Strachy Daniela Rycharskiego

Czy jest czego się bać gdy udacie się na wystawę STRACHY Daniela Rycharskiego do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie? To właśnie tu do 22.04.2019 roku prezentowana jest indywidualna wystawa tego artysty. Twórca ten działa na styku kilku aspektów życia, co bezpośrednio przenosi w swoją twórczość. Łączy w swym wyrażaniu elementy styku wsi, kultury queer i religii. Co jest efektem  tej ekspresji najlepiej zobaczcie sami – dziś zabieram Was na małe ABC do świata sztuki nowoczesnej.

 

A jak architektura

Na początek słów kilka o samym Muzeum nad Wisłą – jego budynek to prosta architektoniczna bryła położona na Powiślu. Tuż obok znajduje się Centrum Nauki Kopernik i Biblioteka Uniwersytecka Uniwersytetu Warszawskiego. Fasada tego Muzeum, zgodnie z wolą architekta Adolfa Krischanitza, pokryta jest kompozycją malarską. Wykonał ją artysta Sławomir Pawszak. W samym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, oprócz sali wystawowej, znajdują się kawiarnia, księgarnia oraz niewielkie centrum edukacyjne. Zatem wchodzę do środka, wpłacam symboliczne 5 zł za zwiedzanie wystawy. Zaraz zobaczymy co czeka tym razem za drzwiami tego budynku – zapraszam.

B jak bać się czy nie?

Wcześniej słychać było w przestrzeni publicznej dużo sprzecznych opinii na temat ekspozycji tego artysty. Jedni oceniali je jako lewackie i antyreligijne, inni wręcz odwrotnie – dopatrywali się w nich osobistych opowieści autora o jego rozumieniu religii i nadawali im wymiar duchowy. Bez wątpienia wystawa ta jest swoistą relacją z wielu lat twórczości artysty. Zapewne jest też zbiorem Jego doświadczeń i wyrażeniem intymnych emocji czerpanych z kultury popularnej, swoistego rodzaju aktywizmu oraz działań animacyjnych autora.

Warto starać się tę wystawę obejrzeć w samotności, gdy nie ma tłumów, by mieć chwilę ciszy dla wypracowania własnej interpretacji. Dlaczego tak uważam, gdyż wtedy przynajmniej mi, łatwiej jest skupić myśli na tym co istotne w niej samej dla mnie osobiście. Prościej jest wówczas też podjąć próbę jej zrozumienia i odszukania własnej interpretacji, gdy uwagi od głównego tematu nie odciągają inni zwiedzający. W mojej ocenie ważne jest by znaleźć tu osobiste sposoby odczytania i odczuwania tej wystawy i wykreowania własnej opinii na jej temat. Wystawa niewątpliwie wzbudzać może różne emocje, zarzuca się jej kontrowersyjny przekaz. To m.in. dlatego najlepiej zobaczyć ją na własne oczy.

Gdy zapytacie czy ja się obawiałem, odpowiem – sztuki nie należy się bać. Sama wystawa w mojej ocenie skłania do przemyśleń dotyczących tożsamości oraz granic przynależenia do wspólnoty wiary. Pozwala też wrócić do dyskusji na tematy tabu w sztuce, ale i w życiu. Wiele osób w mojej ocenie może też zaraz po wejściu na wystawę szybko się zszokować widokiem krzyża z grobu z cmentarza stojącego na łóżku, dla niektórych może być to przesada w wyrażaniu ekspresji i własnych emocji.  Dla mnie zdecydowanie nie, należy tylko wiedzieć, że ekspozycja ta ma symbolizować mroczny aspekt życia na wsi. Autor nawiązuje w niej do przytłaczającej samotności, która jest jedną z wielu obaw Jego samego. Czy instalacja ta szokuje? Zdecydowanie tak, czy gorszy bardziej niż samotność, tego nie wiem.

Moją uwagę od razu zwróciła też wykonana ze stali tarcza na której umieszczono cytat księdza Józefa Tischnera odnoszący się wprost do konieczności bycia sobą w obliczu spraw ostatecznych. To kolejna z prac przypominająca o wiejskim pochodzeniu artysty i nawiązaniu do kwestii religijnych.

Tuż obok łóżka spotkamy kolejny krzyż, generalnie trzeba przyznać, krzyży na tej wystawie nie brakuje. Czy krzyża obawia się sam Rychalski? Tego też nie wiem, ale warto byłoby Go kiedyś o to zapytać. Jest więc sporo pytań, które dziś pozostaną bez odpowiedzi. Jedno jest pewne, to właśnie z drzewa, na którym powiesiła się homoseksualna para. Daniel osobiście wystrugał krzyż i ubogacił w piękne zdobienia, a następnie poszedł z nim pod Pałac Prezydencki. Dziś ten sam krzyż stoi i rzuca cień w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Osoby homoseksualne, które noszą swój krzyż to pewna symbolika, która staje się mianownikiem całości wystawy i powraca też w wielu wymiarach twórczości artysty.

Idąc dalej zobaczymy wiszącą zaraz przy wejściu tablicę, na której znajduje się cytat z Katechizmu Kościoła Katolickiego o osobach homoseksualnych: “Powinno je się traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”. Kilka lat temu artysta ten stanął z tablicą pod kościołem dominikanów na ulicy Freta na warszawskim Nowym Mieście, z którego był przeganiany przez przechodniów i samych zakonników. Co miał  na celu artysta – czy chodziło o pokazanie problemu dialogu w tym kontrowersyjnym temacie? Być może chciał pokazać, że osoby homoseksualne nie są akceptowane w Kościele.

Kiedy udamy się dalej w głąb Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przekonamy się, że motywy religijne są niemalże głównym, choć nie jedynym motywem wystawy. Tym razem trafiam na ekspozycję kilku sztuk różańców. Na pierwszy rzut oka nic zaskakującego, dopiero, gdy przyjrzymy się bliżej zauważyć można, że część z nich zawiera w swojej strukturze nie paciorki, a leki antydepresyjne, część jak się dowiedzieć można z opisu, powstała ze szlachetnych żywic zmieszanych z krwią (osób wierzących i homoseksualnych). Tu znów powraca temat otwartości Kościoła i związanych z tym problemów osób nieheteronormatywnych. Silna chęć przynależności do tej wspólnoty i odrzucenie powraca po raz kolejny w ekspresji autora.

Idę dalej, podnoszę lekko głowę i widzę patrona spraw beznadziejnych z twarzą Rycharskiego, który pociesza: „Nie trwóżcie się! W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele”. Artysta zapisał się do rolniczego związku zawodowego. Uszył dla niego oficjalny sztandar. Przedstawia on postać płonącego mężczyzny trzymającego w dłoni krzyż. Na płótnie nawiązał do zmarłego Andrzeja Filipiaka, który podpalił się przed Kancelarią Premiera w 2013 roku. Sztandar nawiązuje też do tematu wsi, który jest kolejnym istotnym elementem twórczości Rycharskiego.

Spaceruję dalej i widzę uszyty z katolickich szat liturgicznych strój przypominający kostiumy Ku Klux Klanu. Artysta nie porzuca więc chrześcijańskich inspiracji i łączy je w kontrowersyjny sposób. Ta forma buntu względem duchownych Kościoła jest mocnym wyrazem sprzeciwu artysty. Być może nawiązuje w ten sposób do kwestii nietolerancji i powracającego znów braku akceptacji lub ma ku temu inne osobiste powody. Szaty liturgiczne, jak się okazało, pozyskane zostały od osób duchownych, w tym tych, które odeszły z instytucji Kościoła. Czy w ten sposób autor chce uwikłać duchowieństwo w przemoc i wspieranie w Polsce zachowań sprzecznych z ideą miłosierdzia? Co skrywa się pod tą szatą? Myślę, że i o to warto zapytać samego autora.

Pokrywy są kolejnym obiektem w twórczości Rycharskiego, który napotykam na swojej drodze. Kolejny projekt obraca się wokół tematu wykluczenia i nietolerancji, który jest tematem do dyskusji. Sam dyskurs ma mieć swój punkt wyjścia za pośrednictwem włazu, które stają się bramą do ukrytych lęków czy problemów autora.

Witraż z  superbohaterem niczym z komiksu Marvela, gurującego nad nazistami i jest to kolejny szokujący element wystawy. Zderzone zostały tu ze sobą intensywne kolory i kontrowersyjne symbole w celu skupienia uwagi i komunikacji z widzem. Nawiązanie do walki z totalitaryzmami w rysunkowej formie i wplecione w nią cytaty, nie pozawalają finalnie przejść obok niego obojętnie, szczególnie, że odnoszą się do istoty wiary i posiadają specyficzne poczucia humoru.

Kolejna ekspozycja to brama upamiętniająca wyzwolenie chłopów. Wpisuje się ona w krajobraz wsi i folkloru o czym świadczą m.in. żywe barwy. Naturalnie można je określić jako tęczowe kolory, ale to już jak kwestia indywidualnej interpretacji. Zdecydowanie bardziej intrygujące jest to, co znajdziemy po jej przekroczeniu, ale o to zostawiłem specjalnie na koniec.

Tuż za bramą zobaczyć można  tytułowe STRACHY, czyli poubierane w odzież od osób LGBT stroje na różnokolorowych i różnorodnych krzyżach. Docelowo miały stanąć one na polach Kurówka, jako strachy na dziki. Wieś ta, to rodzinne strony autora wystawy i to tam twórca stara uczyć się sąsiadów tolerancji i zrozumienia względem mniejszości seksualnych, a do tego celu używa narzędzia jakim jest sztuka.

C jak całość

Czas na podsumowanie całości. Na początek kilka uwag natury technicznej. Pamiętajcie, że sztuki nowoczesnej nie należy się bać, podobnie jak i kontrowersyjnych tematów czy łączenia kwestii, które na pierwszy rzut oka wydają się nie do pogodzenia. Danielowi się to w pewnym stopniu udaje, jest w  tym autentyczny i tego nie należy mu odmówić. To m.in. dlatego warto poznać bliżej Jego twórczość, bo nie należy oceniać książki po samej okładce,  a nawet nad trudną, ciekawą, kontrowersyjną lub nudną lekturą warto się chwilę zastanowić i pomyśleć co autor chce nam tak naprawdę przez swą twórczość przekazać, bo być może jest tam głębsza i ciekawsza treść niż ta, którą wiele osób zobaczy na pierwszy rzut oka. No więc właśnie, jest spore ryzyko, że pierwsze wrażenie po wejściu na wystawę, określiłbym słowem skromna i nie chodzi mi tylko o treść, a o formę. Na spory budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej znalazło się tu tylko kilkanaście prac Daniela.

Po zobaczeniu całości zmieniam zdanie na temat skromności tej przestrzeni wystawienniczej. Zatrzymywałem się przy kolejnych elementach wystawy, poznając ich historię wystawa nabiera nieco innego wymiaru, staje się bardziej spójna i zrozumiała. Dzięki temu łatwiej jest mi pojąć o co chodzi autorowi, w którym kierunku zmierza, zastanawiam się tylko, czy na twórczość autora nie miały wpływu różne stany depresyjne, gdyż sama wystawa nie należy i chyba nie miała należeć do tych, z których wychodzi się z uśmiechem na twarzy. Odrzucenie, brak akceptacji, samotność, przemoc, wykluczenie i w końcu homofobia, ale i aktywizm, czy odmienny światopogląd – to właśnie te elementy niemalże namacalnie tutaj znajdziecie.

Można więc śmiało uznać, że wystawa ta jest osobistym zbiorem doświadczeń i formą wyrażenia Jego własnych emocji i spostrzeżeń, za co już artyście należy się duży plus, bo dla mnie wiarygodność i pewna autentyczność jest bardzo istotna w tworzeniu sztuki. W swoich pracach On sam mierzyć się musi z licznymi społecznymi strachami i uprzedzeniami, to chyba to jest jedną z przyczyn do powstania i finalnego efektu tej właśnie wystawy.

Warto się na koniec zastanowić, czy prowokacyjnych wystaw należy się bać? Czemu ta wystawa ma służyć? Czy w ogóle jest ona prowokacyjna? A może rzeczywistość, w której przyszło żyć i tworzyć Danielowi prowokuje go do takich właśnie działań i zachowań? Myślę, że każdy sam musi odpowiedzieć sobie na te pytania, gdy odwiedzi wystawę w Muzeum nad Wisłą. Warto to uczynić czym prędzej i spróbować ją zrozumieć, a na pewno przynajmniej zobaczyć, by otworzyć umysł na pewną odmienność. Inny punkt widzenia nie musi być groźny. Gdy spytacie mnie czy mi się podobało na tej wystawie? Odpowiem, że ta wystawa nie ma się podobać, tylko ma dać do myślenia i w tej kategorii odpowiem, że to się jej autorowi udało. Czy pokazałem Wam całość wystawy? Celowo nie i to tylko dlatego, by zachęcić Was do zobaczenia tego co jeszcze zostało niedopowiedziane.

Dla wielu wystawa ta będzie pełna sprzeczności, ale wg mnie skrywa w sobie wiele spójnych elementów, wystarczy poświęcić jej czas, otworzyć umysł, odpowiednio ją zinterpretować i postarać się zrozumieć. Warto ją też odnieść do kontekstu kulturowego i doświadczeń samego twórcy, wszystko to zdecydowanie pomoże w jej interpretacji. Nie brakuje tu elementów poruszających kwestię tożsamości samego autora, ale i współczesnej wsi gdzie tworzy. Czyni to “Strachy” jeszcze bardziej autentycznymi i interesującymi.

#sztukiwizualne #danielrycharski #strachy #muzeumsztukinowoczesnej #warszawa

 Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

 Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH

Zajrzyj co u mnie na INSTAGRAMIE

linia

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019