Archiwum kategorii: Blog

Czysta Polska

ABC O AKCJI CZYSTA POLSKA

Nie wiem, czy jak podróżujecie po kraju nie jest Wam czasem wstyd za innych ludzi? Kiedy widzę dzikie wysypiska, czy nawet pojedyncze śmieci dziwię się mocno ludziom. Wychodząc temu naprzeciw chcę zachęcić Was do wzięcia udziału w genialnej akcji sprzątania Polski. Już teraz zachęcam byście zgłosili się po BEZPŁATNY PAKIET WOLONTARIUSZA i zamówili go z darmową dostawą do najbliższego Wam paczkomatu na terenie kraju. Ja właśnie to uczyniłem i podpisuję się pod tą akcją obiema dłońmi. Uważam, że zmiany na lepsze na rzecz środowiska, zawsze powinniśmy rozpoczynać od siebie. Dla pełni chronologii, zacznijmy jednak wszystko od początku. Czas na krótkie ABC o Programie Czysta Polska.

Grafiki: www.programczystapolska.pl

A jak aplikacja i atrakcyjność programu

Zupełnie przypadkiem dość niedawno trafiłem na aplikację do telefonu pod nazwą „Czysta Polska”. To dzięki niej można sprawdzić m.in. jakość powietrza w Twojej okolicy. Bardzo Wam ją polecam, bo dzięki niej możecie przekonać się jak wygląda sytuacja właśnie u Was i pozwoli Wam jasno ocenić stan jakości Waszego powietrza. Dodatkowe informacje, które nam podaje to m.in. pogoda panująca w danym miejscu (temperatura, ciśnienie, wiatr czy opady). To właśnie z niej dowiedziałem się też o istnieniu Programu Czysta Polska, który aktualnie poszukuje wolontariuszy do jednej ze swych akcji. Sam postanowiłem się do niej przyłączyć i wesprzeć swym działaniem tą szczytną ideę sprzątania kraju. Nie jest to też moja pierwsza tego typu akcja, dlatego z dużą łatwością przyszło mi zostać wolontariuszem właśnie tej inicjatywy.

Aby pobrać aplikację, wystarczy w telefonie otworzyć aplikację „sklep” (np. Google Play lub App Store) i wyszukać nazwę „Czysta Polska”. Będzie tam też charakterystyczne logo zielonego listka i nazwa Stowarzyszenie Program Czysta Polska. To one potwierdzą, że pobierasz właściwą apkę na komórkę.

B jak bądź bardziej eko

Jeśli uważasz, że pobranie apki czy jednorazowe lub regularne uczestniczenie w akcji sprzątania świata to za mało. Jest dużo więcej możliwości, które można wprowadzać w życie dla dobra środowiska. Nie każdy z nas ma może możliwość założenia sobie od razu paneli solarnych na dachu. Choć jest to bardzo fajna, skuteczna i najłatwiejsza opcja produkcji odnawialnej energii pochodzącej ze słońca. Instalacja paneli fotowoltaicznych bez wątpienia przyczynia się do poprawy stanu środowiska. Nie ma w końcu nikt wątpliwości, że odnawialne źródła energii to słuszna droga dla nas i natury. Produkcja swojego własnego prądu pozwala ograniczyć emisję dodatkowego CO2 i innych gazów cieplarnianych. Jeśli możesz zrób to, a jeśli nie, zastanów się jak inaczej można znaleźć sposób na oszczędność energii w Twoim domu. Zamień tradycyjne żarówki na energooszczędne – np. LED-owe. Faktycznie te drugie są  droższe, ale możesz być pewny czy pewna, że dłużej będą świecić. Dokonując zakupów sprzętów AGD czy RTV, wybieraj te, które mają wyższą klasę energetyczną, czyli po prostu zużywają mniej prądu. Wyłączaj też urządzenia z kontaktu, kiedy z nich nie korzystasz, tak dla przykładu zwróć uwagę, czy wyłączasz z gniazdka ładowarkę telefoniczną jak nie ładujesz np. smartfona. Nie każdy wie, ale nawet gdy nie jest podpięty pod nią telefon, to ładowarka i tak pobiera prąd. Zmywarkę czy pralkę włączaj dopiero, gdy są pełne, a jeśli jest to możliwe wybieraj krótsze programy, które wystarczą i poradzą sobie w działaniu. Jeśli posiadasz tylko czajnik elektryczny – gotuj tylko tyle wody, ile jest Ci akurat potrzeba, nie wkładaj ciepłych potraw do lodówki, skróć w ustawieniach komputera czas przełączania w stan uśpienia. Co najważniejsze zacznij zmiany od siebie i najbliższych, bo gdy zaczniecie od choćby tych najprostszych, codziennych i naprawdę łatwych do wykonania spraw, nie tylko Wy w dłuższej perspektywie czasu odczujecie różnicę.

Uważam, że zmiana przyzwyczajeń jednostki może mieć ogromny wpływ na losy naszej planety. Chodź dla niektórych może brzmieć to pompatycznie i pospinane jak stringi na słoniu, ale ja i tak w to bardzo mocno wierzę, że właśnie tak jest. Warto więc zwracać również uwagę na oszczędzanie wody. To dlatego korzystam częściej z prysznica niż kąpieli w wannie. Polecam Wasm zainstalować dwudzielną spłuczkę w WC i mądrze z niej korzystać. Jeśli macie ogród – zbierajcie deszczówkę i nie podlewajcie ogrodu, jeśli zapowiadają opady deszczu. Co istotne ogród warto podlewać rano lub wieczorem, gdy jest po prostu chłodniej i woda tak szybko nie paruje. W nawyku mam zakręcanie wody przy myciu zębów. To tylko kilka przykładowych  z wielu różnych możliwości dbania o wodę i choć w większości wydają się banalne, zastanówcie się czy czasem o nich nie zapominacie?

Warto też zadbać o segregację naszych domowych odpadów. Moim zdaniem to właśnie gospodarka odpadami jest jednym z największych problemów świata. Pamiętaj też o tym, że część odpadów nie bez powodu powinno trafiać do specjalnych punktów – np. baterie czy sprzęt AGD. Nie używaj plastikowych torebek, słomek. Zwracaj uwagę na opakowania produktów, które kupujesz, a najlepiej kupuj te, które są bez zbędnych opakowań. Podobnie też zwróć uwagę na zużycie papieru w swoim domu. Jeśli to możliwe – zawieraj umowy w sposób elektroniczny, w tej formie odbieraj też faktury, a jeśli już musisz – drukuj dwustronnie. Dlaczego jest to tak ważne? Bo drzewa z których produkuje się papier, kumulują dwutlenek węgla. Jedno drzewo w ciągu życia pochłania średnio 750 kg dwutlenku węgla. Zbieraj też makulaturę, bo szacuje się, że jedna tona makulatury pozwoli oszczędzić nawet 17 drzew.

Nie zapomnij zostać wolontariuszem na rzecz planety. Jeśli zależy Ci na tym jak wygląda Twoje najbliższe otoczenie, jeśli chciałbyś zaangażować się w sprzątanie Polski, jeżeli schylenie się po papierek czy inne śmieci nie stanowi dla Ciebie niemożliwego wyzwania, wypełnij formularz i zarejestruj się już dziś w BAZIE WOLONTARIUSZY.

C jak czyste powietrze

Czystego powietrza nie da się kupić, dlatego tak ważnym jest zrozumienie, że wspólnie musimy o nie dbać. Tej odpowiedzialności za przyszłość naszej planety, nie wolno przerzucać na innych. Nie wmawiaj więc sobie, że ja nie mam wpływu na przyszłość wielkiego świata. Masz i to ogromny, musisz tylko to zrozumieć, że warto zmienić swoje nawyki. Każdy z nas kto tego dokona to sukces nie tylko projektu Czysta Polska, ale i nas wszystkich. Musimy zdać sobie sprawę, że to właśnie nasze działania i sposób w jaki funkcjonujemy na co dzień, ma ogromny wpływ na środowisko. W konsekwencji ma też wpływ i na nasze zdrowie  oraz życie. Także do dzieła! Nie wiem jak Wy, ale ja mocno wierzę, że na zmiany jeszcze nie jest za późno. Także wyczekujcie telefonów od akwizytora fotowoltaiki, który obieca Wam same zalety, mnóstwo oszczędności i ogrom radości i każe śpieszyć się z decyzją bo jest chętnych więcej niż promieni słonecznych. Nie ma też dla mnie znaczenia czy weźmiecie wszystkie powyższe rady do serducha, a może napiszecie list z apelem do Pani Magdy Gesler, z prośbą o pomoc dla planety, która potrzebuje rewolucji, czy podejmiecie jeszcze inne działania na rzecz środowiska. Ważne jest by to wszystko sobie przemyśleć i sukcesywnie wdrażać w życie. Trzymajcie się więc zdrowo i do następnego razu.

#rafalbil #czystapolska #odtatrpobaltyk

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Czysta Polska | Od Tatr po Bałtyk 🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Zawody balonowe w Nałęczowie

Balonowy zawrót głowy w Nałęczowie

Witajcie, przyszedł czas oderwać się na chwilę od Ziemi. Tym razem zabieram Was w wyjątkową, bo podniebną podróż do miasta w województwie lubelskim. Wczoraj zakończyła się szesnasta edycja Międzynarodowych Zawodów Balonowych, które rozpoczęły się w środę (04.08.2021) w Nałęczowie. W tym roku największe tłumy kibiców lotów balonowych przybyły tu w ostatnią sobotę. Tego też dnia na niebie prezentowały się samoloty i śmigłowce. Warto również podkreślić, że w tym roku balonowe święto odbywało się w randze Mistrzostw Polski oraz Mistrzostw Polski Juniorów. Nie ma więc co przedłużać, tyle tytułem wstępu, odpalamy nasz wirtualny balon i startujemy z kolejną nieziemską podróżą. Oto krótkie ABC z zawodów balonowych w Nałęczowie. Przyznajcie szczerze, kto z Was nie usiadłby w takim koszu z balonem niczym komornik na koncie?




A jak atrakcje

Te kilka ostatnich dni były świetną okazją, by mieszkańcy miasta i przyjezdni mogli zadzierać nosa i spoglądać wysoko w niebo, gdzie oprócz balonów można było podziwiać fantastyczne pokazy Zespołu Akrobacyjnego „Orlik”. W programie znalazła się również wystawa Muzeum Sił Powietrznych, Lotniczej Akademii Wojskowej w Dęblinie. Niemalże cała impreza odbyła się na terenie Parku Zdrojowego w Nałęczowie.

Na miejscu można było również skosztować specjałów z różnych stron świata. Wśród nich można było znaleźć potrawy kuchni śródziemnomorskiej, kuchni greckiej, indyjskiej, meksykańskiej, hiszpańskiej, żydowskiej czy wegetariańskiej. Zwolennicy słodkości mogli wybierać wśród waty cukrowej, lodów i wielu innych produktów bogatych w „e” oraz różne wzmacniacze smaku i zapachu. Niemalże każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dodatkowo w tych dniach można było uczestniczyć w wykładach na temat zdrowego odżywiania, zaś w namiotach artystycznych nie brakowało dobrej zabawy, tańca i muzyki. Czyli prawie tak, jak w kościele lub na festiwalu Carlo Rossi, gdzie rządzi wino, kobiety i śpiew… Nie ma więc co się dziwić, że impreza przyciąga do Nałęczowa olbrzymią ilość miłośników balonów, turystów z różnych stron Polski czy okolicznych mieszkańców.


B jak Balony

W nałęczowskich zawodach wystartowało w sumie 29 ekip. Wśród nich znaleźli się zarówno Ci mniej znani jak i utytułowani piloci – chociażby Daria Dudkiewicz-Goławska, która jest mistrzynią świata z 2018 roku. Znawcy tych podniebnych podróży uważają, że z każdym rokiem poziom sportowy polskich pilotów wzrasta, w końcu nie od dziś wiadomo, że trening czyni mistrza. Jednak ja zwracam szczególną uwagę na fakt, że zawody balonowe to nie tylko rywalizacja. To również świetna okazja dla promocji miasta, które z każdym rokiem potwierdza, że w przyszłości Nałęczów może śmiało ubiegać się o tytuł balonowej stolicy Polski.

C jak ceny

Nie mógłbym nie wspomnieć o tym, ile kosztuje możliwość podziwiania tych podniebnych zawodów. Tu mam dobrą wiadomość dla tych, którzy nie lubią wydawać pieniędzy. Zawody balonowe w Nałęczowie można oglądać zupełnie za darmo od samego początku do końca. A jeśli pomału zmierzamy ku końcowi, muszę wspomnieć, że finał oraz ceremonia medalowa odbyły się w niedzielę (08.08.2021) na placu przed Urzędem Miejskim. Dziś pozostaje z utęsknieniem czekać i wypatrywać kolejnej takiej imprezy, dzięki której kolorowe balony znów pojawią się nad Lubelszczyzną. Organizatorom gratuluję udanej inicjatywy, ja do listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią dopisuję lot balonem. Was natomiast zapraszam na kolejne moje wyprawy, które już niebawem pojawią się na moim blogu. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć.





 

#nałęczów #polska #visitlubelskie

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelszczyzna | Nałęczów  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Nekropolis

ABC o mieście umarłych

Od dawna mówi się o nieodwracalnych zmianach zachodzących w naturze, na które ma wpływ w dużym stopniu człowiek. Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się obecnie w Grecji, Libanie, Chorwacji, na Cyprze czy w Turcji, z której niedawno wróciłem. Widząc relacje z mediów oraz otrzymując wiadomości od moich znajomych czy rodziny z tych państw postanowiłem rozpocząć mój cykl blogowych wpisów z tureckiej podróży i to rozpocząć od miasta umarłych. Czas na ABC o Nekropolis, bo właśnie tutaj postanowiłem Was tym razem zabrać i wybaczcie mi, ale dziś nie będzie za dużo śmieszkowania, bo naprawdę nie ma powodów do uśmiechów. Jeśli do tego momentu nie zamknęliście mojego bloga, oznacza to, że jesteście odważni i gotowi, by wyruszyć w tę zupełnie inną, potrzebną według mnie podróż. Dziś będzie zabawnie tak jak wtedy, gdy przyszła do mnie pocztówka z pozdrowieniami i zdjęciem z fotoradaru. Zatem zapinamy pampersy i startujemy. W końcu czasem smutni ludzie mogą pisać zabawne blogi i na odwrót zresztą również.

A jak abominacja

Nie wiem czy Wy też macie wstręt do ludzi, którzy nie szanują siebie, swojej planety i bezmyślnie niszczą wszystko co jest im dane, nie zdając sobie sprawy, że nie jest to dane na zawsze. Patrząc na to co się wkoło nas dzieje, chcę się zapytać kiedy wreszcie zrozumiemy, że nie mamy drugiej, zapasowej planety, a Ziemia to nasz dom, jedyny dom? Kiedy zauważymy, że nasze działania niosą za sobą daleko idące konsekwencje?






Moja wyprawa do Turcji rozpoczęła się od zwiedzenia miasta umarłych czyli Nekropolis i to właśnie tam mogłem spojrzeć na świat z nieco innej perspektywy. Spacer w 40 stopniowym upale po wysuszonej Ziemi Nekropolis dał mi sporo do myślenia, a obecna sytuacja na świecie dolała tylko oliwy do ognia i postanowiłem wylać moje obrzydzenie dla bezmyślności ludzi w dzisiejszym wpisie. W końcu nie jestem czekoladą i nie każdemu muszę smakować, tak jak nie każdy zgadzać się musi ze mną i treściami zawartymi na moim blogu. Trudno jednak oczekiwać, by opisując miasto umarłych, było miło, wesoło i przyjemnie, tak jak i trudno jest patrzeć na to co się dzieje na świecie przez różowe okulary, udając, że nie ma problemu… No chyba, że jest się nekrofilem i wpis miałby mieć nieco erotyczne zabarwienie, ale niestety nie tym razem, albo jest się z ogromnymi skłonnościami sadomaso i dążyć się chce wielkimi krokami do unicestwienia, bólu i cierpienia, ale tu też część czytelników może poczuć rozczarowanie, bo na treści w klimatach bdsm trzeba będzie jeszcze poczekać. Wróćmy więc do głównego tematu.

Spacer po jednej z największych zachowanych starożytnych nekropolii w Turcji, gdzie znajduje się ponad 1000  rzeźbionych sarkofagów i kurhanów skłonił mnie do wielu refleksji i przyznam się Wam nie należał do najprzyjemniejszych. Widok Nekropolis z licznymi grobowcami w kształcie domów czy kurhanów w połączeniu z dzisiejszymi obrazami płonącej Turcji pozwala wysunąć dalej idące wnioski. Dopuściliśmy do tego, że Ziemia staje się piekłem dla ludzi. Nie ulega wątpliwości, że miejscowy cmentarz zrobił na mnie ogromne wrażenie, nie większe jednak niż ogień, który dziś trawi tureckie ziemie.

Kamienne groby przetrwały wiele wieków. Najstarsze datowane są na drugi wiek p.n.e. Są tam również groby z czasów rzymskich i bizantyjskich, a także groby pierwszych chrześcijan. Czy przetrwają kolejne lata? To w dużym stopniu zależy też od nas, czy uda się zachować i ochronić dla przyszłych pokoleń to najlepiej zachowane cmentarzysko w Azji Mniejszej, ale i wiele innych skarbów, które posiada Turcja.

B jak błąd

Robiąc zdjęcia wśród rozmieszczonych tu mauzoleów, grobowców i pojedynczych sarkofagów myślałem o tym, że chorzy, którzy tak licznie przybywali dawniej do leczniczych źródeł Pamukkale nie zawsze wracali do domów po odbytej kuracji. Część z nich nie odzyskiwała zdrowia, a po śmierci ciała ich chowano właśnie tu. Wiele osób uważa, że to właśnie stąd nekropola Hierapolis należy do jednych z największych cmentarzy Anatolii. Zmarłych chowano w różnych miejscach w zależności od pozycji zmarłego, obyczajów grupy narodowościowej, do której należał. Z tego też powodu odnaleźć na terenie cmentarza można różne typy grobowców. Są tu masywne budowle na planie koła z komorą w jej wnętrzu (tolosy), grobowce rodzinne i publiczne oraz pojedyncze ozdobne sarkofagi.

Liczne wstrząsy sejsmiczne zmieniały miejsca wypływu wód termalnych. Z tego też powodu dzisiaj widoczne są osady wapienne wokół części grobowców, dające możliwość wykonania niesamowitych kadrów, oby tylko nie były to ostatnie lata, na wykonanie tam tego typu ujęć.

Jeśli myślisz, że problem pożarów czy powodzi nas nie dotyczy, że Turcja, Grecja, Chorwacja są daleko, tak jak daleko są problemy związane ze zmianami klimatycznymi – to jesteś w WIELKIM BŁĘDZIE! Zmiany klimatyczne są widoczne jeszcze bardziej z każdym kolejnym rokiem.

Żebyście jednak mieli nieco szerszy ogląd na całą tą gorącą sytuację, musicie mieć świadomość, że rejony basenu Morza Śródziemnego porasta zbiorowisko roślinne nazywane makią lub potocznie roślinnością śródziemnomorską. Nie należy więc pewnych kwestii upraszczać, by nie popełnić błędu. Warto mieć świadomość, że rosnące w niej rośliny to sklerofity – czyli takie, które są odporne na długotrwałą suszę. W typowej makii nie rosną wysokie drzewa, spotykamy gatunki skarlone, niskie, np. dęby: ostrolistny i ciernisty, chruścina jagodna czy mirt zwyczajny. Przebywając w makii zawsze wyczuwamy silny, ziołowy aromat w powietrzu, spowodowany intensywnym rozchodzeniem się olejków eterycznych tych roślin w powietrzu. Wiele z tych roślin jest klasyfikowane jako pirofity – czyli rośliny które są zdolne do znoszenia okresowych pożarów, a niektóre z nich wręcz potrzebują pożarów, aby mogły się odrodzić. Pożary rośliny te, znoszą dzięki specyficznym przystosowaniom – gruba warstwa korka pod korą, przetrwalnikowe korzenie i bulwy. Dla wielu z roślin będących pirofitami ogień jest jedynym stymulatorem kiełkowania, wzrostu czy rozmnażania. Duże nagromadzenie olejków eterycznych w bardzo suche i upalne dni może powodować samozapłony makii. Pamięta jednak trzeba, że pożar w makii nie jest katastrofą ekologiczną – w tym przypadku jest to jeden z czynników kształtujących ten ekosystem. Oczywiście znacznie gorzej ten czynnik znoszą zwierzęta żyjące w makii – one poza salwowaniem się ucieczką nie mają innych metod obrony przed ogniem. Warto jednak mieć szerszy ogląd na sytuację, tak byście nie myśleli, że upraszczam, lub wszystko chcę wrzucić do jednego worka, czy wprowadzić kogoś w błąd. Sytuacja jest bowiem nieco bardziej skomplikowana, niż wielu z nas może przypuszczać.



Jeśli jesteśmy już przy błędach nie zapomnijcie ze sobą zabrać przybywając do Nekropolis nakrycia głowy, wody do picia, wygodnych butów i kremu do opalania z dużym filtrem. Ja przybyłem tu wraz z otwarciem obiektu dla zwiedzających na godzinę 8:00 rano, by uniknąć jeszcze wyższych temperatur, ale wczesna godzina przybycia miała swój drugi plus. Nie było tu wtedy żadnych innych zwiedzających, co było też dla mnie wartością dodatnią przebywania w mieście umarłych.

C jak czas

Zanim weźmiesz kolejną plastikową torebkę z marketu, która za chwilę wyrzucisz do kosza, zanim pozbędziesz się w lesie szklanej butelki po napoju, zanim wygenerujesz kolejną stertę śmieci, zastanów się chwilę czy chcesz dalej niszczyć swój własny dom? Gaś więc za sobą światło, telewizor, komputer czy inne urządzenie elektryczne, które ma pracować bez potrzeby. W ten sposób zaoszczędzisz energię, którą można dużo lepiej spożytkować. Pamiętajcie też i o oszczędzaniu wody, polecam krótkie prysznice i to najlepiej we dwoje. Pamiętaj, że wszelkie zmiany warto zaczynać od siebie i należy też o tym pamiętać podróżując. Zacznijmy w końcu bardziej doceniać własną planetę, bo dług ekologiczny ludzkości niestety wciąż rośnie. Czas skończyć z tym głupim życiem na kredyt.

Musicie mi wybaczyć, że dzisiejszy wpis jest dość smutny, niczym wakacje spędzane u wujka, u którego nie ma WIFI, albo niczym filmik na tik toku, który nikogo nie bawi. Mogę jednak obiecać, że kolejna nasza wyprawa nie będzie już tak mroczna, jak w Disneylandzie po awarii prądu. Także trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć.




#nekropolis #turcja #visitturkey

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Turcja | Nekropolis  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Carnaval Sztukmistrzów 2021

ABC o Carnavalu Sztukmistrzów 2021

Carnaval Sztukmistrzów to festiwal sztuki nowego cyrku i teatru odbywający się od roku 2008 w Lublinie. Organizatorem wydarzenia są Warsztaty Kultury w Lublinie. Nie trzeba być orłem z matematyki, aby szybko policzyć, że w tym roku odbyła się 12 edycja, dając tym sposobem powody do dumy mojej wychowawczyni z czasów LO, kiedy to chodziło się do klasy profilowanej matematyczno – informatycznej. Pani Agnieszko, z tego miejsca serdecznie pozdrawiam. Dziś jednak nie będziemy liczyć, a raczej rozliczać. Zdecydowałem się podjąć subiektywnej oceny festiwalu. Rozsiądźcie się wygodnie niczym komornik na koncie i startujemy z moim carnavalowym ABC.

A jak artyści Carnavalu Sztukmistrzów

W tym roku, w porównaniu z rokiem ubiegłym, nie zabrakło artystów zagranicznych, którzy zawsze stawiają wysoki poziom poprzeczki swoim kolegom po fachu z Polski. Dzięki temu poziom tegorocznej edycji Carnavalu był naprawdę wysoki. Przyjrzyjmy się wybranym artystom bliżej, niczym skarbówka moim przychodom ze stawianej mi przez czytelników bloga wirtualnej kawy.

Prosto z Belgii przybył do nas z czterdziestopięciominutowym pokazem pt. Help-Me, Che Cirque & Theater. W jego wystąpieniu nie brakowało sztuczek z rowerem, klaunady jak i teatru lalki. Sam spektakl  dostarczał odbiorcy momentów do przemyśleń, ale i sporej dawki humoru. Inspirowany rzeczywistością zmuszał do zastanowienia się nad czułością i budził w odbiorcy odrobinę wrażliwości. Jedyne czego zabrakło to słów, bo niemalże cały pokaz odbywał się bez zbędnej mowy, ale w zamian za to zakończony był wielkimi brawami. Odchodząc z tego pokazu miałem tylko jedno wrażenie, że fajnie jest, gdy bezdomni potrafią zachowywać radość życia i z takim wnioskiem poszedłem dalej szukać powodów do śmiechu. Podsumowując – największym Jego atutem była oryginalność i za to duży plus dla artysty z Belgii.

 

Sąsiedzi z Czech przyjechali z naprawdę gorącym pokazem. To było świetnie zainwestowane 40 minut mojego życia. Płomienne show przygotowane przez czeską grupę MansterVille & Blackout Paradox zachwyciło mnie najbardziej podczas całego Carnavalu. Z pośród pokazów, które udało mi się zobaczyć na Carnavalu, zdecydowanie „The Propane Punk Show” to mój tegoroczny faworyt. Niesamowicie budowane napięcie i dozowane emocje plus nie mała odrobina płomieni, dymu i żaru  pozwoliły stworzyć wyjątkowo ogniste widowisko, które było nie tylko gorące, ale i niezwykle spektakularne. Nie zabrakło akrobatyki, trapezów, tańca ognia, czyli wszystkiego tego co powodowało u mnie szybsze bicie serca. Ta pełna energii i nieoczekiwanych zwrotów akcji podróż do świata nowego cyrku sprawiła, że już nie mogę się doczekać kolejnej edycji Carnavalu. Za dramaturgię i całokształt OGROMNE SŁOWA UZNANIA.

\

 

Prosto z Włoch do Lublina z półgodzinnym pokazem zatytułowanym “Bubble Street Cirkus” przyleciał Juriy Longhi. „Bubble Street Cirkus” to połączenie żonglerki i sztuki balansu przy aktywnym włączaniu w to wszystko publiczności. Trzy słowa, które najlepiej opisują ten pokaz to energia, spontaniczność i żywiołowość. Ten człowiek stał się dla mnie mistrzem w empatycznym budowaniu relacji z publiką. Za niesamowity charakter sceniczny i niezapomniane show brawa dla tego sympatycznego Pana.

 

Kolejna grupa z Belgii – Les Chaussons Rouges ze swym “Nadir” próbowała oczarować mnie przez około 30 minut. Na widowisko to składały się serie „kontemplacji” na stalowych linach, z którymi mierzyli się bohaterowie. Spektakl ten choć skrywał w sobie symboliczny przekaz o podróży, wznoszeniu się, lądowaniu tylko po to, by wyruszyć w kolejną wyprawę, to niestety, ale nie urzekł mnie.  Doceniam fakt, że artyści poruszali się bez zabezpieczeń, ale brakowało mi w tym emocji, dynamiki, adrenaliny, ryzyka. Wszystko było dla mnie za zachowawcze, za statyczne, za grzeczne i pewnie takie właśnie miało być. To oczywiście mój subiektywny odbiór tego widowiska, bo wielu oglądającym się podobało, o czym stanowił spory aplauz na koniec pokazu. Mi subiektywnie pozostaje docenić Ich precyzję wykonania i wzajemne zaufanie do siebie. Nie mniej zaznaczę, że było to jedno z tych wystąpień, które podobało mi się najmniej. 

 

Marcin Ex Styczyński i Jego „Plucie ogniem” to widowisko, które raz w życiu koniecznie musicie zobaczyć. Przez około 30 minut będziecie śmiać się i przecierać oczy ze zdziwienia – zadając sobie egzystencjonalne pytanie: jak ten człowiek to zrobił i co on musi mieć w głowie? Podczas przedstawienia można podziwiać żonglowanie, triki polegające na kręceniu ogromnymi podpalonymi linami, połykanie ognia oraz konkurs nadmuchiwania balonów. Natomiast numer z połykaniem balona zastanawia mnie za każdym razem, gdy go widzę ponownie. Całość pokazu wieńczy też widowiskowe plucie ogniem, które zostaje w pamięci na długo, no nie ukrywam – na tym wystąpieniu jest ogień!!! Marcin ma też to poczucie humoru, które ja strasznie cenię u ludzi. Już nie mogę się doczekać na jakieś nowe Jego show, bo gdybym miał się tu czegoś czepić, to tylko tego, że widziałem ten pokaz już w 2019 roku. Żebyśmy się dobrze też zrozumieli. Całość jest zrobiona perfekcyjnie, a poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko, ale ja mocno w Niego wierzę, że spokojnie z czymś nowym zdoła ją nie tylko przeskoczyć, ale i znacznie podnieść. Mam również wielką nadzieję, że uda mi się o tym przekonać w przyszłości. Jedno jest pewne, Marcin to prawdziwy mistrz w swoim fachu, niekwestionowany jak Magda Gessler w rzucaniu talerzami. Nie wiem jak Wy, ale ja już zastanawiam się gdzie włoży balonik w nowym pokazie.

 

Mój włoski faworyt podczas tegorocznego Carnavalu, to Matteo Galbusera. Sztukę uwodzenia i kokieterii ma opracowaną do perfekcji. Jak na moje oko to prawdziwy włoski ogier, a że jest jednocześnie aktorem, myślę, że świetnie sprawdziłby się  w niejednej roli, łącznie z tymi w kategorii tylko dla dorosłych. Strasznie lubię tego typu połączenia absurdu i żartu. Widowisko było pełne klaunady i wręcz niedorzecznego poczucia humoru. Rozbawiało zarówno najmłodszych jak i wesoło chichoczące obok mnie babcie. Historia samotnego i sfrustrowanego pracownika poczty, który w każdą niedzielę oddaje się swojemu hobby – wędkarstwu jest nie tylko zabawna, ale i wciągająca. Szczególnie, że pod wpływem radia, które towarzyszy mu w jego wędkarskich przygodach, przekształca się w odnoszącego sukcesy tenisistę lub odnajduje się w innych ciekawych rolach. Dziś możemy cieszyć się, że dotarł do Lublina ten król zabawnego absurdu. Gdybym miał wystawić tu ocenę, to mocna szóstka z plusem za grę aktorską i kontakt z publicznością i odwagę w lizaniu wędki w czasach pandemicznych dla tego tenisisty.

 

Z Argentyny na 35 minutowe widowisko dotarł na Lubelszczyznę Rolando Rondinelli ze swoim “Tip Tap Poum”. Ten spektakl muzyczny bez słów, za to z elementami teatru fizycznego oraz stepowania mógł naprawdę przypaść do gustu. Ronaldo zaraża entuzjazmem poprzez taniec i spontaniczny koncert wykonany przy użyciu garnków, łyżek, spodków i innych przedmiotów, z których jest w stanie wydobyć radosne, intensywne dźwięki. Sama Magda Gessler mogła by się od Niego sporo nauczyć. Za włączanie publiki i oryginalny występ muchas gracias Panie Rondinelli.

 

Pokaz Człowieka Siano pod zaskakującą nazwą „Siano Show” przeznaczony jest dla publiczności z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie.  W swoich pokazach w kreatywny sposób łączy on iluzję  z technikami aktorskimi, śpiewem czy tańcem breakdance oraz dokształca publikę, pokazując wszystkim ile to jest tak naprawdę 20 cm. 

 

Krzysztof Kostera, zapewnił pokaz żonglerki. Nie wstydził się nikogo i pokazał co najlepszego potrafi zrobić piłeczkami i maczugami (tylko bez skojarzeń proszę). Mi osobiście spodobało się jak zaprezentował żyrafę, szczególnie, że do tego numeru potrzebował aż dwóch silnych mężczyzn. Ten kto widział to wie, a kto nie widział może żałować. Choć publika najbardziej oklaskiwała moment gdy żonglował toporami na szczycie wolnej drabiny ekwilibrystycznej (czy Wy też macie czasem wrażenie, że ludzie są dziwni). W każdym razie ten numer przypomniał mi o Burnt Out Punks, którzy podczas wizyty w Lublinie żonglowali odpalonymi piłami łańcuchowymi. Krzysztofie polecam spróbować jeszcze i tego, a dziś daję spory plusik za dramaturgię pokazu.

B jak Bar żongler

Bar Żongler to miejsce z dobrą zabawą, zimnymi napojami i jeszcze lepszą muzyką. Stworzony z potrzeby dawania radości, jest miejscem naturalnym i szczerym dla każdego, kto je odwiedza.  Tu za dnia można było odpoczywać przed eksplorowaniem kolejnych atrakcji festiwalu, a po zachodzie słońca tańczyć i uprawiać różne inne figle przypominające taniec i barową ekwilibrystykę.  Ideą powstania tego miejsca jest realizacja celu nadrzędnego Carnavalu Sztukmistrzów, czyli wspólnej integracji wszystkich uczestników tegorocznego festiwalu, bez względu z której strony sceny ulicznej się znajdowali. To w żonglerze mogłeś porozmawiać z artystami lub dostać zimne piwo na barze lub gorące limo za skrytykowanie występu  Sztukmistrzów na swoim blogu. Jeśli nie wiesz, gdzie znajdował się ten Carnavalowy pępek świata zabawy, rozpusty i integracji, to w przyszłości pytaj o to, te sympatyczne Panie ze sztukmistrzowej informacji. One na pewno Cię pokierują w stronę podzamcza. Zresztą Panie w punkcie informacyjnym przy Placu Litewskim będą tak miłe i odpowiedzą Ci i na inne trudne pytania. Musisz jednak wiedzieć, część z Nich jest już niestety zajęta, więc nie o wszystko wypada pytać.

 

C jak ceny

Większość pokazów w ramach Carnavalu była zupełnie bezpłatna, jedynie co, warto jest zawsze po każdym udanym pokazie wesprzeć ulicznego artystę, za trud i pracę włożoną w cały pokaz. Często artyści Ci utrzymują się w dużej mierze właśnie z tipów otrzymanych od publiki. Dlatego warto jest o tym pamiętać, żeby chętniej dzielić się z nimi swoimi pieniędzmi. W końcu jak sami podkreślają, nie bez powodu znaleźli się na ulicy 😉 Warto też zabrać pieniądze do Żonglera i tu, żeby była jasność nie ma ukrytego lokowania produktu. To jest beszczelna i bezpłatna reklama, tego zarąbistego miejsca. Na koniec jeszcze wspomnę, że są również różne biletowane imprezy (w tym roku koszt biletu wynosił 30 zł za pokaz), ale na nich niestety nie byłem. Zresztą nie udało mi się zobaczyć również wielu tych bezpłatnych. Bo musicie wiedzieć, że w te dni w Lublinie dzieje się tak wiele, że nie wszystko idzie ogarnąć, a momentami to nawet zapominałem jak się nazywam (ciekawe co w tym Żonglerze dodają do napojów). Mniejsza z tym – kończąc warto też wspomnieć i o artystach, którzy występują poza oficjalnym programem, tworząc dodatkową wartość dodaną tej imprezy. Jedno Wam powiem – fajnie, że jesteście!!! Miło też, że w te dni do Lublina zjeżdża tak dużo ludzi z całego kraju i zagranicy. Uwielbiam te dni, kiedy Lublin tętni życiem, uśmiechami i pozytywną energią. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę doczekać się kolejnej edycji tego festiwalu. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć.

 

#lubelszczyzna #lublin #visitlubelskie
#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Lublin  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Urban Highline Festival 2021

ABC o Urban Highline Festival

Urban Highline Festival to najstarszy festiwal highlinerów w Europie i największy oficjalny festiwal w przestrzeni miejskiej na świecie. Ma on miejsce w Lublinie i odbywa się tu regularnie od 2009 roku. W tym czasie miasto odwiedziły tysiące highlinerów z prawie 60 krajów świata. Ja zawsze przyglądam się tym ludziom  z wielkim podziwem, patrzę równie mocno na nich jak ZUS na moje wpływy z Patronite. Nie przedłużajmy jednak, czas przejść do mojego subiektywnego ABC o tym festiwalu – trzymajcie się równie mocno jak zabezpieczenia taśm higlinerów – bo startujemy.

A jak absolutny brak lęku wysokości

W tym roku śmiałkowie spacerowali nad naszymi głowami przy kamienicach Starego Miasta i Trybunale Koronnym, Bramie Krakowskiej i Ratuszu, Centrum Spotkania Kultur i Lubelskim Centrum Konferencyjnym. Nie wiem jak Wy, ale ja zawsze podziwiam tych ludzi, za ich odwagę i umiejętność przełamania strachu przed wysokością. Z jednej strony mam świadomość, że są odpowiednio zabezpieczeni, ale nie miałbym na tyle odwagi, by zrobić choć jeden krok na tych taśmach, mając na uwadze te ogromne wysokości. Z tego miejsca w Ich kierunku mam dwa proste słowa: chapeau bas.

 

B jak broda do góry

UHF, bo tak w skrócie można napisać o Urban Highline Festival to coś więcej niż tylko największy tego typu festiwal na świecie. Mam wrażenie, że w trakcie tej imprezy to Ci ludzie skupiają całą uwagę mieszkańców zarówno na sobie, ale i na otaczającej ich architekturze. Nie jest to wyłącznie impreza zamknięta, dla wąskiej grupy odbiorców, ludzi, którzy zamykają się na innych i od lat bawią się wyłącznie we własnym towarzystwie. Wręcz odwrotnie, to dzięki tym osobom, mieszkańcy otrzymują momenty ekscytacji, chwile uśmiechu i powody do dumy, że to właśnie w Lublinie odbywa się taka niesamowita impreza. Bardzo doceniam również i to, że z roku na rok taśmy rozwieszane są dodatkowo w różnych punktach miasta. Jeden z higlinerów powiedział mi kiedyś, że w tych dniach to oni przejmują miasto i pozwalają mieszkańcom Lublina i przyjezdnym choć na chwilę pozadzierać nosa i przypatrzeć się własnemu miastu pod nieco innym kątem i wiecie co, coś w tym jest…





C jak cenny punkt widzenia

Festiwal ten daje możliwość przechodzenia unikatowych linii, tuż nad ulicami Lublina. Kilka metrów niżej zobaczysz liczny tłum, przytulne kawiarnie i niesamowitych artystów. To dzięki temu, jeśli masz odwagę i nie wiesz czym jest lęk wysokości, możesz stać się również częścią tej magicznej imprezy. To tu spojrzeć można na ludzi z góry. Jeśli podobnie jak ja masz podobne obawy przed wejściem a taśmy? To nic się nie martw, możesz w każdej chwili zachwycać się tym co wyczyniają Ci podniebni mistrzowie. Także choć punkt widzenia zmienia się z punktem siedzenia, dzięki UHF, każdy może być zadowolony. To by było ode mnie na tyle. Trzymajcie się zdrowo, mierzcie wysoko i do następnego razu. Cześć!

#lubelszczyzna #lublin #visitlubelskie
#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Lublin  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Dratów

ABC o Cerkwi prawosławnej
pod wezwaniem św. Mikołaja w Dratowie

Dziś ruszamy wspólnie do Dratowa, czyli do wsi położonej w województwie lubelskim, w powiecie łęczyńskim, w gminie Ludwin. Dotrzeć tu można m.in. autem, a trasa z Lublina zajmie około 40 minut, a z Warszawy dojedziemy tu w niespełna 2 godziny i 15 minut. Miejscowość ta jest malowniczo położona nad jeziorem Dratów, ale nie o jeziorach będzie dziś mowa. We wsi znajduje się parafialna cerkiew prawosławna pod wezwaniem św. Mikołaja i to ona stanowić będzie najważniejszy punkt kolejnej eksploracji. Przyjechałem więc sprawdzić czy, a może raczej dlaczego warto odwiedzić to miejsce i przekonajcie się o tym właśnie dziś. Dużo dobrego o tych stronach słyszałem. Nadszedł więc czas by to wszystko zweryfikować, a następnie zainspirowany rzeczywistością, postarałbym się prześcignąć ją pomysłowością. Wy już oceńcie sami, czy to się udało.

A jak architektoniczna bryła

Cerkiew prawosławna pod wezwaniem św. Mikołaja stanowi jeden z nielicznych przykładów budownictwa sakralnego w województwie lubelskim wzniesionego w stylu nazywanym  „rosyjskim” lub „bizantyjsko-rosyjskim”. Posiada bogatą rozczłonkowaną bryłę architektoniczną. Do cerkwi prowadzą pozostałości zabytkowej alei i faktycznie jak na moje oko, te kopuły nadają kremlowskiego klimatu. Mówi się nawet, że cerkiew ta została zbudowana w stylu eklektycznym rosyjskim. Jedno jest pewne, że projekt tej bryły wykonał Wiktor Iwanowicz Syczugow, a całość powstała na planie krzyża greckiego. Uważa się, że dwie kopuły cerkwi symbolizują dwoistą naturę Jezusa Chrystusa: boską i ludzką. Na każdej kopule znajduje się krzyż, co oznacza, że w cerkwi oddaje się chwałę Jezusowi Chrystusowi. Obiekt ten ma bez wątpienia rozczłonkowaną bryłę architektoniczną oraz bogatą ornamentykę, dla której warto tutaj przybyć. Szczególnie, że cerkiew w Dratowie wyróżnia się bogactwem dekoracyjnego detalu już od swej fasady.

B jak budynek

Budynek obecnej cerkwi budowano w latach 1888 – 1890. W 1891 ukończono wystrój wnętrza z zachowanymi do dziś malowidłami. Jednak warto podkreślić, że już dużo wcześniej znajdowała się  w tym miejscu świątynia, a pierwsze wzmianki o parafii prawosławnej w Dratowie pochodzą już z XIV wieku. Od 1959 r. po dziś dzień opiekę duszpasterską sprawują księża z parafii Przemienienia Pańskiego w Lublinie. Cerkiew należy bowiem do dekanatu Lublin diecezji lubelsko-chełmskiej Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Liturgia sprawowana jest co dwa tygodnie i wtedy jest szansa by zobaczyć budynek od wewnątrz. Warto jest więc przybyć przed mszą lub zostać chwilę po nabożeństwie. W środku zobaczyć można m.in. freski wykonane przez Juliana Mizewskiego oraz ks. Jerzego Ignaciuka. Jeden z nich, ten nad częścią ołtarzową przedstawia scenę z ewangelicznej przypowieści o synu marnotrawnym. Jest tutaj również ikonostas – ściana z ikon oddzielająca część ołtarzową od nawy głównej, który został po drugiej wojnie światowej sprowadzony z okolic Sanoka.  Na przestrzeni lat trwały kolejne renowacje obiektu. W latach 2002–2008 wykonano jego generalną renowację, a inicjatorem tych działań był arcybiskup lubelski i chełmski Abel. Dzięki przeprowadzonym remontom świątynia odzyskuje dawną świetność, a przywiezione z Turkowic kopie ikon dodają jej nowego blasku. Wszystkie ikony znajdujące się w świątyni są kopiami, gdyż miejsce to było wielokrotnie okradane, co jest jak dla mnie niezrozumiałe, ale często nie rozumiem ludzi, a tym bardziej złodziei.

Na szczęście zarówno cerkiew, jak i cmentarz prawosławno-unicki, o którym będzie więcej później zostały wpisane do rejestru zabytków w 1989 r. pod nr A/986/1-3. Warto wspomnieć również, że budynek otoczony jest przez piękny lipowy starodrzew znajdujący się zarówno wokół cerkwi jak i w alei wiodącej od szosy, będącej dawną aleją dojazdową do świątyni. Jeśli chwilę się tu zatrzymasz by wsłuchać się w śpiew ptaków i zachwycisz się pięknem tutejszej natury, to poczujesz się trochę jakbyś wybrał się na randkę z samą Krystyną Czubówną.

Do dzisiaj zachował się również dom parafialny, który był mieszkaniem diakona zwanym diakówką, a w okresie II wojny domem proboszcza i wówczas określano go popówką.

C jak Cmentarz

W Dratowie znajduje się m.in. cmentarz katolicko – prawosławny, będący jednocześnie cmentarzem parafialnym. Znajduje się on około 200 metrów w kierunku wschodnim od cerkwi oraz około 700 m od szkoły podstawowej. Ma on około 0,3 ha powierzchni. Spotkać tam można m.in. grób Andrzeja Łuczeńczyka młodo zmarłego literata z Ludwina, zwanego „Gwiezdnym Księciem” pisarzy polskich. Zachowało się tu kilka nagrobków z napisami w jęz. ukraińskim i jęz. rosyjskim. Najstarszy datowany pochodzi z 1885 roku.

 

Nie jest to jednak jedyny tutejszy cmentarz. Przy wspominanej dziś świątyni około roku 1915-tego przez krótki czas znajdował się szpital polowy. Podczas I wojny światowej przez Dratów przebiegała linia frontu prusko – austriacko – rosyjskiego. Pochówek żołnierzy odbywał się za cerkwią. Pierwotnie cmentarz wojskowy składał się z 63 mogił, na których stały drewniane słupki i krzyże z wyrytymi napisami. Był on ogrodzony drewnianym parkanem, a na środku stały dwa duże, drewniane krzyże. W różnych źródłach podaje się, że łącznie za dratowską cerkwią może spoczywać około 200 żołnierzy niemieckich i rosyjskich. Do dziś zachowały się skromne, drewniane słupki ze słabo czytelnymi już inskrypcjami, a sam cmentarz wojenny, współtworzy klimat tego miejsca.

Podsumowanie

Kiedy zapytacie mnie czy warto było tu przyjechać. Odpowiem jednoznacznie – zdecydowanie tak. W końcu po to podróżujemy: aby inaczej spojrzeć na wszystko, co nas otacza, każda podróż nas kształci i rozwija, a z tego rodzaju wypraw możemy przywieźć ze sobą więcej doświadczeń i wrażeń niż mogłoby nam się wydawać. Miejsce ma swój klimat i urok, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Jestem przekonany, że jeszcze kiedyś tu wrócę. Czy rekomenduję Wam wybrać się tutaj? Zdecydowanie tak, szczególnie, że tak urokliwych miejsc w Polsce nie ma zbyt wiele. Dlatego jeśli szukacie pereł z poza utartych podróżniczych szlaków, to Cerkiew w Dratowie świetnie się w ten kanon wpisuje.

 

Dzisiejszą podróżniczo – blogową eksplorację dedykuję moim Patronom i mojemu Współtowarzyszowi tej wyprawy – bez Niego, nie byłoby tego wpisu. Dedykuję go również wszystkim cichym bohaterom, którzy przyczyniają się do tego, by mój blog był jeszcze lepszy. Dla Was wszystkich dwa proste, ale bardzo szczere słowa – WIELKIE DZIĘKI.

Czasem jak jeżdżę po województwie lubelskim myślę przed wyprawą czy w danym miejscu się nie rozczaruję. Wiecie jak to czasem bywa, naczytasz się blogów, naoglądasz vlogów, potem ma być słodko niczym w lodziarni, a w praktyce bywa różnie. To tak jak wtedy, gdy w dzieciństwie wyciągało się podczas nieobecności rodziców pudełko z lodami z zamrażarki, a w środku był koperek. No mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi. W każdym razie nie wiem jak Wy, ale ja wraz każdą kolejną wyprawą po Lubelszczyźnie mam tak, że mój apetyt na ten region rośnie wraz z kolejnymi eksploracjami i jeszcze mi się nie przejadł. Mimo to zrobimy sobie małą przerwę ponieważ nadchodzi czas na wpisy z niesamowitej Turcji. Także zaglądajcie na mój blog, bo będzie się działo. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć.

#lubelszczyzna #dratów #visitlubelskie

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj, Halina Piórkowska-Karuś,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Dratów  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Dorohusk

ABC O DOROHUSKU

Co warto zobaczyć w Dorohusku?

Witajcie, idę za ciosem i znów pokażę Wam piękno Lubelszczyzny. Tym razem zabiorę Was do Dorohuska, który położony jest na wschodnim krańcu województwa lubelskiego i graniczy przez rzekę Bug z Ukrainą. Pewnie nie każdy wie, że to właśnie w Dorohusku, istnieje jedno z większych w Polsce przejść granicznych drogowych i kolejowych. Ciekawostką jest również to, że to Dorohusk przeszedł do historii jako pierwsza część granicy Polski wyzwolona spod okupacji niemieckiej podczas II wojny światowej. Dziś postaram się pokazać Wam tutejsze atrakcje. Jeśli jesteście gotowi na kolejną wspólną wyprawę , nie ma co przedłużać, startujmy.

Na samochodową wyprawę z Lublina trzeba szacować około godzinę i dwadzieścia minut, natomiast na dojazd z Warszawy poświęcimy około trzech i pół godziny. Za to do pobliskiego Chełma jest zaledwie 25 km – więc z tego miasta dojedziemy do celu w niespełna pół godziny. Pasy zapięte, piccolo schłodzone, a więc ruszamy.

A jak atrakcje

W Dorohusku szczególnie cennym obiektem jest Pałac Suchodolskich. Wybudowany on został około 1750 roku przez dziedzica Dorohuska – Michała Maurycego Suchodolskiego na tutejszej nadbużańskiej skarpie. W czasie wojny polsko-bolszewickiej pałac niestety został zniszczony, ale w kolejnych latach udało się go odbudować. Obecnie jest siedzibą Gminnej Biblioteki Publicznej oraz Gminnego Ośrodka Kultury i Turystyki. Ponadto w pałacowym budynku znajduję się „Izba zbiorów regionalnych”, w której zgromadzono ponad 300 eksponatów. Myślę, że ten późnobarokowy pałac należy do najcenniejszych budowli w gminie i warto na niego rzucić okiem.

Nieopodal pałacu znajdują się pozostałości parku pałacowego z ok. 40 drzewami i późnobarokową rzeźbą św. Barbary z XVIII w. oraz mogiła 10 żołnierzy księcia Józefa Poniatowskiego poległych 18 lipca 1792 r.

Innym zabytkowym obiektem jest kościół parafialny p.w. Matki Boskiej i św. Jana Nepomucena, wybudowany w latach 1905-1909 w stylu neogotyckim, według projektu Stanisława Diehla. W ołtarzu bocznym znajduje się otoczony kultem obraz Matki Bożej, datowany na koniec XVI w.

Pisząc o atrakcjach nie można zapomnieć o drewnianej rzeźbie św. Jana Nepomucena ustawionej przy drodze na kamiennym postumencie. Pochodzi ze starego kościoła i przedstawia św. Jana Nepomucena. Rzeźba ta ustawiona  została na skrzyżowaniu ulic – w połowie odległości między kościołem, a szkołą w Dorohusku.

Nie można zapomnieć też o pomniku artylerzystów I Armii Wojska Polskiego, który zlokalizowany jest w parku w Dorohusku-Osadzie. Jest on poświęcony poległym za wyzwolenie ojczyzny podczas II wojny światowej. Znajduje się on tam od 1982 r. Na pomniku umieszczono tablice pamiątkowe z miejscami walk żołnierzy oraz tablicę poświęconą Artylerzystom I Armii Wojska Polskiego.

Nie jest to jedyny pomnik w tych stronach. Nieco dalej znajduje się bowiem Pomnik 100-lecia Niepodległości RP. Zlokalizowany jest on w pobliżu szkoły w Dorohusku-Osadzie. Przedstawia rozpościerającego skrzydła orła w koronie na szczycie granitowej kolumny. Autorami i wykonawcami pomnika są: artysta Dariusz Kowalski i architekt Tadeusz Adamski.

B jak Bug

Największą rzeką znajdującą się na terenie gminy Dorohusk jest Bug. Szacuje się, że liczy on w granicach około 37 km. Na całej swej długości rzeka płynie w naturalnym korycie. Dolina Bugu jest szczególnie malownicza wiosną kiedy to nadbużańskie łąki tworzą barwny, pachnący ziołami kobierzec. Piękno przyrody można podziwiać wędrując szlakiem turystycznym biegnącym brzegiem doliny Bugu. Można przyznać, że starorzecza Bugu to raj dla wędkarzy. Nie jest to jednak jedyna rzeka w gminie. Spotkamy tu przecież i dopływ Bugu przepływający przez południowy kraniec gminy. Rzeka Udal liczy sobie około  14 km długości, ale potrafi być równie malownicza jak Bug. Obie rzeki co roku przyciągają wielu turystów zarówno z kraju jak i z zagranicy.

C jak czas na Rozkosz

Jeśli jest Wam mało atrakcji, to na koniec zdradzę Wam, że na terenie gminy Dorohusk występują dwa rezerwaty przyrody. Pierwszy z nich to „Brzeźno”, a drugi ma bardzo kuszącą nazwę „Roskosz” i to jemu poświęcę więcej uwagi. Na obszarze tego rezerwatu występują torfowiska węglanowe z unikatową fauną i florą. Bez wątpienia miejsce jest urokliwe i warte rozkoszy, choć może zostawmy ten temat na inną okazję.

Turystyka w gminie Dorohusk oferuje miłośnikom wypraw rowerowych dwie główne ścieżki: ścieżkę przyrodniczą „Meandry Bugu” prowadzącą przez malowniczą dolinę Bugu oraz ścieżkę przyrodniczo-historyczną „Bolko” w Hniszowie, na której znajduje się jeden z najstarszych dębów w Polsce – Dąb Bolko. Warto podkreślić, że dzięki popularności szlaków turystycznych przyzwoicie rozwinęła się tu baza noclegowa zachęcają turystów do przyjazdu w te rejony. W Gminie Dorohusk znajdziemy około 117 km różnych szlaków turystycznych. Z resztą polecam Wam przyjechać, by przekonać się o tym, jak tu z Rozkoszą jest naprawdę.

Podsumowanie

Tereny gminy Dorohusk zalicza się do krainy geograficznej Polesia południowego. Przeważa tu krajobraz nizinny z rozległymi podmokłymi obszarami łąkowymi. Unikalnym w skali europejskiej atutem gminy są torfowiska węglanowe, na terenie których znajdują się wspomniane dwa rezerwaty przyrody, które liczą łączną  powierzchnię 638 ha. Odwiedzając te tereny można spotkać wiele gatunków rzadkich i chronionych roślin i zwierząt, ale przede wszystkim wypocząć na łonie natury. Gmina to też liczne użytki rolne, które zajmują blisko 70% powierzchni gminy. Warto jest tu przyjechać, jeśli chce się odpocząć od zgiełku miasta i nacieszyć oczy zielenią. Polecam Wam się o tym przekonać osobiście. Trzymajcie się zdrowo i do następnej wyprawy. Cześć.

#lubelszczyzna #dorohusk #visitlubelskie

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek, Woj,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Dorohusk  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Wystawa Fotograficzna Perły Ziemi Lubelskiej

PERŁY ZIEMI LUBELSKIEJ

 

Wystawa fotograficzna pt. PERŁY ZIEMI LUBELSKIEJ autorstwa  Rafała Bila została zorganizowana we współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Lubelskiego oraz przy wsparciu merytorycznym ABO STUDIO. Fotografie poświęcone są cerkwiom z województwa lubelskiego, a dzięki specyficznym dla fotografii środkom wyrazu, zwłaszcza zaś jej możliwościom dokumentacyjnym oraz narracyjnym pozwalają nadać każdemu z fotografowanych przez autora obiektów odmienny charakter.

Na tej wirtualnej ekspozycji pokazano 15 fotografii z różnych terenów Lubelszczyzny, przy czym większość z nich nigdy wcześniej nie była publikowana. Część z nich natomiast była już wyróżniona czy to przez Vogue Italia czy w konkursie National Geographic Traveler. Jedną z nich można będzie nawet zobaczyć w najnowszym, lipcowym numerze Travelera. Fotografie pogrupowano, nie przypadkowo, zestawiając z jednej strony czarno-białe kadry, które kontrastują z przeciwlegle eksponowanymi kadrami w kolorze. Prace utrzymane były przede wszystkim w spójnej tematyce, choć przełamane zostały elementem fotografii ziemi lubelskiej. To ona właśnie nadała tytuł całości tej wystawy.

Jest to swoista podróż po pięknych zakątkach wschodniej Polski w poszukiwaniu pereł, jakimi bez wątpienia są tutejsze cerkwie. Spotkamy tu świątynie z Mycowa, Dratowa, Sławatycz, Lublina, Bełżca, oraz z miejscowości Korczmin, Chłopiatyn czy Ortel Królewski.

Wystawę można będzie oglądać przez najbliższy miesiąc od dnia 30.06.2021 do dnia 31.07.20201 roku. Żeby ją zobaczyć wystarczy kliknąć w poniższą grafikę, zaakceptować politykę prywatności, kliknąć w okienko [continue in browser] i dłuższą lub krótszą chwilę zaczekać, aż wgra się cała galeria, a nasz ochroniarz sprawdzi, czy jesteście na liście zaproszonych gości 😉 Następnie rozsiądźcie się wygodnie, a autor wystawy, życzy Wam miłego zwiedzania. 

Tym, którym dostać się nie udało, gdyż aplikacja wgrywała się zbyt długo, dołączam poniżej kilka zrzutów z wystawy.

#lubelszczyzna #lubelskie #visitlubelskie

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

linia

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Lubelszczyzna  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Stróża

ABC O STRÓŻY

Co warto zobaczyć w Stróży?

Witajcie, zaczęły się wakacje, w związku z czym trzeba się organizować i zacząć nadrabiać stracone zaległości podróżnicze. Dziś zabiorę Was do Stróży. Jest to niewielka wieś w Polsce wschodniej, która znajduje się w województwie lubelskim, a dokładniej w powiecie kraśnickim, w gminie Kraśnik. To właśnie tu przyciągnęła mnie pewna tajemnicza kaplica stojąca na wysokiej skarpie rzeczki Wyżnicy. To z tego też miejsca rozpościera się ładny punkt widokowy, dla którego warto było tu zawitać.

Dziś zdradzę Wam jakie atrakcje spotkacie w Stróży oraz ustalę czy stróżuje w Stróży jakiś stróż i niech ktoś powie obcokrajowcom, że język polski jest łatwy 😉 no nic – jesteście gotowi na kolejną wyprawę? Panie i Panowie, poprawcie się w fotelach, odłóżcie popcorn, przygotujcie meliskę – ruszamy.  

A jak atrakcje

W ostatnim czasie postanowiłem zrobić sobie mały detoks od miasta i wyruszyć na wieś. Do samej Stróży udało mi się dojechać samochodem z Lublina w około 50 minut. Dojazd tym samym środkiem lokomocji z Warszawy zajmie nam około 2 godziny i 30 minut, a najzabawniejsze jest to, że w pobliskie Góry dojedzie się autem w około 3 minuty. Jednak nie dla sąsiedniej miejscowości Góry tu przyjechałem. Mnie, jak wspomniałem na początku, przyciągnęła chęć zobaczenia na własne oczy Kaplicy pw. św. Trójcy w Stróży (ul. Brzozowa 6). Ta budowla to unikat, który już dawno znalazł się również na mojej mapie eksploracyjnych atrakcji turystycznych, które chcę na Lubelszczyźnie odwiedzić.

W pobliżu znajdują się również rozległe stawy i dość sporej wielkości cmentarz. Sama Kaplicy pw. św. Trójcy natomiast została wzniesiona w latach 1766-1767, jako kaplica wotywna przez fundację Teresy z Michałowskich Zamoyskiej. Budowla została zaprojektowana przez pochodzącego z Wiednia architekta Josepha Horscha, autora kilku innych obiektów zbudowanych na terenie Lubelszczyzny w stylu późnego baroku. Jest najprawdopodobniej jednym z kilku w Polsce kościołów o trójkątnej podstawie, co czyni ją unikatową w skali kraju. Założono ją na rzucie równobocznego trójkąta. Posiada zaokrąglone naroża, a kaplicę od północy poprzedza kwadratowa kruchta.

Kaplica frontem zwrócona jest na północny – wschód, dlatego jeśli chcecie mieć ładniejsze niż ja zdjęcia, wybierzcie się tu zaraz po wschodzie słońca, kiedy promienie słoneczne ładnie doświetlą jej front. W ostatnim ćwierćwieczu XIX w. i w pierwszej dekadzie XX w. została zniszczona i pełniła wówczas rolę spichlerza. Na szczęście w 1955 roku miała miejsce ponowna erekcja parafii, podjęto działania w celu jej odrestaurowania, a kaplica pełniła rolę kościoła do 1991 roku.

Warto podkreślić, że nie jest to jedyny kościół w tej wsi. Dziś msze odprawiane są w budynku kościoła rzymskokatolickiego pw. św. Trójcy (ul. Akacjowa 23) do którego również warto zawitać, szczególnie że dojazd do niego nie zajmie więcej niż 2 minuty, a spacer około 5 minut.

B jak białe kasztanowce

Dużym atutem tych terenów jest roślinność. Jest tu przyjemnie i zielono, a królują tu białe kasztanowce. Zachował się w Stróży również dworski starodrzew z pomnikowymi okazami lipy drobnolistnej, jawora czy wspomnianych wcześniej białych kasztanowców. Także jeśli chcecie wypocząć w otoczeniu stawów, drzew i śpiewu ptaków, to wybór wyprawy w kierunku Stróży, będzie trafionym pomysłem. W końcu nie wszędzie rośnie klon jawor o obwodzie pnia wynoszącym około 6 metrów. Do dziś zastanawiam się ile lat może liczyć takie drzewo? Obstawiałbym, że spokojnie kilkaset lat ma, ale to tylko moje subiektywne typowanie.

C jak cmentarze

Cmentarz znajdujący się w pobliżu Kaplicy pw. św. Trójcy nie jest jedynym w tej miejscowości. Dodatkowo jeszcze w Stróży znajdują się dwa cmentarze wojenne. Pierwszy znajduje się przy torach kolejowych łączących Lublin ze Stalową Wolą, drugi przy drodze prowadzącej do Kraśnika. Pierwszy cmentarz wojskowy to cmentarz z I Wojny Światowej, w którym pochowano żołnierzy armii austro – węgierskiej i rosyjskiej, którzy polegli na tych ziemiach w sierpniu 1914 roku i lipcu 1915 roku. Dostęp do cmentarza jest nieco utrudniony, ale łatwo go znaleźć, ze względu na to, że jest położony blisko toru kolejowego. Trochę zaniedbany, lecz jako miejsce wiecznego spoczynku poległych żołnierzy – zasługuje na odwiedzenie. Duch tego miejsca zdecydowanie sprzyja refleksji.

Cmentarz parafialny natomiast powstał w miejscu dawnego folwarku i budynków dworskich, które obecnie nie istnieją. Cmentarz ten założono w 1977 roku. Zaskoczę Was nieco, bo pierwsze wzmianki o parafii w Stróży pojawiają się w rejestrach parafii archidiakonatu lubelskiego już w 1325 roku, ale bez obaw, nie zamierzam tu przybliżać kilkusetletniej historii parafii, a raczej sprytnie przejdę do krótkiego zakończenia dzisiejszej wyprawy.

Podsumowanie

Jadąc w okolice Kraśnika warto zawitać do niewielkiej wsi Stróża, gdzie znajduje się unikatowa barokowa kaplica zbudowana na planie trójkąta równobocznego. Warto zwrócić uwagę, jak pięknie i malowniczo jest usytuowana na wysokiej, północno-wschodniej skarpie obok stawów rybnych, zasilanych wodami Wyżnicy. Dziś odrestaurowana późnobarokowa kaplica w Stróży prezentuje się pięknie i kusi by ją odwiedzić. Jasne elewacje zabytku, przykrytego czerwonym dachem o ciekawym profilu, ładnie kontrastują wśród bujnej zieleni, przy której można świetnie wypocząć.

Kaplica niestety jest zamknięta i co gorsze brak jest na miejscu informacji, czy i kiedy można zajrzeć do wnętrza. Bez wątpienia warto zobaczyć przynajmniej bryłę tego wyjątkowego zabytku, unikalnego w Europie pod względem architektonicznym. Kaplica Świętej Trójcy w Stróży zachwyci Was doskonałością formy i proporcji, zwłaszcza fanów barokowych fasad. Na fasadzie tego zabytku namalowano wizerunek Matki Bożej z Dzieciątkiem na tle zwycięskich chorągwi Maryjnych i polskich. Poniżej znajduje się herb Zamoyskich „Jelita” w otoczeniu werbli i luf armatnich.

Niestety ani stróża w Stróży, ani tym bardziej krów chcących wybrać, się ze mną tu nie spotkałem drogę (więcej informacji o tych poszukiwaniach znajdziecie tutaj), ale mimo to zachęcam Was do odwiedzenia tej urokliwej wsi Lubelszczyzny. Także pakujcie plecaki w drogę i ruszajcie do Stróży. Zmierzajcie tam niczym fani promocji do hipermarketu w black Friday, bo warto. Dzięki za dziś i do następnego razu. Trzymajcie się zdrowo. Cześć.

linia

#lubelszczyzna #stróża #visitlubelskie

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Stróża  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021

Jabłoń

ABC O JABŁONIU

Co warto zobaczyć w Jabłoniu?

Gmina Jabłoń leży w północno-wschodniej części województwa lubelskiego, w powiecie parczewskim. Z Warszawy dotrzecie tu w około dwie godziny samochodem, a tym samym środkiem transportu z Lublina dojedzie się tu w około godzinę i dwadzieścia minut.  To co wyróżnia te tereny, to fakt, że gmina jest typowo rolnicza, a tutejsza przyroda bardzo zachęca do przybycia. Z pewnością wypoczniecie tu na łonie natury. Dodam jeszcze, że Jabłoń jest malowniczo usytuowany w dorzeczu rzeki Zielawa. Mnie przyciągnął tu wyjątkowy w skali kraju przykład neogotyckiego pałacu w stylu późnego gotyku angielskiego z elementami renesansowymi i manierystycznymi, ale o nim więcej będzie za chwilę. Warto jest tu jednak zawitać z wielu innych powodów, co okazało się dopiero na miejscu. Zresztą przekonajcie się i Wy o tym na własne oczy. Zapinamy pasy, czas na kolejną podróż po Lubelszczyźnie. Jeśli jesteście gotowi, to startujemy.

 

A jak atrakcje
 
Główną, choć nie jedyną tutejszą atrakcją jest zbudowany w latach 1904-1905 dla Tomasza Zamoyskiego, ojca słynnego rzeźbiarza Augusta, neogotycki Pałac Zamoyskich, który bez wątpienia przyciąga swą tajemniczością. Budynek ten powstał według projektu zamówionego w renomowanej, wiedeńskiej pracowni architektonicznej Ferdynanda Fellnera i Hermana Helmera. Pałac był wzorowany na angielskich rezydencjach z czasów przełomu późnego gotyku i początków renesansu. Został wzniesiony na planie wydłużonego prostokąta. Warto podkreślić, że w skład zespołu pałacowego w Jabłoniu wchodzi obok pałacu również: oficyna, ćwierćkolista galeria, kaplica pałacowa, ciekawa brama wjazdowa z kordegardą, mieszkanie koniuszego, leśniczówka, osada folwarczna czyli tzw. czworaki. Całość działki ma powierzchnię ponad 150 000 m².
 
 
   
Pomieszczenia parteru Pałacu przeznaczone było pod ogólne funkcje mieszkalne i reprezentacyjne. Na pierwszym piętrze ulokowano sypialnie, a poddasze przeznaczono na pokoje dla gości.  Głównym pomieszczeniem jabłońskiego pałacu jest sień i hall o wysokości dwu kondygnacji. Mieści on reprezentacyjną klatkę schodową oraz okazały kominek. Ściany pokryto bogatymi boazeriami, a strop kasetonami. Niezwykle charakterystyczne dla pałacu w Jabłoniu są duże okna o kamiennych podziałach, typowe dla architektury angielskiej. Jestem przekonany, że wnętrza Pałacu liczące powierzchnię prawie 10 000 m², skrywają w swych murach wiele niesamowitych historii. Pałac był nowoczesną, luksusową rezydencją, wyposażoną w urządzenia sanitarne, windę, klimatyzację grawitacyjną oraz centralne ogrzewanie. Jeśli macie nadmiar gotówki i np. chcielibyście zamknąć swą córkę w najwyższej komnacie i najwyższej wieży, to po odrestaurowaniu wnętrz, które mogą być Wasze za jedyne 6 900 000 PLN, jest to możliwe. Pałac bowiem wystawiony jest na sprzedaż, a przynajmniej taka oferta widnieje na dzień dzisiejszy w sieci i można ją znaleźć tutaj.
 
 
 
Dokonując takiej transakcji zamieszkacie we wsi o piętnastowiecznej genezie będącej początkowo własnością królewską, następnie Połubińskich. Warto byłoby wiedzieć, że Jabłoń w XVII w. należała do Firlejów, a w k. XVIII w. do hr. Aleksandra Sapiehy, którego wnuczka Emma Potocka, zamężna za Piotrem Strzyżowskim, zamieszkała tu w 1815 roku. W 1856 r. dobra Jabłoń odziedziczyła Amelia Łubieńska, a w 1884 r. odkupił je hr. August Zamoyski z Różanki dla swojego syna Tomasza. W 1891 r. w miejsce starego pałacyku Strzyżowskich wzniesiono poźnoklasycystyczny dwór (zw. obecnie oficyną) wg projektu Ksawerego de Makowo Makowskiego. W 1893 r. urodził się tu wybitny rzeźbiarz August Zamoyski, jedyny syn Tomasza. Dalszą część tej opowieści wraz z historią powstania Pałacu po dzień dzisiejszy już znacie. Żeby Was nie zanudzić, postanowiłem jeszcze wyeksplorować nieco tą miejscowość i pokazać inne atrakcje, jakie czekają na Was w Jabłoniu. Bardzo spodobało mi się rozwiązanie z kodem QR, co nie na każdej wsi w Polsce można spotkać – brawo dla włodarzy, za tę inicjatywę.
 

 
Obecnie w jednym z czworaków znajduje się Muzeum poświęcone rzeźbiarzowi Augustowi Zamoyskiemu, który w 1935 r., po śmierci ojca, odziedziczył Jabłoń i urządził w galerii przy pałacu swoją pracownię rzeźbiarską. Zapewne zapytacie co się stało w latach późniejszych? W 1944 r. majątek został upaństwowiony, a pałac od 1952 r. użytkowała szkoła rolnicza.
 
 
 
 
 
W 1968 r. budynek Pałacu został częściowo zniszczony pożarem, a w kolejnych latach był remontowany dziś wymaga kompleksowej restauracji. Pozostałe czworaki natomiast nadal służą jako domy mieszkalne. Słów jeszcze kilka o samym Muzeum – choć skromne, to sukcesywnie  zbiera rozrzucone przez losy artysty, nieznane wydarzenia i historie z Jego życia. Zachęca wszystkich odwiedzających do udziału w odkrywaniu tej barwnej i intrygującej biografii Augusta Zamoyskiego. Można je zwiedzać od wtorku do piątku w godzinach: 10.00 – 16.00 oraz w soboty i niedzielę w godzinach: 12.00 – 18.00, a przynajmniej takie informacje znajdziecie na stronie placówki, do której dostaniecie się klikając w poniższe logo. Istnieje też możliwość przeprowadzenia lekcji muzealnych dla wycieczek szkolnych i zorganizowanych grup, a w celu umówienia terminu, należy skontaktować się wcześniej z placówką.

 
.
 
B jak Biskup z Willanowy
 
Muzeum i tutejszy Pałac to nie jedyne atrakcje wioski. Będąc w Jabłoniu koniecznie zajrzyjcie również do tutejszego kościoła rzymskokatolickiego. Budynek powstał w 1909 roku, a dziesięć lat później  powołano tu parafię św. Tomasza Biskupa z Willanowy.
 
Świątynia została ufundowana przez Tomasz Zamoyskiego. Projekt wykonał architekt Jan Olearski z Radzynia Podlaskiego. Ten neogotycki kościół w Jabłoniu to prawdopodobnie jedyna w Polsce świątynia św. Tomasza z Willanowy, który był hiszpańskim zakonnikiem (augustianinem), arcybiskupem Walencji. Słynął ze wspaniałych kazań i troski o biednych. 
 
 
 
 
 

C jak ceny

Nie może zabraknąć informacji o cenach, opłatach za bilety i dodatkowych kosztach ukrytych pod małą gwiazdką do umowy. Tym razem mam dobre wiadomości, gdyż opłat za wejście do tutejszego muzeum nie ma. Zwiedzanie kościoła jest oczywiście również bezpłatne, ale tu dobre wiadomości się kończą. Niestety nie ma możliwości zwiedzenia samego Pałacu Zamoyskich, czego bardzo żałuję. No chyba, że wykażecie się sprytem i uda Wam się umówić w sprawie kupna tej urokliwej nieruchomości.

 

Podsumowanie

Dzisiejsza wyprawa była krótka, szybka i przyjemna, dlatego i podsumowanie będzie podobne. Polecam Wam wybrać się w te strony, szczególnie jeśli lubicie oglądać oryginalne budowle i tego typu pałace. Mam też nadzieję, że budynek wróci do stanu używalności z przeszłości i w przyszłości będzie można zwiedzić go od środka, za co mocno trzymam kciuki. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć.

linia

#lubelszczyzna #jabłoń #visitlubelskie

#rafalbil #fotografia #podróże #patronite

Ten blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Kubuś Puchatek,

Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#rafalbil #blog podróżniczy #fotografia #podróże #patronite

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Lubelskie | Jabłoń  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2021