Dziś nieco inny wpis niż dotychczasowe i przygotowałem go w oparciu o metodę Lasswella. W związku z tym, że sporadycznie angażuję się w sprawy na pograniczu polityki i budzących moje wątpliwości interesów, tym razem jednak będzie inaczej. Już w niedzielę odbędzie się REFERENDUM dotyczące zagospodarowania pobliskich mi GÓREK CZECHOWSKICH. Od dawna irytuje mnie widoczna na każdym kroku kampania dewelopera, który jest właścicielem tamtego terenu. Spytacie dlaczego irytuje? Gdyż w powietrzu tej kampanii zamiast tlenu unosi się zapach troli, manipulacji, niewygodnych interesów, niedomówień ze strony dewelopera oraz dymów z pożarów, które tylko dolały oliwy do ognia, a w ostatnich dniach on dość mocno w Lublinie zapłonął nadwyrężając płuca Lublina.
Nie wiem jak Wy, ale ja jestem na to strasznie uczulony, a ze smogiem walczy się najlepiej świeżym powietrzem. Od pewnego czasu podjąłem nierówną walkę z deweloperskim marketingiem, choć czuję się w niej jak Dawid z Goliatem, to i tak wierzę, że finał tej nierównej walki będzie miał dobre zakończenie i dostarczy nam to trochę więcej tlenu i wiary w ludzi. Dlaczego piszę o wierze, bo szczególnie w tej bitwie nie jestem i nie mogę być osamotniony i m.in. dlatego postanowiłem w przeddzień referendum napisać ten długawy, choć mam nadzieję dający do myślenia wpis. Dziś mówię stanowcze NIE hipokryzji, a w niedzielę powiem NIE w REFERENDUM, do czego i Was gorąco zachęcam. Poniżej subiektywnie wyjaśniam jak ja to obiektywnie widzę i nie w 3D, a nawet nie w 4K, ale w wymiarze 5W, jak na metodę Lasswela, o której wspomniałem w pierwszym zdaniu, przystało. Życzę Wam miłej lektury.

Who? Zapytać należy kto z kim walczy w tym REFERENDUM? ✅ Ta walka o jedyne zielone zaplecze dla kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców gęsto zaludnionego Czechowa, Sławina i nowych osiedli przy ul. Willowej i Poligonowej jest szczególnie istotna dla mnie, dlatego postanowiłem ją podjąć wraz z innymi mieszkańcami miasta, którym Lublin nie jest obojętny. W tej sprawie walka w pojedynkę jest trudna, dlatego cieszyć może fakt, że powstało kilka organizacji, którym dobro Lublina jest równie bliskie. Cieszy mnie fakt, że są ludzie, którzy podzielają moje poglądy, a ja powielam i podzielam ich zdanie również na ten różniący mieszkańców Lublina temat. To m.in. dlatego ich logotypy zamieściłem dziś u siebie na stronie, bo uważam, że dobre inicjatywy należy promować, a złe z uzasadnieniem krytykować, tak jak mam zamiar to zrobić z deweloperem, który stoi po drugiej stronie barykady i którego logo na mojej stronie nigdy się nie pojawi (no chyba, że ktoś mi zhakuje moją www). Ta walka jednak dotyczy nas wszystkich, mieszkańców Lublina. Dlatego w niedzielę idziemy na referendum, a dziś zebrałem argumenty własne i wielu ludzi z różnych środowisk, którzy również zagłosują na NIE.
When? Kiedy odbędzie się referendum? ✅Wspomniałem już, że w niedzielę, a teraz precyzyjniej – referendum odbędzie się już za dwa dni tj. 07.04.2019 r.
Where? Gdzie można będzie głosować? ✅Głosują wszyscy dorośli mieszkańcy Lublina, nie tylko z Czechowa, którzy są uprawnieni do głosowania. Co do zasady głosujemy tam, gdzie zwykle podczas wyborów, ale miejsce Twojego głosowania można sprawdzić za pomocą strony https://geoportal.lublin.eu/sipl/app/splash
What? Co się wydarzy? ✅Jutro odpowiem jasno stawiając krzyżyk przy odpowiedzi NIE na poniższe pytanie i liczę, na Was, że zrobicie podobnie:
Czy jest Pan/Pani za tym, aby Gmina Lublin zmieniła obecnie dopuszczony miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego rodzaj zabudowy z usługowej, komercyjnej i sportowo-rekreacyjnej na zabudowę mieszkalno-usługową na nie więcej niż 30 ha terenu tzw. Górek Czechowskich, w zamian za sfinansowanie przez obecnego właściciela zagospodarowania pozostałych 75 ha tego terenu, jako zieleni publicznej (parku naturalistycznego), przy zachowaniu cennych przyrodniczo walorów i przekazanie go Gminie Lublin”.
Głosując pomyślmy nie tylko o sobie, ale i w trosce o przyszłe pokolenia lublinian. Liczę, że pójdziecie do urn, bo trzeba pamiętać, że referendum będzie wiążące jeśli weźmie w nim udział minimum 30% uprawnionych do głosowania. Pamiętajcie, że koniecznie do lokalu wyborczego zabieramy ze sobą ważny dowód tożsamości lub paszport.

Why? Dlaczego NIE? ✅ Teraz przejdźmy do istoty – bo wg mnie trzeba powiedzieć DOŚĆ NIEUCZCIWOŚCI.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że na dzień dzisiejszy nie są znane dokładne koszty, które poniesie miasto, w związku z przygotowaniem terenu pod inwestycję oraz koszty utrzymania parku, który ma powstać, a wiadomo, że pieniądze miasta, to w praktyce pieniądze z kieszeni ich mieszkańców.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że do dziś nie ma projektu osiedla ani parku. Mowa jest o „parku naturalistycznym” i „zachowaniu cennych przyrodniczo walorów”, a deweloper pokazuje nam tylko wizualizacje z terenem przekształconym, co budzi duże wątpliwości. Przedstawia też różne pomysły, jak ten z owcami czy juhasami, za których utrzymanie finalnie zapłacimy potem my jako mieszkańcy. Chyba, że ktoś z Was zna juhasów hobbystów, którzy codziennie będą pasać owce w ramach wolontariatu? Nie wiemy też przecież, jak będą wyglądały osiedla. Czy ktoś odpowie dziś na pytanie ile powstanie bloków i ile będą miały pięter? Zbyt dużo jest niewiadomych by można było poprzeć ten projekt.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest po części samo pytanie w referendum, gdyż już dobrze wiemy, że nie głosujemy tu wyłącznie za parkiem, ale głównie za nowym osiedlem, w którym nie wiadomo, czy zamieszka tysiąc, pięć czy ponad dziesięć tysięcy mieszkańców?
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że mało kto myśli teraz o tym, iż po wybudowaniu bloków na kolejne tysiące mieszkańców, prawdopodobnie pojawi się w tej części miasta problem drogowy, o którym się niestety teraz nie mówi. Obecni mieszkańcy tych terenów będą musieli się liczyć z powrotem korków, gdyż infrastruktura drogowa nie jest na to przygotowana.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że kiedy deweloper doprowadzi do zmiany planu, powstanie zapewne kolejna dzielnica miasta, ale w miejscu do tego dotychczas nieprzeznaczonym. Tym samym planowa zagospodarowanie przestrzenne Lublina zostanie zaburzona. Ten przykład pozwala kolejnym deweloperom podejmować podobne tego typu działania. Dlatego mówię dziś dość nieuczciwości.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, deweloper kreuje się na hojnego „filantropa”, który za 1 zł odda teren, na którym bezwzględnie nie może wybudować bloków. Zrozumiałym jest więc, że teren, z którego będzie corocznie musiał płacić ogromny podatek rozsądniej jest oddać miastu i mieszkańcom. Teren utrzymania 75ha parku będzie generować ogromne koszty dla miasta. Jako że miasto nie ma swoich pieniędzy, koszt spadnie na wiecie na kogo? Na ten moment koszt utrzymania tych terenów wynosi nas równo 0 zł, a do budżetu miasta wpływa dodatkowo podatek, który wpłacać musi nasz „filantrop”.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że chce się nam wmówić, że te tereny nie mają wpływu na jakość powietrza w mieście. Należy pamiętać, że zabudowa terenu negatywnie wpłynie na jakość powietrza szczególnie w północno-zachodniej części Lublina.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że nie mówi się głośno o tym, że przez najbliższe kilkanaście lat ciągłej budowy to m.in. pył i hałas z placów budowy, który będzie tam na porządku dziennym. Kreuje się w zamian piękny park, który zapewni ciszę i spokój mieszkańcom.
✅ Nieuczciwym względem mieszkańców Lublina jest to, że nazywa się pejoratywnie te tereny „syfem,” „brudem”, „burdelem” faktem bowiem jest, że tereny te są unikalne w skali Polski. Można je, bo stanowią jeden z nielicznych doskonale zachowanych przyrodniczo i krajobrazowo skrawków Wyżyny Lubelskiej z wąwozami i wierzchowinami. Pomijając trójmiejski Pomorski Park Krajobrazowy, chyba żadne miasto w Polsce nie posiada tak naturalnego i rozległego terenu zielonego blisko centrum. Grunty te w nienaruszonym stanie mogłyby być unikalnym walorem Lublina w skali Polski i Europy. Obrońcy tych terenów zwracają uwagę: „Co powiemy naszym dzieciom i wnukom, kiedy za 20-30 lat pójdziemy z nimi na Górki? Nie zrobi na nich wrażenia jedno z wielu osiedli. Będą dumni z tego, co niepowtarzalne i niemożliwego do stworzenia ludzką ręką.” Poniżej zdjęcie mojego autorstwa z dzisiejszego pleneru na Górkach Czechowskich, których dotyczy niedzielne referendum.

Musicie też wiedzieć, że obecnie i zgodnie z obowiązującym planem:
75ha – to tereny zielone + rezerwat – to już jest i takim pozostanie niezależnie od referendum zgodnie z planem obecnym lub nowym.
20ha – tereny pod zabudowę sportowo-rekreacyjną, w tym na części dopuszczona zabudowa kubaturowa. Czyli korty, place zabaw, boiska do kosza, piłki nożnej, bieżnie, etc. A kubatura to np. kryty basen.
10ha – tereny pod zabudowę usługową. Hotele, parki handlowe, markety, inne. DO 2 KONDYGNACJI (10m wysokości)
TEGO BRAKUJE TEJ CZĘŚCI LUBLINA, nie brakuje tu KOLEJNYCH BLOKÓW, które chce postawić tu deweloper.
Teraz w pewnym uproszczeniu poznajcie prawdę, po co jest referendum i dlaczego mówię o hipokryzji?
Deweloper chce 10ha zabudowy usługowej i 20ha zabudowy sportowo-rekreacyjnej zamienić na 30ha zabudowy mieszkaniowej i to bez aktualnie określonego limitu wysokości. Nabyte taniej działki pozwolą zrobić złoty interes, czyli zgodnie z prawem dobrego biznesu, tanio kupiłem – drogo sprzedam, pozwolą w koszt wrzucić 10mln zł. obiecane mieszkańcom na 75ha parku. Koszt ten stanowić będzie i tak małą część jego zysku z tej inwestycji, stąd presja i nacisk w kampanii jest tak wielki, bo gra idzie o naprawdę duże pieniądze. Czy 10 mln przeznaczone na taki wielki teren parku to dużo – odpowiedź jest jasna, zdecydowanie NIE, kto zapłaci za resztę, a następnie będzie ponosił koszty utrzymania parku? Jak myślicie? Teraz dla potwierdzenia podam przykładowe koszty dotychczasowych rewitalizacji zdecydowanie mniejszych lubelskich parków.
Rewitalizacja 13ha Ogrodu Saskiego wyniosła – 17 mln 1,3 mln/ha
Rewitalizacja 22ha Ludowego – aktualnie 36 mln 1,6 mln/ha
Średnio 1,45 mln/ha przy takim przeliczniku:
Budowa od zera 75ha parku = 75 x 1,45 = 109 mln. Sto dziewięć milionów złotych.
Więc teraz spójrzcie proszę na te dziesięć milionów i zastanówcie się sami czy to wystarczy?
DLACZEGO GŁOSUJĘ NA NIE PYTACIE – ODPOWIEM W 5 SŁOWACH – LUBLIN NIE JEST MI OBOJĘTNY ❤️ MAM NADZIEJĘ, ŻE I WAM TEŻ. Do zobaczenia na referendum, w którym tak naprawdę głosujemy nie w sprawie powstania parku, a w sprawie powstania lub nie blokowiska. Jeżeli popierasz moje stanowisko udostępnij stronę i pamiętaj, że masz czas do północy, bo dziś od północy rozpocznie się cisza przed głosowaniem. Liczę na to, że mój wpis namówi chociaż 1 osobę do podjęcia tej samej decyzji, którą podjąłem ja. Tekst powstał w oparciu o własne przemyślenia, komentarze znajomych na fb w tym tekst Jacka Scherera oraz materiały znalezione w poniższych linkach:
www.zielonylublin.files.wordpress.com/2019/03/2016_07_27-rkp_gorki_czechowskie.pdf
www.ekolublin.pl/nie-dla-blokowiska-na-gorkach-czechowskich-zloz-uwagi-do-studium/
www. portretymiast.blog.polityka.pl/2019/01/24/lublin-spor-o-gorki-czechowskie/
www.ulublin.eu/inne/12-rozmowy-o-miescie-gorki-czechowskie-zrozumiec-sie-nawzajem/
www.zielonylublin.wordpres
Kliknij w poniższą grafikę i zobacz aktualne zdjęcia z Górek Czechowskich

#NIEwreferendum #NIEdlazabudowy #GorkiCzechowskie
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Zobacz też CO WARTO ZOBACZYĆ W INNYCH MIEJSCACH
Zajrzyj co u mnie na INSTAGRAMIE
![]()
Fotograf Ślubny Lublin | Płock | Warszawa | Fotografia Ślubna | Fotografia | Podróże | Cała Polska | Zdjęcia Ślubne | Fotograf Lublin | Fotograf Warszawa | Fotograf Płock | Fotografia Ślubna Lublin | Fotografia Ślubna Warszawa | Fotografia Ślubna Płock | Fotografia Biznesowa | Fotografia Okolicznościowa | Fotografia Reklamowa | Fotografia Wnętrz i Budynków | Fotografia Dziecięca | Fotografia Rodzinna | Fotografia Aktu | Fotografia Koncertowa | Retusz Zdjęć | Renowacja Zdjęć | Fotografia
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2019
,



Dziś wybieram się z Wami w emocjonalną podróż, zupełnie inną niż wszystkie dotychczasowe, dlaczego – gdyż zabieram Was do miasta w którym spędziłem prawie połowę swojego życia. Postanowiłem wyeksplorować najciekawsze atrakcje oraz najskrytsze zakamarki Lublina, by udowodnić nie tylko Wam, ale i przede wszystkim sobie, że często cudze chwalicie, a swego nie znacie. Jesteście gotowi na kolejną wirtualną podróż po wyjątkowym mieście, tym razem mieście inspiracji? Tradycyjnie omówię co warto zobaczyć w Lublinie tak od A do Z. Nietradycyjnie natomiast postaram się Wam przybliżyć też kim jest brejdaczka, czym jest przejazdówka na której można się kajtnąć po mieście lub jak należy się rozbuwać z ciap lub co trzeba nadusić, gdy chce się gdzieś zadzwonić, bo jeśli to czytacie i nie wiecie o czym mowa to pewnie nie wiele wiecie o Lublinie. Te charakterystyczne zwroty dla lubelszczyzny współtworzą pewną wyjątkowość tego regionu. Przybliżę Wam choć trochę tej wschodniej wrażliwości, która jest zdecydowanie odmienna niż w innych regionach kraju. Oczywiście wszystko to niezmiennie subiektywnym zdaniem i obiektywnym obiektywem. Gotowi poznać kolory, smaki i zapachy Lublina? Zapraszam zatem na spacer po wielokulturowym mieście o niezwykłym kolorycie w którym spotyka się wschód z zachodem. Pamiętajcie, że Lublin choć jest największym miastem na wschód od Wisły diametralnie różni się od innych wielkich miast w Polsce. Dziś poznacie jego kontrasty. Zabieram Was do miasta piłki ręcznej, słynnego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Bajmu czy Budki Suflera, piwa Perły oraz miasta w którym mój dziadek był jako młody chłopiec więziony w obozie koncentracyjnym na Majdanku. To tylko dlatego, że z niego uciekł dziś mogę Wam zdać relację, o tym co warto zobaczyć w Lublinie. Czas odkryć przed Wami magię Koziego Grodu – niech mapa tego wpisu będzie podpowiedzią, co warto tu zobaczyć. Specjalnie dla Was zebrałem crème de la crème atrakcji Lublina, który liczy ponad 700 lat.








































Teraz coś dla fanów łyżwiarstwa. Lodowisko Icemania to sezonowy raj dla fanów jazdy nie tylko figurowej na lodzie. Przy lodowisku działa wypożyczalnia sprzętu, co znacznie ułatwia życie fanom tej dyscypliny sportowej. Wymiary lodowiska to 30 x 60 metrów, dzięki czemu spełnia wszystkie wymogi, by można na nim było rozgrywać mecze hokeja. Płyta hali lodowej w okresie letnim się teoretycznie nie marnuje, przeznaczona jest na potrzeby Miasteczka Ruchu Drogowego, tzw. Akademia Małego Szofera oraz od niedawna jest tam rollmania gdzie można jeździć na wrotkach jak w amerykańskich filmach. Ja ani latem, ani zimą nie korzystam z tych atrakcji, bo znając życie zaraz połamałbym nogi, ale co odważniejszym polecam.






Lubelski koziołek znajdujący się na deptaku, nawiązuje do herbu Lublina, z którym wiąże się pewna legenda, a kto z Was nie lubi legend? Po najeździe tatarskim na gród lubelski, grupa dzieci schroniła się w wąwozie. Dzieci te ocalały dzięki temu, że koza wyżywiła je własnym mlekiem. Historia ta została przedstawiona Władysławowi Łokietkowi. Książę nadał miastu przywilej lokacyjny, czyniąc wówczas koziołka elementem herbu lubelskiego.




















Często, gdy wybieramy jakieś miasto, które chcemy zobaczyć, zastanawiamy się, kiedy je najlepiej odwiedzić. Jeśli mam Wam zasugerować, kiedy warto przyjechać do Lublina, to jednym z takich dni jest właściwie nie dzień, a noc i to NOC KULTURY. Wydarzenie to ma miejsce zwykle na początku czerwca i wtedy w Waszych kalendarzach rezerwować sobie czas na Lublin. Dlaczego spytacie? Bo wtedy ma miejsce jedno z największych wydarzeń kulturalnych odbywających się w Lublinie czyli magiczna noc, która nigdy nie powinna się kończyć. Rok rocznie jednej nocy mamy możliwość odwiedzenia wiele kulturalnych miejsc Lublina, takich jak Teatry, Zamek Lubelski itp. dodatkowo to czas setek różnych wydarzeń kulturalnych, które mają miejsce w przeciągu jednej nocy. Nie jest możliwym by to wszystko zobaczyć w jedną noc. Mimo to warto próbować, ja nieudolnie staram się to zrobić od wielu lat.















































































Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje 




































































Ta wyjątkowa wystawa pozwala obudzić w sobie dziecko na nowo. Można ją obecnie oglądać zupełnie za darmo w CSK, czyli w Centrum Spotkań Kultur w Lublinie do dnia 27 lutego 2019 roku. Naszym zdaniem, tę wystawę warto zobaczyć i co więcej, jest ona w Lublinie bezpłatna i dedykowana jest nie tylko dla dzieci. 


























Imponujące jest to, że z elementów pochodzących z recyklingu można zrobić wyjątkową sztukę. Gallery of Steel Figures to niepowtarzalne miejsce na świecie, gdzie w jednym miejscu można spotkać rzeźby wykonane z elementów pochodzących bowiem właśnie z recyklingu stalowego. Jeżeli CSR łączy się ze sztuką, to bardzo prawdopodobnym jest, że będzie to nie tylko ładne, ale i dobre.
Żelazny Tron to tron królów w Siedmiu Królestwach, symbol królewskiej władzy. Król siedząc na nim, udziela audiencji i wymierza sprawiedliwość. W czasie nieobecności króla, na tronie może go zastąpić namiestnik. Żelazny Tron sam w sobie jest zimny i twardy, z wieloma ostrymi krawędziami. Bez obaw można jednak na nim usiąść w Lublinie – przynajmniej jeszcze przez kilka dni. Można też zrobić sobie na nim zdjęcia i poczuć się jak władca z tego kultowego amerykańskiego serialu fantasy.
















Złomowisko jest kolebką, w której zrodził się pomysł powstania Gallery of Steel Figures. Właśnie w złomowisku w Pruszkowie miejscu powstała pierwsza rzeźba z tej wystawy. W ówczesnej dobie kryzysu, który pojawił się na rynku złomowym, należało znaleźć pomysł na poprawę funkcjonowania firmy. Mając dostęp do materiału jakim jest złom, warto było wykorzystać go w trochę inny sposób, a inspiracje znajdowały się wszędzie. Były to przede wszystkim wspomnienia oraz marzenia. Kolejne pomysły i inspiracje podsuwali już zwiedzający Galerię. Cała wystawa powstała z tysięcy elementów ze złomu: fragmentów zawieszeń samochodów, silników, przekładni wszelkiego rodzaju, skrzyń biegów etc.. Od „Skup Złomu przy Czołgu w Pruszkowie” i głów pełnych pomysłów, wszystko się zaczęło, a dziś wystawa podróżuje po kraju i poza jego granice i cieszy się wielką popularnością. Za pomysł, wykonanie i kreatywność chapeau bas dla jej twórców. Niesamowicie jesteśmy ciekawi Waszych opinii na temat tej wystawy. Śpieszcie się by ją zobaczyć, gdyż to ostatnie dni, kiedy można zobaczyć ją na własne oczy w Lublinie, zanim odjedzie do innego miasta. Jak już z niej wrócicie napiszcie nam koniecznie w komentarzach, czy Wam się podobało?


Wędrując po różnych zakątkach Izraela trafiliśmy też do Sądu Najwyższego, który jest najwyższą instancją systemu sądownictwa tego państwa. Jego siedziba znajduje się obecnie w Jerozolimie. Sąd Najwyższy swoim zasięgiem obejmuje cały kraj oraz terytoria okupowane przez Izrael. Budynek ten jest dziełem rodziny Rothschildów, kryje w sobie wiele tajemnic i zagadek na które dziś postaramy się znaleźć odpowiedzi. Mamy nadzieję, że podróż w to miejsce będzie dla Was intrygująca równie bardzo jak była dla Nas. Dziś zabieramy Was na spacer do pomieszczeń Sądu Najwyższego Izraela. Dowiecie się co skrywają w sobie sale sądowe oraz jakie symbole ukryto w całym budynku. Poznajcie tajemnicze korytarze tego miejsca. 
Podczas naszej wizyty w tym miejscu poznaliśmy szczegóły negocjacji Rothschildów z rządem Izraela. Pewnie nie wiecie, że zgoda na wykonanie budynku wiązało się z kilkoma warunkami, które jasno postawili hojni ofiarodawcy. Rothschildowie zastrzegli sobie, że to oni dokonają wyboru działki, będą korzystać z usług wyłącznie własnego architekta, któremu nikt w pracy nie będzie nic narzucał. Tajemnicą owiana została również cena budowy budynku, którą znali wyłącznie Rotshildowie. Istnieje też teoria, w której założono, że budynek Sądu Najwyższego jest świątynią masońskiej tajemnej religii i został zbudowany przez elity dla elit. Skąd takie hipotezy? Postaramy się dziś Wam na te pytanie odpowiedzieć, a wnioski wyciągniecie sami.

Powyżej znajduje się obraz z ustaleń szczegółów dotyczących budowy budynku Sądu Najwyższego – znajduje się na nim m.in. Nathaniel Charles Jacob Rothschild – brytyjski bankier inwestycyjny i członek rodziny bankierów Rothschild. Zacząć chyba powinniśmy od pewnych wyjaśnień – kim tak naprawdę są Ci Rotshildowie i czy to oni rządzą światem? Rodzina Rothschild jest międzynarodową dynastią żydowską pochodzenia niemieckiego. Uchodzą oni za twórców międzynarodowej bankowości. Potomstwo Mayera Rothschilda Amschela jest rozsiane po całej Europie. Poprzez bliskie powiązania z elitami wielu państw, Rothschildowie stali się ukrytą siłą w większości wydarzeń politycznych w ciągu ostatnich stuleci. Alternatywni historycy twierdzą, że są oni częścią niesławnych 13 rodów Illuminati, wraz z Rockefellerami i Dupontami. Bez wątpienia Rothschildowie są jednymi z twórców ruchu syjonistycznego i jednymi z najbardziej aktywnych uczestników w tworzeniu państwa Izrael. James A. de Rothschild sfinansował Kneset, główny polityczny budynek Izraela. Natomiast izraelski Sąd Najwyższy, podarowany został przez angielską filantropkę Dorothy de Rothschild, która była członkinią dynastii Rothschildów.














































Czas start – zachęcamy do udostępniania i lajkowania 

Dziś zabieramy Was w podróż do Izraela. To kraj wyjątkowo różnorodny. Zimą możecie się tam kąpać w ciepłym morzu, a po kilku godzinach jazdy samochodem założyć narty i szaleć na zboczach gór. Kraj ten choć jest niewielki, bo aż 14 razy mniejszy od Polski, to ma się czym poszczycić. Wiecie, że społeczeństwo Izraela uważa się za jedno z najlepiej wykształconych narodów na świecie? Spotkacie tu największą ilością inżynierów, naukowców i doktorów w przeliczeniu na mieszkańca. Izrael ma też jeden z najwyższych wskaźników stopni naukowych w stosunku do ogólnej liczby ludności. To tu powstał pierwszy telefon komórkowy oraz tu opracowano technologię poczty głosowej, tu stworzono też pierwsze oprogramowanie antywirusowe. Choć Izraelczycy posługują się dwoma językami urzędowymi: hebrajskim i arabskim to nie ma najmniejszego problemu by porozmawiać tu w języku angielskim. 










Mimo ciągle napiętej sytuacji politycznej w tej części świata, możemy uczciwie przyznać, że Izrael to stosunkowo bezpieczne i przyjazne turystom państwo. W przestrzeni publicznej faktycznie spotkamy wiele uzbrojonych w karabiny osób, są to zarówno mężczyźni jak i kobiety, bo Izrael rozpoznawalny jest na świecie m.in. właśnie z tego powodu, że angażuje kobiety w służbę wojskową, w miastach nie brakuje również kamer. Prawdą też jest to, że Izrael jest potęgą militarną w regionie. Natomiast należy pamiętać o konflikcie między Izraelem i Palestyną i tu trzeba wiedzieć, że regularnie mają miejsce różne incydenty zbrojne, lecz raczej nie są one kierowane w stronę turystów. Warto jest jednak śledzić bezpośrednio aktualną sytuację w Izraelu. Przydatne wiadomości dotyczące bezpieczeństwa znajdziecie na stronach polskiego MSZ i ewentualnych jego odpowiedników w innych krajach. Nasza ostatnia podróż nie obyła się bez niebezpiecznych incydentów, ale najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło. O tym co niebezpiecznego nam się przydarzyło, dowiecie się w późniejszej części naszego wpisu.















Skłamalibyśmy pisząc, że jest tu tanio – niestety nie jest. Orientacyjne ceny są jednak mocno zróżnicowane i zależą nie tylko od danego miasta, ale czasem i dzielnicy, inne ceny tych samych produktów znajdziecie w dzielnicach żydowskich, a inne np. w muzułmańskich. Tak dla orientacji napiszemy, że chleb może kosztować od około 10 NIS w górę, mały dżem z figi 9 NIS, Coca Cola może kosztować od 6 NIS za 2 litrową butelkę do nawet 12 NIS (czyli praktycznie dwukrotnie więcej i są to ceny w sklepach, więc na ceny restauracyjne trzeba doliczyć dodatkowe marże). Podobnie i za falafel zapłacimy od około 5 do 10 NIS. Obiad, którym można było się najeść kosztował nas w restauracjach od 80 do 160 NIS za osobę. Duże różnice są np. na wodach mineralnych od 5 NIS za 1,5 litra do nawet 20 NIS za 0.5 litra. Drogo wychodzą również alkohole, np. wódka Finlandia 0,7 litra to wydatek w sklepie rzędu 130 NIS, a piwo kosztuje od około 10 NIS, do nawet 25 NIS w typowo turystycznych sklepikach. Narodowym alkoholem natomiast jest tu anyż. Jeszcze tylko informacyjnie podamy, że 1 NIS to około 1 PLN, ale walutą którą płacić można w wielu miejscach jest nie tylko szekel, ale i mile widziany jest dolar. Na lokalnych straganach warto się targować, gdyż sprzedawcy celowo podają zawyżone ceny, by potem z łatwością zejść z nich czasem nawet do 20% czy 30% wartości pierwotnej ceny danej pamiątki.

























































Morze Martwe jest najniższym miejscem na Ziemi – 422 m.p.p.m. Ludzie mogą tu unosić się na wodzie ze względu na jego niezwykle wysokie stężenie soli. Kąpiel w tej solance to wyjątkowe przeżycie, a samo uczucie unoszenia się na wodzie jest niezastąpione, szczególnie dla tych, którzy do tej pory myśleli, że nie potrafią pływać. Zdecydowanie polecamy wybrać się do miejscowości Ein Bokek, jest tam sprawdzona plaża. Podkreślić tu trzeba, że w Izraelu jest sporo niestrzeżonych plaż, które mogą okazać się bardzo niebezpieczne. Problem jest w tym, że dno w Morzu Martwym może okazać się zdradliwe. Warto też podkreślić dobroczynne aspekty dla naszego organizmu – powietrze jest tu bogatsze w tlen i mikroelementy. Pamiętajcie też, że błoto z tego morza uważa się za kosmetyczny cud.






















Na wizytę w Izraelu polecamy 3 pory roku, wiosnę, zimę i ewentualnie późną – jesień ze względów temperaturowych oraz z uwagi na tłumy turystów odradzamy lato. Najlepiej naszym zdaniem wybrać się do Izraela, kiedy u nas jest zimno – czyli dokładnie tak jak robimy to my regularnie – w listopadzie czy grudniu. Głównym atutem jest możliwość zażywania kąpieli słonecznych, których niestety nie można doświadczyć wówczas w Polsce, ale i bardziej konkurencyjne ceny lotów czy noclegów.
Rothschildowie to międzynarodowa rodzina Żydów, związana z bankowością i finansami, posiadająca bardzo silną pozycję w Europie. Uważana jest również za jedną z najpotężniejszych rodzin finansowych na świecie. Wartość ich majątku szacuje się na ponad 500 bilionów dolarów. Dziś zdradzimy Wam na ich temat niewiele. W nawiązaniu do wpisu o Izraelu wspomnimy tylko, że w 1957 Lord James De Rotshild poinformował premiera Dawida Ben Guriona, że chce przekazać fundusze na budowę nowoczesnego budynku Knesetu postawił mu tylko kilka warunków, ale o tym napiszemy w oddzielnym wpisie już niebawem. Także obserwujcie nasz blog lub bądźcie z nami na bieżąco na naszym fanapage na facebooko – bo kolejny wpis jest tego wart. Zdradzimy Wam tylko, że zabierzemy Was w podróż do Sądu Najwyższego w Jerozolimie i dzięki nam poznacie jego tajemniczą symbolikę. Izraelski Sąd Najwyższy jest dziełem tylko jednej rodziny, zapewne domyślacie się już, że mowa o rodzie Rothschildów. Podczas negocjacji z rządem Izraela, Rothschildowie zgodzili się na oddanie budynku pod trzema warunkami: Rothschildowie dokonają wyboru działki, będą korzystać z własnego architekta oraz nikt nie pozna ceny budowy budynku. Powody, dla których postawiono te warunki są dosyć intrygujące – wielu twierdzi, że budynek Sądu Najwyższego jest Świątynią Masońskiej Tajemnej Religii i został zbudowany przez elity dla elit, ale o tym więcej niebawem.

Jadąc z Jerozolimy koniecznie musieliśmy zajrzeć i do Tel Awiwu. Zawsze warto porównać co się tu zmieniło od naszego ostatniego pobytu oraz uzupełnić to, czego zobaczyć i poznać wcześniej nie zdążyliśmy. Nasza relacja z pierwszego pobytu w tym mieście dostępna jest 























