KRETA – ABC O KLASZTORZE MONI ARKADIOU
Dziś zabieram Was do jednego z najbardziej znanych klasztorów znajdujących się na greckiej wyspie Krecie. Moni Arkadiou lub jak wolicie Arkadi, bo o nim będzie mowa, to nie tylko piękny klasztor, ale dla Kreteńczyków to symbol, położony między gajami oliwnymi. Jest to bez wątpienia iście magiczne miejsce, którego niesamowitą atmosferę odczuwa się od momentu przekroczenia bramy klasztornej. Ogromne wrażenie zrobił na mnie dziedziniec, na którym nie brakuje wypoczywających rozleniwionych kotów. Dlaczego jest to symbol spytacie? Dla Greków, ale przede wszystkim dla Kreteńczyków, jest pomnikiem męczeństwa i walki o niepodległość oraz miejsce pamięci narodowej. Ale do tej historii jeszcze później wrócimy. Zasiądźcie wygodnie przed monitorami, czas na ABC o Arkadi. Dziś postaram się przekazać Wam choć namiastkę tego, co powinniście zobaczyć na własne oczy przed śmiercią. To co gotowi? Zorbę i naszą grecką przygodę, czas wreszcie rozpocząć.



A jak Arkadi
Wyprawę do Arkadi, planowałem od dawna. Klasztor ten wpisałem na listę miejsc, które chcę koniecznie zobaczyć. Ta historyczna budowla położona jest na 500-metrowym wzniesieniu w odległości około 25 km na południowy wschód od miasta Rethymno w południowo-wschodniej części Krety. Choć sama data powstania klasztoru, nie jest dokładnie znana, istnienie tego miejsca poświadczone jest co najmniej od średniowiecza. Zabudowania w obecnej postaci pochodzą głównie z XVI stulecia, co nie wyklucza istnienia tam klasztoru już dużo wcześniej (niektóre źródła podają, że powstał prawdopodobnie w X-XI wieku). Nie to jest dla mnie dziś najważniejsze, bo nie o daty w podróżach mi przede wszystkim chodzi. Ja bardziej staram się poczuć klimat przestrzeni w której się znajduję i bez wątpienia to miejsce ma wyjątkową atmosferę. Ten Barokowy klasztor jest też (niestety) częstym celem pielgrzymek, dlatego uchwycenie kadrów bez obecności ludzi, nie zawsze jest takie oczywiste i czasem wymaga cierpliwości i sprytu. Naturalnie i sami turyści nie zawsze potrafią się zachować, przez co potrafią psuć klimat i podniosłość miejsca. Ta urokliwa przestrzeń jest ku mojemu zdziwieniu pełna świetnie zachowanych eksponatów. Fantastycznie utrzymany jest również sam zabytek z licznymi freskami, ikonami i malowidłami z czasów świetności tego obiektu, choć na kościelnej fasadzie wciąż można dostrzec ślady walki z 1866 roku. Urzekać może jeszcze coś innego, jeśli Wam się poszczęści i nie będzie zbyt wielu turystów, spotkacie w środku totalny spokój dla którego warto odwiedzić tę perłę Krety. Jednak nie zawsze w niej było tak spokojnie i warto zdawać sobie jednak sprawę, że nie zawsze było to miejsce oazy, wypoczynku czy modlitwy.










B jak brutalna historia
W listopadzie 1866 roku armia turecka licząca około 15 tysięcy żołnierzy zaatakowała klasztor, w którym ukrywało się 700 kobiet i dzieci oraz kilkuset powstańców. Po krótkim oblężeniu monasteru Turcy wdarli się przez wyłom w murach. Kobiety i dzieci ukryły się w prochowni, gdzie pozostali w sytuacji bez wyjścia i zdecydowano wówczas o wysadzeniu się w powietrze. Zginęli wtedy niemalże wszyscy ukrywający się wraz z licznymi atakującymi ich żołnierzami tureckimi. Dzisiaj można wejść do pozbawionej dachu krypty, w której rozegrała się ta ogromna tragedia. W tamtych latach o tym wydarzeniu dość głośno było w całej Europie. Wydarzenie to miało duży wpływa na powstanie Republiki Krety w roku 1898. To m.in. dlatego dla mieszkańców Krety, ale i wszystkich Greków stanowi dziś miejsce pamięci narodowej, będąc pomnikiem męczeństwa i walk niepodległościowych. Jest dla wielu synonimem walki o wolność i wyrazem buntu wobec tureckiej okupacji. Po dziś dzień szczątki ofiar spoczywają w mauzoleum usytuowanym przed klasztorem, a w jego muzeum przechowywane są pamiątki o tej powstańczej tragedii. Nigdy nie ogarniam swoim umysłem, dlaczego musi dochodzić do takich okrucieństw. Choć wiem, że kto się świnią urodził, to kanarkiem nie umrze, to i tak zrozumieć motywów działań wojennych do dziś nie potrafię, ale i tu podjęcia decyzji o wysadzeniu się w powietrze, też do końca zrozumieć nie umiem.





C jak cenne informacje i ceny
Ile kosztuje bilet?
Bilet wstępu na teren klasztoru kosztuje 3 €, cena wg mnie nie jest wygórowana i będąc na Krecie warto jest odwiedzić to miejsce. Moim zdaniem być na Krecie i tu nie dotrzeć, to grzech i to ciężki, za który powinno się chłostać (pozdrowienia dla wszystkich członków radzieckiego klubu BDSM).
Czy trzeba mieć odpowiedni strój?
Warto też pamiętać o tym, że jest to klasztor, więc zadbajcie o odpowiedni strój. Tutejsi mnisi nie są może tak rygorystyczni, jak w innych klasztorach, mimo to wg mnie wypada zachować się stosownie do tego miejsca, szczególnie mając na względzie, jego tragiczną historię. Gdybyście jednak zapomnieli w upale o stosownym ubraniu, bez obaw – zaraz przy wejściu była możliwość wypożyczenia zwiewnych chust, którymi można się okryć. Napisałem była, gdyż nie wiem jednak, czy obecnie w czasach postępującej pandemii, nie wycofano możliwości wypożyczania tych wierzchnich okryć.
Jak dojechać do klasztoru?
Zdecydowanie najlepszy i najwygodniejszy dojazd jest wypożyczonym samochodem, a jeśli chodzi o komunikację miejską, to oczywiście dojeżdża też autobus do klasztoru, cena biletu wynosi kilka euro. Kurs wyrusza z dworca głównego w Rethymno. Jeśli chodzi natomiast o taksówki, jest to drogi interes, ale jeśli ktoś nie wypożycza auta i nie lubi komunikacji zbiorowej, wówczas można i tak. Kto bogatemu zabroni?
Czy na miejscu jest parking?
Pewnie zastanawiacie się też, czy jest gdzie zaparkować w pobliżu? Tak obok klasztoru znajdziecie żwirowy parking, a znajduje się on dosłownie przed klasztornymi murami. Dodatkowo podkreślę, że parking był bezpłatny.
Czy można kupić tam pamiątki?
Lokalny sklepik oferuje różne pamiątki oraz miody z własnej pasieki, a do biletu przy wejściu otrzymać możecie broszurę z informacjami o historii klasztoru i tym co za jego murami warto jest zwiedzić. Ceny są przystępne, dlatego warto się zainteresować.
Ile czasu poświęcić trzeba na zwiedzanie?
Trzeba sobie na to miejsce przeznaczyć od jednej do około dwóch lub nawet więcej godzin. Jeśli oprócz zwiedzania chcecie tam po prostu przysiąść na chwilę, by pokontemplować, lub traficie na tłumy, a uznacie, że koniecznie chcecie mieć zdjęcia bez turystów, wówczas warto zarezerwować sobie nieco więcej czasu na to miejsce.
Jakie są godziny otwarcia obiektu?
Na stronie obiektu podane są następujące godziny, w których można go zwiedzać:
kwiecień – maj 09:00 do 19:00
czerwiec – sierpień 09:00 do 20:00
wrzesień październik 09:00 do 19:00
listopad 09:00 do 17:00
grudzień – marzec 09:00 do 16:00
(warto jest się też upewnić i sprawdzić, czy godziny otwarcia nie uległy zmianom, dla pewności podam ich stronę: www.arkadimonastery.gr)
Czy wolno tam fotografować?
Nie ma chyba nic gorszego niż kupno biletu, po czym otrzymanie informacji, że w danym miejscu nie wolno fotografować. Tutaj nie musicie się obawiać, bo co do zasady wolno robić zdjęcia, ale w kilku miejscach obowiązuje zakaz fotografowania, o czym informują stosowne tabliczki.
Co ciekawego można jeszcze zobaczyć w okolicy?
Region Arkadian jest bogaty w żyzne gleby i znajdują się tam winnice oraz gaje oliwne. Nie brakuje tu pięknych drzewostanów sosny, dębu czy cyprysów. Sam płaskowyż, na którym spoczywa klasztor jest otoczony przez wzgórza. Po zachodniej stronie płaskowyżu znajdują się wąwozowy o bogatej szacie roślinnej. Warto też wybrać się do pobliskiego miasta Rethymnonu, ale o tym więcej będzie w kolejnych wpisach z moich podróży.



Podsumowanie
Podsumuję tę wyprawę krótko, miejsce te potrafi oczarować, a życzliwi mnisi, którzy chcieli mi oddać kota, który pokochał mnie od pierwszego wejrzenia, zaskoczyli mnie swoją otwartością, zarówno na turystów, jak i na nowe technologie. Sam klasztor jest miejscem pięknym oraz niezwykłym i choć dla wielu brzmi to banalnie, to zrozumie się to dopiero, gdy przekroczy się jego progi i poczuje ten unikatowy klimat. Dawno nikt nie tchnął we mnie tyle spokoju co to miejsce, a zapach tamtejszych róż, pozostanie ze mną w pamięci już na zawsze. Bez wątpienia ten wenecki monastyr Krety wzbudził też mój szacunek i zmusił do refleksji na temat heroicznego poświęcenia, patriotyzmu i dążeniu do wolności nawet za cenę życia. Nie będę też ukrywał, że moim zdaniem jest jedną z najpiękniejszych weneckich budowli na całej wyspie i strasznie się cieszę, że mogę już odhaczyć to miejsce z listy obowiązkowych punktów do zobaczenia przed śmiercią. Na koniec przypomnę Wam, o różnych formach wsparcia mojego bloga: możecie np. udostępnić wpis na swojej facebookowej tablicy, wysłać mi nudeski na priv, lub wesprzeć na Patronite, do którego link znajdziecie tutaj (mile widziana będzie jedna z 3 opcji do wyboru). Z góry WIELKIE DZIĘKI za Wasze wsparcie 🙂



Ten wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:
AMBA team oraz Kubuś Puchatek.
![]()
Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje WYPRAWY
Zajrzyj po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM
Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u
Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM
#Crete #Grecja #Lublin #Blog Podróżniczy
#Patronite #Arkadi Monastery

✈ Blog podróżniczy | Fotograf Lublin | Warszawa | Lublin | Fotografia Podróżnicza | Fotografia | Travel | Fotograf Kreta | Grecja | Fotograf Grecja | Fotografowanie | Fotograf Gąbin | Fotograf Czechy | Fotograf Toledo | Fotograf Bałtów | Fotograf Granada | Fotograf Kijów | Fotograf Zaanse Schans | Fotograf Czarnobyl | Fotograf Rzeszów | Fotograf Madryt | Lubelski Festiwal Kultury Żydowskiej | Fotograf Izrael | Fotograf Warszawa | Fotograf Ukraina | Fotograf Hiszpania | Fotograf Polska | Fotograf Holandia | Fotograf Płock | Bloger | Zwiedzaj online | Polska| Kryłów| Blog podróżniczy| Podróżowanie| Fotograf Kryłów | Co warto zobaczyć w Grecji | zwiedzanie Grecji| Zwiedzanie Krety | Grecja zwiedzanie | Kreta atrakcje | Kreta co zobaczyć | Lublin zwiedzanie | Kreta atrakcje | Atrakcje Lublin | Arkadi Monastery | Co warto zobaczyć na Krecie | Zwiedzanie Polski | Wycieczki po Krecie | Traveler | Wycieczki po świecie | Grecja w weekend | Kreta atrakcje turystyczne |Grecja | Crete🗺
Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2020






Słowa uznania należą się Pani Etel Szyc, która jest nie tylko pomysłodawczynią, ale i jednocześnie dyrektor artystyczno-programową Festiwalu. Jak sama podkreśla: „starała się, aby w programie festiwalu było wszystkiego po troszku, tak jak w keksie, aby dać najpiękniejsze rodzynki, orzechy i migdały” i choć dopiero jesteśmy w połowie tego wydarzenia, już dziś należą się Jej gratulacje za tę inicjatywę. Pani Etel gdyby, kiedyś trafiła Pani na mój skromny blog chcę napisać jedno Mazzal tow. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że Festiwal ten potrwa jeszcze do niedzieli 13 września i choć nie cieszy mnie fakt, że zmierza ku końcowi, tak poprawia nastrój fakt, że organizatorzy planują, kontynuację Festiwalu co rok. Trzymam za to kciuki i trzymam oczywiście za słowo.





To jedno z największych zaskoczeń tej wyprawy, nie spodziewałem się, że w jej wnętrzach, skrywa się takie urokliwe miejsce. Choć sama cerkiew miała różne losy, początkowo była parafialna, prawosławna, następnie unicka, potem prawosławna rosyjska, a obecnie znowu jest prawosławna, nie zmienia to faktu, że nie straciła na swej unikatowości. Budowla pochodzi z XIV–XV wieku i powstała na miejscu wcześniejszej drewnianej świątyni, która była wielokrotnie przebudowywana. Uważa się, że jest to najstarsza z murowanych cerkwi Roztocza. Na mnie wywarła ogromne wrażenie. Mistycyzm ukryty w jej wnętrzach zachęcił mój obiektyw do działania, a efekty tej twórczości macie poniżej. Cerkiew obok kościoła katolickiego i synagogi w Szczebrzeszynie są pomnikami trzech narodów, które tu dawniej zgodnie współżyły. Zawsze marzy mi się cofnąć w czasie, by odkrywać taką wielokulturową i otwartą przedwojenną Polskę, w której na niewielkiej przestrzeni jest miejsce dla różnych wyznań, a różnice religijne czy światopoglądowe nie szerzą nienawiści czy ksenofobii. W tym miejscu słowa uznania należą się też lokalnemu przewodnikowi, który jest w posiadaniu klucza do cerkwi i jednocześnie ciekawie o niej samej opowiada. Szczególnie, że przewodnik ten ogarnia również drugie pobliskie muzeum. Do pełni doskonałości i bycia czymś na wzór trójcy świętej, takim trzy w jednym, brakuje mu ogarniania tylko jeszcze jednej placówki, ale i tak szacun. Wracając jednak do samej budowli i reasumując – jeśli chcecie zobaczyć unikatowe freski to koniecznie powinniście to miejsce odwiedzić. Będąc na miejscu warto zwrócić uwagę na oryginalne drzwi z 1540 roku. Wewnątrz świątyni nie pomińcie zespołu malowideł ściennych wykonanych na przełomie XVI i XVII wieku. Freski przedstawiają sceny z Apokalipsy oraz sceny pasyjne.




















Pomnik Chrząszcza, to mało powiedziane, tu pomników chrząszczy przypadających na mieszkańca jest chyba najwięcej na świecie. Można śmiało powiedzieć, że jest to swoista szarańcza pomników, która stanowi dziś niemalże podstawę historycznego dziedzictwa kulturalnego miasta, albo przynajmniej sprytny zabieg marketingowy osób odpowiedzialnych w mieście za kreowanie wizerunku i rozwój lokalnej turystyki. Co więcej tutejsza społeczność wartościuje te chrząszcze. Można się w tym wszystkim pogubić, dlatego nie będę mieszał, a po prostu pokażę Wam wszystkie napotkane przeze mnie pomniki owadów, które dziś wzbudzają tyle emocji, nie tylko wśród turystów. Jednego z chrząszczy spotkacie na rynku, ten stoi tu od 2011 roku, ale nie wzbudza takiego szacunku u lokalsów, choć jest chętnie fotografowany przez turystów. Ten „ważniejszy” to pomnik chrząszcza, znajdujący się przy ul. Klukowskiego. Wykonany jest z drewna i wita turystów u podnóża Góry Zamkowej, a stoi tam od 2002 roku. Kilka pomników chrząszczy napotkałem również w okolicy synagogi. Każdy inny i na swój sposób unikatowy. Jedno jest pewne, że chrząszcz ze Szczebrzeszyna to dziś jeden z najbardziej znanych owadów w Polsce, dzięki któremu miasto stało się rozpoznawalne w całym kraju – propsy dla chrząszcza i dla Jana Brzechwy oczywiście też. Mnie osobiście do gustu najbardziej przypadł ten, który przypomina kosmitę. Zastanawiam się co spożył Jego twórca, gdy rzeźbił tego dnia w drewnie. Wielka prośba, jeśli kiedyś trafisz na ten blog, odezwij się na priv. Nie od dziś wiadomo, że największa sztuka, często powstawała pod wpływem najlepszych środków 😉





Dawna synagoga znajduje się niedaleko od rynku, a precyzyjniej, przy ul. Sądowej. Jak podają źródła, jest to jedna z najstarszych synagog w Polsce, obecnie mieści się w niej Miejski Dom Kultury oraz punkt informacji turystycznej. Synagoga została zbudowana na początku XVII wieku, na miejscu starej synagogi. Budynek uległ pożarowi na początku II wojny światowej, a następnie został częściowo rozebrany. Finalnie odbudowano ten budynek w latach 1957–1963 i pozostał do dziś w takim właśnie kształcie. W środku dawnej synagogi zobaczyć mogłem wystawę malarstwa. Wewnątrz sali głównej zachowała się oprawa Aron ha-kodesz, nad którym znajduje się wykuty hebrajski tekst psalmu „Stawiam Pana przed sobą zawsze”. Cała sala główna posiada sklepienie klasztorne z lunetami. Ściany dawniej były zdobione pięknymi polichromiami i sztukateriami, na ścianie zachodniej i północnej zachowały się symbole lewitów czyli dzban i misa, a na południowej menora oraz owoc granatu – symbol Ziemi Obiecanej. Zachował się również szeroki ozdobny pas z pilastrowymi wnękami arkadowymi poniżej okien, zwieńczony profilowanym gzymsem. Tego typu miejsca zawsze budzą we mnie duże emocje, zawsze pozwalają mi uświadomić, jak znaczną rolę dla Polski odgrywała społeczność żydowska, która w tym przypadku związana była ze Szczebrzeszynem od wielu wieków












Jedną z ciekawostek tego regionu jest to, że kiedyś Szczebrzeszyn leżący nad Wieprzem nazywano miastem cebulowym. Nazwa ta wywodzi się od tego, że na okolicznych polach uprawiano przede wszystkim cebule. Mało kto też wie, że z pobliskiego Michałowa wywodzi się ród Kaczorowskich, czyli rodzina matki Jana Pawła II. Pewnie wielu/wiele z Was zastanawia się skąd wywodzi się ta trudna w wymowie dla obcokrajowców nazwa miejscowości. Istnieje wiele legend, które dopatrują się jej znaczenia, m.in. od ukształtowania terenu lub cech charakteru mieszkańców Szczebrzeszyna, którzy mieli być zawadiaccy i kłótliwi, lub od ruskiego imienia lub przezwiska. Jednak po dziś dzień, nie ma jednoznacznej i jasnej odpowiedzi w tej kwestii. Ciekawostką jest również to, że właśnie tu w 2013 roku kręcono zdjęcia do filmu Ida. Na koniec wrócę jeszcze do bardzo istotnej kwestii. Jeśli spytacie mnie o poszukiwania krowy, która zmieni zdanie, to są intensywne i trwają nadal. Dla nie wtajemniczonych o co chodzi w tej akcji, podaję link, a więcej informacji znajdziecie klikając 


Swoją podróż zaczynam od kościoła katolickiego. Wybudowany został on w latach 1595–1608 i znajduje się zaraz obok rynku, a w jego okolicy podziwiać można zabytkowy drzewostan. Z tego co udało mi się ustalić, to pierwotny budynek kościoła został niestety zniszczony, a odbudowano go ok. 1687 roku. Następnie budynek kościoła jeszcze dwukrotnie ulegał zniszczeniu w pożarach. Na przełomie XVIII/XIX wieku poddano go gruntownemu remontowi, drewniany strop zastąpiono sklepieniem z lunetami i dobudowano wieżyczkę z sygnaturką. Od tej pory i w obecnej postaci kościół znalazł się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Tym bardziej czułem się zobowiązany go zobaczyć.











Wg mnie na uwagę zasługuje również dawny układ urbanistyczny samej wsi, a wyróżnić tu można urokliwy rynek oraz zespół połączonych, drewnianych domków podcieniowych, które do połowy XX wieku zamieszkiwały rodziny żydowskie. Niemalże w samym środku, czy jak kto woli sercu Wojsławic znajduje się Ratusz. Ta budowla, znajdująca się w





Mówi się, że wydarzeniem, które znacząco wpłynęło na stosunki między społecznościami Żydów i katolików było osiedlenie się sekty frankistów w okolicy Wojsławic w latach 50. XVIII wieku. Pomiędzy Żydami, a frankistami zaczął narastać spory konflikt, który w 1761 roku zaowocował oskarżeniem członków gminy żydowskiej o rytualne zamordowanie trzyletniego chłopca ze wsi Czarnołozy. Oskarżenie skierowano do sądu w Krasnymstawie, w wyniku dochodzenia na członka gminy żydowskiej wydano wyrok śmierci oraz wysiedlono lokalną społeczność żydowską (o czym więcej będzie w późniejszej części wpisu).
Gdy spytałem mieszkańców, czy spotkam tu jeszcze Żydów? Odpowiadano mi, że oficjalnie obecnie Wojsławice nie są zamieszkiwane przez przedstawicieli społeczności żydowskiej, ale nie można wykluczyć, że wśród mieszkańców nie płynie żydowska krew, co z resztą mnie w cale nie dziwi.
Słów kilka trzeba poświęcić też prawosławiu na tych terenach. Fakt istnienia w Wojsławicach aż trzech cerkwi parafialnych, stawia je na równi z największymi miastami ziemi chełmskiej. Może też pozwolić uzmysłowić nam jak silną na tych terenach była religia wyznawców prawosławia. Jednak w 1596 roku diecezja chełmska przystąpiła do unii z Kościołem rzymskokatolickim, prawdopodobnie to wówczas przemianowano cerkwie na kościoły unickie, a liczba osób prawosławnych sukcesywnie spadała.


Mam też dla Was jeszcze inną, mniej optymistyczną opowieść, która przetrwała do dziś. Społeczność lokalna przekazuje te historie z pokolenia na pokolenie i dzięki temu, będę mógł się z Wami tą wiedzą podzielić. Jak pamiętacie jedną z wielu tutejszych atrakcji w Wojsławicach są kapliczki wotywne, o których wspomniałem powyżej. Jak głosi legenda, chronić one miały mieszkańców przed klątwą skazanego wyrokiem tutejszego rabina. Pozostałą społeczność żydowską postanowiono wówczas wypędzić z Wojsławic, a legenda wojsławicka mówi, iż rabin przed śmiercią przeklął dziedziców Wojsławic za żydowską niezasłużoną tragedię i swoją śmierć. To wówczas Marianna Teresa z Daniłowiczów Potocka, która odegrała znaczną rolę w samym procesie i ferowaniu wyroku, przerażona tym zbiegiem zdarzeń postanowiła postawić w głównych miejscach wjazdowych do miasta kilka kapliczek, które miały wzbraniać wstępu złym mocom wynikającym z tej klątwy i tak stoją one do dziś.

































Warto też słów kilka wspomnieć o tym, że wokół Dęblina wytyczono kilka szlaków do spacerów. Najbardziej popularnym szlakiem pieszym jest chyba szlak żółty. Prowadzi on przez Rynek – Fort Mierzwiączka – Michalinów – Młynki – Twierdza Dęblin – Cmentarz Balonna – Rynek. Sam spacer zajmie Wam około 2 godziny, możecie wybrać się na niego również rowerem, wówczas pokonacie go zdecydowanie szybciej. Dodatkowo wyróżnić też warto szlak niebieski oraz zielony i czerwony. Zaczyna robić się tęczowo, więc nie idźmy tym torem, bo Dęblin powinien kojarzyć się Wam z mundurami, a nie tęczą, choć czasem jedno z drugim może się łączyć. Tyle o tolerancji, bo w końcu obecnie na takie tematy rozmawiać nie wolno, szczególnie w ramach szeroko pojmowanej edukacji. Mam tylko małą prośbę, odwiedzajcie Waszego seksedukatora i blogera podróżniczego czasem jak już będzie w więzieniu 😉










Witajcie, dziś na „tapecie” mamy politykę – wszak wybory prezydenckie już za dwa dni. Wybieramy na urząd Prezydenta RP człowieka, który będzie nas reprezentował w polityce wewnętrznej i nasze państwo na arenie międzynarodowej. W najbliższą niedzielę mamy prosty wybór, albo oddać głos za jednym z dwóch kandydatów, albo siedzieć w domu i czekać co los nam przyniesie.
Przyznam się Wam, że do końca zastanawiałem się, czy w tej sprawie zabrać głos na moim blogu. Nie wspiera mnie, żadna partia, nie jestem też i nigdy nie byłem członkiem żadnej organizacji politycznej, ale uważam, że nie powinno się milczeć jeżeli do skrzynek obywateli trafiają tego typu ulotki (przypominające mi ulotki straszenia ludnością żydowską w czasach przedwojennych).
Nie liczę również tym wpisem, na głosy poparcia wśród tych, którzy mają podobne poglądy do moich. Nie trzeba mi klepania po ramieniu i tekstów, „ale im dowaliłeś”, bo zupełnie nie o to tu chodzi. Liczę bardziej na to, że zachęcę do oddania głosu, tych, którzy nie głosowali w pierwszej turze, lub oddali głos na kogoś z pozostałych kandydatów, którzy nie weszli do drugiej tury. Zachęcam Was do tego serdecznie, gdyż tutaj, każdy głos ma znaczenie. Warto zapoznać się z dorobkiem i programem obu kandydatów. Ja podejmując swą decyzję zwróciłem również uwagę na dossier obu z Nich. Przeważyła nie tylko faktyczna znajomość wielu języków obcych, czy imponujące wykształcenie i stypendia zagraniczne zdobywane na kilku uczelniach, choć faktycznie, jest to spory atut obecnego Pana Prezydenta Warszawy. Bardziej przekonało mnie, że pewną kompromitacją kraju są wystąpienia takie jak te z Forum Ekonomicznego w szwajcarskim Davos, które na nieszczęście dla nas Polaków stały się swoistym „hitem internetu”. Panu Prezydentowi trudno było dobrać słowa w języku angielskim i nie chcę dziś wnikać w to co było, tego przyczyną. W każdym razie nie były to momenty do poczucia dumy z urzędującego Pana Prezydenta. 



Stęskniłem się za Wami więc w ten słoneczny piątkowy dzień wbijam z nowym wpisem. Dziś zabieram Was pod granicę z Ukrainą. Kryłów, bo to będzie główna gwiazda dzisiejszego wpisu, to wieś licząca ponad 300 mieszkańców i choć pierwsza wzmianka o Kryłowie pochodzi z roku 1473, to zaskoczy Was nie tylko sama historia tych terenów, ale i jej wielokulturowość. Warto wiedzieć, że Kryłów był pierwotnie kresowym miasteczkiem zamieszkiwanym zarówno przez Polaków, Rusinów, ale i Żydów. Zajrzyjmy więc głębiej w tą ponad 500 letnią tradycję, kulturę i historię tej części kraju. Jeśli jesteście gotowi na kolejną z cyklu wyprawę po województwie lubelskim, to rozsiądźcie się wygodnie bo startujemy. Czas na ABC o Kryłowie. Nie regulujcie też rozruszników, dziś Wasze serca mogą zabić mocniej, gdyż tereny te są faktycznie urokliwe. Z resztą przekonajcie się o tym na własne oczy, czas odkryć przed Wami atrakcje Kryłowa. Ta nadbużańska wieś urzeka swym położeniem, spokojem i barwną historią zamku, z którego zostały dziś tylko ruiny, ale do tego jeszcze później dojdziemy.
































W związku z tym, że od dłuższego czasu bawię się w fotografię produktową, dziś prezentuję Wam zdjęcia mojego autorstwa właśnie tej wołowinki, którą dostałem w prezencie od Jack Link’s. Jeśli będzie Wam mało i same zdjęcia nie zaspokoją apetytu, mam dla spryciarzy szybki konkurs. Ten kto pierwszy napisze w komentarzu na moim fanpage odpowiedź na pytanie wygrywa. Liczy się czas, więc wbijajcie do mnie na facebook 




























Parny i duszny sierpniowy dzień, zmęczony całodzienną pracą chylił się ku zachodowi. Raz po raz spływały krótkie i przelotne deszcze, ożywiając roślinny świat. Słońce wychyliło się zza chmur oddając ostatni pokłon. Nadchodziła noc.




















