Archiwum kategorii: Blog

Zamek w Chęcinach

Zamki, księżniczki, smoki, legendy, lochy – kto tego nie lubi? Dziś czas na podbój jednego z nich – Zamek Królewski w Chęcinach, bo o nim mowa, pochodzi z przełomu XIII i XIV wieku, góruje nad miasteczkiem Chęciny niedaleko Kielc. To tej jednej z najpopularniejszych i najchętniej odwiedzanych atrakcji turystycznych województwa świętokrzyskiego przygotowałem dla Was ABC tego co i za ile warto tu zobaczyć.
 
Ruszam po schodach na dziedziniec zamkowy i jestem bardzo ciekawy co zastanę w środku. Trzeba wiedzieć, że w latach 1655-1657 zamek ten został doszczętnie zniszczony, najpierw przez Szwedów, a następnie przez szturm oddziałów Rakoczego. Dzieło zniszczenia dokończyła w 1707 roku kolejna okupacja szwedzka. Podczas I wojny światowej ucierpiała środkowa wieża zamku, zatem z każdym kolejny krokiem zastanawiam się czy cokolwiek w tych ruinach się ostało? Wy też jesteście ciekawi – to zobaczmy. Obiecuję Wam bez księżniczki pod pachą i bez głowy smoka w rękach, nie wracam.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
A jak atrakcje
 
Gdy już jesteśmy w środku widać, że zabudowań zamkowych pozostały tylko trzy wieże i fragmenty murów. Nie ma więcej śladów świetności tej średniowiecznej warowni. Nie mniej jednak trzeba wyeksplorować, to co pozostało, zatem ruszamy w poszukiwaniu tutejszych atrakcji. W środku natrafiamy m.in. na skarbiec, stragany z gadżetami dla dzieci, a no i lochy. Wszystko to współtworzy klimat miejsca i nadaje mu odpowiedni charakter. To tu m.in. poznać można historię zamku, postrzelać z łuku, wybić monety – denary lub srebrniki, wykonać zdjęcia na atrapie konia czy zakuć się w dyby. Niestety księżniczki, ani smoka na razie nie widać.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

W takich miejscach jak to nie brakuje oczywiście legend. Rozpowszechniono wśród mieszkańców Chęcin m.in. historię królowej Bony. Wyjeżdżając z tych terenów królowa zabierała wiele złotych i srebrnych precjozów. Wozy w orszaku Bony musiały być pełne skarbów wywożonych do Włoch, skoro – jak społeczność okoliczna utrzymuje – przy przeprawie przez rzekę Nidę most załamał się pod ciężarem tych kosztowności. Przypadek ten tłumaczy nazwę pobliskiej wsi – Mosty. Do dziś nie brakuje poszukiwaczy skarbów, które popłynęły z nurtem rzeki. Mówi się również, że czasem pojawia się królowa Bona, która ponoć od wieków bezskutecznie poszukuje swych skarbów strasząc w zamku i okolicznych lasach. Kiedy znika duch królowej – słychać oddalający się w stronę wschodu stukot jej karety. Ja niestety ani Jej nie słyszałem, ani nie zobaczyłem, ale może ktoś inny będzie miał więcej szczęścia.

 
B jak bilety
 

Obowiązkowo podam jeszcze ceny biletów i kilka praktycznych informacji. Zacznę od miłego zaskoczenia. Gdy tylko podjedziecie na parking musicie wiedzieć, że jest bezpłatny, więc nie dajcie się oszukać ewentualnym naciągaczom. Z parkingu trzeba przespacerować się jeszcze około 300 metrów pieszo do samego zamku. Gdy już dotrzecie na szczyt do kasy przygotujcie pieniądze zależnie od sezonu w którym będziecie (od 1 kwietnia do 31 października) bilet normalny 13 zł, bilet ulgowy 9 zł (przysługuje uczniom i studentom do 26 roku życia, emerytom, rencistom, osobom niepełnosprawnym i ich opiekunom oraz kombatantom.), bilet rodzinny (2+2) 35 zł, bilet lokalny dla mieszkańców Gminy Chęciny kosztuje tylko 1 zł. W pozostałych miesiącach bilet normalny wynosi 8 zł, bilet ulgowy 6 zł; dzieci do lat 5 natomiast wchodzą nieodpłatnie.

Zarezerwujcie sobie około godziny czasu, gdyż miej więcej tyle zająć Wam powinno zwiedzenie zamku. Istotną informacją jest ta o możliwości płatności kartą. Jeszcze, by nie pocałować zamkowej klamki, zerknijcie tylko na codzienne godziny otwarcia:

styczeń 9:00 – 15:00,
luty 9:00 – 16:00,
marzec 9:00 – 17:00,
kwiecień 9:00 – 18:30,
maj, czerwiec 9:00 – 19:00,
lipiec, sierpień 9:00 – 19:30,
wrzesień 9:00 – 19:00,
październik 9:00 – 18:00,
listopad 9:00 – 16:00,
grudzień 9:00 – 15:00,

 
C jak Chęciny
 
Chęciny są niewielkim, liczącym około 5 tys. mieszkańców miastem leżącym w południowej części Polski. Naturalnie całość znajduje się w województwie świętokrzyskim. Chęciny położone są około 100 km od Krakowa, a tylko 14 km od Kielc.  Te okolice są bardzo malowniczo położone na terenach Chęcińsko-Kieleckiego Parku Krajobrazowego i jego otuliny.  To te piękne tereny przyrodnicze, stanowiąc zarazem idealne miejsce do rozwoju turystyki. Ludzie są tu życzliwi i przyjaźnie nastawieni do turystów.
 
 
Sam Zamek w Chęcinach jest uważany, za jedno z najciekawszych miejsc do zobaczenia w województwie świętokrzyskim. Wizyta to swoista podróż do średniowiecza, a gdy spytacie czy warto odwiedzić zamek? Odwiedzić tak, ale czy wróciłbym tu ponownie, to raczej nie, choć przyznam, że sam zamek będzie ciekawy dla wykonania zdjęć o każdej porze roku. Doceniam też zaangażowanie pracowników  ubranych w średniowieczne stroje, muzykę która w tle tworzy klimat miejsca i oczywiście sam zamek. Jednak całość nie wywarła na mnie takiego wrażenia, bym chciał tu koniecznie wrócić, no chyba, że kolejnym razem będzie już księżniczka i smok. Pamiętajcie tylko, że to moje subiektywne odczucie, a Wam zamek ten może spodobać się tak bardzo, że nie będziecie chcieli go opuścić. To prawdopodobnie z myślą o tych właśnie osobach postawiono tam dyby.
 
Być może na ogólne odczucia i takie wrażenie miała też w dużej mierze pogoda. Brakowało mi dobrej widoczności z punktu widokowego na zamku, a podobno w ładnym słonecznym dniu widać tu nawet szczyty Tatr. Pewnie dodałoby to kilka punktów do ogólnej oceny zwiedzania. Poza tym nie dziwcie mi się…. smoka brak, księżniczki też więc nie mogę wracać w pełni usatysfakcjonowany. Czas zatem ruszać w podróż do kolejnego zamku.
grafika źródło: https://kwejk.pl/obrazek/918753/glowa-smoka-reka-ksiezniczki.html
 

#travel #polska #chęciny #warszawa #kielce #fotograflublin
#rafalbil  #fotografia #zamekchęciny  #fotografkielce #lublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia

Lublin Noc Muzeów

Czy wiecie, że Noc Muzeów wywodzi się z Niemiec, a dokładnie z Berlina? To tam w 1997 roku odbyła się pierwsza Noc Muzeów. Minęło już kilkanaście lat, a ta impreza kulturalna, polegająca na udostępnianiu muzeów, galerii i instytucji kultury, w wybranym dniu, w nocnych godzinach, stała się tradycją w wielu szanujących się muzeach całej Europy. Tego dnia organizatorzy przygotowują także specjalne atrakcje m.in. koncerty, poczęstunki, warsztaty, zajęcia dla dzieci. Dziś pokażę Wam jak wyglądała Noc Muzeów w Lublinie, oczywiście subiektywnie i w podstawowym zakresie. Gotowi by poznać ABC z Nocy Muzeów w Lublinie? Zatem nie spać, zwiedzać ruszamy na nocny spacer w mieście inspiracji.

A jak atrakcje Nocy Muzeów

Dziś pokażę Wam kilka z wielu atrakcji, które przygotowano na sobotnią Noc Muzeów w Lublinie.  Poniżej lista miejsc, które m.in. mogliśmy odwiedzić:

  • Muzeum Historii Miasta Lublina 
  • Dworek Wincentego Pola 
  • Muzeum Józefa Czechowicza 
  • Muzeum Martyrologii „Pod Zegarem” 
  • Muzeum Bolesława Prusa 
  • Państwowe Muzeum na Majdanku 
  • Muzeum Stefana Żeromskiego 
  • Muzeum Wsi Lubelskiej
  • Muzeum KUL 
  • Galeria Labirynt 
  • Galeria Biała 
  • Kozłówka 
  • Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym
  • Muzeum Regionalne w Krasnymstawie

http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.pngW programie Bramy Krakowskiej – Muzeum Lubelskiego przygotowano m.in. warsztaty plastyczne dla dzieci w wieku 8-12 lat. To tu miał również miejsce wykład z pokazem multimedialnym o zespole 21 fałszywych groszy koronnych Zygmunta III Wazy, odkrytych w 1981 roku w Lublinie. Naturalnie można było też zwiedzać wystawy stałe w obiekcie.



Muzeum Martyrologii pod Zegarem można było wziąć udział w oprowadzaniu kuratorskim po wystawie czasowej „Maria Zofia Hiszpańska-Neumann”, prezentującej dokumenty z czasu pobytu artystki w obozie, m.in. listy, grypsy, wspomnienia. 

Dworku Wincentego Pola poznać można było „Opowieści wydobyte z mroków czasu i przestrzeni”. Przedstawiono tu historie zabytkowych przedmiotów, dowiedzieć się mogliśmy co nieco na temat skamieniałości z pradawnych mórz.

Muzeum Literackie im. Józefa Czechowicza oferowało oprowadzanie kuratorskiego po wystawie czasowej, gdzie zaprezentowano pamiątki związane z Józefem Łobodowskim. W programie również odtwarzane były fragmenty „Ballady lubelskiej”. 



Ogród Botaniczny UMCS przygotował dla Was spacer na temat do mitów i wierzeń związanych z królestwem roślin. Spotkanie zakończyło się ogniskiem we Wrzosowej Chatce.Żeby w nim uczestniczyć, należało się wcześniej zapisać.

Muzeum Wsi Lubelskiej przygotowało dla zwiedzających dwudniowy program. Można więc śmiało przyznać, że tu rozpoczęła się Noc Muzeów w Lublinie. Już 17 maja można było zapisać się na Nocne Bajania. Była to wieczorna wędrówka po skansenie, połączona z rozwiązaniem intrygującej zagadki. Mi niestety nie udało się dodzwonić, mimo wielokrotnych prób rezerwacji. Więc jak było – nie mam pojęcia. Natomiast w sobotę 18 maja, każdy miał możliwość wieczornego zwiedzania zabytkowych wnętrz i zakątków Muzeum. Skansen był czynny za darmo do godziny 20:00.

Noc Muzeów to również okazja by poznać „Muzeum od kuchni”. Muzeum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego przygotowało oprowadzanie kuratorskie po wystawie. Tytuł wystawy również jest symboliczny, gdyż jak się okazało nawiązuje do historii miejsca, gdzie mieściła się stołówka akademicka.

Galeria Labirynt na niej skupiłem się przy literze C, wspomnę teraz tylko, że fajnie iż w Noc Muzeów dba się również o atrakcje dla dzieci. Właśnie tutaj można było brać udział w interaktywnej wystawie sztuki współczesnej dla dzieci pt. „Brzuchomówca i milczące obrazy”. Zobaczyć tam można było, jak wiele mają do powiedzenia, pozornie nieme dzieła sztuki. Wystawy można doświadczyć również wyłączając wzrok, a angażując zmysły słuchu i dotyku. Odbył się tam też  wykład dla dorosłych pt.  „Królikokaczki w starciu z faszyzmem. O użyteczności sztuki w ciężkich czasach.” Była to też możliwość obejrzenia wystawy:  „The empty room of night” oraz „Ruiny moich marzeń” oraz ale o tym więcej później.



Państwowym Muzeum na Majdanku przez cały dzień odbywał się kiermasz książek. Można było też uczestniczyć w spotkaniach: „Kim byli ludzie w pasiakach? Więźniowie KL Lublin w świetle prywatnych dokumentów”, „Historia Majdanka na kartach komiksu „Chleb wolnościowy””, „Zatrzymany czas. Konserwacja muzealiów historycznych ze zbiorów PMM”. Na prelekcje obowiązywała wcześniejsza rezerwacja miejsc.

W Noc Muzeów można było wybrać się poza Lublin. Muzeum Zamoyskich w Kozłówce oferowało zwiedzanie w towarzystwie dam i kawalerów w strojach z epoki, przy akompaniamencie pianoli, skrzypiec i gramofonu. 

W Nałęczowie otwarte dla zwiedzających było Muzeum Stefana Żeromskiego. W nim  odbywało się wspólne czytanie fragmentów opowiadania „Wszystko i nic” Stefana Żeromskiego.

Muzeum Bolesława Prusa przygotowało Kino pod Chmurką, z krótkimi filmami i reportażami dotyczącymi Muzeum.

Subiektywnie uważam, że to Kaplica Świętej Trójcy i Baszta Zamkowa na Lubelskim Zamku były najciekawszymi atrakcjami na Nocy Muzeów i to pod Muzeum Lubelskim widziałem największe kolejki, gdy tylko otworzyło drzwi do wieczornego podziwiania Kaplicy Trójcy Świętej z unikatowymi freskami rusko-bizantyjskimi. Dla mnie osobiście była to również szansa na zobaczenie nocnej panoramy miasta z Wieży Zamkowej, ale o tym więcej  później.


http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.png

B jak Baszta Zamkowa

Wieża zamkowa w Lublinie zwana również basztą czy donżonem jest jedną z najstarszych budowli na Lubelszczyźnie. To  z niej widać piękną panoramę m.in. na Stare Miasto,  można też zobaczyć z niej dziedziniec zamku oraz zewnętrzną część kaplicy Świętej Trójcy. Ten lubelski zabytek sztuki romańskiej należący do kompleksu zamkowego można było nieodpłatnie zwiedzać podczas tegorocznej Nocy Muzeów już od godz. 18:00 do późnych godzin nocnych (w inne dni wejście tu jest biletowane i ceny kształtują się na poziomie 7 zł za bilet ulgowy oraz 9 zł. za bilet normalny). Trzeba pamiętać, że donżon jest częścią Muzeum Lubelskiego i od 2012 roku jest udostępniony do zwiedzania przez turystów. Wg mnie warto jednak poczekać w kolejce podczas Nocy Muzeów, by zobaczyć właśnie nocą widok na stare miasto. Dlaczego spytacie – gdyż na co dzień jest to niemożliwe, by wejść na donżon o północy.

W oczekiwaniu w kolejkach na dziedzińcu Zamku Lubelskiego można było również się zająć układaniem puzzli  obrazu „Unii Lubelskiej” Jana Matejki, co było fajną atrakcją dla znużonych czekaniem dzieci. Gdy już udało dostać się do środka, ze względu na przeszłość więzienną budowli i na pamięć o więźniach w dolnej kondygnacji utworzono mauzoleum poświęcone martyrologii więźniów Zamku Lubelskiego. Na wyższych kondygnacjach oglądać można zmodernizowaną w ramach projektu wystawę historyczną poświęconą więźniom Zamku, od czasów więzienia tu pierwszych bojowników o wolność i niepodległość Polski po Wiośnie Ludów, poprzez powstanie styczniowe 1863 r. drugą wojnę światową i lata 1944-1954.

http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.png

C jak ceny

Noc Muzeów jest z zasady wydarzeniem bezpłatnym i to bez względu na miasto w którym się odbywa, choć w niektórych przypadkach konieczna była symboliczna opłata. Mi w niewielu przestrzeniach, przyszło zapłacić 1 zł.

Jednym z tych miejsc była Galeria Labirynt mieszcząca się przy ul. ks. J. Popiełuszki. Zobaczyłem tam Ruiny moich marzeń czyli instalację, która była pracą dyplomową obecnej absolwentki ASP w Łodzi, Marty Krześlak. Dziecięcy, dmuchany plac zabaw, z elementami z bajek Walt’a Disneya, jako przedmiot bezużyteczny został wyrzucony i został plastikowym odpadem. Artystka przywróciła go do życia, nadając mu nowe znaczenie, czy artystyczne, tego nie wiem. Najlepiej sami oceńcie, czy tego typu instalacja jest dla Was dziełem sztuki, które inspiruje, nakłania do przemyśleń czy zachwyca, lub w jakikolwiek inny sposób wzbudza Wasze emocje. Wystawa czynna będzie do 02.06.2019 roku. Poniżej kilka zdjęć z  różnych wystaw w Galerii Labirynt.


Wróćmy jednak do samej Nocy Muzeów. Nie wszędzie udało mi się dostać, gdyż były również zorganizowane atrakcje, na które obowiązywała wcześniejsza rezerwacja miejsc. Największą ceną jaką  wg mnie przypłacić musieli zwiedzający, to zainwestowany czas w kolejki m.in. w Lubelskim Zamku. Wg mnie jednak na rzeczy dobre, warto czasem poczekać i co więcej, nie wszystko można zobaczyć w jedną noc. Nie mogę doczekać się już kolejnej jeszcze bardziej wyjątkowej, czyli Nocy Kultury, która zbliża się do Lublina wielkimi krokami.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Muzeum Azji i Pacyfiku

Dziś zabieram Was do Muzeum Azji i Pacyfiku im. Andrzeja Wawrzyniaka w Warszawie, które zostało założone już w 1973 roku. Często podkreśla się, że jest to jedyne w Polsce miejsce posiadające wyłącznie zbiory poświęcone kulturom krajów Azji, Oceanii oraz Australii. Dziś poznacie moje subiektywne ABC o tym właśnie miejscu ⛩ Gotowi na kolejną wyprawę? Jak tak, to zapraszam na warszawskie Powiśle, a dokładnie na ul. Solec 24, bo tu mieści się to muzeum. Dziś poznacie główne atrakcje, dowiecie się co zawiera tutejsza biblioteka oraz ile Was to będzie kosztowało – zatem zaczynamy zwiedzanie bez cenzury, której w sztuce być nie powinno. Choć sama wystawa nie jest ogromna, to nie o wielkość tu chodzi. Skrywa ona w sobie zdecydowanie wiele więcej innych, dużych i ciekawych atutów – przekonajcie się sami 3⃣2⃣1⃣…

A jak atrakcje 📯🎭🥁

Na początek zacznę od głównej moim zdaniem atrakcji, tej przestrzeni wystawienniczej i nie są to cycki powyższej rzeźby, która „kusi” przechodniów i niemalże wita nas zachęcając by wejść do muzeum. Subiektywnie uważam, że najciekawsza jest tu tzw. „Strefa dźwięków”. Znajdziemy w niej ponad sto różnych instrumentów muzycznych pochodzących z wielu krajów. Są to zarówno instrumenty o prostej konstrukcji, na których grywano po amatorsku, jak i prawdziwe dzieła sztuki, których używali zawodowi muzycy na dworach władców. Warto zaznaczyć, że sam kontekst kulturowy oraz ich funkcje przedstawione są za pomocą różnorodnych multimediów. Dają one możliwość poznania zarówno tradycyjnej roli instrumentu, jak i współczesnych przemian zachodzących w sferze muzyki pod wpływem wzajemnego przenikania się różnych kultur. Kapitalną sprawą jest to, że kilka instrumentów można namacalnie poznać i przekonać się jak grają dzięki nam. Natomiast te mniej dostępne, można lepiej poznać za pomocą stanowisk multimedialnych, które znajdziemy na wystawie.

Strefa dźwięków nie jest  jedyną atrakcją tego muzeum. Nie brakuje tu też dzieł artystów polskich, które są inspirowane Azją czy Pacyfikiem. Często odbywają się tu też różne wydarzenia np. opowiadane są azjatyckie bajki dla dzieci czy też organizowane jest oprowadzanie kuratorskie po wystawie. Interesującą sprawą są warsztaty muzyczne w których można się nauczyć chociażby gry na gamelanie. A dla mniej uzdolnionych muzycznie polecam udział w Koncertach, które są tu co jakiś czas organizowane. Inspirujące są tu też pokazy tańca kathak oraz otwarte rodzinne warsztaty plastyczne. Jeszcze przez kilka dni można podziwiać tu twórczość malarską Pani Olgi Wolniak. 🎨

B jak biblioteka 📚

Dodatkowo znajduje się tu też Biblioteka Azjatycka, która liczy ponad 14 tysięcy woluminów. Gromadzi głównie publikacje naukowe o kulturze materialnej i duchowej krajów Azji, Australii oraz Oceanii. Początek Bibliotece dał prywatny księgozbiór Pana Andrzeja Wawrzyniaka, założyciela i pierwszego dyrektora Muzeum. Najstarsze druki biblioteczne pochodzą z XIX wieku, wiele z nich jest bogato ilustrowanych. Biblioteka gromadzi publikacje krajowe i zagraniczne, zarówno o charakterze akademickim, jak i artystycznym i popularnym, w tym wiele dzieł unikatowych w zbiorach polskich. Istotne miejsce zajmują w niej katalogi muzealne, otrzymywane w ramach współpracy z muzeami z całego świata. W Bibliotece znaleźć również można liczne czasopisma specjalistyczne, słowniki i encyklopedie oraz katalogi aukcyjne sztuki azjatyckie. Przed wyprawą w te części świata warto jest tu przyjść i po prostu poczytać. Co istotne – ze zbiorów Biblioteki można korzystać nieodpłatnie na miejscu lub na zasadzie wypożyczeń międzybibliotecznych. Możliwe jest też  robienie własnoręcznych notatek lub dla leniwych odpłatne wykonywanie odbitek kserograficznych.

C jak cena 💰

Wejście na wystawę jest zupełnie darmowe, więcej jeżeli chcecie obejrzeć wspaniałą biała broń, bogate tkaniny, unikatowe lalki teatralne czy maski lub posłuchać jak brzmią instrumenty muzyczne z różnych stron świata, to zdecydowanie warto. Przyjdźcie tu i poczujcie odrobinę egzotyki, z krajów takich jak Mongolia, Indie, Nepal, Tybet, Wietnam, Birma, Laos, Chiny, Uzbekistan, Tadżykistan, Turkmenistan, Kazachstan, Kirgistan, Afganistan, Papua Nowa Gwinea czy Vanuatu. 🗡🏺👂🎧

W ciągu prawie 50 lat  działalności Muzeum zorganizowało około tysiąc wystaw, nie licząc prezentowania własnych zbiorów. Pokazując twórczość współczesnych artystów oraz dorobek fotografików zasługuje ono na uznanie i rekomendację dla wszystkich, którzy tu jeszcze nie byli. Muzeum to jest równie ciekawe dla dorosłych jak i dla dzieci, to dlatego jest chętnie odwiedzane przez całe rodziny.  Poniżej kilka rad jak trafić do muzeum, a dla twórców tego miejsca słowa uznania, gdyż jest to cenny punkt na mapie turystycznej Warszawy  👏👏👏 

#rafalbil  #fotografia #muzeumazjiipacyfiku #najlepszyfotografwwarszawie #fotografwarszawa
#travel #polska #muzeumwarszawa #warszawa #fotografiawarszawy #fotograflublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

 

ABC o Korczakianum w Warszawie

Prawa człowieka zaczynają się od praw dziecka, tymi słowami wypada rozpocząć podróż do Korczakianum. Miejsce to budzi różne emocje, bo z jednej strony było enklawą dającą poczucie bezpieczeństwa dla sierot, a z drugiej strony to budynek, z którego później około 200 wychowanków zostało wywiezionych do obozu zagłady w Treblince. Dawniej Janusz Korczak dbał tam właśnie o poszanowanie prawa dziecka, walczył również o godność, szacunek i życie, szkoda, że finalnie walkę tę przegrał.

Dziś poznacie smutne historie pochodzące właśnie z Domu Sierot, bo tak określano to miejsce. Dom ten założony był przez Janusza Korczaka oraz Stefanię Wilczyńską już w 1912 roku i powołano go w szlachetnym celu. O ile sam budynek przetrwał wojnę (nigdy nie odbudowano tylko poddasza, na którym mieścił się pokój Korczaka, który uległ zniszczeniu), tak już jego wychowankowie nie mieli tyle szczęścia, ale m.in. o tym dowiecie się później z mojego dzisiejszego wpisu. 

Obecnie w dawnym budynku Korczaka mieści się m.in. oddział Muzeum Warszawy i właśnie tu Was dziś zabieram. Jest to dla mnie wyjątkowa wyprawa pod symboliczny pomnik pamięci o niewinnych dzieciach, które zabito tylko dlatego, że z pochodzenia były Żydami. Mam nadzieję, że i dla Was ta lekcja smutnej historii będzie jednym z wielu kroków do pozytywnej zmiany w nastawieniu do innych ludzi, czego sobie i Wam życzę. Tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka trzeba uczyć się każdego dnia.

A jak adres

Zacznijmy od tego jak dotrzeć do Korczakianum. Zazwyczaj nie trafia się tu przypadkiem. Turyści, którzy chcą zwiedzić to miejsce raczej wiedzą po co idą i dlaczego oraz co zastaną w środku. Rzadziej są to osoby przypadkowe. Często Muzeum to jest odwiedzane przez osoby przyjeżdżające z poza Warszawy, sami Warszawiacy omijają je moim zdaniem z uwagi na nietypowe dla muzeów godziny i dni otwarcia.

Musicie wiedzieć, że do tego miejsca nie wejdziecie w weekendy. Dostępne jest ono wyłącznie od wtorku do piątku i to w godzinach od 10.00 do 16.00, co znacznie zmniejsza ilość potencjalnych turystów. Ale żebym nie wyszedł na malkontenta – uważam, że jak ktoś chce to wygospodaruje tak czas, by prędzej czy później tu trafić, a dlaczego warto, o tym napiszę Wam za chwilę.

Najpierw wróćmy do tego co istotniejsze. Ustalmy gdzie znajduje się Korczakianum. Mam też dla Was poniżej mapkę i kilka cennych informacji, z których dowiecie się jak najłatwiej trafić do Muzeum Korczakianum w Warszawie. Budynek dawnego Domu Sierot to obecnie siedziba Ośrodka Dokumentacji i Badań Korczakianum, ale i Domu Dziecka Nr 2 im. Janusza Korczaka. Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum mieści się bowiem w historycznym budynku Domu Sierot. W 1957 roku, po gruntownej przebudowie, przeznaczony został na instytucję opiekuńczo-wychowawczą, która mieści się tu do dzisiaj. Warto wiedzieć, że adres przedwojenny to Krochmalna 92, a dziś Jaktorowska 6. Dokładne dane teleadresowe zamieszczam poniżej.

Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum w Warszawie
Oddział Muzeum Historycznego m. st. Warszawy
ul. Jaktorowska 6, 01-202 Warszawa
Tel/Fax: (+48 22) 632 30 27
Email: korczakianum@mhw.pl

B jak badania

Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum zajmuje się gromadzeniem i badaniem oraz udostępnianiem i popularyzują materiałów dokumentujących działalność Janusza Korczaka, a tak naprawdę Henryka Goldszmita, bo to jest jego pierwotne imię i nazwisko. To tutaj bada się Jego biografię, dorobek pisarski; dzieje instytucji, które współtworzył. Pracownicy tej placówki, zaangażowani są również w losy ludzi z najbliższego kręgu w tym sierot, którymi się opiekował. W zakres działalności tej placówki wchodzi też współpraca krajowa i międzynarodowa z osobami, instytucjami i środowiskami zainteresowanymi problematyką i osobą Janusza Korczaka. To właśnie dlatego wszyscy naukowcy zajmujący się prawami człowieka w kontekście praw dziecka, prędzej czy później trafią lub trafić powinni do tego miejsca.

C jak cena

Wstęp do pracowni jest bezpłatny dla gości indywidualnych. Natomiast istnieje również możliwość zwiedzania dla grup zorganizowanych (około 20-30 osobowych), wówczas obowiązują już bilety. Bilet grupowy to koszt rzędu 150 zł za bilet normalny lub 90 zł za bilet ulgowy. Więcej informacji na temat Korczakianum znajdziecie na stronie: www.korczakianum.mhw.pl

Gdy ktoś sarkastycznie zapyta czy muzeum jest warte swojej ceny? Odpowiem zdecydowanie, że tak, takie miejsce jak to nie tylko warto, ale należy odwiedzić. Ważne jest to, żeby nie zwiedzać go samemu. Ja miałem dużo szczęścia. Po muzeum oprowadziła mnie Pani  Marta Ciesielska, która tu pracuje. W mojej ocenie samo muzeum jest dość skromne jeśli chodzi o eksponaty, natomiast wiedza Pani Marty jest imponująca. Życzliwością oraz ciekawymi, ale i smutnymi opowieściami utwierdziła mnie w przekonaniu, że muzeum to samo ciało, które wymaga duszy i taką ciepłą duszą, bogatą w wiedzę i uprzejmość właśnie tu zastałem. 

Duch życzliwości Janusza Korczaka, który zginął z 200  podopiecznych mu dziećmi w komorze gazowej,  jest tu obecny do dziś. Dowiedziałem się, że hitlerowcy proponowali „Staremu Doktorowi”, jak nazwano go jeszcze przed wojną, wyłącznie Jemu uwolnienie i możliwość ratunku przed śmiercią. Janusz Korczak z pogardą odrzucił jednak tę propozycję i do końca swoich dni opiekował się sierotami, czuł się za nie odpowiedzialny jak prawdziwy ojciec. Dnia 5 sierpnia 1942 roku zostali wywiezieni z Warszawy do obozu koncentracyjnego w Treblince, gdzie zostali zamordowani w tamtejszych komorach gazowych. Pomimo, że finał tej historii wydaje się przygnębiający, należy wyszukać też te pozytywne aspekty z życia Janusza Korczaka, tak aby spuścizna po nim nigdy nie umarła. Wielkie słowa uznania dla pracowników tego miejsca, bo praca, którą wykonujecie jest wyjątkowa, o czym przekona się każdy, kto odwiedzi to unikatowe miejsce na mapie Warszawy.

,,,

#rafalbil  #fotografia #korczakianum #najlepszyfotografwwarszawie #fotografwarszawa
#travel #polska #muzeumwarszawa #warszawa #fotografiawarszawy #fotograflublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa  Indywidualne Sesje Zdjęciowe | Indywidualne Sesje Zdjęciowe | Fotografia Ceremonii Ślubnej | Fotografia Przygotowań do Ślubu | Fotografia Ceremonii Weselnej | Plener Poślubny | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia do dokumentów | Fotografia Dziecięca i Rodzinna | Sesje Ciążowe | Fotografia aktu i nagości zakrytej | Fotografia Sportowa | Fotografia Biznesowa | Fotografia Naukowa | Fotografia Kulinarna | Fotografia Zwierząt Domowych | Sesja Wizerunkowa | Fotografia Koncertowa | Fotografia Motoryzacyjna | Sesje Noworodkowe | Cyfrowa Renowacja i Retusz Zdjęć | Fotografia | Fotografia Podróżnicza | Travelling | Fotograf w podróży | Traveller | Blog Podrózniczy | Turystyka | Tourist | Polska | Świat | Travel Photography | Travel | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Gąbin

Jakiś czas temu zabrałem Was w sentymentalną podróż do Lublina, do miasta gdzie spędziłem drugą połowę swojego życia (Wpis na ten temat znajdziecie tutaj). Wypada zatem sięgnąć do moich korzeni i zaprosić Was również w podróż tam, gdzie spędziłem dzieciństwo i czasy młodości. Postaram się wybrać do Gąbina, bo tu zawędrujemy, wszystko co jest ciekawe, co może zainspirować, albo i to do czego mam sentyment, którym chcę się z Wami podzielić. Pewnie znajdą się tacy malkontenci, którzy uważają, że nic się tu nie dzieje lub nic ciekawego do zaoferowania się nie znajdzie. Ich warto odesłać do oddalonego o około 20 km Płocka, ja natomiast mam zamiar udowodnić, że nawet małe potrafi być piękne, tylko trzeba nauczyć się dostrzegać to piękno, a przy tym postaram się Was nie zanudzić. Moja mała Ojczyzna, bo cały czas o niej mowa, to miasto w województwie mazowieckim, w południowej części powiatu płockiego z siedzibą w gminie miejsko-wiejskiej Gąbin. Zakładamy więc wygodne buty i ruszamy na spacer od A do Z po tym właśnie mieście.

Na starcie zaskoczę Was ciekawostką. Gąbin jest jednym z najstarszych mazowieckich miast, starszym nawet od oddalonej około 100km Warszawy. Po raz pierwszy nazwa Gąbin pojawiła się w przekazach źródłowych już w 1215 r. Wiadomo też, że w XII w. Gąbin istniał jako osada targowa, a jej pierwszym właścicielem był rycerz Gąba, stąd wiele osób uważa, że od niego  pochodzi właśnie nazwa miasta.

Prawa miejskie Gąbin uzyskał około 1322 roku, potwierdzone zostały przez księcia Ziemowita V w 1437 roku. Ze względu na swe położenie Gąbin stał się swego czasu siedzibą dworu książąt płockich. Znany był również z najwyższego na świecie masztu radiowego, który wybudowano w Konstantynowie, a jego wysokość przewyższała nawet amerykańskie wieżowce World Trade Center, które runęły w 2001 roku. Gąbińska wieża sięgała 646 m, ale finalnie również runęła, a dlaczego – dowiecie się w późniejszej części wpisu. Sam Gąbin znany był również z twórcy sławojek, czyli Sławoja Składkowskiego, który urodził się właśnie tutaj. Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że sławojka to toaleta, którą stawia się zwykle przy budowie domu – zwykle z wyciętym sercem w drzwiach, ale nie był to jej najważniejszy element, gdyż miała zdecydowanie bardziej utylitarne znaczenie i z innych powodów została wymyślona, ale o tym nie dzisiaj. Przejdźmy do ciekawszych atrakcji niż omówienie kwestii toalet.

A jak atrakcje

Zaczynając wpis o tym co warto zobaczyć, należy sięgnąć do atrakcji, które dane miasto czy region ma nam do zaoferowania. Warto zwrócić uwagę nie tylko na cykliczne imprezy, które odbywają się na terenie miasta i gminy, ale i na znajdującą się tu architekturę oraz walory turystyczne regionu. Zacznijmy najpierw od cyklu imprez, ale pamiętajmy, że nie samymi imprezami Gąbin żyje. Wyszczególnić jednak należy Dni Gąbina, Jarmark Gąbiński, Gala Noworoczna, Pożegnania Lata czy Koncerty Bożonarodzeniowe. Wszystkie te imprezy omówię dokładniej w dalszej części mojego wpisu.

Skupmy się chwile na zabudowie. Gdy oprowadzam znajomych po Gąbinie, pokazuję zawsze klasycystyczny ratusz, który zbudowano w 1824 r. Ciekawostką są tu dwie niesymetryczne fasady, na które nie każdy zwraca uwagę. Obecnie w budynku znajduje się siedziba Urzędu Miasta i Gminy. Zaraz obok znajduje się kościół rzymskokatolicki, którego nie da się nie zauważyć. Budynek ten od zawsze przypominał mi warszawski Pałac Kultury i Nauki, a jego wieża góruje już z oddali i jest widoczna, gdy wjeżdża się od strony stolicy do miasta. W latach 1958-1966 kościół odbudowano w miejscu po poprzedniej świątyni, niestety  nie był już tak wysoki, ale nadal wygląda okazale. Obok kościoła znajduje się również mural z widokiem na stary Gąbin, właśnie z wcześniejszym kościołem, z którego wieży widać było oddalony o ponad 20 km Płock. Po zobaczeniu muralu i kościoła  spacerujemy wzdłuż kamienic na Starym Rynku i obowiązkowo zatrzymujemy się przy najstarszej z nich, w której urodził się Felicjan Sławoj Składkowski – generał dywizji Wojska Polskiego, premier II RP, doktor medycyny. Obecnie mieści się tam siedziba Muzeum Ziemi Gąbińskiej, a sam budynek niedawno został odrestaurowany, a pochodzi z 1809 roku i od dawna wymagał gruntownego remontu. Cieszę się bardzo, że w końcu odrestaurowanie tej kamienicy doszła do skutku i cieszy jeszcze bardziej fakt, że nie jest to jedyny odrestaurowany budynek w mieście.

Budynki to nie wszystko, często opowiadam znajomym o dawnej wielokulturowości Gąbina. Zawsze zabieram też ich do otuliny Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego oraz nad pobliskie jeziora, które są wg mnie główną atrakcją turystyczną regionu.  Warto podkreślić, że są to największe w okolicach Warszawy i Łodzi jeziora. Zawsze doszukiwałem się pewnej analogii w tych terenach do Mazur.

B jak baza noclegowa

Skoro są jeziora, to musi być też baza noclegowa, szczególnie przygotowana pod turystykę i rekreację latem. Całoroczne pokoje noclegowe znajdziecie również w samym mieście m.in. w budynku dworca autobusowego. Nie brakuje też  w okolicy wielu fajnych zajazdów, szczególnie dla osób poszukujących wyższego standardu.Gdy podjedziecie kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów znajdziecie też w okolicy fajne pensjonaty czy hotele. Moją uwagę przykuwa jedno miejsce Hotel Kawallo, dlaczego zapytacie – nie dlatego,  że zapłacono mi za ich reklamę, ale dlatego, że jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie w regionie prowadzone są rytuały saunowe, a Ci co mnie bliżej znają, wiedzą, że jako saunamistrz  doceniam to podwójnie. Naturalnie ceny w hotelu nie są najniższe, więc zawsze można korzystać z alternatywnych możliwości, które mają niższy standart i oczywiście niższą cenę.

C jak cmentarze

O dawnej wielokulturowości Gąbina świadczą dziś m.in. cmentarze: ewangelicki, żydowski, mariawicki oraz katolicki. Na każdym z nich można znaleźć wyjątkowe  i wiekowe pomniki, które warto ocalić od zapomnienia. Poniżej kilka fotografii z gąbińskich cmentarzy.

D jak dworzec autobusowy oraz Dni Gąbina

Dworzec autobusowy

Miasto położone jest w odległości około 100 km od Warszawy i Łodzi. Krzyżują się tu drogi wojewódzkie z Płocka i Żychlina oraz z Łącka i Sochaczewa. To właśnie do tych miast można wybrać się prosto z „centrum kulturalnego Gąbina” czyli dworca autobusowego. Zbudowano i oddano go do użytku w 1997 roku. Nie wiem jak dziś, ale dawniej był to punkt spotkań młodzieży, gdzie można było omówić wszystkie ważniejsze tematy prozy życia codziennego. Dziś dworzec wymaga remontu, jednak nadal pozostaje symboliczną wizytówką miasta i prawdopodobnie punktem, w którym omawia się kwestie ratowania świata przed zagładą.

Dni Gąbina

Do jednej z najważniejszych lokalnych imprez zaliczę odbywające się w maju „Dni Gąbina”. Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. W te dni jest w mieście zawsze tłoczno, głośno i wesoło. Dla mieszkańców jest to bowiem spora atrakcja kulturalna, na którą zapraszane są profesjonalne zespoły muzyczne. Jest to też okazja do zaprezentowania lokalnych talentów nie tylko muzycznych, ale m.in. tanecznych.

Dni Gąbina to również stragany, wystawy,  konkursy, biegi uliczne i różne inne zawody sportowe. Są to też przelewane litry napojów procentowych, które sprzyjają integracji lokalnej społeczności. Jest to czas na promowanie twórczości plastycznej i rękodzieła artystycznego. Od 2004 r. Dniom Gąbina towarzyszy dzień poświęcony kulturze chrześcijańskiej. Podczas piątkowego wieczoru prezentują się zespoły wykonujące religijne utwory wokalno-instrumentalne.

Dotychczas podczas Dni Gąbina występowały również gwiazdy wieczorów. Na gąbińskiej scenie wystąpili m.in. Pectus, Brathanki, Wawele, Czerwone Gitary, Trubadurzy, Universe, Oddział Zamknięty, Babsztyl, Lombard, Łzy, Ira, Kobranocka, Harlem, Cree, Classic, Wawele oraz polscy soliści, m.in.: Krzysztof Krawczyk, Patrycja Markowska, Jan Wojdak, Krystyna Giżowska, Don Wasyl i Roma.

E jak edukacja

Czas sięgnąć do czasów szkolnych. Na początku kilka faktów i suchej teorii. Na terenie gminy działalność dydaktyczną i wychowawczą realizuje 12 instytucji oświatowych: 6 szkół podstawowych, 2 gimnazja, 2 przedszkola, Szkoła Muzyczna I stopnia, Zespół Szkół im. S. Staszica, w którym edukacja odbywa się na poziomie średnim. W samym Gąbinie kształcić się można w następujących jednostkach:

  • Przedszkole im. Króla Maciusia I
  • Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej
  • Gimnazjum im. Jana Pawła II (do końca tego roku szkolnego, następnie istnienie gimnazjów w Polsce wygaśnie)
  • Zespół Szkół im. Stanisława Staszica w Gąbinie
  • Szkoła Muzyczna I stopnia
     

Jak to wyglądało dawniej w praktyce moim subiektywnym zdaniem. Szkoła podstawowa to wyjątkowy czas kiedy człowiek mógł beztrosko zdzierać spodnie szorując podłogi szkolnych korytarzy na kolanach i biegać ganiając się z innymi dziećmi na przerwach od lewej do prawej strony boazerii. No chyba, że dyżur miała śp. Pani Regina, która budziła respekt największych urwisów, wystarczyło Jej jedno krzyknięcie i każdy chodził po korytarzach jak należy. Uwielbiam wspominać takie nauczycielki, wyraziste, wyjątkowe, budzące respekt wszystkich dzieciaków. Taką nauczycielką była również moja wychowawczyni Pani Halinka – kobieta cudowna o dobrym sercu, zawsze uśmiechnięta, ale wiedziała też jak zadbać o porządek w klasie, gdzie szalała niespełna trzydziestka dzieci, które jeszcze nie potrafiły dobrze mnożyć czy dodawać, ale świetnie umiały psocić. Szkoła podstawowa to też czas pierwszych miłości, zauroczeń, pocałunków i na tym poprzestańmy. To również zainteresowanie biologią m.in. za sprawą wychowawczyni Pani Ani, której wychowankiem byłem również w gimnazjum. Okres gimnazjum to również czas fascynacji piłką ręczną, która trwa do dziś. Po gimnazjum przyszła kolej na liceum ogólnokształcące w tzw. „Uniwersytecie Podlaskim”. Wyjątkowy czas, niesamowici ludzie i kolejne cenne życiowe doświadczenia, które pozwoliły dostać się na studia. Dziś mogę dziękować mojej wychowawczyni, która myślę, że wiedziała, że nie jestem najlepszym umysłem ścisłym. Mimo to nigdy nie starała mi się tego udowodnić, a wręcz odwrotnie zawsze była nie tylko dla mnie, ale i dla pozostałych osób wsparciem – Pani Agnieszko dziękuję.

F jak fontanna

Fontanna w parku na starówce Gąbina powstała w 2008 roku w miejscu dawnej studni zlokalizowanej na rynku miejskim. Myślę, że warto tu przyjść, by posiedzieć na ławce obok fontanny i popatrzeć na gąbińskie kamienice, ratusz czy kościół lub by zamknąć oczy i wsłuchać się w szum wody.

G jak Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy i Gala Noworoczna

Dla wszystkich lubiących spacery po lesie polecę podróż korytarzami ekologicznymi wiodącymi od samej Puszczy Kampinoskiej przez Puszczę Bydgoską, aż po Bory Tucholskie. Naprawdę jest co tu zwiedzać, a zacząłbym chyba od oprowadzanie po tarasach wiślanych – rozległych i płaskich piaszczystych powierzchni akumulacji rzecznej, tarasów wydmowych z licznymi wałami, zespołami lub pojedynczo występującymi wydmami i krajobrazami podmokłymi, a często zabagnionymi choć o wyjątkowym uroku dolinkami.Teraz Was zaskoczę – na obszarze parku jest około 40 jezior, ponad 60% powierzchni parku zajmują lasy, w których dominują bory sosnowe i lasy mieszane.

Flora tych terenów charakteryzuje się różnorodnością i bogactwem gatunków, a środowisko przyrodnicze stanowi przedmiot różnorodnych badań. Szacuje się, że na obszarze parku znajdziemy około 800 gatunków roślin, z tego ok. 50 objętych jest prawną ochroną gatunkową (w tym 37 objętych jest ochroną całkowitą, a 15 ochroną częściową) – mocno się więc zastanówcie, zanim coś zerwiecie.  Powierzchnia Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego wynosi około 390 km², natomiast jego otulina liczy 141,95 km². Jest więc gdzie zwiedzać, ale i co zobaczyć.

Wśród fauny parku najcenniejszą grupę stanowią ptaki, szczególnie wodno-błotne. Jest tu wiele miejsc na dobre zdjęcia z bytowania i lęgów znajdujących się tu m.in. gatunki zagrożonych, wpisanych do „Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt”. Cenną zdobyczą, choć trudną do uchwycenia w obiektywie jest m.in. bocian czarny, żuraw, błotniak łąkowy, batalion czy derkacz. Przy sporej ilości szczęścia spotkamy tu sokoła wędrownego, orła bielika, rysia, bobry, ale by to się udało, trzeba uzbroić się w cierpliwość i odpowiednio zachowywać.

Ważne jest to, że na terenie całego parku poza systemem szlaków pieszych i rowerowych funkcjonuje ok. 10 ścieżek dydaktycznych i przyrodniczych o różnym stopniu trudności oraz trzy zielone szkoły z działalnością ukierunkowaną na edukację przyrodniczą pradoliny Wisły. Gąbin został zakwalifikowany do szlaku czarnego i zielonego zwanego też „Południowym”  lub szlakiem im. Króla Kazimierza Wielkiego.

Gala Noworoczna

Od niedawna tradycją Gąbina stało się organizowanie w pierwszym miesiącu każdego nowego roku dużej imprezy kulturalnej pod nazwą „Gala Noworoczna”. Podczas koncertów prezentowana jest muzyka operowa, operetkowa, musicalowa i filmowa. Program muzyczny skupia duże grono odbiorców. Podczas koncertów prezentują się znani polscy zawodowi soliści. Prezentują się również nauczyciele Szkoły Muzycznej I stopnia w Gąbinie w występach solowych i zespołowych. Wzbogaceniem koncertu jest występ Chóru Miasta i Gminy Gąbin oraz prezentacje uczniów tejże Szkoły Muzycznej.

H jak herb

Herb Gąbina przedstawia białą basztę, posiadającą otwartą bramę, z opuszczoną do połowy kratą barwy czarnej. Baszta nakryta jest czerwonym ostrosłupowym daszkiem i znajduje się na błękitnej tarczy herbowej. Ciekawostką jest to, że godła zawierające baszty w swej symbolice nawiązywały bardzo często do prawnej odrębności miast – ich samorządności. Stąd wzięły się mury miejskie z basztami i bramami nawet w herbach takich miast, które nigdy w swych dziejach takich murów nie posiadały, tak jak ma to miejsce w przypadku Gąbina. O ile baszty z herbu nie znajdziecie w Gąbinie tak sam herb zauważycie na ratuszu od strony Rynku.

 

I jak ile chcesz tyle zjesz

W samym mieście nie ma wielu punktów gastronomicznych, do których można zabrać znajomych. Jest jednak kilka ciekawych miejsc, do których zwykle zabieram na obiad czy kolację znajomych odwiedzających Gąbin. Jednym z nich jest restauracja PIANO. Fajny klimat lokalu nawiązujący starymi fotografiami do historii Gąbina oraz opcja niedzielnych obiadów bez limitów są czymś kuszącym dla ceniących historię oraz dużo jeść. Najbliżej od mojego domu jest pizzeria Manhattan. Spacer do niej zajmuje mi około 2 minuty, a do kolejnej, która nazywa się FOLK pizza & bistro ok. 5 min. Poza pizzerią jest też przyjemnym miejscem, w którym można zjeść smaczne zestawy obiadowe, a i na koniec dodam, że jest jeszcze „Kulturka”, w której również możecie się posilić. Mieszkanie w centrum miasta ma swoje plusy, ale i minusy. Czasem całe noce słychać tiry jeżdżące przy głównej trasie przelotowej. Problem ten jednak się rozwiąże wraz z budową obwodnicy, co bardzo mnie osobiście cieszy.

 

J jak Jarmark Gąbiński

Kolejna z cyklicznych imprez środowiskowych jest „Jarmark Gąbiński”. Współorganizowany jest przez Ochotniczą Straż Pożarną i Urząd Miasta i Gminy. Podczas imprezy odbywają się festyny, wystawy, pokazy ratownictwa drogowego i wysokościowego, pokazy policji i zawodowej straży pożarnej. Fajną atrakcją dla dzieci są przejażdżki powozami konnymi. Tradycją są tu też stoiska handlowe nawiązujące do dawnych jarmarków, które odbywały się w Gąbinie. Zwykle jest też wesołe miasteczko i nie brakuje też imprez sportowych. Zazwyczaj zapraszane są również zespoły muzyczne. Podczas jarmarków grali tu m.in. Oddział Zamknięty, Universe czy Róże Europy.

K jak kirkut oraz Koncerty Bożonarodzeniowe

Kirkut

Cmentarz żydowski mieści się przy ulicy Kilińskiego i powstał w XIX wieku. W czasie okupacji hitlerowskiej został niemal doszczętnie zniszczony przez nazistów. Rozbite macewy posłużyły im wówczas do utwardzenia drogi, wzmocnienia mostu i zrobienia krawężników przy ul. Browarnej i Moniuszki. Pamiętam z czasów dzieciństwa, jak chodziliśmy z koleżankami i kolegami pod most by oglądać wmurowane wówczas porozbijane macewy. Obecnie odratowane macewy znajdują się na wspomnianym cmentarzu. Cała nekropolia ma natomiast powierzchnię około 1,5 ha¹. Po wojnie teren cmentarza został zalesiony przez Zarząd Lasów Państwowych. Dopiero w 1996 roku z inicjatywy potomków Żydów gąbińskich oraz przy finansowym wsparciu Fundacji Rodziny Nissenbaumów cmentarz został uporządkowany i ogrodzony. Z odzyskanych fragmentów macew utworzono unikatowe lapidarium. W 1999 roku odbyła się uroczysta ceremonia odsłonięcia pomnika. Wzięli w niej udział mieszkańcy miasta i licznie przybyli potomkowie gąbińskich Żydów. Podczas tej uroczystości uhonorowano również śp. Marię Maciejko-Kamińską, która w czasie Holocaustu udzielała pomocy Żydom. Postać wyjątkowa, w moich oczach bohaterka, która była m.in. sanitariuszką Powstania Warszawskiego. Działała pod pseudonimem Marysia. Pochowano ją w Gąbinie w 2009 roku.

Koncerty Bożonarodzeniowe

Ważnym wydarzeniem integrującym miejscową społeczność jest coroczny „Koncert Bożonarodzeniowy”. Koncert organizowany jest już cyklicznie od 2007 roku z inicjatywy Burmistrza Miasta i Gminy Gąbin. Organizatorem imprez jest MGOK, który realizuje imprezę przy wsparciu podmiotów oświatowych z terenu całej gminy. Trzeba przyznać, że zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem. Uczestniczą w nim mieszkańcy gminy, a także przyjezdni goście. Hala sportowa, w której się wydarzenie odbywa szybko wypełnia się widownią. Podczas występów prezentują się na scenie uczniowie lokalnych szkół, zespoły taneczne MGOK, Chór Miasta i Gminy Gąbin, Orkiestra dęta OSP oraz miejscowe zespoły muzyczne. Koncert jest kolejnym ważnym dla mieszkańców wydarzeniem kulturalnym. Jest też okazją do spotkania się ze znajomymi w tym okresie przedświątecznego pędu i przygotowań przed świętami Bożego Narodzenia.

swieta

L  jak liczby

Gdyby chcieć wyliczyć kilka kwestii, można zauważyć, że Gąbin jest bardzo małym miastem z liczbą mieszkańców wynoszącą około 4 tysiące, z czego nieznaczną większość stanowią kobiety. Średni wiek mieszkańców wynosi  około 42 lat i jest porównywalny do średniego wieku mieszkańców województwa mazowieckiego oraz porównywalny do średniego wieku mieszkańców całej Polski. Około 29% mieszkańców Gąbina jest stanu wolnego, 58,0% żyje w małżeństwie, około 3% mieszkańców jest po rozwodzie, a 10% to wdowy lub wdowcy.  Poniżej ciekawa statystyka  z GUSu.

 Ł jak łyki

Jak przeczytać można w książce prof. Janusza Szczepańskiego pt.: „Dzieje Gąbina i okolic, Miasto i Gmina Gąbin” dowiedzieć się tam można m.in. o istnieniu „łyków” – mowa o mieszkańcach folwarków, gdy omawia się strukturę społeczeństwa gąbińskiego w okresie XVI i XVII wieku. Wspomina się o nich gdy omawiane są m.in. szczegóły dotyczące antagonizmów zachodzących między mieszczanami Gąbina, a szlachtą z okolicznych folwarków, która z pogardą patrzyła na miejskich „łyków”. Do dziś kojarzę prostą odpowiedź na pytanie z czasów dzieciństwa – „czy dasz łyka oranżady”, zwykle, kiedy nie chciano Cię poczęstować, odpowiadano łyki to na ul. Warszawskiej.

M jak Maszt radiowy w Konstantynowie

Na terenie byłego PGR-u zbudowano w 1974 roku 646 metrowy maszt radiowy w Konstantynowie, który przez 17 lat był najwyższą budowlą na świecie. W latach 1974-1991 maszt zlokalizowany ok. 90 km od Warszawy, ze względu na swoją rekordową wysokość stanowił ewenement na skalę światową i został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Nigdzie na świecie nie wzniesiono wyższego obiektu – aż do 19 maja 2008, kiedy rekord ten został pobity przez budowlę Burdż Chalifa w Emiratach Arabskich. Budowa masztu w Konstantynowie została zakończona 18 maja 1974 roku. Wzniesiono maszt o masie 420 ton. Radiostacja pracowała na falach długich o częstotliwości 227 kHz do 1 lutego 1988 roku i później na częstotliwości 225 kHz. Główną zaletą radiostacji była wielkość zasięgu, która dawała możliwość bezpośredniego odbioru z klasycznego radioodbiornika (AM) programu pierwszego Polskiego Radia przez rodaków w Kazachstanie, pracowników polskich firm pracujących w Iraku, Iranie, praktycznie w całej Europie i nawet Ameryce Północnej, Północnej Afryce, a nawet w USA i Kanadzie. Obecnie teren na którym znajdował się maszt jest ogrodzony i obowiązuje tam zakaz wejścia osobom postronnym.

Dnia 8 sierpnia 1991 roku, o godz. 19.10 maszt runął w czasie prac konserwatorskich. Prace miały polegać na wymianie odciągów, które były w złym stanie technicznym. Poluzowano jedną z lin w ostatniej, piątej sekcji odciągów, zakładając i naciągając 2 liny pomocnicze. Jedna z lin pomocniczych wysunęła się z zacisków. Druga lina pomocnicza zerwała się z mocowania, nie mogąc zrównoważyć sił pozostałych lin głównych. Górna część masztu złamała się i uderzyła w podstawę. Maszt runął w ciągu kilkunastu sekund. W katastrofie nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu. Nie ucierpiały także budynki oprócz „domku antenowego”. Zniszczeniu uległ także nowoczesny dźwig samochodowy. W wyniku procesu sądowego kierownik ekipy konserwującej z Mostostalu Zabrze otrzymał wyrok 2,5 roku więzienia za spowodowanie katastrofy, skrócony później do 2 lat. Za pośrednie przyczyny katastrofy uznaje się zaniedbania w 17-letniej eksploatacji, w tym zły stan odciągów stwierdzony już w 1987 roku. Istnieje również teoria, że katastrofa ta, nie wydarzyła się przypadkiem. Według tej teorii uznaje się, że wypadek miał na celu zaprzestanie nadawania na falach długich Programu Pierwszego Polskiego Radia, odbieranego dotychczas w odległych zakątkach Europy przez Polonię (a także na wielu obszarach Polski). Teoria ta wiązana była przez wielu z celowym dążeniem do ograniczenia informacji m.in. podczas mającego miejsce kilkanaście dni później Puczu Janajewa w Moskwie (oraz rozpadem ZSRR) czy innych ważnych wydarzeń w ostatnich miesiącach (np. rozwiązanie RWPG i Układu Warszawskiego).

Nie każdy też wie, że w kwietniu 1992 roku powstały pierwsze rządowe plany odbudowy masztu z uwagi na jego znaczenie dla Polaków przebywających poza granicami kraju i już we wrześniu 1995 roku zapadła decyzja o odbudowie masztu w Gąbinie. Odbudowa była możliwa w tym samym miejscu, jednak protesty okolicznych mieszkańców związane z obawami przed skutkami oddziaływania na nich pól elektromagnetycznych promieniowanych przez maszt udaremniły odbudowę. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego Ośrodka Zamiejscowego w Łodzi z dnia 11 października 1996 roku uchylający decyzję wojewody płockiego o odbudowie masztu radiowego w Gąbinie ostatecznie przekreślił te plany.

Na terenie radiostacji w Gąbinie znajduje się obecnie maszt radiolinii w Konstantynowie. Stalowa konstrukcja zwalonego masztu została sprzedana na złom. Aparatura nadawcza, a zwłaszcza kontenery z nadajnikami firmy Brown Boveri, do 2017 r. były kompletne i wizualnie w dobrym stanie. Przez kilka lat po katastrofie utrzymywano okrojony personel ośrodka, nadajniki konserwowano i załączano kontrolnie wykorzystując tzw. sztuczną antenę.

W latach 2001-2012 obiektem administrował wydział nieruchomości TP S.A. w Płocku. Ze względu na połączenie TP z Orange, od 2012 obiektem administruje Biuro Sprzedaży Nieruchomości Orange Polska S.A. Obiekt chroniony jest jedynie przed dostępem osób postronnych, a jego wartość to 3 650 000 zł (netto). Obiekt wystawiony został na sprzedaż, łącznie z budynkami i z 62-hektarowym terenem, na którym stał najwyższy na świecie maszt radiowy. Nie udało się go sprzedać i niestety dalej niszczeje.

N jak Nida

Gąbin Leży nad rzeką Nidą, którą w dzieciństwie nazywano „smrudką”. Poziom zanieczyszczenia rzeki oddawał charakter stanu rzeki i mimo, że aromat z niej nie unosił się bezpośrednio. Wiele pływających w niej przedmiotów stanowiły odpady.

 

O jak organizacje pozarządowe i Ochotnicza Straż Pożarna

Na terenie miasta i gminy działają różne organizacje tzw. trzeciego sektora. Do znanych mi NGOsów należą:

Towarzystwo Miłośników Ziemi Gąbińskiej – jest to stowarzyszenie działające w Gąbinie od 1975 roku. Towarzystwo organizuje sympozja naukowe, stałe i okresowe wystawy, poświęcone znaczącym wydarzeniom i postaciom historycznym ziemi gąbińskiej. Biorą też czynny udział w organizowanych uroczystościach patriotycznych z okazji świąt narodowych. Działania podejmowane przez TMZG skierowane są do szerokiego grona odbiorców, zwłaszcza do przedstawicieli młodego pokolenia mieszkańców regionu gąbińskiego. Pierwszym Prezesem Zarządu TMZG był śp. Zbigniew Łukaszewski, a obecnie funkcję tę pełni moja ulubiona sąsiadka – Anna Ostrowska, którą serdecznie pozdrawiam. Aż chce się zaśpiewać jak dobrze mieć sąsiada…

Związek Piłsudczyków Oddział Gąbin to organizacja, która prowadzi działalność mającą na celu kultywowanie patriotycznych tradycji wśród mieszkańców Gąbina i okolic. Założony w 1992 roku Oddział Związku Piłsudczyków w Gąbinie jest stowarzyszeniem, które postawiło sobie, jako główne cele: organizowanie działalności patriotycznej wśród młodzieży gminy, opracowanie gminnego planu uroczystości patriotycznych i włączenie do jego realizacji młodzież szkolną oraz organizacje społeczne i polityczne, wspomaganie Towarzystwa Miłośników Ziemi Gąbińskiej w jego działalności. Obecnie prezesem tej organizacji jest Elżbieta Kamińska, a dawniej funkcję tę piastował śp. Zdzisław Nowakowski.

Stowarzyszenie Rodzin Katolickich – działa przy gąbińskiej parafii rzymskokatolickiej. Organizacja prowadzi działalność społeczną, na stałe współpracuje z władzami miasta oraz szkołami, angażuje się w pracę charytatywną na rzecz mieszkańców potrzebujących różnorakiej pomocy.

Fundacja Aktywni Razem

Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania AKTYWNI RAZEM zostało utworzone w 2014 roku, a w roku kolejnym wpisane zostało do KRS-u. Celami Stowarzyszenia są szerokie działania na rzecz zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich i małych miast objętych działaniem Stowarzyszenia oraz poprawa ich konkurencyjności jako miejsca zamieszkania i prowadzenia działalności gospodarczej, a także aktywizacja oraz inicjowanie współdziałania lokalnych środowisk.

Ochotnicza Straż Pożarna

W 1898 roku powstaje w Gąbinie Ochotnicza Straż Pożarna, która prężnie działa do dziś – rozbudowując się i modernizując sprzęt, którym ratuje ludziom życie. Warto też dodać, że w mieście działa również Orkiestra strażacka Ochotniczej Straży Pożarnej, która aktywnie włącza się w wydarzenia o charakterze państwowym i kościelnym.

P jak pożegnanie lata

Kolejną imprezą, która cieszy się olbrzymim zainteresowaniem mieszkańców oraz gości jest „Pożegnanie lata”. Organizowana cyklicznie we wrześniu stanowi zakończenie imprez wakacyjnych organizowanych przez Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. Jest to kolejna doskonała okazją dla prezentacji zespołów muzycznych i tanecznych szkół podstawowych i gimnazjalnych regionu gąbińskiego. Podczas imprezy prezentują się również uczniowie i zespoły Szkoły Muzycznej oraz zespoły taneczne MGOK, czyli takie małe déjà vu z poprzednich imprez. Ważnym elementem wydarzenia są stoiska handlowe i dodatkowo wystawy, prezentujące dorobek artystyczny miejscowych twórców i zaproszonych gości. Zainteresowaniem cieszą się także kiermasze, stoiska handlowe i gastronomiczne. Podczas „Pożegnania Lata” prezentują się również znane i mniej znane zespoły, a ich koncerty gromadzą liczną widownię. Prezentowane tu są różne gatunki muzyczne – dla mieszkańców wystąpili tu m.in. Enej, Turnioki, Stonehenge, Dimitris Zorbas, Bolero, Marimba Trio Band, The Postman, Abba-Mia, Konwój, Sunflowers, Papa D. Moim zdaniem jest to ciekawa oferta i okazja do zapoznania się z żywą muzyką graną często na tradycyjnych oryginalnych instrumentach.

R jak rolnictwo

Miasto i gmina dysponują atrakcyjnymi terenami, które mają bardzo dobre warunki dla rozwoju rolnictwa. Użytki rolne stanowią tu ponad 60% terenów, a użytki leśne to około 20% gruntów. Można więc spokojnie cieszyć tu oko zielenią, co moim zdaniem czyni tereny gminy Gąbin unikatowymi. Osobiście uwielbiam te miejsca, gdzie rosną wierzby mazowieckie, tak charakterystyczne właśnie dla Mazowsza.

S jak siłownia na powietrzu

Wybudowanie plenerowych siłowni na powietrzu dofinansowano ze środków UE. W Gąbinie siłownie powstały w dwóch lokalizacjach. Jedna znajduje się na działce przyległej do dworca autobusowego przy ul. Topolowej, druga w parku miejskim przy ul. Wojska Polskiego. Należy wspomnieć, że wszystkie siłownie zostały ogrodzone i są monitorowane. Zainstalowano również system oświetlenia hybrydowego wykorzystujący energię odnawialną – słoneczno-wiatrową, by można było ćwiczyć również w nocy. Sam pomysł wg mnie bardzo trafiony i można pogratulować autorom realizacji tego projektu.

T jak turystyka

Gmina Gąbin posiada doskonałe warunki naturalne oraz infrastrukturę dla rozwoju turystyki i rekreacji. Obok siebie występują duże kompleksy leśne i to w bezpośrednim sąsiedztwie jezior (w tym największego na Mazowszu Jeziora Zdworskiego o pow. 352 ha), a także dolina Wisły z rezerwatami przyrody.

Rozwojowi turystyki i rekreacji może sprzyjać również obecność działających na terenie gminy firm branży gastronomicznej i hotelarskiej. Coraz bardziej popularna staje się także agroturystyka, głównie na terenach budownictwa letniskowego. Turystów przyciągają również przepiękne tereny pomiędzy Wisłą a otuliną Gostynińsko – Włocławskiego Parku Krajobrazowego, bogactwo kulturowe,  zabytki, stare osadnictwo, a także coraz liczniejsze ścieżki i szlaki rowerowe.

U jak Unia Czermno

Na terenie gminy Gąbin działa klub piłkarski LKS „Unia” Czermno, w którym występują zawodnicy z Czermna i okolicznych miejscowości.  Drużyna „Unii” Czermno to przykład ludzi dla których sport i pasja to sposób na walkę o sukces…. walkę nie tylko na boisku. Nie należy też zapomnieć o drużynie Błękitnych Gąbin. Klub założono w Gąbinie w 1949 roku więc w tym roku obchodzi 70-lecie swego istnienia.

V jak volksdeutsche

Prześladowanie i zagłada ludności żydowskiej w Gąbinie, o której wspomnę na koniec,  wiąże się też z pojęciem „volksdeutsche”, czyli określeniem stosowanym wobec osób pochodzenia niemieckiego, zamieszkujących poza granicami Niemiec. Określenie „folksdojcz” bo tak też określano te osoby, budzi dziś jak najgorsze skojarzenia. Staje się ono synonimem dla konformistów i sprzedawczyków. Warto wiedzieć z czego to wynikało – w okresie okupacji hitlerowskiej: osoba znajdująca się na liście ludzi pochodzenia niemieckiego (często rzekomego), na której obecność gwarantowała wiele przywilejów w stosunku do pozostałej ludności polskiej, nie o samą zazdrość tu jednak chodzi. Volksdeutche mieszkali również w Gąbinie. Jak wyczytamy w jednym z artykułów śp. Pana Jana Borysiaka, który był m.in. kronikarzem dziejów Gąbina, nauczycielem i wiceprezesem zarządu Związku Piłsudczyków – wspomina on o nich w „Echo Gąbina” (6/2001):

W słoneczną, ciepłą niedzielę 15 czerwca już kilka minut przed 8.00 hitlerowcy rekrutujący się spośród miejscowych Volksdeutschów w mundurach SS, NSDAP, a nawet strażackich, wypędzali z domów wszystkich Polaków, nie szczędząc kobiet, starców a nawet lżej chorych. O godzinie 9.00 po pięciu powiązanych sznurem za ręce, aby któryś nie uciekł, wyprowadzili bocznymi drzwiami z kościoła. W tłumie Polaków słychać było płacz i przejmujące łkanie. W tym czasie z „Remizy” dobiegały skoczne melodie. Podobno Niemcy do grania ich przymusili orkiestrę. Wtem na podstawiony stolik wszedł jakiś wyższy rangą członek SS, który po niemiecku, a potem po polsku odczytał wyrok śmierci na 10 Polaków w Gąbinie i 10 w Gostyninie za zamordowanie Niemca. Wyprowadzono z kościoła resztę uwięzionych i ustawiono nieopodal w dwa rzędy. Wkrótce potem mundurowi pchnęli dziewięciu skazańców ku ścianie śmierci. Padła komenda Feuer. Gruchnęła salwa. Po salwie zaległa cisza przerywana pojedynczymi strzałami z pistoletu. To dowódca kolumny egzekucyjnej dobijał tych, którzy dawali jeszcze znaki życia. Pod ścianą śmierci leżało z roztrzaskanymi głowami 9 Polaków. Byli to:

Franciszek Płażewski – szewc z Gąbina,
Jan Potomski – robotnik z Gąbina,
Władysław Poliński – piekarz z Gąbina,
Wacław Strzelecki – szewc z Gąbina,
Józef Stachowski – sklepikarz z Topólna,
Stanisław Korpowski – kupiec z Gąbina,
Władysław Kowalik – rolnik z Guzewa,
Władysław Maciejewski – lekarz z Sannik,
Jan Skonieczny – rolnik z Sannik.

Do listy tej trzeba dodać zamordowanego podczas ucieczki Jana Kurpiasa – rolnika z Gór. Rozstrzelani przeleżeli cały dzień na bruku wąskiej uliczki Kościelnej. Wieczorem kazali Niemcy Żydom przenieść ich do jednego z garaży „Remizy”. W nocy zaś między godziną 22.00, a 23.00 platformą otoczoną przez policję i SS wywieźli zwłoki na drogę leśną prowadzącą do Grabia, gdzie w dwóch dołach, po 5 w każdym kazali Żydom ich zakopać. Udeptali i wyrównali ziemię, przejechali po niej wozem aby wyżłobić koleinę dla przejeżdżających tą drogą. W poniedziałek 16 czerwca o godzinie 16.00 przyjechała wysoka ciężarówka służąca do przewozu bydła. Na nią załadowali więźniów z kościoła. Od strony szoferki siedzieli z bronią gotową do strzału policjanci. Gdy ciężarówka ruszyła, podążył za nią wojskowy odkryty samochód z wymierzonym w jadących karabinem maszynowym. Wywieziono ich do Gostynina, skąd zabrano tamtejszych więźniów, a .stamtąd odtransportowano do Inowrocławia, skąd nie wszyscy powrócili. ”

Wydarzenia, te stały się dla Niemców pretekstem do egzekucji w dniu 15.06.1941 roku, z uwagi na zabicie niemieckiego żandarma z Ciechomic. Dziś dla uczczenia dawnej tragedii obok murów kościoła rzymskokatolickiego stoi pomnik ku czci ofiar hitleryzmu. Powyższy opis pozwala zrozumieć, skąd te negatywne emocje względem volksdojczów i pejoratywność, która trwa nie tylko w mieszkańcach Gąbina po dzień dzisiejszy.

W jak wielka powódź

W maju i czerwcu 2010 roku przez gminę Gąbin przeszył dwie fale powodziowe. Wisła niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze. Takie momenty uczą respektu względem żywiołów i pokazują jak istotna jest polityka krajowa w zakresie gospodarowania rzekami, a w tym konkretnym przypadku Wisłą. Nie była to jedyna powódź w historii naszej gminy. Wcześniej Wisła zalewała jej tereny m.in. w 1982 roku.

Z jak znani ludzie z Gąbina

Poniżej lista znanych osób związanych lub urodzonych w Gąbinie, naturalnie nie jest to katalog zamknięty, ale subiektywny:

Felicjan Sławoj Składkowski – ostatni premier II Rzeczypospolitej

Tadeusz Penkala – krystalograf i mineralog

Rajzla Żychlińska – poetka żydowskiego pochodzenia

Adam Struzik – polski polityk i samorządowiec, lekarz i obecnie marszałek województwa mazowieckiego

Michał Pietrzak – prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Mirosława Jastrzębska – polska uczona, etnograf

Abraham Gombiner – żydowski filozof, cadyk, asystent rabina kalijskiego

Wojciech Jasiński – polski polityk, prawnik

Beata Matuszewska – wokalistka zespołu Bayer Full

Alojzy Balcerzak – polski malarz , grafik

Bolesław Kowalski – chemik, profesor, Wydział Nauk o Żywności, SGGW

Ż jak Żydzi w Gąbinie

Na koniec wpisu odrobinę uwagi chcę poświęcić Żydom, którzy byli ważną częścią miasta. Smutnym jest fakt, że w 1942 roku ponad 2000 Żydów – mieszkańców Gąbina wywieziono do Chełmna nad Renem, gdzie zostali zagazowani i spaleni. Nie, każdy dziś wie, że w końcu XV w. Gąbin był jednym z 10 mazowieckich miast, w których istniały gminy żydowskie. Oficjalny przywilej zezwalający Żydom na osiedlanie się w Gąbinie wydał w 1578 roku sam Stefan Batory, goszczący wówczas w lasach gąbińskich na polowaniu. Okazją do transakcji handlowych o charakterze regionalnym były odbywające się w Gąbinie jarmarki, w których nie małe znaczenie miała społeczność żydowska (teraz widzicie skąd tradycja i dobry powrót do jarmarku, który co prawda ma inny wymiar, ale w pewnym aspekcie powraca do pewnych tradycji miasta).

Wraz z ponownym ożywieniem miasta w początkach XVIII wieku, nastąpił też rozwój lokalnej społeczności żydowskiej. Jednak Żydzi mogli zamieszkiwać tylko w wydzielonej części miasta. Gmina żydowska w Gąbinie powstała w początkach XVIII wieku. Już w 1710 roku wzniesiono drewnianą synagogę. W 1914 roku grupa żydowskich intelektualistów założyła bibliotekę wraz z czytelnią. W 1917 r. podczas wyborów samorządowych żydowscy kandydaci zdobyli dwanaście z osiemnastu mandatów. Wróćmy do samej bożnicy – przetrwała ostrzał i bombardowanie podczas kampanii wrześniowej. Została jednak podpalona w dniu 21 września 1939 roku i wówczas spłonęła.

W okresie międzywojennym Żydzi posiadali sklepy i stragany, gdzie sprzedawali odzież, skóry, buty i płody rolne. W latach trzydziestych XX wieku narastające w Polsce nastroje antysemickie dały się odczuć także w Gąbinie. W myśl hasła „Nie kupuj u Żyda”, bojkotowano żydowskie sklepy i zakłady rzemieślnicze. Represje narastały z dnia na dzień. Głośnym echem odbił się mord na żydowskiej nastolatce. Zatrzymana w nocy przez niemieckiego żołnierza, została zgwałcona i następnie w okrutny sposób zamordowana. To tylko jeden z wielu przypadków W pierwszych miesiącach 1941 roku gąbińscy Żydzi zostali deportowani do obozów pracy, między innymi w Koninie. Dla wielu z nich był to jedynie etap w ostatniej podróży do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Tym smutnym akcentem zakończę podróż po Gąbinie – mieście dla mnie wyjątkowym. Mieście, gdzie przez 18 lat czas płynął jakby wolniej. Gdzie spędziłem beztroskie dzieciństwo, gdzie wszedłem w okres dojrzewania i zrobiłem swój pierwszy krok w dorosłość. Dziś chcę podziękować najbliższym, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom i napisać, że miło było Was spotkać na swojej drodze. Co złego to nie ja i do zobaczenia w Gąbinie.

#rafalbil  #fotografia #travel #gabin #polska

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Strachy Daniela Rycharskiego

Czy jest czego się bać gdy udacie się na wystawę STRACHY Daniela Rycharskiego do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie? To właśnie tu do 22.04.2019 roku prezentowana jest indywidualna wystawa tego artysty. Twórca ten działa na styku kilku aspektów życia, co bezpośrednio przenosi w swoją twórczość. Łączy w swym wyrażaniu elementy styku wsi, kultury queer i religii. Co jest efektem  tej ekspresji najlepiej zobaczcie sami – dziś zabieram Was na małe ABC do świata sztuki nowoczesnej.

 

A jak architektura

Na początek słów kilka o samym Muzeum nad Wisłą – jego budynek to prosta architektoniczna bryła położona na Powiślu. Tuż obok znajduje się Centrum Nauki Kopernik i Biblioteka Uniwersytecka Uniwersytetu Warszawskiego. Fasada tego Muzeum, zgodnie z wolą architekta Adolfa Krischanitza, pokryta jest kompozycją malarską. Wykonał ją artysta Sławomir Pawszak. W samym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, oprócz sali wystawowej, znajdują się kawiarnia, księgarnia oraz niewielkie centrum edukacyjne. Zatem wchodzę do środka, wpłacam symboliczne 5 zł za zwiedzanie wystawy. Zaraz zobaczymy co czeka tym razem za drzwiami tego budynku – zapraszam.

B jak bać się czy nie?

Wcześniej słychać było w przestrzeni publicznej dużo sprzecznych opinii na temat ekspozycji tego artysty. Jedni oceniali je jako lewackie i antyreligijne, inni wręcz odwrotnie – dopatrywali się w nich osobistych opowieści autora o jego rozumieniu religii i nadawali im wymiar duchowy. Bez wątpienia wystawa ta jest swoistą relacją z wielu lat twórczości artysty. Zapewne jest też zbiorem Jego doświadczeń i wyrażeniem intymnych emocji czerpanych z kultury popularnej, swoistego rodzaju aktywizmu oraz działań animacyjnych autora.

Warto starać się tę wystawę obejrzeć w samotności, gdy nie ma tłumów, by mieć chwilę ciszy dla wypracowania własnej interpretacji. Dlaczego tak uważam, gdyż wtedy przynajmniej mi, łatwiej jest skupić myśli na tym co istotne w niej samej dla mnie osobiście. Prościej jest wówczas też podjąć próbę jej zrozumienia i odszukania własnej interpretacji, gdy uwagi od głównego tematu nie odciągają inni zwiedzający. W mojej ocenie ważne jest by znaleźć tu osobiste sposoby odczytania i odczuwania tej wystawy i wykreowania własnej opinii na jej temat. Wystawa niewątpliwie wzbudzać może różne emocje, zarzuca się jej kontrowersyjny przekaz. To m.in. dlatego najlepiej zobaczyć ją na własne oczy.

Gdy zapytacie czy ja się obawiałem, odpowiem – sztuki nie należy się bać. Sama wystawa w mojej ocenie skłania do przemyśleń dotyczących tożsamości oraz granic przynależenia do wspólnoty wiary. Pozwala też wrócić do dyskusji na tematy tabu w sztuce, ale i w życiu. Wiele osób w mojej ocenie może też zaraz po wejściu na wystawę szybko się zszokować widokiem krzyża z grobu z cmentarza stojącego na łóżku, dla niektórych może być to przesada w wyrażaniu ekspresji i własnych emocji.  Dla mnie zdecydowanie nie, należy tylko wiedzieć, że ekspozycja ta ma symbolizować mroczny aspekt życia na wsi. Autor nawiązuje w niej do przytłaczającej samotności, która jest jedną z wielu obaw Jego samego. Czy instalacja ta szokuje? Zdecydowanie tak, czy gorszy bardziej niż samotność, tego nie wiem.

Moją uwagę od razu zwróciła też wykonana ze stali tarcza na której umieszczono cytat księdza Józefa Tischnera odnoszący się wprost do konieczności bycia sobą w obliczu spraw ostatecznych. To kolejna z prac przypominająca o wiejskim pochodzeniu artysty i nawiązaniu do kwestii religijnych.

Tuż obok łóżka spotkamy kolejny krzyż, generalnie trzeba przyznać, krzyży na tej wystawie nie brakuje. Czy krzyża obawia się sam Rychalski? Tego też nie wiem, ale warto byłoby Go kiedyś o to zapytać. Jest więc sporo pytań, które dziś pozostaną bez odpowiedzi. Jedno jest pewne, to właśnie z drzewa, na którym powiesiła się homoseksualna para. Daniel osobiście wystrugał krzyż i ubogacił w piękne zdobienia, a następnie poszedł z nim pod Pałac Prezydencki. Dziś ten sam krzyż stoi i rzuca cień w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Osoby homoseksualne, które noszą swój krzyż to pewna symbolika, która staje się mianownikiem całości wystawy i powraca też w wielu wymiarach twórczości artysty.

Idąc dalej zobaczymy wiszącą zaraz przy wejściu tablicę, na której znajduje się cytat z Katechizmu Kościoła Katolickiego o osobach homoseksualnych: „Powinno je się traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”. Kilka lat temu artysta ten stanął z tablicą pod kościołem dominikanów na ulicy Freta na warszawskim Nowym Mieście, z którego był przeganiany przez przechodniów i samych zakonników. Co miał  na celu artysta – czy chodziło o pokazanie problemu dialogu w tym kontrowersyjnym temacie? Być może chciał pokazać, że osoby homoseksualne nie są akceptowane w Kościele.

Kiedy udamy się dalej w głąb Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przekonamy się, że motywy religijne są niemalże głównym, choć nie jedynym motywem wystawy. Tym razem trafiam na ekspozycję kilku sztuk różańców. Na pierwszy rzut oka nic zaskakującego, dopiero, gdy przyjrzymy się bliżej zauważyć można, że część z nich zawiera w swojej strukturze nie paciorki, a leki antydepresyjne, część jak się dowiedzieć można z opisu, powstała ze szlachetnych żywic zmieszanych z krwią (osób wierzących i homoseksualnych). Tu znów powraca temat otwartości Kościoła i związanych z tym problemów osób nieheteronormatywnych. Silna chęć przynależności do tej wspólnoty i odrzucenie powraca po raz kolejny w ekspresji autora.

Idę dalej, podnoszę lekko głowę i widzę patrona spraw beznadziejnych z twarzą Rycharskiego, który pociesza: „Nie trwóżcie się! W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele”. Artysta zapisał się do rolniczego związku zawodowego. Uszył dla niego oficjalny sztandar. Przedstawia on postać płonącego mężczyzny trzymającego w dłoni krzyż. Na płótnie nawiązał do zmarłego Andrzeja Filipiaka, który podpalił się przed Kancelarią Premiera w 2013 roku. Sztandar nawiązuje też do tematu wsi, który jest kolejnym istotnym elementem twórczości Rycharskiego.

Spaceruję dalej i widzę uszyty z katolickich szat liturgicznych strój przypominający kostiumy Ku Klux Klanu. Artysta nie porzuca więc chrześcijańskich inspiracji i łączy je w kontrowersyjny sposób. Ta forma buntu względem duchownych Kościoła jest mocnym wyrazem sprzeciwu artysty. Być może nawiązuje w ten sposób do kwestii nietolerancji i powracającego znów braku akceptacji lub ma ku temu inne osobiste powody. Szaty liturgiczne, jak się okazało, pozyskane zostały od osób duchownych, w tym tych, które odeszły z instytucji Kościoła. Czy w ten sposób autor chce uwikłać duchowieństwo w przemoc i wspieranie w Polsce zachowań sprzecznych z ideą miłosierdzia? Co skrywa się pod tą szatą? Myślę, że i o to warto zapytać samego autora.

Pokrywy są kolejnym obiektem w twórczości Rycharskiego, który napotykam na swojej drodze. Kolejny projekt obraca się wokół tematu wykluczenia i nietolerancji, który jest tematem do dyskusji. Sam dyskurs ma mieć swój punkt wyjścia za pośrednictwem włazu, które stają się bramą do ukrytych lęków czy problemów autora.

Witraż z  superbohaterem niczym z komiksu Marvela, gurującego nad nazistami i jest to kolejny szokujący element wystawy. Zderzone zostały tu ze sobą intensywne kolory i kontrowersyjne symbole w celu skupienia uwagi i komunikacji z widzem. Nawiązanie do walki z totalitaryzmami w rysunkowej formie i wplecione w nią cytaty, nie pozawalają finalnie przejść obok niego obojętnie, szczególnie, że odnoszą się do istoty wiary i posiadają specyficzne poczucia humoru.

Kolejna ekspozycja to brama upamiętniająca wyzwolenie chłopów. Wpisuje się ona w krajobraz wsi i folkloru o czym świadczą m.in. żywe barwy. Naturalnie można je określić jako tęczowe kolory, ale to już jak kwestia indywidualnej interpretacji. Zdecydowanie bardziej intrygujące jest to, co znajdziemy po jej przekroczeniu, ale o to zostawiłem specjalnie na koniec.

Tuż za bramą zobaczyć można  tytułowe STRACHY, czyli poubierane w odzież od osób LGBT stroje na różnokolorowych i różnorodnych krzyżach. Docelowo miały stanąć one na polach Kurówka, jako strachy na dziki. Wieś ta, to rodzinne strony autora wystawy i to tam twórca stara uczyć się sąsiadów tolerancji i zrozumienia względem mniejszości seksualnych, a do tego celu używa narzędzia jakim jest sztuka.

C jak całość

Czas na podsumowanie całości. Na początek kilka uwag natury technicznej. Pamiętajcie, że sztuki nowoczesnej nie należy się bać, podobnie jak i kontrowersyjnych tematów czy łączenia kwestii, które na pierwszy rzut oka wydają się nie do pogodzenia. Danielowi się to w pewnym stopniu udaje, jest w  tym autentyczny i tego nie należy mu odmówić. To m.in. dlatego warto poznać bliżej Jego twórczość, bo nie należy oceniać książki po samej okładce,  a nawet nad trudną, ciekawą, kontrowersyjną lub nudną lekturą warto się chwilę zastanowić i pomyśleć co autor chce nam tak naprawdę przez swą twórczość przekazać, bo być może jest tam głębsza i ciekawsza treść niż ta, którą wiele osób zobaczy na pierwszy rzut oka. No więc właśnie, jest spore ryzyko, że pierwsze wrażenie po wejściu na wystawę, określiłbym słowem skromna i nie chodzi mi tylko o treść, a o formę. Na spory budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej znalazło się tu tylko kilkanaście prac Daniela.

Po zobaczeniu całości zmieniam zdanie na temat skromności tej przestrzeni wystawienniczej. Zatrzymywałem się przy kolejnych elementach wystawy, poznając ich historię wystawa nabiera nieco innego wymiaru, staje się bardziej spójna i zrozumiała. Dzięki temu łatwiej jest mi pojąć o co chodzi autorowi, w którym kierunku zmierza, zastanawiam się tylko, czy na twórczość autora nie miały wpływu różne stany depresyjne, gdyż sama wystawa nie należy i chyba nie miała należeć do tych, z których wychodzi się z uśmiechem na twarzy. Odrzucenie, brak akceptacji, samotność, przemoc, wykluczenie i w końcu homofobia, ale i aktywizm, czy odmienny światopogląd – to właśnie te elementy niemalże namacalnie tutaj znajdziecie.

Można więc śmiało uznać, że wystawa ta jest osobistym zbiorem doświadczeń i formą wyrażenia Jego własnych emocji i spostrzeżeń, za co już artyście należy się duży plus, bo dla mnie wiarygodność i pewna autentyczność jest bardzo istotna w tworzeniu sztuki. W swoich pracach On sam mierzyć się musi z licznymi społecznymi strachami i uprzedzeniami, to chyba to jest jedną z przyczyn do powstania i finalnego efektu tej właśnie wystawy.

Warto się na koniec zastanowić, czy prowokacyjnych wystaw należy się bać? Czemu ta wystawa ma służyć? Czy w ogóle jest ona prowokacyjna? A może rzeczywistość, w której przyszło żyć i tworzyć Danielowi prowokuje go do takich właśnie działań i zachowań? Myślę, że każdy sam musi odpowiedzieć sobie na te pytania, gdy odwiedzi wystawę w Muzeum nad Wisłą. Warto to uczynić czym prędzej i spróbować ją zrozumieć, a na pewno przynajmniej zobaczyć, by otworzyć umysł na pewną odmienność. Inny punkt widzenia nie musi być groźny. Gdy spytacie mnie czy mi się podobało na tej wystawie? Odpowiem, że ta wystawa nie ma się podobać, tylko ma dać do myślenia i w tej kategorii odpowiem, że to się jej autorowi udało. Czy pokazałem Wam całość wystawy? Celowo nie i to tylko dlatego, by zachęcić Was do zobaczenia tego co jeszcze zostało niedopowiedziane.

Dla wielu wystawa ta będzie pełna sprzeczności, ale wg mnie skrywa w sobie wiele spójnych elementów, wystarczy poświęcić jej czas, otworzyć umysł, odpowiednio ją zinterpretować i postarać się zrozumieć. Warto ją też odnieść do kontekstu kulturowego i doświadczeń samego twórcy, wszystko to zdecydowanie pomoże w jej interpretacji. Nie brakuje tu elementów poruszających kwestię tożsamości samego autora, ale i współczesnej wsi gdzie tworzy. Czyni to „Strachy” jeszcze bardziej autentycznymi i interesującymi.

#sztukiwizualne #danielrycharski #strachy #muzeumsztukinowoczesnej #warszawa

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Górki Czechowskie w Lublinie

Dziś zabieram Was na spacer na Górki Czechowskie w Lublinie. Za kilka godzin rozpocznie się cisza przed referendum w ich sprawie. O samym referendum i dlaczego głosuję na NIE już pisałem i wpis na ten temat znajdziecie tutaj. Przygotowałem dla Was kilka fotografii z mojego dzisiejszego pleneru. Zobaczycie kontrasty terenów, które zostały celowo podpalone z tymi, które jeszcze należy chronić ze względu na ich unikatowość.

Tereny te stanowią jeden z nielicznych doskonale zachowanych przyrodniczo i krajobrazowo skrawków Wyżyny Lubelskiej z wąwozami i wierzchowinami. To jedno z dwóch niepowtarzalnych tego typu miejsc w kraju. Drugim z nich jest trójmiejski Pomorski Park Krajobrazowy. Żadne inne miasta w Polsce nie posiadają tak naturalnego i rozległego terenu zielonego blisko swoich centrów.

Górki Czechowskie w nienaruszonym stanie mogłyby być dla przyszłych pokoleń unikalnym walorem w skali kraju i Europy. Mogą być powodem do dumy dla mieszkańców Lublina. Na pewno tak się nie stanie, jeżeli zostaną zamienione w blokowiska, bo przecież tak naprawdę o tym rozstrzygniemy w niedzielnym referendum. Zachęcam Was do obejrzenia z uwagą moich fotografii, gdyż niebawem te tereny mogą zostać ogrodzone, a na niedzielę życzę rozsądnego wyboru i determinacji w pójściu na referendum.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#NIEwreferendum #NIEdlazabudowy #GorkiCzechowskie

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna | Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Poznaj Lublin od A do Z

 

Dziś wybieram się z Wami w emocjonalną podróż, zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe, dlaczego – gdyż zabieram Was do miasta w którym spędziłem prawie połowę swojego życia. Postanowiłem wyeksplorować najciekawsze atrakcje oraz najskrytsze zakamarki Lublina, by udowodnić nie tylko Wam, ale i przede wszystkim sobie, że często cudze chwalicie, a swego nie znacie. Jesteście gotowi na  kolejną wirtualną podróż po wyjątkowym mieście, tym razem mieście  inspiracji? Tradycyjnie omówię co warto zobaczyć w Lublinie tak od A do Z. Nietradycyjnie natomiast postaram się Wam przybliżyć też kim jest brejdaczka, czym jest przejazdówka na której można się kajtnąć po mieście lub jak należy się rozbuwać z ciap lub co trzeba nadusić, gdy chce się gdzieś zadzwonić, bo jeśli to czytacie i nie wiecie o czym mowa to pewnie nie wiele wiecie o Lublinie. Te charakterystyczne zwroty dla  lubelszczyzny współtworzą pewną wyjątkowość tego regionu. Przybliżę Wam choć trochę tej wschodniej wrażliwości, która jest zdecydowanie odmienna niż w innych regionach kraju. Oczywiście wszystko to niezmiennie subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Gotowi poznać kolory, smaki i zapachy Lublina? Zapraszam zatem na spacer po wielokulturowym mieście o niezwykłym kolorycie w którym spotyka się wschód z zachodem. Pamiętajcie, że Lublin choć jest największym miastem na wschód od Wisły diametralnie różni się od innych wielkich miast w Polsce. Dziś poznacie jego kontrasty. Zabieram Was do miasta piłki ręcznej, słynnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Bajmu czy Budki Suflera, piwa Perły oraz miasta w którym mój dziadek był jako młody chłopiec więziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku. To tylko dlatego, że z niego uciekł dziś mogę Wam zdać relację, o tym co warto zobaczyć w Lublinie. Czas odkryć przed Wami magię Koziego Grodu – niech mapa tego wpisu będzie podpowiedzią, co warto tu zobaczyć. Specjalnie dla Was zebrałem crème de la crème atrakcji Lublina, który liczy ponad 700 lat.

 A jak Aqua Lublin i Archikatedra Lubelska

Miałem duży dylemat od czego rozpocząć i co zarekomendować na literę A i finalnie rywalizację wygrała Archikatedra Lubelska. Jest ona prawdziwą ucztą dla oka dla lubiących barokową architekturę. Kościół jest jednym z najstarszych barokowych obiektów, nie znajdujących się na terenie Włoch. Wybudowany został w latach 1586-1604. Warto jest wejść do środka aby przyjrzeć się bliżej iluzjonistycznym polichromiom oraz wspaniałemu wnętrzu świątyni. W prezbiterium znajduje się XVII w. ołtarz wykonany z czarnej gruszki libańskiej, obecnie w swoim oryginalnym hebanowym kolorze, znajdują się w nim złote rzeźby świętych. W ołtarzu bocznym przy lewej nawie wisi obraz Matki Boskiej Płaczącej. Mówi się, że 3 lipca 1949 obraz płakał krwawymi łzami, które zostały zebrane i umieszczone w jednym z kamieni w koronie Maryi. Faktem jednak jest, że ówczesne władze PRLu zareagowały niezwykle drastycznie. Lublin został odcięty od reszty kraju (m.in. zawieszono połączenia PKS), a biorących udział w nabożeństwach stawiano przed sądem i zamykano w więzieniach. Mimo szykan i przeciwności wiara w cud wśród wielu przetrwała do dziś. Wróćmy jednak do zwiedzania samej katedry – będąc już wewnątrz warto udać się także do zakrystii akustycznej. Wykorzystano w niej został efekt świadomego doboru kształtu krzywizny sklepienia, gdzie głosy odbijające się z jednego naroża trafiają do drugiego. Pozwala to porozmawiać ze sobą osobom znajdującym się po drugiej stronie pomieszczenia. Otwarte dla zwiedzających są także krypty. Znajdują się tam zmarli biskupi lubelscy. Można oglądać ich ubrania, portrety nagrobne, przedmioty, z którymi chowani byli zmarli, tą część zwiedzania zdecydowanie można pominąć, ale wychodząc z katedry rzućcie koniecznie okiem na kopię całunu turyńskiego, którą zobaczycie zaraz przy wyjściu.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym pominął Aqua Lublin, w której miałem przyjemność przez ostatnie prawie dwa i pół roku pracować. Czuję się więc zobowiązany napisać wszystkim przyjezdnym do Lublina, że warto wybrać się chociażby na sauny czy baseny, właśnie do Aqua Lublin. Jest to największy obiekt pływacki z jedynym basenem olimpijskim w Lublinie. Dokładnie 10 torów o 50-metrowej długości może robić wrażenie. Jednakże Aqua Lublin to nie tylko baseny, zjeżdżalnie czy strefy rekreacji z jacuzzi. Aqua to też, siłownia, lodowisko i właśnie profesjonalne saunarium, gdzie można wypocząć i zregenerować siły na dalsze zwiedzanie. W tej części obiektu przestrzega się kultury saunowania, za co chylić czoła należy tym, którzy o to zadbali już od samego początku istnienia Aqua i nie piszę tego tylko ze względu na fakt, że pracą właśnie tej części obiektu koordynowałem ostatnimi czasy, ale z szacunku dla takich osób jak Dorota czy Agnieszka, które serdecznie pozdrawiam.  Chcę dziś uczciwie polecić główną atrakcję tej strefy, jaką są tzw. aufgussy, czyli ceremonie naparzania, określane również jako rytuały saunowe. Ważne jest by prowadzone były przez doświadczonego saunamistrza, co podnosi prestiż i poziom tego aromaterapeutycznego widowiska i daje odbiorcom przyjemne betaendorfiny. Weźcie jednak pod uwagę, że jestem uzależniony od saun i mogę być nieobiektywny. Warto w tym miejscu dodać, że w samym obiekcie jest tu też miejsce, w którym można smacznie zjeść i napić się aromatycznej kawy. Mamy więc w jednym budynku zarówno coś dla ciała jak i dla ducha. Obiekt jest kierowany przez WIELKIEGO OLIMPIJCZYKA (i nie chodzi mi tu o wzrost), więc mocno wierzę, że obiekt jest w dobrych rękach, Szefie, jeżeli to kiedyś przeczytasz – pozdrawiam Cię serdecznie.

B jak bramy Krakowska i Grodzka

Po wyjściu z basenów i saun warto udać się od razu na spacer od Bramy Grodzkiej do Bramy Krakowskiej, wg mnie jest to obowiązkowy punkt zwiedzania, gdy przyjedziecie na „dziki wschód”. Brama Grodzka stanowiła kiedyś przejście w miejskich murach obronnych, łącząc lub jak niektórzy mawiają dzieląc część chrześcijańską od żydowskiej i właśnie z tego względu często nazywana jest Bramą Żydowską. Brama Krakowska jest pozostałością po XIV-wiecznych murach obronnych prowadzących do średniowiecznego Lublina.  Współcześnie we wnętrzu Bramy zorganizowano Muzeum Historii Miasta Lublina. Wg mnie jest to jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Lublina. Swoją nazwę zawdzięcza szlakowi handlowemu prowadzącemu z Krakowa do Wilna. Jeśli, chcecie zobaczyć je obie musicie udać się na krótki spacer po starym mieście. Niewiele osób wie, że Brama Krakowska nazywana jest zawsze Bramą Wyższą. Idąc starym miastem bez względu na kierunek od której bramy rozpoczynamy spacer, podziwiać możemy liczne odrestaurowane kamienice, czy też możemy wstąpić do jednego z wielu pubów, kawiarni czy restauracji, ale o tym, gdzie warto zjeść będzie nieco później.

C jak cebularz zjedzony w Centrum Kultury

Po spacerze, przyszedł czas na małą przekąskę, którą zakupicie na starym mieście. Symbolem tradycyjnej lubelskiej kuchni jest m.in. cebularz, który wywodzi się jeszcze z kuchni żydowskiej. Czym jest cebularz – to pszenny placek, o zróżnicowanej średnicy od około 15 cm lub więcej, ale zawsze pokryty jest pokrojoną w kostkę cebulą wymieszaną z makiem. Tani w produkcji, stał się swoistym symbolem kuchni tego regionu.  Jeśli spytacie jak smakuje, odpowiem wyjątkowo, a jeszcze bardziej unikatowo pachnie, szczególnie gdy podróżujesz w MPK, czyli komunikacji miejskiej i obok Ciebie zajada się nim grupa studentów. Ten intensywny choć efemeryczny aromat maku i cebuli nakazuje mi go polecić jako obowiązkowy element lokalnej kuchni. Teraz pójdę o krok dalej, jeśli zdarzy się tak, że cebularz Wam posmakuje, możecie udać się do Regionalnego Muzeum Cebularza, by zobaczyć jak krok po krok powstaje ten cebulowy wypiek. Ciekawym doświadczeniem i zabawą, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci jest to, że można też przygotować go tam od podstaw i to własnoręcznie. Pamiętajcie, że nie warto jest mówić lublinianom, iż cebularz jest niedobry, gdyż dla wielu, jest tak ważny, jak oscypek dla górali. Jeśli nie lubicie cebuli wybierzcie się na ciepłe pączki do starej pączkarni, którą znajdziecie na Starym Mieście, duży wybór ciekawych nadzień, spowoduje, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Możecie wybrać się również na lubelski specjał tzw. kozi róg lub na lody do fantastycznych lodziarni, w okolicy samego starego miasta są minimum 3 trzy godne polecenia.

Chwilę pojedliśmy, zatem zwiedzamy dalej. Teraz idziemy na spacer w stronę Centrum Kultury – zwiedzanie tego zabytkowego kompleksu, który pierwotnie stanowił klasztor sióstr Wizytek jest całkiem interesujące. Podczas oprowadzania pracownicy Centrum Kultury opowiadają o historii miejsca, jego zmiennych losach, ale i o instytucjach działających obecnie w budynku, a także o aktualnie odbywających się i planowanych wydarzeniach. Dzieje się tam sporo ciekawych rzeczy więc zawsze jest szansa, że traficie na coś ciekawego, co przypadnie Wam do gustu, a nawet jeśli nie to w pobliżu budynku jest siłownia na powietrzu na której będziecie mogli sobie poćwiczyć, ewentualnie obok obejrzeć można murale lub dojeść resztę cebularza.

D jak dominikanie

Gdybyście posmakowali w cebularzach i chcieli wrócić na Stare Miasto po kolejne, zajrzyjcie jeszcze do Klasztoru Ojców Dominikanów, by poczuć wyjątkową atmosferę, zamkniętą w XIV wiecznych dominikańskich murach. Kilka uliczek dalej, idąc w stronę wieży Trynitarskiej dojdziecie do kamienia nieszczęścia. Według legendy na tym głazie kat miał ściąć niewinnego człowieka. Od tego momentu kamień przynosił śmierć i zniszczenie. Każdy kto spróbował wmurować go w swój budynek ginął. Podobno niszczycielska rola głazu trwa nadal. Według opowieści miejscowych podczas bombardowań Lublina w 1939 roku najwięcej osób miało zginąć na ulicy Jezuickiej (czyli tam właśnie gdzie leży kamień). Zwiedzającym zaleca się dla pewności nie dotykać głazu.

 E jak Europejski Festiwal Smaku

Lublin ma też kilka fajnych festiwali i to wówczas szczególnie warto wybierać się w te strony Polski. Wg mnie jeden z najsmaczniejszych festiwali na jakich można się znaleźć to Europejski Festiwal Smaku. Inaczej rzecz ujmując jest to gastronomiczna rozkosz podróżowania po różnych kulinarnych zakątkach świata. Europejski Festiwal Smaku, który odbywa się od wielu lat w Lublinie, to dziś jeden z najważniejszych, wielokulturowych festiwali w Polsce. Pokazuje różnorodne oblicza zarówno muzyki, obrazu, słowa, ale przede wszystkim kulinariów. To tu pierwszy raz zakosztowałem starej kurwicy. Dla niewtajemniczonych wyjaśnimy, że jest to regionalna wódka 40%, która pretenduje do nazywania jej „polską whisky”.

Więcej na temat Europejskiego Festiwalu Smaku przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

F jak festiwale  

Poza Europejskim Festiwalem Smaku w Lublinie odbywa się znacznie więcej imprez kulturalnych. Do godnych polecenia należą m.in. Festiwal Kolorów, Festiwal Kody, Lublin Jazz Festival, Festiwal Wschody, Inne Brzmienia, Kontestacje, Carnaval Sztukmistrzów. Moim faworytem zdecydowanie jest ten ostatni. To podczas tego festiwalu przez kilka dni Lublin staje na głowie. Święto sztuki ludycznej i niczym nieskrępowanej zabawy zamienia całe miasto w wielki cyrk pod gołym niebem. Można wtedy przez całe dnie oglądać ulicznych artystów, popisy iluzjonistów, a nawet nauczyć się podstaw niektórych dyscyplin kuglarskich.

carnaval sztukmistrzów Lublin

carnaval sztukmistrzów II (58)

carnaval sztukmistrzów

carnaval sztukmistrzów Lublin 2016

Carnaval Sztukmistrzów (11)

Więcej na temat Carnavalu Sztukmistrzów przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

G jak giełda staroci

W każdą ostatnią niedzielę miesiąca, wielbiciele i kolekcjonerzy starych przedmiotów, powinni znaleźć się w Lublinie, na tzw. giełdzie staroci. Uliczki Starego Miasta i Placu Zamkowego wypełniają się stoiskami z różnymi przedmiotami kolekcjonerskimi, ale i nie tylko. Często na tych giełdach można odkryć różne mniej lub bardziej cenne znaleziska. Ostatnim razem np. widziałem w sprzedaży używane wibratory, które leżące w towarzystwie cennych obrazów i zabytkowych mebli, były dość nietypowym towarem w sprzedaży, ale może niepotrzebnie się czepiam.

H jak  HOMAGIUM – Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia w Lublinie

Zastanawiam się teraz jak od wibratorów nawiązać do HOMAGIUM – Jana Pawła II i Prymasa Tysiąclecia i nie ukrywam, że nie jest to proste. Może zatem wróćmy myślami do Centrum Kultury. Spacerując od tego miejsca w kierunku Ogrodu Saskiego warto wybrać się właśnie na dziedziniec Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, który jest dawnym dziedzińcem  klasztornym. Od 1983 roku znajduje się tam pomnik „Homagium”, który oznacza hołd składany nowemu biskupowi przez duchownych katolickich. Pomnik przedstawia serdeczne powitanie Papieża i Prymasa Wyszyńskiego na pierwszej publicznej audiencji Jana Pawła II i stał się jednym z ważniejszych symboli mojej Alma Mater. W kwietniu i maju dziedziniec ozdabiają przepięknie kwitnące magnolie, zatem niebawem należy wybrać się tam z aparatem.

I jak Icemania

Teraz coś dla fanów łyżwiarstwa. Lodowisko Icemania to sezonowy raj dla fanów jazdy nie tylko figurowej na lodzie. Przy lodowisku działa wypożyczalnia sprzętu, co znacznie ułatwia życie fanom tej dyscypliny sportowej. Wymiary lodowiska to 30 x 60 metrów, dzięki czemu spełnia wszystkie wymogi, by można na nim było rozgrywać mecze  hokeja. Płyta hali lodowej w okresie letnim się teoretycznie nie marnuje, przeznaczona jest na potrzeby Miasteczka Ruchu Drogowego, tzw. Akademia Małego Szofera oraz od niedawna jest tam rollmania gdzie można jeździć na wrotkach jak w amerykańskich filmach. Ja ani latem, ani zimą nie korzystam z tych atrakcji, bo znając życie zaraz połamałbym nogi, ale co odważniejszym polecam.

J jak jarmark jagielloński

jarmark jagielloński logo

Gdy zdejmiecie wrotki i nadarzy się ku temu okazja wybierzcie się na Jarmark Jagieloński. Dawniej jarmarki były organizowane w Lublinie już od XV i XVI wieku. Słynęły w Rzeczypospolitej i Europie jako jedne z najbardziej znanych handlowych wydarzeń międzynarodowych. Obecnie  stały się interesującą cykliczną imprezą turystyczną. W dni, w których się odbywają można zobaczyć i kupić wyjątkowe rękodzieło, wyroby ceramiczne a przy tym warto wybrać się na pokazy lepienia z gliny. Jest to swoisty jarmark rękodzielniczy, w którego programie przygotowano też potańcówki, wystawy, warsztaty, spektakle, koncerty i seanse filmowe. Więcej zdjęć z zeszłorocznego jarmarku jagiellońskiego można zobaczyć klikając tu oraz tutaj, ale szczerze polecam wybrać się na nie osobiście, by przekonać się, że Rafał nie kłamie i że warto w te dni być właśnie w Lublinie.

K jak koziołek, którym można pojechać do kaplicy Świętej Trójcy

L  jak litewski…. Plac litewski

Spacerując po mieście, należy pójść też na Plac Litewski, który powstał w latach 20 XIX wieku, a dość niedawno został zupełnie zmieniony i odrestaurowany. Nawet często mieszkańcy Lublina nie wiedzą, że jego początkowym przeznaczeniem było urządzanie parad wojskowych. Ciekawostką dla lubiących historię jest fakt, że w czasach okupacji Plac Litewski zmienił nazwę na „Adolf Hitler – Platz”, a w 1945 roku powrócono do właściwej nazwy, którą pięć lat później zmieniono na „Plac Józefa Stalina”. Obecnie jest centralnym miejscem Lublina, na którym oprócz uroczystości państwowych odbywają się również różnego rodzaju imprezy, a szczególnie warto wybrać się tu na tzw. pokazy fontann, o których więcej poczytacie tutaj. Podświetlone różnymi kolorami strumienie wody w połączeniu z piękną muzyką dają naprawdę niesamowity efekt. Publiczność niezmiennie zachwyca poziom artystyczny spektakli, w których główną rolę grają dźwięk, światło i woda. Niestety nie każdy dorósł do korzystania w umiejętny sposób z fontanny, jako dobra wspólnego, o czym więcej dowiecie się tutaj. Dla wielu latem fontanna zamienia się już w kąpielisko miejskie, a wieczorami woda mieni się tam różnymi kolorami, nie pytajcie dlaczego.

Na Krakowskim Przedmieściu, obok Placu Litewskiego znajduje się kościół św. Ducha, prawdopodobnie najstarszy budynek przy tej ulicy. Świątynia powstała w 1419 r. i jako niezbyt okazały budynek, dawniej nie zwraca na siebie większej uwagi przechodnia, obecnie odrestaurowana, przykuwa wzrok przechodniów zarówno za dnia jak i w nocy. Warto być świadomym sześćsetletniej historii tego kościoła. Niedaleko znajduje się również piękny budynek hotelu, w którym często nocują zagraniczni turyści.

Ł jak łapa… Czarcia Łapa

W muzeum na zamku lubelskim znajduje się też stół z odciskiem legendarnej czarciej łapy. Przypowieść wyjaśnia, że ślad powstał, gdy w sądzie rozgrywały się losy pewnej kobiety. Znikąd pojawiły się tajemnicze i podejrzanie wyglądające postacie, które orzekły wyrok na korzyść oskarżonej. Wyrok został przypieczętowany, gdy jeden z tajemniczych sędziów oparł się dłonią o stół i zostawił w nim wyraźny odcisk.

M jak Muzea Majdanek i Apteka

Muzeów w Lublinie jest sporo, ja natomiast wybrałem 2 zupełnie różne i mimo, że zestawione na zasadzie kontrastów, to mają kilka wspólnych mianowników, oba są bezpłatne oraz oba zrobiły na mnie ogromne wrażenie, pomimo, że jest w nich zasadnicza różnica. W tym pierwszym dawniej mordowano ludzi, a w tym drugim ratowano ludzkie życia. Zacznijmy może od tego bardziej drastycznego, z którym przez losy mojej rodziny związany jestem bardzo emocjonalnie.

Państwowe Muzeum na Majdanku to najstarsza w Europie instytucja muzealna upamiętniająca ofiary drugiej wojny światowej. Zostało utworzone jesienią 1944 r. na terenie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego, potocznie nazywanego Majdankiem. Na terenie Muzeum obejmującym około 90 ha znajduje się około 70 obiektów historycznych, a sam Majdanek był drugim co do wielkości, po Oświęcimiu, obozem zagłady na ziemiach polskich. Dla mnie szczególne emocjonalne znaczenie mają miejsca bezpośrednio związane z masową eksterminacją ludności: komory gazowe, krematorium, oraz rowy egzekucyjne, w których rozstrzelano około 18 000 Żydów. To te miejsca uczą pokory, uzmysławiają też jak drugi człowiek może być okrutny. Na mnie szczególne wrażenie wywarł barak o numerze 62, w którym zlokalizowana jest multimedialna wystawa „Więźniowie Majdanka”, będąc w muzeum nie pomijajcie tego miejsca. Pamiętać należy, że Majdanek jest niemieckim obozem koncentracyjnym, który powstał w 1941 roku i będąc w Lublinie warto zapoznać się z tą mroczną częścią miasta. Dla mnie każda wizyta w tym miejscu jest bardzo osobista, ale każdy może ją przeżyć na swój własny sposób, wszystko w oparciu o własną wrażliwość i podejście do tego trudnego tematu. Dziękuję siostrze zakonnej, która wyprowadziła mojego dziadka z tego miejsca, a reszcie rodziny, która tam zginęła zawsze oddaję hołd, gdy tylko jestem w tym okrutnym miejscu.

Przez moment zrobiło się smutno, więc czas zmienić nastrój i zabrać Was do Muzeum pod nazwą Apteka – to  kolejna podróż w czasie i przestrzeni. Tym razem przenosimy się do dawnej apteki. Prezentowane są tu zabytkowe apteczne pojemniki, opakowania, narzędzia, recepty, wagi, etykietki na leki, narzędzia apteczne i stylowe XIX-wieczne meble. Wszystko to w bardzo miłej atmosferze dzięki życzliwemu przewodnikowi. W tym miejscu mogłem m.in. powąchać 25 letnią mirrę, której zaskakująco mała efemeryczność zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i przywrócić wiarę w ludzi.

 

N jak Noc Kultury

Często, gdy wybieramy jakieś miasto, które chcemy zobaczyć, zastanawiamy się, kiedy je najlepiej odwiedzić. Jeśli mam Wam zasugerować, kiedy warto przyjechać do Lublina, to jednym z takich dni jest właściwie nie dzień, a noc i to NOC KULTURY. Wydarzenie to ma miejsce zwykle na początku czerwca i wtedy w Waszych kalendarzach rezerwować sobie czas na Lublin. Dlaczego spytacie? Bo wtedy ma miejsce  jedno z największych wydarzeń kulturalnych odbywających się w Lublinie czyli magiczna noc, która nigdy nie powinna się kończyć. Rok rocznie jednej nocy mamy możliwość odwiedzenia wiele kulturalnych miejsc Lublina, takich jak Teatry, Zamek Lubelski itp. dodatkowo to czas setek różnych wydarzeń kulturalnych, które mają miejsce w przeciągu jednej nocy. Nie jest możliwym by to wszystko zobaczyć w jedną noc. Mimo to warto próbować, ja nieudolnie staram się to zrobić od wielu lat.

Więcej na temat Nocy Kultury w Lublinie przeczytasz klikając w poniższe zdjęcie.

O jak ogrody – Botaniczny i Ogród Saski

Ten pierwszy ogród został utworzony przez Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie już w 1951 roku. Znajduje się tu dobre gleby i zróżnicowany mikroklimat, które są podstawą dla właściwych warunków ekologicznych dla dużej bioróżnorodności roślin. Warto wybrać się tu na spacer wśród licznych gatunków roślin, zgromadzonych w kilkunastu działach, m.in. rosarium, dziale roślin wodnych czy alpinarium, w którym można wyjątkowo wypocząć. Jest to idealne miejsce do medytacji czy obcowania w ciszy z naturą.

Do najpiękniejszych otwartych terenów zielonych w mieście należy założony w XIX wieku Park Saski. To ponad 15 hektarowy obszar zieleni z kilkoma pagórkami, wolierą dla pawi oraz oczkiem wodnym. W środku mieści się też amfiteatr, w którym latem odbywają się imprezy plenerowe. Obok Parku Saskiego możemy zobaczyć tzw. Domek Kata czyli ośmiokątny budynek, który niegdyś był szubienicą. Polecam uważać na bezlitosne ptactwo, które gdy dobrze poje może zostawić niemiłą niespodziankę na naszej czapce, włosach czy kurtce, ale jak to mówią, kto nie ryzykuje – ten nie ma.

P jak Perłowa Pijalnia Piwa

Wiele osób zastanawia się co robić wieczorem w Lublinie. To studenckie miasto nie śpi, więc warto wyskoczyć do klubów lub na piwo do Perłowej Pijalni, czy też na spacer na Stare Miasto do lokalnych pubów.  Dlaczego polecam Pijalnię Piwa Perły – nie dlatego, że mi za to płacą, lecz dlatego, że jest to idealny przystanek dla regionalnych piwnych patriotów. Skosztujecie tam najlepsze piwa wychodzące spod ręki Browarów Lubelskich. Pijalnia oprócz trunkami może również się pochwalić wystrojem architektonicznym miejsca, który został okrzyknięty jako jeden z najlepiej zaprojektowanych barów w Europie.

R jak rynek Starego Miasta

Często bywa różnie, w jednym mieście jest starówka i w innym tak jak w Lublinie jest Stare Miasto i mimo, że to tylko kwestia nomenklatury, to warto wiedzieć dokładnie o co pytać w Warszawie czy Krakowie, bo gdy spytacie Lubelaka o starówkę, może potrzebować chwilę na zastanowienie, ale gdy powiecie, że chcecie dojść na deptak czy Stare Miasto, to od razu wskaże Wam drogę. Nie będę już owijał w bawełnę i przejdę od razu do rzeczy – lubelski deptak jest niewielki, ale w swojej kameralności bardzo urokliwy. Przechodząc przez Bramę Krakowską już po chwili znajdziemy się na tzw. Rynku. W centralnym punkcie tego placu znajduje się Trybunał Główny Koronny, czyli dawny najwyższy sąd apelacyjny Korony Królestwa Polskiego. Był to jeden z dwóch trybunałów znajdujących się na ziemiach polskich – obok tego w Piotrkowie Trybunalskim. Z Trybunałem Koronnym wiąże się ciekawa miejska legenda. Mówi się, że doszło tu kiedyś do rozprawy sądowej między wdową a magnatem, który wcześniej przekupił orzekającego sędziego. Kobieta, niezadowolona z krzywdzącego ją wyroku, wzniosła ręce do krucyfiksu twierdząc, że sprawiedliwszy wyrok wydałby nawet diabeł. Wywołany tymi słowami szatan zjawił się w lubelskim Trybunale jeszcze tego samego dnia i wydał ponowny wyrok – tym razem na korzyść zrozpaczonej wdowy.  Obecnie Trybunał Koronny jest wykorzystywany jako pałac ślubów, a w jego podziemiach zorganizowano godną polecenia Lubelską Trasę Podziemną.

Lubelska Trasa Podziemna to około 300-metrowa trasa turystyczna, która biegnie pod zabudową Starego Miasta w Lublinie: zaczyna się w Trybunale Koronnym, biegnie pod ulicami Złotą i Archidiakońską, a kończy się w jednej z kamienic przy Placu Po Farze. Jeśli zdecydujesz się tam na spacer – lepiej poznasz historię miasta i jego zagospodarowanie przestrzenne. Punktem kulminacyjnym podziemnego spaceru jest multimedialna wizualizacja Wielkiego Pożaru Lublina, który wybuchł dnia 2 czerwca 1719 roku. Historia piwnic sięga początku XVI w. gdy Lublin był ważnym centrum handlu w Polsce, w którym odbywały się znane w całej Europie jarmarki. Piwnice pełniły wtedy funkcję składów kupieckich. Dziś mówi się, że nie warto oddzielać się od wycieczki, gdyż łatwo można się zgubić w tych podziemnych korytarzach.

Na Rynku nie brakuje oczywiście też restauracji i kawiarni. Ciekawym wyborem może się okazać żydowska restauracja Mandragora. Całość Starego Miasta dopełniają klimatyczne zaułki i Teatr Stary (jeden z pierwszych teatrów w Polsce) oraz Plac Po Farze. Plac z odkrytymi fundamentami to pozostałość po lubelskim kościele farnym. Z tego miejsca rozpościera się widok na Zamek Lubelski. Tak ładnie położonym Starym Miastem może poszczycić się niewiele miast w Polsce. Jednak to w Lublinie średniowieczny układ urbanistyczny oraz bogactwo zdobień wiekowych kamienic zachwycają turystów swoją autentycznością. Wędrówka po uliczkach i zaułkach pozwala na poznanie bogatej przeszłości Lublina. Na powierzchni blisko 1 km kwadratowym znajduje się aż 110 zabytków. Stare Miasto posiada w ponad 70% oryginalną zabudowę co podkreśla jego unikatowość. Z kolei najstarsze zabytki pochodzą już z XIII wieku. Unikalność Starego Miasta związana jest z tym, ze budynki zachowały się w ich historycznym kształcie. Warto też wspiąć się także na pobliską Wieżę Trynitarską, wystarczy pokonać nieco ponad 200 stopni, żeby znaleźć się na punkcie widokowym, z którego roztacza się panorama na całe miasto. To tu utwierdzimy się w przekonaniu, że Lublin jest wyjątkowym miastem. Przy samej wieży znajduje się największy w Lublinie kościół, wspomniana na początku – Archikatedra św. Jana Chrzciciela, a widok z góry zostanie Wam w pamięci na długo. Wszystko to sprawi, że przekonacie się, dlaczego Lublin nazywany jest Miastem Inspiracji.

S jak skansen

Skansen, zwany również Muzeum Wsi Lubelskiejm, przypadnie do gustu nie tylko wieśniakom. Całe muzeum znajduje się w dolinie rzeki Czechówki i przychodząc tu przeniesiesz się po raz kolejny w czasie i przestrzeni. To tu przekonacie się jak wyglądało dawne życie nie tylko wsi, ale również miast i dworów. Pielęgnowane są tu tradycję oraz zwyczaje. Model prowincjonalnego miasteczka z lat 30 XX w. jest czymś, co wg mnie warto zobaczyć. Są tu również dwie drewniane świątynie: greckokatolicka cerkiew i rzymskokatolicki kościół. W skansenie odbywają się liczne imprezy prezentujące kulturę i obrzędy dawnej wsi oraz ginące zawody. Wizyta w muzeum jest okazją do obejrzenia pamiątek związanych z dawnym życiem wsi, dworów oraz miasteczek, ale też umożliwia zapoznanie się z codzienną pracą, zwyczajami i tradycjami ludzi minionej epoki. Muzealna ekspozycja to nie tylko materialny ślad po minionych czasach, ale to wręcz namacalne spotkania z przeszłością, polecam się tu wybrać w noc kupały i nie pytajcie dlaczego.

T jak Trybunał Koronny  

Obecnie w budynku dawnego Trybunału Koronnego mieści się Pałac Ślubów, a w jego podziemiach (dawnej piwnicy-winiarni i więzieniu) Lubelska Trasa Podziemna. Dawniej tutaj odbywały się sprawy sądowe szlachty małopolskiej. Sprzyjało to rozwojowi miasta i nawet w czasach upadku Trybunału (magnateria obsadzała stanowiska swoimi ludźmi aby uzyskiwać korzystne wyroki) ściągało do Lublina wielu przyjezdnych.

U jak unia lubelska (pomnik unii lubelskiej)

Pomnik Unii lubelskiej znajduje się na Placu Litewskim naprzeciwko kościoła oraz klasztoru kapucynów i upamiętnia unię Korony Królestwa Polskiego z Wielkim Księstwem Litewskim z 1 lipca 1569 roku. Pomnik wzniesiono w miejscu obozowania szlachty przybyłej na sejm, które jest jednocześnie miejscem odbywania się obrad. Unia stanowiła jedno z największych osiągnięć Jagiellonów. Wyznaczyła ona kształt polityczny państw aż do czasów rozbiorów i połączyła Królestwo Polskie oraz Wielkie Księstwo Litewskie w Rzeczpospolitą Obojga Narodów. Konsekwencją stała się wspólna polityka monetarna i zagraniczna, odrębne pozostały wojsko, sądownictwo i administracja. Lublin został wówczas jednym z najświetniejszych ośrodków miejskich całego państwa. Nie chcę Was zanudzać historią, ale o tym fakcie warto wiedzieć.

V jak Victoria

Kiedy przyjedziecie zwiedzać zakątki Lublina, warto zatrzymać się w jednym z lubelskich hoteli. Jednym z nich jest hotel Victoria znajdujący się przy ulicy Piłsudskiego. Ten hotel jest dość dobrze usytuowany w centrum miasta, dzięki czemu jest dobrym punktem startowym do zwiedzania Lublina. Innym hotelem, w którym możecie się zatrzymać jest Grand Hotel. Jego atutem jest lokalizacja, ale skutecznie odstraszyć Was mogą jego wysokie ceny. Dla szukających korzystnych cen polecam stronę Airbnb.

W jak Wieża Trinitarska i Wieża Zamkowa

Ta neogotycka wieża, zwana również Bramą Trynitarską jest najwyższym zabytkowym punktem wysokościowym Lublina. Gdy wejdziemy na platformę widokową, na wysokości 40 metrów zobaczymy pięknie roztaczającą się panoramę miasta. W jej wnętrzu mieści się Muzeum Archidiecezjalne, wyróżniające się różnymi zbiorami, m.in. przedmiotami użytku religijnego, obrazami, ikonami, rzeźbami, tkaninami, sarkofagami, instrumentami muzycznymi czy lichtarzami. Skoro wieża pełni rolę dzwonnicy lubelskiej archikatedry, można tu obejrzeć 4 dzwony: Michała, przeniesionego z fary lubelskiej oraz największy lubelski dzwon – Marię, który możemy usłyszeć tylko podczas wyjątkowych uroczystości. Jeśli chcemy spojrzeć na miasto z wysokości, polecam wdrapać się na taras widokowy urządzony na Wieży Trynitarskiej. Z wysokości wieży roztacza się ciekawy widok m.in. na Stare Miasto i Zamek Lubelski. Wieża zbudowana w stylu neogotyckim i wg mnie należy do jednego z najciekawszych punktów widokowych Lublina.

Z jak Zamek

Zamek w Lublinie to jedna z tych atrakcji turystycznych, na którą zwiedzanie, nie powinno się żałować czasu. Warto wejść zarówno do donżonu skąd rozpościera się panorama na miasto, ale i obowiązkowo trzeba udać się i do Kaplicy Trójcy Świętej, o której pisaliśmy wcześniej. Będąc na zamku należy udać się na  wieżę  obronną czyli właśnie donżon, który posiada trzy kondygnacje, a grubość muru wynosi ponad 3 metry.  Na jej szczycie możemy spoglądać na miasto z góry, podziwiając przy tym również odrobinę widoczny dziedziniec zamkowy. Wg mnie Zamek należy do najbardziej charakterystycznych budowli miasta i jest wręcz jego istotnym symbolem. To tutaj w 1569 roku obradował sejm, na którym podpisano akt unii polsko-litewskiej – unię lubelską, ale i tu mieściło się w czasie hitlerowskiej okupacji więzienie, w którym więziono ponad 40 tysięcy osób.

Ż jak Żydzi w Lublinie

Warto również wybrać się tropem kultury żydowskiej. Przed II Wojną Światową ponad 30 proc. mieszkańców Lublina stanowili Żydzi, którzy przez wieki mieli ogromny wkład w rozwój miasta. Gdy miasto znalazło się pod niemiecką okupacją wszyscy zostali przesiedleni do powstałego getta. Z ponad 30 tys. Żydów przeżyła jedynie garstka, a całe getto zostało zrównane z ziemią. O ich dziejach przypominają teraz różne napisy na murach: listy, wspomnienia, a także kostki na chodniku, ukazujące którędy biegła granica getta. Dawna dzielnica żydowska mieściła się w okolicy placu zamkowego, obecnie a na samym placu stoi ustawionych pod linijkę dziesięć kamienic. Jeśli myślicie, że to zabytki – to nic bardziej mylnego, pobudowano je po to by wypełnić pustą przestrzeń po zniszczonej dzielnicy żydowskiej. Dziś pozostała już tylko jedna działająca synagoga w Jeszywas Chachmej Lublin, ale jeśli Wam czas pozwoli to i tam się warto wybrać.

Na koniec zwiedzania przyszedł jeszcze czas na wyjaśnienia:

kim jest brejdaczka – to nikt inny tylko siostra

czym jest przejazdówka – to karta komunikacji miejskiej

kajtnąć – to nic innego jak się przemieścić, przejechać

rozbuwanie z ciap– to zdejmowanie obuwia

naduszanie – to nic innego jak przyciskanie

Jeśli dotrwaliście do tego miejsca to powinniście wręczyć sobie sami medal, a jeżeli chcecie to zaproście brejdajczkę, zabierzcie wygodne ciapy i możecie się do mnie kajtnąć z przejazdówką, tylko wcześniej wduście mój numer, bym mógł Was zabrać na najlepsze cebularze w Lubinie. Starałem się Was nie zanudzić, ale czy mi wyszło, zawsze możecie dać znać, podobnie i wtedy, gdy uważacie, że warto wpis uzupełnić o inne cenne atrakcje w Lublinie. Zawsze Wasze rady i krytyka są mile widziane. Cieszę się, że choć przez chwilę, mogłem być Waszym wirtualnym przewodnikiem po mieście, które było, jest i będzie dla mnie wyjątkowe pod wieloma aspektami. Jeżeli nadal macie niedosyt możecie kliknąć tutaj i wybrać się ze mną na kolejne wyprawy online.

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

SVIATOVID W LUBLINIE

Nie wiesz co zrobić dziś z wolnym czasem? Podpowiemy – masz ostatni dzień by zobaczyć wystawę w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie zatytułowaną SVIATOVID. Jest to wyjątkowa opowieść przedstawiona za pomocą kolorów, dźwięków i światła, coś co na długo zostanie w Waszej pamięci. Dziś dzięki poznacie nasze subiektywne ABC o enigmatycznym projekcie pod tajemniczą nazwą SVIATOWID. Zastanówcie się może – po co przyjechała do Lublina, prosto z prezentacji w Amsterdamie (z największych targów audiowizualnych na świecie – Integrated Systems Europe), ta unikatowa instalacja? Zacznijmy jednak obiektywnie od początku, czyli tradycyjnie od litery A. 

A jak Akademia Projekcji Barta Kresy

Akademia zaoferuje absolwentom szkół artystycznych możliwość nauczenia się techniki video projection mappingu na warsztatach, prowadzonych przez samego Barta oraz jego współpracowników, a kim jest sam Bart dowiecie się za chwilę. Studio Barta specjalizuje się w tworzeniu unikalnych architektonicznych projekcji wideo na całym świecie. Misją studia jest wykorzystanie designu, światła i historii do stworzenia niezapomnianych przeżyć w zetknięciu z obrazem cyfrowym. Ta Akademia może nauczyć wyjątkowego kunsztu, nadać nowe, interesujące kierunki w sztuce, a za pomocą najlepszych w branży projektów i najwyższych standardów technicznych może przede wszystkim nauczyć tworzenia wspaniałych, wciągających spektakli wideo na budynkach czy innych obiektach.

     

B jak Bart Kresa

Gigantyczna rzeźba to dzieło właśnie Barta Kresy, który wspólnie ze swoim zespołem „ożywił ją” dzięki technice mappingu. Projekcja 360°  jest możliwa m.in. przy zastosowaniu czterech nowoczesnych projektorów laserowych umieszczonych w czterech stronach w Foyer Sali Operowej CSK w Lublinie. Musicie wiedzieć, że Bart Kresa to uznany na świecie projektant wielkoformatowych architektonicznych projekcji wideo. Urodził się w Polsce, ale mieszka w Stanach Zjednoczonych od prawie trzydziestu lat. Jest doświadczonym muzykiem,  fotografem, kompozytorem, ale i projektantem. Wszystkie te Jego talenty pozwoliły mu  stworzyć Sviatovida. Swiatovid to niemal pięciometrowa rzeźba projekcyjna, następca kultowego Shogyo Mujo, który zadebiutował na festiwalu Burning Man w Black Rock Desert w amerykańskim stanie Nevada w 2014 roku. Najnowsze dzieło Barta Kresy i jego zespołu gwarantuje odbiorcom unikatowe wrażenie wizualne, dzięki projekcji w trybie True 4K, a dzięki użyciu czterech wysokiej klasy projektorów laserowych możemy przenieść się do innego, wyjątkowego świata. Ile to wszystko kosztuje ustalimy pod literą C jak cena?

C jak cena

Wstęp na wystawę jest wolny, a unikalność rzeźby jest warta wg nas biletowania. Wystawa czynna jest do dziś w godzinach pracy budynku Centrum Spotkań Kultur czyli od 08:00 do 20:00. Wystarczy udać się na pierwsze piętro schodami lub wybierając przycisk Poziom +1 podjechać windą, aby przenieść się do oryginalnej rzeczywistości, takiej która na długo zostanie w pamięci. Jeżeli nie uda Wam się jej dziś zobaczyć, nie martwcie się – nie wszystko stracone. Od dnia 4 marca do 1 kwietnia 2019 roku zawita ona ponownie do CSK. Liczymy, że wtedy nie będzie już „dźwiękowej wystawy” na niższym piętrze, którą uwielbiają najmłodsi bywalcy CSK, ale która niestety zakłóca odbiór tego co w naszym odczuciu jest cenniejsze, czyli wystawy z udziałem multimedialnego bożka o czterech twarzach.

#csk #lublin #scenawbudowie #sviatovid #rafalbil #fotografia

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019

GALERIA FIGUR STALOWYCH

Dziś pokażemy Wam ponad 20 rzeźb inspirowanych bohaterami filmów, komiksów oraz świata bajek. Wszystko to prezentowane było na wystawie „Galeria Figur Stalowych”, o której napiszemy Wam od nas kilka słów. Czeka Was więc takie tradycyjnie subiektywno-obiektywne od A do Z z wystawy, na której jakiś czas temu byliśmy.  Serdecznie więc zapraszamy do zobaczenia naszych zdjęć z Centrum Spotkań Kultur.

A jak Avatar

Avatar to wyczekiwany film Jamesa Camerona zrealizowany z wielkim rozmachem – szacowany budżet jego realizacji sięgał około 237 milionów dolarów. To dało mu trzecie miejsce pod tym względem w historii kina. „Avatar” opowiada historię sparaliżowanego byłego komandosa, który dostaje szansę odzyskania zdrowego ciała. Musi jednak wziąć udział w specjalnym programie militarnym o nazwie Avatar. Film został stworzony w technice trójwymiarowej. Światowa premiera odbyła się 18 grudnia 2009, na wystawie w Lublinie można było zobaczyć odwzorowane z dokładnością postacie właśnie z tego filmu.

B jak Batman

Batman to kolejna z postaci, która witała nas zaraz po wejściu na wystawę. On sam w odróżnieniu od wielu innych superbohaterów nie posiada żadnych nadprzyrodzonych mocy. Ich rolę pełni wysoka inteligencja i znakomita kondycja fizyczna, znajomość psychologii, kryminalistyki, strategii, sztuk walki. Dodatkowo Batman zaczął posługiwać się gadżetami i wysoce zaawansowaną technologią. To wszystko brzmi imponująco i nie mniej wygląda w odwzorowaniu w skali 1:1 na wystawie.

C jak CSK

Ta wyjątkowa wystawa pozwala obudzić w sobie dziecko na nowo. Można ją obecnie oglądać zupełnie za darmo w CSK, czyli w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie do dnia 27 lutego 2019 roku.  Naszym zdaniem, tę wystawę warto  zobaczyć i co więcej, jest ona w Lublinie bezpłatna i dedykowana jest nie tylko dla dzieci. 

D jak Druid Panoramix

Ze względu na to, że każda rzeźba powstaje wyłącznie ręcznie, proces jej tworzenia jest bardzo pracochłonny i czasochłonny. Okres budowy niektórych z nich, to nawet około 7000 roboczogodzin, kilkuosobowego zespołu. Jedną z tak długo powstających figur jest Druid Panoramix, którego mnogość elementów do zespawania i wykonania wymaga nie małej precyzji. Sam Druid Panoramix jest fikcyjną postacią z francuskiego komiksu o przygodach Asteriksa. Wielki mag oraz druid, sporządza Galom magiczny wywar dający nadludzką siłę, dzięki czemu są oni niepokonani w walkach z okupującymi Galię Rzymianami. 

 E jak Epoka lodowcowa

Na wystawie spotkaliśmy również Sida – leniwca z Epoki lodowcowej. Dobrze że ten leniwiec był stalowy, gdyż tego autentycznego z bajki charakteryzował okropny zapach. Sid choć nie należy do istot najinteligentniejszych, ma dobry charakter, przyjacielskie nastawienie do świata i uważa się za przystojnego leniwca, z tym ostatnim już można oczywiście polemizować, ale fakt faktem, warto go zobaczyć w stalowym wydaniu w skali 1:1.

F jak Ferrari LaFerrari

Samochód włoskiej firmy Ferrari produkowany od 2013 roku zaprezentowany podczas Międzynarodowego Salonu Samochodowego w Genewie również w 2013 roku.  Auto powstało w liczbie 499 egzemplarzy. Unikatowy 500 zaparkowano obecnie w CSK.

G jak Gumisie

Z bajki o Gumisiach w CSK stawił się Toadie ogr należący do drużyny Księcia Igthorna, będący jego najbliższym sługą. W odróżnieniu od innych ogrów, jest karłowatego wzrostu, dziś mogliśmy się przekonać, że sięga do wysokości ludzkich nóg. Postać teoretycznie powinna być negatywna, jednak nam zawsze będzie miło się kojarzył. Z resztą sami na niego spójrzcie i oceńcie, czy nie jest pocieszny?

H jak He-Man

Film kinowy He-Man to opowieść o superbohaterze, który na co dzień jest księciem Adamem, synem króla planety Eternia, jednak gdy zachodzi taka potrzeba, po wypowiedzeniu słów Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj! Staje się herosem walczącym ze Szkieletorem, głównym wrogiem He-Mana. To właśnie figura Szkieletora dumnie stoi w korytarzach lubelskiego Centrum Spotkań Kultur.

I jak inspiracja

Gallery of Steel Figures inspirowana jest wg nas gabinetem Madame Tussauds, bez wątpienia można nazwać jedyną w swoim rodzaju galerią sztuki współczesnej i nowoczesnej. Wystawa rzeźb stalowych, która tu spotykamy, to atrakcja unikalna nie tylko w skali Polski, ale także Europy i całego świata. Słynne muzeum figur woskowych Madame Tussauds z Londynu wyróżnia się tym, że nie ma tam znanych z innych obiektów sznurów, oddzielających zwiedzających od eksponatów. Możesz dotknąć figur, zrobić sobie zdjęcie z nimi i podobna idea przyświeca wystawie w Lublinie.

J jak Jose Mariusz Olejnik

Jose Mariusz Olejnik, pomysłodawca jedynej na świecie Galerii Figur Stalowych, zaczął od stworzenia stolika ze złomu, a teraz jego zespół przygotowuje ogromne rzeźby samochodów sportowych czy postaci z filmów. Tak rodzi się sukces, gdy nawet ze śmieci można zrobić sztukę. Trzeba tylko mieć kapitalny pomysł, pasję do tworzenia i właściwych ludzi obok siebie.

K jak Kapitan Ameryka

Kapitan Ameryka to fikcyjna postać znana z licznych serii komiksowych wydawanych przez Marvel Comics, oraz różnych adaptacji, bazujących na komiksowych publikacjach. Zdecydowanie godna uwagi i zrobienia sobie u jego boku selfie.

L jak Liang Kuai

Liang Kuai  wcześniej znany jako Tundra, to kolejny wojownik z wystawy. Zwany jest wielkim mistrzem klanu Lin Kuei. Po śmierci swojego brata Bi-Hana, przyjął po nim tytuł Sub-Zero. W czasie procesu cybernetyzacji stał się cyborgiem o numerze LK-520. Ostatecznie Quan Chi odbudował jego ludzką formę niczym twórcy z wysypiska w Prószkowie.

M jak Mort

Madagaskar w Lublinie? Tak to możliwe, stalowy Mort z Madagaskaru zawitał również do korytarzy CSK. Warto też podkreślić, że są to pierwsze takie rzeźby na świecie, a ich odwzorowanie kształtuje się na bardzo wysokim poziomie. Nie oznacza to, że wszystkie są wielkie i przez monumentalność wzbudzają emocje. Dowodem na to jest właśnie Mort z „Madagaskaru”. Niewielki, ale uroczy,  lemur, który zrobi wszystko, żeby zadowolić Króla Juliana. Mort jest słodki, nieporadny i naiwny nawet w tym twardym wydaniu.

N jak nurek

Na wystawie pojawił się też tajemniczy nurek. Niestety nie wiemy z jakiej on jest bajki i jak tu przypłynął. Będziemy wdzięczni jak pomożecie nam to ustalić.

O jak obiektywnie jesteśmy na tak.

Nasze obiektywy pokochały tą wystawę. Nie wiemy jak Wy, ale my jesteśmy zdecydowanie na tak. Oby więcej takich inicjatyw w Lublinie. Doceniamy utylitaryzm, kreatywność, społeczną odpowiedzialność, pracowitość, pomysłowość, perfekcjonizm, a to wszystko znaleźliśmy właśnie na tej wystawie. Warta zobaczenia i godna polecenia. Dla fanów motoryzacji, zwierząt, bajek, dla dużych i małych. Śpieszcie się do CSK, puki jeszcze jest.

P jak Pies Idefix

Idefiks – postać fikcyjna, pies występujący w serii komiksów o Asteriksie i Obelixie. Idefix należał właśnie do Obelixa. Jest on jedyną postacią wśród głównych bohaterów, która jest zwierzęciem. Podążający zawsze i wszędzie, za swoim panem, mały kundelek wzbudza dziś sympatię mimo, że w CSK wygląda nieco sztywno.

R jak recykling

Imponujące jest to, że z elementów pochodzących z recyklingu można zrobić wyjątkową sztukę. Gallery of Steel Figures to niepowtarzalne miejsce na świecie, gdzie w jednym miejscu można spotkać rzeźby wykonane z elementów pochodzących bowiem właśnie z recyklingu stalowego. Jeżeli CSR łączy się ze sztuką, to bardzo prawdopodobnym jest, że będzie to nie tylko ładne, ale i dobre.

S jak Superman

Superman to kolejna fikcyjna postać  i superbohater, który dołączył do stalowej wystawy. Jest on obok Batmana i Spider-Mana najbardziej rozpoznawalną postacią komiksową. Jako przybysz z innej planety stanowi odzwierciedlenie przedstawiciela obcej kultury, imigranta, który zaaklimatyzował się w społeczeństwie. Superman obdarzony jest nadludzkimi zdolnościami, dzięki którym jest w stanie nieść pomoc ludzkości, stawać w obronie słabszych i uciśnionych. Na jego piersi widnieje charakterystyczny symbol – duża łacińska litera „S”, wpisana w przypominająca diament tarczę.

T jak tron z kultowej sagi „Gra o tron”.

Żelazny Tron to tron królów w Siedmiu Królestwach, symbol królewskiej władzy. Król siedząc na nim, udziela audiencji i wymierza sprawiedliwość. W czasie nieobecności króla, na tronie może go zastąpić namiestnik. Żelazny Tron sam w sobie jest zimny i twardy, z wieloma ostrymi krawędziami. Bez obaw można jednak na nim usiąść w Lublinie – przynajmniej jeszcze przez kilka dni. Można też zrobić sobie na nim zdjęcia i poczuć się jak władca z tego kultowego amerykańskiego serialu fantasy.

U jak Ukraina

„Galeria Figur Stalowych” zbiera recyclingowe propozycje z całego świata. Zobaczyć można m.in. projekty twórców m.in. z Ukrainy, Polski, czy odległych zakątków świata jak np. z wysp Indonezji. Na słowa uznania zasługuje  Ich twórczość, bo bez względu na pochodzenie uprawiają wyjątkową twórczość, która nie tylko jest niesztampowa, ale i godna podziwu chociażby w kontekście aspektów ekologicznych.

V jak Veneno.

Obok wielu postaci z filmów czy bajek na wystawie znalazły się również sportowe samochody wykonane ze stalowych drobnych elementów typu śrubki, blachy, druty, łożyska, koła zębate i wiele innych Jednym z nich jest piękne Lamborghini Veneno. Ten supersamochód marki Lamborghini zaprezentowany podczas Międzynarodowej Wystawy Samochodowej w Genewie 8 marca 2013 roku. Pojazd stworzono dla uczczenia 50-lecia istnienia marki. Nazwa Veneno w języku hiszpańskim oznacza jad, truciznę, ale auto prezentuje się smakowicie, nawet w wersji ze złomu.

 

W jak wędrowanie

Wystawa ta zawędrowała do Lublina, a wcześniej pokazywana była m.in. w Warszawie, Krakowie, Pradze, Pruszkowie czy Gliwicach. Wystawa pojawia się okresowo w różnych miastach Polski. Wypatrujcie jej więc w swoich okolicach, bo być może niebawem pojawi się w Waszych stronach.

Z jak złomowisko

Złomowisko jest kolebką, w której zrodził się pomysł powstania Gallery of Steel Figures. Właśnie w złomowisku w Pruszkowie miejscu powstała pierwsza rzeźba z tej wystawy. W ówczesnej dobie kryzysu, który pojawił się na rynku złomowym, należało znaleźć pomysł na poprawę funkcjonowania firmy. Mając dostęp do materiału jakim jest złom, warto było wykorzystać go w trochę inny sposób, a inspiracje znajdowały się wszędzie. Były to przede wszystkim wspomnienia oraz marzenia. Kolejne pomysły i inspiracje podsuwali już zwiedzający Galerię. Cała wystawa powstała z tysięcy elementów ze złomu: fragmentów zawieszeń samochodów, silników, przekładni wszelkiego rodzaju, skrzyń biegów etc.. Od „Skup Złomu przy Czołgu w Pruszkowie” i głów pełnych pomysłów, wszystko się zaczęło, a dziś wystawa podróżuje po kraju i poza jego granice i cieszy się wielką popularnością. Za pomysł, wykonanie i kreatywność chapeau bas dla jej twórców. Niesamowicie jesteśmy ciekawi Waszych opinii na temat tej wystawy. Śpieszcie się by ją zobaczyć, gdyż to ostatnie dni, kiedy można zobaczyć  ją na własne oczy w Lublinie, zanim odjedzie do innego miasta. Jak już z niej wrócicie napiszcie nam koniecznie w komentarzach, czy Wam się podobało?

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019