Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

RAFAŁ BIL Fotografia i Podróże www.rafalbil.eu

Zanocuj w lesie

ABC o spaniu w lesie

Małymi krokami idzie wiosna, zagraniczne loty są dość utrudnione, dlatego pomyślałem, że dziś poruszę nieco inny, ale nadal podróżniczy i myślę dość ciekawy temat. Nie każdy pewnie z Was wie, że w lesie można rozbijać swoje namioty, nocować i to wszystko zgodnie z prawem w ramach pilotażowego programu „Zanocuj w lesie”.

Lasy Państwowe udostępniły w każdym z ponad 400 nadleśnictw w kraju specjalne obszary leśne, gdzie można przenocować i to bez obaw o naruszenie prawa w tym ustawy o lasach, ale wszystko to może się dziać, pod kilkoma warunkami. Dodatkowo od 1 maja 2021 roku pojawią się nowe miejsca, które będą do dyspozycji miłośników nocnej jedności człowieka z naturą. Wszystko to brzmi zbyt pięknie, aby mogło być możliwe? Przypomnijcie sobie lepiej, gdzie macie pochowane namioty i przekonajcie się sami, jak to wygląda w praktyce oraz gdzie jest gwiazdka w tej umowie między ludźmi lasu, a nim samym. Nadszedł czas na dobre wieści dla ludzi zainteresowanych bushcraftem i survivalem.

A jak atrakcyjność programu

Czy program jest atrakcyjny? To trudne pytanie, na które ja na starcie nie ośmielę się odpowiedzieć. Z jednej strony, cieszy mnie fakt, że taka inicjatywa ze strony Lasów Państwowych jest, z drugiej jednak ma swoje ściśle określone limity jak np. ten dotyczący kwestii maksymalnej liczby osób, czy samego czasu nocowania w danym miejscu. Widząc też zachowania niektórych ludzi, nie wiem, czy sam w sobie program nie zaszkodzi lasom, bo niestety czasem choć co do zasady jesteśmy Homo sapiens sapiens, to mam wrażenie, że brakuje nam wyobraźni czy podstawowej kultury. Dlatego jednoznaczna odpowiedź tak lub nie, jest z mojego punktu widzenia na dzień dzisiejszy niemożliwa.

Bez wątpienia doceniam samą inicjatywę i powiem Wam, że fakt rozszerzenia terenów leśnych, w których można będzie przenocować przyczynił się do pojawienia u mnie banana na twarzy, a w przyszłości pewnie i kilku kleszczy w dziwnych miejscach na ciele. Musimy jednak poczekać, by nie dokonać pochopnej oceny tego pomysłu. Nie uprzedzajmy może jednak faktów i nie będzie tak źle, a sam program będzie równie dobry jak muchomor zjedzony na kacu, albo i lepszy. Czas pokaże, ja daję mu duży kredyt zaufania, choć nie we frankach. Wiecie lubię ostrą jazdę bez trzymanki i jak się dużo dzieje, lecz też nie bez przesady.

B jak bezpieczeństwo

Bezpieczeństwo podczas tego typu wypraw jest jednym z ważniejszych elementów, dlatego zanim zdecydujemy się wyruszyć do lasu, koniecznie zapoznajmy się z regulaminem dostępnym na stronie Lasów Państwowych, link do niego znaleźć można tutaj.

Dowiemy się tam m.in., że nocowanie w ramach tego programu możliwe jest wyłącznie dla grup maksymalnie dziewięcioosobowych i to nie dłużej niż przez dwie noce z rzędu. Z kolei nocleg powyżej dziewięciu osób lub ten, który chcemy odbyć więcej niż dwie noce należy zgłosić mailowo na adres danego nadleśnictwa, nie później niż dwa dni robocze przed planowanym noclegiem. Zgłoszenie wymaga również potwierdzenia mailowego nadleśnictwa, które jest formalnym wyrażeniem zgody na pobyt, bez niego będziemy nocować nielegalnie.

Warto jest również zapoznać się z samą listą obszarów pilotażowych w poszczególnych nadleśnictwach, w których można rozbić namioty i przenocować. Lista ta dostępna jest tutaj.

Fakt, że program działa, nie oznacza, że wolno nam się rozbijać wszędzie, gdzie tylko nam się podoba. Warto też zwrócić uwagę, czy nocujemy, na starych terenach pilotażowych, czy tych nowych, ale o tym za chwilę.

Mam też dla Was kilka mniej lub bardziej oczywistych rad, dla bezpieczeństwa otoczenia i Was samych:

✅Nie rozpalajcie ognisk w lesie, jak to mawiał mój idol – Włóczykij z Muminków: „Świat przed katastrofą zawsze wygląda tak cicho i spokojnie”. Sprawdźcie też aktualne zagrożenie pożarowe, ściółka w lesie potrafi być bardzo sucha i wówczas łatwo o pożar, który w lesie potrafi strawić kilkadziesiąt hektarów i wiele istnień zwierząt. Wiosną, gdy grzeje pierwsze ciepłe słońce, na drzewach nie ma liści, a roślinność runa jeszcze nie odżyła po zimie, a  nie każdy wie, że zagrożenie pożarowe w lasach pojawia się już po kilku słonecznych dniach.

✅Sprawdźcie dokładnie strefę do której się wybieracie, w starych, funkcjonujących już w okresie pilotażu będzie można na ich terenie używać kuchenek gazowych, a w nowych jest to zabronione *(wcześniej zapoznaj się dokładnie z pkt. 17 regulaminu).

✅Zweryfikujcie też dokładnie pogodę, by nie marznąć czy nie siedzieć bez sensu w przemoczonym od deszczu namiocie plując sobie w twarz, że był to idiotyczny pomysł. A i najważniejsze do zapamiętania – nigdy, ale to przenigdy nie ufajcie rozebranym pogodynkom z ostatnich stron gazet i ich prognozom pogody, ani ludziom dzwoniącym ws sprzedaży garnków czy kredytów. Potem pozostanie Wam cytować klasyka: „gdzie pieniądze są za las”, albo leczyć się przez kolejne dni z grypy czy innego choróbska.

✅Miejcie ze sobą dowód osobisty, przyda się chociażby w celu identyfikacji zwłok, albo do podrapania się po nosie, kiedy pogryzą Was komary. Pamiętajcie, że w lesie to wy jesteście gośćmi, a dla zwierząt, las to jednak dom. Także bądźcie grzeczni, jak komuś wbijacie na chatę i nie drażnijcie wilków, niedźwiedzi czy innej zwierzyny.

✅Jak to mawiał włóczykij z Muminków: „Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić”, dlatego zanim zaczniecie rozbijać namioty, sprawdźcie dobrze podłoże i przesuńcie wszelkie kamienie, czy inne elementy, które mogłyby Was uwierać w plecy lub ostatni odcinek układu pokarmowego, gdy będziecie próbowali zasnąć.

✅No i najważniejsze, na koniec biwakowania posprzątajcie wszystko po sobie – zgodnie z zasadą leave no trace.

C jak ceny

Osób lubiących oszczędzanie na noclegach, którzy jednocześnie chcą spać na dziko w lesie przybywa. Dlatego program „Zanocuj w lesie” wydaje się sensownym rozwiązaniem, szczególnie, że zgodnie z nim nie ma żadnych opłat, za nocowanie. Już widzę te szydercze uśmiechy na twarzach każdej przysłowiowej cebuli.

Mam tylko wielką prośbę do Was wszystkich, uszanujcie nie tylko fakt, że program jest darmowy, ale i samą naturę, która nas będzie gościć. Pamiętajcie, że mamy tylko jedną planetę i to jaką ją pozostawimy przyszłym pokoleniom, zależy właśnie od nas. Bądźcie świadomi i  odpowiedzialni również za lasy i powiem wprost nie spierdolcie tego. Wybaczcie, ale tematy ekologiczne zawsze budzą we mnie duże emocje, szczególnie, gdy obserwuję co się dzieje podczas spacerów po lesie czy w sklepach. Wystarczy zobaczyć jak ludzie rzucają się na darmowe reklamówki z plastiku przy działach z owocami w hipermarketach, niczym komornik na meblościankę, albo wybrać się do lasu, gdzie co jakiś czas znajdziecie dzikie wysypisko i jak tu człowiek ma się nie denerwować. Ludzie opamiętajcie się czasem, to że coś jest darmowe, nie znaczy, że można to wykorzystać do granic możliwości i bez konsekwencji… Ech przejdę lepiej do podsumowania, bo niepotrzebnie się zdenerwowałem. Na ostudzenie emocji landschaft z zimowych Lasów Janowskich (bo właśnie te w woj. lubelskim biorą udział w programie “Zanocuj w lesie”) oraz przejdę do poniższego podsumowania.

Podsumowanie

Nie chcę Wam mieszać w głowie, niczym sanepid w ostatnich czasach na pewnej dyskotece w Świebodzinie, ale wierzę, że mój wpis przyda się Wam i będzie bardziej pomocny niż przysporzy kłopotów. Pamiętajcie, że czytacie ten blog na własną odpowiedzialność, a po odejściu od monitora, reklamacji nie uwzględniamy. Zanim zaczniecie penetrować lasy dla bezpieczeństwa skontaktujcie się w tym zakresie wcześniej z kancelarią premiera, sanepidem, lasami państwowymi, ministerstwem zdrowia, lekarzem lub farmaceutą, zakładem pogrzebowym, prawnikiem, a i nie zapomnijcie wcześniej spisać testamentu, tak na wszelki wypadek. Warto też wcześniej pożegnać się z bliskimi. Czasy są dziwne, a rzeczywistość zmienia się z każdym dniem, jak obostrzenia z każdą kolejną konferencją premiera.

Miało być krótko, a ja jak zwykle się rozpisałem. Jednak pisanie bloga po nocach przy Picolo mi służy (dodam, że producent tego wyskokowego napoju nie sponsorował tego wpisu, a mógłby). Było trochę śmiesznie, trochę strasznie, to może zakończę poważnie. Tak czasem zdarza mi się być poważnym, a i musicie wiedzieć, że nie wszystko co napisałem na moim podróżniczym blogu należy traktować z przymrużeniem oka.

Tak sobie myślę, że w tym wszystkim jedno jest w życiu pewne, oprócz śmierci i podatków oczywiście. Podczas podróży do takich miejsc, gdzie jest się blisko z naturą łatwiej jest się umiejscowić w czasie i przestrzeni, tak by czuć się w pełni naturalnie w danym miejscu i nie czuć się po prostu obco, niczym kleszcz w…,  z resztą nie powiem Wam gdzie miałem kleszcza po ostatnim grzybobraniu. Trzymajcie się zdrowo i nie sikajcie po lasach, cześć. Naturalnie pamiętajcie też o udostępnianiu  tego wpisu na Waszych social mediach. Do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Szatańskie porty #Seitan Limania
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Lasy Państwowe| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Las| Blogi podróżnicze | Podróżowanie | Co warto zobaczyć w lesie | Las zwiedzanie | Zwiedzanie lasu | Las atrakcje |Las co zobaczyć | Las zwiedzanie | Las atrakcje | Atrakcje Lasu| Co warto zobaczyć w lesie | Polska | Wycieczki po lesie | Las na weekend | Lasy w Polsce| 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Seitan Limania

ABC o Zatoce Szatana na Krecie

Zatoka Seitan Limania nazywana także „Paralia Stefanou”, to jedna z najbardziej niezwykłych plaż na greckiej Krecie. Jej nazwa składa się z dwóch części. Pierwsza to Seitan, oznaczająca  w języku Turków osmańskich „szatana” i druga, czyli Limania, pochodzi z języka greckiego i oznacza „porty”.

Zatem wszystkie znaki na niebie i Ziemi wskazują, że dziś zabieram Was do piekielnych portów. Jedno jest pewne, przygotujcie się na oglądanie diabelnie pięknych widoków. Jak zwykle rozsiądźcie się wygodnie, przetrzyjcie okulary, bo startujemy i pamiętajcie, nie regulujcie rozruszników, serce ma prawo zabić mocniej od tych iście rajskich landschaftów.

A jak atrakcje

Sama zatoka Seitan Limania znajduje się na półwyspie Akrotiri – skalistym przylądku sięgającym wschodnich okolic miasta Chania, będącego drugim co do wielkości miastem Krety. Najlepiej jest dotrzeć autem, ale trzeba pamiętać, że do samego końca nie prowadzi droga asfaltowa i trzeba kawałek przejść pieszo. Sama droga to dość strome serpentyny, które wymagają wprawy w prowadzeniu auta i usunięcia z pokładu osób cierpiących na chorobę lokomocyjną lub wyposażenie ich w torebki na… no wiecie na co. Z tego co wiem, to dojechać tu można również autobusami, ale nie korzystałem z tej możliwości, więc nie znam szczegółów. Myślę, że jest też możliwość podpłynięcia łodzią, ale ten środek lokomocji będzie chyba najdroższy, więc rozważanie i tej alternatywy pominę.

Miejsce to jest bez wątpienia atrakcją samą w sobie. To dość wąski kanał zamknięty między klifami morskimi z białymi piaskami i przepiękną, czystą wodą. Choć ze swej nazwy jest piekielnie, to tak dla oka przypominać może bardziej raj – z resztą sami oceńcie. Ja poczułem się tu jakbym był na krańcu świata. To bez wątpienia bardzo magiczne miejsce. Wpatrywałem się w nie jak John Smith w Pocahontas, niczym Dzwonnik z Notre Dame w swoją katedrę, albo jak Nemo w bezglutenowy pokarm dla rybek z Tesco. Teraz, gdy piszę dla Was ten wpis, pojawia się odrobina tęsknoty, nostalgii i przypomina mi się w głębi serca, że nadchodzi pora karmienia rybek. Przejdźmy więc sprawnie dalej.

B jak bać się czy nie?

Jeśli macie przyzwoitą kondycję fizyczną, wbudowany instynkt samozachowawczy, porządne buty do schodzenia czy wchodzenia po stromej, kamienistej trasie i rolkę papieru toaletowego, to raczej nie ma się czego obawiać. Jeśli brakuje Wam wyobraźni i na przykład trasę tę chcecie pokonać w japonkach czy na boso, możecie oczywiście próbować, podobno niektórym się to nawet udaje. Warto jednak wcześniej wykupić dobre ubezpieczenie na różne urazy, złamania czy potłuczenia, gdyż zejście jest nie tylko kamieniste, ale przede wszystkim dość strome (i tu cała na biało pojawia się ona, idealna przestrzeń na reklamę dla firmy ubezpieczeniowej).

Nie ma co, kończmy ten reklamowy bełkot, bo trzeba przejść do konkretów. Zaznaczyć Wam w tym miejscu muszę, że są dwa szlaki prowadzące na Seitan Limania – lewy (patrząc z góry na plażę) jest nieco dłuższy, ale miałem wrażenie, że mniej stromy i prawy – krótszy, ale jak się sami domyślacie mniej bezpieczny. Dlatego dla lubiących adrenalinę powiem tylko tyle, sami wiecie co macie wybrać, pamiętajcie tylko o spakowaniu ze sobą taśmy życia.

Jak już cali i zdrowi będziecie na dole, zwróćcie uwagę jeszcze na jedną bardzo istotną kwestię. Mówi się, że panuje tu diabelnie silny prąd, zwłaszcza w miesiącach zimowych. Dlatego miejsce to dedykowałbym osobom, które dobrze potrafią pływać. Nie zapominajcie, że woda to potężny żywioł i niech klimat wakacji, relaksu i wypoczynku nie uśpi Waszej czujności.

C jak ceny

Nie ma tu opcji wynajmu wygodnych łóżek czy parasoli, nie ma też w okolicy barów i instagramerów z drinkami z palemką. Być może to właśnie dlatego tak  spodobało mi się to miejsce. Wyróżnia się swoją unikalnością bardziej niż inne, skomercjalizowane plaże Krety. To chyba dzięki temu, można poczuć odrobinę dzikości w obcowaniu nie tylko z naturą i kozami, ale o tym więcej za chwilę i bez złych skojarzeń perwersy. Nie ma tu również biletów parkingowych, opłat za plażowanie itp. powodów do wydawania pieniędzy. Jedyny koszt, jaki poniesiecie, to koszt dotarcia na miejsce, co jest w ogólnym rozrachunku dla jednych wadą, a dla innych zaletą tej szatańsko pięknej zatoki. W kategorii cebula, można sobie powiedzieć – jeśli tu dotarłeś to tak, jesteś zwycięzcą.

Podsumowanie

W podsumowaniu odpowiem Wam na proste pytanie, czy warto się tu było wybrać? Zdecydowanie tak. Miejsce to jest rzeczywiście niezwykłe. Ten zygzak wcinający się w wysokie skały i woda o różnych odcieniach niebieskiego, lazuru i błękitu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jest jednak kilka mankamentów. Sama plaża jest niestety dość mała i w sezonie w godzinach popołudniowych czy w weekendy bywa bardzo zatłoczona.

Obowiązkowo pamiętajcie, że jeśli chcecie tam spędzić cały dzień, to trzeba ze sobą zabrać jedzenie i picie oraz nakrycie głowy, a w sezonie jest tu naprawdę bardzo gorąco. Przy samej plaży nie ma sanitariatów czy sklepów. Musicie też być czujni, gdyż czyhają tu szatańskie kozy czekają na Wasze smakołyki. Jeśli na dłużej zostawicie je na wierzchu czy bez opieki, możecie być pewni, że te rogate zwierzaki szybko się nimi zaopiekują. Widziałem jak bez skrępowania zaglądały do toreb plażowiczów, którzy beztrosko poszli korzystać z uroków wody. Tak sobie myślę, że może warto jest zabrać ze sobą kilka jabłek więcej i uczciwie się z nimi podzielić, gdyż kozy dodają tej przestrzeni dodatkowego klimatu i też im się coś od życia należy.

Wyprawa, którą odbyłem na Kretę otworzyła i bez wątpienia poszerzyła moje spojrzenie na świat z dala od medialnych stereotypów czy polityki. Nasza planeta jest pełna pięknych ludzi i jeszcze wspanialszych miejsc. Odkrywajmy więc świat i nie zastanawiajmy się czy za rogiem czeka zło czy dobro oraz czy dziś znów kłócić się będą politycy. Zło może zawitać do Ciebie nawet, gdy zatrzaśniesz swoje drzwi i nie zaczniesz podróżować, a jedno jest pewne, politycy kłócić się i tak będą. Zostaw więc te przyziemne sprawy, wyłącz czasem TV i wyrusz w podróż. Chciałbym by te dzisiejsze piekielne klimaty i przemyślenia, były dla Was boskim planem na najbliższy czas. Taka też jest kwintesencja moich przemyśleń po powrocie z pięknej i pełnej przeciwieństw Krety.

Kończąc moją wyprawę, z czystym sumieniem mogę polecić Wam odwiedzenie tego skrawka raju w krainie szatana, którego Turcy określili dawniej „şeytan”. Nie taki jest ten diabeł straszny, jak go często malują. Do następnego razu, trzymajcie się zdrowo,  Cześć.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.
WIELKIE DZIĘKI DLA WAS

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Szatańskie porty #Seitan Limania
#rafalbil #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Kreta | Blogi podróżnicze | Podróżowanie | Co warto zobaczyć na Krecie | Kreta zwiedzanie | Zwiedzanie Krety | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Kreta zwiedzanie | Seitan Limania atrakcje | Atrakcje Seitan Limania | Co warto zobaczyć w Grecji | Atrakcje Grecji | Polska | Grecja| Szatańskie porty | Wycieczki po Krecie | Grecja na weekend | Seitan Limania | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Ranking Muzeów

MUZEA OD A DO Z

Podjąłem decyzję na napisanie wyczekiwanego od dawna przez nikogo, nowego wpisu na moim podróżniczym blogu. Dziś przedstawię Wam subiektywny ranking od A do Z muzeów, które warto odwiedzić. Naturalnie ranking opracowano na podstawie wieloletnich eksploracji, różnych rozbudowanych analiz, statystyk, wyliczeń oraz łapówek od instytucji, które chciały znaleźć się w tym prestiżowym miejscu. Jedni zarzucą mi obiektywizm, inni jego brak, a ja cały czas jednak będę podkreślał, wszystko co tu zawarłem jest niezależne i subiektywne, a wpływ na miejsce na liście miał alfabet, no i oczywiście przelewy bankowe od muzeów na moje konto. Nie wiem jak Wy, ale ja jaram się dzisiejszym wpisem, jak Gargamel Smerfami, zatem nie przedłużam – rozsiądźcie się wygodnie i zaczynajmy eksploracje muzeów od A do Z.

A jak Alhambra Muzeum

Niektórych miejsc na Ziemi nie da się ominąć, tak jak nie da się ominąć Augustowa i choć to polskie piękne miasto jest również na literę A, to jednak mój pierwszy wybór padł na Alhambrę, o której pisałem już, gdy omawiałem to co warto zobaczyć w Granadzie (nie moja wina, że dali większą łapówkę niż Augustów). Dla przypomnienia wpis o Hiszpańskim mieście znajdziecie tutaj. Sama Alhambra to najmocniejszy atut turystyczny tego regionu Hiszpanii. Ten długi czerwony pałac górujący nad miastem, na tle ośnieżonych gór Sierra Nevada, potrafi zachwycić o każdej porze roku. Równie interesujące jest to co skrywa w swoich murach. Wewnątrz Alhambry znajdują się dwa muzea. Na parterze mieści się Muzeum Alhambry (Museo de la Alhambra) z cennymi eksponatami archeologicznymi, a na pierwszym piętrze z kolei znajduje się Muzeum Sztuk Pięknych (Museo de Bellas Artes). Oba koniecznie trzeba zobaczyć.

 B jak British Museum

Z Hiszpanii ruszamy do Wielkiej Brytanii. Nie każdy wie, że British Museum było pierwszym publicznym muzeum narodowym na świecie. Eksponaty zebrane w potężnym muzealnym gmachu przedstawiają blisko 2 miliony lat dziejów ludzkości. Stała kolekcja liczy około 8 milionów dzieł, podzielonych na kilka kategorii: Starożytny Egipt i Sudan, Grecja i Rzym, Bliski Wschód, Prehistoria i Europa, Azja, Afryka, Oceania i obie Ameryki, Rysunek i grafika, Monety i medale, Zabytki i skarby ruchome. Także jeśli chcesz zobaczyć na własne oczy m.in. egipskie mumie, to wcale nie musisz ruszać do Egiptu.

 

C jak Centrum Sztuki Królowej Zofii

Przenosimy się do stolicy Hiszpanii, do Muzeum Reina Sofía, są tam m.in. sale poświęcone twórczości Pabla Picassa, Salvadora Dalego i Joana Miró. Jak dziś pamiętam, że gdy wybierałem się do tego miejsca, byłem napalony jak daltonista na kolorowy telewizor. Wszystko to za sprawą takich obrazów jak Guernica, czy Pejzaż z Cadacués. Muzeum jest poświęcone przede wszystkim sztuce hiszpańskiej, ale nie tylko, dlatego będąc w Madrycie koniecznie tu zawitajcie.

 

D jak Dęblińskie Muzeum Sił Powietrznych

Do Dęblina zawitałem w zeszłym roku i mam wrażenie, jakby to było wczoraj. Nie mogło dziś zabraknąć tego unikatowego Muzeum Sił Powietrznych. Więcej o samym Muzeum możecie poczytać klikając tutaj. Gdyby muzeum to miałoby być kotem muzeów lotnictwa, to to byłoby zdecydowanie przekotem, a dlaczego tak uważam, przekonajcie się sami klikając w poniższy baner.

E jak Ermitaż w Petersburgu 

Jedno z najpiękniejszych rosyjskich muzeów z siedzibą w Sankt Petersburgu. Już sam budynek robi imponujące wrażenie, nie tylko z uwagi na fakt, że mieści się w pięciu pałacach nad brzegiem Newy. W środku skrywane są płótna Poussina, Watteau, Rembrandta, Rubensa, Rafaela, Tycjana i wielu innych znakomitych malarzy. Ermitaż to jedno z największych muzeów sztuki i malarstwa na świecie. Jak tylko wejdziesz do budynku zobaczysz jak jest tam pięknie – wszystko lśni, marmury, złoto, rzeźby… ech poczujesz się jak w naszym ZUS-ie.

 

F jak Fryderyka Chopina Muzeum

Muzeum Fryderyka Chopina to miejsce biograficzne poświęcone Fryderykowi Chopinowi, będąc w Warszawie warto zawitać do znajdującej się w Zamku Ostrogskich  placówki, która jest częścią Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina. Muzeum to posiada również oddział zamiejscowy w Żelazowej Woli, gdzie znajduje się dom urodzenia  Chopina. Miejsca te są zdecydowanie godne polecenia, szczególnie fanom kompozytora. Jak dziś pamiętam, kiedy już jako dziecko zwiedzałem dom Fryderyka, szarpiąc niczym komornik podczas egzeukcji za klamkę, kolejne drzwi, by wyeksplorować następny pokój i skrywane w nim cenne przedmioty oraz sekrety tego urokliwego miejsca. Warto też wspomnieć, że Muzeum w Żelazowej woli, to nie tylko dom, ale i piękny park, który ja pokochałem od pierwszego wejrzenia.

G jak Geologiczne Muzeum w Warszawie

Warszawskie Muzeum Geologicznego to zbiór niesamowitych kamieni, skamielin i minerałów. Istnieje już od ponad 100 lat, więc jeśli jeszcze nie zdążyłeś czy nie zdążyłaś go odwiedzić, to może warto nadrobić stracony czas i wybrać się właśnie tam. Mi spodobały się  szczególnie szkielety wymarłych zwierząt z epoki lodowcowej i rekonstrukcje czy szkielety dinozaurów. Wszystko to za jest za darmo i znajduje się w pięknych wnętrzach gmachu z początku XX wieku. Przed wybraniem się tam sprawdźcie wcześniej godziny otwarcia, bo jak wiadomo, COVID 19 trochę namieszał i dłuższy czas Muzeum było nieczynne, ale na dzień dzisiejszy, jak wynika z ich oficjalnej strony, wszystko wraca do normy.

H jak Heraklion Muzeum

Archeologiczne Muzeum w Heraklionie,  bo dokładnie o tym miejscu jest mowa, było jednym z moich ostatnich z zagranicznych Muzeów, które odwiedziłem przed międzynarodowym lockdownem. Muzeum archeologiczne znajduje się w centrum stolicy Krety i jeśli będziecie tylko zwiedzać Iraklion, to naprawdę warto tam się wybrać, bo znajdziecie tu bardzo unikatowe eksponaty. Moim zdaniem jest to też jedno z najlepszych muzeów greckich jeśli chodzi o samą klasę eksponatów. To tutaj zobaczycie na własne oczy przedmioty znalezione na Krecie pochodzące nawet z roku ok. 7000 pne. w tym niesamowicie tajemniczy dysk z Fajstos, który jak twierdzą badacze kosmonautyki, może wiązać się wizytami kosmitów na Ziemi.

I jak Izraela Muzeum

Muzeum położone w jest w pobliżu Knesetu w Jerozolimie. Moim zdaniem miejsce to ma status światowej, najwyższej klasy instytucji muzealnej, prezentującej zbiory archeologii od najstarszych do współczesnych czasów. Proponuje szeroką ofertę wystaw, prezentacji, publikacji i programów edukacyjnych. W środku znajdziemy cztery tematyczne działy, a każdy z nich to praktycznie inna i niesamowita podróż w czasie. Warto było tu przyjechać i na pewno jeszcze tu wrócę. Na prośbę wszystkich tych, którzy twierdzą, że jest  za mało zdjęć z moim udziałem na blogu, dodaję klasyczne foto w lustrze, jak na porządnego blogera przystało.

 

J jak Jad Waszem

Jeśli chcesz zobaczyć jak niepozornie wyglądało zło człowieka względem drugiego człowieka, jak sukcesywnie kiełkuje nienawiść i jak okrutne owoce zbiera, to powinieneś/powinnaś choć raz w życiu wybrać się do Jad Waszem. Jest to część Instytutu Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu, która mną osobiście bardzo mocno wstrząsnęła. Być może do tego tematu podchodzę bardzo osobiście i emocjonalnie z uwagi na moją rodzinną sytuację, ale nie raz podkreślałem, że subiektywizm bloga, jest jego immanentną częścią. Podkreślę Wam tylko, że byłem wcześniej w różnych obozach koncentracyjnych czy muzeach o tej tematyce w Polsce i sporo wiem o ofiarach i kwestii Holokaustu, dlatego moje rozemocjonowanie nie wynika z pierwszego kontaktu z tym trudnym tematem. Nie mniej zlokalizowane na Wzgórzu Herzla Muzeum otwiera oczy jeszcze szerzej, a na twarzach wielu zwiedzających widziałem łzy w oczach, co nie powinno nikogo dziwić, a na pewno nie tego, kto ma w sobie choć odrobinę empatii.

 

K jak Korczakianum

O Korczakianum również był już wpis na moim blogu. Nadal uważam, że to warszawskie Muzeum nie zachwyci Was ilością eksponatów, wielkością sal czy też nie dostarczy niesamowitych wrażeń. Miejsce to skrywa w sobie coś bardziej cennego, to niesamowita lekcja historii i pokory, którą każdy z nas powinien odbyć. O ile ekspozycje nie porywają, tak w połączeniu z bardzo ciekawymi opowieściami opiekunów tego miejsca, będziecie nim ukontentowani. Uważam, że warto odwiedzić Korczakianum i poznać prawdę o tym co tam się wydarzyło.

L  jak Luwr

Z Warszawy przenosimy się do Paryża. Po prostu to paryskie muzeum musiało się tu znaleźć. Jeśli chcesz zobaczyć obraz Leonarda da Vinci pt. Mona Lisa, to dobrze trafiłeś. Warto jest tu czekać w sporej kolejce do kasy biletowej dla chociażby samej Nike z Samotraki czy Wenus z Milo, ale możesz też tu zachwycić się ponad 35 tys. innymi obrazami czy dziełami sztuki. Luwr to bez wątpienia jeden z symboli Paryża. Jedno jest pewne, jak już tu wejdziesz, będziesz musiał przespacerować się w jednym z największych muzeów na świecie wśród dzieł sztuki Zachodu od Średniowiecza do 1848 roku, skarbów starożytnych cywilizacji i części ze sztuką islamu. 

 

Ł jak Łowiectwa i Jeździectwa Muzeum

To chyba najbardziej kontrowersyjne muzeum w moim zestawieniu z uwagi na rodzaj eksponatów. Nie mniej mając na względzie jego odmienność od pozostałych, uznałem, że chcę, by znalazło się w moim blogu. Więcej o tym miejscu pisałem już tutaj, dlatego by nie bić tej samej piany, przejdę do następnego miejsca, bo cieszę się nim jak Włóczykij z Muminków przed kolejną wyprawą na południe.

M jak Muzeum Konia Rafała

Pod literą M pierwotnie miało być o Metropolitan Museum of Art z Nowego Jorku, ale nie będę ukrywał, w zestawieniu wygrywają najlepsi. Zainspirowany twórczością TVP na potrzeby wpisu stworzyłem własną Galerię Sztuki, przez duże S, którą odwiedzać będą najwięksi znani projektanci, ludzie świata kultury, art &biznesu. Już pierwsze zaproszenia zostały wysłane do światowych sław m.in. do projektanta Christiana Paula, ale i do znawczyni rzeźby Oksany specjalizującej się w krasnalach ogrodowych. Nie mogło więc być inaczej i mój wybór padł na Muzeum Konia Rafała. Najnowsze, najnowocześniejsze z najpiękniejszymi eksponatami i najdroższymi obrazami. To tu zobaczycie m.in. Słoneczniki Van Gogha, Walenie Konia, Rafaelę Leonarda, czy znany na całym świecie Pocałunek Rafała.

N jak Narodowe Muzeum w Warszawie 

Jest to narodowa instytucja kultury. Myślę, że jest to jedno z największych muzeów w Polsce, a zdecydowanie największe w Warszawie. Muzeum to gromadzi zbiory sztuki starożytnej (egipskiej, greckiej, rzymskiej), malarstwa polskiego od XIII wieku, a także galerię malarstwa obcego (m.in. włoskie, holenderskie, francuskie, niemieckie i rosyjskie). Ciekawostką jest to, że tutaj znajdziecie kilka obrazów z prywatnej kolekcji Adolfa Hitlera, ale na sporą uwagę zasługują zbiory Galerii Faras im. Profesora Kazimierza Michałowskiego.

O jak Okręgowe Muzeum w Sieradzu

Tym wyborem Was pewnie zaskoczę, ale chcę by w tym zestawieniu znalazło się Muzeum Okręgowe w Sieradzu, nie tylko z uwagi na fakt, że budynek będący jego siedzibą jest zarazem najstarszą zachowaną kamienicą w mieście. Bardziej chciałem Wam zdradzić co kryje w sobie to Muzeum oraz jak życzliwych ludzi spotkałem właśnie w nim. Znajdziecie tu ciekawe zbiory archeologiczne, historyczne oraz etnograficzne. Muzeum posiada dodatkowo dwa oddziały: Sieradzki Park Etnograficzny (skansen) oraz Muzeum Walewskich w Tubądzinie prezentujące wnętrza dworskie z przełomu XIX i XX wieku. Będąc w Sieradzu koniecznie tu zawitajcie, gdyż spotkacie przemiłych ludzi, którzy z pasją będą się chcieli podzielić wiedzą z tego regionu Polski.  Dla mnie miejsca to też ludzie i to właśnie dzięki temu przekonaniu, sieradzkie Muzeum trafiło do mojego rankingu. Więcej o mieście i samym Muzeum znajdziecie również w jednym z moich poprzednich wpisów, wystarczy kliknąć tutaj.

 

P jak Prado 

Z Sieradza ruszamy do Madrytu, a dokładnie do Muzeum Narodowego Prado. Jest to bez wątpienia jedno z największych i najbardziej znanych muzeów na świecie, a zarazem jednym z najliczniej odwiedzanych muzeów świata. Dużo tych naj, więc dodam jeszcze, że w samym Muzeum znajduje się ponad 35tys eksponatów, będzie Wam łatwiej sobie uzmysłowić ogrom sztuki, która tu się skrywa. To wszystko jest imponujące nie tylko z uwagi na ilość, ale i na jakość. Miejsce to oferuje nam możliwość zobaczenia jednych z najwspanialszych dzieł sztuki w dziejach ludzkości, warto tu przyjść przynajmniej raz, aby chcieć tu powracać. Nie da się przecież zatęsknić, za czymś, czego się nie poznało, a co jak co, ale Prado jest warte zarówno poznania, jak i tęsknoty. A za czym konkretnie można zatęsknić, chociażby za obrazem hiszpańskiego malarza Francisco de Goya “Maja ubrana”, dla niewtajemniczonych powiem , że jest tam również ta sama Maja tylko rozebrana, a we wspomnianym wcześniej Muzeum Konia Rafała znajdziecie Maję Covidową, którą prezentuję po raz pierwszy specjalnie dla Was poniżej.

R jak Rijksmuseum w Amsterdamie

Tak to tu zapłacisz za to, żeby zobaczyć Wesołego pijaka. Kiedy dotarłem do Holandii po raz pierwszy jarałem się tym muzeum, jak przybywający tu palacze Holandią. Już sam budynek tego muzeum mnie zachwycił i uwierzcie lub nie, ale wrażenie to było uzyskane bez jedzenia grzybów, tamtejszych ciasteczek czy ziołolecznictwa. Dla mnie osobiście, Rijksmuseum jest  wizytówką Amsterdamu i całej Holandii. W jego murach znajdują się dzieła i eksponaty, które pełnią funkcję historii sztuki tego kraju w pigułce. Nie można powiedzieć, że zwiedziło się Amsterdam, jeśli nie było się właśnie tutaj. Kolekcja malarstwa to ponad 5 tysięcy obrazów reprezentujących malarstwo holenderskie i światowe XV-XIX wieku. Znajdziemy tu dzieła takich malarzy jak: Jacob van Ruisdael, Frans Hals, Johannes Vermeer, Rembrandt i uczniów Rembrandta i wielu innych mistrzów pędzla. Jeśli tylko będziecie mieli okazję by tu być, wykorzystajcie ją od razu.

              

S jak Schönbrunn

Miało być o ostrym jak paprykarz z Biedronki Muzeum Seksu w Amsterdamie, ale że lubię podróże wybrałem przekornie wyprawę z Holandii do Wiednia. Wszyscy fani seksu mogą czuć się rozczarowani i uważać, że Muzeum Schönbrunn jest tu potrzebne jak światła w GTA. Przyznam się Wam szczerze, że hasło na literę S wybrali moi Patroni. Dla przypomnienia Patroni to ludzie wpływowi, dzięki którym istnieje ten niezależny blog, więc sami widzicie, co ja mogę 😉 Więcej info o moim PATRONITE, znajdziecie tutaj.

Jedyne co mi pozostaje, to postarać się udowodnić, że Muzeum Schönbrunn jest lepsze niż… sami wiecie co. To, że jest tam generalnie pięknie to widać na poniższym zdjęciu, to że zobaczycie tam nagie ciała, na obrazach czy w rzeźbie to też jest miłe dla oka. Dziś pałac jest niesamowitym Muzeum, które ze względu na historyczne znaczenie, wyjątkowy park oraz imponującą aranżację przestrzeni należy do Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, ale czy jest lepsze niż seks? Oceńcie najlepiej sami, tylko zdradzę Wam, że byłem tu kilka razy i zawsze mi się podobało. Czy ja wspominałem, że mój blog jest tylko dla dorosłych? Czytajcie go najlepiej po 3 tanich winach i po 23:00 wtedy najlepiej “wchodzi” (wino oczywiście).

T jak Thyssen-Bornemisza Muzeum

Zacznę najbardziej popularną wśród wielu studentów metodą badawczą, czyli opcją kopiuj – wklej z Wikipedii: “Zgromadzone są tu obrazy z kolekcji barona Heinricha Thyssena-Bornemiszy i jego syna Hansa Heinricha Thyssena-Bornemiszy, między innymi dzieła Tycjana, Giovanniego Battisty Pittoniego, Francisca Goi, Vincenta van Gogha, Camille’a Pissarra”, a ta cenna informacja wyjaśnia niewtajemniczonym skąd wzięła się nazwa tego miejsca. Obok Muzeum Prado i Muzeum Narodowego Centrum Sztuki Królowej Zofii, miejsce to uznaje się bez wątpienia za najsłynniejsze wśród madryckich muzeów, które zdecydowanie warto odwiedzić.

U jak U-jazdowski

Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski to instytucja z siedzibą w budynku Zamku Ujazdowskiego. Zajmuje się tworzeniem, wystawianiem i dokumentowaniem współczesnej sztuki polskiej oraz zagranicznej. Miejsce to stanowi przestrzeń dla poszukiwań artystycznych, w której współistnieją różne dziedziny sztuki. To właśnie tu poprzez sztukę starać się można przemyśleć świat. Z odwiedzenia tego miejsca zadowolony będzie każdy fan czy wielbicielka sztuki współczesnej. 

V jak Vincenta van Gogha Muzeum

Prosto z Warszawy ruszamy do Amsterdamu do Museum Vincenta van Gogha. Spotkacie tam ponad 200 obrazów tego wielkiego mistrza, około 500  rysunków i 700 listów i bez wątpienia jest to największa  kolekcja zbiorów Vincenta na świecie. Oprócz tego zgromadzono tam wiele innych związanych z nim pamiątek, m.in. fotografii i rzeczy osobistych. W Muzeum tym znajduje się również biblioteka, a w niej znajduje się ponad 24 000 książek i 4500 innych publikacji, takich jak katalogi wystawowe czy artykuły prasowe. Głośno o tym Muzeum było za sprawą kradzieży, która miała tu miejsce. Kradzież obrazów Vincenta van Gogha uważana jest za jeden z największych współczesnych rabunków dzieł sztuki. M.in. wydarzenie to rozbudziło dyskusję na temat systemów zabezpieczeń stosowanych w muzeach. Nie łączcie jednak faktów, to że we wspomnianym wcześniej Muzeum Konia Rafała jest obraz Słoneczniki, to zupełnie nie dlatego 😉

 

W jak Watykańskie Muzea

Jeśli mowa o Watykanie, to oczywiście należy zwiedzić Muzea Watykańskie. Należą one w końcu do jednych z najważniejszych i najbogatszych muzeów na  świecie i mam nieodparte wrażenie, że skrywają w swych murach wiele tajemnic. Jedno jest pewne, że warto jest zarezerwować sobie na ich zwiedzanie minimum kilka godzin i dodać do tego kilka kolejnych na oczekiwanie w kolejkach do tego miejsca. Absolutnie wyjątkowa jest tamtejsza Kaplica Sykstyńska i znajdujące się tam freski. To miejsce po prostu trzeba zobaczyć, poczuć, doświadczyć.

 

Z jak Zaanse Muzeum

Zabiorę Was jeszcze raz do Holandii. Jednym z najbardziej malowniczych regionów Holandii jest na pewno region Zaan, a wielkim sympatykiem tego regionu był słynny malarz Claude Monet, który namalował będąc tu przez 4 miesiące 24 obrazy, a jeden z nich możemy zobaczyć w Muzeum Zaans, na który padł mój kolejny wybór w dzisiejszym rankingu. Dodatkowo znajdziecie tu kolorowe wiatraki i ciekawe domki znajdujące się w skansenie Zaanse Schans, która jest jedną z najczęściej odwiedzanych atrakcji w Holandii. O samym skansenie więcej informacji znajdziecie tutaj.

Ż jak Żydów Polskich Muzeum w Warszawie

POLIN bo dokładnie o tym Muzeum jest mowa odwiedziłem wielokrotnie. To tu znajdziecie  1000-letnią historię Żydów w Polsce. Od pierwszych śladów na polskich ziemiach przez złoty wiek społeczności żydowskiej w kraju, przez czasy przedwojenne, po zagładę i wszystko, co wydarzyło się po II wojnie światowej. Muzeum to doceniono tytułem Europejskiego Muzeum Roku, a jeśli Was tu jeszcze nie było, koniecznie musicie to nadrobić.

PODSUMOWANIE

Ze wszystkich dzisiejszych pięknych wspomnień i momentów wzruszeń pozostało mi na koniec tylko wzruszenie ramionami. To już meta naszej dzisiejszej wyprawy. Niestety wielu z tych miejsc na dzień dzisiejszy nie zobaczymy z uwagi na sytuację związaną z pandemią. Tym którzy dotrwali ze mną do samego końca gratuluję i osobiście mogę przypiąć do sutka złoty order uśmiechniętego słoneczka, naturalnie na agrafkę. Brawo Wy sadomasochiści i wierni czytelnicy bloga. Na do widzenia pozostaje się mi pożegnać i tradycyjnie powiedzieć, do następnego razu. Trzymajcie się zdrowo, cześć.

linia

Ten wpis powstał dzięki łapówkom z muzeów oraz oczywiście wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka
DZIĘKUJĘ WAM ZA WASZE WSPARCIE

Jeśli spodobał Ci się wpis zachęcam do polubienia, skomentowania lub udostępnienia.
Z resztą rób z nim co chcesz, a najlepiej różne brzydkie rzeczy.

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


#ranking muzeów #rafalbil #fotografia
#blog podróżniczy #patronite #podróże

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Ranking Muzeów| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Muzea Świata| Blogi podróżnicze| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Muzeach 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Tłusty Czwartek

ABC O TŁUSTYM CZWARTKU

Witajcie, dziś czeka nas krótka, lecz słodka podróż do świata rozkoszy, rozpusty i słodyczy. Proszę tylko się nie rozmarzyć, bo nie zawitamy w dniu dzisiejszym do miejscowości Rozkosz znajdującej się w woj. lubelskim, co nie oznacza, że kiedyś z tej części kraju nie pojawi się pruderyjny wpis. Proszę więc wszystkie dominy i perwersów, abyście nie tracili nadziei. Dziś zastanowimy  się natomiast, co musi zrobić przeciętny podróżnik, bloger czy fotograf,  aby spalić kalorie z jednego pączka? Czas na krótkie ABC odkrywania tajemnic o pączkach, ale i nie tylko. Na starcie zachęcam Was byście dotrwali do samego końca, bo myślę, że warto. To zaczynajmy…

A jak aktywne spacery i fotografowanie

Szacuje się, że aby spalić jednego pączka, trzeba ruszyć np. na godzinną wyprawę w góry, czy na fotograficzny spacer po lesie i wykonać tam sesję fotograficzną. Nie ma znaczenia natomiast czy będzie to sesja plenerowa z udziałem modelek/modeli, czy zdjęcia landschaftowe pięknych panoram, czy też fotografie makro, niesamowitych detali czy zwierząt. Liczy się tu sam ruch i fakt, że dzięki niemu spalamy kalorie. Doliczyć do tego jeszcze trzeba godzinę pakowania i przygotowywania sprzętu i pączek spalony. Jeśli nie macie aż tyle czasu, wówczas można włączyć tryb treningu kardio i wybrać się z aparatem na 15 minut ślubu czy wesela lub wybrać się na event dla blogerów. Wówczas spalimy tą samą liczbę kalorii, tylko zdecydowanie szybciej.

B jak bawienie się w opracowanie wpisu

Druga metoda spalania kalorii, powinna być właściwie pierwszą, a dlaczego? Ponieważ od tego się zaczyna, każda sesja fotograficzna czy blogowy wpis. Warto jest wcześniej wszystko przygotować i przemyśleć. Choć opracowanie i sprawdzanie materiałów czyli tzw. research pozwoli na spalenie kalorii z jednego pączka dopiero po 24h to i tak warto. Dzięki temu są same korzyści, czyli zdecydowanie lepszy wpis no i zjedzony pączek oczywiście. Teraz to jest ten moment, kiedy zaczynacie rozumieć, dlaczego powstał ten dzisiejszy wpis? 

C jak cierpliwe spalanie za komputerem

Trzecia, najwygodniejsza, ale i najdłuższa forma spalania pączków to praca za komputerem. Podobno, aby spalić jednego pączka, trzeba klikać myszką i pisać na klawiaturze przez 48 h. Czyli tyle ile średnio zajmuje przygotowanie dobrego wpisu na bloga, czy postprodukcja krótkiej sesji fotograficznej. Choć jest to najbardziej mozolna forma spalania pączków, z jednej strony najwygodniejsza, gdyż nie wymaga wychodzenia z domu, ale z drugiej, ani jeden amerykański naukowiec nie potwierdził skuteczności tej, ani powyższej metody (jedyna sprawdzona i potwierdzona przeze mnie to ta pierwsza). Nie mniej warto próbować i badać (dla celów naukowych oczywiście). Dlatego bym usprawiedliwił swoje sumienie po zjedzeniu tej słodkości, musiałem coś dla Was napisać. Czego nie robi się w końcu dla świata nauki, seksu, art & biznesu. Teraz mogę oddawać się pysznej rozkoszy. Słodkiego dnia dla Was. 

Podsumowanie

Dzisiejszy wpis nie miał na celu wprowadzać nikogo w wyrzuty sumienia. Nie miał też na celu wyliczania kalorii. Tak naprawdę, chciałem dziś uspokoić wyłącznie swoje sumienie, zanim zjem 69 pączków. Wszystko to oczywiście w słusznej sprawie, by mieć kalorie na przyszłe wpisy dla Was. Chcę też Wam dziś zakomunikować w podsumowaniu coś zupełnie innego, ale myślę bardzo ważnego. Wielu czy wiele z nas często słyszy: jesteś za gruby, za chudy, za bardzo czy za mało umięśniony, za niski za wysoki. Ktoś zawsze będzie Cię określał jako „zbyt coś”, nie słuchaj się. Po prostu stań się bardziej sobą! Trzymaj się zdrowo, smacznego i cześć.

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#tłusty czwartek #lubelskie #rafalbil
#fotografia #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Pączki| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin |  Zwiedzaj online | Polska|  Blogi podróżnicze| Podróżowanie| Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Tłusty Czwartek | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Bobrówka

ABC O BOBRÓWCE

Dziś zabieram Was na spacer wzdłuż ścieżki przyrodniczej Bobrówka znajdującej się w lasach koło Ostrowa Lubelskiego. Wiem, że niektórzy już z niecierpliwością czekali na ten wpis, napaleni niczym korniki na starą szafę (dla niewtajemniczonych – z entomologicznego punktu widzenia, korniki nie jedzą szaf). Pamiętajcie, że na dobre rzeczy trzeba poczekać, dlatego moje wpisy pojawiają się bez zbędnej zwłoki. Wróćmy do tematu – dojazd autem z Lublina zajmuje tu około 50 minut, a z Warszawy 2,5 godziny (chyba, że doliczyć korki w stolicy to wtedy z 5 godzin). Na sam spacer już na miejscu zarezerwujcie sobie od około godziny do dwóch lub więcej zależnie od tego, jak dużo czasu zechcecie spędzić na łonie tutejszej natury. Już na starcie powiem Wam, że jest tu co robić. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych ścieżek przyrodniczych w okolicach Lublina, a o jej atrakcjach, cenach i braku bliskich spotkań z bobrami dowiecie się właśnie dzisiaj. Nie ma co przedłużać zaczynajmy moje subiektywne ABC o tym miejscu. Nie wiem jak Wy, ale ja mimo zimna na zewnątrz jaram się jak oko Saurona w Mordorze. To była moja pierwsza wyprawa po dłuższej przerwie, zrozumcie więc moją ekscytację. Gotowi? To ruszamy.

A jak atrakcje

Jeśli zdecydujecie się tu przyjechać musicie spodziewać się, że w dużej części Wasz spacer odbędzie się drewnianą kładką, którą możemy przemierzać pieszo czy na rowerze i jest ona na tyle szeroka, że zmieści się tam też wózek inwalidzki, czy wózek z małym dzieckiem. Dużym atutem jest fakt, że zarówno na początku jak i w połowie trasy możemy odpocząć pod drewnianą wiatą, obok której nie brakuje również miejsca na rozpalenie ogniska. Więc gdyby zastała Was ulewa, będzie się gdzie schować, by ją przeczekać. Na trasie ścieżki znajdują się tablice edukacyjne zawierające wiele przyrodniczych ciekawostek. Sporo z nich przybliża tematykę gospodarki leśnej prowadzonej przez leśników. W różnych punktach ścieżki przygotowane zostały pomosty widokowe, z których wykonać można ciekawe zdjęcia. Zapomniałem też dodać, że na początku ścieżki znajduje się sporej wielkości parking, co jest praktycznym udogodnieniem i dobrze świadczy o przemyśleniu infrastruktury, jedyne czego można się przyczepić to brak toalety, także pamiętajcie o pampersach lub załatwieniu najważniejszych potrzeb przed wyjazdem. Niestety mój blog to nie szampon Johnson’s Baby, tu czasem w praktyce szczypie po oczach, ale w końcu nie jestem pomidorową i nie każdy musi mnie lubić i się ze mną zgadzać. Są pewnie wśród nas fani sadzenia papierzaków po krzakach. Pamiętajcie – piękno ludzkości jest w jej różnorodności. Nie ze wszystkimi trzeba się zgadzać, żeby się na wzajem szanować.

Wróćmy jednak na szlak. Czy teren był zaminowany nie wiem, jeśli tak to śnieg bardzo ładnie wszystko przykrył na mój przyjazd. A jak już marudzę niczym łysy na brak grzebienia, to chciałbym jeszcze wspomnieć, że niewielka część spaceru odbywa się po piaskowej drodze, co może być niewielkim utrudnieniem dla przejazdu wózków. Jeśli do tej pory Was nie zniechęciłem, to przejdźmy może do pozytywów. Największymi atrakcjami ścieżki są moim zdaniem jej walory przyrodnicze. Świat flory reprezentują tu objęte ochroną gatunki roślin m. in.: brzoza niska, wierzba lapońska, widłak jałowcowaty, widłak goździsty, kukułka krwista i szerokolistna, kruszczyk błotny, podkolan biały, bagnica torfowa, turzyca bagienna i strunowa i można by tak jeszcze wymieniać i wymieniać. Jedno jest pewne – dendrofile będą zadowoleni. Niestety zimą wiele z tych roślin przykrywa śnieg, dlatego polecam się wybrać tu również o innych porach roku.

B jak bobry

Jak informują tablice, można tu spotkać gnieżdżącego się w pobliżu orlika krzykliwego, bociana czarnego, żurawia i wiele gatunków reprezentujących ptactwo wodne. Lasy otaczające jezioro często odwiedzają sarny, łosie i dziki. Udało też się odnaleźć ich ślady na śniegu. Natomiast bobrów, jak mogłaby mylnie wskazywać nazwa ścieżki, nie było. Ale biorąc przykład z TVP, jeśli czegoś nie ma, zawsze można sobie stworzyć na potrzeby programu wycieczki, czego w końcu nie robi się dla fanów czochrania bobrów.

Bardziej zmartwił mnie jednak fakt, że krowy co zmieni zdanie i ruszy ze mną w podróż też niestety nie spotkałem. Miałem też nadzieję, że chociaż jakieś psy na trasie zobaczę, gdyż dozwolone jest zwiedzanie ścieżki z psami, ważne jest by były prowadzone na smyczy. Czasy pandemii sprawiły, jednak że spotkałem tylko dzięcioła oraz kaczki krzyżówki, których małe stado pływało po rzece Bobrówce zgodnie z zachowaniem dystansu społecznego do ludzi. Brawo dla kaczek. Tylko bez zbędnych skojarzeń, nie każda kaczka zasługuje na brawa. A i jeszcze jedno, nie wiem czy to był jakiś sprośny żart, czy sprawa poważna, ale zauważyłem tam tablicę ostrzegającą o afrykańskim pomorze świń. Jeśli chciałbym się dziś dowartościować, mógłbym napisać, że dla Was ryzykuję życiem, czego w końcu się nie robi dla czytelników bloga, zawsze odrobina grozy i budowania napięcia w narracji jest mile widziana. Od dziś będę dla Was nie tylko wiarygodny jak TVP, ale i budzący grozę niczym Donald Trump po przegranych wyborach.

Gdyby ktoś był zainteresowany o co chodzi natomiast z tymi krowami, to więcej informacji znajdziecie tutaj. Chcę Was zapewnić, że poszukiwania trwają i choć łatwo nie jest to i tak się nie poddam. Za wsparcie mojego bloga dziękuję z tego miejsca moim Patronom, dzięki Wam szerzy się ta podróżnicza patologia. Dziękuję również wszystkim za każde Wasze dobre słowa czy udostępnienia postów, to też jest dla mnie ogromny motor napędowy do kolejnych, również sprośnych podróży. To dzięki temu odpalam sprawnie kolejne wpisy, niemalże niczym diesel na mrozie.  Pamiętajcie też, że życie jest za krótkie, by się cały czas spinać niczym stringi na słoniu. Właśnie moja chora wyobraźnia zaczęła działać. Jak ja bym chciał zobaczyć kiedyś na żywo słonia w stringach. Chyba muszę przestać pisać bloga po nocach i po ruskim Picolo – bo potem nie jest ze mną dobrze (dzisiejszy wpis jest sponsorowany przez twórców ruskiego Picolo – dzięki za dziengi i za picie). Zawsze uważam, że ludzki umysł jest jak spadochron, działa lepiej gdy jest otwarty, również na słabe żarty blogerów podróżniczych.

C jak ceny i ciekawostki

Ścieżka edukacyjna Bobrówka znajduje się w leśnictwie Jedlanka na terenie Nadleśnictwa Parczew. Wstęp na ścieżkę Bobrówka podobnie jak i parking jest całkowicie darmowy. Co to oznacza – że każda poczciwa cebula wyjedzie zadowolona, no chyba, że się zachce dwójeczkę, wtedy może mieć mieszane wspomnienia. Zostawmy może ten temat w spokoju. W zamian zdradzę Wam ciekawostkę – dawniej szlak ten był bardzo cenny pod wieloma względami. W latach 1386-1611 z Krakowa, przez Lublin, aż do Wilna przebiegał właśnie tędy Szlak Jagielloński. Był to bardzo popularny szlak kupiecki, trasa podróży urzędników, handlarzy, dyplomatów, rycerzy, duchownych, uczonych czy twórców szeroko rozumianej sztuki. Nie zamierzam Was jednak zanudzać historią, mam też dziwne wrażenie, że ta ciekawostka była tu potrzebna jak dziecku sanki w sierpniu. Może lepiej więc płynnie przejdę do  krótkiego podsumowania.

PODSUMOWANIE

Mam nieodparte wrażenie, że puenta potrzebna jest zawsze w moich wpisach jak rybie ręcznik. Ale będę konsekwentny i podsumuję tą eksplorację. Miejsce to spodoba się każdemu, kto ceni przyrodę i nie mam na myśli drwali. Kiedy spacerowałem tym szlakiem w zimowy dzień, minąłem wyłącznie kilku mężczyzn, którzy łowili ryby w przeręblach. Zestawiając ciszę i spokój oraz brak tłoku turystów z jakim można spotkać się czasem np. na innych ścieżkach w parkach narodowych, sprawia, że bardzo mnie się tu spodobało. Szlak prowadzi prawie na całej długości przez las, czasem przez podmokłe tereny, a wszystko to przy dźwiękach stukających w drzewa dzięciołów. Też zaskoczyła mnie spora ilość budek dla ptaków zawieszonych wzdłuż trasy na drzewach. Reasumując jest to rewelacyjne miejsce do spacerów, relaksu, obcowania z przyrodą oraz oddawaniu się pasji fotograficznej bez potrzeby czekania, aż tłumy turystów wyjdą z kadru. Trasa prowadząca dookoła jeziora, wzdłuż lasu i meandrów rzeki Bobrówki zachęcają do fotografowania, a całość to doskonałe miejsce na zimowy spacer. Warto się tu wybrać, by odetchnąć od otaczających nas problemów. Warto też się choć na chwilę zatrzymać, by wsłuchać się w szum płynącej wody i dojść do pewnych wniosków, albo dojść generalnie (szczególnie, gdy ktoś wybrał się tam z dziewczyną lub chłopakiem).

Są pewnie wśród Was Ci, którzy już mnie śledzą na instagramie, tych którzy jeszcze tego nie robią zachęcam do prowadzenia śledztwa, dzięki temu o pewnych kwestiach będziecie wiedzieć wcześniej. Tak jak o moich poniższych przemyśleniach. Zdradzę Wam już na sam koniec, że jak tak wsłuchiwałem się w ten szum wody przypomniałem sobie o kilku ważnych sprawach, którymi podzielę się z wami kończąc wpis. Czas jest zawsze i to prawda, ale stety czy niestety, płynie jak woda. Jednym z największych błędów, które popełniamy jest myślenie, że na wszystko mamy jeszcze czas. Żyjemy tylko raz, tu i teraz. Rozejrzyjmy się więc w swojej okolicy, jest tyle pięknych miejsc wartych zobaczenia, nie pozwólmy sobie, by pozostały przez nas niezauważone. Nie wolno tkwić w przekonaniu, że na podróże przyjdzie jeszcze czas, a w okolicy i tak nie ma nic ciekawego do zobaczenia. Pamiętajcie, to w jakich barwach postrzegamy otoczenie ma wpływ na nas i naszych bliskich. Nie zapominajcie, że celem podróży nie jest często samo miejsce do którego zmierzamy, a nowa perspektywa z jaką na nią patrzymy. Aby zachować zdrowe podejście do życia starajmy się więc myśleć pozytywnie, nawet gdy nie jest to proste – pomoże to sprawniej zauważać piękno otaczającego nas świata. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Ryjek
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Bobrówce #lubelskie #rafalbil
#Bobrówka #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Bobrówka| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Bobrówka | Blogi podróżnicze| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Bobrówce| Lubelszczyzna zwiedzanie Bobrówki | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Bobrówka zwiedzanie | Bobrówka atrakcje | Atrakcje Bobrówka | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Zwiedzanie Polski | Fotograf Parczew| Parczew| Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Turobin atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

Turobin

CO WARTO ZOBACZYĆ W TUROBINIE?

Dziś zabieram Was na lubelską wieś. Wracamy na szlak renesansu lubelskiego, tym razem znajdziemy się w powiecie biłgorajskim, a dokładniej we wsi Turobin. Miejscowość niezwykle urokliwa, a po raz pierwszy wspomniano o niej już w 1389 roku, ale nie planuję Was zanudzać historią. Dziś specjalnie dla Was postaram się tylko ustalić, czy przez ten czas, działo się tu coś ciekawego i czy warto jest tu choć na chwilę przyjechać, a może pokochacie to miejsce i zostaniecie tu na dłużej. Ten wybór jak zwykle pozostawię Wam. Na razie nie ma co się nad tym zastanawiać, rozsiądźcie się wygodnie, gdyż dziś znów zwiedzamy Lubelskie więc jest to blog dla czytelników o mocnych nerwach. Czas na wyprawę do jednej z gmin o najniższym przyroście naturalnym w województwie. Sprawdźmy wspólnie jak szybko płynie czas w gminie na skraju Roztocza. 

 

ABC O TUROBINIE

A jak atrakcje

Zanim poznacie wszystkie tutejsze atrakcje powinienem Wam jeszcze doprecyzować, gdzie dokładnie się znajdujemy. Jak powiedział mi napotkany mieszkaniec: “Panie stąd jest wszędzie daleko”, ale czy na pewno? Z Turobina do Lublina jest około 60 km, do Zamościa – jedynie 48 km, do Biłgoraja tylko 38 km, a Warszawy około 230 km. Więc nie można powiedzieć, że Turobin to odludzie, choć faktycznie, gdy zwiedzałem w ten pochmurny zimowy dzień w czasach pandemii, miasteczko wyglądało na opuszczone.

Turobin to brama Roztocza. W okolicy nie brakuje pięknych pagórków czy wąwozów lessowych. Można skorzystać z odbywających tu się spływów kajakowych po rzece Por, która wpływa do Wieprza. Można więc się tu śmiało wybrać, by aktywnie wypocząć. Piękna natura  to bez wątpienia mocna strona tej części kraju, ale nie jedyna. Cała gmina, zajmuje obszar 162,19 km², na którym zamieszkuje około 7 tys. osób. To gdy już macie krótki rys, możemy startować.

Swoją wyprawę rozpoczniemy od zobaczenia dosłownie wszystkich największych tutejszych atrakcji, bo są aż trzy. Gdy zapytałem napotkanego mieszkańca, co warto tu zobaczyć, wzruszył ramionami i wymienił kościół, rynek i “nie wiem”. Nie byłbym jednak sobą, gdybym mu w pełni nie zaufał i nie sprawdził dokładnie, co kryje się pod enigmatycznym “nie wiem”, a poniżej znajdziecie efekty tej eksploracji.

Zacznijmy najpierw od pierwszych dwóch rekomendacji. Kościół pw. św. Dominika wzniesiony został w miejscu wcześniejszego, drewnianego kościoła pw. Wszystkich Świętych i NMP z 1447 r., który w 1509 r. spalili Tatarzy. W latach 1574-1595 kościół działał jako zbór kalwiński. W latach 1620 – 1623 świątynię rozbudowano na polecenie Tomasza Zamoyskiego. Co mi się tutaj szczególnie spodobało? To fakt, że odkryłem kolejne miejsce ze szlaku lubelskiego renesansu, a sam kościół urzekł mnie bogactwem renesansowo-manierystycznych dekoracji. Szczególnie cenne są linearno-geometryczne sztukaterie autorstwa Wolffa, znajdujące się na sklepieniu nawy i dwóch bocznych kaplic – północnej i południowej i to dla nich zdecydowanie warto tu przyjechać. Nie będę też ukrywał, to ten kościół był dla mnie głównym punktem, który chciałem zobaczyć w Turobinie.

Będąc tutaj nie mogłem jednak odpuścić rekomendowanego rynku. Podstawą założenia urbanistycznego jest tu rynek o wymiarach 100×110 m. Obecny rynek i cały układ przestrzenny Turobina, nawiązuje do założeń średniowiecznych, lecz posiada cechy renesansowe. Znajdziemy tu budynek urzędu gminy, park, a w nim miejsce do gry w szachy czy warcaby oraz oryginalna fontanna. Zawsze jak nie wiem jak określić coś, co nie do końca mi się podoba, uważam, że określenie “oryginalna”, nie urazi autora dzieła, a każdy będzie wiedział o co mi chodzi. Na rynku znajduje się również pomnik, który upamiętania bohaterów Drugiej Wojny Światowej oraz Park im. Żołnierzy Armi Krajowej.

Nadszedł czas na odkrywanie tajemniczego “nie wiem”.

Na początek kapliczki. Zawsze w takich regionach inspirują mnie przydrożne kapliczki, a tutaj ich nie brakuje, tak dla przykładu:

– Kapliczka Matki Bożej, drewniana, z 1910 roku – na Przedmieściu Szczebrzeszyńskim.
– Kapliczka św. Jana Nepomucena, z XIX wieku, przy drodze z Turobina do Tarnawy.
– Kapliczki w Olszance (z 1905); w Żabnie (drewniana z około 1910); w Tokarach (drewniana z 1908).
– Kapliczka św. Jana Nepomucena, drewniana, z 1935 roku – na pograniczu Turobina i Przedmieścia.
– Kapliczka św. Marka, drewniana z 1822 roku – w Turobinie.

Można by jeszcze tak wymieniać, gdyby dłużej rozejrzeć się po okolicy, ale jedno jest pewne – każda z nich inna i mająca swój urok, który oddaje po części charakter tego miejsca i bez wątpienia daje powody do poczucia dumy społeczności lokalnej. Wystarczyło zobaczyć minę wyjeżdżającego autem właściciela posesji przy której stała jedna taka kapliczka, gdy ją fotografowałem. Dumny niczym człowiek paw z reklamy gum Orbit zapytał tylko czy mi się podoba i odjechał z uśmiechem na twarzy, gdy tylko potwierdziłem to, czego  on sam spodziewał się, że powiem, zanim jeszcze udzieliłem odpowiedzi. Choć dziś zastanawiam się, jakby zareagował, gdybym przekornie odpowiedział, że nie. Zaznaczę również, że nie ma tu lokowania produktu, a firma produkująca Orbitki nie wspiera jeszcze mojego bloga, ale kto wie, może w przyszłości to się zmieni. Także jak ktoś z czytelników zna szefa od miętowych gum, czy innych to linknijcie mu ten wpis, ale jak nie znacie też linkujcie go wśród znajomych, niech czytają i korzystają. Podobno ludzie, którzy korzystają z życia, nie żyją dłużej, ale żyją lepiej.

Jedźmy dalej, bo na chwilę odbiłem od tematu. Ostatnim z punktów godnych zatrzymania było spojrzenie oko w oko z okiem opatrzności na fasadzie starej plebanii w Turobinie. Niektórzy dopatrują się tam lekkiego zeza, ale czy to ma znaczenie? Jedyne pytanie jakie ja sobie zadałem, to to, czy te oczy mogą kłamać? Jedno jest tu pewne, że sam budynek jest na swój sposób ciekawym obiektem z początku XX wieku, a jego mury mogą skrywać intrygujące tajemnice, których nie mam odwagi poznać.

B jak brak informacji na temat nazwy Turobin

Dziś nie ma jednoznacznych danych historyczno-językowych, które pozwolą precyzyjnie określić od czego wywodzi się nazwa Turobin. Z językoznawczego punktu widzenia nazwa ta należy do szczególnie trudnych do objaśnienia, ale nie dla strony memy.pl, która ewidentnie wyjaśnia i podaje gdzie Batman, a gdzie Turobin.

Jeśli by się uprzeć i poza zasobami stron z memami, można poszukać bardziej fachowych informacji. Czego się dla Was oczywiście podjąłem i dziś sam przypnę sobie do piersi na agrafkę order ze “słoneczkiem uśmiechu”. Jak ustaliłem nazwa Turobin lub Thurobin, znajdująca się m.in. na najstarszej znanej pieczęci miasteczka z XVI wieku, „Sigilum Civita Thurobin”, od samego początku posiadała ustaloną pisownię, która w niemal niezmienionej formie przetrwała do dnia dzisiejszego. 

 

C jak cmentarz w Turobinie

Ci, którzy czytają już dłużej mój blog wiedzą o moim dziwnym upodobaniu do cmentarzy, ale bez obaw, zapewniam, że nie ma to związku z nekrofilią. Nie mniej jednak, lubię zwiedzać miejsca pochówku w różnych częściach świata, a temat ten jest bardzo intrygujący i może kiedyś zrobię o nim oddzielny wpis. Dziś skupmy się na Turobinie, gdzie początkowo zmarłych grzebano na cmentarzach istniejących przy kościele pw. Wszystkich Świętych (dawny filialny) i św. Ducha – na Przedmieściu. Oba cmentarze zamknięto w 1907 roku. Aktualnie użytkowany cmentarz grzebalny został założony już w XVII wieku, początkowo z przeznaczeniem dla ofiar epidemii. Ponadto istnieje też cmentarz w Czernięcinie z mogiłą i kopcem 9 zabitych 28 lutego 1913 roku przez Austriaków, oraz kwaterą żołnierską z 1939 roku.

Był tu również stary kirkut, działający do 1941 roku, powstał prawdopodobnie na początku XVII wieku. Został zniszczony przez Niemców, którzy wykorzystali macewy do utwardzania dróg i tego typu zjawisko niestety było powielane w wielu polskich miastach czy miejscowościach.

W XVIII wieku, przy ul. Zamkowej założono nowy kirkut, który działał do 1942 roku. Obecnie znajduje się tu pole orne. W 1994 roku odnaleziono kilka zachowanych macew z kirkutu turobińskiego, pochodzących z przełomu XIX i XX wieku. Niektóre źródła podają, że w Turobinie istniał tylko jeden kirkut, założony w XVIII wieku.

POSDUMOWANIE

Turobin jest jedną z najstarszych miejscowości województwa lubelskiego. Przypuszcza się, że osiedle lub osada targowa istniała tu już co najmniej w XII wieku, jednakże brakuje źródeł historycznych umożliwiających weryfikację tej tezy, no chyba, żeby powołać się na badania amerykańskich naukowców, bo oni chyba wszystko mogą udowodnić. Bez ich badań wiadomo jest jedynie, że w 1389 roku była to wieś królewska, nadana przez króla Władysława Jagiełłę, a w 1399 roku miała miejsce jej lokacja na prawie magdeburskim. W 1420 roku, na mocy przywileju króla Władysława Jagiełły, lokowano w tym samym miejscu miasteczko o nazwie Turobin. Ale jak już powiedziałem nie ma co Was zanudzać historią. W podsumowaniu trzeba się raczej zastanowić czy warto jest tu przyjechać i czy jest po co jeździć na te lubelskie wsie czy miasteczka? Odpowiedź jest dla mnie prosta, jak mawiał Charles Baudelaire: “Prawdziwi podróżnicy to ci tylko, którzy wyruszają, aby wyruszyć”, a dodatkowo powiem Wam, że jest takie tureckie przysłowie: “Aby poznać człowieka, trzeba zostać jego towarzyszem podróży” i z tego miejsca dziękuję za wspólną podróż Kindze, cichej bohaterce tej wyprawy. Odpowiadając na koniec jeszcze na pytanie – tak było warto i do następnego  razu Kochani.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, 
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Turobinie #lubelskie #rafalbil
#Turobin #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Turobin| Blog Podróżniczy | Fotograf Lublin | Fotograf Lubelskie |  Fotograf Gąbin | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Turobin | Blogi podróżnicze| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Turobinie| Lubelszczyzna zwiedzanie Turobina | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Turobin zwiedzanie | Turobin atrakcje | Atrakcje Turobin | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Turobinie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Turobin atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

 

33 marzenia podróżnicze na Nowy Rok

Nowy Rok to czas nowych postanowień. Lata lecą, człowiek się starzeje, za mną już 33 wiosny, ale dziś nie zamierzam spoglądać w przeszłość. W ostatnim dniu 2020 roku czas na 33 zupełnie nowe marzenia, którymi chcę się z Wami podzielić na Nowy Rok i kolejne 33 lata. Miejcie więc oczy, uszy, umysły i serca otwarte na podróże, bo najgorszy rok już niemal za nami. Czas otworzyć się na pochłanianie cudów, które skrywa przed nami świat i pamiętajcie, że warto marzyć, a jeszcze lepiej spełniać swoje marzenia. Częstujcie się moimi marzeniami, bo one podobnie jak mój podróżniczy blog są zupełnie za darmo. Gorzej z ich samych spełnianiem, za to zapłacić można kartą…. wiecie z resztą jaką. Tymczasem rozsiądźcie się wygodnie i nie myślcie na razie o pieniądzach. Zatem ruszamy!

1. POSZUKIWAWCZE MARZENIE:

Znaleźć w końcu krowę, która zmieni zdanie i wyruszy ze mną w podróż, najlepiej dookoła świata. Cały czas tylko się zastanawiam, co na to powie Greenpeace i czy taka krowa się już urodziła?

2. DZIECINNE MARZENIE:

Odbyć podróż do świata dzieciństwa. Może to być chociażby Dolina Muminków w Finlandii. Kto nie chciałby pobawić się muszelką Migotki? Czasem mam takie nietypowe fantazje. Może to być też wioska hiszpańska Smerfów, Hobbiton w Nowej Zelandii albo inne bajkowe miejsce.

3. ŚWIĄTECZNE MARZENIE:

Świętować tradycyjne święta w nietradycyjny sposób. Mogę chociażby jeść kinder niespodzianki zamiast tradycyjnych pisanek na Rapa Nui. Wyspa Wielkanocna w Wielkanoc to plan na najbliższe 33 lata. Zaznaczę, że nie ma tu lokowania produktu, po prostu lubię te czekoladowe jaja (i prosiłbym bez zbędnych skojarzeń, perwersy).

4. SZALONE MARZENIA:

Przespacerować się po szklanym moście w Chinach czy szlakiem śmierci w Hiszpanii. Złapać byka za rogi, albo iść o krok dalej, pogłaskać tu i ówdzie bydło szkockie lub wziąć udział w gonitwie byków w Pampelunie. Jedno jest pewne, wraz z nowym rokiem, zrobię coś szalonego.

5. PODWODNE MARZENIE:

Nurkować na rafie koralowej. Penetrowanie podwodnego świata to coś co marzy się każdemu podwodnemu zwyrolowi. Już mi się micha cieszy na myśl o krystalicznie czystej wodzie.

6. KRÓLEWSKIE MARZENIE:

Poczuć się jak książę, podczas eksploracji bawarskiego zamku w bajkowej scenerii Neuschwanstein. Wiecie co mam namyśli – tanie wina z niemieckiego Aldiego, niedrogie noclegi, najlepiej w namiocie za zamkiem i to bezcenne selfie o poranku na tle zamku. Poczuć się jak król tanich podróży, ale tak na bogato. Prestiż i luskus w niepogłębionym wydaniu, czyli to co tygryski lubią najbardziej.

7. BUDOWLANE MARZENIE:

Zbudować igloo na Antarktydzie lub Grenlandii, albo przynajmniej mur obronny. Porzucać się śnieżkami z kompanami z wyprawy, czy ulepić bałwana, by nie czuć się samotnie, gdybym wybrał się tam jednak w pojedynkę.

7. MARZENIA Z ROŚLINAMI: 

Spokojnie dendrofile, nie chcę Was nadto rozbudzać. Bardziej chodzi mi o zobaczenie kwitnących wiśni w Japonii, spacerowanie gołą stopą po polanach w górach czy też inne takie mało sprośne rzeczy. A jak już jesteśmy przy świnkach, to przejdźmy do kolejnego marzenia.

8. MARZENIA ZE ZWIERZĘTAMI:

Coś interesującego dla zoofili? Na pierwszy rzut oka tak by się mogło wydawać, ale nic bardziej mylnego. Faktycznie chodzi mi o marzenia z udziałem zwierząt zboki, ale nie takie… Marzy mi się zobaczyć flamingi w ich naturalnym środowisku, posmyrać po brzuszku żółwia na Galapagos, złapać za trąbę słonia, fotografować kolibry w Ekwadorze,  nie dać się okraść małpkom na Giblartarze, a może nawet karmić owce na Wyspach Owczych. Jest tyle wspaniałych zwierząt, że nie potrafię się zdecydować.

9. ŚWIETLISTE MARZENIE: 

Zobaczyć świecący plankton na Malediwach, w Omanie, czy w jakimkolwiek innym miejscu na Ziemi, to iście świetliste marzenie. Niech i mi oczy się zabłyszczą z radości w nowym, oby lepszym 2021 roku.

10. POWRACAJĄCE MARZENIE:  

Popłakać pod ścianą płaczu z radości po powrocie do Izraela, to kolejne z listy moich marzeń. Niewiele jest krajów na Ziemi, do których tak chętnie wracam jak właśnie tu. Izrael ma w sobie pewien magnes, który mnie bardzo silnie przyciąga i sprawia, że wracam tu chętniej jak nigdzie indziej. Tego, że tam wrócę jeszcze nie raz, jestem pewny. 

11. ŻOŁNIERSKIE MARZENIE: 

Nie chodzi mi o wstąpienie do amerykańskiej armi, ale stanąć kiedyś u boku żołnierzy armi terakotowej to chciałbym i to bardzo.

12. MARZENIE SENNE:

Odpłynąć gdzieś z dala od ludzi, by podziwiać w ciszy gwiazdy i zasnąć w nieznanym miejscu gdzieś nad wodą. 

13. MARZENIE BEZSENNE:

Nie spać całą noc i podziwiać zorzę polarną w Tromsø.

14. MARZENIE BYCIA OPARCIEM:

Trzymać wieżę w Pizzie, tak mocno, by nie runęła. Warto być czasem dla kogoś lub czegoś oparciem. Człowiek czuje się wtedy taki potrzebniejszy dla świata.

15. MARZENIE PORZUCENIA:

Rzucić pewnego pięknego dnia wszystko i pojechać w Bieszczady.

16. TĘCZOWE MARZENIE:

Zobaczyć tęczę nad tęczowymi górami w Peru.

17. MARZENIE Z GÓRY:

Zobaczyć widok z najwyższego budynku świata Burj Khalifa w Dubaju lub przelecieć się balonem nad turecką Kapadocją, czy zachwycić się nad Wielkim Kanionem w USA. Świat z lotu ptaka nabiera zupełnie innego wymiaru.

18. MARZENIE Z DOŁU:

Wykonać fotografie pięknych miejsc właśnie z pozycji na żabę, zbliżone do tych z Wielkiego Meczetu Szejka Zajida w Abu Dhabi lub Taj Mahal w Indiach.

19. MARZENIE FILMOWE:

Zaistnieć jak Lara Croft w Świątyni Angkor Wat i poczuć magię tego miejsca.

20. DOBRE MARZENIE:

Nie mam tu na myśli zobaczenie Jezusa w Rio czy w Świebodzinie. Bardziej chodzi mi tu o to, by nakarmić i napoić wielbłąda na pustyni czy pomóc potrzebującemu w podróży.

21. SMACZNE MARZENIE:

Zjeść łososia norweskiego w Norwegii. Spróbować szwajcarskiego sera w Szwajcarii. Zjeść kebap w Turcji. Przypomnieć sobie smak belgijskich frytek w Brukseli. Wypić symbolicznie whisky w Szkocji czy zapalić cygaro na Kubie. Zasmakować porto w Porto. Zjeść kremówkę w Wadowicach lub loda będąc na lodowcu. Zjeść znów spaghetti bolognese w Bolonii czy pizzę w Rzymie. Wypić sake w Japonii lub spróbować syropu klonowego w Kanadzie. Jeśli chodzi o jedzenie i picie to mogę tak wymieniać bez końca…

22. NIESMACZNE MARZENIE:

Spróbować różne dziwne rzeczy jak durian, grillowane owady lub skorpiony. Chciałbym też zjeść zupkę chińską w Chinach, zasmakować prażonych mrówek, koników polnych i temu podobnych “przysmaków” kuchni azjatyckiej. Dla odmiany skosztować kiszonego śledzia i mieć się po tym wszystkim całkiem dobrze. Czasem warto wyjść z pewnej strefy komfortu. Warto być ciekawym świata, a więc smaków i zapachów.

23. MARZENIE Z POCIĄGIEM :

Wsiąść do pociągu byle jakiego, zadbać jedynie o bilet na najbliższy kurs i nie zwracać uwagi dokąd się nim dostanę, choćby to miała być kolej transsyberyjska lub kolejka Gelmer w Szwajcarii.

24. RELAKSUJĄCE MARZENIA:

Zadbać o totalny relaks w hamaku na rajskiej wyspie i nie muszą to być wyłącznie Malediwy.

25. TRADYCYJNE MARZENIE:

Mam tu na myśli marzenie odnoszące się do poznawania kultury i tradycji innych państw. Tak dla przykładu, chciałbym kiedyś zatańczy Zorbę w Grecji.

26. MARZENIA POLSKIE:

Zobaczyć wszystkie Parki Narodowe w kraju i odnaleźć spokój w podróży, też ten wewnętrzny.

27. MARZENIA ZAGRANICZNE:

Zwiedzać wielkie i te małe zagraniczne miasta bez limitów, bez ograniczeń, bez znaczenia w których się pojawię. O wschodzie słońca chciałbym dotrzeć do jordańskiej Petry lub po zachodzie podziwiać wielkie metropolie.

28. TAJEMNICZE MARZENIA:

To marzenia do odkrywania nowych opuszczonych miejsc: Oradour-sur-Glane we Francji, Poggioreale na Sycylii, Belchite czy Castillo de Butron w Hiszpanii, Craco, Poggioreale i Pentedattilo we Włoszech, Tyneham i Hallsands w Wielkiej Brytanii, Vilarinho da Furna w Portugalii, Pyramiden w Norwegii, Spinalonga w Grecji, Grablje i Kupari w Chorwacji, opuszczony nazistowski hotel Prora, Kolmanskop w Namibii, ale i powrotu do tych które już widziałem jak np. Czarnobyl. Wybrać się do państw, które formalnie nie istnieją jak np. Naddniestrze lub zasiąść w kręgu tajemnic z Roswell. Pewnym jest, że w nowym roku chciałbym odkryć jakieś tajemnicze miejsca.

29. NIEMĄDRE MARZENIA :

Wybrać się w miejsca niebezpieczne, w których adrenalina sięga zenitu i czasem bywa naprawdę gorąco. Wrota Piekieł w Derweze i przejście się po zboczu czynnego wulkanu.

30. MĄDRE MARZENIA:

Zwiedzić jak najwięcej krajów przez kolejne 33 lata. Na pewno odwiedzić wszystkie kontynenty i zobaczyć jak najwięcej obiektów z listy światowego dziedzictwa UNESCO, w tym Pamukkale w Turcji.

31. PIĘKNE NA SWÓJ SPOSÓB MARZENIA:

Wykonać zdjęcia w pięknych miejscach, w których nigdy nie byłem, jak i w tych do które z uwagi na ich piękno warto ponownie fotografować. Mam tu na myśli m.in. Preikestolen w Norwegii i  stanąć ponownie na języku trolla. Fajnie byłoby też wrócić do tych, do których się wybrałem, ale zapomniałem zabrać ze sobą aparatu jak np. Paryż, w którym wieża Eiffla jest piękna na swój sposób.

32. STAROŻYTNE MARZENIA:

Podziwiać starożytne kultury np. w Machu Picchu i zachwycać się tam wschodem lub zachodem słońca lub wysypać tony piasku z butów pod egipskimi piramidami.

33. MARZENIA Z MAGAZYNÓW:

Wykonać zdjęcia, które znajdą się na okładkach magazynów i gazet np. National Geographic, Świerszczyka lub chociaż Naszego Dziennika oraz dalej publikować i to jeszcze więcej zdjęć piękna otaczającego nas świata w Vogue Italia.

Jeśli spodoba podoba się Wam choć jedno moje marzenie, miło mi będzie jak polubicie ten wpis lub udostępnicie go na swoich  kontach na Facebooku. Jednego jestem  natomiast pewny,

ŻYCZĘ WAM BY 2021 ROK BYŁ DLA WAS ROKIEM SPEŁNIANIA WASZYCH MARZEŃ.

Trzymam dziś mocno za nie kciuki.

Za pomoc w realizacji moich marzeń dziękuję Patronom,

bo ten blog powstaje dzięki właśnie Waszemu wsparciu :

 

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam,
Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

Fotografie marzeń pochodzą z portalu:

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM


✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Blog | Marzenia | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Warszawa | Bloger |Traveler| Fotograf Płock | Blogowanie|  Zwiedzaj online | Polska| Podróżniczy blog| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w podróży | Zwiedzanie online | Happy New Year | Turystyka | Szczęśliwego Nowego Roku|Patronite 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Zdrowych Świąt i Normalnego Nowego 2021 Roku

Święta i Nowy Rok,

nadszedł czas podsumowań,

ale to również czas życzeń i podziękowań.

To był bez wątpienia dla wielu z nas najdziwniejszy rok.

Kochani życzę Wam dziś byście weszli w Nowy Rok radośnie,

pełni nadziei i optymizmu, że 2021 rok będzie lepszy od poprzedniego.

Dziękuję również moim wszystkim Patronom, Przyjaciołom i Rodzinie za Wasze wsparcie.

Bez Was nie byłoby mnie, bloga, poszukiwań krowy i wielu innych głupot, które są wraz ze mną w pakiecie.

Jeszcze raz życzę Wam wszystkim zdrowych, wesołych, normalnych Świąt Bożego Narodzenia i dużo nawzajem.

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Blog
#Travel
#Patronite
 #Photography
 #Merry Christmas  

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Blog | Merry Christmas | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Warszawa | Bloger |Traveler| Fotograf Płock | Blogowanie|  Zwiedzaj online | Polska| Podróżniczy blog| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w podróży | Zwiedzanie online | Życzenia Świąteczne | Turystyka |Patronite 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Kamieńskie

ABC o wsi Kamieńskie

Czas się do czegoś Wam przyznać. Każdy ma jakiś fetysz. Mnie podniecało od zawsze podróżowanie. Dawało do myślenia, pomagało lepiej żyć, pozwalało marzyć. Przyjazd do nowego miejsca, zawsze wiązał się dla mnie z odkrywaniem nowych emocji, zarówno tych pozytywnych jak i tych mniej. Wszystko to zawsze uważałem i nadal uważam za cenne doświadczenie, którego dziś nie zamieniłbym za nic.

Piękne jest to, że podróże z jednej strony są zawsze tym samym, ale z drugiej przecież zawsze czymś zupełnie innym. Tak sobie myślę, że to chyba w tym wszystkim kręci mnie najbardziej. To wszystko pozwalało i nadal pozwala odkrywać zarówno świat, ale i wewnętrzny spokój. No chyba, że na wyjazd wybierasz się z rodziną…

A jak absolutna cisza

Podróż jest stosunkowo zdrowym rodzajem uzależnienia, którym dziś się chcę z Wami dzielić. Teraz pytanie jest tylko do Was, czy jesteście gotowi, by się uzależniać? Zdradzę Wam, że tym razem wyjazd miał zapowiadać się wyjątkowo. Wyprawa z siostrą, mamą, dziesięcioma tonami zbędnych bagaży, kłótnie, wyjazd na mazurską wieś, pies i ja – czyż nie zapowiadało się ciekawie? Wyprawa po wewnętrzny spokój, to coś w tym wypadku jak „Mission Impossible”, tylko od razu zaznaczę, że ja nie jestem, nie byłem i nie będę Tomem Cruisem.

Cały czas w głowie miałem jedno pytanie: czy podczas tej wyprawę odnajdę choć odrobinę ciszy, którą introwertycy tak sobie cenią? No nic, jedźmy dalej, byle do celu wówczas myślałem. Oddalając się wraz z kolejnym kilometrem od domu, byłem przekonany, że tym razem oddalam się i od celu, a wysoce prawdopodobnym jest, że ten może nie zostać zrealizowany, choć w głębi serca nie traciłem nadziei.

Kamieńskie, bo tu po dobrych kilku godzinach jazdy autem  trafiliśmy, to faktycznie niewielka wieś znajdująca się w południowo–wschodniej części województwa warmińsko–mazurskiego. Zlokalizowana jest w powiecie piskim, w gminie Orzysz. To tak tytułem wstępu, byście mogli sobie wyobrazić, gdzie uprowadziła mnie własna siostra i mama. Okoliczne drogi w wielu miejscach nie są najlepszej jakości, ale ma to swój urok. Nie ma co się czepiać, lepiej zacznijmy wszystko od początku.

Trafiliśmy tu tak naprawdę dzięki życzliwości przyjaciół mojej siostry – Małgorzaty i Tomasza. Dziękuję Wam w imieniu swoim, ale i myślę dziewczyn. Dziękuję szczególnie za życzliwość, gościnność i zaufanie, którym nas obdarzyliście. To Wy okazaliście się bohaterami tego wpisu i Wam należy się te proste, ale najszczersze 10 liter DZIĘKUJEMY. To dzięki Wam mogłem spotkać się po dłuższej przerwie i w tak pięknych okolicznościach natury spędzić czas z nią samą, ale i przede wszystkim z rodziną. Gdyby nie Wy, nie byłoby dziś ani tego wpisu, ani tych zdjęć, ani tych wspomnień.

 

B jak bliskość z naturą

Mnogość pól i lasów, ogromne jezioro pod nazwą Orzysz, tutejsza fauna i flora dały sporo nadziei, że jakoś odnajdę się w tym wszystkim. Sama powierzchnia jeziora to ponad 1000ha i znajduje się na obrzeżu pięknego Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Wieś, choć jest niewielka, to położona na pograniczu Krainy Wielkich Jezior Mazurskich i Pojezierza Ełckiego. W pobliżu przepływa również strumyk Czartówka, który jest dopływem jeziora Orzysz.

Całość jest bez wątpienia bardzo malowniczo położona, a sama miejscowość choć ma charakter wypoczynkowy, to i tak nie przytłacza ilością turystów jak inne, bardziej popularne miejscowości krainy tysiąca jezior. Uważam to za bardzo duży atut tych stron. Tutaj naprawdę można wypocząć w ciszy i nie jest to pusty reklamowy slogan. Zdradzam Wam, że spotkałem podczas wyjazdu krowy, ale żadna z nich nie zdecydowała się wyruszyć ze mną w podróż, dlatego poszukiwania trwają dalej. Dla nie zorientowanych w temacie zostawiam link z wyjaśnieniem WTF z tymi krowami.

Co jeszcze poza kontemplacją ciszy można robić w takim miejscu zapytacie? Wiele rzeczy można np. w ciągu dnia kłócić się z siostrą, słuchać dobrych rad mamy. Można też wypożyczyć kajaki, łodzie wiosłowe czy motorowe, żaglówki, skutery wodne. Ewentualnie dla tych co wolą zostać na lądzie świetnie zamiast rowerków wodnych sprawdzą się klasyczne rowery górskie, które można wypożyczyć w okolicy. Ewentualnie dla fanów spacerów jest wiele miejsc na wycieczki piesze po okolicznych lasach. Wieczorami można siedzieć przy ognisku czy grillować i zajadać się różnymi smakowitościami. Jest to również świetny punkt do bazy wypadowej na dalsze wycieczki krajoznawcze. Można wsiąść w auto i ruszyć do Mikołajek, Giżycka, Fromborka, Olsztyna, Gierłoży, Mrągowa, Świętej Lipki czy wielu innych ciekawych okolicznych miejscowości. Jeśli postanowicie tu jednak zostać nie pożałujecie, ta bliskość z naturą, pozwoli odnaleźć spokój ducha. Dziś już wiem, że Mazury to prawdziwie zaskakujący region i to nie tylko pod względem zapierających dech w piersiach krajobrazów. Jeżeli nie kłóciliśmy się za dużo z siostrą widać, że ten niesamowity żywioł jakim jest woda, potrafi wyciszyć nie tylko mnie.

C jak ciekawostki z Mazur

Warmia i Mazury to nie tylko piękne krajobrazy oraz wielkie jeziora. Region skrywa wiele tajemnic. Zebrałem Wam kilka ciekawostek z tego regionu. Mam nadzieję, że przynajmniej o kilku z nich do tej pory jeszcze nie słyszeliście.

Czy Mazury są naprawdę Krainą Tysiąca Jezior?

To tylko potoczne określenie tego regionu. Na Mazurach można doliczyć się bowiem około 2 600 jezior, czyli grubo ponad dwa razy więcej niż zwykło się mawiać.

Czy na Mazurach zawsze jest cisza i spokój?

Tak pięknie nie ma. Jest wiele bardzo turystycznych  miejsc, w których nie brakuje głośnych turystów. W końcu to też właśnie na Mazurach krzyczy się najgłośniej w Polsce, ponieważ od około 20 lat, w tej części kraju odbywa się Międzynarodowy Konkurs Krzyku. Wydarzenie jest jednym z nielicznych tego typu konkursów na świecie. By wziąć w nim udział, na Mazury przyjeżdżają nie tylko mieszkańcy Polski, ale również obcokrajowcy. Na czym polega sam konkurs? Wystarczy przez 5 sekund krzyczeć do specjalnej aparatury. Najlepsze wyniki przekraczały wartość 138 dB. Jak dobrze, że od Kamieńskich do Gołdapi (bo tu odbywa się konkurs) jest ponad 100 km.

Czy na Mazurach znaleźć można piramidy?

Na Mazurach w miejscowości Rapa znajduje się grobowiec rodziny barona Friedricha von Fahrenheita. Wzorowany na egipskich piramidach ma wysokość prawie 16 metrów. O polskiej piramidzie powstało wiele legend. Pamiętajcie, że jest to oczywiście pomniejszona wersja piramidy Cheopsa, lecz wielu ludzi uważa, że tak jak jej egipski odpowiednik i ta piramida skrywa w sobie nieodkryte sekrety. Jednym z nich jest wzmożona aktywność pola magnetycznego wokoło piramidy. Inni twierdzą zaś, że przez specyficzny rodzaj promieniowania, piramida potrafi uzdrawiać. Jak jest naprawdę? Wybierzcie się tam i najlepiej przekonajcie osobiście.

Skąd się wzięło określenie Mazury?

Zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się ta nazwa? Pochodzi ona od przedrostka ,,maz’’, który oznaczał ,,smolić’’. Połączenie przedrostka ,,maz’’ z przyrostkiem ,,ur’’ stworzyło określenie, którym nazywało się smolarzy. Zamieszkiwali oni leśne tereny w regionie jezior i to właśnie od nich mamy dzisiejsze określenie Mazury.

Gdzie spalono ostatnią „czarownicę” w Europie?

Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło w 1811 roku na wzgórzu szubienicznym przy drodze z Reszla do Korsz na Mazurach. Kobieta nazywała się Barbara Zdunk i miała młodszego od siebie kochanka. Nie pogodziła się z jego odejściem. Często go nachodziła. Kiedy pod jego dom podłożono ogień, który strawił prawie całe miasteczko, mieszkańcy od razu uznali Zdunk za winną. Miejski sąd w Reszlu skazał ją za czary na śmierć przez spalenie na stosie. Był to ostatni w Europie wyrok skazujący „czarownicę”. Oj dziwne to były czasy, bardzo dziwne…

Legendy z nad jeziora Orzysz

Wśród tutejszych lasów i jeziora, na wzgórzu stała nieduża drewniana chatka, a w niej mieszkał stary rybak ze swoim synem, któremu na imię było Arys. Młodzieńca znano w okolicy z odwagi i unikalnej urody. W każdą niedzielę przejeżdżała tędy do pobliskiego kościoła piękna księżniczka Maria, której towarzyszył książę Artur, jej przyszły małżonek. Ludzie wychodzili wówczas przed chaty i nisko się kłaniali. Marii spodobał się Arys i uśmiechnęła się do niego mile. On zaś zauroczony jej uśmiechem z niepokojem czekał następnej niedzieli. Od tamtej pory Arys zaczął ciężko pracować, dniami na roli a nocami łowił ryby, które o świcie sprzedawał na targu. Gdy nazbierał już dużo talarów, rozdzielił je na dwie połowy. Jedną część dał drwalowi, drugą kowalowi, ponieważ byli to najodważniejsi chłopi we wsi. Miał bowiem pewne plany, do spełnienia których potrzebni mu byli kowal i drwal. Choć początkowo byli niechętni, finalnie pomogli Arysowi porwać księżniczkę, która nawet nie stawiała oporu, ach te księżniczki, aż chce się napisać. Sam książę Artur widząc ją uszczęśliwioną, nigdy już nie pokazał się na dworze. Wówczas księżniczka Maria poślubiła Arysa, a ojciec jej podarował im wieś. Tak wiem nuda, żyli długo i szczęśliwie i na potęgę korzystali z 500+. Dlatego mam jeszcze dla Was drugą, myślę krótszą lecz ciekawszą opowieść.

Nad jeziorem Orzysz znajduje się po dziś dzień tajemnicza wyspa na którą dawniej łodziami zwożono zwłoki zmarłych z różnych okolic. Stworzono tam wyspę umarłych, na którą mało kto odważył się zapuścić. Do dziś mawia się, że na wyspie straszy. Pytanie jest teraz do Was, czy odważycie się popłynąć tam i sprawdzić to osobiście?

Podsumowanie

Reasumując cały wyjazd, powiem Wam – było warto. Miło jest budzić się z dala od zgiełku miasta, wybrać się na pomost, by poczuć rześki powiew powietrza i podziwiać tutejszą mgłę o poranku czy po zachodzie słońca. To tu miałem okazję wyjść przyrodzie na spotkanie. Warto jest czasem spotkać się z nią twarzą w twarz, a momentami spojrzeć jej dosłownie oko w oko. Mogłem znów przypomnieć sobie, jak przyglądanie się jeziorom, lasom czy łąkom otwiera umysł. Pozwala też poczuć jedność człowieka  z naturą, o której dziś tak wielu z nas zapomina. Do dziś pamiętam, że najważniejszym wtedy było to, że mój umysł wędrował pomału,  najczęściej w kierunku niezbyt zgodnym z zamierzonym, ale co ważne w zgodzie z otoczeniem.

Dziś cieszę się, że dałem namówić się siostrze na ten wyjazd, tym bardziej, że trafiliśmy tam poza sezonem. Momentami miałem wrażenie, że nad tak wielkim jeziorem jestem tylko ja. Ta pustka była dla mnie czymś wyjątkowym i kończyła się w momencie, gdy przyszła Monia z pytaniem: „chcesz herbaty”? Dziś uważam, że miało to swój urok.

Gdy zapytacie mnie czy warto pojechać na Mazury? Odpowiedź jest tak banalna jak samo pytanie. Mazury są piękne, a wieś Kamieńskie unikatowa. Jeziora, lasy, dużo rzadkich ptaków i innych zwierząt. W samej wsi jest sporo jeszcze starej zabudowy oraz życzliwych ludzi. To wszystko zostanie na długo w mojej pamięci, a i czas spędzony z mamą i siostrą wydaje się również bezcenny. Marek Twain powiedział kiedyś: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.” Zabierz ze sobą bliskich, albo daj im się porwać, zaufaj czasem podróżom, a raczej nie będziesz żałowała czy żałował. Ja romantycznie dodam – nie stój więc jak widły w gnoju i rusz się. Na koniec zapraszam Was do obejrzenia jeszcze kilku kadrów z tego wyjazdu, być może one zainspirują do własnych mazurskich eksploracji.

 

   

 

 

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Kamieńskie #Mazury #Polska
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Mazury | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Mazury | Wieś Kamieńskie| Fotograf Kamieńskie | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Traveling| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Kraina tysiąca jezior | Co warto zobaczyć na Mazurach| Zwiedzanie Mazur | Kamieńskie zwiedzanie | Mazury atrakcje | Mazury co zobaczyć | Wioska Kamieńskie | zwiedzanie | Mazury atrakcje | Atrakcje Mazury| Mazury co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć na Mazurach | Zwiedzanie Mazur | Traveler | Podróżniczy blog | Wycieczki po świecie | Turysta |Mazury travel 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020