Me’a Sze’arim

 
ABC o Me’a Sze’arim

Nazwa Mea Shearim (Me’a Sze’arim) tłumaczy się z języka hebrajskiego jako 100 bram, a każda z tych bram to wejście do zupełnie innej inspirującej historii. Dziś zabieram Was do Izraela, do jednej z najstarszych i najbardziej intrygujących mnie dzielnic Jerozolimy. Rozsiądźcie się wygodnie – nadszedł czas na wpis z  Me’a Sze’arim. Gdy dotarłem tu po raz pierwszy, przyznam Wam, że poczułem się jak na planie filmowym lub jakbym przeniósł się w czasie o ponad 100 lat do żydowskiej części Lublina. Choć odczucia te psują nieco przejeżdżające ulicami nowoczesne samochody czy wiszące na zabudowaniach klimatyzatory. Nie zmienia to faktu, że moje wrażenia są równie niesamowite, za każdym razem gdy się tu pojawiam.  Miejsce to jest pełne kontrastów, ale dzięki temu bardzo różnorodne, ciekawe, inspirujące i skrywające sporo wartych odkrycia atrakcji.

A jak adaptacja do miejsca

Na początku ulic, które prowadzą w głąb Mea Shearim, widnieją pisemne informacje o zakazie wchodzenia dla grup turystycznych. Znajduje się tam też informacja o konieczności posiadania skromnego ubioru. Ludzie nie lubią być tu fotografowani, dlatego dbajmy o zachowanie dyskrecji. Napisy informacyjne znajdują się już przy wejściu “Żyjemy tu spokojnie wg swoich zasad. Proszę podporządkuj się temu i nie przeszkadzaj nam”. Wszystko to już na początku daje do myślenia i rozbudza mą niepewność i ciekawość. Przygotowując się do realizacji każdego reportażu nigdy nie chciałem, by lokalna społeczność czuła się jak fotografowane zwierzęta w ZOO. Nie to jest celem moich wpisów na tym podróżniczym blogu. Liczę, że docenicie to nie mniej niż starania rządu w przygotowania dla nas wyborów w czasie pandemii.

Bardzo chcę Wam przybliżyć nieco więcej informacji na temat samej kultury i tradycji tej ortodoksyjnej społeczności. Przyznam Wam, że dla osoby spoza społeczności zdecydowanie nie jest to proste zadanie. Dodatkowo pobyt tam wymagał ode mnie sporej delikatności w wykonywaniu zdjęć, czy zbieraniu ciekawych wiadomości. Jednocześnie każde doświadczenie obcowania w tym miejscu jest dla mnie za każdym razem coraz bardziej ekscytujące. Nie wiem czy jest tak dlatego, że znów jestem w miejscu gdzie mam nieodparte wrażenie, że zatrzymał się czas. Może wynika to z faktu, że nigdzie indziej w podróży jak tu, nie doświadczałem tak wyraźnego podziału na świat kobiet i mężczyzn. Być może pobudzenie to wynikało z faktu, że odkrywałem nieznane mi dotąd zwyczaje i obyczaje. Dziś nie umiem tego jednoznacznie zdefiniować.

Jeśli już jesteśmy przy podziałach ze względu na płeć widoczne są one, np. podczas modlitw. Kobiety i mężczyźni w synagogach modlą się osobno, podobnie jak i podczas ślubów, gdzie również bawią się oddzielnie. Co ciekawe na tutejszych plakatach reklamowych nie spotkasz  wizerunków kobiet. Wszystko to uwarunkowano kulturowo i religijnie zarówno wśród tutejszych charedim, jak i chasydów.  Społeczność ma tu często skrajnie konserwatywne poglądy. Wielu z nich nie uznaje współczesnego państwa Izrael (ponieważ powstało ich zdaniem wbrew wskazaniom religijnym). Odmawiają też służby w wojsku, płacenia podatków czy nie uznają świeckiego wymiaru sprawiedliwości. Mają własne sądy religijne, zachowują tradycyjny, bardzo skromny strój oraz starannie przestrzegają zasad szabatu.

Aby się dobrze przystosować do tego miejsca, musiałem je  lepiej poznać i odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania – co wyróżnia tą społeczność i samo miejsce? Naturalnie będąc tu od razu zwrócicie uwagę na skromne i charakterystyczne stroje zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Trzeba też przyznać, że dzielnica ta wygląda na dość biedną. Mówi się o tym, że większość rodzin utrzymuje się tu z zasiłków. Poprawie sytuacji materialnej nie sprzyja również tradycyjny model rodziny i styl życia. Zgodnie z nim mężczyźni zajmują się głównie modlitwami i studiowaniem dzieł religijnych. Potrafią się modlić nawet do 12 godzin dziennie, a kobiety są obciążone wychowywaniem licznego potomstwa oraz utrzymaniem domu i rodziny. Co również zaskoczyło mnie bardzo, to fakt, że niemalże na każdej ulicy natrafiałem na niewielkie synagogi. Jeden z rozmówców zdradził mi, że szacuje się nawet iż jedna przypada na około dziesięciu dorosłych mężczyzn. To wtedy uświadomiłem sobie, że mój plan wjazdu do tej dzielnicy na tęczowym jednorożcu bez trzymanki w samych kąpielówkach może się nie udać.

B jak bać się czy nie?

Po szybkiej analizie sytuacji i zestawieniu wyobrażeń z rzeczywistością musiałem nieco zmodyfikować moje plany. Postanowiłem być bardziej stonowany i wjechać tam bez kąpielówek oraz na brunatnym hipopototamie. Czerpanie wzorców z mądrych tytanów umysłu i ich rozwiązań jest siłą naszego kraju, co za tym iść powinno i obywateli. Przypomnę w tym miejscu o podjętym wyroku sędziów TK w czasie szalejącej pandemii w kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego. Czyż mogło być coś jeszcze bardziej rozsądnego w tym czasie jak to? No może jeszcze decyzja o jak najszybszych wyborach prezydenckich lub zlecenie druku kart za kwotę 70 mln na wybory, które się nie odbyły. Chyba nie trzeba nic dodać, ani nic ująć. Ja również miałem nadzieję, że moje odwiedziny w równie rozsądnym stylu obejdą się bez echa. My Polacy jesteśmy dumnym i silnym narodem i nie powinniśmy bać się niczego, ani nikogo.

Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy i jeszcze nie czują mojego sarkazmu, ironii czy głupkowatego poczucia humoru zdradzę, że nie stać mnie jeszcze na hipopotama tym bardziej jednorożca. Nie stać mnie nawet na zwykłą krowę, która wyruszy ze mną w tak odważną podróż. W związku z powyższym zobowiązany byłem pójść do tej dzielnicy pieszo i w skromnym ubraniu, bo ja generalnie skromny chłopak jestem. Poważnie pisząc uważam, że jeśli przestrzegamy zasad i praw miejsca, w którym jesteśmy, nie ma powodów do obaw. Naturalnie wszędzie możemy spotkać złych ludzi i spotkania te mogą prowadzić do konfliktowych sytuacji. Myślę też, że nie należy wyolbrzymiać i bać się nieznanego, bo tak rodzą się uprzedzenia, których tak dużo dziś w Polsce. Bez wątpienia jednak uważam, że jeśli odwiedzamy nowe miejsca, musimy uszanować lokalne prawo.

Muszę się też z Wami podzielić swoimi doświadczeniami i nie mogę przemilczeć jednej opowieści. Jednego razu, gdy przyleciałem w piątek pod wieczór do Tel Avivu i chciałem dotrzeć autem do wynajętego za pośrednictwem AIRBNB mieszkania mieszczącego się w ortodoksyjnej dzielnicy w Jerozolimie, napotkałem zablokowane ulice. Nie jeździły tutaj samochody podczas szabatu. Gdy okazało się, że nie było innej drogi dojazdowej i wjechałem na jedną z takich ulic – powiem Wam, że spojrzenia społeczności lokalnej były dość wymowne. Słyszałem nawet o przypadkach obrzucania aut kamieniami w analogicznych sytuacjach. Mnie na szczęście udało się tego uniknąć. Zapytacie, czy jestem członkiem klubu BDSM i lubię być bity i opluwany? Zdecydowanie nie, po prostu wynajmowany apartament mieścił się na obrzeżach tej dzielnicy, a w podziemiach budynku znajdował się parking, w którym chciałem zostawić auto.

Dziś z perspektywy czasu patrzę na to w ten sposób, że podróże kształcą i będę bogatszy o cenne doświadczenia. Trzeba mieć jednak świadomość, że w Me’a Sze’arim zdarzają się niebezpieczne zachowania i nieprzyjemne incydenty. Mieszkańcy potrafią reagować agresją na wszystko, co postrzegają jako zagrożenie dla swoich wartości. Dlatego po incydencie z autem uświadomiłem sobie, jak ważnym jest odpowiednie zachowywanie i uszanowanie zasad miejsca, w którym się znalazłem. To dopiero tego dnia dotarło do mnie jak ważna jest swoista adaptacja do tej części świata.

C jak ciekawa historia dzielnicy

Dzielnica Me’a Sze’arim została założona w 1874 jako jedno z pierwszych osiedli żydowskich poza murami Starego Miasta. Założyli ją Żydzi ze spółdzielni budowlanej, którzy chcieli przenieść się tu z przeludnionego Starego Miasta.

Początkowo dzielnica była otoczona murem z zamykanymi co wieczór bramami. Obecnie pozbawiona jest otaczającego muru, ale nadal stanowi swoistą enklawę w Jerozolimie. Należy o tym pamiętać wybierając się tutaj. Z uwagi na to, że zewnętrzna technologia powinna zdaniem sporej części tutejszej społeczności zostać za ich drzwiami, trudno jest organizować tu sesje zdjęciowe, kręcić filmy. Jeśli się na to zdecydujecie bądźcie dyskretni i niezauważalni.

Zrozumieć trzeba, że w miejscach nieskażonych wręcz postępem technicznym, zawsze obwieszeni elektroniką będziecie postrzegani jak pasujące gówno do kadzi z ponczem. Przybywając tu pamiętajcie, że dzielnica ta to nie atrakcja turystyczna, ale prosperującą część miasta z często ultraortodoksyjną społecznością.

Podsumowanie

Moim zdaniem, gdy znajdziecie się w tym miejscu, traficie do najbardziej ideologicznie wyjątkowej dzielnicy dzisiejszej zachodniej Jerozolimy. Gdy zdecydujecie się odwiedzić to miejsce pamiętajcie, że należy podróżować w grupach nie większych niż trzy lub cztery osoby. Zgodnie z opublikowanymi znakami oczywiste grupy turystyczne “poważnie obrażają mieszkańców”. Zadbajcie też o skromny strój, kobiety warto by miały założone ubranie o ciemnych, konserwatywnych kolorach (futra z norek, różowe kozaczki i seksowne sukienki mini nie są najlepszym pomysłem). W dobrym tonie są tu długie rękawy i długie spódnice. Podobnie mężczyźni powinni zakrywać głowy kippami (jarmułkami). Pamiętajcie również, że jeśli nie należycie do tej zwartej społeczności, odczuwać możecie dyskomfort, że tu nie pasujecie. To m.in. dlatego te drobne elementy strojów znacznie ułatwią zacieranie tych różnic i poprawią ogólne samopoczucie. Wiedzcie też, że dla bardziej ortodoksyjnej części mieszkańców nawet rozmowy telefoniczne nie są tu mile widziane. Podobnie z resztą i patrzenie w smartfon budzić może nieufne spojrzenia. Nie oznacza to jednak, że sami mieszkańcy nie mają telefonów. Często posiadają, tylko są one koszerne – nie wyślesz z nich smsa lub nie poserfujesz dowolnie po internecie.

Gdy spytacie mnie dlaczego warto tu przyjść? Odpowiedź jest prosta. Można znaleźć tu oryginalne przedmioty i pyszne tradycyjne wypieki, ale przede wszystkim by poczuć ten unikatowy klimat. To świat zaniedbanych warsztatów, ciekawych rzemieślników w fartuchach, sklepików z tradycyjnym asortymentem rytualnych mykw i intrygujących synagog. To tutaj smartfon, komputer, telewizor, mikrofalówka, należą do tylko części z listy sprzętów, których istnienia się nie toleruje. Choć w najbliższym sąsiedztwie rozpościera się jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów świata, tutaj tego nie widać. Bez wątpienia pachnie tu koszernym jedzeniem i nie jest tak szaro i brzydko, jak twierdzą niektórzy.

Dzielnica ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie to bezsprzecznie jedno z miejsc, które warto odwiedzić przed śmiercią. To tu czas zatrzymał się i nie bardzo chce ruszać dalej. Ja niestety tu nie zostanę, czekają na mnie kolejne podróże, na które czekacie i Wy. Jednak smak i zapach tutejszego chleba zostanie ze mną na zawsze. Pakuję więc swój plecak i ruszam w kolejną, mam nadzieję, że równie ekscytującą podróż.

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka – Dziękuję Wam.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Izrael #Me’a Sze’arim
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Izrael | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Izrael | Jerozolima| Fotograf Me’a Sze’arim | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Izraelu | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Izreal zwiedzanie | Izrael atrakcje | Izrael co zobaczyć | Izrael zwiedzanie | Trip | Atrakcje Izrael| Me’a Sze’arim co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć w Me’a Sze’arim | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Me’a Sze’arim 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Popeye Village

ABC o wiosce Popeye’a
Dziś zabieram Was w podróż do świata bajek. Czas na wyprawę do jednej z głównych atrakcji turystycznych na Malcie. Spodoba się tu wszystkim młodym wiekiem lub młodym duchem, a na pewno zadowolona będzie każda fanka czy fan tego umięśnionego jednookiego żeglarza, który kocha szpinak niczym książe śpiącą królewnę przed pocałunkiem. Chociaż to ostatnie porównanie może nie jest najlepsze. Przecież gdyby ją ten książe kochał to tak naprawdę, dałby jej pospać. Dzięki temu sam czar by tak szybko nie prysł. Zostawmy te dywagacje i tę bajkę w spokoju i wróćmy do Popeye’a – bo to on jest głównym bohaterem dzisiejszej wyprawy. Tzn. zaraz za mną, najważniejszym. Jeśli jesteście gotowi choć na chwilę wirtualnie wylecieć się z Polski, w której żyje się przecież wszystkim jak w bajce, to ruszajmy na Maltę. 

A jak atrakcje

Przyznam Wam na starcie,  że dziś będzie nas czekać iście oniryczna wyprawa. Sugeruję na początek rozluźnić kucyki i się nie spinać. W tym miejscu czeka Was moc atrakcji, niczym z kolejnej konferencji premiera. Nie wiecie ani czym, ani  w którym momencie Was mogą tu zaskoczyć. Zwiedzanie rozpoczynamy od wejścia do bajkowej wioski. Na pierwszy rzut oka widzę małe, intensywnie kolorowe domki. Krzywe dachy i krzywe ściany. Budowlańcy chyba pracowali tu na nieustającej bombie, ale jedno jest pewne, finalnie wyszło to wszystko krzywe lecz urokliwe. Zdradzę Wam, że po drodze tutaj spotkałem prawdziwych szaleńców. Pędzili tu na złamanie karku i wbrew rozsądkowi i co gorsza czasem naprawdę trudno było ich wyprzedzić mimo, że mieli średnio 5 lat. W końcu mogłem porywalizować z kimś jak równy z równym w pogoni do tutejszych atrakcji. 

Choć obiecałem sobie, że to co wydarzy się w wiosce, zostaje w wiosce, to zdradzę Wam kilka informacji. Po ulicach przechadza się tu Popeye z fajką w ustach, za którym podąża wierna, choć jak się okazało w wiosce, zdania na ten temat są podzielone, jego ukochana Olive Oyl. Jedno jest tu pewne: kłody pni drzew z Holandii, drewno na dachy z Kanady, osiem ton gwoździ i dwa tysiące galonów farby, 165 budowlańców, około 7 miesięcy oraz niezliczone ilości alkoholu potrzebowano, by powstała ta pełna atrakcji wioska Popeye’a. Najlepiej oceńcie sami jak wyszło.

Zatem jak już tu jesteśmy zerknijmy z bliska na te wszystkie atrakcje. To tu możemy oglądać ostre jak cień mgły filmy z mini sali kinowej. Bez limitu można też wydawać pieniądze w sklepikach z pamiątkami czy zwiedzać małe muzeum komiksów. Znajdziecie w nim ponad 200 komiksów z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. To istny raj dla koneserów historii rysunkowych. Co jakiś czas odbywają się również różne pokazy i teatrzyki kukiełkowe. 

Warto podkreślić, że wioska leży w niezwykle urokliwej zatoce. Szmaragdowa woda, otoczona wysokimi klifami to idealne miejsce do pływania czy nurkowania. W wodzie samej zatoki Anchor Bay znajduje się nadmuchiwany tor przeszkód z różnymi bajerami dla dzieci, które będą nimi zachwycone. By zadowolić dorosłych warto wybrać się do winiarni, w której raczyć się można smacznymi koktajlami, dobrymi przekąskami i oczywiście ładnym widokiem na morze z tarasu.

Dodatkowo organizowane są tu różnego rodzaju imprezy dla dzieci, np. Halloween (choć wyjątkowo w tym roku z powodu COVID-19 odwołano). Dla tych, którzy wysyłają pocztówki, obowiązkowym punktem jest odwiedzenie lokalnej poczty. Można z niej nadać pamiątkową kartkę w każdy zakątek świata, co więcej chętni mogą nawet wziąć tutaj ślub w tej bajkowej scenerii lub popływać tutejszą łodzią i to jeszcze nie wszystkie atrakcje, które ukryte zostały na poniższej mapie wioski.

B jak bilety

Wstęp do wioski jest płatny i wcale nie jest tani. Ceny też uzależnione są od pory roku i wahają się w granicach 9 – 15 Euro dla osób dorosłych i 9 – 12 Euro dla dzieci. Myślę, że jeśli wybieracie się na Maltę z dziećmi, to właśnie dla nich warto to miejsce odwiedzić. Dzieci poniżej 3 roku życia mogą korzystać z atrakcji Popeye Village za darmo. Można tu spędzić miło czas przez prawie cały dzień. Na brak nudy dzieci narzekać nie będą i zapewne za szybko tego miejsca nie będą chciały dobrowolnie opuścić. Dla mnie osobiście była to podróż do nierealnego świata rodem z bajek Disneya. Tutaj właśnie można tego doświadczyć i to bez żadnych dopalaczy.

Warto zaznaczyć, że np. w cenie biletu można także przepłynąć się łodzią po krystalicznych wodach zatoki. Rejs kilkunastoosobową łodzią trwa krótko, bo około 15 minut, ale nie pobierana jest za niego dodatkowa opłata. Podczas rejsów można fotografować i podziwiać kolorową Popeye Village z nieco innej perspektywy. Jeśli chodzi o pozostałe ceny więcej będzie za chwilę pod literą C naszej wyprawy, także cierpliwości. Musicie wiedzieć, że bilet obejmuje m.in. wejście na plan filmowy Popeye’a oraz programy animacyjne. Macie też możliwość wejścia do Muzeum Komiksu Popeye’a oraz do kina (na 15-minutowy dokument planu filmowego). Daje on również możliwość skorzystania z pola do minigolfa. W cenie jest również przekąska lub napój i możliwość wysłania jednej pocztówki.

 C jak ciekawostki i pozostałe ceny

Jakie są godziny otwarcia?

Ceny czy właśnie godziny otwarcia warto sprawdzać na stronie internetowej www.popeyemalta.com gdyż ulegają zmianom. W okresie zimowym, czyli wtedy kiedy ja tu dotarłem obiekt był czynny w godzinach 9:30 – 16:30, natomiast w sezonie można bawić się tam o godzinę dłużej.

Jak dotrzeć do Popeye Village?

Dla tych co chcą dojechać do Popeye Village transportem publicznym – można dojechać z niektórych miast np. z Valletty autobusami nr 41, 42. Ze Sliemy natomiast kursuje tam autobus nr 222. Można tu też dojechać autobusem nr 237 z przystanku Ghadira (Mellieha Bay). Docelowy przystanek autobusowy znajduje się obok wioski. Dla podróżujących autem podam Wam namiary GPS do nawigacji:  N: 35°57’39.05″, E: 14°20’28.68″. Na plan filmowy można również dopłynąć łodzią. Jednak obok dojazdu taksówką jest to najdroższa z opcji. Jeśli chce się zaoszczędzić, zawsze można też próbować łapać autostop.

Czy jest w pobliżu parking?

Obok wioski znajdziecie wiele miejsc parkingowych i co ważne sam parking jest przystosowany dla wózków inwalidzkich. Aby dotrzeć na parking najlepiej jechać w kierunku Mellieha i kierować się znakami na Anchor Bay i Popeye Village. W pobliżu recepcji wioski z łatwością znajdziecie żwirowy parking, a dojście do wioski to dosłownie kilka czy kilkanaście metrów spaceru, skoro ja dałem radę to i wy nie zabłądzicie.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu jeszcze liczyć?

Na terenie wioski dostępne są knajpki. Cena piwa to 5 euro, a hot doga 7,50 euro. Naturalnie można zabrać ze sobą, własne jedzenie. Nie ma natomiast dodatkowych opłat za możliwość korzystania z leżaków i parasoli na plaży.

Po co zbudowano tą wioskę?

Powstała jako plan filmowy w Anchor Bay około 1979 roku, a w roku 1980 główną rolę Popeya zagrał tam sam Robin Wiliams, który niczym superbohater walczył ze złem, jak nasz dzielny rząd z COVID-19. Szkoda tylko, że niektórym w tej walce brakuje nieustannie szpinaku. Reżyserem filmu był Robert Altman i to on wówczas niczym dziś nasz premier wierzył w sukces podejmowanych działań, a że wyszło jak zwykle… Nawet jeż może się pomylić, gdy wejdzie na szczotkę ryżową. Z resztą działania ws wyborów podejmowane przez Jaco Sassine ewidentnie pokazały, że nie wszystkie zainwestowane pieniądze zwracają się z nawiązką, a demokracja niczym dobra bajka, musi kosztować. 

Podsumowanie

Kończąc dzisiejszą podróż, chcę byście pamiętali, że wyprawy ze mną to nie tylko jazda bez trzymanki tyłem na jednorożcach. To również nie zawsze czmychanie na hipopotamach w błocie lub i nie galop na nosorożcach lub nie zawsze smyranie po brzuszkach orangutanów. Czasem musi przyjść również refleksja i odrobina oniryzmu czy sarkazmu, nawet będąc w wiosce jednej z ulubionych postaci z bajki. Musicie wiedzieć jednak, że patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, nawet i mi nie zawsze chce się już żartować. Jak patrzę na to co dzieje się w kraju, nie wiem gdzie i co jeszcze jest żartem, a co już nim nie jest. Niemniej jednak chciałbym, by ta filmowa podróż w czasie, dała Wam nadzieję, że jeszcze będzie normalnie. Tego sobie i Wam życzę. Do następnej wyprawy, choć po ostatniej konferencji premiera, może być trudno. Mam nieodparte wrażenie, że podróżnicy będą niebawem na tej samej rządowej liście co gwałciciele, mordercy, lgbt i leniwi lekarze oraz mięso w parówkach po 4,99 PLN za kilogram – najgorsze zło tego kraju, ale dla jasności – parówki dodałem od siebie. Chciałbym, aby ten blog nie stał się bezużyteczny. Zawsze po prostu może służyć, jako zły przykład. Trzymajcie się zdrowo. Cześć.

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Malta #Popeye Village
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Malta | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Malta | Popeye Village| Fotograf Popeye Village | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Traveling| Blog podróżniczy| Podróżowanie| kraj tulipanów | Co warto zobaczyć  na Malcie| Zwiedzanie Malty | Malta zwiedzanie | Malta atrakcje | Holandie co zobaczyć | Wioska Popeye’a | zwiedzanie | Malta atrakcje | Atrakcje Popeye Village| Popeye Village co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć na Malcie | Zwiedzanie Malty | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Malta travel 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Scheveningen

ABC o Scheveningen

Dziś zabieram Was w podróż w czasie do Scheveningen w Królestwie Niderlandów. Czas na spacer po długiej piaszczystej plaży, lub dla bardziej leniwych po molo.

Fakultatywnie dla chętnych czeka Was wyprawa pod latarnię (tylko by nie zrobiło się niezręcznie z tą latarnią, niczym na obiedzie u babci, gdy spyta czy robię przelewy do Torunia) nie do pracy, a dla relaksu – jakkolwiek to brzmi. Dobra nie pogrążam się bardziej, ruszajmy… Jedno jest pewne, dziś zabieram Was do Królestwa Niderlandów. Mottem wpisu niech będą słowa ze mnie: “Nie czekajcie aż świat się zmieni, sami zmieniajcie Wasz świat”.

A jak atrakcje

Zwiedzanie rozpoczynamy od razu z grubej rury, spacerem wzdłuż  Morza Północnego. Choć wieje tu niemiłosiernie, to widoki Morza w pełni rekompensują późniejsze ewentualne przeziębienia. Tutejsza przystań służy zarówno rybakom jak i rozwojowi lokalnej turystyki. W okolicy spotykamy też jeden z najbardziej charakterystycznych budynków, czyli Kurhaus. Jest to najsłynniejszy holenderski hotel stojący w tym miejscu od około 100 lat. W murach tego budynku gościło wiele postaci znanych z polityki czy świata kultury. Gościł tu sam Winston Churchill, Audrey Hepburn czy Bon Jovi i oczywiście ja…

…tzn. ja tak naprawdę nie, gdyż nie jest to jedyna atrakcja tutaj, a czas na zobaczenie wszystkich ciekawych miejsc miałem ograniczony. Dzięki temu dziś poznacie kolejne, równie ciekawe atrakcje. Symbolem Scheveningen jest moim zdaniem molo, którego długość wynosi prawie 400 metrów. Z tego co udało mi się ustalić, plaża na którą Was zabrałem jest najbardziej popularną plażą w Holandii. Oprócz piasku i wody znajdziemy również wiele restauracji ze świeżymi rybami, kawiarnie czy sklepiki, nie brakuje tu również street artu i ja to szanuję.

Na miło spędzony wieczorny czas polecę Wam tutejsze nocne knajpy i kluby, gdzie można skoczyć na drinka czy coca-colę (zaznaczę w tym miejscu, że firma Coca-Cola Company jeszcze nie wspiera mojego bloga). Dla lubiących tracić lub wygrywać pieniądze, jest również ciekawe rozwiązanie tzn. kasyno – byłem, przegrałem, nie polecam. Teraz z bólem serca muszę przyznać, że mogłem wybrać w to miejsce tutejsze oceanarium. Jeśli jednak się uprzecie, nie zabraniam i Wy spróbujcie szczęścia w kasynie, tylko, żeby nie było, że nie przestrzegałem.  Jeśli cudem wygracie, pamiętajcie o mnie, moim Patronite, oraz tym jakie było dzisiejsze motto wpisu, które podświadomie Was, podobnie jak mnie zainspirowało.

B jak bungee

Kolejną atrakcją, która doda Wam adrenaliny i adresowana jest do bardziej odważnych – jest skok na bungee z platformy stojącej na końcu mola prosto w kierunku wody. Całość wygląda jak przygoda dla ludzi o mocnych nerwach. W takich momentach cieszę się, że dzień wcześniej przerąbałem pieniądze na grze w karty, bo oczywiście skoki nie są darmowe. Więcej na temat cen będzie później, także cierpliwości.

Obok bungee jest również młyńskie koło, z którego zobaczycie piękny widok na miasto. Czeka Was około pięć okrążeń, które trwają od 15 do 20 minut i dostarczają również emocje, porównywalne do tych z bungee, albo rodzinnych spacerów na grzyby, zależnie od tego jak mocno lubicie i tolerujecie skoki adrenaliny. Jedno jest pewne i fajne – to to, że z najwyższego punktu zobaczycie całą panoramę Hagi.

C jak ciekawostki i ceny

Jak dotrzeć do Scheveningen?

Miejsce do którego Was zabrałem posiada dobre połączenie komunikacji miejskiej praktycznie z całą Hagą, ale i z innymi miastami. Można przykładowo dojechać tutaj bezpośrednio z Delft na niemalże samą plażę i to tramwajem. Jeśli natomiast chodzi o Hagę, to dojazd komunikacją miejską z centrum miasta odbywa się autobusem nr 22 z dworca, z przystanku „Centraal Station” lub tramwajem nr 1, z przystanku „Centraal Station/Schedeldoekshaven”. Ciekawostką jest to, że właśnie w tej części Królestwa Niderlandów mieszka największa społeczność Polaków. Jeżeli więc zbłądzicie nie bądźcie zaskoczeni, gdy pytając przechodniów traficie właśnie na Polaków.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu liczyć?

Ceny głównych atrakcji w Scheveningen są stosunkowo wysokie. Karta do zwiedzania nie daje wielkich zniżek i dlatego warto jej kupno mocno rozważyć. Najlepiej jest najpierw dobrze rozplanować odwiedzane atrakcje, by skalkulować, czy jej kupno się Wam opłaca. Dla przykładu cena oceanarium kształtuje się zależnie od wieku od 10 do 17 Euro. Koszt piwa w restauracji kształtuje się na poziomie od 5 do 20 Euro, a posiłki od kilkunastu do kilkudziesięciu, a nawet kilkuset Euro, zależnie od standardu wybranej restauracji. Wiedzcie więc, że restauracje w tych stronach uważane są za horrendalnie drogie na polskie kieszenie. Nie oznacza, to jednak, że nie ma alternatyw. Warto rozejrzeć się za miejscami z kuchnią orientalną  czy arabską, gdzie możliwe jest znalezienie posiłku w okolicach 10 Euro. Jeśli chcecie wejść na tutejsze molo, wówczas nie zapłacicie ani złotówki. Jeśli chcecie się pokręcić na młyńskim kole przygotujcie 9 Euro, a jeśli zechcecie skoczyć na linie w kierunku wody, wówczas przyjemność ta uszczupli Wasz budżet o 30 Euro.

Czy jest w pobliżu parking?

Jeśli dotrzecie tu autem, wówczas bez obaw bo w pobliżu plaży znajduje się podziemny parking, ze sporą liczbą miejsc. Nie wiem jak w sezonie, ale poza nim bez problemu można było wybrać sobie miejsce, jakie tylko się chciało. Naturalnie parking ten jest płatny, a koszt mojego parkowania wyniósł 12 EURO.

Podsumowanie

Kończąc dzisiejszy wpis o atrakcjach w kraju tulipanów pozdrawiam Was serdecznie. Pozdrowienia płyną prosto z mojego wyimaginowanego prywatnego internetowego biura porad podróżniczych, które prowadzę specjalnie dla Was. Niestety poszukiwania krów, które zmienią zdanie trwają nadal, gdyż tutaj takowych nie spotkałem. W podsumowaniu chcę również zdementować pojawiające się w przestrzeni publicznej plotki i fake newsy. Jeśli chcecie podzielić się mną ze swoimi znajomymi, przy założeniu, że znajomi nie są kanibalami, to ja nie mam nic przeciwko. Udostępniajcie, lajkujcie i wysyłajcie mi nudeski na priv. Wszystko to czyńcie oczywiście w ramach wsparcia bloga. Co istotne pamiętajcie – bądźcie grzeczni. Do następnego razu – jesteście ciekawi gdzie polecimy następnym razem?

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Królestwo Niderlandów #Scheveningen
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Holandia | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Holandia | Scheveningen| Fotograf Haga | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Królestwo Holandii| Blog podróżniczy| Podróżowanie| kraj tulipanów | Co warto zobaczyć w Holandii | Zwiedzanie Holandii | Holandia zwiedzanie | Holandia atrakcje | Królestwo Niderlandów co warto zobaczyć | Niderlandy zwiedzanie | Nederland atrakcje | Atrakcje Scheveningen| Scheveningen co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć w Holandii | Zwiedzanie Scheveningen | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Nederland 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020