
Jakiś czas temu zabrałem Was w sentymentalną podróż do Lublina, do miasta gdzie spędziłem drugą połowę swojego życia (Wpis na ten temat znajdziecie tutaj). Wypada zatem sięgnąć do moich korzeni i zaprosić Was również w podróż tam, gdzie spędziłem dzieciństwo i czasy młodości. Postaram się wybrać do Gąbina, bo tu zawędrujemy, wszystko co jest ciekawe, co może zainspirować, albo i to do czego mam sentyment, którym chcę się z Wami podzielić. Pewnie znajdą się tacy malkontenci, którzy uważają, że nic się tu nie dzieje lub nic ciekawego do zaoferowania się nie znajdzie. Ich warto odesłać do oddalonego o około 20 km Płocka, ja natomiast mam zamiar udowodnić, że nawet małe potrafi być piękne, tylko trzeba nauczyć się dostrzegać to piękno, a przy tym postaram się Was nie zanudzić. Moja mała Ojczyzna, bo cały czas o niej mowa, to miasto w województwie mazowieckim, w południowej części powiatu płockiego z siedzibą w gminie miejsko-wiejskiej Gąbin. Zakładamy więc wygodne buty i ruszamy na spacer od A do Z po tym właśnie mieście.

Na starcie zaskoczę Was ciekawostką. Gąbin jest jednym z najstarszych mazowieckich miast, starszym nawet od oddalonej około 100km Warszawy. Po raz pierwszy nazwa Gąbin pojawiła się w przekazach źródłowych już w 1215 r. Wiadomo też, że w XII w. Gąbin istniał jako osada targowa, a jej pierwszym właścicielem był rycerz Gąba, stąd wiele osób uważa, że od niego pochodzi właśnie nazwa miasta.

Prawa miejskie Gąbin uzyskał około 1322 roku, potwierdzone zostały przez księcia Ziemowita V w 1437 roku. Ze względu na swe położenie Gąbin stał się swego czasu siedzibą dworu książąt płockich. Znany był również z najwyższego na świecie masztu radiowego, który wybudowano w Konstantynowie, a jego wysokość przewyższała nawet amerykańskie wieżowce World Trade Center, które runęły w 2001 roku. Gąbińska wieża sięgała 646 m, ale finalnie również runęła, a dlaczego – dowiecie się w późniejszej części wpisu. Sam Gąbin znany był również z twórcy sławojek, czyli Sławoja Składkowskiego, który urodził się właśnie tutaj. Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że sławojka to toaleta, którą stawia się zwykle przy budowie domu – zwykle z wyciętym sercem w drzwiach, ale nie był to jej najważniejszy element, gdyż miała zdecydowanie bardziej utylitarne znaczenie i z innych powodów została wymyślona, ale o tym nie dzisiaj. Przejdźmy do ciekawszych atrakcji niż omówienie kwestii toalet.
A jak atrakcje
Zaczynając wpis o tym co warto zobaczyć, należy sięgnąć do atrakcji, które dane miasto czy region ma nam do zaoferowania. Warto zwrócić uwagę nie tylko na cykliczne imprezy, które odbywają się na terenie miasta i gminy, ale i na znajdującą się tu architekturę oraz walory turystyczne regionu. Zacznijmy najpierw od cyklu imprez, ale pamiętajmy, że nie samymi imprezami Gąbin żyje. Wyszczególnić jednak należy Dni Gąbina, Jarmark Gąbiński, Gala Noworoczna, Pożegnania Lata czy Koncerty Bożonarodzeniowe. Wszystkie te imprezy omówię dokładniej w dalszej części mojego wpisu.

Skupmy się chwile na zabudowie. Gdy oprowadzam znajomych po Gąbinie, pokazuję zawsze klasycystyczny ratusz, który zbudowano w 1824 r. Ciekawostką są tu dwie niesymetryczne fasady, na które nie każdy zwraca uwagę. Obecnie w budynku znajduje się siedziba Urzędu Miasta i Gminy. Zaraz obok znajduje się kościół rzymskokatolicki, którego nie da się nie zauważyć. Budynek ten od zawsze przypominał mi warszawski Pałac Kultury i Nauki, a jego wieża góruje już z oddali i jest widoczna, gdy wjeżdża się od strony stolicy do miasta. W latach 1958-1966 kościół odbudowano w miejscu po poprzedniej świątyni, niestety nie był już tak wysoki, ale nadal wygląda okazale. Obok kościoła znajduje się również mural z widokiem na stary Gąbin, właśnie z wcześniejszym kościołem, z którego wieży widać było oddalony o ponad 20 km Płock. Po zobaczeniu muralu i kościoła spacerujemy wzdłuż kamienic na Starym Rynku i obowiązkowo zatrzymujemy się przy najstarszej z nich, w której urodził się Felicjan Sławoj Składkowski – generał dywizji Wojska Polskiego, premier II RP, doktor medycyny. Obecnie mieści się tam siedziba Muzeum Ziemi Gąbińskiej, a sam budynek niedawno został odrestaurowany, a pochodzi z 1809 roku i od dawna wymagał gruntownego remontu. Cieszę się bardzo, że w końcu odrestaurowanie tej kamienicy doszła do skutku i cieszy jeszcze bardziej fakt, że nie jest to jedyny odrestaurowany budynek w mieście.










Budynki to nie wszystko, często opowiadam znajomym o dawnej wielokulturowości Gąbina. Zawsze zabieram też ich do otuliny Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego oraz nad pobliskie jeziora, które są wg mnie główną atrakcją turystyczną regionu. Warto podkreślić, że są to największe w okolicach Warszawy i Łodzi jeziora. Zawsze doszukiwałem się pewnej analogii w tych terenach do Mazur.


B jak baza noclegowa
Skoro są jeziora, to musi być też baza noclegowa, szczególnie przygotowana pod turystykę i rekreację latem. Całoroczne pokoje noclegowe znajdziecie również w samym mieście m.in. w budynku dworca autobusowego. Nie brakuje też w okolicy wielu fajnych zajazdów, szczególnie dla osób poszukujących wyższego standardu.Gdy podjedziecie kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów znajdziecie też w okolicy fajne pensjonaty czy hotele. Moją uwagę przykuwa jedno miejsce Hotel Kawallo, dlaczego zapytacie – nie dlatego, że zapłacono mi za ich reklamę, ale dlatego, że jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie w regionie prowadzone są rytuały saunowe, a Ci co mnie bliżej znają, wiedzą, że jako saunamistrz doceniam to podwójnie. Naturalnie ceny w hotelu nie są najniższe, więc zawsze można korzystać z alternatywnych możliwości, które mają niższy standart i oczywiście niższą cenę.

C jak cmentarze
O dawnej wielokulturowości Gąbina świadczą dziś m.in. cmentarze: ewangelicki, żydowski, mariawicki oraz katolicki. Na każdym z nich można znaleźć wyjątkowe i wiekowe pomniki, które warto ocalić od zapomnienia. Poniżej kilka fotografii z gąbińskich cmentarzy.















D jak dworzec autobusowy oraz Dni Gąbina
Dworzec autobusowy
Miasto położone jest w odległości około 100 km od Warszawy i Łodzi. Krzyżują się tu drogi wojewódzkie z Płocka i Żychlina oraz z Łącka i Sochaczewa. To właśnie do tych miast można wybrać się prosto z „centrum kulturalnego Gąbina” czyli dworca autobusowego. Zbudowano i oddano go do użytku w 1997 roku. Nie wiem jak dziś, ale dawniej był to punkt spotkań młodzieży, gdzie można było omówić wszystkie ważniejsze tematy prozy życia codziennego. Dziś dworzec wymaga remontu, jednak nadal pozostaje symboliczną wizytówką miasta i prawdopodobnie punktem, w którym omawia się kwestie ratowania świata przed zagładą.



Dni Gąbina
Do jednej z najważniejszych lokalnych imprez zaliczę odbywające się w maju „Dni Gąbina”. Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. W te dni jest w mieście zawsze tłoczno, głośno i wesoło. Dla mieszkańców jest to bowiem spora atrakcja kulturalna, na którą zapraszane są profesjonalne zespoły muzyczne. Jest to też okazja do zaprezentowania lokalnych talentów nie tylko muzycznych, ale m.in. tanecznych.
Dni Gąbina to również stragany, wystawy, konkursy, biegi uliczne i różne inne zawody sportowe. Są to też przelewane litry napojów procentowych, które sprzyjają integracji lokalnej społeczności. Jest to czas na promowanie twórczości plastycznej i rękodzieła artystycznego. Od 2004 r. Dniom Gąbina towarzyszy dzień poświęcony kulturze chrześcijańskiej. Podczas piątkowego wieczoru prezentują się zespoły wykonujące religijne utwory wokalno-instrumentalne.
Dotychczas podczas Dni Gąbina występowały również gwiazdy wieczorów. Na gąbińskiej scenie wystąpili m.in. Pectus, Brathanki, Wawele, Czerwone Gitary, Trubadurzy, Universe, Oddział Zamknięty, Babsztyl, Lombard, Łzy, Ira, Kobranocka, Harlem, Cree, Classic, Wawele oraz polscy soliści, m.in.: Krzysztof Krawczyk, Patrycja Markowska, Jan Wojdak, Krystyna Giżowska, Don Wasyl i Roma.
E jak edukacja
Czas sięgnąć do czasów szkolnych. Na początku kilka faktów i suchej teorii. Na terenie gminy działalność dydaktyczną i wychowawczą realizuje 12 instytucji oświatowych: 6 szkół podstawowych, 2 gimnazja, 2 przedszkola, Szkoła Muzyczna I stopnia, Zespół Szkół im. S. Staszica, w którym edukacja odbywa się na poziomie średnim. W samym Gąbinie kształcić się można w następujących jednostkach:
- Przedszkole im. Króla Maciusia I
- Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej
- Gimnazjum im. Jana Pawła II (do końca tego roku szkolnego, następnie istnienie gimnazjów w Polsce wygaśnie)
- Zespół Szkół im. Stanisława Staszica w Gąbinie
- Szkoła Muzyczna I stopnia

Jak to wyglądało dawniej w praktyce moim subiektywnym zdaniem. Szkoła podstawowa to wyjątkowy czas kiedy człowiek mógł beztrosko zdzierać spodnie szorując podłogi szkolnych korytarzy na kolanach i biegać ganiając się z innymi dziećmi na przerwach od lewej do prawej strony boazerii. No chyba, że dyżur miała śp. Pani Regina, która budziła respekt największych urwisów, wystarczyło Jej jedno krzyknięcie i każdy chodził po korytarzach jak należy. Uwielbiam wspominać takie nauczycielki, wyraziste, wyjątkowe, budzące respekt wszystkich dzieciaków. Taką nauczycielką była również moja wychowawczyni Pani Halinka – kobieta cudowna o dobrym sercu, zawsze uśmiechnięta, ale wiedziała też jak zadbać o porządek w klasie, gdzie szalała niespełna trzydziestka dzieci, które jeszcze nie potrafiły dobrze mnożyć czy dodawać, ale świetnie umiały psocić. Szkoła podstawowa to też czas pierwszych miłości, zauroczeń, pocałunków i na tym poprzestańmy. To również zainteresowanie biologią m.in. za sprawą wychowawczyni Pani Ani, której wychowankiem byłem również w gimnazjum. Okres gimnazjum to również czas fascynacji piłką ręczną, która trwa do dziś. Po gimnazjum przyszła kolej na liceum ogólnokształcące w tzw. „Uniwersytecie Podlaskim”. Wyjątkowy czas, niesamowici ludzie i kolejne cenne życiowe doświadczenia, które pozwoliły dostać się na studia. Dziś mogę dziękować mojej wychowawczyni, która myślę, że wiedziała, że nie jestem najlepszym umysłem ścisłym. Mimo to nigdy nie starała mi się tego udowodnić, a wręcz odwrotnie zawsze była nie tylko dla mnie, ale i dla pozostałych osób wsparciem – Pani Agnieszko dziękuję.



F jak fontanna
Fontanna w parku na starówce Gąbina powstała w 2008 roku w miejscu dawnej studni zlokalizowanej na rynku miejskim. Myślę, że warto tu przyjść, by posiedzieć na ławce obok fontanny i popatrzeć na gąbińskie kamienice, ratusz czy kościół lub by zamknąć oczy i wsłuchać się w szum wody.


G jak Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy i Gala Noworoczna
Dla wszystkich lubiących spacery po lesie polecę podróż korytarzami ekologicznymi wiodącymi od samej Puszczy Kampinoskiej przez Puszczę Bydgoską, aż po Bory Tucholskie. Naprawdę jest co tu zwiedzać, a zacząłbym chyba od oprowadzanie po tarasach wiślanych – rozległych i płaskich piaszczystych powierzchni akumulacji rzecznej, tarasów wydmowych z licznymi wałami, zespołami lub pojedynczo występującymi wydmami i krajobrazami podmokłymi, a często zabagnionymi choć o wyjątkowym uroku dolinkami.Teraz Was zaskoczę – na obszarze parku jest około 40 jezior, ponad 60% powierzchni parku zajmują lasy, w których dominują bory sosnowe i lasy mieszane.
Flora tych terenów charakteryzuje się różnorodnością i bogactwem gatunków, a środowisko przyrodnicze stanowi przedmiot różnorodnych badań. Szacuje się, że na obszarze parku znajdziemy około 800 gatunków roślin, z tego ok. 50 objętych jest prawną ochroną gatunkową (w tym 37 objętych jest ochroną całkowitą, a 15 ochroną częściową) – mocno się więc zastanówcie, zanim coś zerwiecie. Powierzchnia Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego wynosi około 390 km², natomiast jego otulina liczy 141,95 km². Jest więc gdzie zwiedzać, ale i co zobaczyć.

Wśród fauny parku najcenniejszą grupę stanowią ptaki, szczególnie wodno-błotne. Jest tu wiele miejsc na dobre zdjęcia z bytowania i lęgów znajdujących się tu m.in. gatunki zagrożonych, wpisanych do „Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt”. Cenną zdobyczą, choć trudną do uchwycenia w obiektywie jest m.in. bocian czarny, żuraw, błotniak łąkowy, batalion czy derkacz. Przy sporej ilości szczęścia spotkamy tu sokoła wędrownego, orła bielika, rysia, bobry, ale by to się udało, trzeba uzbroić się w cierpliwość i odpowiednio zachowywać.

Ważne jest to, że na terenie całego parku poza systemem szlaków pieszych i rowerowych funkcjonuje ok. 10 ścieżek dydaktycznych i przyrodniczych o różnym stopniu trudności oraz trzy zielone szkoły z działalnością ukierunkowaną na edukację przyrodniczą pradoliny Wisły. Gąbin został zakwalifikowany do szlaku czarnego i zielonego zwanego też „Południowym” lub szlakiem im. Króla Kazimierza Wielkiego.

Gala Noworoczna
Od niedawna tradycją Gąbina stało się organizowanie w pierwszym miesiącu każdego nowego roku dużej imprezy kulturalnej pod nazwą „Gala Noworoczna”. Podczas koncertów prezentowana jest muzyka operowa, operetkowa, musicalowa i filmowa. Program muzyczny skupia duże grono odbiorców. Podczas koncertów prezentują się znani polscy zawodowi soliści. Prezentują się również nauczyciele Szkoły Muzycznej I stopnia w Gąbinie w występach solowych i zespołowych. Wzbogaceniem koncertu jest występ Chóru Miasta i Gminy Gąbin oraz prezentacje uczniów tejże Szkoły Muzycznej.
H jak herb
Herb Gąbina przedstawia białą basztę, posiadającą otwartą bramę, z opuszczoną do połowy kratą barwy czarnej. Baszta nakryta jest czerwonym ostrosłupowym daszkiem i znajduje się na błękitnej tarczy herbowej. Ciekawostką jest to, że godła zawierające baszty w swej symbolice nawiązywały bardzo często do prawnej odrębności miast – ich samorządności. Stąd wzięły się mury miejskie z basztami i bramami nawet w herbach takich miast, które nigdy w swych dziejach takich murów nie posiadały, tak jak ma to miejsce w przypadku Gąbina. O ile baszty z herbu nie znajdziecie w Gąbinie tak sam herb zauważycie na ratuszu od strony Rynku.
I jak ile chcesz tyle zjesz
W samym mieście nie ma wielu punktów gastronomicznych, do których można zabrać znajomych. Jest jednak kilka ciekawych miejsc, do których zwykle zabieram na obiad czy kolację znajomych odwiedzających Gąbin. Jednym z nich jest restauracja PIANO. Fajny klimat lokalu nawiązujący starymi fotografiami do historii Gąbina oraz opcja niedzielnych obiadów bez limitów są czymś kuszącym dla ceniących historię oraz dużo jeść. Najbliżej od mojego domu jest pizzeria Manhattan. Spacer do niej zajmuje mi około 2 minuty, a do kolejnej, która nazywa się FOLK pizza & bistro ok. 5 min. Poza pizzerią jest też przyjemnym miejscem, w którym można zjeść smaczne zestawy obiadowe, a i na koniec dodam, że jest jeszcze „Kulturka”, w której również możecie się posilić. Mieszkanie w centrum miasta ma swoje plusy, ale i minusy. Czasem całe noce słychać tiry jeżdżące przy głównej trasie przelotowej. Problem ten jednak się rozwiąże wraz z budową obwodnicy, co bardzo mnie osobiście cieszy.

J jak Jarmark Gąbiński
Kolejna z cyklicznych imprez środowiskowych jest „Jarmark Gąbiński”. Współorganizowany jest przez Ochotniczą Straż Pożarną i Urząd Miasta i Gminy. Podczas imprezy odbywają się festyny, wystawy, pokazy ratownictwa drogowego i wysokościowego, pokazy policji i zawodowej straży pożarnej. Fajną atrakcją dla dzieci są przejażdżki powozami konnymi. Tradycją są tu też stoiska handlowe nawiązujące do dawnych jarmarków, które odbywały się w Gąbinie. Zwykle jest też wesołe miasteczko i nie brakuje też imprez sportowych. Zazwyczaj zapraszane są również zespoły muzyczne. Podczas jarmarków grali tu m.in. Oddział Zamknięty, Universe czy Róże Europy.
K jak kirkut oraz Koncerty Bożonarodzeniowe
Kirkut
Cmentarz żydowski mieści się przy ulicy Kilińskiego i powstał w XIX wieku. W czasie okupacji hitlerowskiej został niemal doszczętnie zniszczony przez nazistów. Rozbite macewy posłużyły im wówczas do utwardzenia drogi, wzmocnienia mostu i zrobienia krawężników przy ul. Browarnej i Moniuszki. Pamiętam z czasów dzieciństwa, jak chodziliśmy z koleżankami i kolegami pod most by oglądać wmurowane wówczas porozbijane macewy. Obecnie odratowane macewy znajdują się na wspomnianym cmentarzu. Cała nekropolia ma natomiast powierzchnię około 1,5 ha¹. Po wojnie teren cmentarza został zalesiony przez Zarząd Lasów Państwowych. Dopiero w 1996 roku z inicjatywy potomków Żydów gąbińskich oraz przy finansowym wsparciu Fundacji Rodziny Nissenbaumów cmentarz został uporządkowany i ogrodzony. Z odzyskanych fragmentów macew utworzono unikatowe lapidarium. W 1999 roku odbyła się uroczysta ceremonia odsłonięcia pomnika. Wzięli w niej udział mieszkańcy miasta i licznie przybyli potomkowie gąbińskich Żydów. Podczas tej uroczystości uhonorowano również śp. Marię Maciejko-Kamińską, która w czasie Holocaustu udzielała pomocy Żydom. Postać wyjątkowa, w moich oczach bohaterka, która była m.in. sanitariuszką Powstania Warszawskiego. Działała pod pseudonimem Marysia. Pochowano ją w Gąbinie w 2009 roku.


Koncerty Bożonarodzeniowe
Ważnym wydarzeniem integrującym miejscową społeczność jest coroczny „Koncert Bożonarodzeniowy”. Koncert organizowany jest już cyklicznie od 2007 roku z inicjatywy Burmistrza Miasta i Gminy Gąbin. Organizatorem imprez jest MGOK, który realizuje imprezę przy wsparciu podmiotów oświatowych z terenu całej gminy. Trzeba przyznać, że zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem. Uczestniczą w nim mieszkańcy gminy, a także przyjezdni goście. Hala sportowa, w której się wydarzenie odbywa szybko wypełnia się widownią. Podczas występów prezentują się na scenie uczniowie lokalnych szkół, zespoły taneczne MGOK, Chór Miasta i Gminy Gąbin, Orkiestra dęta OSP oraz miejscowe zespoły muzyczne. Koncert jest kolejnym ważnym dla mieszkańców wydarzeniem kulturalnym. Jest też okazją do spotkania się ze znajomymi w tym okresie przedświątecznego pędu i przygotowań przed świętami Bożego Narodzenia.

L jak liczby
Ł jak łyki
Jak przeczytać można w książce prof. Janusza Szczepańskiego pt.: „Dzieje Gąbina i okolic, Miasto i Gmina Gąbin” dowiedzieć się tam można m.in. o istnieniu „łyków” – mowa o mieszkańcach folwarków, gdy omawia się strukturę społeczeństwa gąbińskiego w okresie XVI i XVII wieku. Wspomina się o nich gdy omawiane są m.in. szczegóły dotyczące antagonizmów zachodzących między mieszczanami Gąbina, a szlachtą z okolicznych folwarków, która z pogardą patrzyła na miejskich „łyków”. Do dziś kojarzę prostą odpowiedź na pytanie z czasów dzieciństwa – „czy dasz łyka oranżady”, zwykle, kiedy nie chciano Cię poczęstować, odpowiadano łyki to na ul. Warszawskiej.
M jak Maszt radiowy w Konstantynowie
Na terenie byłego PGR-u zbudowano w 1974 roku 646 metrowy maszt radiowy w Konstantynowie, który przez 17 lat był najwyższą budowlą na świecie. W latach 1974-1991 maszt zlokalizowany ok. 90 km od Warszawy, ze względu na swoją rekordową wysokość stanowił ewenement na skalę światową i został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Nigdzie na świecie nie wzniesiono wyższego obiektu – aż do 19 maja 2008, kiedy rekord ten został pobity przez budowlę Burdż Chalifa w Emiratach Arabskich. Budowa masztu w Konstantynowie została zakończona 18 maja 1974 roku. Wzniesiono maszt o masie 420 ton. Radiostacja pracowała na falach długich o częstotliwości 227 kHz do 1 lutego 1988 roku i później na częstotliwości 225 kHz. Główną zaletą radiostacji była wielkość zasięgu, która dawała możliwość bezpośredniego odbioru z klasycznego radioodbiornika (AM) programu pierwszego Polskiego Radia przez rodaków w Kazachstanie, pracowników polskich firm pracujących w Iraku, Iranie, praktycznie w całej Europie i nawet Ameryce Północnej, Północnej Afryce, a nawet w USA i Kanadzie. Obecnie teren na którym znajdował się maszt jest ogrodzony i obowiązuje tam zakaz wejścia osobom postronnym.


Dnia 8 sierpnia 1991 roku, o godz. 19.10 maszt runął w czasie prac konserwatorskich. Prace miały polegać na wymianie odciągów, które były w złym stanie technicznym. Poluzowano jedną z lin w ostatniej, piątej sekcji odciągów, zakładając i naciągając 2 liny pomocnicze. Jedna z lin pomocniczych wysunęła się z zacisków. Druga lina pomocnicza zerwała się z mocowania, nie mogąc zrównoważyć sił pozostałych lin głównych. Górna część masztu złamała się i uderzyła w podstawę. Maszt runął w ciągu kilkunastu sekund. W katastrofie nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu. Nie ucierpiały także budynki oprócz „domku antenowego”. Zniszczeniu uległ także nowoczesny dźwig samochodowy. W wyniku procesu sądowego kierownik ekipy konserwującej z Mostostalu Zabrze otrzymał wyrok 2,5 roku więzienia za spowodowanie katastrofy, skrócony później do 2 lat. Za pośrednie przyczyny katastrofy uznaje się zaniedbania w 17-letniej eksploatacji, w tym zły stan odciągów stwierdzony już w 1987 roku. Istnieje również teoria, że katastrofa ta, nie wydarzyła się przypadkiem. Według tej teorii uznaje się, że wypadek miał na celu zaprzestanie nadawania na falach długich Programu Pierwszego Polskiego Radia, odbieranego dotychczas w odległych zakątkach Europy przez Polonię (a także na wielu obszarach Polski). Teoria ta wiązana była przez wielu z celowym dążeniem do ograniczenia informacji m.in. podczas mającego miejsce kilkanaście dni później Puczu Janajewa w Moskwie (oraz rozpadem ZSRR) czy innych ważnych wydarzeń w ostatnich miesiącach (np. rozwiązanie RWPG i Układu Warszawskiego).

Nie każdy też wie, że w kwietniu 1992 roku powstały pierwsze rządowe plany odbudowy masztu z uwagi na jego znaczenie dla Polaków przebywających poza granicami kraju i już we wrześniu 1995 roku zapadła decyzja o odbudowie masztu w Gąbinie. Odbudowa była możliwa w tym samym miejscu, jednak protesty okolicznych mieszkańców związane z obawami przed skutkami oddziaływania na nich pól elektromagnetycznych promieniowanych przez maszt udaremniły odbudowę. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego Ośrodka Zamiejscowego w Łodzi z dnia 11 października 1996 roku uchylający decyzję wojewody płockiego o odbudowie masztu radiowego w Gąbinie ostatecznie przekreślił te plany.

Na terenie radiostacji w Gąbinie znajduje się obecnie maszt radiolinii w Konstantynowie. Stalowa konstrukcja zwalonego masztu została sprzedana na złom. Aparatura nadawcza, a zwłaszcza kontenery z nadajnikami firmy Brown Boveri, do 2017 r. były kompletne i wizualnie w dobrym stanie. Przez kilka lat po katastrofie utrzymywano okrojony personel ośrodka, nadajniki konserwowano i załączano kontrolnie wykorzystując tzw. sztuczną antenę.


W latach 2001-2012 obiektem administrował wydział nieruchomości TP S.A. w Płocku. Ze względu na połączenie TP z Orange, od 2012 obiektem administruje Biuro Sprzedaży Nieruchomości Orange Polska S.A. Obiekt chroniony jest jedynie przed dostępem osób postronnych, a jego wartość to 3 650 000 zł (netto). Obiekt wystawiony został na sprzedaż, łącznie z budynkami i z 62-hektarowym terenem, na którym stał najwyższy na świecie maszt radiowy. Nie udało się go sprzedać i niestety dalej niszczeje.



N jak Nida
Gąbin Leży nad rzeką Nidą, którą w dzieciństwie nazywano „smrudką”. Poziom zanieczyszczenia rzeki oddawał charakter stanu rzeki i mimo, że aromat z niej nie unosił się bezpośrednio. Wiele pływających w niej przedmiotów stanowiły odpady.

O jak organizacje pozarządowe i Ochotnicza Straż Pożarna
Na terenie miasta i gminy działają różne organizacje tzw. trzeciego sektora. Do znanych mi NGOsów należą:
Towarzystwo Miłośników Ziemi Gąbińskiej – jest to stowarzyszenie działające w Gąbinie od 1975 roku. Towarzystwo organizuje sympozja naukowe, stałe i okresowe wystawy, poświęcone znaczącym wydarzeniom i postaciom historycznym ziemi gąbińskiej. Biorą też czynny udział w organizowanych uroczystościach patriotycznych z okazji świąt narodowych. Działania podejmowane przez TMZG skierowane są do szerokiego grona odbiorców, zwłaszcza do przedstawicieli młodego pokolenia mieszkańców regionu gąbińskiego. Pierwszym Prezesem Zarządu TMZG był śp. Zbigniew Łukaszewski, a obecnie funkcję tę pełni moja ulubiona sąsiadka – Anna Ostrowska, którą serdecznie pozdrawiam. Aż chce się zaśpiewać jak dobrze mieć sąsiada…
Związek Piłsudczyków Oddział Gąbin to organizacja, która prowadzi działalność mającą na celu kultywowanie patriotycznych tradycji wśród mieszkańców Gąbina i okolic. Założony w 1992 roku Oddział Związku Piłsudczyków w Gąbinie jest stowarzyszeniem, które postawiło sobie, jako główne cele: organizowanie działalności patriotycznej wśród młodzieży gminy, opracowanie gminnego planu uroczystości patriotycznych i włączenie do jego realizacji młodzież szkolną oraz organizacje społeczne i polityczne, wspomaganie Towarzystwa Miłośników Ziemi Gąbińskiej w jego działalności. Obecnie prezesem tej organizacji jest Elżbieta Kamińska, a dawniej funkcję tę piastował śp. Zdzisław Nowakowski.

Stowarzyszenie Rodzin Katolickich – działa przy gąbińskiej parafii rzymskokatolickiej. Organizacja prowadzi działalność społeczną, na stałe współpracuje z władzami miasta oraz szkołami, angażuje się w pracę charytatywną na rzecz mieszkańców potrzebujących różnorakiej pomocy.
Fundacja Aktywni Razem
Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania AKTYWNI RAZEM zostało utworzone w 2014 roku, a w roku kolejnym wpisane zostało do KRS-u. Celami Stowarzyszenia są szerokie działania na rzecz zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich i małych miast objętych działaniem Stowarzyszenia oraz poprawa ich konkurencyjności jako miejsca zamieszkania i prowadzenia działalności gospodarczej, a także aktywizacja oraz inicjowanie współdziałania lokalnych środowisk.
Ochotnicza Straż Pożarna
W 1898 roku powstaje w Gąbinie Ochotnicza Straż Pożarna, która prężnie działa do dziś – rozbudowując się i modernizując sprzęt, którym ratuje ludziom życie. Warto też dodać, że w mieście działa również Orkiestra strażacka Ochotniczej Straży Pożarnej, która aktywnie włącza się w wydarzenia o charakterze państwowym i kościelnym.

P jak pożegnanie lata
Kolejną imprezą, która cieszy się olbrzymim zainteresowaniem mieszkańców oraz gości jest „Pożegnanie lata”. Organizowana cyklicznie we wrześniu stanowi zakończenie imprez wakacyjnych organizowanych przez Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. Jest to kolejna doskonała okazją dla prezentacji zespołów muzycznych i tanecznych szkół podstawowych i gimnazjalnych regionu gąbińskiego. Podczas imprezy prezentują się również uczniowie i zespoły Szkoły Muzycznej oraz zespoły taneczne MGOK, czyli takie małe déjà vu z poprzednich imprez. Ważnym elementem wydarzenia są stoiska handlowe i dodatkowo wystawy, prezentujące dorobek artystyczny miejscowych twórców i zaproszonych gości. Zainteresowaniem cieszą się także kiermasze, stoiska handlowe i gastronomiczne. Podczas „Pożegnania Lata” prezentują się również znane i mniej znane zespoły, a ich koncerty gromadzą liczną widownię. Prezentowane tu są różne gatunki muzyczne – dla mieszkańców wystąpili tu m.in. Enej, Turnioki, Stonehenge, Dimitris Zorbas, Bolero, Marimba Trio Band, The Postman, Abba-Mia, Konwój, Sunflowers, Papa D. Moim zdaniem jest to ciekawa oferta i okazja do zapoznania się z żywą muzyką graną często na tradycyjnych oryginalnych instrumentach.
R jak rolnictwo
Miasto i gmina dysponują atrakcyjnymi terenami, które mają bardzo dobre warunki dla rozwoju rolnictwa. Użytki rolne stanowią tu ponad 60% terenów, a użytki leśne to około 20% gruntów. Można więc spokojnie cieszyć tu oko zielenią, co moim zdaniem czyni tereny gminy Gąbin unikatowymi. Osobiście uwielbiam te miejsca, gdzie rosną wierzby mazowieckie, tak charakterystyczne właśnie dla Mazowsza.


S jak siłownia na powietrzu
Wybudowanie plenerowych siłowni na powietrzu dofinansowano ze środków UE. W Gąbinie siłownie powstały w dwóch lokalizacjach. Jedna znajduje się na działce przyległej do dworca autobusowego przy ul. Topolowej, druga w parku miejskim przy ul. Wojska Polskiego. Należy wspomnieć, że wszystkie siłownie zostały ogrodzone i są monitorowane. Zainstalowano również system oświetlenia hybrydowego wykorzystujący energię odnawialną – słoneczno-wiatrową, by można było ćwiczyć również w nocy. Sam pomysł wg mnie bardzo trafiony i można pogratulować autorom realizacji tego projektu.


T jak turystyka
Gmina Gąbin posiada doskonałe warunki naturalne oraz infrastrukturę dla rozwoju turystyki i rekreacji. Obok siebie występują duże kompleksy leśne i to w bezpośrednim sąsiedztwie jezior (w tym największego na Mazowszu Jeziora Zdworskiego o pow. 352 ha), a także dolina Wisły z rezerwatami przyrody.
Rozwojowi turystyki i rekreacji może sprzyjać również obecność działających na terenie gminy firm branży gastronomicznej i hotelarskiej. Coraz bardziej popularna staje się także agroturystyka, głównie na terenach budownictwa letniskowego. Turystów przyciągają również przepiękne tereny pomiędzy Wisłą a otuliną Gostynińsko – Włocławskiego Parku Krajobrazowego, bogactwo kulturowe, zabytki, stare osadnictwo, a także coraz liczniejsze ścieżki i szlaki rowerowe.
U jak Unia Czermno

Na terenie gminy Gąbin działa klub piłkarski LKS „Unia” Czermno, w którym występują zawodnicy z Czermna i okolicznych miejscowości. Drużyna „Unii” Czermno to przykład ludzi dla których sport i pasja to sposób na walkę o sukces…. walkę nie tylko na boisku. Nie należy też zapomnieć o drużynie Błękitnych Gąbin. Klub założono w Gąbinie w 1949 roku więc w tym roku obchodzi 70-lecie swego istnienia.

V jak volksdeutsche
Prześladowanie i zagłada ludności żydowskiej w Gąbinie, o której wspomnę na koniec, wiąże się też z pojęciem „volksdeutsche”, czyli określeniem stosowanym wobec osób pochodzenia niemieckiego, zamieszkujących poza granicami Niemiec. Określenie „folksdojcz” bo tak też określano te osoby, budzi dziś jak najgorsze skojarzenia. Staje się ono synonimem dla konformistów i sprzedawczyków. Warto wiedzieć z czego to wynikało – w okresie okupacji hitlerowskiej: osoba znajdująca się na liście ludzi pochodzenia niemieckiego (często rzekomego), na której obecność gwarantowała wiele przywilejów w stosunku do pozostałej ludności polskiej, nie o samą zazdrość tu jednak chodzi. Volksdeutche mieszkali również w Gąbinie. Jak wyczytamy w jednym z artykułów śp. Pana Jana Borysiaka, który był m.in. kronikarzem dziejów Gąbina, nauczycielem i wiceprezesem zarządu Związku Piłsudczyków – wspomina on o nich w „Echo Gąbina” (6/2001):
„W słoneczną, ciepłą niedzielę 15 czerwca już kilka minut przed 8.00 hitlerowcy rekrutujący się spośród miejscowych Volksdeutschów w mundurach SS, NSDAP, a nawet strażackich, wypędzali z domów wszystkich Polaków, nie szczędząc kobiet, starców a nawet lżej chorych. O godzinie 9.00 po pięciu powiązanych sznurem za ręce, aby któryś nie uciekł, wyprowadzili bocznymi drzwiami z kościoła. W tłumie Polaków słychać było płacz i przejmujące łkanie. W tym czasie z „Remizy” dobiegały skoczne melodie. Podobno Niemcy do grania ich przymusili orkiestrę. Wtem na podstawiony stolik wszedł jakiś wyższy rangą członek SS, który po niemiecku, a potem po polsku odczytał wyrok śmierci na 10 Polaków w Gąbinie i 10 w Gostyninie za zamordowanie Niemca. Wyprowadzono z kościoła resztę uwięzionych i ustawiono nieopodal w dwa rzędy. Wkrótce potem mundurowi pchnęli dziewięciu skazańców ku ścianie śmierci. Padła komenda Feuer. Gruchnęła salwa. Po salwie zaległa cisza przerywana pojedynczymi strzałami z pistoletu. To dowódca kolumny egzekucyjnej dobijał tych, którzy dawali jeszcze znaki życia. Pod ścianą śmierci leżało z roztrzaskanymi głowami 9 Polaków. Byli to:
Franciszek Płażewski – szewc z Gąbina,
Jan Potomski – robotnik z Gąbina,
Władysław Poliński – piekarz z Gąbina,
Wacław Strzelecki – szewc z Gąbina,
Józef Stachowski – sklepikarz z Topólna,
Stanisław Korpowski – kupiec z Gąbina,
Władysław Kowalik – rolnik z Guzewa,
Władysław Maciejewski – lekarz z Sannik,
Jan Skonieczny – rolnik z Sannik.
Do listy tej trzeba dodać zamordowanego podczas ucieczki Jana Kurpiasa – rolnika z Gór. Rozstrzelani przeleżeli cały dzień na bruku wąskiej uliczki Kościelnej. Wieczorem kazali Niemcy Żydom przenieść ich do jednego z garaży „Remizy”. W nocy zaś między godziną 22.00, a 23.00 platformą otoczoną przez policję i SS wywieźli zwłoki na drogę leśną prowadzącą do Grabia, gdzie w dwóch dołach, po 5 w każdym kazali Żydom ich zakopać. Udeptali i wyrównali ziemię, przejechali po niej wozem aby wyżłobić koleinę dla przejeżdżających tą drogą. W poniedziałek 16 czerwca o godzinie 16.00 przyjechała wysoka ciężarówka służąca do przewozu bydła. Na nią załadowali więźniów z kościoła. Od strony szoferki siedzieli z bronią gotową do strzału policjanci. Gdy ciężarówka ruszyła, podążył za nią wojskowy odkryty samochód z wymierzonym w jadących karabinem maszynowym. Wywieziono ich do Gostynina, skąd zabrano tamtejszych więźniów, a .stamtąd odtransportowano do Inowrocławia, skąd nie wszyscy powrócili. ”
Wydarzenia, te stały się dla Niemców pretekstem do egzekucji w dniu 15.06.1941 roku, z uwagi na zabicie niemieckiego żandarma z Ciechomic. Dziś dla uczczenia dawnej tragedii obok murów kościoła rzymskokatolickiego stoi pomnik ku czci ofiar hitleryzmu. Powyższy opis pozwala zrozumieć, skąd te negatywne emocje względem volksdojczów i pejoratywność, która trwa nie tylko w mieszkańcach Gąbina po dzień dzisiejszy.

W jak wielka powódź
W maju i czerwcu 2010 roku przez gminę Gąbin przeszył dwie fale powodziowe. Wisła niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze. Takie momenty uczą respektu względem żywiołów i pokazują jak istotna jest polityka krajowa w zakresie gospodarowania rzekami, a w tym konkretnym przypadku Wisłą. Nie była to jedyna powódź w historii naszej gminy. Wcześniej Wisła zalewała jej tereny m.in. w 1982 roku.
Z jak znani ludzie z Gąbina
Poniżej lista znanych osób związanych lub urodzonych w Gąbinie, naturalnie nie jest to katalog zamknięty, ale subiektywny:
Felicjan Sławoj Składkowski – ostatni premier II Rzeczypospolitej
Tadeusz Penkala – krystalograf i mineralog
Rajzla Żychlińska – poetka żydowskiego pochodzenia
Adam Struzik – polski polityk i samorządowiec, lekarz i obecnie marszałek województwa mazowieckiego
Michał Pietrzak – prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego
Mirosława Jastrzębska – polska uczona, etnograf
Abraham Gombiner – żydowski filozof, cadyk, asystent rabina kalijskiego
Wojciech Jasiński – polski polityk, prawnik
Beata Matuszewska – wokalistka zespołu Bayer Full
Alojzy Balcerzak – polski malarz , grafik
Bolesław Kowalski – chemik, profesor, Wydział Nauk o Żywności, SGGW
Ż jak Żydzi w Gąbinie
Na koniec wpisu odrobinę uwagi chcę poświęcić Żydom, którzy byli ważną częścią miasta. Smutnym jest fakt, że w 1942 roku ponad 2000 Żydów – mieszkańców Gąbina wywieziono do Chełmna nad Renem, gdzie zostali zagazowani i spaleni. Nie, każdy dziś wie, że w końcu XV w. Gąbin był jednym z 10 mazowieckich miast, w których istniały gminy żydowskie. Oficjalny przywilej zezwalający Żydom na osiedlanie się w Gąbinie wydał w 1578 roku sam Stefan Batory, goszczący wówczas w lasach gąbińskich na polowaniu. Okazją do transakcji handlowych o charakterze regionalnym były odbywające się w Gąbinie jarmarki, w których nie małe znaczenie miała społeczność żydowska (teraz widzicie skąd tradycja i dobry powrót do jarmarku, który co prawda ma inny wymiar, ale w pewnym aspekcie powraca do pewnych tradycji miasta).
Wraz z ponownym ożywieniem miasta w początkach XVIII wieku, nastąpił też rozwój lokalnej społeczności żydowskiej. Jednak Żydzi mogli zamieszkiwać tylko w wydzielonej części miasta. Gmina żydowska w Gąbinie powstała w początkach XVIII wieku. Już w 1710 roku wzniesiono drewnianą synagogę. W 1914 roku grupa żydowskich intelektualistów założyła bibliotekę wraz z czytelnią. W 1917 r. podczas wyborów samorządowych żydowscy kandydaci zdobyli dwanaście z osiemnastu mandatów. Wróćmy do samej bożnicy – przetrwała ostrzał i bombardowanie podczas kampanii wrześniowej. Została jednak podpalona w dniu 21 września 1939 roku i wówczas spłonęła.
W okresie międzywojennym Żydzi posiadali sklepy i stragany, gdzie sprzedawali odzież, skóry, buty i płody rolne. W latach trzydziestych XX wieku narastające w Polsce nastroje antysemickie dały się odczuć także w Gąbinie. W myśl hasła „Nie kupuj u Żyda”, bojkotowano żydowskie sklepy i zakłady rzemieślnicze. Represje narastały z dnia na dzień. Głośnym echem odbił się mord na żydowskiej nastolatce. Zatrzymana w nocy przez niemieckiego żołnierza, została zgwałcona i następnie w okrutny sposób zamordowana. To tylko jeden z wielu przypadków W pierwszych miesiącach 1941 roku gąbińscy Żydzi zostali deportowani do obozów pracy, między innymi w Koninie. Dla wielu z nich był to jedynie etap w ostatniej podróży do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.
Tym smutnym akcentem zakończę podróż po Gąbinie – mieście dla mnie wyjątkowym. Mieście, gdzie przez 18 lat czas płynął jakby wolniej. Gdzie spędziłem beztroskie dzieciństwo, gdzie wszedłem w okres dojrzewania i zrobiłem swój pierwszy krok w dorosłość. Dziś chcę podziękować najbliższym, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom i napisać, że miło było Was spotkać na swojej drodze. Co złego to nie ja i do zobaczenia w Gąbinie.
#rafalbil #fotografia #travel #gabin #polska
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Zostań moim PATRONEM
Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna | Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019




Jakiś czas temu pisałem o miejscu w którym zatrzymał się czas. Mowa o Czarnobylu, który opracowałem od A do Z. Więcej na ten temat znajdziecie 











Tuż obok łóżka spotkamy kolejny krzyż, generalnie trzeba przyznać, krzyży na tej wystawie nie brakuje. Czy krzyża obawia się sam Rychalski? Tego też nie wiem, ale warto byłoby Go kiedyś o to zapytać. Jest więc sporo pytań, które dziś pozostaną bez odpowiedzi. Jedno jest pewne, to właśnie z drzewa, na którym powiesiła się homoseksualna para. 















































Dziś wybieram się z Wami w emocjonalną podróż, zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe, dlaczego – gdyż zabieram Was do miasta w którym spędziłem prawie połowę swojego życia. Postanowiłem wyeksplorować najciekawsze atrakcje oraz najskrytsze zakamarki Lublina, by udowodnić nie tylko Wam, ale i przede wszystkim sobie, że często cudze chwalicie, a swego nie znacie. Jesteście gotowi na kolejną wirtualną podróż po wyjątkowym mieście, tym razem mieście inspiracji? Tradycyjnie omówię co warto zobaczyć w Lublinie tak od A do Z. Nietradycyjnie natomiast postaram się Wam przybliżyć też kim jest brejdaczka, czym jest przejazdówka na której można się kajtnąć po mieście lub jak należy się rozbuwać z ciap lub co trzeba nadusić, gdy chce się gdzieś zadzwonić, bo jeśli to czytacie i nie wiecie o czym mowa to pewnie nie wiele wiecie o Lublinie. Te charakterystyczne zwroty dla lubelszczyzny współtworzą pewną wyjątkowość tego regionu. Przybliżę Wam choć trochę tej wschodniej wrażliwości, która jest zdecydowanie odmienna niż w innych regionach kraju. Oczywiście wszystko to niezmiennie subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Gotowi poznać kolory, smaki i zapachy Lublina? Zapraszam zatem na spacer po wielokulturowym mieście o niezwykłym kolorycie w którym spotyka się wschód z zachodem. Pamiętajcie, że Lublin choć jest największym miastem na wschód od Wisły diametralnie różni się od innych wielkich miast w Polsce. Dziś poznacie jego kontrasty. Zabieram Was do miasta piłki ręcznej, słynnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Bajmu czy Budki Suflera, piwa Perły oraz miasta w którym mój dziadek był jako młody chłopiec więziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku. To tylko dlatego, że z niego uciekł dziś mogę Wam zdać relację, o tym co warto zobaczyć w Lublinie. Czas odkryć przed Wami magię Koziego Grodu – niech mapa tego wpisu będzie podpowiedzią, co warto tu zobaczyć. Specjalnie dla Was zebrałem crème de la crème atrakcji Lublina, który liczy ponad 700 lat.








































Teraz coś dla fanów łyżwiarstwa. Lodowisko Icemania to sezonowy raj dla fanów jazdy nie tylko figurowej na lodzie. Przy lodowisku działa wypożyczalnia sprzętu, co znacznie ułatwia życie fanom tej dyscypliny sportowej. Wymiary lodowiska to 30 x 60 metrów, dzięki czemu spełnia wszystkie wymogi, by można na nim było rozgrywać mecze hokeja. Płyta hali lodowej w okresie letnim się teoretycznie nie marnuje, przeznaczona jest na potrzeby Miasteczka Ruchu Drogowego, tzw. Akademia Małego Szofera oraz od niedawna jest tam rollmania gdzie można jeździć na wrotkach jak w amerykańskich filmach. Ja ani latem, ani zimą nie korzystam z tych atrakcji, bo znając życie zaraz połamałbym nogi, ale co odważniejszym polecam.






Lubelski koziołek znajdujący się na deptaku, nawiązuje do herbu Lublina, z którym wiąże się pewna legenda, a kto z Was nie lubi legend? Po najeździe tatarskim na gród lubelski, grupa dzieci schroniła się w wąwozie. Dzieci te ocalały dzięki temu, że koza wyżywiła je własnym mlekiem. Historia ta została przedstawiona Władysławowi Łokietkowi. Książę nadał miastu przywilej lokacyjny, czyniąc wówczas koziołka elementem herbu lubelskiego.




















Często, gdy wybieramy jakieś miasto, które chcemy zobaczyć, zastanawiamy się, kiedy je najlepiej odwiedzić. Jeśli mam Wam zasugerować, kiedy warto przyjechać do Lublina, to jednym z takich dni jest właściwie nie dzień, a noc i to NOC KULTURY. Wydarzenie to ma miejsce zwykle na początku czerwca i wtedy w Waszych kalendarzach rezerwować sobie czas na Lublin. Dlaczego spytacie? Bo wtedy ma miejsce jedno z największych wydarzeń kulturalnych odbywających się w Lublinie czyli magiczna noc, która nigdy nie powinna się kończyć. Rok rocznie jednej nocy mamy możliwość odwiedzenia wiele kulturalnych miejsc Lublina, takich jak Teatry, Zamek Lubelski itp. dodatkowo to czas setek różnych wydarzeń kulturalnych, które mają miejsce w przeciągu jednej nocy. Nie jest możliwym by to wszystko zobaczyć w jedną noc. Mimo to warto próbować, ja nieudolnie staram się to zrobić od wielu lat.















































































Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje 



































Ta wyjątkowa wystawa pozwala obudzić w sobie dziecko na nowo. Można ją obecnie oglądać zupełnie za darmo w CSK, czyli w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie do dnia 27 lutego 2019 roku. Naszym zdaniem, tę wystawę warto zobaczyć i co więcej, jest ona w Lublinie bezpłatna i dedykowana jest nie tylko dla dzieci. 


























Imponujące jest to, że z elementów pochodzących z recyklingu można zrobić wyjątkową sztukę. Gallery of Steel Figures to niepowtarzalne miejsce na świecie, gdzie w jednym miejscu można spotkać rzeźby wykonane z elementów pochodzących bowiem właśnie z recyklingu stalowego. Jeżeli CSR łączy się ze sztuką, to bardzo prawdopodobnym jest, że będzie to nie tylko ładne, ale i dobre.
Żelazny Tron to tron królów w Siedmiu Królestwach, symbol królewskiej władzy. Król siedząc na nim, udziela audiencji i wymierza sprawiedliwość. W czasie nieobecności króla, na tronie może go zastąpić namiestnik. Żelazny Tron sam w sobie jest zimny i twardy, z wieloma ostrymi krawędziami. Bez obaw można jednak na nim usiąść w Lublinie – przynajmniej jeszcze przez kilka dni. Można też zrobić sobie na nim zdjęcia i poczuć się jak władca z tego kultowego amerykańskiego serialu fantasy.
















Złomowisko jest kolebką, w której zrodził się pomysł powstania Gallery of Steel Figures. Właśnie w złomowisku w Pruszkowie miejscu powstała pierwsza rzeźba z tej wystawy. W ówczesnej dobie kryzysu, który pojawił się na rynku złomowym, należało znaleźć pomysł na poprawę funkcjonowania firmy. Mając dostęp do materiału jakim jest złom, warto było wykorzystać go w trochę inny sposób, a inspiracje znajdowały się wszędzie. Były to przede wszystkim wspomnienia oraz marzenia. Kolejne pomysły i inspiracje podsuwali już zwiedzający Galerię. Cała wystawa powstała z tysięcy elementów ze złomu: fragmentów zawieszeń samochodów, silników, przekładni wszelkiego rodzaju, skrzyń biegów etc.. Od „Skup Złomu przy Czołgu w Pruszkowie” i głów pełnych pomysłów, wszystko się zaczęło, a dziś wystawa podróżuje po kraju i poza jego granice i cieszy się wielką popularnością. Za pomysł, wykonanie i kreatywność chapeau bas dla jej twórców. Niesamowicie jesteśmy ciekawi Waszych opinii na temat tej wystawy. Śpieszcie się by ją zobaczyć, gdyż to ostatnie dni, kiedy można zobaczyć ją na własne oczy w Lublinie, zanim odjedzie do innego miasta. Jak już z niej wrócicie napiszcie nam koniecznie w komentarzach, czy Wam się podobało?


Wędrując po różnych zakątkach Izraela trafiliśmy też do Sądu Najwyższego, który jest najwyższą instancją systemu sądownictwa tego państwa. Jego siedziba znajduje się obecnie w Jerozolimie. Sąd Najwyższy swoim zasięgiem obejmuje cały kraj oraz terytoria okupowane przez Izrael. Budynek ten jest dziełem rodziny Rothschildów, kryje w sobie wiele tajemnic i zagadek na które dziś postaramy się znaleźć odpowiedzi. Mamy nadzieję, że podróż w to miejsce będzie dla Was intrygująca równie bardzo jak była dla Nas. Dziś zabieramy Was na spacer do pomieszczeń Sądu Najwyższego Izraela. Dowiecie się co skrywają w sobie sale sądowe oraz jakie symbole ukryto w całym budynku. Poznajcie tajemnicze korytarze tego miejsca. 
Podczas naszej wizyty w tym miejscu poznaliśmy szczegóły negocjacji Rothschildów z rządem Izraela. Pewnie nie wiecie, że zgoda na wykonanie budynku wiązało się z kilkoma warunkami, które jasno postawili hojni ofiarodawcy. Rothschildowie zastrzegli sobie, że to oni dokonają wyboru działki, będą korzystać z usług wyłącznie własnego architekta, któremu nikt w pracy nie będzie nic narzucał. Tajemnicą owiana została również cena budowy budynku, którą znali wyłącznie Rotshildowie. Istnieje też teoria, w której założono, że budynek Sądu Najwyższego jest świątynią masońskiej tajemnej religii i został zbudowany przez elity dla elit. Skąd takie hipotezy? Postaramy się dziś Wam na te pytanie odpowiedzieć, a wnioski wyciągniecie sami.

Powyżej znajduje się obraz z ustaleń szczegółów dotyczących budowy budynku Sądu Najwyższego – znajduje się na nim m.in. Nathaniel Charles Jacob Rothschild – brytyjski bankier inwestycyjny i członek rodziny bankierów Rothschild. Zacząć chyba powinniśmy od pewnych wyjaśnień – kim tak naprawdę są Ci Rotshildowie i czy to oni rządzą światem? Rodzina Rothschild jest międzynarodową dynastią żydowską pochodzenia niemieckiego. Uchodzą oni za twórców międzynarodowej bankowości. Potomstwo Mayera Rothschilda Amschela jest rozsiane po całej Europie. Poprzez bliskie powiązania z elitami wielu państw, Rothschildowie stali się ukrytą siłą w większości wydarzeń politycznych w ciągu ostatnich stuleci. Alternatywni historycy twierdzą, że są oni częścią niesławnych 13 rodów Illuminati, wraz z Rockefellerami i Dupontami. Bez wątpienia Rothschildowie są jednymi z twórców ruchu syjonistycznego i jednymi z najbardziej aktywnych uczestników w tworzeniu państwa Izrael. James A. de Rothschild sfinansował Kneset, główny polityczny budynek Izraela. Natomiast izraelski Sąd Najwyższy, podarowany został przez angielską filantropkę Dorothy de Rothschild, która była członkinią dynastii Rothschildów.













































Dziś zabieramy Was w podróż do Izraela. To kraj wyjątkowo różnorodny. Zimą możecie się tam kąpać w ciepłym morzu, a po kilku godzinach jazdy samochodem założyć narty i szaleć na zboczach gór. Kraj ten choć jest niewielki, bo aż 14 razy mniejszy od Polski, to ma się czym poszczycić. Wiecie, że społeczeństwo Izraela uważa się za jedno z najlepiej wykształconych narodów na świecie? Spotkacie tu największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów w przeliczeniu na mieszkańca. Izrael ma też jeden z najwyższych wskaźników stopni naukowych w stosunku do ogólnej liczby ludności. To tu powstał pierwszy telefon komórkowy oraz tu opracowano technologię poczty głosowej, tu stworzono też pierwsze oprogramowanie antywirusowe. Choć Izraelczycy posługują się dwoma językami urzędowymi: hebrajskim i arabskim to nie ma najmniejszego problemu by porozmawiać tu w języku angielskim. 










Mimo ciągle napiętej sytuacji politycznej w tej części świata, możemy uczciwie przyznać, że Izrael to stosunkowo bezpieczne i przyjazne turystom państwo. W przestrzeni publicznej faktycznie spotkamy wiele uzbrojonych w karabiny osób, są to zarówno mężczyźni jak i kobiety, bo Izrael rozpoznawalny jest na świecie m.in. właśnie z tego powodu, że angażuje kobiety w służbę wojskową, w miastach nie brakuje również kamer. Prawdą też jest to, że Izrael jest potęgą militarną w regionie. Natomiast należy pamiętać o konflikcie między Izraelem i Palestyną i tu trzeba wiedzieć, że regularnie mają miejsce różne incydenty zbrojne, lecz raczej nie są one kierowane w stronę turystów. Warto jest jednak śledzić bezpośrednio aktualną sytuację w Izraelu. Przydatne wiadomości dotyczące bezpieczeństwa znajdziecie na stronach polskiego MSZ i ewentualnych jego odpowiedników w innych krajach. Nasza ostatnia podróż nie obyła się bez niebezpiecznych incydentów, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. O tym co niebezpiecznego nam się przydarzyło, dowiecie się w późniejszej części naszego wpisu.















Skłamalibyśmy pisząc, że jest tu tanio – niestety nie jest. Orientacyjne ceny są jednak mocno zróżnicowane i zależą nie tylko od danego miasta, ale czasem i dzielnicy, inne ceny tych samych produktów znajdziecie w dzielnicach żydowskich, a inne np. w muzułmańskich. Tak dla orientacji napiszemy, że chleb może kosztować od około 10 NIS w górę, mały dżem z figi 9 NIS, Coca Cola może kosztować od 6 NIS za 2 litrową butelkę do nawet 12 NIS (czyli praktycznie dwukrotnie więcej i są to ceny w sklepach, więc na ceny restauracyjne trzeba doliczyć dodatkowe marże). Podobnie i za falafel zapłacimy od około 5 do 10 NIS. Obiad, którym można było się najeść kosztował nas w restauracjach od 80 do 160 NIS za osobę. Duże różnice są np. na wodach mineralnych od 5 NIS za 1,5 litra do nawet 20 NIS za 0.5 litra. Drogo wychodzą również alkohole, np. wódka Finlandia 0,7 litra to wydatek w sklepie rzędu 130 NIS, a piwo kosztuje od około 10 NIS, do nawet 25 NIS w typowo turystycznych sklepikach. Narodowym alkoholem natomiast jest tu anyż. Jeszcze tylko informacyjnie podamy, że 1 NIS to około 1 PLN, ale walutą którą płacić można w wielu miejscach jest nie tylko szekel, ale i mile widziany jest dolar. Na lokalnych straganach warto się targować, gdyż sprzedawcy celowo podają zawyżone ceny, by potem z łatwością zejść z nich czasem nawet do 20% czy 30% wartości pierwotnej ceny danej pamiątki.

























































Morze Martwe jest najniższym miejscem na Ziemi – 422 m.p.p.m. Ludzie mogą tu unosić się na wodzie ze względu na jego niezwykle wysokie stężenie soli. Kąpiel w tej solance to wyjątkowe przeżycie, a samo uczucie unoszenia się na wodzie jest niezastąpione, szczególnie dla tych, którzy do tej pory myśleli, że nie potrafią pływać. Zdecydowanie polecamy wybrać się do miejscowości Ein Bokek, jest tam sprawdzona plaża. Podkreślić tu trzeba, że w Izraelu jest sporo niestrzeżonych plaż, które mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Problem jest w tym, że dno w Morzu Martwym może okazać się zdradliwe. Warto też podkreślić dobroczynne aspekty dla naszego organizmu – powietrze jest tu bogatsze w tlen i mikroelementy. Pamiętajcie też, że błoto z tego morza uważa się za kosmetyczny cud.






















Na wizytę w Izraelu polecamy 3 pory roku, wiosnę, zimę i ewentualnie późną – jesień ze względów temperaturowych oraz z uwagi na tłumy turystów odradzamy lato. Najlepiej naszym zdaniem wybrać się do Izraela, kiedy u nas jest zimno – czyli dokładnie tak jak robimy to my regularnie – w listopadzie czy grudniu. Głównym atutem jest możliwość zażywania kąpieli słonecznych, których niestety nie można doświadczyć wówczas w Polsce, ale i bardziej konkurencyjne ceny lotów czy noclegów.
Rothschildowie to międzynarodowa rodzina Żydów, związana z bankowością i finansami, posiadająca bardzo silną pozycję w Europie. Uważana jest również za jedną z najpotężniejszych rodzin finansowych na świecie. Wartość ich majątku szacuje się na ponad 500 bilionów dolarów. Dziś zdradzimy Wam na ich temat niewiele. W nawiązaniu do wpisu o Izraelu wspomnimy tylko, że w 1957 Lord James De Rotshild poinformował premiera Dawida Ben Guriona, że chce przekazać fundusze na budowę nowoczesnego budynku Knesetu postawił mu tylko kilka warunków, ale o tym napiszemy w oddzielnym wpisie już niebawem. Także obserwujcie nasz blog lub bądźcie z nami na bieżąco na naszym fanapage na facebooko – bo kolejny wpis jest tego wart. Zdradzimy Wam tylko, że zabierzemy Was w podróż do Sądu Najwyższego w Jerozolimie i dzięki nam poznacie jego tajemniczą symbolikę. Izraelski Sąd Najwyższy jest dziełem tylko jednej rodziny, zapewne domyślacie się już, że mowa o rodzie Rothschildów. Podczas negocjacji z rządem Izraela, Rothschildowie zgodzili się na oddanie budynku pod trzema warunkami: Rothschildowie dokonają wyboru działki, będą korzystać z własnego architekta oraz nikt nie pozna ceny budowy budynku. Powody, dla których postawiono te warunki są dosyć intrygujące – wielu twierdzi, że budynek Sądu Najwyższego jest Świątynią Masońskiej Tajemnej Religii i został zbudowany przez elity dla elit, ale o tym więcej niebawem.

Jadąc z Jerozolimy koniecznie musieliśmy zajrzeć i do Tel Awiwu. Zawsze warto porównać co się tu zmieniło od naszego ostatniego pobytu oraz uzupełnić to, czego zobaczyć i poznać wcześniej nie zdążyliśmy. Nasza relacja z pierwszego pobytu w tym mieście dostępna jest 



















Dziś słów kilka na temat instalacji, które zawisły już jakiś czas temu w Lublinie. Cofnijmy się najpierw o jakieś 600 lat – wówczas ukończono przepiękne freski w Kaplicy Trójcy Świętej na Zamku Lubelskim w Lublinie i od tego trzeba byłoby zacząć. Miejsce warte zobaczenia, polecenia oraz ponownego odwiedzenia i to bezdyskusyjnie. W związku z obchodzoną rocznicą w przestrzeni Lublina pojawiły się dwa archanioły mające nawiązać swoim wizerunkiem do tych z Kaplicy. Figury aniołów można oglądać nad deptakiem i na Starym Mieście jeszcze przez jakiś czas, ale w naszej subiektywnej ocenie, jak nie zobaczycie, to dużo nie stracicie. O ile przykład unikatowego na skalę europejską połączenia ducha wschodu i zachodu zawartego na freskach w kaplicy budzi nasz podziw, tak wiszące anioły w Lublinie nas nie porwały. Być może jeszcze nie nasz czas na podróże do nieba. Z resztą sami zobaczcie i oceńcie te aniołki, a pewnie wiele osób wolałoby widzieć w Lublinie te od Victoria Secret.
