Archiwum kategorii: Blog

Tajemnice Sądu Najwyższego Izraela

Wędrując po różnych zakątkach Izraela trafiliśmy też do Sądu Najwyższego, który jest najwyższą instancją systemu sądownictwa tego państwa. Jego siedziba znajduje się obecnie w Jerozolimie. Sąd Najwyższy swoim zasięgiem obejmuje cały kraj oraz terytoria okupowane przez Izrael. Budynek ten jest dziełem rodziny Rothschildów, kryje w sobie wiele tajemnic i zagadek na które dziś postaramy się znaleźć odpowiedzi. Mamy nadzieję, że podróż w to miejsce będzie dla Was intrygująca równie bardzo jak była dla Nas. Dziś zabieramy Was na spacer do pomieszczeń Sądu Najwyższego Izraela. Dowiecie się co skrywają w sobie sale sądowe oraz  jakie symbole ukryto w całym budynku. Poznajcie tajemnicze korytarze tego miejsca. 

Podczas naszej wizyty w tym miejscu poznaliśmy szczegóły negocjacji Rothschildów z rządem Izraela. Pewnie nie wiecie, że zgoda na wykonanie budynku wiązało się z kilkoma warunkami, które jasno postawili hojni ofiarodawcy. Rothschildowie zastrzegli sobie, że to oni dokonają wyboru działki, będą korzystać z usług wyłącznie własnego architekta, któremu nikt w pracy nie będzie nic narzucał. Tajemnicą owiana została również cena budowy budynku, którą znali wyłącznie Rotshildowie. Istnieje też teoria, w której założono, że budynek Sądu Najwyższego jest świątynią masońskiej tajemnej religii i został zbudowany przez elity dla elit. Skąd takie hipotezy? Postaramy się dziś Wam na te pytanie odpowiedzieć, a wnioski wyciągniecie sami.

Sami oceńcie na ile przedstawione Wam dziś wiadomości to fakty, a na ile mity dla lubiących historie spiskowe dziejów. Tytułem wprowadzenia przedstawiamy kilka informacji, a mianowicie sam budynek Sądu Najwyższego Izraela zbudowano w 1992 roku, a jego siedziba mieści się naprzeciwko Knesetu (izraelskiego parlamentu). Jego charakterystyczna architektura została poddana ogromnej krytyce, ze względu na sprzeciw architektów przeciwko nowemu, lekkiemu stylowi, rażąco odbiegającemu się od zabudowy starej Jerozolimy. Pomimo krytyki, warunki finansowania i budowy zmuszały do akceptacji innowacyjnych wówczas rozwiązań. Finalnie powstały budynek, jest interesującą bryłą w której zastosowano wiele ciekawych rozwiązań.

Powyżej znajduje się obraz z ustaleń szczegółów dotyczących budowy budynku Sądu Najwyższego – znajduje się na nim m.in. Nathaniel Charles Jacob Rothschild – brytyjski bankier inwestycyjny i członek rodziny bankierów Rothschild. Zacząć chyba powinniśmy od pewnych wyjaśnień – kim tak naprawdę są Ci Rotshildowie i czy to oni rządzą światem? Rodzina Rothschild jest międzynarodową dynastią żydowską pochodzenia niemieckiego. Uchodzą oni za twórców międzynarodowej bankowości. Potomstwo Mayera Rothschilda Amschela jest rozsiane po całej Europie. Poprzez bliskie powiązania z elitami wielu państw, Rothschildowie stali się ukrytą siłą w większości wydarzeń politycznych w ciągu ostatnich stuleci. Alternatywni historycy twierdzą, że są oni częścią niesławnych 13 rodów Illuminati, wraz z Rockefellerami i Dupontami. Bez wątpienia Rothschildowie są jednymi z twórców ruchu syjonistycznego i jednymi z najbardziej aktywnych uczestników w tworzeniu państwa Izrael. James A. de Rothschild sfinansował Kneset, główny polityczny budynek Izraela. Natomiast izraelski Sąd Najwyższy, podarowany został przez angielską filantropkę Dorothy de Rothschild, która była członkinią dynastii Rothschildów.

Wróćmy jednak do analizy samego budynku Sądu Najwyższego, gdyż dzięki temu można dojść do ciekawych wniosków. Już po 14 minutach pobytu w budynku z łatwością szybko wskazać możemy powtarzające się tematy: oświetlenie, piramidy, wzniosłość, numery 13 lub 33 oraz falliczne symbole – być może zarzucicie nam, że jesteśmy zboczeni, ale niektóre elementy architektury, naszym okiem budzić mogą pewne niejednoznaczne skojarzenia. Skoro dziś zabraliśmy Was do miejsca skrywającego wiele tajemnic, to nie dziwcie się, podążamy dziś intrygującą ścieżką, prowadząca do oświecenia.

Wchodząc po schodach, stopniowo podążamy w stronę światła. Do pokonania mamy dokładnie trzy razy po 10 stopni, w sumie 30 schodów. Stanowią one symboliczne 30 pierwszych stopni masonerii, gdzie profan jest stopniowo uwalniany z głębin życia materialnego (ciemności) do mądrości i oświecenia (światła). Po prawej stronie schodów są stare skały przypominające mury starożytnej Jerozolimy, natomiast po lewej stronie jest gładka i nowoczesna ściana. To symboliczne połączenie ma ponadczasowy charakter okultystycznej nauki, doktryn, jakie zostały przekazane z czasów starożytności do dnia dzisiejszego. Po wejściu po schodach, zwiedzający mogą podziwiać przez wielkie okna widok  na panoramę  części Jerozolimy.

 

Kim są Sędziowie Sądu Najwyższego? Powoływani są przez prezydenta, spośród kandydatów przedstawionych mu przez specjalny komitet (składający się m.in. z ministra sprawiedliwości, członków Knesetu i części sędziów samego Sądu Najwyższego). O liczbie sędziów decyduje w uchwale Kneset – zwykle wynosi ona 12, choć liczba ta ulega zmianom – obecnie jest 15 sędziów. Zgodnie z zasadą wiążącego precedensu (stare decisis) – orzeczenia Sądu Najwyższego są wiążące dla każdego innego sądu, z wyjątkiem samego Sądu Najwyższego.

Zabierzemy Was również  na dziedziniec, gdzie można poczuć atmosferę odprężenia – woda, płynąca wąskim strumykiem nieustannie płynie w kierunku unikatowego kamienia, a jej szum pozwala się odprężyć. Sędziowie ze swych gabinetów oraz korytarzy, przy których mieszczą się ich miejsca pracy – mogą obserwować dziedziniec i też ma to swoje symboliczne znaczenie.

Na zewnątrz sali rozpraw znajdują się schody prowadzące na niższy poziom. Świątynia okultystyczna byłaby niekompletna bez opisanych poniżej elementów. W połowie schodów można ujrzeć kształt znany jako vesica piscis (reprezentujący m.in. żeńskie narządy płciowe). Dopełnieniem i symbolem płodności jest przenikający przez kolumnę symbol falliczny. Jest to oczywisty symbol płodności, związku istoty męskiej i żeńskiej. Uznacie, że interpretujemy to na wyrost? Na szczęście każdy ma swoją wyobraźnię i swój punkt widzenia.

Cele więzienne, sala sądowa i pokoje sędziów są umieszczone odpowiednio jedne nad drugimi, symbolizując trójdzielną naturę świata. Więźniowie tkwią w celach, symbolizujących uwięzienie w dolnym świecie materialnym. Sale rozpraw, umieszczone tuż nad celami więziennymi, reprezentują „wyższy świat”, gdzie boskość nawiązuje kontakt z ludźmi.

W salach sądowych, sędziowie są oświetleni poprzez naturalne źródło światła. Tak więc sędziowie, słuchając błagania mas, znajdują się bezustannie w promieniach boskiego światła. Po przesłuchaniach, sędziowie udają się do swych pokoi, położonych bezpośrednio nad salą sądową. Symbolicznie „wstępują” do boskiego świata. Kiedy zostanie podjęta decyzja, schodzą, niosąc oświecenie do niższego świata.

Kolejnym intrygującym miejscem w Sądzie Najwyższym Izraela jest biblioteka. Wbudowana w posadzkę linia kieruje nas w stronę wejścia do biblioteki, która jest umiejscowiona tuż pod piramidą zwieńczającą budynek.

Biblioteka jest podzielona na trzy poziomy, symbolicznie reprezentujące ostatnie trzy stopnie wtajemniczenia. Pierwszy poziom jest zarezerwowany dla prawników, drugi jest zarezerwowany dla sędziów, natomiast na trzecim poziomie przebywać mogą tylko emerytowani sędziowie. Sposób funkcjonowania biblioteki – gdzie niektóre informacje są wyłącznym przywilejem kilku wybranych – jest ściśle związany z funkcjonowaniem praw okultystycznych, gdzie dostęp do kolejnych stopni nauki jest uzależniony od pomyślnego zaliczenia poprzednich.

Biblioteka zawiera akty prawne i sądowe , oraz prace o tematyce filozoficznej i duchowej. Nie ma wątpliwości, iż księgi z najwyższych półek zawierają ogromne bogactwo wiedzy ezoterycznej. Tuż nad najwyższym poziomem biblioteki (reprezentującym 33 poziom Masonerii) znajduje się podstawa zwieńczającej budynek piramidy. W tym właśnie miejscu symbolicznie kończy się strefa Masonerii i rozpoczyna się ukryty porządek Iluminatów. Istnieje również założenie, że piramida została zainspirowana Grobem Zachariasza i Grobem Absaloma z Doliny Cedron w Jerozolimie i naszym zdaniem tu również można dopatrzeć się p. Tuż pod wierzchołkiem piramidy, w posadzce, możemy znaleźć ciekawe wzory  geometryczne.

Na każdej ścianie piramidy znajduje się otwór reprezentujący tzw. Wszystkowidzące Oko nazywane również Okiem Opatrzności. Jest to symbol oka otoczonego przez promienie światła lub glorii, zwykle zamknięte w trójkącie, które jest także przypomnieniem, że działania masonów są zawsze obserwowane przez Boga.

Spacerując kolejnymi korytarzami natrafić możemy na różnego rodzaju mozajki, jedną z nich jest mozaika pochodząca ze starożytnej synagogi Hamata Gadera. Bez wątpienia te elementy są dla całości budynku ciekawym uzupełnieniem.

Dziś pokazaliśmy Wam jak architektura może odzwierciedlać koncepcje sprawiedliwości i prawa. Jest jednak jasne, że architektura budowli nieść za sobą za sobą może tajemnice i ciekawą symbolikę dotyczącą niekiedy duchowości czy osiągnięcia oświecenia. Czy doszukiwanie się tu połączenia pogańskich rytuałów przeplatanych ze sferą ezoteryczności jest wiarygodne – oceńcie sami. Bez wątpienia ezoteryczne znaczenie tego budynku odkrywać może dla wtajemniczonych sekret, kto posiada realną władzę na świecie. Izrael to kraj, który nas już dawno zainspirował i polecamy Wam wraz z nami odkrywać Jego tajemnice. Zapraszamy do zobaczenia naszego wpisu o Izraelu – znajdziecie go tutaj.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Co warto zobaczyć w Izraelu?

Dziś zabieramy Was w podróż do Izraela. To kraj wyjątkowo różnorodny. Zimą możecie się tam kąpać w ciepłym morzu, a po kilku godzinach jazdy samochodem założyć narty i szaleć na zboczach gór. Kraj ten choć jest  niewielki, bo aż 14 razy mniejszy od Polski, to ma się czym poszczycić. Wiecie, że społeczeństwo Izraela uważa się za jedno z najlepiej wykształconych narodów na świecie? Spotkacie tu największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów w przeliczeniu na mieszkańca. Izrael ma też jeden z najwyższych wskaźników stopni naukowych w stosunku do ogólnej liczby ludności. To tu powstał pierwszy telefon komórkowy oraz tu opracowano technologię poczty głosowej, tu stworzono też pierwsze oprogramowanie antywirusowe. Choć Izraelczycy posługują się dwoma językami urzędowymi: hebrajskim i arabskim to nie ma najmniejszego problemu by porozmawiać tu w języku angielskim. Ciekawostką jest to, że niewiele brakowało, a język polski byłby oficjalnym językiem w Izraelu, jednak ostatecznie w Knesecie zdecydowano inaczej. Zabieramy Was zatem wyjątkową podróż do miejsc, w których można się zakochać. Gotowi do podróży by poznać Izrael od A do Z? No to lecimy.

A jak Akka

Naszą przygodę z Izraelem zaczniemy od Akki – to miasto położone w Dystrykcie Północnym. Jest jednym ze starożytnych miast portowych, a sięga swą historią epoki brązu. Zespół zabytków Akki jest od 2001 roku umieszczony na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Otoczone jest potężnymi fortyfikacjami.  Zespół starej zabudowy Akki położony między murami obronnymi jest obszarem miejskim o wielkiej wartości historycznej, kulturowej i turystycznej. Jedna z ciekawszych atrakcji znajduje się pod cytadelą i dawnym brytyjskim więzieniem – odkryto tam kompleks podziemnych sal, które w przeszłości były wykorzystywane przez Zakon Rycerski Szpitalników. Były one od 1291 roku zasypane gruzami i dopiero niedawne badania archeologiczne odkryły ich istnienie. Na południe od cytadeli, znajduje się kolejna ciekawa atrakcja czyli tureckie łaźnie Hammam al-Basza. Zostały wybudowane w 1795 roku  i służyły do lat 40. XX wieku, a od 1954 roku jest tutaj muzeum. Ponadto warto zobaczyć tamtejszy cmentarz, gdyż nieco różni się od naszych miejsc pochówku. Akka jest też bardzo kontrastowa, obok pięknych miejsc znajdziemy bardzo klimatyczne, choć mniej urokliwe zakątki.

B jak bezpieczeństwo w Izraelu oraz Beit Guvrin–Maresha National Park

Mimo ciągle napiętej sytuacji politycznej w tej części świata, możemy uczciwie przyznać, że Izrael to stosunkowo bezpieczne i przyjazne turystom państwo. W przestrzeni publicznej faktycznie spotkamy wiele uzbrojonych w karabiny osób, są to zarówno mężczyźni jak i kobiety, bo Izrael rozpoznawalny jest na świecie m.in. właśnie z tego powodu, że angażuje kobiety w służbę wojskową, w miastach nie brakuje również kamer. Prawdą też jest to, że Izrael jest potęgą militarną w regionie. Natomiast należy pamiętać o konflikcie między Izraelem i Palestyną i tu trzeba wiedzieć, że regularnie mają miejsce różne incydenty zbrojne, lecz raczej nie są one kierowane w stronę turystów. Warto jest jednak śledzić bezpośrednio aktualną sytuację w Izraelu. Przydatne wiadomości dotyczące bezpieczeństwa znajdziecie na stronach polskiego MSZ i ewentualnych jego odpowiedników w innych krajach. Nasza ostatnia podróż nie obyła się bez niebezpiecznych incydentów, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. O tym co niebezpiecznego nam się przydarzyło, dowiecie się w późniejszej części naszego wpisu.

Beit Guvrin–Maresha National Park

Do popularnych atrakcjach turystycznych Izraela należy również Park Narodowym Bet Guvrin-Maresha, który wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Znajdujące się tu jaskinie, które położone są jakieś około 30 km od Jerozolimy. Cały kompleks składa się z unikatowych wykopalisk oraz wspaniałych jaskiń, z których część była grobowcami. Chowano tu m.in. Sydończyków już od około II wieku n.e. To w tym miejscu znajdziemy doskonale zachowane greckie napisy i malowidła ścienne. Jaskinie służyły tu kiedyś celom mieszkalnym i wykuto wiele z nich już w czasach bizantyjskich. Na nas szczególnie dobre  wrażenie zrobiły tu jaskinie, które są ukrytymi perłami Izraela. Warto jednak wspomnieć tu również o pewnych kwestiach bezpieczeństwa, w niektórych jaskiniach możemy spotkać nietoperze, a te mogą być nosicielem wścieklizny. Zatem zanim wybierzemy się w podróż warto pomyśleć o szczepieniach.

C jak ceny

Skłamalibyśmy pisząc, że jest tu tanio – niestety nie jest. Orientacyjne ceny są jednak mocno zróżnicowane i zależą nie tylko od danego miasta, ale czasem i dzielnicy, inne ceny tych samych produktów znajdziecie w dzielnicach żydowskich, a inne np. w muzułmańskich. Tak dla orientacji napiszemy, że chleb może kosztować od około 10 NIS w górę, mały dżem z figi 9 NIS, Coca Cola może kosztować od 6 NIS za 2 litrową butelkę do nawet 12 NIS (czyli praktycznie dwukrotnie więcej i są to ceny w sklepach, więc na ceny restauracyjne trzeba doliczyć dodatkowe marże). Podobnie i za falafel zapłacimy od około 5 do 10 NIS. Obiad, którym można było się najeść kosztował nas w restauracjach od 80 do 160 NIS za osobę. Duże różnice są np. na wodach mineralnych od 5 NIS za 1,5 litra do nawet 20 NIS za 0.5 litra. Drogo wychodzą również alkohole, np. wódka Finlandia 0,7 litra to wydatek w sklepie rzędu 130 NIS, a piwo kosztuje od około 10 NIS, do nawet 25 NIS w typowo turystycznych sklepikach. Narodowym alkoholem natomiast jest tu anyż. Jeszcze tylko informacyjnie podamy, że 1 NIS to około 1 PLN, ale walutą którą płacić można w wielu miejscach jest nie tylko szekel, ale i mile widziany jest dolar. Na lokalnych straganach warto się targować, gdyż sprzedawcy celowo podają zawyżone ceny, by potem z łatwością zejść z nich czasem nawet do 20% czy 30% wartości pierwotnej ceny danej pamiątki.

D jak dystrykty

Dystrykty Izraela to jednostki administracyjne państwa Izrael. Obecnie wyodrębniono sześć dystryktów, nazywanych w języku hebrajskim mahoz i piętnaście poddystryktów nazywanych nafa. W każdym z poddystryktów znajdują się oczywiście miasta i wsie.

  1. Dystrykt Północny (Mehoz HaTzafon). Stolica dystryktu: Nazaret. Poddystrykty: Safed, Tyberiada, Jezreel, Akko, Golan (nie uznane przez ONZ za terytorium Izraela)
  2. Dystrykt Hajfa (Mehoz Hefa). Stolica dystryktu: Hajfa Poddystrykty: Hajfa, Hadera
  3. Dystrykt Centralny (Mehoz HaMerkaz). Stolica dystryktu: Ramla. Poddystrykty: Szaron, Petach Tikwa, Ramla, Rechowot
  4. Tel Awiw (Mehoz Tel-Awiw). Stolica dystryktu: Tel Awiw.
  5. Dystrykt Jerozolima (Mehoz Yerushalayim). Stolica dystryktu: Jerozolima.
  6. Dystrykt Południowy (Mehoz HaDarom). Stolica dystryktu: Beer Szewa. Poddystrykty: Aszkelon, Beer Szewa.
  7. Judea i Samaria (Jehuda we-Szomeron). Obszar pod administracją wojskową. Tereny te nie są jednak uznawane przez ONZ za część państwa Izrael. 

Żeby nie było, że zawsze zwiedzamy tylko miasta, to tym razem wybraliśmy się też do Cezarei. Jest to wieś położona w Samorządzie Regionu Chof ha-Karmel, w dystrykcie Hajfa, w Izraelu, gdzie specjalnie wybraliśmy się nad ruiny akweduktu, które są jedną z głównych atrakcji tego miejsca obok zatopionych ruin starożytnego portu udostępnionych w Podwodnym Parku Archeologicznym. Cezarea zasłynęła też jako Stolica Heroda i siedziba Piłata. W Cezarei zobaczycie jeden z najlepiej zachowanych kompleksów ruin starożytnych i średniowiecznych więc warto się tu wybrać choć raz.

E jak Ejlat

Ejlat to najbardziej na południe wysunięte miasto Izraela. Naszym zdaniem trzeba tu przylatywać poza sezonem np. w listopadzie przyjemna temperatura od 20 do 25 stopni oraz znacznie mniejsza liczba turystów sprawią, że jest to dla nas świetna alternatywa na jesienne czy zimowe dni i wieczory. Naturalnie będąc w Jerozolimie, można wybrać się do Ejlatu autem, podróż w jedną stronę potrwa około 4 godzin, a pokonamy trasę ponad 300km. Będąc już w tym mieście można mieć w zasięgu wzroku cztery kraje, których granice stykają się w tym miejscu: Izrael, Jordanię, Egipt i Arabię Saudyjską. Niezwykłe jest też tutaj delfinarium. Pewnie wyobrażacie sobie właśnie tresowane skaczące delfiny jak ma to miejsce np. na Teneryfie. Nic bardziej mylnego – to urokliwy park z piaszczystymi dróżkami i egzotyczną roślinnością, który prowadzi nad brzeg morza. Spacerując tam dotrze się prędzej czy później do kompleksu pomostów, z których można obserwować przepływające delfiny. Istnieje tu też opcja nurkowania, pamiętajcie tylko, że są to wolne zwierzęta, które jeśli zechcą odpłyną w morze – więc nie ma gwarancji ich zobaczenia. W mieście tym można również znaleźć coś dla fanów surfowania.

F jak falafel

Falafel to kotleciki z mielonej ciecierzycy smażone na głębokim oleju. Będąc w Izraelu nie sposób  jest nie spróbować tej potrawy.  Koniecznie wybierzcie się na ten izraelski klasyk, w tradycyjnym wydaniu otrzymacie  na talerzu smażone kotleciki z ciecierzycy z pietruszką, ale czasem i czosnkiem. Całość podawana jest zwykle w pysznej delikatnej picie. 

G jak Góra Oliwna

Jerozolimska Góra Oliwna jest najstarszym na świecie stale użytkowanym cmentarzem. Szukając różnych „naj”, często podkreśla się, że jest to też najsłynniejszy, największy, najważniejszy i chyba najdroższy cmentarz żydowski na świecie. Gdy staraliśmy się ustalić ceny – dowiedzieliśmy się, że obecnie miejsce kosztować może w granicach około 1-1,5 mln dolarów od osoby. Skąd takie ceny? Otóż wielu chrześcijan, wyznawców islamu czy judaizmu uważa, że to właśnie tutaj nastąpi Dzień Sądu Ostatecznego, a gdy przyjdzie Mesjasz, który wejdzie przez Złotą Bramę do Jerozolimy – wówczas zmarli zmartwychwstaną i będą mogli wstać oraz pójść w pierwszej kolejności za Nim, aby zostać osądzonym i trafić szczęśliwie do raju.  Miejsca na Górze Oliwnej jest coraz mniej, a chętnych coraz więcej, więc ceny grobów dochodzą tu do astronomicznych kwot. Na Górę Oliwną warto również wejść czy wjechać dla zobaczenia pięknej panoramy Starego Miasta Jerozolimy. Nie brakuje tu również narodowych drzewek jakim są właśnie drzewka oliwkowe, od których z resztą swą nazwę nosi sama góra. Jeśli macie więcej czasu, warto tu zabrać dobrą książkę i obserwować wschody lub zachody słońca.

H jak Hummus

Jeżeli ktoś nigdy nie próbował hummusu czyli pasty z ciecierzycy, czosnku, tahini, odrobiny oliwy i przypraw to nie zna smaku Izraela. Ciekawostką jest, że w sprzedaży dostępne są również lody o smaku humusowym i można je kupić np. w sklepikach w Jaffie. O samym humusie więcej można przeczytać w naszym wpisie klikając tutaj.  Dlatego nie będziemy przedłużać i przechodzimy do kolejnego punktu w odkrywaniu smaków, zapachów i kolorów Izraela.

I jak Izrael

Izrael (hebr. ‏מְדִינַת יִשְרָאֵל‎, arab. ‏دَوْلَةْ إِسْرَائِيل‎) to państwo na Bliskim Wschodzie położone w Azji Zachodniej na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy na północy z Libanem, na północnym wschodzie z Syrią, na wschodzie z Jordanią i na południowym zachodzie z Egiptem. Przylega do niego również Palestyna, czyli Zachodni Brzeg oraz Strefa Gazy kontrolowane przez tymczasową strukturę administracyjną: Palestyńskie Władze Narodowe zwane potocznie Autonomią Palestyńską. W populacji liczącej niespełna 9 milionów ludzi, większość stanowią Żydzi, drugą grupę co do wielkości stanowią Arabowie kolejną grupą etniczną są m.in. Samarytanie. Warto też zaznaczyć, że często w Izraelu spotkamy symbole narodowej, flaga państwowa nawiązuje do tradycyjnej żydowskiej chusty modlitewnej talit i ma kształt białego prostokąta z dwoma poziomymi niebieskimi pasami. Pośrodku flagi jest natomiast umieszczona Gwiazda Dawida, która od setek lat pozostawała symbolem żydowskiej tożsamości narodowej. Oficjalnym herbem państwowym jest siedmioramienny świecznik czyli menora. Izrael jest pełny wielu barw i odcieni, dlatego dla fotografów jest zawsze kuszącym kierunkiem podróży.

J jak Jerozolima

Następnym miastem do którego Was zabieramy jest Jerozolima. W naszej ocenie jest to najpiękniejsze miasto Izraela, którego nie da się porównać z niczym innym na świecie. Klimat tego miejsca, jest nie tylko unikatowy na skalę światową, ale i przekonuje nas z każdą kolejną wizytą, że jeszcze tu wrócimy. Jeśli musielibyśmy wybrać tylko jedno jedyne miejsce, które absolutnie trzeba zobaczyć w Izraelu, to byłaby to zdecydowanie Jerozolima.  Oddalona jest od Tel Awiwu o około 70 km, ale i tam koniecznie się wybierzemy. Zachowajmy jednak pewną chronologię i najpierw skupmy się nad tym co warto zobaczyć właśnie w Jerozolimie, szczególnie, że  biorąc pod uwagę bardzo dobre drogi na trasie między tymi miastami, to sama podróż potrwa dosłownie chwilę. Wróćmy jednak do samej Jerozolimy, na samym początku polecamy zaparkować w okolicy starego miasta, choć nie ukrywamy nie jest to czasem łatwe, gdyż liczba miejsc parkingowych jest ograniczona. Gdy tylko wysiądziemy z auta od razu odczujemy taki klimat miasta, którego nie da się niczym zastąpić. Sama Jerozolima w większości zamieszkana jest przez Muzułmanów, dlatego będąc tam powinniśmy uszanować ich kulturę i nie nosić na sobie zbyt skąpych ubrań, podobnie gdy wejdziemy do ortodoksyjnych części miasta zamieszkiwanych przez Żydów, szczególnie np. wybierając się pod Ścianę Płaczu – miejscem, które skłania do bardzo głębokiej refleksji – nieważne jakiego jest się wyznania. Wyczuwa się tu pewien mistycyzm i bardzo podniosłą atmosferę, bez względu na porę roku, dnia, czy godzinę. Miejsce to nadaje wyjątkowość temu miastu. Magię Jerozolimy powoduje również zderzenie kilku różnych kultur. Jerozolima jest niesamowita i niekiedy trudna w odbiorze. Byliśmy już tu kilka razy, spędziliśmy wiele dni, a i tak jesteśmy przekonani, że zobaczyliśmy niewielki jej fragment. To co przed nami jeszcze ukrywa jest nadal intrygujące i powoduje, że na pewno jeszcze tu wrócimy. Jeżeli wybieracie się tu tylko na kilka dni  koniecznie musicie zobaczyć wspomnianą Ścianę Płaczu, szczególnie warto wybrać się tam po zachodzie słońca zwłaszcza w piątkowy wieczór, który rozpoczyna Szabat. Unikatowy jest też widok z Góry Oliwnej. Jak dla nas obowiązkowym punktem jest też niesamowicie kolorowy, lokalny targ, czyli Mahaneh Yehuda Market. Jeżeli Wam czas pozwoli wybierzcie się zobaczyć Kopułę na Skale i wzgórze Świątynne oraz Bazylika Grobu Świętego, niestety do samego grobu są ogromne kolejki, więc tu polecamy uzbroić się w cierpliwość. Wielu turystów lubi trasę tzw. drogi krzyżowej, określanej jako Via Dolorosa. Dlaczego napisaliśmy tzw. drogi wyjaśnimy potem w dalszej części wpisu. Sama Jerozolima to kolebka religii i jednocześnie największe miasto Izraela. Jest przez wielu uważana za najważniejszy na świecie ośrodek wiary judaistycznej, chrześcijańskiej i muzułmańskiej. Warto wybrać się również na Górę Oliwną z ogrodem Getsemani, w którym z samego szczytu wzgórza roztacza się panorama na całą Jerozolimę. Warto wybrać się też do Jad Waszem. Jest to muzeum poświęcone ofiarom Holocaustu. Ogromne wrażenie robi również Muzeum Izraela – największy i najwspanialszy tego typu obiekt w całym kraju. Można tak wymieniać i wymieniać, bo miejsc godnych polecenia jest naprawdę wiele, ale staramy się selekcjonować te najważniejsze i najbardziej atrakcyjne, gdybyście mieli ograniczenia czasowe. Niesamowite wrażenie na nas wywarły mury starego miasta w których mieści się tyle piękna, historii, zapachów, kolorów, że żadna relacja tego nie odda. Tam po prostu trzeba polecieć i zobaczyć to samemu, tylko bądźcie ostrożni – dlaczego – bo magia tego miasta uzależnia.

 

   

K jak kąpiel w Morzu Martwym

Morze Martwe jest najniższym miejscem na Ziemi – 422 m.p.p.m. Ludzie mogą tu unosić się na wodzie ze względu na jego niezwykle wysokie stężenie soli. Kąpiel w tej solance to wyjątkowe przeżycie, a samo uczucie unoszenia się na wodzie jest niezastąpione, szczególnie dla tych, którzy do tej pory myśleli, że nie potrafią pływać. Zdecydowanie polecamy wybrać się do miejscowości Ein Bokek, jest tam sprawdzona plaża. Podkreślić tu trzeba, że w Izraelu jest sporo niestrzeżonych plaż, które mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Problem jest w tym, że dno w Morzu Martwym może okazać się zdradliwe. Warto też podkreślić dobroczynne aspekty dla naszego organizmu – powietrze jest tu bogatsze w tlen i mikroelementy. Pamiętajcie też, że błoto z tego morza uważa się za kosmetyczny cud.

L jak lokalny targ w Jerozolimie

Gdy w powietrzu unosić się będzie olbrzymia mieszanka zapachów przypraw, owoców, warzyw i kawy oraz gdy widzicie ogrom barw to zapewne trafiliście do lokalnego targu w Jerozolimie – Mahaneh Yehuda Market. Zgiełk, hałas, ciasnota, częste potrącanie łokciami, potwierdzą tylko, że właśnie trafiliście w to niesamowite miejsce, gdzie warto pojawić się, aby zakupić smaczne składniki do obiadu czy kolacji. Ta niesamowita mieszanka zapachów, smaków i kolorów przyciągnąć do siebie musi każdego kto szuka ciekawych zdjęć oraz chce zaspokoić swoje zmysły i znaleźć coś dla ducha, ale i dla ciała. 

M jak Masada

Masada – to forteca na pustyni, której ruiny uznaje się za „świętość Izraela”. Ta starożytna twierdza znajduje się na płaskowyżu  na wysokości 410 m n.p.m. Jej uroku dodają otaczające ją ze wszystkich stron urwiska. Dzieje Masady sprawiają, że miejsce to uznawane jest za symbol poświęcenia i bohaterskiego oporu stawianego Rzymianom przez Żydów w 73 roku. Obecnie by zobaczyć Masadę, która znajduje się na terenie parku narodowego możecie dotrzeć na dwa sposoby kolejką lub pieszo przez tzw. Wężową Ścieżką. Trasa piesza (biegnącą częściowa w górę, po zboczu) przeznaczona jest dla zaprawionych piechurów. Teren twierdzy został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.  

Lubicie zwiedzać starożytne miasta? Masada nie przypomina żadnych z tych, które znacie. By się do niej dostać, czeka was ponad godzinny trekking na szczyt góry (lub wjazd kolejką górską). Całą powierzchnię szczytu zajmują ruiny miasta wybudowanego przez króla Heroda. Pozostałości domów, kamienie i płaskorzeźby przepełnione są symboliką, o której słucha się w zachwycie, a dookoła rozciąga się wspaniała panorama na Morze Martwe i pustynię Negew.

N jak Negew

Negew to ogromna, wyżynna pustynia leżąca na południu Izraela. Występują tam jedynie rzeki okresowe, które niespodziewanie mogą zmyć dojazdowe drogi na południe z powierzchni ziemi. Podczas ostatniej naszej wizyty, mieliśmy też zaskakującą niespodziankę, okazało się że na trasie znajduje się bomba i policja nie puszczała aut i musieliśmy zmienić trasę i kierunek jazdy, ale mieliśmy to szczęście, że było kilka innych dróg, które tydzień później z uwagi na deszcze było całkowicie nieprzejezdnych. Dzięki temu udało nam się spotkać koziorożca nubijskiego. Bardzo chcieliśmy też sfotografować występujące tu onagery, niestety szansa na ich zobaczenie jest bardzo niewielka, gdyż na całej pustyni pozostało ich zaledwie kilkanaście – tym razem się nie udało, dlatego zmotywowani jesteśmy by tu jeszcze nie raz wrócić.

O jak ogrody Bahai w Hajfie

Wiszące ogrody bahaickie, uznane są za ósmy cud świata, powstały na zboczu góry Karmel. Budowano je około 14 lat, a prace nad nimi ukończono w 2001 roku. Przepełnione są  tropikalną roślinnością oraz urokliwymi fontannami. Punktem centralnym tego miejsca jest Mauzoleum Bába.  Ogrody zajmują stosunkowo niedużą powierzchnię około 0,2 km2. Na długości kilometra, po zboczu Karmel, pnie się 18 niezwykłych tarasów. Najwyżej położony punkt ogrodów znajduje się na wysokości 2500 m n.p.m. Cały obszar został wpisany na listę UNESCO i w naszej ocenie jest warty obejrzenia. Sama Hajfa to trzecie największe miasto Izraela, duże centrum uniwersyteckie, ważny port, a dla turystów to przede wszystkim centrum religijne bahaistów. Wg nas najpiękniejsze są tu oczywiście ogrody, a jeśli nie interesuje nas religia, to jest to dla nich samych po prostu warto tu przyjechać. Ogrody położone na kilkunastu poziomach, które tworzą swojego rodzaju tarasy i zadziwiać może Was precyzja i dbałość o szczegóły trawników czy kwiatów. Całość jest spójna i perfekcyjna, dzięki czemu miła dla oka. Hajfa ma również miejsca z przyjemnymi plażami, gdzie można odpocząć od zgiełku miasta.

P jak pogoda w Izraelu

Na wizytę w Izraelu polecamy 3 pory roku, wiosnę, zimę i ewentualnie późną – jesień ze względów temperaturowych oraz z uwagi na tłumy turystów odradzamy lato. Najlepiej naszym zdaniem wybrać się do Izraela, kiedy u nas jest zimno – czyli dokładnie tak jak robimy to my regularnie – w listopadzie czy grudniu. Głównym atutem jest możliwość zażywania kąpieli słonecznych, których niestety nie można doświadczyć wówczas w Polsce, ale i bardziej konkurencyjne ceny lotów czy noclegów.

R jak Rotschildowie

Rothschildowie to międzynarodowa rodzina Żydów, związana z bankowością i finansami, posiadająca bardzo silną pozycję w Europie. Uważana jest również za jedną z najpotężniejszych rodzin finansowych na świecie. Wartość ich majątku szacuje się na ponad 500 bilionów dolarów. Dziś zdradzimy Wam na ich temat niewiele. W nawiązaniu do wpisu o Izraelu wspomnimy tylko, że w 1957 Lord James  De Rotshild poinformował premiera Dawida Ben Guriona, że chce przekazać fundusze na budowę nowoczesnego budynku Knesetu postawił mu tylko kilka warunków, ale o tym napiszemy w oddzielnym wpisie już niebawem. Także obserwujcie nasz blog lub bądźcie z nami na bieżąco na naszym fanapage na facebooko – bo kolejny wpis jest tego wart.  Zdradzimy Wam tylko, że zabierzemy Was w podróż do Sądu Najwyższego w Jerozolimie i dzięki nam poznacie  jego tajemniczą symbolikę. Izraelski Sąd Najwyższy jest dziełem tylko jednej rodziny, zapewne domyślacie się już, że mowa o rodzie Rothschildów. Podczas negocjacji z rządem Izraela, Rothschildowie zgodzili się na oddanie budynku pod trzema warunkami: Rothschildowie dokonają wyboru działki, będą korzystać z własnego architekta oraz nikt nie pozna ceny budowy budynku. Powody, dla których postawiono te warunki są dosyć intrygujące – wielu twierdzi, że budynek Sądu Najwyższego jest Świątynią Masońskiej Tajemnej Religii i został zbudowany przez elity dla elit, ale o tym więcej niebawem.

S jak szabes

Szabes to „odpoczynek” – siódmy dzień tygodnia, jest dla Żydów dniem wypoczynku. Cotygodniowe święto trwające od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę, jedna z najważniejszych instytucji w życiu narodu żydowskiego. W piątek wieczorem urządza się uroczystą kolację. Gospodyni zapala przed rozpoczęciem szabatu dwie świece, odmawiając nad ich światłem błogosławieństwo. Ojciec rodziny odmawia przed posiłkiem kidusz. Jeden z traktatów Miszny wylicza aż 39 prac zakazanych w szabat. Zakaz pracy można złamać jedynie w przypadku zagrożenia życia lub opieki nad chorym. W szabat nie wolno się smucić ani wypowiadać słów rozpaczy. Na zakończenie szabatu odprawia się natomiast hawdalę. W szabes zawsze jest luźniej na drogach więc łatwiej jest wówczas się przemieszczać. Żydzi ortodoksyjni nie wykonują w Szabat czynności, które Halacha określa jako pracę w tym nie pójdą do sklepu kupić bułki czy do kiosku po gazety.

T jak Tel Awiw

Jadąc z Jerozolimy koniecznie musieliśmy zajrzeć i do Tel Awiwu. Zawsze warto porównać co się tu zmieniło od naszego ostatniego pobytu oraz uzupełnić to, czego zobaczyć i poznać wcześniej nie zdążyliśmy. Nasza relacja z pierwszego pobytu w tym mieście dostępna jest tutaj. Co dodatkowo warto zobaczyć w stolicy Izraela – na pewno Museum of Art – to muzeum zwane potocznie Modern Tel Awiw, wejście kosztuje tu 50 zł i jest warte swojej ceny, bo w zamian zobaczycie tam dzieła takich artystów jak: Picasso, Cezanne, Kandinsky, Van Gogh, Lichtenstein czy Warhol. A jeśli nie lubicie oglądać obrazów, to przynajmniej przyjdźcie zobaczyć samo muzeum z zewnątrz, gdyż jako bryła architektoniczna również zasługuje na uwagę. Jeśli czasu nie macie za wiele i spytacie nas co najbardziej podoba nam się w tym mieście – odpowiemy, że Jaffa, czyli licząca sobie ponad 3500 lat osada, która aktualnie jest dzielnicą liczącego sobie zaledwie 100 lat Tel Awiwu. Samo miasto Tel Awiw to nowoczesna, elegancka metropolia, która w zestawieniu z jej starą częścią powinna się spodobać każdemu. Tel Awiw jest najbardziej metropolijnym miastem Izraela. Tu wreszcie są też piękne plaże i smaczne restauracyjne jedzenie. Miasto, w którym każdy znajdzie coś ciekawego dla siebie. Będąc w Tel Awiwie od razu zauważyć można, że jest to miasto tętniące życiem, nowoczesne, całkowicie odmienne od Jerozolimy. Wyjątkowy jest tu deptak, którym warto udać się na spacer – promenada Tayelet. W centralnej część metropolii znajdziemy tzw. „Białe Miasto” – to około 4000 śnieżnobiałych budynków wzniesionych w stylu Bauhaus i tam też się przespacerujcie. W stolicy zachaczyć też warto o jeden z najstarszych na świecie portów rybackich oraz XII-wieczny meczet Al-Mahmudijja. Wszystko to sprawia, że warto się tu wybrać.

V jak Via Dolorosa czyli jeden wielki fake


Via Dolorosa to Droga Krzyżowa – zapewne wielu zaskoczy jej obecny wygląd w konfrontacji z naszymi wyobrażeniami o tym miejscu. Nie mniej jednak jest to żelazny punkt programu wielu chrześcijańskich pielgrzymek w Jerozolimie. Mało kto jednak uświadamia wiernych, że topografia Świętego Miasta z czasów Nowego Testamentu nie do końca pokrywa się obecnym układem murów, ulic i placów, a archeolodzy twierdzą, że dzisiejsza Via Dolorosa nie ma w rzeczywistości nic wspólnego z drogą, którą pokonywał Jezus krocząc na górę Golgotę. Współcześnie droga krzyżowa przebiega przez tętniące życiem miasto, pełne turystów i mieszkańców. 

 

W jak warzywa 

Izraelczycy chwalą się, że ich warzywa czy owoce są najlepsze na świecie. Ponoć ma to związek z doskonałej jakości glebą, dużą ilością nasłonecznienia i dobrego klimatu pod uprawy. Większość uprawianych tu warzyw i owoców jest średniej wielkości, ale na targach można znaleźć np. rzodkiewki wielkości jabłek czy buraków.

Z jak zatar

Obok warzyw wyjątkowe są w tej części świata również przyprawy. Szczególnie warto polecić zatar – jest to mieszanka przypraw – tymianku, prażonego sezamu i sumaku. Samo słowo za’atar w języku arabskim oznacza tymianek, ale jest też używane do określenia popularnej tu  przyprawy. Zatar wykorzystuje się do marynowania i doprawiania mięs i warzyw, do dipów, do doprawiania kanapek np. z kurczakiem czy serem kozim. Można go wymieszać z oliwą i odrobiną hummusu i smarować pity, czy dodawać do zup. Z resztą Izrael znany jest z wielu przypraw, których jest pełno na lokalnych bazarach i świetnie sprawdzą się jako drobny prezent gdy wrócimy z Izraela. Tymczasem, gdy już wiecie czym pachnie i jakie barwy ma Izrael, wracamy do Polski i zachęcamy Was, by śledzić nas na bieżąco, gdyż niebawem kolejne wpisy z naszych podróży.

#rafalpodrozuje #fotografia #israel #travel
#najlepszyfotograflublin #cowartozobaczycwizraelu 
 #agencjafotograficznoszkoleniowa #rafalbil #rafalfotografuje 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Konkursy
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Europejski Festiwal Smaku 2018

Europejski Festiwal Smaku 2018

logo_festiwal-smakow

Właśnie zakończyła się kolejna edycja Europejskiego Festiwalu Smaku  w Lublinie. Czas zatem na ocenę bogactwa smaków, kolorów i zapachów, która zawsze sprawia, że podczas tej imprezy, nie może nas brakować. Dziś subiektywnie przybliżymy Wam, co nasze  obiektywne szkła aparatów widziały podczas tej imprezy. Już po raz trzeci producenci z regionu lubelskiego mogli pochwalić się swoimi wyrobami i zwrócić na nie uwagę uczestnikom Europejskiego Festiwalu Smaku w Lublinie rywalizując o tytuł Najlepszego Smaku Lubelszczyzny 2018. Sami zobaczcie jak było i oceńcie Starą Kurwicę, ale i nie tylko….

Jak zapewniali organizatorzy w 2018 roku festiwalowy Lublin miał smak niepodległości. W tym roku festiwal łączył smaki miasta i regionu z koncertami, wystawami, literaturą i teatrem. Całość imprezy poświęcono barwnej epoce określanej jako lata „Dwudzieste Międzywojenne”. Godnymi polecenia punktami imprezy były w tym roku m.in. koncert zespołu Lao Che oraz projekt: Mickiewicz – Stasiuk – Haydamaky. Ciekawym elementem tegorocznej imprezy byli również ludzie, ubrani w stroje z epoki lat dwudziestych. Jednym słowem nie możemy się doczekać kolejnej 11 edycji tego Festiwalu.

 #rafalbil #fotografia  #lublin  #europejskifestiwalsmaku #lubelskie

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

 

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Carnaval Sztukmistrzów 2018

Carnaval Sztukmistrzów 2018

 

Zakończył się Carnaval Sztukmistrzów. Nadszedł więc czas podsumowania tegorocznego Carnavalu, wszystko tradycyjnie naszym subiektywnym zdaniem oraz obiektywnym spojrzeniem z punktu widzenia naszych aparatów. Przejdźmy zatem do oceny,  tak jak zawsze od A do Z, by przedstawić Wam kompleksowo nasz punkt widzenia na ten temat.

 

A jak ARMATA PANA ZĄBKA

Pan Ząbek miał uderzyć z grubej rury, to tym razem jak podali na swojej stronie internetowej organizatorzy, nie przebierał w środkach wyrazu. By odnaleźć wybraną przez widza kartę, użył subtelnej broni, czyli… swojej armaty, jakkolwiek to nie brzmi, to faktycznie tak było. Sami zastanawialiśmy się, czy będzie faktycznie „wiele hałasu o nic”, czy przebije  telewizyjny „numer z gwoździem”, który przybił się do Niego na stałe.  Pozytywnie zaskoczyła nas spora dawka dobrej iluzji. Wszystko to było dla nas dobrym początkiem festiwalu. Trzeba bowiem podkreślić, że  dla wymagającego lubelskiego widza, który nie jeden Carnawal Sztukmistrzów ma już za sobą i nie ukrywajmy, coraz trudniej jest go zaskoczyć, zadziwić i rozbawić,  a tego przynajmniej my oczekujemy rok rocznie, od carnavalowych Artystów.

B jak Bar Żongler 

JAM session  to chyba wisienka na torcie na zakończenie imprezy. Całość tradycyjnie już odbywa się w klubie festiwalowym pod urokliwą nazwą „Bar Żongler”. Miejsce to warto było też odwiedzać czy to przed spektaklem lub i po. Strefa chilloutu, która mieściła się na Błoniach pod Zamkiem była nie tylko niezobowiązującą przestrzenią relaksu, w której każdy mógł odpocząć z muzyką przy kawie, yerbie lub piwie, ale i strefą w 100% wolną od wifi, co sprzyjało rozmowom z nowopoznanymi tam w tzw. realu ludźmi.

C jak Ciro Cavallo Show

Ciro Cavallo Show to klaunada bez słów w iście włoski wydaniu. Spektakl powstał po długich obserwacjach i badaniach poświęconych przypadkowym, ulotnym spotkaniom na ulicy. Ciro Cavallo rozpoczyna pokaz leżąc w śpiworze w masce konia. Powoli, w miarę jak przedstawienie się rozkręca, koń zaczyna się budzić, a już po chwili zaskoczy widzów swoimi niecodziennymi zachowaniami, bazując na wywołaniu emocji widzów.

D jak dobry biznes

Carnaval to rewelacyjny okres dla lubelskiego biznesu. W tym roku zarobiły nie tylko restauracje przy deptaku. Na każdym kroku można było spotkać drobnych handlarzy, a tegorocznym hitem kiczu w naszej ocenie były balony, ale nie te klasyczne wykonywane ręcznie przez klauna, a te ledowe, których było w mieście pełno. Co w tym ludzie widzą – nie wiemy, ale skoro daje im to radość, a innym zarobek, to nic nam do tego.

 E jak euforia

Radość i stany euforii to największy atut tej imprezy. Tyle uśmiechu ile dała nam dotychczas już kolejna edycja tego Carnavalu zasługuje na słowa uznania. Miło, że ludzie doceniają to i wiedzą, że z samych braw artyści uliczni nie wyżyją.

F jak faworyt

Teatr uliczny w stylu szwedzkim Svena ze Szwecji był w tym roku naszym faworytem. Występ obejmował żonglerkę i akrobacje, ale bardzo ważną jego częścią była publiczność, która brała aktywny udział w przedstawieniu. Ten spektakl to komedia dla wszystkich – dorosłych, ale i dzieci. Nie zabrakło niespodzianek i dużej dawki śmiechu. Takie poczucie humoru doceniamy szczególnie. Chapeau bas za ten występ dla Ciebie Sven from Sweden.

G jak Glass and Wooden Tower

Claudio Inferno i jego Glass and Wooden Tower to zabawny pokaz balansowania i muzykowania na butelkach. Pan Inferno to błazen, który poświęcił życie na sprofesjonalizowanie tej aktywności. Podczas spektaklu Artysta zabiera widownię w świat pustych butelek i dysonansowej muzyki. Do widzów zwraca się bezpośrednio, za pomocą zrozumiałego języka, który mocno kontrastuje z jego ekstrawaganckimi wyczynami i dziwactwami.

 

H jak Herosan show

Artysta uliczny pochodzący z Japonii, który jest jednym z najbardziej doświadczonych, wśród tegorocznych twórców. Jego pokazy widziano już w kilkunastu krajach świata, a sam występ opiera się na akrobatyce, która łączy się z żonglerką i tańcem. Artysta niejednokrotnie zadziwia i wprawia publiczność w niedowierzanie, związane z przekraczaniem ludzkich granic. Całość uzupełniona została dużą ilością dobrego humoru.

I jak iluzja

Do świata iluzji zabrał nas podczas swojego show m.in. Magic Mark z Filipin. Magic Mark Beltran jest zawodowym magikiem od 2011 r. Ukończył kurs mistrzowski z Magii i Teatru Ulicznego w McBride Mystery School w Las Vegas. Od tamtej pory wystąpił w kilkudziesięciu krajach, a jego pokazy oglądała publiczność na całym świecie. Jako magik jest charyzmatyczny i życzliwy dla widza. Podczas kameralnych występów bawi, oczarowuje i prezentuje niezwykle obrazowe kuglarstwo, które zachwyca szczególnie dzieci.

J jak jasność

Przyjemnie oświetlone latarnie koło Centrum Kultury w Lublinie nie umknęły naszym obiektywom. Lampiony te już znamy z innych wcześniejszych lokalnych imprez. Może na czasy oświecenia przydałyby się już nowe, by czymś nas zaskoczyć, choć żeby była jasność, te są ładne i nadal nam się podobają. Bardzo dobrze wyglądały też illuminacje na zamku czy przy Trybunale Koronnym, je też musieliśmy obfotografować.

K jak Karolina Czarnecka

Niezwykle energetyczna i pozytywna wokalistka, która podzieliła się z Lublinem nie tylko muzyką, ale i uśmiechem. Miło z Jej strony, że do Lublina zabrała ze sobą pamiątki: książeczkę z Pierwszej komunii, herękokę, pastelowo-różowe majtki i kosmiczny pył. Po koncercie znalazła również czas dla wielbicieli, fanów i tych, którzy Jej nie znali, ale skoro wszyscy robili sobie z nią selfie, to czemu i oni mieliby sobie nie zrobić.  Doceniamy, pozdrawiamy, szanujemy i zapraszamy ponownie na dziki wschód.

L  jak Les Tetes d’affiche

Grupa Les Tetes d’affiche zgotowała pokaz podczas którego nie brakowało zapachu paliwa i potu. W tym spektaklu zobaczyliśmy trzech Artystów, którzy wprowadzili nas w męski świat jakiego nie znaliśmy! Sztuka podrywu opanowana została do perfekcji – panowie możemy się od nich dużo nauczyć 😀

M jak MC Fire

Bardzo dobre show pełne ognia, humoru, zapewnili nam Cyryl, Maciek oraz Marcin, którzy i w tym roku powrócili do Lublina na Carnaval Sztukmistrzów, by zaprezentować swój pokaz w nowej, odmienionej formie.

 

N jak Nowy Cyrk

Czym jest nowy cyrk? Podobno na tak postawione pytanie, nie ma jednej odpowiedzi, ale można wskazać cechy wspólne spektakli nowego cyrku: brak tresury zwierząt, mniejsze znaczenie areny i namiotu cyrkowego, zmiana jednolitej estetyki na wiele form prezentacji, zmniejszenie znaczenia samodzielnych numerów na rzecz alternatywnych dramaturgicznych koncepcji. Nowy Cyrk charakteryzuje się przede wszystkim podejściem do historii – oraz opowieści. W nowym cyrku Artysta stara się ją przedstawić w odróżnieniu od cyrku tradycyjnego, który obecnie żadnej historii nie przedstawia i w naszej ocenie to jest ta zasadnicza różnica. Przedstawienia z kręgu nowego cyrku starają się opowiadać historię wykorzystując dyscypliny cyrkowe i kuglarskie, które stają się językiem narracji. Nowy cyrk gromadzi w Polsce coraz większą widownię, czego najlepszym dowodem jest sukces organizacyjny Carnavalu Sztukmistrzów.

 

O jak opaski

Podczas Carnavalu dzieją się różne cuda, w tym w magiczny sposób gubią się również dzieci rodzicom. Dlatego organizatorzy w tym roku zaproponowali bardzo sprytne rozwiązanie w postaci opasek na rękę dla najmłodszych, tak by zagubione dziecko łatwo można było nie tylko zlokalizować w tłumie, ale przede wszystkim ustalić jego tożsamość. Bezpłatne opaski odebrać można było w punktach informacyjnych festiwalu. Na opasce należało wpisać kontakt do rodzica oraz personalia dziecka, a dzięki temu łatwiej można było odnaleźć zagubione pociechy.

P jak Piky Potus “The Unbalanced Hat”

Spektakl oparty jest na uniwersalnym języku łączącym humor fizyczny z żonglerką. Piky Potus wchodzi w bezpośrednią interakcję z widownią. Widownia jest wspólnikiem, który bawi się z Piky Potus. Muzyka i ruch stanowią niekończącą się zabawę. Piky Potus udowadnia że każdy ma w sobie dziecko, bez względu na wiek i pochodzenie, a on sam przyleciał do Lublina, aż z Argentyny.

R jak rozgrzana publika

Marcin Ex Styczyński swym plucie ogniem (Fire Breathing Show)  rozgrzewał publikę do czerwoności. Zaskoczyły nas tez możliwości tzw. głębokiego gardła Marcina, ale i fakt, że mimo takich umiejętności nadal jest sam. Jesteśmy przekonani, że po tamtym występie wszystko to się momentalnie zmieniło, czego z serca życzymy Marcinowi. Dziękujemy za gorący i zabawny pokaz 😉

 

S jak Sisus Sirkus

Mosh Split „Sisus Sirkus” to spektakl Pań z Finlandii obok, którego nie przeszliśmy obojętnie, gdyż mało kto potrafi tak sprawnie odbijać piłeczkę (ten kto był to wie nawet czym). Z resztą nie była to jedyna umiejętność tych zdolnych dam. Trapez waszyngtoński, stójka na rękach, akrobatyka w parach, żonglerka stopami, skakanki, huśtawki…. można wyliczać i wyliczać. Cały spektakl zbudowany był wokół stabilnej konstrukcji o wysokości około 10 metrów. Obok sceny znajdował się też samochód kempingowy, z którego jedna po drugiej wyskakiwały przepiękne panie, które chwaliły się w naszej ocenie wszystkim co potrafiły. Wraz ze swoimi szalonymi pomysłami przychodził uśmiech, zaskoczenie, ale i niesmak. Silną stroną była więc tu wyrazistość spektaklu, bo zapamiętamy go na długo.

 

T jak tłumy

W tym roku na Carnaval Sztukmistrzów również do Lublina przyjechało i przyleciało bardzo dużo ludzi. Tłumy na deptaku zmuszały malkontentów do marudzenia. Choć Ci i tak by narzekali, że show z balonem się nie podoba, że cebularze po 3 złote, czy że Carnaval znowu się odbył. Wszystkim krytykantom i ludziom niezadowolonym z życia sugerujemy się wyprowadzić na czas Carnavalu z Lublina. Kierujemy też do Was cenną sugestię – nie podobało się – można za rok nie przyjeżdżać, albo zrobić własny festiwal, a najlepiej na większą skalę, lepszy niż w tym roku zrealizowali organizatorzy i do tego z darmowymi cebularzami. Więc wszystkim piszącym krytyczne opinie na temat Carnavalu ślemy pozdrowienia i trzymamy kciuki za Was, byście zrobili to lepiej.

U jak Urban Highline Festival

Urban Highline Festival to największa tego typu impreza na świecie. Festiwal co roku ściąga do Lublina kilkaset uczestników z najdalszych zakątków świata. Sport ten z reguły uprawiany jest wysoko w górach, a nie w przestrzeni zurbanizowanej, co w Lublinie czyni go unikatowym. Od wielu lat Urban Highline Festival jest integralną częścią Carnavalu i wymusza na mieszkańcach Lublina by głowę trzymać wysoko. Naszym zdaniem to ogromna wartość dodana do Carnavalu, bez której te dni nie byłyby już takie same. Rok rocznie highlinerzy,  spacerują w blasku słońca i księżyca, by zapierać dech w piersiach lubelskiej publiki. Naszym zdaniem jest znak rozpoznawczy tej imprezy, dla którego warto wybrać się w tym czasie do Lublina.

  W jak Wieża Trynitarska

Zawsze uważamy, że warto jest wejść na Wieżę Trynitarską podczas Carnavalu Sztukmistrzów. Szczególnie warto jest tam się wybrać w nocy, kiedy  widać będzie dobrze illuminacje na kamienicach starego miasta, szczególnie te w koło Trybunału Koronnego. Przystępna i rozsądne kolejki pozwolą każdemu rzucić okiem na Lublin z innej perspektywy.

 Z jak zakończenie

Na zakończenie musimy oczywiście posłodzić i popieprzyć… Carnaval Sztukmistrzów to wyjątkowa impreza na mapie wydarzeń kulturalnych nie tylko w Lublinie czy w Polsce, ale i na świecie. To czas wielu uśmiechów, poprawy nastrojów, chwil zachwytów, zdziwienia czy momentów grozy i zniesmaczenia…. wielu różnych emocji. To szczególnie za to cenimy czas spędzany w tych dniach w Lublinie. Carnaval Sztukmistrzów jest bez wątpienia wizytówką Lublina, która oddaje klimat miasta. Organizatorom raz jeszcze gratulujemy, a Artystom dziękujemy, szczególnie tym którzy nie powtarzają rok rocznie tego samego programu na ulicach naszego miasta. Mamy nadzieję do zobaczenia za rok w zupełnie nowej odsłonie i gdybyście to Panowie od drabiny przeczytali, tak to do Was – życzymy więcej inwencji twórczej na przyszłość, a sobie życzymy mniej komercji na ulicach, a więcej Sztukmistrzów i Artystów przez WIELKIE A.

 #rafalbil #fotografia  #lublin  #europejskifestiwalsmaku #lubelskie

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Co warto zobaczyć w Skalnym Mieście – Adršpašskoteplické skály

Dziś mamy dla Was cenne informacje praktyczne dotyczące dojazdów, cen jakie na Was czekają, gdy wybierzecie się w Adršpašskoteplické skály. Co jednak ważniejsze, zdradzimy Wam, co warto zobaczyć w Skalnym Mieście. Na zwiedzanie najlepiej zarezerwować kilka godzin ponieważ trasa okrężna ma długość kilku dobrych kilometrów. Należy naładować dobrze baterie w aparacie, zabrać ze sobą pojemną kartę i ruszyć wzdłuż szlaku, a dlaczego wyjaśnimy jak zwykle subiektywnie i obiektywnie poniżej, tak od A do Z. Zabieramy więc Was w przepiękny teren złożony z licznych skał zbudowanych z piaskowca. Zobaczycie, że 100 metrowe skalne ściany sprawiają często monumentalne wrażenie. Pokażemy Wam też  skalny wodospad oraz szmaragdowe jezioro, które powstało po starej piaskarni. To co, ruszamy?

A jak Adršpach

Adršpach Skalne Miasto  to perła Sudetów Środkowych, która znajduje się zaledwie kilka kilometrów od polsko-czeskiej granicy. Najwygodniejsza forma dojazdu to oczywiście samochód. Jadąc autem na północy od Skalnego Miasta leży wioseczka Adrszpach, druga miejscowość, od której pochodzi nazwa kompleksu. Adršpach natomiast to gmina wiejska w Czechach, w której znajduje się wspomniane powyżej Adršpašské skalni mesto, bo tak dokładnie określane jest ono w Czechach. Okolica zbudowana jest głównie z piaskowców. W tutejszych plenerach kręcono m.in. „Opowieści z Narnii”, dlatego dziś zabieramy Was do tego bajkowego świata.

B jak brama

Skalna Brama to gotycka brama, która została wybudowana w 1839 roku na polecenie ówczesnego barona Ludvika Karel Nadherny.  O ile większość pięknych zjawisk w adršpašskich skałach stworzyła sama przyroda, to sama brama do nich nie należy. Zaklinowana między skałami zaprasza do wejścia do krainy jak z bajki. To wg nas symboliczne przejście między światami realnym i baśniowym, do którego dziś Was zabieramy.

 

C jak ceny

Teraz słów kilka o finansach, czyli ile Was ta przyjemność będzie kosztowała? Najbardziej polecamy odwiedzenie strony adrspach.cz  na której znajdziecie aktualne ceny za wejście do parku. Trzeba podkreślić, że  dokonywane są zmiany w cenach biletów, więc przed wyjazdem warto sprawdzić ich aktualność odwiedzając stronę Skalnego Miasta. Na teren skał można wejść przez cały rok, codziennie w godzinach od 8 do 18, jednak za same bilety ceny uważamy nie są wygórowane, o czym świadczą chociażby tłumy turystów (w tym z Polski). Warto zaznaczyć, że dodatkowo płatny jest rejs po skalnym jeziorze. Ta przyjemność jest o określonych porach roku od około 15.04.2018r. (przy sprzyjającej pogodzie czynne już i w kwietniu), do 30.10.2018r. w godz. 09:00 – 17:00. Co istotne można też za dodatkową odpłatą wprowadzić na teren rezerwatu również i  psa. Natomiast ceny za parking wyniosły nas 0 zł, choć oczywiście w pobliżu są również prywatne, płatne parkingi, tak przy samym Skalnym Mieście jest duży nieodpłatny parking, który oddalony jest 5 minut spacerem od bramki z biletami. Dla przypomnienia tylko, walutą jest tu korona czeska (CZK); 1 korona to około 0,16 zł.

D jak Dziura

Mysia Dziura (Myší Díra) to  wyjątkowo nieprzyjemne miejsce dla osób otyłych. Wąska, głęboka szczelina skalna, przez którą osoby o większych gabarytach mogą przejść z trudnościami.

E jak Elephant square

Elephant square to rynek słoni, który spotkamy w Skalnym Mieście. Jest to wysłany piaskiem placyk na szlaku przez Skalne Miasto. Wystarczy odrobina wyobraźni i można się w kształtach skał dopatrzeć podobieństwa do słoniowych trąb.

F jak fauna i flora

Charakterystyczna górska roślinność to kilkaset ciekawych gatunków w tym między innymi: fiołek dwukwiatowy, podbiałek alpejski czy modrzyk górski. Również fauna Skalnego Miasta to wiele ciekawych gatunków zwierząt. Możemy tu spotkać borsuka, bociana czarnego, czaple, nietoperze, ale także żmiję zygzakowatą. Liczna fauna znakomicie uzupełnia tło i potęguje wrażenia. Na uwagę zasługują m.in. Kochankowie – czyli jedna z najwyższych i najpiękniejszych formacji. Skały mierzone z poziomu doliny mają około 100 metrów wysokości. Żeby ujrzeć ich w pełnej krasie należy wdrapać się po licznych schodach na punkt widokowy i zobaczyć przepiękną roślinność terenu. Kochankowie (Milenci) stanowią symbol Skalnego Miasta, a ich sylwetki powielane są na wielu pamiątkach.

G jak Góry Stołowe

Góry Stołowe zachwycają o każdej porze roku. Trzeba zaznaczyć, że rezerwat Skalnego Miasta stanowi część Gór Stołowych i jest stosunkowo charakterystyczny dla tego pasma.

H jak horolezci

Spacerując po Skalnym Mieście, częstym widokiem byli horolezci (horolezec to z czeskiego: wspinacz, alpinista). Wiek XX to z kolei eksplozja zainteresowania turystyką wspinaczkową w tym terenie. W rezerwacie wytyczono w tym celu specjalne szlaki i zadbano o infrastrukturę turystyczną. Obecnie jest to wymarzone miejsce do wspinaczki skałkowej. Jednak trzeba zaznaczyć, że możliwa jest tylko i to wyłącznie w wyznaczonych miejscach wspinaczkowych.

I jak inspiracja

Jesteśmy na półmetku opowiadania Wam o Skalnym Mieście, a już teraz możemy napisać, że miejsce to potrafi zainspirować i to o każdej porze roku. Zachęcamy do przekonania się o tym, najlepiej na własnej skórze.

J jak jezioro szmaragdowe

Warto wrócić jeszcze do początku naszej podróży, gdyż na starcie natrafiliśmy na przepiękne szmaragdowe jezioro w Adršpach, znajdujące się w miejscu dawnej piaskowni. To co nam się najbardziej tu spodobało to piękna czysta woda o turkusowym kolorze. Większość osób zwiedzających kieruje się od razu na prawo. Można natomiast skręcić od razu w lewo i wówczas uda się Wam obejść jezioro, podążając szlakiem, który je okrąża. Zachęcam do wyboru tej drogi. Po pierwsze dlatego, że jest pięknie, a po drugie ze względu na znacznie mniejszą liczbę turystów. Szlak który prowadzi na około jeziora znaczony jest kolorem niebieskim.

K jak kaplica

Spacerując po Skalnym Mieście, natrafiliśmy na skalną kaplicę pod północno-zachodnimi ścianami Kochanków gdzie są umieszczone tablice upamiętniające wspinaczy, którzy zginęli podczas zdobywania wierzchołków skał.

L jak labirynt

Każdy, kto wkroczy w ten skalny labirynt, jest nim oczarowany. Podobne wrażenia i zapierające dech w piersiach są zakamarki Szczelińca Wielkiego. Tutejszy labirynt skalny rozlewa nie na powierzchni 1800 hektarów, dlatego też przygotowano dla zwiedzających trasę turystyczną zaopatrzoną w schodki, kładki, poręcze etc., wszystko to po to by uprościć zwiedzanie turystom.

 

M jak Metuje

Metuje to rzeka w Sudetach w północnych Czechach. Lewobrzeżny dopływ Łaby w zlewisku Morza Północnego. Rzeka Metuje płynie w kraju hradeckim przez Góry Stołowe i Pogórze Orlickie. Nad Metują znajduje się miasto Teplice w którym corocznie odbywają się Międzynarodowe Festiwale Filmów Wspinaczkowych.

N jak Narnia

Wędrując po labiryntach Skalnego Miasta można poczuć klimat „Opowieści z Narnii”, które filmowy z Hollywood wybrali nie bez powodu na plan filmowy podczas ekranizacji powieści fantasy C.S. Lewisa.

O jak okolica

Wprawdzie Skalne Miasto powinno dostarczyć nam dostatecznie dużo wrażeń, ale jeśli pozostajemy w tych terenach na dłużej, wówczas  warto jest nie marnować czasu na siedzenie w hotelu i rozejrzeć się po okolicy. Polecamy wybrać się do Teplice nad Metují – jest to niewielkie przyjemne miasteczko z barokowym kościołem św. Warzyńca oraz położoną na wzgórzu Kamenec pustelnią nieistniejącego zakonu iwanitów i niewielkim kościółkiem Maryi Panny Nieustającej Pomocy. Ci, którzy chcą wybrać się gdzieś dalej mogą pojechać do pobliskiego Borumova, w którym warto zobaczyć starówkę.

P jak popiersie

Wróćmy jednak do Skalnego Miasta. Wędrując po nim natrafiliśmy na popiersie J.W. Goethego upamiętniające pobyt poety w tym miejscu. Warto podkreślić, że wiele znanych postaci odwiedzało te tereny, co tylko potwierdza tezę, że są one warte uwagi.

R jak rezerwat przyrody

Obszar Skał Teplickich został objęty rezerwatem przyrody. Jest bardzo cenny nie tylko ze względów geologicznych i geomorfologicznych, lecz także pod względem różnorodności fauny i roślinności, o czym pisaliśmy powyżej. Rezerwat ten nazywany jest w Czechach „Národní přírodní rezervace Adršpašskoteplické skály”, a znajdujące się w nim piaskowcowe twory powstawały na przestrzeni setek tysięcy lat poprzez działania wody, powietrza i mrozu. Tym terenom dodatkowego uroku dodaje bujna roślinność porastająca skały, 2 wodospady oraz 2 jeziorka po których możemy przepłynąć się łodzią.

S jak Starosta i Starościna

Starosta i Starościna to dwie ogromne skały, które wyglądają jak postać kobiety i mężczyzny zwrócone do siebie twarzami. Należą do bardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych skał tego terenu.

T jak tłumy turystów

Skalne Miasto można odwiedzać cały rok. Najlepszą porą na odwiedziny Skalnego Miasta Adršpach to czas od wiosny do jesieni. Chcąc uniknąć tłumów najlepiej planować swoją wycieczkę poza weekendem, a zwłaszcza poza polskimi długimi weekendami. Dodatkowo zachęcam, aby być tam jak najwcześniej rano – najlepiej zaraz jak otwierają kasy biletowe lub trochę przed zamknięciem kas wtedy powinniśmy móc spacerować pośród skał praktycznie sami, bo w środku dnia często natrafia się na tłumy turystów, co komplikuje wykonanie fajnych ujęć, bez zbędnych osób w kadrze. Turyści w klapkach i turystki w szpilkach na dłuższej wersji trasy blokują często ruch. Jednym słowem bywa tu tłoczno.

U jak ubranie

Jeśli zastanawiacie się nad ubraniem i ekwipunkiem, to musicie wiedzieć, że tu nie musimy  mieć super sprzętu i najdroższych trekingowych butów, ale odradzamy buty w bardzo miękką podeszwą typu trampki czy balerinki lub tym bardziej szpilki. Koniecznie trzeba zabrać ze sobą bluzę, gdyż nawet przy dobrej pogodzie w pewnych miejscach można poczuć chłód, ze względu na sporą wilgoć. Natomiast jeśli macie zamiar się wspinać po skałkach niezbędne będzie zabranie profesjonalnego sprzętu.

W jak Wielka Panorama

Z Wielkiej Panoramy rozciąga się widok na większość formacji skalnych Adršpach. Znajdziecie tu również tabliczkę z opisem widocznych skał. Czy widok ten zapiera dech w piersiach – naszym zdaniem nie, ale wejść zobaczyć i spocić się zawsze można.

Z jak zjeść po zwiedzaniu coś trzeba

Na koniec wyprawy warto wybrać się na posiłek. W okolicy, co nas cieszy, zdecydowanie rządzi czeska kuchnia. Małe gospody zwykle dbają o kulturę i tradycję. Warto spróbować houskove knedliky s gulášem, czyli ciasta drożdżowego na parze z sosem gulaszowym i kawałkami mięsa lub czosnkowe kotleciki po czesku. Inną ciekawą potrawą jest vyprážaný syr s tatarskou omačkou, czyli smażony ser z sosem tatarskim podawany zwykle z frytkami. Do picia tradycyjne czeskie piwo i czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnej podróży.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Noc Kultury 2018

Tegoroczna Nocy Kultury odbyła się z 2 na 3 czerwca. Dziś subiektywnie pokażemy Wam co godnego uwagi uchwyciły nasze obiektywy podczas tego wydarzenia. Zabierzemy Was ponownie na spacer po Lublinie w Noc Kultury 2018, a jeśli nie udało się Wam uczestniczyć w tym wydarzeniu, pokażemy Wam co tak naprawdę działo się w Lublinie w tamtą wyjątkową noc. Zaczniemy od naszego numeru 1, czyli kolorowych lampionów z latającymi rybami, które pływały w przestworzach z Placu Rybnego w kierunku Bramy Rybnej. Słowa uznania dla Jarosława Koziary, twórcy tej instalacji, który już wielokrotnie potrafił nadać kolorytu naszemu miastu, nie zawiódł i tym razem.

   

Miejscem numer 2, które również naszym zdaniem warto było odwiedzić,  było Podwale. To wg nas kolejny godny uwagi punkt programu tegorocznej Nocy Kultury. Poczuć się tam można było jak w krainie krawiectwa, a wszystko to za sprawą współpracy wielu twórców szeroko pojmowanej kultury, których spajał jeden mianownik. Spacer przestrzenią pełną krawatów, staników, tkanin, maszyn do szycia i różnych innych akcesoriów krawieckich to ciekawe doświadczenie i kreatywny pomysł organizatorów. To on zdecydowanie przypadł do gustu nie tylko dzieciom, ale i nam.

Na podium wydarzeń Nocy Kultury znalazła się też naszym zdaniem wyjątkowa brama – gdyż ją odkrywamy zmysłem węchu, a nie tylko wzroku. Dla lubiących zapachy mogła być nawet najciekawszym dla zmysłów punktem do odwiedzenia. Brama sensualna, bo tak ją określono, znajdowała się w ul. Ku Farze. Tu słowa uznania należą się dla Pawła „Totoro” Adamca i jego studentów, którzy wspólnie dali mieszkańcom Lublina i turystom możliwość czerpania radości z aromatów ziół w tym mięty, tymianku czy melisy. Nieopodal tej ulicy znajdowały się również kolejne ciekawe instalacje, dokładnie na Placu po Farze, na który również zawitaliśmy. Spotkaliśmy tam m.in. tzw. szeptuchy oraz miniaturę starego miasta.

Noc Kultury to czas kiedy bawić się mogą nie tylko dorośli, ale i dzieci. Tym najmłodszym szczególnie spodobać się mogło na Błoniach pod Zamkiem. Stworzono tam Strefę Twórczości i Inspiracji. Warsztaty i kreatywne zabawy umożliwiły spędzenie wspólnego czasu dzieciom i rodzicom przy twórczej i często edukacyjnej zabawie.

Jedno jest pewne, że wygodne buty na dłuższy spacer to podstawa podczas Nocy Kultury. Niestety przyznamy się od razu, że nie opisaliśmy i jednocześnie nie odnaleźliśmy wszystkich atrakcji przygotowanych przez organizatorów tegorocznej Nocy Kultury, za co wielkie brawa w stronę Warsztatów Kultury, gdyż mimo, że nachodziliśmy się dużo, to w ciągu jednej nocy, nie udało nam się zobaczyć wszystkich punktów programu Nocy Kultury. Ta mnogość wydarzeń to w naszej ocenie pozytyw, a nie negatyw tej imprezy. Spacerując po Lublinie w tą Noc zawitaliśmy również do Żmigrodu oraz browaru Perły i były to dwa słuszne kierunki na spacer nie tylko dla nas, ale i naszych obiektywów.

 

      

Warto zaznaczyć, że Noc Kultury to nie tylko stare miasto. W tym roku wybraliśmy się również do CSK tam trafiliśmy na Targi East end Art/Noc Concept Store’ów. Około 30 wystawców z branży lifestyle pokazało jak pojmują design, modę, sztukę. Tego dnia w Centrum Spotkania Kultur w Lublinie można było nie tylko zobaczyć, ale i kupić produkty bezpośrednio od projektantów mody, artystów i designerów. Spacerując po CSK dotarliśmy też do miejsca szczególnego – przenieśliśmy się w czasie do końca lat 80. XX w. Ekspedycja ’88 daje możliwość bezpośredniego, wręcz dotykowego kontaktu z kolekcją unikalnych przedmiotów z tego okresu. Dotknąć znów m.in. adapter Bambino, walkman, maszynę do pisania, bony do Pewexu, komputer Commodore, aparat fotograficzny analogowy Zenit czy zegarek z melodyjkami Montana, ech to było coś. Łza się w oku zakręciła i miło było wspomnieć czasy naszego dzieciństwa. W CSK koniecznie musieliśmy również zajść na taras widokowy, szczególnie, że spacer po nim w nocnej porze w dni powszednie jest praktycznie niemożliwy.

 

Nie bylibyśmy jednak sobą gdybyśmy nie pozostali bezkrytyczni. Teraz słów kilka o minusach…. Główny to ten, że deptak był praktycznie w tym roku wyłączony z wydarzeń kulturalnych. Remonty spowodowały, że ciasne i tłoczne przejścia nie sprzyjały działaniom szeroko pojmowanej kultury, choć namiastki pewnych inicjatyw w tej części miasta udało się nam zarejestrować. Naszym zdaniem warto było w Noc Kultury omijać deptak, gdyż tam praktycznie nic ciekawego się nie wydarzyło lub działo się niewiele, a szkoda.

 

 #nockultury #lublin #nockultury2018
#fotografia #lublin #polska
#fotograflublin

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Co warto zobaczyć w Tel Awiwie – Rafał Podróżuje

Dziś zabieramy Was na wirtualną wyprawę do Izraela, a dokładnie do Tel Awiw-Jafa, zwyczajowo nazywanego Tel Awiwem. Pewnie wiecie, że jest drugim pod względem wielkości miastem Izraela leżącym nad Morzem Śródziemnym. Dziś przybliżymy czym pachnie Tel Awiw i od A do Z przybliżymy Wam kilka ciekawostek na temat „Nowego Jorku Bliskiego Wschodu”. Izrael znajduje się w rejonie klimatu Śródziemnomorskiego, który cechuje bardzo gorące i suche lato oraz wietrzna i deszczowa zima. Najlepszym terminem do odwiedzenia tej części Bliskiego Wschodu będzie wczesna wiosna, w miesiącach kwiecień-maj. Kiedy to temperatury nie przekraczają jeszcze 30 stopni Celsjusza. Natomiast jeśli nie przeszkadzają Wam tropikalne upały Tel Awiw możecie także odwiedzić w najcieplejszych miesiącach tzn. czerwiec-sierpień. W tym okresie temperatura często przekracza ponad 30 stopni. Najważniejsze jednak bez względu na pogodę by wybrać się do Tel Awiwu, a zaraz dowiecie się dlaczego? Wszystko to oczywiście obiektywnym punktem widzenia naszych apartów i subiektywnym zdaniem, które już nie raz mogliście poznać.

Tel Awiw został założony w 1909 na peryferiach starożytnego portu morskiego Jafa. Choć stolicą proklamowaną przez Izrael jest Jerozolima, to ONZ nie uznaje tego faktu, dlatego większość ambasad mieści się w Tel Awiwie. Co ciekawe w grudniu 2017 Prezydent USA Donald Trump oficjalnie uznał Jerozolimę za stolicę Izraela i wydał Departamentowi Stanu polecenie rozpoczęcia procedury przenoszenia amerykańskiej ambasady. Tel Awiw jest podzielony na dziewięć regionów, które powstały w sposób naturalny na przestrzeni dziejów miasta. Najstarszą częścią jest portowe miasto Jaffa, z którego narodził się właśnie Tel Awiw. Tyle tytułem wprowadzenia. Czas na nasz podróżny alfabet.

A jak Azja

Tel Awiw jest położony na kontynencie azjatyckim, na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Miasto leży na nadmorskiej równinie Szaron, na historycznej drodze lądowej łączącej Europę, Azję i Afrykę. Przyznaje się, że państwo na Bliskim Wschodzie położone jest w Azji Zachodniej na wschodnim brzegu Morza Śródziemnego. Graniczy na północy z Libanem, na północnym wschodzie z Syrią, na wschodzie z Jordanią i na południowym zachodzie z Egiptem. Przylega do niego również Palestyna, czyli Zachodni Brzeg oraz Strefa Gazy kontrolowane przez tymczasową strukturę administracyjną: Palestyńskie Władze Narodowe zwane potocznie Autonomią Palestyńską. Zewnętrzne granice Palestyny są kontrolowane przez władze izraelskie.

B jak białe miasto Tel Awiw

Białe Miasto w Tel Awiwie odnosi się do zgrupowania około 5 tysięcy budynków wzniesionych w stylu Bauhaus. Większość budynków w mieście posiada biały kolor, dlatego Tel Awiw bywa nazywany właśnie „białym miastem”.  Zespół miejski Białego Miasta został umieszczony w 2003 na Liście światowego dziedzictwa UNESCO, jako największe na świecie skupisko budynków modernistycznych. Budynki te wykonali żydowscy architekci w latach 30 XX wieku, którzy w tym okresie wyemigrowali z Niemiec.

C jak ceny

Trzeba zaznaczyć, że Tel Awiw należy do czołówki najdroższych miast na świecie. Niektóre ceny są mocno zawyżone – biorąc pod uwagę, że za taki sam produkt w Europie płacimy dwukrotnie mniejszą cenę.  To co zauważyliśmy w Tel Awiwie, to to, że najwięcej zapłacimy w sklepach przy plaży. Tam towary potrafią być nawet kilkakrotnie droższe niż w marketach, które znajdują się w centrum miasta.  Mamy dla Was dobrą radę, jeśli chcecie poznać smak i zapach Tel Awiwu, zabierzcie ze sobą większą gotówkę.

 

D jak dojazd

Tel Awiw posiada Port Lotniczy Ben Gurion obsługują je m.in. linie lotnicze: Arkia Israel Airlines, Ayit Aviation and Tourism, Elrom Airways, Israir, Aerosvit, Air Malta, Air Baltic, Air Canada, Air France, Air Slovakia, AlItalia, American Airlines, Austrian Airlines, British Airways, Brussels Airlines, Bulgarian Air, Czech Airlines, EL AL, Finnair, Germania Express, Iberia, Lufthansa, Malev, South African Airways, SpanAir, Swiss, Thomas Cook Airlines, ThomsonFly, Turkish Airlines, LOT, KLM, Sun D’or International Airlines. My korzystaliśmy z usług LOTu, a lot z Lublina trwał około 4h 30 min.

 E jak edukacja

W Izraelu jest najwyższa średnia pod względem długości trwania nauki szkolnej w Południowo-Zachodniej Azji i jest razem z Japonią na drugim miejscu w całej Azji (po Korei Południowej). Przyjęte Państwowe Prawo Edukacji podzieliło izraelski system edukacji na pięć typów szkół: świeckie, religijne, ultraortodoksyjne, komunalne i arabskie. Edukacja w Izraelu jest obowiązkowa dla dzieci i młodzieży w wieku od trzech do osiemnastu lat. Nauka jest podzielona na trzy poziomy: szkoła podstawowa (klasy 1–6), szkoła średnia (klasy 7–9) i liceum (klasy 10–12) – zakończone egzaminem maturalnym.  Po otrzymaniu świadectwa maturalnego młodzież może kontynuować naukę na wyższych uczelniach. Warto wspomnieć o szkołach wojskowych, które szkolą przyszłych żołnierzy zawodowych i techników w wyspecjalizowanym zakresie wymaganym przez Siły Obronne Izraela. Jesziwy natomiast to szkoły średnie, najczęściej z internatem, osobne dla chłopców i dziewcząt, uzupełniają świeckie programy nauczania o intensywne studia religijne i promują przestrzeganie tradycji i żydowskiego stylu życia. Liczne szkoły ogólnokształcące oferują naukę rozmaitych zawodów, od księgowości po mechanikę, elektronikę, hotelarstwo, grafikę użytkową i inne. Młodzież, która nie uczęszcza do żadnego z powyższych typów szkół, musi na podstawie ustawy o praktykach/szkolnictwie zawodowym uczyć się zawodu w jednej z uprawnionych szkół zawodowych. Podsumowując trzeba podkreślić, że Izrael jest jednym z najlepiej wykształconych krajów na świecie z największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów przeliczając na mieszkańca i znaczna ich część mieszka właśnie w Tel Awiwe.

F jak falafel

Będąc w Tel Awiwie koniecznie wybierzcie się na izraelski klasyk, którego warto spróbować – mowa o falafelu. Smażone kotleciki z ciecierzycy, pietruszki i czosnku w pysznej delikatnej picie. Dostać go można niemal wszędzie, warto jednak wyszukać miejsca polecane przez mieszkańców Tel Awiwu, by wybrać te, które są najbardziej godne spróbowania.

G jak gwiazda Dawida

Zwana jest też tarczą Dawida znana jest jako pieczęć Salomona, jest przez wielu uznawana jako symbol judaizmu. Gwiazda Dawida znajduje się na obecnej fladze Izraela.

H jak hummus

Izrael to przede wszystkim hummus. Znajdziemy go wszędzie, nie tylko w Tel Awiwie. Jest pyszny, delikatny, kremowy, idealnie przyprawiony i podany z cudownymi dodatkami – sokiem z cytryny, aromatyczną oliwą, orzeszkami pinii, grillowaną papryką, i opcjonalnie bardzo aromatycznymi pastami. Często podawany jest z kuminem i kolendrą. Do wyboru do koloru, delikatniejszy, ostrzejszy – każdy znajdzie coś dla siebie.

H jak herb

W 1934 władze miejskie Tel Awiwu doszły do wniosku, że nadszedł czas na stworzenie własnego herbu, który stworzył artysta Nahum Gutman. Umieszczona w centrum logo latarnia morska nawiązuje do starego portu Tel Awiwu, który przez wiele lat służył jako brama do kraju dla tysięcy imigrantów. W 1959 przy okazji 50-tej rocznicy Tel Awiwu zmieniono wygląd herbu. Dodano baldachim w kształcie budynków mieszkalnych, co sugeruje ogromną rozbudowę miasta.

I jak Izrael

Pisząc o Tel Awiwie nie wypada nie wspomnieć o państwie w którym się znajduje. Kraj ten jest około 14 razy mniejszy od Polski, a główną religią jest tu judaizm. Mało kto wie, że pełna nazwa kraju to „Państwo Izrael” i mieszka tam kilka tysięcy Polaków. Walutą jest nowy szekel izraelski, który w przybliżeniu ma równowartość jednej złotówki, dzięki czemu łatwo jest przeliczyć, ile co kosztuje w sklepach. Ciekawostką jest również to, że po USA, Izrael ma największą na świecie flotę samolotów. Pewnie nie każdy też wie, że sam Einstein odrzucił propozycje objęcia stanowiska prezydenta w Izraelu, trudno jest nam jednak powiedzieć dlaczego. Sami mieszkańcy mamy wrażenie zróżnicowani podobnie jak kraj, jedni życzliwi i mili,  a inni wyrachowani i nieuprzejmi.

J jak jedzenie

Teraz słów kilka o tym co my lubimy w podróżach ogromnie, czyli kilka słów o jedzeniu. Na słodko i słono, na ostro i gorzko wszystko to oddzielnie, ale i w połączeniach daje nam wachlarz nowych doznań dla kubków smakowych. Zaczniemy od podpłomyków, które najlepsze są wyjęte prosto z pieca. Jest to nic innego jak ciasto chlebka w kształcie pity, który ma na wierzchu mnóstwo aromatycznego zataru, grube plastry ogromnych zielonych oliwek, grudki słonego białego sera, taki lokalny odpowiednik lubelskiego cebularza. Warto też spróbować szakszuki, która jest idealna na śniadanie. Czym jest szakszuka –  jajka w pomidorach, papryce i cebuli z bukietem aromatycznych ziół i zieloną pietruszką niekiedy podawane z bakłażanem i serem,  a całość podana na patelni. Sam wygląd szakszuki utwierdza w przekonaniu, że to wybór na śniadanie najlepszy z możliwych.  Warto też zjeść humus, o którym pisaliśmy powyżej, próbować soków z egzotycznych owoców i izraelskie pieczywo.

K jak Karmel

Prawdziwy charakter Tel Awiwu i jego smak możemy poznać na Bazarze Karmel. Dostaniemy tutaj smaczne warzywa i owoce, ale i różne mięsa czy pieczywa. Znajdziemy tu również pamiątki i różne produkty  prosto z Tel Awiwu. Targowisko te jest bez wątpienia największe w Tel Awiwie. Uważamy, że przylatując do Izraela obowiązkowym punktem wyjazdu jest odwiedzanie różnego rodzaju bazarów. Karmel Market – to targ tętniący lokalnym życiem. Kupimy tam w korzystnych cenach bardzo różne produkty. Warto próbować owoce i warzywa, gdyż ich smak różni się od tych, które znajdziemy w polskich marketach. Targowisk i pchlich targów jest sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

L  jak lotnisko

Lotnisko Ben Gurion znajduje się jedynie około 17 kilometrów od centrum Tel Awiwu. Najszybszym i najtańszym sposobem dostania się do centrum jest pociąg lub wynajęcie auta, my zdecydowaliśmy się na tą drugą opcję. Jeśli jednak zdecydujecie się na pociąg to koszt za bilet to około 16 szekli. Zdecydowanie odradzamy korzystanie z usług taksówek, a dlaczego? Tak dla przykładu – koszt przejazdu z lotniska do centrum to około 160 szekli. Przypomnijmy, że za tą krótką przyjemność przejechania około 17 kilometrowego odcinku, to przyznajcie dość wygórowana cena. Ale jeśli lubicie wydawać pieniądze na 20 minutowe fanaberie, to czemu nie.

M jak meczety

Meczet al-Bahr nazywany także Meczet El-Bahar, lub Meczet El-Mina to najstarszy meczet, zlokalizowany na Starym Mieście Akki, na północy Izraela. Jest to uroczy mały meczet na tle Morza Śródziemnego, nie jest jednak jedynym. Z innych obiektów sakralnych należy wymienić słynny Meczet Hassan Bek wybudowany w 1916 r. na nadbrzeżu oraz Meczet Mahamoudia pochodzący z 1812 r.

 N jak nazwa

Nazwa Tel Awiw w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Wzgórze Wiosny”. Samo słowo Tel Awiw jest hebrajskim tytułem noweli wydanej w 1902 przez Teodora Herzla pt. Altneuland (pol. Stara Nowa Ziemia). Hebrajskie słowo aviv jest tłumaczone jako „wiosna”, i symbolizuje odnowienie. Natomiast słowo tell oznacza miejsce archeologiczne, w którym znajdują się pozostałości dawnych osad. Etymologicznie słowa Jaffa albo Yafo natomiast wywodzi się od hebrajskich słów yafah lub yofi oznaczających „piękny” lub „piękno”.

 

O jak obronność kraju

Czy w Tel Awiwie jest bezpiecznie? Wiele osób wzbrania się przed wylotem do Izraela mając na uwadze obecną sytuację polityczną.  W naszej ocenie miasto jest bardzo dobrze chronione zarówno przez żołnierzy jak i bardzo dużą liczbę tajnych agentów służb specjalnych. Wyglądający jak normalni ludzie wmieszani w tłum dbają o bezpieczeństwo i ochronę kraju oraz obywateli. Jest ich najwięcej w najbardziej zatłoczonych i turystycznych miejscach. Tutaj cały czas jesteśmy obserwowani, choć często nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. To z czym mogliśmy się spotkać to bramki wykrywające metal przy wejściu do wszystkich centrów handlowych, dworców autobusowych i kolejowych. Nasz bagażnik samochodu był np. sprawdzany przez ochronę jednego z większych marketów w centrum miasta. Podczas pobytu w Tel Awiwie ani razu nie czuliśmy się zagrożeni. Warto też podkreślić, że również zwykli obywatele są specjalnie przeszkoleni pod kątem militarnym. Pewnie mało kto wie, ale w Izraelu jest obowiązek służby wojskowej nie tylko dla mężczyzn, ale również kobiet. Wszyscy po ukończeniu 18 roku życia trafiają do wojska: chłopcy na trzy lata, a dziewczyny na dwa. Wyjątkiem są ortodoksyjni Żydzi oraz ich rodziny, którzy zwolnieni są ze służby wojskowej. W Izraelu przeznacza się bardzo dużo pieniędzy na armię oraz system obronny wszystko to ma swoje podłoże wynikające z aktualnej sytuacji politycznej. Na armię rocznie wydaje się około 15 miliardów dolarów. 

P jak przyroda

Władze miejskie prowadzą politykę przyjazną dla środowiska i realizują liczne projekty na rzecz tworzenia terenów zielonych, parków i ogrodów, pośrodku których wytyczono liczne trakty piesze. Ogółem w mieście znajduje się 250 ogrodów i zielonych placów zabaw, 22 bulwary, 128 zagajników i 6 parków.

 

 

P jak plaże

Tel Awiw ma w sumie około 14 kilometrów plaż. Tutejsze plaże są bardzo szerokie i zadbane o miękkim w dotyku piasku. Zażywając morskich kąpieli musimy być bardzo ostrożni ze względu na liczne meduzy. W Tel Awiwie znajdziemy również specjalne plaże: dla ortodoksyjnych Żydów – która oddzielona jest murem i na którą w zależności od dnia wchodzą jedynie mężczyźni lub kobiety, są również oddzielne plaże dla gejów, a nawet właścicieli psów czy naturystów. Najbardziej zaskakujące jednak były dla nas plaże wyznaczone wyłącznie dla wielbicieli siatkówki.

R jak religia

Tel Awiw jest miastem świeckim, jednak pomimo to, posiada około sto synagog, z których najważniejszą jest Wielka Synagoga. Tak duża liczba synagog wynika z przepisów religijnych judaizmu, wymagających bliskiego położenia bożnicy od miejsca zamieszkania. Z innych obiektów sakralnych należy wymienić wspomniany już Meczet Hassan Bek.

S jak Stara Jaffa

Będąc w Tel Awiwie koniecznie trzeba zwiedzić stare miasto w Jaffie. Z tego miejsca rozpoczął się rozwój miasta. Warto odwiedzić Jaffę z przewodnikiem ale i samo spacerowanie po wąskich odnowionych uliczkach wspinających się w górę i podziwianie pięknych widoków jest bardzo przyjemne. Chwilę wyciszenia znajdziemy w kościele pod wezwaniem Św. Piotra.

Dzisiejsza Jaffa to dzielnica teatrów, artystów i malarzy z licznymi galeriami sztuki. W porcie znajduje się także bardzo wiele klimatycznych restauracji oraz barów. Stare portowe hangary są świetnie zagospodarowanymi restauracjami, galeriami sztuki oraz klubami.

Ś jak  Święto szabat

Żydowskie święto szabat, rozpoczyna się dokładnie w piątek po zachodzie słońca i kończy się w sobotę po zachodzie słońca. Wówczas komunikacja miejska jest ograniczona do minimum, łatwiej podróżuje się wówczas autem, gdyż autostrady Izraela pustoszeją. Szabat to z hebrajskiego ‏שַׁבָּת‎ oznacza po prostu „odpoczynek”. Jest najważniejszym żydowskim świętem. W szabat wyznawcy judaizmu mają obowiązek zaprzestania wykonywania większych codziennych obowiązków, chodzenia do pracy, przemierzania dużych odległości, a nawet używania elektryczności.

T jak Targ

Pisaliśmy już o Karmelu, ale warto też wspomnieć o drugim bardzo popularnym oraz wartym odwiedzenia targu, a mianowicie o Jaffa Flea Market znajdującym się w starej dzielnicy Old Jaffa. Ten market – w odróżnieniu do całodziennego Carmel Market – budzi się do życia o wczesnym świcie i zasypia w godzinach popołudniowych, ale znajdziemy tam naprawdę unikatowe przedmioty.

U jak uuuu

Uuuu to takie nasze najlepsze z najlepszych w Tel Awiwie:
1. Najlepszy hummus jaki jedliśmy w życiu.
2. Tel Awiw posiada najstarszy port morski na świecie, który faktycznie jest warty zobaczenia, chociażby ze względu na jego wiekowść.
3. Warte obejrzenia jest też największe na świecie skupisko budynków modernistycznych o których wspominaliśmy pod literą B.

W jak wieżowce

Tel Awiw-Jafa jest z pierwszym miastem w Izraelu, w którym budowano wieżowce. W latach 60. XX wieku wyburzono część starej zabudowy miasta i wybudowano pierwsze drapacze chmur w kraju. Z czasem Tel Awiw rozwinął się jako wielka aglomeracja miejska z drapaczami chmur, nowoczesnymi biurowcami i centrami badawczo-naukowymi. W 1993 Tel Awiw został zaklasyfikowany jako metropolia globalna. Obecnie w Tel Awiwie znajduje się ponad 80 budynków o wysokości nie mniejszej niż 50 metrów i określa się to miasto jako Nowy Jork Bliskiego Wschodu,

Y jak yağmurluk czyli jarmułka

Yağmurluk to z języka tureckiego jarmułka, czyli nakrycie głowy noszone przez Żydów, okrywające włosy i szczyt głowy. Wedle żydowskich interpretacji pochodzi od aramejskiego zwrotu jira malka „szacunek wobec króla”. Noszenie jarmułki nie jest wymogiem Prawa (Tory), nie wywodzi się ani z Biblii, ani z Talmudu, lecz jest zwyczajem i prawdopodobnie należy szukać jego początków w kulturze Bliskiego Wschodu, gdzie przykryta głowa jest oznaką szacunku.

Z jak zabawa

Na koniec słów kilka o zabawie, czyli klubowej i artystycznej twarzy Tel Awiwu, czyli to, co jest właśnie wizytówką tego miasta. Niewiele osób wie bowiem, że Tel Awiw to nie tylko finansowa i dyplomatyczna stolica Izraela. Może i mieszczą się tutaj siedziby największych firm i ambasad, ale Białe Miasto jest przede wszystkim stolicą kulturalną. To miasto nie zasypia, a ludzie lubią dobrą zabawę. Po zachodzie słońca całe życie nocne przenosi się na jedną z głównych ulic Tel Awiwu – Allenby Street. Na ulicy tej znajduje się większa ilość klubów, barów oraz unikatowych knajpek. Podobnie i okolice Starej Jaffy należą do imprezowej strony miasta. Tel Awiw jest także ulubionym miejscem imprez gejów i lesbijek, ponieważ uważane jest za stolicę osób homoseksualnych. Na każdym kroku widoczne są kolorowe flagi oznaczające miejsca przyjazne środowiskom LGBT. Czy wynika to z wyrachowania i chęci przyciągnięcia klientów, czy chodzi o faktyczną życzliwość dla tych środowisk, tego pewnie nigdy nikt nie ustali.

Ż jak życzeń most w Parku na Wzniesieniu

Na sam koniec zabieramy Was do świata marzeń i życzeń. Zadając pytanie „co warto zobaczyć w Tel Awiwie?” – z pewnością trzeba również wspomnieć właśnie o Parku na Wzniesieniu z m.in. mostem życzeń. Z tego co ustaliliśmy, należy znaleźć swój znak zodiaku, położyć na nim rękę, spojrzeć na Tel Awiw i pomyśleć życzenie, czy się spełni, nie wiemy, ale warto próbować. Na samym wzgórzu znajduje się wyjątkowy punkt widokowy, do którego na pewno jeszcze kiedyś wrócimy. Tel Awiw okazał się bowiem jednym z tych miejsc do których warto wrócić.


linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Konkursy

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Miejsce w którym zatrzymał się czas, czyli Czarnobyl od A do Z – Rafał Podróżuje

Dziś zabieramy Was na wirtualną wyprawę po Ukrainie, a dokładnie do Czarnobyla. Mimo, że minęło już ponad 30 lat od wybuchu tamtejszego reaktora energii jądrowej, którego skutki odmieniły Europę, to my dziś odpowiemy na kilka pytań w tym na to, czy wyjazd do Czarnobyla jest bezpieczny i warty zachodu, choć  w tym przypadku wypada napisać bardziej wschodu? Chcemy też pokazać Wam, jak dziś wygląda Czarnobyl,  po ponad 30-tu latach po wybuchu. Oczywiście wszystko to niezmiennie, naszym subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Życzymy miłej lektury i czekamy na Wasze opinie w komentarzach na FB na temat Czarnobyla i Ukrainy. Jeszcze raz zapraszamy do zobaczenia Czarnobyla tak od A do Z, po naszemu. Wspólnie ustalmy co należy zobaczyć, a co  pominąć zwiedzając Czarnobyl i jego okolice.

 

A jak aprobata

Wyjazd do Czarnobyla już na samym starcie uważaliśmy za słuszny. Zwykle aprobatę na temat naszych wypraw wyrażamy na końcu w ogólnej ocenie wyprawy, a tym razem będzie nieco inaczej. Od samego początku uważaliśmy, że podróż ta jest godna uznania i dobra z wielu powodów, a dziś postanowiliśmy nasze założenia skonfrontować z rzeczywistością. W dalszej części przekonajcie się sami jakie są tego wyniki. Jedno możemy zdradzić już teraz – nie ulega wątpliwości, że wycieczka do Czarnobyla może być doskonałą, namacalną lekcją tragicznej historii i jest to jeden z wielu powodów dla których przynajmniej raz warto  się tam wybrać.

B jak bezpieczeństwo

Wyjazd na miejsce katastrofy wiąże się z pewnością z pytaniem o bezpieczeństwo. Temat to bardzo drażliwy i niejednoznaczny. Na forach internetowych można znaleźć mniej lub bardziej poważne wypowiedzi przestrzegające przed wizytą w strefie lub bagatelizujące wszelkiego rodzaju przestrogi. Jak jest tam naszym zdaniem – bezpiecznie czy jednak nie?

Zaczniemy dość przewrotnie, czyli od tego dlaczego może być niebezpiecznie?

Samo niebezpieczeństwo wiąże się z ogólnym stanem technicznym budynków w mieście takim jak Prypeć. Strefa jest od wielu lat plądrowana przez złomiarzy, którzy rozkradli nawet włazy przykrywające studzienki kanalizacyjne, dlatego warto patrzeć nie tylko na boki, ale i pod nogi. My do Prypeci wybraliśmy się zimą, gdzie poruszanie się po mieście utrudniały zaspy śnieżne. Dodatkowo trzeba też brać pod uwagę, że od ponad 30 lat tam nikt nie mieszka, a co za tym idzie, to w budynkach Prypeci spotkać można zwierzynę, która mogła zorganizować sobie w zadaszonych budynkach swoje legowiska. Dlatego spotkanie twarzą w twarz z dziką zwierzyną szczególnie w okresie lęgowym może nie należeć do przyjemnych. Uczulamy również, że niebezpiecznym jest wchodzenie na dachy budynków, które mogą w każdej chwili się zawalić, z resztą nie tylko stan dachów, ale i podłóg w wielu miejscach pozostawiał wiele do życzenia. Jednak czas robi swoje i dlatego trzeba być czujnym i zachować pewien rozsądek, kosztem unikatowych widoków do pięknych kadrów… (sami nie wierzymy, że to napisaliśmy).

 

 

Warto jest też postawić sobie pytanie – czy podczas krótkoterminowej wycieczki możemy sobie zaszkodzić, jeżeli pominiemy kwestie, że nie wpadniemy do studzienki kanalizacyjnej lub nie zjedzą nas niedźwiedzie, czy inna zwierzyna?

Najwięcej obaw i kontrowersji budzi wśród wielu internautów stopień samego napromieniowania. Zaczniemy może od tego, że faktem jest iż istnieje wiele miejsc na Ziemi, gdzie promieniowanie przewyższa wielokrotnie to z Czarnobyla. Wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że promieniowanie w samym Czarnobylu jest aktualnie mniejsze niż w Kijowie. Także mimo, że radiacji nie widać i nie czuć, to wiele osób nią straszy. Mamy jednak wrażenie że stojące przed Zoną tablice ostrzegające o silnym promieniowaniu mają większe działanie na świadomość i psychikę turysty, niż na faktyczne oddziaływanie na nasze zdrowie. Uważamy, że każdy kto wybierze się tam na jednodniową wyprawę nie od razu będzie świecił w nocy…, no my nie świeciliśmy, także piszemy to na podstawie autopsji. Trzeba jednak przyznać, że promieniowanie też jest tam zróżnicowane i niedaleko reaktora nr 4 czy tzw. „czerwonego lasu” stopień promieniowania jest większy niż w innych obszarach.

Skąd więc tyle obaw – czytając informacje ogólnodostępne w internecie – my nie wiemy, ale podejrzewamy, że wynika trochę z niewiedzy, choć mamy też na to inną teorię, że podtrzymywanie mitu Czarnobyla, może być też całkiem opłacalne dla organizatorów wycieczek.

Dla porównania jak mała jest dawka promieniowania, którą otrzymuje się w Czarnobylu, znaleźliśmy w Internecie ciekawe zestawienie z przykładami dotyczącymi poziomu promieniowania. Uważamy, że warto je tu przytoczyć:

  • 0,15 µSv / godzinę: normalny, codzienny, wynikający z natury, poziom promieniowania. Norma waha się od 0.08 do 1,0 µSv / godzinę
  • 0,14 µSv / godzinę: poziom promieniowania w Kijowie
  • 0,12 µSv / godzinę: poziom promieniowania w mieście Czarnobyl
  • 0,21 µSv / godzinę: poziom promieniowania w San Francisco
  • 8,0 µSv / godzinę: poziom (maksymalny) promieniowania w samolocie na wysokości przelotowej
  • 3,5 µSv / godzinę: punkt obserwacyjny bezpośrednio przy reaktorze atomowym numer 4 w Czarnobylu
  • 7000 µSv (7mSv) rentgen klatki piersiowej – całkiem mocna dawka, prawda?
  • 4 000 000 µSv (4Sv) Poziom jednorazowego napromieniowania, w którym możliwe jest jeszcze przeżycie przy odpowiedniej opiece medycznej
  • 8 000 000 µSv (8Sv) Dawka śmiertelna, człowiek umiera od razu
  • 25 000 000 µSv (25Sv) 5 minut po eksplozji reaktora w Czarnobylu w jego bezpośredniej bliskości. 
  •  

Wyjeżdżając do Czarnobyla przestrzega się tu w kwestii bezpieczeństwa przed dotykaniem rzeczy w Zonie. Spore dawki promieniowania skoncentrowane są podobno w niepozornych przedmiotach rozrzuconych po całym terenie. Wg nas nie ma się co martwic, większość oryginalnych przedmiotów i tak została już rozkradziona. Wiele rzeczy podrzucono tam „pod turystę”, by nie tracić „ducha tragedii”, co pachnie ściemą, tandetą i najbardziej nie spodobało się nam w ocenie całego wyjazdu. Każda wyprawa ma jakieś plusy, ale i minusy i tu zdecydowanie duży minus za czaszki zwierzyny leżące na śniegu, czy gazety z lat 90tych porozwalane po podłogach. Być może są turyści, których to pociąga – taka radioaktywna ściema i dziwny, sztuczny klimat, ale nie nas…,  także duży minus za to. Mitem jest również to, że dla bezpieczeństwa, należy pozbyć się odzieży, w której byliśmy w Czarnobylu lub założyć należy odzież ochronną. Z resztą więcej mitów poznacie później, a dokładnie pod literą M.

C jak Czarnobyl

Czarnobyl to niewielki ośrodek miejski, gdzie mieści się m.in. hostel „Dziesiątka”,  sklep spożywczy i parę budynków obsadzonych przez osoby ciągle pracujące na miejscu. Nie ma tu nic wielkiego do zobaczenia, może poza niewielką, plenerową wystawą robotów używanych do usuwania skutków czarnobylskiej tragedii oraz najprawdopodobniej jedynym stojącym jeszcze na Ukrainie pomnikiem Lenina. Ciekawostką jest, że nazwa samej miejscowości pochodzi od bylicy pospolitej, mającej ludową nazwę ukraińską czornobyl, która występowała w tej okolicy. Administracyjnie obecnie miasto to znajduje się w obwodzie kijowskim, w rejonie iwankowskim, u ujścia rzeki Usz do Prypeci. Znane jest na świecie ze względu na katastrofę atomową, która wydarzyła się co istotne w oddalonej o 18 kilometrów elektrowni jądrowej – nie będziemy ukrywać, że właśnie z tego względu postanowiliśmy się wybrać w ten zakątek świata. Dlatego pamiętajmy, że mówiąc o Czarnobylu używać będziemy przyjętego uproszczenia, którym posługuje się ogół społeczeństwa.

W Czarnobylu, a dokładniej na terenie samej elektrowni wciąż pracują naukowcy, którzy badają promieniowanie i stan zabezpieczonego reaktora, oraz sprawują kontrole nad innymi reaktorami. Otoczenie została objęte specjalną ochroną rządu, który stworzył 30 kilometrową zonę – strefę ochronną (ale o tym więcej później). Z miasteczka wysiedlono mieszkańców, a ciekawostką jest to, że pozostający w nim naukowcy, muszą przestrzegać ściśle wyznaczonych czasów przebywania w strefie. Obecnie w Czarnobylu (czasowo, w systemie zmianowym)  mieszka około 2,5 tysiąca osób – zarówno naukowców, pracowników różnych instytucji, wyspecjalizowanych przewodników, jak również ludzi pracujących w sektorze turystyczno-usługowym. Ukraińskie normy dotyczące czasu przebywania ludzi na terenie Strefy Wykluczenia wokół Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej „zony” ograniczają czas ich obecności od kilku do kilkunastu dni.

D jak duga

Duga nazwana jest  również Okiem Moskwy to nieużywana obecnie instalacja radzieckiego strategicznego radaru pozahoryzontalnego, który pracował w zakresie fal krótkich. Ogromna konstrukcja znajduje się nieopodal Czarnobyla i swym rozmiarem przyciągnęła uwagę naszych obiektywów. Znana wśród krótkofalowców i profesjonalnych użytkowników fal krótkich jest również jako Russian Woodpecker, czyli rosyjski dzięcioł. Instalacja służyła do wykrywania nadlatujących nad terytorium ZSRR pocisków balistycznych m.in. USA z głowicami nuklearnymi, jako jeden z ważnych elementów systemu wczesnego ostrzegania przed atakiem na ZSRR. Ostateczne zamknięcie obiektu nastąpiło w sierpniu 1988 roku. Planowana jest rozbiórka tego imponującego masztu, który na ten moment jest wyłącznie wielkim pomnikiem i atrakcją dla turystów przyjeżdżających do Zony.

  

 E jak elektrownia

Budowę elektrowni atomowej w Czarnobylu rozpoczęto w 1969 roku, a jej rozbudowa trwała praktycznie, aż do katastrofy w kwietniu 1986 roku. W tym czasie wybudowano cztery reaktory o mocy 1000 MW każdy. Tuż przed wypadkiem szacowano, że elektrownia dostarcza ok. 10% całkowitej energii elektrycznej dla Ukrainy i planowano jej dalszą rozbudowę.

Sama elektrownia leży w pobliżu miasta Prypeć na Ukrainie i co ciekawe nie w samym Czarnobylu, a około 18 km na północny zachód od niego. W pobliżu elektrowni jest również granica ukraińsko-białoruska. Dojazd do Kijowa to pokonanie trasy około 110 km.  W każdym razie musimy mieć świadomość, że jak już tam dotrzemy, to w skład elektrowni wchodzi nie jeden, a cztery reaktory, każdy o maksymalnej mocy 1 GW. Reaktor nr 1 uruchomiony został w roku 1977, po czym oddano do użytku reaktor nr 2 (1978), nr 3 (1981) i nr 4 (1983). W momencie wypadku trwała budowa kolejnych dwóch reaktorów nr 5 i nr 6, także o mocy 1 GW każdy.

F jak fakty

Ustalaliśmy już przed naszą wyprawą, jakie były główne przyczyny katastrofy, a zrobiliśmy to po to, by skonfrontować wiedzę z informacjami podawanymi przez przewodników na miejscu, wszystko po to aby ustalić fakty dotyczące przyczyn katastrofy. Co się potwierdziło, to to, że zarówno błędy konstrukcyjne reaktora w połączeniu z błędami proceduralnymi nie mogły dobrze się skończyć. Po katastrofie, z powodów politycznych, ZSRR eksponował głównie winę operatorów reaktora, gdyż ten był prostszy do wytłumaczenia na forach międzynarodowych.

G jak Geiger

Na czas wyprawy do Czarnobyla warto mieć ze sobą tak zwany licznik Geigera, a dokładnie Geigera-Mullera, bo pod taką pełną nazwą on występuje. Dzięki niemu zmierzymy fale promieniowania. Podczas pobytu używać można licznika dostarczonego przez firmy turystyczne organizujące wyprawy do zony.

Poziom napromieniowania odczytywaliśmy za pomocą jednostek miary zwanych Siwertami. Jest to jednostka duża, gdyż już dawka 1 Siwerta może spowodować u człowieka chorobę popromienną, dlatego też dzieli się ją na mniejsze jednostki, które wyświetlane są na liczniku Geigera.

  • 1 Siwert = 1 000 000 mikrosiwertów (µSv)
  • 1 milisiwert (mSv) = 1000 mikrosiwertów (µSv)

Dane wyświetlane na urządzeniu, którym posługiwaliśmy się na terenie czarnobylskiej zony, przedstawiają wartości właśnie w mikrosiwertach (µSv) na godzinę, czyli w najprostszym tłumaczeniu wskazują ilość napromieniowania, które otrzymuje nasze ciało, gdyby godzinę stało w miejscu, w którym dokonujemy odczytu.

H jak hotel

Pierwszym obiektem, który odwiedzają turyści po dotarciu do Prypeci jest hotel Polesie. Został zbudowany w połowie lat 70-tych, by przyjmować delegacje oraz gości odwiedzających elektrownię jądrową w Czarnobylu. Gdy Prypeć została ewakuowana, zakwaterowano tam specjalistów i wojskowych, wysłanych do przeprowadzenia akcji ratunkowej. Co ciekawe, nigdy nie nocowali tam żadni turyści, gdyż do miasta dostęp miały tylko osoby posiadające odpowiednie zezwolenia, by nie dopuścić nieodpowiednich osób do elektrowni w Czarnobylu. Na parterze mieściła się sala konferencyjna oraz restauracja. Na ostatnim piętrze znajduje się taras widokowy, z którego widać najważniejsze obiekty w mieście oraz elektrownię.

 

I jak iglasty las

Red forest to tzw. czerwony Las, zwany również Magicznym Lasem. Nazwa „Czerwony Las” pochodzi od czerwonego koloru sosen, które obumarły z powodu wchłonięcia wysokiej dawki promieniowania, wywołanej katastrofą. Oficjalnie, w wyniku przeprowadzenia akcji oczyszczania skażonej strefy Czerwony Las został zrównany z ziemią przy pomocy buldożerów, a napromieniowane drzewa zakopano w tzw. cmentarzysku odpadów promieniotwórczych. Okolice Czerwonego lasu stanowią jeden z najbardziej skażonych obszarów na świecie.

J jak jedzenie

Czarnobylu funkcjonuje obecnie stołówka, dodatkowo działa też hotel i straż pożarna. Jest też cerkiew oraz sklep spożywczy. Jedzenie w stołówce przygotowywane jest na miejscu z produktów kupowanych w Kijowie. Jednak nie należało do godnego polecenia.

K jak katastrofa

O czarnobylskiej katastrofie wie zapewne każdy, ponieważ z uwagi na niosące zagrożenie została ona bardzo mocno nagłośniona przez media. Elektrownia została zbudowana w 1977 roku, a kilkanaście lat później, dokładnie 26 kwietnie 1986 roku w wyniku przegrzania reaktora doszło do wybuchu wodoru i skażenia okolicy chmurą radioaktywną. Wypadek był błędem ludzkim, wynikłym z nieprawidłowo przeprowadzonego testu. Została rozerwana obudowa reaktora i budynek, w którym się mieścił. Doszło do bezpośredniej emisji do atmosfery i otoczenia elektrowni radioaktywnego pyłu grafitu, oraz uranu z wnętrza reaktora. W wyniku katastrofy w wybuchu zginęło jak podają różne źródła 30/31 osób, a kolejnych 200 zmarło w wyniku napromieniowania. Trzeba też zaznaczyć, że do katastrofy mogłoby nie dojść, gdyby próby testów samej elektrowni były podjęte wcześniej (przed jej uruchomieniem).

Analizując dokładniej całe zdarzenie, trzeba przyznać, że jak na ironię, katastrofa elektrowni w Czarnobylu zdarzyła się w trakcie testu, który miał służyć poprawie bezpieczeństwa. Test miał za zadanie sprawdzenie funkcjonowania systemu, który był odpowiedzialny za chłodzenie reaktora w sytuacji awaryjnej. Próbę uważano za całkowicie bezpieczną. Zakładano stopniowe obniżenie mocy reaktora, do ok. 1/3 w stosunku do normalnej. Po odcięciu dopływu wody do turbin, naukowcy mieli obserwować, czy taka ilość energii wystarcza do podtrzymania zasilania, nim rozpędzą się silniki spalinowe, odpowiedzialne za utrzymanie działania reaktorów w sytuacji awaryjnej. Sam test miał trwać minutę i pewnie, gdyby wiedziano jak dużym ryzykiem jest obarczony – realizowany byłby z większą rozwagą.

W nocy z 25 na 26 kwietnia pracownicy rozpoczęli obniżanie mocy reaktora. Jednak moc spadła bardziej niż planowano, czego wynikiem było tzw. zatrucie ksenonowe. Operatorzy zdecydowali się z powrotem podwyższyć moc reaktora, co było błędem i chyba główną przyczyną katastrofy. Załoga całkowicie straciła kontrolę nad reaktorem. O godz. 01:22 doszło do kolejnego spadku mocy. Co gorsze, mimo to eksperyment kontynuowano. Test rozpoczął się o godzinie 1:23. Po odłączeniu dopływu pary do pomp moc reaktora zaczęła gwałtownie rosnąć. W ciągu paru sekund kilkadziesiąt razy przekroczyła maksymalną moc reaktora. Błyskawicznie doszło do reakcji chemicznych, po których nastąpiła eksplozja wodoru. Wybuch rozsadził rdzeń reaktora i zerwał przykrywającą go, ważącą 2 tys. ton, stalową płytę. Do atmosfery przedostały się duże ilości substancji radioaktywnych. Skażeniu uległ nie tylko teren elektrowni i jej najbliższe otoczenie, ale znaczny obszar Europy.

Obecnie Czarnobyl to miejsce znane głównie z awarii reaktora jądrowego. W tamtejszej elektrowni  wydarzyła się największa katastrofa w dziejach energetyki jądrowej. Zdaniem raportu Forum Czarnobyla (w skład którego wchodziło WHO i ONZ), bezpośrednio w wyniku katastrofy zmarło 31 osób, ponad 200 zachorowało na chorobę popromienną a z otaczających elektrownię terenów w promieniu 30 km ewakuowano ponad 350 tys. ludzi, tworząc zamkniętą strefę ochronną. Reaktor typu RBMK-1000, który uległ awarii, pokryto betonowo-stalową osłoną, tak zwanym sarkofagiem (o tym więcej napiszemy potem). Co istotne pozostałe trzy reaktory pracowały dalej i nie podjęto decyzji o ich wyłączeniu. Ostatni z nich (numer 3) – sąsiadujący z tym uległym awarii w 1986 – pracował aż do 2000 roku. 250 metrów od uszkodzonego reaktora wykonano nową osłonę, zwaną arką, którą w listopadzie 2016 roku nasunięto na dotychczasowy sarkofag. Ma ona wymiary około 150 × 250 m, wysokość ponad 100 m i masę 29 tysięcy ton. Jest wyposażona w zdalnie sterowane urządzenia do demontażu pozostałości po reaktorze. Jej przewidywana trwałość wynosi co najmniej 100 lat.

L  jak Leliv

Gdy przekroczyliśmy granicę strefy obowiązkowym było pominięciem checkpoint określany jako Leliv. Wjazd do 10 km strefy odbywa się obowiązkowo przez ten punkt kontrolny, gdzie dokonywana jest kontrola dozymetryczna.

M jak mity na temat Czarnobyla

W ciągu ponad 30 lat od katastrofy powstało wiele mitów na temat Czarnobyla, które do tej pory są powielane. Wiele osób  pytało nas przed wylotem, czy nie boimy się niebezpiecznego promieniowania w strefie, ale i padały różne inne dziwne pytania, na które dziś odpowiadamy.

Elektrownia ma produkować prąd, ale czy na pewno i wyłącznie? Czarnobylska elektrownia faktycznie produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę. Powstała w tym procesie energia jest w pewnym sensie jedynie efektem ubocznym. Część tej wytwarzanej w Czarnobylu była kierowana do zasilania okolicy, ale inny udział szedł na potrzeby wojska, na przykład do ogromnej anteny przeciwrakietowej, nazywanej Okiem Moskwy, o której pisaliśmy wcześniej.

Czy po wybuchu elektrownia została zamknięta?
Nic bardziej mylnego – Czarnobylska Elektrownia Jądrowa zakończyła swoją działalność dopiero pod koniec 2000 roku, kiedy to wyłączono ostatni działający reaktor. Do czasu katastrofy w 1986 roku zdążyły powstać 4 bloki, a w planach były jeszcze dwie.  Co ciekawe, to gdyby nie wybuch, w Czarnobylu prawdopodobnie powstałaby największa tego typu elektrownia na świecie. Blok 5-ty w tym czasie był już ukończony w około 80%  i pewnie niebawem oddany byłby do użytku.

Czy faktycznie po wybuchu do Prypeci i Zony nikt już nie wracał?
Nie prawdą jest to, że po katastrofie od razu zapakowano w autobusy ludzi z podstawowymi rzeczami osobistymi i nigdy już do Prypeci ani do Zony nie wrócili. Owszem wrócili. Na przełomie 1986 i 1987 r. zorganizowano trzy akcje, w których mieszkańcy wracali do swoich mieszkań po resztę rzeczy. Większość mebli zostawiono, nie było ich jak przetransportować, część była też skażona. Mieszkańcy zabierali ze sobą głównie cenne rzeczy i te o wartości sentymentalnej. Po usunięciu skutków katastrofy część mieszkańców wsi wróciła na stałe do swoich domostw jako tzw. samosioły. Wielu z nich żyje do dziś, wielu w dobrym zdrowiu. Teoretycznie nie wolno jest im uprawiać ziemi, a żywność jest im dostarczana z zewnątrz.

Czy w skutek katastrofy zginęły miliony osób?
Mitem jest również to, że  z powodu wybuchu reaktora zginęła ogromna liczba ludzi.  Jak wynika z oficjalnej listy ofiar katastrofy było to wyłącznie około 30 osób, choć oczywiście można tu mieć pewien margines błędu. Całkowita liczba ofiar pewnie nigdy nie będzie znana. Jak twierdzi prof. Jerzy Eisler, że na pytanie ile ludzi zginęło w skutek tej katastrofy nikt nie będzie potrafił odpowiedzieć.

Czy strefa czarnobylska znajduje się tylko na Ukrainie?
Nic bardziej mylnego, musimy mieć świadomość, że to także ogromna strefa zamknięta, która znajduje się również na terytorium Białorusi. Jej powierzchnia wynosi ponad 2 tysiące kilometrów kwadratowych i wedle różnych źródeł wysiedlono stamtąd od 200 do 300 tysięcy ludzi zamieszkujących kilkadziesiąt miejscowości i wiosek.

 

N jak napromieniowanie

Musimy zdawać sobie sprawę, że wszyscy jesteśmy ciągle napromieniowani. Warto wiedzieć, że promieniowanie jest częścią naszego życia i wszystko, co nas otacza wytwarza je w różnych wartościach. Głównymi źródłami promieniowania jest ziemia i zawarte w niej pierwiastki oraz kosmos i energia pochodząca od reakcji jądrowych na słońcu. Dlatego też poziom promieniowania zwiększa się w zależności od wysokości, na której przebywamy, czy to w górach czy w samolocie. W gruncie rzeczy mamy do czynienia z dwoma rodzajami promieniowania: jonizującym i niejonizującym, zaś warto wiedzieć, że niebezpieczne dla człowieka jest promieniowanie jonizujące.

O jak Orane

Orane to jedna z wiosek, w której często na noclegi zatrzymują się kilkudniowe wycieczki w ramach organizowanych tzw.  Czarnobyl Tour. Znajduje się ona na trasie między Kijowem, a Czarnobylem.

P jak Prypeć

Ostatnim z głównych punktów programu jest pobyt w „mieście-widmie” Prypeć. Miasto zostało wybudowane na początku lat 70. XX wieku, dla przyszłych pracowników pobliskiej elektrowni jądrowej (oddalonej zaledwie o 3 km). Tak jak tętniło życiem przez lata, tak w ciągu kilkudziesięciu godzin prawie 50 tysięcy mieszkańców raz na zawsze musiało opuścić swoje domy.

Dziś puste i rozkradzione blokowiska straszą przyjezdnych. Słychać złowieszczą, martwą ciszę. To chyba najbardziej przerażające doświadczenie dla każdego, kto tam przyjeżdża. Z balkonów doskonale widać miejsce, które raz na zawsze zmieniło życie okolicznych mieszkańców, ale zmieniło też myślenie ludzi na całym świecie.

Dla jednych – pozostawione w miejscowym przedszkolu lalki i samochodziki oraz puste szkolne ławki – to atrakcja turystyczna, dla drugich miejsce przeklęte, do którego nie warto wracać, dla nas to dobra lekcja historii, ale i marketingu. W jednym z budynków można znaleźć portrety działaczy partyjnych, przygotowane na pochód pierwszomajowy, który nie doszedł do skutku. Jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów Prypeci jest też potężny diabelski młyn w wesołym miasteczku, w którym czas się ewidentnie zatrzymał.

 

 

   

 

Nagromadzenie dzikiej zwierzyny jest tu bardzo duże. Zaczęło się od gryzoni, które przybyły w poszukiwaniu resztek jedzenia pozostawionych przez wysiedloną ludność. Dziś w zamkniętej strefie i okolicy żyją żubry, łosie, rysie, jelenie, wilki, lisy, czarne bociany, a nawet niedźwiedzie brunatne. My nie spotkaliśmy się twarzą w twarz z żadnym ze zwierząt, ale i mimo to uważamy, że to miasto, opuszczone od ponad 30 lat, jest niesamowite i warto spędzić w nim więcej czasu niż przewidział na to organizator wycieczki, nawet kosztem innych atrakcji.

Spore wrażenie zrobił na nas landmark – sklep, w którym widać upływający czas. Naturalnie emocje również wywiera symbol jakim niewątpliwie jest wesołe miasteczko, które faktycznie nie przepracowało ani jednego dnia i dziś nie jest już wesołe.

W mieście jest bardzo wiele interesujących miejsc, do których jeśli chce się dotrzeć potrzeba czasu. Warto zobaczyć salę gimnastyczną, ale i szereg innych pomieszczeń w których tkwi magia naturalności, której brakowało na początku naszej wycieczki.

 

W naszej ocenie warto tu przyjechać na dłużej, bo przekonani jesteśmy, że całkowite pochłonięcie miasta przez las to perspektywa kilkudziesięciu lat, chyba, że firmy turystyczne na to nie pozwolą. Na dzień dzisiejszy budynki zarastają i z roku na rok popadają w coraz większą ruinę, dlatego za kilka lat ich odwiedzenie może być niemożliwe. 

R jak reaktor

Reaktor strachu, zwany też postrachem Europy z 1986 roku, czyli feralnym reaktor nr 4  jest obecnie pokryty nowym sarkofagiem i nie łudźcie się, że zobaczycie coś poza wielką, stalową konstrukcją. Niestety nie, co więcej uczulani jesteśmy, że nie wszystko i nie wszędzie wolno tu fotografować, tłumacząc to faktem, że jest to obiekt o znaczeniu strategicznym.

Do budynku nie można wchodzić, więc obejrzycie go sobie z zewnątrz, zapewne podczas postoju pod Pomnikiem Likwidatorów, czyli osób odpowiedzialnych za usuwanie skutków tragedii. Jakkolwiek miejsce może nie wydaje się być niesamowite, tak bliskość konstrukcji, której eksplozja zaważyła na życiu ludzi na całym świecie, może budzić refleksje i poczucie przebywania w miejscu, o którym głośno mówiono na całym świecie.

S jak skutki katastrofy i sarkofag

Po katastrofie w Czarnobylu zniszczony reaktor niezwłocznie zalano betonowym sarkofagiem, a pozostałe sukcesywnie wyłączano – ostatni w 2000 roku. Na obszarze 2,5 tysiąca kilometrów kwadratowych wyznaczono zamkniętą strefę buforową. W promieniu dziesięciu kilometrów od elektrowni utworzono strefę „szczególnego zagrożenia”. Sarkofag obecnie przykrywa gruz po pozostałościach z elektrowni. 

T jak turystyczny biznes

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zwrócili uwagi na to, jak sprytnie na tragedii, która wydarzyła się ponad 30 lat temu, dziś zrobiono biznes, który w naszej ocenie nie należy do najtańszych. Wystarczy w przeglądarce internetowej wpisać hasło: „wycieczki do Czarnobyla” i w momencie wypozycjonuje nam się dość pokaźna liczba firm, które za odpowiednim wynagrodzeniem  zaoferują nam różne opcje zwiedzenia zony. Czy warto w ten biznes zainwestować? W naszej ocenie tak. Warto jest się tu wybrać i zobaczyć na własne oczy, ale czy warto tu ponownie wrócić, tu już odpowiedź nie będzie taka jednoznaczna.

U jak Uran

Elektrownia w Czarnobylu jak wspominaliśmy produkowała energię, ale nie to było jej główną funkcją. Jej podstawowym zadaniem była produkcja uranu. Jeden z wariantów (izotopów) tego pierwiastka potrzebny do produkcji broni jądrowej można uzyskać także w inny sposób, ale to właśnie w elektrowniach najłatwiej produkować go na wielką skalę.

W jak Wioski

Czarnobyl i Prypeć to dwa główne miasta Zony, ale nie są to jedyne tereny w strefie. Dawniej w okolicy życiem tętniły również okoliczne wioski, jak np. Zalesie czy Orane.

Wioski to preludium do tego, co zobaczycie w Prypeci. No ale właśnie – skoro będziecie w Prypeci, które już w dużym stopniu przejęte jest przez naturę, to nie warto tracić czasu na wioski, szczególnie, że brakuje im tej autentyczności, którą ma w sobie Prypeć.

 

Z jak Zona i Zalissya

Zalissia to wieś na Ukrainie, to od tego miejsca zaczęliśmy naszą przygodę z tzw. Zoną i Czarnobylem. Jednak to tu najbardziej wyczuwalna była tania ściema, o której pisaliśmy na samym początku. Porozkładane laleczki, gazety i inne gadżety „pod turystę”, które zamiast nadawać charakter miejsca spowodowały, że sceptycznie podeszliśmy do dalszej części podróży, na szczęście miasto Prypeć na sam koniec i inne miejsca o których pisaliśmy, z nawiązką nadrobiły początkowy niesmak.

 

Warto pamiętać, że odwiedzenie Zony wymaga uzyskania pozwoleń i opieki przewodnika. Procedura jest na tyle długa, skomplikowana i kosztowna, że organizowanie indywidualnych odwiedzin należy uznać za nieopłacalne. To jeden z tych przypadków, kiedy podjęliśmy decyzję, że do miejsca docelowego należy udać się korzystając z pomocy organizatora takich wyjazdów. Nie mniej jednak zwiedzanie na własną rękę miałoby również swoje nieocenione plusy. Wróćmy jednak do samej Zony – w Czarnobylu wokół elektrowni utworzono kilkanaście całkowicie lub częściowo zamkniętych stref, stąd poruszanie się bez niezbędnych pozwoleń jest niemożliwe.

#rafalpodrozuje #fotografia #ukraina #kijów #czarnobyl #prypec
#atom #pripyat  #chernobyl #czarnobyl #ukraine  #travel
#turystyka #agencjafotograficznoszkoleniowa
#co warto zobaczyć w Czarnobylu

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

 

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

 

Sen o Mieście

Widowisko „Sen o mieście” to niezwykłe i emocjonalne przedstawienie historii miasta Lublin, to zawieszony pod niebem, teatralny poemat o dziedzictwie i wartościach kulturowych miasta. Mianownikiem jest tu „Poemat o mieście Lublinie” Józefa Czechowicza. Przedstawienie 700 lat miasta Lublin początkowo uważaliśmy za niemożliwe, mając na uwadze, że całość widowiska trwa około 45-minut. Po obejrzeniu zmieniliśmy zdanie i reżyser Janusz Opryński wg nas, zrealizował to zadanie praktycznie perfekcyjnie. Poniżej zamieszczamy nasze obiektywne spojrzenie oraz subiektywne spostrzeżenia na temat tego wyjątkowego snu…

   

 

 

 

…Bohaterami tej podniebnej opowieści są mężczyzna i kobieta. On pewnie spaceruje w powietrzu chodząc po linie, a ona przepięknie tańczy na szarfie, w tle miasto przeżywa swoje wzloty i upadki. To oni są częścią miasta i to dzięki nim przyszłość Lublina jest pewniejsza, gdyż to dzięki nim jest i miasto. Para z sukcesem powstaje i odradza się po każdym kataklizmie. W tle tych wydarzeń znajduje się słońce, a całość widowiska uzupełniają slacklinerzy, którzy spacerowali nad dziedzińcem zamku lubelskiego na taśmach rozpiętych między wieżami a ścianami budowli oraz tancerki podwieszone na chustach akrobatycznych. To co zasługuje również na pochwałę – to muzyka skomponowaną przez lubelskiego kompozytora Rafała Rozmusa oraz teksty czytane w sposób mistrzowski przez Dorotę Landowską oraz Zdzisława Dziducha. Scenografię przygotował Jarosław Koziara. 

Pierwsza prezentacja „Snu o mieście” odbyła się już we Wrocławiu w ramach prezentacji Europejskiej Stolicy Kultury w maju 2016 roku. W kolejnym roku wykorzystano scenerię dziedzińca zamku lubelskiego, a narrację widowiska uzupełniła inspiracja freskami z Kaplicy Trójcy Świętej. Spektakl można było więc łącznie obejrzeć łącznie 6 razy, przy czym w Lublinie pokazywano go w 2017 roku w dniach 5, 6, 12, 13 i 14 sierpnia.

Wg nas jest to niesamowita opowieść, która jest pełna symboli, pełna różnych emocji, nie zabrakło tu smutku i lęku, ale i radości czy odwagi, która towarzyszyła Lublinianom przez około 700 lat. Podczas spektakli odbywała się zbiórka pieniężna na operację małej dziewczynki – Wiktorii Bednarz. Dziewczynka urodziła się z licznymi wadami wrodzonymi, między innymi z wadą serca i wymaga kosztownej operacji, stąd wielkie ukłony dla twórców i artystów za wsparcie potrzebującej Wiktorii.

#lublin #miastoinspiracji #fotografia #zameklubelski #polska #senomieście

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Fontanna Multimedialna w Lublinie

Fontanna Multimedialna w Lublinie

Prać, kąpać się w niej czy tylko oglądać… Dziś słów kilka o różnym zastosowaniu fontanny na Placu Litewskim, jakiego świadkami byliśmy w tym roku. Jakiś czas temu pisaliśmy o otwarciu fontann multimedialnych w Lublinie, link do tego wpisu znajdziecie tutaj. Dziś Waszą uwagę zwrócimy na inny aspekt – „program tanie pływanie”, czyli kąpiele, pluskanie się, zabawy i robienie selfie dzieci i dorosłych w samym sercu Placu Litewskiego, co ciekawe wszystko to w centrum miasta w samym środku lata. Podkreśla się, że fontanny te, to na dzień dzisiejszy jeden z najmłodszych tego typu obiektów w Polsce, to słynie już z jego utylitarnego wykorzystywania. Dla wielu nawet tabliczka informująca o zakazie wchodzenia do fontanny nie jest dość przekonywująca.

Zlokalizowana na odnowionym placu Litewskim budowla ma kształt liścia przedzielonego groblą, a przy widowiskach wykorzystuje pełną paletę elementów charakterystycznych dla fontann multimedialnych, tj. wodę, światło, dźwięk, obraz oraz lasery, ale to nie koniec jego możliwości. W naszej ocenie w gorące dni i upalne noce przyciągało w jej głąb jednak coś innego, bezpłatna możliwość schłodzenia ciała, której już wielokrotnie byliśmy świadkami. Raz nawet byliśmy świadkami jak mama z córką znajdowały  się wewnątrz fontanny i dyskretnie realizowały wieczorną sesję zdjęciową telefonem komórkowym.

Szanowni mieszkańcy, turyści i pływacy, a przede wszystkim drodzy rodzice – przypominamy, że ta fontanna to nie jest basen i serdecznie polecamy udać się na kąpiele do Aqua Lublin lub latem na Słoneczny Wrotków. Pozwólmy, by inwestycja w tętniącym sercu miasta, była dla jego mieszkańców przestrzenią reprezentatywną, a nie kąpieliskiem.

Jeżeli nie przemawia do rozsądku argument estetyczny, może warto spojrzeć na to od innej strony. Kąpiele w fontannach mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia osób korzystających z nich. Trudno jest bowiem wymagać spełniania standardów sanepidu w takim zbiorniku wodnym, jakie są wdrażane chociażby na basenach. Trzeba pamiętać, że zanieczyszczenie wody w takich miejscach mogą być bardzo niebezpieczne dla ludzi, a wpływ na to ma wiele czynników w tym zanieczyszczenia mikrobiologiczne pochodzące od zwierząt, ale i ludzi. Woda może ulec skażeniu fekalnemu bakteriami obecnymi w odchodach zwierzęcych np. E. coli, enterowirusami czy też pasożytami, to też dlatego warto podziwiać piękno lubelskich fontann z zewnątrz, a nie z  ich środka. Może i dobrze, że do Lublina zawitała pomału jesienna aura, pewnie to rozwiąże choć tymczasowo, tę problematyczną kwestię.
 

Szczególnie polecamy jednak wybrać się by obejrzeć fontanny, podczas pokazów specjalnych, które odbywają się w różnych godzinach i dniach. Na dzień dzisiejszy prezentowane są dwa pokazy – pierwszy z nich to Wydarzenia kulturalne, czyli przegląd wszystkiego co warto zobaczyć w Lublinie, jeżeli chodzi o imprezy kulturalne, natomiast drugi to Sen o Mieście, pobudzająca emocje inscenizacja, którą po prostu trzeba zobaczyć. Spektakl jest opowieścią o kluczowych epizodach z historii Lublina. Widowisko zostało zrealizowane przy udziale tancerzy, sztukmistrzów, artystów nowego cyrku – w formie multimedialnej.

 

 

 

 

Zapraszamy więc na ostatnie w tym miesiącu dwa pokazy fontann. Pierwszy z nich odbędzie się w sobotę, 23 września o godz. 21.00 (Wydarzenia kulturalne). Drugi tydzień później w sobotę, 30 września o godz. 21.00 to wspomniany Sen o mieście, a powyżej zamieszczamy dla Was zdjęcia z tych pokazów, tak na wypadek, gdybyście nie mieli okazji obejrzeć ich osobiście.

#lublin #miastoinspiracji #fotografia #placlitewski #polska #lublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019