Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

RAFAŁ BIL Fotografia i Podróże www.rafalbil.eu

Trzy najbardziej irytujące pytania dla fotografów

portretDziś przyszedł czas na Q&A czyli PYTANIA I ODPOWIEDZI. Będzie on jednak nieco inny niż wszystkie, gdyż poruszy dość problematyczne kwestie. Obiektywnie skupię się na swoistym ABC o zadawaniu pytań do fotografów, które nigdy nie powinny paść. Jesteście gotowi na poznanie trzech najbardziej irytujących pytań dla nas fotografów? Zobaczcie też subiektywne odpowiedzi, które mam nadzieję, że dość merytorycznie wyjaśnią Wam punkt widzenia osób stojących z drugiej strony aparatu. Odpowiedzi te będą prosto od kuchni, dlatego wybaczcie pewne porównania.

 

http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.png

A jak… a dlaczego tak długo czeka się na zdjęcia?

Jednym z najczęstszych pytań dla fotografów, są te dotyczące czasu oczekiwania na zdjęcia. Cyfrowa obróbka zdjęć pozwala na maksymalizację jakości fotografii, dzięki czemu otrzymujecie finalnie produkt ulepszony, a wręcz idealny. Pytanie dotyczące czasu zawsze budzą emocje wśród fotografów, gdyż zmierzyć się musimy z subiektywnym niezrozumieniem naszej pracy. Często musimy wyjaśniać jak wygląda retusz, dlaczego on, aż tyle trwa, a zbliżające się deadliny temu nie sprzyjają. Musicie wiedzieć, że retusz nie równa się zgraniu zdjęć z karty na komputer. Warto też podkreślić, że postprodukcja wymaga od nas zdecydowanie większego nakładu czasu niż samo wykonywanie zdjęć. Ogrom pracy poświęcamy na selekcję zdjęć, wcześniej na właściwy back up, ale finalnie i tak najwięcej zajmuje sam retusz poszczególnych fotografii. Na koniec musimy jeszcze przygotować odbitki i całość ładnie opakować, ale to już swoista wisienka na torcie przed oddaniem Wam zdjęć. Musicie też wiedzieć, że do retuszu potrzebna jest wena twórcza, a fotograf w sezonie ma bardzo wiele różnych zleceń i chce czy nie, ale każdemu zdjęciu musi poświęcić uwagę i sukcesywnie rozliczać się ze zleceń.  Pewnie Was zaskoczę, fotograf to też człowiek i wbrew pozorom też śpi, mało bo mało, ale zauważyłem, że wtedy nam się trochę odkłada, bo moglibyśmy przecież nie spać 😉

 

http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.png

 

B jak… będzie profesjonalnie zrobione?

Mnie osobiście to pytanie trafia się bardzo rzadko. Ale czasem po kilku głębszych na zabawie weselnej wujek młodego czy ciocia pani młodej może dopytywać, kwestionując umiejętności fotografa. Pytania, czy długo ktoś fotografuje, czy się na tym zna, jakie ma obiektywy są też lekko nie na miejscu. Poza tym trzeba pamiętać, że w kwestii tego ostatniego to nie garnki gotują obiad, a sam kucharz. Oczywiście każdy tępy nóż nie ułatwia gotowania, dlatego szanujący się „kucharz” nie oszczędza na garnkach. Sprzęt, którym fotografuję to profesjonalne pełnoklatkowe aparaty, jasne, stałoogniskowe obiektywy oraz systemowe lampy błyskowe i wszystko to tylko w liczbie mnogiej daje mi gwarancje zabezpieczenia w razie awarii poszczególnych elementów, gdyż nie od dziś wiadomo, że złośliwość rzeczy martwych może się każdemu przydarzyć. Profesjonalny kucharz musi być na to po prostu gotowy, by nie spalić siebie czy potrawy w obecności klientów.

Watro podkreślić, że taki fotograficzny „kucharz” poza profesjonalnym sprzętem powinien posiadać ukończony kurs liturgiczny uprawniający do robienia zdjęć podczas uroczystości kościelnych *(to swoista licencja na gotowanie w kościelnej parafii). Dlaczego jest ona niezbędna spytacie, by nie było problemów z księdzem, na którego parafii chcemy fotografować/gotować. Nie mniej jednak moim zdaniem najważniejsze w tym wszystkim jest doświadczenie w branży fotograficznej. Po kilkunastu latach nabywa się nie tylko pewności siebie do tej całej fotograficznej kuchni, ale można i śmiało powiedzieć, że moje zdjęcia to danie, z którego jak dobry kucharz mogę być dumny. Dobra rada, nie pytajcie nigdy fotografa o to czy jest profesjonalny czy nie. Zobaczcie Jego portfolio, bo to też jest subiektywne co komu się podoba.  Ewentualnie ustalcie ile lat się tym zajmuje, ale najważniejsze zdecydujcie, czy wzbudza Wasze zaufanie, bo do dobrych zdjęć jest ono wg mnie niezbędne. Wzajemna relacja, która powstaje między nami, musi być oparta nie tylko na szacunku, ale co istotne na zaufaniu fotografowi i przekonaniu, że jest się w dobrych rękach. To tak jakby wejść do budki z kebabem i oczekiwać gastronomii molekularnej, lub wybrać się na kuchnię fusion i chcieć zamawiać hot doga.

 

http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.png

 

C jak czy da się taniej?

Dlaczego tak drogo – tego pytania nie lubi żaden fotograf, a już na pewno nie wtedy, gdy ów  Pan/Pani doda, że przecież fotografowanie jest takie proste wystarczy wcisnąć jeden przycisk. Muszę Was rozczarować, że jeżeli chcecie wykonać sesję w stylu i klimacie jak z Vogue, to za skromny budżet będzie to bardzo trudne. Pamiętajcie, że ceny profesjonalnego sprzętu fotograficznego są ogromne, szczególnie że wszystkiego fotograf musi mieć w zapasie na wypadek awarii (koszt rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych). Do tego dochodzą koszty dobrego sprzętu komputerowego i legalnego oprogramowania (koszt od kilku do kilkunastu tysięcy złotych). Ceny kursów specjalistycznych i to nie tylko tych z kurii metropolitalnej (koszt od kilkuset do kilku tysięcy złotych) do tego drobniejsze koszty benzyny, odbitek, albumów, podatki itp. (łącznie kilka tysięcy złotych). Być może to wszystko pozwala odpowiedzieć Wam na pytanie skąd biorą się te ceny, szczególnie, że nie są to jedyne koszty z jakimi boryka się fotograf. Właśnie rozwiałem wątpliwości tych, którzy zastanawiali się czy warto zostać fotografem, który chce się ciągle rozwijać.  W tym miejscu nasuwa mi się na myśl fantastyczna grafika.

http://mazurskiesluby.pl/wp-content/themes/mazurskie-sluby/assets/images/separator.png

Te powyższe trzy sprawy to tylko takie podstawowe ABC do elementarza irytowania fotografów. Zawsze można wejść na wyższy poziom denerwowania i krytykować pracę fotografa, a gdy ten zapyta dlaczego nie podoba się sobie Pan/Pani na żadnym zdjęciu? Wystarczy odpowiedzieć: Bo nie! Fotografowie uwielbiają też Klientki/Klientów,  którzy chcą nieodpłatnie wszystkie zdjęcia z sesji, przecież są już wykonane, mimo, że wcześniej umawialiśmy się na określoną liczbę. Szczególnie trudnym Klientem/Klientką jest ten, który wie lepiej jak to ma być zrobione. Do tego dochodzą osoby, które nie są bezpośrednio Klientkami/Klientami ale zapytają, dlaczego nie ma na zdjęciach danego wujka, konkretnej cioci Heli czy sąsiadki z nad przeciwka. Ja mam sporo szczęścia i bardzo rzadko trafiam na takie pytania, ale osobiście uwielbiam tych, którzy przy bokehu zapytają mnie, dlaczego to tło jest takie zamazane i nic tam nie widać? Ciekaw jestem co na ten temat sądzicie? Jakie są Wasze odczucia i opinie na ten temat. W końcu punkt widzenia zmieni się z punktem siedzenia. Na koniec mam dla Was tylko graficzny demotywator. Jest to idealna odpowiedź na pytanie czy nie da się taniej, szybciej i profesjonalniej? Odpowiedź brzmi pewnie że się da, tylko efekt będzie jak na poniższym zdjęciu. Macie jakieś inne pytania, chcecie kolejny Q&A, piszcie śmiało – odwagi.

grafika źródło: https://demotywatory.pl/4888559/Kiedy-klient-pyta-czy-moge-zrobic-taniej

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Zapraszam na moje WYPRAWY
Zajrzyj do mnie na INSTAGRAM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Wystawa fotograficzna

Organizatorami konkursu i wystawy fotograficznej z okazji 90-lecia komunikacji miejskiej w Lublinie był Kurier Lubelski, ZTM i MPK Lublin. Wybrane zdjęcia od piątku prezentowane są na plenerowej wystawie fotograficznej na Placu Wolności w Lublinie. Zachęcam więc do spacerów właśnie w tym kierunku. Na wystawie znalazły się zdjęcia autobusów i trolejbusów z różnych okresów działalności komunikacji miejskiej, w latach 1929- 2019. Kapituła Konkursowa dokonała wyboru 18 zdjęć z nadesłanych około 100 fotografii z różnych lat działalności MPK. Wśród nich na wystawę trafiły i moje zdjęcia. Fotografie były ocenianie bez znajomości nazwisk autorów, stąd na planszach znaleźć się mogło więcej moich zdjęć. Poniżej kilka moich fotografii z samej wystawy oraz tych, które nawiązują do jej tematu. Pozdrawiam i życzę Wam miłego oglądania.

 

#rafalbil  #fotografia #lublin #fotograflublin #fotografwarszawa
#polska #ztmlublin #mpklublin #kurierlubelski #fotografialublin

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Poznaj moje WYPRAWY
Śledź nas na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Współpraca

Dobra wiadomość – od dziś znajdziecie mój blog również na zblogowani.pl
 
Najlepsze Blogi
 

#rafalbil  #fotografia #toplista #najlepszeblogi #travel

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Poznaj moje WYPRAWY
Śledź nas na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

zblogowani

Dobra wiadomość – od dziś znajdziecie mój blog również na zblogowani.pl

 
zBLOGowani.pl
 

Bądź na bieżąco, polub już dziś nasz profil na FACEBOOK’u
Zapraszam na kolejne WYPRAWY
Śledź nas na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Muzeum Azji i Pacyfiku

Dziś zabieram Was do Muzeum Azji i Pacyfiku im. Andrzeja Wawrzyniaka w Warszawie, które zostało założone już w 1973 roku. Często podkreśla się, że jest to jedyne w Polsce miejsce posiadające wyłącznie zbiory poświęcone kulturom krajów Azji, Oceanii oraz Australii. Dziś poznacie moje subiektywne ABC o tym właśnie miejscu ⛩ Gotowi na kolejną wyprawę? Jak tak, to zapraszam na warszawskie Powiśle, a dokładnie na ul. Solec 24, bo tu mieści się to muzeum. Dziś poznacie główne atrakcje, dowiecie się co zawiera tutejsza biblioteka oraz ile Was to będzie kosztowało – zatem zaczynamy zwiedzanie bez cenzury, której w sztuce być nie powinno. Choć sama wystawa nie jest ogromna, to nie o wielkość tu chodzi. Skrywa ona w sobie zdecydowanie wiele więcej innych, dużych i ciekawych atutów – przekonajcie się sami 3⃣2⃣1⃣…

A jak atrakcje 📯🎭🥁

Na początek zacznę od głównej moim zdaniem atrakcji, tej przestrzeni wystawienniczej i nie są to cycki powyższej rzeźby, która „kusi” przechodniów i niemalże wita nas zachęcając by wejść do muzeum. Subiektywnie uważam, że najciekawsza jest tu tzw. „Strefa dźwięków”. Znajdziemy w niej ponad sto różnych instrumentów muzycznych pochodzących z wielu krajów. Są to zarówno instrumenty o prostej konstrukcji, na których grywano po amatorsku, jak i prawdziwe dzieła sztuki, których używali zawodowi muzycy na dworach władców. Warto zaznaczyć, że sam kontekst kulturowy oraz ich funkcje przedstawione są za pomocą różnorodnych multimediów. Dają one możliwość poznania zarówno tradycyjnej roli instrumentu, jak i współczesnych przemian zachodzących w sferze muzyki pod wpływem wzajemnego przenikania się różnych kultur. Kapitalną sprawą jest to, że kilka instrumentów można namacalnie poznać i przekonać się jak grają dzięki nam. Natomiast te mniej dostępne, można lepiej poznać za pomocą stanowisk multimedialnych, które znajdziemy na wystawie.

Strefa dźwięków nie jest  jedyną atrakcją tego muzeum. Nie brakuje tu też dzieł artystów polskich, które są inspirowane Azją czy Pacyfikiem. Często odbywają się tu też różne wydarzenia np. opowiadane są azjatyckie bajki dla dzieci czy też organizowane jest oprowadzanie kuratorskie po wystawie. Interesującą sprawą są warsztaty muzyczne w których można się nauczyć chociażby gry na gamelanie. A dla mniej uzdolnionych muzycznie polecam udział w Koncertach, które są tu co jakiś czas organizowane. Inspirujące są tu też pokazy tańca kathak oraz otwarte rodzinne warsztaty plastyczne. Jeszcze przez kilka dni można podziwiać tu twórczość malarską Pani Olgi Wolniak. 🎨

B jak biblioteka 📚

Dodatkowo znajduje się tu też Biblioteka Azjatycka, która liczy ponad 14 tysięcy woluminów. Gromadzi głównie publikacje naukowe o kulturze materialnej i duchowej krajów Azji, Australii oraz Oceanii. Początek Bibliotece dał prywatny księgozbiór Pana Andrzeja Wawrzyniaka, założyciela i pierwszego dyrektora Muzeum. Najstarsze druki biblioteczne pochodzą z XIX wieku, wiele z nich jest bogato ilustrowanych. Biblioteka gromadzi publikacje krajowe i zagraniczne, zarówno o charakterze akademickim, jak i artystycznym i popularnym, w tym wiele dzieł unikatowych w zbiorach polskich. Istotne miejsce zajmują w niej katalogi muzealne, otrzymywane w ramach współpracy z muzeami z całego świata. W Bibliotece znaleźć również można liczne czasopisma specjalistyczne, słowniki i encyklopedie oraz katalogi aukcyjne sztuki azjatyckie. Przed wyprawą w te części świata warto jest tu przyjść i po prostu poczytać. Co istotne – ze zbiorów Biblioteki można korzystać nieodpłatnie na miejscu lub na zasadzie wypożyczeń międzybibliotecznych. Możliwe jest też  robienie własnoręcznych notatek lub dla leniwych odpłatne wykonywanie odbitek kserograficznych.

C jak cena 💰

Wejście na wystawę jest zupełnie darmowe, więcej jeżeli chcecie obejrzeć wspaniałą biała broń, bogate tkaniny, unikatowe lalki teatralne czy maski lub posłuchać jak brzmią instrumenty muzyczne z różnych stron świata, to zdecydowanie warto. Przyjdźcie tu i poczujcie odrobinę egzotyki, z krajów takich jak Mongolia, Indie, Nepal, Tybet, Wietnam, Birma, Laos, Chiny, Uzbekistan, Tadżykistan, Turkmenistan, Kazachstan, Kirgistan, Afganistan, Papua Nowa Gwinea czy Vanuatu. 🗡🏺👂🎧

W ciągu prawie 50 lat  działalności Muzeum zorganizowało około tysiąc wystaw, nie licząc prezentowania własnych zbiorów. Pokazując twórczość współczesnych artystów oraz dorobek fotografików zasługuje ono na uznanie i rekomendację dla wszystkich, którzy tu jeszcze nie byli. Muzeum to jest równie ciekawe dla dorosłych jak i dla dzieci, to dlatego jest chętnie odwiedzane przez całe rodziny.  Poniżej kilka rad jak trafić do muzeum, a dla twórców tego miejsca słowa uznania, gdyż jest to cenny punkt na mapie turystycznej Warszawy  👏👏👏 

#rafalbil  #fotografia #muzeumazjiipacyfiku #najlepszyfotografwwarszawie #fotografwarszawa
#travel #polska #muzeumwarszawa #warszawa #fotografiawarszawy #fotograflublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

 

ABC o Korczakianum w Warszawie

Prawa człowieka zaczynają się od praw dziecka, tymi słowami wypada rozpocząć podróż do Korczakianum. Miejsce to budzi różne emocje, bo z jednej strony było enklawą dającą poczucie bezpieczeństwa dla sierot, a z drugiej strony to budynek, z którego później około 200 wychowanków zostało wywiezionych do obozu zagłady w Treblince. Dawniej Janusz Korczak dbał tam właśnie o poszanowanie prawa dziecka, walczył również o godność, szacunek i życie, szkoda, że finalnie walkę tę przegrał.

Dziś poznacie smutne historie pochodzące właśnie z Domu Sierot, bo tak określano to miejsce. Dom ten założony był przez Janusza Korczaka oraz Stefanię Wilczyńską już w 1912 roku i powołano go w szlachetnym celu. O ile sam budynek przetrwał wojnę (nigdy nie odbudowano tylko poddasza, na którym mieścił się pokój Korczaka, który uległ zniszczeniu), tak już jego wychowankowie nie mieli tyle szczęścia, ale m.in. o tym dowiecie się później z mojego dzisiejszego wpisu. 

Obecnie w dawnym budynku Korczaka mieści się m.in. oddział Muzeum Warszawy i właśnie tu Was dziś zabieram. Jest to dla mnie wyjątkowa wyprawa pod symboliczny pomnik pamięci o niewinnych dzieciach, które zabito tylko dlatego, że z pochodzenia były Żydami. Mam nadzieję, że i dla Was ta lekcja smutnej historii będzie jednym z wielu kroków do pozytywnej zmiany w nastawieniu do innych ludzi, czego sobie i Wam życzę. Tolerancji i szacunku dla drugiego człowieka trzeba uczyć się każdego dnia.

A jak adres

Zacznijmy od tego jak dotrzeć do Korczakianum. Zazwyczaj nie trafia się tu przypadkiem. Turyści, którzy chcą zwiedzić to miejsce raczej wiedzą po co idą i dlaczego oraz co zastaną w środku. Rzadziej są to osoby przypadkowe. Często Muzeum to jest odwiedzane przez osoby przyjeżdżające z poza Warszawy, sami Warszawiacy omijają je moim zdaniem z uwagi na nietypowe dla muzeów godziny i dni otwarcia.

Musicie wiedzieć, że do tego miejsca nie wejdziecie w weekendy. Dostępne jest ono wyłącznie od wtorku do piątku i to w godzinach od 10.00 do 16.00, co znacznie zmniejsza ilość potencjalnych turystów. Ale żebym nie wyszedł na malkontenta – uważam, że jak ktoś chce to wygospodaruje tak czas, by prędzej czy później tu trafić, a dlaczego warto, o tym napiszę Wam za chwilę.

Najpierw wróćmy do tego co istotniejsze. Ustalmy gdzie znajduje się Korczakianum. Mam też dla Was poniżej mapkę i kilka cennych informacji, z których dowiecie się jak najłatwiej trafić do Muzeum Korczakianum w Warszawie. Budynek dawnego Domu Sierot to obecnie siedziba Ośrodka Dokumentacji i Badań Korczakianum, ale i Domu Dziecka Nr 2 im. Janusza Korczaka. Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum mieści się bowiem w historycznym budynku Domu Sierot. W 1957 roku, po gruntownej przebudowie, przeznaczony został na instytucję opiekuńczo-wychowawczą, która mieści się tu do dzisiaj. Warto wiedzieć, że adres przedwojenny to Krochmalna 92, a dziś Jaktorowska 6. Dokładne dane teleadresowe zamieszczam poniżej.

Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum w Warszawie
Oddział Muzeum Historycznego m. st. Warszawy
ul. Jaktorowska 6, 01-202 Warszawa
Tel/Fax: (+48 22) 632 30 27
Email: korczakianum@mhw.pl

B jak badania

Ośrodek Dokumentacji i Badań Korczakianum zajmuje się gromadzeniem i badaniem oraz udostępnianiem i popularyzują materiałów dokumentujących działalność Janusza Korczaka, a tak naprawdę Henryka Goldszmita, bo to jest jego pierwotne imię i nazwisko. To tutaj bada się Jego biografię, dorobek pisarski; dzieje instytucji, które współtworzył. Pracownicy tej placówki, zaangażowani są również w losy ludzi z najbliższego kręgu w tym sierot, którymi się opiekował. W zakres działalności tej placówki wchodzi też współpraca krajowa i międzynarodowa z osobami, instytucjami i środowiskami zainteresowanymi problematyką i osobą Janusza Korczaka. To właśnie dlatego wszyscy naukowcy zajmujący się prawami człowieka w kontekście praw dziecka, prędzej czy później trafią lub trafić powinni do tego miejsca.

C jak cena

Wstęp do pracowni jest bezpłatny dla gości indywidualnych. Natomiast istnieje również możliwość zwiedzania dla grup zorganizowanych (około 20-30 osobowych), wówczas obowiązują już bilety. Bilet grupowy to koszt rzędu 150 zł za bilet normalny lub 90 zł za bilet ulgowy. Więcej informacji na temat Korczakianum znajdziecie na stronie: www.korczakianum.mhw.pl

Gdy ktoś sarkastycznie zapyta czy muzeum jest warte swojej ceny? Odpowiem zdecydowanie, że tak, takie miejsce jak to nie tylko warto, ale należy odwiedzić. Ważne jest to, żeby nie zwiedzać go samemu. Ja miałem dużo szczęścia. Po muzeum oprowadziła mnie Pani  Marta Ciesielska, która tu pracuje. W mojej ocenie samo muzeum jest dość skromne jeśli chodzi o eksponaty, natomiast wiedza Pani Marty jest imponująca. Życzliwością oraz ciekawymi, ale i smutnymi opowieściami utwierdziła mnie w przekonaniu, że muzeum to samo ciało, które wymaga duszy i taką ciepłą duszą, bogatą w wiedzę i uprzejmość właśnie tu zastałem. 

Duch życzliwości Janusza Korczaka, który zginął z 200  podopiecznych mu dziećmi w komorze gazowej,  jest tu obecny do dziś. Dowiedziałem się, że hitlerowcy proponowali „Staremu Doktorowi”, jak nazwano go jeszcze przed wojną, wyłącznie Jemu uwolnienie i możliwość ratunku przed śmiercią. Janusz Korczak z pogardą odrzucił jednak tę propozycję i do końca swoich dni opiekował się sierotami, czuł się za nie odpowiedzialny jak prawdziwy ojciec. Dnia 5 sierpnia 1942 roku zostali wywiezieni z Warszawy do obozu koncentracyjnego w Treblince, gdzie zostali zamordowani w tamtejszych komorach gazowych. Pomimo, że finał tej historii wydaje się przygnębiający, należy wyszukać też te pozytywne aspekty z życia Janusza Korczaka, tak aby spuścizna po nim nigdy nie umarła. Wielkie słowa uznania dla pracowników tego miejsca, bo praca, którą wykonujecie jest wyjątkowa, o czym przekona się każdy, kto odwiedzi to unikatowe miejsce na mapie Warszawy.

,,,

#rafalbil  #fotografia #korczakianum #najlepszyfotografwwarszawie #fotografwarszawa
#travel #polska #muzeumwarszawa #warszawa #fotografiawarszawy #fotograflublin

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia Wizerunkowa  Indywidualne Sesje Zdjęciowe | Indywidualne Sesje Zdjęciowe | Fotografia Ceremonii Ślubnej | Fotografia Przygotowań do Ślubu | Fotografia Ceremonii Weselnej | Plener Poślubny | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia do dokumentów | Fotografia Dziecięca i Rodzinna | Sesje Ciążowe | Fotografia aktu i nagości zakrytej | Fotografia Sportowa | Fotografia Biznesowa | Fotografia Naukowa | Fotografia Kulinarna | Fotografia Zwierząt Domowych | Sesja Wizerunkowa | Fotografia Koncertowa | Fotografia Motoryzacyjna | Sesje Noworodkowe | Cyfrowa Renowacja i Retusz Zdjęć | Fotografia | Fotografia Podróżnicza | Travelling | Fotograf w podróży | Traveller | Blog Podrózniczy | Turystyka | Tourist | Polska | Świat | Travel Photography | Travel | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Gąbin

Jakiś czas temu zabrałem Was w sentymentalną podróż do Lublina, do miasta gdzie spędziłem drugą połowę swojego życia (Wpis na ten temat znajdziecie tutaj). Wypada zatem sięgnąć do moich korzeni i zaprosić Was również w podróż tam, gdzie spędziłem dzieciństwo i czasy młodości. Postaram się wybrać do Gąbina, bo tu zawędrujemy, wszystko co jest ciekawe, co może zainspirować, albo i to do czego mam sentyment, którym chcę się z Wami podzielić. Pewnie znajdą się tacy malkontenci, którzy uważają, że nic się tu nie dzieje lub nic ciekawego do zaoferowania się nie znajdzie. Ich warto odesłać do oddalonego o około 20 km Płocka, ja natomiast mam zamiar udowodnić, że nawet małe potrafi być piękne, tylko trzeba nauczyć się dostrzegać to piękno, a przy tym postaram się Was nie zanudzić. Moja mała Ojczyzna, bo cały czas o niej mowa, to miasto w województwie mazowieckim, w południowej części powiatu płockiego z siedzibą w gminie miejsko-wiejskiej Gąbin. Zakładamy więc wygodne buty i ruszamy na spacer od A do Z po tym właśnie mieście.

Na starcie zaskoczę Was ciekawostką. Gąbin jest jednym z najstarszych mazowieckich miast, starszym nawet od oddalonej około 100km Warszawy. Po raz pierwszy nazwa Gąbin pojawiła się w przekazach źródłowych już w 1215 r. Wiadomo też, że w XII w. Gąbin istniał jako osada targowa, a jej pierwszym właścicielem był rycerz Gąba, stąd wiele osób uważa, że od niego  pochodzi właśnie nazwa miasta.

Prawa miejskie Gąbin uzyskał około 1322 roku, potwierdzone zostały przez księcia Ziemowita V w 1437 roku. Ze względu na swe położenie Gąbin stał się swego czasu siedzibą dworu książąt płockich. Znany był również z najwyższego na świecie masztu radiowego, który wybudowano w Konstantynowie, a jego wysokość przewyższała nawet amerykańskie wieżowce World Trade Center, które runęły w 2001 roku. Gąbińska wieża sięgała 646 m, ale finalnie również runęła, a dlaczego – dowiecie się w późniejszej części wpisu. Sam Gąbin znany był również z twórcy sławojek, czyli Sławoja Składkowskiego, który urodził się właśnie tutaj. Dla niewtajemniczonych dodam tylko, że sławojka to toaleta, którą stawia się zwykle przy budowie domu – zwykle z wyciętym sercem w drzwiach, ale nie był to jej najważniejszy element, gdyż miała zdecydowanie bardziej utylitarne znaczenie i z innych powodów została wymyślona, ale o tym nie dzisiaj. Przejdźmy do ciekawszych atrakcji niż omówienie kwestii toalet.

A jak atrakcje

Zaczynając wpis o tym co warto zobaczyć, należy sięgnąć do atrakcji, które dane miasto czy region ma nam do zaoferowania. Warto zwrócić uwagę nie tylko na cykliczne imprezy, które odbywają się na terenie miasta i gminy, ale i na znajdującą się tu architekturę oraz walory turystyczne regionu. Zacznijmy najpierw od cyklu imprez, ale pamiętajmy, że nie samymi imprezami Gąbin żyje. Wyszczególnić jednak należy Dni Gąbina, Jarmark Gąbiński, Gala Noworoczna, Pożegnania Lata czy Koncerty Bożonarodzeniowe. Wszystkie te imprezy omówię dokładniej w dalszej części mojego wpisu.

Skupmy się chwile na zabudowie. Gdy oprowadzam znajomych po Gąbinie, pokazuję zawsze klasycystyczny ratusz, który zbudowano w 1824 r. Ciekawostką są tu dwie niesymetryczne fasady, na które nie każdy zwraca uwagę. Obecnie w budynku znajduje się siedziba Urzędu Miasta i Gminy. Zaraz obok znajduje się kościół rzymskokatolicki, którego nie da się nie zauważyć. Budynek ten od zawsze przypominał mi warszawski Pałac Kultury i Nauki, a jego wieża góruje już z oddali i jest widoczna, gdy wjeżdża się od strony stolicy do miasta. W latach 1958-1966 kościół odbudowano w miejscu po poprzedniej świątyni, niestety  nie był już tak wysoki, ale nadal wygląda okazale. Obok kościoła znajduje się również mural z widokiem na stary Gąbin, właśnie z wcześniejszym kościołem, z którego wieży widać było oddalony o ponad 20 km Płock. Po zobaczeniu muralu i kościoła  spacerujemy wzdłuż kamienic na Starym Rynku i obowiązkowo zatrzymujemy się przy najstarszej z nich, w której urodził się Felicjan Sławoj Składkowski – generał dywizji Wojska Polskiego, premier II RP, doktor medycyny. Obecnie mieści się tam siedziba Muzeum Ziemi Gąbińskiej, a sam budynek niedawno został odrestaurowany, a pochodzi z 1809 roku i od dawna wymagał gruntownego remontu. Cieszę się bardzo, że w końcu odrestaurowanie tej kamienicy doszła do skutku i cieszy jeszcze bardziej fakt, że nie jest to jedyny odrestaurowany budynek w mieście.

Budynki to nie wszystko, często opowiadam znajomym o dawnej wielokulturowości Gąbina. Zawsze zabieram też ich do otuliny Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego oraz nad pobliskie jeziora, które są wg mnie główną atrakcją turystyczną regionu.  Warto podkreślić, że są to największe w okolicach Warszawy i Łodzi jeziora. Zawsze doszukiwałem się pewnej analogii w tych terenach do Mazur.

B jak baza noclegowa

Skoro są jeziora, to musi być też baza noclegowa, szczególnie przygotowana pod turystykę i rekreację latem. Całoroczne pokoje noclegowe znajdziecie również w samym mieście m.in. w budynku dworca autobusowego. Nie brakuje też  w okolicy wielu fajnych zajazdów, szczególnie dla osób poszukujących wyższego standardu.Gdy podjedziecie kilkanaście czy kilkadziesiąt kilometrów znajdziecie też w okolicy fajne pensjonaty czy hotele. Moją uwagę przykuwa jedno miejsce Hotel Kawallo, dlaczego zapytacie – nie dlatego,  że zapłacono mi za ich reklamę, ale dlatego, że jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie w regionie prowadzone są rytuały saunowe, a Ci co mnie bliżej znają, wiedzą, że jako saunamistrz  doceniam to podwójnie. Naturalnie ceny w hotelu nie są najniższe, więc zawsze można korzystać z alternatywnych możliwości, które mają niższy standart i oczywiście niższą cenę.

C jak cmentarze

O dawnej wielokulturowości Gąbina świadczą dziś m.in. cmentarze: ewangelicki, żydowski, mariawicki oraz katolicki. Na każdym z nich można znaleźć wyjątkowe  i wiekowe pomniki, które warto ocalić od zapomnienia. Poniżej kilka fotografii z gąbińskich cmentarzy.

D jak dworzec autobusowy oraz Dni Gąbina

Dworzec autobusowy

Miasto położone jest w odległości około 100 km od Warszawy i Łodzi. Krzyżują się tu drogi wojewódzkie z Płocka i Żychlina oraz z Łącka i Sochaczewa. To właśnie do tych miast można wybrać się prosto z „centrum kulturalnego Gąbina” czyli dworca autobusowego. Zbudowano i oddano go do użytku w 1997 roku. Nie wiem jak dziś, ale dawniej był to punkt spotkań młodzieży, gdzie można było omówić wszystkie ważniejsze tematy prozy życia codziennego. Dziś dworzec wymaga remontu, jednak nadal pozostaje symboliczną wizytówką miasta i prawdopodobnie punktem, w którym omawia się kwestie ratowania świata przed zagładą.

Dni Gąbina

Do jednej z najważniejszych lokalnych imprez zaliczę odbywające się w maju „Dni Gąbina”. Organizatorem imprezy jest Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. W te dni jest w mieście zawsze tłoczno, głośno i wesoło. Dla mieszkańców jest to bowiem spora atrakcja kulturalna, na którą zapraszane są profesjonalne zespoły muzyczne. Jest to też okazja do zaprezentowania lokalnych talentów nie tylko muzycznych, ale m.in. tanecznych.

Dni Gąbina to również stragany, wystawy,  konkursy, biegi uliczne i różne inne zawody sportowe. Są to też przelewane litry napojów procentowych, które sprzyjają integracji lokalnej społeczności. Jest to czas na promowanie twórczości plastycznej i rękodzieła artystycznego. Od 2004 r. Dniom Gąbina towarzyszy dzień poświęcony kulturze chrześcijańskiej. Podczas piątkowego wieczoru prezentują się zespoły wykonujące religijne utwory wokalno-instrumentalne.

Dotychczas podczas Dni Gąbina występowały również gwiazdy wieczorów. Na gąbińskiej scenie wystąpili m.in. Pectus, Brathanki, Wawele, Czerwone Gitary, Trubadurzy, Universe, Oddział Zamknięty, Babsztyl, Lombard, Łzy, Ira, Kobranocka, Harlem, Cree, Classic, Wawele oraz polscy soliści, m.in.: Krzysztof Krawczyk, Patrycja Markowska, Jan Wojdak, Krystyna Giżowska, Don Wasyl i Roma.

E jak edukacja

Czas sięgnąć do czasów szkolnych. Na początku kilka faktów i suchej teorii. Na terenie gminy działalność dydaktyczną i wychowawczą realizuje 12 instytucji oświatowych: 6 szkół podstawowych, 2 gimnazja, 2 przedszkola, Szkoła Muzyczna I stopnia, Zespół Szkół im. S. Staszica, w którym edukacja odbywa się na poziomie średnim. W samym Gąbinie kształcić się można w następujących jednostkach:

  • Przedszkole im. Króla Maciusia I
  • Szkoła Podstawowa im. Marii Konopnickiej
  • Gimnazjum im. Jana Pawła II (do końca tego roku szkolnego, następnie istnienie gimnazjów w Polsce wygaśnie)
  • Zespół Szkół im. Stanisława Staszica w Gąbinie
  • Szkoła Muzyczna I stopnia
     

Jak to wyglądało dawniej w praktyce moim subiektywnym zdaniem. Szkoła podstawowa to wyjątkowy czas kiedy człowiek mógł beztrosko zdzierać spodnie szorując podłogi szkolnych korytarzy na kolanach i biegać ganiając się z innymi dziećmi na przerwach od lewej do prawej strony boazerii. No chyba, że dyżur miała śp. Pani Regina, która budziła respekt największych urwisów, wystarczyło Jej jedno krzyknięcie i każdy chodził po korytarzach jak należy. Uwielbiam wspominać takie nauczycielki, wyraziste, wyjątkowe, budzące respekt wszystkich dzieciaków. Taką nauczycielką była również moja wychowawczyni Pani Halinka – kobieta cudowna o dobrym sercu, zawsze uśmiechnięta, ale wiedziała też jak zadbać o porządek w klasie, gdzie szalała niespełna trzydziestka dzieci, które jeszcze nie potrafiły dobrze mnożyć czy dodawać, ale świetnie umiały psocić. Szkoła podstawowa to też czas pierwszych miłości, zauroczeń, pocałunków i na tym poprzestańmy. To również zainteresowanie biologią m.in. za sprawą wychowawczyni Pani Ani, której wychowankiem byłem również w gimnazjum. Okres gimnazjum to również czas fascynacji piłką ręczną, która trwa do dziś. Po gimnazjum przyszła kolej na liceum ogólnokształcące w tzw. „Uniwersytecie Podlaskim”. Wyjątkowy czas, niesamowici ludzie i kolejne cenne życiowe doświadczenia, które pozwoliły dostać się na studia. Dziś mogę dziękować mojej wychowawczyni, która myślę, że wiedziała, że nie jestem najlepszym umysłem ścisłym. Mimo to nigdy nie starała mi się tego udowodnić, a wręcz odwrotnie zawsze była nie tylko dla mnie, ale i dla pozostałych osób wsparciem – Pani Agnieszko dziękuję.

F jak fontanna

Fontanna w parku na starówce Gąbina powstała w 2008 roku w miejscu dawnej studni zlokalizowanej na rynku miejskim. Myślę, że warto tu przyjść, by posiedzieć na ławce obok fontanny i popatrzeć na gąbińskie kamienice, ratusz czy kościół lub by zamknąć oczy i wsłuchać się w szum wody.

G jak Gostynińsko-Włocławski Park Krajobrazowy i Gala Noworoczna

Dla wszystkich lubiących spacery po lesie polecę podróż korytarzami ekologicznymi wiodącymi od samej Puszczy Kampinoskiej przez Puszczę Bydgoską, aż po Bory Tucholskie. Naprawdę jest co tu zwiedzać, a zacząłbym chyba od oprowadzanie po tarasach wiślanych – rozległych i płaskich piaszczystych powierzchni akumulacji rzecznej, tarasów wydmowych z licznymi wałami, zespołami lub pojedynczo występującymi wydmami i krajobrazami podmokłymi, a często zabagnionymi choć o wyjątkowym uroku dolinkami.Teraz Was zaskoczę – na obszarze parku jest około 40 jezior, ponad 60% powierzchni parku zajmują lasy, w których dominują bory sosnowe i lasy mieszane.

Flora tych terenów charakteryzuje się różnorodnością i bogactwem gatunków, a środowisko przyrodnicze stanowi przedmiot różnorodnych badań. Szacuje się, że na obszarze parku znajdziemy około 800 gatunków roślin, z tego ok. 50 objętych jest prawną ochroną gatunkową (w tym 37 objętych jest ochroną całkowitą, a 15 ochroną częściową) – mocno się więc zastanówcie, zanim coś zerwiecie.  Powierzchnia Gostynińsko-Włocławskiego Parku Krajobrazowego wynosi około 390 km², natomiast jego otulina liczy 141,95 km². Jest więc gdzie zwiedzać, ale i co zobaczyć.

Wśród fauny parku najcenniejszą grupę stanowią ptaki, szczególnie wodno-błotne. Jest tu wiele miejsc na dobre zdjęcia z bytowania i lęgów znajdujących się tu m.in. gatunki zagrożonych, wpisanych do „Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt”. Cenną zdobyczą, choć trudną do uchwycenia w obiektywie jest m.in. bocian czarny, żuraw, błotniak łąkowy, batalion czy derkacz. Przy sporej ilości szczęścia spotkamy tu sokoła wędrownego, orła bielika, rysia, bobry, ale by to się udało, trzeba uzbroić się w cierpliwość i odpowiednio zachowywać.

Ważne jest to, że na terenie całego parku poza systemem szlaków pieszych i rowerowych funkcjonuje ok. 10 ścieżek dydaktycznych i przyrodniczych o różnym stopniu trudności oraz trzy zielone szkoły z działalnością ukierunkowaną na edukację przyrodniczą pradoliny Wisły. Gąbin został zakwalifikowany do szlaku czarnego i zielonego zwanego też „Południowym”  lub szlakiem im. Króla Kazimierza Wielkiego.

Gala Noworoczna

Od niedawna tradycją Gąbina stało się organizowanie w pierwszym miesiącu każdego nowego roku dużej imprezy kulturalnej pod nazwą „Gala Noworoczna”. Podczas koncertów prezentowana jest muzyka operowa, operetkowa, musicalowa i filmowa. Program muzyczny skupia duże grono odbiorców. Podczas koncertów prezentują się znani polscy zawodowi soliści. Prezentują się również nauczyciele Szkoły Muzycznej I stopnia w Gąbinie w występach solowych i zespołowych. Wzbogaceniem koncertu jest występ Chóru Miasta i Gminy Gąbin oraz prezentacje uczniów tejże Szkoły Muzycznej.

H jak herb

Herb Gąbina przedstawia białą basztę, posiadającą otwartą bramę, z opuszczoną do połowy kratą barwy czarnej. Baszta nakryta jest czerwonym ostrosłupowym daszkiem i znajduje się na błękitnej tarczy herbowej. Ciekawostką jest to, że godła zawierające baszty w swej symbolice nawiązywały bardzo często do prawnej odrębności miast – ich samorządności. Stąd wzięły się mury miejskie z basztami i bramami nawet w herbach takich miast, które nigdy w swych dziejach takich murów nie posiadały, tak jak ma to miejsce w przypadku Gąbina. O ile baszty z herbu nie znajdziecie w Gąbinie tak sam herb zauważycie na ratuszu od strony Rynku.

 

I jak ile chcesz tyle zjesz

W samym mieście nie ma wielu punktów gastronomicznych, do których można zabrać znajomych. Jest jednak kilka ciekawych miejsc, do których zwykle zabieram na obiad czy kolację znajomych odwiedzających Gąbin. Jednym z nich jest restauracja PIANO. Fajny klimat lokalu nawiązujący starymi fotografiami do historii Gąbina oraz opcja niedzielnych obiadów bez limitów są czymś kuszącym dla ceniących historię oraz dużo jeść. Najbliżej od mojego domu jest pizzeria Manhattan. Spacer do niej zajmuje mi około 2 minuty, a do kolejnej, która nazywa się FOLK pizza & bistro ok. 5 min. Poza pizzerią jest też przyjemnym miejscem, w którym można zjeść smaczne zestawy obiadowe, a i na koniec dodam, że jest jeszcze „Kulturka”, w której również możecie się posilić. Mieszkanie w centrum miasta ma swoje plusy, ale i minusy. Czasem całe noce słychać tiry jeżdżące przy głównej trasie przelotowej. Problem ten jednak się rozwiąże wraz z budową obwodnicy, co bardzo mnie osobiście cieszy.

 

J jak Jarmark Gąbiński

Kolejna z cyklicznych imprez środowiskowych jest „Jarmark Gąbiński”. Współorganizowany jest przez Ochotniczą Straż Pożarną i Urząd Miasta i Gminy. Podczas imprezy odbywają się festyny, wystawy, pokazy ratownictwa drogowego i wysokościowego, pokazy policji i zawodowej straży pożarnej. Fajną atrakcją dla dzieci są przejażdżki powozami konnymi. Tradycją są tu też stoiska handlowe nawiązujące do dawnych jarmarków, które odbywały się w Gąbinie. Zwykle jest też wesołe miasteczko i nie brakuje też imprez sportowych. Zazwyczaj zapraszane są również zespoły muzyczne. Podczas jarmarków grali tu m.in. Oddział Zamknięty, Universe czy Róże Europy.

K jak kirkut oraz Koncerty Bożonarodzeniowe

Kirkut

Cmentarz żydowski mieści się przy ulicy Kilińskiego i powstał w XIX wieku. W czasie okupacji hitlerowskiej został niemal doszczętnie zniszczony przez nazistów. Rozbite macewy posłużyły im wówczas do utwardzenia drogi, wzmocnienia mostu i zrobienia krawężników przy ul. Browarnej i Moniuszki. Pamiętam z czasów dzieciństwa, jak chodziliśmy z koleżankami i kolegami pod most by oglądać wmurowane wówczas porozbijane macewy. Obecnie odratowane macewy znajdują się na wspomnianym cmentarzu. Cała nekropolia ma natomiast powierzchnię około 1,5 ha¹. Po wojnie teren cmentarza został zalesiony przez Zarząd Lasów Państwowych. Dopiero w 1996 roku z inicjatywy potomków Żydów gąbińskich oraz przy finansowym wsparciu Fundacji Rodziny Nissenbaumów cmentarz został uporządkowany i ogrodzony. Z odzyskanych fragmentów macew utworzono unikatowe lapidarium. W 1999 roku odbyła się uroczysta ceremonia odsłonięcia pomnika. Wzięli w niej udział mieszkańcy miasta i licznie przybyli potomkowie gąbińskich Żydów. Podczas tej uroczystości uhonorowano również śp. Marię Maciejko-Kamińską, która w czasie Holocaustu udzielała pomocy Żydom. Postać wyjątkowa, w moich oczach bohaterka, która była m.in. sanitariuszką Powstania Warszawskiego. Działała pod pseudonimem Marysia. Pochowano ją w Gąbinie w 2009 roku.

Koncerty Bożonarodzeniowe

Ważnym wydarzeniem integrującym miejscową społeczność jest coroczny „Koncert Bożonarodzeniowy”. Koncert organizowany jest już cyklicznie od 2007 roku z inicjatywy Burmistrza Miasta i Gminy Gąbin. Organizatorem imprez jest MGOK, który realizuje imprezę przy wsparciu podmiotów oświatowych z terenu całej gminy. Trzeba przyznać, że zawsze cieszy się dużym zainteresowaniem. Uczestniczą w nim mieszkańcy gminy, a także przyjezdni goście. Hala sportowa, w której się wydarzenie odbywa szybko wypełnia się widownią. Podczas występów prezentują się na scenie uczniowie lokalnych szkół, zespoły taneczne MGOK, Chór Miasta i Gminy Gąbin, Orkiestra dęta OSP oraz miejscowe zespoły muzyczne. Koncert jest kolejnym ważnym dla mieszkańców wydarzeniem kulturalnym. Jest też okazją do spotkania się ze znajomymi w tym okresie przedświątecznego pędu i przygotowań przed świętami Bożego Narodzenia.

swieta

L  jak liczby

Gdyby chcieć wyliczyć kilka kwestii, można zauważyć, że Gąbin jest bardzo małym miastem z liczbą mieszkańców wynoszącą około 4 tysiące, z czego nieznaczną większość stanowią kobiety. Średni wiek mieszkańców wynosi  około 42 lat i jest porównywalny do średniego wieku mieszkańców województwa mazowieckiego oraz porównywalny do średniego wieku mieszkańców całej Polski. Około 29% mieszkańców Gąbina jest stanu wolnego, 58,0% żyje w małżeństwie, około 3% mieszkańców jest po rozwodzie, a 10% to wdowy lub wdowcy.  Poniżej ciekawa statystyka  z GUSu.

 Ł jak łyki

Jak przeczytać można w książce prof. Janusza Szczepańskiego pt.: „Dzieje Gąbina i okolic, Miasto i Gmina Gąbin” dowiedzieć się tam można m.in. o istnieniu „łyków” – mowa o mieszkańcach folwarków, gdy omawia się strukturę społeczeństwa gąbińskiego w okresie XVI i XVII wieku. Wspomina się o nich gdy omawiane są m.in. szczegóły dotyczące antagonizmów zachodzących między mieszczanami Gąbina, a szlachtą z okolicznych folwarków, która z pogardą patrzyła na miejskich „łyków”. Do dziś kojarzę prostą odpowiedź na pytanie z czasów dzieciństwa – „czy dasz łyka oranżady”, zwykle, kiedy nie chciano Cię poczęstować, odpowiadano łyki to na ul. Warszawskiej.

M jak Maszt radiowy w Konstantynowie

Na terenie byłego PGR-u zbudowano w 1974 roku 646 metrowy maszt radiowy w Konstantynowie, który przez 17 lat był najwyższą budowlą na świecie. W latach 1974-1991 maszt zlokalizowany ok. 90 km od Warszawy, ze względu na swoją rekordową wysokość stanowił ewenement na skalę światową i został oficjalnie wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa. Nigdzie na świecie nie wzniesiono wyższego obiektu – aż do 19 maja 2008, kiedy rekord ten został pobity przez budowlę Burdż Chalifa w Emiratach Arabskich. Budowa masztu w Konstantynowie została zakończona 18 maja 1974 roku. Wzniesiono maszt o masie 420 ton. Radiostacja pracowała na falach długich o częstotliwości 227 kHz do 1 lutego 1988 roku i później na częstotliwości 225 kHz. Główną zaletą radiostacji była wielkość zasięgu, która dawała możliwość bezpośredniego odbioru z klasycznego radioodbiornika (AM) programu pierwszego Polskiego Radia przez rodaków w Kazachstanie, pracowników polskich firm pracujących w Iraku, Iranie, praktycznie w całej Europie i nawet Ameryce Północnej, Północnej Afryce, a nawet w USA i Kanadzie. Obecnie teren na którym znajdował się maszt jest ogrodzony i obowiązuje tam zakaz wejścia osobom postronnym.

Dnia 8 sierpnia 1991 roku, o godz. 19.10 maszt runął w czasie prac konserwatorskich. Prace miały polegać na wymianie odciągów, które były w złym stanie technicznym. Poluzowano jedną z lin w ostatniej, piątej sekcji odciągów, zakładając i naciągając 2 liny pomocnicze. Jedna z lin pomocniczych wysunęła się z zacisków. Druga lina pomocnicza zerwała się z mocowania, nie mogąc zrównoważyć sił pozostałych lin głównych. Górna część masztu złamała się i uderzyła w podstawę. Maszt runął w ciągu kilkunastu sekund. W katastrofie nikt nie doznał uszczerbku na zdrowiu. Nie ucierpiały także budynki oprócz „domku antenowego”. Zniszczeniu uległ także nowoczesny dźwig samochodowy. W wyniku procesu sądowego kierownik ekipy konserwującej z Mostostalu Zabrze otrzymał wyrok 2,5 roku więzienia za spowodowanie katastrofy, skrócony później do 2 lat. Za pośrednie przyczyny katastrofy uznaje się zaniedbania w 17-letniej eksploatacji, w tym zły stan odciągów stwierdzony już w 1987 roku. Istnieje również teoria, że katastrofa ta, nie wydarzyła się przypadkiem. Według tej teorii uznaje się, że wypadek miał na celu zaprzestanie nadawania na falach długich Programu Pierwszego Polskiego Radia, odbieranego dotychczas w odległych zakątkach Europy przez Polonię (a także na wielu obszarach Polski). Teoria ta wiązana była przez wielu z celowym dążeniem do ograniczenia informacji m.in. podczas mającego miejsce kilkanaście dni później Puczu Janajewa w Moskwie (oraz rozpadem ZSRR) czy innych ważnych wydarzeń w ostatnich miesiącach (np. rozwiązanie RWPG i Układu Warszawskiego).

Nie każdy też wie, że w kwietniu 1992 roku powstały pierwsze rządowe plany odbudowy masztu z uwagi na jego znaczenie dla Polaków przebywających poza granicami kraju i już we wrześniu 1995 roku zapadła decyzja o odbudowie masztu w Gąbinie. Odbudowa była możliwa w tym samym miejscu, jednak protesty okolicznych mieszkańców związane z obawami przed skutkami oddziaływania na nich pól elektromagnetycznych promieniowanych przez maszt udaremniły odbudowę. Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego Ośrodka Zamiejscowego w Łodzi z dnia 11 października 1996 roku uchylający decyzję wojewody płockiego o odbudowie masztu radiowego w Gąbinie ostatecznie przekreślił te plany.

Na terenie radiostacji w Gąbinie znajduje się obecnie maszt radiolinii w Konstantynowie. Stalowa konstrukcja zwalonego masztu została sprzedana na złom. Aparatura nadawcza, a zwłaszcza kontenery z nadajnikami firmy Brown Boveri, do 2017 r. były kompletne i wizualnie w dobrym stanie. Przez kilka lat po katastrofie utrzymywano okrojony personel ośrodka, nadajniki konserwowano i załączano kontrolnie wykorzystując tzw. sztuczną antenę.

W latach 2001-2012 obiektem administrował wydział nieruchomości TP S.A. w Płocku. Ze względu na połączenie TP z Orange, od 2012 obiektem administruje Biuro Sprzedaży Nieruchomości Orange Polska S.A. Obiekt chroniony jest jedynie przed dostępem osób postronnych, a jego wartość to 3 650 000 zł (netto). Obiekt wystawiony został na sprzedaż, łącznie z budynkami i z 62-hektarowym terenem, na którym stał najwyższy na świecie maszt radiowy. Nie udało się go sprzedać i niestety dalej niszczeje.

N jak Nida

Gąbin Leży nad rzeką Nidą, którą w dzieciństwie nazywano „smrudką”. Poziom zanieczyszczenia rzeki oddawał charakter stanu rzeki i mimo, że aromat z niej nie unosił się bezpośrednio. Wiele pływających w niej przedmiotów stanowiły odpady.

 

O jak organizacje pozarządowe i Ochotnicza Straż Pożarna

Na terenie miasta i gminy działają różne organizacje tzw. trzeciego sektora. Do znanych mi NGOsów należą:

Towarzystwo Miłośników Ziemi Gąbińskiej – jest to stowarzyszenie działające w Gąbinie od 1975 roku. Towarzystwo organizuje sympozja naukowe, stałe i okresowe wystawy, poświęcone znaczącym wydarzeniom i postaciom historycznym ziemi gąbińskiej. Biorą też czynny udział w organizowanych uroczystościach patriotycznych z okazji świąt narodowych. Działania podejmowane przez TMZG skierowane są do szerokiego grona odbiorców, zwłaszcza do przedstawicieli młodego pokolenia mieszkańców regionu gąbińskiego. Pierwszym Prezesem Zarządu TMZG był śp. Zbigniew Łukaszewski, a obecnie funkcję tę pełni moja ulubiona sąsiadka – Anna Ostrowska, którą serdecznie pozdrawiam. Aż chce się zaśpiewać jak dobrze mieć sąsiada…

Związek Piłsudczyków Oddział Gąbin to organizacja, która prowadzi działalność mającą na celu kultywowanie patriotycznych tradycji wśród mieszkańców Gąbina i okolic. Założony w 1992 roku Oddział Związku Piłsudczyków w Gąbinie jest stowarzyszeniem, które postawiło sobie, jako główne cele: organizowanie działalności patriotycznej wśród młodzieży gminy, opracowanie gminnego planu uroczystości patriotycznych i włączenie do jego realizacji młodzież szkolną oraz organizacje społeczne i polityczne, wspomaganie Towarzystwa Miłośników Ziemi Gąbińskiej w jego działalności. Obecnie prezesem tej organizacji jest Elżbieta Kamińska, a dawniej funkcję tę piastował śp. Zdzisław Nowakowski.

Stowarzyszenie Rodzin Katolickich – działa przy gąbińskiej parafii rzymskokatolickiej. Organizacja prowadzi działalność społeczną, na stałe współpracuje z władzami miasta oraz szkołami, angażuje się w pracę charytatywną na rzecz mieszkańców potrzebujących różnorakiej pomocy.

Fundacja Aktywni Razem

Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania AKTYWNI RAZEM zostało utworzone w 2014 roku, a w roku kolejnym wpisane zostało do KRS-u. Celami Stowarzyszenia są szerokie działania na rzecz zrównoważonego rozwoju obszarów wiejskich i małych miast objętych działaniem Stowarzyszenia oraz poprawa ich konkurencyjności jako miejsca zamieszkania i prowadzenia działalności gospodarczej, a także aktywizacja oraz inicjowanie współdziałania lokalnych środowisk.

Ochotnicza Straż Pożarna

W 1898 roku powstaje w Gąbinie Ochotnicza Straż Pożarna, która prężnie działa do dziś – rozbudowując się i modernizując sprzęt, którym ratuje ludziom życie. Warto też dodać, że w mieście działa również Orkiestra strażacka Ochotniczej Straży Pożarnej, która aktywnie włącza się w wydarzenia o charakterze państwowym i kościelnym.

P jak pożegnanie lata

Kolejną imprezą, która cieszy się olbrzymim zainteresowaniem mieszkańców oraz gości jest „Pożegnanie lata”. Organizowana cyklicznie we wrześniu stanowi zakończenie imprez wakacyjnych organizowanych przez Urząd Miasta i Gminy oraz Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury. Jest to kolejna doskonała okazją dla prezentacji zespołów muzycznych i tanecznych szkół podstawowych i gimnazjalnych regionu gąbińskiego. Podczas imprezy prezentują się również uczniowie i zespoły Szkoły Muzycznej oraz zespoły taneczne MGOK, czyli takie małe déjà vu z poprzednich imprez. Ważnym elementem wydarzenia są stoiska handlowe i dodatkowo wystawy, prezentujące dorobek artystyczny miejscowych twórców i zaproszonych gości. Zainteresowaniem cieszą się także kiermasze, stoiska handlowe i gastronomiczne. Podczas „Pożegnania Lata” prezentują się również znane i mniej znane zespoły, a ich koncerty gromadzą liczną widownię. Prezentowane tu są różne gatunki muzyczne – dla mieszkańców wystąpili tu m.in. Enej, Turnioki, Stonehenge, Dimitris Zorbas, Bolero, Marimba Trio Band, The Postman, Abba-Mia, Konwój, Sunflowers, Papa D. Moim zdaniem jest to ciekawa oferta i okazja do zapoznania się z żywą muzyką graną często na tradycyjnych oryginalnych instrumentach.

R jak rolnictwo

Miasto i gmina dysponują atrakcyjnymi terenami, które mają bardzo dobre warunki dla rozwoju rolnictwa. Użytki rolne stanowią tu ponad 60% terenów, a użytki leśne to około 20% gruntów. Można więc spokojnie cieszyć tu oko zielenią, co moim zdaniem czyni tereny gminy Gąbin unikatowymi. Osobiście uwielbiam te miejsca, gdzie rosną wierzby mazowieckie, tak charakterystyczne właśnie dla Mazowsza.

S jak siłownia na powietrzu

Wybudowanie plenerowych siłowni na powietrzu dofinansowano ze środków UE. W Gąbinie siłownie powstały w dwóch lokalizacjach. Jedna znajduje się na działce przyległej do dworca autobusowego przy ul. Topolowej, druga w parku miejskim przy ul. Wojska Polskiego. Należy wspomnieć, że wszystkie siłownie zostały ogrodzone i są monitorowane. Zainstalowano również system oświetlenia hybrydowego wykorzystujący energię odnawialną – słoneczno-wiatrową, by można było ćwiczyć również w nocy. Sam pomysł wg mnie bardzo trafiony i można pogratulować autorom realizacji tego projektu.

T jak turystyka

Gmina Gąbin posiada doskonałe warunki naturalne oraz infrastrukturę dla rozwoju turystyki i rekreacji. Obok siebie występują duże kompleksy leśne i to w bezpośrednim sąsiedztwie jezior (w tym największego na Mazowszu Jeziora Zdworskiego o pow. 352 ha), a także dolina Wisły z rezerwatami przyrody.

Rozwojowi turystyki i rekreacji może sprzyjać również obecność działających na terenie gminy firm branży gastronomicznej i hotelarskiej. Coraz bardziej popularna staje się także agroturystyka, głównie na terenach budownictwa letniskowego. Turystów przyciągają również przepiękne tereny pomiędzy Wisłą a otuliną Gostynińsko – Włocławskiego Parku Krajobrazowego, bogactwo kulturowe,  zabytki, stare osadnictwo, a także coraz liczniejsze ścieżki i szlaki rowerowe.

U jak Unia Czermno

Na terenie gminy Gąbin działa klub piłkarski LKS „Unia” Czermno, w którym występują zawodnicy z Czermna i okolicznych miejscowości.  Drużyna „Unii” Czermno to przykład ludzi dla których sport i pasja to sposób na walkę o sukces…. walkę nie tylko na boisku. Nie należy też zapomnieć o drużynie Błękitnych Gąbin. Klub założono w Gąbinie w 1949 roku więc w tym roku obchodzi 70-lecie swego istnienia.

V jak volksdeutsche

Prześladowanie i zagłada ludności żydowskiej w Gąbinie, o której wspomnę na koniec,  wiąże się też z pojęciem „volksdeutsche”, czyli określeniem stosowanym wobec osób pochodzenia niemieckiego, zamieszkujących poza granicami Niemiec. Określenie „folksdojcz” bo tak też określano te osoby, budzi dziś jak najgorsze skojarzenia. Staje się ono synonimem dla konformistów i sprzedawczyków. Warto wiedzieć z czego to wynikało – w okresie okupacji hitlerowskiej: osoba znajdująca się na liście ludzi pochodzenia niemieckiego (często rzekomego), na której obecność gwarantowała wiele przywilejów w stosunku do pozostałej ludności polskiej, nie o samą zazdrość tu jednak chodzi. Volksdeutche mieszkali również w Gąbinie. Jak wyczytamy w jednym z artykułów śp. Pana Jana Borysiaka, który był m.in. kronikarzem dziejów Gąbina, nauczycielem i wiceprezesem zarządu Związku Piłsudczyków – wspomina on o nich w „Echo Gąbina” (6/2001):

W słoneczną, ciepłą niedzielę 15 czerwca już kilka minut przed 8.00 hitlerowcy rekrutujący się spośród miejscowych Volksdeutschów w mundurach SS, NSDAP, a nawet strażackich, wypędzali z domów wszystkich Polaków, nie szczędząc kobiet, starców a nawet lżej chorych. O godzinie 9.00 po pięciu powiązanych sznurem za ręce, aby któryś nie uciekł, wyprowadzili bocznymi drzwiami z kościoła. W tłumie Polaków słychać było płacz i przejmujące łkanie. W tym czasie z „Remizy” dobiegały skoczne melodie. Podobno Niemcy do grania ich przymusili orkiestrę. Wtem na podstawiony stolik wszedł jakiś wyższy rangą członek SS, który po niemiecku, a potem po polsku odczytał wyrok śmierci na 10 Polaków w Gąbinie i 10 w Gostyninie za zamordowanie Niemca. Wyprowadzono z kościoła resztę uwięzionych i ustawiono nieopodal w dwa rzędy. Wkrótce potem mundurowi pchnęli dziewięciu skazańców ku ścianie śmierci. Padła komenda Feuer. Gruchnęła salwa. Po salwie zaległa cisza przerywana pojedynczymi strzałami z pistoletu. To dowódca kolumny egzekucyjnej dobijał tych, którzy dawali jeszcze znaki życia. Pod ścianą śmierci leżało z roztrzaskanymi głowami 9 Polaków. Byli to:

Franciszek Płażewski – szewc z Gąbina,
Jan Potomski – robotnik z Gąbina,
Władysław Poliński – piekarz z Gąbina,
Wacław Strzelecki – szewc z Gąbina,
Józef Stachowski – sklepikarz z Topólna,
Stanisław Korpowski – kupiec z Gąbina,
Władysław Kowalik – rolnik z Guzewa,
Władysław Maciejewski – lekarz z Sannik,
Jan Skonieczny – rolnik z Sannik.

Do listy tej trzeba dodać zamordowanego podczas ucieczki Jana Kurpiasa – rolnika z Gór. Rozstrzelani przeleżeli cały dzień na bruku wąskiej uliczki Kościelnej. Wieczorem kazali Niemcy Żydom przenieść ich do jednego z garaży „Remizy”. W nocy zaś między godziną 22.00, a 23.00 platformą otoczoną przez policję i SS wywieźli zwłoki na drogę leśną prowadzącą do Grabia, gdzie w dwóch dołach, po 5 w każdym kazali Żydom ich zakopać. Udeptali i wyrównali ziemię, przejechali po niej wozem aby wyżłobić koleinę dla przejeżdżających tą drogą. W poniedziałek 16 czerwca o godzinie 16.00 przyjechała wysoka ciężarówka służąca do przewozu bydła. Na nią załadowali więźniów z kościoła. Od strony szoferki siedzieli z bronią gotową do strzału policjanci. Gdy ciężarówka ruszyła, podążył za nią wojskowy odkryty samochód z wymierzonym w jadących karabinem maszynowym. Wywieziono ich do Gostynina, skąd zabrano tamtejszych więźniów, a .stamtąd odtransportowano do Inowrocławia, skąd nie wszyscy powrócili. ”

Wydarzenia, te stały się dla Niemców pretekstem do egzekucji w dniu 15.06.1941 roku, z uwagi na zabicie niemieckiego żandarma z Ciechomic. Dziś dla uczczenia dawnej tragedii obok murów kościoła rzymskokatolickiego stoi pomnik ku czci ofiar hitleryzmu. Powyższy opis pozwala zrozumieć, skąd te negatywne emocje względem volksdojczów i pejoratywność, która trwa nie tylko w mieszkańcach Gąbina po dzień dzisiejszy.

W jak wielka powódź

W maju i czerwcu 2010 roku przez gminę Gąbin przeszył dwie fale powodziowe. Wisła niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze. Takie momenty uczą respektu względem żywiołów i pokazują jak istotna jest polityka krajowa w zakresie gospodarowania rzekami, a w tym konkretnym przypadku Wisłą. Nie była to jedyna powódź w historii naszej gminy. Wcześniej Wisła zalewała jej tereny m.in. w 1982 roku.

Z jak znani ludzie z Gąbina

Poniżej lista znanych osób związanych lub urodzonych w Gąbinie, naturalnie nie jest to katalog zamknięty, ale subiektywny:

Felicjan Sławoj Składkowski – ostatni premier II Rzeczypospolitej

Tadeusz Penkala – krystalograf i mineralog

Rajzla Żychlińska – poetka żydowskiego pochodzenia

Adam Struzik – polski polityk i samorządowiec, lekarz i obecnie marszałek województwa mazowieckiego

Michał Pietrzak – prawnik, profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Mirosława Jastrzębska – polska uczona, etnograf

Abraham Gombiner – żydowski filozof, cadyk, asystent rabina kalijskiego

Wojciech Jasiński – polski polityk, prawnik

Beata Matuszewska – wokalistka zespołu Bayer Full

Alojzy Balcerzak – polski malarz , grafik

Bolesław Kowalski – chemik, profesor, Wydział Nauk o Żywności, SGGW

Ż jak Żydzi w Gąbinie

Na koniec wpisu odrobinę uwagi chcę poświęcić Żydom, którzy byli ważną częścią miasta. Smutnym jest fakt, że w 1942 roku ponad 2000 Żydów – mieszkańców Gąbina wywieziono do Chełmna nad Renem, gdzie zostali zagazowani i spaleni. Nie, każdy dziś wie, że w końcu XV w. Gąbin był jednym z 10 mazowieckich miast, w których istniały gminy żydowskie. Oficjalny przywilej zezwalający Żydom na osiedlanie się w Gąbinie wydał w 1578 roku sam Stefan Batory, goszczący wówczas w lasach gąbińskich na polowaniu. Okazją do transakcji handlowych o charakterze regionalnym były odbywające się w Gąbinie jarmarki, w których nie małe znaczenie miała społeczność żydowska (teraz widzicie skąd tradycja i dobry powrót do jarmarku, który co prawda ma inny wymiar, ale w pewnym aspekcie powraca do pewnych tradycji miasta).

Wraz z ponownym ożywieniem miasta w początkach XVIII wieku, nastąpił też rozwój lokalnej społeczności żydowskiej. Jednak Żydzi mogli zamieszkiwać tylko w wydzielonej części miasta. Gmina żydowska w Gąbinie powstała w początkach XVIII wieku. Już w 1710 roku wzniesiono drewnianą synagogę. W 1914 roku grupa żydowskich intelektualistów założyła bibliotekę wraz z czytelnią. W 1917 r. podczas wyborów samorządowych żydowscy kandydaci zdobyli dwanaście z osiemnastu mandatów. Wróćmy do samej bożnicy – przetrwała ostrzał i bombardowanie podczas kampanii wrześniowej. Została jednak podpalona w dniu 21 września 1939 roku i wówczas spłonęła.

W okresie międzywojennym Żydzi posiadali sklepy i stragany, gdzie sprzedawali odzież, skóry, buty i płody rolne. W latach trzydziestych XX wieku narastające w Polsce nastroje antysemickie dały się odczuć także w Gąbinie. W myśl hasła „Nie kupuj u Żyda”, bojkotowano żydowskie sklepy i zakłady rzemieślnicze. Represje narastały z dnia na dzień. Głośnym echem odbił się mord na żydowskiej nastolatce. Zatrzymana w nocy przez niemieckiego żołnierza, została zgwałcona i następnie w okrutny sposób zamordowana. To tylko jeden z wielu przypadków W pierwszych miesiącach 1941 roku gąbińscy Żydzi zostali deportowani do obozów pracy, między innymi w Koninie. Dla wielu z nich był to jedynie etap w ostatniej podróży do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau.

Tym smutnym akcentem zakończę podróż po Gąbinie – mieście dla mnie wyjątkowym. Mieście, gdzie przez 18 lat czas płynął jakby wolniej. Gdzie spędziłem beztroskie dzieciństwo, gdzie wszedłem w okres dojrzewania i zrobiłem swój pierwszy krok w dorosłość. Dziś chcę podziękować najbliższym, przyjaciołom, znajomym, sąsiadom i napisać, że miło było Was spotkać na swojej drodze. Co złego to nie ja i do zobaczenia w Gąbinie.

#rafalbil  #fotografia #travel #gabin #polska

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Konkurs na mural w Czarnobylu

Jakiś czas temu pisałem o miejscu w którym zatrzymał się czas. Mowa o Czarnobylu, który opracowałem od A do Z. Więcej na ten temat znajdziecie tutaj lub klikając w poniższy baner. Dziś mamy dobrą wiadomość dla wielbicieli murali – ogłoszono konkurs na projekt muralu, który ozdobi halę turbin czarnobylskiej elektrowni.

Do dnia 3 maja bieżącego roku można zgłaszać się do konkursu na projekt muralu, który ozdobi jedną ze ścian hali. Mowa o turbinie tuż przy części biurowej elektrowni jądrowej w Czarnobylu czyli tej najbardziej wyeksponowanej w stronę turystów odwiedzających to miejsce. Nagrody są kuszące – na zwycięzcę czeka dwudniowa wycieczka do elektrowni i Prypeci. To jednak nie wszystko, dodatkowo przewidziana jest też przez zarząd elektrowni także nagroda pieniężna. Co trzeba zrobić? Zadanie wydaje się dość proste – należy przygotować kolorowy szkic muralu i dodatkowo trzeba opracować swoją koncepcję w formie pisemnej. Projekt ma być dostosowany do wymiarów ściany hali turbin czyli 18,5 x 57,9 metrów – jest więc na czym się wykazać. Co więcej nie ogranicza Was też liczba projektów na jednego uczestnika konkursu. Więcej informacji oraz regulamin konkursu znajdziecie tutaj

linia

#chnpp #konkurs #mural #czarnobyl #rafalpodrozuje
#fotografia #ukraina #kijów  #prypec#atom
#pripyat  #chernobyl #ukraine  #travel
#turystyka #co warto zobaczyć w Czarnobylu

Bądź na bieżąco, polub mnie na FACEBOOK’u
Poznaj moje różne WYPRAWY
Śledź mnie na INSTAGRAMIE

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

 

Strachy Daniela Rycharskiego

Czy jest czego się bać gdy udacie się na wystawę STRACHY Daniela Rycharskiego do Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie? To właśnie tu do 22.04.2019 roku prezentowana jest indywidualna wystawa tego artysty. Twórca ten działa na styku kilku aspektów życia, co bezpośrednio przenosi w swoją twórczość. Łączy w swym wyrażaniu elementy styku wsi, kultury queer i religii. Co jest efektem  tej ekspresji najlepiej zobaczcie sami – dziś zabieram Was na małe ABC do świata sztuki nowoczesnej.

 

A jak architektura

Na początek słów kilka o samym Muzeum nad Wisłą – jego budynek to prosta architektoniczna bryła położona na Powiślu. Tuż obok znajduje się Centrum Nauki Kopernik i Biblioteka Uniwersytecka Uniwersytetu Warszawskiego. Fasada tego Muzeum, zgodnie z wolą architekta Adolfa Krischanitza, pokryta jest kompozycją malarską. Wykonał ją artysta Sławomir Pawszak. W samym Muzeum Sztuki Nowoczesnej, oprócz sali wystawowej, znajdują się kawiarnia, księgarnia oraz niewielkie centrum edukacyjne. Zatem wchodzę do środka, wpłacam symboliczne 5 zł za zwiedzanie wystawy. Zaraz zobaczymy co czeka tym razem za drzwiami tego budynku – zapraszam.

B jak bać się czy nie?

Wcześniej słychać było w przestrzeni publicznej dużo sprzecznych opinii na temat ekspozycji tego artysty. Jedni oceniali je jako lewackie i antyreligijne, inni wręcz odwrotnie – dopatrywali się w nich osobistych opowieści autora o jego rozumieniu religii i nadawali im wymiar duchowy. Bez wątpienia wystawa ta jest swoistą relacją z wielu lat twórczości artysty. Zapewne jest też zbiorem Jego doświadczeń i wyrażeniem intymnych emocji czerpanych z kultury popularnej, swoistego rodzaju aktywizmu oraz działań animacyjnych autora.

Warto starać się tę wystawę obejrzeć w samotności, gdy nie ma tłumów, by mieć chwilę ciszy dla wypracowania własnej interpretacji. Dlaczego tak uważam, gdyż wtedy przynajmniej mi, łatwiej jest skupić myśli na tym co istotne w niej samej dla mnie osobiście. Prościej jest wówczas też podjąć próbę jej zrozumienia i odszukania własnej interpretacji, gdy uwagi od głównego tematu nie odciągają inni zwiedzający. W mojej ocenie ważne jest by znaleźć tu osobiste sposoby odczytania i odczuwania tej wystawy i wykreowania własnej opinii na jej temat. Wystawa niewątpliwie wzbudzać może różne emocje, zarzuca się jej kontrowersyjny przekaz. To m.in. dlatego najlepiej zobaczyć ją na własne oczy.

Gdy zapytacie czy ja się obawiałem, odpowiem – sztuki nie należy się bać. Sama wystawa w mojej ocenie skłania do przemyśleń dotyczących tożsamości oraz granic przynależenia do wspólnoty wiary. Pozwala też wrócić do dyskusji na tematy tabu w sztuce, ale i w życiu. Wiele osób w mojej ocenie może też zaraz po wejściu na wystawę szybko się zszokować widokiem krzyża z grobu z cmentarza stojącego na łóżku, dla niektórych może być to przesada w wyrażaniu ekspresji i własnych emocji.  Dla mnie zdecydowanie nie, należy tylko wiedzieć, że ekspozycja ta ma symbolizować mroczny aspekt życia na wsi. Autor nawiązuje w niej do przytłaczającej samotności, która jest jedną z wielu obaw Jego samego. Czy instalacja ta szokuje? Zdecydowanie tak, czy gorszy bardziej niż samotność, tego nie wiem.

Moją uwagę od razu zwróciła też wykonana ze stali tarcza na której umieszczono cytat księdza Józefa Tischnera odnoszący się wprost do konieczności bycia sobą w obliczu spraw ostatecznych. To kolejna z prac przypominająca o wiejskim pochodzeniu artysty i nawiązaniu do kwestii religijnych.

Tuż obok łóżka spotkamy kolejny krzyż, generalnie trzeba przyznać, krzyży na tej wystawie nie brakuje. Czy krzyża obawia się sam Rychalski? Tego też nie wiem, ale warto byłoby Go kiedyś o to zapytać. Jest więc sporo pytań, które dziś pozostaną bez odpowiedzi. Jedno jest pewne, to właśnie z drzewa, na którym powiesiła się homoseksualna para. Daniel osobiście wystrugał krzyż i ubogacił w piękne zdobienia, a następnie poszedł z nim pod Pałac Prezydencki. Dziś ten sam krzyż stoi i rzuca cień w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Osoby homoseksualne, które noszą swój krzyż to pewna symbolika, która staje się mianownikiem całości wystawy i powraca też w wielu wymiarach twórczości artysty.

Idąc dalej zobaczymy wiszącą zaraz przy wejściu tablicę, na której znajduje się cytat z Katechizmu Kościoła Katolickiego o osobach homoseksualnych: „Powinno je się traktować z szacunkiem, współczuciem i delikatnością. Powinno się unikać wobec nich jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji”. Kilka lat temu artysta ten stanął z tablicą pod kościołem dominikanów na ulicy Freta na warszawskim Nowym Mieście, z którego był przeganiany przez przechodniów i samych zakonników. Co miał  na celu artysta – czy chodziło o pokazanie problemu dialogu w tym kontrowersyjnym temacie? Być może chciał pokazać, że osoby homoseksualne nie są akceptowane w Kościele.

Kiedy udamy się dalej w głąb Muzeum Sztuki Nowoczesnej, przekonamy się, że motywy religijne są niemalże głównym, choć nie jedynym motywem wystawy. Tym razem trafiam na ekspozycję kilku sztuk różańców. Na pierwszy rzut oka nic zaskakującego, dopiero, gdy przyjrzymy się bliżej zauważyć można, że część z nich zawiera w swojej strukturze nie paciorki, a leki antydepresyjne, część jak się dowiedzieć można z opisu, powstała ze szlachetnych żywic zmieszanych z krwią (osób wierzących i homoseksualnych). Tu znów powraca temat otwartości Kościoła i związanych z tym problemów osób nieheteronormatywnych. Silna chęć przynależności do tej wspólnoty i odrzucenie powraca po raz kolejny w ekspresji autora.

Idę dalej, podnoszę lekko głowę i widzę patrona spraw beznadziejnych z twarzą Rycharskiego, który pociesza: „Nie trwóżcie się! W domu Ojca Mego jest mieszkań wiele”. Artysta zapisał się do rolniczego związku zawodowego. Uszył dla niego oficjalny sztandar. Przedstawia on postać płonącego mężczyzny trzymającego w dłoni krzyż. Na płótnie nawiązał do zmarłego Andrzeja Filipiaka, który podpalił się przed Kancelarią Premiera w 2013 roku. Sztandar nawiązuje też do tematu wsi, który jest kolejnym istotnym elementem twórczości Rycharskiego.

Spaceruję dalej i widzę uszyty z katolickich szat liturgicznych strój przypominający kostiumy Ku Klux Klanu. Artysta nie porzuca więc chrześcijańskich inspiracji i łączy je w kontrowersyjny sposób. Ta forma buntu względem duchownych Kościoła jest mocnym wyrazem sprzeciwu artysty. Być może nawiązuje w ten sposób do kwestii nietolerancji i powracającego znów braku akceptacji lub ma ku temu inne osobiste powody. Szaty liturgiczne, jak się okazało, pozyskane zostały od osób duchownych, w tym tych, które odeszły z instytucji Kościoła. Czy w ten sposób autor chce uwikłać duchowieństwo w przemoc i wspieranie w Polsce zachowań sprzecznych z ideą miłosierdzia? Co skrywa się pod tą szatą? Myślę, że i o to warto zapytać samego autora.

Pokrywy są kolejnym obiektem w twórczości Rycharskiego, który napotykam na swojej drodze. Kolejny projekt obraca się wokół tematu wykluczenia i nietolerancji, który jest tematem do dyskusji. Sam dyskurs ma mieć swój punkt wyjścia za pośrednictwem włazu, które stają się bramą do ukrytych lęków czy problemów autora.

Witraż z  superbohaterem niczym z komiksu Marvela, gurującego nad nazistami i jest to kolejny szokujący element wystawy. Zderzone zostały tu ze sobą intensywne kolory i kontrowersyjne symbole w celu skupienia uwagi i komunikacji z widzem. Nawiązanie do walki z totalitaryzmami w rysunkowej formie i wplecione w nią cytaty, nie pozawalają finalnie przejść obok niego obojętnie, szczególnie, że odnoszą się do istoty wiary i posiadają specyficzne poczucia humoru.

Kolejna ekspozycja to brama upamiętniająca wyzwolenie chłopów. Wpisuje się ona w krajobraz wsi i folkloru o czym świadczą m.in. żywe barwy. Naturalnie można je określić jako tęczowe kolory, ale to już jak kwestia indywidualnej interpretacji. Zdecydowanie bardziej intrygujące jest to, co znajdziemy po jej przekroczeniu, ale o to zostawiłem specjalnie na koniec.

Tuż za bramą zobaczyć można  tytułowe STRACHY, czyli poubierane w odzież od osób LGBT stroje na różnokolorowych i różnorodnych krzyżach. Docelowo miały stanąć one na polach Kurówka, jako strachy na dziki. Wieś ta, to rodzinne strony autora wystawy i to tam twórca stara uczyć się sąsiadów tolerancji i zrozumienia względem mniejszości seksualnych, a do tego celu używa narzędzia jakim jest sztuka.

C jak całość

Czas na podsumowanie całości. Na początek kilka uwag natury technicznej. Pamiętajcie, że sztuki nowoczesnej nie należy się bać, podobnie jak i kontrowersyjnych tematów czy łączenia kwestii, które na pierwszy rzut oka wydają się nie do pogodzenia. Danielowi się to w pewnym stopniu udaje, jest w  tym autentyczny i tego nie należy mu odmówić. To m.in. dlatego warto poznać bliżej Jego twórczość, bo nie należy oceniać książki po samej okładce,  a nawet nad trudną, ciekawą, kontrowersyjną lub nudną lekturą warto się chwilę zastanowić i pomyśleć co autor chce nam tak naprawdę przez swą twórczość przekazać, bo być może jest tam głębsza i ciekawsza treść niż ta, którą wiele osób zobaczy na pierwszy rzut oka. No więc właśnie, jest spore ryzyko, że pierwsze wrażenie po wejściu na wystawę, określiłbym słowem skromna i nie chodzi mi tylko o treść, a o formę. Na spory budynek Muzeum Sztuki Nowoczesnej znalazło się tu tylko kilkanaście prac Daniela.

Po zobaczeniu całości zmieniam zdanie na temat skromności tej przestrzeni wystawienniczej. Zatrzymywałem się przy kolejnych elementach wystawy, poznając ich historię wystawa nabiera nieco innego wymiaru, staje się bardziej spójna i zrozumiała. Dzięki temu łatwiej jest mi pojąć o co chodzi autorowi, w którym kierunku zmierza, zastanawiam się tylko, czy na twórczość autora nie miały wpływu różne stany depresyjne, gdyż sama wystawa nie należy i chyba nie miała należeć do tych, z których wychodzi się z uśmiechem na twarzy. Odrzucenie, brak akceptacji, samotność, przemoc, wykluczenie i w końcu homofobia, ale i aktywizm, czy odmienny światopogląd – to właśnie te elementy niemalże namacalnie tutaj znajdziecie.

Można więc śmiało uznać, że wystawa ta jest osobistym zbiorem doświadczeń i formą wyrażenia Jego własnych emocji i spostrzeżeń, za co już artyście należy się duży plus, bo dla mnie wiarygodność i pewna autentyczność jest bardzo istotna w tworzeniu sztuki. W swoich pracach On sam mierzyć się musi z licznymi społecznymi strachami i uprzedzeniami, to chyba to jest jedną z przyczyn do powstania i finalnego efektu tej właśnie wystawy.

Warto się na koniec zastanowić, czy prowokacyjnych wystaw należy się bać? Czemu ta wystawa ma służyć? Czy w ogóle jest ona prowokacyjna? A może rzeczywistość, w której przyszło żyć i tworzyć Danielowi prowokuje go do takich właśnie działań i zachowań? Myślę, że każdy sam musi odpowiedzieć sobie na te pytania, gdy odwiedzi wystawę w Muzeum nad Wisłą. Warto to uczynić czym prędzej i spróbować ją zrozumieć, a na pewno przynajmniej zobaczyć, by otworzyć umysł na pewną odmienność. Inny punkt widzenia nie musi być groźny. Gdy spytacie mnie czy mi się podobało na tej wystawie? Odpowiem, że ta wystawa nie ma się podobać, tylko ma dać do myślenia i w tej kategorii odpowiem, że to się jej autorowi udało. Czy pokazałem Wam całość wystawy? Celowo nie i to tylko dlatego, by zachęcić Was do zobaczenia tego co jeszcze zostało niedopowiedziane.

Dla wielu wystawa ta będzie pełna sprzeczności, ale wg mnie skrywa w sobie wiele spójnych elementów, wystarczy poświęcić jej czas, otworzyć umysł, odpowiednio ją zinterpretować i postarać się zrozumieć. Warto ją też odnieść do kontekstu kulturowego i doświadczeń samego twórcy, wszystko to zdecydowanie pomoże w jej interpretacji. Nie brakuje tu elementów poruszających kwestię tożsamości samego autora, ale i współczesnej wsi gdzie tworzy. Czyni to „Strachy” jeszcze bardziej autentycznymi i interesującymi.

#sztukiwizualne #danielrycharski #strachy #muzeumsztukinowoczesnej #warszawa

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna |  Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock |  Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019 

Górki Czechowskie w Lublinie

Dziś zabieram Was na spacer na Górki Czechowskie w Lublinie. Za kilka godzin rozpocznie się cisza przed referendum w ich sprawie. O samym referendum i dlaczego głosuję na NIE już pisałem i wpis na ten temat znajdziecie tutaj. Przygotowałem dla Was kilka fotografii z mojego dzisiejszego pleneru. Zobaczycie kontrasty terenów, które zostały celowo podpalone z tymi, które jeszcze należy chronić ze względu na ich unikatowość.

Tereny te stanowią jeden z nielicznych doskonale zachowanych przyrodniczo i krajobrazowo skrawków Wyżyny Lubelskiej z wąwozami i wierzchowinami. To jedno z dwóch niepowtarzalnych tego typu miejsc w kraju. Drugim z nich jest trójmiejski Pomorski Park Krajobrazowy. Żadne inne miasta w Polsce nie posiadają tak naturalnego i rozległego terenu zielonego blisko swoich centrów.

Górki Czechowskie w nienaruszonym stanie mogłyby być dla przyszłych pokoleń unikalnym walorem w skali kraju i Europy. Mogą być powodem do dumy dla mieszkańców Lublina. Na pewno tak się nie stanie, jeżeli zostaną zamienione w blokowiska, bo przecież tak naprawdę o tym rozstrzygniemy w niedzielnym referendum. Zachęcam Was do obejrzenia z uwagą moich fotografii, gdyż niebawem te tereny mogą zostać ogrodzone, a na niedzielę życzę rozsądnego wyboru i determinacji w pójściu na referendum.

linia

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Zostań moim PATRONEM

#NIEwreferendum #NIEdlazabudowy #GorkiCzechowskie

Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna | Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019