Kryłów

ABC o Kryłowie

Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.

A jak atrakcje

Na dobry początek wyprawy warto jest wybrać się do neogotyckiego Kościoła Narodzenia NMP z 1860 roku, w którego wnętrzach znajduje się obraz Matki Boskiej Loretańskiej z XVII wieku sprowadzony z Rzymu przez kardynała Michała Radziejowskiego. We wnętrzach świątyni znajduje się też XVIII wieczny krucyfiks i organy datowane na 1841 rok. Sama wieża świątyni, często pięknie odbija się pobliskim Bugu.

W niedużej odległości od budynku kościoła znajdują się ruiny zamku Ostrorogów z XVI wieku, zlokalizowanego na wyspie rzecznej. Ruiny zamku w Kryłowie to jedna z najważniejszych i najcenniejszych atrakcji tego terenu, która przyciąga do tutaj wielu turystów.

Niedawno wykonano tu prace renowacyjne w trakcie których odtworzono wschodni bastion obronny średniowiecznego ufortyfikowania zamkowego. Prace poprzedziły badania archeologiczne. Najciekawsze wyniki dały badania magnetyczne. Podczas badań archeolodzy znaleźli kilkaset zabytków z XVII–XX wieku: kufle, ceramikę, pieczęcie, przedmioty metalowe, miedziane i ołowiane, kafle, militaria oraz kilkadziesiąt monet, a ja jestem przekonany, że zamek ten skrywa jeszcze wiele ukrytych tajemnic. Z zamkiem związane są liczne legendy, m.in o lochach prowadzących stąd do dawnego klasztoru reformatów, do cudownego źródełka pod Kryłowem, czy nawet, aż do Bełza i Włodzimierza. 

W pobliżu zamku spacerując Krainą Suma przejdziemy też m.in. przez kładkę z desek wiszącą na stalowych linach, o długości ok. 40 m., zobaczymy suma z kamienia, figury zwierząt występujących na wyspie, stanowisko bobra europejskiego, bociana białego i Myszorka podróżnika, który zajrzał w paszczę, tego kamiennego potwora. Szacun Myszor za odwagę. Muszę Wam też zdradzić, że ta podróż odbyła się właśnie dzięki Niemu. A więcej na temat jego dzielnych podróży dowiecie się tutaj.

Spacerując tamtędy na pewno prędzej czy później traficie na Ścieżkę Pohrebiską, która prowadzi m.in. przez drewniany most na rzece Bug, o której więcej będzie później, targowicę – nieistniejącą dzielnicę żydowską. Przy odrobinie szczęścia traficie na stanowisko żółwia błotnego, stanowisko orlika krzykliwego, kuropatwy, przepiórki, sarny i dzika. Zoofile i fani fotografii przyrodniczej, będą tu zadowoleni. Pamiętajcie tylko by w pogoni za zwierzyną nie przekroczyć granicy.

B jak Bug

Kryłów położony jest nad rzeką Bug, w obrębie Kotliny Hrubieszowskiej. Jak na moje oko, jest to idealna przestrzeń dla spragnionych kontaktu z przyrodą. Z czystym sumieniem polecam Wam dolinę Bugu, gdzie np. można popływać kajakami, lub posiedzieć i wypocząć nad brzegiem rzeki.  Te malownicze tereny pozwolą Wam się zrelaksować i zapomnieć o zgiełku miasta.

C jak co u krowy w Kryłowie?

Nadbużańskie krajobrazy w okolicy Kryłowa są fantastyczne. W malowniczej scenerii leżą ruiny zamku, który coraz częściej staje się obiektem zainteresowania turystów, fotografów, malarzy i tych co lubią wypić piwo w ruinach.  Apel do tych ostatnich, nie zostawiajcie po sobie puszek czy innych śmieci. Miejcie świadomość, że jest to unikatowy zabytek na sztucznej wyspie nad odnogą Bugu, który zasługuje na szacunek. Z resztą na ten szacunek zasługuje cała planeta, ale o tym więcej innym razem. Jeżeli chodzi natomiast o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to nadal nie mam dobrych wiadomości, szukam dalej. Niestety w Kryłowie nie spotkałem ani jednej krasuli. Jeśli chcecie wesprzeć moje poszukiwania  i zostać moim Patronem, zapraszam Was już dziś na mój PATRONITE. Dziękuję również za wsparcie moim obecnym Patronom, a szczególnie witam nowego – Kubusia Puchatka. Coś czuję, że od teraz mój blog będzie mlekiem, a szczególnie i miodem płynący. Także bójcie się i do następnego Kochani.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Kryłowie #lubelskie #rafalbil
#Kryłów #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Kryłowie| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

konkurs z Jack Link’s

Jak pewnie wiecie, podróże to również nowe doświadczenia kulinarne. Warto wyruszając w najdalsze zakątki świata próbować czegoś nowego, egzotycznego, czegoś czego nie znajdziecie w naszych sklepach czy marketach. Każde nowe doświadczenie ubogaci nasze kubki smakowe bez względu na to czy jest to śmierdzący durian, suszony skorpion czy brazylijski wół. Dziś przy tym ostatnim zostańmy. Przyszło mi posmakować w ostatnich dniach, delikatnej, suszonej wołowiny, chyba najlepszej jaką w życiu jadłem. Zaznaczę, że była to moja pierwsza suszona wołowina, którą miałem w ustach 😉

Wszystko to jest o tyle ciekawe, ze jak zapewnia producent, całość przygotowywana jest według tajnej receptury rodzinnej Jack Link’s. Serwowana jest z przyprawami i odrobiną dymu, co w efekcie finalnym ma zapewnić doskonałą mięsną przekąskę o wysokiej zawartości białka.

Jedno jest pewne ciekawy smak uzyskano dzięki zastosowaniu sosu sojowego, a proces suszenia sprawia, że produkt ten zajmuje minimalną ilość miejsca w czasie transportu, co świetnie sprawdzi się w każdej podróży. Otrzymujemy więc produkt bogaty w źródło białka, który nie zajmuje dużo miejsca w plecaku. Sprawdzi się więc świetnie np. na wyprawy po górach, czy na dłuższe piesze wycieczki.

W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s.  Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook Rafał Bil – fotografia. Gwarantuję Wam, warto jest spróbować. Dla mnie jest to zupełnie nowe, ciekawe kulinarne doświadczenie. Jestem niesamowicie zainteresowany Waszymi nowymi czy intrygującymi doświadczeniami kulinarnymi. Napiszcie więc w komentarzach co nowego czy dziwnego jedliście podczas Waszych wypraw – wygrywa pierwsza odpowiedź na pytanie. Niech moc będzie z Wami.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#rafalbil #fotografia #podróże #projekttrnd #jacklinkspl
#konkurs #beefjerky #protein #blog podróżniczy #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Końskowola| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Końskowola | Co warto zobaczyć w Końskowoli| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Końskowola

Witajcie, dziś czas na wyprawę do Końskowoli, odkryję przed Wami różane zagłębie, kilka lokalnych legend oraz zdradzę,  gdzie zamiast lokalnej krowy, która zmieni zdanie, znalazłem uroczo słodkiego jednorożca. Także dziś kolejna podróż dla widzów o mocnych nerwach, bo tak słodko nie będzie przez całą wyprawę. Podłączcie się lepiej do cewników, bo startujemy. Ja za to zabieram z lokalnego sklepiku w drogę coś dla siebie, bo dziś potrzeba mi będzie sporo energii. Czasu na zobaczenie Końskowoli mam niewiele, a plany eksploracyjne są jak zawsze ambitne. 

Warto jest wiedzieć, że Końskowola to dawne miasto, a obecnie osada o charakterze miejskim, która znajduje się w województwie lubelskim. Precyzyjnie ruszamy w podróż do powiatu puławskiego, gdzie swą siedzibę ma gmina Końskowola. Najlepiej z resztą zobaczcie sami na poniższej mapie, o jakim miejscu dokładnie jest mowa. Dzisiejsza wyprawa to trasa około 45 km od Lublina, która zajmie nam plus minus pół godzinki jazdy samochodem w jedną stronę. W Końskowoli znajduje się też przystanek kolejowy Pożóg na linii kolejowej Warszawa – Lublin – Dorohusk, także dojazd autem nie jest jedyną alternatywą. Co więcej z Lublina kursują tu również połączenia busami, więc jeśli tylko zechcecie wybrać się do miejscowości, to jest na to kilka sposobów. Osada ta znajduje się nad rzeką Kurówką, jednak kajakiem z lubelskiej Bystrzycy dopłynąć się tam nie da. Także wykluczyć możemy powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do Końskowoli. Drogą wodną niestety nie da rady. Choć  gdyby się uprzeć, wsadzić w busa kajak, przejechać w nim całą trasę, można by później wmawiać wszystkim, że ja do Końskowoli dotarłem z Lublina kajakiem, pytanie jest tylko zasadnicze – po co robić z siebie jeszcze większego wariata? 


Zastanówmy się może lepiej nad tym, dlaczego warto jest tu się wybrać? Primo – z
achował się tu m.in. dawny układ urbanistyczny: rynek, ratusz, dwa kościoły i zespół folwarczny. Secundo – południowa część gminy leży w obrębie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego i jego strefy ochronnej. Tereny te charakteryzują się znacznymi walorami krajobrazowymi i urozmaiconą rzeźbą terenu w postaci  m.in. malowniczych wąwozów lessowych o stromych ścianach i wąskich dnach. Tertio jest tu ogrom szkółek drzew i krzewów, więc można chociażby przy okazji zrobić zakupy do ogrodu. Voto – ludzie są tu bardzo życzliwi, pozdrowienia dla Pani z jednej z tamtejszych szkółek drzew i krzewów. Dziękuję za miłą obsługę i rabat 😉  Powiem Wam, że można by wyliczać tak dalej w nieskończoność, zatem przejdźmy może od razu do atrakcji, które na nas tu czekają. Poznajcie moje ABC o Końskowoli. Ruszajmy w drogę szlakiem Renesansu Lubelskiego. Choć Końskowola swoją historią obdzielić by mogła co najmniej kilka miast. Ja postaram się Wam przybliżyć kilka legend i ciekawostek oraz wyjaśnić etymologię nazwy Końskowola. Czy miejscowość powstała, jak donosi jedna z legend, z woli rycerskiego konia, który właśnie tutaj zatrzymał się w podróży i mimo perswazji nie chciał dalej iść? Czy zgodnie z prawdą historyczną – od nazwiska Konińskich herbu Rawa, którzy w XIV w. zmienili nazwę istniejącej tutaj pierwotnie Woli Witowskiej na Wolę Konińską? To wszystko i jeszcze więcej, tylko u mnie i tylko dzisiaj, taka promocja kochani. Zacznijmy od tutejszych atrakcji.

A jak atrakcje turystyczne

W miejscowości Końskowola znajdziemy kilka zabytkowych obiektów. Jednym z nich jest renesansowy kościół szpitalny pw. św. Anny. Nie jest to jedyny tutejszy kościół, gdyż niedaleko niego znajdziemy XVI – wieczny zabytkowy Kościół Parafialny pw. Znalezienia Krzyża Św. i św. Andrzeja Apostoła z kryptami. Już widzę te uśmiechy na twarzach u nekrofili, którzy śledzą mój fanpage. Nie ma co, że tak powiem zgłębiać tematu. Wielu z Was może zainteresować bardziej XVI – wieczny Dwór Tęczyńskich, czy wybudowany w 1775 roku Ratusz, który w ostatnim czasie zupełnie odmienił swój pierwotny wygląd. Znajdziecie tu też folwark, oraz bardzo klimatyczny cmentarz ewangelicko – augsburski. Śmiało więc mogę przyznać, że każdy turystyczny zbok, czy zwyrol znajdzie tu coś dla siebie. Postaram się Wam pokazać ciekawą architekturę oraz sprawić byście poczuli, czym pachnie Końskowola. Ale może by zachować pewien porządek, postaram się w końcu usystematyzować te najważniejsze moim zdaniem atrakcje, żeby z tego całego bałaganu wycisnąć pewne piękno.

Kościół pw. św. Anny

Kościół ten pochodzi z 1613 roku. Choć jest niewielki, to z uwagi na swój urok, rzuca się w oczy każdemu, kto tylko przejeżdża przez Końskowolę. Wg mnie to najważniejszy punkt mojej dzisiejszej eksploracji. Jest to bowiem jedna z pierwszych świątyń zbudowanych w stylu renesansu lubelskiego, której szlakiem podążam. Pierwsza pisemna wzmianka o nim pochodzi już z 1549 roku. Był wtedy drewnianą kaplicą pod tym samym wezwaniem. Zdecydowanie warto jest  tu przyjechać, chociażby dla zobaczenia samej tej budowli.

Kapliczka morowa

W pobliżu kościoła pw. św. Anny, na terenie dawnego cmentarza znajduje się kapliczka morowa wystawiona w 1892 r. podczas epidemii cholery.

Dwór Tęczyńskich

Naprzeciw wspomnianego kościółka św. Anny, na niewielkim wzniesieniu stoi piętrowy dom ze spiczastym, czterospadowym dachem. Jest nieco ukryty za znajdującą się tam roślinnością. Jest dość niepozorny i aż trudno sobie wyobrazić, że jego historia sięga pierwszej połowy XVI wieku. Pierwotnie jednak budynek ten wyglądał zgoła inaczej. Najprawdopodobniej pierwotny dwór został spalony w czasie potopu szwedzkiego, na szczęście finalnie budowlę odbudowano.

Kościół parafialny pw. Znalezienia Krzyża św. i św. Andrzeja Apostoła

Kościół parafialny w Końskowoli ufundowany został w połowie XVI w. przez Andrzeja Tęczyńskiego, ówczesnego wojewodę lubelskiego i kasztelana krakowskiego. Wcześniej w jego miejscu stał drewniany kościół p.w. Znalezienia Krzyża Świętego i szacuje się, że ten powstał w końcu XIV wieku. Następnie ulegał przebudowom. Oprócz samej świątyni na uwagę zasługuje też pomnik Vanitas z połowy XVI wieku. Dawny cmentarz przykościelny, upamiętniono tu pomnikami między innymi Franciszka Dionizego Kniaźnina oraz generała Józefa Orłowskiego, a sama świątynia skrywa również w swych podziemiach krypty, którymi zainteresują się nie tylko nekrofile.

Krypty

Gdy udamy się do krypt, możemy poczuć się jak w mauzoleum Rodziny Tęczyńskich. W krypcie pod kaplicą południową złożono ciało Zofii z Opalińskich Lubomirskiej – również i na jej sarkofagu wyryto herb Tęczyńskich, czyli topór. Ciekawostką jest to, że do chwili obecnej rozpoznano tam trzy systemy krypt. Pierwszy zlokalizowany jest pod ołtarzem głównym, gdzie pochowany został m.in. Franciszek Zabłocki. Krypta północna: wiadomo było o niej tyle, że znajduje się w niej pomnik symbolizujący Vanitas. Oprócz pomnika odnaleziono w niej liczne pochówki szlacheckie z XVIII wieku. Z sali tej wychodzą cztery wyjścia do kolejnych krypt lub korytarzy, z których trzy zostały zamurowane prawdopodobnie już w XVI i XVII wieku. Moim zdaniem miejsce to jest niezwykle klimatyczne i przez to interesujące. Krypty kryją bowiem wyjątkowej urody sarkofagi, a największym skarbem końskowolskiej fary wydaje się być wspomniany powyżej nagrobek  Izabeli i Łukasza Opalińskich. 

Ratusz

W pobliżu kościoła parafialnego znajduje się m.in. ratusz. Wybudowany został w 1775 r. z fundacji Aleksandra Augusta księcia Czartoryskiego we wczesnym stylu klasycystycznym, a obecnie został przebudowany i nadano mu inny kształt, dzięki czemu nabrał odmiennego charakteru. Jest głównym budynkiem świeckim kształtującym miejski układ przestrzenny Końskowoli. Na placu w pobliżu ratusza znajdziecie m.in. pomnik pamięci. 

Pomnik pamięci

Pomnik poświęcony jest pamięci mieszkańców pomordowanych przez hitlerowców i poległych w latach 1939 – 1945. Pomnik stoi na rynku w Końskowoli. Jest to prostokątny postument z napisem upamiętniających pomordowanych. W górnej części postumentu na wystających płytach wykonane zostały płaskorzeźby żołnierzy podczas akcji bojowej. Cenne miejsce dla upamiętnienia smutnej historii miasta i kraju.


Żółty szlak rowerowy

Warto jest również przyjechać tu z rowerami. Końskowola należy do szlaku rowerowego, który ciągnie się prawie 30 km wzdłuż następujących miejscowości: Puławy – Osiny – Sielce – Końskowola – Młynki – Puławy. Szlak ten biegnie przez pola i lasy, z dala od większych skupisk ludzkich, co dodatkowo podnosi jego walor, a przez ponad połowę długości tej trasy przejedziecie nad rzeką Kurówką. Bardzo polecam wszystkim fanom pedałowania.

Cmentarz ewangelicko-augsburski

Czartoryscy, dbając o rozwój gospodarczy Końskowoli sprowadzili tu ok. 300 rzemieślników z Niemiec, głównie z Saksonii. Szkoda, że największą pamiątką po tej społeczności są pozostałości malowniczo położonego nad rzeką Kurówką cmentarza.

Folwark

Wśród zabytków końskowolskich ważne miejsce zajmują pozostałości dawnego folwarku. Z całą pewnością istniał on w miasteczku już za czasów Tęczyńskich, przez kolejnych właścicieli – Lubomirskich i Sieniawskich – był pieczołowicie rozbudowywany, ale swój rozkwit zawdzięcza Czartoryskim, którzy właśnie w Końskowoli ulokowali administrację swoich nadwiślańskich dóbr. Folwark w Końskowoli obejmował, oprócz pałacu ekonoma, także mieszkania urzędników, mieszkania oraz warsztaty rzemieślników kilkudziesięciu profesji, trzy browary, mielcach, gorzelnię, młyny, składy, spichlerz, stajnie i obory.

B jak bajeczne legendy

Kto z nas nie lubi legend? Bajeczki, ploteczki, dupeczki czy voodoo laleczki – tego również nie może zabraknąć i dziś na moim blogu. Jeśli Wasze respiratory nadal działają, to bądźcie szczęśliwi, gdyż za chwilę poznacie legendę nawiązującą do etymologii nazwy Końskowola. I choć wielu z Was może mieć już sprośne myśli. Ja jednak powiem Wam jak wyglądają tutejsze legendarne opowieści, w których wszystko zależało od woli koni. Poniżej prezentuję te, które udało mi się dla Was zdobyć:

LEGENDA O POWSTANIU WSI

Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.

Czarna kobieta aksamitnym płaszczem okryła świat. Tego wieczoru, od strony Puław, jechała kareta ciągnięta przez cztery konie. Drewniane koła pojazdu głęboko wrzynały się w błoto. Konie, smagane ostrym deszczem, zmniejszały szybkość. W karecie dziedzic okrywał zmarzniętą, młodą i piękną jak róża żonę, przywołując do porządku woźnicę, który stracił panowanie nad końmi i zjechał na stary, zapomniany przez ludzi cmentarz.

Konie, szalejąc, ciągnęły karetę za sobą. Wreszcie stanęły jak wryte… Woźnica smagał je, batem daremnie usiłując zmusić do dalszej jazdy. Wystraszone rumaki stawały dęba, rżały cofając się w panice. Wokół szalała burza…Ziemię nawiedził silny grzmot. Zdawało się, iż opadną obłoki i cały świat runie.

Tu i ówdzie w pobliskie drzewa trafiały pioruny rozłupując je na drzazgi. Po godzinnym piekle, jakie sprawiła natura, powoli nastawała cisza. Ucichła burza i noc przybrała inną szatę. Na niebie ukazały się nieco przymglone gwiazdy.

Konie, które teraz poganiał dziedzic, raptownie szarpnęły i kareta obróciła się wokół własnej osi – konie chciały zawracać. Wówczas dreszcze lęku ogarnęły podróżnych – przypisując to mocy Bożej lub szatańskiej. Wiosną 1380 roku na tym cudownym miejscu stanęła kaplica a jej fundatorem był dziedzic Jan Koniński z Witowic.

Tu powstała więc wieś przyjmując nazwę Konińska Wola – od końskiej woli. 

LEGENDA O JEŹDŹCU Z KOŃSKIEJ WOLI

Podanie ludowe głosi, iż przed wiekami, po groźnej i ulewnej burzy, zabłądził w puszczy możny pan – jeden z zaufanych doradców króla Bolesława Śmiałego. Kiedy na próżno usiłował znaleźć leśny dukt, zdał się na instynkt swojego wierzchowca.

Przestał nim kierować, jedynie klepnął zwierzę po karku i zagadał doń pieszczotliwie. Koń kluczył wśród zarośli, aż wreszcie zatrzymał się, zwiesił głowę, począł skubać trawę. Jeździec w żaden sposób nie mógł go zachęcić do dalszej drogi. I oto nagle ukazali się smolarze, którzy podprowadzili jeźdźca do leśnego traktu.

Wówczas jeździec zrozumiał, że uparta wola konia sprawiła, iż szczęśliwie odnalazł drogę w dzikiej kniei. A kiedy później opowiadał na królewskim dworze swoją przygodę, ten i ów żartując zaczął to miejsce nazywać końską wolą.

LEGENDA O KAWAŁKU DRZEWA Z KRZYŻA ŚWIĘTEGO W KOŃSKOWOLI

Niech tam sobie mędrcy wywodzą swoją naukową teorię na temat powstania Końskowoli. Twierdzą, że powstała ze starej osady o nazwie Wola Witowska i od nazwiska właścicieli okolicznych dóbr. Ale stara legenda głosi inaczej.

Przed wiekami przez miejscowość położoną nad rzeką Kurówką prowadził znaczny szlak handlowy. Podobno była to droga łącząca Ruś Kijowską z Rzymem. Trakt jak trakt. W jednym miejscu droga była dobrze ubita, w innym błotnista. W dolinie Kurówki, w miejscu gdzie gościniec prawie dotykał rzeki, bagnisko było rozległe. I nawet latem, jeśli deszcze popadały, trudno było przejechać.

Błoto przelewało się przez koła, a koniom sięgało po brzuchy. Konie się buntowały i stawały dęba. Nawet batożenie nie pomagało. Ani nawet popychanie wozów przez unurzanych w szarej mazi pachołków. Cały tabor stał w miejscu. Miejsce to rychło stało się znane wszystkim przewoźnikom. Mówili, że jest to miejsce gdzie od końskiej woli zależy czy się pojedzie czy nie.

Na tym nie koniec. Pewnego razu taborem, z Ziemi Świętej, wieziono relikwie – kawałek drzewa z Krzyża Świętego. Konie stanęły. I choć tym razem błota było nawet mniej niż innymi razy, nie chciały ruszyć. Domyślano się, że przez konie przemawia Wyższa Siła.

Uszczknięto więc skrawek relikwii i pozostawiono, a miejscowa ludność postanowiła wybudować na tym miejscu kościół. Konie ruszyły od razu, jakby wcale nie były zmęczone. Stąd Końskowola, a w niej Kościół pod wezwaniem Znalezienia Krzyż Świętego.

LEGENDA O DIABELSKIM PODRZUTKU Z KOŃSKOWOLI

Było to dawno, dawno temu, w czasach, gdy diabły lubiły podmieniać ludziom dzieci. Pewna wieśniaczka zabrała w pole niemowlę. Zajęta pracą, na chwilę straciła je z oczu,a kiedy zaczęło płakać, poszła sprawdzić co się dzieje. Widok ją przeraził, bo zamiast jej dziecka w pieluchach leżał przeraźliwie brzydki stwór z żabimi oczami  i uszami nietoperza. Zrozpaczonej matce guślarka poradziła wykąpać podrzutka w święconej wodzie. Czarci syn wrzeszczał ile miał sił w piersiach, aż usłyszał go jego ojciec Diabeł. Zorientowawszy się w sytuacji, natychmiast oddał matce jej  dziecko, a ze swym  potomkiem uciekł do Królestwa Piekieł. Ów  Diablik wyrósł na okrutnego, mściwego Czarta, któremu przypisywano liczne przypadki śmierci  mieszkańców  Końskowoli, bo jak mawiano: mścił się za swą „święconą kąpiel”.

C jak czym pachnie Końskowola?

Gmina Końskowola tworzy tzw. „zielone zagłębie” słynące z produkcji szkółkarskiej, która obejmuje uprawę sadzonek drzew, różnych gatunków krzewów owocowych oraz ozdobnych. Gmina jest jednym z największych w kraju producentów krzewów róż. Korzystne warunki glebowe powodują, że rocznie eksportuje się stąd najwięcej róż na tle całego kraju. Szacuje się nawet, że uprawą roślin zajmuje się tu ponad 80% mieszkańców gminy, a sama Końskowola nazywana bywa „różanym miastem” albo „miastem róż”. Także już wiemy, czym pachnie Końskowola, a zwróćcie uwagę, że nazwa mogła tak bardzo zmylić. Nie miejcie jednak wątpliwości, w różanym zagłębiu nie pachnie końską kupą. Byłem, wąchałem, potwierdzam, z resztą możecie osobiście się o tym przekonać, do czego zachęcam.

Leżąca niedaleko Puław Końskowola jest zdecydowanie rzadziej odwiedzana przez turystów, a szkoda, bo moim zdaniem ma niezwykle barwną historię. Warto poznać także tutejsze zabytki, poczuć klimat tego miejsca i poznać lokalną społeczność, gdyż jest bardzo życzliwa dla przyjezdnych. Niebawem kolejne podróże szlakiem renesansu lubelskiego. Warto jest wiedzieć, że jest to wykształcony na terenie Lubelszczyzny styl architektoniczny, który łączy w sobie cechy gotyku oraz renesansu włoskiego i niderlandzkiego. Charakterystyczne dla niego są m.in. sterczynowe szczyty i bogato zdobione gzymsy. Pojawił się wraz z zatrudnieniem zagranicznych architektów, a rozprzestrzenił na terenach ówczesnej wschodniej Polski. Zatem wypatrujcie kolejnych wpisów i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Końskowoli #lubelskie #rafalbil
#Końskowola #blog podróżniczy #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Końskowola| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Końskowola | Co warto zobaczyć w Końskowoli| Lubelszczyzna 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Muzułmański Cmentarz Tatarski

Ci, którzy znają mnie bliżej, wiedzą, że gdy podróżuję, lubię również odwiedzać cmentarze. Dziś opowiem Wam o jednej z warszawskich nekropolii. Nie będzie żartów, ani poszukiwań krowy, która zmieni zdanie. Także jeśli ktoś liczył na śmieszki heheszki, niech od razu zamknie stronkę, ale jeśli dacie się zabrać na ten wirtualny spacer w tę część Woli, myślę, że nie będziecie żałować. Zabieram Was na cmentarz znajdujący się w sąsiedztwie Cmentarza Powązkowskiego. Choć jest to jedna z najmniejszych i jednocześnie najrzadziej odwiedzanych stołecznych nekropolii, nie oznacza, że nie jest warta uwagi. Zabieram Was dziś do jednego z najbardziej orientalnych miejsc w Warszawie. Poznacie kilka ciekawostek i elementów tutejszego pochówku. Gotowi? No to ruszamy. Przyszedł czas na ABC o Muzułmańskim Cmentarzu Tatarskim.

Trzeba też przyznać, że powierzchniowo cmentarz ten również nie należy do okazałych na tle innych tutejszych nekropolii, gdyż  zajmuje zaledwie powierzchnię przybliżoną do około jednego hektara. Niemniej warto jest tu przyjść, by zobaczyć jak pochowani są m.in. wyznawcy Allaha, dla których Polska stała się drugą ojczyzną.

Muzułmański Cmentarz Tatarski został założony w 1867 roku. Otwarto go z dość utylitarnych względów, bowiem zapełnił się w tamtym czasie Muzułmański Cmentarz Kaukaski, który do dziś mieści się przy ul. Młynarskiej w Warszawie. Warto jest wiedzieć, że pierwotnie chowano tutaj muzułmanów z wojska rosyjskiego. Obecnie zdecydowaną większość stanowią tu  pochowani spolszczeni Tatarzy pochodzący z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przez długi czas, bo do I wojny światowej, a nawet w początkach II Rzeczypospolitej, funkcjonował jako nekropolia żołnierska, z tej prostej przyczyny, że większość muzułmanów w Kongresówce służyła w wojsku carskim. Niestety cmentarz ten został częściowo zniszczony podczas II wojny światowej. Spustoszeń dokonali Niemcy w 1942 roku, kiedy ich czołgi skryły się tu przed radzieckim nalotem. Jednak apogeum zniszczeń nastąpiło w czasie powstania 1944 roku, gdy Niemcy ostrzeliwali pozycje powstańców. Na szczęście część nagrobków zachowała się do chwili obecnej i dzięki temu mogę je Wam dziś pokazać.

Cmentarz ten dziś jest miejscem pochówku nie tylko licznych Polskich Tatarów, ale również innych wyznawców islamu. Obecnie znajduje się on pod opieką Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków i od 1984 roku, cała nekropolia została wpisana do rejestru zabytków. Natomiast w 2014 roku uznano go za pomnik historii. Jeżeli zdecydujecie się to miejsce  odwiedzić, wystarczy udać się na ul. Tatarska 8 w Warszawie. Spacer, który tam odbędziecie, może będzie krótki pod względem pokonanej odległości, ale niekoniecznie pod względem czasu, który tam spędzicie. Pośpiech nie jest tu wskazany, ponieważ łatwo jest wówczas nie zauważyć oryginalnych napisów na nagrobkach. Mnie osobiście urzekł grób, gdzie pochowany był gen. Safar-Bek Malaga, szczególną mą uwagę przykuł napis „Śpij spokojnie w tym grobie, niech się Kaukaz przyśni Tobie”.

Warto jest pamiętać, że Tatarzy polscy są wyznawcami obrządku sunnickiego, obejmującego większość wyznawców Islamu na świecie. Jednakże oddalenie i praktyczny brak kontaktów przez kilka stuleci z centrami muzułmańskimi spowodował wprowadzenie do praktyk religijnych i przeniknięcie do obrzędowości i tradycji wielu pierwiastków chrześcijańskich, ale i elementów wierzeń szamańskich. Nie spowodowało to jednak odejścia od najważniejszych zasad islamu. Jak głosi informacja zapisana na cmentarnej tablicy, niedozwolone jest chowanie prochów osób kremowanych, odmawia się wówczas pogrzebu, bowiem kremacja wśród wyznawców islamu jest zabroniona. Ciekawostką jest również to, że jeszcze pod koniec XIX w. cmentarz podzielony był na część dla bogatszych, która znajdowała się na prawo od wejścia i część dla biedniejszych, tej po lewej stronie. Na szczęście z upływem czasu podział ten został zażegnany. Dziś jest to miejsce do zadumy, ale i uczące nas tolerancji, pytanie jest tylko takie, czy jesteśmy gotowi na takie lekcje. Trzymajcie się i do następnego razu.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#warszawa co warto zobaczyć #mazowsze #rafalbil
#blog podróżniczy #cmentarz tatarski #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Cmentarz Tatarski| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Warszawa | Co warto zobaczyć w Warszawie| Mazowsze 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Neple

A jak atrakcje Nepli

Jeśli w szkole określano Cię lamusem, to wiedz, że nie jesteś sam. Od 1786 roku we wsi Neple stoi nieco inny, ale również lamus – tyle, że ten zwany był i jest “Skarbczykiem”. Jedną zasadniczą różnicą jest tylko to, że tutaj określenie lamus odnosiło się do wzniesionego przez Franciszka Ursyna Niemcewicza budynku, a nie do Ciebie, prawdopodobnie z uwagi, że uczyłeś czy uczyłaś się lepiej od innych i przez swoją introwertyczność odstawałaś/eś od reszty ludzi z klasy. Nie łam się jednak, bo nie skończyłaś/eś finalnie tak źle jak ten z Nepli. Budowla dziś niszczeje, a szkoda, gdyż choć nie jest wielka, to ma swój unikalny urok. Ty skoro czytasz mój blog widać masz się dobrze, wiedz tylko, że za straty na Twoim mózgu, za dalszą lekturę nie odpowiadam. Robisz to zupełnie na własną odpowiedzialność, a ja jedynie doceniam Cię za odwagę.

Wróćmy jednak do naszego lamusa z Nepli. Budynek ten przechodził remonty i po odnowieniu nadano mu neogotycki charakter.  Był on częścią całego zespołu pałacowego i jednocześnie jedną z nielicznych budowli, która obok kaplicy grobowej św. Juliusza oraz budynku mieszkalnego, tzw. Białego Dworku zachowała się do dziś. Zespół dworski w Neplach należał jak się łatwo domyślić w okresie XVII-XIX w. do rodu Niemcewiczów. Na początku XIX wieku nowy właściciel Nepli, Kalikst Mierzejewski wybudował tu tzw. Biwak – pawilon mieszkalny przeznaczony dla cara Aleksandra I, który w latach 1818-25 przybywał do Nepli, a właściwie do żony Kaliksta – pięknej Julii z Orzeszków.

Tak czy siak mało kto się domyśla, ale z gościnności korzystał sam car. Zostawiam jednak ten temat, gdyż wiem jakie niegrzeczne myśli się Was imają, z resztą po części słusznie. Mówiło, się bowiem, że owocem tych częstych odwiedzin jak i romansu cara z żoną właściciela Nepli miał być syn Mierzejewskich – Juliusz August, urodzony w 1817 roku. Ja jednak plotkami się nie zajmuję. Czas zatem na sprawy bardziej poważne*, czyli czas na słynną Babę z Nepli (*ja i sprawy poważne – to na pewno nie jest cytat ze mnie).

B jak Baba z Nepli

Kto z nas nie lubi Legend? Jedna z tutejszych głosi, że piękna młoda dziewczyna zakochała się w tutejszym chłopie, którego nie zaakceptowała jej matka. Młodzi chcieli wziąć ślub, ale dzień przed uroczystością matka ostrzegła swoją córkę słowami: Obyś skamieniała zanim dojdziesz do kościoła. I tak o to Panna Młoda idąc przez pola na swój ślub zamieniła się w kamień. Dziewczyna biegła już jednak do swojego chłopca i nic nie robiła sobie z klątwy matki. Radosnym krokiem przemierzała rozkwiecone łąki. Od kościoła dzielił ją jeszcze mały pagórek, kiedy nogi zaczęły jej bardzo ciążyć. Każdy kolejny krok stawał się coraz trudniejszy. Postanowiła jednak, że postawi na swoim i stanie ze swoim wybrankiem przed ołtarzem. Niestety po kilku kolejnych krokach w kierunku świątyni panna cała zamieniła się w głaz. Stoi tam do dziś dnia, jako przestroga dla nieposłusznych panien i kawalerów. Morał jest tej historii prosty, trzeba się słuchać mamy. Pozdrawiam swoją, buziaki dla Ciebie Tereska.

Gdy spojrzałem swym subiektywnym okiem na ów Babę, to powiem Wam, że bardziej przypominała mi Bukę z Muminków lub coś na kształt kamiennego krzyża. Jeśli przyjąć by tą drugą wersję, miało by to swój sens. Prawdopodobnie mogło być to miejsce kultu dawnych Słowian. Bo co by tu robiła Buka, to nie umiem Wam powiedzieć, szczególnie, że trafić w to miejsce nie było prosto, gdyż asfalt zwijali już jakieś 1000 metrów wcześniej. Szkoda też, że ktoś usilnie chciał wykonać jej coś w stylu make-up’u. Tutaj apel na dziś – drodzy czytelnicy mojego bloga, szanujmy pomniki przyrody, kochajmy wszystkich, nie oszczędzajmy nikogo.

C jak czołg

Aby dojść czy dojechać do kolejnej atrakcji Nepli, należało kierować się polną drogą naprzeciw Kamiennej Baby wprost właśnie do pomnika czołgu. Kamień stoi na wzgórku w odległości około 50 metrów od asfaltowej drogi, dzięki czemu łatwiej już było trafić do tej unikalnej atrakcji Nepili. Kiedy zobaczyłem ten unikatowy czołg Armii Czerwonej, który jako pierwszy miał przejechać Bug i wraz z innymi wyprzeć Niemców z Polski, zrobiło mi się niedobrze, być może dlatego, że wcześniej zjadłem hot dogi na stacji benzynowej, albo z uwagi na wyboje drogowe, a być może z innych względów, sam już nie wiem.

Fakt faktem, czołg jest odmalowany i dumnie stoi na podwyższeniu, tuż nieopodal naturalnej granicy między Polską, a Białorusią. A właśnie, będąc już tak blisko rzeki, koniecznie wybierzcie się nad Bug, którego zakole, kapitalnie widać na skraju skarpy, przy słupku granicznym numer 1287. W okolicy znajdziecie też Rezerwat przyrody Czapli Stóg, którego całkowita powierzchnia zajmuje niespełna 5 ha. Bez wątpienia w tym miejscu wypoczniecie, a przy odrobinie szczęścia zobaczycie Czaple. Mnie tym razem się nie udało, ale spacerujący po pobliskim polu bocian, zrekompensował wszelkie braki czapli czy krowy, która mogłaby zmienić zdanie. Ale nie martwcie się poszukiwania trwają dalej. Dla niewtajemniczonych podaję link do akcji pod kryptonimem Mućka.

Reasumując – czy warto jest tutaj przyjechać? Moim zdaniem tak, mając na uwadze, że jest to wieś, to śmiem przyznać, że ma całkiem sporo do zaoferowania. Mam też na względzie, że jedni lubią przytulać się do siebie, inni do drzew, a jeśli lubicie utulić zimną jak głaz babeczkę, Neple są właśnie dla Was. Z góry przepraszam z tego miejsca wszystkich 245 mieszkańców Nepli, za te pielgrzymki z całej Polski fanatyków macania kamieni i innych zboków, którzy Was w najbliższych dniach odwiedzą. Co złego to nie ja, do następnego Kochani. Nie zapomnijcie zostawić lajka czy udostępnić posta na swoim fejsiku. Nic tak nie uratuje świata jak to.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel oraz ElPiteros

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#neple co warto zobaczyć #lubelskie #rafalbil
#blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite 

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Rafał Bil Podróże| Zwiedzanie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Neple | Co warto zobaczyć w Neplach| Lubelskie 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020