gąbińskiej. Biorą też czynny udział w organizowanych uroczystościach patriotycznych z okazji świąt narodowyc. Działania podejmowane przez TMZG skierowane są do szerokiego grona odbiorców, zwłaszcza do przedstawicieli młodego pokolenia mieszkańców regionu gąbińskiego. Pierwszym Prezesem Zarządu TMZG był śp. Zbigniew Łukaszewski, a obecnie funkcję tę pełni moja ulubiona sąsiadka – Anna Ostrowska, którą serdecznie pozdrawiam. Aż chce się zaśpiewać jak dobrze mieć sąsiada…

Związek Piłsudczyków Oddział Gąbin to organizacja, która prowadzi działalność mającą na celu kultywowanie patriotycznych tradycji wśród mieszkańców Gąbina i okolic. Założony w 1992 roku Oddział Związku Piłsudczyków w Gąbinie jest stowarzyszeniem, które postawiło sobie, jako główne cele: organizowanie działalności patriotycznej wśród młodzieży gminy, opracowanie gminnego planu uroczystości patriotycznych i włączenie do jego realizacji młodzież szkolną oraz organizacje społeczne i polityczne, wspomaganie Towarzystwa Miłośników Ziemi Gąbińskiej w jego działalności. Obecnie prezesem tej organizacji jest Elżbieta Kamińska, a dawniej funkcję tę piastował śp. Zdzisław Nowakowski.

Stowarzyszenie Rodzin Katolickich – działa przy gąbińskiej parafii rzymskokatolickiej. Organizacja prowadzi działalność społeczną, na stałe współpracuje z władzami miasta oraz szkołami, angażuje się w pracę charytatywną na rzecz mieszkańców potrzebujących różnorakiej pomocy.

Fundacja Aktywni Razem

Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania AKTYWNI RAZEM zostało utworzone w 2014 roku, a w roku kolejnym wpisane zostało do KRS-u. Celami Stowarzyszenia są szerokie działania na rzecz zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich i małych miast objętych działaniem Stowarzyszenia oraz poprawa ich konkurencyjności jako miejsca zamieszkania i prowadzenia działalności gospodarczej, a także aktywizacja oraz inicjowanie współdziałania lokalnych środowisk.

Ochotnicza Straż Pożarna

W 1898 roku powstaje w Gąbinie Ochotnicza Straż Pożarna, która prężnie działa do dziś – rozbudowując się i modernizując sprzęt, którym ratuje ludziom życie. Warto też dodać, że w mieście działa również Orkiestra strażacka Ochotniczej Straży Pożarnej, która aktywnie włącza się w wydarzenia o charakterze państwowym i kościelnym.

P jak pożegnanie lata

Kolejną imprezą, która cieszy się olbrzymim zainteresowaniem mieszkańców oraz gości jest „Pożegnanie lata”. Organizowana we wrześniu stanowi zakończenie imprez wakacyjnych organizowanych przez Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. Impreza jest doskonałą okazją dla prezentacji zespołów muzycznych i tanecznych szkół podstawowych i gimnazjalnych regionu gąbińskiego. Podczas imprezy prezentują się również uczniowie i zespoły Szkoły Muzycznej oraz zespoły taneczne MGOK. Ważnym elementem imprezy są stoiska i wystawy, prezentujące dorobek artystyczny miejscowych twórców i zaproszonych gości. Zainteresowaniem cieszą się także kiermasze, stoiska handlowe i gastronomiczne. Podczas „Pożegnania Lata” prezentują się znane zespoły, ich koncerty gromadzą liczną widownię. Dzięki pozyskaniu środków zewnętrznych oraz sponsorów udało się zaprosić zespoły prezentujące różne gatunki muzyczne m.in. Enej, Turnioki, Stonehenge, Dimitris Zorbas, Bolero, Marimba Trio Band, The Postman, Abba-Mia, Konwój, Sunflowers, Papa D. Dla mieszkańców była to okazja do zapoznania się z żywą muzyką graną często na tradycyjnych oryginalnych instrumentach, ale także do uczestnictwa w pozostałych atrakcjach przygotowanych poza sceną przez organizatorów.

R jak rolnictwo

Miasto i gmina dysponują atrakcyjnymi terenami, które mają bardzo dobre warunki dla rozwoju rolnictwa. Użytki rolne stanowią tu ponad 60% terenów, a użytki leśne to około 20% gruntów. Można więc spokojnie cieszyć tu oko zielenią, co moim zdaniem czyni tereny gminy Gąbin unikatowymi. Osobiście uwielbiam te miejsca, gdzie rosną wierzby mazowieckie, tak charakterystyczne właśnie dla Mazowsza.

S jak siłownia na powietrzu

Wybudowanie plenerowych siłowni na powietrzu dofinansowano ze środków UE. W Gąbinie siłownie powstały w dwóch lokalizacjach. Jedna znajduje się na działce przyległej do dworca autobusowego przy ul. Topolowej, druga w parku miejskim przy ul. Wojska Polskiego. Należy wspomnieć, że wszystkie siłownie zostały ogrodzone i są monitorowane. Zainstalowano również system oświetlenia hybrydowego wykorzystujący energię odnawialną – słoneczno-wiatrową, by można było ćwiczyć również w nocy. Sam pomysł wg mnie bardzo trafiony i można pogratulować autorom realizacji tego projektu.

T jak turystyka

Gmina Gąbin posiada doskonałe warunki naturalne oraz infrastrukturę dla rozwoju turystyki i rekreacji. Obok siebie występują duże kompleksy leśne i to w bezpośrednim sąsiedztwie jezior (w tym największego na Mazowszu Jeziora Zdworskiego o pow. 352 ha), a także dolina Wisły z rezerwatami przyrody.

Rozwojowi turystyki i rekreacji może sprzyjać również obecność działających na terenie gminy firm branży gastronomicznej i hotelarskiej. Coraz bardziej popularna staje się także agroturystyka, głównie na terenach budownictwa letniskowego. Turystów przyciągają również przepiękne tereny pomiędzy Wisłą a otuliną Gostynińsko – Włocławskiego Parku Krajobrazowego, bogactwo kulturowe,  zabytki, stare osadnictwo, a także coraz liczniejsze ścieżki i szlaki rowerowe.

U jak Unia Czermno

Na terenie gminy Gąbin działa klub piłkarski LKS „Unia” Czermno, w którym występują zawodnicy z Czermna i okolicznych miejscowości.  Drużyna „Unii” Czermno to przykład ludzi dla których sport i pasja to sposób na walkę o sukces…. walkę nie tylko na boisku. Nie należy też zapomnieć o drużynie Błękitnych Gąbin. Klub założono w Gąbinie w 1949 roku więc w tym roku obchodzi 70-lecie swego istnienia.

V jak volksdeutsche

Prześladowanie i zagłada ludności żydowskiej w Gąbinie, o której wspomnę na koniec,  wiąże się też z pojęciem “volksdeutsche”, czyli określeniem stosowanym wobec osób pochodzenia niemieckiego, zamieszkujących poza granicami Niemiec. Określenie „folksdojcz” bo tak też określano te osoby, budzi dziś jak najgorsze skojarzenia. Staje się ono synonimem dla konformistów i sprzedawczyków. Warto wiedzieć z czego to wynikało – w okresie okupacji hitlerowskiej: osoba znajdująca się na liście ludzi pochodzenia niemieckiego (często rzekomego), na której obecność gwarantowała wiele przywilejów w stosunku do pozostałej ludności polskiej, nie o samą zazdrość tu jednak chodzi. Volksdeutche mieszkali również w Gąbinie. Jak wyczytamy w jednym z artykułów Pana Jana Borysiaka, który był m.in. kronikarzem dziejów Gąbina, nauczycielem i wiceprezesem zarządu Związku Piłsudczyków – wspomina on o nich w “Echo Gąbina” (6/2001):

W słoneczną, ciepłą niedzielę 15 czerwca już kilka minut przed 8.00 hitlerowcy rekrutujący się spośród miejscowych Volksdeutschów w mundurach SS, NSDAP, a nawet strażackich, wypędzali z domów wszystkich Polaków, nie szczędząc kobiet, starców a nawet lżej chorych. O godzinie 9.00 po pięciu powiązanych sznurem za ręce, aby któryś nie uciekł, wyprowadzili bocznymi drzwiami z kościoła. W tłumie Polaków słychać było płacz i przejmujące łkanie. W tym czasie z “Remizy” dobiegały skoczne melodie. Podobno Niemcy do grania ich przymusili orkiestrę. Wtem na podstawiony stolik wszedł jakiś wyższy rangą członek SS, który po niemiecku, a potem po polsku odczytał wyrok śmierci na 10 Polaków w Gąbinie i 10 w Gostyninie za zamordowanie Niemca. Wyprowadzono z kościoła resztę uwięzionych i ustawiono nieopodal w dwa rzędy. Wkrótce potem mundurowi pchnęli dziewięciu skazańców ku ścianie śmierci. Padła komenda Feuer. Gruchnęła salwa. Po salwie zaległa cisza przerywana pojedynczymi strzałami z pistoletu. To dowódca kolumny egzekucyjnej dobijał tych, którzy dawali jeszcze znaki życia. Pod ścianą śmierci leżało z roztrzaskanymi głowami 9 Polaków. Byli to:

Franciszek Płażewski – szewc z Gąbina,
Jan Potomski – robotnik z Gąbina,
Władysław Poliński – piekarz z Gąbina,
Wacław Strzelecki – szewc z Gąbina,
Józef Stachowski – sklepikarz z Topólna,
Stanisław Korpowski – kupiec z Gąbina,
Władysław Kowalik – rolnik z Guzewa,
Władysław Maciejewski – lekarz z Sannik,
Jan Skonieczny – rolnik z Sannik.

Do listy tej trzeba dodać zamordowanego podczas ucieczki Jana Kurpiasa – rolnika z Gór. Rozstrzelani przeleżeli cały dzień na bruku wąskiej uliczki Kościelnej. Wieczorem kazali Niemcy Żydom przenieść ich do jednego z garaży “Remizy”. W nocy zaś między godziną 22.00, a 23.00 platformą otoczoną przez policję i SS wywieźli zwłoki na drogę leśną prowadzącą do Grabia, gdzie w dwóch dołach, po 5 w każdym kazali Żydom ich zakopać. Udeptali i wyrównali ziemię, przejechali po niej wozem aby wyżłobić koleinę dla przejeżdżających tą drogą. W poniedziałek 16 czerwca o godzinie 16.00 przyjechała wysoka ciężarówka służąca do przewozu bydła. Na nią załadowali więźniów z kościoła. Od strony szoferki siedzieli z bronią gotową do strzału policjanci. Gdy ciężarówka ruszyła, podążył za nią wojskowy odkryty samochód z wymierzonym w jadących karabinem maszynowym. Wywieziono ich do Gostynina, skąd zabrano tamtejszych więźniów, a .stamtąd odtransportowano do Inowrocławia, skąd nie wszyscy powrócili. ”

Wydarzenia, te stały się dla Niemców pretekstem do egzekucji w dniu 15.06.1941 roku, z uwagi na zabicie niemieckiego żandarma z Ciechomic. Dziś dla uczczenia dawnej tragedii obok murów kościoła rzymskokatolickiego stoi pomnik ku czci ofiar hitleryzmu, a powyższy opis pozwala zrozumieć, skąd te negatywne emocje względem volksdojczów i pejoratywność, która trwa nie tylko w mieszkańcach Gąbina po dzień dzisiejszy.

W jak wielka powódź

W maju i czerwcu 2010 roku przez gminę Gąbin przeszył dwie fale powodziowe. Wisła niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze. Takie momenty uczą respektu względem żywiołów i pokazują jak istotna jest polityka krajowa w zakresie gospodarowania rzekami, a w tym konkretnym przypadku Wisłą. Nie była to jedyna powódź w historii naszej gminy. Wcześniej Wisła zalewała jej tereny m.in. w 1982 roku.

Z jak znani ludzie z Gąbina

Poniżej lista znanych osób związanych lub urodzonych w Gąbinie, naturalnie nie jest to katalog zamknięty, ale subiektywny:

Felicjan Sławoj Składkowski – ostatni premier II Rzeczypospolitej

Tadeusz Penkala – krystalograf i mineralog

Rajzla Żychlińska – poetka żydowskiego pochodzenia

Adam Struzik – polski polityk i samorządowiec, lekarz i obecnie marszałek województwa mazowieckiego

Michał Pietrzak – prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Mirosława Jastrzębska – polska uczona, etnograf

Abraham Gombiner – żydowski filozof, cadyk, asystent rabina kalijskiego

Wojciech Jasiński – polski polityk, prawnik

Beata Matuszewska – wokalistka zespołu Bayer Full

Alojzy Balcerzak – polski malarz , grafik

Bolesław Kowalski – chemik, profesor, Wydział Nauk o Żywności, SGGW

Ż jak Żydzi w Gąbinie

Na koniec wpisu odrobinę uwagi chcę poświęcić Żydom, którzy byli ważną częścią miasta. Smutnym jest fakt, że w 1942 roku ponad 2000 Żydów – mieszkańców Gąbina wywieziono do Chełmna nad Renem, gdzie zostali zagazowani i spaleni. Nie, każdy dziś wie, że w końcu XV w. Gąbin był jednym z 10 mazowieckich miast, w których istniały gminy żydowskie. Oficjalny przywilej zezwalający Żydom na osiedlanie się w Gąbinie wydał w 1578 roku sam Stefan Batory, goszczący wówczas w lasach gąbińskich na polowaniu. Okazją do transakcji handlowych o charakterze regionalnym były odbywające się w Gąbinie jarmarki, w których nie małe znaczenie miała społeczność żydowska (teraz widzicie skąd tradycja i dobry powrót do jarmarku, który co prawda ma inny wymiar, ale w pewnym aspekcie powraca do pewnych tradycji miasta).

Wraz z ponownym ożywieniem miasta w początkach XVIII wieku, nastąpił też rozwój lokalnej społeczności żydowskiej. Jednak Żydzi mogli zamieszkiwać tylko w wydzielonej części miasta. Gmina żydowska w Gąbinie powstała w początkach XVIII wieku. Już w 1710 roku wzniesiono drewnianą synagogę. W 1914 roku grupa żydowskich intelektualistów założyła bibliotekę wraz z czytelnią. W 1917 r. podczas wyborów samorządowych żydowscy kandydaci zdobyli dwanaście z osiemnastu mandatów. Wróćmy do samej bożnicy – przetrwała ostrzał i bombardowanie podczas kampanii wrześniowej. Została jednak podpalona w dniu 21 września 1939 roku i wówczas spłonęła.

W okresie międzywojennym Żydzi posiadali sklepy i stragany, gdzie sprzedawali odzież, skóry, buty i płody rolne. W latach trzydziestych XX wieku narastające w Polsce nastroje antysemickie dały się odczuć także w Gąbinie. W myśl hasła “Nie kupuj u Żyda”, bojkotowano żydowskie sklepy i zakłady rzemieślnicze. Represje narastały z dnia na dzień. Głośnym echem odbił się mord na żydowskiej nastolatce. Zatrzymana w nocy przez niemieckiego żołnierza, została zgwałcona i następnie w okrutny sposób zamordowana. To tylko jeden z wielu przypadków W pierwszych miesiącach 1941 roku gąbińscy Żydzi zostali deportowani do obozów pracy, między innymi w Koninie. Dla wielu z nich był to jedynie etap w ostatniej podróży do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Tym smutnym akcentem zakończę podróż po Gąbinie – mieście dla mnie wyjątkowym. Mieście, gdzie przez 18 lat czas płynął jakby wolniej. Gdzie spędziłem beztroskie dzieciństwo, gdzie wszedłem w okres dojrzewania i zrobiłem swój pierwszy krok w dorosłość. Dziś chcę podziękować najbliższym, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom i napisać, że miło było Was spotkać na swojej drodze. Co złego to nie ja i do zobaczenia w Gąbinie.

linia

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

kontakt#rafalbil  #fotografia #travel #gabin #polska

Wszelkie prawa zastrzeżone ©

Konkurs na mural w Czarnobylu

Jakiś czas temu pisałem o miejscu w którym zatrzymał się czas. Mowa o Czarnobylu, który opracowałem od A do Z. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj lub klikając w poniższy baner. Dziś mamy dobrą wiadomość dla wielbicieli murali – ogłoszono konkurs na projekt muralu, który ozdobi halę turbin czarnobylskiej elektrowni.

Do dnia 3 maja bieżącego roku można zgłaszać się do konkursu na projekt muralu, który ozdobi jedną ze ścian hali. Mowa o turbinie tuż przy części biurowej elektrowni jądrowej w Czarnobylu czyli tej najbardziej wyeksponowanej w stronę turystów odwiedzających to miejsce. Nagrody są kuszące – na zwycięzcę czeka dwudniowa wycieczka do elektrowni i Prypeci. To jednak nie wszystko, dodatkowo przewidziana jest też przez zarząd elektrowni także nagroda pieniężna. Co trzeba zrobić? Zadanie wydaje się dość proste – należy przygotować kolorowy szkic muralu i dodatkowo trzeba opracować swoją koncepcję w formie pisemnej. Projekt ma być dostosowany do wymiarów ściany hali turbin czyli 18,5 x 57,9 metrów – jest więc na czym się wykazać. Co więcej nie ogranicza Was też liczba projektów na jednego uczestnika konkursu. Więcej informacji oraz regulamin konkursu znajdziecie tutaj

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

linia

#chnpp #konkurs #mural #czarnobyl #rafalpodrozuje
#fotografia #ukraina #kijów  #prypec#atom
#pripyat  #chernobyl #ukraine  #travel
#turystyka #co warto zobaczyć w Czarnobylu

Strachy Daniela Rycharskiego

Czy jest czego się bać gdy udacie się na wystawę STRACHY Daniela Rycharskiego do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie? To właśnie tu do 22.04.2019 roku prezentowana jest indywidualna wystawa tego artysty. Twórca ten działa na styku kilku aspektów życia, co bezpośrednio przenosi w swoją twórczość. Łączy w swym wyrażaniu elementy styku wsi, kultury queer i religii. Co jest efektem  tej ekspresji najlepiej zobaczcie sami – dziś zabieram Was na małe ABC do świata sztuki nowoczesnej.

 

A jak architektura

Na początek słów kilka o samym Muzeum nad Wisłą – jego budynek to prosta architektoniczna bryła położona na Powiślu. Tuż obok znajduje się Centrum Nauki Kopernik i Biblioteka Uniwersytecka Uniwersytetu Warszawskiego. Fasada tego Muzeum, zgodnie z wolą architekta Adolfa Krischanitza, pokryta jest kompozycją malarską. Wykonał ją artysta Sławomir Pawszak. W samym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, oprócz sali wystawowej, znajdują się kawiarnia, księgarnia oraz niewielkie centrum edukacyjne. Zatem wchodzę do środka, wpłacam symboliczne 5 zł za zwiedzanie wystawy. Zaraz zobaczymy co czeka tym razem za drzwiami tego budynku – zapraszam.

B jak bać się czy nie?

Wcześniej słychać było w przestrzeni publicznej dużo sprzecznych opinii na temat ekspozycji tego artysty. Jedni oceniali je jako lewackie i antyreligijne, inni wręcz odwrotnie – dopatrywali się w nich osobistych opowieści autora o jego rozumieniu religii i nadawali im wymiar duchowy. Bez wątpienia wystawa ta jest swoistą relacją z wielu lat twórczości artysty. Zapewne jest też zbiorem Jego doświadczeń i wyrażeniem intymnych emocji czerpanych z kultury popularnej, swoistego rodzaju aktywizmu oraz działań animacyjnych autora.

Warto starać się tę wystawę obejrzeć w samotności, gdy nie ma tłumów, by mieć chwilę ciszy dla wypracowania własnej interpretacji. Dlaczego tak uważam, gdyż wtedy przynajmniej mi, łatwiej jest skupić myśli na tym co istotne w niej samej dla mnie osobiście. Prościej jest wówczas też podjąć próbę jej zrozumienia i odszukania własnej interpretacji, gdy uwagi od głównego tematu nie odciągają inni zwiedzający. W mojej ocenie ważne jest by znaleźć tu osobiste sposoby odczytania i odczuwania tej wystawy i wykreowania własnej opinii na jej temat. Wystawa niewątpliwie wzbudzać może różne emocje, zarzuca się jej kontrowersyjny przekaz. To m.in. dlatego najlepiej zobaczyć ją na własne oczy.

Gdy zapytacie czy ja się obawiałem, odpowiem – sztuki nie należy się bać. Sama wystawa w mojej ocenie skłania do przemyśleń dotyczących tożsamości oraz granic przynależenia do wspólnoty wiary. Pozwala też wrócić do dyskusji na tematy tabu w sztuce, ale i w życiu. Wiele osób w mojej ocenie może też zaraz po wejściu na wystawę szybko się zszokować widokiem krzyża z grobu z cmentarza stojącego na łóżku, dla niektórych może być to przesada w wyrażaniu ekspresji i własnych emocji.  Dla mnie zdecydowanie nie, należy tylko wiedzieć, że ekspozycja ta ma symbolizować mroczny aspekt życia na wsi. Autor nawiązuje w niej do przytłaczającej samotności, która jest jedną z wielu obaw Jego samego. Czy instalacja ta szokuje? Zdecydowanie tak, czy gorszy bardziej niż samotność, tego nie wiem.

Moją uwagę od razu zwróciła też wykonana ze stali tarcza na której umieszczono cytat księdza Józefa Tischnera odnoszący się wprost do konieczności bycia sobą w obliczu spraw ostatecznych. To kolejna z prac przypominająca o wiejskim pochodzeniu artysty i nawiązaniu do kwestii religijnych.

Tuż obok łóżka spotkamy kolejny krzyż, generalnie trzeba przyznać, krzyży na tej wystawie nie brakuje. Czy krzyża obawia się sam Rychalski? Tego też nie wiem, ale warto byłoby Go kiedyś o to zapytać. Jest więc sporo pytań, które dziś pozostaną bez odpowiedzi. Jedno jest pewne, to właśnie z drzewa, na którym powiesiła się homoseksualna para. Daniel osobiście wystrugał krzyż i ubogacił w piękne zdobienia, a następnie poszedł z nim pod Pałac Prezydencki. Dziś ten sam krzyż stoi i rzuca cień w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Osoby homoseksualne, które noszą swój krzyż to pewna symbolika, która staje się mianownikiem całości wystawy i powraca też w wielu wymiarach twórczości artysty.

Idąc dalej zobaczymy wiszącą zaraz przy wejściu tablicę, na której znajduje się cytat z Katechizmu Kościoła Katolickiego o osobach homoseksualnych: “Powinno je się traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”. Kilka lat temu artysta ten stanął z tablicą pod kościołem dominikanów na ulicy Freta na warszawskim Nowym Mieście, z którego był przeganiany przez przechodniów i samych zakonników. Co miał  na celu artysta – czy chodziło o pokazanie problemu dialogu w tym kontrowersyjnym temacie? Być może chciał pokazać, że osoby homoseksualne nie są akceptowane w Kościele.

Kiedy udamy się dalej w głąb Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przekonamy się, że motywy religijne są niemalże głównym, choć nie jedynym motywem wystawy. Tym razem trafiam na ekspozycję kilku sztuk różańców. Na pierwszy rzut oka nic zaskakującego, dopiero, gdy przyjrzymy się bliżej zauważyć można, że część z nich zawiera w swojej strukturze nie paciorki, a leki antydepresyjne, część jak się dowiedzieć można z opisu, powstała ze szlachetnych żywic zmieszanych z krwią (osób wierzących i homoseksualnych). Tu znów powraca temat otwartości Kościoła i związanych z tym problemów osób nieheteronormatywnych. Silna chęć przynależności do tej wspólnoty i odrzucenie powraca po raz kolejny w ekspresji autora.

Idę dalej, podnoszę lekko głowę i widzę patrona spraw beznadziejnych z twarzą Rycharskiego, który pociesza: „Nie trwóżcie się! W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele”. Artysta zapisał się do rolniczego związku zawodowego. Uszył dla niego oficjalny sztandar. Przedstawia on postać płonącego mężczyzny trzymającego w dłoni krzyż. Na płótnie nawiązał do zmarłego Andrzeja Filipiaka, który podpalił się przed Kancelarią Premiera w 2013 roku. Sztandar nawiązuje też do tematu wsi, który jest kolejnym istotnym elementem twórczości Rycharskiego.

Spaceruję dalej i widzę uszyty z katolickich szat liturgicznych strój przypominający kostiumy Ku Klux Klanu. Artysta nie porzuca więc chrześcijańskich inspiracji i łączy je w kontrowersyjny sposób. Ta forma buntu względem duchownych Kościoła jest mocnym wyrazem sprzeciwu artysty. Być może nawiązuje w ten sposób do kwestii nietolerancji i powracającego znów braku akceptacji lub ma ku temu inne osobiste powody. Szaty liturgiczne, jak się okazało, pozyskane zostały od osób duchownych, w tym tych, które odeszły z instytucji Kościoła. Czy w ten sposób autor chce uwikłać duchowieństwo w przemoc i wspieranie w Polsce zachowań sprzecznych z ideą miłosierdzia? Co skrywa się pod tą szatą? Myślę, że i o to warto zapytać samego autora.

Pokrywy są kolejnym obiektem w twórczości Rycharskiego, który napotykam na swojej drodze. Kolejny projekt obraca się wokół tematu wykluczenia i nietolerancji, który jest tematem do dyskusji. Sam dyskurs ma mieć swój punkt wyjścia za pośrednictwem włazu, które stają się bramą do ukrytych lęków czy problemów autora.

Witraż z  superbohaterem niczym z komiksu Marvela, gurującego nad nazistami i jest to kolejny szokujący element wystawy. Zderzone zostały tu ze sobą intensywne kolory i kontrowersyjne symbole w celu skupienia uwagi i komunikacji z widzem. Nawiązanie do walki z totalitaryzmami w rysunkowej formie i wplecione w nią cytaty, nie pozawalają finalnie przejść obok niego obojętnie, szczególnie, że odnoszą się do istoty wiary i posiadają specyficzne poczucia humoru.

Kolejna ekspozycja to brama upamiętniająca wyzwolenie chłopów. Wpisuje się ona w krajobraz wsi i folkloru o czym świadczą m.in. żywe barwy. Naturalnie można je określić jako tęczowe kolory, ale to już jak kwestia indywidualnej interpretacji. Zdecydowanie bardziej intrygujące jest to, co znajdziemy po jej przekroczeniu, ale o to zostawiłem specjalnie na koniec.

Tuż za bramą zobaczyć można  tytułowe STRACHY, czyli poubierane w odzież od osób LGBT stroje na różnokolorowych i różnorodnych krzyżach. Docelowo miały stanąć one na polach Kurówka, jako strachy na dziki. Wieś ta, to rodzinne strony autora wystawy i to tam twórca stara uczyć się sąsiadów tolerancji i zrozumienia względem mniejszości seksualnych, a do tego celu używa narzędzia jakim jest sztuka.

C jak całość

Czas na podsumowanie całości. Na początek kilka uwag natury technicznej. Pamiętajcie, że sztuki nowoczesnej nie należy się bać, podobnie jak i kontrowersyjnych tematów czy łączenia kwestii, które na pierwszy rzut oka wydają się nie do pogodzenia. Danielowi się to w pewnym stopniu udaje, jest w  tym autentyczny i tego nie należy mu odmówić. To m.in. dlatego warto poznać bliżej Jego twórczość, bo nie należy oceniać książki po samej okładce,  a nawet nad trudną, ciekawą, kontrowersyjną lub nudną lekturą warto się chwilę zastanowić i pomyśleć co autor chce nam tak naprawdę przez swą twórczość przekazać, bo być może jest tam głębsza i ciekawsza treść niż ta, którą wiele osób zobaczy na pierwszy rzut oka. No więc właśnie, jest spore ryzyko, że pierwsze wrażenie po wejściu na wystawę, określiłbym słowem skromna i nie chodzi mi tylko o treść, a o formę. Na spory budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej znalazło się tu tylko kilkanaście prac Daniela.

Po zobaczeniu całości zmieniam zdanie na temat skromności tej przestrzeni wystawienniczej. Zatrzymywałem się przy kolejnych elementach wystawy, poznając ich historię wystawa nabiera nieco innego wymiaru, staje się bardziej spójna i zrozumiała. Dzięki temu łatwiej jest mi pojąć o co chodzi autorowi, w którym kierunku zmierza, zastanawiam się tylko, czy na twórczość autora nie miały wpływu różne stany depresyjne, gdyż sama wystawa nie należy i chyba nie miała należeć do tych, z których wychodzi się z uśmiechem na twarzy. Odrzucenie, brak akceptacji, samotność, przemoc, wykluczenie i w końcu homofobia, ale i aktywizm, czy odmienny światopogląd – to właśnie te elementy niemalże namacalnie tutaj znajdziecie.

Można więc śmiało uznać, że wystawa ta jest osobistym zbiorem doświadczeń i formą wyrażenia Jego własnych emocji i spostrzeżeń, za co już artyście należy się duży plus, bo dla mnie wiarygodność i pewna autentyczność jest bardzo istotna w tworzeniu sztuki. W swoich pracach On sam mierzyć się musi z licznymi społecznymi strachami i uprzedzeniami, to chyba to jest jedną z przyczyn do powstania i finalnego efektu tej właśnie wystawy.

Warto się na koniec zastanowić, czy prowokacyjnych wystaw należy się bać? Czemu ta wystawa ma służyć? Czy w ogóle jest ona prowokacyjna? A może rzeczywistość, w której przyszło żyć i tworzyć Danielowi prowokuje go do takich właśnie działań i zachowań? Myślę, że każdy sam musi odpowiedzieć sobie na te pytania, gdy odwiedzi wystawę w Muzeum nad Wisłą. Warto to uczynić czym prędzej i spróbować ją zrozumieć, a na pewno przynajmniej zobaczyć, by otworzyć umysł na pewną odmienność. Inny punkt widzenia nie musi być groźny. Gdy spytacie mnie czy mi się podobało na tej wystawie? Odpowiem, że ta wystawa nie ma się podobać, tylko ma dać do myślenia i w tej kategorii odpowiem, że to się jej autorowi udało. Czy pokazałem Wam całość wystawy? Celowo nie i to tylko dlatego, by zachęcić Was do zobaczenia tego co jeszcze zostało niedopowiedziane.

Dla wielu wystawa ta będzie pełna sprzeczności, ale wg mnie skrywa w sobie wiele spójnych elementów, wystarczy poświęcić jej czas, otworzyć umysł, odpowiednio ją zinterpretować i postarać się zrozumieć. Warto ją też odnieść do kontekstu kulturowego i doświadczeń samego twórcy, wszystko to zdecydowanie pomoże w jej interpretacji. Nie brakuje tu elementów poruszających kwestię tożsamości samego autora, ale i współczesnej wsi gdzie tworzy. Czyni to “Strachy” jeszcze bardziej autentycznymi i interesującymi.

#sztukiwizualne #danielrycharski #strachy #muzeumsztukinowoczesnej #warszawa

Górki Czechowskie w Lublinie

Dziś zabieram Was na spacer na Górki Czechowskie w Lublinie. Za kilka godzin rozpocznie się cisza przed referendum w ich sprawie. O samym referendum i dlaczego głosuję na NIE już pisałem i wpis na ten temat znajdziecie tutaj. Przygotowałem dla Was kilka fotografii z mojego dzisiejszego pleneru. Zobaczycie kontrasty terenów, które zostały celowo podpalone z tymi, które jeszcze należy chronić ze względu na ich unikatowość.

Tereny te stanowią jeden z nielicznych doskonale zachowanych przyrodniczo i krajobrazowo skrawków Wyżyny Lubelskiej z wąwozami i wierzchowinami. To jedno z dwóch niepowtarzalnych tego typu miejsc w kraju. Drugim z nich jest trójmiejski Pomorski Park Krajobrazowy. Żadne inne miasta w Polsce nie posiadają tak naturalnego i rozległego terenu zielonego blisko swoich centrów.

Górki Czechowskie w nienaruszonym stanie mogłyby być dla przyszłych pokoleń unikalnym walorem w skali kraju i Europy. Mogą być powodem do dumy dla mieszkańców Lublina. Na pewno tak się nie stanie, jeżeli zostaną zamienione w blokowiska, bo przecież tak naprawdę o tym rozstrzygniemy w niedzielnym referendum. Zachęcam Was do obejrzenia z uwagą moich fotografii, gdyż niebawem te tereny mogą zostać ogrodzone, a na niedzielę życzę rozsądnego wyboru i determinacji w pójściu na referendum.

Zobacz też od A do Z co warto zwiedzić w Lublinie

Wszelkie prawa zastrzeżone ©

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

Śledź nas na INSTAGRAMIE

linia

#NIEwreferendum #NIEdlazabudowy #GorkiCzechowskie

Nie w referendum

Dziś nieco inny wpis niż dotychczasowe i przygotowałem go w oparciu o metodę Lasswella. W związku z tym, że sporadycznie angażuję się w sprawy na pograniczu polityki i budzących moje wątpliwości interesów, tym razem jednak będzie inaczej. Już w niedzielę odbędzie się REFERENDUM dotyczące zagospodarowania pobliskich mi GÓREK CZECHOWSKICH. Od dawna irytuje mnie widoczna na każdym kroku kampania dewelopera, który jest właścicielem tamtego terenu. Spytacie dlaczego irytuje? Gdyż w powietrzu tej kampanii zamiast tlenu unosi się zapach troli, manipulacji, niewygodnych interesów, niedomówień ze strony dewelopera oraz dymów z pożarów, które tylko dolały oliwy do ognia, a w ostatnich dniach on dość mocno w Lublinie zapłonął nadwyrężając płuca Lublina.

Nie wiem jak Wy, ale ja jestem na to strasznie uczulony, a  ze smogiem walczy się najlepiej świeżym powietrzem. Od pewnego czasu podjąłem nierówną walkę z deweloperskim marketingiem, choć czuję się w niej jak Dawid z Goliatem, to i tak wierzę, że finał tej nierównej walki będzie miał dobre zakończenie i dostarczy nam to trochę więcej tlenu i wiary w ludzi. Dlaczego piszę o wierze, bo szczególnie w tej bitwie nie jestem i nie mogę być osamotniony i m.in. dlatego postanowiłem w przeddzień referendum napisać ten długawy, choć mam nadzieję dający do myślenia wpis. Dziś mówię stanowcze NIE hipokryzji, a w niedzielę powiem NIE w REFERENDUM, do czego i Was gorąco zachęcam. Poniżej subiektywnie wyjaśniam jak ja to obiektywnie widzę i nie w 3D, a nawet nie w 4K, ale w wymiarze 5W, jak na metodę Lasswela, o której wspomniałem w  pierwszym zdaniu, przystało. Życzę Wam miłej lektury.

Who? Zapytać należy kto z kim walczy w tym REFERENDUM? Ta walka o jedyne zielone zaplecze dla kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców gęsto zaludnionego Czechowa, Sławina i nowych osiedli przy ul. Willowej i Poligonowej jest szczególnie istotna dla mnie, dlatego postanowiłem ją podjąć wraz z innymi mieszkańcami miasta, którym Lublin nie jest obojętny. W tej sprawie walka w pojedynkę jest trudna, dlatego cieszyć może fakt, że powstało kilka organizacji, którym dobro Lublina jest równie bliskie. Cieszy mnie fakt, że są ludzie, którzy podzielają moje poglądy, a ja powielam i podzielam ich zdanie również na ten różniący mieszkańców Lublina temat. To  m.in. dlatego ich logotypy zamieściłem dziś u siebie na stronie, bo uważam, że dobre inicjatywy należy promować, a złe z uzasadnieniem krytykować, tak jak mam zamiar to zrobić z deweloperem, który stoi po drugiej stronie barykady i którego logo na mojej stronie nigdy się nie pojawi (no chyba, że ktoś mi zhakuje moją www). Ta walka jednak dotyczy nas wszystkich, mieszkańców Lublina. Dlatego w niedzielę idziemy na referendum, a dziś zebrałem argumenty własne i wielu ludzi z różnych środowisk, którzy również zagłosują na NIE.

When? Kiedy odbędzie się referendum? ✅Wspomniałem już, że w niedzielę, a teraz precyzyjniej – referendum odbędzie się już za dwa dni tj. 07.04.2019 r.

Where? Gdzie można będzie głosować? ✅Głosują wszyscy dorośli mieszkańcy Lublina, nie tylko z Czechowa, którzy są uprawnieni do głosowania. Co do zasady głosujemy tam, gdzie zwykle podczas wyborów, ale miejsce Twojego głosowania można sprawdzić za pomocą strony https://geoportal.lublin.eu/sipl/app/splash

What? Co się wydarzy? ✅Jutro odpowiem jasno stawiając krzyżyk przy odpowiedzi NIE na poniższe pytanie i liczę, na Was, że zrobicie podobnie:

Czy jest Pan/Pani za tym, aby Gmina Lublin zmieniła obecnie dopuszczony miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego rodzaj zabudowy z usługowej, komercyjnej i sportowo-rekreacyjnej na zabudowę mieszkalno-usługową na nie więcej niż 30 ha terenu tzw. Górek Czechowskich, w zamian za sfinansowanie przez obecnego właściciela zagospodarowania pozostałych 75 ha tego terenu, jako zieleni publicznej (parku naturalistycznego), przy zachowaniu cennych przyrodniczo walorów i przekazanie go Gminie Lublin”.

Głosując pomyślmy nie tylko o sobie, ale i w trosce o przyszłe pokolenia lublinian. Liczę, że pójdziecie do urn, bo trzeba pamiętać, że referendum będzie wiążące jeśli weźmie w nim udział minimum 30% uprawnionych do głosowania. Pamiętajcie, że koniecznie do lokalu wyborczego zabieramy ze sobą ważny dowód tożsamości lub paszport.

Why? Dlaczego NIE? ✅ Teraz przejdźmy do istoty – bo wg mnie trzeba powiedzieć DOŚĆ NIEUCZCIWOŚCI.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że na dzień dzisiejszy nie są znane dokładne koszty, które poniesie miasto, w związku z przygotowaniem terenu pod inwestycję oraz koszty utrzymania parku, który ma powstać, a wiadomo, że pieniądze miasta, to w praktyce pieniądze z kieszeni ich mieszkańców.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że do dziś nie ma projektu osiedla ani parku. Mowa jest o „parku naturalistycznym” i „zachowaniu cennych przyrodniczo walorów”, a deweloper pokazuje nam tylko wizualizacje z terenem przekształconym, co budzi duże wątpliwości. Przedstawia też różne pomysły, jak ten z owcami czy juhasami, za których utrzymanie finalnie zapłacimy potem my jako mieszkańcy. Chyba, że ktoś z Was zna juhasów hobbystów, którzy codziennie będą pasać owce w ramach wolontariatu? Nie wiemy też przecież, jak będą wyglądały osiedla. Czy ktoś odpowie dziś na pytanie ile powstanie bloków i ile będą miały pięter? Zbyt dużo jest niewiadomych by można było poprzeć ten projekt.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest po części samo pytanie w referendum, gdyż już dobrze wiemy, że nie głosujemy tu wyłącznie za parkiem, ale głównie za nowym osiedlem, w którym nie wiadomo, czy zamieszka tysiąc, pięć czy ponad dziesięć tysięcy mieszkańców?

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że mało kto myśli teraz o tym, iż po wybudowaniu bloków na kolejne tysiące mieszkańców, prawdopodobnie pojawi się  w tej części miasta problem drogowy, o którym się niestety teraz nie mówi. Obecni mieszkańcy tych terenów będą musieli się liczyć z powrotem korków, gdyż infrastruktura drogowa nie jest na to przygotowana.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że kiedy deweloper doprowadzi do zmiany planu, powstanie zapewne kolejna dzielnica miasta, ale w miejscu do tego dotychczas nieprzeznaczonym. Tym samym planowa zagospodarowanie przestrzenne Lublina zostanie zaburzona. Ten przykład pozwala kolejnym deweloperom podejmować podobne tego typu działania. Dlatego mówię dziś dość nieuczciwości.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, deweloper kreuje się na hojnego “filantropa”, który za 1 zł odda teren, na którym bezwzględnie nie może wybudować bloków. Zrozumiałym jest więc, że teren, z którego będzie corocznie musiał płacić ogromny podatek rozsądniej jest oddać miastu i mieszkańcom. Teren utrzymania 75ha parku będzie generować ogromne koszty dla miasta. Jako że miasto nie ma swoich pieniędzy, koszt spadnie na wiecie na kogo? Na ten moment koszt utrzymania tych terenów wynosi nas równo 0 zł, a do budżetu miasta wpływa dodatkowo podatek, który wpłacać musi nasz “filantrop”.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że chce się nam wmówić, że te tereny nie mają wpływu na jakość powietrza w mieście. Należy pamiętać, że zabudowa terenu negatywnie wpłynie na jakość powietrza szczególnie w północno-zachodniej części Lublina.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że nie mówi się głośno o tym, że przez najbliższe kilkanaście lat ciągłej budowy to m.in. pył i hałas z placów budowy, który będzie tam na porządku dziennym. Kreuje się w zamian piękny park, który zapewni ciszę i spokój mieszkańcom.

Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że nazywa się pejoratywnie te tereny “syfem,” “brudem”, “burdelem” faktem bowiem jest, że tereny te  są unikalne w skali Polski. Można je, bo stanowią jeden z nielicznych doskonale zachowanych przyrodniczo i krajobrazowo skrawków Wyżyny Lubelskiej z wąwozami i wierzchowinami. Pomijając trójmiejski Pomorski Park Krajobrazowy, chyba żadne miasto w Polsce nie posiada tak naturalnego i rozległego terenu zielonego blisko centrum. Grunty te w nienaruszonym stanie mogłyby być unikalnym walorem Lublina w skali Polski i Europy. Obrońcy tych terenów zwracają uwagę: „Co powiemy naszym dzieciom i wnukom, kiedy za 20-30 lat pójdziemy z nimi na Górki? Nie zrobi na nich wrażenia jedno z wielu osiedli. Będą dumni z tego, co niepowtarzalne i niemożliwego do stworzenia ludzką ręką.” Poniżej zdjęcie mojego autorstwa z dzisiejszego pleneru na Górkach Czechowskich, których dotyczy niedzielne referendum.

Musicie też wiedzieć, że obecnie i zgodnie z obowiązującym planem:

75ha – to tereny zielone + rezerwat – to już jest i takim pozostanie niezależnie od referendum zgodnie z planem obecnym lub nowym.
20ha – tereny pod zabudowę sportowo-rekreacyjną, w tym na części dopuszczona zabudowa kubaturowa. Czyli korty, place zabaw, boiska do kosza, piłki nożnej, bieżnie, etc. A kubatura to np. kryty basen.
10ha – tereny pod zabudowę usługową. Hotele, parki handlowe, markety, inne. DO 2 KONDYGNACJI (10m wysokości)

TEGO BRAKUJE TEJ CZĘŚCI LUBLINA, nie brakuje tu KOLEJNYCH BLOKÓW, które chce postawić tu deweloper.

Teraz w pewnym uproszczeniu poznajcie prawdę, po co jest referendum i dlaczego mówię o hipokryzji?

Deweloper chce 10ha zabudowy usługowej i 20ha zabudowy sportowo-rekreacyjnej zamienić na 30ha zabudowy mieszkaniowej i to bez aktualnie określonego limitu wysokości. Nabyte taniej działki pozwolą zrobić złoty interes, czyli zgodnie z prawem dobrego biznesu, tanio kupiłem – drogo sprzedam, pozwolą w koszt wrzucić 10mln zł. obiecane mieszkańcom na 75ha parku. Koszt ten stanowić będzie i tak małą część jego zysku z tej inwestycji, stąd presja i nacisk w kampanii jest tak wielki, bo gra idzie o naprawdę duże pieniądze. Czy 10 mln przeznaczone na taki wielki teren parku to dużo – odpowiedź jest jasna, zdecydowanie NIE, kto zapłaci za resztę, a następnie będzie ponosił koszty utrzymania parku? Jak myślicie? Teraz dla potwierdzenia podam przykładowe koszty dotychczasowych rewitalizacji zdecydowanie mniejszych lubelskich parków.

Rewitalizacja 13ha Ogrodu Saskiego wyniosła – 17 mln 1,3 mln/ha
Rewitalizacja 22ha Ludowego – aktualnie 36 mln 1,6 mln/ha
Średnio 1,45 mln/ha przy takim przeliczniku:
Budowa od zera 75ha parku  = 75 x 1,45 = 109 mln. Sto dziewięć milionów złotych.

Więc teraz spójrzcie proszę na te dziesięć milionów i zastanówcie się sami czy to wystarczy?

DLACZEGO GŁOSUJĘ NA NIE PYTACIE – ODPOWIEM W 5 SŁOWACH  – LUBLIN NIE JEST MI OBOJĘTNY ❤️ MAM NADZIEJĘ, ŻE I WAM TEŻ. Do zobaczenia na referendum, w którym tak naprawdę głosujemy nie w sprawie powstania parku, a w sprawie powstania lub nie blokowiska. Jeżeli popierasz moje stanowisko udostępnij stronę i pamiętaj, że masz czas do północy, bo dziś od północy rozpocznie się cisza przed głosowaniem. Liczę na to, że mój wpis namówi chociaż 1 osobę do podjęcia tej samej decyzji, którą podjąłem ja. Tekst powstał w oparciu o własne przemyślenia, komentarze znajomych na fb  w tym tekst  Jacka Scherera oraz materiały znalezione w poniższych linkach:

www.zielonylublin.files.wordpress.com/2019/03/2016_07_27-rkp_gorki_czechowskie.pdf

www.ekolublin.pl/nie-dla-blokowiska-na-gorkach-czechowskich-zloz-uwagi-do-studium/

www. portretymiast.blog.polityka.pl/2019/01/24/lublin-spor-o-gorki-czechowskie/

www.ulublin.eu/inne/12-rozmowy-o-miescie-gorki-czechowskie-zrozumiec-sie-nawzajem/

www.gorki-referendum.pl

www.gorkiczechowskie.cba.pl/

www.zielonylublin.wordpress.com

Kliknij w poniższą grafikę i zobacz aktualne zdjęcia z Górek Czechowskich

linia

#NIEwreferendum #NIEdlazabudowy #GorkiCzechowskie

,

Co warto zobaczyć w Lublinie – Rafał Podróżuje

 

Dziś wybieram się z Wami w emocjonalną podróż, zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe, dlaczego – gdyż zabieram Was do miasta w którym spędziłem prawie połowę swojego życia. Postanowiłem wyeksplorować najciekawsze atrakcje oraz najskrytsze zakamarki Lublina, by udowodnić nie tylko Wam, ale i przede wszystkim sobie, że często cudze chwalicie, a swego nie znacie. Jesteście gotowi na  kolejną wirtualną podróż po wyjątkowym mieście, tym razem mieście  inspiracji? Tradycyjnie omówię co warto zobaczyć w Lublinie tak od A do Z. Nietradycyjnie natomiast postaram się Wam przybliżyć też kim jest brejdaczka, czym jest przejazdówka na której można się kajtnąć po mieście lub jak należy się rozbuwać z ciap lub co trzeba nadusić, gdy chce się gdzieś zadzwonić, bo jeśli to czytacie i nie wiecie o czym mowa to pewnie nie wiele wiecie o Lublinie. Te charakterystyczne zwroty dla  lubelszczyzny współtworzą pewną wyjątkowość tego regionu. Przybliżę Wam choć trochę tej wschodniej wrażliwości, która jest zdecydowanie odmienna niż w innych regionach kraju. Oczywiście wszystko to niezmiennie subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Gotowi poznać kolory, smaki i zapachy Lublina? Zapraszam zatem na spacer po wielokulturowym mieście o niezwykłym kolorycie w którym spotyka się wschód z zachodem. Pamiętajcie, że Lublin choć jest największym miastem na wschód od Wisły diametralnie różni się od innych wielkich miast w Polsce. Dziś poznacie jego kontrasty. Zabieram Was do miasta piłki ręcznej, słynnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Bajmu czy Budki Suflera, piwa Perły oraz miasta w którym mój dziadek był jako młody chłopiec więziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku. To tylko dlatego, że z niego uciekł dziś mogę Wam zdać relację, o tym co warto zobaczyć w Lublinie. Czas odkryć przed Wami magię Koziego Grodu – niech mapa tego wpisu będzie podpowiedzią, co warto tu zobaczyć. Specjalnie dla Was zebrałem crème de la crème atrakcji Lublina, który liczy ponad 700 lat.

 A jak Aqua Lublin i Archikatedra Lubelska

Miałem duży dylemat od czego rozpocząć i co zarekomendować na literę A i finalnie rywalizację wygrała Archikatedra Lubelska. Jest ona prawdziwą ucztą dla oka dla lubiących barokową architekturę. Kościół jest jednym z najstarszych barokowych obiektów, nie znajdujących się na terenie Włoch. Wybudowany został w latach 1586-1604. Warto jest wejść do środka aby przyjrzeć się bliżej iluzjonistycznym polichromiom oraz wspaniałemu wnętrzu świątyni. W prezbiterium znajduje się XVII w. ołtarz wykonany z czarnej gruszki libańskiej, obecnie w swoim oryginalnym hebanowym kolorze, znajdują się w nim złote rzeźby świętych. W ołtarzu bocznym przy lewej nawie wisi obraz Matki Boskiej Płaczącej. Mówi się, że 3 lipca 1949 obraz płakał krwawymi łzami, które zostały zebrane i umieszczone w jednym z kamieni w koronie Maryi. Faktem jednak jest, że ówczesne władze PRLu zareagowały niezwykle drastycznie. Lublin został odcięty od reszty kraju (m.in. zawieszono połączenia PKS), a biorących udział w nabożeństwach stawiano przed sądem i zamykano w więzieniach. Mimo szykan i przeciwności wiara w cud wśród wielu przetrwała do dziś. Wróćmy jednak do zwiedzania samej katedry – będąc już wewnątrz warto udać się także do zakrystii akustycznej. Wykorzystano w niej został efekt świadomego doboru kształtu krzywizny sklepienia, gdzie głosy odbijające się z jednego naroża trafiają do drugiego. Pozwala to porozmawiać ze sobą osobom znajdującym się po drugiej stronie pomieszczenia. Otwarte dla zwiedzających są także krypty. Znajdują się tam zmarli biskupi lubelscy. Można oglądać ich ubrania, portrety nagrobne, przedmioty, z którymi chowani byli zmarli, tą część zwiedzania zdecydowanie można pominąć, ale wychodząc z katedry rzućcie koniecznie okiem na kopię całunu turyńskiego, którą zobaczycie zaraz przy wyjściu.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym pominął Aqua Lublin, w której miałem przyjemność przez ostatnie prawie dwa i pół roku pracować. Czuję się więc zobowiązany napisać wszystkim przyjezdnym do Lublina, że warto wybrać się chociażby na sauny czy baseny, właśnie do Aqua Lublin. Jest to największy obiekt pływacki z jedynym basenem olimpijskim w Lublinie. Dokładnie 10 torów o 50-metrowej długości może robić wrażenie. Jednakże Aqua Lublin to nie tylko baseny, zjeżdżalnie czy strefy rekreacji z jacuzzi. Aqua to też, siłownia, lodowisko i właśnie profesjonalne saunarium, gdzie można wypocząć i zregenerować siły na dalsze zwiedzanie. W tej części obiektu przestrzega się kultury saunowania, za co chylić czoła należy tym, którzy o to zadbali już od samego początku istnienia Aqua i nie piszę tego tylko ze względu na fakt, że pracą właśnie tej części obiektu koordynowałem ostatnimi czasy, ale z szacunku dla takich osób jak Dorota czy Agnieszka, które serdecznie pozdrawiam.  Chcę dziś uczciwie polecić główną atrakcję tej strefy, jaką są tzw. aufgussy, czyli ceremonie naparzania, określane również jako rytuały saunowe. Ważne jest by prowadzone były przez doświadczonego saunamistrza, co podnosi prestiż i poziom tego aromaterapeutycznego widowiska i daje odbiorcom przyjemne betaendorfiny. Weźcie jednak pod uwagę, że jestem uzależniony od saun i mogę być nieobiektywny. Warto w tym miejscu dodać, że w samym obiekcie jest tu też miejsce, w którym można smacznie zjeść i napić się aromatycznej kawy. Mamy więc w jednym budynku zarówno coś dla ciała jak i dla ducha. Obiekt jest kierowany przez WIELKIEGO OLIMPIJCZYKA (i nie chodzi mi tu o wzrost), więc mocno wierzę, że obiekt jest w dobrych rękach, Szefie, jeżeli to kiedyś przeczytasz – pozdrawiam Cię serdecznie.

B jak bramy Krakowska i Grodzka

Po wyjściu z basenów i saun warto udać się od razu na spacer od Bramy Grodzkiej do Bramy Krakowskiej, wg mnie jest to obowiązkowy punkt zwiedzania, gdy przyjedziecie na “dziki wschód”. Brama Grodzka stanowiła kiedyś przejście w miejskich murach obronnych, łącząc lub jak niektórzy mawiają dzieląc część chrześcijańską od żydowskiej i właśnie z tego względu często nazywana jest Bramą Żydowską. Brama Krakowska jest pozostałością po XIV-wiecznych murach obronnych prowadzących do średniowiecznego Lublina.  Współcześnie we wnętrzu Bramy zorganizowano Muzeum Historii Miasta Lublina. Wg mnie jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Lublina. Swoją nazwę zawdzięcza szlakowi handlowemu prowadzącemu z Krakowa do Wilna. Jeśli, chcecie zobaczyć je obie musicie udać się na krótki spacer po starym mieście. Niewiele osób wie, że Brama Krakowska nazywana jest zawsze Bramą Wyższą. Idąc starym miastem bez względu na kierunek od której bramy rozpoczynamy spacer, podziwiać możemy liczne odrestaurowane kamienice, czy też możemy wstąpić do jednego z wielu pubów, kawiarni czy restauracji, ale o tym, gdzie warto zjeść będzie nieco później.

C jak cebularz zjedzony w Centrum Kultury

Po spacerze, przyszedł czas na małą przekąskę, którą zakupicie na starym mieście. Symbolem tradycyjnej lubelskiej kuchni jest m.in. cebularz, który wywodzi się jeszcze z kuchni żydowskiej. Czym jest cebularz – to pszenny placek, o zróżnicowanej średnicy od około 15 cm lub więcej, ale zawsze pokryty jest pokrojoną w kostkę cebulą wymieszaną z makiem. Tani w produkcji, stał się swoistym symbolem kuchni tego regionu.  Jeśli spytacie jak smakuje, odpowiem wyjątkowo, a jeszcze bardziej unikatowo pachnie, szczególnie gdy podróżujesz w MPK, czyli komunikacji miejskiej i obok Ciebie zajada się nim grupa studentów. Ten intensywny choć efemeryczny aromat maku i cebuli nakazuje mi go polecić jako obowiązkowy element lokalnej kuchni. Teraz pójdę o krok dalej, jeśli zdarzy się tak, że cebularz Wam posmakuje, możecie udać się do Regionalnego Muzeum Cebularza, by zobaczyć jak krok po krok powstaje ten cebulowy wypiek. Ciekawym doświadczeniem i zabawą, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci jest to, że można też przygotować go tam od podstaw i to własnoręcznie. Pamiętajcie, że nie warto jest mówić lublinianom, iż cebularz jest niedobry, gdyż dla wielu, jest tak ważny, jak oscypek dla górali. Jeśli nie lubicie cebuli wybierzcie się na ciepłe pączki do starej pączkarni, którą znajdziecie na Starym Mieście, duży wybór ciekawych nadzień, spowoduje, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Możecie wybrać się również na lubelski specjał tzw. kozi róg lub na lody do fantastycznych lodziarni, w okolicy samego starego miasta są minimum 3 trzy godne polecenia.

Chwilę pojedliśmy, zatem zwiedzamy dalej. Teraz idziemy na spacer w stronę Centrum Kultury – zwiedzanie tego zabytkowego kompleksu, który pierwotnie stanowił klasztor sióstr Wizytek jest całkiem interesujące. Podczas oprowadzania pracownicy Centrum Kultury opowiadają o historii miejsca, jego zmiennych losach, ale i o instytucjach działających obecnie w budynku, a także o aktualnie odbywających się i planowanych wydarzeniach. Dzieje się tam sporo ciekawych rzeczy więc zawsze jest szansa, że traficie na coś ciekawego, co przypadnie Wam do gustu, a nawet jeśli nie to w pobliżu budynku jest siłownia na powietrzu na której będziecie mogli sobie poćwiczyć, ewentualnie obok obejrzeć można murale lub dojeść resztę cebularza.

D jak dominikanie

Gdybyście posmakowali w cebularzach i chcieli wrócić na Stare Miasto po kolejne, zajrzyjcie jeszcze do Klasztoru Ojców Dominikanów, by poczuć wyjątkową atmosferę, zamkniętą w XIV wiecznych dominikańskich murach. Kilka uliczek dalej, idąc w stronę wieży Trynitarskiej dojdziecie do kamienia nieszczęścia. Według legendy na tym głazie kat miał ściąć niewinnego człowieka. Od tego momentu kamień przynosił śmierć i zniszczenie. Każdy kto spróbował wmurować go w swój budynek ginął. Podobno niszczycielska rola głazu trwa nadal. Według opowieści miejscowych podczas bombardowań Lublina w 1939 roku najwięcej osób miało zginąć na ulicy Jezuickiej (czyli tam właśnie gdzie leży kamień). Zwiedzającym zaleca się dla pewności nie dotykać głazu.

 E jak Europejski Festiwal Smaku

Lublin ma też kilka fajnych festiwali i to wówczas szczególnie warto wybierać się w te strony Polski. Wg mnie jeden z najsmaczniejszych festiwali na jakich można się znaleźć to Europejski Festiwal Smaku. Inaczej rzecz ujmując jest to gastronomiczna rozkosz podróżowania po różnych kulinarnych zakątkach świata. Europejski Festiwal Smaku, który odbywa się od wielu lat w Lublinie, to dziś jeden z najważniejszych, wielokulturowych festiwali w Polsce. Pokazuje różnorodne oblicza zarówno muzyki, obrazu, słowa, ale przede wszystkim kulinariów. To tu pierwszy raz zakosztowałem starej kurwicy. Dla niewtajemniczonych wyjaśnimy, że jest to regionalna wódka 40%, która pretenduje do nazywania jej „polską whisky”.

Więcej na temat Europejskiego Festiwalu Smaku przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

F jak festiwale  

Poza Europejskim Festiwalem Smaku w Lublinie odbywa się znacznie więcej imprez kulturalnych. Do godnych polecenia należą m.in. Festiwal Kolorów, Festiwal Kody, Lublin Jazz Festival, Festiwal Wschody, Inne Brzmienia, Kontestacje, Carnaval Sztukmistrzów. Moim faworytem zdecydowanie jest ten ostatni. To podczas tego festiwalu przez kilka dni Lublin staje na głowie. Święto sztuki ludycznej i niczym nieskrępowanej zabawy zamienia całe miasto w wielki cyrk pod gołym niebem. Można wtedy przez całe dnie oglądać ulicznych artystów, popisy iluzjonistów, a nawet nauczyć się podstaw niektórych dyscyplin kuglarskich.

carnaval sztukmistrzów Lublin

carnaval sztukmistrzów II (58)

carnaval sztukmistrzów

carnaval sztukmistrzów Lublin 2016

Carnaval Sztukmistrzów (11)

Więcej na temat Carnavalu Sztukmistrzów przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

G jak giełda staroci

W każdą ostatnią niedzielę miesiąca, wielbiciele i kolekcjonerzy starych przedmiotów, powinni znaleźć się w Lublinie, na tzw. giełdzie staroci. Uliczki Starego Miasta i Placu Zamkowego wypełniają się stoiskami z różnymi przedmiotami kolekcjonerskimi, ale i nie tylko. Często na tych giełdach można odkryć różne mniej lub bardziej cenne znaleziska. Ostatnim razem np. widziałem w sprzedaży używane wibratory, które leżące w towarzystwie cennych obrazów i zabytkowych mebli, były dość nietypowym towarem w sprzedaży, ale może niepotrzebnie się czepiam.

H jak  HOMAGIUM – Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia w Lublinie

Zastanawiam się teraz jak od wibratorów nawiązać do HOMAGIUM – Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia i nie ukrywam, że nie jest to proste. Może zatem wróćmy myślami do Centrum Kultury. Spacerując od tego miejsca w kierunku Ogrodu Saskiego warto wybrać się właśnie na dziedziniec Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, który jest dawnym dziedzińcem  klasztornym. Od 1983 roku znajduje się tam pomnik „Homagium”, który oznacza hołd składany nowemu biskupowi przez duchownych katolickich. Pomnik przedstawia serdeczne powitanie Papieża i Prymasa Wyszyńskiego na pierwszej publicznej audiencji Jana Pawła II i stał się jednym z ważniejszych symboli mojej Alma Mater. W kwietniu i maju dziedziniec ozdabiają przepięknie kwitnące magnolie, zatem niebawem należy wybrać się tam z aparatem.

I jak Icemania

Teraz coś dla fanów łyżwiarstwa. Lodowisko Icemania to sezonowy raj dla fanów jazdy nie tylko figurowej na lodzie. Przy lodowisku działa wypożyczalnia sprzętu, co znacznie ułatwia życie fanom tej dyscypliny sportowej. Wymiary lodowiska to 30 x 60 metrów, dzięki czemu spełnia wszystkie wymogi, by można na nim było rozgrywać mecze  hokeja. Płyta hali lodowej w okresie letnim się teoretycznie nie marnuje, przeznaczona jest na potrzeby Miasteczka Ruchu Drogowego, tzw. Akademia Małego Szofera oraz od niedawna jest tam rollmania gdzie można jeździć na wrotkach jak w amerykańskich filmach. Ja ani latem, ani zimą nie korzystam z tych atrakcji, bo znając życie zaraz połamałbym nogi, ale co odważniejszym polecam.

J jak jarmark jagielloński

jarmark jagielloński logo

Gdy zdejmiecie wrotki i nadarzy się ku temu okazja wybierzcie się na Jarmark Jagieloński. Dawniej jarmarki były organizowane w Lublinie już od XV i XVI wieku. Słynęły w Rzeczypospolitej i Europie jako jedne z najbardziej znanych handlowych wydarzeń międzynarodowych. Obecnie  stały się interesującą cykliczną imprezą turystyczną. W dni, w których się odbywają można zobaczyć i kupić wyjątkowe rękodzieło, wyroby ceramiczne a przy tym warto wybrać się na pokazy lepienia z gliny. Jest to swoisty jarmark rękodzielniczy, w którego programie przygotowano też potańcówki, wystawy, warsztaty, spektakle, koncerty i seanse filmowe. Więcej zdjęć z zeszłorocznego jarmarku jagiellońskiego można zobaczyć klikając tu oraz tutaj, ale szczerze polecam wybrać się na nie osobiście, by przekonać się, że Rafał nie kłamie i że warto w te dni być właśnie w Lublinie.

K jak koziołek, którym można pojechać do kaplicy Świętej Trójcy

L  jak litewski…. Plac litewski

Spacerując po mieście, należy pójść też na Plac Litewski, który powstał w latach 20 XIX wieku, a dość niedawno został zupełnie zmieniony i odrestaurowany. Nawet często mieszkańcy Lublina nie wiedzą, że jego początkowym przeznaczeniem było urządzanie parad wojskowych. Ciekawostką dla lubiących historię jest fakt, że w czasach okupacji Plac Litewski zmienił nazwę na „Adolf Hitler – Platz”, a w 1945 roku powrócono do właściwej nazwy, którą pięć lat później zmieniono na „Plac Józefa Stalina”. Obecnie jest centralnym miejscem Lublina, na którym oprócz uroczystości państwowych odbywają się również różnego rodzaju imprezy, a szczególnie warto wybrać się tu na tzw. pokazy fontann, o których więcej poczytacie tutaj. Podświetlone różnymi kolorami strumienie wody w połączeniu z piękną muzyką dają naprawdę niesamowity efekt. Publiczność niezmiennie zachwyca poziom artystyczny spektakli, w których główną rolę grają dźwięk, światło i woda. Niestety nie każdy dorósł do korzystania w umiejętny sposób z fontanny, jako dobra wspólnego, o czym więcej dowiecie się tutaj. Dla wielu latem fontanna zamienia się już w kąpielisko miejskie, a wieczorami woda mieni się tam różnymi kolorami, nie pytajcie dlaczego.

Na Krakowskim Przedmieściu, obok Placu Litewskiego znajduje się kościół św. Ducha, prawdopodobnie najstarszy budynek przy tej ulicy. Świątynia powstała w 1419 r. i jako niezbyt okazały budynek, dawniej nie zwraca na siebie większej uwagi przechodnia, obecnie odrestaurowana, przykuwa wzrok przechodniów zarówno za dnia jak i w nocy. Warto być świadomym sześćsetletniej historii tego kościoła. Niedaleko znajduje się również piękny budynek hotelu, w którym często nocują zagraniczni turyści.

Ł jak łapa… Czarcia Łapa

W muzeum na zamku lubelskim znajduje się też stół z odciskiem legendarnej czarciej łapy. Przypowieść wyjaśnia, że ślad powstał, gdy w sądzie rozgrywały się losy pewnej kobiety. Znikąd pojawiły się tajemnicze i podejrzanie wyglądające postacie, które orzekły wyrok na korzyść oskarżonej. Wyrok został przypieczętowany, gdy jeden z tajemniczych sędziów oparł się dłonią o stół i zostawił w nim wyraźny odcisk.

M jak Muzea Majdanek i Apteka

Muzeów w Lublinie jest sporo, ja natomiast wybrałem 2 zupełnie różne i mimo, że zestawione na zasadzie kontrastów, to mają kilka wspólnych mianowników, oba są bezpłatne oraz oba zrobiły na mnie ogromne wrażenie, pomimo, że jest w nich zasadnicza różnica. W tym pierwszym dawniej mordowano ludzi, a w tym drugim ratowano ludzkie życia. Zacznijmy może od tego bardziej drastycznego, z którym przez losy mojej rodziny związany jestem bardzo emocjonalnie.

Państwowe Muzeum na Majdanku to najstarsza w Europie instytucja muzealna upamiętniająca ofiary drugiej wojny światowej. Zostało utworzone jesienią 1944 r. na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego, potocznie nazywanego Majdankiem. Na terenie Muzeum obejmującym około 90 ha znajduje się około 70 obiektów historycznych, a sam Majdanek był drugim co do wielkości, po Oświęcimiu, obozem zagłady na ziemiach polskich. Dla mnie szczególne emocjonalne znaczenie mają miejsca bezpośrednio związane z masową eksterminacją ludności: komory gazowe, krematorium, oraz rowy egzekucyjne, w których rozstrzelano około 18 000 Żydów. To te miejsca uczą pokory, uzmysławiają też jak drugi człowiek może być okrutny. Na mnie szczególne wrażenie wywarł barak o numerze 62, w którym zlokalizowana jest multimedialna wystawa „Więźniowie Majdanka”, będąc w muzeum nie pomijajcie tego miejsca. Pamiętać należy, że Majdanek jest niemieckim obozem koncentracyjnym, który powstał w 1941 roku i będąc w Lublinie warto zapoznać się z tą mroczną częścią miasta. Dla mnie każda wizyta w tym miejscu jest bardzo osobista, ale każdy może ją przeżyć na swój własny sposób, wszystko w oparciu o własną wrażliwość i podejście do tego trudnego tematu. Dziękuję siostrze zakonnej, która wyprowadziła mojego dziadka z tego miejsca, a reszcie rodziny, która tam zginęła zawsze oddaję hołd, gdy tylko jestem w tym okrutnym miejscu.

Przez moment zrobiło się smutno, więc czas zmienić nastrój i zabrać Was do Muzeum pod nazwą Apteka – to  kolejna podróż w czasie i przestrzeni. Tym razem przenosimy się do dawnej apteki. Prezentowane są tu zabytkowe apteczne pojemniki, opakowania, narzędzia, recepty, wagi, etykietki na leki, narzędzia apteczne i stylowe XIX-wieczne meble. Wszystko to w bardzo miłej atmosferze dzięki życzliwemu przewodnikowi. W tym miejscu mogłem m.in. powąchać 25 letnią mirrę, której zaskakująco mała efemeryczność zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i przywrócić wiarę w ludzi.

 

N jak Noc Kultury

Często, gdy wybieramy jakieś miasto, które chcemy zobaczyć, zastanawiamy się, kiedy je najlepiej odwiedzić. Jeśli mam Wam zasugerować, kiedy warto przyjechać do Lublina, to jednym z takich dni jest właściwie nie dzień, a noc i to NOC KULTURY. Wydarzenie to ma miejsce zwykle na początku czerwca i wtedy w Waszych kalendarzach rezerwować sobie czas na Lublin. Dlaczego spytacie? Bo wtedy ma miejsce  jedno z największych wydarzeń kulturalnych odbywających się w Lublinie czyli magiczna noc, która nigdy nie powinna się kończyć. Rok rocznie jednej nocy mamy możliwość odwiedzenia wiele kulturalnych miejsc Lublina, takich jak Teatry, Zamek Lubelski itp. dodatkowo to czas setek różnych wydarzeń kulturalnych, które mają miejsce w przeciągu jednej nocy. Nie jest możliwym by to wszystko zobaczyć w jedną noc. Mimo to warto próbować, ja nieudolnie staram się to zrobić od wielu lat.

Więcej na temat Nocy Kultury w Lublinie przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

O jak ogrody – Botaniczny i Ogród Saski

Ten pierwszy ogród został utworzony przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie już w 1951 roku. Znajduje się tu dobre gleby i zróżnicowany mikroklimat, które są podstawą dla właściwych warunków ekologicznych dla dużej bioróżnorodności roślin. Warto wybrać się tu na spacer wśród licznych gatunków roślin, zgromadzonych w kilkunastu działach, m.in. rosarium, dziale roślin wodnych czy alpinarium, w którym można wyjątkowo wypocząć. Jest to idealne miejsce do medytacji czy obcowania w ciszy z naturą.

Do najpiękniejszych otwartych terenów zielonych w mieście należy założony w XIX wieku Park Saski. To ponad 15 hektarowy obszar zieleni z kilkoma pagórkami, wolierą dla pawi oraz oczkiem wodnym. W środku mieści się też amfiteatr, w którym latem odbywają się imprezy plenerowe. Obok Parku Saskiego możemy zobaczyć tzw. Domek Kata czyli ośmiokątny budynek, który niegdyś był szubienicą. Polecam uważać na bezlitosne ptactwo, które gdy dobrze poje może zostawić niemiłą niespodziankę na naszej czapce, włosach czy kurtce, ale jak to mówią, kto nie ryzykuje – ten nie ma.

P jak Perłowa Pijalnia Piwa

Wiele osób zastanawia się co robić wieczorem w Lublinie. To studenckie miasto nie śpi, więc warto wyskoczyć do klubów lub na piwo do Perłowej Pijalni, czy też na spacer na Stare Miasto do lokalnych pubów.  Dlaczego polecam Pijalnię Piwa Perły – nie dlatego, że mi za to płacą, lecz dlatego, że jest to idealny przystanek dla regionalnych piwnych patriotów. Skosztujecie tam najlepsze piwa wychodzące spod ręki Browarów Lubelskich. Pijalnia oprócz trunkami może również się pochwalić wystrojem architektonicznym miejsca, który został okrzyknięty jako jeden z najlepiej zaprojektowanych barów w Europie.

R jak rynek Starego Miasta

Często bywa różnie, w jednym mieście jest starówka i w innym tak jak w Lublinie jest Stare Miasto i mimo, że to tylko kwestia nomenklatury, to warto wiedzieć dokładnie o co pytać w Warszawie czy Krakowie, bo gdy spytacie Lubelaka o starówkę, może potrzebować chwilę na zastanowienie, ale gdy powiecie, że chcecie dojść na deptak czy Stare Miasto, to od razu wskaże Wam drogę. Nie będę już owijał w bawełnę i przejdę od razu do rzeczy – lubelski deptak jest niewielki, ale w swojej kameralności bardzo urokliwy. Przechodząc przez Bramę Krakowską już po chwili znajdziemy się na tzw. Rynku. W centralnym punkcie tego placu znajduje się Trybunał Główny Koronny, czyli dawny najwyższy sąd apelacyjny Korony Królestwa Polskiego. Był to jeden z dwóch trybunałów znajdujących się na ziemiach polskich – obok tego w Piotrkowie Trybunalskim. Z Trybunałem Koronnym wiąże się ciekawa miejska legenda. Mówi się, że doszło tu kiedyś do rozprawy sądowej między wdową a magnatem, który wcześniej przekupił orzekającego sędziego. Kobieta, niezadowolona z krzywdzącego ją wyroku, wzniosła ręce do krucyfiksu twierdząc, że sprawiedliwszy wyrok wydałby nawet diabeł. Wywołany tymi słowami szatan zjawił się w lubelskim Trybunale jeszcze tego samego dnia i wydał ponowny wyrok – tym razem na korzyść zrozpaczonej wdowy.  Obecnie Trybunał Koronny jest wykorzystywany jako pałac ślubów, a w jego podziemiach zorganizowano godną polecenia Lubelską Trasę Podziemną.

Lubelska Trasa Podziemna to około 300-metrowa trasa turystyczna, która biegnie pod zabudową Starego Miasta w Lublinie: zaczyna się w Trybunale Koronnym, biegnie pod ulicami Złotą i Archidiakońską, a kończy się w jednej z kamienic przy Placu Po Farze. Jeśli zdecydujesz się tam na spacer – lepiej poznasz historię miasta i jego zagospodarowanie przestrzenne. Punktem kulminacyjnym podziemnego spaceru jest multimedialna wizualizacja Wielkiego Pożaru Lublina, który wybuchł dnia 2 czerwca 1719 roku. Historia piwnic sięga początku XVI w. gdy Lublin był ważnym centrum handlu w Polsce, w którym odbywały się znane w całej Europie jarmarki. Piwnice pełniły wtedy funkcję składów kupieckich. Dziś mówi się, że nie warto oddzielać się od wycieczki, gdyż łatwo można się zgubić w tych podziemnych korytarzach.

Na Rynku nie brakuje oczywiście też restauracji i kawiarni. Ciekawym wyborem może się okazać żydowska restauracja Mandragora. Całość Starego Miasta dopełniają klimatyczne zaułki i Teatr Stary (jeden z pierwszych teatrów w Polsce) oraz Plac Po Farze. Plac z odkrytymi fundamentami to pozostałość po lubelskim kościele farnym. Z tego miejsca rozpościera się widok na Zamek Lubelski. Tak ładnie położonym Starym Miastem może poszczycić się niewiele miast w Polsce. Jednak to w Lublinie średniowieczny układ urbanistyczny oraz bogactwo zdobień wiekowych kamienic zachwycają turystów swoją autentycznością. Wędrówka po uliczkach i zaułkach pozwala na poznanie bogatej przeszłości Lublina. Na powierzchni blisko 1 km kwadratowym znajduje się aż 110 zabytków. Stare Miasto posiada w ponad 70% oryginalną zabudowę co podkreśla jego unikatowość. Z kolei najstarsze zabytki pochodzą już z XIII wieku. Unikalność Starego Miasta związana jest z tym, ze budynki zachowały się w ich historycznym kształcie. Warto też wspiąć się także na pobliską Wieżę Trynitarską, wystarczy pokonać nieco ponad 200 stopni, żeby znaleźć się na punkcie widokowym, z którego roztacza się panorama na całe miasto. To tu utwierdzimy się w przekonaniu, że Lublin jest wyjątkowym miastem. Przy samej wieży znajduje się największy w Lublinie kościół, wspomniana na początku – Archikatedra św. Jana Chrzciciela, a widok z góry zostanie Wam w pamięci na długo. Wszystko to sprawi, że przekonacie się, dlaczego Lublin nazywany jest Miastem Inspiracji.

S jak skansen

Skansen, zwany również Muzeum Wsi Lubelskiejm, przypadnie do gustu nie tylko wieśniakom. Całe muzeum znajduje się w dolinie rzeki Czechówki i przychodząc tu przeniesiesz się po raz kolejny w czasie i przestrzeni. To tu przekonacie się jak wyglądało dawne życie nie tylko wsi, ale również miast i dworów. Pielęgnowane są tu tradycję oraz zwyczaje. Model prowincjonalnego miasteczka z lat 30 XX w. jest czymś, co wg mnie warto zobaczyć. Są tu również dwie drewniane świątynie: greckokatolicka cerkiew i rzymskokatolicki kościół. W skansenie odbywają się liczne imprezy prezentujące kulturę i obrzędy dawnej wsi oraz ginące zawody. Wizyta w muzeum jest okazją do obejrzenia pamiątek związanych z dawnym życiem wsi, dworów oraz miasteczek, ale też umożliwia zapoznanie się z codzienną pracą, zwyczajami i tradycjami ludzi minionej epoki. Muzealna ekspozycja to nie tylko materialny ślad po minionych czasach, ale to wręcz namacalne spotkania z przeszłością, polecam się tu wybrać w noc kupały i nie pytajcie dlaczego.

T jak Trybunał Koronny  

Obecnie w budynku dawnego Trybunału Koronnego mieści się Pałac Ślubów, a w jego podziemiach (dawnej piwnicy-winiarni i więzieniu) Lubelska Trasa Podziemna. Dawniej tutaj odbywały się sprawy sądowe szlachty małopolskiej. Sprzyjało to rozwojowi miasta i nawet w czasach upadku Trybunału (magnateria obsadzała stanowiska swoimi ludźmi aby uzyskiwać korzystne wyroki) ściągało do Lublina wielu przyjezdnych.

U jak unia lubelska (pomnik unii lubelskiej)

Pomnik Unii lubelskiej znajduje się na Placu Litewskim naprzeciwko kościoła oraz klasztoru kapucynów i upamiętnia unię Korony Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim z 1 lipca 1569 roku. Pomnik wzniesiono w miejscu obozowania szlachty przybyłej na sejm, które jest jednocześnie miejscem odbywania się obrad. Unia stanowiła jedno z największych osiągnięć Jagiellonów. Wyznaczyła ona kształt polityczny państw aż do czasów rozbiorów i połączyła Królestwo Polskie oraz Wielkie Księstwo Litewskie w Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Konsekwencją stała się wspólna polityka monetarna i zagraniczna, odrębne pozostały wojsko, sądownictwo i administracja. Lublin został wówczas jednym z najświetniejszych ośrodków miejskich całego państwa. Nie chcę Was zanudzać historią, ale o tym fakcie warto wiedzieć.

V jak Victoria

Kiedy przyjedziecie zwiedzać zakątki Lublina, warto zatrzymać się w jednym z lubelskich hoteli. Jednym z nich jest hotel Victoria znajdujący się przy ulicy Piłsudskiego. Ten hotel jest dość dobrze usytuowany w centrum miasta, dzięki czemu jest dobrym punktem startowym do zwiedzania Lublina. Innym hotelem, w którym możecie się zatrzymać jest Grand Hotel. Jego atutem jest lokalizacja, ale skutecznie odstraszyć Was mogą jego wysokie ceny. Dla szukających korzystnych cen polecam stronę Airbnb.

W jak Wieża Trinitarska i Wieża Zamkowa

Ta neogotycka wieża, zwana również Bramą Trynitarską jest najwyższym zabytkowym punktem wysokościowym Lublina. Gdy wejdziemy na platformę widokową, na wysokości 40 metrów zobaczymy pięknie roztaczającą się panoramę miasta. W jej wnętrzu mieści się Muzeum Archidiecezjalne, wyróżniające się różnymi zbiorami, m.in. przedmiotami użytku religijnego, obrazami, ikonami, rzeźbami, tkaninami, sarkofagami, instrumentami muzycznymi czy lichtarzami. Skoro wieża pełni rolę dzwonnicy lubelskiej archikatedry, można tu obejrzeć 4 dzwony: Michała, przeniesionego z fary lubelskiej oraz największy lubelski dzwon – Marię, który możemy usłyszeć tylko podczas wyjątkowych uroczystości. Jeśli chcemy spojrzeć na miasto z wysokości, polecam wdrapać się na taras widokowy urządzony na Wieży Trynitarskiej. Z wysokości wieży roztacza się ciekawy widok m.in. na Stare Miasto i Zamek Lubelski. Wieża zbudowana w stylu neogotyckim i wg mnie należy do jednego z najciekawszych punktów widokowych Lublina.

Z jak Zamek

Zamek w Lublinie to jedna z tych atrakcji turystycznych, na którą zwiedzanie, nie powinno się żałować czasu. Warto wejść zarówno do donżonu skąd rozpościera się panorama na miasto, ale i obowiązkowo trzeba udać się i do Kaplicy Trójcy Świętej, o której pisaliśmy wcześniej. Będąc na zamku należy udać się na  wieżę  obronną czyli właśnie donżon, który posiada trzy kondygnacje, a grubość muru wynosi ponad 3 metry.  Na jej szczycie możemy spoglądać na miasto z góry, podziwiając przy tym również odrobinę widoczny dziedziniec zamkowy. Wg mnie Zamek należy do najbardziej charakterystycznych budowli miasta i jest wręcz jego istotnym symbolem. To tutaj w 1569 roku obradował sejm, na którym podpisano akt unii polsko-litewskiej – unię lubelską, ale i tu mieściło się w czasie hitlerowskiej okupacji więzienie, w którym więziono ponad 40 tysięcy osób.

Ż jak Żydzi w Lublinie

Warto również wybrać się tropem kultury żydowskiej. Przed II Wojną Światową ponad 30 proc. mieszkańców Lublina stanowili Żydzi, którzy przez wieki mieli ogromny wkład w rozwój miasta. Gdy miasto znalazło się pod niemiecką okupacją wszyscy zostali przesiedleni do powstałego getta. Z ponad 30 tys. Żydów przeżyła jedynie garstka, a całe getto zostało zrównane z ziemią. O ich dziejach przypominają teraz różne napisy na murach: listy, wspomnienia, a także kostki na chodniku, ukazujące którędy biegła granica getta. Dawna dzielnica żydowska mieściła się w okolicy placu zamkowego, obecnie a na samym placu stoi ustawionych pod linijkę dziesięć kamienic. Jeśli myślicie, że to zabytki – to nic bardziej mylnego, pobudowano je po to by wypełnić pustą przestrzeń po zniszczonej dzielnicy żydowskiej. Dziś pozostała już tylko jedna działająca synagoga w Jeszywas Chachmej Lublin, ale jeśli Wam czas pozwoli to i tam się warto wybrać.

Na koniec zwiedzania przyszedł jeszcze czas na wyjaśnienia:

kim jest brejdaczka – to nikt inny tylko siostra

czym jest przejazdówka – to karta komunikacji miejskiej

kajtnąć – to nic innego jak się przemieścić, przejechać

rozbuwanie z ciap– to zdejmowanie obuwia

naduszanie – to nic innego jak przyciskanie

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca to powinniście wręczyć sobie sami medal, a jeżeli chcecie to zaproście brejdajczkę, zabierzcie wygodne ciapy i możecie się do mnie kajtnąć z przejazdówką, tylko wcześniej wduście mój numer, bym mógł Was zabrać na najlepsze cebularze w Lubinie. Starałem się Was nie zanudzić, ale czy mi wyszło, zawsze możecie dać znać, podobnie i wtedy, gdy uważacie, że warto wpis uzupełnić o inne cenne atrakcje w Lublinie. Zawsze Wasze rady i krytyka są mile widziane. Cieszę się, że choć przez chwilę, mogłem być Waszym wirtualnym przewodnikiem po mieście, które było, jest i będzie dla mnie wyjątkowe pod wieloma aspektami. Jeżeli nadal macie niedosyt możecie kliknąć tutaj i wybrać się ze mną na kolejne wyprawy online.

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 
kontakt 

linia#rafalbil #fotografia #travel #polska #lublin #rafalporozuje

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

SVIATOVID W LUBLINIE

Nie wiesz co zrobić dziś z wolnym czasem? Podpowiemy – masz ostatni dzień by zobaczyć wystawę w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie zatytułowaną SVIATOVID. Jest to wyjątkowa opowieść przedstawiona za pomocą kolorów, dźwięków i światła, coś co na długo zostanie w Waszej pamięci. Dziś dzięki poznacie nasze subiektywne ABC o enigmatycznym projekcie pod tajemniczą nazwą SVIATOWID. Zastanówcie się może – po co przyjechała do Lublina, prosto z prezentacji w Amsterdamie (z największych targów audiowizualnych na świecie – Integrated Systems Europe), ta unikatowa instalacja? Zacznijmy jednak obiektywnie od początku, czyli tradycyjnie od litery A. 

A jak Akademia Projekcji Barta Kresy

Akademia zaoferuje absolwentom szkół artystycznych możliwość nauczenia się techniki video projection mappingu na warsztatach, prowadzonych przez samego Barta oraz jego współpracowników, a kim jest sam Bart dowiecie się za chwilę. Studio Barta specjalizuje się w tworzeniu unikalnych architektonicznych projekcji wideo na całym świecie. Misją studia jest wykorzystanie designu, światła i historii do stworzenia niezapomnianych przeżyć w zetknięciu z obrazem cyfrowym. Ta Akademia może nauczyć wyjątkowego kunsztu, nadać nowe, interesujące kierunki w sztuce, a za pomocą najlepszych w branży projektów i najwyższych standardów technicznych może przede wszystkim nauczyć tworzenia wspaniałych, wciągających spektakli wideo na budynkach czy innych obiektach.

     

B jak Bart Kresa

Gigantyczna rzeźba to dzieło właśnie Barta Kresy, który wspólnie ze swoim zespołem „ożywił ją” dzięki technice mappingu. Projekcja 360°  jest możliwa m.in. przy zastosowaniu czterech nowoczesnych projektorów laserowych umieszczonych w czterech stronach w Foyer Sali Operowej CSK w Lublinie. Musicie wiedzieć, że Bart Kresa to uznany na świecie projektant wielkoformatowych architektonicznych projekcji wideo. Urodził się w Polsce, ale mieszka w Stanach Zjednoczonych od prawie trzydziestu lat. Jest doświadczonym muzykiem,  fotografem, kompozytorem, ale i projektantem. Wszystkie te Jego talenty pozwoliły mu  stworzyć Sviatovida. Swiatovid to niemal pięciometrowa rzeźba projekcyjna, następca kultowego Shogyo Mujo, który zadebiutował na festiwalu Burning Man w Black Rock Desert w amerykańskim stanie Nevada w 2014 roku. Najnowsze dzieło Barta Kresy i jego zespołu gwarantuje odbiorcom unikatowe wrażenie wizualne, dzięki projekcji w trybie True 4K, a dzięki użyciu czterech wysokiej klasy projektorów laserowych możemy przenieść się do innego, wyjątkowego świata. Ile to wszystko kosztuje ustalimy pod literą C jak cena?

C jak cena

Wstęp na wystawę jest wolny, a unikalność rzeźby jest warta wg nas biletowania. Wystawa czynna jest do dziś w godzinach pracy budynku Centrum Spotkań Kultur czyli od 08:00 do 20:00. Wystarczy udać się na pierwsze piętro schodami lub wybierając przycisk Poziom +1 podjechać windą, aby przenieść się do oryginalnej rzeczywistości, takiej która na długo zostanie w pamięci. Jeżeli nie uda Wam się jej dziś zobaczyć, nie martwcie się – nie wszystko stracone. Od dnia 4 marca do 1 kwietnia 2019 roku zawita ona ponownie do CSK. Liczymy, że wtedy nie będzie już “dźwiękowej wystawy” na niższym piętrze, którą uwielbiają najmłodsi bywalcy CSK, ale która niestety zakłóca odbiór tego co w naszym odczuciu jest cenniejsze, czyli wystawy z udziałem multimedialnego bożka o czterech twarzach.

linia

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

#csk #lublin #scenawbudowie #sviatovid #rafalbil #fotografia

ABC po meczu Granollers z Azotami Puławy

Zawodnicy Azotów Puławy zagrali dziś kolejny mecz w lubelskiej hali Globus. Przeciwnikiem puławian w Pucharze EHF była drużyna z Hiszpanii  – Fraikin BM Granollers. Brązowi medaliści PGNiG Superligi dziś zapewnili nam wiele emocji, zarówno tych pozytywnych, ale i negatywnych – obok momentów euforii, nie zabrakło też momentów rozczarowania, które pozostawiły niedosyt szczególnie w ostatnich sekundach meczu. Słaby był dla drużyny z Polski również początek meczu i szybko znalazł swoje odzwierciedlenie na tablicy wyników. Na szczęście przewagę tą stopniowo zmniejszono, a potem przez większość meczu prowadziliśmy z Hiszpanami. Smutne jednak jest to, że na dwie i pół minuty przed końcem wygrywaliśmy czterema trafieniami, a ostatecznie zremisowaliśmy z ekipą z Katalonii i mecz zakończył się wynikiem 34:34. Dziś pokrótce, subiektywnie i obiektywnie postaramy się zastanowić, dlaczego tak się stało. Pomeczowe ABC pozwoli wyciągnąć wnioski na przyszłość. Szkoda, że to dziś Hiszpanie powiedzą, że prawdziwych mężczyzn poznajemy nie tylko po tym jak się rozpoczyna, ale  w jakim stylu się kończy spotkanie. Mimo wszystko za ogrom emocji, walkę i sportową postawę przez większą część meczu, dla drużyny z Puław WIELKIE DZIĘKI.

A jak ATAK MUSI BYĆ PRECYZYJNY

Podopieczni trenera Bartosza Jureckiego choć na początku zaczęli znajdować się na straconej pozycji, w kolejnych minutach meczu  zaczęli z powodzeniem walczyć o pierwszą wygraną w tych elitarnych rozgrywkach w sezonie 2019. Trzeba jednak pamiętać, że piłka ręczna to gra zespołowa i tu ciężko jest wygrać mecz w oparciu wyłącznie o indywidualne umiejętności zawodników, szczególnie w kontekście gry w ataku. Subiektywnie uważamy, że zabrakło tu właśnie gry zespołowej, a wiele ataków było nieprzemyślanych lub nieprecyzyjnych. Puławianie nie raz potrafili grać przemyślany atak pozycyjny, czego dowodem było ich chociażby ostatnie spotkanie z THW Kiel. To właśnie tego dziś w naszym odczuciu zabrakło. Jednak meczów też nie wygrywa się samym atakiem, ale i skutecznością obrony – dlatego teraz przejdźmy dalej… do obrony właśnie.

B jak BRONIĆ SIĘ NALEŻY SKUTECZNIEJ

Dzisiejszy rywal ekipy z Lubelszczyzny po 19. kolejkach znajduje się na trzecim miejscu w hiszpańskiej Lidze ASOBAL. Granollers wygrało jedenaście spotkań, a dwa dotychczas zakończyło remisem. Dziś szczególnie dużo uwagi w obronie poświęcić należało 30-letniemu obrotowemu, który jest drugim snajperem całej hiszpańskiej ligi. Jego zatrzymanie było sporym wyzwaniem dla puławskich kołowych. Wiedząc, że gra się na tyle, na ile przeciwnik pozwala, trzeba przyznać, że Puławianie walczyli bardzo dzielnie w obronie. Wiele cennych interwencji bramkarza oraz koncentracja drużyny pozwalały na dogonienie przeciwnika, a następnie odskoczenie z wynikiem. Szybko rozpoczynano też atak po straconej bramce i wiele razy wykorzystano błędy przeciwników w obronie, co mogło się podobać kibicom zasiadającym na trybunach. Z resztą o kibicach i kibicowaniu słów jeszcze kilka na koniec napiszemy… W kontekście samej obrony mamy nawet wrażenie, że to Hiszpanie często byli bierniejsi w obronie i mieli tu wiele mankamentów, ale to też nie było naszym zmartwieniem. Na długo w pamięci pozostanie nam też precyzyjny rzut do hiszpańskiej bramki przez długość praktycznie całego boiska.

C jak CENA MECZU MOŻE BYĆ WIELKA

Wiadomo, że łatwiej jest krytykować niż doceniać, ale jedno trzeba dziś przyznać, mimo rozczarowania wynikiem, gdyż kibice liczyli na wygraną. Naszym zdaniem dziś zobaczyliśmy kawał przyzwoitej piłki ręcznej w lubelskiej Hali Globus. Szkoda tylko, że przez łatwe straty, brak poszanowania czasu i piłki, niewykorzystany na początku meczu rzut karny uzyskaliśmy wyłącznie remis, pamiętać należy, że cena każdej akcji jest często na wagę zwycięstwa. Trzeba podkreślić, że bardzo budująca była w tym meczu gra indywidualna poszczególnych zawodników z drużyny, zarówno w defensywie, jak i akcjach w ataku pozycyjnym, co oczywiście wiele osób może potraktować jako zarzut. Wiele osób uzna, że dziś zawiodła gra zespołowa, a pamiętajmy, że piłka ręczna jest właśnie grą zespołową.

Dziś nie potrafimy rozsądnie odpowiedzieć na pytanie dlaczego zremisowaliśmy, mając na uwadze, że nieco ponad dwie minuty przed końcem meczu wygrywaliśmy z Fraikin BM Granollers czterema trafieniami. Piłka ręczna ma jednak w sobie tą wyjątkowość, że tu do końca nigdy nie wiadomo, co może się jeszcze wydarzyć. Szkoda, że ostatnie 150 sekund spowodowało, że goście odrobili straty i w trzecim meczu fazy grupowej Pucharu EHF zdobywamy zamiast trzech tylko, jeden punkt, szczególnie, że wygrana była tak blisko. Szkoda więc, że ten trzeci mecz dla ekipy z Puław w fazie grupowej Pucharu EHF nie pozwolił poczuć smaku zwycięstwa.

Warto też podkreślić, że apetyt kibica rośnie w miarę jedzenia. Miejmy jednak na uwadze, że Katalończycy są już znani Azotom, z zeszłego sezonu. Oba zespoły rywalizowały ze sobą także w fazie grupowej zeszłorocznego pucharu EHF. Brązowi medaliści mistrzostw Polski wyraźnie przegrali wówczas dwa spotkania. Najpierw na Półwyspie Iberyjskim 26:32 oraz w lubelskim Globusie 30:37. W zeszłym sezonie okazali się rywalem dużo lepszym, silniejszym i to oni byli też faworytem dzisiejszego meczu. Patrząc na skład tej drużyny w tym roku, uważamy, że był jeszcze mocniejszy. Także należało sobie zdać sprawę z tego, że to nie będzie łatwe spotkanie. Być może ta perspektywa zmieni punkt widzenia, gdyż dla nas też on zawsze jest związany z punktem siedzenia, a z tej perspektywy, nie możemy czuć się przegranymi, choć dziś zwycięstwo było zdecydowanie w zasięgu Puław. 

Na koniec jeszcze tylko jedna uwaga – szkoda, że na takim meczu mamy tak puste trybuny. Nie chcę ujmować, tym kibicom, którzy dziś wspierali drużynę z Puław, gdyż robili to wzorowo, szczególnie pod koniec meczu. Pamiętajmy, że kibice to 8 zawodnik drużyny, który daje wyjątkową moc i poczucie wsparcia sportowcom. Liczę, że liczniej spotkamy się za niecały miesiąc na wielkim widowisku w Lublinie, gdzie KS Azoty Puławy podejmie niemiecką potęgę piłki ręcznej THW Kiel. Mecz będzie rozegrany 30 marca o godz. 15:00. Drużyna z Puław będzie bardzo potrzebowała naszego wsparcia więc liczymy na to, że trybuny będą wypełnione po brzegi, a nie będzie tylu pustych miejsc, które ze smutkiem dziś mogliśmy zaobserwować. A i jeszcze jedna prośba – liczymy na nowe układy taneczne fantastycznych chirliderek, bo dziś oglądaliśmy przepiękne, ale niestety te same choreografie, co na ostatnim meczu Puław z GOG Svendborg.

Poniżej zamieszczamy Wam plan kolejnych spotkań Azotów w Pucharze EHF:
Fraikin BM Granollers – KS Azoty Puławy / 3 marca, godz. 19:30
GOG Svendborg – KS Azoty Puławy / 23 marca, godz. 18:45
KS Azoty Puławy – THW Kiel / 30 marca, godz. 15:00

 
linia
 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ NA ŚWIECIE OD A DO Z

Śledź nas na INSTAGRAMIE

GALERIA FIGUR STALOWYCH

Dziś pokażemy Wam ponad 20 rzeźb inspirowanych bohaterami filmów, komiksów oraz świata bajek. Wszystko to prezentowane jest na wystawie “Galeria Figur Stalowych”, o której napiszemy Wam od nas 3 grosze, czyli takie tradycyjnie subiektywno obiektywne od A do Z z wystawy, na której byliśmy ostatnio.  Serdecznie więc zapraszamy do zobaczenia naszych zdjęć i czym prędzej do udania się do Centrum Spotkań Kultur.

A jak Avatar

Avatar to wyczekiwany film Jamesa Camerona zrealizowany z wielkim rozmachem – szacowany budżet jego realizacji sięgał około 237 milionów dolarów. To dało mu trzecie miejsce pod tym względem w historii kina. “Avatar” opowiada historię sparaliżowanego byłego komandosa, który dostaje szansę odzyskania zdrowego ciała. Musi jednak wziąć udział w specjalnym programie militarnym o nazwie Avatar. Film został stworzony w technice trójwymiarowej. Światowa premiera odbyła się 18 grudnia 2009, na wystawie w Lublinie można było zobaczyć odwzorowane z dokładnością postacie właśnie z tego filmu.

B jak Batman

Batman to kolejna z postaci, która witała nas zaraz po wejściu na wystawę. On sam w odróżnieniu od wielu innych superbohaterów nie posiada żadnych nadprzyrodzonych mocy. Ich rolę pełni wysoka inteligencja i znakomita kondycja fizyczna, znajomość psychologii, kryminalistyki, strategii, sztuk walki. Dodatkowo Batman zaczął posługiwać się gadżetami i wysoce zaawansowaną technologią. To wszystko brzmi imponująco i nie mniej wygląda w odwzorowaniu w skali 1:1 na wystawie.

Ta wyjątkowa wystawa pozwala obudzić w sobie dziecko na nowo. Można ją obecnie oglądać zupełnie za darmo  w CSK w Lublinie do dnia 27 lutego 2019 roku.  Naszym zdaniem, tę wystawę warto  zobaczyć i co więcej, jest ona w Lublinie bezpłatna i dedykowana jest nie tylko dla dzieci. 

D jak Druid Panoramix

Ze względu na to, że każda rzeźba powstaje wyłącznie ręcznie, proces jej tworzenia jest bardzo pracochłonny i czasochłonny. Okres budowy niektórych z nich, to nawet około 7000 roboczogodzin, kilkuosobowego zespołu. Jedną z tak długo powstających figur jest Druid Panoramix, którego mnogość elementów do zespawania i wykonania wymaga nie małej precyzji. Sam Druid Panoramix jest fikcyjną postacią z francuskiego komiksu o przygodach Asteriksa. Wielki mag oraz druid, sporządza Galom magiczny wywar dający nadludzką siłę, dzięki czemu są oni niepokonani w walkach z okupującymi Galię Rzymianami. 

 E jak Epoka lodowcowa

Na wystawie spotkaliśmy również Sida – leniwca z Epoki lodowcowej. Dobrze że ten leniwiec był stalowy, gdyż tego autentycznego z bajki charakteryzował okropny zapach. Sid choć nie należy do istot najinteligentniejszych, ma dobry charakter, przyjacielskie nastawienie do świata i uważa się za przystojnego leniwca, z tym ostatnim już można oczywiście polemizować, ale fakt faktem, warto go zobaczyć w stalowym wydaniu w skali 1:1.

F jak Ferrari LaFerrari

Samochód włoskiej firmy Ferrari produkowany od 2013 roku zaprezentowany podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Genewie również w 2013 roku.  Auto powstało w liczbie 499 egzemplarzy. Unikatowy 500 zaparkowano obecnie w CSK.

G jak Gumisie

Z bajki o Gumisiach w CSK stawił się Toadie ogr należący do drużyny Księcia Igthorna, będący jego najbliższym sługą. W odróżnieniu od innych ogrów, jest karłowatego wzrostu, dziś mogliśmy się przekonać, że sięga do wysokości ludzkich nóg. Postać teoretycznie powinna być negatywna, jednak nam zawsze będzie miło się kojarzył. Z resztą sami na niego spójrzcie i oceńcie, czy nie jest pocieszny?

H jak He-Man

Film kinowy He-Man to opowieść o superbohaterze, który na co dzień jest księciem Adamem, synem króla planety Eternia, jednak gdy zachodzi taka potrzeba, po wypowiedzeniu słów Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj! Staje się herosem walczącym ze Szkieletorem, głównym wrogiem He-Mana. To właśnie figura Szkieletora dumnie stoi w korytarzach lubelskiego Centrum Spotkań Kultur.

I jak inspiracja

Gallery of Steel Figures inspirowana jest wg nas gabinetem Madame Tussauds, bez wątpienia można nazwać jedyną w swoim rodzaju galerią sztuki współczesnej i nowoczesnej. Wystawa rzeźb stalowych, która tu spotykamy, to atrakcja unikalna nie tylko w skali Polski, ale także Europy i całego świata. Słynne muzeum figur woskowych Madame Tussauds z Londynu wyróżnia się tym, że nie ma tam znanych z innych obiektów sznurów, oddzielających zwiedzających od eksponatów. Możesz dotknąć figur, zrobić sobie zdjęcie z nimi i podobna idea przyświeca wystawie w Lublinie.

J jak Jose Mariusz Olejnik

Jose Mariusz Olejnik, pomysłodawca jedynej na świecie Galerii Figur Stalowych, zaczął od stworzenia stolika ze złomu, a teraz jego zespół przygotowuje ogromne rzeźby samochodów sportowych czy postaci z filmów. Tak rodzi się sukces, gdy nawet ze śmieci można zrobić sztukę. Trzeba tylko mieć kapitalny pomysł, pasję do tworzenia i właściwych ludzi obok siebie.

K jak Kapitan Ameryka

Kapitan Ameryka to fikcyjna postać znana z licznych serii komiksowych wydawanych przez Marvel Comics, oraz różnych adaptacji, bazujących na komiksowych publikacjach. Zdecydowanie godna uwagi i zrobienia sobie u jego boku selfie.

L jak Liang Kuai

Liang Kuai  wcześniej znany jako Tundra, to kolejny wojownik z wystawy. Zwany jest wielkim mistrzem klanu Lin Kuei. Po śmierci swojego brata Bi-Hana, przyjął po nim tytuł Sub-Zero. W czasie procesu cybernetyzacji stał się cyborgiem o numerze LK-520. Ostatecznie Quan Chi odbudował jego ludzką formę niczym twórcy z wysypiska w Prószkowie.

M jak Mort

Madagaskar w Lublinie? Tak to możliwe, stalowy Mort z Madagaskaru zawitał również do korytarzy CSK. Warto też podkreślić, że są to pierwsze takie rzeźby na świecie, a ich odwzorowanie kształtuje się na bardzo wysokim poziomie. Nie oznacza to, że wszystkie są wielkie i przez monumentalność wzbudzają emocje. Dowodem na to jest właśnie Mort z “Madagaskaru”. Niewielki, ale uroczy,  lemur, który zrobi wszystko, żeby zadowolić Króla Juliana. Mort jest słodki, nieporadny i naiwny nawet w tym twardym wydaniu.

N jak nurek

Na wystawie pojawił się też tajemniczy nurek. Niestety nie wiemy z jakiej on jest bajki i jak tu przypłynął. Będziemy wdzięczni jak pomożecie nam to ustalić.

O jak obiektywnie jesteśmy na tak.

Nasze obiektywy pokochały tą wystawę. Nie wiemy jak Wy, ale my jesteśmy zdecydowanie na tak. Oby więcej takich inicjatyw w Lublinie. Doceniamy utylitaryzm, kreatywność, społeczną odpowiedzialność, pracowitość, pomysłowość, perfekcjonizm, a to wszystko znaleźliśmy właśnie na tej wystawie. Warta zobaczenia i godna polecenia. Dla fanów motoryzacji, zwierząt, bajek, dla dużych i małych. Śpieszcie się do CSK, puki jeszcze jest.

P jak Pies Idefix

Idefiks – postać fikcyjna, pies występujący w serii komiksów o Asteriksie i Obelixie. Idefix należał właśnie do Obelixa. Jest on jedyną postacią wśród głównych bohaterów, która jest zwierzęciem. Podążający zawsze i wszędzie, za swoim panem, mały kundelek wzbudza dziś sympatię mimo, że w CSK wygląda nieco sztywno.

R jak recykling

Imponujące jest to, że z elementów pochodzących z recyklingu można zrobić wyjątkową sztukę. Gallery of Steel Figures to niepowtarzalne miejsce na świecie, gdzie w jednym miejscu można spotkać rzeźby wykonane z elementów pochodzących bowiem właśnie z recyklingu stalowego. Jeżeli CSR łączy się ze sztuką, to bardzo prawdopodobnym jest, że będzie to nie tylko ładne, ale i dobre.

S jak Superman

Superman to kolejna fikcyjna postać  i superbohater, który dołączył do stalowej wystawy. Jest on obok Batmana i Spider-Mana najbardziej rozpoznawalną postacią komiksową. Jako przybysz z innej planety stanowi odzwierciedlenie przedstawiciela obcej kultury, imigranta, który zaaklimatyzował się w społeczeństwie. Superman obdarzony jest nadludzkimi zdolnościami, dzięki którym jest w stanie nieść pomoc ludzkości, stawać w obronie słabszych i uciśnionych. Na jego piersi widnieje charakterystyczny symbol – duża łacińska litera „S”, wpisana w przypominająca diament tarczę.

T jak tron z kultowej sagi “Gra o tron”.

Żelazny Tron to tron królów w Siedmiu Królestwach, symbol królewskiej władzy. Król siedząc na nim, udziela audiencji i wymierza sprawiedliwość. W czasie nieobecności króla, na tronie może go zastąpić namiestnik. Żelazny Tron sam w sobie jest zimny i twardy, z wieloma ostrymi krawędziami. Bez obaw można jednak na nim usiąść w Lublinie – przynajmniej jeszcze przez kilka dni. Można też zrobić sobie na nim zdjęcia i poczuć się jak władca z tego kultowego amerykańskiego serialu fantasy.

U jak Ukraina

“Galeria Figur Stalowych” zbiera recyclingowe propozycje z całego świata. Zobaczyć można m.in. projekty twórców m.in. z Ukrainy, Polski, czy odległych zakątków świata jak np. z wysp Indonezji. Na słowa uznania zasługuje  Ich twórczość, bo bez względu na pochodzenie uprawiają wyjątkową twórczość, która nie tylko jest niesztampowa, ale i godna podziwu chociażby w kontekście aspektów ekologicznych.

V jak Veneno.

Obok wielu postaci z filmów czy bajek na wystawie znalazły się również sportowe samochody wykonane ze stalowych drobnych elementów typu śrubki, blachy, druty, łożyska, koła zębate i wiele innych Jednym z nich jest piękne Lamborghini Veneno. Ten supersamochód marki Lamborghini zaprezentowany podczas Międzynarodowej Wystawy Samochodowej w Genewie 8 marca 2013 roku. Pojazd stworzono dla uczczenia 50-lecia istnienia marki. Nazwa Veneno w języku hiszpańskim oznacza jad, truciznę, ale auto prezentuje się smakowicie, nawet w wersji ze złomu.

 

W jak wędrowanie

Wystawa ta zawędrowała do Lublina, a wcześniej pokazywana była m.in. w Warszawie, Krakowie, Pradze, Pruszkowie czy Gliwicach. Wystawa pojawia się okresowo w różnych miastach Polski. Wypatrujcie jej więc w swoich okolicach, bo być może niebawem pojawi się w Waszych stronach.

Z jak złomowisko

Złomowisko jest kolebką, w której zrodził się pomysł powstania Gallery of Steel Figures. Właśnie w złomowisku w Pruszkowie miejscu powstała pierwsza rzeźba z tej wystawy. W ówczesnej dobie kryzysu, który pojawił się na rynku złomowym, należało znaleźć pomysł na poprawę funkcjonowania firmy. Mając dostęp do materiału jakim jest złom, warto było wykorzystać go w trochę inny sposób, a inspiracje znajdowały się wszędzie. Były to przede wszystkim wspomnienia oraz marzenia. Kolejne pomysły i inspiracje podsuwali już zwiedzający Galerię. Cała wystawa powstała z tysięcy elementów ze złomu: fragmentów zawieszeń samochodów, silników, przekładni wszelkiego rodzaju, skrzyń biegów etc.. Od „Skup Złomu przy Czołgu w Pruszkowie” i głów pełnych pomysłów, wszystko się zaczęło, a dziś wystawa podróżuje po kraju i poza jego granice i cieszy się wielką popularnością. Za pomysł, wykonanie i kreatywność chapeau bas dla jej twórców. Niesamowicie jesteśmy ciekawi Waszych opinii na temat tej wystawy. Śpieszcie się by ją zobaczyć, gdyż to ostatnie dni, kiedy można zobaczyć  ją na własne oczy w Lublinie, zanim odjedzie do innego miasta. Jak już z niej wrócicie napiszcie nam koniecznie w komentarzach, czy Wam się podobało?

 

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE

Tajemnice Sądu Najwyższego Izraela

Wędrując po różnych zakątkach Izraela trafiliśmy też do Sądu Najwyższego, który jest najwyższą instancją systemu sądownictwa tego państwa. Jego siedziba znajduje się obecnie w Jerozolimie. Sąd Najwyższy swoim zasięgiem obejmuje cały kraj oraz terytoria okupowane przez Izrael. Budynek ten jest dziełem rodziny Rothschildów, kryje w sobie wiele tajemnic i zagadek na które dziś postaramy się znaleźć odpowiedzi. Mamy nadzieję, że podróż w to miejsce będzie dla Was intrygująca równie bardzo jak była dla Nas. Dziś zabieramy Was na spacer do pomieszczeń Sądu Najwyższego Izraela. Dowiecie się co skrywają w sobie sale sądowe oraz  jakie symbole ukryto w całym budynku. Poznajcie tajemnicze korytarze tego miejsca. 

Podczas naszej wizyty w tym miejscu poznaliśmy szczegóły negocjacji Rothschildów z rządem Izraela. Pewnie nie wiecie, że zgoda na wykonanie budynku wiązało się z kilkoma warunkami, które jasno postawili hojni ofiarodawcy. Rothschildowie zastrzegli sobie, że to oni dokonają wyboru działki, będą korzystać z usług wyłącznie własnego architekta, któremu nikt w pracy nie będzie nic narzucał. Tajemnicą owiana została również cena budowy budynku, którą znali wyłącznie Rotshildowie. Istnieje też teoria, w której założono, że budynek Sądu Najwyższego jest świątynią masońskiej tajemnej religii i został zbudowany przez elity dla elit. Skąd takie hipotezy? Postaramy się dziś Wam na te pytanie odpowiedzieć, a wnioski wyciągniecie sami.

Sami oceńcie na ile przedstawione Wam dziś wiadomości to fakty, a na ile mity dla lubiących historie spiskowe dziejów. Tytułem wprowadzenia przedstawiamy kilka informacji, a mianowicie sam budynek Sądu Najwyższego Izraela zbudowano w 1992 roku, a jego siedziba mieści się naprzeciwko Knesetu (izraelskiego parlamentu). Jego charakterystyczna architektura została poddana ogromnej krytyce, ze względu na sprzeciw architektów przeciwko nowemu, lekkiemu stylowi, rażąco odbiegającemu się od zabudowy starej Jerozolimy. Pomimo krytyki, warunki finansowania i budowy zmuszały do akceptacji innowacyjnych wówczas rozwiązań. Finalnie powstały budynek, jest interesującą bryłą w której zastosowano wiele ciekawych rozwiązań.

Powyżej znajduje się obraz z ustaleń szczegółów dotyczących budowy budynku Sądu Najwyższego – znajduje się na nim m.in. Nathaniel Charles Jacob Rothschild – brytyjski bankier inwestycyjny i członek rodziny bankierów Rothschild. Zacząć chyba powinniśmy od pewnych wyjaśnień – kim tak naprawdę są Ci Rotshildowie i czy to oni rządzą światem? Rodzina Rothschild jest międzynarodową dynastią żydowską pochodzenia niemieckiego. Uchodzą oni za twórców międzynarodowej bankowości. Potomstwo Mayera Rothschilda Amschela jest rozsiane po całej Europie. Poprzez bliskie powiązania z elitami wielu państw, Rothschildowie stali się ukrytą siłą w większości wydarzeń politycznych w ciągu ostatnich stuleci. Alternatywni historycy twierdzą, że są oni częścią niesławnych 13 rodów Illuminati, wraz z Rockefellerami i Dupontami. Bez wątpienia Rothschildowie są jednymi z twórców ruchu syjonistycznego i jednymi z najbardziej aktywnych uczestników w tworzeniu państwa Izrael. James A. de Rothschild sfinansował Kneset, główny polityczny budynek Izraela. Natomiast izraelski Sąd Najwyższy, podarowany został przez angielską filantropkę Dorothy de Rothschild, która była członkinią dynastii Rothschildów.

Wróćmy jednak do analizy samego budynku Sądu Najwyższego, gdyż dzięki temu można dojść do ciekawych wniosków. Już po 14 minutach pobytu w budynku z łatwością szybko wskazać możemy powtarzające się tematy: oświetlenie, piramidy, wzniosłość, numery 13 lub 33 oraz falliczne symbole – być może zarzucicie nam, że jesteśmy zboczeni, ale niektóre elementy architektury, naszym okiem budzić mogą pewne niejednoznaczne skojarzenia. Skoro dziś zabraliśmy Was do miejsca skrywającego wiele tajemnic, to nie dziwcie się, podążamy dziś intrygującą ścieżką, prowadząca do oświecenia.

Wchodząc po schodach, stopniowo podążamy w stronę światła. Do pokonania mamy dokładnie trzy razy po 10 stopni, w sumie 30 schodów. Stanowią one symboliczne 30 pierwszych stopni masonerii, gdzie profan jest stopniowo uwalniany z głębin życia materialnego (ciemności) do mądrości i oświecenia (światła). Po prawej stronie schodów są stare skały przypominające mury starożytnej Jerozolimy, natomiast po lewej stronie jest gładka i nowoczesna ściana. To symboliczne połączenie ma ponadczasowy charakter okultystycznej nauki, doktryn, jakie zostały przekazane z czasów starożytności do dnia dzisiejszego. Po wejściu po schodach, zwiedzający mogą podziwiać przez wielkie okna widok  na panoramę  części Jerozolimy.

 

Kim są Sędziowie Sądu Najwyższego? Powoływani są przez prezydenta, spośród kandydatów przedstawionych mu przez specjalny komitet (składający się m.in. z ministra sprawiedliwości, członków Knesetu i części sędziów samego Sądu Najwyższego). O liczbie sędziów decyduje w uchwale Kneset – zwykle wynosi ona 12, choć liczba ta ulega zmianom – obecnie jest 15 sędziów. Zgodnie z zasadą wiążącego precedensu (stare decisis) – orzeczenia Sądu Najwyższego są wiążące dla każdego innego sądu, z wyjątkiem samego Sądu Najwyższego.

Zabierzemy Was również  na dziedziniec, gdzie można poczuć atmosferę odprężenia – woda, płynąca wąskim strumykiem nieustannie płynie w kierunku unikatowego kamienia, a jej szum pozwala się odprężyć. Sędziowie ze swych gabinetów oraz korytarzy, przy których mieszczą się ich miejsca pracy – mogą obserwować dziedziniec i też ma to swoje symboliczne znaczenie.

Na zewnątrz sali rozpraw znajdują się schody prowadzące na niższy poziom. Świątynia okultystyczna byłaby niekompletna bez opisanych poniżej elementów. W połowie schodów można ujrzeć kształt znany jako vesica piscis (reprezentujący m.in. żeńskie narządy płciowe). Dopełnieniem i symbolem płodności jest przenikający przez kolumnę symbol falliczny. Jest to oczywisty symbol płodności, związku istoty męskiej i żeńskiej. Uznacie, że interpretujemy to na wyrost? Na szczęście każdy ma swoją wyobraźnię i swój punkt widzenia.

Cele więzienne, sala sądowa i pokoje sędziów są umieszczone odpowiednio jedne nad drugimi, symbolizując trójdzielną naturę świata. Więźniowie tkwią w celach, symbolizujących uwięzienie w dolnym świecie materialnym. Sale rozpraw, umieszczone tuż nad celami więziennymi, reprezentują “wyższy świat”, gdzie boskość nawiązuje kontakt z ludźmi.

W salach sądowych, sędziowie są oświetleni poprzez naturalne źródło światła. Tak więc sędziowie, słuchając błagania mas, znajdują się bezustannie w promieniach boskiego światła. Po przesłuchaniach, sędziowie udają się do swych pokoi, położonych bezpośrednio nad salą sądową. Symbolicznie “wstępują” do boskiego świata. Kiedy zostanie podjęta decyzja, schodzą, niosąc oświecenie do niższego świata.

Kolejnym intrygującym miejscem w Sądzie Najwyższym Izraela jest biblioteka. Wbudowana w posadzkę linia kieruje nas w stronę wejścia do biblioteki, która jest umiejscowiona tuż pod piramidą zwieńczającą budynek.

Biblioteka jest podzielona na trzy poziomy, symbolicznie reprezentujące ostatnie trzy stopnie wtajemniczenia. Pierwszy poziom jest zarezerwowany dla prawników, drugi jest zarezerwowany dla sędziów, natomiast na trzecim poziomie przebywać mogą tylko emerytowani sędziowie. Sposób funkcjonowania biblioteki – gdzie niektóre informacje są wyłącznym przywilejem kilku wybranych – jest ściśle związany z funkcjonowaniem praw okultystycznych, gdzie dostęp do kolejnych stopni nauki jest uzależniony od pomyślnego zaliczenia poprzednich.

Biblioteka zawiera akty prawne i sądowe , oraz prace o tematyce filozoficznej i duchowej. Nie ma wątpliwości, iż księgi z najwyższych półek zawierają ogromne bogactwo wiedzy ezoterycznej. Tuż nad najwyższym poziomem biblioteki (reprezentującym 33 poziom Masonerii) znajduje się podstawa zwieńczającej budynek piramidy. W tym właśnie miejscu symbolicznie kończy się strefa Masonerii i rozpoczyna się ukryty porządek Iluminatów. Istnieje również założenie, że piramida została zainspirowana Grobem Zachariasza i Grobem Absaloma z Doliny Cedron w Jerozolimie i naszym zdaniem tu również można dopatrzeć się p. Tuż pod wierzchołkiem piramidy, w posadzce, możemy znaleźć ciekawe wzory  geometryczne.

Na każdej ścianie piramidy znajduje się otwór reprezentujący tzw. Wszystkowidzące Oko nazywane również Okiem Opatrzności. Jest to symbol oka otoczonego przez promienie światła lub glorii, zwykle zamknięte w trójkącie, które jest także przypomnieniem, że działania masonów są zawsze obserwowane przez Boga.

Spacerując kolejnymi korytarzami natrafić możemy na różnego rodzaju mozajki, jedną z nich jest mozaika pochodząca ze starożytnej synagogi Hamata Gadera. Bez wątpienia te elementy są dla całości budynku ciekawym uzupełnieniem.

Dziś pokazaliśmy Wam jak architektura może odzwierciedlać koncepcje sprawiedliwości i prawa. Jest jednak jasne, że architektura budowli nieść za sobą za sobą może tajemnice i ciekawą symbolikę dotyczącą niekiedy duchowości czy osiągnięcia oświecenia. Czy doszukiwanie się tu połączenia pogańskich rytuałów przeplatanych ze sferą ezoteryczności jest wiarygodne – oceńcie sami. Bez wątpienia ezoteryczne znaczenie tego budynku odkrywać może dla wtajemniczonych sekret, kto posiada realną władzę na świecie. Izrael to kraj, który nas już dawno zainspirował i polecamy Wam wraz z nami odkrywać Jego tajemnice. Zapraszamy do zobaczenia naszego wpisu o Izraelu – znajdziecie go tutaj.

 Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Śledź nas na INSTAGRAMIE