CO WARTO ZOBACZYĆ W DĘBLINIE?
Dziś zbaczamy na moment ze szlaku renesansu lubelskiego, co nie oznacza, że wylatujemy poza Lubelszczyznę. Większość z Was pewnie pomyślała, że po wyborach na stałe wyemigruję z kraju. Bez obaw, jeszcze tu jestem, a ten wpis postaram się by był na swój sposób odlotowy, choć czas na odlotowe pisanie bloga, nie jest najlepszy. Pamiętajcie, że każda porażka uczy zdecydowanie więcej niż wygrana. Zostawiam więc malkontenctwo na boku, gdyż nadszedł czas na Dęblin, jedno z najbardziej lotniczych miast w Polsce. I choć odległość od Lublina do Dęblina to około 70 km, to dzięki drodze ekspresowej jesteśmy w stanie tu dojechać w około 40 minut. Warto zastanowić się tylko, czy jest po co tu przyjeżdżać? Dziś postaram się odpowiedzieć na tak postawione pytanie, a wszystko w tradycyjnym ABC z podróży. Zobaczycie iście kosmiczny kościół, oraz inne okoliczne atrakcje, a na koniec dowiecie się ile za to wszystko trzeba zapłacić. To co, gotowi, można zaczynać?

A jak atrakcje
W Dęblinie jest wbrew pozorom sporo do obejrzenia, warto zobaczyć tu zespół pałacowo – parkowy Mniszchów; twierdzę carską czy jedyną w Polsce Wojskową Szkołę Lotniczą. Tereny te doceniane są nie tylko przez turystów, zadowoleni będą tu również kajakarze, wędkarze czy grzybiarze. W okolicach zachowało się wiele zabytkowych obiektów świadczących o bogatej czy wielokulturowej przeszłości miasta. Samo miasto Dęblin, jest też moim zdaniem dobrą bazą turystyczno – wypadową do najciekawszych regionów Lubelszczyzny. Blisko jest stąd do Kazimierza Dolnego – perełki architektury czy Puław. Będąc dłużej w Dęblinie można wybrać się też do pobliskiego Czarnolasu z uroczym Muzeum im. Kochanowskiego czy nieco dalej do Muzeum Kozłówki, ale uwierzcie mi na słowo warto i tam zawitać.

Największą, choć nie jedyną atrakcją turystyczną Dęblina jest Muzeum Sił Powietrznych, które otwarto w 2011 roku. Można tu wejść do wnętrza śmigłowca Mi 6A. Samo Muzeum jest odrestaurowane, a jego wnętrza otwierają przed zwiedzającymi drzwi do kolejnych pomieszczeń, w sposób bardzo przemyślany przybliżając historię polskich sił powietrznych i ich wspaniałych osiągnięć. Wewnątrz znajdziecie sporo mundurów, pamiątek, medali czy fotografii, ale to co najciekawsze czeka za drzwiami budynku. Przed moimi oczami stała tam imponująca liczba wystawionych samolotów, śmigłowców, systemów obrony przeciwlotniczej oraz pojazdów wojskowych. Warto wejść również do hangaru lotniczego, w którym zgromadzono unikalną kolekcję samolotów z czasów wojny i okresu tzw. zimnej wojny, potężne turbiny silnikowe i inne ciekawe akcesoria. Podobnie jak z wnętrzem śmigłowca, tak i w przypadku samolotu pasażerskiego Jak – 40 w wersji VIP, można zwiedzić go od środka, naturalnie za dodatkową odpłatnością. Bilety nie są drogie, z resztą o cenach będzie tradycyjnie więcej na koniec wpisu. Warto jest wydać te kilkanaście złotych by poczuć bicie serca polskiego lotnictwa wojskowego.




























Mocną stroną turystyczną miasta jest fakt, że znajduje się w Dolinie Środkowej Wisły tuż przy ujściu Wieprza. Szczególnie o wschodzie, czy zachodzie słońca tutejsze widoki potrafią zapierać dech w piersi. W pobliżu na lewym brzegu Wisły znajduje się również duży kompleks leśny – Puszcza Kozienicka. Oprócz dwóch dużych rzek – Wieprza i Wisły warto wspomnieć i o mniejszej, płynącej przez miasto – Irence. Dęblin słynny jest w Polsce z Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych, zwanej Szkołą Orląt. Została ona tu przeniesiona w 1927 roku, wtedy jeszcze jako Oficerska Szkoła Lotnictwa. Będąc w jej pobliżu warto wybrać się pod Pomnik ku czci: „Bohaterskim Lotnikom Dęblińskiej Szkoły Orląt”, z 1969 roku. Jest to reprezentacyjny Plac Bohaterskich Lotników Dęblińskiej Szkoły Orląt, jedno z najczęściej fotografowanych w Dęblinie miejsc przez turystów.

Warto też chwilę uwagi poświęcić klasycystycznej formie Pałacu Mniszchów, który posiada bogatą historię, prawdopodobnie już z końca XVI wieku. Wówczas istniała tu siedziba dziedzica dóbr dęblińskich, ale jako rokokowy pałac w dokumentach pojawia się dopiero około 1747 roku. Obecnie pałac w Dęblinie jest siedzibą tutejszej Szkoły Orląt, cały zespół składa się z pałacu zwróconego frontem na północ, w kierunku dwóch oficyn, pawilonu ogrodowego, kordegardy, domu ogrodnika, willi oficerskich oraz pozostałości zabytkowego parku malowniczo rozciągającego się ku dolinie Wieprza.
Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉 Zbaczając z tęczowych ścieżek, mam wrażenie, że warto będzie już spływać, albo przynajmniej o spływach słów kilka Wam napisać i to nie byle jakich, bo kajakowych. Na tych terenach wyróżnić przecież można kilka szlaków:
-
Szlak kajakowy Wieprzem z Kocka do Dęblina - jest niezwykle malowniczy. Na tym odcinku rzeka wije się licznymi zakolami. Długość spływu około 50 km. Nie ukrywam, że momentami jest wymagający, a najwytrwalsi kajakarze płyną także pod prąd najczęściej do Bobrownik, pokonując odcinek około 8 km. -
Alternatywny jest szlak kajakowy Wisłą z Kazimierza Dolnego do Dęblina - jest równie piękny. Rzeka jest tu jeszcze nie do końca uregulowana, co nadaje moim zdaniem spływowi dodatkowy uroku. Długość spływu to około 32 km. -
Ostatni znany mi tutaj szlak wodny przebiega Wisłą z Dęblina do Kazimierza Dolnego. Ten jednak wymaga zarówno sprzyjających wiatrów, jak i odpowiedniego stanu rzeki oraz sporej ilości siły.
Gdy już będziecie ledwo żywi, wybrać się możecie jeszcze na cmentarz wojenny „Balonna” z lat 1915 – 1939, który znajduje się na stoku dawnej reduty Zajączka w Dęblinie. Na tym cmentarzu znaleźli się żołnierze polskich oddziałów legionowych walczących pod dowództwem Józefa Piłsudskiego w składzie 1 Armii austriackiej. Z tego właśnie okresu znajduje się kilka grobów polskich, ale i austriackich , a także symboliczna kwatera żołnierzy rosyjskich poległych w I wojnie światowej oraz wojnie polsko – radzieckiej 1920 r. Wszystko to nadaje temu miejscu pewien międzynarodowy charakter. Wizyta w tym miejscu to cenna lekcja historii, także raz jeszcze polecam. Podczas wycieczki po Dęblinie warto również zobaczyć tutejszy kościół parafialny św. Piusa V w Dęblinie, budynek sam w sobie bardziej przypomina stacje kosmiczną, przez co sam jego oryginalny projekt wydaje się interesujący, z resztą oceńcie sami.







B jak Brama Lubelska
Kolejne miejsce warte odwiedzenia na tutejszej mapie to Twierdza Dęblin. Wzniesiono ją w wyniku realizacji założeń obronnych opracowanych w Rosji na początku lat trzydziestych XIX wieku. Wybudowano ją za panowania cara Mikołaja I Romanowa po stłumieniu powstania listopadowego i włączeniu ziem Królestwa Polskiego do imperium rosyjskiego. Szczególną uwagę przykuła na mnie tutejsza Brama Lubelska, która jest oczywiście elementem potężnej Twierdzy Dęblin. Cytadelę dęblińską obecnie zajmuje Wojsko Polskie. Istnieje możliwość jej zwiedzenia dzięki członkom z Towarzystwa Przyjaciół Dęblina, naturalnie po uzyskaniu wcześniejszej zgody dowódcy jednostki. Jeśli jednak chcecie zwiedzić te tereny, zgłoście to co najmniej z tygodniowym wyprzedzeniem.

C jak ceny
Teraz czas na krótkie podsumowanie i zestawienie kosztów. Najtaniej wychodzi zwiedzanie piesze, stracicie tylko trochę energii, ale zyskacie możliwość zobaczenia urokliwych lokalnych terenów. Jeśli chodzi natomiast o zwiedzanie Muzeum Sił Powietrznych: bilet normalny kosztuje: 15 zł., bilet ulgowy: 8 zł., a bilet rodzinny: 38 zł (2 rodziców + dzieci do lat 18). Dodatkowe opłaty czekają Was za wejście do samolotu Jak-40, bilet kosztuje 3 zł., od osoby. Wejście do śmigłowca Mi-6 kosztuje dodatkowe 3 zł od osoby natomiast jeśli chcecie zobaczyć obie atrakcje wówczas za wejście do samolotu Jak-40 + śmigłowiec Mi-6 będziecie musieli zapłacić 5 zł od osoby. Ceny za kajaki kształtują się od kilkudziesięciu do kilkuset zł., zależnie od wybranych tras i tego czy np. transport na miejsce spływu oraz z powrotem jest wliczany w cenę. Wejście na cmentarz wojenny „Balonna” jest naturalnie nieodpłatny, a podobnie sytuacja się ma z wejściem do „kosmicznego” kościóła parafialnego św. Piusa V w Dęblinie.


Podsumowując, Dęblin to ciekawe historyczne miasto w województwie lubelskim położone w malowniczym krajobrazie, z dala od ogromnych ośrodków miejskich. Jego wielkim atutem są otaczające go lasy, dzięki czemu oddycha się tu pełną piersią. Dęblin – raj dla miłośników samolotów i militariów. Miasto to jest zdecydowanie interesującym miejscem, do którego warto się wybrać na weekend lub na dłużej, szczególnie jeśli chcecie poznać bliżej ciekawą historię miasta oraz znaleźć chwilę czasu na wypoczynek na łonie natury. Za to łono to na bank pójdę siedzieć. Także miło było Was poznać i jak się uda to do następnej wyprawy.
![]()
Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team, Coco Chanel, ElPiteros oraz Kubuś Puchatek.
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Zostań moim PATRONEM
#Co warto zobaczyć w Dęblinie #lubelskie #rafalbil
#Dęblin #blog podróżniczy #patronite

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza | Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin | Neple | Fotograf Sieradz | Fotograf Chęciny | Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger | Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Kryłowie| Lubelszczyzna zwiedzanie Dęblina | Zwiedzanie Lubelszczyzny | Lubelszczyzna Zwiedzanie | Lubelszczyzna atrakcje | Lubelszczyzna co zobaczyć | Dęblin zwiedzanie | Dęblin atrakcje | Atrakcje Dęblin | Co warto zobaczyć w Dęblinie | Co warto zobaczyć w województwie lubelskim | Atrakcje województwa lubelskiego | Polska | Lubelszczyzna | Województwo lubelskie | Dęblin | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Polsce | Polska w weekend 🗺
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020



Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.
































W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s. Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook 




























Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.

























Kto z nas nie lubi Legend? Jedna z tutejszych głosi, że piękna młoda dziewczyna zakochała się w tutejszym chłopie, którego nie zaakceptowała jej matka. Młodzi chcieli wziąć ślub, ale dzień przed uroczystością matka ostrzegła swoją córkę słowami: Obyś skamieniała zanim dojdziesz do kościoła. I tak o to Panna Młoda idąc przez pola na swój ślub zamieniła się w kamień. Dziewczyna biegła już jednak do swojego chłopca i nic nie robiła sobie z klątwy matki. Radosnym krokiem przemierzała rozkwiecone łąki. Od kościoła dzielił ją jeszcze mały pagórek, kiedy nogi zaczęły jej bardzo ciążyć. Każdy kolejny krok stawał się coraz trudniejszy. Postanowiła jednak, że postawi na swoim i stanie ze swoim wybrankiem przed ołtarzem. Niestety po kilku kolejnych krokach w kierunku świątyni panna cała zamieniła się w głaz. Stoi tam do dziś dnia, jako przestroga dla nieposłusznych panien i kawalerów. Morał jest tej historii prosty, trzeba się słuchać mamy. Pozdrawiam swoją, buziaki dla Ciebie Tereska.










Czołem Ananaski, dziś kolejna eksploracja w województwie lubelskim. Zabieram Was na wieś nad dolinę rzeki Garki. Pakuję w plecak aparat i przy wsparciu mojego nowego Patrona, któremu dedykuję ten wpis, ruszam w drogę do znajdującej się w odległości około 10 km od Chełma i 60 km od Lublina miejscowości Stołpie. ElPiteros, dzięki za wspólny wypad. Wróćmy do sedna, do naszej wioski. Jak się pewnie domyślacie, sama jej nazwa wiąże się ze wznoszącą się tu wieżą, zwaną dawniej Stołpem, o której wzmiankowano już w 1204 roku. Prowadzono też specjalistyczne badania, z których wynikało, że mogła ona stać tutaj już dużo wcześniej. Zdania na ten temat są podzielone, ale może i dobrze, bo nudno byłoby, gdyby się wszyscy we wszystkim ze sobą zgadzali. Z resztą więcej o braku wzajemnej aprobaty będzie jeszcze za chwilę. Poniżej tradycyjnie już mapka, byście mogli sobie uzmysłowić, gdzie znajduje się dzisiejsza atrakcja. Jesteście gotowi? No to ruszamy do jednej z najbardziej tajemniczych wież tej części Polski. 
Wieża w Stołpiu to główna atrakcja turystyczna tej wsi i już od początku rozwiewam wszelkie wątpliwości w tej kwestii, naturalnie moim subiektywnym zdaniem. Są jednak głosy, że ważniejszą jest przystanek autobusowy na którym przyjezdnych wita wielki napis: „JEBAĆ LGBT”. Myślę, że lubiące seks środowiska homoseksualne masowo skorzystają z takiego kuszącego zaproszenia, a może wypadałoby nazwać to wprost – erotycznej propozycji – tajemniczego przystankowego malarza, który ten zabytkowy fresk wykonał i z którym włodarze od dłuższego czasu nic nie robią. Przystanek PKS jest niedaleko od wieży, będąc tam zobaczcie go więc koniecznie.


Przyznam Wam się też szczerze, że przygotowując ten wpis, pokusiłem się o pewien research na temat głównej, tutejszej atrakcji. Na jednych z forów internetowych przekonałem się jak ruiny średniowiecznej wieży we wsi Stołpie potrafią budzić skrajne emocje. Kiedy jeden z komentatorów przyznał: „Ja bym to wyburzył. Ani to ładne ani potrzebne a tylko zagrożenie stwarza. Dzieci trza pilnować żeby tam nie lazły, menele się załatwiają i śmiecą. Taka prawda.”. Drugi mu natomiast odpowiedział: „Odsuń się analfabeto od klawiatury !”. Wiecie co w tym wszystkim jest piękne, że każdy ma prawo w podróżach wyrażać swoje opinie i subiektywnie oceniać, czy mu się coś podoba czy nie. Podobnie przecież może ktoś wyruszyć do Egiptu, gdzie zobaczywszy piramidy uzna: „eee słabo, w katalogu biura podróży wydawały się większe” i rozumiecie, stajecie przed kolebką starożytności i symbolami kultury i dorobkiem człowieka z przed ponad dwóch i pół tysiąca lat przed naszą erą 



Od razu po przyjeździe tu zacząłem deliberować, czy w tej wieży zamknięta była jakaś księżniczka, która po dziś dzień straszy mieszkańców? A jeśli nawet, tak to wnioskuję, że musiała to być niegrzeczna dziewczynka, bo grzecznych przecież się nie zamykało. Ale scenariusze w tej kwestii zostawiam Wam i Waszym wyobraźniom, niech ponosi Was fantazja. Wiedzcie tylko, że w średniowieczu było modne takie karanie niewiast (informacja pozyskana została na zasadach tajemnicy dziennikarskiej od lokalnych fanów podwarszawskiego klubu bdsm i więcej na ten temat nie mogę Wam zdradzić, no chyba że mnie zaprosicie na wódkę, spijecie i siłą wydobędziecie ze mnie tę tajemniczą legendę, którą skrywa ta budowla). Zaznaczę tylko, że Biała Dama nie sponsoruje tego wpisu (choćby mogła), ale gorszą wiadomością dla mnie było to, że niestety nie dało się wejść do środka wieży. Krata jest zamknięta na kłódkę, jak mówią lokalni mieszkańcy, od wielu lat, a dodatkowo obecnie w środku znajdziecie rusztowanie, gdyż trwają prace remontowe. Wewnątrz leży kilka artefaktów, w postaci butelek po różnych alkoholach. Pomimo, że nie byłem w środku, nie twierdzę, że miejsce to nie skrywa w sobie wielu ciekawych tajemnic. Jestem przekonany, że na przestrzeni tylu set lat, na pewno działo się tam nie mało.
Sama wieża znajduje się na wzniesieniu, w której okolicy nie brakuje zieleni. Na niedużym owalnym kopcu 




Dziś czeka Nas bardzo spokojna wyprawa do równie cichego i przy tym urokliwego miejsca. Przyszła kolej na odwiedzenie Gardzienic. Zabieram Was na wieś leżącą zaledwie około 30 km od Lublina. To tutaj mogłem nie tylko wyciszyć się i odpocząć od zgiełku miasta, ale przede wszystkim odkryć coś nowego, ale o tym będzie nieco później. Sama wioska znajduje się w powiecie świdnickim, w gminie Piaski. Miejscowość słynie przede wszystkim z działalności znanego nie tylko w kraju, ale i na świecie Ośrodka Praktyk Teatralnych Włodzimierza Staniewskiego. Rozsiądźcie się więc wygodnie, czas rozpocząć podróż wzdłuż Szlaku Renesansu Lubelskiego. Przekonajcie się co warto zobaczyć właśnie w Gardzienicach.




Kolejny z budynków, który tu spotkałem SPICHLERZ – od 2005 roku jest własnością Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Tutaj grano większość spektakli Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Dzisiaj Spichlerz jest już po przebudowie. Stał się siedzibą Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”. Z przepiękną, trzykondygnacyjną salą teatralną z nowoczesnym wyposażeniem – windą zewnętrzną, salkami wykładowymi, biblioteką multimedialną, garderobami i pokojami gościnnymi. Całość robi duże wrażenie i pokazuje jak w odpowiednio zarządzanej instytucji z ruiny można stworzyć coś utylitarnego.




Jeszcze bym zapomniał o pewnych ruinach. Miałem wrażenie, że to zabytkowa budowla znajdująca się niemalże u stóp dworu w Gardzienicach, ale nic bardziej mylnego. Wyczytałem się po powrocie do domu, że w II połowie XIX wieku ówczesny właściciel dóbr gardzienickich wybudował w tym miejscu okazałą i nowoczesną jak na tamte lata gorzelnię, która przynosiła spore zyski. Funkcjonowała ona jeszcze w I połowie XX wieku. Jednak nie są to żadne ruiny zamku, jak początkowo mi się mylnie zdawało. 

Gardzienice zachwyciły mnie, nie tylko swoim urokiem, ale dały też poczucie bezpieczeństwa i pozwoliły wypocząć oraz odzyskać wewnętrzny spokój. Dla mnie osobiście miejsce te stało się swoistą enklawą. Poczucie bezpieczeństwa nadaje tu bez wątpienia park, który zajmuje zachodnią i południową część wyniesienia łącząc się ze skarpą, oddzielającą od zachodu wyniesienie od doliny rzeki. Wiek rosnących tu drzew przekracza często ponad 100 lat. Znajdziecie tu piękną altanę lipową, krąg grabowy i graniczne szpalery; lipowy i grabowy. Gro drzewostanu stanowią powojenne nasadzenia klonów w różnych gatunkach. Aby Wam to wszystko było łatwiej sobie wizualizować, zdradzę Wam, że na terenie całego parku występuje około 400 drzew oraz ogrom krzewów. Znaleźć tu można graby i lipy, kasztanowce, topole oraz klony. Spotkałem tu pięknie kwitnący czarny bez, ale i tak największe wrażenie wywarła na mnie żółta magnolia. Być może dlatego, że zobaczyłem taką po raz pierwszy, nie mogłem wyjść z podziwu. Trzeba też dodać, że część drzew 









Na początek trzeba założyć i zalogować się na swoje konto Patronite, klikając w prawym, górnym rogu ekranu na stronie 
Aby się zarejestrować na stronie głównej kliknij ikonę ekranu logowania/rejestracji. Potem wybierz jeden z powyższych sposobów rejestracji. Wybierając zakładanie konta za pomocą adresu mailowego, będziesz musiał/a wypełnić podstawowe informacje o sobie. Możesz również spersonalizować swój profil, choćby przez dodanie krótkiego opisu czy avatara. Po założeniu konta, otrzymasz e-mail potwierdzający aktywację konta. Odbierz go i kliknij w podane łącze. Posiadając już aktywne konto, możesz się zalogować. W tym celu wykorzystaj właściwe pola (wybierając logowanie za pomocą Facebooka lub e-maila).




Jestem Rafał i jestem blogerem, fotografem, pasjonatem podróży i saunowania w jednej osobie. Jestem też wielbicielem słodyczy, kiepskiego poczucia humoru i dobrej muzyki. Miło mi, że trafiłeś na moją stronę. Liczę, że niedługo poznamy się lepiej. Na swoim blogu dzielę się wiedzą i fotografiami, tworząc content dla osób kochających podróże jak ja. 




