Archiwum kategorii: Patronite

Kamieńskie

ABC o wsi Kamieńskie

Czas się do czegoś Wam przyznać. Każdy ma jakiś fetysz. Mnie podniecało od zawsze podróżowanie. Dawało do myślenia, pomagało lepiej żyć, pozwalało marzyć. Przyjazd do nowego miejsca, zawsze wiązał się dla mnie z odkrywaniem nowych emocji, zarówno tych pozytywnych jak i tych mniej. Wszystko to zawsze uważałem i nadal uważam za cenne doświadczenie, którego dziś nie zamieniłbym za nic.

Piękne jest to, że podróże z jednej strony są zawsze tym samym, ale z drugiej przecież zawsze czymś zupełnie innym. Tak sobie myślę, że to chyba w tym wszystkim kręci mnie najbardziej. To wszystko pozwalało i nadal pozwala odkrywać zarówno świat, ale i wewnętrzny spokój. No chyba, że na wyjazd wybierasz się z rodziną…

A jak absolutna cisza

Podróż jest stosunkowo zdrowym rodzajem uzależnienia, którym dziś się chcę z Wami dzielić. Teraz pytanie jest tylko do Was, czy jesteście gotowi, by się uzależniać? Zdradzę Wam, że tym razem wyjazd miał zapowiadać się wyjątkowo. Wyprawa z siostrą, mamą, dziesięcioma tonami zbędnych bagaży, kłótnie, wyjazd na mazurską wieś, pies i ja – czyż nie zapowiadało się ciekawie? Wyprawa po wewnętrzny spokój, to coś w tym wypadku jak „Mission Impossible”, tylko od razu zaznaczę, że ja nie jestem, nie byłem i nie będę Tomem Cruisem.

Cały czas w głowie miałem jedno pytanie: czy podczas tej wyprawę odnajdę choć odrobinę ciszy, którą introwertycy tak sobie cenią? No nic, jedźmy dalej, byle do celu wówczas myślałem. Oddalając się wraz z kolejnym kilometrem od domu, byłem przekonany, że tym razem oddalam się i od celu, a wysoce prawdopodobnym jest, że ten może nie zostać zrealizowany, choć w głębi serca nie traciłem nadziei.

Kamieńskie, bo tu po dobrych kilku godzinach jazdy autem  trafiliśmy, to faktycznie niewielka wieś znajdująca się w południowo–wschodniej części województwa warmińsko–mazurskiego. Zlokalizowana jest w powiecie piskim, w gminie Orzysz. To tak tytułem wstępu, byście mogli sobie wyobrazić, gdzie uprowadziła mnie własna siostra i mama. Okoliczne drogi w wielu miejscach nie są najlepszej jakości, ale ma to swój urok. Nie ma co się czepiać, lepiej zacznijmy wszystko od początku.

Trafiliśmy tu tak naprawdę dzięki życzliwości przyjaciół mojej siostry – Małgorzaty i Tomasza. Dziękuję Wam w imieniu swoim, ale i myślę dziewczyn. Dziękuję szczególnie za życzliwość, gościnność i zaufanie, którym nas obdarzyliście. To Wy okazaliście się bohaterami tego wpisu i Wam należy się te proste, ale najszczersze 10 liter DZIĘKUJEMY. To dzięki Wam mogłem spotkać się po dłuższej przerwie i w tak pięknych okolicznościach natury spędzić czas z nią samą, ale i przede wszystkim z rodziną. Gdyby nie Wy, nie byłoby dziś ani tego wpisu, ani tych zdjęć, ani tych wspomnień.

 

B jak bliskość z naturą

Mnogość pól i lasów, ogromne jezioro pod nazwą Orzysz, tutejsza fauna i flora dały sporo nadziei, że jakoś odnajdę się w tym wszystkim. Sama powierzchnia jeziora to ponad 1000ha i znajduje się na obrzeżu pięknego Mazurskiego Parku Krajobrazowego. Wieś, choć jest niewielka, to położona na pograniczu Krainy Wielkich Jezior Mazurskich i Pojezierza Ełckiego. W pobliżu przepływa również strumyk Czartówka, który jest dopływem jeziora Orzysz.

Całość jest bez wątpienia bardzo malowniczo położona, a sama miejscowość choć ma charakter wypoczynkowy, to i tak nie przytłacza ilością turystów jak inne, bardziej popularne miejscowości krainy tysiąca jezior. Uważam to za bardzo duży atut tych stron. Tutaj naprawdę można wypocząć w ciszy i nie jest to pusty reklamowy slogan. Zdradzam Wam, że spotkałem podczas wyjazdu krowy, ale żadna z nich nie zdecydowała się wyruszyć ze mną w podróż, dlatego poszukiwania trwają dalej. Dla nie zorientowanych w temacie zostawiam link z wyjaśnieniem WTF z tymi krowami.

Co jeszcze poza kontemplacją ciszy można robić w takim miejscu zapytacie? Wiele rzeczy można np. w ciągu dnia kłócić się z siostrą, słuchać dobrych rad mamy. Można też wypożyczyć kajaki, łodzie wiosłowe czy motorowe, żaglówki, skutery wodne. Ewentualnie dla tych co wolą zostać na lądzie świetnie zamiast rowerków wodnych sprawdzą się klasyczne rowery górskie, które można wypożyczyć w okolicy. Ewentualnie dla fanów spacerów jest wiele miejsc na wycieczki piesze po okolicznych lasach. Wieczorami można siedzieć przy ognisku czy grillować i zajadać się różnymi smakowitościami. Jest to również świetny punkt do bazy wypadowej na dalsze wycieczki krajoznawcze. Można wsiąść w auto i ruszyć do Mikołajek, Giżycka, Fromborka, Olsztyna, Gierłoży, Mrągowa, Świętej Lipki czy wielu innych ciekawych okolicznych miejscowości. Jeśli postanowicie tu jednak zostać nie pożałujecie, ta bliskość z naturą, pozwoli odnaleźć spokój ducha. Dziś już wiem, że Mazury to prawdziwie zaskakujący region i to nie tylko pod względem zapierających dech w piersiach krajobrazów. Jeżeli nie kłóciliśmy się za dużo z siostrą widać, że ten niesamowity żywioł jakim jest woda, potrafi wyciszyć nie tylko mnie.

C jak ciekawostki z Mazur

Warmia i Mazury to nie tylko piękne krajobrazy oraz wielkie jeziora. Region skrywa wiele tajemnic. Zebrałem Wam kilka ciekawostek z tego regionu. Mam nadzieję, że przynajmniej o kilku z nich do tej pory jeszcze nie słyszeliście.

Czy Mazury są naprawdę Krainą Tysiąca Jezior?

To tylko potoczne określenie tego regionu. Na Mazurach można doliczyć się bowiem około 2 600 jezior, czyli grubo ponad dwa razy więcej niż zwykło się mawiać.

Czy na Mazurach zawsze jest cisza i spokój?

Tak pięknie nie ma. Jest wiele bardzo turystycznych  miejsc, w których nie brakuje głośnych turystów. W końcu to też właśnie na Mazurach krzyczy się najgłośniej w Polsce, ponieważ od około 20 lat, w tej części kraju odbywa się Międzynarodowy Konkurs Krzyku. Wydarzenie jest jednym z nielicznych tego typu konkursów na świecie. By wziąć w nim udział, na Mazury przyjeżdżają nie tylko mieszkańcy Polski, ale również obcokrajowcy. Na czym polega sam konkurs? Wystarczy przez 5 sekund krzyczeć do specjalnej aparatury. Najlepsze wyniki przekraczały wartość 138 dB. Jak dobrze, że od Kamieńskich do Gołdapi (bo tu odbywa się konkurs) jest ponad 100 km.

Czy na Mazurach znaleźć można piramidy?

Na Mazurach w miejscowości Rapa znajduje się grobowiec rodziny barona Friedricha von Fahrenheita. Wzorowany na egipskich piramidach ma wysokość prawie 16 metrów. O polskiej piramidzie powstało wiele legend. Pamiętajcie, że jest to oczywiście pomniejszona wersja piramidy Cheopsa, lecz wielu ludzi uważa, że tak jak jej egipski odpowiednik i ta piramida skrywa w sobie nieodkryte sekrety. Jednym z nich jest wzmożona aktywność pola magnetycznego wokoło piramidy. Inni twierdzą zaś, że przez specyficzny rodzaj promieniowania, piramida potrafi uzdrawiać. Jak jest naprawdę? Wybierzcie się tam i najlepiej przekonajcie osobiście.

Skąd się wzięło określenie Mazury?

Zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się ta nazwa? Pochodzi ona od przedrostka ,,maz’’, który oznaczał ,,smolić’’. Połączenie przedrostka ,,maz’’ z przyrostkiem ,,ur’’ stworzyło określenie, którym nazywało się smolarzy. Zamieszkiwali oni leśne tereny w regionie jezior i to właśnie od nich mamy dzisiejsze określenie Mazury.

Gdzie spalono ostatnią „czarownicę” w Europie?

Do nieszczęśliwego zdarzenia doszło w 1811 roku na wzgórzu szubienicznym przy drodze z Reszla do Korsz na Mazurach. Kobieta nazywała się Barbara Zdunk i miała młodszego od siebie kochanka. Nie pogodziła się z jego odejściem. Często go nachodziła. Kiedy pod jego dom podłożono ogień, który strawił prawie całe miasteczko, mieszkańcy od razu uznali Zdunk za winną. Miejski sąd w Reszlu skazał ją za czary na śmierć przez spalenie na stosie. Był to ostatni w Europie wyrok skazujący „czarownicę”. Oj dziwne to były czasy, bardzo dziwne…

Legendy z nad jeziora Orzysz

Wśród tutejszych lasów i jeziora, na wzgórzu stała nieduża drewniana chatka, a w niej mieszkał stary rybak ze swoim synem, któremu na imię było Arys. Młodzieńca znano w okolicy z odwagi i unikalnej urody. W każdą niedzielę przejeżdżała tędy do pobliskiego kościoła piękna księżniczka Maria, której towarzyszył książę Artur, jej przyszły małżonek. Ludzie wychodzili wówczas przed chaty i nisko się kłaniali. Marii spodobał się Arys i uśmiechnęła się do niego mile. On zaś zauroczony jej uśmiechem z niepokojem czekał następnej niedzieli. Od tamtej pory Arys zaczął ciężko pracować, dniami na roli a nocami łowił ryby, które o świcie sprzedawał na targu. Gdy nazbierał już dużo talarów, rozdzielił je na dwie połowy. Jedną część dał drwalowi, drugą kowalowi, ponieważ byli to najodważniejsi chłopi we wsi. Miał bowiem pewne plany, do spełnienia których potrzebni mu byli kowal i drwal. Choć początkowo byli niechętni, finalnie pomogli Arysowi porwać księżniczkę, która nawet nie stawiała oporu, ach te księżniczki, aż chce się napisać. Sam książę Artur widząc ją uszczęśliwioną, nigdy już nie pokazał się na dworze. Wówczas księżniczka Maria poślubiła Arysa, a ojciec jej podarował im wieś. Tak wiem nuda, żyli długo i szczęśliwie i na potęgę korzystali z 500+. Dlatego mam jeszcze dla Was drugą, myślę krótszą lecz ciekawszą opowieść.

Nad jeziorem Orzysz znajduje się po dziś dzień tajemnicza wyspa na którą dawniej łodziami zwożono zwłoki zmarłych z różnych okolic. Stworzono tam wyspę umarłych, na którą mało kto odważył się zapuścić. Do dziś mawia się, że na wyspie straszy. Pytanie jest teraz do Was, czy odważycie się popłynąć tam i sprawdzić to osobiście?

Podsumowanie

Reasumując cały wyjazd, powiem Wam – było warto. Miło jest budzić się z dala od zgiełku miasta, wybrać się na pomost, by poczuć rześki powiew powietrza i podziwiać tutejszą mgłę o poranku czy po zachodzie słońca. To tu miałem okazję wyjść przyrodzie na spotkanie. Warto jest czasem spotkać się z nią twarzą w twarz, a momentami spojrzeć jej dosłownie oko w oko. Mogłem znów przypomnieć sobie, jak przyglądanie się jeziorom, lasom czy łąkom otwiera umysł. Pozwala też poczuć jedność człowieka  z naturą, o której dziś tak wielu z nas zapomina. Do dziś pamiętam, że najważniejszym wtedy było to, że mój umysł wędrował pomału,  najczęściej w kierunku niezbyt zgodnym z zamierzonym, ale co ważne w zgodzie z otoczeniem.

Dziś cieszę się, że dałem namówić się siostrze na ten wyjazd, tym bardziej, że trafiliśmy tam poza sezonem. Momentami miałem wrażenie, że nad tak wielkim jeziorem jestem tylko ja. Ta pustka była dla mnie czymś wyjątkowym i kończyła się w momencie, gdy przyszła Monia z pytaniem: „chcesz herbaty”? Dziś uważam, że miało to swój urok.

Gdy zapytacie mnie czy warto pojechać na Mazury? Odpowiedź jest tak banalna jak samo pytanie. Mazury są piękne, a wieś Kamieńskie unikatowa. Jeziora, lasy, dużo rzadkich ptaków i innych zwierząt. W samej wsi jest sporo jeszcze starej zabudowy oraz życzliwych ludzi. To wszystko zostanie na długo w mojej pamięci, a i czas spędzony z mamą i siostrą wydaje się również bezcenny. Marek Twain powiedział kiedyś: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj.” Zabierz ze sobą bliskich, albo daj im się porwać, zaufaj czasem podróżom, a raczej nie będziesz żałowała czy żałował. Ja romantycznie dodam – nie stój więc jak widły w gnoju i rusz się. Na koniec zapraszam Was do obejrzenia jeszcze kilku kadrów z tego wyjazdu, być może one zainspirują do własnych mazurskich eksploracji.

 

   

 

 

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Halina Piórkowska-Karuś, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Kamieńskie #Mazury #Polska
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Mazury | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Mazury | Wieś Kamieńskie| Fotograf Kamieńskie | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Traveling| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Kraina tysiąca jezior | Co warto zobaczyć na Mazurach| Zwiedzanie Mazur | Kamieńskie zwiedzanie | Mazury atrakcje | Mazury co zobaczyć | Wioska Kamieńskie | zwiedzanie | Mazury atrakcje | Atrakcje Mazury| Mazury co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć na Mazurach | Zwiedzanie Mazur | Traveler | Podróżniczy blog | Wycieczki po świecie | Turysta |Mazury travel 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Mikołajki 2020

Dziś Mikołajki i już niebawem Święta. Z tej okazji życzę Wam dużo zdrowia, ogromu pysznych słodyczy, fantastycznych kadrów oraz niezapomnianych wrażeń podczas podróży w Nowym Roku. Życzę Wam również, abyście znaleźli odpowiedzi na nurtujące Was pytania oraz by udało się spełniać wszystkie, nawet te nieprzyzwoite czy niestandardowe marzenia. Niech wzorem nie będzie jednak dla Was pewien europoseł z Węgier, on źle skończył i chyba daleko poza Brukselę już nie zajedzie, a tego Wam nie życzę. Wy zajedźcie najdalej jak się da i nie koniecznie po rynnie. Niech Wasze przygody i podróże nie mają granic, a sprzęt fotograficzny i wyobraźnia nigdy Was nie zawodzą. 

Wesołych Świąt życzy Wam Ananaski,
wasz Sugar Daddy Rafał
i pamiętajcie bądźcie grzeczni

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka – Dziękuję Wam.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Mikołajki #Wesołych Świąt #Blog Podróżniczy
 #Patronite #Sugar Daddy #Fotografia #Podróże #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Blog | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Bloger |Traveler|  Fotograf Polska | Fotograf Płock | Blogowanie|  Zwiedzaj online | Polska| Podróżniczy blog| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w podróży | Zwiedzanie atrakcje | Mikołajki |Zwiedzanie | Trip | Atrakcje| Travel | Wycieczki po świecie | Życzenia | Turysta |Patronite🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Me’a Sze’arim

 
ABC o Me’a Sze’arim

Nazwa Mea Shearim (Me’a Sze’arim) tłumaczy się z języka hebrajskiego jako 100 bram, a każda z tych bram to wejście do zupełnie innej inspirującej historii. Dziś zabieram Was do Izraela, do jednej z najstarszych i najbardziej intrygujących mnie dzielnic Jerozolimy. Rozsiądźcie się wygodnie – nadszedł czas na wpis z  Me’a Sze’arim. Gdy dotarłem tu po raz pierwszy, przyznam Wam, że poczułem się jak na planie filmowym lub jakbym przeniósł się w czasie o ponad 100 lat do żydowskiej części Lublina. Choć odczucia te psują nieco przejeżdżające ulicami nowoczesne samochody czy wiszące na zabudowaniach klimatyzatory. Nie zmienia to faktu, że moje wrażenia są równie niesamowite, za każdym razem gdy się tu pojawiam.  Miejsce to jest pełne kontrastów, ale dzięki temu bardzo różnorodne, ciekawe, inspirujące i skrywające sporo wartych odkrycia atrakcji.

A jak adaptacja do miejsca

Na początku ulic, które prowadzą w głąb Mea Shearim, widnieją pisemne informacje o zakazie wchodzenia dla grup turystycznych. Znajduje się tam też informacja o konieczności posiadania skromnego ubioru. Ludzie nie lubią być tu fotografowani, dlatego dbajmy o zachowanie dyskrecji. Napisy informacyjne znajdują się już przy wejściu „Żyjemy tu spokojnie wg swoich zasad. Proszę podporządkuj się temu i nie przeszkadzaj nam”. Wszystko to już na początku daje do myślenia i rozbudza mą niepewność i ciekawość. Przygotowując się do realizacji każdego reportażu nigdy nie chciałem, by lokalna społeczność czuła się jak fotografowane zwierzęta w ZOO. Nie to jest celem moich wpisów na tym podróżniczym blogu. Liczę, że docenicie to nie mniej niż starania rządu w przygotowania dla nas wyborów w czasie pandemii.

Bardzo chcę Wam przybliżyć nieco więcej informacji na temat samej kultury i tradycji tej ortodoksyjnej społeczności. Przyznam Wam, że dla osoby spoza społeczności zdecydowanie nie jest to proste zadanie. Dodatkowo pobyt tam wymagał ode mnie sporej delikatności w wykonywaniu zdjęć, czy zbieraniu ciekawych wiadomości. Jednocześnie każde doświadczenie obcowania w tym miejscu jest dla mnie za każdym razem coraz bardziej ekscytujące. Nie wiem czy jest tak dlatego, że znów jestem w miejscu gdzie mam nieodparte wrażenie, że zatrzymał się czas. Może wynika to z faktu, że nigdzie indziej w podróży jak tu, nie doświadczałem tak wyraźnego podziału na świat kobiet i mężczyzn. Być może pobudzenie to wynikało z faktu, że odkrywałem nieznane mi dotąd zwyczaje i obyczaje. Dziś nie umiem tego jednoznacznie zdefiniować.

Jeśli już jesteśmy przy podziałach ze względu na płeć widoczne są one, np. podczas modlitw. Kobiety i mężczyźni w synagogach modlą się osobno, podobnie jak i podczas ślubów, gdzie również bawią się oddzielnie. Co ciekawe na tutejszych plakatach reklamowych nie spotkasz  wizerunków kobiet. Wszystko to uwarunkowano kulturowo i religijnie zarówno wśród tutejszych charedim, jak i chasydów.  Społeczność ma tu często skrajnie konserwatywne poglądy. Wielu z nich nie uznaje współczesnego państwa Izrael (ponieważ powstało ich zdaniem wbrew wskazaniom religijnym). Odmawiają też służby w wojsku, płacenia podatków czy nie uznają świeckiego wymiaru sprawiedliwości. Mają własne sądy religijne, zachowują tradycyjny, bardzo skromny strój oraz starannie przestrzegają zasad szabatu.

Aby się dobrze przystosować do tego miejsca, musiałem je  lepiej poznać i odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania – co wyróżnia tą społeczność i samo miejsce? Naturalnie będąc tu od razu zwrócicie uwagę na skromne i charakterystyczne stroje zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Trzeba też przyznać, że dzielnica ta wygląda na dość biedną. Mówi się o tym, że większość rodzin utrzymuje się tu z zasiłków. Poprawie sytuacji materialnej nie sprzyja również tradycyjny model rodziny i styl życia. Zgodnie z nim mężczyźni zajmują się głównie modlitwami i studiowaniem dzieł religijnych. Potrafią się modlić nawet do 12 godzin dziennie, a kobiety są obciążone wychowywaniem licznego potomstwa oraz utrzymaniem domu i rodziny. Co również zaskoczyło mnie bardzo, to fakt, że niemalże na każdej ulicy natrafiałem na niewielkie synagogi. Jeden z rozmówców zdradził mi, że szacuje się nawet iż jedna przypada na około dziesięciu dorosłych mężczyzn. To wtedy uświadomiłem sobie, że mój plan wjazdu do tej dzielnicy na tęczowym jednorożcu bez trzymanki w samych kąpielówkach może się nie udać.

B jak bać się czy nie?

Po szybkiej analizie sytuacji i zestawieniu wyobrażeń z rzeczywistością musiałem nieco zmodyfikować moje plany. Postanowiłem być bardziej stonowany i wjechać tam bez kąpielówek oraz na brunatnym hipopototamie. Czerpanie wzorców z mądrych tytanów umysłu i ich rozwiązań jest siłą naszego kraju, co za tym iść powinno i obywateli. Przypomnę w tym miejscu o podjętym wyroku sędziów TK w czasie szalejącej pandemii w kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego. Czyż mogło być coś jeszcze bardziej rozsądnego w tym czasie jak to? No może jeszcze decyzja o jak najszybszych wyborach prezydenckich lub zlecenie druku kart za kwotę 70 mln na wybory, które się nie odbyły. Chyba nie trzeba nic dodać, ani nic ująć. Ja również miałem nadzieję, że moje odwiedziny w równie rozsądnym stylu obejdą się bez echa. My Polacy jesteśmy dumnym i silnym narodem i nie powinniśmy bać się niczego, ani nikogo.

Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy i jeszcze nie czują mojego sarkazmu, ironii czy głupkowatego poczucia humoru zdradzę, że nie stać mnie jeszcze na hipopotama tym bardziej jednorożca. Nie stać mnie nawet na zwykłą krowę, która wyruszy ze mną w tak odważną podróż. W związku z powyższym zobowiązany byłem pójść do tej dzielnicy pieszo i w skromnym ubraniu, bo ja generalnie skromny chłopak jestem. Poważnie pisząc uważam, że jeśli przestrzegamy zasad i praw miejsca, w którym jesteśmy, nie ma powodów do obaw. Naturalnie wszędzie możemy spotkać złych ludzi i spotkania te mogą prowadzić do konfliktowych sytuacji. Myślę też, że nie należy wyolbrzymiać i bać się nieznanego, bo tak rodzą się uprzedzenia, których tak dużo dziś w Polsce. Bez wątpienia jednak uważam, że jeśli odwiedzamy nowe miejsca, musimy uszanować lokalne prawo.

Muszę się też z Wami podzielić swoimi doświadczeniami i nie mogę przemilczeć jednej opowieści. Jednego razu, gdy przyleciałem w piątek pod wieczór do Tel Avivu i chciałem dotrzeć autem do wynajętego za pośrednictwem AIRBNB mieszkania mieszczącego się w ortodoksyjnej dzielnicy w Jerozolimie, napotkałem zablokowane ulice. Nie jeździły tutaj samochody podczas szabatu. Gdy okazało się, że nie było innej drogi dojazdowej i wjechałem na jedną z takich ulic – powiem Wam, że spojrzenia społeczności lokalnej były dość wymowne. Słyszałem nawet o przypadkach obrzucania aut kamieniami w analogicznych sytuacjach. Mnie na szczęście udało się tego uniknąć. Zapytacie, czy jestem członkiem klubu BDSM i lubię być bity i opluwany? Zdecydowanie nie, po prostu wynajmowany apartament mieścił się na obrzeżach tej dzielnicy, a w podziemiach budynku znajdował się parking, w którym chciałem zostawić auto.

Dziś z perspektywy czasu patrzę na to w ten sposób, że podróże kształcą i będę bogatszy o cenne doświadczenia. Trzeba mieć jednak świadomość, że w Me’a Sze’arim zdarzają się niebezpieczne zachowania i nieprzyjemne incydenty. Mieszkańcy potrafią reagować agresją na wszystko, co postrzegają jako zagrożenie dla swoich wartości. Dlatego po incydencie z autem uświadomiłem sobie, jak ważnym jest odpowiednie zachowywanie i uszanowanie zasad miejsca, w którym się znalazłem. To dopiero tego dnia dotarło do mnie jak ważna jest swoista adaptacja do tej części świata.

C jak ciekawa historia dzielnicy

Dzielnica Me’a Sze’arim została założona w 1874 jako jedno z pierwszych osiedli żydowskich poza murami Starego Miasta. Założyli ją Żydzi ze spółdzielni budowlanej, którzy chcieli przenieść się tu z przeludnionego Starego Miasta.

Początkowo dzielnica była otoczona murem z zamykanymi co wieczór bramami. Obecnie pozbawiona jest otaczającego muru, ale nadal stanowi swoistą enklawę w Jerozolimie. Należy o tym pamiętać wybierając się tutaj. Z uwagi na to, że zewnętrzna technologia powinna zdaniem sporej części tutejszej społeczności zostać za ich drzwiami, trudno jest organizować tu sesje zdjęciowe, kręcić filmy. Jeśli się na to zdecydujecie bądźcie dyskretni i niezauważalni.

Zrozumieć trzeba, że w miejscach nieskażonych wręcz postępem technicznym, zawsze obwieszeni elektroniką będziecie postrzegani jak pasujące gówno do kadzi z ponczem. Przybywając tu pamiętajcie, że dzielnica ta to nie atrakcja turystyczna, ale prosperującą część miasta z często ultraortodoksyjną społecznością.

Podsumowanie

Moim zdaniem, gdy znajdziecie się w tym miejscu, traficie do najbardziej ideologicznie wyjątkowej dzielnicy dzisiejszej zachodniej Jerozolimy. Gdy zdecydujecie się odwiedzić to miejsce pamiętajcie, że należy podróżować w grupach nie większych niż trzy lub cztery osoby. Zgodnie z opublikowanymi znakami oczywiste grupy turystyczne „poważnie obrażają mieszkańców”. Zadbajcie też o skromny strój, kobiety warto by miały założone ubranie o ciemnych, konserwatywnych kolorach (futra z norek, różowe kozaczki i seksowne sukienki mini nie są najlepszym pomysłem). W dobrym tonie są tu długie rękawy i długie spódnice. Podobnie mężczyźni powinni zakrywać głowy kippami (jarmułkami). Pamiętajcie również, że jeśli nie należycie do tej zwartej społeczności, odczuwać możecie dyskomfort, że tu nie pasujecie. To m.in. dlatego te drobne elementy strojów znacznie ułatwią zacieranie tych różnic i poprawią ogólne samopoczucie. Wiedzcie też, że dla bardziej ortodoksyjnej części mieszkańców nawet rozmowy telefoniczne nie są tu mile widziane. Podobnie z resztą i patrzenie w smartfon budzić może nieufne spojrzenia. Nie oznacza to jednak, że sami mieszkańcy nie mają telefonów. Często posiadają, tylko są one koszerne – nie wyślesz z nich smsa lub nie poserfujesz dowolnie po internecie.

Gdy spytacie mnie dlaczego warto tu przyjść? Odpowiedź jest prosta. Można znaleźć tu oryginalne przedmioty i pyszne tradycyjne wypieki, ale przede wszystkim by poczuć ten unikatowy klimat. To świat zaniedbanych warsztatów, ciekawych rzemieślników w fartuchach, sklepików z tradycyjnym asortymentem rytualnych mykw i intrygujących synagog. To tutaj smartfon, komputer, telewizor, mikrofalówka, należą do tylko części z listy sprzętów, których istnienia się nie toleruje. Choć w najbliższym sąsiedztwie rozpościera się jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów świata, tutaj tego nie widać. Bez wątpienia pachnie tu koszernym jedzeniem i nie jest tak szaro i brzydko, jak twierdzą niektórzy.

Dzielnica ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie to bezsprzecznie jedno z miejsc, które warto odwiedzić przed śmiercią. To tu czas zatrzymał się i nie bardzo chce ruszać dalej. Ja niestety tu nie zostanę, czekają na mnie kolejne podróże, na które czekacie i Wy. Jednak smak i zapach tutejszego chleba zostanie ze mną na zawsze. Pakuję więc swój plecak i ruszam w kolejną, mam nadzieję, że równie ekscytującą podróż.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka – Dziękuję Wam.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Izrael #Me’a Sze’arim
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Izrael | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Izrael | Jerozolima| Fotograf Me’a Sze’arim | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Izraelu | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Izreal zwiedzanie | Izrael atrakcje | Izrael co zobaczyć | Izrael zwiedzanie | Trip | Atrakcje Izrael| Me’a Sze’arim co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć w Me’a Sze’arim | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Me’a Sze’arim 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Popeye Village

ABC o wiosce Popeye’a
Dziś zabieram Was w podróż do świata bajek. Czas na wyprawę do jednej z głównych atrakcji turystycznych na Malcie. Spodoba się tu wszystkim młodym wiekiem lub młodym duchem, a na pewno zadowolona będzie każda fanka czy fan tego umięśnionego jednookiego żeglarza, który kocha szpinak niczym książe śpiącą królewnę przed pocałunkiem. Chociaż to ostatnie porównanie może nie jest najlepsze. Przecież gdyby ją ten książe kochał to tak naprawdę, dałby jej pospać. Dzięki temu sam czar by tak szybko nie prysł. Zostawmy te dywagacje i tę bajkę w spokoju i wróćmy do Popeye’a – bo to on jest głównym bohaterem dzisiejszej wyprawy. Tzn. zaraz za mną, najważniejszym. Jeśli jesteście gotowi choć na chwilę wirtualnie wylecieć się z Polski, w której żyje się przecież wszystkim jak w bajce, to ruszajmy na Maltę. 

A jak atrakcje

Przyznam Wam na starcie,  że dziś będzie nas czekać iście oniryczna wyprawa. Sugeruję na początek rozluźnić kucyki i się nie spinać. W tym miejscu czeka Was moc atrakcji, niczym z kolejnej konferencji premiera. Nie wiecie ani czym, ani  w którym momencie Was mogą tu zaskoczyć. Zwiedzanie rozpoczynamy od wejścia do bajkowej wioski. Na pierwszy rzut oka widzę małe, intensywnie kolorowe domki. Krzywe dachy i krzywe ściany. Budowlańcy chyba pracowali tu na nieustającej bombie, ale jedno jest pewne, finalnie wyszło to wszystko krzywe lecz urokliwe. Zdradzę Wam, że po drodze tutaj spotkałem prawdziwych szaleńców. Pędzili tu na złamanie karku i wbrew rozsądkowi i co gorsza czasem naprawdę trudno było ich wyprzedzić mimo, że mieli średnio 5 lat. W końcu mogłem porywalizować z kimś jak równy z równym w pogoni do tutejszych atrakcji. 

Choć obiecałem sobie, że to co wydarzy się w wiosce, zostaje w wiosce, to zdradzę Wam kilka informacji. Po ulicach przechadza się tu Popeye z fajką w ustach, za którym podąża wierna, choć jak się okazało w wiosce, zdania na ten temat są podzielone, jego ukochana Olive Oyl. Jedno jest tu pewne: kłody pni drzew z Holandii, drewno na dachy z Kanady, osiem ton gwoździ i dwa tysiące galonów farby, 165 budowlańców, około 7 miesięcy oraz niezliczone ilości alkoholu potrzebowano, by powstała ta pełna atrakcji wioska Popeye’a. Najlepiej oceńcie sami jak wyszło.

Zatem jak już tu jesteśmy zerknijmy z bliska na te wszystkie atrakcje. To tu możemy oglądać ostre jak cień mgły filmy z mini sali kinowej. Bez limitu można też wydawać pieniądze w sklepikach z pamiątkami czy zwiedzać małe muzeum komiksów. Znajdziecie w nim ponad 200 komiksów z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. To istny raj dla koneserów historii rysunkowych. Co jakiś czas odbywają się również różne pokazy i teatrzyki kukiełkowe. 

Warto podkreślić, że wioska leży w niezwykle urokliwej zatoce. Szmaragdowa woda, otoczona wysokimi klifami to idealne miejsce do pływania czy nurkowania. W wodzie samej zatoki Anchor Bay znajduje się nadmuchiwany tor przeszkód z różnymi bajerami dla dzieci, które będą nimi zachwycone. By zadowolić dorosłych warto wybrać się do winiarni, w której raczyć się można smacznymi koktajlami, dobrymi przekąskami i oczywiście ładnym widokiem na morze z tarasu.

Dodatkowo organizowane są tu różnego rodzaju imprezy dla dzieci, np. Halloween (choć wyjątkowo w tym roku z powodu COVID-19 odwołano). Dla tych, którzy wysyłają pocztówki, obowiązkowym punktem jest odwiedzenie lokalnej poczty. Można z niej nadać pamiątkową kartkę w każdy zakątek świata, co więcej chętni mogą nawet wziąć tutaj ślub w tej bajkowej scenerii lub popływać tutejszą łodzią i to jeszcze nie wszystkie atrakcje, które ukryte zostały na poniższej mapie wioski.

B jak bilety

Wstęp do wioski jest płatny i wcale nie jest tani. Ceny też uzależnione są od pory roku i wahają się w granicach 9 – 15 Euro dla osób dorosłych i 9 – 12 Euro dla dzieci. Myślę, że jeśli wybieracie się na Maltę z dziećmi, to właśnie dla nich warto to miejsce odwiedzić. Dzieci poniżej 3 roku życia mogą korzystać z atrakcji Popeye Village za darmo. Można tu spędzić miło czas przez prawie cały dzień. Na brak nudy dzieci narzekać nie będą i zapewne za szybko tego miejsca nie będą chciały dobrowolnie opuścić. Dla mnie osobiście była to podróż do nierealnego świata rodem z bajek Disneya. Tutaj właśnie można tego doświadczyć i to bez żadnych dopalaczy.

Warto zaznaczyć, że np. w cenie biletu można także przepłynąć się łodzią po krystalicznych wodach zatoki. Rejs kilkunastoosobową łodzią trwa krótko, bo około 15 minut, ale nie pobierana jest za niego dodatkowa opłata. Podczas rejsów można fotografować i podziwiać kolorową Popeye Village z nieco innej perspektywy. Jeśli chodzi o pozostałe ceny więcej będzie za chwilę pod literą C naszej wyprawy, także cierpliwości. Musicie wiedzieć, że bilet obejmuje m.in. wejście na plan filmowy Popeye’a oraz programy animacyjne. Macie też możliwość wejścia do Muzeum Komiksu Popeye’a oraz do kina (na 15-minutowy dokument planu filmowego). Daje on również możliwość skorzystania z pola do minigolfa. W cenie jest również przekąska lub napój i możliwość wysłania jednej pocztówki.

 C jak ciekawostki i pozostałe ceny

Jakie są godziny otwarcia?

Ceny czy właśnie godziny otwarcia warto sprawdzać na stronie internetowej www.popeyemalta.com gdyż ulegają zmianom. W okresie zimowym, czyli wtedy kiedy ja tu dotarłem obiekt był czynny w godzinach 9:30 – 16:30, natomiast w sezonie można bawić się tam o godzinę dłużej.

Jak dotrzeć do Popeye Village?

Dla tych co chcą dojechać do Popeye Village transportem publicznym – można dojechać z niektórych miast np. z Valletty autobusami nr 41, 42. Ze Sliemy natomiast kursuje tam autobus nr 222. Można tu też dojechać autobusem nr 237 z przystanku Ghadira (Mellieha Bay). Docelowy przystanek autobusowy znajduje się obok wioski. Dla podróżujących autem podam Wam namiary GPS do nawigacji:  N: 35°57’39.05″, E: 14°20’28.68″. Na plan filmowy można również dopłynąć łodzią. Jednak obok dojazdu taksówką jest to najdroższa z opcji. Jeśli chce się zaoszczędzić, zawsze można też próbować łapać autostop.

Czy jest w pobliżu parking?

Obok wioski znajdziecie wiele miejsc parkingowych i co ważne sam parking jest przystosowany dla wózków inwalidzkich. Aby dotrzeć na parking najlepiej jechać w kierunku Mellieha i kierować się znakami na Anchor Bay i Popeye Village. W pobliżu recepcji wioski z łatwością znajdziecie żwirowy parking, a dojście do wioski to dosłownie kilka czy kilkanaście metrów spaceru, skoro ja dałem radę to i wy nie zabłądzicie.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu jeszcze liczyć?

Na terenie wioski dostępne są knajpki. Cena piwa to 5 euro, a hot doga 7,50 euro. Naturalnie można zabrać ze sobą, własne jedzenie. Nie ma natomiast dodatkowych opłat za możliwość korzystania z leżaków i parasoli na plaży.

Po co zbudowano tą wioskę?

Powstała jako plan filmowy w Anchor Bay około 1979 roku, a w roku 1980 główną rolę Popeya zagrał tam sam Robin Wiliams, który niczym superbohater walczył ze złem, jak nasz dzielny rząd z COVID-19. Szkoda tylko, że niektórym w tej walce brakuje nieustannie szpinaku. Reżyserem filmu był Robert Altman i to on wówczas niczym dziś nasz premier wierzył w sukces podejmowanych działań, a że wyszło jak zwykle… Nawet jeż może się pomylić, gdy wejdzie na szczotkę ryżową. Z resztą działania ws wyborów podejmowane przez Jaco Sassine ewidentnie pokazały, że nie wszystkie zainwestowane pieniądze zwracają się z nawiązką, a demokracja niczym dobra bajka, musi kosztować. 

Podsumowanie

Kończąc dzisiejszą podróż, chcę byście pamiętali, że wyprawy ze mną to nie tylko jazda bez trzymanki tyłem na jednorożcach. To również nie zawsze czmychanie na hipopotamach w błocie lub i nie galop na nosorożcach lub nie zawsze smyranie po brzuszkach orangutanów. Czasem musi przyjść również refleksja i odrobina oniryzmu czy sarkazmu, nawet będąc w wiosce jednej z ulubionych postaci z bajki. Musicie wiedzieć jednak, że patrząc na otaczającą nas rzeczywistość, nawet i mi nie zawsze chce się już żartować. Jak patrzę na to co dzieje się w kraju, nie wiem gdzie i co jeszcze jest żartem, a co już nim nie jest. Niemniej jednak chciałbym, by ta filmowa podróż w czasie, dała Wam nadzieję, że jeszcze będzie normalnie. Tego sobie i Wam życzę. Do następnej wyprawy, choć po ostatniej konferencji premiera, może być trudno. Mam nieodparte wrażenie, że podróżnicy będą niebawem na tej samej rządowej liście co gwałciciele, mordercy, lgbt i leniwi lekarze oraz mięso w parówkach po 4,99 PLN za kilogram – najgorsze zło tego kraju, ale dla jasności – parówki dodałem od siebie. Chciałbym, aby ten blog nie stał się bezużyteczny. Zawsze po prostu może służyć, jako zły przykład. Trzymajcie się zdrowo. Cześć.

 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Malta #Popeye Village
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Malta | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Malta | Popeye Village| Fotograf Popeye Village | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Traveling| Blog podróżniczy| Podróżowanie| kraj tulipanów | Co warto zobaczyć  na Malcie| Zwiedzanie Malty | Malta zwiedzanie | Malta atrakcje | Holandie co zobaczyć | Wioska Popeye’a | zwiedzanie | Malta atrakcje | Atrakcje Popeye Village| Popeye Village co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć na Malcie | Zwiedzanie Malty | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Malta travel 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Laguna Balos

ABC o tym jak trafiłem do raju…

Dziś wpis prosto z Laguny Balos. W rolach głównych wystąpi: biały i różowy piasek, krystalicznie czysta woda, której barwa miesza się w odcieniach błękitu, lazuru, turkusu i szafiru oraz ja, niczym Adam z raju, tyle, że w kąpielówkach, a nie nago (na nudesy trzeba jeszcze poczekać, może się kiedyś pojawią na blogu).

Wróćmy jednak do tego co ciekawsze i zacznijmy od początku, czyli jak trafić do raju? Zapraszam raz jeszcze do eksploracji jednej z najpiękniejszych plaż Europy. No to uderzamy w kierunku Laguny Balos, obieramy kierunek na ten rajski zakątek północno-zachodniego krańca Krety.

 

A jak atrakcje

Laguna Balos jest doskonałym miejscem na spędzenie przyjemnie wakacyjnego czasu. Jeśli chcesz wypocząć i korzystać z kąpieli w lazurowej wodzie oraz opalać się do granic możliwości, to jest to miejsce właśnie dla Ciebie. Choć nie zawsze uda się tu wypocząć w ciszy i spokoju, to przynajmniej gwarantuję, że znajdziesz się wśród niecodziennego i niesamowitego krajobrazu. Moim zdaniem bajeczna Balos, przypomina Karaiby, to właśnie dzięki temu świetnie czuć się tu będzie każdy fan snorkelingu. Dużo zależy też od tego, czy trafisz tu przed, w trakcie czy po tzw. sezonie. W dużej mierze termin przyjazdu czy przypłynięcia w to miejsce determinuje liczbę turystów oraz subiektywny odbiór wrażeń z eksploracji tej części Krety.

Warto podkreślić, że ten unikalny obszar nie bez powodu otoczono ochroną w ramach programu NATURA2000. Ma na to też wpływ występowanie tutaj rzadkich gatunków roślin i ptaków, dlatego przestrzeń ta jest wyjątkowa nie tylko dla leniwych turystów, ale i fanów fotografii przyrodniczej. W ukrytych, podwodnych grotach na świat nadal przychodzą śródziemnomorskie foki, a w okolicy można spotkać duże żółwie morskie, także przy dużej dawce szczęścia może uda się je zobaczyć na własne oczy.

Warto wybrać się na punkt widokowy, z którego roznosi się piękny widok na Cap Tigani, co po grecku oznacza „patelnię”. Jeśli latem spędzicie tu kilka godzin, łatwo domyślicie się skąd wzięła się ta nazwa. W oddali widać też wyspę o nazwie Imeri Gramvoussa, która uznawana jest za ich historyczną siedzibę piratów. Na wyspie tej znajduje się XVI-wieczna wenecka twierdza i być może ukryte, skradzione pirackie łupy. Pytanie jest proste, czy nie zabraknie Ci odwagi by odebrać je piratom?

B jak Balos

Laguna Balos to magiczne miejsce, które przyciąga turystów z całego świata. Kolor wody w lagunie jest wielobarwny, więc powiedzieć, że woda jest tu czysta i błękitna to za mało. Mnogość tych odcieni sprawiła, że pokochałem to miejsce od pierwszego wejrzenia. Gdy połączymy to wszystko z białym piaskiem, który miejscami staje się różowy w wyniku roztarcia milionów muszli i koralowców, wówczas będziemy mieli jasność, że jest to jedno z piękniejszych miejsc na naszej planecie.

Niestety człowiek również przysłużył się do pokolorowania tego pięknego miejsca, zarówno plastikiem ze słomek, korków od butelek czy opakowań po jedzeniu. W takich momentach myślę, że człowiek jest gatunkiem silnie dążącym do autodestrukcji i nie umiem tego pojąć, szczególnie, że tyle mówi się o ekologii i o tym, że mamy tylko jedną planetę, więc powinniśmy ją szanować. Co gorsza na tej pięknej plaży nie brakuje również kawałków czarnego mazutu, czyli niskiej jakości ciężkiego oleju napędowego, który wycieka m.in. z tankowców, następnie osiada na dnie laguny i skałach, gdzie woda morska wyrzuca go na brzeg w postaci czarnych gumowatych bryłek. Szkoda by było, by za kilkadziesiąt lat, ta lazurowa laguna zamieniła się w czarną plażę, która będzie niebezpieczna dla ludzi, za ich samych przyczyną. Smutno jest patrzeć, jak człowiek zachowuje się jak swój największy wróg i sukcesywnie prowadzi autodestrukcyjne działania. 

C jak ciekawostki i ceny

 Jak dotrzeć do Laguny Balos?

Możliwości jest kilka, można dojechać wynajętym autem, lub by było taniej liczyć na odrobinę szczęścia i łapać stopa. Można też wybrać droższą opcję i dopłynąć tu łodzią. Łodzie wypływają np. z Kastelli Kissamou, a bilety można kupić na własną rękę lub wykupić wycieczkę z biura podróży. Trzeba tylko pamiętać, że przed i po sezonie nie pływają tu żadne turystyczne statki. O cenach za tą przyjemność będzie poniżej, także czytajcie uważnie. Widziałem też ludzi, którzy dotarli tu rowerami lub postawili na trekking (serio szacun, mając na uwadze 40 stopniowe upały, w których mi przyszło eksplorować to miejsce). Droga do raju z uwagi na widoki jest piękna, ale sama nawierzchnia szosy pozostawia wiele do życzenia. Jest to wąska, szutrowa droga, która prowadzi przez najbardziej wysunięty na zachód półwysep Krety. Dlatego jeśli nie jesteś zbyt dobrym kierowcą musisz rozważyć tę opcję dotarcia na Balos. Podróż tę bez wątpienia uprzyjemniają tutejsze kozy (tylko bez głupich skojarzeń proszę). Spokojnie spacerują i zaglądają do aut licząc, że dostaną coś smacznego od turystów.

Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu liczyć?

Cena rejsu na Balos w sezonie wynosi 27 euro w obie strony. W ramach wycieczki promem jest też około półtoragodzinny pobyt na wysepce Gramvousa położonej niedaleko Balos Beach. Rejsy na plażę Balos wypływają z portu w Kissamos, do którego z kolei dojedziecie busami np. z Chanii. Na statkach kupisz przekąski, souvlaki i alkohol, licz się tylko z tym, że ceny są wyższe niż w restauracjach na lądzie. Obowiązują również zniżki, jest np. bilet studencki tańszy o 4 euro. Dodatkowo każda osoba, która tu przypływa musi poza tym zapłacić 1 euro na rzecz utrzymania Laguny Balos. Opłatę tę uiścicie również przyjeżdżając autem i można ją potraktować jako opłatę parkingową. Jedno jest pewne, bez względu, którą opcję wybierzecie, każda z tych cen jest warta tych widoków. Dodatkowo na samej plaży można wypożyczyć leżaki i parasol (cały zestaw to koszt 10 € za cały dzień). Warto też przygotować owoce lub warzywa dla kóz, czasem potrafią stanąć na drodze niczym celnicy, których warto czymś smacznym przekupić.

Czy jest w pobliżu parking?

Jeśli pokonamy ośmiokilometrowy odcinek drogi szutrowej, musimy jeszcze mieć na względzie kolejne 2 km spaceru z samego parkingu do bajecznej plaży. Zajmuje to około 30 minut, ale sam spacer po kamienistej dróżce wynagradzają zapierające dech w piersi punkty widokowe. W sezonie parkingi są często szczelnie wypełnione samochodami. Dlatego jeśli chcesz dojechać tam autem, zdecydowanie wybierz się jak najwcześniej, gdyż miejsc parkingowych nie ma wiele. Jeśli dotrzecie tam po południu dodatkowo dolicz sobie kolejne kilometry spaceru od miejsca zaparkowanego przez Ciebie auta. Niestety kolejka zaparkowanych aut przy wąskiej drodze, gdy wracałem już z Laguny, ciągnęła się przez wiele kilometrów. Warto też dodać, że parking jest pilnie strzeżony, przez szukające cienia kozy i ja to szanuję.

 

Czy na miejscu są restauracje i sklepy?

Na samej plaży jest mały bar z przekąskami i napojami, także jak nie zabierzesz ze sobą prowiantu czy napojów nie zginiesz z pragnienia czy głodu. Nie wiem niestety, czy sklepik ten jest czynny poza sezonem, dlatego mimo wszystko polecam zabrać ze sobą coś do zjedzenia i wypicia.

Co zabrać na Balos?

Wybierając się tutaj trzeba pamiętać o założeniu nakrycia głowy i wygodnych butów. Świetnie sprawdzą się tu trekkingowe sandały lub sportowe buty na nieco grubszej podeszwie. To wszystko z uwagi na palące słońce i kamienie, których na trasie czeka dość sporo. Nie zapomnij o kremie z filtrem do opalania, czy okularach przeciwsłonecznych. Warto też zabrać ze sobą wspomniany powyżej prowiant i napoje.

Podsumowanie

Laguna Balos to moim zdaniem jedna z najlepszych atrakcji Krety, którą zdecydowanie polecam dopisać do listy miejsc wartych zobaczenia przed śmiercią. To miejsce absolutnie niezwykłe nie tylko dla plażowiczów, którzy oczekują od plaży czegoś więcej niż skrawka piasku i możliwości kąpieli w czystej wodzie. Wizyta w tym miejscu jest bowiem przede wszystkim doświadczeniem estetycznym, namiastką egzotyki w granicach Europy, istnym rajem dla fotografów. To prawdziwa kreteńska wizytówka, można ją też uznać za wizytówkę całej Grecji. Pamiętaj, że najlepszym sposobem na uniknięcie tłumów jest wizyta tu poza sezonem, np. w kwietniu lub październiku. Jeśli doczytałeś do tego miejsca, to dziękuję, że przebyłeś wraz ze mną tę wyprawę do raju. Mam nadzieję, że podobało się Tobie nie mniej niż mi. Teraz wybierz się tam koniecznie osobiście i daj znać jak się plażowało. Do następnego razu, kłaniam się nisko i trzymaj się zdrowo. 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Aga i Adam oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM



#Polska #Kreta #Laguna Balos #Grecja
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Grecja | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Grecja | Laguna Balos| Fotograf Polska | Fotograf Kreta | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kreta| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Laguna Balos | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Grecji | Zwiedzanie Krety | Kreta zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Laguna Balos| Raj na Krecie | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Krety | Wycieczki po Grecji | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Grecja atrakcje turystyczne | Turysta| Laguna | Balos 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Romanów

ABC O DWORZE, KTÓRY NIE JEDNĄ
TAJEMNICĘ W SWYCH MURACH SKRYWA
 

Cześć, dziś zabieram Was w podróż na Podlasie. Wyruszamy do domu rodzinnego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nazwiska chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać, bo mowa jest o autorze m.in. „Starej baśni”. Moim zdaniem jest jednym z najbardziej wszechstronnych talentów w historii literatury polskiej. Szkoda, że mym subiektywnym zdaniem, dzisiaj jest zapominany czy lekceważony. Smutnym jest fakt, że na lekcjach języka polskiego do książek, z których ma się kształcić kwiat polskiej inteligencji trafiają chociażby parafrazy tekstów piosenek Zenka Martyniuka „Przez twe oczy zielone”. W takich momentach pytam Quo vadis Polsko? Tym bardziej czuję się dziś zobowiązany przypomnieć, że mamy zdecydowanie bardziej utalentowanych literatów, niż Pan Zenek. Dla przykładu sam Ignacy Kraszewski był autorem ponad dwustu wyjątkowych powieści, ale był również utalentowanym malarzem oraz publicystą. Nie każdy wie, że pisał również dzieła podróżnicze, np.: “Wspomnienia Polesia, Wołynia i Litwy”. Zapisał się w dziejach także jako pierwszy polski prywatny kolekcjoner zdjęć. Zbierał zwłaszcza fotografie niszczejących zabytków, których akcje inwentaryzacyjne zresztą sam osobiście prowadził. Człowiek ten imponować powinien nam swą pracowitością, dla mnie był to absolutny gigant. Nie zabrakło w jego życiu również pikanterii. Na nudę na pewno nie narzekał, nie brakowało w jego życiorysie romansów, skandali erotycznych i historii szpiegowskich. W swym dossier posiadał również momenty z życia, w których mowa była o zażywaniu narkotyków. Postać więc wielobarwna, ale zdecydowanie bardziej ambitna od tekstów autora nurtu disco polo. To dlatego dziś skupię się na podróży do korzeni, czyli wyprawie do Romanowa, w którym mieszkał, żył i tworzył pod opieką swej babci ten wielowymiarowy twórca Ignacy. Czas też na małe ABC o tajemnicach z tamtejszego dworu. Przenosimy się do malowniczego zakątka Południowego Podlasia. Wypoczniemy wśród lasów, łąk i pól, gdzie znajduje się Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zapnijcie pasy, ruszamy.

 

A jak atrakcje Romanowa

Wyprawa do Romanowa to dla mnie podróż w czasie. Przyjazd do wsi znajdującej się około 30 kilometrów od Włodawy i 50 od Białej Podlaskiej to świetna okazja, by  miło spędzić czas w otaczającym okazały dwór, XVIII-wiecznym ogrodzie. Już po przekroczeniu bramy wjazdowej, gdy moim oczom ukazał się niesamowity dwór, poczułem niezwykłą atmosferę tego miejsca. Podobne odczucia miałem, gdy zawitałem kiedyś do Żelazowej Woli, gdzie żył i tworzył Fryderyk Chopin, ale o tym będzie pewnie innym razem. Nie będę jednak ukrywał, że budynek w obecnej postaci, został odbudowany dopiero w 1962 roku i odrestaurowano go w kształcie, jaki nadał mu Kajetan (brat Ignacego Kraszewskiego). To od tego roku, mieści się w tym miejscu Muzeum,  które dba o pamięć o Kraszewskim i czynne jest po dziś dzień.  W środku budynku znaleźć można oryginalne pamiątki związane z pisarzem, na przykład srebrny zegarek z monogramem oraz wydania jego dzieł i czasopisma, do których pisywał. Zarzucano Kraszewskiemu m.in. działalność agenturalną, a motywy jego działań do dziś nie są do końca wyjaśnione, zastanawiającym jest też fakt, że potomkowie Kraszewskiego zadbali o to, by życie pisarza pod wieloma względami pozostało owiane tajemnicą. Tym bardziej jestem ciekaw, co jeszcze skrywały mury tego dworu. 

B jak brat Ignacego Kraszewskiego

Kajetan, to brat Ignacego, który zajmował się astronomią, kolekcjonował rękopisy i starodruki, rysował, pisał opowiadania, ale i książki historyczne. Wszystkie te talenty niestety schodziły na drugi plan, przy osiągnięciach brata. Kajetan – chociaż był zdecydowanie mniej sławny, ale nie mniej wszechstronny Kajetan, to nie żywił ani zazdrości, ani urazy do brata. Dzieliło ich 15 lat różnicy, ale łączyła prawdziwa braterska miłość. Kajetan kochał również astronomię, urządził w Romanowie specjalne obserwatorium z unikalnymi jak na tamte czasy urządzeniami. Niestety nie przetrwało ono ostatniej wojny. Dziś w Romanowie mają ambicje pokazać Ignacego Kraszewskiego nie tylko najbardziej wszechstronnie, ale też upamiętnić jego rodzinę, co może wyróżnić to Muzeum z pośród innych w kraju czy poza granicami, które skupiają się na samym autorze „Starej Baśni”. 

C jak ceny i cennych kilka informacji

Kiedy można zwiedzać Muzeum?

Na dzień dzisiejszy budynku Muzeum nie zwiedzimy w poniedziałki, natomiast w pozostałe dni tygodnia dostępny jest dla turystów w następujących godzinach:

• Wtorek – 10.00-16.00
• Środa – 10.00-16.00
• Czwartek – 10.00-16.00
• Piątek – 10.00-16.00
• Sobota – 10.00-16.00
• Niedziela – 10.00-16.00

Przed wyprawą, polecam Wam sprawdzać zmiany dotyczące godzin otwarcia dla zwiedzających na stronie Muzeum: www.muzeumkraszewskiego.pl Jeśli chodzi natomiast o sam zabytkowy park, który znajduje się przy Muzeum, to można go zwiedzać codziennie od godz. 8:00 do zmierzchu.

Czy jest w pobliżu parking?

Parking znajduje się około 100 metrów przed Muzeum. Jest nowocześnie wykonany, ułożony z kostki i posiada oznaczone miejsce dla samochodu osoby niepełnosprawnej. Dojście do Muzeum wysypane jest grysem. Przed wejściem do budynku znajduje się podjazd dla wózków inwalidzkich, a jeśli zaistnieje potrzeba pracownicy Muzeum przystawiają tzw. schodołaz, który zastępując podjazd i umożliwia wjazd wózkiem do wewnątrz budynku. 


Czy są udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami?

W pomieszczeniach wystawienniczych znajdują się niskie progi, które przy nieznacznej pomocy asystenta nie stanowią istotnej bariery w przemieszczaniu się osób poruszających się na wózku. Pomieszczenia obszerne, futryny szerokie umożliwiające swobodne przemieszczanie. Eksponaty niedostępne do poznania dotykowego, brak opisów powiększonym drukiem oraz udogodnień technicznych dla osób słabowidzących. Muzeum dla osób niewidomych jest dostępne wyłącznie poprzez przekaz słowny przewodnika. W Muzeum znajduje się też toaleta przystosowana dla osób z niepełnosprawnością ruchową.

Ile kosztuje bilet?

Bilety ulgowe zakupicie w cenie 7 zł, natomiast normalne w cenie 10 zł, chyba, że jesteście w posiadaniu tzw. Karty Dużej Rodziny, wówczas Wasze bilety tańsze będą o 1 zł od cen standardowych. Naturalnie możecie wynająć przewodnika, wówczas opłata za niego wyniesie 30 zł, podobny koszt jest za lekcję muzealną. Jeśli poniesie Was wyobraźnia i np. zechcecie zostać tam na dłużej, będziecie mogli rozpalić ognisko, wówczas musicie liczyć się z płatnością rzędu 50 zł. Jest tylko prośba tańce nago i wywoływanie duchów, przy ognisku, może nie być mile widziane. Zdradzę też Wam, że w Muzeum tym są dni bezpłatnego wstępu na ekspozycję stałą i zależnie od miesiąca, są to różne dni:

• Styczeń – wtorek
• Luty – środa
• Marzec – czwartek
• Kwiecień – piątek
• Maj – wtorek
• Czerwiec – środa
• Lipiec – czwartek
• Sierpień – piątek
• Wrzesień – wtorek
• Październik – środa
• Listopad – czwartek
• Grudzień – piątek



Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie Muzeum?

Dużo zależy od tego jak mocno interesuje Was twórczość rodziny Kraszewskich. Bez wątpienia sporo czasu można też przy dobrej pogodzie spędzić w pobliskim parku. Dlatego trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć i zamknąć całość zwiedzania w jednolite ramy czasowe. Ja w tym miejscu byłem niespełna dwie godziny, co oczywiście nie oznacza, że Wy nie zostaniecie tu na dłużej, lub nie skrócicie czasu pobytu nawet o połowę.

Czy poza Dworem w Romanowie  jest jeszcze w okolicy coś wartego zobaczenia?

Wybierając się na Podlasie, musicie wiedzieć, że jest tu wiele urokliwych miejsc, które warto zobaczyć. Na pewno warto wybrać się nad Bug, zobaczyć chociażby Sławatycze, Jabłeczną, Kodeń czy Włodawę. Lista ta zdecydowanie może być dłuższa, ale wszystko jest kwestią czasu, który możecie przeznaczyć na odkrywanie tutejszych pięknych okolic.

Podsumowanie

W miejsce do którego dziś zawitaliśmy można obejrzeć liczne pamiątki po pisarzu i rodzinie Kraszewskich. To tu można zadumać się nad ilością dzieł, które stworzył, podziwiać też renesansową wszechstronność jego talentów. Prócz stałej ekspozycji poświęconej życiu i twórczość samego Ignacego można tu zwiedzać liczne wystawy czasowe, poszerzające wiedzę nie tylko o dorobku pisarza, ale i samej epoce, w której żył. Dla mnie była to sentymentalna podróż w czasie, której warto było doświadczyć. Wystrój tutejszego średniozamożnego dworu szlacheckiego, pozwala na spacer do przeszłości. Warto też pospacerować alejkami czy przysiąść na ławeczce z pisarzem i wraz z nim podumać przy wtórze szumu starych drzew. Można też Ananaski sobie wyobrazić, że w tym właśnie miejscu dawniej Kajetan wzniósł ananasarnię, w której z powodzeniem hodował ananasy – jak słodko. To w takim miejscu łatwo dojść (tylko bez skojarzeń) do właściwych konceptów. Cieszę się też, że zamiast utworów typu „Oczy zielone” mogłem właśnie tam posłuchać pięknie śpiewających ptaków. Niesamowite jest to, że rosnące tam dziś grabowe aleje i niebotyczne świerki pamiętają małego jeszcze Kraszewskiego. On sam jako dzieciak, był bardzo niepokorny, natomiast już jako dorosły wyjątkowo płodny, jeśli chodzi o twórczość, był autorem największej liczby wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem został siódmym twórcą na świecie). Możliwość zobaczenia oryginałów z pośród Jego dzieł jest również czymś wyjątkowym. Bez wątpienia było warto tu przyjechać i wiem, że tu jeszcze powrócę.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM
#Polska #Podlasie #Romanów #Poland
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Stara Baśń | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Józef Ignacy Kraszewski| Fotograf Polska | Fotograf Podlasie | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Podlaskie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Romanów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Polski| Zwiedzanie Romanowa | Podlasie zwiedzanie | Romanów atrakcje | Romanów co zobaczyć | Romanów zwiedzanie | Romanów atrakcje | Atrakcje Romanów | Dwór w Romanowie | Co warto zobaczyć na Podlasiu | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Traveler | Wycieczki po świecie | Podlasie w weekend | Polska atrakcje turystyczne | Turystyka | Polska| Podlasie | Romanów🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Elia Vouvon

ABC O DRZEWIE,KTÓRE PRZYCIĄGA
DZIESIĄTKI TYSIĘCY TURYSTÓW

Kalimera lub kalispera, zależnie o której czytacie dzisiejszy wpis. Tym greckim powitaniem zachęcę Was do kolejnej wyprawy ze mną. Dziś zabieram Was w podróż pod jedno niezwykłe drzewo, Grecy nazywają je „monumentalnym drzewem oliwnym z Vouves” lub po prostu „Elia Vouvon”. Mając na uwadze liczbę lat, które przeżyła ta roślina,  jest ona bez wątpienia jedyna w swoim rodzaju, myślę, że nie jedno widziała, nie jednego doświadczyła i nie jedną tajemnicę skrywa. Tym bardziej zainspirowała mnie do krótkiego wpisu. Przyszedł więc czas na ABC o jednym z najstarszych drzew świata, a najprawdopodobniej jednym najstarszych drzew oliwnych, które rośnie po dzień dzisiejszy na Ziemi. Zachowajmy jednak pewną chronologię i zacznijmy od samego początku. 

A jak atrakcja stara jak świat 

Pochodzi jeszcze z epoki antyku, czasów wspaniałości starożytnej Grecji. Wciąż rośnie i znajduje się na Krecie w północno-zachodniej części tego kraju w małej wiosce  o nazwie Ano Vouves w pobliżu Chani. Jej pień sięga 4,67 metra średnicy i osiąga 12,5 metra wysokości. Drzewo należy do gatunku oliwki europejskiej. To długowieczne drzewa, których zwykle długość życia szacuje się na około 1000 lat. Ciekawostką jest to, że na Krecie rośnie więcej takich żywych monumentów historii.  Widać warunki pogodowe sprzyjają niektórym roślinom do takiej długowieczności. Tą najstarszą z nich niektórzy naukowcy datują na nawet 4000 lat, choć istnieje w tej kwestii spór, gdyż wielu przedstawicieli świata nauki daje jej nawet 1000 lat mniej, co i tak dla mnie osobiście jest imponującym wynikiem, bo gdyby przyjąć że coś co żyje, ma około 3000 lat, to czy to nie może zrobić na nas wrażenia?  

B jak brak komercji

Jeśli wybieram się w takie miejsce, często spodziewam się najgorszego, w końcu jest tu coś naj, czyli jedno z najstarszych drzew oliwnych świata. Co mam przez to na myśli, że spodziewam się najgorszego? To, że jak tylko dojadę na miejsce i wysiądę z auta „zaatakują”  mnie potencjalni sprzedawcy, którzy będą chcieli sprzedać mi pamiątki z nadrukiem drzewa oliwnego na wszystkim od tshirtów po bieliznę. Spodziewam się lizaków, cukierków i ciasteczek w kształcie pnia oraz pamiątkowych magnesów w kształcie listków za kilka euro za sztukę czy lodów o smaku oliwek, choć to ostatnie chętnie bym zaryzykował, mimo iż fanem smaku oliwek nie jestem. Dodatkowo obawiałem się, że do drzewa nie będzie można blisko podejść, że ktoś uważnie będzie pilnował tego pomnika przyrody, a w koło będzie stała spora grupa turystów, więc i tak nie będzie szans na wykonanie zdjęcia bez ludzi w tle. Spodziewałem się jeszcze biletów parkingowych, sporego muzeum, również biletowanego oraz nachalnych przewodników, którzy oprowadzą mnie po okolicy i zaprowadzą pod najważniejsze miejsce tej części Krety. No i się rozczarowałem, tak ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nic takiego tam nie ma miejsca, słowo komercja na szczęście nie zniszczyło tej przestrzeni i pewnie dlatego ta roślina tam nadal rośnie i ma się całkiem dobrze. Przyznam się Wam, że bardzo lubię się tak rozczarowywać. Zdradzę Wam też jeszcze, że na pierwszy rzut oka, drzewo to wydaje się bardzo duże, gdy podejdziecie bliżej, przekonacie się też wówczas, że jest już puste w środku. Spokojnie można oglądać czy dotykać dowoli – dendrofile i Ci co lubią przytulać się do drzew, będą zadowoleni. Jeśli spytacie o moje odczucia i wrażenia. Dla mnie osobiście świadomość, że widzę roślinę, której gałązkami prawdopodobnie dekorowano głowy zwycięzców podczas olimpiady w Atenach jest wystarczające i pozostawia tak duże oraz niezapomniane wrażenie, że nie trzeba mi do szczęścia więcej. Teraz zrozumcie, jak mało wymagający jestem. Reasumując – warto było tu przed śmiercią przyjechać. Kolejny punkt z mojej listy miejsc do zobaczenia za życia uważam za zrealizowany.

C jak ceny i cennych kilka informacji

Ile kosztuje bilet?

Żeby zobaczyć drzewo nie ma żadnych opłat. Można je oglądać zupełnie za darmo.

Czy Elia Vouvon jest najstarszym drzewem na świecie?

W 100% pewnie nikt nie będzie w stanie tego udowodnić. Moim zdaniem nie można tego wykluczyć, choć świat nauki podaje, że starszym drzewem na świecie jest „Methuselah”, który jest okazem sosny długowiecznej, żyjącej na Ziemi już około 4550 lat. Drzewo to rośnie w Górach Białych w Kalifornii i również rok rocznie odwiedza je wielu turystów. Nie jest to jednak ostatnie słowo, gdyż drzewem uznawanym za najstarsze na świecie jest Świerk Norweski w Dalarna. Ten rekordzista rośnie na szwedzkim pasmie górskim w Parku Narodowym Fulufjället od 9500 lat i aż trudno mi w to uwierzyć. Jedno jest pewne, te dwie rośliny również chcę zobaczyć na własne oczy. Jednak jeśli spytacie czy Elia Vouvon jest obok „sióstr Noego” z Libanu najstarszym drzewem oliwnym na świecie, wówczas nie będę miał wątpliwości i odpowiem twierdząco.

Czy poza drzewem  jest jeszcze w okolicy coś wartego uwagi?

Jadąc do Ano Vouves zobaczycie sporo pięknych miejsc. Jeśli lubicie widoki na góry czy gaje oliwne, zdecydowanie będziecie zadowoleni. Obok drzewa znajduje się również muzeum, gdzie w trzech pomieszczeniach zebrano sprzęt do wyrabiania oliwy. Opisy, które tam się znajdują są niestety tylko w języku greckim, więc jeśli nie będziecie tam ze znajomym, który zna ich rodzimy język, to za wiele nie wyczytacie. Naturalnie w samej okolicy warto jest wybrać się do Chani, by zobaczyć tamtejszy port czy latarnię, ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.

Czy można w okolicy coś zjeść?

Tak zaraz obok drzewa i małego muzeum znajduje się tawerna, w której będziecie mogli spróbować lokalnych specjałów.

Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?

Trudne jest to pytanie, gdyż wiele osób nie spędzi przy tym drzewie więcej niż kwadrans, ale znajdą się i tacy co pół dnia przy nim będą chcieli pokontemplować. Dlatego sprawa ta jest bardzo indywidualna i niech taką pozostanie.

Czy drzewa oliwne miały dla Greków szczególne znaczenie?

Gałęzie drzewa oliwnego były bardzo ważne dla Greków już od starożytności. Nagrodę w postaci gałązek oliwnych dziko rosnącego drzewa, które zostały ucięte za pomocą złotego sierpa oraz wieńców z nich zrobionych, dostawali zwycięzcy Igrzysk Olimpijskich. Ludzie wówczas wierzyli, że obdarowywany gałązkami otrzymywał poprzez nie siłę oraz witalność. Dziś liczba drzew oliwnych na Krecie wynosi  około kilkadziesiąt milionów. Uprawianie drzew oliwnych było od początku tradycją Greków i do dzisiaj zwyczaj ten nie uległ zmianie. Praktycznie każda rodzina zamieszkująca Kretę ma przynajmniej jeden gaj oliwny, co pozwala na zapasy oliwek oraz oliwy na cały rok. To też Kreta słynie dziś z jednych z najlepszych oliw na świecie, a wynika to właśnie z tak wieloletniej tradycji upraw tych roślin.

Podsumowanie

Rocznie roślina ta przyciąga około 20 tysięcy turystów do miejscowości Vouves. Po dzisiejszym wpisie może i Wy dołączcie do tych osób,  które podobnie jak ja zapragnęli zobaczyć na żywo ten monument. W samym miasteczku Vouves nie ma wielu atrakcji do zobaczenia, w zamian tutaj poczujecie magię tego jednego miejsca, gdy poświęcicie mu więcej uwagi, zobaczycie, że ptaki nucą historię, którą przeżyjecie wraz z nimi, jeśli stać Was na wewnętrzny spokój i cierpliwość. Kiedy czytam opinie innych, na temat tego miejsca,  że: „szału nie robi”, „byłem widziałem, ale strata czasu” itd. zastanawiam się wówczas, czego Ci ludzie oczekiwali, że raptem drzewo zatańczy, zaśpiewa na ich widok, a może zacznie sikać oliwą z konaru prosto na twarz każdemu z turystów? Rozumiem, każdy ma prawo do własnej opinii, każdy ma też swoje poczucie estetyki, ale pamiętajcie jeśli decydujecie się tu przyjechać, to jedziecie zobaczyć drzewo, bardzo stare drzewo, nie miejcie więc wyobrażeń, że jest magiczne w dosłownym tego słowa znaczeniu. Być może odjedziecie z tego miejsca z wielkim rozczarowaniem, mówiąc: „nie było warto”, ale to już sami musicie przeżyć, ocenić i doświadczyć, jeśli tylko nie zabraknie Ci czasu, odwagi czy pieniędzy, by odkryć to miejsce w bliższej lub dalszej przyszłości. Dajcie znać jeśli zaryzykujecie i wiedzcie, że ja ponoszę odpowiedzialność wyłącznie za moje wyprawy. 

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Crete #Grecja #Elia Vouvon #Chania
#Blog Podróżniczy #Patronite  #Vouves

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Elia Vouvon | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Vouves  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja |Vouves| Chania | Crete🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ARKADI

KRETA – ABC O KLASZTORZE MONI ARKADIOU

 

Dziś zabieram Was do jednego z najbardziej znanych klasztorów znajdujących się na greckiej wyspie Krecie. Moni Arkadiou lub jak wolicie Arkadi, bo o nim będzie mowa, to nie tylko piękny klasztor, ale dla Kreteńczyków to symbol, położony między gajami oliwnymi. Jest to bez wątpienia iście magiczne miejsce, którego niesamowitą atmosferę odczuwa się od momentu przekroczenia bramy klasztornej. Ogromne wrażenie zrobił na mnie dziedziniec, na którym nie brakuje wypoczywających rozleniwionych kotów. Dlaczego jest to symbol spytacie? Dla Greków, ale przede wszystkim dla Kreteńczyków, jest pomnikiem męczeństwa i walki o niepodległość oraz miejsce pamięci narodowej. Ale do tej historii jeszcze później wrócimy. Zasiądźcie wygodnie przed monitorami, czas na ABC o Arkadi. Dziś postaram się przekazać Wam choć namiastkę tego, co powinniście zobaczyć na własne oczy przed śmiercią. To co gotowi? Zorbę i naszą grecką przygodę, czas wreszcie rozpocząć.

A jak Arkadi 

Wyprawę do Arkadi, planowałem od dawna. Klasztor ten wpisałem na listę miejsc, które chcę koniecznie zobaczyć. Ta historyczna budowla położona jest na 500-metrowym wzniesieniu w odległości około 25 km na południowy wschód od miasta Rethymno w południowo-wschodniej części Krety. Choć sama data powstania klasztoru, nie jest dokładnie znana, istnienie tego miejsca poświadczone jest co najmniej od średniowiecza. Zabudowania w obecnej postaci pochodzą głównie z XVI stulecia, co nie wyklucza istnienia tam klasztoru już dużo wcześniej (niektóre źródła podają, że powstał prawdopodobnie w X-XI wieku). Nie to jest dla mnie dziś najważniejsze, bo nie o daty w podróżach mi przede wszystkim chodzi. Ja bardziej staram się poczuć klimat przestrzeni w której się znajduję i bez wątpienia to miejsce ma wyjątkową atmosferę. Ten Barokowy klasztor jest też (niestety) częstym celem pielgrzymek, dlatego uchwycenie kadrów bez obecności ludzi, nie zawsze jest takie oczywiste i czasem wymaga cierpliwości i sprytu. Naturalnie i sami turyści nie zawsze potrafią się zachować, przez co potrafią psuć klimat i podniosłość miejsca. Ta urokliwa przestrzeń jest ku mojemu zdziwieniu pełna świetnie zachowanych eksponatów. Fantastycznie utrzymany jest również sam zabytek z licznymi freskami, ikonami i malowidłami z czasów świetności tego obiektu, choć na kościelnej fasadzie wciąż można dostrzec ślady walki z 1866 roku. Urzekać może jeszcze coś innego, jeśli Wam się poszczęści i nie będzie zbyt wielu turystów, spotkacie w środku totalny spokój dla którego warto odwiedzić tę perłę Krety. Jednak nie zawsze w niej było tak spokojnie i warto zdawać sobie jednak sprawę, że nie zawsze było to miejsce oazy, wypoczynku czy modlitwy.

B jak brutalna historia

W listopadzie 1866 roku armia turecka licząca około 15 tysięcy żołnierzy zaatakowała klasztor, w którym ukrywało się 700 kobiet i dzieci oraz kilkuset powstańców. Po krótkim oblężeniu monasteru Turcy wdarli się przez wyłom w murach. Kobiety i dzieci ukryły się w prochowni, gdzie pozostali w sytuacji bez wyjścia i zdecydowano wówczas o wysadzeniu się w powietrze. Zginęli wtedy niemalże wszyscy ukrywający się wraz z licznymi atakującymi ich żołnierzami tureckimi. Dzisiaj można wejść do pozbawionej dachu krypty, w której rozegrała się ta ogromna tragedia. W tamtych latach o tym wydarzeniu dość głośno było w całej Europie. Wydarzenie to miało duży wpływa na powstanie Republiki Krety w roku 1898. To m.in. dlatego dla mieszkańców Krety, ale i wszystkich Greków stanowi dziś miejsce pamięci narodowej, będąc pomnikiem męczeństwa i walk niepodległościowych. Jest dla wielu synonimem walki o wolność i wyrazem buntu wobec tureckiej okupacji. Po dziś dzień szczątki ofiar spoczywają w mauzoleum usytuowanym przed klasztorem, a w jego muzeum przechowywane są pamiątki o tej powstańczej tragedii. Nigdy nie ogarniam swoim umysłem, dlaczego musi dochodzić do takich okrucieństw. Choć wiem, że kto się świnią urodził, to kanarkiem nie umrze, to i tak zrozumieć motywów działań wojennych do dziś nie potrafię, ale i tu podjęcia decyzji o wysadzeniu się w powietrze, też do końca zrozumieć nie umiem.

C jak cenne informacje i ceny

Ile kosztuje bilet?

Bilet wstępu na teren klasztoru kosztuje 3 €, cena wg mnie nie jest wygórowana i będąc na Krecie warto jest odwiedzić to miejsce. Moim zdaniem być na Krecie i tu nie dotrzeć, to grzech i to ciężki, za który powinno się chłostać (pozdrowienia dla wszystkich członków radzieckiego klubu BDSM).

Czy trzeba mieć odpowiedni strój?

Warto też pamiętać o tym, że jest to klasztor, więc zadbajcie o odpowiedni strój. Tutejsi mnisi nie są może tak rygorystyczni, jak w innych klasztorach, mimo to wg mnie wypada zachować się stosownie do tego miejsca, szczególnie mając na względzie, jego tragiczną historię. Gdybyście jednak zapomnieli w upale o stosownym ubraniu, bez obaw – zaraz przy wejściu była możliwość wypożyczenia zwiewnych chust, którymi można się okryć. Napisałem była, gdyż nie wiem jednak, czy obecnie w czasach postępującej pandemii, nie wycofano możliwości wypożyczania tych wierzchnich okryć.

Jak dojechać do klasztoru?

Zdecydowanie najlepszy i najwygodniejszy dojazd jest wypożyczonym samochodem, a jeśli chodzi o komunikację miejską, to oczywiście dojeżdża też autobus do klasztoru, cena biletu wynosi kilka euro. Kurs wyrusza z dworca głównego w Rethymno. Jeśli chodzi natomiast o taksówki, jest to drogi interes, ale jeśli ktoś nie wypożycza auta i nie lubi komunikacji zbiorowej, wówczas można i tak. Kto bogatemu zabroni?

Czy na miejscu jest parking?

Pewnie zastanawiacie się też, czy jest gdzie zaparkować w pobliżu? Tak obok klasztoru znajdziecie żwirowy parking, a znajduje się on dosłownie przed klasztornymi murami. Dodatkowo podkreślę, że parking był bezpłatny.

Czy można kupić tam pamiątki?

Lokalny sklepik oferuje różne pamiątki oraz miody z własnej pasieki, a do biletu przy wejściu otrzymać możecie broszurę z informacjami o historii klasztoru i tym co za jego murami warto jest zwiedzić. Ceny są przystępne, dlatego warto się zainteresować.

Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?

Trzeba sobie na to miejsce przeznaczyć od jednej do około dwóch lub nawet więcej godzin. Jeśli oprócz zwiedzania chcecie tam po prostu przysiąść na chwilę, by pokontemplować, lub traficie na tłumy, a uznacie, że koniecznie chcecie mieć zdjęcia bez turystów, wówczas warto zarezerwować sobie nieco więcej czasu na to miejsce.

Jakie są godziny otwarcia obiektu?

Na stronie obiektu podane są następujące godziny, w których można go zwiedzać:

kwiecień – maj 09:00 do 19:00

czerwiec – sierpień 09:00 do 20:00

wrzesień październik 09:00 do 19:00

listopad 09:00 do 17:00

grudzień – marzec 09:00 do 16:00

(warto jest się też upewnić i sprawdzić, czy godziny otwarcia nie uległy zmianom, dla pewności podam ich stronę: www.arkadimonastery.gr)

Czy wolno tam fotografować?

Nie ma chyba nic gorszego niż kupno biletu, po czym otrzymanie informacji, że w danym miejscu nie wolno fotografować. Tutaj nie musicie się obawiać, bo co do zasady wolno robić zdjęcia, ale w kilku miejscach obowiązuje zakaz fotografowania, o czym informują stosowne tabliczki.

Co ciekawego można jeszcze zobaczyć w okolicy?

Region Arkadian jest bogaty w żyzne gleby i znajdują się tam winnice oraz gaje oliwne. Nie brakuje tu pięknych drzewostanów sosny, dębu czy cyprysów. Sam płaskowyż, na którym spoczywa klasztor jest otoczony przez wzgórza. Po zachodniej stronie płaskowyżu znajdują się wąwozowy o bogatej szacie roślinnej. Warto też wybrać się do pobliskiego miasta Rethymnonu, ale o tym więcej będzie w kolejnych wpisach z moich podróży.

Podsumowanie

Podsumuję tę wyprawę krótko, miejsce te potrafi oczarować, a życzliwi mnisi, którzy chcieli mi oddać kota, który pokochał mnie od pierwszego wejrzenia, zaskoczyli mnie swoją otwartością, zarówno na turystów, jak i na nowe technologie. Sam klasztor jest miejscem pięknym oraz niezwykłym i choć dla wielu brzmi to banalnie, to zrozumie się to dopiero, gdy przekroczy się jego progi i poczuje ten unikatowy klimat. Dawno nikt nie tchnął we mnie tyle spokoju co to miejsce, a zapach tamtejszych róż, pozostanie ze mną w pamięci już na zawsze. Bez wątpienia ten wenecki monastyr Krety wzbudził też mój szacunek i zmusił do refleksji na temat heroicznego poświęcenia, patriotyzmu i dążeniu do wolności nawet za cenę życia. Nie będę też ukrywał, że moim zdaniem jest jedną z najpiękniejszych weneckich budowli na całej wyspie i strasznie się cieszę, że mogę już odhaczyć to miejsce z listy obowiązkowych punktów do zobaczenia przed śmiercią. Na koniec przypomnę Wam, o różnych formach wsparcia mojego bloga: możecie np. udostępnić wpis na swojej facebookowej tablicy, wysłać mi nudeski na priv, lub wesprzeć na Patronite, do którego link znajdziecie tutaj (mile widziana będzie jedna z 3 opcji do wyboru). Z góry WIELKIE DZIĘKI za Wasze wsparcie 🙂

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Crete #Grecja #Lublin #Blog Podróżniczy
 #Patronite #Arkadi Monastery

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji |  zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja  | Crete🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Lubliner Festiwal

ABC o pierwszym Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie

A jak afirmacja kulturą żydowską

Jesteśmy na półmetku pierwszej edycji nowego wydarzenia w przestrzeni kulturalnej miasta. Festiwal Kultury Żydowskiej – Lubliner Festival to unikatowy projekt. Przybliży turystom i mieszkańcom miasta kulturę żydowską, a wszystko za sprawą wielu koncertów, spektakli, spotkań i działań edukacyjnych. Jedno jest pewne organizatorzy zagwarantowali różnorodny program festiwalu. Dziś np. można było zadać pytania rabinowi, dzięki spotkaniu z Naczelnym Rabinem Polski Michaelem Schudrichem. Choć organizatorzy planowali spotkanie twarzą twarz z rabinem, finalnie zapytać można Go było tylko online. Na żywo za to wieczorem można było posłuchać dziś muzyki na Placu po Farze, gdzie miał miejsce koncert zespołu Kroke oraz zespołu Symcha Keller. 

B jak brawo dla organizatorów

Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc,  która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: „starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.

 

C jak co jeszcze będzie się działo?

Jedno jest jeszcze pewne, warto skorzystać z tego co jeszcze przed nami. Poniżej zamieszczam Wam program na kolejne dni Festiwalu. Warto jest znaleźć coś dla siebie. Częstujcie się:

Dzień 4, 11.09 – piątek

godz. 12.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
Szklane negatywy – pokaz filmu dokumentalnego oraz spotkanie z reżyserem Janem Borowcem
(pokaz zamknięty)
godz. 16.00, on-line, www.lublinerfestival.pl, Facebook/ Festiwal Kultury Żydowskiej w Lublinie
Sensacje w lubelskiej prasie w języku jidysz – spotkanie z dr hab. Adamem Kopciowskim
godz. 19.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Wirydarz
Roth/Zimpel/Zemler – koncert Alexa Rotha Alex Roth Music, Wacław Zimpela i Huberta Zemlera
Wydarzenie we współpracy z FestivALT

Dzień 5 – 12.09, sobota
godz. 17.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
Z nadzieją przez życie – recital Alony Szostak
godz. 20.30, Jesziwa, ul. Lubartowska 85
Hawdala i Melawe Malka – Chasydzka celebracja zakończenia szabatu, spotkanie muzyczne z Symchą Kellerem

Dzień 6 – 13.09 – niedziela
godz. 11.00, cmentarz żydowski, ul. Kalinowszczyzna
Zwiedzanie starego cmentarza żydowskiego – z przewodnikiem dr hab. Andrzejem Trzcińskim
godz. 12.00, start – cmentarz żydowski, ul. Kalinowszczyzna
Spacer po żydowskim Lublinie – z przewodniczką Joanną Krauze
godz. 18.00, Centrum Kultury w Lublinie, ul. Peowiaków 12, Sala Widowiskowa
także on-line, www.lublinerfestival.pl, Facebook/ Festiwal Kultury Żydowskiej w Lublinie
Nasz żydowski Lublin – panel dyskusyjny z udziałem Moniki Adamczyk-Garbowskiej, Symchy Kellera, dr hab. Adama Kopciowskiego oraz Piotra Nazaruka

Pamiętajcie też, że wstęp na wszystkie wydarzenia w ramach Festiwalu jest wolny, ale organizowane są one zgodnie z reżimem sanitarnym. Ilość miejsc ograniczona, decyduje więc kolejność przybycia, nie zapominajcie również o maseczkach i wypełnieniu niezbędnej dokumentacji, którą przygotowali organizatorzy. Konieczna będzie też dezynfekcja rąk przed wejściem na teren wydarzeń oraz utrzymywanie dystansu społecznego. Więcej na temat samego festwialu znajdziecie na stronie www.lublinerfestival.pl – serdecznie polecam.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Lubliner Festiwal #lubelskie #rafalbil#Lublin #blog podróżniczy
 #patronite #Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotografowanie |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Lublinie|  zwiedzanie Lublina| Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Lublin atrakcje | Atrakcje Lublin | Lubelskie | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Lublinie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Lublin atrakcje turystyczne | Festiwalu Kultury Żydowskiej w Lublinie  | Lubliner Festiwal🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o Szczebrzeszynie

CO WARTO ZOBACZYĆ W SZCZEBRZESZYNIE?

Dziś zabiorę Was do Szczebrzeszyna, wracamy więc na szlak renesansu lubelskiego. Miejsce do którego zawitamy jest kolejnym małym miasteczkiem, które znajduje się w południowo – wschodniej Polsce i to w eksplorowanym od dłuższego czasu przeze mnie województwie lubelskim. To miasteczko jest jednak wyjątkowe i nie tylko dlatego, że znajduje się w powiecie zamojskim, a do Zamojszczyzny, jako regionu mam od dziecka słabość. Ma jednak dużo więcej aspektów unikalnych, które dziś postaram się Wam przybliżyć. Mało kto wie, że jest jednym z najstarszych miast na Lubelszczyźnie. Prawa miejskie ma nieprzerwanie od 1352 roku. Obecnie, żyją tu bardzo gościnni i mili ludzie, a samo miasto ma sporo do zaoferowania dla podróżników. Z resztą przekonajcie się sami, bo nadszedł czas na ABC o tym miejscu, w którym podobno „chrząszcz brzmi w trzcinie”. Dziś będziemy mogli się o tym przekonać, czy nie jest to tylko chwyt marketingowy z premedytacją wykorzystywany do promocji miasta.

A jak atrakcje

Miasto zaskoczyło mnie ilością pomników bajkowego Chrząszcza z wiersza Jana Brzechwy oraz najgęstszej w Polsce sieci wąwozów lessowych. Szczebrzeszyn znajduje się na terenie otuliny Roztoczańskiego Parku Narodowego oraz Szczebrzeszyńskiego Parku Krajobrazowego. A to dopiero początek atrakcji tej części Polski. Od razu swą uwagę przykuwa na mnie wielokulturowość. Ścierały się tutaj różne kultury i religie: katolicy, Żydzi, kalwini, bracia polscy. O tej bogatej i różnorodnej przeszłości świadczą pozostałe budowle, które dopełniają obrazu ciekawego układu urbanistycznego miasta. Przekonajcie się więc sami – co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie?

Prawosławna Cerkiew Zaśnięcia NMP

To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że  w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.

Cmentarz żydowski w Szczebrzeszynie

Gdy przeczytałem rekomendację tego miejsca na tripadvisorze: „Cmentarz strasznie zaniedbany, zarośnięty roślinnością do tego stopnia, że nie widać nagrobków. Nie polecam”, od razu wiedziałem, że mi się to miejsce może spodobać i nie myliłem się. Wg mnie zdecydowanie warto odwiedzić ten kirkut i nie tylko dlatego, że jest to jeden z największych tego typu miejsc na Lubelszczyźnie. Jeśli chcesz zobaczyć w gęstwinie macewy i poczuć wyjątkowy klimat, który tu panuje, wybierz się tu koniecznie. Miejsce to skrywa w sobie ogromny potencjał. Przestrzeń ta jest bardzo malownicza i idealnie polubiła się z moim aparatem. Jak pewnie się domyślacie, znajdziecie to miejsce tuż przy ul. Cmentarnej i tu chyba nikogo nie zaskoczyłem (wiem informacja ta jest tak błyskotliwa jak salceson za ladą w mięsnym, nie mniej jednak warto o tym wspomnieć). Jak podają różne źródła, miejsce to należy do najstarszych i najciekawszych w Polsce. Szacuje się, że cmentarz ten istnieje od 1593 roku. Ważne jest to, że mimo ogromnych zniszczeń, dokonanych przez Niemców w czasie wojny, większość nagrobków na szczęście ocalała.

Pomnik chrząszcza w Szczebrzeszynie

Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉

Stary Młyn

Dziś jest to już młyn elektryczny. Dawniej był to Młyn wodny. Budynek pochodzi z początku XX wieku i niezmiennie mieści się przy ul. Klukowskiego. Jest sporych rozmiarów, a jadąc główną trasą na pewno go nie przeoczycie. Czy można się nim zachwycić, no zdecydowanie nie, ale dla lubiących takie miejsca, gdzie ostro się niejedno młuci, to chyba warto zawitać.

Synagoga

Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu „Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków

Kościół Św. Mikołaja

Za czasów Górków kościół przejęto na zbór protestancki, po nabyciu miasta przez Jana Zamoyskiego przywrócona tu została parafia rzymskokatolicka. Murowany kościół pw. św. Mikołaja jest w stylu tzw. renesansu lubelskiego, którego szlakiem od dłuższego czasu podążam. Budowla wzniesiona została w latach 1610-1620. Kościół odbudowano po zniszczeniach wojennych około połowy XVII wieku. Budynek przeszedł też generalny remont po pożarze w 1754 roku oraz długotrwały remont w drugiej połowie XIX wieku, a po II wojnie światowej remont dachu. Obok kościoła znajduje się murowana dzwonnica oraz urokliwe religijne figury.

Wąwozy lessowe

Jeśli nie lubisz zwiedzać miast, ale szukasz idealnego miejsce na spacery czy przejażdżki rowerowe, to znajdziecie tu świetną alternatywę. W okolicy znajdziecie malowniczy obszar, który sprzyja wypoczynkowi na łonie natury. Na szlakach znajdziecie  oznakowania tras, także ruszajcie śmiało, nie da się zgubić, no chyba, że ktoś wybierze się z dziewczyną czy chłopakiem, żoną czy mężem i chce zgubić się celowo. Nie zapominajcie tylko, by nie zostawiać po sobie śmieci. Kto dziś nie lubi poszaleć na łonie natury i… bawić się w podchody czy ganianego  (zabawy z cyklu co mi zrobisz jak mnie złapiesz zawsze wzbudzają adrenalinę – zdecydowanie polecam). Przekornie nie zamieszczę poniżej zdjęć z moich zabaw, te wyłącznie są dostępne na only fans lub dla patronów. Więc z tego miejsca zachęcam do pozostania patronem mojego bloga. I tak się robi marketing level hard proszę Państwa 😀 Dobra bo znów zaczynam pisać głupoty – zwiedzajmy dalej. 

Rynek, ratusz oraz układ urbanistyczny

Jak już wspomniałem, miasto posiada ciekawy układ urbanistyczny, położone jest na  stokach wzgórz Roztocza, opadających łagodnie ku dolinie rzeki Wieprz. Centrum miasta zajmuje prostokątny, kształtem zbliżony do kwadratu rynek. Mam nieodparte wrażenie, że miał być kwadratowy, ale budowany po pijaku, no i trochę nie wyszło… Wiecie jak jest, różnie bywa, każdy miewa gorsze dni w robocie i ja to rozumiem 😉 Warto też zwrócić uwagę na zespół kamieniczek przyrynkowych, które pochodzą z XVII-XVIII wieku i przebudowywano je w końcu XIX i na początku XX wieku. Boki rynku skierowane są w cztery strony świata i to akurat budowniczym się udało – szacun dla ekipy budowlanej.

 

B jak bajki, bajeczki, legendy, du…

…dużo cennych opowieści

Kto nie lubi mrocznych czy ciekawych opowieści, a jeśli pochodzić mają wprost ze szczebrzeszyńskich podziemi, to wszystko nabiera jeszcze większej tajemniczości. Mieszkańcy mówią tu o istniejących pod miastem tunelach, korytarzach oraz lochach. Według przekazywanych z pokolenia na pokolenie legend tunele były wydrążone pod ziemią i biegły od zamku wzniesionego na Wzgórzu Zamkowym poza ówczesne mury miasta. Warto zapytać po co powstały? Prawdopodobnie miały służyć nie tylko gospodarzom zamku i żołnierzom, ale także często goszczącym na zamku w Szczebrzeszynie, jako drogi ucieczki w razie oblężenia miasta, i w celu bezpiecznego oddalenia się z oblężonego miejsca. Ich istnienie trzymano natomiast w tajemnicy. Mówi się również o sieci podziemnych korytarzy, które miałyby łączyć podziemia zamku z klasztorem i z kościołem parafialnym, a być może i z innymi ważnymi ówcześnie obiektami miasta. A jedna z legend wybiega jeszcze dalej i głosi, że jeden z podziemnych tuneli łączył Szczebrzeszyn z Zamościem. Ktoś może powiedzieć, że wydaje się to absurdalne, ale biorąc pod uwagę względy militarne i bezpieczeństwo obu ówczesnych miast, nie jest to wykluczone, że taki korytarz istniał. Istnieje również legenda mówiąca, że w czasie okupacji hitlerowskiej Niemcy penetrowali tunele pod Szczebrzeszynem. Pewnie każdy się zastanawia w jakim celu? Rzekomo widziano nawet jak hitlerowcy wnosili nocą do lochów tajemnicze skrzynie. Współcześnie wejścia do lochów zna nieliczne grono mieszkańców Szczebrzeszyna, a większość tych wejść jest dziś zasypana gruzem, ziemią lub w inny sposób zabezpieczona przed penetrowaniem. Z opisów osób, które w jakimś stopniu widziały odcinki tych podziemi wynikało, że tunele są wyłożone opoką wapienną. Podkreślano także, że podczas prób penetracji często natpotykano się na ludzkie kości, co jeszcze dodaje pewnej mroczności temu miejscu. Faktem jest to, że szczebrzeszyńskie podziemia nie zostały jeszcze przebadane przez archeologów i pewnie m.in. dlatego wokół tego miejsca jest jeszcze tyle niewiadomych.

Inną legendą jest ta o powstaniu kaplicy św. Leonarda. Głosi, ona że pewnego razu ze Szczebrzeszyna do Gorajca przemieszczał się niewielki oddział rycerzy, który wędrował wraz z wozami, na których znajdowały się bogactwa i różne rycerskie łupy. Zaraz na pierwszym wzgórzu przy ostatnim wozie konie odmówiły posłuszeństwa w dalszej podróży. Próbowano zmusić je batem do dalszej jazdy, ale to nie pomogło. Uznano, że wóz jest przeładowany, więc łupy zaczęto przekładać na inne wozy. Na ostatnim wozie zostało tylko trochę szpargałów i dobrze zabezpieczony obraz świętego Leonarda, który rycerz z Goraja zakupił po drodze w którymś z kościołów. Był to prezent dla nieuleczalnie chorego syna. Mimo tak małego ciężaru konie nadal nie ruszały z miejsca. Wielkie było zdziwienie rycerza, gdy rozkazał zdjąć z wozu obraz. Wówczas, konie ruszyły. Rycerz zarządził postój i z wyciętych w pobliżu drzew wybudowano kapliczkę, w której umieszczono obraz świętego. Ludność okoliczna uznała to miejsce za uświęcone. Zaczęto wokół tej kapliczki grzebać swoich zmarłych. To jeszcze nie koniec tej historii, bo rycerz powróciwszy do domu zastał zdrowego syna. Uznano to za cudowne uzdrowienie, a dla upamiętnienia tego wydarzenia, rodzina rycerza w miejscu kapliczki postawiła kościółek, w którym umieściła obraz świętego Leonarda. Kościół stoi do dziś, a wokół niego jest przepiękny cmentarz.

C jak szczebrzeszyńskie ciekawostki i co się dzieje z krową?

Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając tutaj. Mam nadzieję, że spodobała się Wam nasza dzisiejsza wyprawa online do miasta wielu kultur i religii, w której zamiast krów spotkałem tak wiele chrząszczy. Obiecuję się nie poddawać, podróże i poszukiwania będą trwały dalej.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie #lubelskie #rafalbil
#Szczebrzeszyn #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz  | Fotograf Szczebrzeszyn |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Szczebrzeszyn | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger |  Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Szczebrzeszynie| Lubelszczyzna zwiedzanie Szczebrzeszyna | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Szczebrzeszyn zwiedzanie | Szczebrzeszyn atrakcje | Atrakcje Szczebrzeszyn | Szczebrzeszyn | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Wojsławice | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Wycieczki po Szczebrzeszynie | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend | Szczebrzeszyn atrakcje turystyczne | 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020