ABC O DWORZE, KTÓRY NIE JEDNĄ
TAJEMNICĘ W SWYCH MURACH SKRYWA
Cześć, dziś zabieram Was w podróż na Podlasie. Wyruszamy do domu rodzinnego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nazwiska chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać, bo mowa jest o autorze m.in. „Starej baśni”. Moim zdaniem jest jednym z najbardziej wszechstronnych talentów w historii literatury polskiej. Szkoda, że mym subiektywnym zdaniem, dzisiaj jest zapominany czy lekceważony. Smutnym jest fakt, że na lekcjach języka polskiego do książek, z których ma się kształcić kwiat polskiej inteligencji trafiają chociażby parafrazy tekstów piosenek Zenka Martyniuka „Przez twe oczy zielone”. W takich momentach pytam Quo vadis Polsko? Tym bardziej czuję się dziś zobowiązany przypomnieć, że mamy zdecydowanie bardziej utalentowanych literatów, niż Pan Zenek. Dla przykładu sam Ignacy Kraszewski był autorem ponad dwustu wyjątkowych powieści, ale był również utalentowanym malarzem oraz publicystą. Nie każdy wie, że pisał również dzieła podróżnicze, np.: “Wspomnienia Polesia, Wołynia i Litwy”. Zapisał się w dziejach także jako pierwszy polski prywatny kolekcjoner zdjęć. Zbierał zwłaszcza fotografie niszczejących zabytków, których akcje inwentaryzacyjne zresztą sam osobiście prowadził. Człowiek ten imponować powinien nam swą pracowitością, dla mnie był to absolutny gigant. Nie zabrakło w jego życiu również pikanterii. Na nudę na pewno nie narzekał, nie brakowało w jego życiorysie romansów, skandali erotycznych i historii szpiegowskich. W swym dossier posiadał również momenty z życia, w których mowa była o zażywaniu narkotyków. Postać więc wielobarwna, ale zdecydowanie bardziej ambitna od tekstów autora nurtu disco polo. To dlatego dziś skupię się na podróży do korzeni, czyli wyprawie do Romanowa, w którym mieszkał, żył i tworzył pod opieką swej babci ten wielowymiarowy twórca Ignacy. Czas też na małe ABC o tajemnicach z tamtejszego dworu. Przenosimy się do malowniczego zakątka Południowego Podlasia. Wypoczniemy wśród lasów, łąk i pól, gdzie znajduje się Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. Zapnijcie pasy, ruszamy.


A jak atrakcje Romanowa
Wyprawa do Romanowa to dla mnie podróż w czasie. Przyjazd do wsi znajdującej się około 30 kilometrów od Włodawy i 50 od Białej Podlaskiej to świetna okazja, by miło spędzić czas w otaczającym okazały dwór, XVIII-wiecznym ogrodzie. Już po przekroczeniu bramy wjazdowej, gdy moim oczom ukazał się niesamowity dwór, poczułem niezwykłą atmosferę tego miejsca. Podobne odczucia miałem, gdy zawitałem kiedyś do Żelazowej Woli, gdzie żył i tworzył Fryderyk Chopin, ale o tym będzie pewnie innym razem. Nie będę jednak ukrywał, że budynek w obecnej postaci, został odbudowany dopiero w 1962 roku i odrestaurowano go w kształcie, jaki nadał mu Kajetan (brat Ignacego Kraszewskiego). To od tego roku, mieści się w tym miejscu Muzeum, które dba o pamięć o Kraszewskim i czynne jest po dziś dzień. W środku budynku znaleźć można oryginalne pamiątki związane z pisarzem, na przykład srebrny zegarek z monogramem oraz wydania jego dzieł i czasopisma, do których pisywał. Zarzucano Kraszewskiemu m.in. działalność agenturalną, a motywy jego działań do dziś nie są do końca wyjaśnione, zastanawiającym jest też fakt, że potomkowie Kraszewskiego zadbali o to, by życie pisarza pod wieloma względami pozostało owiane tajemnicą. Tym bardziej jestem ciekaw, co jeszcze skrywały mury tego dworu.


B jak brat Ignacego Kraszewskiego
Kajetan, to brat Ignacego, który zajmował się astronomią, kolekcjonował rękopisy i starodruki, rysował, pisał opowiadania, ale i książki historyczne. Wszystkie te talenty niestety schodziły na drugi plan, przy osiągnięciach brata. Kajetan – chociaż był zdecydowanie mniej sławny, ale nie mniej wszechstronny Kajetan, to nie żywił ani zazdrości, ani urazy do brata. Dzieliło ich 15 lat różnicy, ale łączyła prawdziwa braterska miłość. Kajetan kochał również astronomię, urządził w Romanowie specjalne obserwatorium z unikalnymi jak na tamte czasy urządzeniami. Niestety nie przetrwało ono ostatniej wojny. Dziś w Romanowie mają ambicje pokazać Ignacego Kraszewskiego nie tylko najbardziej wszechstronnie, ale też upamiętnić jego rodzinę, co może wyróżnić to Muzeum z pośród innych w kraju czy poza granicami, które skupiają się na samym autorze „Starej Baśni”.



C jak ceny i cennych kilka informacji
Kiedy można zwiedzać Muzeum?
Na dzień dzisiejszy budynku Muzeum nie zwiedzimy w poniedziałki, natomiast w pozostałe dni tygodnia dostępny jest dla turystów w następujących godzinach:
• Wtorek – 10.00-16.00
• Środa – 10.00-16.00
• Czwartek – 10.00-16.00
• Piątek – 10.00-16.00
• Sobota – 10.00-16.00
• Niedziela – 10.00-16.00
Przed wyprawą, polecam Wam sprawdzać zmiany dotyczące godzin otwarcia dla zwiedzających na stronie Muzeum: www.muzeumkraszewskiego.pl Jeśli chodzi natomiast o sam zabytkowy park, który znajduje się przy Muzeum, to można go zwiedzać codziennie od godz. 8:00 do zmierzchu.

Czy jest w pobliżu parking?
Parking znajduje się około 100 metrów przed Muzeum. Jest nowocześnie wykonany, ułożony z kostki i posiada oznaczone miejsce dla samochodu osoby niepełnosprawnej. Dojście do Muzeum wysypane jest grysem. Przed wejściem do budynku znajduje się podjazd dla wózków inwalidzkich, a jeśli zaistnieje potrzeba pracownicy Muzeum przystawiają tzw. schodołaz, który zastępując podjazd i umożliwia wjazd wózkiem do wewnątrz budynku.




Czy są udogodnienia dla osób z niepełnosprawnościami?
W pomieszczeniach wystawienniczych znajdują się niskie progi, które przy nieznacznej pomocy asystenta nie stanowią istotnej bariery w przemieszczaniu się osób poruszających się na wózku. Pomieszczenia obszerne, futryny szerokie umożliwiające swobodne przemieszczanie. Eksponaty niedostępne do poznania dotykowego, brak opisów powiększonym drukiem oraz udogodnień technicznych dla osób słabowidzących. Muzeum dla osób niewidomych jest dostępne wyłącznie poprzez przekaz słowny przewodnika. W Muzeum znajduje się też toaleta przystosowana dla osób z niepełnosprawnością ruchową.




Ile kosztuje bilet?
Bilety ulgowe zakupicie w cenie 7 zł, natomiast normalne w cenie 10 zł, chyba, że jesteście w posiadaniu tzw. Karty Dużej Rodziny, wówczas Wasze bilety tańsze będą o 1 zł od cen standardowych. Naturalnie możecie wynająć przewodnika, wówczas opłata za niego wyniesie 30 zł, podobny koszt jest za lekcję muzealną. Jeśli poniesie Was wyobraźnia i np. zechcecie zostać tam na dłużej, będziecie mogli rozpalić ognisko, wówczas musicie liczyć się z płatnością rzędu 50 zł. Jest tylko prośba tańce nago i wywoływanie duchów, przy ognisku, może nie być mile widziane. Zdradzę też Wam, że w Muzeum tym są dni bezpłatnego wstępu na ekspozycję stałą i zależnie od miesiąca, są to różne dni:
• Styczeń – wtorek
• Luty – środa
• Marzec – czwartek
• Kwiecień – piątek
• Maj – wtorek
• Czerwiec – środa
• Lipiec – czwartek
• Sierpień – piątek
• Wrzesień – wtorek
• Październik – środa
• Listopad – czwartek
• Grudzień – piątek



Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie Muzeum?
Dużo zależy od tego jak mocno interesuje Was twórczość rodziny Kraszewskich. Bez wątpienia sporo czasu można też przy dobrej pogodzie spędzić w pobliskim parku. Dlatego trudno jest mi jednoznacznie odpowiedzieć i zamknąć całość zwiedzania w jednolite ramy czasowe. Ja w tym miejscu byłem niespełna dwie godziny, co oczywiście nie oznacza, że Wy nie zostaniecie tu na dłużej, lub nie skrócicie czasu pobytu nawet o połowę.


Czy poza Dworem w Romanowie jest jeszcze w okolicy coś wartego zobaczenia?
Wybierając się na Podlasie, musicie wiedzieć, że jest tu wiele urokliwych miejsc, które warto zobaczyć. Na pewno warto wybrać się nad Bug, zobaczyć chociażby Sławatycze, Jabłeczną, Kodeń czy Włodawę. Lista ta zdecydowanie może być dłuższa, ale wszystko jest kwestią czasu, który możecie przeznaczyć na odkrywanie tutejszych pięknych okolic.


Podsumowanie
W miejsce do którego dziś zawitaliśmy można obejrzeć liczne pamiątki po pisarzu i rodzinie Kraszewskich. To tu można zadumać się nad ilością dzieł, które stworzył, podziwiać też renesansową wszechstronność jego talentów. Prócz stałej ekspozycji poświęconej życiu i twórczość samego Ignacego można tu zwiedzać liczne wystawy czasowe, poszerzające wiedzę nie tylko o dorobku pisarza, ale i samej epoce, w której żył. Dla mnie była to sentymentalna podróż w czasie, której warto było doświadczyć. Wystrój tutejszego średniozamożnego dworu szlacheckiego, pozwala na spacer do przeszłości. Warto też pospacerować alejkami czy przysiąść na ławeczce z pisarzem i wraz z nim podumać przy wtórze szumu starych drzew. Można też Ananaski sobie wyobrazić, że w tym właśnie miejscu dawniej Kajetan wzniósł ananasarnię, w której z powodzeniem hodował ananasy – jak słodko. To w takim miejscu łatwo dojść (tylko bez skojarzeń) do właściwych konceptów. Cieszę się też, że zamiast utworów typu „Oczy zielone” mogłem właśnie tam posłuchać pięknie śpiewających ptaków. Niesamowite jest to, że rosnące tam dziś grabowe aleje i niebotyczne świerki pamiętają małego jeszcze Kraszewskiego. On sam jako dzieciak, był bardzo niepokorny, natomiast już jako dorosły wyjątkowo płodny, jeśli chodzi o twórczość, był autorem największej liczby wydanych książek i wierszy w historii literatury polskiej (pod tym względem został siódmym twórcą na świecie). Możliwość zobaczenia oryginałów z pośród Jego dzieł jest również czymś wyjątkowym. Bez wątpienia było warto tu przyjechać i wiem, że tu jeszcze powrócę.





Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team oraz Kubuś Puchatek.
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM
#Polska #Podlasie #Romanów #Poland
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Stara Baśń | Lublin | Fotografia Podróżnicza | Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Józef Ignacy Kraszewski| Fotograf Polska | Fotograf Podlasie | Fotograf Płock | Bloger | Zwiedzaj online | Polska| Podlaskie| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Romanów | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Polski| Zwiedzanie Romanowa | Podlasie zwiedzanie | Romanów atrakcje | Romanów co zobaczyć | Romanów zwiedzanie | Romanów atrakcje | Atrakcje Romanów | Dwór w Romanowie | Co warto zobaczyć na Podlasiu | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Traveler | Wycieczki po świecie | Podlasie w weekend | Polska atrakcje turystyczne | Turystyka | Polska| Podlasie | Romanów🗺
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020









































Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc, która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: „starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.





To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.




















Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉





Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu „Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków












Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając 


Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.











Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w





Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).
Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.
Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.


Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

































Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉










Witajcie, dziś na „tapecie” mamy politykę – wszak wybory prezydenckie już za dwa dni. Wybieramy na urząd Prezydenta RP człowieka, który będzie nas reprezentował w polityce wewnętrznej i nasze państwo na arenie międzynarodowej. W najbliższą niedzielę mamy prosty wybór, albo oddać głos za jednym z dwóch kandydatów, albo siedzieć w domu i czekać co los nam przyniesie.
Przyznam się Wam, że do końca zastanawiałem się, czy w tej sprawie zabrać głos na moim blogu. Nie wspiera mnie, żadna partia, nie jestem też i nigdy nie byłem członkiem żadnej organizacji politycznej, ale uważam, że nie powinno się milczeć jeżeli do skrzynek obywateli trafiają tego typu ulotki (przypominające mi ulotki straszenia ludnością żydowską w czasach przedwojennych).
Nie liczę również tym wpisem, na głosy poparcia wśród tych, którzy mają podobne poglądy do moich. Nie trzeba mi klepania po ramieniu i tekstów, „ale im dowaliłeś”, bo zupełnie nie o to tu chodzi. Liczę bardziej na to, że zachęcę do oddania głosu, tych, którzy nie głosowali w pierwszej turze, lub oddali głos na kogoś z pozostałych kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury. Zachęcam Was do tego serdecznie, gdyż tutaj, każdy głos ma znaczenie. Warto zapoznać się z dorobkiem i programem obu kandydatów. Ja podejmując swą decyzję zwróciłem również uwagę na dossier obu z Nich. Przeważyła nie tylko faktyczna znajomość wielu języków obcych, czy imponujące wykształcenie i stypendia zagraniczne zdobywane na kilku uczelniach, choć faktycznie, jest to spory atut obecnego Pana Prezydenta Warszawy. Bardziej przekonało mnie, że pewną kompromitacją kraju są wystąpienia takie jak te z Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos, które na nieszczęście dla nas Polaków stały się swoistym „hitem internetu”. Panu Prezydentowi trudno było dobrać słowa w języku angielskim i nie chcę dziś wnikać w to co było, tego przyczyną. W każdym razie nie były to momenty do poczucia dumy z urzędującego Pana Prezydenta. 



Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.
































W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s. Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook 