Stołpie

ABC o tajemniczej wieży w Stołpiu

Czołem Ananaski, dziś kolejna eksploracja w województwie lubelskim. Zabieram Was na wieś nad dolinę rzeki Garki. Pakuję w plecak aparat i przy wsparciu mojego nowego Patrona, któremu dedykuję ten wpis, ruszam w drogę do znajdującej się w odległości około 10 km od Chełma i 60 km od Lublina miejscowości Stołpie. ElPiteros, dzięki za wspólny wypad. Wróćmy do sedna, do naszej wioski. Jak się pewnie domyślacie, sama jej nazwa wiąże się ze wznoszącą się tu wieżą, zwaną dawniej Stołpem, o której wzmiankowano już w 1204 roku. Prowadzono też specjalistyczne badania, z których wynikało, że mogła ona stać tutaj już dużo wcześniej. Zdania na ten temat są podzielone, ale może i dobrze, bo nudno byłoby, gdyby się wszyscy we wszystkim ze sobą zgadzali. Z resztą więcej o braku wzajemnej aprobaty będzie jeszcze za chwilę. Poniżej tradycyjnie już mapka, byście mogli sobie uzmysłowić, gdzie znajduje się dzisiejsza atrakcja. Jesteście gotowi? No to ruszamy do jednej z najbardziej tajemniczych wież tej części Polski. 

A jak atrakcja czy nie, o to jest pytanie?

Wieża w Stołpiu to główna atrakcja turystyczna tej wsi i już od początku rozwiewam wszelkie wątpliwości w tej kwestii, naturalnie moim subiektywnym zdaniem. Są jednak głosy, że ważniejszą jest przystanek autobusowy na którym przyjezdnych wita wielki napis: “JEBAĆ LGBT”. Myślę, że lubiące seks środowiska homoseksualne masowo skorzystają z takiego kuszącego zaproszenia, a może wypadałoby nazwać to wprost – erotycznej propozycji – tajemniczego przystankowego malarza, który ten zabytkowy fresk wykonał i z którym włodarze od dłuższego czasu nic nie robią. Przystanek PKS jest niedaleko od wieży, będąc tam zobaczcie go więc koniecznie.

Zostawmy dziś atrakcję nr 2 na dalszym planie. Mój blog, moje zasady, a jak się nie podoba to zabierajcie zabawki i przenieście się do nowej piaskownicy i szukajcie sobie sami krowy, która zmieni zdanie. Już w tym momencie Wam zdradzę, że i tym razem się nie udało. Uzmysławiam sobie jak trudny i ambitny cel obrałem, ale nie traćcie nadziei i zrozumcie moje rozgoryczenie i frustrację wynikającą z kolejnej porażki. Dla niewtajemniczonych podaję link, byście mogli poczytać i dowiedzieć się o co chodzi z tą krową patronite.pl/rafalbil Tematem dnia ma być wieża w Stołpiu, która też w społeczności lokalnej budzi sporo kontrowersji. Dlatego skupmy się na niej i przejdźmy do rzeczy.

Przyznam Wam się też szczerze, że przygotowując ten wpis, pokusiłem się o pewien research na temat głównej, tutejszej atrakcji. Na jednych z forów internetowych przekonałem się jak ruiny średniowiecznej wieży we wsi Stołpie potrafią budzić skrajne emocje. Kiedy jeden z komentatorów przyznał: “Ja bym to wyburzył. Ani to ładne ani potrzebne a tylko zagrożenie stwarza. Dzieci trza pilnować żeby tam nie lazły, menele się załatwiają i śmiecą. Taka prawda.”. Drugi mu natomiast odpowiedział: “Odsuń się analfabeto od klawiatury !”. Wiecie co w tym wszystkim jest piękne, że każdy ma prawo w podróżach wyrażać swoje opinie i subiektywnie oceniać, czy mu się coś podoba czy nie. Podobnie przecież może ktoś wyruszyć do Egiptu, gdzie zobaczywszy piramidy uzna: “eee słabo, w katalogu biura podróży wydawały się większe” i rozumiecie, stajecie przed kolebką starożytności i symbolami kultury i dorobkiem człowieka z przed ponad dwóch i pół tysiąca lat przed naszą erą i jednym zdaniem oceniacie dorobek cywilizacyjny ludzkości, mówiąc że: “w katalogu wyglądały lepiej”. Można, no można – bo mamy w końcu demokrację i wolność słowa, przynajmniej teoretycznie. Wróćmy jednak z Egiptu do województwa lubelskiego, bo to właśnie tu, tuż przy drodze krajowej nr 12 dumnie stoją ruiny czworobocznej kamiennej wieży powstałej w średniowieczu w kręgu kultury zachodnio-romańskiej. Budowla jest wysoka na około 20 metrów, a ściany ma zbliżone do kwadratu mierzącego około 6 metrów (dzięki tym informacjom będzie Wam łatwiej ją sobie wizualizować). Ciekawostką jest to, iż na zewnątrz wieża jest kwadratowa, a wewnątrz okrągła. Zawsze jak jestem w takich miejscach to zastanawiam się nad legendami, które skrywają mury tej mrocznej budowli.

B jak biała dama

Od razu po przyjeździe tu zacząłem deliberować, czy w tej wieży zamknięta była jakaś księżniczka, która po dziś dzień straszy mieszkańców? A jeśli nawet, tak to wnioskuję, że musiała to być niegrzeczna dziewczynka, bo grzecznych przecież się nie zamykało. Ale scenariusze w tej kwestii zostawiam Wam i Waszym wyobraźniom, niech ponosi Was fantazja. Wiedzcie tylko, że w średniowieczu było modne takie karanie niewiast (informacja pozyskana została na zasadach tajemnicy dziennikarskiej od lokalnych fanów podwarszawskiego klubu bdsm i więcej na ten temat nie mogę Wam zdradzić, no chyba że mnie zaprosicie na wódkę, spijecie i siłą wydobędziecie ze mnie tę tajemniczą legendę, którą skrywa ta budowla). Zaznaczę tylko, że Biała Dama nie sponsoruje tego wpisu (choćby mogła), ale gorszą wiadomością dla mnie było to, że niestety nie dało się wejść do środka wieży. Krata jest zamknięta na kłódkę, jak mówią lokalni mieszkańcy, od wielu lat, a dodatkowo obecnie w środku znajdziecie rusztowanie, gdyż trwają prace remontowe. Wewnątrz leży kilka artefaktów, w postaci butelek po różnych alkoholach. Pomimo, że nie byłem w środku, nie twierdzę, że miejsce to nie skrywa w sobie wielu ciekawych tajemnic. Jestem przekonany, że na przestrzeni tylu set lat, na pewno działo się tam nie mało.

C jak co jeszcze warto zobaczyć w okolicy?

Sama wieża znajduje się na wzniesieniu, w której okolicy nie brakuje zieleni. Na niedużym owalnym kopcu wypływa też źródełko, a tuż obok podobne drugie. Mówi się nawet o cudownych właściwościach źródła. Byłem też  świadkiem czerpania wody przez lokalnego mieszkańca i choć woda z niego wygląda na czystą, czy jest dobra nie wiem, gdyż się nie skusiłem. Wypowiem się za to na inny temat. Trudno jest tu wypoczywać, gdyż całość znajduje się bardzo blisko ruchliwej drogi, co zdecydowanie nie sprzyja klimatowi tego miejsca. Dodatkowo pobliskie zabudowania rzeczywiście psują krajobraz wokół wieży i z całą pewnością bez tych elementów obiekt ten wyglądałby znacznie ciekawiej. W okolicy jest jednak sporo drzew i krzewów, a w powietrzu unosi się zapach kwitnącego bzu, co dodaje uroku okolicy. Jeśli spytacie mnie czy warto tu przyjechać, to odpowiem, że mając na uwadze, że jest to prawdopodobnie najstarszy zabytek architektury romańskiej we wschodniej Polsce, a przez swoje nawiązania do kultury bizantyjskiej jest budowlą wręcz unikatową i nie mającą analogi na terenie całego kraju, to odpowiem że tak. Miejcie też na uwadze, że zobaczenie tego najstarszego zabytku architektury romańskiej we wschodniej Polsce można połączyć z wyjazdem do pobliskiego Chełma. Zobaczenie wieży w Stołpiu bowiem nie zajmie Wam wiele czasu, a będziecie mieli przekonanie, że widzieliście na własne oczy, najbardziej charakterystyczny zabytek Chełmszczyzny. Na Chełm i kolejne atrakcje turystyczne województwa lubelskiego jeszcze przyjdzie pora, także do następnego razu Ananaski.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#stołpie #lubelskie #rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Stołpie | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska | LBN| Trip| Rafał Bil Podróże| Zwiedzanie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Stołpie | Lubelskie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Gardzienice

ABC o Gardzienicach

Dziś czeka Nas bardzo spokojna wyprawa do równie cichego i przy tym urokliwego miejsca. Przyszła kolej na odwiedzenie Gardzienic. Zabieram Was na wieś leżącą zaledwie około 30 km od Lublina. To tutaj mogłem nie tylko wyciszyć się i odpocząć od zgiełku miasta, ale przede wszystkim odkryć coś nowego, ale o tym będzie nieco później. Sama wioska znajduje się w powiecie świdnickim, w gminie Piaski. Miejscowość słynie przede wszystkim z działalności znanego nie tylko w kraju, ale i na świecie Ośrodka Praktyk Teatralnych Włodzimierza Staniewskiego. Rozsiądźcie się więc wygodnie, czas rozpocząć podróż wzdłuż Szlaku Renesansu Lubelskiego. Przekonajcie się co warto zobaczyć właśnie w Gardzienicach.

 

A jak ariańska kaplica i inne atrakcje Gardzienic

Mogę śmiało napisać, że zabieram Was dziś do świata teatru, świętego spokoju, urzekającej fauny oraz flory. Dla mnie Gardzienice stały się wyjątkową przestrzenią, swoistą enklawą i to pod kilkoma względami. To tu skrywało się przez tyle lat przede mną tak wiele unikalnych atrakcji. Już na początku zdradzę Wam, że warto jest tu przyjechać choć na krótszą lub dłuższą chwilę, bo bez wątpienia jest to miejsce z urokliwym dla oka zespołem pałacowym oraz klimatycznym parkiem. Od północnej strony tutejszego pałacu w stanie nienaruszonym pozostała ariańska kaplica z początków XVII wieku. Urzekły mnie tutaj również koncerty ptaków, które subtelnie pozwalały mi odpływać na trawie w wiosennych promieniach słońca. Ciekawe czy tak samo wybrzmiewała by moja recenzja, gdyby lało, było zimno i skończyły się zapasy słodyczy, które zwykle zabieram w podróż? Może te trudne pytanie pozostawmy bez odpowiedzi i przejdźmy do kolejnych atrakcji. Zwrócę uwagę na subiektywnie wybrane kilka miejsc, które tu zobaczyłem i uznałem za godne wyróżnienia na moim ekskluzywno-menelskim blogu podróżniczym.

Warto zwrócić uwagę na OFICYNĘ – jest ona oczywiście częścią kompleksu pałacowego. Na skutek pożaru w 1966 roku część parterowa uległa całkowitemu zniszczeniu do poziomu fundamentów. Ich stan techniczny ulegał regularnej dewastacji, a gdy oficyna została przekazana Ośrodkowi Praktyk Teatralnych “Gardzienice”, wówczas budynek poddano remontom i obecnie mieści się tu sala teatralna przeznaczona do prowadzenia prób i prezentacji spektakli, odbywają się w niej również sympozja czy sesje warsztatowe. W starszej, wschodniej części oficyny mieszczą się natomiast archiwalia teatralne, zbiory video i filmoteka oraz stanowiska do komputerowej archiwizacji zbiorów Ośrodka. 

Kolejny z budynków, który tu spotkałem SPICHLERZ – od 2005 roku jest własnością Ośrodka Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Tutaj grano większość spektakli Akademii Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Dzisiaj Spichlerz jest już po przebudowie. Stał się siedzibą Akademii Praktyk Teatralnych “Gardzienice”. Z przepiękną, trzykondygnacyjną salą teatralną z nowoczesnym wyposażeniem – windą zewnętrzną,  salkami wykładowymi, biblioteką multimedialną, garderobami i pokojami gościnnymi. Całość robi duże wrażenie i pokazuje jak w odpowiednio zarządzanej instytucji z ruiny można stworzyć coś utylitarnego.

Kolejne intrygujące miejsce to SZOPA. Na samą myśl o niej zastanawiam się jakie teatralne akcje z horroru rodem wzięte miały w  tej popegeerowskiej szopie miejsce. Obecnie mieści się tam sala prób i zgromadzeń oraz scena teatralna. Uwielbiam takie miejsca, wiecie dlaczego, bo zawsze skłaniają mnie do myślenia, jakie ciekawe, straszne czy niewyjaśnione historie może ona skrywać.

MŁYNARZÓWKA to Dom Fundacji. Budynek z końca XIX wieku. Obecnie funkcjonuje jako własność Fundacji Na Rzecz Wspierania Ośrodka Praktyk Teatralnych “Gardzienice”.  Na terenie całego kompleksu jest jeszcze MAGICZNY OGRÓD, ale po moich ostatnich kontaktach z UFO, o których możecie więcej poczytać tutaj, strasznie bałem się tam wejść. Z perspektywy czasu, uznam, że niepotrzebnie, bo niczego magicznego tam nie doświadczyłem, a szkoda. Zatem czas ogłosić, że w kategorii rozczarowanie wyjazdowe roku, sekcja Gardzienice wygrywa MAGICZNY OGRÓD. Wiecie jak jest, jeśli słyszycie, że będzie magicznie, a jest zwyczajnie to w finalnej ocenie nie może być inaczej.

Pamiętać więc należy, że nie tylko miejsca tworzą klimat, ale i ludzie. Zobowiązany więc czuję się wspomnieć, że działający tu Ośrodek Praktyk Teatralnych “Gardzienice” to instytucja kultury o charakterze autorskim. W ciągu ostatnich 40 lat pracowało tu kilkuset artystów i twórców kultury nie tylko z kraju, ale i z całego świata. Sam Teatr Gardzienice swoją nazwę wziął, jak się łatwo domyślacie od nazwy wsi. Piękne jest to że w unikatowych miejscach pracują wyjątkowi ludzie, tworzący niesamowite rzeczy. Choć to wszystko brzmi tak pompatycznie, niczym złotouste teksty na temat prezydenta RP jednego z twórców dalekiego memu sercu gatunkowi muzycznemu, ale bez dwóch zdań na słowa uznania zasługuje. Może lepiej nie będę już się tak spinał, bo i tak z bojlera na moim brzuchu kaloryfera nie będzie (przynajmniej w najbliższym czasie). Idźmy lepiej dalej, może spacer do kolejnych miejsc pozwoli na spalenie kilku zbędnych kalorii. Czuję się teraz jak Wasza prywatna Chodakowska.

Jeszcze bym zapomniał o pewnych ruinach. Miałem wrażenie, że to zabytkowa budowla znajdująca się niemalże u stóp dworu w Gardzienicach, ale nic bardziej mylnego. Wyczytałem się po powrocie do domu, że w II połowie XIX wieku ówczesny właściciel dóbr gardzienickich wybudował w tym miejscu okazałą i nowoczesną jak na tamte lata gorzelnię, która przynosiła spore zyski. Funkcjonowała ona jeszcze w I połowie XX wieku. Jednak nie są to żadne ruiny zamku, jak początkowo mi się mylnie zdawało.

Bez wątpienia w Gardzienicach skrywa się ciekawy kawał historii Polski, przyjedźcie tu, aby ją odkryć. Nie brakuje tu również legend, które skrywa sam pałac. Jedną z nich jest ta o córce właścicieli Pałacu, która wzgardziła całym tym majątkiem, gdy rodzice nie zaakceptowali jej związku z biedniejszym wybrankiem jej serca. To wówczas miało powstać określenie miejscowości Gardzienice, a nazwa ta przetrwała po dziś dzień, a przynajmniej tak stanowi jedna z tutejszych legend. Córkę natomiast wygnano do pobliskiej wsi określonej Wygnanowice.

Jest tu też legenda o siodle tureckim wysadzanym srebrem i drogimi kamieniami, ale nie będę Wam wszystkiego zdradzał. Zawsze warto zostawić choć trochę tajemnic tego miejsca, byście mogli je sami odkryć. Gdyby komuś z Was udało się przypadkiem odnaleźć to siodło, nie zapomnijcie dzięki komu się o nim dowiedzieliście. Nie ma natomiast legendy o krowie, co gorsze nawet nie spotkałem tu ani jednej krasuli. Dlatego poszukiwania mućki, która zmieni zdanie trwają nadal (więcej na ten temat możesz przeczytać tutaj).

B jak bezpieczeństwo

Gardzienice zachwyciły mnie, nie tylko swoim urokiem, ale dały też poczucie bezpieczeństwa i pozwoliły wypocząć oraz odzyskać wewnętrzny spokój. Dla mnie osobiście miejsce te stało się swoistą enklawą. Poczucie bezpieczeństwa nadaje tu bez wątpienia park, który zajmuje zachodnią i południową część wyniesienia łącząc się ze skarpą, oddzielającą od zachodu wyniesienie od doliny rzeki. Wiek rosnących tu drzew przekracza często ponad 100 lat. Znajdziecie tu piękną altanę lipową, krąg grabowy i graniczne szpalery; lipowy i grabowy. Gro drzewostanu stanowią powojenne nasadzenia klonów w różnych gatunkach. Aby Wam to wszystko było łatwiej sobie wizualizować, zdradzę Wam, że na terenie całego parku występuje około 400 drzew oraz ogrom krzewów. Znaleźć tu można graby i lipy, kasztanowce, topole oraz klony. Spotkałem tu pięknie kwitnący czarny bez, ale i tak największe wrażenie wywarła na mnie żółta magnolia. Być może dlatego, że zobaczyłem taką po raz pierwszy, nie mogłem wyjść z podziwu. Trzeba też dodać, że część drzew ze względu na mocno pochylony stan grożący w każdej chwili przewróceniem i stwarzający zagrożenie została przeznaczona do wycinki. Mimo to park sprawia wrażenie uporządkowanego, a znajdujący się na jego terenie niewielki ogród japoński, pozwala nie zapominać o panującym tu klimacie beztroski i pewnej harmonii.

C jak “Chwilo trwaj”

Będąc właśnie tutaj przypomniał mi się jeden z lepszych filmików promujących Lubelszczyznę, który widziałem. To on zainspirował mnie do poznawania regionu oraz przypomniał, że czasem nie trzeba jechać setek kilometrów, czy lecieć kilka godzin samolotem, by odnaleźć piękne i unikatowe miejsca. Film jest konsekwentną realizacją strategii promocji województwa lubelskiego. Pokazano w nim nasz region, jako miejsce gdzie można „odnaleźć siebie”, cieszyć się życiem w otoczeniu różnorodnej przyrody i fascynujących zabytków. Tego wszystkiego najlepszym dowodem jest właśnie miejsce do którego dziś trafiłem. Mając na względzie, że Gardzienice to przestrzeń twórczych spotkań ludzi teatru wywodzących się z różnych tradycji, to jedno jest pewne – trzeba tu będzie jeszcze wrócić i to nie raz. Nie mam też wątpliwości, że to ciekawe miejsce warto zobaczyć będzie, wybierając się na jeden ze spektakli. A teraz zostawiam Was ze wspomnianym wcześniej filmikiem i życzę miłego seansu. Trzymajcie się ciepło i do następnej podróży. Nie zapomnijcie polubić wpisu, udostępnić go na swojej tablicy i wysłać mi nudeski, które zrobicie sobie w Gardzienicach na priv .

 

Jak zostać moim patronem

Bardzo ucieszył mnie fakt, że do grona moich Patronów dołączyły pierwsze dwie osoby, które stały się bohaterami moich podróży. Dziś postaram się wyjaśnić krok po kroku w jaki sposób możecie również znaleźć się w tym doborowym towarzystwie i zostać moim Patronem, do czego zachęcam. Więcej o Patronite możecie też przeczytać tutaj.

  1. Na początek trzeba założyć i zalogować się na swoje konto Patronite, klikając w prawym, górnym rogu ekranu na stronie www.patronite.pl. Warto wiedzieć, że są tam dwa sposoby zarejestrowania się jako Patron. Pierwszy, rejestrując się za pomocą adresu e-mail lub drugi, wykorzystując posiadane konto Facebook. Rejestracja, późniejsza obsługa techniczna i korzystanie z serwisu są całkowicie bezpłatne. Nie ma żadnych ukrytych opłat za użytkowanie konta.

Aby się zarejestrować na stronie głównej kliknij ikonę ekranu logowania/rejestracji. Potem wybierz jeden z powyższych sposobów rejestracji. Wybierając zakładanie konta za pomocą adresu mailowego, będziesz musiał/a wypełnić podstawowe informacje o sobie. Możesz również spersonalizować swój profil, choćby przez dodanie krótkiego opisu czy avatara. Po założeniu konta, otrzymasz e-mail potwierdzający aktywację konta. Odbierz go i kliknij w podane łącze. Posiadając już aktywne konto, możesz się zalogować. W tym celu wykorzystaj właściwe pola (wybierając logowanie za pomocą Facebooka lub e-maila).

  1. Po zalogowaniu przechodzimy do wyboru Autora, którego chcemy wspierać. Można to zrobić na dwa sposoby:
  • wejść na stronę główną (patronite.pl) i stamtąd wybrać odpowiedni profil
  • lub skorzystać z funkcji wyszukiwania (słowo “Szukaj” w prawym górnym rogu)
  • mój profil znajdziecie pod adresem (www.patronite.pl/rafalbil)

  1. Po wejściu na wybrany profil wybieramy odpowiadający nam próg i klikamy na niego (podświetli się na niebiesko i pojawi się informacja „Zostań Patronem”).

Następnie można wybrać jedną z kilku metod płatności:

  • płatność kartą (iMoje)
  • płatność kartą (MangoPay)
  • PayPal
  • tPay

Na moim koncie opisane są dokładnie kwoty, którymi możesz mnie wesprzeć. Tam również wymieniłem nagrody, które otrzymasz za swoją hojność. By wybrać dany próg, wystarczy go kliknąć i gdy podświetli się on na niebiesko, pojawi się również informacja „Zostań patronem”. Po kliknięciu w tym miejscu zostaniesz przekierowany/a na stronę, gdzie możesz wybrać metody płatności i ostatecznie potwierdzić swój wybór.

  1. Na koniec powinniśmy dostać maila z potwierdzeniem i już możesz cieszyć się z samego faktu oraz korzyści, które zapewnia Ci bycie Patronem. Z góry bardzo Ci dziękuję za Twoje wsparcie, a informacje o bonusach dla moich Patronów znajdują się na stronie www.patronite.pl/rafalbil niebawem otrzymacie list z podziękowaniem, a potem kolejne niespodzianki, które dla Was przygotowałem 💙

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin |Patroni | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Palestyna | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger | Trip |  Zwiedzaj online | Podróż | Polska | Trip| Rafał Bil Podróże| Bloger podróżniczy| Traveler  |Patronite | Rafal Bil | Fotografia 🗺

Patronite

Patronite to platforma która łączy twórców z osobami, które są zainteresowane tym, co oni robią. Pozwala na wsparcie działalności osób, których twórczość obserwujesz za pomocą regularnej, finansowej wpłaty. Jesteś ciekaw jak to działa, wejdź i przekonaj się sam, link do mojego Patronite znajdziesz tutaj.

Nie znasz mnie? Zatem należy Ci się kilka słów na mój temat.

Jestem Rafał i jestem blogerem, fotografem, pasjonatem podróży i saunowania w jednej osobie. Jestem też wielbicielem słodyczy, kiepskiego poczucia humoru i dobrej muzyki. Miło mi, że trafiłeś na moją stronę. Liczę, że niedługo poznamy się lepiej. Na swoim blogu dzielę się wiedzą i fotografiami, tworząc content dla osób kochających podróże jak ja. Prowadzę blog w którym głównie skupiam się na podróżach, ale nie tylko. Czasem spontanicznie piszę o tym co mnie boli, cieszy, denerwuje. Staram się komentować otaczającą mnie rzeczywistość po swojemu, tak ją widzę, czuję i o niej myślę, strasznie cenię sobie przy tym niezależność. Cały czas mam jednak wrażenie, że prawda o mnie jest zdecydowanie bardziej skomplikowana niż ta zawarta w blogu. Pytanie jest tylko jedno, czy chcesz zaryzykować, aby ją lepiej poznać?
 

Czas na chwilę szczerości. Bardzo długo wzbraniałem się od założenia Patronite, ale ostatecznie zmieniłem zdanie no i jestem. W końcu jak powiadał Winston Churchill: “Tylko krowa nie zmienia poglądów”. Życie postawiło przede mną wiele nowych wyzwań, dlatego czas się z nimi zmierzyć, a z Twoim wsparciem, może się to okazać łatwiejsze. Może nawet uda się znaleźć krowę, którą wspólnie przekonamy do zmiany nastawienia. Gdybyś znał czy znała potencjalną kandydatkę, koniecznie daj mi znać na facebookowym fanpage. Przyznam się Wam, że tego typu ambitne cele, zawsze były moją mocną stroną.

Fotografią, blogowaniem i podróżowaniem zajmuję się dlatego, bo mało co daje mi tyle radości i satysfakcji w życiu i poczucia wolności, jak właśnie to. Chciałbym by mój blog był platformą do dzielenia się miłością i radością, jaką mam z podróżowania. Uważam, że w codzienności ważne jest to, by myśleć pozytywnie, kochać to, co się robi i robić to często. To właśnie w codzienności znaleźć można wiele sytuacji, które warto zatrzymać w kadrze na zawsze. Pozwól zabrać się ze mną w choć jedną wirtualną podróż, a może spodoba Ci się i zostaniesz ze mną na dłużej. Zapraszam Cię już dziś na moją stronę www.rafalbil.eu/podroze – rozgość się i czuj się tu dobrze.

Mój profil na Patronite powstał dlatego, że chciałbym jeszcze więcej, jeszcze bardziej profesjonalnie i przede wszystkim częściej opracowywać dla Ciebie moje wpisy z podróży, wierząc w to, że staną się inspiracją do Twoich wypraw. Z zebranych środków utrzymam serwer, domenę, zrealizuję kolejne wyprawy, zainwestuję w sprzęt i przede wszystkim będę starał się rozwijać mój blog najlepiej jak tylko potrafię, a Twoje wsparcie może mi w tym bardzo pomóc. Obiecuję nie wydawać pieniędzy na głupoty, a przynajmniej nie za często.

Wspierając mój Patronite, stajesz się bohaterem moich podróży. Bez Ciebie i Twojego wsparcia część z nich pewnie, by się nie odbyła.  To, w jakim kierunku się teraz udam oraz jakie wspomnienia i relacje przywiozę zależeć może również od Ciebie i hojności wszystkich moich Patronów. Mam nadzieję, że wirtualne eksploracje pozwolą Ci się oderwać od codziennych problemów i trosk oraz zobaczyć coś zupełnie nowego lub z nowej perspektywy. Liczę też, że uda nam się prędzej czy później spotkać i porozmawiać o tym wszystkim w świecie realnym. Zachęcam Cię do wsparcia mojego bloga na Patronite oraz z góry za nie bardzo dziękuję. Ze swojej strony obiecuję opracować teraz zaległe materiały z moich podróży i za zebrane pieniądze przygotować nowe eksploracje. Liczę, że sukcesywnie pojawiać się będą na moim blogu, a zdjęcia z wypraw znajdziesz też na moim instagramie.

🐄 Wsparcie przeznaczę w pełni na eksploracje zarówno w kraju, jak i poza granicami. Również dzięki Twojej pomocy od dziś żadna krowa na świecie, nie będzie mogła spać spokojnie. Choć wiem, że cel odnalezienia krowy co zmieni zdanie jest dość ambitny i może być go trudno w pełni zrealizować, to uważam, że warto próbować. Wierzę, że wspólnymi siłami może nam się to udać.
 
💻 Dodatkowo z tych środków utrzymam serwer i domenę, tak abyś mógł / mogła dowiedzieć się o kolejnych wyprawach i ustalać na jakim etapie są poszukiwania krowy oraz co przy okazji udało mi się jeszcze zwiedzić. 
 
📷 Zdradzę też, że jeśli uda mi się zaoszczędzić zebrane pieniądze i nie wszystko wydam na głupoty, to zainwestuję w sprzęt i ciekawe wyprawy, po to, by jak najlepiej rozwijać blog. 
 

W zależności od wysokości Twojego wsparcia, mam dla Ciebie różne prezenty w ramach podziękowania:

0 zł / miesiąc

✅ Nie możesz pomóc materialnie, nie ma najmniejszego problemu. Miło mi będzie, jak napiszesz wiadomość prywatną, że lubisz mój blog (oczywiście tylko jeśli Ci się on rzeczywiście podoba). Myślę, że cenny feedback od czytelników jest bardzo ważny dla każdego twórcy. Bardzo ucieszę się również, jeśli udostępnisz moją stronkę www.rafalbil.eu/podroze w swoich social mediach lub wrzucisz tam link z moim Patronite. Ta forma wsparcia też będzie dla mnie bardzo wiele znaczyć i bardzo Ci za nią już teraz dziękuję.

10 zł / miesiąc

✅ Twoje wsparcie jest dla mnie ważne. Dziękuję, że mi ufasz i doceniasz to, co robię i chcesz, bym tworzył nadal. Strasznie mnie to cieszy, motywuje i nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ogromnie to doceniam! Twoje imię i nazwisko lub jeśli wolisz ksywka, pojawi się pod minimum jednym wpisem podróżniczym w miesiącu, który opublikuję na moim blogu. Postaram się wyróżnić Cię na moim fanpage, ale w jaki sposób, niech pozostanie niespodzianką. Dodatkowo możesz liczyć też na osobistego e-maila ode mnie z podziękowaniem za Twoje wsparcie!

20 zł / miesiąc

✅ Wielkie dzięki, za zaufanie, umożliwienie rozwijania bloga i przede wszystkim za to, że mogę liczyć na tak duże wsparcia! Twoje imię i nazwisko lub jeśli wolisz ksywka, pojawi się pod minimum dwoma wpisami podróżniczymi w miesiącu, które opublikuję na moim blogu. Dodatkowo możesz liczyć też na osobistego e-maila ode mnie z podziękowaniem za Twoje wsparcie. Otrzymasz w nim również informacje z jakiego miejsca na ziemi będą moje kolejne wpisy podróżnicze. Wyróżnię Cię również na moim fanpage, ale w jaki sposób, niech pozostanie niespodzianką.

50 zł / miesiąc

✅ To się nie dzieje! Nawet nie wiem jak podziękować Ci za tak ogromne wsparcie, które, umożliwi mi rozwijanie bloga. Twoje imię i nazwisko lub jeśli wolisz ksywka, pojawi się pod minimum dwoma wpisami, które opublikuję na moim blogu. Dodatkowo możesz liczyć też na osobistego e-maila ode mnie z podziękowaniem za Twoje wsparcie. Przygotuję też wcześniej dla Ciebie informacje z jakiego miejsca na Ziemi będą moje kolejne wpisy podróżnicze. W drugim miesiącu wsparcia otrzymasz ode mnie również na e-mail autorską fotografię z moich podróży. Dodatkowo w oryginalny sposób wyróżnię Cię również na moim facebookowym fanpage.

75 zł / miesiąc

✅ To jest już nierealne. Gigantycznie Ci dziękuję za wsparcie! W podziękowaniu za to, otrzymasz ode mnie maila z osobistym listem, Twoje imię i nazwisko czy jeśli wolisz ksywka, pojawi się oczywiście na końcu każdego mojego wpisu podróżniczego na blogu. Otrzymasz w nim również przed wszystkimi innymi informacje z jakiego miejsca na Ziemi będą moje kolejne wpisy podróżnicze. Dodatkowo podaj mi koniecznie adres, na jaki mógłbym wysyłać Ci w drugim miesiącu wsparcia upominki czy pamiątki z moich podróży, a na Twoim e-mailu nie zabraknie również autorskiego zdjęcia w podziękowaniu za tak duże wsparcie. Zostaniesz również wyróżniony na moim facebookowym fanpage.

100 zł / miesiąc

✅ Cuda czasami się zdarzają! Teraz to już kompletnie nie wiem, jak powiedzieć Ci DZIĘKUJĘ. Nie spodziewałem się, że chcesz mnie tak bardzo wesprzeć. Myślę, że nawet nie zdajesz sobie sprawy jak wiele to dla mnie znaczy. W podziękowaniu za to wsparcie, otrzymasz ode mnie wszystko to, co Patroni powyżej. Dodatkowo, podczas mojego pobytu w Twoim mieście (lub okolicy) chciałbym zaprosić Cię na piwo/sok/kawę czy herbatę. Jeśli zbłądzisz na lubelski dziki wschód, koniecznie odezwij się do mnie, byśmy mogli na spokojnie spotkać się i porozmawiać o fotografii czy podróżach. W tym progu masz również możliwość zasugerowania tematu wpisu na moim blogu. Chciałbym byś mógł poczuć się nie tylko jako Patron, ale i byś miał realny wpływ na kreowanie mojego bloga.

200 zł / miesiąc

✅ To jest więcej niż cud! Nie ma takich słów by Ci podziękować! Tak wielka pomoc w tworzeniu materiałów, treści na www oraz zdjęć jest dla mnie bardzo zobowiązująca. Naturalnie otrzymasz ode mnie oprócz rzetelnej pracy i dostarczania regularnych materiałów na www, wszystko to, co Patroni powyżej. Dodatkowo, podczas mojego pobytu w Twoim mieście (lub okolicy) chciałbym koniecznie udać się z Tobą na obiad czy kolację. Zapraszam Cię nie tylko żeby Ci osobiście podziękować, ale i chciałbym Cię bliżej poznać i porozmawiać o podróżach. Może uda zaplanować się wspólną wyprawę. Co ważne, od czasu do czasu w Twojej skrzynce pocztowej, pojawi się coś oryginalnego z moich wypraw. Naturalnie podzielę się z Tobą również wykonaną przeze mnie fotografią z moich eksploracji, bo to obok poznanych ludzi i wspomnień uważam za najcenniejsze, co mam z moich wypraw.

Jak działa Patronite w trzech prostych krokach?

👍 Wchodzisz na profil Patronite osoby, którą chcesz wesprzeć, następnie wybierasz kwotę, którą chcesz wpłacić i dokonujesz płatności💸

✌ Po wszystkim zostajesz Patronem tej osoby 🤝

🤟 Otrzymujesz nagrody, które dla Ciebie przygotowała🎁

Jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz dorzucić coś do kolejnych podróży oraz wesprzeć mojego podróżniczego bloga, zapraszam Cię do zostania moim Patronem. To dzięki Twojemu wsparciu będę miał większą swobodę działania i poczucie, że to co tworzę jest wartościowe. Jeżeli chcesz mnie wesprzeć kliknij w ten link do mojego profilu na Patronite. Tutaj przeczytasz jak zostać moim Patronem.

 Jeśli masz jakieś pytania, napisz do mnie 📧 Kontakt znajdziesz tutaj.

#rafalbil #blog #fotografia #podróże #patrronite #travel

linia

Radio Fujka

Dziś krótki wpis o podróżach w nieznane i o muzyce, która towarzyszy nam podczas eksploracji. Zupełnie przypadkowo zastanawiam się czego słuchacie podróżując? Kiedy Fujka mówi nam kogo nie słuchać, okazuje się, że (nie)zwycięzcą w (nie)istniejącej liście przebojów mógłby zostać „Ostry Cień Mgły”,  ale nie zostanie, bo wszystko ma miejsce w (nie)istniejącym radiu, a szkoda. Nadszedł czas na subiektywne, ale muzyczne ABC z podróży.

🎧 A jak atrakcyjna muzyka

Tak sobie myślę, że może jest jeszcze za wcześnie. Może społeczeństwo nie jest na to gotowe. Trzeba nam jeszcze chwilę poczekać, ale prawdopodobnie już niedługo przyjdzie czas na jedynie atrakcyjną muzykę. Taką, której my Polacy oczekujemy. Na razie musi wystarczyć nam jako lider listy Fujki – Zenek i jego “prawdziwie” polska muzyka. Podobnie czekali przecież i inni słuchacze np. Ci z w Wenezueli, bo np. w Rosji czy na Białorusi mieli zagwarantowane to wcześniej. Jak na moje oko osiągamy nie tylko podróżnicze Himalaje, a nieistniejąca Fujka zmienia się nieformalnie w Rujka (Ruskie Jadło) i do tego bardzo niestrawne.

📻 B jak ból większy niż mój

Zapytam Was jeszcze, gdzie emigruje wolność artystyczna, wolność słowa i wolność w ogóle? Czas wyruszyć w podróż właśnie za nią – kto wybiera się ze mną? Jest jeszcze Kochani, jedna dobra wiadomość dnia dzisiejszego – dziś na pierwszym miejscu mojej (nie)istniejącej listy, w kategorii – Czego nie wypada słuchać w podróży i to Waszymi głosami został wybrany Twój ból jest lepszy niż mój – KAZIKA. Panu Kazikowi gratuluję. Na drugim i ostatnim miejscu znalazł T.Love z kawałkiem Jest Super.

⛔ C jak cenzura

Proszę mnie tu tylko z tego powodu nie posądzać o poglądy polityczne, bo sprawa nie jest polityczna. Tu chodzi wyłącznie o podróże, no i o muzykę oczywiście. Może jeszcze odrobinę o cenzurę, na którą pozwolić sobie Twórcy nie powinni, bez względu czy chodzi o fotografię, muzykę, malarstwo czy inną dziedzinę sztuki. Ciekawe też czy materiał (nie)istniejącej stacji może zostać uznany za niewłaściwy, szkodliwy, albo „niewygodny”, skoro nie istnieje. Witamy w kraju absurdu owianych ostrym cieniem mgły. Gdyby ktoś pytał o imię. Na imię mi Rafał i życzę Wam lepszego dnia.

Miejsce pierwsze KAZIK z kawałkiem Twój ból jest lepszy niż mój
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=o9LzNtpjhV0 

Miejsce ostatnie T.LOVE z kawałkiem Jest Super
źródło: https://www.youtube.com/watch?v=kfH1hxvAN30

#travel #kogoniesłychać  #kazik  #blog #fotografia #podróże #tlove 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Palestyna | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Podróż | Polska | Trip| Rafał Bil Podróże| Wolność Słowa | Twój ból jest lepszy niż mój | Kazik |T.love | Muzyka w podróży 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC O UFO W EMILICINIE

Dziś zabieram Was w wirtualną podróż pod jedyny w Polsce pomnik UFO. Przyszło nam żyć w dziwnych czasach, gdzie granice absurdu są mocno przesunięte, dlatego stosownym będzie, przenieść się do równie abstrakcyjnego miejsca, którym równo 42 lat temu żyła cała Polska. Żeby rozpocząć tę opowieść, trzeba cofnąć się więc do czasów Gierka. Obiecuję Wam, że nie będzie dziś wiele o polityce, a bynajmniej nie wprost, ale jeśli nie znosicie tamtych chwil, to jest to najwłaściwszy moment, by zamknąć tę stronę www. Jeśli natomiast jesteście ciekawi mojej opinii, to powiem Wam podobnie jak śpiewa pewien klasyk “jak do tego doszło nie wiem”, ale zostańcie ze mną do końca, bo dziś postaram się odbyć eksplorację w miejscu, które normalnie badałaby filmowa agentka Dana Scully, albo nawet pozostali pracownicy Archiwum X. Czeka więc na Was błyskotliwy wpis, niczym statek UFO wyposażony w światła strobo, na którym odbywa się gruby melanż. Jeśli daliście się ponieść wyobraźni, to lećmy dalej. Zabieram Was w podróż do Emilicina. Przedstawię Wam dziś jedno z trzech mistycznych zjawisk, którym obok latającego jednorożca i mojej dziewczyny są właśnie oni, czyli kosmici. Czas na subiektywne ABC o polskim UFO, a prawda nas jeszcze zadziwi i nie ukrywam, że przybyłem właśnie tu, bo w głębi serca liczyłem na porwanie i marzyła mi się nieziemska podróż 🛸.

➡ A jak absolutna prawda lub absolutne kłamstwo

Jak twierdził naoczny świadek, tych wydarzeń, dokładnie 42 lata temu w Polsce wylądowało UFO. Dnia 10 maja 1978 roku we wsi oddalonej niecałe 50 km od Lublina mieszkaniec Emilicina – Jan Wolski, doświadczył spotkania z kosmitami. Według swojej relacji z powrotu do domu, opowiadał, że tego dnia zobaczył dwie postacie, które miały około 150 cm wzrostu, zieloną skórę, obcisłe czarne kombinezony, skośne oczy i wystające kości policzkowe oraz dłonie, które wyróżniały się m.in. połączonymi błoną palcami. Choć do dnia dzisiejszego powstało wiele teorii spiskowych na temat spotkań z obcą cywilizacją, tak historia z małej wioski w województwie lubelskim, wydaje się mi bardzo interesująca, może również z uwagi na bliskość terytorialną rzekomych wydarzeń. 

Jak wspominał Pan Jan, same wieści o tych wydarzeniach bardzo szybko się rozeszły nie tylko we wsi, a przekazywano je wyłącznie z ust do ust (przypomnę młodszemu pokoleniu, kiedyś nie było facebooka czy instagrama i nie każdy mógł zrobić sobie instastories, czy utworzyć wydarzenie na fb i pewnie wydaje się to Wam dziwne, ale tak było). Pomimo to, informacja o tych wydarzeniach rozchodziła się jak internetowy Viral (starszemu pokoleniu przypomnę, że Virale to z założenia na tyle intrygujące filmiki czy posty z informacjami, które z pomocą lub bez szybko stają się popularne. Internauci chętnie przekazują je dalej, wysyłają, udostępniają znajomym, a ci z kolei podają informację innym osobom znajdującym się w ich znajomych zwiększając w ten sposób zasięgi danego posta czy pliku wideo), a wiadomości o tych wydarzeniach nabierały dodatkowych ubarwień, ale i poszerzały krąg osób zainteresowanych tym tematem.

Historia UFO z Emilicina nabrała jednak rozgłosu i powagi dopiero za sprawą Pana Zbigniewa Blani, który był wówczas uznawany za jednego z najsłynniejszych polskich ufologów. Można go porównać do takiego ówczesnego, polskiego agenta zbliżonego do roli Foxa Muldera z serialu Zarchiwum X. Pan Zbigniew przez wiele lat pracował nad ustaleniem faktów i potwierdzeń prawdziwości wizyty kosmitów we wsi w województwie lubelskim. Zyskał dzięki temu sobie również dużą popularność, nie mniejszą z resztą jak sama wioska. Naturalnie lądowanie w Emilicinie podzieliło wówczas społeczność. Opowieść o kosmitach miała zarówno wielu sceptyków jak i przyciągała do wsi rzesze zainteresowanych tym nietypowym dość tematem. Każdy chciał jednak wiedzieć, czy to jest prawda czy absolutne kłamstwo. Do tego wszystkiego niezbędne były jednak wieloletnie badania, które prowadzone były przez kolejne lata. 

➡ B jak badania

Sprawa była na tyle poważna, że  jeden z najbardziej znanych ufologów w Polsce zdarzenie z Emilcina badał przez wiele lat. Podczas prac starał się docierać m.in. do innych świadków lądowania obcych na polanie. Wśród nich był jak się później okazało również młody chłopiec – Adam Popiołek, który 10 maja 1978 roku miał poinformować mamę o “spadającym nad wsią samolocie”. Licznym badaniom poddawany był również Pan Jan i to nie tylko przez psychologów czy psychiatrów.

Musicie też wiedzieć, że badania podejmowano nie tylko w jedną stronę i nie tylko po całym zajściu. Jak ustalić można było z relacji Pana Jana napotkani kosmici mówili „drobnym głosem”. Gdy relacjonował całość zdarzeń, zwrócić można uwagę na kilka interesujących informacji. Wspominał on, że gdy wyjechał z lasu na polanę zobaczył unoszący się w powietrzu pojazd kosmitów. Jak opowiadał, przypominał on biały autobus z pojedynczymi drzwiami po środku, na którego rogach pionowo zamontowane były świdry, ewentualnie można było go porównać do dwu-rotorowego helikoptera. Kosmici zaprosili Wolskiego do środka, kazali mu się rozebrać i zbadali go oraz zabrali mu skórzany pasek, a na koniec zaproponowali poczęstunek, ale odmówił. Jan Wolski wspominał też, że w pojeździe obcych było około 10 padniętych ptaków. Wychodząc ze statku kosmicznego rolnik ukłonił się przybyszom i pożegnał. Naturalnie wraz z opowieścią Pana Wolskiego wiele osób uznawało go za wariata, część mieszkańców uznała, że był pijany, albo, że miał halucynacje bo zaszkodziły mu nawozy, a niektórzy powoływali się nawet na eksperymenty mieszkańca wsi z LSD. Naturalnie te argumenty odparła rodzina Pana Jana. Po powrocie do domu opowiedział im o wszystkim co się stało, wówczas synowie postanowili pójść i na własne oczy zobaczyć statek i polanę. Znaleźli wówczas już na niej jedynie ślady jak po lądowaniu dużego samolotu o dziwnym kształcie. Jak widzicie na powyższym zdjęciu, dziś nikogo nie zastaniemy w domu Pana Jana, a on sam niestety nie żyje. W sieci natomiast bez problemu znajdziecie relacje Pana Wolskiego, w których opowiadał o spotkaniu z kosmitami. Udało mi się porozmawiać z mieszkańcami Emilcina i jedno mi przyznali, że Pan Jan Wolski był bardzo porządnym człowiekiem i każdy, kto znał bliżej, nie tylko szanował Go, ale i wierzył, że to co relacjonował, było prawdą. Natomiast Ci, którzy nie znali Go, traktowali często całą sytuację prześmiewczo, a Jego samego określali dość pejoratywnie. Kiedy zapytałem mieszkańców tutejszej wsi, czy wierzą w to co się tu wydarzyło 42 lata temu? Odpowiadają najczęściej, że są przekonani, że coś tu miało miejsce, ale wielu z nich nie potrafi tego precyzyjnie określić. 

O dziwo, przez wiele lat nikt nie starał się podważać badań słynnego ufologa. Dopiero w 2012 sprawie wnikliwie przyjrzał się Bartosz Rdułtowski, publicysta i autor książek poświęconych głównie II wojnie światowej i tajemnicom z nią związanymi. W swojej książce “Tajne operacje. PRL i UFO” stara się udowodnić, że badania Blani były nierzetelne, a cała sprawa jego zdaniem okazała się mistyfikacją. W jego ocenie była to próba zemsty jednego ufologa na drugim, choć jak sugeruje w swej książce autor, nie potoczyła się do końca tak, jak to miało być zamierzone. Kluczową osobą w całej tej sprawie miał być Witold Wawrzonek, ufolog który jako pierwszy dotarł do Wolskiego i powiadomił o przypadku Zbigniewa Blanię. Rdułtowski uważa, że całe “śledztwo” Blani nie było obiektywne, a prowadzono badania wyłącznie w duchu amerykańskiego hasła “I want to believe”.

 ➡ C jak ciekawostki o UFO

👽 Czy UFO lata zawsze latającym spodkiem?

Jak wynikało z relacji jedynego światka wydarzeń w Emilicinie, kosmici nie przylecieli okrągłym spodkiem, czyli statkiem kosmicznym znanym z obecnych filmów science fiction. Zdaniem Pana Jana, statek unosił się około 5 metrów nad ziemią, a dostać się do niego można było swego rodzaju windą. Sam środek lokomocji natomiast przypominał coś w rodzaju połowy autobusu.

👽 Czy z tego co wiemy, przybysze z kosmosu zawitali w Polsce tylko do Emilicina?

Jak podają media masowego przekazu, przypadków zarejestrowanej obecności UFO w naszym kraju jest więcej. Szacuje się, że w Polsce zdarzyło się co najmniej kilka niewyjaśnionych przypadków rzekomych spotkań z UFO. Jeśli chcecie zgłębić temat poczytajcie więcej o tym co miało miejsce m.in.:  w Czaplinku w 1947 roku, rok później w Muszynie czy w Gdyni w 1959 roku. Pewnie zastanawia Was teraz dlaczego w obecnych czasach UFO nie ląduje w Polsce? Odpowiedź może być zarówno oczywista jak i logiczna. Od czasów kiedy na skupie złomu cena stali nierdzewnej za kilogram sięga 3,50 PLN pewnie nie chcą ryzykować.

👽 Czy kosmici są wśród nas?

Wielu z Nas może uważać, że UFO nie istnieje, ale czy nie macie czasem wrażenia, jadąc np. do domu z pracy, wyruszając w podróż, albo ostatnimi czasy, siedząc w domu i przyglądając się Waszym najbliższym, że ufoludki są wśród nas? Rozejrzyjcie się dobrze  i sami odpowiedzcie sobie na tak postawione pytanie.

👽 Co to jest Strefa 51?

Od lat ludzie na całym świecie zastanawiają się, czy istnieje życie pozaziemskie. W sieci pojawiają się niezliczone nagrania różne informacje na temat śladów UFO. Wiele osób twierdzi, że w Strefie 51 prowadzi się badania w tej sprawie. Oficjalnie znajduje się tam baza wojskowa, która założona została w 1954 roku i znajduje się ona w zachodniej części hrabstwa Lincoln na południu stanu Nevada w USA. Całość bazy objęta jest całkowitym zakazem fotografowania czy filmowania i zajmuje powierzchnię około 150 km2.

👽 Kapsuła czasu.

Dnia 14 maja 2011 roku w metalowej tubie zakopano m.in. listy od dzieci do ludzi roku 3011. Wraz z listem została także zamieszczona w Kapsule płyta DVD z treścią listu, a także z materiałami o Emilcinie i naszym świecie, tym z roku 2011. Kapsuła ma zostać odkopana w roku 3011. Ciekawe czy wówczas będą potrafili odczytać zapis z takiego typu nośnika.

Podsumowanie

Czy minęło 42 lata od spotkania z kosmitami, czy od wielkiej mistyfikacji, tego w 100% nie wiem.  W książce “Tajne Operacje. UFO i PRL” jej autor Bartosz Rdułtowski pisał, że sprawa jest całkowitym kłamstwem, choć w opozycji za tymi wydarzeniami stoją m.in. ludzie z Fundacji Nautilus, która zajmuje się zjawiskami paranormalnymi. Nie moim zadaniem jest dziś ocena tych zdarzeń, bez wątpienia prawda, jaką by nie była, na pewno jeszcze nie raz nas może zaskoczyć. Dziś chciałem Was po prostu zabrać w miejsce równie dziwne, jak obecna sytuacja całego kraju. Żyjemy w pewnym kosmosie, o którym prawdy również nie potrafię odkryć, choć bardzo staram się ją zrozumieć. Cieszę się natomiast, że wspólnie choć tylko wirtualnie mogliśmy wybrać się miejsca rzekomego lądowania UFO. Choć sama sprawa do dziś nie została w 100% wyjaśniona, ani też wykluczona, to nie przeszkodziło to na postawienie pomnika upamiętniającego wizytę kosmitów w tutejszej wsi. Geometryczny obelisk na skale został odsłonięty 15 października 2005 roku. Na koniec jeszcze napiszę, sarkastycznie, że mam nadzieję, że i wy choć przez chwilę, mogliście poczuć się tu jak w domu. Jesteście niezłymi kosmitami, jeśli dotrwaliście do tego miejsca. Pamiętajcie również, że wszystko co zobaczycie na niebie, może dziś być UFO, wystarczy, że macie kiepski wzrok. Do następnej podróży Kochani i niech moc będzie z Wami.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#emilcin #ufo #rafalbil #blog #fotografia #podróże #polska #petete #lubelskie #travel

👽 Fotograf Lublin | UFO | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Z Archiwum X | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Emilcin | Kosmici | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Zwiedzaj online | Blog podróżniczy | Zostań w domu | Podróż | Polska 🛸

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o pszczołach

Dziś słów kilka o bzykaniu, afrodyzjakach i do tego sporej porcji słodyczy. Nie należy jednak podniecać się za szybko, gdyż okraszany lekką nutą rozkoszy, dzisiejszy artykuł jest bardzo poważny. Dlatego skupcie się uważnie, gdyż zdradzę Wam moje subiektywne ABC o pszczołach. Jakkolwiek to nie zabrzmi – rączki na myszkę i lecimy. Na początek temat lekki, słodki i przyjemny, poznacie miód od strony afrodyzjaku. Postaram się Wam przybliżyć jak dużo dobrego zawdzięczamy tym latającym owadom. Potem przejdziemy do kwestii bzykania, tu słów kilka będzie również o zagrożeniach dotyczących przedłużania gatunku. Dowiecie się m.in. jak długo przeżyje ludzkość bez pszczół.  Na koniec natomiast mam dla Was garść ciekawostek, które udało mi się zebrać, by jeszcze bardziej zainteresować Was tą istotną tematyką. Liczę, że całość Was zaciekawi i skłoni do pewnych refleksji. Wiecie, że gdy my siedzimy w domach, one cały czas podróżują. Pszczoły w zależności od tzw. pożytku optymalnie latają do 3 km, w przypadku jego braku nawet do 5 km od ula, tylko przez dłuższe loty,  krócej żyją. Mam nadzieję, że ta zależność do podróżowania nie jest taka sama u ludzi, a i pamiętajcie, mile widziane są udostępnienia, lajki i zakładanie własnych uli. Zatem co złego to nie ja i lecimy z tym tematem.

A jak afrodyzjak

Nie wiem czy wiecie, ale mówi się, że jedna z najstarszych receptur na potencję bazuje właśnie na miodzie, który dzielnie produkują nam m.in. z nektaru kwiatów pszczoły. W recepturze tej mikstury rozpusty znajdzie się jeszcze imbir, gałka muszkatołowa, cynamon, goździki, a całość wymieszana jest jeszcze z czosnkiem i podobno potrafi dać nieziemskie efekty (wiecie jak jest – sąsiad, którego kolega to użył, mi opowiadał). Tym, którzy już opuścili blog i w kuchni przygotowują ten magiczny specyfik chciałem podziękować, że wytrwali ze mną tak długo. Pozostałych, bardziej wytrwałych, którzy chcą doczytać całość do końca zapraszam dalej. Pewnie niczym odkrywczym dla Was nie będzie wiadomość, że słodki smak podrażnia kubki smakowe i pobudza mózg do wytwarzania endorfin – hormonów szczęścia. To m.in. dlatego cukier potrafi nas tak uzależniać i dawać poczucie błogiej przyjemności. Tego się nie wstydzę i zdradzam Wam to z autopsji, ale sąsiad, którego kolega to użył, też o tym wspominał 😉

Z resztą na temat działania cukru czy miodu w kontekście poczucia się lepiej, sięgnąć można np. do historii. Jak się okazuje miód używany był jako afrodyzjak już w zamierzchłych czasach. To m.in. Germanie mieli w zwyczaju mieszanie go z różnymi ziołami, co miało znakomicie wpływać na męską potencję. Hindusi natomiast rozpowszechnili przekonanie, że miód podawany doustnie stymuluje seksualnie równie dobrze, jak ten aplikowany bezpośrednio na organy miłosne. Ciekawostką jest, że np. płatki nagietka macerowane w miodzie stały się tradycyjnym napojem miłosnym Anglosasów. Młodzi małżonkowie dla ugruntowania swojego związku winni byli przez miesiąc popijać miód pitny. Słuchajcie, najlepsze jest w tym to, że gdy to wszystko przeanalizowałem, momentalnie mnie oświeciło, niczym na widok karetki na sygnale. Wszystko to wyjaśniło mi etymologię tzw. “miesiąca miodowego”, a tyle lat zastanawiałem się skąd to określenie się wzięło (kurtyna). Pierwotnie myślałem, że to wyłącznie tylko dlatego, że małżonkowie pili miód obowiązkowo przez pierwsze tygodnie po ślubie, ale sprawa ta jest chyba bardziej złożona niż sądziłem.

Warto również wspomnieć, że sam miód, jako afrodyzjak wykorzystywany jest nie tylko doustnie. Od dawna kąpiele w wannie we dwoje z dodatkiem miodu wpływać miały nie tylko na odprężenie, ale i sprawiały, że skóra stawała się gładsza i milsza w dotyku, co w naturalny sposób miało inspirować do dalszych przyjemnych poczynań. Również miód wykorzystywano jako naturalny składnik lubrykantu, pomagający parom osiągnąć orgazm i pełnię cudownych doznań erotycznych. Mam nieodparte wrażenie i muszę to przyznać, że jest to idealne miejsce na reklamę dla firm i ich środków nawilżających 😉

O to co jeszcze dobrego dają nam pszczoły zapytałem również pszczelarkę, która swoją przygodę z pszczołami rozpoczęła w 2014 roku. Pasją zaraził ją kuzyn mieszkający w Radkowie k/Kłodzka. W 2017 roku ukończyła naukę w Technikum w Pszczelej Woli uzyskując tytuł Technik Pszczelarz. Dziś Teresa Mróz, bo o Niej cały czas mowa, zajmuje się profesjonalnie pszczołami, choć jak sama przyznaje jej pasieka jest niewielka, bardziej hobbystyczna niż dochodowa. Na co dzień zajmuje się pozyskiwaniem miodu na terenie pasieki, która znajduje się w pięknej miejscowości Gardzienice Pierwsze. Wykonuje tam szereg obowiązków skupiających się wokół zapewniania odpowiednich warunków dla pszczół. Na podstawie posiadanej wiedzy i doświadczenia, na bieżąco monitoruje stan zdrowotny pszczół, zbiera miód gromadzony w ulach, a także realizuje szereg czynności organizacyjnych związanych z prowadzeniem pasieki. Kilka razy miałem już przyjemność z Nią na te tematy rozmawiać i za każdym razem imponuje mi wiedzą i doświadczeniem.

Jej zdaniem “korzyści z obecności pszczół w rolnictwie są doceniane nie od dziś, jednak mniej mówi się o ich roli w środowisku naturalnym. Warto więc podkreślić, że ekonomiczna wartość zapylania przez pszczoły i owady pszczołowate wykracza ponad produkcję rolniczą. Pszczoły zapylają wszystkie rośliny, nie tylko uprawne. Zapylenie roślin przez pszczoły to jedyny sposób na zachowanie bioróżnorodności. Wraz z rozwojem cywilizacji, w ostatnich latach zmiany zaszły tak daleko, że zagrażają dalszemu istnieniu pszczół.  Oprócz miodu ważnymi produktami pszczelimi są: propolis (kit pszczeli), mleczko pszczele, pyłek kwiatowy, pierzga, jad pszczeli i wosk pszczeli”.

Pszczoły oprócz produkcji miodu zapylają około 80% roślin. Przenosząc pyłek kwiatowy umożliwiają zachowanie bioróżnorodności i kontrolę erozji gleb, wpływają na upiększenie środowiska życia człowieka i zwiększenie plonów. W zachowaniu gatunków roślin owadopylnych pszczoły są niezastąpione, spośród wszystkich owadów.

Niezwykle ważną rolę odgrywają pszczoły w leśnictwie. Ich praca służy zwiększeniu ilości zdrowych i płodnych nasion potrzebnych do odnowienia lasu, pożywienia dla ptactwa, jak i do zwiększenia urodzaju owoców leśnych (poziomek, borówek, czarnych jagód, jeżyn, malin).

B jak bzykanie

Wielu z nas wydaje się, że wiemy wszystko o pszczołach. Zastanawialiście się nad tematami tabu i tajnikami sfery seksualnej tych owadów? Wiecie np. jak długo one bzykają lub jak długo pożyjemy my, bez ich bzykania? Pytań jest ogrom, a na wiele z nich postaram się wraz z Teresą Mróz udzielić Wam dziś jak najwięcej  rzeczowych odpowiedzi. 

Okazuje się, że matka pszczela może żyć nawet 5 lat, w praktyce jednak pszczelarze wymieniają ją co 1,5 roku bądź co 2 lata (wymiana matek zapobiega rojeniu się), trutnie żyją około kilku miesięcy, zaś pszczoły robotnice w okresie od wiosny do jesieni żyją przeciętnie 5-7 miesięcy, a w okresie letnim do 56 dni. Mało kto wie, że samo zapłodnienie matki pszczelej, następuje nie w ulu, a w powietrzu; czasem kilka kilometrów od ula. Trutnie, w wyniku kopulacji z matką pszczelą giną z powodu wyrwania aparatu kopulacyjnego (jednak panowie jak widzicie nie mamy tak najgorzej – dzięki Ci matko naturo). Larwy pszczół i trutni wylęgają się z jajeczek złożonych przez matkę pszczelą. Zdradzę Wam też, że królowa pszczół może mieć nawet do 40 partnerów w ciągu unasiennienia, więc o monogamii nie może być w tym przypadku mowy. Jeśli chodzi o samą długość życia przeciętnej pszczoły, to trzeba też zaznaczyć, że jest ona zależna od wielu czynników składowych.

Sporo słyszy się o tym, że masowe ginięcie pszczół miodnych to zjawisko, które z rosnącym nasileniem obserwuje się w ostatnich latach. Zmniejszająca się liczba pszczół oznacza gigantyczne straty dla środowiska i rolnictwa, cierpią uprawy roślin, owoców, warzyw. Do dramatycznej sytuacji pszczół przyczyniło się masowe stosowanie środków owadobójczych, które paraliżują układ nerwowy owadów, przez co tracą one orientację poza ulem i umierają. Konsekwencje zaś odczuwa cały świat.

Zdaniem pszczelarki:

Do wcześniej śmierci pszczół przyczyniają się:
– roztocza i choroby pszczół tj. Varroa dectructor, wirusowy paraliż pszczół, nosema i inne,
– pestycydy,
– zanieczyszczenie powietrza
– stres.
Nie ma chemicznych środków ochrony roślin, które byłyby obojętne dla pszczół. W zależności od tego do jakiej grupy chemicznej należy substancja aktywna preparatu oraz toksycznego oddziaływania na organizm pszczoły, preparaty są klasyfikowane pod tym względem. O stopniu toksyczności w stosunku do pszczoły miodnej informuje zapis na etykiecie preparatu w punkcie – okres prewencji dla pszczół. Część rolników i sadowników niestety, nie stosuje się do wymogów. Istotnym jest by pszczelarz obserwując jak pszczoły dostosowują się do zmiennych warunków środowiska, też uczył się przez cały czas, jak z nimi współpracować i modyfikować swoje prace”.

C jak ciekawostki

Zastanawialiście się kiedyś jak zaskakujące i niesamowite są fakty z życia pszczół. Jest tyle mniej lub bardziej oczywistych ciekawostek z ich życia, które warto zgłębić. Wraz z Teresą Mróz zachęcamy Was do zapoznania z Wybranym przez nas, które uznaliśmy za najciekawsze:

🍯 Miody dzielimy na nektarowe i spadziowe – z drzew iglastych i z drzew liściastych mają trochę inną barwę i to powinniśmy określić jaka to spadź. Podajemy pełną nazwę mioduna przykład: miód spadziowy ze spadzi iglastej, miód spadziowy ze spadzi liściastej, miód nektarowy wielokwiatowy, miód nektarowy rzepakowy itd.

🐝 Warto podkreślić, że w odróżnieniu od osowatych, które zbierają nektar z wszystkich roślin także trujących – niebezpiecznych dla ludzi, pszczoły zbierają nektar z roślin przyjaznych i bezpiecznych dla człowieka, dlatego pszczeli miód jest w 100% bezpieczny i zdrowy dla ludzi.

🍯 Miód ma w sobie witaminy (komplet B, C, D i K), enzymy, kwasy organiczne i niezliczoną ilość mikroelementów. Zawiera również bor, który pomaga uregulować poziom hormonów, a także tlenek azotu, przyspieszający krążenie krwi. Miód jest więc doskonałym źródłem energii, a zawarta w nim fruktoza sprawia, że możemy np. dłużej aktywnie uprawiać seks. Bakteriobójcze działanie ma natomiast zawarta w miodzie inhibina. Obfitują w nią przede wszystkim miody spadziowe, lipowe i gryczane. Nie ma więc wątpliwości, że staje się dla nas naturalnym zastrzykiem energii, który pomaga zapobiec zmęczeniu i dodaje sił. Żeby Wam było lepiej sobie to uświadomić, zdradzimy Wam, że dwie łyżeczki miodu byłyby w stanie napędzić lot pszczoły dookoła świata.

🐝 Mamy też dla Was ciekawostki kulturowe z życia tych pożytecznych owadów. Pszczoły rozróżniają tylko kilka kolorów: biały, czarny, szary, żółty, zielony i niebieski. Pszczoły porozumiewają się między sobą swoistym tańcem. Komunikacja pszczół przejawia się poruszaniem tułowia, ruchem skrzydełek oraz wydawaniem dźwięków, a praca w ulu trwa nieprzerwanie dzień i noc. Różne rodzaj tych figur  tanecznych mogą informować np. o położeniu nektaru względem słońca, a także o skali trudności przedsięwzięcia.

🍯 Miód podgrzany do minimum 40°C bezpowrotnie traci swoje najlepsze właściwości, stając się w praktyce wyłącznie mieszaniną cukrów. Tak więc słodzenie  gorącej herbaty miodem nie ma sensu, przynajmniej z punktu widzenia zdrowia.

🐝 Na koniec ciekawostek mam dla Was jeszcze informacje liczbowe z życia pszczół. Zastanawialiście się ile średnio pszczół jest w jednym ulu? Szacuje się, że w okresie lata w bardzo silnych rodzinach jest ich 70 –  100 tysięcy. Jesienią w przeciętnej rodzinie pszczół jest ich od 10 -25 tysięcy. W okresie zimowym liczba robotnic wynosi 10–25 tys. Aby zebrać do 4 mln ziaren pyłku, pszczoła musi odwiedzić ok. 500 kwiatów. Zasięg pszczół zbieraczek jest różny. Pszczoła afrykańska odlatuje od ula do 500 metrów, a pszczoła włoska ok. 3 km. Najdalej z nich, bo aż do 13 km, odlatuje pszczoła ukraińska. Podczas lotu pszczoła wykonuje od 350 do 450 ruchów skrzydełkami na sekundę, dzięki czemu może uzyskać prędkość lotu w granicach 20-60 km/h.

🍯 Miód to jedna z niewielu rzeczy, które nigdy się nie psują — jeśli tylko umieszczone zostaną w odpowiednim pojemniku, mogą trwać w nim praktycznie w nieskończoność. Znaleziony przez archeologów miód z czasów starożytnego Egiptu okazał się zdatny do spożycia po upływie kilku tysięcy lat! Niesamowitą trwałość miód zawdzięcza swoim właściwościom — naturalnej kwasowości i niskiej wilgotności, które powodują, że to jedno z ostatnich miejsc, w których chciałyby zamieszkać jakiekolwiek bakterie.

🐝 Pszczoły miodne niesprowokowane nigdy nie atakują ludzi.  Same z siebie nie są agresywne. Użądlenie człowieka powoduje niewielki obrzęk ustępujący po paru dniach, jeśli jednak osoba użądlona jest uczulona na jad pszczeli może to doprowadzić nawet do śmierci. Pszczoły żądlą już w ostateczności, jeśli czują się zagrożone i pamiętajcie, że dla nich utrata żądła, wiąże się zawsze z ich śmiercią.

🍯 Miód wytwarzany jest przez pszczoły w ten sam sposób od 150 milionów lat. Nie zmienia się też jego receptura. W składzie miodu znajdziemy 80% z naturalnych cukrów, 18% wody i 2% składników mineralnych, witamin, protein i pyłku.

🐝Producent, a więc również pszczelarz sprzedający produkty ze swojej pasieki, nie może przypisywać produktowi żywnościowemu właściwości zapobiegania chorobom lub ich leczenia. Nie można również przypisywać produktowi działania lub właściwości, których nie posiada i nie może sugerować, że produkt posiada szczególne właściwości, jeżeli wszystkie podobne produkty posiadają takie właściwości (np. miód nie zawierający cholesterolu).

W podsumowaniu chciałem zastanowić się wraz z Wami jak możemy wspierać pszczoły? Może myśleliście już o tym, co można zrobić, by pomóc pszczołom? Szczególnie w okresie kiedy przez długi czas nie pada deszcz? Naszym zdaniem warto pamiętać, że pszczoły również potrzebują wody. Jednym z rozwiązań, jest zrobienie poidełka dla pszczół i umieszczenie go na parapecie lub balkonie, lub gdzieś w ogrodzie. Koniecznie trzeba dodać do niego kamyki, by te miały gdzie bezpiecznie wylądować i by się oczywiście nie potopiły. Zadbajcie zawsze, by w poidełku była dla nich woda, być może to drobny gest z naszej strony, a dla nich wielkie wsparcie. Sami to praktykujemy i zachęcamy i Was do takiego działania. Jedno jest sprawdzone, za każdym razem jak wyjdziecie na zewnątrz, pszczoły nie będą Was molestować o wielką dolewkę, no przynajmniej nam się to nie zdarzyło, także bez obaw. Być może tym działaniem wszystkich pszczół nie uda nam się spić, ale każda jedna napojona, będzie Waszym sukcesem. Musicie też wiedzieć, że najwięcej wody pszczela rodzina zużywa właśnie teraz, tj.  wiosną i dlatego jest to tak ważne.

Oczywiście istotne jest też samo uświadamianie nas nawzajem. Choć ono samo w sobie problemu nie rozwiąże, ale od naszego postępowania w przyszłości zależeć będzie w dużej mierze to, czy uda się spowolnić, a może nawet odwrócić proces wymierania pszczół. Warto więc zacząć od uzupełnienia wiedzy. Jak będziemy zdawać sobie sprawę jak wiele pożytku dają nam pszczoły czy jak się zachowywać w ich otoczeniu, może to w jakimś stopniu pozwoli wiele z nich uratować. Pamiętajcie, że te niewielkie i niepozorne — pszczoły mają wielki wpływ na prawidłowe funkcjonowanie ekosystemu, a ich masowe wymieranie to jedna z najgorszych rzeczy, jakie ostatnio przytrafiły się naturze. Już Karol Darwin twierdził, że: “Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka”. Teorię tą potwierdzał również Albert Einstein, który wielokrotnie podkreślał, że: “Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia.”Zastanówcie się więc czy jeśli nie dla nich samych, to egoistycznie dla ludzkości, nie warto jest o nie zadbać? Każdy z nas powinien zdawać sobie sprawę, że problemy dotyczące pszczół to tak naprawdę problemy dotyczące nas, ludzi.

Każdy z nas może też pomóc pszczołom w dostępie do zróżnicowanego pokarmu, zapytacie w jaki sposób? Bardzo prosto, wystarczy  zasiać w swoim  ogródku, na dzikiej łące czy chociażby w doniczce na swoim balkonie, nasiona kwiatów miododajnych. Pamiętajcie wielkie i skuteczne rewolucje zaczynają się zawsze od drobnych działań.

Warto wiedzieć, że ponad 75% produkcji żywności zależy właśnie od ich pracy. Łatwo więc wyciągnąć proste i radykalne wnioski, śmierć pszczół to realny scenariusz na problemy ekosystemowe, głód, czy w konsekwencji śmierć wielu ludzi. Pszczoły nie tylko w Polsce wymierają w niepokojącym tempie. Z roku na rok ich liczba radykalnie maleje. Dlatego należy działać. Jedną z formą działań jest uświadamianie nas, od tego warto zaczynać. To dzięki uświadomieniu sobie problemów, możemy przejść do skutecznego działania, by przeciwdziałać nieodwracalnym procesom. Jak podkreśla Teresa Mróz: Warto też pamiętać o najważniejszych zasadach ochrony roślin bezpiecznej dla pszczół: aby nie stosować środków toksycznych dla pszczół w okresie kwitnienia roślin; unikać opryskiwania plantacji, na których występują kwitnące chwasty;  dobierać preparaty mało toksyczne dla pszczół;  przestrzegać okresów prewencji; przeciwdziałać znoszeniu cieczy opryskowej podczas zabiegu;  wykonywać zabiegi późnym wieczorem lub nocą, po zakończonych lotach owadów;  zabezpieczać ule podczas wykonywania zabiegu, jeżeli istnieje zagrożenie ich kontaktu z cieczą roboczą. Wszystko to na pewno bardzo pozytywnie wpłynie na pszczoły. Trzeba przecież mieć na uwadze, że ich praca ma również wpływ na istnienie ogromnej ilości gatunków wielu roślin oraz zwierząt. Spora liczba z nich żywi się nasionami i owocami powstałymi właśnie dzięki ich pracy. Warto również pomyśleć nad tym jak wiele moglibyśmy się od pszczół nauczyć — wytrwałości, pracowitości czy choćby latania 😉 Kto z Was dziś nie chciałby umieć latać? Naturalnie czekamy na Wasze komentarze, udostępnienia czy lajki na facebookowym fanpage. Pozdrawiamy i do następnego.

#pasiekadarygardzienic #pszczoły #miód #rafalbil #blog #fotografia #podróże 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

 

🐝  Fotograf Lublin | Pszczoły | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Miód | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Zadbaj o pszczoły | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Naturalne Miody | Fotografia Rodzinna | Blog podróżniczy  | Podróż | Polska | Afrodyzjaki | Bzykanie | Ciekawostki | Pasieka Dary Gardzienic 🌼

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020