ABC o tym jak trafiłem do raju…
Dziś wpis prosto z Laguny Balos. W rolach głównych wystąpi: biały i różowy piasek, krystalicznie czysta woda, której barwa miesza się w odcieniach błękitu, lazuru, turkusu i szafiru oraz ja, niczym Adam z raju, tyle, że w kąpielówkach, a nie nago (na nudesy trzeba jeszcze poczekać, może się kiedyś pojawią na blogu).
Wróćmy jednak do tego co ciekawsze i zacznijmy od początku, czyli jak trafić do raju? Zapraszam raz jeszcze do eksploracji jednej z najpiękniejszych plaż Europy. No to uderzamy w kierunku Laguny Balos, obieramy kierunek na ten rajski zakątek północno-zachodniego krańca Krety.








A jak atrakcje
Laguna Balos jest doskonałym miejscem na spędzenie przyjemnie wakacyjnego czasu. Jeśli chcesz wypocząć i korzystać z kąpieli w lazurowej wodzie oraz opalać się do granic możliwości, to jest to miejsce właśnie dla Ciebie. Choć nie zawsze uda się tu wypocząć w ciszy i spokoju, to przynajmniej gwarantuję, że znajdziesz się wśród niecodziennego i niesamowitego krajobrazu. Moim zdaniem bajeczna Balos, przypomina Karaiby, to właśnie dzięki temu świetnie czuć się tu będzie każdy fan snorkelingu. Dużo zależy też od tego, czy trafisz tu przed, w trakcie czy po tzw. sezonie. W dużej mierze termin przyjazdu czy przypłynięcia w to miejsce determinuje liczbę turystów oraz subiektywny odbiór wrażeń z eksploracji tej części Krety.
Warto podkreślić, że ten unikalny obszar nie bez powodu otoczono ochroną w ramach programu NATURA2000. Ma na to też wpływ występowanie tutaj rzadkich gatunków roślin i ptaków, dlatego przestrzeń ta jest wyjątkowa nie tylko dla leniwych turystów, ale i fanów fotografii przyrodniczej. W ukrytych, podwodnych grotach na świat nadal przychodzą śródziemnomorskie foki, a w okolicy można spotkać duże żółwie morskie, także przy dużej dawce szczęścia może uda się je zobaczyć na własne oczy.
Warto wybrać się na punkt widokowy, z którego roznosi się piękny widok na Cap Tigani, co po grecku oznacza „patelnię”. Jeśli latem spędzicie tu kilka godzin, łatwo domyślicie się skąd wzięła się ta nazwa. W oddali widać też wyspę o nazwie Imeri Gramvoussa, która uznawana jest za ich historyczną siedzibę piratów. Na wyspie tej znajduje się XVI-wieczna wenecka twierdza i być może ukryte, skradzione pirackie łupy. Pytanie jest proste, czy nie zabraknie Ci odwagi by odebrać je piratom?








B jak Balos
Laguna Balos to magiczne miejsce, które przyciąga turystów z całego świata. Kolor wody w lagunie jest wielobarwny, więc powiedzieć, że woda jest tu czysta i błękitna to za mało. Mnogość tych odcieni sprawiła, że pokochałem to miejsce od pierwszego wejrzenia. Gdy połączymy to wszystko z białym piaskiem, który miejscami staje się różowy w wyniku roztarcia milionów muszli i koralowców, wówczas będziemy mieli jasność, że jest to jedno z piękniejszych miejsc na naszej planecie.
Niestety człowiek również przysłużył się do pokolorowania tego pięknego miejsca, zarówno plastikiem ze słomek, korków od butelek czy opakowań po jedzeniu. W takich momentach myślę, że człowiek jest gatunkiem silnie dążącym do autodestrukcji i nie umiem tego pojąć, szczególnie, że tyle mówi się o ekologii i o tym, że mamy tylko jedną planetę, więc powinniśmy ją szanować. Co gorsza na tej pięknej plaży nie brakuje również kawałków czarnego mazutu, czyli niskiej jakości ciężkiego oleju napędowego, który wycieka m.in. z tankowców, następnie osiada na dnie laguny i skałach, gdzie woda morska wyrzuca go na brzeg w postaci czarnych gumowatych bryłek. Szkoda by było, by za kilkadziesiąt lat, ta lazurowa laguna zamieniła się w czarną plażę, która będzie niebezpieczna dla ludzi, za ich samych przyczyną. Smutno jest patrzeć, jak człowiek zachowuje się jak swój największy wróg i sukcesywnie prowadzi autodestrukcyjne działania.




C jak ciekawostki i ceny
Jak dotrzeć do Laguny Balos?
Możliwości jest kilka, można dojechać wynajętym autem, lub by było taniej liczyć na odrobinę szczęścia i łapać stopa. Można też wybrać droższą opcję i dopłynąć tu łodzią. Łodzie wypływają np. z Kastelli Kissamou, a bilety można kupić na własną rękę lub wykupić wycieczkę z biura podróży. Trzeba tylko pamiętać, że przed i po sezonie nie pływają tu żadne turystyczne statki. O cenach za tą przyjemność będzie poniżej, także czytajcie uważnie. Widziałem też ludzi, którzy dotarli tu rowerami lub postawili na trekking (serio szacun, mając na uwadze 40 stopniowe upały, w których mi przyszło eksplorować to miejsce). Droga do raju z uwagi na widoki jest piękna, ale sama nawierzchnia szosy pozostawia wiele do życzenia. Jest to wąska, szutrowa droga, która prowadzi przez najbardziej wysunięty na zachód półwysep Krety. Dlatego jeśli nie jesteś zbyt dobrym kierowcą musisz rozważyć tę opcję dotarcia na Balos. Podróż tę bez wątpienia uprzyjemniają tutejsze kozy (tylko bez głupich skojarzeń proszę). Spokojnie spacerują i zaglądają do aut licząc, że dostaną coś smacznego od turystów.







Ceny, czyli z jakimi kosztami trzeba się tu liczyć?
Cena rejsu na Balos w sezonie wynosi 27 euro w obie strony. W ramach wycieczki promem jest też około półtoragodzinny pobyt na wysepce Gramvousa położonej niedaleko Balos Beach. Rejsy na plażę Balos wypływają z portu w Kissamos, do którego z kolei dojedziecie busami np. z Chanii. Na statkach kupisz przekąski, souvlaki i alkohol, licz się tylko z tym, że ceny są wyższe niż w restauracjach na lądzie. Obowiązują również zniżki, jest np. bilet studencki tańszy o 4 euro. Dodatkowo każda osoba, która tu przypływa musi poza tym zapłacić 1 euro na rzecz utrzymania Laguny Balos. Opłatę tę uiścicie również przyjeżdżając autem i można ją potraktować jako opłatę parkingową. Jedno jest pewne, bez względu, którą opcję wybierzecie, każda z tych cen jest warta tych widoków. Dodatkowo na samej plaży można wypożyczyć leżaki i parasol (cały zestaw to koszt 10 € za cały dzień). Warto też przygotować owoce lub warzywa dla kóz, czasem potrafią stanąć na drodze niczym celnicy, których warto czymś smacznym przekupić.

Czy jest w pobliżu parking?
Jeśli pokonamy ośmiokilometrowy odcinek drogi szutrowej, musimy jeszcze mieć na względzie kolejne 2 km spaceru z samego parkingu do bajecznej plaży. Zajmuje to około 30 minut, ale sam spacer po kamienistej dróżce wynagradzają zapierające dech w piersi punkty widokowe. W sezonie parkingi są często szczelnie wypełnione samochodami. Dlatego jeśli chcesz dojechać tam autem, zdecydowanie wybierz się jak najwcześniej, gdyż miejsc parkingowych nie ma wiele. Jeśli dotrzecie tam po południu dodatkowo dolicz sobie kolejne kilometry spaceru od miejsca zaparkowanego przez Ciebie auta. Niestety kolejka zaparkowanych aut przy wąskiej drodze, gdy wracałem już z Laguny, ciągnęła się przez wiele kilometrów. Warto też dodać, że parking jest pilnie strzeżony, przez szukające cienia kozy i ja to szanuję.

Czy na miejscu są restauracje i sklepy?
Na samej plaży jest mały bar z przekąskami i napojami, także jak nie zabierzesz ze sobą prowiantu czy napojów nie zginiesz z pragnienia czy głodu. Nie wiem niestety, czy sklepik ten jest czynny poza sezonem, dlatego mimo wszystko polecam zabrać ze sobą coś do zjedzenia i wypicia.

Co zabrać na Balos?
Wybierając się tutaj trzeba pamiętać o założeniu nakrycia głowy i wygodnych butów. Świetnie sprawdzą się tu trekkingowe sandały lub sportowe buty na nieco grubszej podeszwie. To wszystko z uwagi na palące słońce i kamienie, których na trasie czeka dość sporo. Nie zapomnij o kremie z filtrem do opalania, czy okularach przeciwsłonecznych. Warto też zabrać ze sobą wspomniany powyżej prowiant i napoje.




Podsumowanie
Laguna Balos to moim zdaniem jedna z najlepszych atrakcji Krety, którą zdecydowanie polecam dopisać do listy miejsc wartych zobaczenia przed śmiercią. To miejsce absolutnie niezwykłe nie tylko dla plażowiczów, którzy oczekują od plaży czegoś więcej niż skrawka piasku i możliwości kąpieli w czystej wodzie. Wizyta w tym miejscu jest bowiem przede wszystkim doświadczeniem estetycznym, namiastką egzotyki w granicach Europy, istnym rajem dla fotografów. To prawdziwa kreteńska wizytówka, można ją też uznać za wizytówkę całej Grecji. Pamiętaj, że najlepszym sposobem na uniknięcie tłumów jest wizyta tu poza sezonem, np. w kwietniu lub październiku. Jeśli doczytałeś do tego miejsca, to dziękuję, że przebyłeś wraz ze mną tę wyprawę do raju. Mam nadzieję, że podobało się Tobie nie mniej niż mi. Teraz wybierz się tam koniecznie osobiście i daj znać jak się plażowało. Do następnego razu, kłaniam się nisko i trzymaj się zdrowo.







Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team, Aga i Adam oraz Kubuś Puchatek.
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

#Polska #Kreta #Laguna Balos #Grecja
#Blog Podróżniczy #Patronite #Travel

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Grecja | Lublin | Fotografia Podróżnicza | Fotografia | Travel | Fotograf Lublin| Fotograf Warszawa | Fotograf Grecja | Laguna Balos| Fotograf Polska | Fotograf Kreta | Fotograf Płock | Bloger | Zwiedzaj online | Polska| Kreta| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Laguna Balos | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Grecji | Zwiedzanie Krety | Kreta zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Laguna Balos| Raj na Krecie | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Krety | Wycieczki po Grecji | Traveler | Wycieczki po świecie | Trip | Grecja atrakcje turystyczne | Turysta| Laguna | Balos 🗺
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020




Cześć, dziś zabieram Was w podróż na Podlasie. Wyruszamy do domu rodzinnego Józefa Ignacego Kraszewskiego. Nazwiska chyba nikomu nie trzeba specjalnie przedstawiać, bo mowa jest o autorze m.in. „Starej baśni”. Moim zdaniem jest jednym z najbardziej wszechstronnych talentów w historii literatury polskiej. Szkoda, że mym subiektywnym zdaniem, dzisiaj jest zapominany czy lekceważony. Smutnym jest fakt, że na lekcjach języka polskiego do książek, z których ma się kształcić kwiat polskiej inteligencji trafiają chociażby parafrazy tekstów piosenek Zenka Martyniuka „Przez twe oczy zielone”. W takich momentach pytam Quo vadis Polsko? Tym bardziej czuję się dziś zobowiązany przypomnieć, że mamy zdecydowanie bardziej utalentowanych literatów, niż Pan Zenek. Dla przykładu sam Ignacy Kraszewski był


































































Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc, która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: „starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.





To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.




















Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉





Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu „Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków












Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając 


Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.











Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w





Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).
Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.
Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.


Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

































Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉










Witajcie, dziś na „tapecie” mamy politykę – wszak wybory prezydenckie już za dwa dni. Wybieramy na urząd Prezydenta RP człowieka, który będzie nas reprezentował w polityce wewnętrznej i nasze państwo na arenie międzynarodowej. W najbliższą niedzielę mamy prosty wybór, albo oddać głos za jednym z dwóch kandydatów, albo siedzieć w domu i czekać co los nam przyniesie.
Przyznam się Wam, że do końca zastanawiałem się, czy w tej sprawie zabrać głos na moim blogu. Nie wspiera mnie, żadna partia, nie jestem też i nigdy nie byłem członkiem żadnej organizacji politycznej, ale uważam, że nie powinno się milczeć jeżeli do skrzynek obywateli trafiają tego typu ulotki (przypominające mi ulotki straszenia ludnością żydowską w czasach przedwojennych).
Nie liczę również tym wpisem, na głosy poparcia wśród tych, którzy mają podobne poglądy do moich. Nie trzeba mi klepania po ramieniu i tekstów, „ale im dowaliłeś”, bo zupełnie nie o to tu chodzi. Liczę bardziej na to, że zachęcę do oddania głosu, tych, którzy nie głosowali w pierwszej turze, lub oddali głos na kogoś z pozostałych kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury. Zachęcam Was do tego serdecznie, gdyż tutaj, każdy głos ma znaczenie. Warto zapoznać się z dorobkiem i programem obu kandydatów. Ja podejmując swą decyzję zwróciłem również uwagę na dossier obu z Nich. Przeważyła nie tylko faktyczna znajomość wielu języków obcych, czy imponujące wykształcenie i stypendia zagraniczne zdobywane na kilku uczelniach, choć faktycznie, jest to spory atut obecnego Pana Prezydenta Warszawy. Bardziej przekonało mnie, że pewną kompromitacją kraju są wystąpienia takie jak te z Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos, które na nieszczęście dla nas Polaków stały się swoistym „hitem internetu”. Panu Prezydentowi trudno było dobrać słowa w języku angielskim i nie chcę dziś wnikać w to co było, tego przyczyną. W każdym razie nie były to momenty do poczucia dumy z urzędującego Pana Prezydenta. 



Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.




























