ABC o Me’a Sze’arim


Nazwa Mea Shearim (Me’a Sze’arim) tłumaczy się z języka hebrajskiego jako 100 bram, a każda z tych bram to wejście do zupełnie innej inspirującej historii. Dziś zabieram Was do Izraela, do jednej z najstarszych i najbardziej intrygujących mnie dzielnic Jerozolimy. Rozsiądźcie się wygodnie – nadszedł czas na wpis z Me’a Sze’arim. Gdy dotarłem tu po raz pierwszy, przyznam Wam, że poczułem się jak na planie filmowym lub jakbym przeniósł się w czasie o ponad 100 lat do żydowskiej części Lublina. Choć odczucia te psują nieco przejeżdżające ulicami nowoczesne samochody czy wiszące na zabudowaniach klimatyzatory. Nie zmienia to faktu, że moje wrażenia są równie niesamowite, za każdym razem gdy się tu pojawiam. Miejsce to jest pełne kontrastów, ale dzięki temu bardzo różnorodne, ciekawe, inspirujące i skrywające sporo wartych odkrycia atrakcji.

A jak adaptacja do miejsca
Na początku ulic, które prowadzą w głąb Mea Shearim, widnieją pisemne informacje o zakazie wchodzenia dla grup turystycznych. Znajduje się tam też informacja o konieczności posiadania skromnego ubioru. Ludzie nie lubią być tu fotografowani, dlatego dbajmy o zachowanie dyskrecji. Napisy informacyjne znajdują się już przy wejściu „Żyjemy tu spokojnie wg swoich zasad. Proszę podporządkuj się temu i nie przeszkadzaj nam”. Wszystko to już na początku daje do myślenia i rozbudza mą niepewność i ciekawość. Przygotowując się do realizacji każdego reportażu nigdy nie chciałem, by lokalna społeczność czuła się jak fotografowane zwierzęta w ZOO. Nie to jest celem moich wpisów na tym podróżniczym blogu. Liczę, że docenicie to nie mniej niż starania rządu w przygotowania dla nas wyborów w czasie pandemii.



Bardzo chcę Wam przybliżyć nieco więcej informacji na temat samej kultury i tradycji tej ortodoksyjnej społeczności. Przyznam Wam, że dla osoby spoza społeczności zdecydowanie nie jest to proste zadanie. Dodatkowo pobyt tam wymagał ode mnie sporej delikatności w wykonywaniu zdjęć, czy zbieraniu ciekawych wiadomości. Jednocześnie każde doświadczenie obcowania w tym miejscu jest dla mnie za każdym razem coraz bardziej ekscytujące. Nie wiem czy jest tak dlatego, że znów jestem w miejscu gdzie mam nieodparte wrażenie, że zatrzymał się czas. Może wynika to z faktu, że nigdzie indziej w podróży jak tu, nie doświadczałem tak wyraźnego podziału na świat kobiet i mężczyzn. Być może pobudzenie to wynikało z faktu, że odkrywałem nieznane mi dotąd zwyczaje i obyczaje. Dziś nie umiem tego jednoznacznie zdefiniować.

Jeśli już jesteśmy przy podziałach ze względu na płeć widoczne są one, np. podczas modlitw. Kobiety i mężczyźni w synagogach modlą się osobno, podobnie jak i podczas ślubów, gdzie również bawią się oddzielnie. Co ciekawe na tutejszych plakatach reklamowych nie spotkasz wizerunków kobiet. Wszystko to uwarunkowano kulturowo i religijnie zarówno wśród tutejszych charedim, jak i chasydów. Społeczność ma tu często skrajnie konserwatywne poglądy. Wielu z nich nie uznaje współczesnego państwa Izrael (ponieważ powstało ich zdaniem wbrew wskazaniom religijnym). Odmawiają też służby w wojsku, płacenia podatków czy nie uznają świeckiego wymiaru sprawiedliwości. Mają własne sądy religijne, zachowują tradycyjny, bardzo skromny strój oraz starannie przestrzegają zasad szabatu.


Aby się dobrze przystosować do tego miejsca, musiałem je lepiej poznać i odpowiedzieć sobie na podstawowe pytania – co wyróżnia tą społeczność i samo miejsce? Naturalnie będąc tu od razu zwrócicie uwagę na skromne i charakterystyczne stroje zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Trzeba też przyznać, że dzielnica ta wygląda na dość biedną. Mówi się o tym, że większość rodzin utrzymuje się tu z zasiłków. Poprawie sytuacji materialnej nie sprzyja również tradycyjny model rodziny i styl życia. Zgodnie z nim mężczyźni zajmują się głównie modlitwami i studiowaniem dzieł religijnych. Potrafią się modlić nawet do 12 godzin dziennie, a kobiety są obciążone wychowywaniem licznego potomstwa oraz utrzymaniem domu i rodziny. Co również zaskoczyło mnie bardzo, to fakt, że niemalże na każdej ulicy natrafiałem na niewielkie synagogi. Jeden z rozmówców zdradził mi, że szacuje się nawet iż jedna przypada na około dziesięciu dorosłych mężczyzn. To wtedy uświadomiłem sobie, że mój plan wjazdu do tej dzielnicy na tęczowym jednorożcu bez trzymanki w samych kąpielówkach może się nie udać.

B jak bać się czy nie?
Po szybkiej analizie sytuacji i zestawieniu wyobrażeń z rzeczywistością musiałem nieco zmodyfikować moje plany. Postanowiłem być bardziej stonowany i wjechać tam bez kąpielówek oraz na brunatnym hipopototamie. Czerpanie wzorców z mądrych tytanów umysłu i ich rozwiązań jest siłą naszego kraju, co za tym iść powinno i obywateli. Przypomnę w tym miejscu o podjętym wyroku sędziów TK w czasie szalejącej pandemii w kwestii tzw. kompromisu aborcyjnego. Czyż mogło być coś jeszcze bardziej rozsądnego w tym czasie jak to? No może jeszcze decyzja o jak najszybszych wyborach prezydenckich lub zlecenie druku kart za kwotę 70 mln na wybory, które się nie odbyły. Chyba nie trzeba nic dodać, ani nic ująć. Ja również miałem nadzieję, że moje odwiedziny w równie rozsądnym stylu obejdą się bez echa. My Polacy jesteśmy dumnym i silnym narodem i nie powinniśmy bać się niczego, ani nikogo.

Dla tych, którzy trafili tu po raz pierwszy i jeszcze nie czują mojego sarkazmu, ironii czy głupkowatego poczucia humoru zdradzę, że nie stać mnie jeszcze na hipopotama tym bardziej jednorożca. Nie stać mnie nawet na zwykłą krowę, która wyruszy ze mną w tak odważną podróż. W związku z powyższym zobowiązany byłem pójść do tej dzielnicy pieszo i w skromnym ubraniu, bo ja generalnie skromny chłopak jestem. Poważnie pisząc uważam, że jeśli przestrzegamy zasad i praw miejsca, w którym jesteśmy, nie ma powodów do obaw. Naturalnie wszędzie możemy spotkać złych ludzi i spotkania te mogą prowadzić do konfliktowych sytuacji. Myślę też, że nie należy wyolbrzymiać i bać się nieznanego, bo tak rodzą się uprzedzenia, których tak dużo dziś w Polsce. Bez wątpienia jednak uważam, że jeśli odwiedzamy nowe miejsca, musimy uszanować lokalne prawo.

Muszę się też z Wami podzielić swoimi doświadczeniami i nie mogę przemilczeć jednej opowieści. Jednego razu, gdy przyleciałem w piątek pod wieczór do Tel Avivu i chciałem dotrzeć autem do wynajętego za pośrednictwem AIRBNB mieszkania mieszczącego się w ortodoksyjnej dzielnicy w Jerozolimie, napotkałem zablokowane ulice. Nie jeździły tutaj samochody podczas szabatu. Gdy okazało się, że nie było innej drogi dojazdowej i wjechałem na jedną z takich ulic – powiem Wam, że spojrzenia społeczności lokalnej były dość wymowne. Słyszałem nawet o przypadkach obrzucania aut kamieniami w analogicznych sytuacjach. Mnie na szczęście udało się tego uniknąć. Zapytacie, czy jestem członkiem klubu BDSM i lubię być bity i opluwany? Zdecydowanie nie, po prostu wynajmowany apartament mieścił się na obrzeżach tej dzielnicy, a w podziemiach budynku znajdował się parking, w którym chciałem zostawić auto.






Dziś z perspektywy czasu patrzę na to w ten sposób, że podróże kształcą i będę bogatszy o cenne doświadczenia. Trzeba mieć jednak świadomość, że w Me’a Sze’arim zdarzają się niebezpieczne zachowania i nieprzyjemne incydenty. Mieszkańcy potrafią reagować agresją na wszystko, co postrzegają jako zagrożenie dla swoich wartości. Dlatego po incydencie z autem uświadomiłem sobie, jak ważnym jest odpowiednie zachowywanie i uszanowanie zasad miejsca, w którym się znalazłem. To dopiero tego dnia dotarło do mnie jak ważna jest swoista adaptacja do tej części świata.
![]()
C jak ciekawa historia dzielnicy
Dzielnica Me’a Sze’arim została założona w 1874 jako jedno z pierwszych osiedli żydowskich poza murami Starego Miasta. Założyli ją Żydzi ze spółdzielni budowlanej, którzy chcieli przenieść się tu z przeludnionego Starego Miasta.

Początkowo dzielnica była otoczona murem z zamykanymi co wieczór bramami. Obecnie pozbawiona jest otaczającego muru, ale nadal stanowi swoistą enklawę w Jerozolimie. Należy o tym pamiętać wybierając się tutaj. Z uwagi na to, że zewnętrzna technologia powinna zdaniem sporej części tutejszej społeczności zostać za ich drzwiami, trudno jest organizować tu sesje zdjęciowe, kręcić filmy. Jeśli się na to zdecydujecie bądźcie dyskretni i niezauważalni.



Zrozumieć trzeba, że w miejscach nieskażonych wręcz postępem technicznym, zawsze obwieszeni elektroniką będziecie postrzegani jak pasujące gówno do kadzi z ponczem. Przybywając tu pamiętajcie, że dzielnica ta to nie atrakcja turystyczna, ale prosperującą część miasta z często ultraortodoksyjną społecznością.


Podsumowanie
Moim zdaniem, gdy znajdziecie się w tym miejscu, traficie do najbardziej ideologicznie wyjątkowej dzielnicy dzisiejszej zachodniej Jerozolimy. Gdy zdecydujecie się odwiedzić to miejsce pamiętajcie, że należy podróżować w grupach nie większych niż trzy lub cztery osoby. Zgodnie z opublikowanymi znakami oczywiste grupy turystyczne „poważnie obrażają mieszkańców”. Zadbajcie też o skromny strój, kobiety warto by miały założone ubranie o ciemnych, konserwatywnych kolorach (futra z norek, różowe kozaczki i seksowne sukienki mini nie są najlepszym pomysłem). W dobrym tonie są tu długie rękawy i długie spódnice. Podobnie mężczyźni powinni zakrywać głowy kippami (jarmułkami). Pamiętajcie również, że jeśli nie należycie do tej zwartej społeczności, odczuwać możecie dyskomfort, że tu nie pasujecie. To m.in. dlatego te drobne elementy strojów znacznie ułatwią zacieranie tych różnic i poprawią ogólne samopoczucie. Wiedzcie też, że dla bardziej ortodoksyjnej części mieszkańców nawet rozmowy telefoniczne nie są tu mile widziane. Podobnie z resztą i patrzenie w smartfon budzić może nieufne spojrzenia. Nie oznacza to jednak, że sami mieszkańcy nie mają telefonów. Często posiadają, tylko są one koszerne – nie wyślesz z nich smsa lub nie poserfujesz dowolnie po internecie.



Gdy spytacie mnie dlaczego warto tu przyjść? Odpowiedź jest prosta. Można znaleźć tu oryginalne przedmioty i pyszne tradycyjne wypieki, ale przede wszystkim by poczuć ten unikatowy klimat. To świat zaniedbanych warsztatów, ciekawych rzemieślników w fartuchach, sklepików z tradycyjnym asortymentem rytualnych mykw i intrygujących synagog. To tutaj smartfon, komputer, telewizor, mikrofalówka, należą do tylko części z listy sprzętów, których istnienia się nie toleruje. Choć w najbliższym sąsiedztwie rozpościera się jeden z najbardziej rozwiniętych technologicznie krajów świata, tutaj tego nie widać. Bez wątpienia pachnie tu koszernym jedzeniem i nie jest tak szaro i brzydko, jak twierdzą niektórzy.

Dzielnica ortodoksyjnych Żydów w Jerozolimie to bezsprzecznie jedno z miejsc, które warto odwiedzić przed śmiercią. To tu czas zatrzymał się i nie bardzo chce ruszać dalej. Ja niestety tu nie zostanę, czekają na mnie kolejne podróże, na które czekacie i Wy. Jednak smak i zapach tutejszego chleba zostanie ze mną na zawsze. Pakuję więc swój plecak i ruszam w kolejną, mam nadzieję, że równie ekscytującą podróż.




Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team, Aga i Adam, Kubuś Puchatek oraz Tygrysek od Puchatka – Dziękuję Wam.
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Izrael #Me’a Sze’arim
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel
✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Izrael | Lublin | Fotografia Podróżnicza | Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Izrael | Jerozolima| Fotograf Me’a Sze’arim | Fotograf Polska | Fotograf Płock | Bloger | Zwiedzaj online | Polska| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Co warto zobaczyć w Izraelu | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Izreal zwiedzanie | Izrael atrakcje | Izrael co zobaczyć | Izrael zwiedzanie | Trip | Atrakcje Izrael| Me’a Sze’arim co warto zobaczyć | Co warto zobaczyć w Me’a Sze’arim | Zwiedzanie Me’a Sze’arim | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Turysta |Me’a Sze’arim 🗺
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020




zabieram Was w podróż do świata bajek. 

Zatem jak już tu jesteśmy zerknijmy z bliska na te wszystkie atrakcje. To tu możemy oglądać ostre jak cień mgły filmy z mini sali kinowej. Bez limitu można też wydawać pieniądze w sklepikach z pamiątkami czy zwiedzać małe muzeum komiksów. Znajdziecie w nim ponad 200 komiksów z lat 60-tych, 70-tych i 80-tych. To istny raj dla koneserów historii rysunkowych. Co jakiś czas odbywają się również różne pokazy i teatrzyki kukiełkowe. 










Dziś zabieram Was w podróż w czasie do Scheveningen w Królestwie Niderlandów. 



















Ceny głównych atrakcji w Scheveningen są stosunkowo wysokie. Karta do zwiedzania nie daje wielkich zniżek i dlatego warto jej kupno mocno rozważyć. Najlepiej jest najpierw dobrze rozplanować odwiedzane atrakcje, by skalkulować, czy jej kupno się Wam opłaca


Jeśli dotrzecie tu autem, wówczas bez obaw bo w pobliżu plaży znajduje się podziemny parking, ze sporą liczbą miejsc. Nie wiem jak w sezonie, ale poza nim bez problemu można było wybrać sobie miejsce, jakie tylko się chciało. Naturalnie parking ten jest płatny, a koszt mojego parkowania wyniósł 12 EURO.







Dziś wpis prosto z Laguny Balos. W rolach głównych wystąpi: biały i różowy piasek, krystalicznie czysta woda, której barwa miesza się w odcieniach błękitu, lazuru, turkusu i szafiru oraz ja, niczym Adam z raju, tyle, że w kąpielówkach, a nie nago (na nudesy trzeba jeszcze poczekać, może się kiedyś pojawią na blogu).










































Cześć, dziś zabieram Was w podróż na Podlasie. Wyruszamy do domu rodzinnego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nazwiska chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać, bo mowa jest o autorze m.in. „Starej baśni”. Moim zdaniem jest jednym z najbardziej wszechstronnych talentów w historii literatury polskiej. Szkoda, że mym subiektywnym zdaniem, dzisiaj jest zapominany czy lekceważony. Smutnym jest fakt, że na lekcjach języka polskiego do książek, z których ma się kształcić kwiat polskiej inteligencji trafiają chociażby parafrazy tekstów piosenek Zenka Martyniuka „Przez twe oczy zielone”. W takich momentach pytam Quo vadis Polsko? Tym bardziej czuję się dziś zobowiązany przypomnieć, że mamy zdecydowanie bardziej utalentowanych literatów, niż Pan Zenek. Dla przykładu sam Ignacy Kraszewski był


































































Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc, która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: „starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.





To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.




















Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉





Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu „Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków












Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając 


Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.











Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w





Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).
Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.
Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.


Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

