Archiwum kategorii: Podróże

Co warto zobaczyć w Zaanse Schans?

Zabieram Was do Holandii. Dziś poznacie moje subiektywne ABC na temat Zaanse Schans, który znajduje się w regionie Zaan. Zachowała się tu zarówno kolekcja starych wiatraków, ale i klimatycznych domków. Być może niektórych zaskoczę, ale Zaanse Schans jest jedną z najbardziej popularnych atrakcji turystycznych w Holandii, którą moim zdaniem zdecydowanie warto zobaczyć. Ruszamy zatem do prowincji Holandia Północna, by odkryć jeden z najbardziej malowniczych regionów Holandii, w którym pachnie o dziwo nie ziołami, a aromatyczną czekoladą. Wyprawę po skansenie rozpoczynam, od wizyty w Laboratorium Kakao, w którym można samemu przyrządzić ten pyszny i aromatyczny czekoladowy napój i to wedle własnych preferencji.

Z kubkiem wyśmienitej czekolady w ręku wyruszam w drogę, by eksplorować ten sielski teren. Piękny krajobraz, drewniane domki i majestatyczne wiatraki wznoszące się nad miastem, wzdłuż leniwie płynącej rzeki Zaan  – to wszystko,  mimo fatalnej pogody, która mnie tu zastała i tak zapiera dech w piersi. Mam nieodparte wrażenie, że to co tu spotykam, jest kwintesencją oddającą holenderski klimat pozornej beztroski. Jesteście ciekawi jakie atrakcje tu na Was czekają? Mimo niesprzyjającej pogody, która mnie zastała zapraszam na spacer online do miejsca, które w ciągu roku odwiedza ponad milion turystów.

A jak  atrakcje

Na start skupmy się może na głównych atrakcjach, które tu spotkam, ale zacznijmy od początku, czyli skąd, kiedy i po co znalazły się tu wiatraki? Aby pozwolić na zachowanie unikalnego holenderskiego dziedzictwa, pomysłodawca skansenu, architekt Jaap Schipper, zadbał o zwiezienie wielu unikatowych budynków z całego regionu w jedno miejsce. Sami zobaczcie i oceńcie czy idea ta była słuszna. Miejcie na uwadze, że siła tego regionu wiązała się właśnie z wiatrem i to on napędzał fabryki oraz tutejsze zakłady pracy. Produkowano w nich wiele najróżniejszych produktów. Wytwarzano tu m.in. deski, papier, pigmenty do farb, ale i olej czy włókna. W niektórych zakładach produkowano żywność np. musztardę oraz przetwarzano kakao. Większość produktów była rozsyłana na cały świat z holenderskich portów, a dynamiczny rozwój przemysłu pozwolił rozwinąć się wówczas Holandii do poziomu światowej potęgi morskiej oraz handlowej.

Kiedy zapotrzebowanie na wiatraki zmniejszyła rewolucja przemysłowa, wiatraki stopniowo przestały być wykorzystywane. Wiele z nich zdemontowano, a pomimo, że region jest obecnie nadal znacznie uprzemysłowiony, to jednak energię czerpie z nowoczesnych źródeł energii. Niestety w związku z tym wiele przykładów unikalnej zabudowy przepadło, tym bardziej moim zdaniem, cennym posunięciem była realizacja pomysłu Schipper’a.

 Jeśli więc chcecie przyjechać, by przenieść się w czasie i zobaczyć widoki idealne jak z pocztówki z XVIII i XIX-wiecznej Holandii, to koniecznie musicie tu zawitać. Regionem tym inspirował się m.in. Claude Monet, który spędził tu kilka miesięcy swojego życia, a w tym czasie namalował aż 24 obrazy. Jeden z nich można podziwiać w pobliskim Zaans Museum. Jeśli chcecie podobnie jak on zainspirować  się lub poznać historię regionu Zaan, to pomału planujcie swój wyjazd do Zaanse Schaans, które jest miejscem szczególnie urokliwym.

B jak budynki

Zapytacie co potrafi mnie tak oczarować? Osobiście do gustu przypadł mi widok na panoramę  wiatraków, które rozrzucone są na długości około kilometra wzdłuż rzeki Zaan. Pozostałe budynki skupiono na niewielkim obszarze, dlatego w sezonie przygotujcie się na tłumy turystów. Ja mimo deszczowej pogody i dotarcia tu poza sezonem też musiałem się uzbroić w cierpliwość, by wykonać kilka ujęć bez zbędnych turystów w kadrze. Strach jest pomyśleć, co dzieje się tu latem. Zostawmy te zmartwienia na później i przejdźmy lepiej do zabudowań. W budynkach rzemieślniczych dowiemy się w jaki sposób wytwarzane były produkty związane z regionem. Wewnątrz nich możemy zwykle też zakupić pamiątkowe produkty. Natomiast jeśli chodzi o tutejszą architekturę wyszczególnić trzeba m.in wiatraki.

De Kat (Kot) – w tym wiatraku przenosimy się do świata kolorów. Jednym z ciekawych zastosowań wiatraków było wytwarzanie pigmentu, wykorzystywanych następnie przy tworzeniu farb i miejsce to jest tego najlepszym dowodem. Dodatkowo ciekawą atrakcją jest możliwość wejścia na tutejszy taras. 

De Gekroonde Poelenburg (Ukoronowany Poelenburg) – to  wiatrak tartaczny.

Kolejny wiatrak pozbawiony został skrzydeł. De Os (Wół), bo o nim mowa, pochodzi z 1663 roku i wówczas produkowano w nim olej. Jest jednym z najstarszych młynów przemysłowych, jakie kiedykolwiek zbudowano w rejonie Zaan. W 1916 r. zdemontowano mu skrzydła i podłączono go do silnika, dzięki czemu przepracował jeszcze kilkanaście lat. Następnie Wół przekształcony został w magazyn.

Tuż za nim znajduje się Het Klaverblad (Liść Koniczyny). To niewielki, ale bardzo urokliwy wiatrak tartaczny.  

Większą uwagę skupił na mnie kolejny – De Bonte Hen (Kolorowa Kura). To wiatrak uważany za szczęśliwy wiatrak. Przetrwał bez szwanku co najmniej kilkukrotne uderzenie pioruna. To kolejny ośmiokątny wiatrak, w którym wytwarzano olej. Mając na względzie jego wiek oraz to co przeszedł, zasługuje na uznanie, bo on sam pochodzi z 1693 roku.

 

 
Het Jonge Schaap (Młoda owca) to tartak. W środku dowiecie się w jaki sposób działały tartaki napędzane siłą wiatru. Dzięki nim Holendrzy mogli szybko produkować deski potrzebne do budowy statków oraz domów, z których większość była drewniana i finalnie stać się ówczesną potęgą na arenie międzynarodowej. 

De Zoeker (Poszukiwacz) – jeden z najstarszych wiatraków. W przeszłości wytwarzano tu olej, mielono przyprawy, przetwarzano kakao czy pigment. Uważa się jednak, że początkowo konstrukcja służyła do osuszania terenu. 

Innym z wiatraków jest De Huisman (Gospodarz), gdzie w przeszłości produkowano musztardę i mielono przyprawy. Dzisiejsza struktura wiatraka składa się z dwóch połączonych budynków. Górną część oryginalnego wiatraka ustawiono na budynku magazynu, w którym dziś mieści się sklep i wystawa. Możemy tu skosztować lub powąchać różnych, w tym bardzo egzotycznych przypraw. 

Trzeba podkreślić, że nie samymi wiatrakami żyje ten skansen.
Dodatkowo znajdziemy tu i inne ciekawe zabudowania do których należą:

Farma serowa – replika oryginalnej farmy Catharina Hoeve1750 roku. W środku możemy zobaczyć prezentację o tworzeniu sera oraz skosztować wielu serów w najróżniejszych smakach. Jeśli któryś nam posmakuje możemy zakupić większy okrągły kawałek. 

Beczkarnia Tiemstra’y – w środku zobaczymy i poznamy sposób tworzenia drewnianych beczek. 

Piekarnia z muzeum – w jednym z pomieszczeń w budynku piekarni znajduje się małe muzeum z narzędziami oraz eksponatami związanymi z wypiekami. 

Pawilon Verkade – to największa firma w regionie produkująca słodycze m.in. ciastka i czekoladę. Na miejscu zobaczymy w jaki sposób produkowana jest czekolada oraz dowiemy się kilku ciekawostek o wytwarzaniu słodyczy. 

Muzeum sklep Albert Heijn – w tym małym budynku znajdziemy wyposażenie z pierwszego sklepu Alberta Heijna. Oryginalne wagi, pojemniki i inne stare przedmioty, pozwolą nam zobaczyć jak małe sklepy wyglądały w przeszłości. Napijemy się tu też kawy lub zakupimy coś słodkiego. 

Muzeum Czasu (Zaan Time Museum) – muzeum poświęcone historycznym zegarom. Wiele z nich to dzieła sztuki, wszystkie działają. Muzeum nie jest duże. W trzech pomieszczeniach zawarto unikatowe zegary najwyższej klasy. 

Jednym z najbardziej interesujących dla mnie budynków jest tam budynek rzemiosła słynnych drewnianych butów (Clog). W środku znajduje się muzeum, gdzie zobaczymy ogrom różnych butów – w tym np. buty ślubne, a najstarszy znajdujący się tam but ma niemal 300 lat. 

C jak ceny

Na koniec jak już wiemy co i gdzie, to pozostało ustalić za ile. Wejście na teren Zaanse Schans jest darmowe, ale musimy liczyć się z pewnymi kosztami. Bez opłat możemy wejść do budynków rzemieślniczych oraz sklepów. Płatne są już natomiast znajdujące się tu wiatraki i muzea czy miejsca parkingowe. Koszt za cały dzień parkowania to 10€. Wejście do jednego z płatnych wiatraków wynosi 4€, dzieci do 6 lat wchodzą za darmo, natomiast od 6 do 12 lat za połowę ceny normalnego biletu, czyli za 2€. Pamiętajcie, że ceny się zmieniają, więc warto je sprawdzać na oficjalnej stronie Zaanse Schans. Za zwiedzanie Muzeum (Pawiolon) osoba dorosła zapłaci 9€, dzieci do 4 roku życia pod opieką osoby dorosłej wejdą tu za darmo, natomiast dzieci od 4 do 7 roku życia zapłacą 5€. Natomiast bilety do Muzeum zegarów osoby dorosłe kosztują 10€, za dzieci do 12 roku życia zapłacimy 5 euro, uczniowie i studenci zapłacą natomiast 7 euro. Do tradycyjnych sklepów, piekarni, destylarni, mleczarni, warsztatu stolarza czy herbaciarni wejdziecie za darmo. Jak już zmęczycie się spacerami, polecam też wybrać się na tutejsze specjały. Ceny są dość przystępne – szczególnie, że będziemy mogli tu skosztować różnych lokalnych i unikatowych produktów. Do dziś pamiętam smak i zapach pysznych holenderskich karmelowych wafli. Musicie pamiętać, że nie samymi ziołami pachnie Holandia 😉

Jeśli zapomnicie o wygodnych butach, to alternatywnym sposobem na poznanie okolicy jest 45 minutowy rejs statkiem, podczas którego zobaczycie skansen z innej perspektywy. Rejsy odbywają się sezonowo od kwietnia do końca września. Cena dla osoby dorosłej to 7€, natomiast połowę tego zapłacicie za bilet dla dzieci do 12 lat. Istnieje też możliwość na krótszy kurs, czyli przepłynięcie na drugą stronę rzeki do Zaandijk, koszt kursu za 1€. Polecam Wam też kartę The Zaanse Schans Card. Warto sobie rozważyć jej kupno, bo jeśli planujecie spędzić tam skorzystać z większości atrakcji, to pozwoli Wam sporo zaoszczędzić. Koszt takiej karty to 15€, a 10€ dla dzieci w wieku 4-17 lat, dzieci poniżej 4 lat otrzymają ją gratis. W ramach karty otrzymujemy: darmowe wejście do Muzeum Zaanse i Muzeum Czasu oraz do jednego z wiatraków, a do pozostałych zniżkę -50%. Dodatkowo otrzymacie -30% zniżki na muzeum Honig Breethuis i -10% zniżki na zakupy powyżej 10€ w tutejszym sklepiku oraz rabat 2,50€ na całodniowy parking.

Innym rozwiązaniem na zwiedzenie holenderskich muzeów jest karta Museumkaart. Pozwala ona na wejście do Muzeum Zaanse, Muzeum Zegarów czy muzeum Honig Breethuis. Niestety, z kartą muzealną nie wejdziemy do żadnego z wiatraków w Zaanse Schans. Karta ta pozwala na zwiedzenie w Holandii ponad 400 różnych muzealnych placówek. Dzięki niej przekonacie się, że ten kraj to nie tylko tulipany, rowery, sery, drewniane saboty czy Wiatraki, które są dziś bez wątpienia wizytówką Holandii.

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#Co warto zobaczyć w Holandii  #Zaanse Schans #Holandia #Co warto zobaczyć w Zaanse Schans

Fotograf Lublin | Holandia | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Blog podróżniczy | Renowacja Zdjęć | Zaanse Schans

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Koronawirus (COVID-19)

ABC o podróżowaniu w czasach koronawirusa 🧰

Dziś przygotowałem dla Was kilka aktualnych informacji na temat SARS-Cov-2 🧫wywołującego chorobę COVID-19. Oprócz aktualności, podam Wam kilka cennych informacji na temat bezpieczeństwa i tego co można robić, by się nie zarazić, a na koniec poznacie też kilka faktów i mitów na temat COVID-19 oraz odpowiem na zasadnicze pytanie – PODRÓŻOWAĆ, CZY NIE. To co ruszamy w wirtualną wyprawę, by poznać lepiej ten enigmatyczny wirus, o którym w ostatnich dniach jest tak głośno w mediach. Jednego możecie być pewni, tego typu podróż jest w 100% bezpieczna, ale mimo to dokładnie umyjcie rączki 👏 przed i po siadaniu za klawiaturę komputera, bez względu na to na jakie jeszcze strony www poza moją, macie zamiar dziś wchodzić. A jeśli jesteśmy już przy innych stronkach, to gdy planujecie wyjazd za granicę polecam wejść na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych i tam sprawdzić ostrzeżenia dla danego kraju. Aktualne komunikaty i wytyczne dla podróżnych można też znaleźć na stronach Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Światowej Organizacji Zdrowia oraz Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Poznajcie też inne, nie tylko podróżniczo cenne i aktualne informacje.

A jak aktualne informacje

Wpis zacznę od ciekawostki. Wiecie o tym, że wirus został nazwany koronawirusem dlatego, że oglądamy pod mikroskopem kształtem do złudzenia przypomina koronę👑. Wychodząc dziś z marketu przekonałem się namacalnie że, po królewsku pozamiatał nie tylko rynek podróżniczy, ale i wyczyścił sklepowe pułki, przynajmniej w Lublinie, gdzie od dwóch dni pojawiły się dwa potwierdzone przypadki osób zarażonych tym wirusem.

Czym zatem jest ten nowy twór zwany koronawirusem SARS-Cov-2 wywołującym chorobę o nazwie COVID-19, jak się objawia oraz dlaczego sieje taką panikę? Choroba ta objawia się zwykle gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni, zmęczeniem. Wirus przenosi się drogą kropelkową. Do zgonów dochodzi u 2–3% osób chorych, a ciężki przebieg choroby obserwuje się u ok. 15-20% osób. Najbardziej narażone na rozwinięcie ciężkiej postaci choroby i zgon są osoby starsze, z obniżoną odpornością, którym towarzyszą inne choroby, w szczególności przewlekłe. Pamiętajcie, że sytuacja zmienia się dynamicznie i dość radykalnie, a dotychczas nie ma sprawdzonej szczepionki i jednej skutecznej metody leczenia.W mojej ocenie m.in. właśnie to sprawia, że wirus ten budzi tak duży niepokój.

Jeśli zastanawiacie się, gdzie można znaleźć najbardziej aktualne komunikaty z wiarygodnych źródeł, dotyczące koronawirusa, polecam surfować po stronach: Ministerstwa Spraw Zagranicznych, tu znajdziecie szczególnie ważne informacje dla podróżujących. Warto też sprawdzać stronę Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz Światowej Organizacji Zdrowia, by być na bieżąco nie mniej jak z moim blogiem.

🔍 https://www.who.int/health-topics/coronavirus

🔍 https://www.gov.pl/web/dyplomacja

🔍 https://www.gov.pl/web/koronawirus

🔍 https://gis.gov.pl/

🔍 https://europa.eu/european-union/about-eu/agencies/ecdc_pl

Na poniższej stronie znajdziecie kraje, w których oficjalnie potwierdzono wystąpienie korona wirusa:

🔍 https://experience.arcgis.com/experience/685d0ace521648f8a5beeeee1b9125cd

Jeśli macie dodatkowe pytania, zawsze można zadzwonić na infolinię Ministerstwa Zdrowia
uruchomioną specjalnie z uwagi na koronawirusa – numer telefonu to: 800 190 590 ☎

B jak bezpieczeństwo

Przede wszystkim nie wpadajcie w panikę. Przed zakażeniem wirusami chronią nas proste czynności. Pamiętać o podstawach, czyli o unikaniu przebywania w tym samym miejscu z ludźmi mającymi objawy choroby. Pamiętać też należy o częstym i higienicznym myciu rąk i starać się nie dotykać ust czy oczu. A na co warto zwrócić uwagę, gdy np. zdecydujecie wybrać się w podróż? Polecam mieć przy sobie żel odkażający, a np. na czas podróży w samolocie, czy pociągu założyć odpowiednią maseczkę😷. Pamiętajcie tylko, że jej działanie ma sens przez około 30 minut i nie jest to maseczka budowlana. Warto jest więc posiadać kilka sztuk, zależnie od czasu trwania naszej podróży. Pamiętajcie też, że nie zaleca się obecnie podróżowania do Chin oraz Korei Południowej, Włoch, Japonii, Iranu, czy niektórych depatamentów Francji czy Landu Nadrenia Północna-Westfalia w Niemiczech. Zanim zdecydujecie się wyruszyć do jakiegoś kraju, monitorujcie sytuację przez stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych i niech Was nie opuszcza zdrowy rozsądek.

Warto zadać sobie podstawowe pytanie – czy wiesz jak zachować środki ostrożności i jak postępować w przypadku podejrzenia zakażenia u siebie lub swoich bliskich?

🚾 Pamiętaj o częstym i dokładnym myciu rąk wodą z mydłem oraz unikaj dotykania oczu, nosa i ust.

🤧 Kiedy kaszlesz lub kichasz, zawsze zakrywaj usta i nos zgiętym łokciem lub chusteczką. Zachowuj też bezpieczną odległość (około 1,5 m) od osoby, która kaszle, kicha lub ma gorączkę.             

🤒 Gdy kaszlesz i kichasz, pozostań w domu do czasu powrotu do zdrowia, a w przypadku pogorszenia stanu zdrowia nie lekceważ objawów. Zastanów się wówczas, czy dotyczą Cię poniższe dwie kwestie: pierwsza – czy w ciągu ostatnich 14 dni przebywałeś na obszarach objętych wirusem bądź miałeś kontakt z osobą zarażoną. Druga – czy masz podwyższoną temperaturę, kaszel, bóle głowy, stawów i mięśni, duszności i pojawiają się symptomy podobne do przeziębienia lub grypy? Jeśli tak to dla bezpieczeństwa Twojego i bliskich powiadom telefonicznie stację sanitarno-epidemiologiczną lub zgłoś się do oddziału zakaźnego lub oddziału obserwacyjno-zakaźnego, gdzie określony zostanie dalszy tryb postępowania medycznego.

C jak COVID-19 fakty i mity🌡

FAKTY:

🦠 Koronawirusy są pochodzenia odzwierzęcego co oznacza, że ich mutacje przenoszą się ze zwierząt na ludzi. Znane przypadki to wirus SARS, który przeszedł na nas z kotów, czy niesławny MERS pochodzący od wielbłądów. Największą śmiertelność zanotował wirus MERS, pojawiający się do dziś na Półwyspie Arabskim. Niemal czterdzieści procent zakażonych wirusem MERS zmarło.

🧬 W przypadku wirusa 2019-nCoV zakażalność jest bardzo wysoka lecz pamiętać należy, że ponad pięćdziesiąt procent zakażonych nawet o tym nie wie, gdyż choroba mija równie szybko jak się pojawiła i to zupełnie bezobjawowo. U większości ludzi również te objawy znikają nie pozostawiając po sobie śladu.

👶 Śmiertelne przypadki chorób spowodowanych obecnością koronawirusa dotyczą przeważnie ludzi starszych, chorych lub niemowląt.

🛫 Jeżeli wróciliście z dalekiej podróży pamiętajcie, że Wam wirus mógł nie zrobić krzywdy, ale możecie przenieść go na innych, słabszych i mniej odpornych ludzi.

🧪 O tym jak dramatyczne sceny mają miejsce w krajach takich jak Włochy, Iran czy Korea Północna, często w mediach się nie mówi. Brak wystarczającego sprzętu i personelu medycznego.

 

MITY:

🎭 Noszenie maseczki uchroni Cię przed koronawirusem.

📪 Paczki z Chin mogą przenosić tego wirusa.

💉 Popularne szczepionki mogą chronić przed wirusem.

💊 Obecne antybiotyki ratują przed zarażeniem tym wirusem. 

👵 Koronawirus atakuje wyłącznie osoby starsze lub dzieci.

👏  Mycie rąk mydłem antybateryjnym zabezpieczy nas na 100% przed zachorowaniem na koronawirusa.

♨ Koronawirusa można pokonać w gorącej saunie.

Wszystkie powyższe mity należy zapamiętać, ale z uwagi na moje zamiłowanie do saun odniosę się tu szczególnie do ostatniej kwestii. Musicie wiedzieć, że nie ma nic bardziej mylnego niż to, że sauna leczy z wirusów. Sauna jest idealnym rozwiązaniem na podniesienie odporności, ale gdy regularnie z niej korzystamy. Dzięki częstemu i poprawnemu saunowaniu nasz organizm lepiej reaguje na nagłe zmiany temperatur, hartuje się i w konsekwencji “buduje odporność”. Natomiast gdy jesteśmy przeziębieni, mamy gorączkę czy jesteśmy zainfekowani wirusem, pod żadnym pozorem nie powinniśmy korzystać z seansów saunowych.

PODSUMOWANIE

Reasumując moje ABC na temat koronawirusa, pamiętajcie, że bardzo ważny jest zdrowy rozsądek. Nie mówcie nie planowanym podróżom do miejsc gdzie nie stwierdzono przypadków zachorowań, ale mocno zastanówcie się nad wyprawami do państw, gdzie znajdują się ogniska epidemii. Ja zdecydowanie taką podróż bym odwołał. Koniecznie odżywiajcie się zdrowo uzupełniajcie suplementy i budujcie odporność. Nie zaszkodzi tran, witamina C i częste i higieniczne mycie rąk, przemywanie twarzy, trzymajcie się ciepło, byle nie za oczy czy usta. Uśmiechajcie się dużo i jeszcze więcej śmiejcie, bo śmiech to zdrowie. Można żartować np. z memów o koronawirusie, ale nigdy go nie lekceważcie. Warto, też się wysypiać i nie przemęczać organizmu. Pamiętajcie, że zmieniająca się z dnia na dzień sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się wirusa na świecie, wymusza na nas zweryfikowania swoich podróżniczych planów, szczególnie, że niektóre linie lotnicze odwołują połączenia i zawieszają niektóre trasy, zwłaszcza do miejsc wyjątkowo zagrożonych🗺. Zdecydowanie polecam Wam podróżować, TAK PODRÓŻOWAĆ ONLINE, odwiedzajcie inspirujące blogi podróżnicze czy przeglądajcie w sieci fantastyczne vlogi z różnych wypraw. Serdecznie zapraszam Was też do mnie na stronę www.rafalbil.eu/podroze. Ta niezwykle tania forma zwiedzania wydaje się bardzo rozsądną alternatywą dla wszystkich, którzy lubią odkrywać świat, szczególnie, że nie trzeba wychodzić z domu, do czego teraz Was namawiam.  Na koniec mam dla Was iście 🎩czarodziejski trik, bo być może nigdy nie zastanawialiście się nad tym jak skutecznie i higienicznie myć ręce, a ta iście magiczna sztuczka może dać bardzo zdrowe efekty. Pamiętajcie też, że możemy być zarażonymi i nie mieć objawów. Czas inkubacji to około 14 dni i więcej. Dlatego polecam Wam, zostańcie w domach, jeśli nie musicie podróżować, a sprawy drugoplanowe odłóżcie na dziesiąty plan. Szczególnie, że WHO nazywa już ten problem pandemią. Rośnie też liczba zgonów z powodu koronawirusa i na dzień dzisiejszy tj. 12.03.2020 wynosi 4641 osób. Trzymajcie się, dbajcie o siebie i dużo zdrowia Wam życzę. Pamiętajcie, że dziś najważniejsza jest higiena oraz ograniczanie kontaktu z ludźmi, którzy mogą być chorzy.

źródło: strona www.gis.gov.pl/zdrowie/zasady-prawidlowego-mycia-rak/

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#koronawirus  #COVID-19 #rafałbil #fotografia #zostańwdomu

Fotograf Lublin | COVID-19 | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Koronawirus

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Morze Martwe

ABC o Dead Sea – czyli co warto zobaczyć nad Morzem Martwym?

 

Dziś zabieram Was na wyprawę nad wyjątkowo zadziwiający akwen, będący jedną z jego największych atrakcji turystycznych Izraela. Wycieczka na najgłębszą depresję świata to jednoczesna podróż na najniżej położone na lądzie miejsca na Ziemi.  Jedno jest pewne, że znajdziemy się ponad 400 metrów poniżej poziomu morza – kto z Was w swoim życiu tak nisko upadł? Dla równowagi uspokoję Was informacją, że z uwagi na dużą ilość tlenu oddycha się tu pełną piersią, także jeśli Was tu jeszcze nie było to nie bójcie się takiego upadku. Dziś dowiecie się m.in. dlaczego Morze Martwe jest martwe oraz czy ktoś nas czasem nie okłamuje mówiąc, że jest to na serio morze. Zdradzę Wam też ciekawostki na temat wyeksplorowanych przeze mnie tu miejsc oraz podzielę się cennymi podróżniczo radami. Pokażę główne atrakcje i jak zawsze będzie coś dla ciała, ale i dla ducha. To co gotowi – możemy zaczynać? Pakujcie ręcznik, okulary przeciwsłoneczne i kąpielówki, bo ruszamy do tego jednego z najbardziej niezwykłych miejsc świata, które koniecznie trzeba zobaczyć przed śmiercią, ale zobaczyć to za mało, to po prostu trzeba poczuć i przeżyć i to dosłownie. Poznajcie moje subiektywne, ABC o Morzu Martwym, a więc w drogę.

  

NAZWA

Zacznijmy od tego skąd wzięła się sama nazwa? Wiąże się ona z zasoleniem Morza Martwego. Nazwa w języku hebrajskim określana jest “Jam haMelach”, co tłumaczy się jako“Morze Soli”. Mając na względzie wyższy stosunek wody wyparowującej z morza od ilości wody wpływającej do akwenu występuje w niej duże zasolenie wody, to właśnie ta cecha spowodowała, ze morze nazwano „martwym”. Co ciekawe to, dzięki temu właśnie wysokiemu zasoleniu zbiornika, nie można tak łatwo się w nim utopić i to jest dobra wiadomość dla osób niepotrafiących pływać. Jeśli zastanawialiście się, czy Morze Martwe jest tak naprawdę morzem? To już Wam sprostuje, faktycznie Morze Martwe jest słonym jeziorem bezodpływowym położonym w tektonicznym Rowie Jordanu. Czujecie się oszukani, a może chcecie odkryć więcej sekretów tej części świata? Zatem zapraszam Was do poznania atrakcji, jakie na Was tam czekają.

A JAK ATRAKCJE

CO WARTO ZOBACZYĆ

Jedną z największych atrakcji Izraela jest samo w sobie Morze Martwe. Widok na ten unikatowy akwen wodny ulokowany w najniższej depresji świata potrafi zaprzeć dech we wspomnianej już piersi i to bez względu czy jest to biust Pameli Anderson, czy nieco mniejszy jak mój. Na mnie duże wrażenie wywarł widok na cały zbiornik wodny i fakt, że widać przeciwległy brzeg, leżący już w Jordanii. Będąc tutaj warunkiem sine qua non jest zobaczenie pięknej oazy Ein Gedi z wodospadami i ciekawą fauną i florą. Obok rezerwatu naturalnego Ein Gedi, warto też zobaczyć również starożytną twierdzę Masadę, czy miejsce odnalezienia zwojów z Kumran

Zadziwiającym jest, że na jałowej Pustyni Judzkiej, ciągnącej się wzdłuż Morza Martwego, wyrasta oaza. Bujna roślinność nie jest jak się okazuje fatamorganą. Rosną tu różne gatunki palm, bambusy czy nawet baobaby. To ogród botaniczny przy kibucu wspomnianej już Ein Gedi, współczesnej osadzie o iście socjalistycznych ideałach, którą moim zdaniem warto odwiedzić. 

COŚ DLA CIAŁA, COŚ DLA DUCHA

Poza aspektem dobrym dla oka, trzeba też zwrócić uwagę na walory dla ducha, szczególnie na prozdrowotne właściwości tej części świata. Jeśli tężnie w Ciechocinku już się Wam znudziły, skorzystajcie wówczas z dobroczynnych właściwości słonej wody w Morzu Martwym, w północnej części tego regionu w Izraelu, które są dla wielu nie lada atrakcją. Warto też zaznaczyć, że część południowa Morza Martwego jest eksploatowana przez przemysł i wydobywa się z niej sól morska na masową skalę. Są to zarówno znaczne ilości soli kuchennej, ale i potasowej (zasoby oceniane są na 43 mld ton). Wszystko to robi imponujące wrażenie, a to dopiero początek naszej wyprawy.

Ciekawym jest też fakt, że na dnie morza znajduje się błoto, dostarczające skórze odżywczych minerałów. „Czarne błoto”  ma zastosowanie do leczenia wielu dolegliwości. Okłady z niego umożliwiają wnikanie minerałów do organizmu przez skórę, działając przeciwalergicznie, a także pobudzając krążenie i regulując nawilżenie skóry, dzięki czemu skóra pozostaje młodsza i jędrniejsza. Minerały te są też zbawienne m.in. dla osób ze schorzeniami skórnymi. Mają one bowiem działanie hipoalergiczne i łagodzące podrażnienia, ponadto pozytywnie wpływają na przemianę materii. Wspomagają one również dotlenienie organizmu. Poza sporą ilością tlenu, w powietrzu znajduje się również bromek, który pozytywnie wpływa na nasze zdrowie i uspokaja nasze organizmy. To m.in. dlatego pobyt tam, tak wspaniale odpręża, ale o samym odprężeniu więcej będzie jeszcze nieco później.

PLAŻE GODNE POLECENIA

Godnym polecenia miejscem jest plaża Ein Bokek obok gór, znajdziemy tu nowoczesne hotele. Największym atutem jest to, że plaża tu jest zagospodarowana bardzo dobrze i ma spory plus, że jako jedna z nielicznych przystosowanych plaż, ta jest bezpłatna. Po kąpieli w słonej wodzie, można tu skorzystać z prysznica, co jest bardzo ważne, gdyż skóra po wyjściu z tak zasolonej wody, ma na sobie charakterystyczną tłustawą powłokę. Niestety tutaj nie znajdziecie na dnie Morza błota z minerałami, którym nacierają się często wypoczywający tutaj kuracjusze. Zapytacie skąd je w takim razie mają? W okolicy znajdziecie też centra handlowe, restauracje oraz agencje turystyczne, które pomagają przy organizacji różnych atrakcji, a w sklepikach znajdziecie różne pamiątki i produkty, w tym właśnie błoto. 

By wydobywać samemu metodą odkrywkową błoto z Morza Martwego polecam wybrać się do Neve-Zohar (plastikowe łopatki do kopania nie są wymagane). To drugi większy obok Ein Bokek kompleks wypoczynkowy przyciągający wielu turystów pragnących wypocząć i wcierać w siebie błoto. Turyści mają tu też do dyspozycji hotele oferujące rozmaite sposoby wyleczenia ciała i ducha. Co ważne sama plaża przy kurorcie jest dobrze zagospodarowana, wzdłuż wybrzeża ustawione są też prysznice, pod  którymi można opłukać się po słonych kąpielach, a przed upalnym słońcem chronią parasole. Ta plaża jednak jest płatna, a o kosztach poczytacie pod literą C, o ile dotrwacie z czytaniem tego wpisu do końca. Jeśli Was już znudziłem, a koniecznie chcecie wiedzieć ile trzeba za wszystko zapłacić, ułatwię Wam – polecam pominąć kwestie litery B, czyli sprawy bezpieczeństwa (choć wydaje się to mało rozsądne), ale można przejść od razu do kwestii cen, czyli pod literę C. W kwestiach bezpieczeństwa poruszę również wątek tzw. dzikich plaż, zatem jednak mocno polecam przeczytać całość mojego wpisu. Wiem, wiem – sprytnie sobie to wszystko wymyśliłem 😉

Dużym atutem spędzania wakacji nad Morzem Martwym jest to, że każdy znajdzie coś dla siebie. Z jednej strony można wylegiwać się na plażach czy w tutejszych kurortach. Infrastruktura turystyczna jest tu bardzo zróżnicowana. Można też spędzać tu czas bardziej aktywnie, np. skorzystać z wycieczek na wielbłądach, jeździć jeepami, czy uprawiać trekking. Przyjeżdżać w region Morza Martwego można w zasadzie o każdej porze roku, ponieważ nawet zimą temperatura wody nie spada tu poniżej 19 stopni Celsjusza. Podobnie temperatura powietrza również jest wówczas bardzo przyjemna. Nie mogłem więc odmówić sobie przyjemności kąpieli w styczniu i choć woda nie była gorąca, ale nie chciałem zrezygnować z tej rześkiej, ale bardzo przyjemnej “zimowej” atrakcji. Podpowiem Wam jeszcze, że z uwagi na solne, kamieniste dna, warto mieć ze sobą klapki czy buty do pływania. Świetnie się sprawdzi to obuwie, które zabieracie np. na kamieniste plaże w Chorwacji.

Będąc nad Morzem Martwym zdecydowanie warto jest wybrać się też do wspomnianej już starożytnej fortecy, określanej jako Massada, ale o tym więcej napiszę Wam w kolejnych wpisach z moich podróży. Teraz bardziej skupię się na kwestiach bezpieczeństwa, bo dla mnie obok cen jest to istotna sprawa, gdy decyduję się na każdą wyprawę.

B JAK BEZPIECZEŃSTWO

Tą kwestię należy rozpatrzyć wieloaspektowo, gdyż temat bezpieczeństwa jest tu dość złożony, w zależności od kryteriów pod jakimi tą kwestię chce się rozpatrywać, ale bez zbędnego filozofowania, już wyjaśniam w czym rzecz.

Może najpierw kwestia zasadnicza – to odpowiedź na pytanie czy można się tu utopić? Muszę Was od razu uspokoić, bo teoretycznie się nie da, z uwagi na wysokie zasolenie wód Morza Martwego. Sprawia ono, że utrzymywanie się na jego powierzchni jest wyjątkowo łatwe, nawet dla osób nieumiejących pływać. Naturalnie mając na uwadze, możliwość utopienia się w łyżce wody, 100% gwarancji Wam nie dam, dlatego warto mieć dobre ubezpieczenie od nieszczęśliwych wypadków 😉 (Tu jest idealne miejsce dla baneru reklamowego firm ubezpieczeniowych).

PLAŻE NIESTRZEŻONE

Zdecydowanie odradzam korzystanie z plaż niestrzeżonych z uwagi na kwestie bezpieczeństwa i chodzi tu głównie o dzikie plaże, do których często dotarcie jest ryzykowne i niebezpieczne w związku z występującymi licznymi uskokami, przysłoniętymi na powierzchni cienką warstwą piasku. Znane są wypadki zaginięć czy nawet śmierci, osób spacerujących w miejscach niedozwolonych. ( Tu idealnie wpisała by się natomiast reklama i baner lokalnych zakładów pogrzebowych). 😀

TEMPERATURA I PROMIENIOWANIE SŁONECZNE

Trzeba też zwrócić uwagę na kwestie temperatury pod kątem również bezpieczeństwa. Moim zdaniem najlepiej jest przylecieć tu jesienią, kiedy temperatura jest już łagodniejsza. Musicie bowiem wiedzieć, że latem termometr potrafi wskazać nawet 50 stopni Celsjusza (w słońcu oczywiście). Dzięki temu oszczędzimy sobie kąpieli w tzw. “gorącej zupie”, jak ma to miejsce właśnie latem oraz unikniemy poparzeń skóry, jeśli zapomnimy nałożyć porządny filtr do opalania. Sama kwestia fototerapii też nie jest jednoznaczna. To tutaj znajdziecie spore dawki słońca (prawie 330 słonecznych dni w roku), ale też bez zbędnej paniki, bo opalanie się nad Morzem Martwym jest podobno znacznie bezpieczniejsze, niż w wielu innych miejscach na Ziemi. Już wyjaśniam z czego to wynika – jest to związane z położeniem tego zbiornika w dużej depresji i jednocześnie z związanym z tym wysokim ciśnieniem, wskutek czego szkodliwe promieniowanie słoneczne jest lepiej filtrowane.

SÓL 

Kombinacja kryształów soli i olejków nadaje z jednej strony skórze młodszy wygląd, łagodnie usuwając z jej powierzchni obumarłe komórki. Peeling z zastosowaniem soli z Morza Martwego oczyszcza pory i przyspiesza krążenie krwi. Sól doskonale nadaje się również do leczenia łupieżu skóry głowy. Należy jednak bardzo uważać na oczy, gdyż w kontakcie z tą częścią ciała, może być mało przyjemnie, a czasem nawet niebezpieczne. Podobnie nie polecam korzystania z Morza Martwego zaraz po depilacji czy goleniu, ze zrozumiałych względów. Nie polecam również zachłysnąć się tą wodą, ale to już kto co lubi, bo przecież są różne fantazje i fetysze. Nie oceniam, szanuję 😉

PODRÓŻOWANIE

Warto podkreślić, że z uwagi na kwestie ubezpieczeniowe autem z wypożyczalni nie można wjeżdżać na teren Autonomii Palestyńskiej oznaczonym jako “Zone A”. Trzeba jednak pamiętać, że drogi nr 1 i 90 mają jednak status eksterytorialnych i znajdują się pod izraelską jurysdykcją. Dzięki temu spokojnie można nimi podróżować na całej długości w tym jadąc nad Morze Martwe. Nie zmienia to postaci rzeczy, że momentami znajdziemy się na terytoriach należących formalnie do Palestyny. Tymi trasami jeździłem już kilkakrotnie, podczas moich kilku wypraw do Izraela i nigdy nic złego mi się nie przytrafiło. Także bez obaw możecie wyruszać w drogę. Gdybyście jednak już  nie wrócili, miło było Was poznać, a jeśli się jeszcze nie poznaliśmy, to będę miał mniejsze wyrzuty sumienia.

C JAK CENY

Jeszcze słów kilka na temat słonych niczym Morze Martwe cen, które tutaj spotkamy. Już wiecie, że Izrael jest krajem wymagającym od turystów dość wysokich opłat. Pisałem o tym m.in. we wpisie pt: Co warto zobaczyć w Izraelu, który znajdziecie tutaj. Można jednak zaoszczędzić z głową, wybierając bezpłatną plażę w Ein Bokek (pamiętajcie jednak, że parking już bezpłatny tam nie jest). Z tego co pamiętam jeśli chcecie poczuć takie trochę “all inclusive” to po godz. 19:00 strefa parkowania jest już za free. Tylko nasuwa się zasadnicze pytanie, czy chcecie jechać na tamtą plażę by oszczędzić, czy żeby korzystać z dobrodziejstw słońca. Ale dla chcących oszczędzić za wszelką cenę, ta informacja może wydawać się cenną 😀

Podam Wam też inne orientacyjne ceny z różnych miejsc nad Morzem Martwym:

Opłata za parking nad plażą Zohar Beach – 5 NIS za 30 minut (czyli około 5 zł). 

Ceny różnych okolicznych płatnych plaż hotelowych kształtują się od około – 50 NIS (czyli około 50 zł) w górę za osobę.

Piwo około – 30 NIS (czyli około 30 zł).

Obiad około – 100 NIS (czyli około 100 zł) dla jednej osoby.

Parkingi przy plaży Ein Bokek – od 5 do 10 NIS za 60 minut lub około 25 NIS za cały dzień (czyli około 5/10/25 zł).

Krzesełka lub leżaki plażowe około – 10/15 szekli (czyli około 10/15 zł).

Cena błota – małe opakowanie kosztuje 5 NIS, większe 10 NIS (czyli około 5/10 zł).

Koszt litrowej wody ok. – 10 NIS (czyli około 10 zł).

Koszt hotelowego spa waha się – od 150 do 1000 NIS za osobę (koszt uzależniony jest też od zabiegów czyli około od 150 do 1000 zł).

Wstęp do Parku Narodowego Ein Gedi – to koszt 27 NIS od osoby dorosłej (czyli około 27 zł). 

Wstęp i bilet kolejki do wjazdu na Masadę – to koszt 76 NIS (kolejka w obie strony, jeżeli macie około godziny czasu również możecie wejść i zejść na piechotę wówczas za bilet bez wjazdu kolejką, zapłacicie 31 NIS. Natomiast za 59 NIS otrzymacie przejazd kolejką w jedna stronę oraz bilet wstępu (czyli około 76 zł, 31 zł, 59 zł).

Widoki i niezapomniane wrażenia do końca życia – bezcenne (no chyba, że “naprujecie” się lokalnymi alkoholami i nic nie zapamiętacie, poza bólem głowy dnia następnego). Bo przecież można i tak – kto co lubi.

PODSUMOWANIE

Na sam koniec chcę jeszcze szczerze odpowiedzieć Wam na kilka pytań. Jeśli zastanawiacie się czy jest ono najbardziej zasolonym zbiornikiem wodnym na świecie, to już Wam zdradzam, że nie, ponieważ ten tytuł przypadł akwenowi Don Juan, który co ciekawe znajduje się na Antarktydzie. Pisałem Wam też, że nad Morze Martwe wybrałem się do Izraela, ale pamiętajcie, że Morze Martwe znajduje się na pograniczu Izraela, Palestyny i Jordanii. Jeśli zastanawiacie się, czy Morze Martwe może umrzeć? Z jednej strony pytanie wydaje się śmieszne, bo jak coś co jest już martwe może umierać? A no okazuje się, że tak. Wyobraźcie sobie, że wiele tysięcy lat temu poziom wody Morza Martwego był tak wysoki, że łączyło się ono z leżącym na północ Jeziorem Tyberiadzkim. Z każdym kolejnym rokiem poziom wody jednak się zmniejsza, więc scenariusz zniknięcia tego zbiornika wodnego z powierzchni Ziemi jest coraz bardziej realny. Poziom wody spada tu, aż do tego stopnia, że przez ostatnie 40 lat powierzchnia morza zmniejszyła się o około 30%. Zauważono też, że w ostatnich latach proces ten nasilił się i obecnie spadek sięga blisko jednego metra rocznie.

Więc jeśli ktoś uważa, że proces wysychania wód nie jest skutkiem zmian klimatycznych, to na tym przykładzie ma jasną odpowiedź, że jest w błędzie. Szkoda, że ten akwen znika, szczególnie mając na względzie to cenne lecznicze długotrwałe działanie klimatu, które tak wielu osobom chorym pomogło. Wierzę, że to połączenie wody, błota, powietrza, soli i słońca sprawia, że jest to unikatowe miejsce na kurację dla duszy i ciała, nie zniknie na zawsze. Z faktami jednak nie da się polemizować. Morze Martwe wysycha, a w ostatnich latach linia brzegowa obniżyła się o prawie 30 metrów. Nie chcę jednak by ten wpis miał na koniec taki pesymistyczny wydźwięk. Dlatego zakończę ten poważny temat i wrócę do dalszej części podsumowań.

Morze Martwe to jest moim zdaniem jednym z bardziej egzotycznych miejsc na naszej planecie, które polecam Wam zobaczyć zanim zniknie do reszty z powierzchni Ziemi. Mam też nadzieję, że mój wpis skusi Was do odwiedzin tego “księżycowego”, a na pewno nieziemskiego krajobrazu. Przekonajcie się o jego pięknie sami i poczujcie to na własnej skórze, co ja mogłem już kilkakrotnie tu doświadczyć. Jestem też ciekaw Waszych wrażeń po lewitacji w tutejszej wodzie i zastanawiają mnie Wasze opinie na temat tego unikatowego miejsca.

Zapraszam też na moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#rafalpodrozuje #fotografia #israel #travel
 #adventure #rafalbil #rafalfotografuje #deadsea

Fotograf Ślubny Lublin | Israel | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Morze Martwe

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Street art i mur w Palestynie

Zabieram Was na pierwszą w nowym 2020 roku wyprawę do Palestyny, (wpis z 2019 roku z mojej podróży po Betlejem możecie znaleźć tutaj). Chcę pokazać Wam abc street art’u jaki napotkacie spacerując wzdłuż tzw. “muru bezpieczeństwa” w Palestynie. Dla tych, którzy nie wiedzą czym jest street art nakreślę pokrótce, że jest to dziedzina sztuki obejmująca dzieła tworzone w przestrzeni publicznej, czasem mające charakter bezprawnej ingerencji. Termin zawiera w sobie tradycyjne graffiti, lecz często jest używany dla odróżnienia aktywności artystycznej w przestrzeni miejskiej od wandalizmu. Street art nie posiada ściśle określonych reguł działania czy struktur dzieła – każdy tworzy jak chce i gdzie chce, a w opinii odbiorców czasem niekoniecznie jest to uznawane za działalność artystyczną.

A jak albo kochasz albo nienawidzisz

Zdradzę Wam, za co ja pokochałem street art, Palestynę oraz to co tworzy Banksy. Tytułem wstępu, zacznę od tego, że oczywiście graffiti typu pomazana bez sensu, idiotycznymi napisami ściana też przez wielu zaliczana jest do tej tematyki. Taka forma wyrazu podchodzi moim zdaniem pod wandalizm i totalnie to neguję, ale dziś na czym innym chcę się skupić. Pamiętajcie, że nie należy wrzucać całej twórczości świata graffiti do jednego worka i wiele osób pejoratywnie oceniających twórczość grafficiarzy, szufladkuje ich wszystkich do jednej i tej samej półki, a wg mnie niesłusznie. Prawdziwy street art zmusza nas często do refleksji, czego świetnym przykładem są aniołki, które w Palestynie namalował Banksy. Choć wydawać mogłyby się bardzo zwykle, lecz te krąglutkie dzieci ze skrzydełkami, zyskały nieco bardziej zadziorny entourage. Wyróżnia je fakt, że dzierżą w dłoniach łom do wyważania drzwi. Trzeba jeszcze nakreślić najważniejsze, czyli miejsce, gdzie pojawiły się aniołki – to wielki, betonowy mur oddzielający Izrael od Palestyny. Od razu wiadomo, po co jest ten łom – aniołki wyraźnie próbują otworzyć mur od palestyńskiej strony, ale każdy ma prawo do własnej interpretacji tego dzieła i może niech tak pozostanie. My skupmy się lepiej na tym, z czego jeszcze zasłynął sam Banksy?

 

B jak Banksy 

Kilka zdań wyjaśnień należy się również na Jego temat – czyli kim jest sam Banksy? To twórca jeden z najbardziej rozpoznawalnych i nieznanych w 100% z imienia i nazwiska w świecie  street art’u. Jego prawdziwe imię i nazwisko według  dziennika brytyjskiego “The Guardian” to Robert Banks, według innej angielskiej gazety “The Mail on Sunday” to Robin Gunningham. Istnieją również źródła w których określa się go jako Robina Banksy. Dla mnie fakt jego anonimowości akurat nie ma tak dużego znaczenia. Istotne jest bardziej to co, gdzie i jak tworzy sam artysta. Jedno jest pewne, że pochodzi z Wielkiej Brytanii, a jego prace pojawiają się na ulicach wielu miejsc na świecie, tworząc z nich niemałą atrakcję turystyczną. To właśnie jego oryginalna forma sztuki ulicznej, łącząca ze sobą graffiti oraz odważne i często bardzo ryzykowne umiejscowienie prac, zyskała moje wielkie uznanie. Artysta ten namalował sporo obrazów po palestyńskiej stronie zachodniego izraelskiego muru granicznego,  z których np. jeden przedstawiał dziecko, które zabawkową łopatką wykopało dziurę w murze. Sam Banksy używa różnych technik do przekazywania swoich wiadomości, najczęściej mają akcenty humorystyczne lub są związane ściśle z polityką. Interesujące dla mnie jest też to, że sam Banksy stał się mistrzem kamuflażu, który tak umiejętnie manipuluje opinią publiczną. Ciekawe jest również to, że konsekwentnie buduje swój anonimowy wizerunek.

W marcu 2017 roku otworzył On również w Betlejem hotel o bardzo ciekawiej nazwie: The Walled Off Hotel, która stanowi grę słów: z jednej strony nawiązuje do sieci hoteli Waldorf, a z drugiej – do muru oddzielającego Palestynę od Izraela, widocznego z okien lokalu. Nawiązuje również do tego hasło reklamowe tego miejsca – jest to “hotel z najgorszym widokiem na świecie”.  Wiele osób zarzuca Mu, że swój street art tak mocno skomercjalizował, a ja pytam się, czy jest coś złego w tym, że ktoś zarabia na swoim pomyśle, czy swojej twórczości artystycznej? Jedno jest pewne, twórczość Banksy’ego, podobnie jak wybudowany tzw. “mur bezpieczeństwa” – budzi wiele kontrowersji. Ale o samym murze będzie więcej później. Wg mnie Banksy jest obecnie jednym z najważniejszych artystów street artu. W 2010 roku został nawet zaliczony do 100 najbardziej wpływowych osób świata. Stało się tak nie tylko ze względu na artystyczną wartość jego prac, ale wg mnie głównie z powodu jego zaangażowania w ważne sprawy społeczne i polityczne.

Jedną z najsłynniejszych grafik jakie znalazły się na murze w Palestynie jest Leila Khaled.

Leila Khaled  – uznawana jest przez wielu za terrorystkę pochodzenia palestyńskiego, dla innych to heroiczna bohaterka. Była pierwszą kobietą, która uczestniczyła w porwaniu samolotu izraelskich linii lotniczych. Wszystko to wydarzyło się w latach siedemdziesiątych – samolot został porwany podczas kursu z Rzymu do Aten. Finalnie został zmuszony do lądowania w Damaszku. Sama Leila zmusiła pilotów do przelotu nad Hajfą (jej rodzinnym miastem), do której nie mogła pojechać. Po wylądowaniu i wypuszczeniu pasażerów samolot został wysadzony w powietrze. Jej wizerunek znajduje się do dziś, a nie jest to jedyna intrygująca postać, która została uwieczniona na murze.

Flower Thrower znany też jako Flower Bomber jest kolejną unikatową pracą, tego artysty. Malowidło przedstawia ulicznego bojówkarza, który w dłoni, zamiast kamienia czy koktajlu mołotowa trzyma, przygotowany do rzucenia bukiet kwiatów. To jedna z najbardziej znanych prac Banksy’ego i jest to jedno z najczęściej reprodukowanych dzieł związanych z tak bliską Banksy’emu, tematyką anarchistyczną. 

W samym Betlejem na Zachodnim Brzegu Jordanu oraz w Strefie Gazy znajdziecie też inne prace tego artysty m.in.:

  1. Dziewczynka przeszukująca żołnierza.
  2. Gołąb w kamizelce kuloodpornej.
  3. Dziewczynka z balonami.
  4. Dziewczynka przeszukująca izraelskiego żołnierza.
  5. Napis “Peace on Earth” opatrzony gwiazdką i dopiskiem “Terms and conditons apply” – co w luźnym tłumaczeniu oznacza, że pokój na świecie, a i owszem, ale to zależy od warunków i regulaminu. 

Zastanawiam się po powrocie do Polski czy i jeśli tak to po co Palestyńczykom jest potrzebny Banksy? Czy dlatego, że nie owija w bawełnę i jasno pokazuje, po której stronie konfliktu się opowiada i czy tylko dlatego Palestyńczycy go uwielbiają? Czy wyczuli, w nim pomysł na biznes – odnaleźli w Jego twórczości możliwość zarabiania na turystach, którzy chętnie kupują reprodukcje i przedmioty z motywami jego twórczości? To przecież dzięki niemu taksówkarze mogą dziś obwozić wzdłuż murów turystów, którzy nie zawsze wiedzą gdzie szukać prac artysty. Być może to dlatego pozwala się mu na więcej i docenia za to co robi dla Palestyny. Być może już czytaliście w moim poprzednim wpisie, który znajdziecie tutaj, że Palestyńczycy pozwolili otworzyć Banksy’emu hotel w Betlejem. We wnętrzach hotelu oczywiście znajdują się jego różne prace. Generalnie jest to miejsce godne polecenia, jeśli nie na sam nocleg to na pewno do odwiedzenia. Gdy rozmawiałem z lokalnymi mieszkańcami, dowiedziałem się też, że otwarciem tego hotelu wywołał również skrajne emocje wśród społeczności lokalnej. Część mieszkańców uważa, to przedsięwzięcie za niesmaczny dowcip, który ośmiesza ich sytuację. Bez wątpienia trzeba jednak przyznać, że Banksy to artysta nietuzinkowy, zadziwia świat swą twórczością, zmusza do dyskusji i refleksji oraz zaskakuje, nie tylko tym, że np. otwiera własnie sklepy. Możemy nie lubić jego twórczości, możemy nie zgadzać się z jego manifestacjami politycznymi, ale z pewnością jego sztuka nie pozostanie niezauważona i nie pozostawi wielu z nas obojętnym.

C jak co warto wiedzieć na temat muru i tutejszego street artu

“Mur bezpieczeństwa” liczy około 8 metrów wysokości, a w długości liczy około 800 km. Dla porównania mur berliński miał tylko 155 km i 3,6 m wysokości. “Bariera bezpieczeństwa” oddzielająca Izrael od Palestyny ma ponad 60 bram, ale Palestyńczycy nie mogą korzystać z nich wszystkich. Oczywiście pokonać granicę mogą dopiero po przejściu dokładnej kontroli. Pod tym względem budowla utrudnia  życie wielu tysiącom osób. Gdy rozmawiam z lokalnymi mieszkańcami, dowiaduję się, że  wielu z nich straciło przez to pracę, zostało odciętych od rodzin, partnerów i to nie tylko z powodu utrudnionego dojazdu.

Izrael wybudował mur, aby ograniczyć liczbę zamachów terrorystycznych przeprowadzanych przez Palestyńczyków. Rok po wybudowaniu muru rząd opublikował statystyki dotyczące zamachów. Według nich, ilość zamachów terrorystycznych spadła o ponad 95% w porównaniu do sytuacji sprzed roku 2002. Jeśli wierzyć tym informacjom rządowym – można by rzec, że cel władz Izraela został w dużym stopniu osiągnięty. Nie chcę oceniać na ile chroni on przed atakami islamskich ekstremistów, a na ile jest narzędziem do poszerzania terytorium przez Państwo Izrael, bo takie zarzuty przedstawiane są z drugiej strony. 

Nie chcę oceniać słuszności decyzji o budowie muru na granicy tych dwóch państw. Sam Izrael tłumaczył to koniecznością ochrony swoich obywateli przed ewentualnymi atakami terrorystycznymi z Zachodniego Brzegu Jordanu, co wydawać by się mogło zrozumiałe. Trzeba jednak podkreślić stanowisko Międzynarodowego Trybunału w Hadze, który uznał go za nielegalny nazywając murem “apartheidu” i określił jako sprzeczny z prawem międzynarodowym.

Doszukując się pewnych plusów, stał się on dla mnie piękną “galerią” dzieł sztuki graffiti oraz brzydkich maziaji, ale jak się przyjęło “de gustibus non est disputandum”. Ta “turystyczna atrakcja” jest warta zobaczenia, warto moim zdaniem pobyć tu dłużej i przyjrzeć się bliżej historiom przedstawionym na murze i poświęcić im nieco więcej uwagi, by starać się zrozumieć. 

Zapytacie zapewne – czy taki spacer wzdłuż muru jest bezpieczny? 

Zdecydowanie ja czułem się tam bezpiecznie (bierzcie pod uwagę, że byłem już w wielu nietypowych miejscach na Ziemi). Niektórych może np. przerazić zachowanie tamtejszych taksówkarzy, którzy usilnie starają się zachęcić turystów na przejażdżki po lokalnych atrakcjach. Ja z taką “usilną życzliwością” spotykałem się już nie raz, więc nie było to dla mnie coś nowego, czym mogłem czuć się zaskoczony. Naturalnie trzeba brać pod uwagę sytuację politycznych napięć i fakt, że w każdej chwili przejścia graniczne mogą zostać zamknięte. Trzeba jednak wiedzieć, że stosunek lokalnych mieszkańców do Polaków, (szczególnie w Betlejem, o czym pisałem tutaj) jest bardzo sympatyczny, a mnogość ciekawych graffiti na murze jest bardzo kuszącym wabikiem. Z resztą sami oceńcie.

 

Podsumowując dziś nie chcę stawać po jakiejkolwiek stronie konfliktu. Jednak znając z lekcji historii dramatyczne doświadczenia dwóch wojen światowych, fakt istnienia muru berlińskiego i to istnienie kolejnych tego typu murów w XXI wieku nie napawa mnie optymizmem. Największym w tym wszystkim paradoksem jest dla mnie osobiście to, że po jednej i drugiej stronie muru spotkałem życzliwych i sympatycznych ludzi, którzy byli otwarci dla Polaków, a co więcej, że mimo napięć pojawiających się w tej części świata, to zarówno po jednej, jak i drugiej stronie muru czułem się bezpiecznie. Polecam i Wam wybrać się w to miejsce na Ziemi i jestem niesamowicie ciekaw Waszych odczuć i doświadczeń, szczególnie, że to co tam zobaczyłem  i się dowiedziałem zapadnie mi w pamięci na długo. Ten krzyk o wolność i o poszanowanie praw człowieka, budzi tak wiele kontrowersji, nie tylko dlatego, że każda ze stron ma swoje racje.

Make hummus not walls – hasło oznacza, że robimy humus nie ściany.

Zapraszam też na moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#rafalpodrozuje #fotografia #palestyna #travel
 #streetart #rafalbil #rafalfotografuje 

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Konkursy

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Co warto zobaczyć w Betlejem?

Dziś w ostatnim dniu 2019 roku zabieram Was na wyjątkową wyprawę. Chcę pokazać Wam perłę Zachodniego Brzegu Jordanu i chyba nawet całej Palestyny. Zakładamy wygodne kapcie i zamiast osiołka dosiądźcie wygodnie Wasze komputerowe myszy, bo ruszamy na wyprawę, by poznać dość subiektywne abc o Betlejem, czyli mieście w którym narodziło się chrześcijaństwo. Postaram się dziś Wam zdradzić, co warto tu zobaczyć, co zjeść, gdzie kupić pamiątki i ile to wszystko mniej więcej będzie kosztowało. Betlejem jest chyba jedynym miastem Autonomii Palestyńskiej, które jest znane szerzej turystom, dlatego bez obaw możecie ze mną wyruszyć w tą wyprawę. To co, gotowi? Startujemy więc do miasta bardzo życzliwych ludzi. Gdyż już na starcie musicie wiedzieć, że w Betlejem naprawdę lubią Polaków i rozpoznają nas bez problemu, a cenię ich, że nie mylą nas z Rosjanami, co często zdarza się wielu Polakom w Izraelu.

A jak ATRAKCJE

Bazylika i Grota Narodzenia Pańskiego

Chyba każdy kto dociera do Betlejem zawita do Bazyliki Narodzenia Pańskiego (Church of Nativity) – to pierwszy kościół chrześcijański, jaki wybudowano na terenie tego miasta i jeden z najstarszych kościołów na świecie. Bazylika ta powstała na rozkaz cesarza Konstantyna Wielkiego. Wczesnochrześcijańska świątynia do dziś otwarta jest dla zwiedzających i pielgrzymów. Bazylika składa się z głównego kościoła z prawosławnym ołtarzem (niestety były powody do rozczarowań, ołtarz był w remoncie) oraz Groty Narodzenia, która znajduje się pod bazyliką. Wejście do wnętrza prowadzi przez tzw. Wrota Pokory. Dziś wiele osób uważa, że to bardzo niskie wejście skłania nas do pochylenia się przed świętym miejscem, w którym na świat przyszedł Jezus. Tymczasem powód konstrukcji tak niskich drzwi był bardzo przyziemny i praktyczny. Chodziło o to, aby nie wjeżdżać do wnętrza konno czy na ośle. Tak to jest ten moment, kiedy powinniście cieszyć się, że zamiast osła czy klaczy macie tylko mysz pod ręką. Zatem smyrajcie ją i jedziemy dalej.

Macie nieco łatwiej, bo ani Wy, ani Wasza mysz nie czekała dwóch godzin, by wejść do Groty Narodzenia, która uważana jest za miejsce narodzenia Chrystusa. Będąc na miejscu nie każdy na pewno dotrwa, by zobaczyć samą grotę, gdyż ogromne kolejki skutecznie odstraszają, ale jeśli się Wam uda, być cierpliwym to w nagrodę dosłownie w kilka sekund będziecie mogli dotknąć i zobaczyć to wyjątkowe miejsce. Warto też wspomnieć, że 29 czerwca 2012 roku cała budowla została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pamiętajcie też, że do bazyliki wchodzi się od strony Nativity Square.  

Mur 
Drugim równie ważnym punktem zwiedzania był dla mnie spacer wzdłuż części muru palestyńsko-izraelskiego i poszukiwania prac m.in. Banksy’ego. Była to też okazja dla mnie, jako fana murali i twórców graffiti, do zobaczenia wielu dających do myślenia arcydzieł i nie ukrywam, że z tej części wyprawy jestem bardzo zadowolony. 

Nie byłbym sobą w tym miejscu, gdybym nie pozwolił sobie na kilka słów dygresji. Wg mnie nie da się rzetelnie napisać bloga o Betlejem, czy szerzej o Palestynie pomijając symbol konfliktu izraelsko-palestyńskiego, czyli właśnie około 8 metrowy w wysokości i kilkuset kilometrowy w długości tzw. “Mur Bezpieczeńtwa”. Nie ukrywam, że jadąc do Palestyny pojawiła się lekka obawa i drobna adrenalina – podobną odczuwałem jadąc z Kijowa do Czarnobyla (więcej z tej wyprawy dowiecie się tutaj), ale chciałem namacalnie przekonać i dowiedzieć się, jak odmienne jest życie za murem i czy równie wspaniali dla Polaków ludzie żyją po obu jego stronach (gdyż życzliwość mieszkańców Izraela była mi wielokrotnie znana). Naturalnie wybierając się w te tereny, trzeba liczyć się z pewnym ryzykiem, gdyż nadal są to tereny różnych napięć, które co jakiś czas się nasilają. Nie jest jednak rolą tego wpisu wyjaśnianie, o co chodzi w całym konflikcie, mam tylko wielką nadzieję, że uda się w końcu ten spór izralesko-palestyński zakończyć, tak by obywatele jednego, czy drugiego kraju mieli pełne poczucie bezpieczeństwa i tego im z całego serca życzę. Nie mniej cieszę się też, że duża część krajów (w tym Polska) utrzymuje z Palestyną stosunki dyplomatyczne, być może m.in. to też dzięki temu, jesteśmy tak miło jako naród, odbierani w Palestynie. 

Meczet Omara

Odchodząc od tej dygresji i kwestii politycznych, chcę szybko wrócić do tzw. atrakcji turystycznych.  Bardzo zależy mi by wpis ten, nie stał się przyczyną do dyskusji o charakterze ideologicznym. Ma on bowiem zupełnie inny cel. Zabieram Was więc w kolejne miejsce, które wg mnie warto zobaczyć i jest to położony na placu Manger Meczet Omara. Znajduje się on zaledwie około 200 metrów od Bazyliki Narodzenia Pańskiego. Tym bardziej, że jest w pobliżu warto poświęcić mu chwilę uwagi. Wypada wiedzieć, że jest to jedyny i dodatkowo najstarszy meczet w starej części Betlejem, a został zbudowany w 1860 roku.

Syryjski Kościół Ortodoksyjny

Zupełnie przypadkiem gdzieś pomiędzy domkami Betlejem trafiam pod drzwi podpisane w języku aramejskim, arabskim i angielskim i nie byłbym sobą, gdybym tam nie zajrzał. Okazało się, że w środku spotkałem życzliwych ludzi, którzy z syryjsko-prawosławnego kościoła. Dowiedziałem się, że do dziś używają w swojej liturgii syryjskiego dialektu języka aramejskiego.

Plac Żłóbka

Tuż obok Bazyliki Narodzenia Pańskiego i Meczetu Omara znajduje się Plac Żłobka, nazywany również Placem Manger. Jest to miejsce spotkań mieszkańców Betlejem, a także przystankiem na odpoczynek pomiędzy zwiedzaniem najpiękniejszych zabytków. 

Centrum Dziedzictwa Palestyńskiego

Będąc w Betlejem swoje kroki warto też skierować do Centrum Dziedzictwa Palestyńskiego, gdzie zobaczymy wystawy folkloru, historii i kultury palestyńskiej. Otrzymamy tam również cenne wskazówki turystyczne. Samo Centrum znajduje się również przy Placu Manger i nie da się go nie zauważyć.

Grota Mleczna

Innym ważnym dla chrześcijaństwa zabytkiem jest Grota Mleczna (Milk Grotto Church) – grota stanowi kościół klasztorny zakonu franciszkanów i jednocześnie jest to sanktuarium maryjne. Przyjeżdżają tu liczne pielgrzymki. Grota ma głębokość 6 m. Mówi się, że w tym miejscu Święta Rodzina miała przygotowywać się do wyruszenia w drogę do Egiptu. Kilka kropel mleka karmiącej Maryi miała upaść na ziemię i zabarwić skałę na śnieżnobiały kolor. W okolicy oczywiście można znaleźć sklepiki w których dostaniecie związane zarówno z tym wydarzeniem, jak i bardzo tradycyjne dewocjonalia. Co ciekawe, oprócz pielgrzymów, do groty często przychodzą również muzułmanki proszące o dar mleka dla swoich nowo narodzonych dzieci.

Grób Racheli

Grób Racheli – trzecie najświętsze miejsce w judaizmie znane jest również jako meczet Bilal bin Rabah. Budowla znajduje się w muzułmańskim cmentarzu na obrzeżach miasta.To moim zdaniem jedno z najdziwniej położonych miejsc na terenie Betlejem. Dlaczego? Gdyż otacza je z każdej strony mur i sąsiaduje z nim checkpoint nr 300. Musicie wiedzieć, że Grób Racheli to cel wizyt Żydów i jedyne miejsce, które mogą odwiedzić na terenie miasta. Sam Grób Racheli, żony biblijnego patriarchy Jakuba, mieści się w małym budynku wzniesionym w połowie XIX wieku. Często przy grobie można spotkać kobiety modlące się o płodność.

Obraz: Dante Gabriel Rossetti, Rachela i jej siostra Lea, XIX w.

Pole Pasterzy

Niektórzy wybierają się też nad osadę Bajt Sahur, która znajduje się około 3 km na wschód od placu Manger. Położona jest tam na wzgórzu na Polu Pasterzy kaplica Excelsis Deo. Jest to teren, gdzie anioł wezwał pasterzy do oddania czci Chrystusowi. Dziś kapliczkę otaczają sady oliwne. Znajduje się tam też cerkiew prawosławna, która stoi w miejscu sanktuarium, w którym chowano miejscowych pasterzy. Ja ten punkt wyprawy odpuściłem wyłącznie z braku czasu, zbliżały się święta szałasów i była obawa, że powrót do Jerozolimy na przejściu granicznym będzie utrudniony. Dlatego postanowiłem nie ryzykować i spokojnie wrócić do Izralea.

Kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej.

Kolejnym miejscem, które odwiedza większość katolickich turystów w zorganizowanych wycieczkach jest rzymskokatolicki kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Kościół ten sąsiaduje z Bazyliką Narodzenia Pańskiego, jest jednak od niej dużo młodszy, wybudowano go w 1888 roku, kiedy Palestyna znajdowała się pod panowaniem Imperium Osmańskiego. Będąc w środku można też wejść do pięciu różnych grot zamienionych w kaplice. Badania archeologiczne wykazały, że mogły one służyć celom sakralnym już w IV wieku n.e.

Arabskie dzielnice

Nie da się powiedzieć, że było się w Palestynie zwiedzając tylko katolickie kościoły. Wg mnie bardzo inspirująca jest również samo miasto. Kultura i dzielnice arabskie są nieodłącznym elementem, którego nie należy pominąć, gdy wybieramy się do Palestyny i nie można przejść obojętnie obok tej kuchni, muzyki i tych wyjątkowo życzliwych ludzi. Zapuszczając się w zatłoczone targowiska czy wchodząc do jednej z wielu restauracji, oferujących przepyszne falafele i inne dania kuchni bliskiego wschodu, możemy doświadczyć coś zupełnie innego niż w europejskich miastach. Dla mnie osobiście to doświadczenie jest wartością dodaną, z której należy czerpać jak najwięcej wyruszając właśnie w odległe miejsca. Samo miasteczko to już w zasadzie przedmieścia Jerozolimy. Moim zdaniem jest miejscem gwarnym, pełnym życia, z obfitującymi w smakołyki targowiskami, ale najbardziej urzekł mnie fakt, że spotykani tu przeze mnie ludzie byli bardzo sympatyczni. 

B jak BANKSY i BETLEJEM

BETLEJEM DAWNIEJ

Ciekawostką jest, że  miasto Betlejem w dosłownym tłumaczeniu oznacza “Dom Mięsa”, a w starożytności nazywane było Efrata, Bethlehem Efrata lub Bethlehem Judah. Dziś Betlejem znane jest przede wszystkim z narodzin Jezusa Chrystusa. Warto jednak wiedzieć, że zmarła tu Rachela, a także narodził się Dawid – król Izraela. Warto też pamiętać, że pierwszy kościół został wybudowany dopiero w 339 r n.e i znajdował się dokładnie w miejscu wspomnianej wcześniej Bazyliki Narodzenia. Betlejem wielokrotnie było podbijane, przechodziło z rąk do rąk przez co było niszczone i odbudowywane. Miasto było pod panowaniem m.in.: Rzymian Krzyżowców, Turków, Jordańczyków oraz Izraelczyków. W 1995 roku Betlejem zostało przekazane administracji palestyńskiej i tak pozostaje do dziś.

BETLEJEM DZIŚ

Betlejem obecnie to “królestwo” Banksy’ego. Ma on tu swój hotel i sklepy. Jego twórczość znają tu wszyscy mieszkańcy, a same Graffiti Banksy’ego to pewien symbol dla Palestyńczyków. Artysta zostawił w Palestynie 9 swoich dzieł. Widać, że mieszkańcy są z tego dumni, bo wszędzie widać ich kopie i o ile graffiti innych twórców są zamalowywane czy zamazywane, tak te traktuje się jak obrazy w galerii i nikt ich nie niszczy. Betlejem stało się rajem dla twórców street artu, a graffiti jako dziedzina sztuki obejmująca dzieła tworzone w przestrzeni publicznej, stała się dzięki powstałemu murowi bardzo popularna. Jeszcze krótka informacja, dla tych, którzy nie wiedzą kim jest Banksy – to streetartowy artysta z Wielkiej Brytanii, który zasłynął niekonwencjonalną tematyką prac, które pojawiały się w publicznych miejscach – najpierw na murach, a później  w muzeach czy sklepach. Najbardziej kontrowersyjne projekty artysty, który nigdy nie ujawnił swojej prawdziwej tożsamości, to Dismaland w Anglii, czyli park rozrywki w krzywym zwierciadle i Hotel Walled-Off właśnie w  Betlejem. Warto wiedzieć, że slogan reklamowy Walled-Off  brzmi: hotel z najgorszym widokiem na świecie.  Oprócz opcji skorzystania z hotelu można  tam też zwiedzić muzeum hotelowe (nie trzeba być gościem hotelowym).

C jak CENY

Zapytacie zapewne ile to wszystko będzie kosztowało w mieście uznawanym za najważniejszy punkt kultury w całej Palestynie? No i jaką walutą płaci się w Palestynie? Generalnie trzeba wiedzieć, że Palestyna nie ma swojej waluty, a środkiem płatniczym jest tu zarówno dolar jak i szekel.

  1. Zacznijmy od kosztów transportu. Ja do Betlejem dotarłem z Jerozolimy w jeden z najtańszych możliwych sposobów. Skorzystaliśmy z transportu publicznego – arabskiego autobusu, jadącego ze wschodniej Jerozolimy z HaNevi’im Terminal, znajdującego się przy ulicy Sultan Suleiman St. Wsiadłem do niego z dworca znajdującego się nieopodal Damascus Gate czyli Bramy Damasceńskiej. Jadąc do Betlejem, autobus ten zatrzymuje się też przez okoliczne miejscowości i mimo, że teoretycznie odległość od Jerozolimy do Betlejem to tylko kilka km, to podróż ta trwała około 50 minut (nr autobusu 231). Jednak sam koszt takiej wyprawy w jedną stronę wyniósł mnie kilka szekli izraelskich to ok. 7 zł. Wybierając ten środek transportu, pamiętajcie, że podczas przejeżdżania przez check-point, pasażerowie mogą zostać poproszeni o pokazanie dokumentów, dlatego oprócz paszportu niezbędna będzie też i izraelska wiza wydana na lotnisku. Tym razem autokar nie był kontrolowany, przejechałem do Betlejem bez dodatkowych utrudnień. Natomiast powrót do Jerozolimy był nie tylko szybszy, ale i tańszy. Autobus odjeżdża spod wyjścia z Checkpoint 300; koszt biletu to około 6 zł, a czas przejazdu to około 15 minut. Wjazd na teren Palestyny jest też możliwy wypożyczonym autem. Należy tylko brać pod uwagę pewne ryzyko – nie obowiązywało tam ubezpieczenie wykupione w izraelskiej wypożyczalni, dlatego moja decyzja padła na wyjazd autokarem. Jeśli jednak zdecydujecie inaczej, to do Checkpoint 300 można podjechać autem i teoretycznie zaparkować obok, a dalej przejść pieszo. Wyczytałem na forach turystycznych, że jest to najbardziej niebezpieczne przejście na całej granicy izraelsko-palestyńskiej, dlatego polecam wyprawę autobusem.
     
  2. Jedzenie na terenie całej Palestyny jest zdecydowanie tańsze niż w Izraelu. Smacznego i dużego kebaba kupicie za kilkanaście szekli, a kubeczek słodkiej kukurydzy za 5 szekli. Co istotne, w wielu sklepach spożywczych zapłacicie też kartami płatniczymi. Pitę z dodatkami i herbatą dostanie się już za około 15-20 szekli.Warto też spróbować tutejszy falafel czy lokalne owoce.

     
  3. Opłaty za zwiedzanie – pamiętajcie, że wejście do Bazyliki Narodzenia Pańskiego jest bezpłatne. Podobnie jest w kwestii Groty Mlecznej za której zobaczenie również nie pobiera się żadnych opłat. Większość miejsc można więc zobaczyć w Betlejem zupełnie nieodpłatnie lub pozostawiaąc dobrowolną darowiznę. Są jednak też miejsca, gdzie trzeba uiścić opłaty. Jednym z nich jest Muzeum w hotelu Banksy’ego – koszt zwiedzania to 15 Szekli (chyba, że jesteś gościem hotelowym, wówczas zwiedzanie jest za darmo). 
  4. Przejazd taksówką cenowo zależeć będzie od wielu składowych. Nie tylko odległość gra tu rolę. Warto jest też się z taksówkarzami targować, gdyż ich taryfy są bardzo umowne. 
  5. Pamiątki można kupić na większości bazarów, pamiętajcie by się targować, gdyż ceny podawane przez sprzedawców są zawyżane. W  jednym sklepie próbowano nawet wymusić na mnie większe opłaty mówiąc, że podane ceny są w dolarach, a nie w szeklach (zasadą jest, że ceny na produktach oznaczane są w szeklach). Szybko więc podziękowałem sprzedawcy za jego artefakty i te same przedmioty kupiłem dużo taniej w sklepie obok. A jeszcze dodam, że bardzo zaskoczyła mnie tam ogromna ilość sklepów z wyrobami złotniczymi.

Czas podsumowania – gdy zapytacie mnie czy warto więc odwiedzić Betlejem?

Odpowiem zdecydowanie tak, uważam, że warto wybrać się do Palestyny. Jeśli chcecie zaspokoić Waszą ciekawość – mnie zawsze zastanawiało, jak faktycznie wygląda życie, po drugiej stronie muru konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Wiele razy widziałem jak wygląda Izrael, a teraz mogłem zobaczyć, poczuć, dotknąć i przekonać się samemu, jak to wygląda z drugiej strony muru. I choć nie możecie spodziewać się tu wyjątkowych zabytków i atrakcji, które zapierają dech w piersiach, ale jest to dla mnie cenne doświadczenie i odwiedzanie takich miejsc, również powinno się znaleźć w Waszych turystycznych kalendarzach. Ja się nie zawiodłem i myślę, że i Wy nie będziecie zawiedzeni. Naturalnie wszystko jest też kwestią Waszego nastawienia i Waszych oczekiwań. Moim dość subiektywnym i niewygórowanym, Betlejem sprostało w pełni, pamiętajcie też by szanować zasady, kulturę i zwyczaje miejsca do którego się jedzie (wybaczcie tą oczywistość, ale wolę wspomnieć – Palestyna to kraj muzułmański, więc trzeba pamiętać o stosownym ubiorze). Bez zbędnych prowokacji unikniemy niepotrzebnych problemów. Warto podkreślić, że być może, Ci lokalni mili i życzliwi ludzie, dla wielu wydają się nachalni czy namolni i widzą w turystach możliwość zarobienia pieniędzy. Nie oszukujmy się w tym kraju jest biedniej niż w wielu innych państwach, więc należy to zrozumieć i uszanować, a ten negatyw zamienić w pozytyw i docenić ich marketingowe podejście i chęci w pozyskiwaniu klientów. Być może w panującym tam chaosie i pewnym bałaganie znajdziecie też wówczas pewien urok. Pamiętajcie, że to nastawienie często warunkuje odbiór naszych podróży, a te niech będą dla Was jak najlepsze w nowym 2020 roku. Niech moc będzie z Wami.

Zapraszam też na moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#rafalpodrozuje #fotografia #palestyna #travel
 #cowartozobaczycwbetlejem #rafalbil #rafalfotografuje 

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Konkursy

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Revolut czy warto go mieć w podróży?

Dzisiejszy artykuł zainteresuje każdego podróżnika oraz tych, którzy dokonują zakupów online z zagranicznych sklepów. Z karty Revolut, bo o tym będzie dziś mowa, korzystam już ponad pół roku. Przyszedł czas na ogólną ocenę i zdecydowanie o tym, czy jest warta polecenia. Podzielę się z Wami doświadczeniami i zdradzę, jak pozwala zaoszczędzić pieniądze. Wnioski wyciągnijcie sami, po przeczytaniu mojego ABC na temat REVOLUT. 

A jak atuty karty Revolut

Kto z nas nie lubi oszczędzać? Trzeba jednak pamiętać, że kto mało płaci ten dwa razy płaci. Mając to na względzie, do różnego rodzaju typu promocji podchodzę bardzo ostrożnie. Dlatego dziś podzielę się z Wami moimi doświadczeniami na temat usług jakie daje Revolut.

Zacznę od tego czym jest Revolut. W uproszczeniu można powiedzieć, że jest to usługa uruchomiona przez brytyjski start-up możliwości korzystania z płatności wieloma walutami kartą. Idea twórców była prosta – dajemy użytkownikom narzędzie do dokonywania płatności międzynarodowych bez ponoszenia kosztów przewalutowania. Revolut rozlicza płatność po kursie międzybankowym, dlatego – jak się pewnie domyślacie – jest to obecnie najtańsza łatwo dostępna forma wymiany walut.

Na starcie musicie wiedzieć, że przy każdym moim wyjeździe, Revolut działał bezbłędnie, choć przyznam Wam, że od początku traktowałem go z dużą nieufnością. Początkowo podszedłem do niego bardziej na zasadzie testowania nowej usługi niż czegoś co na stałe zawita do mojego portfela. Wiedząc, że Revolut nie pobiera prowizji za przewalutowanie, zastanawiałem się gdzie jest w tym wszystkim haczyk czy gwiazdka do umowy. Moje obawy dodatkowo zwiększał fakt, że kurs wymiany walut w Revolucie jest bardzo korzystny. Dodatkowo podczas moich podróży wielokrotnie kartą Revolut wypłaciłem potrzebne mi pieniądze z bankomatów, a do operacji nie została doliczona żadna prowizja pod warunkiem korzystania z określonych bankomatów. Czego chcieć więcej, chyba tylko wszystkich walut? Właśnie warto zaznaczyć jakie waluty są tu dostępne:

PLN, AUD, AED , BGN, CAD, CHF, CZK, DKK, EUR, GBP, HKD, HRK, HUF, ILS , JPY, MAD, MXN, NOK, NZD, QAR, RON, RUB, SAR, SEK, SGD, THB, TRY, USD, ZAR. Oprócz tego Revolut obsługuje płatności w ponad 100 walutach, dla których w prawdzie nie jest dostępne subkonto, ale możliwe są płatności w danym kraju, co jest dużym atutem tej karty. Trzeba mieć jednak na względzie minusy, również w tym aspekcie, ale o tym później.

Tym swoim wielowalutowym „portfelem” zarządzamy z poziomu aplikacji mobilnej. Mamy w niej pełen podgląd transakcji, historię wpłat i płatności, dzięki czemu aplikacja do złudzenia przypomina system intuicyjnej bankowości elektronicznej. Całość jest bardzo funkcjonalna i przejrzysta w obsłudze oraz pozwala na kontrolę finansów 24 h na dobę. Przez aplikacje można też składać reklamacje i kontaktować się z obsługą, co znacznie ułatwia rozwiązanie problematycznych spraw.

B jak bezpieczeństo

O nieufności do różnych nowości już pisałem na wstępie, wypada więc wyszczególnić kilka minusów. Szczerze mówiąc choć jest to jeden z lepszych gadżetów jakie zabieram teraz w podróż, to nie oznacza, że jest to produkt wolny od wad

Przetestowałem już kartę Revolut w kilkunastu krajach i moim zdaniem powinien się znaleźć w portfelu każdego, kto chociaż raz w roku wyjeżdża zagranicę. Trzeba tylko pamiętać o pewnych minusach. Jeśli traficie w takie rejony, gdzie np. nadal nie ma zasięgu mobilnego, to w takich miejscach nie zasilimy konta Revolut.

Pamiętać trzeba, że bez internetu nie zasilimy konta, zawsze jednak można płacić Revolut’em, Istnieje też krótka lista walut, których Revolut nie obsługuje subkont. Są to między innymi takie waluty jak: ZWD, CKD, KID, PND, TVD, AMD, FOK, ERN, BTN, EHP, CUC, SHP, GGP, JEP, IMP, SDG, SYP, IRR, PRB, SOS, KPW, BAM.

Płatności Revolutem wymagają każdorazowego, wcześniejszego zasilenia konta. Trzeba jednak uważać, aby to zasilenie było dokonane kartą płatniczą do rachunku, nie zaś kartą kredytową. Większość bowiem polskich banków dolicza w przypadku zasilenia Revoluta kartą kredytową wysokie prowizje (np. Citi Bank 8% wysokości transakcji, minimum 10 zł). Nie zapominajcie, że doładowania jak i przewalutowania są realizowane natychmiast, w ciągu kilku sekund, dzięki czemu nie trzeba zasilać Revolut’a dużą kwotą przed wyjazdem, a w każdej chwili, jeśli macie tylko dostęp do sieci możecie dokonać kupna danej waluty. Revolut uzyskał europejską licencję bankową, oznacza to, że został pełnoprawnym bankiem z gwarancjami środków (do 100 000 euro), co daje poczucie bezpieczeństwa dla naszych środków finansowych. 

W państwach, w których działa Revolut aplikacja czy karta sama wie, by płacić za transakcje z konta walutą danego kraju, przy założeniu, że kupiliśmy kilka różnych walut. Problem pojawia się jednak, gdy wyjedziemy do kraju, którego waluty Revolut nie obsługuje, tak jak miało to miejsce podczas mojego wyjazdu do Bośni i Hercegowiny. Nie oznacza to wówczas, że nie zapłacicie kartą, bo zapłacicie, tylko Revolut sam zdecyduje jaką walutą dokona płatności. W pierwszej kolejności płatność będzie zrealizowana z konta podstawowego (w przypadku Polski PLN). W dalszej kolejności Revolut powinien wykonywać płatność z posiadanych subkont (wg porządku aktywnych kont w aplikacji). W praktyce jednak w przypadku zerowego salda na koncie podstawowym to algorytm Revoluta, na który posiadacz nie ma wpływu, decyduje o  ściąganiu płatności z aktywnych kont z saldem dodatnim. W moim przypadku było to raz EUR, raz HUF, czy też HRK. Jeśli jednak chcecie mieć na to wpływ, konieczne jest dezaktywowanie czasowo subkont, z których nie chcecie, aby dokonywano płatności. Z moich doświadczeń wynika, że w Europie, najkorzystniejsze jest w takim przypadku pozostawienie aktywnego konta EUR, a w Azji w USD. Rozwiąże to ewentualny problem, z którego konta Revolut dokona przewalutowania i płatności.

W tym miejscu warto wspomnieć, że brak subkont dla wszystkich walut można więc potraktować jako wadę, ale osobiście i tak jestem pod wrażeniem ogromu liczby walut, które obsługuje ta jedna mała, plastikowa karta. 

Istotnym plusem Revolut jest w przypadku transakcji internetowych jest możliwość każdorazowego, bezpłatnego generowania nowej karty wirtualnej, której numer można wykorzystać tylko raz. Daje nam to gwarancję, że nikt nie wykorzysta numeru naszej karty, do innej transakcji.

C jak cena 💳 

Zapytacie na koniec ile kosztuje używanie Revolut. Tu pozytywnie Was zaskoczę – korzystanie z tej usługi jest bezpłatne. Zupełnie nic nie zapłacicie zarówno za założenie konta podstawowego i subkont, ich obsługę, jak i korzystanie z karty. Trzeba tylko pamiętać, że obowiązują konkretne darmowe limity, po których przekroczeniu użytkownik zostanie obciążony prowizjami. To jest ten drobny minus, o którym też musicie pamiętać:

  • Wypłaty z bankomatów – są darmowe tylko do kwoty 200 euro, 200 dolarów, 800 złotych lub ekwiwalentu w lokalnej walucie miesięcznie. Dwukrotnie wyższe limity przysługują użytkownikom wersji Premium, która jest już płatna. Po przekroczeniu tych limitów Revolut nalicza prowizję w wysokości 2% wypłaconej kwoty.
  • Wymiana walut – jest bezprowizyjna do kwoty 5000 funtów brytyjskich, 6000 euro, 20.000 złotych lub ekwiwalentu w lokalnej walucie miesięcznie. Limity nie obowiązują użytkowników płatnej wersji Premium.
  • Doładowania konta – bezpłatnie można zasilić swoje konto w Revolut do kwoty 400.000 złotych rocznie. Jest to wysoki limit, więc wydaje mi się, że nie będzie to problemem przy większości zastosowań. Dodatkowo zawsze istnieje możliwość zwiększenia tego limitu.
  • Płacenie przy użyciu wielowalutowej karty Revolut w sklepach lub online jest bezpłatne (mowa o pierwszych transakcjach wymiany walut w miesiącu do kwoty 20.000 zł), a kolejne są obciążone opłatą w wysokości 0,5%.
  • Wymiana walut i płatności w weekendy – trzeba pamiętać, że przewalutowania i płatności walutami, dla których nie funkcjonują subkonta obarczone są  w dni powszednie spreadem w wysokości 1%, natomiast w weekendy 2%. Z kolei czynności te w stosunku do obsługiwanych walut w weekendy obarczone są 1% spreadem.

Reasumując. Jeśli umiesz oszczędzać i nie wydajesz dużych pieniędzy na wyjazdach zagranicznych, nie musisz obawiać się o dodatkowe koszty, a dzięki tej karcie zaoszczędzisz sporo pieniędzy. Koniecznie trzeba też wspomnieć o tym, że w Revolut obowiązuje limit darmowych przelewów walutowych na konta bankowe. Jest to ważna informacja dla osób, którym np. po wakacjach zostanie pewna ilość euro czy dolarów na subkoncie. Można je oczywiście przelać na polskie konto po przewalutowaniu na złotówki, ale jest to usługa bezpłatna tylko do limitu 20.000 złotych miesięcznie. Powyżej limitu Revolut nalicza 0,5% prowizji. Jeśli uszanujesz powyższe zasady wówczas nie poniesiesz żadnych opłat i będziesz szczęśliwym posiadaczem tej “magicznej” karty.

Rejestracja w Revolut jest banalnie prosta i wykonacie ją w 3 szybkich krokach.

➡ Wystarczy przejść na stronę Revolut i podać swój numer telefonu. Revolut prześle wiadomość SMS z linkiem do pobrania aplikacji mobilnej. Aplikacja krok po kroku poprowadzi użytkownika przez proces rejestracji (m.in. trzeba ustawić numer PIN lub wybrać logowanie przez odcisk palca).

➡ Następnie wymagane jest zasilenie konta Revolut kwotą minimum 20 złotych. Te pieniądze od razu są do wykorzystania w usłudze – można je też przesłać sobie z powrotem na konto w banku.

➡ Ważnym etapem rejestracji jest weryfikacja, czyli przesłanie zdjęcia lub skanu dokumentu tożsamości oraz wykonanie selfie. Nie da się tego niestety pominąć, bo weryfikacja konta nie zostanie zakończona. Revolut nie wysyła żadnych papierowych umów. Cały proces zakładania konta odbywa się w aplikacji mobilnej i wymaga weryfikacji tożsamości na podstawie zdjęć. Gdy konto zostanie już zweryfikowane, użytkownik może zamówić kartę fizyczną oraz wirtualną. 

ODBIERZ  DARMOWĄ  KARTĘ REVOLUT

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zapraszam na moje WYPRAWY

Zobacz co u mnie na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia | Revolut | Bonusy
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

II Marsz Równości w Lublinie

Po odegraniu hymnu, z niewielkim opóźnieniem z Al. Racławickich ruszył Marsz Równości, który przeszedł po raz drugi przez Lublin. Również i w tym roku próbowano zablokować tęczowy przemarsz. Na blokujących kontrdemonstrantów policja użyła gazu łzawiącego i armatki wodnej. Z głośników wzywano do zachowania zgodnego z prawem i ostrzegano, że w przeciwnym razie względem kontrdemonstrantów użyta zostanie siła. Finalnie doszło do przepychanek z policją i kilkadziesiąt osób zostało zatrzymanych. Niestety miały też miejsca przykre incydenty względem przedstawicieli mediów, co jest niedopuszczalne i nie powinno mieć miejsca i na wstępie należy napiętnować. Tłum osób skandował też hasła: „Lublin miastem bez dewiacji!”, „Zakaz pedałowania” oraz „Chłopak i dziewczyna normalna rodzina!”. Przeciwnicy marszu mieli również pokaźny transparent wykorzystujący utwór Cypriana Kamila Norwida, na którym znalazły się słowa: “Naród, który się oburza, ma prawo do nadziei, ale biada temu, który gnije w milczeniu”. Po drugiej stronie nie zabrakło transparentów z hasłami: „Wielka promocja homoseksualizmu”, „Najlepiej wiem, kim jestem”, „Love is love”, „Lublin miastem akceptacji”, „Równe prawa, wspólna sprawa” czy „Moją ojczyzną jest człowieczeństwo”. Moim faworytem było jednak hasło: „Dzięki gejom macie więcej dziewczyn dla siebie”. Uczestnicy tęczowego pochodu skandowali: „Też was kochamy!”, „Chodźcie z nami!”, „Miłość, równość, akceptacja!”.

Przypomnę tylko, że Prezydent Lublina Krzysztof Żuk wydał we wtorek zakaz organizacji Marszu. Powołał się na przepisy ustawy prawo o zgromadzeniach, dotyczące konieczności zapewnienia bezpieczeństwa. Zakaz został finalnie uchylony również i w tym roku przez sądy obu instancji, które kolejny raz dały włodarzowi lekcję właściwej interpretacji istoty i znaczenia praw człowieka, gwarantowanych nie tylko w Konstytucji.

Sam prezydent miasta się nie pojawił, natomiast obecni na manifestacji byli politycy z różnych ugrupowań. Na miejscu pojawili się m.in. Joanna Mucha, Sylwia Szpurek, Tomasz Kitliński, Magdalena Długosz, Jacek Czerniak czy Anna Maria Żukowska. Nad pochodem krążył też policyjny śmigłowiec. Marsz rozpoczął się o godz. 14:00, a uczestnikom towarzyszyła muzyka. Trasa przemarszu była następująca – pochód wystartował z Al. Racławickich i tam też wrócił, wcześniej przechodząc ulicami Narutowicza, Głęboką i Sowińskiego. Finalnie II Marsz Równości w Lublinie, mimo prób blokowania, dotarł w okolice placu Teatralnego, gdzie oficjalnie dobiegł końca.  

#rafalbil #fotografia #lublin  #lubelskie #fotograf lublin
#lgbt #humanrights #travel #photography #fotograf warszawa

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Zapraszam na moje WYPRAWY
Śledź nas na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia | Fotografia Lublin |  Miasto Lublin

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Sieradz od A do Z

Dziś zabieram Was na spacer po Sieradzu, mieście leżącym w województwie łódzkim. Przez wielu uważane jest za miasto leżące w ścisłym centrum Polski i choć jego powierzchnia to tylko około 50 kilometrów kwadratowych, a liczba ludności to ponad 43 tys osób, to dziś przekonamy się jakim rytmem tętni to miasto. Warto zaznaczyć, że jest to jedno z najstarszych miast w Polsce, bowiem w źródłach spisanych pojawia się już w 1136 r.  (w tzw. bulli gnieźnieńskiej), a prawa miejskie nadano mu między  rokiem 1247 a 1255. Nie będę Was jednak zanudzał historią – dziś pokażę Wam od A do Z jak wygląda obecny Sieradz – gotowi? Zakładamy wygodne buty i ruszamy, by przekonać się jak mocno bije serca Sieradza.

A jak Antoni Cierplikowski

ANTOINE, czyli Antoni Cierplikowski to król fryzjerów, który urodził się w Sieradzu. Uważany jest za twórcę nowych trendów w dziedzinie fryzjerstwa, a właściwie całej stylistyki kobiecej. Artysta o międzynarodowej sławie. To na Jego cześć w Sieradzu jest organizowany od wielu lat Open Hair Festiwal – impreza, polegająca na tworzeniu i prezentowaniu fryzur w otwartej przestrzeni miejskiej, o której więcej będzie jeszcze później. W 2015 na rynku w Sieradzu stanął pomnik Cierplikowskiego.  Artysta ten znany jest również jako Antoine de Paris lub Monsieur Antoine i to on projektował fryzury do wielu filmów. Do polskiego fryzjera zgłaszały się największe gwiazdy francuskiej estrady, w tym: Josephine Baker, Édith Piaf i Brigitte Bardot. Przełomowe dla niego było wydarzenie z 1909 r. kiedy to Antoine ściął na krótko włosy popularnej wówczas aktorce francuskiej Evie Lavalliere. Zrewolucjonizował tym damskie fryzjerstwo, rozpoczynając modę na krótkie włosy u kobiet. Wylansował wówczas nową fryzurę a’la garçon, czyli na chłopczycę, która w połączeniu z sukienkami Coco Chanel stała się początkiem nowego wizerunku kobiety po pierwszej wojnie światowej. Pod koniec swego życia, po śmierci żony, wrócił do rodzinnego Sieradza. Zmarł w wieku 92 lat. Jedno jest pewne, że moja przygoda z Sieradzem już na starcie może być szansą nie tylko na eksplorację nowych miejsc, ale i spotkanie wyjątkowych ludzi, bo intuicja mi podpowiada, że jest to miasto niejednego talentu.



B jak Bunkry 

Zwiedzanie samego Sieradza rozpoczynam właściwe od wyprawy w okolicach miasta, gdzie nieopodal rzeki Warty znajdziemy kilka schronów utworzonych w ramach działania Armii Łódź z 1939 r. Jej celem była obrona ważnych strategicznie obszarów Łodzi i Piotrkowa oraz zabezpieczenie Warszawy przed głównym uderzeniem przeciwnika z kierunku Wrocławia i Opola. Aby trafić do bunkrów musiałem udać się nad rzekę Wartę. Idąc wzdłuż grobli i pól trafiłem z łatwością na schrony wkomponowane w ziemię. 

C jak cmentarz żydowski

Cmentarz żydowski w Sieradzu jest jednym z najstarszych cmentarzy w Polsce obok krakowskiego i warszawskiego, pochodzi z 1804 r. Znajduje się przy obecnej ulicy Zakładników, a jego powierzchnia to około 1,2 ha. Wcześniej sieradzcy Żydzi chowali zmarłych w pobliskim Burzeninie. Niestety do dziś zachowały się na sieradzkim cmentarzu jedynie fragmenty porozbijanych macew, ponieważ podczas drugiej wojny światowej Niemcy zdewastowali kirkut wykorzystując część kamiennych płyt nagrobnych do celów budowlanych.  Spora część macew została również zniszczona w ostatnich latach przez pseudokibiców. W 2011 r. udało odzyskać się kilka, które wcześniej służyły jako schody na ul. Krakowskie Przedmieście w Sieradzu. W 2008 r. z na jednym z drzew cmentarza pojawiła się też tablica upamiętniająca doktora Kazimierza Kempińskiego, zasłużonego lekarza i działacza społecznego. Pod koniec października 2012 r. na cmentarzu pojawiły się dwa kolejne nagrobki Jehudy syna Lejzora oraz kobiety o imieniu Szewa. Zostały one odnalezione na terenie miasta i przewiezione na cmentarz przez anonimową osobę. Szacunek dla przeszłości pozwala przywrócić wiarę w ludzi. Na terenie kirkutu znajduje się też obelisk ku czci dwudziestu zakładników, obywateli polskich zamordowanych w tym miejscu przez Niemców. Tym bardziej należy dbać o to miejsce, gdyż pamiętajmy, że historia Żydów z Sieradza to również nasza historia. Wierzę, że za jakiś czas teren ten zostanie ogrodzony, a zmarłym i pochowanym tam ludziom bez względu na wiek, pochodzenie, kolor skóry czy inne aspekty, oddany zostanie należny im szacunek. To doświadczenie trudnej historii dało mi dużo do myślenia w dalszym zwiedzaniu miasta. Pochwalić należy włodarzy miasta, że na przykład przy rondzie im. Lecha Kaczyńskiego spotkałem tabliczkę informującą o cmentarzu żydowskim. Informacje takie są cenne szczególnie dla turystów, którzy o wszystkim co jest interesujące w mieście przecież często nie wiedzą. Warto też wspomnieć, że nazwa ul. Zakładników też jest nieprzypadkowa. To w tym miejscu 14 listopada 1939 r. Niemcy rozstrzelali dwudziestu obywateli Sieradza, elitę intelektualną miasta. Warto pamiętać, że każdy cmentarz żydowski nazywany jest kirkutem, słowo to pochodzi z języka niemieckiego, ale miejsce, gdzie pochowani są Żydzi można też nazywać po hebrajsku np. „bet chaim”, czyli „dom życia”. W takich miejscach poprzez ułożenie na nim kamieni, wyraża się szacunku dla zmarłego. Miło, że i tutaj nie zabrakło, tego jakże prostego, ale wymownego symbolicznego oddania szacunku zmarłym. Pamiętajcie, Ci ludzie kiedyś tu żyli, pracowali, mieszkali – byli integralną częścią Sieradza.

D jak Dom Kata

Pozostając w tym klimacie zadumy udałem się do tzw. DOMKU KATA. To rezydencja dawnego kata z okręgu sieradzkiego, prawdziwego egzekutora miejskiego, który wykonywał wyroki kary śmierci. Obecnie jest to willa mieszkalna. Budynek  kryjący w sobie relikt XIV-wiecznej baszty i niewielki odcinek miejskiego muru obronnego oraz zapewne niejedną tajemnicę.

E jak etnograficzny park

Sieradzki Park Etnograficzny położony jest przy ul. Grodzkiej 1, w pobliżu Wzgórza Zamkowego i ma niezwykłą wartość etnograficzną. W Skansenie tym znajduje się kilka budynków: tzw. dom tkacza, zrekonstruowana zagroda, w skład której wchodzą ciekawa chałupa, pokaźna stodoła, mała obórka, spichlerz oraz dom rzeźbiarza Szczepana Muchy. Ten ostatni budynek, mimo stosunkowo młodego wieku, należy do wyjątkowych obiektów ze względu na zachowane wyposażenie, w tym rzeźby wykonane przez tego twórcę. Skansen realizuje program „Krzesiwo”, w ramach którego odbywają się warsztaty i spotkania z twórcami ludowymi. Od 1996 r. odbyło się już ponad 1000 warsztatów, w trakcie których uczono rękodzieła, tańców i pieśni. Sieradzki Park Etnograficzny jest też miejscem, gdzie odbywają się imprezy folklorystyczne i kolorowe Festyny. W ten sposób promowana jest bogata kultura ludowa regionu sieradzkiego. To miejsce jest niewątpliwie jednym z tych, w których czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu. Koszt wstępu na teren Sieradzkiego Parku Etnograficznego nie jest duży i za kilka złotych możecie “przenieść się w czasie”.

F jak fontanna 

Jak każde szanujące się miasto tak i Sieradz ma swoją fontannę, a nawet nie jedną. Tam gdzie są miejskie fontanny, pojawia się też niestety problem kąpieli w nich, a na ten temat pisałem m.in. tutaj. Wracając jednak do meritum. Jedna z fontann ulokowana jest na stawie przy Urzędzie Miasta mieszczącym się naprzeciwko Zespołu Placówek Wychowania Pozaszkolnego przy ulicy Tysiąclecia. Fontanna oprócz funkcji estetycznej ma również napowietrzać staw. Najbardziej popularna jest jednak ta, która mieści się na sieradzkim rynku, stając się pewnym symbolem miasta. 

G jak Galeria Sztuki

Wspaniale miejsce dla wszystkich wrażliwych na sztukę lub tych co chcą się oderwać od zabiegania. Galeria prowadzona jest przez ludzi z pasją. BWA to nic innego jak Biuro Wystaw Artystycznych w Sieradzu i utworzone w 1999 r. Celem działalności BWA jest prezentowanie i promowanie polskiej profesjonalnej twórczości plastycznej, edukacja kulturalna i wychowanie aktywnego odbiorcy sztuki oraz upowszechnianie współczesnych sztuk plastycznych. BWA prezentuje rocznie około 12 wystaw premierowych zarówno uznanych twórców w różnych dziedzinach artystycznych jak i debiutantów. Będąc w Sieradzu bez wątpienia warto tu zajrzeć.

H jak Hermaszewski

Pamiątki z lotu w kosmos generała Mirosława Hermaszewskiego, a wśród nich kapsułę statku kosmicznego Sojuz 30  można zobaczyć na wystawie w Muzeum Okręgowym w Sieradzu, jednak należy się śpieszyć, gdyż niebawem może ona odlecieć z Muzeum. 

I jak Indie w Sieradzu

Chcesz poczuć smak Indii, nie musisz lecieć za granicę. Z oryginalną jogą z Indii zapozna Was Anil Machado, mieszkaniec Sieradza, który może też wykonać dla Was masaż ajurwedyjski idealny na ból pleców, problemy z tarczycą, problemy z jelitami, ból nerwu kulszowego czy migrenę. Terapia Marma pomoże też na problemy z barkami. Wraz z Edytą Wróbel prowadzi sklep internetowy, w którym dostaniecie m.in. naturalne produkty Ayurveda prosto z Indii. Zawodowo oboje są skarbnicą wiedzy na temat Indii, a prywatnie są parą jak z romantycznego filmu Bollywood. Niesamowicie charyzmatyczni, gościnni i ciekawi ludzie. Cieszę się, że ich spotkałem w Sieradzu, bo ciekawe miejsca tworzą też inspirujący i życzliwi ludzie, a takimi właśnie są Edyta i Anil.

J jak Józef Piłsudski

Pomnik Józefa Piłsudskiego znajduje się na sieradzkim skwerze pomiędzy ulicami Kościuszki i Żwirki w centrum miasta. Został on zbudowany w latach 1927-1928. Ma formę prostopadłościennego obelisku, na ścianie którego umocowano medalion z głową Marszałka. Poniżej popiersia znajduje się napis – Józef Piłsudski 1867 – 1935.

K jak kościoły

W Sieradzu jest kilka kościołów wartych odwiedzenia. Jednym z ważniejszych jest gotycki kościół farny pod wezwaniem Wszystkich Świętych wzniesiony około 1370 r. na miejscu dawnego kościoła drewnianego . Dwie boczne nawy Kolegiaty dobudowano 300 lat później podobnie – jak pięciopiętrową wieżę.  Kolejnym jest klasztor podominikański należący podobnie jak fara do najstarszych i najcenniejszych zabytków ziemi sieradzkiej. Jego początki sięgają pierwszej połowy XII wieku. Obecna budowla klasztoru kryje w swoich murach gotyckie krużganki z cennymi obrazami i rzeźbami. Jedna z rzeźb pochodzi z XV wieku. Przy klasztorze znajduje się też XIII-wieczny kościół św. Stanisława. Zespół klasztorny, jak i sam kościół posiada ciekawą historię, związaną między innymi z Krzyżakami. Ciekawym miejscem jest też drewniany kościół św. Ducha ufundowany, jako wotum za szczęśliwe zakończenie wojny z Krzyżakami, stąd nazywany jest “grunwaldzkim”. Innymi kościołami w Sieradzu są m.in.: Kościół Chrystusa Odkupiciela i Najświętszego Imienia Maryi, Kościół Świętego Wojciecha Biskupa i Męczennika oraz Kościół św. Mikołaja.

L  jak lewobrzeżna część Warty

W okolicach Sieradza wzdłuż rzeki Warty znajdziemy kilka schronów utworzonych w ramach działania Armii Łódź z 1939 r. Jej celem była obrona ważnych strategicznie obszarów Łodzi i Piotrkowa oraz zabezpieczenie Warszawy przed głównym uderzeniem przeciwnika z kierunku m.in. Wrocławia i Opola. Warto też podkreślić, że okolice Warty w Sieradzu, a szczególnie nadbrzeża rzeki otoczone są łęgami, co jest na tyle unikatowe, że postanowiono ustanowić tu obszar chronionego krajobrazu. Park Krajobrazowy Międzyrzecza Warty i Widawki został utworzony 14 września 1989. Powierzchnia Parku wynosi 25 330 ha. Przedmiotem ochrony jest krajobraz naturalnych dolin rzecznych Warty i jej lewobrzeżnego dopływu Oleśnicy, znajdujących się na terenie powiatu wieluńskiego, a także Widawki, Grabi, Niecieczy i Wierznicy z licznymi meandrami i starorzeczami. Obszar Parku wyróżnia się w swoim otoczeniu urozmaiconą rzeźbą terenu, zwłaszcza malowniczymi przełomami Warty, gdzie wysokości względne stoków dochodzą do 45 metrów.

M jak Muzeum Okręgowe w Sieradzu

Budynek Muzeum Okręgowego, będący zarazem najstarszą zachowaną kamienicą w mieście, kryje w sobie zbiory archeologiczne, historyczne oraz etnograficzne. Muzeum posiada dwa oddziały: Sieradzki Park Etnograficzny (skansen) oraz Muzeum Walewskich w Tubądzinie prezentujące wnętrza dworskie z przełomu XIX i XX wieku. Samo Muzeum Okręgowe w Sieradzu powstało w 1937 r. Obecnie Muzeum Okręgowe posiada wystawy stałe z zakresu archeologii, historii, historii sztuki i etnografii, ale i posiada także bibliotekę naukową oraz organizuje i sprowadza liczne wystawy czasowe. 

N jak Niedźwiecki

 

W Sieradzu urodził się Marek Niedźwiedzki, dziennikarz muzyczny znany przede wszystkim jako prowadzący Listy Przebojów Programu III Polskiego Radia. Nie był jednak związany z samym Sieradzem. Swoje dzieciństwo spędził w Szadku. Następnie ukończył II Liceum Ogólnokształcące w Zduńskiej Woli, aby dalej kształcić się na Wydział Budownictwa Politechniki Łódzkiej. Z pośród znanych osób na świat w Sieradzu przyszedł również Zbigniew Lew-Starowicz, znany ekspert z zakresu seksuologii, czy też Magdalena Wasylik, aktorka i piosenkarka,  znana m.in. z dubbingów bajki Świnka Peppa czy Kraina Lodu.

O jak Open Hair festiwal

Od 2009 r. na terenie Sieradza odbywa się festiwal ku czci Antoine’a Cierplikowskiego zwany Open Hair.

Jest to pierwsza  w kraju impreza, polegająca na tworzeniu i prezentowaniu fryzur w otwartej przestrzeni miejskiej. Festiwal jest inspirowany osobą Antoniego związanego z Sieradzem  „Antoine” Cierplikowskiego. W programie  tych imprez są między innymi:

  • Pokazy kosmetyczne i fryzjerskie.
  • Konkursy fryzjerskie.
  • Bicie rekordu świata w ilości osób poddawanych jednoczesnej stylizacji fryzur w przestrzeni miasta.
  • Projekcje kinowe.
  • Koncerty muzyczne z udziałem zagranicznych artystów.

 

P jak prażucha i Piwo Sieradzkie

Prażucha to tutejszy przysmak – ziemniaki, które należy ugotować, a następnie wsypać do nich szklankę mąki, potem krótko dusić na małym ogniu. Po tym wszystkim należy całość odcedzić,  a następnie utłuc na jednolitą masę. Podaje się je z podsmażoną na patelni, pokrojoną w kosteczkę cebulą, słoniną i boczkiem. Jeśli jeszcze tego nie jedliście, to koniecznie musicie spróbować. Tutejszym przysmakiem dla wielu jest też Piwo Sieradzkie. Mało kto wie, że: w 1876 r. Kajetan Trąbczyński wybudował i założył pierwszy Sieradzki Browar Parowy. Na swoją siedzibę wzniósł również w Sieradzu neobarokowy pałac. Niestety ten piękny zabytek nie przetrwał działań II wojny światowej. Samo Piwo Sieradzkie po różnych perypetiach przetrwało i jest dostępne w sklepach. Jeśli spytacie mnie jak smakuje odpowiem bardzo dyplomatycznie, że nie jestem piwoszem i pozostańmy przy tym, że na piwach się nie znam. Prażuchę natomiast polecam z całego serca i dziękuję Pawłowi za jej przygotowanie.  Spytacie kim jest Paweł? To kolejna gościnna i życzliwa osoba z Sieradza, która pomogła mi w powstawaniu tego wpisu. Także raz jeszcze dzięki za wszystko. Sieradz to gościnne i otwarte na turystów miasto, więc warto je odwiedzić. 

R jak Rynek

Rynek sieradzki zachował oryginalny średniowieczny układ przestrzenny. Jednak otaczające go kamieniczki są całkiem “nowe” – powstały na przełomie XIX i XX wieku, ale dla turystów mogę sprawiać wrażenie starych i zabytkowych. W centrum Rynku znajduje się wyłożony cegłą ślad po dawnym ratuszu. W Rynku znajduje się też XIX-wieczna pompa, która obecnie spełnia funkcję dekoracyjnej fontanny. Będąc w Sieradzu koniecznie trzeba zajrzeć na starówkę, bo ta po gruntownym odnowieniu nabrała unikatowego blasku. Na zdjęciach warto też uwiecznić piękno otaczających ją kamieniczek.

S jak synagoga

Dla mnie osobiście synagoga sieradzka to perła i ważny element historii tego miasta, która niestety niszczeje. Szkoda, że nie kultywuje się tej ważnej dawniej dla Sieradza kultury. Synagoga jest nieczynna i nie odgrywa żadnej obrządkowej roli. Synagoga została zbudowana w latach 1819-1824. Podczas II wojny światowej hitlerowcy zdewastowali i przebudowali synagogę. Następnie znajdowały się w niej biura oraz siedziby firm rzemieślniczych. Na zewnątrz budynku umieszczono płytę z granitu poświęconą żydowskim mieszkańcom Sieradza. Niedaleko synagogi znajdowała się mykwa. W judaizmie mykwą określa się zbiornik z bieżącą wodą wykorzystywany do obrzędów rytualnych. Obmycie w mykwie dokonuje  się przez całkowite zanurzenie. Warto podkreślić, że w 2014 r. synagoga częściowo spłonęła i obecnie niestety nie jest w najlepszym stanie, a szkoda.

T jak Teatr Miejski

Jest to podobno miejska duma. Od mieszkańców wiem, że zachwyca walorami kulturalnymi,  mnie zachwyciła swą zabudową i wyglądem zewnętrznym. Będąc w Sieradzu, zajrzyjcie i w tę stronę. Mam nadzieję, że gdy ponownie odwiedzę Sieradz na dłużej to udam się na jakiś spektakl, bo dużo dobrego o  tutejszym repertuarze słyszałem.

U jak Urszulanki

Historia Klasztoru Sióstr Urszulanek w grodzie nad Wartą sięga 1922 r. kiedy to św. Urszula Ledóchowska przejęła z rąk dominikanów zrujnowany zespół klasztorny. Od tamtej pory  przemiłe Siostry związały się z Sieradzem i dbają o klasztor, którym się od tylu lat opiekują. Zwiedzając klasztor warto zobaczyć wirydarz.  W jednej z jego ścian znajduje się kamienna kula, pamiątka po najeździe krzyżackim. Uświadamia on jak grube i mocne mury ma ta budowla. Warto też przespacerować się przez krużganki. Mają one sklepienie kolebkowe z lunetami, właściwe dla epoki renesansu i baroku. Warto też przyjrzeć znajdującym się na ścianach freskom, a wychodząc wspomóc utrzymanie tego wyjątkowego miejsca.

W jak Wzgórze Zamkowe

Datuje się, że Wzgórze Zamkowe w Sieradzu pochodzi z przed XII wieku. W I połowie XIV wieku gród został zniszczony przez Krzyżaków. Król Polski Kazimierz Wielki wykorzystał to miejsce pod budowę murowanego zamku. W kolejnych wiekach zamek był wielokrotnie niszczony i odbudowywany przez najeźdźców Szwedzkich, trawiony pożarami, jednak trwał do końca XVIII wieku. Obecnie m.in. atrakcją Wzgórza Zamkowego są odrestaurowane bunkry z czasów II wojny światowej. Teraz pozostały tam też ruiny zamku, a dzięki finansowaniu z UE sporą część terenu zamieniono na tereny rekreacyjne. Niedaleko znajduje się również skansen, który będąc w Sieradzu, koniecznie musicie odwiedzić.

Z jak zabytki Sieradza

Na koniec małe podsumowanie i zestawienie zabytków, które warto odwiedzić w Sieradzu. Naturalnie nie jest to katalog zamknięty, bo w tym mieście i jego okolicach znajdziecie jeszcze wiele fajnych i inspirujących miejsc. Między innymi dlatego wiem, że jeszcze kiedyś tu wrócę, by rozszerzyć mój alfabet o kolejne fajne miejsca i poznanie ciekawych ludzi. Nie sugerujcie się więc poniższą kolejnością, zwiedzajcie i odkrywajcie miasto po swojemu, najlepiej wg własnego uznania. Mój wpis traktujcie tylko jako subiektywne podpowiedzi uzupełnione przez obiektywne kadry. Pozdrawiam i miłego zwiedzania Wam życzę.

  • Dom Kata przy ul. Ogrodowej, w którym na pewno miały miejsce ostre jak brzytwa wydarzenia.
  • Budynek u zbiegu ul. Dominikańskiej i Zamkowej, zwany „kamienicą pojagiellońską”, który jest to najstarszą kamienicą w Sieradzu.
  • Dawny zajazd pocztowy z XIX wieku, czyli obecna siedziba m.in. Biura Wystaw Artystycznych.
  • Podominikański Zespół Kościelno – Klasztorny z XIII wieku.
  • Bazylika kolegiacka pw. Wszystkich Świętych.
  • Wzgórze Zamkowe.
  • Staromiejski Rynek.
  • Sieradzki Park Etnograficzny.
  • Budynek Teatru Miejskiego.
  • Oficyna dworska, tzw. „Dworek Modrzewiowy”.
  • Drewniany kościół pw. św. Ducha.
  • Kościół pw. św. Wojciecha.
  • Synagoga z lat 1819–1824.
  • Zabytkowe kamienice przy ul. Dominikańskiej, Warszawskiej i Kolegiackiej;
  • Garnizonowy Kościół Chrystusa Odkupiciela i Najświętszego Imienia Maryi z lat 1889–1897
  • Groby powstańców z 1863 r. żołnierzy września 1939 r. oraz grób A. Cierplikowskiego oraz cmentarz żydowski.
  • Neoklasyczny gmach I Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Jagiellończyka z lat 20. XX wieku, na którego dachu znajduje się tajemnicza kula owiana pewną interesującą legendą.


Ż jak Żydzi w Sieradzu

Nie byłbym sobą, gdybym na koniec nie wspomniał jeszcze o Żydach, którzy związani byli z Sieradzem od dawna. Pozostały po nich jednak bardzo nieliczne ślady czy pamiątki. Na przykład pozostałości po synagodze żydowskiej oraz mykwie. Tragiczny los spotkał ludność żydowską w okresie niemieckiej okupacji. Pod koniec lutego 1940 r. Niemcy utworzyli również w Sieradzu getto, gromadząc Żydów z miasta i okolicznych wiosek w małym kwartale ulic: Zamkowej, Sukienniczej, Żabiej i Wodnej. W sierpniu 1942 r. blisko 3 tysiące Żydów wypędzono z domów, stłoczono w sieradzkim klasztorze, a potem ciężarówkami wywieziono do Chełmna nad Nerem, gdzie dokonano ich zagłady. Pamiętajcie o tej historii, by nigdy się nie powtórzyła. Dziś trzeba nie zapominać o tych, którzy urodzili się w Sieradzu i są żydowskiego pochodzenia:

Maksymilian Fajans – litograf,  cenionyfotograf i rysownik żydowskiego pochodzenia.

Zalman Ben Ja’akow – ważny izraelski polityk, w latach 1953–1959 poseł do Knesetu z list Agudat Israel oraz Religijnego Frontu Tory.

Ary Sternfeld, Szternfeld  – jeden z pionierów kosmonautyki, z wykształcenia inżynier mechanik. „Nawigator kosmicznych tras” – obliczał orbity sztucznych ciał niebieskich, rakiet, satelitów. 

Abram Rundstein (Rundsztajn) – właściciel drukarni, przemysłowiec, społecznik, działacz oświatowy. 

Tym ludziom nie tylko Sieradz wiele zawdzięcza, dlatego pamiętajcie, że historia polskich Żydów to również nasza historia. Podsumowując cały mój pobyt, chcę tylko Wam napisać, że to był wyjątkowy czas, który spędziłem w tym mieście, dużo się nauczyłem, sporo zwiedziłem, ale co najważniejsze poznałem inspirujących i gościnnych ludzi. Utwierdza mnie w przekonaniu, że mniejsze miasta zwiedzam z jeszcze większą ochotą. Jeśli chcesz bym przyjechał do Twojego miasta, a może masz jakieś sugestie czy uwagi co do dzisiejszego wpisu, nie wstydź się napisz,  kontakt do mnie znajdziecie tutaj. Mam nadzieję, że Wam się spodobał Sieradz od A do Z, ten Sieradz po mojemu.

#rafalbil #fotografia #lublin  #sieradz #fotograf lublin
#fotograf sieradz #travel #photography #fotograf warszawa

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Zapraszam na moje WYPRAWY
Śledź nas na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia | Fotograf  Sieradz |  Miasto Sieradz

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

ABC O AIRBNB

Dziś przyszedł czas na ocenę i małe ABC na temat Airbnb. Subiektywnie postaram się Wam pokazać jak obiektywnie ocenię serwis, który pozwala na wynajmowanie mieszkań, bezpośrednio od ich właścicieli. Postaram się Wam pokazać plusy i minusy tego portalu z punktu widzenia podróżnika, który chce w rozsądnej cenie znaleźć mieszkanie pod krótkoterminowy wynajem w różnych zakątkach świata. Dziś czeka Was więc kilka słów o atrakcyjności portalu, cenach jakie tam znajdziecie oraz o bezpieczeństwie, a właściwie zagrożeniach, jakie na Was czyha, gdy chcecie wynająć mieszkanie przez Airbnb. Mam też dla Was kilka praktycznych rad, by uniknąć nieprzyjemnych sytuacji. Wszystkim tym podzielę się głównie na podstawie własnych doświadczeń oraz opinii znajomych podróżników. Sam od około roku szukam noclegów m.in. na tym serwisie i dziś podzielę się swoją eksperiencją w tym temacie. Mam nadzieję, że jesteście ciekawi, to co – zaczynamy!!! Zdradzę jeszcze, że dziś mam też dla Was niespodziankę, o której dowiecie się później. Dlatego czytając dzisiejszy wpis,  warto dotrwać do samego końca, bo kto dziś nie lubi niespodzianek🎁.

A JAK ATRAKCYJNOŚĆ AIRBNB

Zacznę od przeglądu pozytywów serwisu🔎, zawsze jest mi łatwiej chwalić niż krytykować.

Wielość ofert 💒🏣🕍

Na start elastyczność w wynajmie mieszkań. Dużym atutem jest to, że w serwisie tym znajdziemy duży wybór mieszkań, które wynajmiemy bez względu na czas, czy to na dzień, tydzień, miesiąc lub nawet na pół roku.  To jest być może ten moment, w którym zapala Ci się lampka nad głową. Dokładnie tak – jeśli masz wolne mieszkanie albo pokój i chcesz trochę zarobić, podnajmuj je turystom, którzy odwiedzają Twoje miasto, właśnie za pośrednictwem Airbnb

Różnorodność 🏫🕌🏰

Atutem jest też duży wybór, ale i różnorodność mieszkań.  Pamiętaj, jeśli np. zależy Ci na cenie, zawsze możesz nocować w odległych dzielnicach (chyba, że koszty wynajmu auta lub komunikacja miejska jest droga, wówczas rozważnie skalkuluj co opłaci Ci się bardziej). Jeśli natomiast znaczenie ma dla Ciebie głównie lokalizacja, szukaj mieszkań wyłącznie w ścisłym centrum, koło lotniska czy obok stadionu, placu lub punktu wypadowego na którym CI zależy. Nie zawsze też musisz wynajmować całe mieszkanie, istnieje również możliwość wynajęcia jednego pokoju. Na portalu wynajmiesz też oczywiście małe mieszkanie, ale i wielki luksusowy dom z ogrodem czy basenem. Dla szukających oryginalnych lokalizacji wynająć można komnatę na zamku czy domek na drzewie.  Różnorodność więc, to wielki atut tego portalu – ogranicza nas tu tylko wyobraźnia, no i oczywiście finanse.

✅ Kuchnia 🍴

Wg mnie dużym plusem wynajmu mieszkań jest dostęp do kuchni. To jedna z ważniejszych przewag wynajmu mieszkań nad pokojami hotelowymi. Możliwość przygotowania sobie posiłków pozwala często zaoszczędzić dodatkowe pieniądze, szczególnie w krajach, gdzie jedzenie w restauracjach nie należy do najtańszych. Poza tym kuchnia daje poczucie domowej atmosfery i możliwość gotowania z lokalnych produktów, ale o tym za chwilę.

✅ Jak w domu 🏠
No więc właśnie, wynajmując mieszkanie przez Airbnb mam poczucie domowej atmosfery i sferę większej prywatności w porównaniu z hotelami, choć może to być moje subiektywne odczucie. Nikt nie obserwuje gdzie i kiedy wychodzę lub  w jakim stanie wracam. Pamiętajcie też, że k
ażda osoba może wynająć swoje własne mieszkanie w czasie, gdy nie przebywa w domu. Bardzo często więc rezerwujesz miejsce z pełnym wyposażeniem (łącznie z wyposażenie kuchni czy łazienki, a w środku czujesz się po prostu miło i przytulnie, no chyba, że wynajmiesz mało przytulne mieszkanie czy pokój, ale to już rzecz gustu i z tym nie należy polemizować).

✅ Cena 💰
W ogólności muszę przyznać, że Airbnb się opłaca. Na przykład, jeśli wynajmujesz mieszkanie w kilka osób, koszty wychodzą dużo mniejsze niż w hotelu. Podobnie i dla par czy w pojedynkę podróżujących osób polecam wynajęcie np. kawalerki lub pojedynczego pokoju, co też zmniejszy koszty podróży.

✅ Mili wynajmujący 👩‍❤‍💋‍👨

Co do zasady wszyscy wynajmujący bardzo się starają i prawie stają na głowie, by dogodzić gościom, bo w końcu zależy od tego ich ocena w serwisie. Często można przyjechać do mieszkania o dowolnej godzinie nie przejmując się dobą hotelową. Warto też wypytać osób wynajmujących o miasto, na pewno chętnie podpowiedzą gdzie jest najbliższy sklep, ich ulubiona knajpka czy ciekawe zabytki. Często od właścicieli dowiecie się też wielu ciekawych rzeczy, których na pewno nie znajdziecie w przewodnikach turystycznych. Dlatego pytajcie, pytajcie i jeszcze raz pytajcie.

B JAK BEZPIECZEŃSTWO

Warto zastanowić się też nad bezpieczeństwem. Dla osób które nie wiedzą jak działa ten serwis, ta kwestia jest przecież jedną z najważniejszych. Pamiętajcie, że Airbnb to strona, na której możecie znaleźć najlepszą dla Was bazę noclegową. Wypełniacie po zalogowaniu tylko miasto i termin, który Was interesuje, a następnie ustawiacie interesujący Was zakres cen oraz to, czy szukacie całego domu, mieszkania czy pokoju. Jak już wszystko będzie Wam odpowiadało, to wysyłacie prośbę o rezerwację. Wcześniej tylko sprawdźcie opinie o upatrzonym miejscu. Jeśli gospodarz potwierdzi Wam terminy, to możecie płacić i pakować walizki. Potem przylatujecie i korzystacie z dobrodziejstw danego regionu do woli… No tak wygląda teoria, a jak może być w praktyce? Teraz czas przyszedł na pokazanie Wam  minusów, z którymi możecie się spotkać wynajmując przez Airbnb. Sami zobaczcie i oceńcie czy to wszystko jest takie bezpieczne🔎.

❎ Odwoływanie rezerwacji przez gospodarza
Moim zdaniem największym minusem portalu, z którym spotkałem się kilkakrotnie, jest fakt, że właściciel może odwołać pobyt kilka dni przed naszym przyjazdem, ale i zaraz po wysłaniu zapytania o terminy, tłumacząc np. że się pomylił, a faktyczna cena jest wyższa. Jeśli już wpłacimy pieniądze to oczywiście Airbnb je wtedy zwraca, ale tak naprawdę nic nam z tego,  gdyż w praktyce będziemy musieli wydać dużo większe pieniądze na nowe mieszkanie. Poszukiwanie na ostatni moment zwykle wiąże się z wyższymi cenami, choć czasami zdarzają się okazje na ostatnią chwilę. Tu trzeba przyznać wyższość hoteli nad Airbnb. Dotychczas z tym problemem nie spotkałem się właśnie w hotelach🏩. 

❎ Nie zawsze można bezpłatnie odwołać swoją rezerwację 
Atutem korzystania z serwisu z hotelami, na przykład Booking.com, o którym planuję też przygotować wpis, jest fakt, że można tam często bezpłatnie odwołać rezerwację z odpowiednim wyprzedzeniem przed przyjazdem. W Airbnb istnieje teoretycznie opcja bezpłatnego anulowania rezerwacji, ale w praktyce zależy ona od gospodarza i mało który z niej korzysta. Co z punktu widzenia ochrony interesu wynajmujących jest zrozumiałe, gdyż mało kto chciałby na ostatni moment zostać na tzw. lodzie (tutaj bez skojarzeń proszę 🍦).

❎ Czystość wynajmowanych miejsc
Zdarza się to czasem, że siedząc przed monitorem i dokonując rezerwacji, na zdjęciach widzisz piękne czyste mieszkania, a gdy docierasz na miejsce, okazuje się, że albo jeszcze nikt nie sprzątał, albo co gorsze, nikt nie zamierza nic już sprzątać przed Waszym przyjazdem. Z brudnymi pokojami raczej nie spotkacie się w hotelach, gdzie przynajmniej raz dziennie zagląda sprzątaczka i wymienia ręczniki czy sprząta pokój i łazienkę. Jeśli traficie w taki brudny interes,  to bym radził wystawić na koniec właścicielom odpowiednią recenzję. Po co spytacie, a no po to by przyjeżdżali tam tylko Ci, co lubią na urlopie sprzątać cudze mieszkania i jeszcze za to płacić🧹.

❎ Nieprzytulne mieszkania
Niestety nie tylko brak czystości bywa mankamentem, najczęściej w centrach popularnych turystycznie miast spotkać można pokrewny problem. Trafić można chociażby na pokój, który jest jednocześnie sypialnią, kuchnią i toaletą, czego zupełnie nie było widać na zdjęciach, gdy dokonywaliśmy rezerwacji. Tu brawo za kunszt dla fotografa, który potrafi np. stare babcine sprzęty tak podrasować w photoshopie, by wyglądały jak stylowe meble w klimacie vintage. Fotografowie świetnie też potrafią z małego pokoiku metr na metr stworzyć wielki salon, ale niestety tylko na zdjęciu. Trzeba przyznać, każdy zdolny fotograf łatwo sobie z tym poradzi, wystarczy szeroki kąt obiektywu i odrobina wyobraźni🛌.

❎ Nieporozumienia 
Czasami dojść może do nieporozumień z właścicielami mieszkań. Wynikać one mogą np. z barier językowych. Trzeba pamiętać, że większość konfliktów rodzi się właśnie z braku zrozumienia. Należy pamiętać, że kiedy przyjedziesz do wybranego mieszkania, ale coś Ci nie odpowiada, możesz odezwać się najlepiej telefonicznie do Airbnb, który na pewno postara się pomóc rozwiązać dany problem i w wypracowaniu między Wami pewnych kompromisów ☎.

❎ Płatność w obcych walutach

Jak dowiemy się od Airbnb: “Waluta, w której dokonywana jest płatność, zależna jest od wybranej metody płatności i – w niektórych przypadkach – od kraju zamieszkania. Nie można samemu wybrać waluty płatności. Kiedy wybierzesz swój kraj i metodę płatności na stronie zapłaty, waluta, w której nastąpi pobranie, będzie wyraźnie widoczna przed potwierdzeniem prośby o rezerwację.” Więcej natomiast o cenach za moment, bo kto nie lubi gadać o pieniądzach💸. Domyślą walutą płatności jest waluta kraju zamieszkania zdefiniowana w profilu użytkownika. Czasem płatność w rodzimej walucie wiąże się z przewalutowaniami i dodatkowymi kosztami (czasem koszt wynajmu zwiększyć się może nawet o kilkanaście procent). Można tego uniknąć definiując płatność w walucie gospodarza, do czego dobrze jest posiadać kartę wielowalutową, o czym, dowiecie się więcej klikając tutaj. Pozwoli Wam ona zaoszczędzić pieniądze, trzeba mieć jednak na uwadze, że zgodnie z regulaminem Airbnb “Waluta, w której dokonywana jest płatność, zależna jest od wybranej metody płatności i – w niektórych przypadkach – od kraju zamieszkania”🗺.

Omawiając kwestię bezpieczeństwa trzeba jednak przyznać, że ten serwis jest lepszy niż wiele innych tego typu portali ogłoszeniowych w internecie. Airbnb ubezpiecza zarówno Was, jak i gospodarza. Zawsze możecie przeczytać dokładny opis miejsca, przejrzeć zdjęcia oraz rzucić okiem na referencje osoby, u której chcecie dokonać rezerwacji. Po podróży Wy również ocenicie wynajmującego: za czystość, lokalizację oraz za zgodność opisu ze stanem faktycznym. Wszystko po to, aby kolejni użytkownicy mieli jak najpełniejszy obraz sytuacji, jaką mogą zastać na miejscu u danego gospodarza. Warto więc wystawiać rozważne i uczciwe referencje ⚖.

C JAK CENNE RADY 👨‍🎓

O czym warto pamiętać wynajmując mieszkanie na Airbnb? Przygotowałem dla Was kilka cennych rad, które przydadzą się wszystkim zaczynającym przygodę z tym serwisem:

Przede wszystkim unikaj wynajmu mieszkania na podstawie oferty, która nie posiada kilku różnych zdjęć wnętrza.

Jeśli na portalu dana oferta budzi wątpliwości, bo np. brakuje dokładnego opisu czy jakichkolwiek opinii gości, dla bezpieczeństwa odpuść sobie takie ogłoszenie.

Pamiętaj, by wysłać wiadomość powitalną i zapytać właściciela o wszystko, co interesuje Cię w danym mieszkaniu i co jest dla Ciebie istotne (np. szybkość internetu lub ogólnie jego obecność, by potem się nie rozczarować, a i ważne komunikuj się wyłącznie za pośrednictwem portalu).

Nie daj się zwieść podejrzanie niskim cenom. Na tym portalu nie ma darmowych ofert, to nie couchsurfing. 

Przed wynajmem zapytaj też o przybliżony adres i sprawdź opinię o dzielnicy, w jakiej przyjdzie Ci mieszkać (jeśli szukasz ciszy i spokoju, a zamieszkasz w imprezowej dzielnicy, możesz się lekko rozczarować).

➡ Pamiętaj, że trzeba czytać recenzje otrzymane przez innych wynajmujących, jak również zobacz te, które właściciel sam otrzymał jako osoba najmująca mieszkanie u innych.

➡ Negocjuj cenę za wynajem mieszkania lub pokoju niezależnie od okresu, na jaki planujesz się zatrzymać. Nie każdy wie, że cena apartamentu podana w ogłoszeniu nie musi być ceną ostateczną i tylko od wyników negocjacji ceny z właścicielem zależeć będzie, ile zapłacicie. Warto jest napisać wiadomość powitalną, pytając o możliwość negocjacji ceny. Pamiętaj, że może nie udać się to za pierwszym, drugim czy trzecim razem, ale satysfakcja zaoszczędzonych pieniędzy przy czwartej rozmowie jest tego warta. Nie daj się też nabrać na informacje o pomyłkach ze strony hosta, jeśli napisze Ci, że omyłkowo zamieścił cenę za tydzień, a nie za dwa tak jak chcieliście i koszt wzrasta dwukrotnie, od razu zgłaszajcie to do Airbnb.

NA KONIEC CZAS NA PREZENT
ODBIERZ 🎁100ZŁ ZNIŻKI na pierwszy nocleg w Airbnb!

Zarejestruj się na Airbnb, korzystając z tego linku, otrzymasz zniżkę 100 zł na rezerwację w portalu oraz otrzymasz 38 zł do wykorzystania na atrakcje, które oferuje serwis, ważne by ich wartość przekraczała 200 zł. 

A MOŻE CHCESZ WYNAJMOWAĆ SWOJE MIESZKANIE?
W Airbnb bez problemu możesz oddać pod wynajem swój kawałek podłogi.
Jak to zrobić? Nic prostszego, kliknij tutaj.

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zapraszam na moje WYPRAWY

Zobacz co u mnie na INSTAGRAMIE

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia | Trip | Turystyka | Traveling | Photography | Wynajem | Mieszkania | Atrakcje | #Airbnb

Jarmark Jagielloński 2019

 
jarmark jagielloński logo
Minął prawie miesiąc od tegorocznego Jarmarku Jagiellońskiego w Lublinie. Dziś przyszedł czas na subiektywne podsumowanie tego festiwalu kultury ludowej. Całość imprezy rozpoczęła się w piątek – 16 sierpnia i zakończyła już 18 sierpnia. W tym krótkim czasie mogliśmy zobaczyć wiele wydarzeń i skorzystać z licznych atrakcji, które przygotowali dla nas organizatorzy wraz z ludowymi artystami. Ciekaw jestem jak Wam podobały się m.in. wystawy, koncerty czy potańcówki, które miały miejsce w ostatnich dniach w Lublinie?
 
W tym roku nie zabrakło też spektakli, pokazów filmowych, warsztatów i spotkań z artystami. Tegoroczna edycja zgromadziła około 250 wystawców, ale nie o ilość, a o jakość zawsze mi chodzi najbardziej, dlatego skupię się na tym drugim aspekcie.  Co ważne, również i w tym roku kupić mogliśmy najrozmaitsze drobiazgi, w większości ręcznie wykonane oraz szczególnie dla mnie cenne regionalne przysmaki z zupełnie różnych stron nie tylko Polski, ale i Europy. Trzeba też wspomnieć, że w tym roku to pszczoły i pszczelarstwo były motywem przewodnim tegorocznego jarmarku, ale to wbrew pozorom nie miody dominowały na ulicznych stoiskach.
 
 
Cieszę się bardzo z krótkiego koncertu Moniki Brodki w ramach tzw. „re:tradycji“, które były jednym z wydarzeń towarzyszących całości imprezy. Jeszcze ze względu na szacunek dla fotografów, słowa uznania mam dla Pana Romana Krawczenko, który zabierał Lublinian w fotograficzną podróż w czasie. W “atelier fotograficznym” wykonał m.in. dla mnie niecodzienne zdjęcie, które jest fajną pamiątką z tegorocznego Jarmarku – dziękuję.
 
Na koniec muszę wspomnieć, że sama historia Jarmarku nawiązuje do lubelskich jarmarków, których początek sięga aż XV wieku. Jednak dziś nie będę zanudzał Was historią, a w zamian pokażę zdjęcia z tegorocznego Jarmarku – liczę, że Wam się spodobają.
 
 
kontakt

#rafalbil #fotografia  #lublin  #jarmarkjagielonski #lubelskie #fotograflublin

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Zapraszam na moje WYPRAWY
Śledź nas na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019