Archiwum kategorii: Fotografia

ABC O UFO W EMILICINIE

Dziś zabieram Was w wirtualną podróż pod jedyny w Polsce pomnik UFO. Przyszło nam żyć w dziwnych czasach, gdzie granice absurdu są mocno przesunięte, dlatego stosownym będzie, przenieść się do równie abstrakcyjnego miejsca, którym równo 42 lat temu żyła cała Polska. Żeby rozpocząć tę opowieść, trzeba cofnąć się więc do czasów Gierka. Obiecuję Wam, że nie będzie dziś wiele o polityce, a bynajmniej nie wprost, ale jeśli nie znosicie tamtych chwil, to jest to najwłaściwszy moment, by zamknąć tę stronę www. Jeśli natomiast jesteście ciekawi mojej opinii, to powiem Wam podobnie jak śpiewa pewien klasyk „jak do tego doszło nie wiem”, ale zostańcie ze mną do końca, bo dziś postaram się odbyć eksplorację w miejscu, które normalnie badałaby filmowa agentka Dana Scully, albo nawet pozostali pracownicy Archiwum X. Czeka więc na Was błyskotliwy wpis, niczym statek UFO wyposażony w światła strobo, na którym odbywa się gruby melanż. Jeśli daliście się ponieść wyobraźni, to lećmy dalej. Zabieram Was w podróż do Emilicina. Przedstawię Wam dziś jedno z trzech mistycznych zjawisk, którym obok latającego jednorożca i mojej dziewczyny są właśnie oni, czyli kosmici. Czas na subiektywne ABC o polskim UFO, a prawda nas jeszcze zadziwi i nie ukrywam, że przybyłem właśnie tu, bo w głębi serca liczyłem na porwanie i marzyła mi się nieziemska podróż 🛸.

➡ A jak absolutna prawda lub absolutne kłamstwo

Jak twierdził naoczny świadek, tych wydarzeń, dokładnie 42 lata temu w Polsce wylądowało UFO. Dnia 10 maja 1978 roku we wsi oddalonej niecałe 50 km od Lublina mieszkaniec Emilicina – Jan Wolski, doświadczył spotkania z kosmitami. Według swojej relacji z powrotu do domu, opowiadał, że tego dnia zobaczył dwie postacie, które miały około 150 cm wzrostu, zieloną skórę, obcisłe czarne kombinezony, skośne oczy i wystające kości policzkowe oraz dłonie, które wyróżniały się m.in. połączonymi błoną palcami. Choć do dnia dzisiejszego powstało wiele teorii spiskowych na temat spotkań z obcą cywilizacją, tak historia z małej wioski w województwie lubelskim, wydaje się mi bardzo interesująca, może również z uwagi na bliskość terytorialną rzekomych wydarzeń. 

Jak wspominał Pan Jan, same wieści o tych wydarzeniach bardzo szybko się rozeszły nie tylko we wsi, a przekazywano je wyłącznie z ust do ust (przypomnę młodszemu pokoleniu, kiedyś nie było facebooka czy instagrama i nie każdy mógł zrobić sobie instastories, czy utworzyć wydarzenie na fb i pewnie wydaje się to Wam dziwne, ale tak było). Pomimo to, informacja o tych wydarzeniach rozchodziła się jak internetowy Viral (starszemu pokoleniu przypomnę, że Virale to z założenia na tyle intrygujące filmiki czy posty z informacjami, które z pomocą lub bez szybko stają się popularne. Internauci chętnie przekazują je dalej, wysyłają, udostępniają znajomym, a ci z kolei podają informację innym osobom znajdującym się w ich znajomych zwiększając w ten sposób zasięgi danego posta czy pliku wideo), a wiadomości o tych wydarzeniach nabierały dodatkowych ubarwień, ale i poszerzały krąg osób zainteresowanych tym tematem.

Historia UFO z Emilicina nabrała jednak rozgłosu i powagi dopiero za sprawą Pana Zbigniewa Blani, który był wówczas uznawany za jednego z najsłynniejszych polskich ufologów. Można go porównać do takiego ówczesnego, polskiego agenta zbliżonego do roli Foxa Muldera z serialu Zarchiwum X. Pan Zbigniew przez wiele lat pracował nad ustaleniem faktów i potwierdzeń prawdziwości wizyty kosmitów we wsi w województwie lubelskim. Zyskał dzięki temu sobie również dużą popularność, nie mniejszą z resztą jak sama wioska. Naturalnie lądowanie w Emilicinie podzieliło wówczas społeczność. Opowieść o kosmitach miała zarówno wielu sceptyków jak i przyciągała do wsi rzesze zainteresowanych tym nietypowym dość tematem. Każdy chciał jednak wiedzieć, czy to jest prawda czy absolutne kłamstwo. Do tego wszystkiego niezbędne były jednak wieloletnie badania, które prowadzone były przez kolejne lata. 

➡ B jak badania

Sprawa była na tyle poważna, że  jeden z najbardziej znanych ufologów w Polsce zdarzenie z Emilcina badał przez wiele lat. Podczas prac starał się docierać m.in. do innych świadków lądowania obcych na polanie. Wśród nich był jak się później okazało również młody chłopiec – Adam Popiołek, który 10 maja 1978 roku miał poinformować mamę o „spadającym nad wsią samolocie”. Licznym badaniom poddawany był również Pan Jan i to nie tylko przez psychologów czy psychiatrów.

Musicie też wiedzieć, że badania podejmowano nie tylko w jedną stronę i nie tylko po całym zajściu. Jak ustalić można było z relacji Pana Jana napotkani kosmici mówili „drobnym głosem”. Gdy relacjonował całość zdarzeń, zwrócić można uwagę na kilka interesujących informacji. Wspominał on, że gdy wyjechał z lasu na polanę zobaczył unoszący się w powietrzu pojazd kosmitów. Jak opowiadał, przypominał on biały autobus z pojedynczymi drzwiami po środku, na którego rogach pionowo zamontowane były świdry, ewentualnie można było go porównać do dwu-rotorowego helikoptera. Kosmici zaprosili Wolskiego do środka, kazali mu się rozebrać i zbadali go oraz zabrali mu skórzany pasek, a na koniec zaproponowali poczęstunek, ale odmówił. Jan Wolski wspominał też, że w pojeździe obcych było około 10 padniętych ptaków. Wychodząc ze statku kosmicznego rolnik ukłonił się przybyszom i pożegnał. Naturalnie wraz z opowieścią Pana Wolskiego wiele osób uznawało go za wariata, część mieszkańców uznała, że był pijany, albo, że miał halucynacje bo zaszkodziły mu nawozy, a niektórzy powoływali się nawet na eksperymenty mieszkańca wsi z LSD. Naturalnie te argumenty odparła rodzina Pana Jana. Po powrocie do domu opowiedział im o wszystkim co się stało, wówczas synowie postanowili pójść i na własne oczy zobaczyć statek i polanę. Znaleźli wówczas już na niej jedynie ślady jak po lądowaniu dużego samolotu o dziwnym kształcie. Jak widzicie na powyższym zdjęciu, dziś nikogo nie zastaniemy w domu Pana Jana, a on sam niestety nie żyje. W sieci natomiast bez problemu znajdziecie relacje Pana Wolskiego, w których opowiadał o spotkaniu z kosmitami. Udało mi się porozmawiać z mieszkańcami Emilcina i jedno mi przyznali, że Pan Jan Wolski był bardzo porządnym człowiekiem i każdy, kto znał bliżej, nie tylko szanował Go, ale i wierzył, że to co relacjonował, było prawdą. Natomiast Ci, którzy nie znali Go, traktowali często całą sytuację prześmiewczo, a Jego samego określali dość pejoratywnie. Kiedy zapytałem mieszkańców tutejszej wsi, czy wierzą w to co się tu wydarzyło 42 lata temu? Odpowiadają najczęściej, że są przekonani, że coś tu miało miejsce, ale wielu z nich nie potrafi tego precyzyjnie określić. 

O dziwo, przez wiele lat nikt nie starał się podważać badań słynnego ufologa. Dopiero w 2012 sprawie wnikliwie przyjrzał się Bartosz Rdułtowski, publicysta i autor książek poświęconych głównie II wojnie światowej i tajemnicom z nią związanymi. W swojej książce „Tajne operacje. PRL i UFO” stara się udowodnić, że badania Blani były nierzetelne, a cała sprawa jego zdaniem okazała się mistyfikacją. W jego ocenie była to próba zemsty jednego ufologa na drugim, choć jak sugeruje w swej książce autor, nie potoczyła się do końca tak, jak to miało być zamierzone. Kluczową osobą w całej tej sprawie miał być Witold Wawrzonek, ufolog który jako pierwszy dotarł do Wolskiego i powiadomił o przypadku Zbigniewa Blanię. Rdułtowski uważa, że całe „śledztwo” Blani nie było obiektywne, a prowadzono badania wyłącznie w duchu amerykańskiego hasła „I want to believe”.

 ➡ C jak ciekawostki o UFO

👽 Czy UFO lata zawsze latającym spodkiem?

Jak wynikało z relacji jedynego światka wydarzeń w Emilicinie, kosmici nie przylecieli okrągłym spodkiem, czyli statkiem kosmicznym znanym z obecnych filmów science fiction. Zdaniem Pana Jana, statek unosił się około 5 metrów nad ziemią, a dostać się do niego można było swego rodzaju windą. Sam środek lokomocji natomiast przypominał coś w rodzaju połowy autobusu.

👽 Czy z tego co wiemy, przybysze z kosmosu zawitali w Polsce tylko do Emilicina?

Jak podają media masowego przekazu, przypadków zarejestrowanej obecności UFO w naszym kraju jest więcej. Szacuje się, że w Polsce zdarzyło się co najmniej kilka niewyjaśnionych przypadków rzekomych spotkań z UFO. Jeśli chcecie zgłębić temat poczytajcie więcej o tym co miało miejsce m.in.:  w Czaplinku w 1947 roku, rok później w Muszynie czy w Gdyni w 1959 roku. Pewnie zastanawia Was teraz dlaczego w obecnych czasach UFO nie ląduje w Polsce? Odpowiedź może być zarówno oczywista jak i logiczna. Od czasów kiedy na skupie złomu cena stali nierdzewnej za kilogram sięga 3,50 PLN pewnie nie chcą ryzykować.

👽 Czy kosmici są wśród nas?

Wielu z Nas może uważać, że UFO nie istnieje, ale czy nie macie czasem wrażenia, jadąc np. do domu z pracy, wyruszając w podróż, albo ostatnimi czasy, siedząc w domu i przyglądając się Waszym najbliższym, że ufoludki są wśród nas? Rozejrzyjcie się dobrze  i sami odpowiedzcie sobie na tak postawione pytanie.

👽 Co to jest Strefa 51?

Od lat ludzie na całym świecie zastanawiają się, czy istnieje życie pozaziemskie. W sieci pojawiają się niezliczone nagrania różne informacje na temat śladów UFO. Wiele osób twierdzi, że w Strefie 51 prowadzi się badania w tej sprawie. Oficjalnie znajduje się tam baza wojskowa, która założona została w 1954 roku i znajduje się ona w zachodniej części hrabstwa Lincoln na południu stanu Nevada w USA. Całość bazy objęta jest całkowitym zakazem fotografowania czy filmowania i zajmuje powierzchnię około 150 km2.

👽 Kapsuła czasu.

Dnia 14 maja 2011 roku w metalowej tubie zakopano m.in. listy od dzieci do ludzi roku 3011. Wraz z listem została także zamieszczona w Kapsule płyta DVD z treścią listu, a także z materiałami o Emilcinie i naszym świecie, tym z roku 2011. Kapsuła ma zostać odkopana w roku 3011. Ciekawe czy wówczas będą potrafili odczytać zapis z takiego typu nośnika.

Podsumowanie

Czy minęło 42 lata od spotkania z kosmitami, czy od wielkiej mistyfikacji, tego w 100% nie wiem.  W książce „Tajne Operacje. UFO i PRL” jej autor Bartosz Rdułtowski pisał, że sprawa jest całkowitym kłamstwem, choć w opozycji za tymi wydarzeniami stoją m.in. ludzie z Fundacji Nautilus, która zajmuje się zjawiskami paranormalnymi. Nie moim zadaniem jest dziś ocena tych zdarzeń, bez wątpienia prawda, jaką by nie była, na pewno jeszcze nie raz nas może zaskoczyć. Dziś chciałem Was po prostu zabrać w miejsce równie dziwne, jak obecna sytuacja całego kraju. Żyjemy w pewnym kosmosie, o którym prawdy również nie potrafię odkryć, choć bardzo staram się ją zrozumieć. Cieszę się natomiast, że wspólnie choć tylko wirtualnie mogliśmy wybrać się miejsca rzekomego lądowania UFO. Choć sama sprawa do dziś nie została w 100% wyjaśniona, ani też wykluczona, to nie przeszkodziło to na postawienie pomnika upamiętniającego wizytę kosmitów w tutejszej wsi. Geometryczny obelisk na skale został odsłonięty 15 października 2005 roku. Na koniec jeszcze napiszę, sarkastycznie, że mam nadzieję, że i wy choć przez chwilę, mogliście poczuć się tu jak w domu. Jesteście niezłymi kosmitami, jeśli dotrwaliście do tego miejsca. Pamiętajcie również, że wszystko co zobaczycie na niebie, może dziś być UFO, wystarczy, że macie kiepski wzrok. Do następnej podróży Kochani i niech moc będzie z Wami.

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#emilcin #ufo #rafalbil #blog #fotografia #podróże #polska #petete #lubelskie #travel

👽 Fotograf Lublin | UFO | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Z Archiwum X | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Emilcin | Kosmici | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Zwiedzaj online | Blog podróżniczy | Zostań w domu | Podróż | Polska 🛸

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

ABC o pszczołach

Dziś słów kilka o bzykaniu, afrodyzjakach i do tego sporej porcji słodyczy. Nie należy jednak podniecać się za szybko, gdyż okraszany lekką nutą rozkoszy, dzisiejszy artykuł jest bardzo poważny. Dlatego skupcie się uważnie, gdyż zdradzę Wam moje subiektywne ABC o pszczołach. Jakkolwiek to nie zabrzmi – rączki na myszkę i lecimy. Na początek temat lekki, słodki i przyjemny, poznacie miód od strony afrodyzjaku. Postaram się Wam przybliżyć jak dużo dobrego zawdzięczamy tym latającym owadom. Potem przejdziemy do kwestii bzykania, tu słów kilka będzie również o zagrożeniach dotyczących przedłużania gatunku. Dowiecie się m.in. jak długo przeżyje ludzkość bez pszczół.  Na koniec natomiast mam dla Was garść ciekawostek, które udało mi się zebrać, by jeszcze bardziej zainteresować Was tą istotną tematyką. Liczę, że całość Was zaciekawi i skłoni do pewnych refleksji. Wiecie, że gdy my siedzimy w domach, one cały czas podróżują. Pszczoły w zależności od tzw. pożytku optymalnie latają do 3 km, w przypadku jego braku nawet do 5 km od ula, tylko przez dłuższe loty,  krócej żyją. Mam nadzieję, że ta zależność do podróżowania nie jest taka sama u ludzi, a i pamiętajcie, mile widziane są udostępnienia, lajki i zakładanie własnych uli. Zatem co złego to nie ja i lecimy z tym tematem.

A jak afrodyzjak

Nie wiem czy wiecie, ale mówi się, że jedna z najstarszych receptur na potencję bazuje właśnie na miodzie, który dzielnie produkują nam m.in. z nektaru kwiatów pszczoły. W recepturze tej mikstury rozpusty znajdzie się jeszcze imbir, gałka muszkatołowa, cynamon, goździki, a całość wymieszana jest jeszcze z czosnkiem i podobno potrafi dać nieziemskie efekty (wiecie jak jest – sąsiad, którego kolega to użył, mi opowiadał). Tym, którzy już opuścili blog i w kuchni przygotowują ten magiczny specyfik chciałem podziękować, że wytrwali ze mną tak długo. Pozostałych, bardziej wytrwałych, którzy chcą doczytać całość do końca zapraszam dalej. Pewnie niczym odkrywczym dla Was nie będzie wiadomość, że słodki smak podrażnia kubki smakowe i pobudza mózg do wytwarzania endorfin – hormonów szczęścia. To m.in. dlatego cukier potrafi nas tak uzależniać i dawać poczucie błogiej przyjemności. Tego się nie wstydzę i zdradzam Wam to z autopsji, ale sąsiad, którego kolega to użył, też o tym wspominał 😉

Z resztą na temat działania cukru czy miodu w kontekście poczucia się lepiej, sięgnąć można np. do historii. Jak się okazuje miód używany był jako afrodyzjak już w zamierzchłych czasach. To m.in. Germanie mieli w zwyczaju mieszanie go z różnymi ziołami, co miało znakomicie wpływać na męską potencję. Hindusi natomiast rozpowszechnili przekonanie, że miód podawany doustnie stymuluje seksualnie równie dobrze, jak ten aplikowany bezpośrednio na organy miłosne. Ciekawostką jest, że np. płatki nagietka macerowane w miodzie stały się tradycyjnym napojem miłosnym Anglosasów. Młodzi małżonkowie dla ugruntowania swojego związku winni byli przez miesiąc popijać miód pitny. Słuchajcie, najlepsze jest w tym to, że gdy to wszystko przeanalizowałem, momentalnie mnie oświeciło, niczym na widok karetki na sygnale. Wszystko to wyjaśniło mi etymologię tzw. „miesiąca miodowego”, a tyle lat zastanawiałem się skąd to określenie się wzięło (kurtyna). Pierwotnie myślałem, że to wyłącznie tylko dlatego, że małżonkowie pili miód obowiązkowo przez pierwsze tygodnie po ślubie, ale sprawa ta jest chyba bardziej złożona niż sądziłem.

Warto również wspomnieć, że sam miód, jako afrodyzjak wykorzystywany jest nie tylko doustnie. Od dawna kąpiele w wannie we dwoje z dodatkiem miodu wpływać miały nie tylko na odprężenie, ale i sprawiały, że skóra stawała się gładsza i milsza w dotyku, co w naturalny sposób miało inspirować do dalszych przyjemnych poczynań. Również miód wykorzystywano jako naturalny składnik lubrykantu, pomagający parom osiągnąć orgazm i pełnię cudownych doznań erotycznych. Mam nieodparte wrażenie i muszę to przyznać, że jest to idealne miejsce na reklamę dla firm i ich środków nawilżających 😉

O to co jeszcze dobrego dają nam pszczoły zapytałem również pszczelarkę, która swoją przygodę z pszczołami rozpoczęła w 2014 roku. Pasją zaraził ją kuzyn mieszkający w Radkowie k/Kłodzka. W 2017 roku ukończyła naukę w Technikum w Pszczelej Woli uzyskując tytuł Technik Pszczelarz. Dziś Teresa Mróz, bo o Niej cały czas mowa, zajmuje się profesjonalnie pszczołami, choć jak sama przyznaje jej pasieka jest niewielka, bardziej hobbystyczna niż dochodowa. Na co dzień zajmuje się pozyskiwaniem miodu na terenie pasieki, która znajduje się w pięknej miejscowości Gardzienice Pierwsze. Wykonuje tam szereg obowiązków skupiających się wokół zapewniania odpowiednich warunków dla pszczół. Na podstawie posiadanej wiedzy i doświadczenia, na bieżąco monitoruje stan zdrowotny pszczół, zbiera miód gromadzony w ulach, a także realizuje szereg czynności organizacyjnych związanych z prowadzeniem pasieki. Kilka razy miałem już przyjemność z Nią na te tematy rozmawiać i za każdym razem imponuje mi wiedzą i doświadczeniem.

Jej zdaniem „korzyści z obecności pszczół w rolnictwie są doceniane nie od dziś, jednak mniej mówi się o ich roli w środowisku naturalnym. Warto więc podkreślić, że ekonomiczna wartość zapylania przez pszczoły i owady pszczołowate wykracza ponad produkcję rolniczą. Pszczoły zapylają wszystkie rośliny, nie tylko uprawne. Zapylenie roślin przez pszczoły to jedyny sposób na zachowanie bioróżnorodności. Wraz z rozwojem cywilizacji, w ostatnich latach zmiany zaszły tak daleko, że zagrażają dalszemu istnieniu pszczół.  Oprócz miodu ważnymi produktami pszczelimi są: propolis (kit pszczeli), mleczko pszczele, pyłek kwiatowy, pierzga, jad pszczeli i wosk pszczeli”.

Pszczoły oprócz produkcji miodu zapylają około 80% roślin. Przenosząc pyłek kwiatowy umożliwiają zachowanie bioróżnorodności i kontrolę erozji gleb, wpływają na upiększenie środowiska życia człowieka i zwiększenie plonów. W zachowaniu gatunków roślin owadopylnych pszczoły są niezastąpione, spośród wszystkich owadów.

Niezwykle ważną rolę odgrywają pszczoły w leśnictwie. Ich praca służy zwiększeniu ilości zdrowych i płodnych nasion potrzebnych do odnowienia lasu, pożywienia dla ptactwa, jak i do zwiększenia urodzaju owoców leśnych (poziomek, borówek, czarnych jagód, jeżyn, malin).

B jak bzykanie

Wielu z nas wydaje się, że wiemy wszystko o pszczołach. Zastanawialiście się nad tematami tabu i tajnikami sfery seksualnej tych owadów? Wiecie np. jak długo one bzykają lub jak długo pożyjemy my, bez ich bzykania? Pytań jest ogrom, a na wiele z nich postaram się wraz z Teresą Mróz udzielić Wam dziś jak najwięcej  rzeczowych odpowiedzi. 

Okazuje się, że matka pszczela może żyć nawet 5 lat, w praktyce jednak pszczelarze wymieniają ją co 1,5 roku bądź co 2 lata (wymiana matek zapobiega rojeniu się), trutnie żyją około kilku miesięcy, zaś pszczoły robotnice w okresie od wiosny do jesieni żyją przeciętnie 5-7 miesięcy, a w okresie letnim do 56 dni. Mało kto wie, że samo zapłodnienie matki pszczelej, następuje nie w ulu, a w powietrzu; czasem kilka kilometrów od ula. Trutnie, w wyniku kopulacji z matką pszczelą giną z powodu wyrwania aparatu kopulacyjnego (jednak panowie jak widzicie nie mamy tak najgorzej – dzięki Ci matko naturo). Larwy pszczół i trutni wylęgają się z jajeczek złożonych przez matkę pszczelą. Zdradzę Wam też, że królowa pszczół może mieć nawet do 40 partnerów w ciągu unasiennienia, więc o monogamii nie może być w tym przypadku mowy. Jeśli chodzi o samą długość życia przeciętnej pszczoły, to trzeba też zaznaczyć, że jest ona zależna od wielu czynników składowych.

Sporo słyszy się o tym, że masowe ginięcie pszczół miodnych to zjawisko, które z rosnącym nasileniem obserwuje się w ostatnich latach. Zmniejszająca się liczba pszczół oznacza gigantyczne straty dla środowiska i rolnictwa, cierpią uprawy roślin, owoców, warzyw. Do dramatycznej sytuacji pszczół przyczyniło się masowe stosowanie środków owadobójczych, które paraliżują układ nerwowy owadów, przez co tracą one orientację poza ulem i umierają. Konsekwencje zaś odczuwa cały świat.

Zdaniem pszczelarki:

Do wcześniej śmierci pszczół przyczyniają się:
– roztocza i choroby pszczół tj. Varroa dectructor, wirusowy paraliż pszczół, nosema i inne,
– pestycydy,
– zanieczyszczenie powietrza
– stres.
Nie ma chemicznych środków ochrony roślin, które byłyby obojętne dla pszczół. W zależności od tego do jakiej grupy chemicznej należy substancja aktywna preparatu oraz toksycznego oddziaływania na organizm pszczoły, preparaty są klasyfikowane pod tym względem. O stopniu toksyczności w stosunku do pszczoły miodnej informuje zapis na etykiecie preparatu w punkcie – okres prewencji dla pszczół. Część rolników i sadowników niestety, nie stosuje się do wymogów. Istotnym jest by pszczelarz obserwując jak pszczoły dostosowują się do zmiennych warunków środowiska, też uczył się przez cały czas, jak z nimi współpracować i modyfikować swoje prace”.

C jak ciekawostki

Zastanawialiście się kiedyś jak zaskakujące i niesamowite są fakty z życia pszczół. Jest tyle mniej lub bardziej oczywistych ciekawostek z ich życia, które warto zgłębić. Wraz z Teresą Mróz zachęcamy Was do zapoznania z Wybranym przez nas, które uznaliśmy za najciekawsze:

🍯 Miody dzielimy na nektarowe i spadziowe – z drzew iglastych i z drzew liściastych mają trochę inną barwę i to powinniśmy określić jaka to spadź. Podajemy pełną nazwę mioduna przykład: miód spadziowy ze spadzi iglastej, miód spadziowy ze spadzi liściastej, miód nektarowy wielokwiatowy, miód nektarowy rzepakowy itd.

🐝 Warto podkreślić, że w odróżnieniu od osowatych, które zbierają nektar z wszystkich roślin także trujących – niebezpiecznych dla ludzi, pszczoły zbierają nektar z roślin przyjaznych i bezpiecznych dla człowieka, dlatego pszczeli miód jest w 100% bezpieczny i zdrowy dla ludzi.

🍯 Miód ma w sobie witaminy (komplet B, C, D i K), enzymy, kwasy organiczne i niezliczoną ilość mikroelementów. Zawiera również bor, który pomaga uregulować poziom hormonów, a także tlenek azotu, przyspieszający krążenie krwi. Miód jest więc doskonałym źródłem energii, a zawarta w nim fruktoza sprawia, że możemy np. dłużej aktywnie uprawiać seks. Bakteriobójcze działanie ma natomiast zawarta w miodzie inhibina. Obfitują w nią przede wszystkim miody spadziowe, lipowe i gryczane. Nie ma więc wątpliwości, że staje się dla nas naturalnym zastrzykiem energii, który pomaga zapobiec zmęczeniu i dodaje sił. Żeby Wam było lepiej sobie to uświadomić, zdradzimy Wam, że dwie łyżeczki miodu byłyby w stanie napędzić lot pszczoły dookoła świata.

🐝 Mamy też dla Was ciekawostki kulturowe z życia tych pożytecznych owadów. Pszczoły rozróżniają tylko kilka kolorów: biały, czarny, szary, żółty, zielony i niebieski. Pszczoły porozumiewają się między sobą swoistym tańcem. Komunikacja pszczół przejawia się poruszaniem tułowia, ruchem skrzydełek oraz wydawaniem dźwięków, a praca w ulu trwa nieprzerwanie dzień i noc. Różne rodzaj tych figur  tanecznych mogą informować np. o położeniu nektaru względem słońca, a także o skali trudności przedsięwzięcia.

🍯 Miód podgrzany do minimum 40°C bezpowrotnie traci swoje najlepsze właściwości, stając się w praktyce wyłącznie mieszaniną cukrów. Tak więc słodzenie  gorącej herbaty miodem nie ma sensu, przynajmniej z punktu widzenia zdrowia.

🐝 Na koniec ciekawostek mam dla Was jeszcze informacje liczbowe z życia pszczół. Zastanawialiście się ile średnio pszczół jest w jednym ulu? Szacuje się, że w okresie lata w bardzo silnych rodzinach jest ich 70 –  100 tysięcy. Jesienią w przeciętnej rodzinie pszczół jest ich od 10 -25 tysięcy. W okresie zimowym liczba robotnic wynosi 10–25 tys. Aby zebrać do 4 mln ziaren pyłku, pszczoła musi odwiedzić ok. 500 kwiatów. Zasięg pszczół zbieraczek jest różny. Pszczoła afrykańska odlatuje od ula do 500 metrów, a pszczoła włoska ok. 3 km. Najdalej z nich, bo aż do 13 km, odlatuje pszczoła ukraińska. Podczas lotu pszczoła wykonuje od 350 do 450 ruchów skrzydełkami na sekundę, dzięki czemu może uzyskać prędkość lotu w granicach 20-60 km/h.

🍯 Miód to jedna z niewielu rzeczy, które nigdy się nie psują — jeśli tylko umieszczone zostaną w odpowiednim pojemniku, mogą trwać w nim praktycznie w nieskończoność. Znaleziony przez archeologów miód z czasów starożytnego Egiptu okazał się zdatny do spożycia po upływie kilku tysięcy lat! Niesamowitą trwałość miód zawdzięcza swoim właściwościom — naturalnej kwasowości i niskiej wilgotności, które powodują, że to jedno z ostatnich miejsc, w których chciałyby zamieszkać jakiekolwiek bakterie.

🐝 Pszczoły miodne niesprowokowane nigdy nie atakują ludzi.  Same z siebie nie są agresywne. Użądlenie człowieka powoduje niewielki obrzęk ustępujący po paru dniach, jeśli jednak osoba użądlona jest uczulona na jad pszczeli może to doprowadzić nawet do śmierci. Pszczoły żądlą już w ostateczności, jeśli czują się zagrożone i pamiętajcie, że dla nich utrata żądła, wiąże się zawsze z ich śmiercią.

🍯 Miód wytwarzany jest przez pszczoły w ten sam sposób od 150 milionów lat. Nie zmienia się też jego receptura. W składzie miodu znajdziemy 80% z naturalnych cukrów, 18% wody i 2% składników mineralnych, witamin, protein i pyłku.

🐝Producent, a więc również pszczelarz sprzedający produkty ze swojej pasieki, nie może przypisywać produktowi żywnościowemu właściwości zapobiegania chorobom lub ich leczenia. Nie można również przypisywać produktowi działania lub właściwości, których nie posiada i nie może sugerować, że produkt posiada szczególne właściwości, jeżeli wszystkie podobne produkty posiadają takie właściwości (np. miód nie zawierający cholesterolu).

W podsumowaniu chciałem zastanowić się wraz z Wami jak możemy wspierać pszczoły? Może myśleliście już o tym, co można zrobić, by pomóc pszczołom? Szczególnie w okresie kiedy przez długi czas nie pada deszcz? Naszym zdaniem warto pamiętać, że pszczoły również potrzebują wody. Jednym z rozwiązań, jest zrobienie poidełka dla pszczół i umieszczenie go na parapecie lub balkonie, lub gdzieś w ogrodzie. Koniecznie trzeba dodać do niego kamyki, by te miały gdzie bezpiecznie wylądować i by się oczywiście nie potopiły. Zadbajcie zawsze, by w poidełku była dla nich woda, być może to drobny gest z naszej strony, a dla nich wielkie wsparcie. Sami to praktykujemy i zachęcamy i Was do takiego działania. Jedno jest sprawdzone, za każdym razem jak wyjdziecie na zewnątrz, pszczoły nie będą Was molestować o wielką dolewkę, no przynajmniej nam się to nie zdarzyło, także bez obaw. Być może tym działaniem wszystkich pszczół nie uda nam się spić, ale każda jedna napojona, będzie Waszym sukcesem. Musicie też wiedzieć, że najwięcej wody pszczela rodzina zużywa właśnie teraz, tj.  wiosną i dlatego jest to tak ważne.

Oczywiście istotne jest też samo uświadamianie nas nawzajem. Choć ono samo w sobie problemu nie rozwiąże, ale od naszego postępowania w przyszłości zależeć będzie w dużej mierze to, czy uda się spowolnić, a może nawet odwrócić proces wymierania pszczół. Warto więc zacząć od uzupełnienia wiedzy. Jak będziemy zdawać sobie sprawę jak wiele pożytku dają nam pszczoły czy jak się zachowywać w ich otoczeniu, może to w jakimś stopniu pozwoli wiele z nich uratować. Pamiętajcie, że te niewielkie i niepozorne — pszczoły mają wielki wpływ na prawidłowe funkcjonowanie ekosystemu, a ich masowe wymieranie to jedna z najgorszych rzeczy, jakie ostatnio przytrafiły się naturze. Już Karol Darwin twierdził, że: „Kiedy pszczoła zniknie z powierzchni Ziemi, człowiekowi pozostaną już tylko cztery lata życia. Skoro nie będzie pszczół, nie będzie też zapylania. Zabraknie więc roślin, potem zwierząt, wreszcie przyjdzie kolej na człowieka”. Teorię tą potwierdzał również Albert Einstein, który wielokrotnie podkreślał, że: „Jeśli wyginą pszczoły, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia.”Zastanówcie się więc czy jeśli nie dla nich samych, to egoistycznie dla ludzkości, nie warto jest o nie zadbać? Każdy z nas powinien zdawać sobie sprawę, że problemy dotyczące pszczół to tak naprawdę problemy dotyczące nas, ludzi.

Każdy z nas może też pomóc pszczołom w dostępie do zróżnicowanego pokarmu, zapytacie w jaki sposób? Bardzo prosto, wystarczy  zasiać w swoim  ogródku, na dzikiej łące czy chociażby w doniczce na swoim balkonie, nasiona kwiatów miododajnych. Pamiętajcie wielkie i skuteczne rewolucje zaczynają się zawsze od drobnych działań.

Warto wiedzieć, że ponad 75% produkcji żywności zależy właśnie od ich pracy. Łatwo więc wyciągnąć proste i radykalne wnioski, śmierć pszczół to realny scenariusz na problemy ekosystemowe, głód, czy w konsekwencji śmierć wielu ludzi. Pszczoły nie tylko w Polsce wymierają w niepokojącym tempie. Z roku na rok ich liczba radykalnie maleje. Dlatego należy działać. Jedną z formą działań jest uświadamianie nas, od tego warto zaczynać. To dzięki uświadomieniu sobie problemów, możemy przejść do skutecznego działania, by przeciwdziałać nieodwracalnym procesom. Jak podkreśla Teresa Mróz: Warto też pamiętać o najważniejszych zasadach ochrony roślin bezpiecznej dla pszczół: aby nie stosować środków toksycznych dla pszczół w okresie kwitnienia roślin; unikać opryskiwania plantacji, na których występują kwitnące chwasty;  dobierać preparaty mało toksyczne dla pszczół;  przestrzegać okresów prewencji; przeciwdziałać znoszeniu cieczy opryskowej podczas zabiegu;  wykonywać zabiegi późnym wieczorem lub nocą, po zakończonych lotach owadów;  zabezpieczać ule podczas wykonywania zabiegu, jeżeli istnieje zagrożenie ich kontaktu z cieczą roboczą. Wszystko to na pewno bardzo pozytywnie wpłynie na pszczoły. Trzeba przecież mieć na uwadze, że ich praca ma również wpływ na istnienie ogromnej ilości gatunków wielu roślin oraz zwierząt. Spora liczba z nich żywi się nasionami i owocami powstałymi właśnie dzięki ich pracy. Warto również pomyśleć nad tym jak wiele moglibyśmy się od pszczół nauczyć — wytrwałości, pracowitości czy choćby latania 😉 Kto z Was dziś nie chciałby umieć latać? Naturalnie czekamy na Wasze komentarze, udostępnienia czy lajki na facebookowym fanpage. Pozdrawiamy i do następnego.

#pasiekadarygardzienic #pszczoły #miód #rafalbil #blog #fotografia #podróże 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

 

🐝  Fotograf Lublin | Pszczoły | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Miód | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Zadbaj o pszczoły | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Naturalne Miody | Fotografia Rodzinna | Blog podróżniczy  | Podróż | Polska | Afrodyzjaki | Bzykanie | Ciekawostki | Pasieka Dary Gardzienic 🌼

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Starlink VS COVID-19

Zdradzę Wam, że sytuacja związana z COVID-19 ma z mojego punktu widzenia, pewne plusy. Kto z Was miał wcześniej tyle czasu by patrzeć w gwiazdy (naturalnie pytanie nie jest skierowane do pracowników planetariów)? Jak udało mi się ustalić od naczelnego astronoma RP, Konrada – dziś znów pojawi ku temu dobra okazja, bo satelity Starlink po raz kolejny przelecą nad Polską, a jemu można wierzyć bardziej niż nawet wróżbicie Maciejowi. Na koniec wpisu podam Wam gdzie i o której można ich wypatrywać, bo dziś będą ku temu co najmniej dwie okazje (i to jest dopiero chwyt, abyście doczytali mój wpis do końca, choć zapewne co sprytniejsi przejdą do ostatniego akapitu od razu).

Naszło mnie też dziś na kilka refleksji. Refleksja pierwsza – związku z tym, że obecnie ze zrozumiałych względów nie podróżuję, nauczyłem się również wygospodarowywać więcej czasu dla Was i mojego bloga. Refleksja druga – nadrabiam też zaległości podróżnicze (m.in. zwiedzam online i przeglądam też fotografie ze swoich dotychczasowych podróży, na co zawsze brakowało czasu), a i co Was ucieszy, opracowuję kolejny wpis z zaległej wyprawy, ale jeszcze nie zdradzę Wam z której. Refleksja trzecia – dodatkowo zwracam co raz większą uwagę na otaczające mnie piękno, ale to, które jest na wyciągnięcie ręki i nie trzeba po nie jechać na drugi koniec świata. Nie ma też znaczenia, czy chodzi o rzeczy wielkie jak kosmos, czy te mniejsze, jak kwiat kaktusa, który dziś na jeden dzień pięknie rozkwitnie. Ważnym jest, by z tego co się w koło nas dzieje, wyciągnąć pewną lekcję i nauczyć się zauważyć i docenić piękno, które nas otacza na co dzień. To przecież, rzecz umowna i subiektywna, co jest dla nas pięknem, dobrem, a co np. przekleństwem lub czymś obrzydliwym. Wszystkie trzy refleksje polecam poddać i Wam, krótkiej analizie w kwestii otaczającej nas rzeczywistości. A właśnie wróćmy do tematu otaczających naszą planetę satelit.

Refleksja czwarta – fotografowanie konstelacja Starlink przedsiębiorstwa SpaceX (od której przelew za moją skromną reklamę w poprzednim wpisie jeszcze nie dotarł), należącego do miliardera Elona Muska, to nie lada wyzwanie dla fanów astrofotografii. Po wcześniejszym moim wpisie, który zobaczyć można tutaj, kilka osób zapytało mnie, po co one faktycznie latają nad Ziemią i nad Polską, naszą Polską? Jeśli miałbym odpowiedzieć zgodnie z prawdą, to faktycznie to nie wiem, ale jeśli chodzi o informacje podawane w mediach, to już Wam zdradzam. Celem tego przedsięwzięcia, jest zapewnienie dostępu do internetu na całym świecie – również w miejscach, w których dostęp jest niemożliwy lub poważnie ograniczony. Jeśli teoria ma iść z praktyką to miło z Pana strony Panie Musk – ma Pan mózg nie od parady, albo przynajmniej pieniędzy również nie od dwóch parad. Jeśli więc wierzyć oficjalnie podawanym ideom tego projektu, to z punktu widzenia każdego podróżnika, trzeba oddać honory dla tej firmy i samego Pana Muska oczywiście. Nie ma przecież nic bardziej upierdliwego niż brak dostępu do sieci, gdy zbłądzisz na lodowcach Antarktydy czy Grenlandii i nie możesz napisać o tym na Facebooku czy Instagramie, albo po prostu wrócić do swojego iglo czy domu, bo nie działa Ci Twoja nawigacja online. No chyba, że na trasie pojawi się upierdliwy niedźwiedź polarny, wtedy kwestia braku internetu schodzi na drugi plan, a instynkt czy intuicja pozwala szybko wrócić do domu, choć oczywiście nie wszystkim się to udaje. Dbajcie więc o waszą kondycję fizyczną.


Refleksja piąta
. Istnieje również teoria spiskowa dziejów, że satelity „roznoszą” 5G, które zniszczy świat i ludzkość, a niektórzy idą dalej i mówią już o „roznoszeniu” 6G, czyli jeszcze bardziej zaawansowanej technologii i to o jeden G więcej myślącej od człowieka i samego 5G oczywiście. Czy to oznacza, że zmierzamy ku zagładzie i jak w tym gąszczu informacji nie zdurnieć? Ja mam tylko jedną prośbę Panie Musk – jeśli ta teoria jest prawdziwa, prosiłbym byś pozwolił nam, światu, czy mi osobiście wyjść najpierw z pandemii COVID-19, zanim rozsieje się po Ziemi kolejna epidemia. Podróżnicy chcą jeszcze pozwiedzać, mam nadzieję, że wszyscy lubiący podróże poprą mój apel, a w geście poparcia można np. udostępnić ten wpis na swojej tablicy, albo zostawić lajka – może one uratują nas od zagłady? Jeśli się nie uda, to przynajmniej zginiemy ze świadomością, że próbowaliście coś zrobić 😉

Jejku, jak dziś refleksyjnie się zrobiło, no nic trzeba brać aparat i ruszać w poszukiwanie nowych inspiracji, ahoj przygodo, kierunek mojej podróży z pokoju do kuchni. Trzymajcie kciuki, a przede wszystkim, trzymajcie się zdrowo. Na koniec obiecane godziny lotu satelit w dniu dzisiejszym – pierwsza okazja będzie o godz. 21 :16, patrzcie na niebo w kierunku z zachodu na wschód, tam pojawią się 43 sztuki satelit w większych odległościach oraz głowy noście dumnie podniesione do góry o godz. 20:33 w kierunku z północnego zachodu na południowy wschód. Szczęśliwcom pewnie uda się wypatrzeć kolejny „świeży pociąg”, który wyruszył w kosmos 2 dni temu.

#satelita #niebo #noc #gwiazdy #wiosna #satellite #5G #spacex #kaktus #covid19

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza |  Fotografia | Travel | Fotograf Emilcin |Patroni | Fotograf Sieradz  | Fotograf Chęciny |  Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów  | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Fotograf Sewilla | Fotograf Izrael | Fotograf Palestyna | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf  Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger | Trip |  Zwiedzaj online | Podróż | Polska | Trip| Rafał Bil Podróże| Bloger podróżniczy| Traveler  |Patronite | Rafal Bil | Fotografia 🗺

 

Starlink

Jedni patrzą na gwiazdy na niebie bez celu, inni z nich wróżą, jeszcze inni są jak gwiazdy, a ja dziś  podjąłem się próby fotografowania tych pierwszych i nie bez powodu. Obok licznych gwiazd nad polskim niebem w dniu dzisiejszym pokazały się satelity Starlink firmy SpaceX Elona Muska (naturalnie czekam na przelew za reklamę na moim skromnym blogu).

Gołym okiem można było dziś obserwować jak w spektakularny, sposób satelity wędrowały jedna za drugą na niebie pełnym gwiazd. Dla mnie było to nie lada wyzwanie, by uchwycić lecące w 100 km od siebie formacji satelity. Już sam nie wiem czy sutki sterczą mi z zimna czy z wrażenia i to do tej pory. Całość momentami z perspektywy Ziemi tworzyła na niebie jasną, świetlistą linię, którą moja dobra znajoma porównała do śladów sań po locie św. Mikołaja. Wyglądało to faktycznie zjawiskowo, jak jedna satelita podążała za drugą.

Choć czas widoczności wynosił zaledwie kilka minut, to satelity błyszczały na tle nieba tworząc piękne widowisko, zauważalne gołym okiem. Z resztą co tu się więcej podniecać i rozpisywać, sami zobaczcie co udało mi się dziś sfotografować. Z tego miejsca pozdrawiam wszystkie moje koleżanki, które są jak prawdziwe gwiazdy – dziewczyny Wy wiecie, że to o Was i do Was, kieruję ten krótki w treści, ale jak bogaty w formie wpis. Naturalnie całość opublikowana  dzięki uprzejmości firmy SpaceX Elona Muska, a i dzięki za info o akcji Kondzik (Konrad to naczelny astronom w RP i zna się nie tylko na gwiazdach).

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

⭐ Fotograf Lublin |  Starlink | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Zwiedzaj online| Blog podróżniczy |Zostań w domu |Podróż | Polska | Rafał Bil fotografia | Blog |Astrofotografia ⭐

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Akcja Żonkile

Shalom, jutro tj. 19 kwietnia 2020 roku przypada 77 rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. W tym roku, na ulicach Warszawy nie spotkamy wolontariuszy, którzy by rozdawali żonkile. Jednak tego symbolu jak i pamięci o powstaniu nie zabraknie. Z powodu epidemii obchody będą przeniesione do internetu, telewizji czy stacji radiowych. Choć z bólem serca, ale trudno jest się nie zgodzić z decyzją podjętą przez Muzeum Getta Warszawskiego i Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, które to w ostatnich latach organizowały uroczystości upamiętniające wybuch powstanie w getcie warszawskim. Myślę, że choć symboliczne to niezwykle ważne jest samo upamiętnianie tego wydarzenia. Bo parafrazując słowa więźnia z obozu koncentracyjnego w Auschwitz, Mariana Turskiego w czasie obchodów uroczystości 75-lecia wyzwolenia Auschwitz: jeśli będziemy obojętni, jakieś Auschwitz spadnie nam z nieba.

Zatem porzucam obojętność i czuję dziś w sobie nie tylko mentalny, ale i obywatelski obowiązek, by ten wpis powstał. Być może dla wielu z Was nie odkryje on nic nowego, ale jeśli choć znajdzie się jedna osoba, która po raz pierwszy się o tych wydarzeniach dowie, to już będzie to mój osobisty sukces. Nie mniejszy, wówczas, gdy tym wpisem skłonię kogoś z Was do namysłu i pewnych refleksji, nad kwestiami chorobliwego pędu do władzy, takiego za wszelką cenę, w tym cenę życia innych. Zwolnijmy…  bo warto jest w dniu dzisiejszym, zastanowić się nad tym wszystkim dokładniej. Nie chcę jednak brzmieć jak ksiądz na kazaniu, dlatego wrócę do kwestii samych obchodów, ale jeśli siedzicie w domach, nakłaniam Was do głębszej własnej refleksji na temat wyborów w naszym państwie, ochrony życia czy ideologii nazizmu. Myślicie, że w tym kontekście są dziś kazania w kościołach?

Jedno jest pewne, w stolicy o godz. 12:00 zabrzmią na pewno syreny upamiętniające rocznicę tego wydarzenia, które rozpoczęło się 19 kwietnia 1943 roku. Nie trzeba chyba nikomu przypominać, że był to największy zbrojny zryw Żydów podczas II wojny światowej, będącego jednocześnie pierwszym powstaniem miejskim w okupowanej wówczas Europie. Choć można powiedzieć, że był to akt symboliczny, ale i jednocześnie heroiczny, zważywszy na nikłe szanse powodzenia, broniono się do końca. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że chociaż nielicznym powstańcom udało się przeżyć i kanałami wydostać z płonącego getta.

By upamiętnić te straszne wydarzenia Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN organizuje corocznie akcję społeczno-edukacyjną Żonkile. Jak możemy dowiedzieć się na stronie internetowej Muzeum POLIN, nazwa akcji związana jest z osobą Marka Edelmana, który był przywódcą Żydowskiej Organizacji Bojowej. To jemu udało się przeżyć likwidację getta, a następnie przez lata pielęgnować pamięć o wydarzeniach z 1943 roku. Do końca życia w rocznicę powstania  przychodził pod Pomnik Bohaterów Getta, by oddać hołd poległym towarzyszom. Wraz z nim przychodziło coraz więcej ludzi z żółtymi kwiatami. Dziś żonkil stał się nie tylko symbolem zbiorowej pamięci, to wg mnie coś więcej, to kwestia hołdu i  szacunku dla tych wszystkich, którzy wówczas polegli w skutek chorych idei nazizmu. Dla mnie osobiście to też symbol wartości nadrzędnej i szacunku do tego co mamy najcenniejsze, czyli życia. Na koniec dodam tylko, że akcji od samego początku towarzyszy również hasło „Łączy nas pamięć”, które podkreśla siłę wspólnoty, potrzebę dialogu ponad podziałami oraz znaczenie solidarności.

Pamiętajmy i czerpmy to co dla nas ważne z tej lekcji historii. Jeśli zastanawiacie się jak pozostając w domach możemy wyrazić naszą pamięć? Wystarczy wejść na stronę POLIN i pobrać szablon żonkila, a następnie wydrukować go i złożyć (pomoże Wam w tym na pewno znajdująca się tam wideoinstrukcja). Z własnoręcznie wykonanym żonkilem, można potem zrobić sobie zdjęcie i wstawić do sieci z hashtagami: #ŁączyNasPamięć oraz #AkcjaŻonkile. Dla bardziej leniwych, przygotowano również specjalną nakładkę na zdjęcie profilowe na Facebooku. Zachęcam, polecam, pozdrawiam –  bądźcie zdrowi.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje pozostałe WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#ŁączyNasPamięć #AkcjaŻonkile #Warszawa

Fotograf Lublin |  Łączy Nas Pamięć | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Akcja Żonkile| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Zwiedzaj online| Blog podróżniczy |Zostań w domu |Podróż | Polska| POLIN | Muzeum Getta Warszawskiego | Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce | Rafał Bil fotografia | Żonkile ✡

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Semana Santa

ABC o Semana Santa

¡Hola!, witajcie, dziś przybliżę Wam kilka podstawowych informacji na temat świętowania Wielkanocy w hiszpańskiej Andaluzji. Przeniosę Was wirtualnie do samej Sewilli, która jest stolicą tej południowej części Hiszpanii. W tym roku Semana Santa nie będzie jak dotychczas obchodzona tak hucznie, a głównym powodem jest oczywiście globalna pandemia koronawirusa. O ile sama decyzja o odwołaniu uroczystych pochodów jest zrozumiała i wg mnie rozsądna, tak w głębi serca, żałuję, że tak się to wszystko potoczyło, szczególnie iż  w tym roku, miałem w tych uroczystościach po raz kolejny uczestniczyć. Mając na uwadze to co dzieje się obecnie w Hiszpanii, nie było jednak wyjścia, bilety linii lotniczych będą musiały jeszcze poczekać na mój kolejny lot do tej części Europy. Wróćmy jednak do tego co najistotniejsze. Hiszpański rząd nakazuje obywatelom pozostanie w domach. Gdyby nie pandemia już od 3 kwietnia bractwa zaczęłyby wychodzić z dzielnic Sewilli, by pielęgnować kilkusetletnią tradycję, która przekazywana jest z pokolenia na pokolenie. Pozostaje mi sięgnąć do wspomnień i zdjęć, które udało mi się wykonać, kiedy pierwszy raz mogłem uczestniczyć w tych niezwykle spektakularnych, nie tylko dla mojego obiektywu wydarzeniach. Będę z Wami szczery, tego nie da się opisać, to po prostu trzeba przeżyć i zobaczyć na własne oczy. Postaram się Wam w krótkim ABC o Semana Santa za pomocą moich zdjęć oddać namiastkę tego wyjątkowego klimatu i atmosfery miejsca, którą tam w przeszłości zastałem podczas obchodów Wielkiego Tygodnia.

A jak Antonio Banderas

Zanim wyjaśnię jaką rolę odgrywa Antonio Banderas w Semana Santa, opowiem jak to się wszystko zaczęło. Aby Was nie zanudzić historią, ale zachować pewną chronologię sięgnąć muszę pokrótce do końca XVI i XVII wieku, czyli okresu początków procesji Wielkiego Tygodnia w Sewilli. W 1604 roku kardynał Fernando Niño de Guevara postanowił, że bractwa będą udawały się do katedry, aby celebrować mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jednym z członków hiszpańskich bractw jest sam Antonio Banderas. W związku z tym faktem od wielu lat uczestniczył i on w pochodach w ramach Semana Santa. W tym roku aktor włączył się natomiast w pomoc finansową wraz z hiszpańskim bankiem i dwiema fundacjami w sporej łącznej kwocie 53 000 euro na inicjatywę społeczną bractw. Cel jałmużny, bo tak wypada nazwać tą ofiarę jest przeznaczony na walkę z koronawirusem. Za pieniądze te zakupione zostaną fartuchy i materiały niezbędne dla pracowników w szpitalach w Maladze. W ten sposób aktor chce sam przyczynić się do „epidemii solidarności”, która ma miejsce w całym kraju i jednocześnie zachęcić innych do udziału w dzieleniu się tym co mamy z potrzebującymi. Podkreślić warto, że we wcześniejszych latach, można było spotkać Antonio Banderasa w pochodach w Maladze, gdzie aktor odgrywał ważną rolę, jako jeden z nazarejczyków dzwoniących w dzwon nadających tempa, oraz nawoływał osoby odpowiedzialne do podnoszenia platform, które potrafią ważyć nawet około pół tony, a niektóre znajdujące się na nich figury, pamiętają czasy średniowiecza. Naturalnie wiele osób widziało w tym zachowaniu aktora działanie na pokaz, mające poprawiać jego wizerunek. Ja nie zamierzam tego oceniać, gdyż nie taka rola jest tego wpisu, jednak na jedno zwrócę uwagę. W tym roku ze względu na zagrożenie epidemiologiczne, aktor, podobnie jak i inni Hiszpanie czy członkowie bractw, zmuszeni są pozostać w domach, a huczne pochody zostały zawieszone. Jeśli chodzi o spójność w walce z pandemią nie podlega wątpliwości, że jest to słuszna decyzja, którą poparli reprezentanci wszystkich bractw oraz decydenci Hiszpanii. Dziś nie podlega wątpliwości, że ustanawiane prawa w walce z COVID 19 powinny być spójne dla wszystkich, bez względu, czy jest się słynnym aktorem, czy pełni inne zaszczytne funkcje. Wirus ten przecież nie zwraca uwagi na status społeczny, czy pełnione funkcje, o czym świetnie przekonał się premier Wielkiej Brytanii. Zostawmy jednak politykę. Należy Wam się jeszcze wyjaśnienie czym w ogóle są te bractwa i jaką rolę odgrywają w Semana Santa?

Powyżej wpis z oficjalnego profilu Twittera Antonio Banderasa
o włączeniu się w akcję finansowego wsparcia na walkę z koronawirusem.

B jak bractwa

Przyznam się Wam, że widząc pierwszy raz nazarenos (nazarenos określani są też jako nazaredczycy, a nazwa ich pochodzi od bractwa pod wezwaniem Chrystusa z Nazaretu) w tradycyjnych strojach, moje skojarzenie, choć nietrafione, ale było bardzo jednoznaczne. Byłem niemal  przekonany w 100%, że przypadkiem spotkałem członków Ku Klux Klan. Dla niewtajemniczonych w dużym uproszczeniu napiszę, tylko, że KKK to organizacja rasistowska, utworzona w Stanach Zjednoczonych, częściowo zakonspirowana, walcząca o utrzymanie supremacji białych w USA i dążąca do ograniczenia praw innych grup rasowych i etnicznych. Teraz żebyśmy mieli jasność Ku Klux Klan nie ma zupełnie nic wspólnego z hiszpańskimi bractwami, a jedyne co ich łączy to zapożyczony w wyglądzie od Hiszpanów strój członków tej rasistowskiej organizacji. Wracając jednak do bractw – podczas Semana Santa Hermandades, określa się je także pod nazwą cofradías penitenciales i są to stowarzyszenia (wspólnoty, bractwa) osób, które biorą udział w procesjach Wielkiego Tygodnia. Poszczególne bractwa skupione są wokół konkretnej parafii. Niektóre z nich działają nieprzerwanie nawet od XV wieku. Każde z bractw posiada charakterystyczny dla siebie kolor szat i maszerując w otoczeniu konkretnej platformy, dzięki czemu obchody te są różnorodne i barwne, przez co dla mnie osobiście i mojego aparatu ciekawe. Paleta kolorów jest całkiem szeroka – od bieli przez różne odcienie fioletu czy niebieskiego po biskupią purpurę, zieleń, czerwień, brąz, czerń, a nawet złoto. Musicie też zdawać sobie sprawę, że przynależność do bractwa stanowi spore obciążenie dla finansów Hiszpanów. To nie tylko zaangażowanie swojego czasu. Bardzo dużym wydatkiem jest koszt samego stroju (nawet kilka set euro), a dodatkowym wydatkiem są jeszcze opłaty związane z działalnością Cofradías. W 2020 roku bractwa hiszpańskie odpowiadają za organizację codzienną wirtualnych stacji pokutnych w celu umożliwienia współbraciom symbolicznego uczestnictwa online w tych ważnych dla wielu wiernych obchodach. Wszystko to ma stworzyć choć namiastkę świętowania tych wyjątkowych nie tylko dla Hiszpanów wydarzeń. Mam też nieodparte wrażenie, że z dużym smutkiem i pokorą muszą znieść oni fakt, że w tym roku święta te będą wyglądały zdecydowanie inaczej.

 

C jak czy warto spędzać tam święta i to bez jaj?

Jeżeli spytacie mnie, czy warto jest zobaczyć takie obchody, to zdecydowanie uważam, że tak. Naturalnie nie w tym roku, ale jak sytuacja na świecie się uspokoi, myślę, że w kolejnych latach warto będzie tam się wybrać. Nie odstrasza mnie nawet fakt, że są to święta zgoła odmienne od tych obchodzonych w Polsce. Nie ma tu takiego kultu pisanek czy zajączka, ale za to są inne atrakcje. Choć nie byłbym z Wami do końca szczery, bo w okresie świąt pieczone jest tu ciasto drożdżowe z jajkiem na twardo w środku (więc jakaś namiastka jedzenia jajek jest). Jeśli przysmak ten brzmi dla Was strasznie, to zdradzę Wam, że smakuje podobnie, ale na szczęście w Monas de Pascua, bo tak dokładnie określa się ten przysmak, coraz częściej jajko na twardo zamieniane jest jej czekoladowym odpowiednikiem i słusznie, przynajmniej moim skromnym zdaniem. Są też inne słodkie akcenty tych świąt, np. dzieci podczas uroczystości dostają mniejsze palmy na których rodzice i dziadkowie wieszają wcześniej różne słodycze np. żelki czy czekolady, które sukcesywnie znikają w trakcie pochodów. I takie palmy to ja rozumiem 😀 Z punktu widzenia emocjonalnego doświadczania Semana Santa to jest to wg mnie jeden z bardziej fascynujących okresów w roku, z jakim mamy do czynienia w wielu miastach Andaluzji. Z resztą przekonajcie się o tym sami w bliższej lub dalszej przyszłości. Kończąc już mój wywód na temat tych świąt musimy zdawać sobie sprawę, że Semana Santa to tradycja zakorzeniona o wiele bardziej w kulturze Hiszpanii niż flamenco czy corrida. Warto też mieć na uwadze, że tradycyjne przedświąteczne procesje w ramach Semana Santa odbywają się w różnych częściach świata, m.in. na Malcie, Sycylii, Meksyku, Hondurasie, Gwatemali czy Kolumbii. Do najbardziej rozpoznawalnych na świecie należą te z Hiszpanii, gdzie kultywowane są w szczególności na południu i te najbardziej Wam polecam zobaczyć, poczuć aromat kadzideł i po prostu doświadczyć tych emocji, których mimo moich szczerych chęci nie da się opisać. Spokojnych i zdrowych Świąt Wam życzę. Zostańcie w domach i zwiedzajcie online.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#zostań w domu  #zwiedzaj online #Sewilla #Hiszpania #Semana Santa

Fotograf Lublin | Sewilla | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Semana Santa| Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Zwiedzaj online| Blog podróżniczy |Zostań w domu | Hiszpania

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

 

Happy Easter

W te inne od dotychczasowych Święta, życzę Wam byście nie tracili pogody ducha i byli przede wszystkim zdrowi. Życzę Wam dużo cierpliwości, pozytywnego nastroju oraz byście nie byli osamotnieni. Jeśli to możliwe, życzę Wam serdecznych spotkań w gronie najbliższej rodziny oraz byście umieli docenić ten szczególny przywilej. Dziękuję również i za życzenia, które dostaję od Was. 

 pozdrawiam

 

 

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

#Wesołych Świąt #Wielkanoc #Lublin

Co warto zobaczyć w Kijowie?

Dziś zabiorę Was na wirtualną wyprawę do największego miasta Ukrainy. Wyprawa do Kijowa będzie zderzeniem z miastem liczącym oficjalnie około 3 mln osób, a w rzeczywistości licząc z przyjezdnymi nawet do około 5 mln ludzi. Aglomeracja ma ponad 800 km kwadratowych i plasuje się wśród największych metropolii Europy na 7 miejscu. Dziś postaram się zmierzyć ze stereotypami, tego jednego z najstarszych miast w Europie Wschodniej. Zweryfikujemy czy Kijów to wyłącznie tania wódka, złe drogi i piękne kobiety. Jedno jest pewne, czeka nas wyprawa do miasta pełnego  kontrastów, w którym wyczuwalna jest unikatowa atmosfera oraz aromat kawy i napojów procentowych. Jeżeli Wasze głowy i wątroby są na to gotowe, to zapraszam. Pamiętajcie tylko, że Ukraina nie jest członkiem UE także zabierzcie ze sobą paszporty. Dodatkowo, musicie wiedzieć, że gdybyście zdecydowali się na przyjazd tu samochodem, niezbędnym będzie załatwienie kilku dokumentów m.in. zielonej karty czy odpowiedniego ubezpieczenie pojazdu. Przy przejściach granicznych czy kontrolach policyjnych możemy liczyć się z dodatkowymi „opłatami”, chyba że będziecie wytrwali w swojej postawie, to może uda się Wam ich uniknąć. Z uwagi na powyższe oraz, że stan dróg pozostawia czasem wiele do życzenia, zdecydowanie doradzam wybrać podróż samolotem. I tu jest idealne miejsce na reklamę linii lotniczych – Wizzair, Ryanair, LOT – cierpliwie czekam na Wasze propozycje 🙂 Lećmy dalej, bo się i tak nie doczekam, a chcę Wam dziś pokazać Kijów i to od A do Z. Pamiętajcie tylko o zmianie wskazówek w zegarkach, które należy przesunąć o godzinę do przodu. Nie tracąc czasu,  synchronizujemy sikory i startujemy.

 

A jak Arsenalna  

Podróż zacznijmy najniżej jak tylko w Kijowie się da, po to by następnie piąć się tylko w górę. Wszystko to robię, byście mogli wraz z upływem czasu czerpać garściami ze szczytu ukraińskiego prestiżu, przy założeniu, że z podstawowym budżetem jaki miałem zaplanowany na ten wyjazd, można mówić o jakimkolwiek luksusie czy prestiżu. Wspomnę Wam tylko, że za lot w obie strony zapłaciłem nieco ponad 80 PLN, ale nie traćcie nadziei. Wróćmy jednak do naszej największej i jednocześnie najgłębszej stacji metra, o czym dowiecie się niemal na większości blogów polecających atrakcje w Kijowie. Zjeżdżając ponad 100 metrów w dół docieramy w końcu na przystanek Metro Arsenalna. Sam zjazd ruchomymi schodami trwał około 4 minuty i kosztował tylko 8 UAH, ale nie to jest najważniejsze. Jeśli nadal szukacie człowieka, który będzie relacjonował Wam ile dolarów wydał w sklepach z markową odzieżą i jak drogimi limuzynami się woził, to jest ten moment, w którym powinniście zamknąć przeglądarkę. Tym co ze mną pozostali wynagrodzę cennymi informacjami, tak byście mogli poznać dziś Kijów od A do Z, oczywiście wyłącznie po mojemu. Już na starcie zdradzę Wam, że tunele metra znajdują się nie bez powodu tak głęboko i skrywają w sobie pewną tajemnicę. Mówi się, że Arsenalna wyposażona jest w specjalne pomieszczenia na wypadek sytuacji awaryjnych. Pokoje tam ukryte mają wodę pitną, magazyn żywności, toalety, a nawet drzwi wejściowe, które mają uchronić ludzi na wypadek wybuchu jądrowego. Czy zatem budujący metro zakładali w nim również drugie przeznaczenie w postaci schronu na wypadek wojny? Mam nadzieję, że tego typu pytania zaostrzą Wam apetyt na dalszą wyprawę ze mną, w głąb Kijowa, ale i nie tylko.


 

B jak busiki

No to jedziemy dalej, a właśnie może słów kilka o komunikacji miejskiej. Po Kijowie można poruszać się na różne sposoby, ale dla mnie najbardziej retro i jednocześnie pełne adrenaliny są żółte busiki, określanymi tu jako marszrutki. Za każdym razem, gdy do nich wsiadałem, myślałem tylko czy dojadę do celu? Na wszelki wypadek polecam się dobrze ubezpieczyć, szeroko uśmiecham się właśnie teraz z opcją reklamy na moim blogu podróżniczym do lokalnych ukraińskich ubezpieczycieli 😀 Wróćmy jednak do zmartwień, bo te wynikały nie tylko ze stanu technicznego środka lokomocji. Zawsze miałem sporo szczęścia w życiu, tak i tym razem również ono mi sprzyjało. Musicie bowiem wiedzieć, że na samych przystankach, niestety nie uraczycie informacji o numerach zatrzymujących się przy nich marszrutek. Dodatkowo możecie sobie podnieść lekko ciśnienie, gdy okaże się iż właśnie minęliście przystanek, na którym powinniście byli wysiąść. By uchronić się od zbędnych skoków adrenaliny, bądźcie czujni, a najlepiej powiedzcie kierowcy, gdzie chcielibyście wysiąść, Ci zwykle nie znają angielskiego więc starajcie dogadać się na migi lub w języku polskim, no chyba, że jest z Wami ktoś mówiący po ukraińsku – to znacznie uprości Wam sytuację. Warto dodać, że koszt przejazdu marszrutką jest zależny od numeru, którym jedziemy, ale wydatek nie jest duży i plasuje się od 5 do 8 UAH. Nie martwcie się tym ile pieniędzy należy przygotować, bo zazwyczaj informacja o cenie biletu widnieje przy szybie przed wejściem do naszego środka lokomocji. Pamiętajcie również, że w przeciwieństwie do taksówek, w których o cenie decyduje taksometr, w marszrutce cena biletu jest stała, niezależnie od długości przejechanej trasy. Jednocześnie cena za przejazd jest zawsze niższa od cen w taksówkach. Alternatywnie możecie również po mieście poruszać się metrem, autobusami lub trolejbusami, a koszt przejazdu  wynosi 8 UAH. Z resztą więcej o samych cenach będzie już za moment.

C jak ceny

Czas na opisanie szerzej cen, z którymi musicie się liczyć w Kijowie. Przy każdym wyjeździe warto zrobić sobie przybliżony kosztorys wydatków. Research cenowy miejsca do którego się wybieramy, często pozwoli uniknąć nam rozczarowań i wielu niezręcznych sytuacji. Zawsze zakładam jakiś określony budżet, z możliwością pewnych zmian i Wam również to polecam. Dla przykładu przygotowałem dla Was kilka wydatków z mojego wyjazdu do Kijowa, byście mogli uzmysłowić sobie ile pieniędzy będziecie potrzebowali na Waszą wyprawę. W uproszczeniu mogę powiedzieć, że koszty są zbliżone do tych w Polsce, choć naturalnie znajdziecie eleganckie drogie restauracje, jak i miejsca, gdzie można zjeść dużo, smacznie i tanio, albo i mniej smacznie. Poniżej przykładowe ceny:

  • Przejazd metrem, kolejką czy autobusem to koszt około 1 PLN
  • Kawa w budce czy restauracji od około 2 PLN do 10 PLN(zależnie od miejsca, jakości budki i oczywiście rodzaju samej kawy)
  • Piwo 0,5l – w sklepie i restauracji cena wacha się od około 2 PLN do 15 PLN
  • Wódka 0,5l– w sklepie butelka kosztuje nawet od około 7 PLN do 30 PLN
  • Woda mineralna 1,5lw sklepie około 2 PLN
  • Obiad w restauracji około od około 10 PLN do 30 PLN
  • Fast food od około 3PLN do 15 PLN
  • Deser w restauracji około 10 PLN
  • Słodycze Roshen od około 1 PLN za batonik, po nawet 50 PLN za przepyszne duże torty, a cukierki za 1kg znajdziecie w cenach od 7 PLN do około 20 PLN
  • Bilety do muzeów wyniosą od kilku do maksymalnie kilkudziesięciu PLN
  • Karta sim prepaid z internetem ok. 15 PLN (Internet z polskiej karty sim się Wam zupełnie nie opłaci, a warto mieć dostęp do sieci i tego chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć).


D jak Dniepr          

Spacer nad brzegiem Dniepru to warunek sine qua non udanego wypadu do Kijowa, ta chwila przyjemności należy się Wam jak nagrody polskim ministrom ostatnimi czasy. Pozwoli Wam to uciec na moment od wielkomiejskiego zgiełku. Ja w Kijowie byłem zimą, więc nie pozwoliłem sobie na długi spacer, ale słyszałem legendy o  unikatowej siłowni na powietrzu i plaży naturystycznej, która znajduje się właśnie nad Dnieprem. Latem można również pograć w siatkówkę plażową w tutejszym Hydroparku, „przefrunąć” Dniepr lub skorzystać z rejsów widokowych po rzece. Z perspektywy czasu uważam, że warto jest mieć do czego wracać, więc może i dobrze, że jeszcze nie wszystko tu widziałem. Będzie to świetna motywacja, by tu wrócić, by chociażby zobaczyć Kijów latem. Mam na względzie też to, że pewnych rzeczy lepiej nie widzieć, bo jak to mawiają mądrzy ludzie, potem nie da się odzobaczyć. Bez wątpienia spacerując wzduż Dniepru polecam Wam zobaczyć Cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy, która znajduje się na wodzie, co dodaje jej uroku.

E jak Euromajdan

Majdan Niezależności to wyjątkowe miejsce na Ziemi. To dziś nie tylko miejsce spotkań Ukraińców, czy punkt do odhaczenia dla turystów z całego świata. To miejsce pamięci, które chyba za sprawą wydarzeń z grudnia 2014 roku znamy wszyscy chociażby z prasy czy telewizji. Pierwsze protesty, pierwsze strzały, pierwsze ofiary i to wszystko w XXI wieku po prawej granicy Polski. Dziś Majdan Niezależności to coś więcej niż centralny plac w Kijowie, który pełni rolę handlową. Dla mnie to przede wszystkim miejsce pamięci po walce o godność, wolność, równość, lepsze życie, ale i szacunek obywateli w starciu z władzą. Walce, która zmieniła nie tylko Ukrainę, ale i spojrzenie całego świata – bo jeśli to co wydarzyło się podczas pomarańczowej rewolucji wydarzyło się naprawdę kilka lat temu, niespełna 700 km od Warszawy, wydarzyć się może wszędzie na Ziemi. Spacerując po Majdanie nawet nie wiesz, że możesz spojrzeć w oczy tych, których bliscy zginęli za swoje przekonania, lub oni sami walczyli marząc życiu w lepszej ojczyźnie. Nawet teraz gdy o tym piszę i przypominają mi się spoglądające na mnie z murów portrety Ukraińców, którzy zginęli w „pomarańczowej rewolucji”, mam na ciele dreszcze. Z uwagi, że przychodzi tutaj wielu turystów, nie brakuje tu również ludzi przebranych za niedźwiedzie, zebry, małp czy hodowlanych gołębi, z którymi można zrobić sobie zdjęcia. Dla mnie to nie miejsce i nie czas, ale Wam pozostawiam własną interpretację tego tematu, ale sam Euromajdan uważam, za miejsce do obowiązkowego zobaczenia, jeśli będziecie w Kijowie.

F jak Funikular

Funikular to kolejka linowo terenowa łącząca 2 części miasta – stary Kijów i Padół. Jeśli chcesz poczuć emocje, które w najmocniejszych momentach można porównać do zbierania grzybów lub gotowania jajek na miękko, to koniecznie powinieneś przejechać się tą szynową kolejką. Wyprawa ze stacji niebieskiej linii metra Poshtova Ploshcha w okolice monasteru (lub na odwrót), to coś co może nie pozostanie w Waszej pamięci do końca życia, ale przynajmniej trwa krótko i kosztuje niewiele, bo 8 UAH. Sam bilet nabyć można w kasie przy kolejce. Nastawcie się więc na oszałamiającą prędkością 2m/s i trasę, której długość wynosi ponad 200 metrów. Macie jeszcze siłę ruszać ze mną dalej?

 

G jak głód

O biedzie na Ukrainie można napisać oddzielny wpis. Ja jednak sięgnę dziś tylko do historii, gdyż będąc w Kijowie udałem się pod Pomnik Ofiar Wielkiego Głodu. Nie sposób jest nie odnieść się do wydarzeń wywołanych przez Stalina i ZSRR na narodzie ukraińskim w latach 30. XX wieku. Akt ten Polska wraz z 26 innymi państwami uznała, za ludobójstwo. Według różnych szacunków Wielki Głód spowodował śmierć kilku milionów ludzi. Klęska głodu trwała w latach 1921-1947. Sięgając do różnych statystyk powraca niewyobrażalna liczba, z której wynika, że życie straciło wówczas około 10 milionów mieszkańców Ukrainy. Przerażający jest więc i pomnik dziewczynki cierpiącej z powodu głodu. Jej wyraz twarzy mówi sam za siebie. Za pomnikiem dziewczynki znajduje się muzeum i kolejny, bardzo duży pomnik pamięci ofiar tej tragedii. Wszystko to jest dziś świadectwem dokonanego okrucieństwa przez Stalina. Samo muzeum znajduje się na wzgórzu, skąd rozciągają się również ładny widok na prawobrzeżną część Kijowa. Warto tu przyjść, zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, nie tylko o sprawach przyziemnych, tym bardziej, że jest to miejsce, które upamiętnia jedną z największych zbrodni popełnionych przez Związek Radziecki.

H jak hrywna

Czym zapłacimy w Kijowie? Walutą Ukrainy jest UAH czyli hrywna, ale w stolicy bez problemu niemalże wszędzie zapłacicie kartą, także nie martwcie się, gdy skończy Wam sie gotówka. Musicie pamiętać, że złotówki czy posiadane dolary, bez problemu wymienimy w kantorach, ale zawsze dopytajcie o przelicznik, gdyż często są spore różnice w różnych kantorach i pomoże Wam to uniknąć niekorzystnych przeliczników. Na dzień dzisiejszy 1UAH to około 0,15 PLN (stan na kwiecień 2020), miejcie jednak na uwadze, że kursy walut są zmienne. Hrywna weszła do obiegu w 1996 roku w związku z reformami ekonomicznymi, zastępując karbowańca. Ciekawostką jest to, że nazwa pochodzi od średniowiecznej miary srebra, określanej jako grzywny. 

I jak internet

Kiedy wylądujecie na lotnisku w Kijowie, warto z uwagi na wysokie opłaty wyłączyć sobie przesyłanie transmisji danych w polskiej sieci. Jeśli chodzi o zaopatrzenie się w kartę prepaid z ukraińskim numerem i co najważniejsze, pakietem danych, polecam wstrzymać się z tym z dotarciem do centrum miasta, dzięki temu kupicie tańszą kartę lub korzystniejszy pakiet internetu np. nielimitowanym, co nie zawsze jest możliwe na samym lotnisku. Instalacja i aktywacja pakietu danych trwa dosłownie kilka minut i na pewno pomoże w niej sprzedawca, u którego nabywamy kartę. Wystarczy się uśmiechnąć i grzecznie poprosić o pomoc – w moim przypadku zadziałało. Pamiętać też trzeba, że opłaty za połączenia czy smsy/mmsy do Polski z naszej rodzimej sieci są dość wysokie, dlatego rozsądnym jest kupno karty prepaid już za granicą RP, warto też sugerując się naszymi potrzebami doradzić sprzedawcy, która z kart i z jakim pakietem będzie dla nas najkorzystniejsza. Mamy już walutę, mamy już internet, trzeba więc pomyśleć o czymś przyziemnym jak pożywienie. W końcu nie samym internetem bloger żyje. Ale dostęp do sieci znacznie ułatwi poszukiwanie restauracji, knajp, pubów i innych punktów gastronomicznych, które pozwolą przetrwać ten mroźny klimat, w którym przyszło mi poznawać Kijów.

J jak jedzenie

Trochę pozwiedzaliśmy więc pora pomyśleć, gdzie i czym naładować akumulatory w czym pomoże na pewno jedzenie. Na start polecam spróbować lokalnego specjału, czyli tradycyjnego pączka z parówką w środku. Jak dla mnie dość wariacka finezja piekarzy z Kijowa w kwestii „hot-doga”. Trzeba jednak zrozumieć, że w końcu to Słowianie, więc nie dziwi mnie ich gastronomiczna fantazja. Jeśli starter mamy za sobą, trzeba pomyśleć o czymś konkretniejszym. W poszukiwaniu ciekawszych miejsc na kulinarnej mapie Kijowa ja udałem się za jedzeniem do Pyzatej Chaty w której jakość dobrze zestawia się z ceną. To tu zjecie m.in. tradycyjne pierogi czy barszcz ukraiński do tego dobieracie kompot i za całość zapłacicie około 10 PLN. Jeśli nie lubicie barszczu, alternatywnie możecie spróbować zupy soljanki, szczególnie w okresie jesienno-zimowym. To zupa rybna w bulionie warzywnym z cytryną, oliwkami i z dodatkiem kwaśnej śmietany. Jeśli chodzi tradycyjne pierogi, określa się je jako wareniki. Przekornie udałem się też na jedzenie do restauracji gruzińskiej, tak gruzińskiej i tu może Was zaskoczę, gdyż w Kijowie są one bardzo popularne. Jak zjecie tu chinkali, czy tradycyjnego chaczapuri, szybko zrozumiecie, dlaczego tak dobrze podbija serca społeczności lokalnej. Do zjedzenia polecam Wam też ukraińskie słodycze. Wchodząc do sklepów firmowych Roshen poczujecie się jak w raju (przynajmniej ja mam takie wyobrażenie nieba). Ciastka, cukierki, torty, żelki, bezy, czekolady i wiele innych pysznych słodkości, które mogą przysporzyć o zawrót głowy.  Ten kto próbował chociażby ukraińskich krówek wie o czym teraz mowa. Warto też wspomnieć, że nie samymi słodyczami Ukraina jest silna, polecam też skosztować tutejszy kwas chlebowy czy kawior, a jeśli lubicie kawę, znajdziecie jej ogromny wybór na najsłynniejszej ulicy Kijowa.

K jak kompot to tylko w Kompocie

Pojedliście, to teraz dla odmiany pójdziemy się napić – tu jest Ukraina, tu się pije. Czas na lokowanie produktów 😉 jak pić to ukraińską wódkę, wina, piwa, albo … kompot, a jak kompot to koniecznie w Kompocie, czyli w restauracji sieciowej, która wywodzi się z Odessy, a znajdziemy ją i w Kijowie. Dużym atutem tego miejsca jest doskonała lokalizacja – z  lokalu można podziwiać Dniepr. Restauracja ta ma również oryginalny wystrój. Poza ciekawym wyglądem wnętrz i słojami pysznych kompotów polecam inspirować się tu również czymś smacznym do zjedzenia.

L  jak lotniska

W Kijowie działają dwa porty lotnicze. Pierwszy z nich to port lotniczy Kijów-Żulany. Tu Was zaskoczę, bo mieści się on w dzielnicy Żulany 😉 Każdego roku obsługuje około milion pasażerów. Lotnisko to obsługuje głównie, ale nie tylko połączenia krajowe. Głównym portem jest Kijów-Boryspol znajdujące się 29 km na wschód od centrum miasta. Lotnisko w Boryspolu jest najpopularniejszym, a zarazem największym międzynarodowym i krajowym portem lotniczym na Ukrainie. W 2008 roku lotnisko to obsłużyło ponad 6 milionów pasażerów.

Ł jak Ławra Peczerska

Jednym z najcenniejszych zabytków Kijowa, który koniecznie będąc tutaj należy zobaczyć, jest niesamowita  Ławra Peczerska. Klasztor  wpisany jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO i na mnie zrobił ogromne wrażenie. Uprzedzę już Wasze pytania i nie jestem nekrofilem, a mroczne katakumby, rozciągające się pod całym kompleksem, mi podobały się już nieco mniej. Ze zdumieniem patrzyłem również jak ludzie całują szklanych wiek trumienek, w których znajdywały się ciała zmarłych w tym świętych i możnowładców. Być może na to co piszę, ma wpływ czas pandemii koronowirusa, z którym się borykamy obecnie na świecie, ale i wcześniej też nie wyobrażałem sobie wymieniać pocałunków z szybami pod którymi znajdują się zmarli, szczególnie, że robiły to przede mną niezliczone rzesze wiernych, turystów i fetyszystów. Różnice kulturowe pewnie jeszcze nie raz mnie zaskoczą. Nie podobała mi się oddzielna opłata za fotografowanie, którą musiałem uiścić przy wejściu, szczególnie, że jest ona wygórowana, nie tylko dla kieszeni Ukraińców. Koszt  to 200 UAH i jak się potem okazuje, pomimo uiszczenia opłaty nie wszędzie uprawnia do robienia zdjęć. Zdenerwowany tym faktem, zacząłem dość przekornie, to może teraz słów kilka o tym, co mi się spodobało, żeby ta część wpisu nie zapachniała cebulą. Przejdźmy zatem do tego, co mi się podobało. Po pierwsze kapitalny jest sam klimat i mistyczność tego miejsca. Bardzo spodobały mi się też złote kopuły, które pięknie mienią się w słońcu, a i opcja zakupu przyrządów do umartwiania się, ludzie o preferencjach bdsm na pewno znajdą tu coś dla siebie. Sam kompleks składa się z ławry dolnej i ławry górnej, a z cennych rad podpowiem, że zwiedzanie ich możliwe jest dla Pań w nakryciu głowy. Jeśli chodzi o ceny biletów dla ludzi bez aparatów, lub tych co je mają, ale nie będą z nich korzystać to liczcie się z uczciwą opłatą 40 UHA za część zewnętrzną lub 80 UHA ze wstępem do wewnątrz obiektów i podziemi. Na terenie Ławry znajduje się wiele więcej budynków warto więc zarezerwować trochę więcej czasu, by wszystko na spokojnie zwiedzić. Całość jest bowiem największym kompleksem klasztornym na całej Ukrainie. Jeśli spytacie mnie, czy miejsce to pomogło mi lepiej poznać kulturę i religię naszych sąsiadów, odpowiem tak, ale jeśli spytacie, czy pomogło mi ją zrozumieć, a szczególnie ludzi, których tu spotkałem, odpowiem szczerze, że nie. Bez dwóch zdań jednak warto jest to miejsce odwiedzić dla dostępnych tutaj zabytków i obcowania z prawosławiem.

M jak Muzeum historii Ukrainy w II Wojnie Światowej

Muzeum historii Ukrainy w II Wojnie Światowej to placówka muzealna znajdująca się w dzielnicy Peczersk i na jej terenie znajduje się ponad kilkaset tysięcy eksponatów w tym sprzętów wojskowych. Fani militariów na pewno się tu odnajdą. Eksponaty znajdują się na ogromnym obszarze zajmującym ponad 10ha. Liczby te sprawiają, że Muzeum to jest największą tego typu placówką na Ukrainie i można w nim spędzić naprawdę sporo czasu.

N jak noclegi

Ja tym razem nocowałem w hotelu z pięknym widokiem na stadion olimpijski. Uwielbiałem tutaj poranki nie tylko za to co widziałem po wschodzie słońca za szybą. Dużym atutem tego hotelu były też śniadania. Czekały na mnie sowicie zastawione stoły, niczym jak na weselach i to dosłownie. Nie brakowało na nich nawet śledzi, tak dokładnie śledzi podawanych na kilkanaście sposobów. Przyznam Wam też, że hotele na Ukrainie wcale nie są tanie, dlatego alternatywną i jednocześnie tańszą opcją jest oferta Airbnb. Wybierając ją możecie skorzystać z poniższej zniżki na pierwszą rezerwację – wystarczy kliknąć tutaj lub w baner znajdujący się na końcu wpisu. Dzięki niej możecie obniżyć swoje koszty pobytu nawet o 100 PLN i to nie tylko w Kijowie. Jeśli chcecie, by było jeszcze taniej, możecie skorzystać z hosteli. Warto wcześniej jednak sprawdzić ich standard, by na miejscu nie być zszokowanym, bo z ultra niską ceną często idzie bardzo niska jakość i to jest, a przynajmniej powinno być zrozumiałe. Naturalnie nie należy przez to rozumieć, że hostele to zło, ale bądźcie ostrożni na zbyt korzystne cenowo oferty, czytajcie opinie na temat danego miejsca i przeglądajcie zdjęcia, po to by uniknąć zbędnych rozczarowań.

O jak ogród Alicji z Krainy Czarów

Kolejne ciekawe miejsce na mapie Kijowa to Aleja Pejzażowa. Jeśli chcesz poczuć się jak w creepy ogrodzie z Krainy Czarów, przy czym bez Alicji, to koniecznie się tu wybierz. Gdy pierwszy raz zobaczyłem to miejsce, do głowy przyszła mi jedna myśl, Gaudi tu był i sporo pił. Być może latem wygląda to miejsce pogodniej, ale zimą miejsce to wydało mi się dziwne. Na szczęście nie jest to jedyny ogród w Kijowie. Stolica Ukrainy jest znana jako najbardziej zielone miasto. Obszar zielonej strefy obejmuje 43600 hektarów, z czego ponad połowę zajmują lasy, ogrody publiczne, ogrody botaniczne, parki czy bulwary pokryte drzewami. Połowa terytorium Kijowa jest zajęta przez zieleń, parki czy ogrody, także nie musicie zmuszać się akurat do Alei Pejzażowej, jeśli oczywiście nie chcecie.

P jak Pomnik Matki Ojczyzny

USA ma Statuę Wolności, a Ukraina ma Pomnik Matki Ojczyzny, który stanął w Kijowie w 1981 roku. Jest faktycznie monumentalny i mierzy nieco ponad 100 m i jeśli mówi się w kuluarach, że planowano w tym miejscu zbudować pomniki Lenina i Stalina, gdzie każdy z nich miał mieć po 200 metrów wysokości, to nie jestem sobie w stanie tego wizualizować. Co ciekawe czubek miecza sięgał pierwotnie 108 m, ale po 1991 roku został on skrócony o 6 metrów, ponieważ sięgał ponad najwyższy krzyż na Ławrze Peczerskiej. Dzisiaj, po tym jak rozpadło się ZSRR, Matka Ojczyzna jest traktowana na Ukrainie trochę tak, jak Polacy postrzegają Pałac Nauki i Kultury w Warszawie. Jedni się przyzwyczaili i już nie wyobrażają sobie krajobrazu bez tego pomnika, inni najchętniej przetopiliby go na stal nierdzewną, a jest co topić, bo ta stalowa konstrukcja waży 560 ton, a jej sam miecz ważny ponad 6 ton. Pomnik wzbudza do dziś tyle kontrowersji wśród społeczności lokalnej, ile emocji wśród odwiedzających Kijów turystów. Autorem projektu jest Jewgienij Wuczeticz, który zaprojektował także pomnik „Matka Ojczyzna Wzywa” w Wołgogradzie. To czego żałuję, to to, że nie mogłem wejść do jej wnętrza, by zrobić zdjęcia z jednej z dwóch platform widokowych. Niższa na poziomie 36,6 m (wejście kosztuje 50 hrywien). Ta wyższa znajduje się na górnej części tarczy, na wysokości 91 metrów (wejście kosztuje 300 hrywien). Nie wszedłem tylko z uwagi, że było nieczynne, ale to kolejny z punktów do którego muszę tu wrócić.

R jak Rynek Bezarabski

Kochacie bazary, pamiątki, jedzenie, jeśli choć jedna odpowiedź jest pozytywna wybierzcie się na Bessarabski Market. Znajdziecie tu owoce, kawior, słoninę, warzywa, orzechy, mięso, ryby, sery i mnóstwo innych produktów. Warto wiedzieć, że budynek bazaru zaprojektował polski architekt Henryk Julian Gay. Wg minie warto tu przyjść gdyż jest to miejsce z ciekawym klimatem, ale ludzie nie bardzo lubią być tu fotografowani.

 

S jak Sobór Mądrości Bożej

Kolejnym miejscem, które koniecznie trzeba zobaczyć będąc w Kijowie jest Sobór Mądrości Bożej, nazywany również Soborem Sofijskim. Jest to jedna z najstarszych świątyń spośród tych, które na Ukrainie zachowały się do naszych czasów. Sobór Sofijski mieni się zielono-złotymi kopułami, a cały budowla jest śnieżnobiała. Bez wątpienia jest to jedno z najpiękniejszych dzieł architektonicznych w tym kraju. Obecnie, we wnętrzach Soboru Mądrości Bożej nie odprawia się nabożeństw. Mieści się tu natomiast państwowe muzeum architektoniczne, które zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W pobliżu Soboru znajduje się m.in. pomnik Bohdana Chmielnickiego oraz Akademia Mohylańska.

T jak tęcza

Jednym z symboli Kijowa jest Łuk Przyjaźni Narodów określany przez mieszkańców stolicy: tęczą. Pomnik znajduje się w najwyższym punkcie miasta na prawym brzegu Dniepru w Parku Maryjskim, to tu znajdziecie też wspaniały widok na Kijów. Główną ideą kompozycji było utrwalenie za pomocą tego pomnika braterskich relacji między Ukraińcami i Rosjanami. Odsłonięto w listopadzie 1982 roku, a dziś widać w nim pewne pęknięcie, które ma swój symboliczny, ale wymowny przekaz. Łuk oczywiście wygląda okazale, bo wznosi się na 30 metrów, a pod nim znajdują się posągi przedstawiające robotników, ukraińskiego i rosyjskiego, którzy wznoszą ku niebu Order Przyjaźni Narodów oraz z granitowej rzeźby z sygnatariuszami ugody perejasławskiej z 1654 roku. Całość pachnie socjalizmem, długo tu więc nie zagoszczę, bo nawet tęcza jest tu jakaś bezbarwna. Czas ruszać dalej, kierunek główna arteria miasta.

 

U jak Ulica Chreszczatyk

Nie można być w Kijowie i nie udać się na jej główną aleję. Przyszedł czas na spacer ulicą Chreszczatyk. Uznawana jest za jedną z najszerszych ulic w Europie, jeśli chodzi o tego typu ulice w centrach miast. Co ciekawe jest zamykana na weekendy, więc można swobodnie nią spacerować. Przechadzając się wzdłuż niej zobaczymy m.in.  Kijowską Miejską Administrację Państwową, znajduje się tu też Hotel Ukraina, który dawniej  stał tu pod nazwą Moskwa. Podobały mi się tu również liczne przedstawienia uliczne, nie brakowało muzyków, tancerzy. Jest to więc enklawa artystów, ale i różnorodnych lokali gastronomicznych.

W jak wiśnia

Jeśli mowa o czymś dla ciała i ducha, to czas wspomnieć o Pijanej Wiśni. Jest to raj dla fanów co tu ukrywać – wiśniówki. Każdy wielbiciel słodkich trunków się tu odnajdzie, ale czy odnajdzie drogę do domu po wyjściu z tego miejsca, tego nie obiecam. Zimnym wieczorem trafiłem tu na sporą kolejkę do baru, być może nie tylko ja potrzebowałem się czymś procentowym rozgrzać. Koszt kieliszka to tylko 40 UAH lub 60 UAH (zależnie od gramatury). Mimo, że nie jestem fanem alkoholi i co więcej Pijana Wiśnia mi za to nie płaci, to i tak polecam odwiedzić to miejsce. Gdyby, ktoś z Pijanej Wiśni chciał się tu mocniej zareklamować, kontakt do mnie znajdziecie na stronie. Barter mile widziany 😉

Z jak Złota brama

Spójrzmy trzeźwym okiem na Złotą Bramę w Kijowie. Na moje oko wzorowana jest na tej z Konstantynopola, a że dużo nie wypiłem, to chyba mam rację. To właśnie przez nią mieli wjeżdżać królowie, oraz zwycięskie wojska powracające z dalekich podbojów, choć może nie do końca przez tą, którą zobaczyłem. Musicie pamiętać, że to tylko rekonstrukcja z XX wieku. W roku 1982  z okazji 1500-lecia Kijowa wybudowano ją na nowo. Obok bramy zobaczycie posąg Jarosława I Mądrego. Sama brama znajduje się na terenie niewielkiego parku, a w cieplejszych miesiącach jest to tętniący życiem plac, na którym ludzie spędzają wolny czas.

Na koniec wspomnę, że choć wpis jest o Kijowie od A do Z, to przyznam, że nie opisałem wszystkich atrakcji, które na Was tu czekają. Jak wrócę tu kolejnym razem może uda mi się zrobić pewien upgrade. W tym wpisie zabrakło mi m.in. Muzeum Czarnobyla, złotych kopuł Monasteru św. Michała Archanioła, świątyni korupcji, czyli rezydencja Wiktora Janukowycza i jeszcze więcej prestiżu, luksusu chociażby z samego Pieczerska. Mam też nadzieję, że jednak nie było tanio i beznadziejnie, a udało mi się pokazać Kijów, właśnie takim, jakim go w krótkim czasie odkrywałem. Już dziś wiem, że wrócę tu jeszcze nie raz. Liczę, że i Wy dostrzegliście ten urok w różnorodności tego miasta. Dla mnie Kijów pełny jest ciekawych osób, inspirujących miejsc i zapachów, za którymi na pewno zatęsknię. Liczę, że moja wyprawa pozwoli Wam nabrać pewnego dystansu, do tego jak Wy postrzegaliście dotychczas tą przestrzeń. Pamiętajcie też, że Kijów to metropolia o bogatej, ale i trudnej historii, w którym niedawno ginęli ludzie, by ich kraj stał się częścią UE. Nam Polakom przyszło to dużo łatwiej i czego zauważam niestety często, nie doceniamy. Może warto się dziś w czasie epidemii koronawirusa nad tym przez chwilę zatrzymać i choć przez moment, poważnie zastanowić. Warto jest docenić to co mamy, bo nic nie jest dane nam na zawsze i co więcej, to co posiadamy i dla nas wydaje się normalne, dla niektórych nie jest, aż takim oczywistym luksusem. Jeśli szukaliście natomiast więcej kijowskiego prestiżu, o którym pisałem Wam na początku, przepraszam, że Was rozczarowałem – znajdziecie go być może w moich przyszłych wpisach z kolejnych wyjazdów do Kijowa. Pozostałym za dotrwanie do tego momentu – bardzo dziękuję i dla Was, najwytrwalszych mam dwa słowa – chapeau bas. Przeczytać tyle tekstu i cierpliwie tu dotrwać – szacun. Chyba strasznie się musi Wam nudzić, podczas tej epidemii 😉 Bądźcie zdrowi i mówcie o mnie dobrze, jak i o tym pięknym i dumnym mieście kontrastów.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Kijowie  #Kijów #Ukraina #Co warto zobaczyć na Ukrainie

Fotograf Lublin | Kijów | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Zwiedzaj online| Blog podróżniczy |Zostań w domu | Ukraina

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

 

Co warto zobaczyć w Zaanse Schans?

Zabieram Was do Holandii. Dziś poznacie moje subiektywne ABC na temat Zaanse Schans, który znajduje się w regionie Zaan. Zachowała się tu zarówno kolekcja starych wiatraków, ale i klimatycznych domków. Być może niektórych zaskoczę, ale Zaanse Schans jest jedną z najbardziej popularnych atrakcji turystycznych w Holandii, którą moim zdaniem zdecydowanie warto zobaczyć. Ruszamy zatem do prowincji Holandia Północna, by odkryć jeden z najbardziej malowniczych regionów Holandii, w którym pachnie o dziwo nie ziołami, a aromatyczną czekoladą. Wyprawę po skansenie rozpoczynam, od wizyty w Laboratorium Kakao, w którym można samemu przyrządzić ten pyszny i aromatyczny czekoladowy napój i to wedle własnych preferencji.

Z kubkiem wyśmienitej czekolady w ręku wyruszam w drogę, by eksplorować ten sielski teren. Piękny krajobraz, drewniane domki i majestatyczne wiatraki wznoszące się nad miastem, wzdłuż leniwie płynącej rzeki Zaan  – to wszystko,  mimo fatalnej pogody, która mnie tu zastała i tak zapiera dech w piersi. Mam nieodparte wrażenie, że to co tu spotykam, jest kwintesencją oddającą holenderski klimat pozornej beztroski. Jesteście ciekawi jakie atrakcje tu na Was czekają? Mimo niesprzyjającej pogody, która mnie zastała zapraszam na spacer online do miejsca, które w ciągu roku odwiedza ponad milion turystów.

A jak  atrakcje

Na start skupmy się może na głównych atrakcjach, które tu spotkam, ale zacznijmy od początku, czyli skąd, kiedy i po co znalazły się tu wiatraki? Aby pozwolić na zachowanie unikalnego holenderskiego dziedzictwa, pomysłodawca skansenu, architekt Jaap Schipper, zadbał o zwiezienie wielu unikatowych budynków z całego regionu w jedno miejsce. Sami zobaczcie i oceńcie czy idea ta była słuszna. Miejcie na uwadze, że siła tego regionu wiązała się właśnie z wiatrem i to on napędzał fabryki oraz tutejsze zakłady pracy. Produkowano w nich wiele najróżniejszych produktów. Wytwarzano tu m.in. deski, papier, pigmenty do farb, ale i olej czy włókna. W niektórych zakładach produkowano żywność np. musztardę oraz przetwarzano kakao. Większość produktów była rozsyłana na cały świat z holenderskich portów, a dynamiczny rozwój przemysłu pozwolił rozwinąć się wówczas Holandii do poziomu światowej potęgi morskiej oraz handlowej.

Kiedy zapotrzebowanie na wiatraki zmniejszyła rewolucja przemysłowa, wiatraki stopniowo przestały być wykorzystywane. Wiele z nich zdemontowano, a pomimo, że region jest obecnie nadal znacznie uprzemysłowiony, to jednak energię czerpie z nowoczesnych źródeł energii. Niestety w związku z tym wiele przykładów unikalnej zabudowy przepadło, tym bardziej moim zdaniem, cennym posunięciem była realizacja pomysłu Schipper’a.

 Jeśli więc chcecie przyjechać, by przenieść się w czasie i zobaczyć widoki idealne jak z pocztówki z XVIII i XIX-wiecznej Holandii, to koniecznie musicie tu zawitać. Regionem tym inspirował się m.in. Claude Monet, który spędził tu kilka miesięcy swojego życia, a w tym czasie namalował aż 24 obrazy. Jeden z nich można podziwiać w pobliskim Zaans Museum. Jeśli chcecie podobnie jak on zainspirować  się lub poznać historię regionu Zaan, to pomału planujcie swój wyjazd do Zaanse Schaans, które jest miejscem szczególnie urokliwym.

B jak budynki

Zapytacie co potrafi mnie tak oczarować? Osobiście do gustu przypadł mi widok na panoramę  wiatraków, które rozrzucone są na długości około kilometra wzdłuż rzeki Zaan. Pozostałe budynki skupiono na niewielkim obszarze, dlatego w sezonie przygotujcie się na tłumy turystów. Ja mimo deszczowej pogody i dotarcia tu poza sezonem też musiałem się uzbroić w cierpliwość, by wykonać kilka ujęć bez zbędnych turystów w kadrze. Strach jest pomyśleć, co dzieje się tu latem. Zostawmy te zmartwienia na później i przejdźmy lepiej do zabudowań. W budynkach rzemieślniczych dowiemy się w jaki sposób wytwarzane były produkty związane z regionem. Wewnątrz nich możemy zwykle też zakupić pamiątkowe produkty. Natomiast jeśli chodzi o tutejszą architekturę wyszczególnić trzeba m.in wiatraki.

De Kat (Kot) – w tym wiatraku przenosimy się do świata kolorów. Jednym z ciekawych zastosowań wiatraków było wytwarzanie pigmentu, wykorzystywanych następnie przy tworzeniu farb i miejsce to jest tego najlepszym dowodem. Dodatkowo ciekawą atrakcją jest możliwość wejścia na tutejszy taras. 

De Gekroonde Poelenburg (Ukoronowany Poelenburg) – to  wiatrak tartaczny.

Kolejny wiatrak pozbawiony został skrzydeł. De Os (Wół), bo o nim mowa, pochodzi z 1663 roku i wówczas produkowano w nim olej. Jest jednym z najstarszych młynów przemysłowych, jakie kiedykolwiek zbudowano w rejonie Zaan. W 1916 r. zdemontowano mu skrzydła i podłączono go do silnika, dzięki czemu przepracował jeszcze kilkanaście lat. Następnie Wół przekształcony został w magazyn.

Tuż za nim znajduje się Het Klaverblad (Liść Koniczyny). To niewielki, ale bardzo urokliwy wiatrak tartaczny.  

Większą uwagę skupił na mnie kolejny – De Bonte Hen (Kolorowa Kura). To wiatrak uważany za szczęśliwy wiatrak. Przetrwał bez szwanku co najmniej kilkukrotne uderzenie pioruna. To kolejny ośmiokątny wiatrak, w którym wytwarzano olej. Mając na względzie jego wiek oraz to co przeszedł, zasługuje na uznanie, bo on sam pochodzi z 1693 roku.

 

 
Het Jonge Schaap (Młoda owca) to tartak. W środku dowiecie się w jaki sposób działały tartaki napędzane siłą wiatru. Dzięki nim Holendrzy mogli szybko produkować deski potrzebne do budowy statków oraz domów, z których większość była drewniana i finalnie stać się ówczesną potęgą na arenie międzynarodowej. 

De Zoeker (Poszukiwacz) – jeden z najstarszych wiatraków. W przeszłości wytwarzano tu olej, mielono przyprawy, przetwarzano kakao czy pigment. Uważa się jednak, że początkowo konstrukcja służyła do osuszania terenu. 

Innym z wiatraków jest De Huisman (Gospodarz), gdzie w przeszłości produkowano musztardę i mielono przyprawy. Dzisiejsza struktura wiatraka składa się z dwóch połączonych budynków. Górną część oryginalnego wiatraka ustawiono na budynku magazynu, w którym dziś mieści się sklep i wystawa. Możemy tu skosztować lub powąchać różnych, w tym bardzo egzotycznych przypraw. 

Trzeba podkreślić, że nie samymi wiatrakami żyje ten skansen.
Dodatkowo znajdziemy tu i inne ciekawe zabudowania do których należą:

Farma serowa – replika oryginalnej farmy Catharina Hoeve1750 roku. W środku możemy zobaczyć prezentację o tworzeniu sera oraz skosztować wielu serów w najróżniejszych smakach. Jeśli któryś nam posmakuje możemy zakupić większy okrągły kawałek. 

Beczkarnia Tiemstra’y – w środku zobaczymy i poznamy sposób tworzenia drewnianych beczek. 

Piekarnia z muzeum – w jednym z pomieszczeń w budynku piekarni znajduje się małe muzeum z narzędziami oraz eksponatami związanymi z wypiekami. 

Pawilon Verkade – to największa firma w regionie produkująca słodycze m.in. ciastka i czekoladę. Na miejscu zobaczymy w jaki sposób produkowana jest czekolada oraz dowiemy się kilku ciekawostek o wytwarzaniu słodyczy. 

Muzeum sklep Albert Heijn – w tym małym budynku znajdziemy wyposażenie z pierwszego sklepu Alberta Heijna. Oryginalne wagi, pojemniki i inne stare przedmioty, pozwolą nam zobaczyć jak małe sklepy wyglądały w przeszłości. Napijemy się tu też kawy lub zakupimy coś słodkiego. 

Muzeum Czasu (Zaan Time Museum) – muzeum poświęcone historycznym zegarom. Wiele z nich to dzieła sztuki, wszystkie działają. Muzeum nie jest duże. W trzech pomieszczeniach zawarto unikatowe zegary najwyższej klasy. 

Jednym z najbardziej interesujących dla mnie budynków jest tam budynek rzemiosła słynnych drewnianych butów (Clog). W środku znajduje się muzeum, gdzie zobaczymy ogrom różnych butów – w tym np. buty ślubne, a najstarszy znajdujący się tam but ma niemal 300 lat. 

C jak ceny

Na koniec jak już wiemy co i gdzie, to pozostało ustalić za ile. Wejście na teren Zaanse Schans jest darmowe, ale musimy liczyć się z pewnymi kosztami. Bez opłat możemy wejść do budynków rzemieślniczych oraz sklepów. Płatne są już natomiast znajdujące się tu wiatraki i muzea czy miejsca parkingowe. Koszt za cały dzień parkowania to 10€. Wejście do jednego z płatnych wiatraków wynosi 4€, dzieci do 6 lat wchodzą za darmo, natomiast od 6 do 12 lat za połowę ceny normalnego biletu, czyli za 2€. Pamiętajcie, że ceny się zmieniają, więc warto je sprawdzać na oficjalnej stronie Zaanse Schans. Za zwiedzanie Muzeum (Pawiolon) osoba dorosła zapłaci 9€, dzieci do 4 roku życia pod opieką osoby dorosłej wejdą tu za darmo, natomiast dzieci od 4 do 7 roku życia zapłacą 5€. Natomiast bilety do Muzeum zegarów osoby dorosłe kosztują 10€, za dzieci do 12 roku życia zapłacimy 5 euro, uczniowie i studenci zapłacą natomiast 7 euro. Do tradycyjnych sklepów, piekarni, destylarni, mleczarni, warsztatu stolarza czy herbaciarni wejdziecie za darmo. Jak już zmęczycie się spacerami, polecam też wybrać się na tutejsze specjały. Ceny są dość przystępne – szczególnie, że będziemy mogli tu skosztować różnych lokalnych i unikatowych produktów. Do dziś pamiętam smak i zapach pysznych holenderskich karmelowych wafli. Musicie pamiętać, że nie samymi ziołami pachnie Holandia 😉

Jeśli zapomnicie o wygodnych butach, to alternatywnym sposobem na poznanie okolicy jest 45 minutowy rejs statkiem, podczas którego zobaczycie skansen z innej perspektywy. Rejsy odbywają się sezonowo od kwietnia do końca września. Cena dla osoby dorosłej to 7€, natomiast połowę tego zapłacicie za bilet dla dzieci do 12 lat. Istnieje też możliwość na krótszy kurs, czyli przepłynięcie na drugą stronę rzeki do Zaandijk, koszt kursu za 1€. Polecam Wam też kartę The Zaanse Schans Card. Warto sobie rozważyć jej kupno, bo jeśli planujecie spędzić tam skorzystać z większości atrakcji, to pozwoli Wam sporo zaoszczędzić. Koszt takiej karty to 15€, a 10€ dla dzieci w wieku 4-17 lat, dzieci poniżej 4 lat otrzymają ją gratis. W ramach karty otrzymujemy: darmowe wejście do Muzeum Zaanse i Muzeum Czasu oraz do jednego z wiatraków, a do pozostałych zniżkę -50%. Dodatkowo otrzymacie -30% zniżki na muzeum Honig Breethuis i -10% zniżki na zakupy powyżej 10€ w tutejszym sklepiku oraz rabat 2,50€ na całodniowy parking.

Innym rozwiązaniem na zwiedzenie holenderskich muzeów jest karta Museumkaart. Pozwala ona na wejście do Muzeum Zaanse, Muzeum Zegarów czy muzeum Honig Breethuis. Niestety, z kartą muzealną nie wejdziemy do żadnego z wiatraków w Zaanse Schans. Karta ta pozwala na zwiedzenie w Holandii ponad 400 różnych muzealnych placówek. Dzięki niej przekonacie się, że ten kraj to nie tylko tulipany, rowery, sery, drewniane saboty czy Wiatraki, które są dziś bez wątpienia wizytówką Holandii.

 

 

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#Co warto zobaczyć w Holandii  #Zaanse Schans #Holandia #Co warto zobaczyć w Zaanse Schans

Fotograf Lublin | Holandia | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Travel | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Blog podróżniczy | Renowacja Zdjęć | Zaanse Schans

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020 

Koronawirus (COVID-19)

ABC o podróżowaniu w czasach koronawirusa 🧰

Dziś przygotowałem dla Was kilka aktualnych informacji na temat SARS-Cov-2 🧫wywołującego chorobę COVID-19. Oprócz aktualności, podam Wam kilka cennych informacji na temat bezpieczeństwa i tego co można robić, by się nie zarazić, a na koniec poznacie też kilka faktów i mitów na temat COVID-19 oraz odpowiem na zasadnicze pytanie – PODRÓŻOWAĆ, CZY NIE. To co ruszamy w wirtualną wyprawę, by poznać lepiej ten enigmatyczny wirus, o którym w ostatnich dniach jest tak głośno w mediach. Jednego możecie być pewni, tego typu podróż jest w 100% bezpieczna, ale mimo to dokładnie umyjcie rączki 👏 przed i po siadaniu za klawiaturę komputera, bez względu na to na jakie jeszcze strony www poza moją, macie zamiar dziś wchodzić. A jeśli jesteśmy już przy innych stronkach, to gdy planujecie wyjazd za granicę polecam wejść na stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych i tam sprawdzić ostrzeżenia dla danego kraju. Aktualne komunikaty i wytyczne dla podróżnych można też znaleźć na stronach Głównego Inspektoratu Sanitarnego, Światowej Organizacji Zdrowia oraz Europejskiego Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób. Poznajcie też inne, nie tylko podróżniczo cenne i aktualne informacje.

A jak aktualne informacje

Wpis zacznę od ciekawostki. Wiecie o tym, że wirus został nazwany koronawirusem dlatego, że oglądamy pod mikroskopem kształtem do złudzenia przypomina koronę👑. Wychodząc dziś z marketu przekonałem się namacalnie że, po królewsku pozamiatał nie tylko rynek podróżniczy, ale i wyczyścił sklepowe pułki, przynajmniej w Lublinie, gdzie od dwóch dni pojawiły się dwa potwierdzone przypadki osób zarażonych tym wirusem.

Czym zatem jest ten nowy twór zwany koronawirusem SARS-Cov-2 wywołującym chorobę o nazwie COVID-19, jak się objawia oraz dlaczego sieje taką panikę? Choroba ta objawia się zwykle gorączką, kaszlem, dusznościami, bólami mięśni, zmęczeniem. Wirus przenosi się drogą kropelkową. Do zgonów dochodzi u 2–3% osób chorych, a ciężki przebieg choroby obserwuje się u ok. 15-20% osób. Najbardziej narażone na rozwinięcie ciężkiej postaci choroby i zgon są osoby starsze, z obniżoną odpornością, którym towarzyszą inne choroby, w szczególności przewlekłe. Pamiętajcie, że sytuacja zmienia się dynamicznie i dość radykalnie, a dotychczas nie ma sprawdzonej szczepionki i jednej skutecznej metody leczenia.W mojej ocenie m.in. właśnie to sprawia, że wirus ten budzi tak duży niepokój.

Jeśli zastanawiacie się, gdzie można znaleźć najbardziej aktualne komunikaty z wiarygodnych źródeł, dotyczące koronawirusa, polecam surfować po stronach: Ministerstwa Spraw Zagranicznych, tu znajdziecie szczególnie ważne informacje dla podróżujących. Warto też sprawdzać stronę Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz Światowej Organizacji Zdrowia, by być na bieżąco nie mniej jak z moim blogiem.

🔍 https://www.who.int/health-topics/coronavirus

🔍 https://www.gov.pl/web/dyplomacja

🔍 https://www.gov.pl/web/koronawirus

🔍 https://gis.gov.pl/

🔍 https://europa.eu/european-union/about-eu/agencies/ecdc_pl

Na poniższej stronie znajdziecie kraje, w których oficjalnie potwierdzono wystąpienie korona wirusa:

🔍 https://experience.arcgis.com/experience/685d0ace521648f8a5beeeee1b9125cd

Jeśli macie dodatkowe pytania, zawsze można zadzwonić na infolinię Ministerstwa Zdrowia
uruchomioną specjalnie z uwagi na koronawirusa – numer telefonu to: 800 190 590 ☎

B jak bezpieczeństwo

Przede wszystkim nie wpadajcie w panikę. Przed zakażeniem wirusami chronią nas proste czynności. Pamiętać o podstawach, czyli o unikaniu przebywania w tym samym miejscu z ludźmi mającymi objawy choroby. Pamiętać też należy o częstym i higienicznym myciu rąk i starać się nie dotykać ust czy oczu. A na co warto zwrócić uwagę, gdy np. zdecydujecie wybrać się w podróż? Polecam mieć przy sobie żel odkażający, a np. na czas podróży w samolocie, czy pociągu założyć odpowiednią maseczkę😷. Pamiętajcie tylko, że jej działanie ma sens przez około 30 minut i nie jest to maseczka budowlana. Warto jest więc posiadać kilka sztuk, zależnie od czasu trwania naszej podróży. Pamiętajcie też, że nie zaleca się obecnie podróżowania do Chin oraz Korei Południowej, Włoch, Japonii, Iranu, czy niektórych depatamentów Francji czy Landu Nadrenia Północna-Westfalia w Niemiczech. Zanim zdecydujecie się wyruszyć do jakiegoś kraju, monitorujcie sytuację przez stronę Ministerstwa Spraw Zagranicznych i niech Was nie opuszcza zdrowy rozsądek.

Warto zadać sobie podstawowe pytanie – czy wiesz jak zachować środki ostrożności i jak postępować w przypadku podejrzenia zakażenia u siebie lub swoich bliskich?

🚾 Pamiętaj o częstym i dokładnym myciu rąk wodą z mydłem oraz unikaj dotykania oczu, nosa i ust.

🤧 Kiedy kaszlesz lub kichasz, zawsze zakrywaj usta i nos zgiętym łokciem lub chusteczką. Zachowuj też bezpieczną odległość (około 1,5 m) od osoby, która kaszle, kicha lub ma gorączkę.             

🤒 Gdy kaszlesz i kichasz, pozostań w domu do czasu powrotu do zdrowia, a w przypadku pogorszenia stanu zdrowia nie lekceważ objawów. Zastanów się wówczas, czy dotyczą Cię poniższe dwie kwestie: pierwsza – czy w ciągu ostatnich 14 dni przebywałeś na obszarach objętych wirusem bądź miałeś kontakt z osobą zarażoną. Druga – czy masz podwyższoną temperaturę, kaszel, bóle głowy, stawów i mięśni, duszności i pojawiają się symptomy podobne do przeziębienia lub grypy? Jeśli tak to dla bezpieczeństwa Twojego i bliskich powiadom telefonicznie stację sanitarno-epidemiologiczną lub zgłoś się do oddziału zakaźnego lub oddziału obserwacyjno-zakaźnego, gdzie określony zostanie dalszy tryb postępowania medycznego.

C jak COVID-19 fakty i mity🌡

FAKTY:

🦠 Koronawirusy są pochodzenia odzwierzęcego co oznacza, że ich mutacje przenoszą się ze zwierząt na ludzi. Znane przypadki to wirus SARS, który przeszedł na nas z kotów, czy niesławny MERS pochodzący od wielbłądów. Największą śmiertelność zanotował wirus MERS, pojawiający się do dziś na Półwyspie Arabskim. Niemal czterdzieści procent zakażonych wirusem MERS zmarło.

🧬 W przypadku wirusa 2019-nCoV zakażalność jest bardzo wysoka lecz pamiętać należy, że ponad pięćdziesiąt procent zakażonych nawet o tym nie wie, gdyż choroba mija równie szybko jak się pojawiła i to zupełnie bezobjawowo. U większości ludzi również te objawy znikają nie pozostawiając po sobie śladu.

👶 Śmiertelne przypadki chorób spowodowanych obecnością koronawirusa dotyczą przeważnie ludzi starszych, chorych lub niemowląt.

🛫 Jeżeli wróciliście z dalekiej podróży pamiętajcie, że Wam wirus mógł nie zrobić krzywdy, ale możecie przenieść go na innych, słabszych i mniej odpornych ludzi.

🧪 O tym jak dramatyczne sceny mają miejsce w krajach takich jak Włochy, Iran czy Korea Północna, często w mediach się nie mówi. Brak wystarczającego sprzętu i personelu medycznego.

 

MITY:

🎭 Noszenie maseczki uchroni Cię przed koronawirusem.

📪 Paczki z Chin mogą przenosić tego wirusa.

💉 Popularne szczepionki mogą chronić przed wirusem.

💊 Obecne antybiotyki ratują przed zarażeniem tym wirusem. 

👵 Koronawirus atakuje wyłącznie osoby starsze lub dzieci.

👏  Mycie rąk mydłem antybateryjnym zabezpieczy nas na 100% przed zachorowaniem na koronawirusa.

♨ Koronawirusa można pokonać w gorącej saunie.

Wszystkie powyższe mity należy zapamiętać, ale z uwagi na moje zamiłowanie do saun odniosę się tu szczególnie do ostatniej kwestii. Musicie wiedzieć, że nie ma nic bardziej mylnego niż to, że sauna leczy z wirusów. Sauna jest idealnym rozwiązaniem na podniesienie odporności, ale gdy regularnie z niej korzystamy. Dzięki częstemu i poprawnemu saunowaniu nasz organizm lepiej reaguje na nagłe zmiany temperatur, hartuje się i w konsekwencji „buduje odporność”. Natomiast gdy jesteśmy przeziębieni, mamy gorączkę czy jesteśmy zainfekowani wirusem, pod żadnym pozorem nie powinniśmy korzystać z seansów saunowych.

PODSUMOWANIE

Reasumując moje ABC na temat koronawirusa, pamiętajcie, że bardzo ważny jest zdrowy rozsądek. Nie mówcie nie planowanym podróżom do miejsc gdzie nie stwierdzono przypadków zachorowań, ale mocno zastanówcie się nad wyprawami do państw, gdzie znajdują się ogniska epidemii. Ja zdecydowanie taką podróż bym odwołał. Koniecznie odżywiajcie się zdrowo uzupełniajcie suplementy i budujcie odporność. Nie zaszkodzi tran, witamina C i częste i higieniczne mycie rąk, przemywanie twarzy, trzymajcie się ciepło, byle nie za oczy czy usta. Uśmiechajcie się dużo i jeszcze więcej śmiejcie, bo śmiech to zdrowie. Można żartować np. z memów o koronawirusie, ale nigdy go nie lekceważcie. Warto, też się wysypiać i nie przemęczać organizmu. Pamiętajcie, że zmieniająca się z dnia na dzień sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się wirusa na świecie, wymusza na nas zweryfikowania swoich podróżniczych planów, szczególnie, że niektóre linie lotnicze odwołują połączenia i zawieszają niektóre trasy, zwłaszcza do miejsc wyjątkowo zagrożonych🗺. Zdecydowanie polecam Wam podróżować, TAK PODRÓŻOWAĆ ONLINE, odwiedzajcie inspirujące blogi podróżnicze czy przeglądajcie w sieci fantastyczne vlogi z różnych wypraw. Serdecznie zapraszam Was też do mnie na stronę www.rafalbil.eu/podroze. Ta niezwykle tania forma zwiedzania wydaje się bardzo rozsądną alternatywą dla wszystkich, którzy lubią odkrywać świat, szczególnie, że nie trzeba wychodzić z domu, do czego teraz Was namawiam.  Na koniec mam dla Was iście 🎩czarodziejski trik, bo być może nigdy nie zastanawialiście się nad tym jak skutecznie i higienicznie myć ręce, a ta iście magiczna sztuczka może dać bardzo zdrowe efekty. Pamiętajcie też, że możemy być zarażonymi i nie mieć objawów. Czas inkubacji to około 14 dni i więcej. Dlatego polecam Wam, zostańcie w domach, jeśli nie musicie podróżować, a sprawy drugoplanowe odłóżcie na dziesiąty plan. Szczególnie, że WHO nazywa już ten problem pandemią. Rośnie też liczba zgonów z powodu koronawirusa i na dzień dzisiejszy tj. 12.03.2020 wynosi 4641 osób. Trzymajcie się, dbajcie o siebie i dużo zdrowia Wam życzę. Pamiętajcie, że dziś najważniejsza jest higiena oraz ograniczanie kontaktu z ludźmi, którzy mogą być chorzy.

źródło: strona www.gis.gov.pl/zdrowie/zasady-prawidlowego-mycia-rak/

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#koronawirus  #COVID-19 #rafałbil #fotografia #zostańwdomu

Fotograf Lublin | COVID-19 | Warszawa| Lublin| Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Koronawirus

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020