ABC O DRZEWIE,KTÓRE PRZYCIĄGA
DZIESIĄTKI TYSIĘCY TURYSTÓW
Kalimera lub kalispera, zależnie o której czytacie dzisiejszy wpis. Tym greckim powitaniem zachęcę Was do kolejnej wyprawy ze mną. Dziś zabieram Was w podróż pod jedno niezwykłe drzewo, Grecy nazywają je „monumentalnym drzewem oliwnym z Vouves” lub po prostu „Elia Vouvon”. Mając na uwadze liczbę lat, które przeżyła ta roślina, jest ona bez wątpienia jedyna w swoim rodzaju, myślę, że nie jedno widziała, nie jednego doświadczyła i nie jedną tajemnicę skrywa. Tym bardziej zainspirowała mnie do krótkiego wpisu. Przyszedł więc czas na ABC o jednym z najstarszych drzew świata, a najprawdopodobniej jednym najstarszych drzew oliwnych, które rośnie po dzień dzisiejszy na Ziemi. Zachowajmy jednak pewną chronologię i zacznijmy od samego początku.


A jak atrakcja stara jak świat
Pochodzi jeszcze z epoki antyku, czasów wspaniałości starożytnej Grecji. Wciąż rośnie i znajduje się na Krecie w północno-zachodniej części tego kraju w małej wiosce o nazwie Ano Vouves w pobliżu Chani. Jej pień sięga 4,67 metra średnicy i osiąga 12,5 metra wysokości. Drzewo należy do gatunku oliwki europejskiej. To długowieczne drzewa, których zwykle długość życia szacuje się na około 1000 lat. Ciekawostką jest to, że na Krecie rośnie więcej takich żywych monumentów historii. Widać warunki pogodowe sprzyjają niektórym roślinom do takiej długowieczności. Tą najstarszą z nich niektórzy naukowcy datują na nawet 4000 lat, choć istnieje w tej kwestii spór, gdyż wielu przedstawicieli świata nauki daje jej nawet 1000 lat mniej, co i tak dla mnie osobiście jest imponującym wynikiem, bo gdyby przyjąć że coś co żyje, ma około 3000 lat, to czy to nie może zrobić na nas wrażenia?

B jak brak komercji
Jeśli wybieram się w takie miejsce, często spodziewam się najgorszego, w końcu jest tu coś naj, czyli jedno z najstarszych drzew oliwnych świata. Co mam przez to na myśli, że spodziewam się najgorszego? To, że jak tylko dojadę na miejsce i wysiądę z auta „zaatakują” mnie potencjalni sprzedawcy, którzy będą chcieli sprzedać mi pamiątki z nadrukiem drzewa oliwnego na wszystkim od tshirtów po bieliznę. Spodziewam się lizaków, cukierków i ciasteczek w kształcie pnia oraz pamiątkowych magnesów w kształcie listków za kilka euro za sztukę czy lodów o smaku oliwek, choć to ostatnie chętnie bym zaryzykował, mimo iż fanem smaku oliwek nie jestem. Dodatkowo obawiałem się, że do drzewa nie będzie można blisko podejść, że ktoś uważnie będzie pilnował tego pomnika przyrody, a w koło będzie stała spora grupa turystów, więc i tak nie będzie szans na wykonanie zdjęcia bez ludzi w tle. Spodziewałem się jeszcze biletów parkingowych, sporego muzeum, również biletowanego oraz nachalnych przewodników, którzy oprowadzą mnie po okolicy i zaprowadzą pod najważniejsze miejsce tej części Krety. No i się rozczarowałem, tak ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nic takiego tam nie ma miejsca, słowo komercja na szczęście nie zniszczyło tej przestrzeni i pewnie dlatego ta roślina tam nadal rośnie i ma się całkiem dobrze. Przyznam się Wam, że bardzo lubię się tak rozczarowywać. Zdradzę Wam też jeszcze, że na pierwszy rzut oka, drzewo to wydaje się bardzo duże, gdy podejdziecie bliżej, przekonacie się też wówczas, że jest już puste w środku. Spokojnie można oglądać czy dotykać dowoli – dendrofile i Ci co lubią przytulać się do drzew, będą zadowoleni. Jeśli spytacie o moje odczucia i wrażenia. Dla mnie osobiście świadomość, że widzę roślinę, której gałązkami prawdopodobnie dekorowano głowy zwycięzców podczas olimpiady w Atenach jest wystarczające i pozostawia tak duże oraz niezapomniane wrażenie, że nie trzeba mi do szczęścia więcej. Teraz zrozumcie, jak mało wymagający jestem. Reasumując – warto było tu przed śmiercią przyjechać. Kolejny punkt z mojej listy miejsc do zobaczenia za życia uważam za zrealizowany.


C jak ceny i cennych kilka informacji
Ile kosztuje bilet?
Żeby zobaczyć drzewo nie ma żadnych opłat. Można je oglądać zupełnie za darmo.
Czy Elia Vouvon jest najstarszym drzewem na świecie?
W 100% pewnie nikt nie będzie w stanie tego udowodnić. Moim zdaniem nie można tego wykluczyć, choć świat nauki podaje, że starszym drzewem na świecie jest „Methuselah”, który jest okazem sosny długowiecznej, żyjącej na Ziemi już około 4550 lat. Drzewo to rośnie w Górach Białych w Kalifornii i również rok rocznie odwiedza je wielu turystów. Nie jest to jednak ostatnie słowo, gdyż drzewem uznawanym za najstarsze na świecie jest Świerk Norweski w Dalarna. Ten rekordzista rośnie na szwedzkim pasmie górskim w Parku Narodowym Fulufjället od 9500 lat i aż trudno mi w to uwierzyć. Jedno jest pewne, te dwie rośliny również chcę zobaczyć na własne oczy. Jednak jeśli spytacie czy Elia Vouvon jest obok „sióstr Noego” z Libanu najstarszym drzewem oliwnym na świecie, wówczas nie będę miał wątpliwości i odpowiem twierdząco.
Czy poza drzewem jest jeszcze w okolicy coś wartego uwagi?
Jadąc do Ano Vouves zobaczycie sporo pięknych miejsc. Jeśli lubicie widoki na góry czy gaje oliwne, zdecydowanie będziecie zadowoleni. Obok drzewa znajduje się również muzeum, gdzie w trzech pomieszczeniach zebrano sprzęt do wyrabiania oliwy. Opisy, które tam się znajdują są niestety tylko w języku greckim, więc jeśli nie będziecie tam ze znajomym, który zna ich rodzimy język, to za wiele nie wyczytacie. Naturalnie w samej okolicy warto jest wybrać się do Chani, by zobaczyć tamtejszy port czy latarnię, ale to już opowieść na zupełnie inną okazję.



Czy można w okolicy coś zjeść?
Tak zaraz obok drzewa i małego muzeum znajduje się tawerna, w której będziecie mogli spróbować lokalnych specjałów.
Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?
Trudne jest to pytanie, gdyż wiele osób nie spędzi przy tym drzewie więcej niż kwadrans, ale znajdą się i tacy co pół dnia przy nim będą chcieli pokontemplować. Dlatego sprawa ta jest bardzo indywidualna i niech taką pozostanie.
Czy drzewa oliwne miały dla Greków szczególne znaczenie?
Gałęzie drzewa oliwnego były bardzo ważne dla Greków już od starożytności. Nagrodę w postaci gałązek oliwnych dziko rosnącego drzewa, które zostały ucięte za pomocą złotego sierpa oraz wieńców z nich zrobionych, dostawali zwycięzcy Igrzysk Olimpijskich. Ludzie wówczas wierzyli, że obdarowywany gałązkami otrzymywał poprzez nie siłę oraz witalność. Dziś liczba drzew oliwnych na Krecie wynosi około kilkadziesiąt milionów. Uprawianie drzew oliwnych było od początku tradycją Greków i do dzisiaj zwyczaj ten nie uległ zmianie. Praktycznie każda rodzina zamieszkująca Kretę ma przynajmniej jeden gaj oliwny, co pozwala na zapasy oliwek oraz oliwy na cały rok. To też Kreta słynie dziś z jednych z najlepszych oliw na świecie, a wynika to właśnie z tak wieloletniej tradycji upraw tych roślin.

Podsumowanie
Rocznie roślina ta przyciąga około 20 tysięcy turystów do miejscowości Vouves. Po dzisiejszym wpisie może i Wy dołączcie do tych osób, które podobnie jak ja zapragnęli zobaczyć na żywo ten monument. W samym miasteczku Vouves nie ma wielu atrakcji do zobaczenia, w zamian tutaj poczujecie magię tego jednego miejsca, gdy poświęcicie mu więcej uwagi, zobaczycie, że ptaki nucą historię, którą przeżyjecie wraz z nimi, jeśli stać Was na wewnętrzny spokój i cierpliwość. Kiedy czytam opinie innych, na temat tego miejsca, że: „szału nie robi”, „byłem widziałem, ale strata czasu” itd. zastanawiam się wówczas, czego Ci ludzie oczekiwali, że raptem drzewo zatańczy, zaśpiewa na ich widok, a może zacznie sikać oliwą z konaru prosto na twarz każdemu z turystów? Rozumiem, każdy ma prawo do własnej opinii, każdy ma też swoje poczucie estetyki, ale pamiętajcie jeśli decydujecie się tu przyjechać, to jedziecie zobaczyć drzewo, bardzo stare drzewo, nie miejcie więc wyobrażeń, że jest magiczne w dosłownym tego słowa znaczeniu. Być może odjedziecie z tego miejsca z wielkim rozczarowaniem, mówiąc: „nie było warto”, ale to już sami musicie przeżyć, ocenić i doświadczyć, jeśli tylko nie zabraknie Ci czasu, odwagi czy pieniędzy, by odkryć to miejsce w bliższej lub dalszej przyszłości. Dajcie znać jeśli zaryzykujecie i wiedzcie, że ja ponoszę odpowiedzialność wyłącznie za moje wyprawy.

Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team oraz Kubuś Puchatek.
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM
#Crete #Grecja #Elia Vouvon #Chania
#Blog Podróżniczy #Patronite #Vouves

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Elia Vouvon | Lublin | Fotografia Podróżnicza | Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja | Fotografowanie | Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Vouves | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger | Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja |Vouves| Chania | Crete🗺
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020






























Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc, która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: „starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.





To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.




















Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉





Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu „Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków












Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając 


Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.











Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w





Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).
Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.
Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.


Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

































Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉










Witajcie, dziś na „tapecie” mamy politykę – wszak wybory prezydenckie już za dwa dni. Wybieramy na urząd Prezydenta RP człowieka, który będzie nas reprezentował w polityce wewnętrznej i nasze państwo na arenie międzynarodowej. W najbliższą niedzielę mamy prosty wybór, albo oddać głos za jednym z dwóch kandydatów, albo siedzieć w domu i czekać co los nam przyniesie.
Przyznam się Wam, że do końca zastanawiałem się, czy w tej sprawie zabrać głos na moim blogu. Nie wspiera mnie, żadna partia, nie jestem też i nigdy nie byłem członkiem żadnej organizacji politycznej, ale uważam, że nie powinno się milczeć jeżeli do skrzynek obywateli trafiają tego typu ulotki (przypominające mi ulotki straszenia ludnością żydowską w czasach przedwojennych).
Nie liczę również tym wpisem, na głosy poparcia wśród tych, którzy mają podobne poglądy do moich. Nie trzeba mi klepania po ramieniu i tekstów, „ale im dowaliłeś”, bo zupełnie nie o to tu chodzi. Liczę bardziej na to, że zachęcę do oddania głosu, tych, którzy nie głosowali w pierwszej turze, lub oddali głos na kogoś z pozostałych kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury. Zachęcam Was do tego serdecznie, gdyż tutaj, każdy głos ma znaczenie. Warto zapoznać się z dorobkiem i programem obu kandydatów. Ja podejmując swą decyzję zwróciłem również uwagę na dossier obu z Nich. Przeważyła nie tylko faktyczna znajomość wielu języków obcych, czy imponujące wykształcenie i stypendia zagraniczne zdobywane na kilku uczelniach, choć faktycznie, jest to spory atut obecnego Pana Prezydenta Warszawy. Bardziej przekonało mnie, że pewną kompromitacją kraju są wystąpienia takie jak te z Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos, które na nieszczęście dla nas Polaków stały się swoistym „hitem internetu”. Panu Prezydentowi trudno było dobrać słowa w języku angielskim i nie chcę dziś wnikać w to co było, tego przyczyną. W każdym razie nie były to momenty do poczucia dumy z urzędującego Pana Prezydenta. 



Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.
































W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s. Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook 




























Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.





