Archiwum kategorii: Patronite

Noc Kultury 2018

Tegoroczna Nocy Kultury odbyła się z 2 na 3 czerwca. Dziś subiektywnie pokażemy Wam co godnego uwagi uchwyciły nasze obiektywy podczas tego wydarzenia. Zabierzemy Was ponownie na spacer po Lublinie w Noc Kultury 2018, a jeśli nie udało się Wam uczestniczyć w tym wydarzeniu, pokażemy Wam co tak naprawdę działo się w Lublinie w tamtą wyjątkową noc. Zaczniemy od naszego numeru 1, czyli kolorowych lampionów z latającymi rybami, które pływały w przestworzach z Placu Rybnego w kierunku Bramy Rybnej. Słowa uznania dla Jarosława Koziary, twórcy tej instalacji, który już wielokrotnie potrafił nadać kolorytu naszemu miastu, nie zawiódł i tym razem.

   

Miejscem numer 2, które również naszym zdaniem warto było odwiedzić,  było Podwale. To wg nas kolejny godny uwagi punkt programu tegorocznej Nocy Kultury. Poczuć się tam można było jak w krainie krawiectwa, a wszystko to za sprawą współpracy wielu twórców szeroko pojmowanej kultury, których spajał jeden mianownik. Spacer przestrzenią pełną krawatów, staników, tkanin, maszyn do szycia i różnych innych akcesoriów krawieckich to ciekawe doświadczenie i kreatywny pomysł organizatorów. To on zdecydowanie przypadł do gustu nie tylko dzieciom, ale i nam.

Na podium wydarzeń Nocy Kultury znalazła się też naszym zdaniem wyjątkowa brama – gdyż ją odkrywamy zmysłem węchu, a nie tylko wzroku. Dla lubiących zapachy mogła być nawet najciekawszym dla zmysłów punktem do odwiedzenia. Brama sensualna, bo tak ją określono, znajdowała się w ul. Ku Farze. Tu słowa uznania należą się dla Pawła „Totoro” Adamca i jego studentów, którzy wspólnie dali mieszkańcom Lublina i turystom możliwość czerpania radości z aromatów ziół w tym mięty, tymianku czy melisy. Nieopodal tej ulicy znajdowały się również kolejne ciekawe instalacje, dokładnie na Placu po Farze, na który również zawitaliśmy. Spotkaliśmy tam m.in. tzw. szeptuchy oraz miniaturę starego miasta.

Noc Kultury to czas kiedy bawić się mogą nie tylko dorośli, ale i dzieci. Tym najmłodszym szczególnie spodobać się mogło na Błoniach pod Zamkiem. Stworzono tam Strefę Twórczości i Inspiracji. Warsztaty i kreatywne zabawy umożliwiły spędzenie wspólnego czasu dzieciom i rodzicom przy twórczej i często edukacyjnej zabawie.

Jedno jest pewne, że wygodne buty na dłuższy spacer to podstawa podczas Nocy Kultury. Niestety przyznamy się od razu, że nie opisaliśmy i jednocześnie nie odnaleźliśmy wszystkich atrakcji przygotowanych przez organizatorów tegorocznej Nocy Kultury, za co wielkie brawa w stronę Warsztatów Kultury, gdyż mimo, że nachodziliśmy się dużo, to w ciągu jednej nocy, nie udało nam się zobaczyć wszystkich punktów programu Nocy Kultury. Ta mnogość wydarzeń to w naszej ocenie pozytyw, a nie negatyw tej imprezy. Spacerując po Lublinie w tą Noc zawitaliśmy również do Żmigrodu oraz browaru Perły i były to dwa słuszne kierunki na spacer nie tylko dla nas, ale i naszych obiektywów.

 

      

Warto zaznaczyć, że Noc Kultury to nie tylko stare miasto. W tym roku wybraliśmy się również do CSK tam trafiliśmy na Targi East end Art/Noc Concept Store’ów. Około 30 wystawców z branży lifestyle pokazało jak pojmują design, modę, sztukę. Tego dnia w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie można było nie tylko zobaczyć, ale i kupić produkty bezpośrednio od projektantów mody, artystów i designerów. Spacerując po CSK dotarliśmy też do miejsca szczególnego – przenieśliśmy się w czasie do końca lat 80. XX w. Ekspedycja ’88 daje możliwość bezpośredniego, wręcz dotykowego kontaktu z kolekcją unikalnych przedmiotów z tego okresu. Dotknąć znów m.in. adapter Bambino, walkman, maszynę do pisania, bony do Pewexu, komputer Commodore, aparat fotograficzny analogowy Zenit czy zegarek z melodyjkami Montana, ech to było coś. Łza się w oku zakręciła i miło było wspomnieć czasy naszego dzieciństwa. W CSK koniecznie musieliśmy również zajść na taras widokowy, szczególnie, że spacer po nim w nocnej porze w dni powszednie jest praktycznie niemożliwy.

 

Nie bylibyśmy jednak sobą gdybyśmy nie pozostali bezkrytyczni. Teraz słów kilka o minusach…. Główny to ten, że deptak był praktycznie w tym roku wyłączony z wydarzeń kulturalnych. Remonty spowodowały, że ciasne i tłoczne przejścia nie sprzyjały działaniom szeroko pojmowanej kultury, choć namiastki pewnych inicjatyw w tej części miasta udało się nam zarejestrować. Naszym zdaniem warto było w Noc Kultury omijać deptak, gdyż tam praktycznie nic ciekawego się nie wydarzyło lub działo się niewiele, a szkoda.

 

 #nockultury #lublin #nockultury2018
#fotografia #lublin #polska
#fotograflublin

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Co warto zobaczyć w Tel Awiwie – Rafał Podróżuje

Dziś zabieramy Was na wirtualną wyprawę do Izraela, a dokładnie do Tel Awiw-Jafa, zwyczajowo nazywanego Tel Awiwem. Pewnie wiecie, że jest drugim pod względem wielkości miastem Izraela leżącym nad Morzem Śródziemnym. Dziś przybliżymy czym pachnie Tel Awiw i od A do Z przybliżymy Wam kilka ciekawostek na temat „Nowego Jorku Bliskiego Wschodu”. Izrael znajduje się w rejonie klimatu Śródziemnomorskiego, który cechuje bardzo gorące i suche lato oraz wietrzna i deszczowa zima. Najlepszym terminem do odwiedzenia tej części Bliskiego Wschodu będzie wczesna wiosna, w miesiącach kwiecień-maj. Kiedy to temperatury nie przekraczają jeszcze 30 stopni Celsjusza. Natomiast jeśli nie przeszkadzają Wam tropikalne upały Tel Awiw możecie także odwiedzić w najcieplejszych miesiącach tzn. czerwiec-sierpień. W tym okresie temperatura często przekracza ponad 30 stopni. Najważniejsze jednak bez względu na pogodę by wybrać się do Tel Awiwu, a zaraz dowiecie się dlaczego? Wszystko to oczywiście obiektywnym punktem widzenia naszych apartów i subiektywnym zdaniem, które już nie raz mogliście poznać.

Tel Awiw został założony w 1909 na peryferiach starożytnego portu morskiego Jafa. Choć stolicą proklamowaną przez Izrael jest Jerozolima, to ONZ nie uznaje tego faktu, dlatego większość ambasad mieści się w Tel Awiwie. Co ciekawe w grudniu 2017 Prezydent USA Donald Trump oficjalnie uznał Jerozolimę za stolicę Izraela i wydał Departamentowi Stanu polecenie rozpoczęcia procedury przenoszenia amerykańskiej ambasady. Tel Awiw jest podzielony na dziewięć regionów, które powstały w sposób naturalny na przestrzeni dziejów miasta. Najstarszą częścią jest portowe miasto Jaffa, z którego narodził się właśnie Tel Awiw. Tyle tytułem wprowadzenia. Czas na nasz podróżny alfabet.

A jak Azja

Tel Awiw jest położony na kontynencie azjatyckim, na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Miasto leży na nadmorskiej równinie Szaron, na historycznej drodze lądowej łączącej Europę, Azję i Afrykę. Przyznaje się, że państwo na Bliskim Wschodzie położone jest w Azji Zachodniej na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy na północy z Libanem, na północnym wschodzie z Syrią, na wschodzie z Jordanią i na południowym zachodzie z Egiptem. Przylega do niego również Palestyna, czyli Zachodni Brzeg oraz Strefa Gazy kontrolowane przez tymczasową strukturę administracyjną: Palestyńskie Władze Narodowe zwane potocznie Autonomią Palestyńską. Zewnętrzne granice Palestyny są kontrolowane przez władze izraelskie.

B jak białe miasto Tel Awiw

Białe Miasto w Tel Awiwie odnosi się do zgrupowania około 5 tysięcy budynków wzniesionych w stylu Bauhaus. Większość budynków w mieście posiada biały kolor, dlatego Tel Awiw bywa nazywany właśnie „białym miastem”.  Zespół miejski Białego Miasta został umieszczony w 2003 na Liście światowego dziedzictwa UNESCO, jako największe na świecie skupisko budynków modernistycznych. Budynki te wykonali żydowscy architekci w latach 30 XX wieku, którzy w tym okresie wyemigrowali z Niemiec.

C jak ceny

Trzeba zaznaczyć, że Tel Awiw należy do czołówki najdroższych miast na świecie. Niektóre ceny są mocno zawyżone – biorąc pod uwagę, że za taki sam produkt w Europie płacimy dwukrotnie mniejszą cenę.  To co zauważyliśmy w Tel Awiwie, to to, że najwięcej zapłacimy w sklepach przy plaży. Tam towary potrafią być nawet kilkakrotnie droższe niż w marketach, które znajdują się w centrum miasta.  Mamy dla Was dobrą radę, jeśli chcecie poznać smak i zapach Tel Awiwu, zabierzcie ze sobą większą gotówkę.

 

D jak dojazd

Tel Awiw posiada Port Lotniczy Ben Gurion obsługują je m.in. linie lotnicze: Arkia Israel Airlines, Ayit Aviation and Tourism, Elrom Airways, Israir, Aerosvit, Air Malta, Air Baltic, Air Canada, Air France, Air Slovakia, AlItalia, American Airlines, Austrian Airlines, British Airways, Brussels Airlines, Bulgarian Air, Czech Airlines, EL AL, Finnair, Germania Express, Iberia, Lufthansa, Malev, South African Airways, SpanAir, Swiss, Thomas Cook Airlines, ThomsonFly, Turkish Airlines, LOT, KLM, Sun D’or International Airlines. My korzystaliśmy z usług LOTu, a lot z Lublina trwał około 4h 30 min.

 E jak edukacja

W Izraelu jest najwyższa średnia pod względem długości trwania nauki szkolnej w Południowo-Zachodniej Azji i jest razem z Japonią na drugim miejscu w całej Azji (po Korei Południowej). Przyjęte Państwowe Prawo Edukacji podzieliło izraelski system edukacji na pięć typów szkół: świeckie, religijne, ultraortodoksyjne, komunalne i arabskie. Edukacja w Izraelu jest obowiązkowa dla dzieci i młodzieży w wieku od trzech do osiemnastu lat. Nauka jest podzielona na trzy poziomy: szkoła podstawowa (klasy 1–6), szkoła średnia (klasy 7–9) i liceum (klasy 10–12) – zakończone egzaminem maturalnym.  Po otrzymaniu świadectwa maturalnego młodzież może kontynuować naukę na wyższych uczelniach. Warto wspomnieć o szkołach wojskowych, które szkolą przyszłych żołnierzy zawodowych i techników w wyspecjalizowanym zakresie wymaganym przez Siły Obronne Izraela. Jesziwy natomiast to szkoły średnie, najczęściej z internatem, osobne dla chłopców i dziewcząt, uzupełniają świeckie programy nauczania o intensywne studia religijne i promują przestrzeganie tradycji i żydowskiego stylu życia. Liczne szkoły ogólnokształcące oferują naukę rozmaitych zawodów, od księgowości po mechanikę, elektronikę, hotelarstwo, grafikę użytkową i inne. Młodzież, która nie uczęszcza do żadnego z powyższych typów szkół, musi na podstawie ustawy o praktykach/szkolnictwie zawodowym uczyć się zawodu w jednej z uprawnionych szkół zawodowych. Podsumowując trzeba podkreślić, że Izrael jest jednym z najlepiej wykształconych krajów na świecie z największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów przeliczając na mieszkańca i znaczna ich część mieszka właśnie w Tel Awiwe.

F jak falafel

Będąc w Tel Awiwie koniecznie wybierzcie się na izraelski klasyk, którego warto spróbować – mowa o falafelu. Smażone kotleciki z ciecierzycy, pietruszki i czosnku w pysznej delikatnej picie. Dostać go można niemal wszędzie, warto jednak wyszukać miejsca polecane przez mieszkańców Tel Awiwu, by wybrać te, które są najbardziej godne spróbowania.

G jak gwiazda Dawida

Zwana jest też tarczą Dawida znana jest jako pieczęć Salomona, jest przez wielu uznawana jako symbol judaizmu. Gwiazda Dawida znajduje się na obecnej fladze Izraela.

H jak hummus

Izrael to przede wszystkim hummus. Znajdziemy go wszędzie, nie tylko w Tel Awiwie. Jest pyszny, delikatny, kremowy, idealnie przyprawiony i podany z cudownymi dodatkami – sokiem z cytryny, aromatyczną oliwą, orzeszkami pinii, grillowaną papryką, i opcjonalnie bardzo aromatycznymi pastami. Często podawany jest z kuminem i kolendrą. Do wyboru do koloru, delikatniejszy, ostrzejszy – każdy znajdzie coś dla siebie.

H jak herb

W 1934 władze miejskie Tel Awiwu doszły do wniosku, że nadszedł czas na stworzenie własnego herbu, który stworzył artysta Nahum Gutman. Umieszczona w centrum logo latarnia morska nawiązuje do starego portu Tel Awiwu, który przez wiele lat służył jako brama do kraju dla tysięcy imigrantów. W 1959 przy okazji 50-tej rocznicy Tel Awiwu zmieniono wygląd herbu. Dodano baldachim w kształcie budynków mieszkalnych, co sugeruje ogromną rozbudowę miasta.

I jak Izrael

Pisząc o Tel Awiwie nie wypada nie wspomnieć o państwie w którym się znajduje. Kraj ten jest około 14 razy mniejszy od Polski, a główną religią jest tu judaizm. Mało kto wie, że pełna nazwa kraju to „Państwo Izrael” i mieszka tam kilka tysięcy Polaków. Walutą jest nowy szekel izraelski, który w przybliżeniu ma równowartość jednej złotówki, dzięki czemu łatwo jest przeliczyć, ile co kosztuje w sklepach. Ciekawostką jest również to, że po USA, Izrael ma największą na świecie flotę samolotów. Pewnie nie każdy też wie, że sam Einstein odrzucił propozycje objęcia stanowiska prezydenta w Izraelu, trudno jest nam jednak powiedzieć dlaczego. Sami mieszkańcy mamy wrażenie zróżnicowani podobnie jak kraj, jedni życzliwi i mili,  a inni wyrachowani i nieuprzejmi.

J jak jedzenie

Teraz słów kilka o tym co my lubimy w podróżach ogromnie, czyli kilka słów o jedzeniu. Na słodko i słono, na ostro i gorzko wszystko to oddzielnie, ale i w połączeniach daje nam wachlarz nowych doznań dla kubków smakowych. Zaczniemy od podpłomyków, które najlepsze są wyjęte prosto z pieca. Jest to nic innego jak ciasto chlebka w kształcie pity, który ma na wierzchu mnóstwo aromatycznego zataru, grube plastry ogromnych zielonych oliwek, grudki słonego białego sera, taki lokalny odpowiednik lubelskiego cebularza. Warto też spróbować szakszuki, która jest idealna na śniadanie. Czym jest szakszuka –  jajka w pomidorach, papryce i cebuli z bukietem aromatycznych ziół i zieloną pietruszką niekiedy podawane z bakłażanem i serem,  a całość podana na patelni. Sam wygląd szakszuki utwierdza w przekonaniu, że to wybór na śniadanie najlepszy z możliwych.  Warto też zjeść humus, o którym pisaliśmy powyżej, próbować soków z egzotycznych owoców i izraelskie pieczywo.

K jak Karmel

Prawdziwy charakter Tel Awiwu i jego smak możemy poznać na Bazarze Karmel. Dostaniemy tutaj smaczne warzywa i owoce, ale i różne mięsa czy pieczywa. Znajdziemy tu również pamiątki i różne produkty  prosto z Tel Awiwu. Targowisko te jest bez wątpienia największe w Tel Awiwie. Uważamy, że przylatując do Izraela obowiązkowym punktem wyjazdu jest odwiedzanie różnego rodzaju bazarów. Karmel Market – to targ tętniący lokalnym życiem. Kupimy tam w korzystnych cenach bardzo różne produkty. Warto próbować owoce i warzywa, gdyż ich smak różni się od tych, które znajdziemy w polskich marketach. Targowisk i pchlich targów jest sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

L  jak lotnisko

Lotnisko Ben Gurion znajduje się jedynie około 17 kilometrów od centrum Tel Awiwu. Najszybszym i najtańszym sposobem dostania się do centrum jest pociąg lub wynajęcie auta, my zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję. Jeśli jednak zdecydujecie się na pociąg to koszt za bilet to około 16 szekli. Zdecydowanie odradzamy korzystanie z usług taksówek, a dlaczego? Tak dla przykładu – koszt przejazdu z lotniska do centrum to około 160 szekli. Przypomnijmy, że za tą krótką przyjemność przejechania około 17 kilometrowego odcinku, to przyznajcie dość wygórowana cena. Ale jeśli lubicie wydawać pieniądze na 20 minutowe fanaberie, to czemu nie.

M jak meczety

Meczet al-Bahr nazywany także Meczet El-Bahar, lub Meczet El-Mina to najstarszy meczet, zlokalizowany na Starym Mieście Akki, na północy Izraela. Jest to uroczy mały meczet na tle Morza Śródziemnego, nie jest jednak jedynym. Z innych obiektów sakralnych należy wymienić słynny Meczet Hassan Bek wybudowany w 1916 r. na nadbrzeżu oraz Meczet Mahamoudia pochodzący z 1812 r.

 N jak nazwa

Nazwa Tel Awiw w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Wzgórze Wiosny”. Samo słowo Tel Awiw jest hebrajskim tytułem noweli wydanej w 1902 przez Teodora Herzla pt. Altneuland (pol. Stara Nowa Ziemia). Hebrajskie słowo aviv jest tłumaczone jako „wiosna”, i symbolizuje odnowienie. Natomiast słowo tell oznacza miejsce archeologiczne, w którym znajdują się pozostałości dawnych osad. Etymologicznie słowa Jaffa albo Yafo natomiast wywodzi się od hebrajskich słów yafah lub yofi oznaczających „piękny” lub „piękno”.

 

O jak obronność kraju

Czy w Tel Awiwie jest bezpiecznie? Wiele osób wzbrania się przed wylotem do Izraela mając na uwadze obecną sytuację polityczną.  W naszej ocenie miasto jest bardzo dobrze chronione zarówno przez żołnierzy jak i bardzo dużą liczbę tajnych agentów służb specjalnych. Wyglądający jak normalni ludzie wmieszani w tłum dbają o bezpieczeństwo i ochronę kraju oraz obywateli. Jest ich najwięcej w najbardziej zatłoczonych i turystycznych miejscach. Tutaj cały czas jesteśmy obserwowani, choć często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. To z czym mogliśmy się spotkać to bramki wykrywające metal przy wejściu do wszystkich centrów handlowych, dworców autobusowych i kolejowych. Nasz bagażnik samochodu był np. sprawdzany przez ochronę jednego z większych marketów w centrum miasta. Podczas pobytu w Tel Awiwie ani razu nie czuliśmy się zagrożeni. Warto też podkreślić, że również zwykli obywatele są specjalnie przeszkoleni pod kątem militarnym. Pewnie mało kto wie, ale w Izraelu jest obowiązek służby wojskowej nie tylko dla mężczyzn, ale również kobiet. Wszyscy po ukończeniu 18 roku życia trafiają do wojska: chłopcy na trzy lata, a dziewczyny na dwa. Wyjątkiem są ortodoksyjni Żydzi oraz ich rodziny, którzy zwolnieni są ze służby wojskowej. W Izraelu przeznacza się bardzo dużo pieniędzy na armię oraz system obronny wszystko to ma swoje podłoże wynikające z aktualnej sytuacji politycznej. Na armię rocznie wydaje się około 15 miliardów dolarów. 

P jak przyroda

Władze miejskie prowadzą politykę przyjazną dla środowiska i realizują liczne projekty na rzecz tworzenia terenów zielonych, parków i ogrodów, pośrodku których wytyczono liczne trakty piesze. Ogółem w mieście znajduje się 250 ogrodów i zielonych placów zabaw, 22 bulwary, 128 zagajników i 6 parków.

 

 

P jak plaże

Tel Awiw ma w sumie około 14 kilometrów plaż. Tutejsze plaże są bardzo szerokie i zadbane o miękkim w dotyku piasku. Zażywając morskich kąpieli musimy być bardzo ostrożni ze względu na liczne meduzy. W Tel Awiwie znajdziemy również specjalne plaże: dla ortodoksyjnych Żydów – która oddzielona jest murem i na którą w zależności od dnia wchodzą jedynie mężczyźni lub kobiety, są również oddzielne plaże dla gejów, a nawet właścicieli psów czy naturystów. Najbardziej zaskakujące jednak były dla nas plaże wyznaczone wyłącznie dla wielbicieli siatkówki.

R jak religia

Tel Awiw jest miastem świeckim, jednak pomimo to, posiada około sto synagog, z których najważniejszą jest Wielka Synagoga. Tak duża liczba synagog wynika z przepisów religijnych judaizmu, wymagających bliskiego położenia bożnicy od miejsca zamieszkania. Z innych obiektów sakralnych należy wymienić wspomniany już Meczet Hassan Bek.

S jak Stara Jaffa

Będąc w Tel Awiwie koniecznie trzeba zwiedzić stare miasto w Jaffie. Z tego miejsca rozpoczął się rozwój miasta. Warto odwiedzić Jaffę z przewodnikiem ale i samo spacerowanie po wąskich odnowionych uliczkach wspinających się w górę i podziwianie pięknych widoków jest bardzo przyjemne. Chwilę wyciszenia znajdziemy w kościele pod wezwaniem Św. Piotra.

Dzisiejsza Jaffa to dzielnica teatrów, artystów i malarzy z licznymi galeriami sztuki. W porcie znajduje się także bardzo wiele klimatycznych restauracji oraz barów. Stare portowe hangary są świetnie zagospodarowanymi restauracjami, galeriami sztuki oraz klubami.

Ś jak  Święto szabat

Żydowskie święto szabat, rozpoczyna się dokładnie w piątek po zachodzie słońca i kończy się w sobotę po zachodzie słońca. Wówczas komunikacja miejska jest ograniczona do minimum, łatwiej podróżuje się wówczas autem, gdyż autostrady Izraela pustoszeją. Szabat to z hebrajskiego ‏שַׁבָּת‎ oznacza po prostu „odpoczynek”. Jest najważniejszym żydowskim świętem. W szabat wyznawcy judaizmu mają obowiązek zaprzestania wykonywania większych codziennych obowiązków, chodzenia do pracy, przemierzania dużych odległości, a nawet używania elektryczności.

T jak Targ

Pisaliśmy już o Karmelu, ale warto też wspomnieć o drugim bardzo popularnym oraz wartym odwiedzenia targu, a mianowicie o Jaffa Flea Market znajdującym się w starej dzielnicy Old Jaffa. Ten market – w odróżnieniu do całodziennego Carmel Market – budzi się do życia o wczesnym świcie i zasypia w godzinach popołudniowych, ale znajdziemy tam naprawdę unikatowe przedmioty.

U jak uuuu

Uuuu to takie nasze najlepsze z najlepszych w Tel Awiwie:
1. Najlepszy hummus jaki jedliśmy w życiu.
2. Tel Awiw posiada najstarszy port morski na świecie, który faktycznie jest warty zobaczenia, chociażby ze względu na jego wiekowść.
3. Warte obejrzenia jest też największe na świecie skupisko budynków modernistycznych o których wspominaliśmy pod literą B.

W jak wieżowce

Tel Awiw-Jafa jest z pierwszym miastem w Izraelu, w którym budowano wieżowce. W latach 60. XX wieku wyburzono część starej zabudowy miasta i wybudowano pierwsze drapacze chmur w kraju. Z czasem Tel Awiw rozwinął się jako wielka aglomeracja miejska z drapaczami chmur, nowoczesnymi biurowcami i centrami badawczo-naukowymi. W 1993 Tel Awiw został zaklasyfikowany jako metropolia globalna. Obecnie w Tel Awiwie znajduje się ponad 80 budynków o wysokości nie mniejszej niż 50 metrów i określa się to miasto jako Nowy Jork Bliskiego Wschodu,

Y jak yağmurluk czyli jarmułka

Yağmurluk to z języka tureckiego jarmułka, czyli nakrycie głowy noszone przez Żydów, okrywające włosy i szczyt głowy. Wedle żydowskich interpretacji pochodzi od aramejskiego zwrotu jira malka „szacunek wobec króla”. Noszenie jarmułki nie jest wymogiem Prawa (Tory), nie wywodzi się ani z Biblii, ani z Talmudu, lecz jest zwyczajem i prawdopodobnie należy szukać jego początków w kulturze Bliskiego Wschodu, gdzie przykryta głowa jest oznaką szacunku.

Z jak zabawa

Na koniec słów kilka o zabawie, czyli klubowej i artystycznej twarzy Tel Awiwu, czyli to, co jest właśnie wizytówką tego miasta. Niewiele osób wie bowiem, że Tel Awiw to nie tylko finansowa i dyplomatyczna stolica Izraela. Może i mieszczą się tutaj siedziby największych firm i ambasad, ale Białe Miasto jest przede wszystkim stolicą kulturalną. To miasto nie zasypia, a ludzie lubią dobrą zabawę. Po zachodzie słońca całe życie nocne przenosi się na jedną z głównych ulic Tel Awiwu – Allenby Street. Na ulicy tej znajduje się większa ilość klubów, barów oraz unikatowych knajpek. Podobnie i okolice Starej Jaffy należą do imprezowej strony miasta. Tel Awiw jest także ulubionym miejscem imprez gejów i lesbijek, ponieważ uważane jest za stolicę osób homoseksualnych. Na każdym kroku widoczne są kolorowe flagi oznaczające miejsca przyjazne środowiskom LGBT. Czy wynika to z wyrachowania i chęci przyciągnięcia klientów, czy chodzi o faktyczną życzliwość dla tych środowisk, tego pewnie nigdy nikt nie ustali.

Ż jak życzeń most w Parku na Wzniesieniu

Na sam koniec zabieramy Was do świata marzeń i życzeń. Zadając pytanie „co warto zobaczyć w Tel Awiwie?” – z pewnością trzeba również wspomnieć właśnie o Parku na Wzniesieniu z m.in. mostem życzeń. Z tego co ustaliliśmy, należy znaleźć swój znak zodiaku, położyć na nim rękę, spojrzeć na Tel Awiw i pomyśleć życzenie, czy się spełni, nie wiemy, ale warto próbować. Na samym wzgórzu znajduje się wyjątkowy punkt widokowy, do którego na pewno jeszcze kiedyś wrócimy. Tel Awiw okazał się bowiem jednym z tych miejsc do których warto wrócić.


linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Konkursy

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Miejsce w którym zatrzymał się czas, czyli Czarnobyl od A do Z – Rafał Podróżuje

Dziś zabieramy Was na wirtualną wyprawę po Ukrainie, a dokładnie do Czarnobyla. Mimo, że minęło już ponad 30 lat od wybuchu tamtejszego reaktora energii jądrowej, którego skutki odmieniły Europę, to my dziś odpowiemy na kilka pytań w tym na to, czy wyjazd do Czarnobyla jest bezpieczny i warty zachodu, choć  w tym przypadku wypada napisać bardziej wschodu? Chcemy też pokazać Wam, jak dziś wygląda Czarnobyl,  po ponad 30-tu latach po wybuchu. Oczywiście wszystko to niezmiennie, naszym subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Życzymy miłej lektury i czekamy na Wasze opinie w komentarzach na FB na temat Czarnobyla i Ukrainy. Jeszcze raz zapraszamy do zobaczenia Czarnobyla tak od A do Z, po naszemu. Wspólnie ustalmy co należy zobaczyć, a co  pominąć zwiedzając Czarnobyl i jego okolice.

 

A jak aprobata

Wyjazd do Czarnobyla już na samym starcie uważaliśmy za słuszny. Zwykle aprobatę na temat naszych wypraw wyrażamy na końcu w ogólnej ocenie wyprawy, a tym razem będzie nieco inaczej. Od samego początku uważaliśmy, że podróż ta jest godna uznania i dobra z wielu powodów, a dziś postanowiliśmy nasze założenia skonfrontować z rzeczywistością. W dalszej części przekonajcie się sami jakie są tego wyniki. Jedno możemy zdradzić już teraz – nie ulega wątpliwości, że wycieczka do Czarnobyla może być doskonałą, namacalną lekcją tragicznej historii i jest to jeden z wielu powodów dla których przynajmniej raz warto  się tam wybrać.

B jak bezpieczeństwo

Wyjazd na miejsce katastrofy wiąże się z pewnością z pytaniem o bezpieczeństwo. Temat to bardzo drażliwy i niejednoznaczny. Na forach internetowych można znaleźć mniej lub bardziej poważne wypowiedzi przestrzegające przed wizytą w strefie lub bagatelizujące wszelkiego rodzaju przestrogi. Jak jest tam naszym zdaniem – bezpiecznie czy jednak nie?

Zaczniemy dość przewrotnie, czyli od tego dlaczego może być niebezpiecznie?

Samo niebezpieczeństwo wiąże się z ogólnym stanem technicznym budynków w mieście takim jak Prypeć. Strefa jest od wielu lat plądrowana przez złomiarzy, którzy rozkradli nawet włazy przykrywające studzienki kanalizacyjne, dlatego warto patrzeć nie tylko na boki, ale i pod nogi. My do Prypeci wybraliśmy się zimą, gdzie poruszanie się po mieście utrudniały zaspy śnieżne. Dodatkowo trzeba też brać pod uwagę, że od ponad 30 lat tam nikt nie mieszka, a co za tym idzie, to w budynkach Prypeci spotkać można zwierzynę, która mogła zorganizować sobie w zadaszonych budynkach swoje legowiska. Dlatego spotkanie twarzą w twarz z dziką zwierzyną szczególnie w okresie lęgowym może nie należeć do przyjemnych. Uczulamy również, że niebezpiecznym jest wchodzenie na dachy budynków, które mogą w każdej chwili się zawalić, z resztą nie tylko stan dachów, ale i podłóg w wielu miejscach pozostawiał wiele do życzenia. Jednak czas robi swoje i dlatego trzeba być czujnym i zachować pewien rozsądek, kosztem unikatowych widoków do pięknych kadrów… (sami nie wierzymy, że to napisaliśmy).

 

 

Warto jest też postawić sobie pytanie – czy podczas krótkoterminowej wycieczki możemy sobie zaszkodzić, jeżeli pominiemy kwestie, że nie wpadniemy do studzienki kanalizacyjnej lub nie zjedzą nas niedźwiedzie, czy inna zwierzyna?

Najwięcej obaw i kontrowersji budzi wśród wielu internautów stopień samego napromieniowania. Zaczniemy może od tego, że faktem jest iż istnieje wiele miejsc na Ziemi, gdzie promieniowanie przewyższa wielokrotnie to z Czarnobyla. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że promieniowanie w samym Czarnobylu jest aktualnie mniejsze niż w Kijowie. Także mimo, że radiacji nie widać i nie czuć, to wiele osób nią straszy. Mamy jednak wrażenie że stojące przed Zoną tablice ostrzegające o silnym promieniowaniu mają większe działanie na świadomość i psychikę turysty, niż na faktyczne oddziaływanie na nasze zdrowie. Uważamy, że każdy kto wybierze się tam na jednodniową wyprawę nie od razu będzie świecił w nocy…, no my nie świeciliśmy, także piszemy to na podstawie autopsji. Trzeba jednak przyznać, że promieniowanie też jest tam zróżnicowane i niedaleko reaktora nr 4 czy tzw. „czerwonego lasu” stopień promieniowania jest większy niż w innych obszarach.

Skąd więc tyle obaw – czytając informacje ogólnodostępne w internecie – my nie wiemy, ale podejrzewamy, że wynika trochę z niewiedzy, choć mamy też na to inną teorię, że podtrzymywanie mitu Czarnobyla, może być też całkiem opłacalne dla organizatorów wycieczek.

Dla porównania jak mała jest dawka promieniowania, którą otrzymuje się w Czarnobylu, znaleźliśmy w Internecie ciekawe zestawienie z przykładami dotyczącymi poziomu promieniowania. Uważamy, że warto je tu przytoczyć:

  • 0,15 µSv / godzinę: normalny, codzienny, wynikający z natury, poziom promieniowania. Norma waha się od 0.08 do 1,0 µSv / godzinę
  • 0,14 µSv / godzinę: poziom promieniowania w Kijowie
  • 0,12 µSv / godzinę: poziom promieniowania w mieście Czarnobyl
  • 0,21 µSv / godzinę: poziom promieniowania w San Francisco
  • 8,0 µSv / godzinę: poziom (maksymalny) promieniowania w samolocie na wysokości przelotowej
  • 3,5 µSv / godzinę: punkt obserwacyjny bezpośrednio przy reaktorze atomowym numer 4 w Czarnobylu
  • 7000 µSv (7mSv) rentgen klatki piersiowej – całkiem mocna dawka, prawda?
  • 4 000 000 µSv (4Sv) Poziom jednorazowego napromieniowania, w którym możliwe jest jeszcze przeżycie przy odpowiedniej opiece medycznej
  • 8 000 000 µSv (8Sv) Dawka śmiertelna, człowiek umiera od razu
  • 25 000 000 µSv (25Sv) 5 minut po eksplozji reaktora w Czarnobylu w jego bezpośredniej bliskości. 
  •  

Wyjeżdżając do Czarnobyla przestrzega się tu w kwestii bezpieczeństwa przed dotykaniem rzeczy w Zonie. Spore dawki promieniowania skoncentrowane są podobno w niepozornych przedmiotach rozrzuconych po całym terenie. Wg nas nie ma się co martwic, większość oryginalnych przedmiotów i tak została już rozkradziona. Wiele rzeczy podrzucono tam „pod turystę”, by nie tracić „ducha tragedii”, co pachnie ściemą, tandetą i najbardziej nie spodobało się nam w ocenie całego wyjazdu. Każda wyprawa ma jakieś plusy, ale i minusy i tu zdecydowanie duży minus za czaszki zwierzyny leżące na śniegu, czy gazety z lat 90tych porozwalane po podłogach. Być może są turyści, których to pociąga – taka radioaktywna ściema i dziwny, sztuczny klimat, ale nie nas…,  także duży minus za to. Mitem jest również to, że dla bezpieczeństwa, należy pozbyć się odzieży, w której byliśmy w Czarnobylu lub założyć należy odzież ochronną. Z resztą więcej mitów poznacie później, a dokładnie pod literą M.

C jak Czarnobyl

Czarnobyl to niewielki ośrodek miejski, gdzie mieści się m.in. hostel „Dziesiątka”,  sklep spożywczy i parę budynków obsadzonych przez osoby ciągle pracujące na miejscu. Nie ma tu nic wielkiego do zobaczenia, może poza niewielką, plenerową wystawą robotów używanych do usuwania skutków czarnobylskiej tragedii oraz najprawdopodobniej jedynym stojącym jeszcze na Ukrainie pomnikiem Lenina. Ciekawostką jest, że nazwa samej miejscowości pochodzi od bylicy pospolitej, mającej ludową nazwę ukraińską czornobyl, która występowała w tej okolicy. Administracyjnie obecnie miasto to znajduje się w obwodzie kijowskim, w rejonie iwankowskim, u ujścia rzeki Usz do Prypeci. Znane jest na świecie ze względu na katastrofę atomową, która wydarzyła się co istotne w oddalonej o 18 kilometrów elektrowni jądrowej – nie będziemy ukrywać, że właśnie z tego względu postanowiliśmy się wybrać w ten zakątek świata. Dlatego pamiętajmy, że mówiąc o Czarnobylu używać będziemy przyjętego uproszczenia, którym posługuje się ogół społeczeństwa.

W Czarnobylu, a dokładniej na terenie samej elektrowni wciąż pracują naukowcy, którzy badają promieniowanie i stan zabezpieczonego reaktora, oraz sprawują kontrole nad innymi reaktorami. Otoczenie została objęte specjalną ochroną rządu, który stworzył 30 kilometrową zonę – strefę ochronną (ale o tym więcej później). Z miasteczka wysiedlono mieszkańców, a ciekawostką jest to, że pozostający w nim naukowcy, muszą przestrzegać ściśle wyznaczonych czasów przebywania w strefie. Obecnie w Czarnobylu (czasowo, w systemie zmianowym)  mieszka około 2,5 tysiąca osób – zarówno naukowców, pracowników różnych instytucji, wyspecjalizowanych przewodników, jak również ludzi pracujących w sektorze turystyczno-usługowym. Ukraińskie normy dotyczące czasu przebywania ludzi na terenie Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej „zony” ograniczają czas ich obecności od kilku do kilkunastu dni.

D jak duga

Duga nazwana jest  również Okiem Moskwy to nieużywana obecnie instalacja radzieckiego strategicznego radaru pozahoryzontalnego, który pracował w zakresie fal krótkich. Ogromna konstrukcja znajduje się nieopodal Czarnobyla i swym rozmiarem przyciągnęła uwagę naszych obiektywów. Znana wśród krótkofalowców i profesjonalnych użytkowników fal krótkich jest również jako Russian Woodpecker, czyli rosyjski dzięcioł. Instalacja służyła do wykrywania nadlatujących nad terytorium ZSRR pocisków balistycznych m.in. USA z głowicami nuklearnymi, jako jeden z ważnych elementów systemu wczesnego ostrzegania przed atakiem na ZSRR. Ostateczne zamknięcie obiektu nastąpiło w sierpniu 1988 roku. Planowana jest rozbiórka tego imponującego masztu, który na ten moment jest wyłącznie wielkim pomnikiem i atrakcją dla turystów przyjeżdżających do Zony.

  

 E jak elektrownia

Budowę elektrowni atomowej w Czarnobylu rozpoczęto w 1969 roku, a jej rozbudowa trwała praktycznie, aż do katastrofy w kwietniu 1986 roku. W tym czasie wybudowano cztery reaktory o mocy 1000 MW każdy. Tuż przed wypadkiem szacowano, że elektrownia dostarcza ok. 10% całkowitej energii elektrycznej dla Ukrainy i planowano jej dalszą rozbudowę.

Sama elektrownia leży w pobliżu miasta Prypeć na Ukrainie i co ciekawe nie w samym Czarnobylu, a około 18 km na północny zachód od niego. W pobliżu elektrowni jest również granica ukraińsko-białoruska. Dojazd do Kijowa to pokonanie trasy około 110 km.  W każdym razie musimy mieć świadomość, że jak już tam dotrzemy, to w skład elektrowni wchodzi nie jeden, a cztery reaktory, każdy o maksymalnej mocy 1 GW. Reaktor nr 1 uruchomiony został w roku 1977, po czym oddano do użytku reaktor nr 2 (1978), nr 3 (1981) i nr 4 (1983). W momencie wypadku trwała budowa kolejnych dwóch reaktorów nr 5 i nr 6, także o mocy 1 GW każdy.

F jak fakty

Ustalaliśmy już przed naszą wyprawą, jakie były główne przyczyny katastrofy, a zrobiliśmy to po to, by skonfrontować wiedzę z informacjami podawanymi przez przewodników na miejscu, wszystko po to aby ustalić fakty dotyczące przyczyn katastrofy. Co się potwierdziło, to to, że zarówno błędy konstrukcyjne reaktora w połączeniu z błędami proceduralnymi nie mogły dobrze się skończyć. Po katastrofie, z powodów politycznych, ZSRR eksponował głównie winę operatorów reaktora, gdyż ten był prostszy do wytłumaczenia na forach międzynarodowych.

G jak Geiger

Na czas wyprawy do Czarnobyla warto mieć ze sobą tak zwany licznik Geigera, a dokładnie Geigera-Mullera, bo pod taką pełną nazwą on występuje. Dzięki niemu zmierzymy fale promieniowania. Podczas pobytu używać można licznika dostarczonego przez firmy turystyczne organizujące wyprawy do zony.

Poziom napromieniowania odczytywaliśmy za pomocą jednostek miary zwanych Siwertami. Jest to jednostka duża, gdyż już dawka 1 Siwerta może spowodować u człowieka chorobę popromienną, dlatego też dzieli się ją na mniejsze jednostki, które wyświetlane są na liczniku Geigera.

  • 1 Siwert = 1 000 000 mikrosiwertów (µSv)
  • 1 milisiwert (mSv) = 1000 mikrosiwertów (µSv)

Dane wyświetlane na urządzeniu, którym posługiwaliśmy się na terenie czarnobylskiej zony, przedstawiają wartości właśnie w mikrosiwertach (µSv) na godzinę, czyli w najprostszym tłumaczeniu wskazują ilość napromieniowania, które otrzymuje nasze ciało, gdyby godzinę stało w miejscu, w którym dokonujemy odczytu.

H jak hotel

Pierwszym obiektem, który odwiedzają turyści po dotarciu do Prypeci jest hotel Polesie. Został zbudowany w połowie lat 70-tych, by przyjmować delegacje oraz gości odwiedzających elektrownię jądrową w Czarnobylu. Gdy Prypeć została ewakuowana, zakwaterowano tam specjalistów i wojskowych, wysłanych do przeprowadzenia akcji ratunkowej. Co ciekawe, nigdy nie nocowali tam żadni turyści, gdyż do miasta dostęp miały tylko osoby posiadające odpowiednie zezwolenia, by nie dopuścić nieodpowiednich osób do elektrowni w Czarnobylu. Na parterze mieściła się sala konferencyjna oraz restauracja. Na ostatnim piętrze znajduje się taras widokowy, z którego widać najważniejsze obiekty w mieście oraz elektrownię.

 

I jak iglasty las

Red forest to tzw. czerwony Las, zwany również Magicznym Lasem. Nazwa „Czerwony Las” pochodzi od czerwonego koloru sosen, które obumarły z powodu wchłonięcia wysokiej dawki promieniowania, wywołanej katastrofą. Oficjalnie, w wyniku przeprowadzenia akcji oczyszczania skażonej strefy Czerwony Las został zrównany z ziemią przy pomocy buldożerów, a napromieniowane drzewa zakopano w tzw. cmentarzysku odpadów promieniotwórczych. Okolice Czerwonego lasu stanowią jeden z najbardziej skażonych obszarów na świecie.

J jak jedzenie

Czarnobylu funkcjonuje obecnie stołówka, dodatkowo działa też hotel i straż pożarna. Jest też cerkiew oraz sklep spożywczy. Jedzenie w stołówce przygotowywane jest na miejscu z produktów kupowanych w Kijowie. Jednak nie należało do godnego polecenia.

K jak katastrofa

O czarnobylskiej katastrofie wie zapewne każdy, ponieważ z uwagi na niosące zagrożenie została ona bardzo mocno nagłośniona przez media. Elektrownia została zbudowana w 1977 roku, a kilkanaście lat później, dokładnie 26 kwietnie 1986 roku w wyniku przegrzania reaktora doszło do wybuchu wodoru i skażenia okolicy chmurą radioaktywną. Wypadek był błędem ludzkim, wynikłym z nieprawidłowo przeprowadzonego testu. Została rozerwana obudowa reaktora i budynek, w którym się mieścił. Doszło do bezpośredniej emisji do atmosfery i otoczenia elektrowni radioaktywnego pyłu grafitu, oraz uranu z wnętrza reaktora. W wyniku katastrofy w wybuchu zginęło jak podają różne źródła 30/31 osób, a kolejnych 200 zmarło w wyniku napromieniowania. Trzeba też zaznaczyć, że do katastrofy mogłoby nie dojść, gdyby próby testów samej elektrowni były podjęte wcześniej (przed jej uruchomieniem).

Analizując dokładniej całe zdarzenie, trzeba przyznać, że jak na ironię, katastrofa elektrowni w Czarnobylu zdarzyła się w trakcie testu, który miał służyć poprawie bezpieczeństwa. Test miał za zadanie sprawdzenie funkcjonowania systemu, który był odpowiedzialny za chłodzenie reaktora w sytuacji awaryjnej. Próbę uważano za całkowicie bezpieczną. Zakładano stopniowe obniżenie mocy reaktora, do ok. 1/3 w stosunku do normalnej. Po odcięciu dopływu wody do turbin, naukowcy mieli obserwować, czy taka ilość energii wystarcza do podtrzymania zasilania, nim rozpędzą się silniki spalinowe, odpowiedzialne za utrzymanie działania reaktorów w sytuacji awaryjnej. Sam test miał trwać minutę i pewnie, gdyby wiedziano jak dużym ryzykiem jest obarczony – realizowany byłby z większą rozwagą.

W nocy z 25 na 26 kwietnia pracownicy rozpoczęli obniżanie mocy reaktora. Jednak moc spadła bardziej niż planowano, czego wynikiem było tzw. zatrucie ksenonowe. Operatorzy zdecydowali się z powrotem podwyższyć moc reaktora, co było błędem i chyba główną przyczyną katastrofy. Załoga całkowicie straciła kontrolę nad reaktorem. O godz. 01:22 doszło do kolejnego spadku mocy. Co gorsze, mimo to eksperyment kontynuowano. Test rozpoczął się o godzinie 1:23. Po odłączeniu dopływu pary do pomp moc reaktora zaczęła gwałtownie rosnąć. W ciągu paru sekund kilkadziesiąt razy przekroczyła maksymalną moc reaktora. Błyskawicznie doszło do reakcji chemicznych, po których nastąpiła eksplozja wodoru. Wybuch rozsadził rdzeń reaktora i zerwał przykrywającą go, ważącą 2 tys. ton, stalową płytę. Do atmosfery przedostały się duże ilości substancji radioaktywnych. Skażeniu uległ nie tylko teren elektrowni i jej najbliższe otoczenie, ale znaczny obszar Europy.

Obecnie Czarnobyl to miejsce znane głównie z awarii reaktora jądrowego. W tamtejszej elektrowni  wydarzyła się największa katastrofa w dziejach energetyki jądrowej. Zdaniem raportu Forum Czarnobyla (w skład którego wchodziło WHO i ONZ), bezpośrednio w wyniku katastrofy zmarło 31 osób, ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną a z otaczających elektrownię terenów w promieniu 30 km ewakuowano ponad 350 tys. ludzi, tworząc zamkniętą strefę ochronną. Reaktor typu RBMK-1000, który uległ awarii, pokryto betonowo-stalową osłoną, tak zwanym sarkofagiem (o tym więcej napiszemy potem). Co istotne pozostałe trzy reaktory pracowały dalej i nie podjęto decyzji o ich wyłączeniu. Ostatni z nich (numer 3) – sąsiadujący z tym uległym awarii w 1986 – pracował aż do 2000 roku. 250 metrów od uszkodzonego reaktora wykonano nową osłonę, zwaną arką, którą w listopadzie 2016 roku nasunięto na dotychczasowy sarkofag. Ma ona wymiary około 150 × 250 m, wysokość ponad 100 m i masę 29 tysięcy ton. Jest wyposażona w zdalnie sterowane urządzenia do demontażu pozostałości po reaktorze. Jej przewidywana trwałość wynosi co najmniej 100 lat.

L  jak Leliv

Gdy przekroczyliśmy granicę strefy obowiązkowym było pominięciem checkpoint określany jako Leliv. Wjazd do 10 km strefy odbywa się obowiązkowo przez ten punkt kontrolny, gdzie dokonywana jest kontrola dozymetryczna.

M jak mity na temat Czarnobyla

W ciągu ponad 30 lat od katastrofy powstało wiele mitów na temat Czarnobyla, które do tej pory są powielane. Wiele osób  pytało nas przed wylotem, czy nie boimy się niebezpiecznego promieniowania w strefie, ale i padały różne inne dziwne pytania, na które dziś odpowiadamy.

Elektrownia ma produkować prąd, ale czy na pewno i wyłącznie? Czarnobylska elektrownia faktycznie produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę. Powstała w tym procesie energia jest w pewnym sensie jedynie efektem ubocznym. Część tej wytwarzanej w Czarnobylu była kierowana do zasilania okolicy, ale inny udział szedł na potrzeby wojska, na przykład do ogromnej anteny przeciwrakietowej, nazywanej Okiem Moskwy, o której pisaliśmy wcześniej.

Czy po wybuchu elektrownia została zamknięta?
Nic bardziej mylnego – Czarnobylska Elektrownia Jądrowa zakończyła swoją działalność dopiero pod koniec 2000 roku, kiedy to wyłączono ostatni działający reaktor. Do czasu katastrofy w 1986 roku zdążyły powstać 4 bloki, a w planach były jeszcze dwie.  Co ciekawe, to gdyby nie wybuch, w Czarnobylu prawdopodobnie powstałaby największa tego typu elektrownia na świecie. Blok 5-ty w tym czasie był już ukończony w około 80%  i pewnie niebawem oddany byłby do użytku.

Czy faktycznie po wybuchu do Prypeci i Zony nikt już nie wracał?
Nie prawdą jest to, że po katastrofie od razu zapakowano w autobusy ludzi z podstawowymi rzeczami osobistymi i nigdy już do Prypeci ani do Zony nie wrócili. Owszem wrócili. Na przełomie 1986 i 1987 r. zorganizowano trzy akcje, w których mieszkańcy wracali do swoich mieszkań po resztę rzeczy. Większość mebli zostawiono, nie było ich jak przetransportować, część była też skażona. Mieszkańcy zabierali ze sobą głównie cenne rzeczy i te o wartości sentymentalnej. Po usunięciu skutków katastrofy część mieszkańców wsi wróciła na stałe do swoich domostw jako tzw. samosioły. Wielu z nich żyje do dziś, wielu w dobrym zdrowiu. Teoretycznie nie wolno jest im uprawiać ziemi, a żywność jest im dostarczana z zewnątrz.

Czy w skutek katastrofy zginęły miliony osób?
Mitem jest również to, że  z powodu wybuchu reaktora zginęła ogromna liczba ludzi.  Jak wynika z oficjalnej listy ofiar katastrofy było to wyłącznie około 30 osób, choć oczywiście można tu mieć pewien margines błędu. Całkowita liczba ofiar pewnie nigdy nie będzie znana. Jak twierdzi prof. Jerzy Eisler, że na pytanie ile ludzi zginęło w skutek tej katastrofy nikt nie będzie potrafił odpowiedzieć.

Czy strefa czarnobylska znajduje się tylko na Ukrainie?
Nic bardziej mylnego, musimy mieć świadomość, że to także ogromna strefa zamknięta, która znajduje się również na terytorium Białorusi. Jej powierzchnia wynosi ponad 2 tysiące kilometrów kwadratowych i wedle różnych źródeł wysiedlono stamtąd od 200 do 300 tysięcy ludzi zamieszkujących kilkadziesiąt miejscowości i wiosek.

 

N jak napromieniowanie

Musimy zdawać sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy ciągle napromieniowani. Warto wiedzieć, że promieniowanie jest częścią naszego życia i wszystko, co nas otacza wytwarza je w różnych wartościach. Głównymi źródłami promieniowania jest ziemia i zawarte w niej pierwiastki oraz kosmos i energia pochodząca od reakcji jądrowych na słońcu. Dlatego też poziom promieniowania zwiększa się w zależności od wysokości, na której przebywamy, czy to w górach czy w samolocie. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z dwoma rodzajami promieniowania: jonizującym i niejonizującym, zaś warto wiedzieć, że niebezpieczne dla człowieka jest promieniowanie jonizujące.

O jak Orane

Orane to jedna z wiosek, w której często na noclegi zatrzymują się kilkudniowe wycieczki w ramach organizowanych tzw.  Czarnobyl Tour. Znajduje się ona na trasie między Kijowem, a Czarnobylem.

P jak Prypeć

Ostatnim z głównych punktów programu jest pobyt w „mieście-widmie” Prypeć. Miasto zostało wybudowane na początku lat 70. XX wieku, dla przyszłych pracowników pobliskiej elektrowni jądrowej (oddalonej zaledwie o 3 km). Tak jak tętniło życiem przez lata, tak w ciągu kilkudziesięciu godzin prawie 50 tysięcy mieszkańców raz na zawsze musiało opuścić swoje domy.

Dziś puste i rozkradzione blokowiska straszą przyjezdnych. Słychać złowieszczą, martwą ciszę. To chyba najbardziej przerażające doświadczenie dla każdego, kto tam przyjeżdża. Z balkonów doskonale widać miejsce, które raz na zawsze zmieniło życie okolicznych mieszkańców, ale zmieniło też myślenie ludzi na całym świecie.

Dla jednych – pozostawione w miejscowym przedszkolu lalki i samochodziki oraz puste szkolne ławki – to atrakcja turystyczna, dla drugich miejsce przeklęte, do którego nie warto wracać, dla nas to dobra lekcja historii, ale i marketingu. W jednym z budynków można znaleźć portrety działaczy partyjnych, przygotowane na pochód pierwszomajowy, który nie doszedł do skutku. Jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów Prypeci jest też potężny diabelski młyn w wesołym miasteczku, w którym czas się ewidentnie zatrzymał.

 

 

   

 

Nagromadzenie dzikiej zwierzyny jest tu bardzo duże. Zaczęło się od gryzoni, które przybyły w poszukiwaniu resztek jedzenia pozostawionych przez wysiedloną ludność. Dziś w zamkniętej strefie i okolicy żyją żubry, łosie, rysie, jelenie, wilki, lisy, czarne bociany, a nawet niedźwiedzie brunatne. My nie spotkaliśmy się twarzą w twarz z żadnym ze zwierząt, ale i mimo to uważamy, że to miasto, opuszczone od ponad 30 lat, jest niesamowite i warto spędzić w nim więcej czasu niż przewidział na to organizator wycieczki, nawet kosztem innych atrakcji.

Spore wrażenie zrobił na nas landmark – sklep, w którym widać upływający czas. Naturalnie emocje również wywiera symbol jakim niewątpliwie jest wesołe miasteczko, które faktycznie nie przepracowało ani jednego dnia i dziś nie jest już wesołe.

W mieście jest bardzo wiele interesujących miejsc, do których jeśli chce się dotrzeć potrzeba czasu. Warto zobaczyć salę gimnastyczną, ale i szereg innych pomieszczeń w których tkwi magia naturalności, której brakowało na początku naszej wycieczki.

 

W naszej ocenie warto tu przyjechać na dłużej, bo przekonani jesteśmy, że całkowite pochłonięcie miasta przez las to perspektywa kilkudziesięciu lat, chyba, że firmy turystyczne na to nie pozwolą. Na dzień dzisiejszy budynki zarastają i z roku na rok popadają w coraz większą ruinę, dlatego za kilka lat ich odwiedzenie może być niemożliwe. 

R jak reaktor

Reaktor strachu, zwany też postrachem Europy z 1986 roku, czyli feralnym reaktor nr 4  jest obecnie pokryty nowym sarkofagiem i nie łudźcie się, że zobaczycie coś poza wielką, stalową konstrukcją. Niestety nie, co więcej uczulani jesteśmy, że nie wszystko i nie wszędzie wolno tu fotografować, tłumacząc to faktem, że jest to obiekt o znaczeniu strategicznym.

Do budynku nie można wchodzić, więc obejrzycie go sobie z zewnątrz, zapewne podczas postoju pod Pomnikiem Likwidatorów, czyli osób odpowiedzialnych za usuwanie skutków tragedii. Jakkolwiek miejsce może nie wydaje się być niesamowite, tak bliskość konstrukcji, której eksplozja zaważyła na życiu ludzi na całym świecie, może budzić refleksje i poczucie przebywania w miejscu, o którym głośno mówiono na całym świecie.

S jak skutki katastrofy i sarkofag

Po katastrofie w Czarnobylu zniszczony reaktor niezwłocznie zalano betonowym sarkofagiem, a pozostałe sukcesywnie wyłączano – ostatni w 2000 roku. Na obszarze 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych wyznaczono zamkniętą strefę buforową. W promieniu dziesięciu kilometrów od elektrowni utworzono strefę „szczególnego zagrożenia”. Sarkofag obecnie przykrywa gruz po pozostałościach z elektrowni. 

T jak turystyczny biznes

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na to, jak sprytnie na tragedii, która wydarzyła się ponad 30 lat temu, dziś zrobiono biznes, który w naszej ocenie nie należy do najtańszych. Wystarczy w przeglądarce internetowej wpisać hasło: „wycieczki do Czarnobyla” i w momencie wypozycjonuje nam się dość pokaźna liczba firm, które za odpowiednim wynagrodzeniem  zaoferują nam różne opcje zwiedzenia zony. Czy warto w ten biznes zainwestować? W naszej ocenie tak. Warto jest się tu wybrać i zobaczyć na własne oczy, ale czy warto tu ponownie wrócić, tu już odpowiedź nie będzie taka jednoznaczna.

U jak Uran

Elektrownia w Czarnobylu jak wspominaliśmy produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę.

W jak Wioski

Czarnobyl i Prypeć to dwa główne miasta Zony, ale nie są to jedyne tereny w strefie. Dawniej w okolicy życiem tętniły również okoliczne wioski, jak np. Zalesie czy Orane.

Wioski to preludium do tego, co zobaczycie w Prypeci. No ale właśnie – skoro będziecie w Prypeci, które już w dużym stopniu przejęte jest przez naturę, to nie warto tracić czasu na wioski, szczególnie, że brakuje im tej autentyczności, którą ma w sobie Prypeć.

 

Z jak Zona i Zalissya

Zalissia to wieś na Ukrainie, to od tego miejsca zaczęliśmy naszą przygodę z tzw. Zoną i Czarnobylem. Jednak to tu najbardziej wyczuwalna była tania ściema, o której pisaliśmy na samym początku. Porozkładane laleczki, gazety i inne gadżety „pod turystę”, które zamiast nadawać charakter miejsca spowodowały, że sceptycznie podeszliśmy do dalszej części podróży, na szczęście miasto Prypeć na sam koniec i inne miejsca o których pisaliśmy, z nawiązką nadrobiły początkowy niesmak.

 

Warto pamiętać, że odwiedzenie Zony wymaga uzyskania pozwoleń i opieki przewodnika. Procedura jest na tyle długa, skomplikowana i kosztowna, że organizowanie indywidualnych odwiedzin należy uznać za nieopłacalne. To jeden z tych przypadków, kiedy podjęliśmy decyzję, że do miejsca docelowego należy udać się korzystając z pomocy organizatora takich wyjazdów. Nie mniej jednak zwiedzanie na własną rękę miałoby również swoje nieocenione plusy. Wróćmy jednak do samej Zony – w Czarnobylu wokół elektrowni utworzono kilkanaście całkowicie lub częściowo zamkniętych stref, stąd poruszanie się bez niezbędnych pozwoleń jest niemożliwe.

#rafalpodrozuje #fotografia #ukraina #kijów #czarnobyl #prypec
#atom #pripyat  #chernobyl #czarnobyl #ukraine  #travel
#turystyka #agencjafotograficznoszkoleniowa
#co warto zobaczyć w Czarnobylu

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

 

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

 

Sen o Mieście

Widowisko „Sen o mieście” to niezwykłe i emocjonalne przedstawienie historii miasta Lublin, to zawieszony pod niebem, teatralny poemat o dziedzictwie i wartościach kulturowych miasta. Mianownikiem jest tu „Poemat o mieście Lublinie” Józefa Czechowicza. Przedstawienie 700 lat miasta Lublin początkowo uważaliśmy za niemożliwe, mając na uwadze, że całość widowiska trwa około 45-minut. Po obejrzeniu zmieniliśmy zdanie i reżyser Janusz Opryński wg nas, zrealizował to zadanie praktycznie perfekcyjnie. Poniżej zamieszczamy nasze obiektywne spojrzenie oraz subiektywne spostrzeżenia na temat tego wyjątkowego snu…

   

 

 

 

…Bohaterami tej podniebnej opowieści są mężczyzna i kobieta. On pewnie spaceruje w powietrzu chodząc po linie, a ona przepięknie tańczy na szarfie, w tle miasto przeżywa swoje wzloty i upadki. To oni są częścią miasta i to dzięki nim przyszłość Lublina jest pewniejsza, gdyż to dzięki nim jest i miasto. Para z sukcesem powstaje i odradza się po każdym kataklizmie. W tle tych wydarzeń znajduje się słońce, a całość widowiska uzupełniają slacklinerzy, którzy spacerowali nad dziedzińcem zamku lubelskiego na taśmach rozpiętych między wieżami a ścianami budowli oraz tancerki podwieszone na chustach akrobatycznych. To co zasługuje również na pochwałę – to muzyka skomponowaną przez lubelskiego kompozytora Rafała Rozmusa oraz teksty czytane w sposób mistrzowski przez Dorotę Landowską oraz Zdzisława Dziducha. Scenografię przygotował Jarosław Koziara. 

Pierwsza prezentacja „Snu o mieście” odbyła się już we Wrocławiu w ramach prezentacji Europejskiej Stolicy Kultury w maju 2016 roku. W kolejnym roku wykorzystano scenerię dziedzińca zamku lubelskiego, a narrację widowiska uzupełniła inspiracja freskami z Kaplicy Trójcy Świętej. Spektakl można było więc łącznie obejrzeć łącznie 6 razy, przy czym w Lublinie pokazywano go w 2017 roku w dniach 5, 6, 12, 13 i 14 sierpnia.

Wg nas jest to niesamowita opowieść, która jest pełna symboli, pełna różnych emocji, nie zabrakło tu smutku i lęku, ale i radości czy odwagi, która towarzyszyła Lublinianom przez około 700 lat. Podczas spektakli odbywała się zbiórka pieniężna na operację małej dziewczynki – Wiktorii Bednarz. Dziewczynka urodziła się z licznymi wadami wrodzonymi, między innymi z wadą serca i wymaga kosztownej operacji, stąd wielkie ukłony dla twórców i artystów za wsparcie potrzebującej Wiktorii.

#lublin #miastoinspiracji #fotografia #zameklubelski #polska #senomieście

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Fontanna Multimedialna w Lublinie

Fontanna Multimedialna w Lublinie

Prać, kąpać się w niej czy tylko oglądać… Dziś słów kilka o różnym zastosowaniu fontanny na Placu Litewskim, jakiego świadkami byliśmy w tym roku. Jakiś czas temu pisaliśmy o otwarciu fontann multimedialnych w Lublinie, link do tego wpisu znajdziecie tutaj. Dziś Waszą uwagę zwrócimy na inny aspekt – „program tanie pływanie”, czyli kąpiele, pluskanie się, zabawy i robienie selfie dzieci i dorosłych w samym sercu Placu Litewskiego, co ciekawe wszystko to w centrum miasta w samym środku lata. Podkreśla się, że fontanny te, to na dzień dzisiejszy jeden z najmłodszych tego typu obiektów w Polsce, to słynie już z jego utylitarnego wykorzystywania. Dla wielu nawet tabliczka informująca o zakazie wchodzenia do fontanny nie jest dość przekonywująca.

Zlokalizowana na odnowionym placu Litewskim budowla ma kształt liścia przedzielonego groblą, a przy widowiskach wykorzystuje pełną paletę elementów charakterystycznych dla fontann multimedialnych, tj. wodę, światło, dźwięk, obraz oraz lasery, ale to nie koniec jego możliwości. W naszej ocenie w gorące dni i upalne noce przyciągało w jej głąb jednak coś innego, bezpłatna możliwość schłodzenia ciała, której już wielokrotnie byliśmy świadkami. Raz nawet byliśmy świadkami jak mama z córką znajdowały  się wewnątrz fontanny i dyskretnie realizowały wieczorną sesję zdjęciową telefonem komórkowym.

Szanowni mieszkańcy, turyści i pływacy, a przede wszystkim drodzy rodzice – przypominamy, że ta fontanna to nie jest basen i serdecznie polecamy udać się na kąpiele do Aqua Lublin lub latem na Słoneczny Wrotków. Pozwólmy, by inwestycja w tętniącym sercu miasta, była dla jego mieszkańców przestrzenią reprezentatywną, a nie kąpieliskiem.

Jeżeli nie przemawia do rozsądku argument estetyczny, może warto spojrzeć na to od innej strony. Kąpiele w fontannach mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia osób korzystających z nich. Trudno jest bowiem wymagać spełniania standardów sanepidu w takim zbiorniku wodnym, jakie są wdrażane chociażby na basenach. Trzeba pamiętać, że zanieczyszczenie wody w takich miejscach mogą być bardzo niebezpieczne dla ludzi, a wpływ na to ma wiele czynników w tym zanieczyszczenia mikrobiologiczne pochodzące od zwierząt, ale i ludzi. Woda może ulec skażeniu fekalnemu bakteriami obecnymi w odchodach zwierzęcych np. E. coli, enterowirusami czy też pasożytami, to też dlatego warto podziwiać piękno lubelskich fontann z zewnątrz, a nie z  ich środka. Może i dobrze, że do Lublina zawitała pomału jesienna aura, pewnie to rozwiąże choć tymczasowo, tę problematyczną kwestię.
 

Szczególnie polecamy jednak wybrać się by obejrzeć fontanny, podczas pokazów specjalnych, które odbywają się w różnych godzinach i dniach. Na dzień dzisiejszy prezentowane są dwa pokazy – pierwszy z nich to Wydarzenia kulturalne, czyli przegląd wszystkiego co warto zobaczyć w Lublinie, jeżeli chodzi o imprezy kulturalne, natomiast drugi to Sen o Mieście, pobudzająca emocje inscenizacja, którą po prostu trzeba zobaczyć. Spektakl jest opowieścią o kluczowych epizodach z historii Lublina. Widowisko zostało zrealizowane przy udziale tancerzy, sztukmistrzów, artystów nowego cyrku – w formie multimedialnej.

 

 

 

 

Zapraszamy więc na ostatnie w tym miesiącu dwa pokazy fontann. Pierwszy z nich odbędzie się w sobotę, 23 września o godz. 21.00 (Wydarzenia kulturalne). Drugi tydzień później w sobotę, 30 września o godz. 21.00 to wspomniany Sen o mieście, a powyżej zamieszczamy dla Was zdjęcia z tych pokazów, tak na wypadek, gdybyście nie mieli okazji obejrzeć ich osobiście.

#lublin #miastoinspiracji #fotografia #placlitewski #polska #lublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Carnaval Sztukmistrzów 27-30 lipca 2017

 

Czas na podsumowanie tegorocznego Carnavalu Sztukmistrzów, wszystko oczywiście naszym subiektywnym zdaniem i obiektywnym spojrzeniem za pośrednictwem naszych aparatów. Dla osób, które nigdy nie uczestniczyły w tej imprezie, nakreślimy tylko, że jej istotą jest zabawa i tej również w tym roku nie zabrakło. Było nie tylko śmiesznie, ale i strasznie, a czasem nawet obrzydliwie – wszystko za sprawą Sztukmistrzów. Przejdźmy zatem do naszej oceny od A do Z, obieramy zatem kierunek na Carnaval, by bez litości, ale za to uśmiechem ocenić całą tą imprezę. O samym Carnavalu Sztukmistrzów można poczytać również na stronie organizatorów – wystarczy kliknąć w poniższy baner.

 

 

A jak Abraham Arzate „The record breaker”

Nam osobiście dużo uśmiechu dał Abraham Arzate ze swoim „The record breaker” i to od niego zaczniemy naszą carnavalową podróż po mieście. Takie poczucie humoru lubimy. Dystans do ludzi, świata i samego siebie, to jest w dzisiejszym świecie w cenie i tego nam nie zabrakło. Dziękujemy za wyjątkowe show i kolejny duży like, tym razem dla „The record breaker”. Szczególnie gratulujemy umiejętności nawiązania współpracy z publiką. Imponuje nam również sarkazm oraz umiejętność wymiany głupoty w smaczny żart.

#Abraham Arzate „The record breaker”

B jak Bar Żongler

Przed spektaklem lub po spektaklu warto było odwiedzać strefę chilloutu, która mieściła się na Błoniach pod Zamkiem – to tu znajdował się klub festiwalowy pod enigmatyczną nazwą Bar Żongler. To niezobowiązująca przestrzeń relaksu, w której będzie można odpocząć z muzyką przy kawie, yerbie lub piwie. My zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję, szczególnie, że była ona dostępna o smaku bananowym. Wyjątkowy smak i pozytywna energia bananowej yerby pozwoliła fotografować nam do późnych godzin nocnych. Wróćmy jednak do sedna w to wyjątkowe miejsce na mapie festiwalu, jakim jest Carnaval Sztukmistrzów, bo to tutaj głodnych się karmi, a spragnionych poi tak jak na to przystało, czyli smacznie. Miejsce wyjątkowe nie tylko dlatego, że czynne całą dobę z krótką przerwą na rozgrzeszenie, ale m.in. i dlatego, że urządzono je w bardzo dobrym stylu, nad którym główkowało jak mniemamy wielu światowej sławy projektantów. Nie w każdym klubie zawiśnie w powietrzu przecież modelka, a w Barze Żongler wszystko jest możliwe.

# Bar Żongler

 
C jak Claudio Mutazzi „Street Coffee”
 

Kto lubi komedie uliczne we włoskim stylu na pewno świetnie bawiłby się przy Claudio Mutazzi „Street Coffee”.  Każdy przechodzień dla niego mógł współtworzyć Jego show, dopiero na miejscu tego spektaklu  tworzy się historia do opowiedzenia, a Claudio jest jej świetnym reżyserem. Pokaz ten oparty jest na bezpośredniej improwizowanej interakcji z otoczeniem. Wielki szacunek za to, że każdy jego spektakl staje się zupełnie innym, nowym widowiskiem a w dużej mierze zależy to właśnie od samej publiki – lajk za to dla Claudio Mutazzi.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
#Claudio Mutazzi „Street Coffee”
 
 
D jak Drink … „Wonder Drink”
 

Na nasz szacunek zasłużył również Mantega ze swoim show pod nazwą „Wonder Drink”. Podziwialiśmy Jego plastykę twarzy, ten człowiek potrafi wyrazić emocje, a przy tym ma bardzo zwinne dłonie i umie polewać, więc jak można go nie lubić? Like dla Ciebie – Panie Mentega.

 
 
 
 
 
 
 
  #Mantega „Wonder Drink”
 
 
E jak euforia
 
Euforia to stan wyjątkowo dobrego samopoczucia z tendencją do śmiechu, radości, płytkiej wesołości i dowcipkowania, doznawany nawet pomimo rzeczywistych niedomagań organizmu. To Euforia jest właściwym określeniem na to co dzieje się w Lublinie podczas Carnavalu Sztukmistrzów. Nawet najbardziej zgorzkniali i smutni mieszkańcy miasta dzięki przedstawicielom nowego cyrku potrafią się uśmiechnąć i dzielić tą radość z innymi. Za euforię wywołaną Carnavalem – WIELKI LAJK dla organizatorów.
 
 
 
 
 
#euforia
 
 
 
F jak „Fuera” MURMUYO
 

Murmuyo choć przybył do nas z Chile, na potrzeby Carnavalowe założyliśmy, że mieszka w Lublinie… ale został wyrzucony z domu. Potrzebuje pomocy, aby zbudować nowy dom i tak rozpoczyna się jego pantomima, która przez około 50 minut wprowadza odbiorcę w poruszający temat dotyczący przymusowych eksmisji i wysiedleń. Historia pokazuje przewrotność losu, która może spotkać dziś wielu ludzi. Pewnego dnia my również, podobnie jak Murmuyo, możemy zostać wyrzuceni na bruk wraz z całym swoim dobytkiem. To dzięki pomocy lubelskiej publiczności  podjęto próbę postawienia nowego domu na samym środku ruchliwej ulicy. Przedstawienie angażuje w problemy bohatera i prowokuje do głębszych przemyśleń. Miło, że lubelska społeczność potrafi pocieszyć naszego głównego bohatera, co widać na załączonych poniżej zdjęciach.

 
 

 #MURMUYO „Fuera”

 

G jak „Galileo” Deus ex Machina

Żeby jednak nie było za słodko, słów kilka o gwoździu programu i nie łączcie tego od razu z Panem Ząbkiem, bo do Niego też dojdziemy, lecz nieco później… Teraz o głównym wydarzeniu całego Carnavalu, czyli „Galileo” od Deus ex Machina. My chyba zachorowaliśmy na „syndrom sztokholmski”, którym zaraziła nas grupa Burnt Out Punks podczas wcześniejszych edycji tego festiwalu i od tamtej pory jest ciężko przeskoczyć nasze oczekiwania, gdyż poprzeczka została zawieszona bardzo wysoko. Żebyśmy się tylko dobrze zrozumieli, nie ujmujemy artystom tego co ich, kunszt w wykonywaniu akrobacji, widowiskowość tego podniebnego spektaklu. Jednak szczególnie początkowa część w naszej ocenie mogła nudzić odbiorcę, a przynajmniej tak było w naszym przypadku.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
# Deus ex Machina „Galileo”
 

 

H jak highlinerzy

Zacznijmy od góry i to dosłownie… Lubelskie niebiosa wypełniali jak praktycznie co roku highlinerzy, którzy spacerowali w blasku słońca i księżyca, by zapierać dech w piersiach lubelskiej publiki. Mimo, że jest to już niemalże znak rozpoznawczy tej imprezy, to i tak poziom spacerujących w niebiosach, potrafił na wielu twarzach wywołać zachwyt. Reasumując duży like dla highlinerów.

 


 

 

     #highlinerzy

 

I jak Irrwisch  Theater Wegenstreits Guests”

Pokaz Wegenstreits Guests austryjackiej grupy teatru ulicznego  od lat zachwyca publiczność podczas licznych imprez ulicznych.  Gdziekolwiek  się pojawiają te szalone postacie we frakach i na szczudłach, które zwie się Theater Irrwish – tam publiczność zawsze przyjmuje ich z wielkim entuzjazmem.  Nic nie mówią, ale dużo przekazują. Są artystami na szczudłach i poetami w sercach.  Nic  ani nikt ich nie powstrzyma – zaglądają do  mieszkań na pierwszym piętrze, wymieniają rower  na jakiś mebel, porywają autobusy i tramwaje. Ale wszystko oddają! Zwykle komu innemu. Wywołują chaos i zamieszanie w imię dobrej zabawy, a gdy delikatnie przekroczą granice rozsądku, szybko starają się to naprawić. Generalnie fantastyczni ludzie, tylko lepiej nic od nich nie brać.

 

#Theater Irrwisch “ Wegenstreits Guests”

 
J jak Jasza Mazur
 

Jasza Mazur to iluzjonista i akrobata z powieści Izaaka Bashevisa Singera, który przypominać ma o wielokulturowości i wieloreligijnej tradycji Lublina i jest jednocześnie patronem Carnavalu sztukmistrzów.

 
 K jak Krystian Minda „Połykacz Mieczy”
 
We wstępie pisaliśmy też, że momentami było obrzydliwie, a to za sprawą artysty, którego zwą Krystian Minda. Zaprezentował nam show pod tytułem „Połykacz Mieczy”, zaznaczymy tylko, że miecze nie były jedynym elementem, który lądowały w jego usta, z resztą nie oszczędzał też nozdrzy w które wbijał za pomocą pięknej asystentki długie gwoździe. Nie zabrakło też zabawy ogniem i lekkiego podduszania folią streczową w kaftanie bezpieczeństwa. Czego nie robi się dziś dla wzbudzenia emocji. Doceniamy poświęcenie, jednak nie będziemy robić tego w domu.
 

 
 
 
 
 
 
 
 

  #Krystian Minda „Połykacz Mieczy”

 

L jak light

Co roku istotnym elementem każdego Carnavalu jest światło. To niemalże nieodłączna część, która współgra i łączy się w niepodzięlną całość tego festiwalu. Przepiękne illuminacje obserwować można praktycznie co roku na kamienicach starego miasta, a w tym roku na placu farnym pojawiła się unikatowa instalacja, która wieczorem nabierała wyjątkowego uroku, a to właśnie dzięki oświetleniu.

#Light

 
M jak Mäkelä Sari „The Great Granny Show! “
 
Wielu mężczyzn jak na razie Wam przedstawiliśmy, więc teraz czas na kobiecą sylwetkę, przed Wami Sari Mäkelä i Jej „The Great Granny Show!” Napiszemy jak czujemy, czyli uczciwie – sami nie potrafimy kręcić tak pięknie kołem hula hop na barku czy nosie, ale mimo to nie potrafiliśmy się  też odnaleźć na tym show. Zachwycone jednak były małe dzieci i przy założeniu, że widowisko dedykowane jest dla nich, całość uznamy za bardzo udane. Przyznać również należy, że ta babeczka, kręcić potrafi swym interesem i to nie tylko dzięki krągłościom, które jej towarzyszyły.
 

# Mäkelä Sari „The Great Granny Show! “ 

 

N jak Nowy Cyrk

Czym jest nowy cyrk? Podobno na tak postawione pytanie, nie ma jednej odpowiedzi, ale można wskazać cechy wspólne spektakli nowego cyrku: brak tresury zwierząt, mniejsze znaczenie areny i namiotu cyrkowego, zmiana jednolitej estetyki na wiele form prezentacji, zmniejszenie znaczenia samodzielnych numerów na rzecz alternatywnych dramaturgicznych koncepcji. Nowy Cyrk charakteryzuje się przede wszystkim podejściem do historii –oraz opowieści. W nowym cyrku artysta stara się ją przedstawić w odróżnieniu od cyrku tradycyjnego, który obecnie żadnej historii nie przedstawia i w naszej ocenie to jest ta zasadnicza różnica. Przedstawienia z kręgu nowego cyrku starają się opowiadać historię wykorzystując dyscypliny cyrkowe i kuglarskie, które stają się językiem narracji. Nowy cyrk gromadzi w Polsce coraz większą widownię, czego najlepszym dowodem jest sukces organizacyjny Carnavalu Sztukmistrzów.

#Nowy Cyrk

 

O jak ogień i Marcin Ex Styczyński

 

Jeżeli lubicie 45 minut fireshow połączonego z pluciem ogniem, które może być równie niebezpieczne jak i widowiskowe polecamy obejrzenie Marcina w akcji. Ogień to jego żywioł, to dzięki niemu rozgrzewa publikę do czerwoności, a spora ilość ognia jest u Niego na pokazach zawsze gwarantowana.

 
 
#Marcin Ex Styczyński
 
 
P jak Pan Ząbek „Rosyjska ruletka”
 
O Panu Ząbku wielu dowiedziało się po pewnym śniadaniu, a właściwie pytaniu na śniadaniu. Dziś słynna przekuta dłoń stała się niemalże znakiem rozpoznawczym tego artysty. My jednak znaliśmy Go znacznie wcześniej, gdyż od wielu lat odwiedza Lublin na Carnavalowych pokazach… Przechodząc właśnie do tej kwestii – w tym roku zaprezentowana została „Rosyjska ruletka”. Bardzo dobrze dobrana muzyka, duży plus za trzymanie publiki w napięciu i szacunek za umiejętne pozbawienie właściciela portfela, zegarka a nawet grzebienia w taki sposób, by on sam się nie zorientował. Jedno jest pewne, temu Panu byśmy nie zaufali 😉
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
#Pan Ząbek „Rosyjska ruletka”
 
 
R jak Di Renzo Stefano „Hold on”
 

Kolejna ciekawa postać, to Stefano Di Renzo „Hold on”, który zawitał do Lublina z Włoch i Wielkiej Brytanii jednocześnie. Całość Jego manipulacji przedmiotami oraz spaceru na linie trwała tylko 25 minut, ale oglądało się to bardzo przyjemnie. „Hold on”  to show, w którym siła grawitacji, przeciwwaga i siły odśrodkowe są testowane do granic możliwości. “Hold on” tłumaczy się jako “Trzymaj się” i ściśle odnosi się do występu tego artysty. Podczas tego wydarzenia przedmioty codziennego użytku jak wiadra czy filiżanki latały w powietrzu.

 
 
 
 
 
 
 #Stefano Di Renzo „Hold on”

 

S jak Silk Sisters
 
Zostańmy dalej w kobiecym towarzystwie, tym razem z Silk Sisters, zgrabne wygimnastykowane ciała, piękne stroje i kapitalna muzyka… te słowa bardzo trafnie oddadzą, to co prezentują sobą te dwie siostry. Nie jeden z panów powie… „było na co popatrzeć”.
 
 
 
 
 # Silk Sisters
 
 
T jak trottoir… Cie du trottoir „BAM”
 
Bam i bomba, kto nie widział ten trąba… to chyba dobre słowa skierowane dla dzieci, które pominęły występ tego Belga. Bram odwiedził już pięć kontynentów jako klaun, występując z mieszanką fizycznej komedii, żonglerki, iluzji i akrobatyki, wespół z dużą dozą interakcji z publicznością. Uzbrojony w dużą porcję humoru, dzieli się nim z innymi dając uśmiech na twarzach dzieci, ale i dorosłych.
 
 
 
 
 
 
 
 
#Cie du trottoir „BAM”
 
 
U jak uliczna muzyka
 

Nieodłączną częścią Carnavalu są uliczni muzycy. W tym roku Lubelska Fara rozbrzmiewać będzie różnorodną muzyką, która grana będzie wyłącznie na żywo. Cygańskie i żydowskie nuty zagra Kapela Timingeriu, sentymentalne piosenki zaśpiewa Rajzefiber, muzykę klubową wykonają instrumentalnie 3 Kings, a covery znanych i lubianych hitów w szalonych aranżacjach zaprezentuje fiński zespół Neljä ässää. Gwiazdą muzyczną tegorocznego festiwalu będzie Orchestre International du VETEX belgijsko-francuska, 14 osobowa orkiestra grająca energetyczną bałkańską muzykę. Organizatorzy zapewniając tak dużą liczbę muzyków zagwarantowali nam, że każdy mógł odnaleźć coś dla siebie i za to duży lajk w ich kierunku.

#Muzycy uliczni

 
W jak „Wydmański show” Kacpra Wydmańskiego
 

Dla lubiących iluzję czy żonglowanie maczetami polecamy pokazy Kacpra Wydmańskiego. Podczas Jego występów można poczuć gęsią skórkę. Młody artysta potrafi żonglować maczetami ponad głowami publiczności jak wieloletni weteran. W finale uwolni się z 15 metrów łańcucha i 2 kłódek, które zamontuje na Jego ciele przypadkowo wybrana publiczność.

 
 
 
 
 
 
 
 
 # Kacper Wydmański „Wydmański show”
 
 
 Z jak zakończenie
 
Podsumowując – Carnaval Sztukmistrzów to wyjątkowa impreza na mapie wydarzeń kulturalnych w Polsce. To czas wielu uśmiechów, poprawy nastrojów, chwil zachwytów, zdziwienia czy momentów grozy…. wielu różnych emocji. To dni kiedy na ulicach Lublina spotkamy ludzi wyjątkowych, nie tylko ze względu na swój nietypowy wygląd, ale i unikatowe umiejętności. To chyba za to wszystko właśnie najbardziej cenimy Carnaval. Według założeń organizatorów, Carnaval Sztukmistrzów ma stać się wizytówką Lublina, która oddaje duchowość, autentyzm, bogactwo kulturowe i klimat miasta. Podczas festiwalu prezentowana jest światowa sztuka alternatywna i eksperymentalna w połączeniu z teatrem i cyrkiem, a Lublin jest unikatowym miejscem na mapie kraju, który skutecznie to realizuje od 2008 roku. Tegoroczna edycja Carnavalu Sztukmistrzów była wyjątkowa, ponieważ swoimi elementami nawiązywała do Wielkiego Jubileuszu 700-lecia Lublina. To m.in. dlatego setki najlepszych artystów zawładnęło ulicami miasta. Gratulujemy i dziękujemy organizatorom, za  kolejną edycję festiwalu sztuki nowego cyrku i teatru i mamy nadzieję do zobaczenia za rok.
 
 
 
 
 

  

 

 

  

 

 

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Carnaval Sztukmistrzów  #Fotografia  #Sztukmistrze #Polska #Lublin #Rafał Podróżuje

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Co warto zobaczyć w Bałtowie?

Dziś z nami odkryjecie świat sprzed milionów lat. Zabieramy Was w niezwykłą podróż pełną przygód. Pokażemy Wam jak wyglądały dinozaury, a to wszystko nie w podróży w czasie, a w podróży do Bałtowa. Od A do Z prześwietlimy specjalnie dla Was wszystko to, co warto zobaczyć lub nie, w tej jednej z najbardziej znanych wsi w Polsce. Dziś zabieramy Was do województwa świętokrzyskiego i już teraz życzymy przyjemnej wyprawy.

A jak allozaur…, czyli jak to się wszystko zaczęło?

W 2001 roku dr Gerard Gierliński za namową jednego z największych polskich geologów – prof. Zbigniewa Kotańskiego, postanawia sprawdzić źródło ludowej legendy w późnojurajskich skałach rejonu świętokrzyskiego. Miejscem, które zaintrygowało prof. Kotańskiego była tzw. Czarcia Stopka w Bałtowie – ślad dużego dinozaura drapieżnego –Trop ten, częściowo zatarty przez erozję, według legendy miał zostawić diabeł próbujący przeskoczyć dolinę rzeki Kamiennej. Legendarny ślad był jednak o tyle dziwny, że zachował się w skałach pochodzenia morskiego, a nie lądowego. W tym samym roku udało się znaleźć jeszcze dwa tropy – trop stegozaura i małego drapieżnika, kompsognata – co jednoznacznie potwierdziło obecność śladów dinozaurów w tym rejonie. Wkrótce, w prasie ogólnopolskiej i naukowej pojawiły się informacje o odkryciach tropów górnojurajskich dinozaurów.

W Bałtowie odkryto tropy górnojurajskich dinozaurów, takich jak m.in. allozaur, ale i innych w tym stegozaura, kamptozaura i kompsognata. Stowarzyszenia Delta i Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Gminy Bałtów Bałt postanowiły zilustrować znaleziska, w celu zainteresowania turystów. Pierwotnie planowano, iż modele gadów będą ustawione w miejscach, gdzie odkryto ich tropy. Tak rozpoczęła się idea powstania Bałtowskiego Parku Jurajskiego, o którym więcej w dalszej części bloga.

B jak Bałtów

Bałtów to jedna z bardziej rozpoznawalnych wsi w Polsce, położona jest w województwie świętokrzyskim, w powiecie ostrowieckim. Przez wieś przełomem płynie rzeka Kamienna, a brzegi doliny obramowane są wapiennymi skałkami. Największą atrakcją turystyczną miejscowości jest Park Jurajski, założony tutaj w 2004, po odkryciu w Bałtowie skamieniałych tropów dinozaurów. Ciekawą atrakcją Bałtowa jest także spływ wspomnianą wyżej rzeką. Trasa ma długość około czterech kilometrów, a tratwami kierują flisacy ubrani w regionalne stroje.

C jak Cinema 5D – Kino Emocji

Obiekt uruchomiony w 2011 r w Bałtowskim Kompleksie Turystycznym, w którym maksymalnie można pomieścić około 40 widzów. Oprócz trójwymiarowego obrazu widzowie mogą tam doznawać, także innych wrażeń zmysłowych, w tym dźwiękowych, ruchowych, dotykowych, a nawet zapachowych. Te efekty pozwalają oglądającym przemienić się w aktywnych uczestników scen rozgrywających się na ekranie. Polecam szczególne tym, którzy lubią ciekawe doznania.

D jak Delta

Stowarzyszenie Delta to organizacja działająca na terenie Gminy Bałtów, która posiada i rozwija obiekty turystyczne o charakterze edukacyjno-rozrywkowym, takie jak Bałtowski Kompleks Turystyczny, Park Nauki i Rozrywki w Krasiejowie, Jurapark Solec, a także PaleoSafari Moab Giant w USA.

 

E jak edukacja

To w Bałtowie nasze dzieci mogą odbyć wyjątkowe lekcje muzealne. Multimedialne Spotkania z Nauką to nie tylko zabawa, ale i edukacja. Zajęcia przeznaczone dla uczniów szkół podstawowych, gimnazjów i placówek ponadgimnazjalnych i odbywają się w sali wyposażonej w różnorodne środki i pomoce dydaktyczne. Tematyka zajęć obejmuje szeroki zakres zagadnień związanych z dziejami życia na naszej planecie i jest w zgodzie z treściami zawartymi w podstawie programowej. Najważniejsze, że podawana jest w ciekawy sposób i sprawia, że nauka staje się zabawą.
 

Organizowane są tu też warsztaty peleontologiczno-plastyczne. To kolejny sposób na przyswojenie wiedzy poprzez zabawę.  Podczas aktywnego uczestniczenia w zajęciach dzieci poznają podstawowe pojęcia i zagadnienia dotyczące życia dinozaurów i pracy paleontologa.

F jak finanse

Wybierając się w każdą jedną wyprawę warto jest sprawdzić co i ile kosztuje, dlatego polecamy odwiedzenie strony www.juraparkbaltow.pl/cennik – tam znajdziecie aktualne informacje o cenach biletów do Jura Parku w Bałtowie.  Zwracamy Waszą uwagę, że bilet kompleksowy, jak nazwa wskazuje jest jedynym, który obejmuje praktycznie większość atrakcji, dlatego polecamy rozważenie zakupu właśnie tego biletu.


G jak „Gierczakówka”

„Gierczakówka” to przystań przy której zaczyna się Spływ Kamienną.  Należy jednak mieć na uwadze, że spływ ten czynny jest wyłącznie od kwietnia do października. Trasa spływu biegnie od pałacu książąt Druckich-Lubeckich, gdzie znajduje się nasza przystań , a kończy na przystani „Przy Młynie” – w pobliżu głównego wejścia do Jura Parku.

H jak Hunt Run

Hunt Run to ekstremalny bieg z przeszkodami. Odbywa się cyklicznie i zawsze 1-2 lipca w Jura Parku Bałtów. Swoją wyjątkowość zawdzięcza niezwykle urozmaiconemu terenowi, przez co każdego roku trasa jest unikalna i niepowtarzalna, Drugą cechą wyróżniającą bieg są uczestnicy.  Hunt Run to swoista walka z samym sobą, czas na sprawdzenie siebie, w którym nie ma miejsca dla mięczaków. Polecamy wszystkim, którzy chcą sprawdzić swoje możliwości.

 

I jak iguanodon

Iguanodon był potężnym, roślinożernym dinozaurem, który poruszał się na dwóch lub czterech łapach. Jego średnią masę ciała szacuje się na około 3 tony, a długość dorosłego osobnika zaś na około 10 metrów, przy czym niektóre okazy dorastały prawdopodobnie aż do 13 metrów i co ciekawe nie był to największy z dinozaurów.

J jak Jurapark Bałtów

Jurapark Bałtów jest jednym z pierwszych tego typu parków z dinozaurami, jaki powstał w Polsce. Inspiracją do jego powstania stały się odkrycia tropów górnojurajskich dinozaurów.

Na przestrzeni kilku lat park stał się jednym z najbardziej popularnych miejsc w województwie świętokrzyskim, prześcigając od lat istniejące na tych terenach chociażby Jaskinię Raj.

Na terenie parku obejrzeć można około 100 modeli dinozaurów w skali 1:1. Dzieci będą mogły wybawić się na placu zabaw, a dorośli, szczególnie Ci interesujący się prehistorią, zwiedzić Muzeum Jurajskie. W parku znajdują się również stanowiska gastronomiczne i sklepiki z pamiątkami. Także turystycznie widać, że przygotowano się tu na klientów.

K jak Kraina Koni

Kraina ta powstała na początku 2009 roku, jako ośrodek jazdy konnej. Jazda na lonży, jazda w terenie, rajdy konne, jazda bryczką po okolicy, to główne atrakcje, które oferuje to miejsce. Ponadto np zimową porą przez Krainę Koni organizowane są kuligi z pochodniami.


L jak lunch

Przy tak dużej liczbie atrakcji, trzeba nastawić się raczej na szybki, lekki posiłek spożywany w trakcie krótkiej przerwy obiadowej niż porządny obiad, na który przeznaczymy cenny czas. Skąd takie wnioski – gdyż jeżeli dopadnie Cię głód już w trakcie jurajskiej przygody warto na chwilę wybrać się do punktu gastronomicznego położonego na dziedzińcu parku jurajskiego. Kuchnia oferuje zróżnicowane posiłki w tym dania z grilla. Szczególnie poleca się tu miejscowego pstrąga oraz soczyste mięsa. Po takim posiłku na pewno będziemy mieli siłę na dalsze zwiedzanie.

M jak Młyn wodny z XIX wieku / Muzeum Jurajskie

Młyn wodny z 1910 roku na rzece Kamiennej. Młyn pełni dzisiaj funkcję Galerii „Stary Młyn” z pamiątkami oraz rękodziełem miejscowych artystów.

N jak narty

W tym regionie działa również stacja narciarska Szwajcaria Bałtowska. Jest to ośrodek narciarski z wyciągiem krzesełkowym, dwoma wyciągami orczykowymi, dwoma wyciągami dla dzieci i sześcioma trasami o łącznej długości ok. 4 km. Stok czynny  jest sezonowo.

O jak Oceanarium

Prehistoryczne Oceanarium to świat głębi oceanu, który przedstawiono za pomocą trójwymiarowych środków przekazu. Wśród prezentowanych rekonstrukcji znajdują się m.in.: megalodon, mozazaur, liopleurodon i plezjozaur. Szczególnie ciekawa jest ostatnia z sal, w której znajdujemy się w specjalnej kapsule i …..

… i więcej nie zdradzimy, by pozostawić odrobinę słodkiej tajemnicy.

P jak paleontologia

Paleontologia to dziedzina geologii zajmująca się organizmami kopalnymi, wyprowadzająca na podstawie skamieniałości i śladów działalności życiowej organizmów wnioski ogólne o życiu w przeszłości geologicznej. Nie sposób jest nie znać tego pojęcia, gdy mieszka się w Bałtowie. To właśnie, dzięki tej nauce, ta niewielka wieś jest dziś rozpoznawalna w najdalszych zakątkach kraju. To tu bowiem znajdziemy wyjątkowe znaleziska z przed dziesiątek milionów lat.

R jak Rollercoaster

Rollercoaster to jedna z wielu atrakcji dla osób lubiących adrenalinę. Długość wyciągu wynosi 135 m, długość zjazdu – 382 m, a maksymalna prędkość zjazdu – ok. 40 km/h, to wszystko razem może przysporzyć o szybsze bicie serca. Dla mniej wymagających są tu też i inne atrakcje, w tym spokojniejsza kolejka dla dzieci.

S jak Sabathówka

Sabatówka to  magiczne miejsce na mapie Polski. Tu nierzeczywiste przelata się z realnym. Czarownice, czarty i chochliki wabią magią szczególnie dzieci, by te zostawiały pieniądze ich rodziców po stronie czarnej mocy. Jeżeli jesteście gotowi na przeżycie niesamowitej przygody i wydawanie pieniędzy m.in. na malowanie twarzy waszych pociech – to to miejsce jest właśnie dla Was.

T jak Triceratops

Triceratops to rodzaj roślinożernego dinozaura rogatego z rodziny ceratopsów, żyjącego dziesiątki milionów lat temu na terenach dzisiejszej Ameryki Północnej. Dinozaur ten pod pewnymi względami przypominać może nosorożca i wg wielu stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych dinozaurów, nie jest jednak jedynym dinozaurem jakiego odwzorowanie znajdziemy w Bałtowie.

U jak Ultrasaur

„Ultrasaurus” to młodszy synonim superzaura, brzmi jak określenie wojownika Power Rangers, to jest to nic bardziej mylnego, gdyż jest to jeden z największych dinozaurów. Mimo, że był ogromnych rozmiarów, był bardzo łagodnym dinozaurem, który budził respekt wśród innych swą okazałością.

 

W jak wąwozy lessowe

W okolicy Bałtowa znajduje się również wiele lessowych wąwozów, których głębokość dochodzi niekiedy do 20 metrów. Jednym z bardziej znanych wąwozów jest wąwóz zwany Żydowskim Jarem. To w nim możemy znaleźć kolejne tropy dinozaurów, w tym między innymi roślinożernego stegozaura.

Z jak Zwierzyniec

Zwierzyniec Bałtowski to teren około 40 ha w której rozmieszczono wybiegi dla jeleni Dybowskiego, danieli, muflonów, bydła szkockiego, kozic śruborogich, alpejskich i górskich, alpak, lam, owiec, osłów oraz wielu innych zwierząt. Zwiedzanie tego terenu odbywa się żółtymi, amerykańskimi schoolbusami, a dodatkowo warto odwiedzić jest również tamtejsze mini ZOO, w którym spotkamy wiele ciekawych gatunków zwierząt.

Ż jak Żydowski Jar

Około 150 milionów lat temu obszar określany Żydowskim Jarem, był terenem wędrówek dinozaurów. To tam znajdziecie świadectwa ich obecności, a ślady, które tam znaleziono należą m.in. do dwumetrowych dryomorfonów. Spacer Żydowskim Jarem to też możliwość kontaktu z żywą przyrodą. Tereny te pozbawiono śladów działalności człowieka, co czyni je wyjątkowymi.


linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Co warto zobaczyć w Granadzie – Rafał Podróżuje

 Quien no ha visto Granada, no ha visto nada

Kto nie widział Granady, ten niczego nie widział…

Tym hiszpańskim przysłowiem rozpoczynamy kolejną wyprawę z cyklem porad podróżniczych – Rafał Podróżuje. Dziś zabieramy Was do Granady. Miasto jest jedną z najważniejszych miejscowości turystycznych w Hiszpanii, słynie z pięknego położenia, licznych zabytków i niezapomnianych krajobrazów. Szczególny urok Grenady, bo tak również nazywane jest to miasto, polega na tym, że w ciągu kilku godzin można jeździć na nartach w górach Sierra Nevada, a potem kąpać się w Morzu Śródziemnym na Costa del Sol. Mają morze, mają góry…. wszystko w zasięgu ręki, więc żyć nie umierać, ale czy na pewno? Granada przez wiele osób ceniona była ze względu na jej piękno oraz okazałość, nie brakuje tu jednak i głosów krytycznych. Dziś od A do Z zasugerujemy dlaczego warto wybrać się do Granady. Tradycyjnie postaramy się przybliżyć też klimat miasta oraz zwrócimy Waszą uwagę, na wydawać by się mogło, mało istotne detale.

 

A jak Alhambra

Alhambra to najmocniejszy atut turystyczny tego regionu. Ten długi czerwony pałac górujący nad miastem, na tle ośnieżonych gór Sierra Nevada, potrafi zachwycić nawet bardzo wymagających turystów. Dawniej należała ona do Maurów i była ich twierdzą oraz jednocześnie ostatnim bastionem w Andaluzji. Każdy fotograf, który chciał ją fotografować kilka razy wie, że wygląda ona imponująco o każdej porze dnia, czy nocy. Jej wyjątkowość polega tez na tym, że w różnym świetle zmienia swoje kolory. Raz mieni się na pomarańczowo, raz na fioletowo, a nocą wygląda jak skupisko świecących się żółtych brył. Stała się mimowolnie symbolem Granady. Cechuje ją niezwykłe bogactwo dekoracji wnętrz, które warto zobaczyć zarówno za dnia jak i w nocy. Wewnątrz Alhambry radzimy nie pominąć muzeum flamenco z piękną wystawą fotograficzną. Polecamy też o bilety do samej Alhambry starać się z dużym wyprzedzeniem, gdyż z dnia na dzień są często nieosiągalne.

B jak Betyckie…. Góry Betyckie

Góry Betyckie określa się w Hiszpanii jako Cordilleras Béticas albo Sistemas Béticos. Należą do Alpidów Zachodnich i są częścią łańcucha górskiego w południowo-wschodniej części Półwyspu Iberyjskiego. Cały ten łańcuch ma długość około 600 km, szerokość 100–160 km. Jej jedną z piękniejszych części stanowi krystaliczny masyw Sierra Nevada, ze szczytem Mulhacén, 3478 m. n.p.m. Jest to najwyższy szczyt na Półwyspie Iberyjskim i nie lada gratka dla fanów wspinaczki. Charakterystyczne jest to, że góry Betyckie posiadają bardzo strome stoki. Bez wątpienia góry te stanowią ważny element z punktu widzenia turystyki tego regionu.

C jak Costa del Sol

To plaże wybrzeża wokół Morza Śródziemnego, które oddalone są około 70 kilometrów od Granady. Nad morze dojechać można dzięki temu w mniej niż godzinę. Costa del Sol posiada przepiękny wschodni pas wybrzeża określany jako Costa Tropical, ponieważ rosną tam egzotyczne owoce, jak papaja czy avocado. Można tu znaleźć ciche miejsca, gdzie głównie lokalni Hiszpanie spędzają wakacje i wolne weekendy. Wszystko z dala od zgiełku i tłumów turystów spotykanych na innych hiszpańskich plażach.

D jak Dziedziniec Lwów

Patio de los Leones określany jako Dziedziniec Lwów – pochodzi z XIV wieku i znajduje się w Alhambrze. Jest to jeden z najdoskonalszych przykładów zdobnictwa mauretańskiego. Dziedziniec Lwów otaczają cztery wyjątkowe sale. Uważa się, że to wyjątkowe dzieło powstało pod wpływem sztuki europejskiej.

 

E jak El Parque Tecnológico de la Salud

Jest to nowoczesne centrum nauki i technologii. Ten park technologiczny zajmuje spory kompleks budynków położonych na obrzeżach miasta Granada. Prowadzone tam badania skupiają się w dużym stopniu na dziedzinie nauk przyrodniczych i ochronie środowiska.

F jak filmy

Ten region jest praktycznie idealny nie tylko dla fotografów, ale i dla filmowców. Praktycznie w jednym miejscu mamy góry, doliny, morze, ocean, lasy, pustynie, rzeki, plaże, zamki, pałace, czy wyjątkowe twierdze. Sceny do wielu filmów kręcono właśnie w Granadzie zarówno przez wzgląd na jej malowniczość, jak i wyjątkowy urok. Do tej listy zalicza się m.in.: „Indiana Jones i Ostatnia Krucjata”, „Mania wielkości” czy „Isabel”.

G jak Gaudix

Kolejnym świetnym pomysłem na wycieczkę jest odwiedzenie Gaudix, małego miasteczka usytuowanego na rzymskiej Via Augusta, gdzie w pomalowanych na biało domkach żyje około pięciu osób. Słynne są Las Cuevas de Guadix, czyli jaskinie, w których ludzie wciąż mieszkają.

H jak Huetor…. Sierra de Huetor

Park naturalny Sierra de Huetor to idealne miejsce dla fanów grzybobrania. Park otacza kilka malowniczych wsi. Znajduje się tam też duża liczba możliwych ścieżek do spacerów.  Znaczne tereny to idealne miejsca na piknik, można tam znaleźć też miejsca kempingowe na których możemy grillować chociażby hiszpańskie kiełbaski.

I jak inverno

Inverno to po hiszpańsku zima. Trzeba pamiętać, że Hiszpania to nie tylko słońce i ciepło. W Granadzie pogoda przechodzi ze skrajności w skrajność. Z gorących lat mamy do czynienia  z dokuczliwymi zimami. Nie ma tu minusowych temperatur, ale zimno jest mocno wyczuwalne. Temperatura spada często poniżej 10 stopni. Najzimniej jest najczęściej w nocy i rano, a dla ciepłolubnych Hiszpanów inverno nie jest ulubioną porą roku.

J jak JerónimoSan Jerónimo de Granada

Królewski klasztor San Jerónimo de Granada to renesansowy zespół architektoniczny, założony w 1492 roku przez Królów Katolickich. Klasztor wpisany na listę skarbów narodowych Hiszpanii, posiada dwa malownicze klasztorne ogrody. 
 
 

K jak katedra

Katedra Santa María de la Encarnación to gotycko-renesansowa budowla z XVI–XVIII wieku. Jej wnętrza są bogato zdobione rzeźbami, obrazami. Nie brakuje tu wielu dzieł sztuki. W kaplicy katedry pochowano Królów Katolickich m.in. jest to miejsce pochówku Izabeli i Ferdynanda oraz Joanny Szalonej i Filipa Pięknego. W zakrystii znajduje się skarbiec i kolekcja malarstwa flamandzkiego, m.in. Rogiera van der Weydena czy Hansa Memlinga.

L jak los miradores

Granada położona jest na wzgórzach i ma wiele punktów widokowych, które określa się w języku hiszpańskim los miradores, co w dosłownym przełożeniu oznacza punkty widzenie, czy właśnie punkty widokowe. To z nich będąc w Granadzie można o każdej porze podziwiać z góry Alhambrę, widok na panoramę miasta, czy przepięknie ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Warto wybierać się na los miradores zawsze o wschodzie lub zachodzie słońca, kiedy mamy miękkie światło, które jest idealne do fotografowania.

M jak Mexuar

Piękno pałacowych wnętrz Alhambry robi ogromne wrażenie. Sala audiencyjna, w której władcy Królestwa Granady przyjmowali swoich poddanych nosi nazwę Mexuar. Było to miejsce pracy urzędników dworskich i państwowych. Znajdowała się tu m.in. Sala de Mexuar, gdzie odbywały się posiedzenia rządu i królewskiego sądu, obok Patio de Mexuar, czyli piękny dziedziniec z fontann oraz Cuarto Dorado, imponujące dzieło sztuki, które służyło głownie do audiencji prywatnych.

  

 

N jak Nevada… Sierra Nevada

Wielkie przestrzenie łańcuch górskiego Sierra Nevada, zyskały status parku narodowego. I wiecznie ośnieżone szczyty stanowią wspaniały kierunek podróży na wycieczki górskie. Długość tego pasma górskiego wynosi około 120 km. Sierra Nevada stanowi rezerwat biosfery, w którym żyje kilkadziesiąt gatunków różnorodnych roślin i zwierząt. Góry te są również najbardziej wysuniętym na południe rejonem w Europie umożliwiającym uprawianie narciarstwa. Po długich górskich wyprawach warto wybrać się do miasta na aromatyczną herbatę.

O jak otoño

Najprzyjemniejsza dla nas Polaków ze wszystkich pór roku jest jesień (po hiszpańsku otoño). To o tej porze roku warto wybrać się do Hiszpanii. Temperatura optymalna zbliża się do około 20-30 stopni, a przy tym jest słonecznie. Niestety jesień nie trwa tu wiecznie, dlatego warto być czujnym w podejmowaniu decyzji o terminie kupna biletów lotniczych.

P jak primavera

Wiosna to po hiszpańsku primavera. Ta pora roku jest w tej części Hiszpanii bardzo przyjemna. Zarówno temperatura jak i klimat sprzyjają do odwiedzania tego regionu. To dlatego wielu turystów decyduje się na przylot tutaj właśnie wiosną.

R jak Raj dla fotografów

Każdy fotograf doceni piękno Granady. Znaleźć tu można wiele wspaniałych inspiracji. Zarówno fotografowie architektury będą czuli się tu jak ryby w wodzie, podobnie jak i fotoreporterzy. Na wielu uliczkach w mieście spotkać można ciekawych handlarzy lub ulicznych muzyków, których warto fotografować. Ze względu na piękną i różnorodną roślinność wielbiciele macro fotografii znajdą tu również coś dla siebie.

S jak  Sacromonte

Do niezwykle interesujących miejsc można zaliczyć Sacromonte. Jest to cygańska dzielnica, gdzie spacerując zobaczyć możemy np. pokazy flamenco. Znajdziemy tutaj alternatywne oblicze Granady, małe sklepiki z rzemiosłem artystycznym, zawiłe uliczki, pośród których bardzo łatwo można się zgubić. Spotkać tu można Cyganów, hipisów, ale i piękne punkty widokowe. Ta część miasta wygląda wyjątkowo za dnia jak i w nocy.

T jak tapas

W całej Granadzie jest mnóstwo barów gdzie skosztujesz lokalnej kuchni. W wielu miejscach spotkasz się tu z darmowym tapas. Czym jest tapas? To jedzenie traktowane jako aperitiw dodawany do alkoholu np. piwa, wina lub napojów orzeźwiających.  Często tapas składa się np. z jakiegoś mięsa czy ryby, czasami kromeczki chleba z jakimś dodatkiem, czasami jest to mała kanapka z ośmiornicą lub pasztetem, niekiedy oliwki. Tapas w Hiszpanii jada się bez względu na porę dnia – zarówno w dzień i w nocy.

U jak Uniwersytet

Współcześnie Granada jest nie tylko miastem atrakcyjnym pod względem turystyki. Jest również jednym z ważniejszych ośrodków akademickich w całej Andaluzji. Uniwersytet, założony przez Karola V w 1531 roku, znajdujący się w centrum miasta, jest trzecim z pośród uczelni wyższych, biorąc pod uwagę wielkość w całej Hiszpanii. Patrząc szerzej, można stwierdzić, że Granada ma jeden z najstarszych uniwersytetów w Europie. Na tej uczelni są niemalże wszystkie wydziały i kierunki. Przyjeżdża tu wielu studentów z zagranicy, wielu z nich korzysta z programów takich jak chociażby erasmus. Miasto uznawane jest zatem za studenckie.

V jak verano

Verano to po hiszpańsku lato. Warto jest przy tej porze roku zatrzymać by dostrzec, że posiadanie gór i morza niemalże w jednym miejscu nie gwarantuje sukcesu. Bardzo upalne lata dają się mocno odczuć. Temperatury są powyżej 40 stopni, często są nie do wytrzymania. To dlatego w środku dnia ulice miejskiej Granady są  często puste. Wypełniają się wówczas plaże. A turyści jak i lokalni mieszkańcy chłodzą się w Morzu Śródziemnym.

W jak wzgórze Albacín

Znajdziemy tutaj zupełnie inne oblicze Granady. Małe sklepiki z rzemiosłem artystycznym oraz restauracyjki nadają tej części miasta wyjątkowy klimat. Na spacer po tej części miasta  warto poświęcić dłuższą chwilę, można dzięki temu znaleźć w zakamarkach prawdziwe cuda.

Z jak zamek Alcazaba

Alcazaba  jest najstarsza częścią Alhambry, stoi wysoko na górskiej ostrodze nad rzeką Darro. Wznosi się ona ponad podwójnym murem obronnym z czworokątnymi wieżami. Obecnie Alcazaba jest jednym z największych warownych kompleksów w całej Andaluzji. Forteca zajmuje powierzchnię blisko 35 tysięcy metrów kwadratowych. W okresie swojej świetności schronić się w niej mogło nawet do 20 tysięcy osób. Ze szczytu murów rozciąga się piękny widok na niemalże całe miasto. Warto jest więc się tam udać i to koniecznie z aparatem fotograficznym.

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#rafalbil  #fotografia #travel #hiszpania #granada

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Co warto zobaczyć w Rzeszowie – Rafał Podróżuje

Rzeszów, znany również przez wielu, jako miasto „WIELKIEJ CIPY”, to powiatowe miasto w południowo-wschodniej Polsce, które jednocześnie jest stolicą województwa podkarpackiego. Jak przystało na taką metropolię, winno się tu dużo dziać, ale czy na pewno? Czy Rzeszów ma na tyle bogatą ofertę kulturalną, jak przystało na prężnie rozwijające się miasto?

Rzeszów posiada międzynarodowy port lotniczy oraz Podkarpacki Park Naukowo-Technologiczny ukierunkowany na przemysł nowych technologii. Na terenie miasta działa też Specjalna Strefa Ekonomiczna Rzeszów-Dworzysko. Do tego dochodzą dobre drogi dojazdowe i sprawnie zarządzane miasto przez lokalne władze. Wszystko to brzmi bardzo dumnie, tylko czy zachęca do odwiedzenia miasta przez potencjalnych turystów?

Dziś postaramy się przeanalizować od A do Z właśnie ten region Polski. Zawędrowaliśmy na podkarpacie, by subiektywnie przedstawić Wam co i dlaczego warto zobaczyć w Rzeszowie. Postaramy się powiedzieć Wam, co warto zjeść, lub czego nie dotykać… Postaramy się też przybliżyć, czym pachnie WIELKA …., a właściwie „WIELKI RZESZÓW”.

A jak Aleja Pod Kasztanami

Naszą podróż po Rzeszowie rozpoczęliśmy od małej, choć urokliwej uliczki zlokalizowanej w Śródmieściu. Czas okazał się niemalże idealny do spacerowania tymi terenami, ponieważ akurat kwitły kasztanowce. Stąd też pierwsze wrażenia zapachowe były bardzo pozytywne, mimo, że przysłaniał je nieco pochmurny i deszczowy dzień, który nam praktycznie nieustannie towarzyszył. Ta uliczka stanowi wąski trakt biegnący wzdłuż osi, nieistniejącego obecnie, barokowego  ogrodu letniego pałacu Lubomirskich i jest dobrym początkiem naszej podróży.

B jak Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

Bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Rzeszowie, to zarówno kościół parafialny, jak i Sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej. Świątynia znajduje się w centrum miasta. Łatwo jest do niej trafić spacerując po tamtejszej starówce. Przylega do niej bezpośrednio dom zakonny oo. bernardynów. Budowla ta powstawała niespełna 20 lat, a budowę zakończono w 1629 roku. Cechuje ją nałożenie na siebie dwóch dojrzałych stylów – renesansu i wczesnego baroku oraz bardzo bogate dekoracje charakterystyczne dla rokoka.

C jak Collegium Pijarów

Collegium Pijarów jest zespołem budynków rozlokowanych wzdłuż ulicy 3 Maja w Rzeszowie. W skład wchodzi m.in. kolegium, kościół oraz klasztor. Kościół i klasztor wybudowano w połowie XVII wieku. Obecnie swoją pierwotną funkcję zachował jedynie kościół. W południowym skrzydle znajduje się dziś siedziba Muzeum Okręgowego, natomiast w północnym – I Liceum Ogólnokształcące im. St. Konarskiego. Wiele osób uważa, że dawny klasztor, kościół i szkoła pijarów powinny być symbolem Rzeszowa, nie tylko ze względu na rangę artystyczną tych budowli, ale rolę, jaką odegrali zakonnicy w historii miasta.

D jak dewiza

Dewiza, to krótkie zdanie definiujące ogólną zasadę postępowania. Dewizę posiada szereg miast, w tym również i Rzeszów. „Concordia res parvae crescunt” to dewiza Rzeszowa i tłumaczy się ją następująco: „Zgodą małe rzeczy rosną. Jest to cytat z Wojny z Jugurtą Salustiusza i stanowi, obok herbu, wizytówkę charakteryzującą rzeszowską społeczność.

E jak Everest na frytkach

Szukając, pytając i czytając o tym – co i gdzie warto zjeść w Rzeszowie, natrafiłem na iście ciekawą rekomendacje jedzenia poimprezowego. Wiele polecanych knajp znajduje się w Rzeszowie na tamtejszym Rynku lub w jego okolicy. Znajdziemy tu zarówno modne i stylowe knajpy, jak i bary z kebabami, w tym te robione przez rodowitych Turków, ale i np. Chińczyków, co dość mocno nas zaintrygowało. Nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie spróbowali tej ekstremalnej opcji numer dwa, szczególnie po przezabawnej rekomendacji. Nigdy wcześniej nie słyszałem o frytkach z posypką z Everestu, czyli ścinkami mięsa z kebaba, które są polane sosem, którego składu lepiej nie poznać… podobnie z resztą jak i składu ów mięsa, przy założeniu, że z mięsem ma to cokolwiek wspólnego. Co się jednak okazało – to danie było lepsze niż ambrozja! Wystarczyło tylko wcześniej wypić dużo mocniejszych trunków w celu znieczulenia! Danie to, po kilku głębszych, smakuje wyjątkowo, niczym nektar greckich, starożytnych bogów. Słynne Frytki i ich posypka, nie są jednak jedyną smakową atrakcją w regionie…. Może to i dobrze, jednakże o tutejszym jedzeniu i przysmakach jeszcze napiszemy poniżej.

F jak fontanny multimedialne

Otwarte zostały w 2013 roku, są więc nową atrakcją dla mieszkańców, czy turystów w Rzeszowie.  Zlokalizowane są na placu przy al. Lubomirskich, obok zamku. Jak wyczytać można w sieci, jest to trzecia co do wielkości budowla tego typu w Polsce, choć już dziś mamy wątpliwości, pewnie zależy wszystko od rodzaju kryteriów, jakie zostały przyjęte. Nie zgłębiając się jednak w szczegóły, w naszym mniemaniu całość składa się z pięciu niewielkich fontann kwiatów, jednej fontanny w kształcie koła oraz najważniejszej – fontanny multimedialnej. Bez najmniejszych wątpliwości za dnia nie wzbudzi ona tyle zachwytu co w nocy, szczególnie podczas multimedialnych pokazów specjalnych. Nam niestety tym razem nie było dane ich nocną porą obejrzeć, ale może i dobrze. Dzięki temu będzie jeszcze po co wracać do Rzeszowa. Stąd też nasz brak zachwytu tym miejscem może okazać się mocno subiektywny i nieuzasadniony.

G jak Galeria Rzeszów

Jest to jedna z najbardziej popularnych galerii w Rzeszowie. Fani tzw. shoppingu świetnie odnajdą się właśnie tu, przy ul. Piłsudskiego 44, gdyż tu mieści się ów centrum handlowe. Rzeszów należy do miast o najwyższym wskaźniku nasycenia powierzchni handlowej na każde 1000 mieszkańców. Miasto świetnie wykorzystuje swój biznesowy potencjał, ponieważ w dużej mierze nastawia się na partnerów biznesowych oraz kupujących, głównie zza wschodniej granicy. Sporą grupę docelową stanowią mieszkańcy, przedsiębiorcy z mniejszych miast województwa, zaopatrujący się w Rzeszowie ze względu na dużą podaż – w porównaniu z pozostałymi miastami Podkarpacia. Osobną, ale i ważną rolę odgrywa także spora ilość tutejszych studentów, którzy bądź co bądź, też gdzieś muszą się ubierać, imprezować czy jeść. Jeśli wszystkie te potrzeby mogą zaspokoić w jednym miejscu, tym więcej czasu zaoszczędzają na….. naukę oczywiście.

H jak herb Rzeszowa

Herb Rzeszowa to wizerunek srebrnego krzyża kawalerskiego na błękitnym tle. Jest on jednym z ważniejszych symboli miejskich Rzeszowa. Na przestrzeni lat jego wygląd zmieniał się niejednokrotnie. Ostatecznie od roku 1975 tło herbu Rzeszowa jest niebieskie, a krzyż kawalerski ma kolor biały. Widnieje on na wielu budynkach miasta, dlatego będąc w Rzeszowie nie sposób go choć raz nie zauważyć.

I jak infrastruktura komunikacyjna

W Rzeszowie krzyżują się międzynarodowe trasy: E-40 – z Drezna do Lwowa i Kijowa, E-371 – z Gdańska przez Warszawę, na Słowację i południe Europy, a także drogi krajowe nr 9 i nr 19, łączące kraje skandynawskie i nadbałtyckie z państwami Europy środkowo-wschodniej oraz magistrala kolejowa E-30. Drogi dojazdowe są bardzo dobre, dzięki czemu miasto może prężniej się rozwijać i łatwiej jest mu pozyskiwać potencjalnych inwestorów. Widać, że nie małe środki zostały włożone w rozwój infrastruktury komunikacyjnej, a co więcej, włodarze nie spoczywają na laurach i widać, że powstają nowe  drogi, a ponadto rozwija się komunikacja powietrzna, na co wskazuje np. rozbudowanie i zmodernizowanie m.in. międzynarodowego portu lotniczego „Rzeszów-Jasionka”.

J jak Jan Pakosławic 

Jan Pakosławic ze Strożyska, to postać z czasów dawnej historii. Trzeba przenieść się aż do roku 1374, ponieważ wówczas wtedy żył  dyplomata i rycerz, którego pomnik znajdziemy dziś w Rzeszowie. Zastanowiło nas, co uczynił ten człowiek, że dziś stawia mu się pomniki? Czy wystarczył fakt, że przyjął nazwisko Rzeszowski, że miał tzw. mocne plecy, gdyż był założycielem rodu Półkoziców Rzeszowskich, którzy władali miastem do 1583 roku? Czy może fakt, że był bardzo majętny, gdyż był właścicielem dóbr Strożyska? Wydaje nam się, że to wszystko po trochu, ale chyba głównie wpłynął na to Kazimierz Wielki, który nadał mu miasto Rzeszów z okolicą po Dąbrowę na północy, Czudec na zachodzie i wieś Leżajsk na wschodzie. Około 1360 Jan Pakosławic wystawił kościół w Rzeszowie na Staromieściu. Więc głupio by chyba było ze strony obecnych mieszkańców miasta, gdyby tak kluczowej postaci w historii miasta nie upamiętniono.

K jak kino Zorza

Kino to powstało w 1956 roku. Jest najstarszym kinem w Rzeszowie i niedawno obchodziło swoje 60-lecie istnienia. Zorza położona została w samym centrum miasta i jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych kin w województwie. Tego typu kina mają swoją unikatową atmosferę, coś czego nie da się podrobić i zastąpić w nowoczesnych kinach. Ducha tego miejsca nie da się zastąpić, nawet najlepszym repertuarem i najkorzystniejszymi cenami. Kino to posiada jedną z największych sal kinowych w regionie, liczącą ponad pół tysiąca miejsc. Co też ważne, kino nie zatrzymało się w czasie i co więcej, rozwija się z swym leciwym wiekiem. Można w nim m.in. obejrzeć filmy w technologii 3D, co nie zawsze jest takie oczywiste w tego typu miejscach.

 

L jak Letni Pałac Lubomirskich

Letni Pałac Lubomirskich w Rzeszowie jest jednym z najcenniejszych obiektów architektonicznych w całym mieście, oczywiście z pośród tych zachowanych do dnia dzisiejszego. Powstał w latach 90. XVII wieku. Znajdziemy go zaraz w bliskim sąsiedztwie z Zamkiem Lubomirskich. Niestety, nie zachował swej pierwotnej szaty architektonicznej, gdyż przebudowywano go wielokrotnie. Podobny los spotkał także barokowe ogrody, które rozpościerały się dookoła. Mimo, że w dniu naszego zwiedzania pogoda nie sprzyjała robieniu zdjęć, staraliśmy się uwiecznić wyjątkowość tego obiektu. Obecnym właścicielem budowli jest Okręgowa Izba Lekarska.

M jak Muzeum Dobranocek

Muzeum Dobranocek w Rzeszowie mieści się w centrum miasta, w pobliżu rzeszowskiego rynku. Pobyt w tym miejscu zapewni sentymentalną podróż do świata dzieciństwa, skupionego wokół świata bajek. Miejsce to jest na swój sposób niesztampowe i wyjątkowe. Pozwala przenieść się do krainy wspomnień, wzruszeń i dobrych emocji. Można tu choć przez moment ponownie poczuć się jak dziecko, i nie jest to jedyny argument, dla którego warto właśnie tam zawitać.

 

N jak Niebieskie Migdały

W Rzeszowie jest mnóstwo restauracji, każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Rzeszowianie często polecali mi udać się do Niebieskich Migdałów na ulicy 3-ego maja. Serwują tam różne słodkie i słone dania, a miejsce to cechuje miła obsługa i fajny wystrój. Fanom burgerów poleca się tu udać do Bobby Burger, który jest knajpą w stylu akermańskim. Duże i smaczne burgery można kupić tu również w Hokus Pokus. Kiedy się już tam dotrze i smacznie zje, to będzie także świetna okazja, by sobie pograć w kultowe gry np. Mario. Rzeszów ma również ofertę dla vegan czy vegetarian. Jednymi z propozycji jest Vegus bar, czy Magiczne Smaki. Natomiast jedne z najlepszych lodów, to lody z Myszki. Jakkolwiek to wybrzmiewa – warto było zaryzykować. Ów Myszkę znajdziemy obok starego kina Zorza. Głodnym zatem z Rzeszowa nie wyjedziemy.

O jak Ogrody Bernardyńskie

Pamiętajcie o ogrodach… można powiedzieć, gdy tylko będziecie chcieli chwilę odpocząć od zwiedzania miasta. Ogrody Bernardyńskie zostały oficjalnie oddane do użytku mieszkańców w 2013 roku. Wykonanie ogrodów, trzeba przyznać, jest estetyczne, choć też nie budzi w nas podziwu, być może to przez lokalizację… Całą naszą uwagę skupiał bardziej pomnik położony tuż obok nich, a niżeli one same, ale o ów pomniku później. Trzeba przyznać, że bardzo praktycznym rozwiązaniem jest za to samo ich usytuowanie bezpośrednio nad parkingiem, co świadczy o utylitarnym zagospodarowaniu przestrzeni miejskiej. Musicie jednak pamiętać, że w tych ogrodach obowiązuje całkowity zakaz wstępu zwierząt. Psy, koty, wróble, gołębie i wrony, nie są tam mile widziane.

P jak Pomnik Chwały Żołnierzy AK

Pomnik ten znajduje się na Skwerze przy Alei Pod Kasztanami oraz Alei Lubomirskich. Jest on podarunkiem od społeczeństwa w hołdzie niezłomnym żołnierzom AK, którzy oddali życie za Polskę na polach bitew w czasie II wojny światowej, a także doznali nieludzkich tortur oraz poniżeń w kaźniach gestapo, NKWD i UB. Monument odsłonięto w 2001 roku. Mając na względzie, słowa Zbigniewa Herberta: „historia jest dziełem człowieka, a nie sił przyrody, nieubłaganej dialektyki, ducha dziejów czy czegoś podobnego. Historia jest w ręku człowieka, który jest wyprostowany, odzyskał honor i swoją godność, nie da się poniżyć”, trzeba docenić ten gest społeczności lokalnej.

R jak Ratusz Rzeszowski

Ratusz to budynek magistratu miejskiego, który mieści się na tamtejszym miejskim rynku. Został wybudowany, podobnie jak zamek, przez Mikołaja Spytka Ligęzę, najprawdopodobniej przed końcem XVI wieku. Dzisiejszą formę przyjął pod koniec XIX wieku. Obecnie mieści się tu siedziba Urzędu Miasta i Prezydenta, a o każdej pełnej godzinie rozbrzmiewa z niego hejnał miasta. Nasze obiektywy uznały, że jest on najokazalszą budowlą na całym Rynku Starego Miasta, w którego otoczeniu działa wiele sklepów, restauracji i kawiarni, a na samym placu odbywają się na różne wydarzenia kulturalne. Na Starym Mieście oprócz Ratusza znajduje się również Podziemna Trasa Turystyczna, która jest jedną w ważniejszych atrakcji turystycznych miasta. Warto jest więc pamiętać, że rzeszowski rynek skrywa prawdziwe atrakcje pod swoją powierzchnią.

S jak Stare Miasto

Pierwsze co mi przychodzi na myśl to to, że Rzeszów jest bardzo czystym i zadbanym miastem, w którym widać, że władze Rzeszowa przykładają bardzo dużą wagę do estetyk. Wszystkie kamienice na rynku rzeszowskim zostały odrestaurowane. Zauważyłem też ostatnio, że wiele bloków mieszkalnych jest remontowanych i odnawianych. Na ulicach jest czysto, nie ma porozrzucanych śmieci nawet po koncertach i innych imprezach.

 

T jak Tadeusz Kościuszko

Na rzeszowskim rynku, w pobliżu ratusza stoi wzniesiony w 1980 roku pomnik Tadeusza Kościuszki. Obecny pomnik jest repliką poprzedniego monumentu wystawionego w 1897 roku i zburzonego w 1940 roku przez Niemców. Co ciekawe, jest to replika jednego z najstarszych rzeszowskich monumentów. Ciekawostką jest, że pewien nagi mężczyzna wszedł w 2012 roku na pomnik Kościuszki. Ciekawe, co dziś na to powiedziałby sam Kościuszko, gdyby wiedział, że pewnego dnia skończy w objęciach nagiego mieszkańca Podkarpacia.

 

U jak uczelnie

W mieście znajdują się dwie duże uczelnie państwowe, mianowicie, Uniwersytet Rzeszowski i Politechnika Rzeszowska, oraz kilka niepublicznych: m.in. Wyższa Szkoła Inżynieryjno-Ekonomiczna, WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa i Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania. Można więc śmiało przyznać, że jest to silny ośrodek akademicki na mapie Polski. A wiadomo – gdzie studenci, tam i imprezy!  Rzeszów jest jednym z największych ośrodków akademickim, nie tylko w Polsce, ale i w Unii Europejskiej. Jednak, czy przekłada się to na największe, na europejskim poziomie, imprezy kulturalne? Tu mamy pewne wątpliwości…

 

W jak Wielka Cipa

Różnie się o nim mawia: „jeden z pomników, których nie powinny oglądać dzieci”, czy „najbardziej obciachowy pomnik w Polsce”. Przeciwnicy tego wulgarnego określenia pomnika uznają, że nie jest to tak naprawdę Wielka Cipa, tylko uszy zakopanego zająca. Bądź co bądź o Wielkiej powstały nawet wiersze:

W Polsce południowej, po jej wschodniej stronie
Tam gdzie Wisłok toczy swe brunatne tonie
Niezbyt czyste, a w bukiet zapachów bogate
Miasto stoi… sześćsetletnią mające już datę.Ł
atwo je poznasz, bowiem w samym środku grodu

Tam gdzie krzyżują się drogi z północy i wschodu
A po ich czarnych wstęgach przez dzień cały wali
Ryczący potok smrodu, benzyny i stali…Pomnik stoi… Z kształtu wielce osobliwy Lecz mieszkańców miasta chór głosów zgodliwy
Orzekł, że ten kształt obły co się w górę wspina
Na metrów dwadzieścia, w środku jest szczelina To nie kicz żaden, ani żadna lipa
Lecz największa na świecie – betonowa cipa”

Fakty są jednak niepodważalne – to socrealistyczny monument, którego pomysłodawcą był Władysław Kruczek. Prace zaczęły się w 1967 roku, a budowlę odsłonięto w 1974 roku. W istocie pomnik ten nosi nazwę „Pomnik Walk Rewolucyjnych”. Jednak kształt tego kolosalnego monumentu sprawił, że mieszkańcy Rzeszowa ochrzcili go Wielką Cipą. Monument świetnie wpisał się w życie miasta i stał się dla wielu miejscem spotkań. Być może na ten stan rzeczy ma również fakt, że mieści się praktycznie w samym centrum Rzeszowa. Paradoksem jest to, że ów pomnik znajduje się na ziemi należącej obecnie do zakonu oo. Bernardynów. Wrzawę podnosiły powstające pomysły, zburzenia Pomnika Walk Rewolucyjnych. Na szczęście Wielka ma licznych fanów i stoi po dziś dzień cała i piękna. Trzeba jej przyznać, że wpisała się już na tyle w krajobraz Rzeszowa i stała się jego nieodłączną częścią i symbolem, na tyle silnym i ważnym, że wielu mieszkańców nie wyobrażałoby sobie Rzeszowa bez niej.

 

 

Z jak Zamek w Rzeszowie

Zamek w Rzeszowie jest jednym z głównych zabytków miasta. Wybudowano go w latach 1902–1906 na miejscu dawnego zamku Lubomirskich. Jest ulokowany pomiędzy aleją Pod Kasztanami, o której pisaliśmy na początku, a aleją Lubomirskich, ulicą Chopina i placem Śreniawitów oraz ulicą płk. Lisa-Kuli. Aktualnie mieści się tam Sąd Okręgowy, co uważamy za mało trafny pomysł. Natomiast w latach PRL-u, a zwłaszcza w okresie stalinizmu, dochodziło w Zamku także do tortur i egzekucji członków ruchu oporu i działaczy antykomunistycznych, a do 1981 roku znajdowało się w nim także więzienie, co również naszym zdaniem nie było dobrym rozwiązaniem. Warto również zaznaczyć, że w historycznej formie do czasów współczesnych zachowano jedynie wieżę bramną i bastionowe fortyfikacje.

 

Ż jak żaba

Z żabą ściśle związana jest legenda o powstaniu Rzeszowa. Dawno, dawno temu… jak to na początek każdej legendy przystało, w miejscu gdzie dziś znajduje się miasto Rzeszów, były błotniste, rozległe tereny. Ziemie te należały do pewnego księcia, który miał wizualnie interesującą, lecz osobowościowo, już mniej atrakcyjną córkę. Księżniczka ta była wiecznie naburmuszona i zachowywała się jak rozpieszczona córeczka tatusia. Miała jedno mało ambitne hobby, a mianowicie polowała na okoliczną zwierzynę. Pośrodku bagien była niewielka górka na której wybudował sobie chatkę pewien samotny starszy mędrzec, którego nigdy nie odwiedzano, gdyż powiadano, że zna się na czarach. Jego towarzyszami w życiu były tamtejsze bagienne zwierzęta, które traktował jak swych przyjaciół. Często gdy były chore przychodziły do niego po pomoc, a on je uleczał i wypuszczał na wolność. Od kiedy księżniczka zaczęła przyjeżdżać w te strony na polowania, zranionych zwierząt było coraz więcej. Na jej czyny mędrzec patrzył z gniewem. Codziennie zastanawiał się jakby tu ukarać księżniczkę.

Pewnego dnia, gdy księżniczka znowu przyjechała na polowanie, udało jej się postrzelić kilka zwierząt z łuku, a później zaciekawiona gdzie kryją się przed nią zwierzęta, pobiegła za uciekającymi ptakami, aż dotarła do chatki mędrca. Księżniczka zaczęła się złościć i coraz głośniej krzyczeć. Zdenerwowany starzec wypowiedział kilka magicznych słów i córka króla zmieniła się z żabę. Mędrzec wziął ropuchę i wyrzucił ją do bagien, a ona popłynęła wrzeszcząc tylko : RZESZ, RZESZ, RZESZ…

Na dworze daremnie szukano księżniczki. Władca kazał służbie przeszukać bagna. Dotarli w końcu do chaty starca. Mędrzec przyznał się do tego co uczynił. Za ten czyn król kazał go wtrącić do lochu, jednak w więzieniu starzec szybko umarł.

Władca był załamany. Sprowadzał mędrców z całego świata, aby znaleźli jego córkę i zdjęli zły czar, jednak nikomu się to nie udało. Często też władca przechadzał się po bagnach, wiedząc że gdzieś tam jest jego córka. Na tych właśnie mokradłach kazał wybudować zamek. Lubił codziennie przesiadywać na balkonie wsłuchując się w odgłosy wydawane przez żaby. Jeden głos był silniejszy od wszystkich: RZESZ, RZESZ, RZESZ… a echo odpowiadało w tedy: UW…UW…UW…

Władca już stracił nadzieje na odzyskanie córki, kiedy nagle pewnego dnia dano mu znać, że na dwór przybył ktoś, kto zna się na czarach.

Tego samego dnia gdy na zegarach wybiła północ, czarodziej wypłyną na środek jeziora i dzięki czarom przywołał wszystkie żaby i ropuchy. Wśród nich wybrał najbrzydszą, odprawił nad nią jakieś magiczne rytuały i w mgnieniu oka żaba zamieniła się w piękna księżniczkę.

W zamku nastała radość, a zachowanie księżniczki całkowicie się odmieniło. Stała się miła i uczynna. Postanowiła że już nigdy nie będzie krzywdzić zwierząt. Bycie ropuchą uświadomiło jej, że zwierzęta cierpią, tak samo jak ludzie.

Władca ucieszył się bardzo z przemiany córki i postanowił zapisać jej całe królestwo, gdyż wiedział, że będzie nim dobrze zarządzać. Młoda dziewczyna postanowiła osuszyć bagna i zbudować na nich miasto. Gdy zastanawiała się nad nazwą z pomocą przyszedł jej ojciec, któremu głęboko w sercu utkwiły słowa: RZESZ… i echo które odpowiadało: UW… Tak więc miasto zostało nazwane RZESZÓW i ta nazwa pozostała do dziś.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Wszelkie prawa zastrzeżone © Agencja Fotograficzno Szkoleniowa

Co warto zobaczyć w Toledo – Rafał Podróżuje

Dziś zabierzemy Was po raz kolejny do Hiszpanii. Tym razem na naszej mapie podróżniczej znalazło się  Toledo. Miasto środkowej Hiszpanii, które leży na urokliwym wzgórzu, u którego podnóża znajduje się rzeka Tag.  Znane jest głównie jako ośrodek turystyczny oraz ważny punkt kultu religijnego, gdyż właśnie tu ma miejsce siedziba prymasów Hiszpanii. Miasto to uznawane jest za jeden z najcenniejszych klejnotów hiszpańskiej architektury. Do 1561 roku Toledo było stolicą Królestwa Kastylii. Toledo jest jednym z tych miast, które naprawdę warto odwiedzić i nie bez powodu określa się je mianem miasta trzech kultur. Liczne zabytki dają świadectwo wspaniałej przeszłości miasta, a kościoły, meczety czy synagogi przypominają o złożonej historii półwyspu. Jest to bez wątpienia jedno z najstarszych miast w Hiszpanii, lecz trudno doszukać się jednoznacznej daty jego powstania. Piękno miasta widać już dojeżdżając do niego, nie bez powodu przecież wpisane zostało na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, a im bardziej w głąb tym tylko ciekawiej i piękniej, sami się przekonajcie poznając je od A do Z.

 

A jak  Alkazar

Alkazar to twierdza z XI wieku wzniesiona w najwyższym punkcie miasta, po ciągłych uszkodzeniach została ostatecznie odbudowywana. W trakcie oblężenia w 1936 r. całkowicie ją zniszczono. Udało się ją jednak odbudować zgodnie z planami z czasów Karola V, gdyż wybudowano ją jako siedzibę królów, lecz co ciekawe, królowie nigdy tu nie mieszkali. Wewnątrz muzeum znajdziemy m.in. pamiątki po wojnie domowej.

B jak Bisagra…  Puerta de Bisagra

Puerta de Bisagra to brama pochodzenia muzułmańskiego. Jego nazwa pochodzi od arabskiego słowa Bab-Shagra, co oznacza „drzwi święte”. Całkowicie została przebudowana za panowania Karola V i Filipa II i składa się z dwóch części oddzielonych placem. Brama stanowi główny wjazd do górnej części Toledo. 

C jak Castillo de San Servando

Castillo de San Servando to średniowieczny zamek znajdujący się w Toledo nad brzegami Tagu. Tę warownię zbudowano jeszcze w XI wieku. Miała spełniać funkcję była obrona przed zagrożeniem ze strony muzułmańskich okupantów. Zamek był na tyle malowniczy, że zainspirował się nim sam El Greco i uwiecznił go na obrazie „Widok Toledo”. 

D jak dworzec

Budynek dworca w Toledo otworzono w 1920 roku. Wyglądem przypomina bardziej arabski pałac niż dworzec. Warto jest w nim zwrócić uwagę na liczne detale i zdobienia w stylu arabskim. Uwagę zwracają przede wszyskim miniaturowe płytki na ścianach czy podłodze.

E jak El Arco de la Sangre

El Arco de la Sangre to brama zbudowana w X wieku za czasów arabskich rządów w Toledo. Jej oryginalna nazwa w języku arabskim brzmi „Bab-al-Yay”.

F jak Flan

Nie byłbym sobą, gdybym nie polecił czegoś słodkiego. Dziś czas na Flan, czyli wyjątkowy rodzaj hiszpańskiego puddingu. W smaku jest niebiańsko dobry. Wygląda elegancko, a sprawdzi się świetnie z owocami każdą porą roku.

G jak gazpacho

Gazpacho to typowa letnia, zimna zupa, która nie wymaga gotowania. Z jednej strony gasi pragnienie, ale i syci w trakcie upałów. Co ciekawe jest wiele odmian gazpacho. Najbardziej tradycyjne jest gazpacho pochodzi z południowej części Hiszpanii. Podstawą każdego gazpacho są oczywiście pomidory, ale dodaje się do niej również czosnek, oliwę z oliwek, biały chleb oraz ocet z sherry. Ta słynna hiszpańska zupa pomidorowa, serwowana na zimno warta jest polecenia nie tylko letnią porą.

H jak Hospital… Santa Cruz Hospital

Museo de Santa Cruz  to obecnie muzeum sztuki znajdujące w hiszpańskim Toledo. Muzeum to mieści się w XVI wiecznym budynku, w którym znajdował się pierwotnie szpital. Budynek wybudowano na początku XVI wieku, a zaadaptowano go jako muzeum dopiero w 1961 roku. Wystawy zawierają eksponaty pochodzących od czasów prehistorycznych do XX wieku. Znajdziemy tu zarówno narzędzia z kamieni, ceramikę z epoki brązu, rzeźby iberyjskiej, ale i islamskie epigrafiki czy średniowieczne meble. Nie brakuje tu również prac hiszpańskich malarzy, w tym El Greca.

I jak Infanteria

Academia de Infantería de Toledo to akademia piechoty założona w 1850 roku. Jest to wojskowy ośrodek szkoleniowy armii hiszpańskiej znajduje się w mieście Toledo. Centrum jest odpowiedzialny za zapewnienie podstawowego szkolenia, specjalizacji i szkolenia oficerów i podoficerów piechoty. Charakterystyczny budynek jest doskonale widoczny ze wzgórza i wpisuje się w piękny widok z najstarszej części miasta.

J jak Juan de Mariana…. Plaza del Padre Juan de Marian

Plaza del Padre Juan de Mariana to jeden z licznych placów w Toledo posiada niewielki park, przy którym stoi m.in. kościół San Ildefonso.  Plac ten został poświęcony na jego cześć Ojca Juan de Mariana, znanego również jako Ojca Mariana. Zasłynął m.in. z tego, że spisywał historię Hiszpanii.

K jak Katedra Najświętszej Marii Panny,

Uważa się, że po katedrze w Burgs, jest to najbardziej znacząca budowla gotycka w Hiszpanii. Budowana w latach 1227-1493 na miejscu pierwszej katedry, zamienionej w czasach władzy Maurów na meczet. Na fasadach widać wpływy francuskiego gotyku. Wieża południowa nieukończona, jedynie zamknięta barokową kopułą.; wieża północna o wysokości 90 metrów. Na zakrystii mieści się pinakoteka malarstwa hiszpańskiego i flamandzkiego. Są tu obrazy m.in. takich twórców, jak El Greco, Goya, Van Dyck, Caravaggio, Velásquez, Rubens czy Tycjan.

L jak La Mancha… Cortes de Castilla-La Mancha

W Cortes de Castilla-La Mancha mieści się organ ustawodawczy hiszpańskiej wspólnoty autonomicznej Kastylia-La Mancha. Siedziba tej instytucji znajduje się w dawnym klasztorze San Gil. Kastylii-La Mancha jest jednym z trzech organów, które tworzą rząd regionalny Castilla-La Mancha.

Ł jak łaźnie Tenerias

Banos de Tenerias  to stanowisko archeologiczne w Toledo. To dawne łaźnie arabskie, złożone z kilku pomieszczeń. Położone na prawym brzegu rzeki Tag, niedaleko kościoła San Sebastian de las Carreras. W skład łaźni wchodziły dawniej latryny, pomieszczenia do kąpieli zimnych, ciepłych i gorących, studnia i salonik oraz korytarze.

M jak Monasterio de San Juan de los Reyes

Monasterio de San Juan de los Reyes to kościół zbudowany jako mauzoleum dla rodziny królewskiej. Ostatecznie jednak monarchowie zmienili zdanie i spoczywają w innej katedrze. Wnętrze kościoła zaprojektowano z przepychem, tak by podkreślało wspaniałość rodziny królewskiej. Znajdują się tu liczne dekoracje.

N jak noche

Noche to po hiszpańsku noc. Warto jest podkreślić, że Toledo równie pięknie wygląda po zmroku. Urokliwe uliczki miasta zachęcają do dłuższych, wieczornych spacerów.

O jak okolice Toledo oraz oliwki

Warto zwrócić uwagę nie tylko na samo urokliwe miasto, ale i równie interesujące są okolice tej części Hiszpanii. Liczne pola uprawne oraz gaje oliwne nadają szczególnego uroku okolicznym terenom. Oliwki są bardzo popularne w Hiszpanii i nazywa się je „aceitunas”. Często podaje się je do potraw jako ozdobę lub jako przystawki.

P jak Puente de Alcantara

Puente de Alcantara to most zbudowany w stylu rzymskim. Poważnie ucierpiał i został odbudowany w X w., ale już bez trzech łuków. Wielokrotnie zostawał zniszczony i odbudowywany. Most uznano za zabytek dość późno, bo dopiero w 1921 roku.

R jak Reino de Castilla

Królestwo Kastylii, bo tak tłumaczy się powyższe hiszpańskie słowa, było jednym ze średniowiecznych królestw położonych na Półwyspie Iberyjskim. Sama nazwa Kastylia pochodzi od licznych zamków budowanych w tym rejonie, stad też w herbie nie mogło znaleźć się nic innego jak właśnie zamek. Do 1561 roku Toledo było stolicą Królestwa Kastylii.

S jak Seat Toledo

Ustawione tutaj jedna za drugą niewielkie kamieniczki tworzą malowniczy i dostojny labirynt ulic o wyjątkowej atmosferze. W wąskich uliczkach położonego w zakolu Tagu starego miasta łatwo można się zgubić, na pocieszenie dodam, że błądzenie po Toledo to sama przyjemność i jeśli ma się tylko na to czas można spokojnie zwiedzać je bez mapy. Uważam, że jest to miejsce niezwykle eleganckie i wyrafinowane, charakteryzujące się dostojną finezją – nie bez powodu sedan SEAT-a zawdzięcza swą nazwę właśnie temu miastu.

T jak Tag

Tag  to najdłuższa na Półwyspie Iberyjskim, płynąca zarówno przez Hiszpanię jak i Portugalię. Nad Tagiem leżą następujące miasta – wspomniane już Toledo, ale i Aranjuez, Talavera de la Reina, Cáceres, Alcántara, Abrantes, Santarém oraz Lizbona. Ma długość 1007 km, z czego większość przepływa na terenie w Hiszpanii.  W okolicach Toledo płynie w malowniczym wąwozie, otoczonymi wzgórzami, tworząc zakole wokół starej części miasta.

U jak UNESCO

UNESCO to organizacja wyspecjalizowana ONZ, której podstawowym celem jest wspieranie współpracy międzynarodowej w dziedzinie kultury, sztuki i nauki, a także wzbudzanie szacunku dla praw człowieka. W ramach działań na rzecz rozwoju nauki i kultury wpisała Toledo na tzw. Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co tylko podkreśla prestiż miasta oraz jest dowodem, że warto tu dotrzeć.

V jak vista

Vista to nic innego jak po hiszpańsku widok. Tu trzeba przyznać, widok na panoramę miasta zapiera dech w piersiach. Przepięknie prezentuje się nie tylko katedra z wysoką wierzą, ale i pozostałe zabytkowe budynki.

W jak Wycieczkowa Toledo Card

Toledo Card to ciekawa opcja dla wszystkich turystów. Karta ta oferuje bezpłatny wstęp do muzeów, katedry w Toledo, przejazd pociągiem z Madrytu albo wycieczkę do miejsca, z którego obserwuje się panoramę miasta. Dostępna jest w kilku różnych wariantach cenowych, które obejmują różne atrakcje. Cena są zróżnicowane i kształtują się od kilkunastu euro. Za najtańszą opcję zapłacimy około 18 euro, a za najdroższą nawet 65 euro. Karty dostępne są również w sprzedaży w stolicy Hiszpanii, co ułatwia turystom podróżowanie po kraju.

Y jak głoska y

Ciekawostką jest, że w Hiszpanii „y” wymawia się jak nasze polskie „j” na przykład słowo mayor (co oznacza starszy lub większy)  wymawiamy w następujący sposób major.

Z jak Zocodover… Plaza de Zocodover
 
Plaza de Zocodover centralny plac w mieście Toledo, który był dawniej uznawany za centrum miasta i jednocześnie główny plac tej miejscowości. Obok Plaza de Zocodover znajduje się pomnik pisarza Cervantesa, przy którym turyści wykonują sobie często pamiątkowe zdjęcia. W przeszłości plac Zocodover pełnił wiele funkcji – były tu walki byków, egzekucje oraz sądy. Obecnie przy placu mieszczą się liczne kawiarnie, restauracje i sklepy.  
 

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019