Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

RAFAŁ BIL Fotografia i Podróże www.rafalbil.eu

PUŁAWY

ABC O PUŁAWACH

Witajcie Podróżnicy,

znów zabieram Was w kolejną wyprawę, tym razem ruszamy do Puław w województwie lubelskim. To urokliwe miasto leżące nad brzegiem Wisły, otoczone malowniczym krajobrazem i pełne historii oraz atrakcji turystycznych z pewnością zachwyci zarówno miłośników kultury, jak i natury. Przygotujcie się na fascynującą podróż po tej niezwykłej destynacji. Nie wiem jak Wy, ale ja już na starcie tej wyprawy jaram się jak mała Joanna d’Arc. Jednego możecie być pewni, bunkry są, a atmosfera będzie gorąca zresztą, najlepiej przekonajcie się sami, jak jest tu jest w tych Polskich Atenach.

Dziś pokażę Wam, gdzie znajduje się pierwsze Muzeum w Polsce, zdradzę też dlaczego to w Puławach jest Muzeum Badań Polarnych, a wszystko to dla Was w 30 stopniowym upale. Szykujcie ręczniki na otarcie potu lub łez, bo startujemy. Wybaczcie mi też to, że ostatnio rzadziej publikuję, to nie dlatego, że jestem tak leniwy, że nawet kot w leżącej pozycji wygląda na bardziej pracowitego, a wręcz odwrotnie, nadmiar pracy i podróży pochłania mnie bez reszty. Zasuwam niczym ta Pani co mówi każdemu w kiosku: „może być bez grosika”.

A JAK ATRAKCJE PUŁAW

Pierwszym przystankiem w naszej podróży jest Zespół pałacowo-parkowy książąt Czartoryskich. Wnętrza zamku zachwycają wystrojem oraz zgromadzonymi tam eksponatami. Moim zdaniem jest to główna atrakcja, taki swoisty crème de la crème i kwintesencja tego, co będąc w Puławach, zobaczyć po prostu trzeba.

Zespół pałacowo-parkowy książąt Czartoryskich został zaplanowany według koncepcji księżnej Izabeli Czartoryskiej i wdrażany na przełomie XVIII i XIX wieku w stylu angielskim. Podobno babka miała w sobie tyle energii, że wystarczałoby na zasilenie całej wioski lampką nocną. Wszystko to widać obecnie we wnętrzach Pałacu, które udostępnione są dla turystów odpłatnie, no chyba, że dotrzecie tu w poniedziałek, wówczas zobaczycie je zupełnie za darmo. Bezpłatnie każdego dnia zwiedzić możecie natomiast zabytkowy park (nie licząc wnętrz parkowych zabudowań). O biletach i cenach będzie nieco później. Moim zdaniem nie ma co jednak kisić pieniędzy na bilet do pałacu, bo wejściówka pozwala też zwiedzić m.in. Świątynię Sybilli, Domek Gotycki oraz Domek Żółty, a wszystko to jest w bardzo przystępnej cenie.  

Zespół pałacowo-parkowy książąt Czartoryskich w Puławach to wyjątkowe miejsce, które stanowi połączenie historycznego dziedzictwa, architektury oraz pięknych krajobrazów. Wśród znajdujących się tu eksponatów są m.in.: obrazy, militaria, obiekty codziennego użytku (porcelana, sztućce), pamiątki rodzinne, ale również makiety przedstawiające dawne odsłony pałacu. Obecnie w pałacyku mieści się Pracownia Dokumentacji Dziejów Miasta. Do odwiedzenia są dwa pomieszczenia, w których zobaczymy stare zdjęcia Puław oraz dowiemy się więcej o najnowszej historii tego miasta.

Rezydencja Pałacowa należała dawniej m.in. do Sieniawskich i Lubomirskich, jednak najważniejszą rolę w jej dziejach odegrali Czartoryscy. Dziś w zabytkowych murach mieści się muzeum, w którym można zdobyć sporo cennych informacji na temat tej rodziny. Koniecznie musicie tu zawitać. Bez wątpienia zachwyci Was swoją elegancją i kulturalnym bogactwem, poczujecie  się trochę tak, jak wtedy, gdy dostaliście rower na komunię – z klasą i na bogato. To tu poczujecie harmonię pięknej architektury i niesamowitej przyrody.

Kolejnym punktem na naszej trasie jest wspomniany już Park Czartoryskich. Spacerując po nim, dotrzecie prędzej czy później do Świątyni Sybilli. Budowla wyróżnia się na tle pozostałych i nie da się jej przeoczyć. Ten budynek wzorowano na Świątyni Westy, której ruiny leżą we włoskim mieście Tivoli, położonym nieopodal Rzymu. To tu księżna gromadziła rodzinne pamiątki oraz te eksponaty, które wiązały się z wielkimi Polakami (m.in. Janem Kochanowskim, Mikołajem Kopernikiem i Tadeuszem Kościuszko). Na tle zieleni, budynek prezentuje się przepięknie. To m.in. dlatego często pojawiają się tu pary zakochanych na swoje poślubne sesje plenerowe. Ta unikatowa budowla powstała w kształcie rotundy z kolumnami. Jest wzorowana na antycznych obiektach. Według mnie stanowi najpopularniejszy i najpiękniejszy obok pałacu obiekt w kompleksie. To tutaj Izabela zgromadziła pamiątki narodowe i tak powstało pierwsze muzeum na ziemiach polskich.

Warto też dodać słów jeszcze kilka o samej zieleni tutejsze okazałe drzewa oraz bogata szata roślinna zachęcają do eksploracji tych terenów. Spotkać tu można również różne gatunki ptaków, czy inne zwierzęta. Wiele uwagi odwiedzających przyciągają spacerujące po parku pawie, które znajdują się na terenie tego kompleksu. Warto też wspomnieć, że Puławy należą do Obszaru Natura 2000, są przy tym jednym z najważniejszych korytarzy ekologicznych w kraju. To właśnie dlatego w tym regionie bardzo chętnie pojawiają się turyści – przyrodnicy.

W przestrzeni parkowej znajduje się również Domek Gotycki z początku XIX wieku. Domek Gotycki z kolumienkami w parku to tak naprawdę domek neogotycki. Ta ciekawa budowla z czerwonej cegły została zbudowana w latach 1801-1809. Projektował ją Piotr Aigner. Co ciekawe, to swoiste lapidarium, bo w mury wbudowano fragmenty starych zamków czy kościołów, przywiezione z Włoch, Hiszpanii oraz historycznych miejsc w Polsce, np. z Rzymu czy Gostynina. Zgromadziła je księżna Izabela Czartoryska. Rosjanie niestety znaczną część ich zniszczyli, ale kilka z nich powróciło na swoje miejsce. We wnętrzach budynku obecnie mieści się wystawa w ramach zwiedzania Muzeum Czartoryskich w Puławach (obowiązuje ten sam bilet co do pałacu).

Podziwiając uroki Domu Gotyckiego nie przegapmy stojącej nieopodal kopii rzeźby Tankred i Klorynda. Grupę rzeźbiarską z białego marmuru wykonał prawdopodobnie pochodzący z Florencji Francesco Lazzaroni. Scena przedstawia bohaterów poematu Jerozolima wyzwolona. Zamawiającym był król Stanisław August Poniatowski, który umieścił ją w Łazienkach Królewskich. Rzeźba przykuwa uwagę i daje do myślenia. Zdecydowanie trudno jest przejść obok niej obojętnie.

Kierując się w stronę południowego krańca parku odnajdziemy klasycystyczny Pałac Marynki, który powstał w latach 1790-1794 według projektu Aignera. Rezydencja była prezentem ślubnym dla Marii z Czartoryskich Wirtemberskiej, córki Izabeli i Adama Kazimierza. Fasadę rezydencji wykonano  w stylu korynckim. Na fryzie portyku umieszczono sentencję z Horacego: ISTE TERRARUM MIHI PRAETER OMNES ANGULUS RIDET co przetłumaczyć można: „Ze wszystkich zakątków ziemi ten najbardziej się do mnie uśmiecha”.

Spacerując po parku, tylko kwestią czasu jest gdy, natraficie na Schody Angielskie. Jest to Ciekawa konstrukcja ceglana, którą znajdziecie obok Domku Żółtego. Bardzo romantyczne i klimatyczne miejsce, ale wymaga posprzątania, bo dzicz, która weszła tam niczym dzikie świnie w agrest bez ostrzeżenia, pozostawiły po sobie syf. Bardzo szkoda, bo miejsce ma spory potencjał do zdjęć, natomiast później bez dobrego retuszu się nie obejdzie.

W pobliżu Schodów Angielskich znajdziecie Domek Żółty. Dom ten zwany również Aleksandryjskim i wybudowany został w latach 1801-1805 dla cara Aleksandra I. Mieszkał on tutaj podczas wizyt w Puławach. Obecnie dostępna jest tam wystawa w ramach tego samego biletu co pałac.

Ciekawostką jest, znajdująca się na terenie Parku Czartoryskich Brama Rzymska. Warto zwrócić uwagę, że brama ta powstała na wzór Łuku Tytusa w Rzymie, a wybudowano ją w 1829 roku.

Z drugiej strony Parku Czartoryskich znajduje się Altana Chińska, pochodząca z połowy XVIII wieku. Co ciekawe jest jednym z najstarszych budynków na terenie parku. Niestety nie jest udostępniona do zwiedzania i podziwiałem ją jedynie zza ogrodzenia. Patrzyłem więc na nią z utęsknieniem, niczym ZUS na składkę ubezpieczeniową.

Wieża ciśnień to kolejne godne uwagi miejsce, szczególnie że idealnie wpisuje się na scenerię do nakręcenia horroru. Leżąca bezpośrednio przy dziedzińcu pałacowym wieża ciśnień jest zabytkiem budownictwa technicznego. Budowla powstała w 1897 roku jako część systemu wodociągowego, który od XVII wieku zaopatrywał zespół pałacowy w wodę. Konstrukcję wyróżnia ośmioboczna wieża, licowana w górnej części deskami. Wieża ciśnień jest przykładem stylu rosyjskiego klasycyzmu wieczorem wygląda mrocznie, ale za dnia prezentuje się zdecydowanie korzystniej.  Gdybym oprowadzał po tym miejscu, na bank wymyśliłbym mrożącą krew w żyłach historię o mordercy, który dokładnie tutaj zabijał seryjnie mieszkańców i turystów. Pewnie bym długo nie popracował, ale dla tych przerażonych min – wiem, że byłoby warto. Jedno jest pewne, moje opowieści byłyby tak  straszne, że nawet Scooby-Doo podskoczyłby z przerażenia.

Kolejne miejsce do puszczenia wodzy mojej chorej fantazji i wyobraźni byłby pewnie sarkofag poświęcony pamięci Augusta Aleksandra Czartoryskiego i Zofii z Sieniawskich Czartoryskiej. Na bank tu też wymyślałbym ciekawe historie, których nie powstydziłby się scenarzysta w „Z archiwum X”. Zaczynam pomału żałować,  że nie oprowadzam zawodowo po tej inspirującej części parku. Więc gdyby szanowna Dyrekcja tego Muzeum przypadkiem trafiła na mój blog – zgłaszam akces do pracy. Zaznaczę również, że siłą sukcesu mojego CV jest wypadkowa ciężkiej pracy, nieprzeciętnej inteligencji i zaburzeń osobowości. Pozdrawiam i czekam na telefon. Dobra tyle o mnie i mojej prywacie, wracajmy do zwiedzania.

Zdradzę Wam, że udało mi się ustalić iż twórca sarkofagu wzorował się na antycznym grobowcu Scypiona Barbatusa (obecnie znajdującego się w zbiorach Muzeów Watykańskich). Nie wiem jednak jak zmarły pochowane w nim osoby, choć mocno kusi mnie, by stworzyć historię na miarę polsatowskich „Trudnych spraw”.

Nie ma co jednak ściemniać, bo Puławy warto odwiedzić również z kilku innych powodów. Jednym z nich jest Kościół Wniebowzięcia NMP. Budynek powstał w 1803 roku jako klasycystyczna kaplica przy rodowej rezydencji Czartoryskich. Fundatorem świątyni był książę Adam Kazimierz Czartoryski, a projektem zajął się polski architekt Piotr Aigner. Od 1919 roku jest to samodzielna parafia w Puławach. Do dziś budowla zachowała charakterystyczną kolumnadę i świetnie wpisuje się jako miejsce idealne do poślubnych, plenerowych sesji zdjęciowych. Kościół zachwyca niesamowitym stylem architektonicznym oraz swym unikalnym wyglądem. Znajduje się on poza granicami parku, na wysokiej skarpie. Projektujący świątynię inspirował się rzymskim Panteonem. Wnętrze kościoła, podobnie jak rzymskiego protoplasty, oświetla otwór pośrodku sklepienia. Budowla ucierpiała znacznie w trakcie II wojny światowej, ale na szczęście została odbudowana.

Kolejnym miejscem, do którego zawędrowałem jest Marina Puławy. Jest to miejsce, które oferuje sporo atrakcji w okresie letnim dla zwiedzających, zainteresowanych aktywnym spędzeniem czasu. Tutaj organizowane są różnego rodzaju eventy. To tu zobaczysz prawdziwie łodzie puławskich wikingów.


Warto też wybrać się do Muzeum Badań Polarnych. Jest to pierwsze w Polsce muzeum polarnictwa. Muzeum to zostało powołane do życia niedawno bo w 2020 r. Obecnie instytucja ta prowadzona jest przez województwo lubelskie wraz z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Będąc w środku zobaczycie wśród eksponatów m.in. rzeźby z kości morsa, strój Inuity, model kajaka, które pochodzą ze zbiorów prof. Aleksandra Kosiby z przedwojennych wypraw na Grenlandię. Zwiedzający mogą zobaczyć też skuter śnieżny i sanie z polskich stacji polarnych. Muzeum posiada również kolekcję muszli, skamieniałości i bursztynów pochodzących z Syberii. W zbiorach instytucji znajdują się także niesamowite zdjęcia z polskich wypraw badawczych, mapy i księgozbiór związany z badaniami polarnymi. Będąc w Puławach koniecznie odwiedź to miejsce.

Puławy są miastem położonym w województwie lubelskim i wyróżnia je też sporo fajnych murali, których nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie. Zarówno samo miasto jak i jego okolice są bardzo ciekawe i warte zwiedzenia również pod kątem graffiti. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze bunkrów, tężni solankowych oraz wąwozów i uwierzcie lub nie, ale wszystko to tu znajdziecie. Brakowało mi tylko tęczowej krowy, która ruszy ze mną w podróż, więc poszukiwania będą trwać dalej.

B JAK BILETY

Tak jak obiecałem – słowa dotrzymuję, o to zestawienie cenowe atrakcji w Puławach. Zaznaczę, że ceny podane są na dzień dzisiejszy i mogą ulegać zmianom, dlatego nie sugerujcie się nimi jako jedynie objawionej prawdy. Czas na ceny biletów

Muzeum Badań Polarnych – 8 PLN zapłacicie za bilet normalny i 5 PLN za bilet ulgowy. Muzeum jest czynne od wtorku do niedzieli w godzinach: 10:00-16:00.  W poniedziałki jest nieczynne.

Zespół pałacowo-parkowy książąt Czartoryskich – 20 PLN zapłacicie za bilet normalny i 15 PLN za bilet ulgowy. Muzeum jest czynne od 9:00 do 17:00 w sezonie letnim (od początku kwietnia do końca października) oraz od 9:00 do 16:00 w sezonie zimowy (od początku października od końca marca).

Warto też wiedzieć, że przyjeżdżając do Puław autem, samochód możecie zostawić naprzeciw bramy pałacowej. Jest tam darmowy parking znajdujący się zaraz przy ulicy.

C JAK CIEKAWOSTKI i CENNE INFORMACJE

Wiecie, że największym mostem łukowym w Polsce jest stalowy most na Wiśle znajdujący się właśnie w Puławach, i choć nie wielkość różdżki, a moc magika podobno jest ważna w życiu, tak sama wielkość niepodważalnie robi on wrażenie. Most ten jest jednocześnie mostem stosunkowo nowym, bo oddanym do użytku w lipcu 2008 roku. Jego długość wynosi 1038 metrów, zaś rozpiętość jego głównego przęsła łukowego liczy aż 212 metrów. Będąc w tych stronach warto jest rzucić na niego okiem.

Jak już wcześniej wspomniałem, pierwsze na ziemiach polskich Muzeum Narodowe założyła Izabela Czartoryska właśnie w tym mieście. Mieściło się ono w Świątyni Sybilli w Puławach. Słynna „Dama z Gronostajem” Leonarda czy „Krajobraz z przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie” Rembrandta oraz „Portret młodzieńca” Rafaela zostały po raz pierwszy zaprezentowane szerszej widowni właśnie tu, w pawilonie ogrodowym na terenie parku pałacowego w Puławach.

Kończąc tą naszą podróż dodam jeszcze, że jeśli chodzi o dojazd do Puław, to od wschodu przebiega droga ekspresowa S17, która łączy Warszawę z Lublinem, więc samochodem z tych miejscowości dostaniesz się tutaj najłatwiej. Wyprawa z Lublina zajmie Ci tu około 30-45 minut, a ze stolicy dotrzeć tu można w około 90 minut. Od północy Puławy oblewa krótki odcinek drogi S12. Droga ma prowadzić do Piotrkowa Trybunalskiego i gdy będzie gotowa, znacznie przyspieszy podróż z zachodnich kierunków kraju.

Puławy to miasto bardzo przyjazne dla rowerzystów. Znajdują się tu szlaki rowerowe: niebieski, czerwony, zielony i żółty. Dlatego miłośnicy dwóch kółek, również znajdą tu coś dla siebie.

Podsumowanie

Puławy to urocze miasteczko leżące terenie województwa lubelskiego, które od Mazowsza oddziela tylko Wisła. Turyści zaglądają tu chętnie z powodu długiej i ciekawej historii tej miejscowości, doceniają też piękno okolicy i niesamowitą przyrodę. Zachęcam Was do odkrywania tej perły nadwiślańskiego krajobrazu i czerpania radości z każdej chwili spędzonej w tym niezwykłym mieście. Puławy to moc atrakcji dla każdego turysty, które są bardziej niewyobrażalne niż jednorożec z parasolką w tłumie flamingów. Tutaj czekają na Was cenne zabytki oraz malownicze zakątki, którym warto się uważniej przyjrzeć. Kto odwiedzi tą część województwa lubelskiego, ten spędzi czas w ciekawy sposób, a jednocześnie zdobędzie cennych wspomnień. Mówi się, że Puławy są tak urocze i słodkie, że nawet cukierki zaczęły prosić to miasto o autograf i coś w tym prawdy jest. Trzymajcie się więc smacznie i zdrowo oraz do następnego razu. Cześć!!!

 

linia

Wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, anonimowemu Patronowi oraz Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Lubelskiego.

DZIĘKUJĘ WAM

 

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Województwo Lubelskie 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2023

 

ABC O KOŚCIELE DOMINIKANÓW W LUBLINIE

Witajcie podróżnicy!

Jesteście gotowi na kolejną podróż? Dziś przedstawię Wam ABC o Kościele Ojców Dominikanów w Lublinie. Czas na wyprawę do Miasta Inspiracji, gdzie w sercu tutejszego Starego Miasta wznosi się majestatyczny kościół, skrywający w swych murach wiele tajemnic. To miejsce, gdzie historia, sztuka i duchowość splatają się w fascynującą opowieść o przeszłości i teraźniejszości. Nie ma co przedłużać, rozsiądźcie się wygodnie i startujemy z kolejną eksploracją w nieoczywiste miejsca, które przynajmniej raz w życiu warto zobaczyć na własne oczy. Zapnijcie pasy, bo zaczynamy.

A jak atrakcje Miasta Inspiracji

Dziś zabieram Was w unikatową podróż do Bazyliki pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika. Jest to bez wątpienia jedna z ważniejszych atrakcji na turystycznej mapie Lublina. Dzięki uprzejmości Ojca Krzysztofa Modrasa, pokażę Wam najskrytsze zakamarki i niedostępne dla wielu turystów czy wiernych zakątki kościoła i klasztoru, które skrywane są tu na przestrzeni 700 lat. Już na starcie serdecznie chciałem podziękować Ojcu Krzysztofowi za życzliwość i uchylenie rąbka tajemnic z klasztornych murów dla czytelników mojego podróżniczego bloga.

Kościół Ojców Dominikanów w Lublinie jest prawdziwą perłą architektoniczną, otoczoną mistycznym klimatem i bogatą historią. Od samego wejścia w mury do tej świątyni wyczuć można niezwykłą atmosferę, która przenosi nas w czasach, gdy kamienne mury świadczyły o głębokiej wierze i duchowej sile lokalnej społeczności. Od samych drzwi wejściowych zauważyć też można, jak na przestrzeni setek lat, miasto wypiętrzało się i to wszystko dostrzegalne jest gołym okiem. Te różnice poziomów mogą zaskoczyć Was już od samego progu. Bardzo dobre jest również to, że osoby niewidome lub słabowidzące, mogą się dowiedzieć więcej o tym miejscu dzięki specjalnym tablicom informacyjnym zapisanym alfabetem Braille’a.

B jak Bazylika

Bazylika pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika to jedna z najstarszych świątyń Lublina. Za datę pierwszej fundacji kościoła klasztornego przyjmuje się rok 1253, jednakże uważa się, że dominikanie mogli przybyć do Lublina z Krakowa już w latach 30. XIII wieku. Obecny kościół został zbudowany w XIV wieku, z fundacji Kazimierza Wielkiego w 1342 roku. Oszacowano, że do początków XVI wieku, gdy dodano drugą nawę boczną, był świątynią dwunawową, z wydłużonym, zakonnym prezbiterium. Obecny kształt otrzymał po przebudowie w końcu XVI wieku, a miało to mieć miejsce po słynnym pożarze w 1575 roku.

Od 1967 roku do chwili obecnej, ten kościół nosi zaszczytny tytuł bazyliki mniejszej, nadany przez papieża Pawła VI. Warto dodać, że historia związana z klasztorem jest ściśle związana z relikwią Drzewa Krzyża Świętego, którą przechowywano tam do 1991 roku, zanim została prawdopodobnie skradziona. Do tej kwestii wrócimy jednak trochę później. Ponadto co jest ciekawostką, pod całym kościołem są krypty a więc miejsca wiecznego spoczynku.

Jak trafić do tego kościoła? Znajdziecie go przy ulicy Złotej 9 w Lublinie. Jeśli przechadzacie się po Starym Mieście, trudno będzie Wam go przeoczyć. Chociaż fasada sama w sobie jest wyjątkowa i przyciąga uwagę przechodniów, to prawdziwe skarby ukryte są w jego wnętrzu. Znajdziecie tam jedenaście kaplic, z których każda jest pełna niezwykłych inspiracji. Jedna z kaplic zawiera wyjątkowy obraz przedstawiający pożar Lublina z roku 1719. Możecie dostrzec na nim chłopca, który wydaje się cieszyć się wśród panikującego tłumu. Zastanawiam się zawsze gdy przed nim stoję, czy to podpalacz, czy może widok płonącej szkoły sprawia temu dziecku tyle radości?

Warto też podkreślić, że wnętrze kościoła zachwyca bogactwem detali. Barokowe ołtarze, malowidła, rzeźby i witraże tworzą harmonijną kompozycję, w której każdy szczegół opowiada swoją historię. Przechadzając się po nawach, odkrywamy tajemnicze kaplice, pełne religijnych artefaktów i monumentalnych obrazów. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że jest to miejsce nie tylko dla wiernych, ale także dla miłośników piękna, którzy docenią niepowtarzalne dzieła sztuki sakralnej. Obecnie kościół pełni funkcje sakralne, a budynki klasztorne są nadal użytkowane przez o. dominikanów.

C jak cenne relikwie i inne skarby

Tak jak obiecałem, na koniec zdradzę Wam, że historia rozwoju klasztoru lubelskiego wiąże się ze znajdującą się w nim do 1991 roku relikwią Drzewa Krzyża Świętego, o której już wcześniej Wam wspomniałem.

 

Istnieją dwie opowieści na temat tego, jak relikwia trafiła do Lublina. Zgodnie z relacją Jana Długosza, przywiózł ją do miasta i podarował dominikanom Grzegorz, książę kijowski, za czasów Kazimierza Wielkiego. Inne źródła opowiadają historię, sugerując, że relikwia pojawiła się w Lublinie za rządów Władysława Jagiełły, dzięki staraniom dominikańskiego biskupa kijowskiego, Andrzeja. Co ciekawe, nie wiadomo, jak i kiedy zniknęły. Znana jest jedynie data, ale niestety do dzisiaj nie udało się ustalić sprawców tego zaginięcia. Podejmowano różne próby poszukiwań, a niektóre z nich skończyły się nawet śmiercią. Historia ta nadaje się więc na dobry kryminał i liczę, że w przyszłości zostanie taki nakręcony lub opisany w jakiejś zacnej książce, tym bardziej, że Drzewa Krzyża Świętego poszukiwał nawet jasnowidz.

Moim zdaniem jednym z najbardziej fascynujących elementów kościoła jest tutejszy skarbiec, gdzie przechowywane są cenne eksponaty związane z historią zakonu dominikanów. Księgi, relikwie i przedmioty kultu przypominają o wielowiekowej tradycji. Przemierzając krużganki dominikanów docieramy w końcu do ich skarbca. Najwyższy czas otworzyć przed Wami jego drzwi. Sami zobaczcie co skrywa to inspirujące miejsce.

 

 

To tu znajdziemy fragment repliki obrazu Unii Lubelskiej Jana Matejki, którą w oryginale zobaczycie na Zamku w Lublinie w Muzeum Narodowym, które już jakiś czas temu opisywałem Wam na moim blogu – link do tego wpisu znajdziecie tutaj. Warto rzucić okiem na to jak pięknie namalował Matejko swoją małżonkę, daję Wam gwarancję, że najpiękniejsza kobieta na obrazie to właśnie ona, ale zwrócić też należy uwagę na wizerunek teściowej, z którą malarz nie bardzo się dogadywał (to ta najbrzydsza z kobiet na obrazie). Możecie też wypatrzeć również samego Matejkę, którego twarz znajdziecie na dalszym planie, zaraz za królem Polski Zygmuntem II Augustem.

Waszą uwagę zwracam również na niesamowity krucyfiks. W skarbcu dominikanów zobaczycie Chrystusa ukrzyżowanego na palmowym drzewie i przyznam się Wam, że takiego krzyża nie widziałem nigdzie indziej na świecie. Nie jest to jednak jedyny krzyż, dla którego koniecznie musicie wybrać się do skarbca. Dodam Wam jeszcze cenną wiadomość, sam skarbiec jest do zobaczenia w uczciwej cenie, bo zupełnie za darmo. Więc będąc w Lublinie, koniecznie musicie się tu wybrać.


Skarby zobaczone, można ruszać dalej. Podczas zwiedzania kościoła i klasztoru mnie osobiście zainspirowało wyjątkowe pomieszczenie klasztorne, które pokazał mi przeor klasztoru. Za bardzo starymi drzwiami, na podłodze dopatrzyłem się charakterystycznego śladu, który jest dość wymowny i unikatowy. Ludzie o bogatej wyobraźni doszukać się w nim mogą nawet czarciej stopy, która obok kultowej czarciej łapy (znajdującej się na zamku w Muzeum Narodowym w Lublinie), może być śladem obecności diabła w Kozim Grodzie. Ile jest w tym prawdy, tego ani ja, ani nawet sam przeor nie wiemy. Jedno jest pewne, miejsce intryguje, a sam ślad jest bardzo charakterystyczny i cieszę się, że udało mi się go zobaczyć na własne oczy.

Zwiedzając tą wyjątkową przestrzeń, nie można też zapomnieć o dziedzińcu klasztornym, otoczonym krużgankami, który stanowi oazę spokoju w samym sercu Starego Miasta. To idealne miejsce do refleksji, gdzie można oderwać się od zgiełku codziennego życia i zanurzyć się w atmosferze spokoju i kontemplacji oraz zachwycić się latem pięknie kwitnącymi tu różami.

Na południowej stronie bazyliki rozciąga się obszerny kompleks klasztorny z dwoma dziedzińcami, w tym wschodnią częścią pochodzącą z XIV wieku. Znajduje się tam m.in. „Sala Unii”, dawny refektarz klasztorny, wsparty na jednym filarze, który był rozbudowywany w XVI-XVIII wieku.

Mnie osobiście bardzo mocno zaintrygowało pomieszczenie, w którym dokonywano egzorcyzmów. Mroczne, ciemne pomieszczenia nadały mojej eksploracji dodatkowego smaku. Wcześniej nawet nie miałem pojęcia, że właśnie w tych murach klasztornych wypędzano złe duchy z ludzi, a jeśli jesteśmy już przy kwestii wypędzania, to kończąc naszą podróż, dodam jeszcze, że w okresie kasaty zakonu i wypędzenia zakonników w latach 80. XIX wieku klasztor został przekształcony w koszary. Dominikanie odzyskali część swojej własności w 1938 roku, ale po 1945 roku większą część klasztoru zajęły instytucje takie jak dom dziecka i Teatr Lalki i Aktora im. H.Ch. Andersena. Ostatnio trwa renowacja i restauracja zarówno bazyliki, jak i klasztoru, a miejsce to sukcesywnie pięknieje, ale wymaga jeszcze nakładu czasu i sporych środków finansowych, by zostało w pełni odrestaurowane.

PODSUMOWANIE

Kościół Ojców Dominikanów to nie tylko zabytek, ale także centrum duchowego życia Lublina. Regularnie odbywają się tu koncerty, spotkania duszpasterskie i wydarzenia kulturalne, które przyciągają zarówno mieszkańców, jak i turystów. To idealne miejsce dla tych, którzy pragną poczuć ducha historii i doświadczyć głębokiego spokoju w sercu miasta. Dominikanie natomiast to przyjaźni, życzliwi ludzie, którzy idealnie wpisują się w istotną tkankę Miasta Inspiracji.

Podsumowując, odwiedzenie tego miejsca, to nie tylko podróż w czasie, ale także spotkanie z duchową stroną tego urokliwego miasta. Będąc w Lublinie koniecznie zanurzcie się w niezwykłej atmosferze tego miejsca i pozwólcie, by historia, sztuka i duchowość przeniosły Was w świat pełen tajemnic i piękna. Na koniec zostawiam Wam jeszcze sporą porcję zdjęć, byście jeszcze dokładniej mogli poznać to miejsce.

Do następnego wpisu z kolejnych podróży!


linia

Wpis powstał dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, anonimowemu Patronowi oraz Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Lubelskiego.

DZIĘKUJĘ WAM

 

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska 

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2023

 

ABC o Muzeum Pergamońskim w Berlinie

Witajcie, miłośnicy podróży! Dziś zabiorę Was na ekscytującą wyprawę do Muzeum Pergamońskiego w Berlinie. Miejsce to jest bez wątpienia jednym z najpopularniejszych muzeów niemieckich. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że zabieram Was w wirtualną podróż do jednego z najważniejszych muzeów na świecie. Szacuje się, że starożytni bogowie co roku przyciągają tu około miliona turystów z różnych stron świata. Żeby odwiedzić to Muzeum trzeba się mocno pośpieszyć, bo ze względu na szeroko zakrojone prace remontowe skarby takie jak kolorowa Brama Isztar czy szlak procesyjny Babilonu nie będą dostępne przez najbliższe kilka lat. Postaram się Wam przedstawić kluczowe informacje, które przybliżą Wam to fascynującą przestrzeń, a może komuś uda się je jeszcze dziś odwiedzić. Nie wiem jak Wy, ale ja już jaram się niczym styrta w Lipinkach Łużyckich.

A JAK ATRAKCJE

Sam budynek Muzeum wybudowany został w latach 1910-1930 i stanowi dominującą część Wyspy Muzeów w samym sercu stolicy. Zespół tutejszych Muzeów składa się aż z pięciu historycznych budynków, a od 1999 roku został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO ze względu na swoje szczególne znaczenie.

Na początek warto wspomnieć, dlaczego powinniście tu zawitać. Postaram się wymienić Wam kilka najważniejszych moim zdaniem atrakcji, które koniecznie musicie tutaj zobaczyć.

Na grafice znajdującej się po prawej stronie, zaznaczyłem Wam, gdzie na wyspie muzeów znajdziecie Pergamon Muzeum. Obecnie w budynku tym mieszczą się właściwie trzy muzea: Kolekcja Starożytności Klasycznych ze świadectwami architektury hellenistycznej i rzymskiej, Muzeum Starożytnego Bliskiego Wschodu oraz Muzeum Sztuki Islamskiej.

Muzeum Pergamońskie to prawdziwa skarbnica historii i sztuki, odwiedzenie tego miejsca to prawdziwa podróż w czasie. Na mnie ogromne wrażenie zrobiła Brama z Miletu i zdecydowanie polecam ją Wam zobaczyć. To absolutna perła. Przejść się obok niej, to doświadczenie godne polecenia, dla mnie było to niezapomniane przeżycie! Bardziej zaskakujące mogłoby być tylko zobaczenie jadącego tam słonia na monocyklu.


Kolejnym godnym polecenia miejscem jest Pokój z Aleppo. To przepiękny pokój z syryjskim wnętrzem, który został przeniesiony w całości do Berlina. To doskonały przykład sztuki i rzemiosła unikatowego w skali świata.

Kolejny obowiązkowy punkt do zobaczenia to Brama z Isztar. Ta monumentalna brama z Mezopotamii to jeden z najważniejszych eksponatów Muzeum. Jej pięknie zdobione detale zapierają dech w piersi (w mezpopotamii bogini wojny i miłości). Szacuje się, że budowla wzniesiona została na przełomie VII i VI wieku p.n.e., za panowania króla Nabuchodonozora II. Czyli jeszcze wyjaśnienie dla niezorientowanych w historii – jest jeszcze starszy jak przestarzała aplikacja na smartfonie, której już nawet Twoja babcia nie używa.

To tylko część niesamowitych skarbów, które skrywa to miejsce. Możecie być jednak pewni, że w Muzeum tym znajdziecie wiele innych niezwykłych artefaktów, w tym starożytne rzeźby, ceramikę i sporo innych unikatowych przedmiotów, które po prostu trzeba przynajmniej raz w życiu zobaczyć na własne oczy.

B JAK BILETY

Za chwilę zrobi się smutno jak w wesołym miasteczku na lockdownie. Jeśli planujecie wizytę w Muzeum Pergamońskim, muszę Wam przekazać kilka niepokojących informacji na temat biletów. Od wielu tygodni Muzeum jest mocno oblegane przez turystów. Pojawiły się informacje z napisami przy wejściu do Muzeum „Wir haben keine Tickets mehr für das Pergamon Museum im Angebot” co oznacza, że nie ma już w ofercie biletów do Muzeum Pergamońskiego. Choć dotychczasowe wolne terminy są już od dawna zajęte, to i tak przed budynkiem Muzeum codziennie tworzą się kolejki.

Niektórzy liczą, że uda się nabyć bilety u tzw. konika, który wcześniej wykupił bilet, a teraz odsprzeda go z marżą. Nie pomógł nawet fakt, że godziny otwarcia dla zwiedzających zostały już dwukrotnie wydłużone, a w ostatnich dniach drzwi pozostały otwarte od 9:00 do 21:00.

C JAK CENY I CENNE INFORMACJE

Bilet normalny kosztuje do tego miejsca 12 €. Warto rozważyć kupno biletu wstępu na całą Wyspę Muzeów z panoramą, który kosztuje 19 €. Dzieci i młodzież ucząca się mogą liczyć na zniżki – cena za bilet ulgowy wynosi 6 €, a dzieci do 6. roku życia wchodzą zupełnie za darmo. Warto też śledzić stronę Muzeum gdyż dotychczas organizowane były dni darmowego zwiedzania. Liczyć się jednak trzeba wtedy z dużymi kolejkami. Jednym z takich dni jest np. Noc Muzeów.

Muzeum oferuje również audioprzewodniki, które pomogą Wam poznać historię i znaczenie eksponatów. Na miejscu jest również bezpłatna toaleta oraz garderoba. Jeśli przyjechaliście z dużym bagażem, na pewno będziecie potrzebować miejsca, aby go schować. Nie martwcie się Muzeum posiada również przechowalnie bagażu.

Nie sposób wyjść z Muzeum bez odwiedzenia sklepu muzealnego. Tutaj znajdziecie książki, reprodukcje i inne pamiątki związane z wystawą. Dodam jeszcze, że w budynku mieści się również kawiarnia i restauracja, gdzie parzą smaczną kawę i możecie coś dobrego przekąsić, by zaspokoić pierwszy głód. Gdy zapytacie mnie ile czasu należy przeznaczyć na zobaczenie tego miejsca? Odpowiem, że zarezerwować należy minimum 1,5 / 2 godziny, ale górnej granicy nie umiem wyznaczyć. Wiem, że wiele osób spędza tu cały dzień. Często też pada pytanie odnośnie możliwości fotografowania – jest ono oczywiście dozwolone, natomiast nie wolno używać lampy błyskowej.

Jak już rozpisałem się o kwestiach finansowych to na koniec zdradzę Wam, że całkowity koszt tej remontowej inwestycji szacuje  się na około 1,5 miliarda €. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę doczekać się ponownego otwarcia. Pierwsza część renowacji kosztowała 489 milionów €. Na drugi etap obliczono kwotę 722,4 mln €. Ryzyko i wzrost cen wyniosły dotychczas 295,6 mln €. Te łączne koszty mogą sięgnąć więc tej ogromnej kwoty, której nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Natomiast z niecierpliwością czekam efektów finalnych, wydatkowania tak potężnych pieniędzy i obiecuję Wam je pokazać po ponownym otwarciu Muzeum.

PODSUMOWANIE

Dziś zabrałem Was do jednego z tych muzeów, które naprawdę warto odwiedzić. To niezwykłe miejsce, pozwala odkrywać fascynujący świat starożytności. Wyprawa tu odkryła przede mną, ale myślę, że i przed Wami fascynującą podróż w czasie, która pozwala wniknąć w tajemniczą historię naszej cywilizacji! Pamiętajcie, że od jutra, czyli od poniedziałku (23 października 2023) Muzeum będzie całkowicie zamknięte przez co najmniej cztery lata. W całości Muzeum Pergamońskie zostanie ponownie otwarte dopiero za 14 lat, a dokładnie w 2037 roku. Budowa odcinka A w skrzydle północnym i skrzydle środkowym z Ołtarzem Pergamońskim, która jest zamknięta od 2013 r., zostanie ponownie udostępniona w 2027 r. Także bądźcie cierpliwi, bo warto zobaczyć, doświadczyć, i zwiedzić, a przede wszystkim poczekać na ponowne otwarcie tego unikatowego miejsca.

Nie byłbym sobą, gdybym jeszcze nie wspomniał, że będąc na Wyspie Muzeów warto jest również wybrać się do Altes Museum, Bode Museum, Alter Nationalgalerie, Neues Museum, położonego pomiędzy dwoma odnogami Szprewy, ze słynną Nefretete i Galerią Jamesa Simona i to tylko kilka z wielu powodów, dla których warto jest odwiedzić Berlin. Poniżej zostawiam Wam jeszcze szereg zdjęć zawierających skarby tego unikatowego Muzeum Pergamonu. Poniżej na fotografiach znajduje się m.in. Stela z Kodeksem Hammurabiego, Mirhab z Kaszanu, Fasada pałacu Mszatta i wiele innych cudów świata. Jednego jestem pewny – do tego miejsca wrócę na milion procent. Myślę, że i Was tutaj zabiorę, a na pewno do stolicy Niemiec wybierzemy się jeszcze nie raz, więc bądźcie grzeszni… tzn. grzeczni i do następnego razu – cześć.

\

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Niemcy  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2023

 

Europejski Festiwal Smaku 2023

ABC o Europejskim Festiwalu Smaku 2023

Cześć, witajcie!!!

Dziś zabieram Was w kulinarne tournée po Lublinie, gdzie właśnie odbywa się Europejski Festiwal Smaku – wydarzenie, które rozczarowuje tylko diety, ale wzbogaca nasze żołądki i dusze! Mam nieodparte wrażenie, że na Europejskim Festiwalu Smaku zawsze jest ogrom ludzi. Może to dlatego, że jedzenie jest tu równie uzależniające jak najlepszy serial na Netflixie. Receptura sukcesu tej imprezy chyba ukryta jest w tym, że gdy zaczynasz próbować wszystkich przysmaków z tego wydarzenia, zaczynasz myśleć, że Twoje kubki smakowe mają więcej życia towarzyskiego niż ty.

Niezależnie od tego, czy jesteś miłośnikiem klasycznej pajdy ze smalcem i ogórem, czy też bardziej eklektycznych kombinacji smaków, na tym Festiwalu znajdziesz coś dla siebie. Jeśli kiedykolwiek chciałeś wiedzieć, jak brzmi rozkosz, to na Europejskim Festiwalu Smaku masz okazję tego doświadczyć. Smakując dań z różnych kultur, możesz być pewien, że Twoje kubki smakowe zagrają koncert życia. Tym bardziej wybierz się w ostatnim dniu Festiwalu na Stare Miasto w Lublinie, by doświadczyć tego na własnej skórze. Na Festiwalu możesz spróbować potraw, których nawet wujek Google nie zna.  Mam wrażenie, że właśnie to tutaj takie eksperymenty smakowe stają się codziennością. Wydarzenie odbywa się w dniach 4-10.09.2023 i jest przepełnione nie tylko ciekawym smakiem, ale i bogactwem kolorów.

  

A JAK ATRAKCJE

W programie wydarzeń znajdziecie zarówno coś dla ciała, jak i dla duszy! Mnie najbardziej przekonują przysmaki regionalne, ale i te z różnych stron Europy, m.in. z Grecji, Węgier, Armenii, Turcji czy Włoch. Oprócz tego, w programie Festiwalu znalazło się mnóstwo spotkań, wystaw, a nawet pokazy filmowe czy pokazy mody renesansowej. Tradycyjnie już piętnasta edycja Europejskiego Festiwalu Smaku jest więc połączeniem przysmaków, sztuki, literatury i muzyki. Kulinarnym bohaterem Festiwalu jest lubelska wieprzowina, dokładnie świnka rasy puławskiej. Jednym słowem to najbardziej sprośna impreza na jakiej ostatnio mogliście być.

 

B JAK BEZWZGLĘDNOŚĆ

Bezwzględnie na Europejskim Festiwalu Smaku trzeba odrzucić wszelkie diety i przyjąć fakt, że kalorie są tylko liczbą. Bądź dobrej myśli, nie ograniczaj się, a po kilku dniach festiwalowych orgii smakowych, możesz poczuć się jak statysta w filmie science fiction, który trafił do alternatywnego wymiaru – wymiaru, w którym buty stają się ciasne, a paski w spodniach stają się zbędne. Tak więc, jeśli szukasz niezapomnianej przygody smakowej, wybierz się do Lublina na Europejski Festiwal Smaku. To miejsce, gdzie Twoje kubki smakowe wezmą Cię na nieziemską wycieczkę, a Twój żołądek będzie się cieszył jak dziecko w sklepie ze słodyczami. Ale pamiętaj, że po Festiwalu bezwzględnie należy zaplanować też dłuższy spacer, po pięknym Starym Mieście w Lublinie, żeby odrobinę odreagować wszystkie te bezlitosne kalorie. Bezwzględnie też spacerując po tej okolicy pamiętajcie by nie dotykać kamienia nieszczęścia. Legenda głosi, że kto go choć raz dotknie, będzie miał w życiu pecha.

C JAK CENY

Na koniec zostawiam kilka informacji co do cen. Wiele z potraw czy sprzedawanych produktów w mojej ocenie ma wygórowane ceny. Momentami miałem wrażenie, że jest tak drogo, jak wtedy gdy trafiłem do ekskluzywnej restauracji, patrzyłem w kartę, przełykałem ślinę i uświadamiałem sobie, że na te potrawy pracowałem cały dzień. Jeśli jednak ktoś z Was chce się najeść i mocno przycebulować, to zdradzę Wam, że wiele pyszności można degustować zupełnie za darmo. Sporo dań i dodatków serwowane są zupełnie nieodpłatnie. Zostawiam Wam jeszcze niedzielny rozkład jazdy z programu Festiwalu – aż chce się napisać, bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, tym bardziej, że większość poniższych wydarzeń jest zupełnie nieodpłatna.

Poniżej specjalnie dla Was niedzielny rozkład jazdy i kilka zdjęć z tegorocznej edycji tego wydarzenia (10.09.2023):

Godz. 10:00 – Jarmark inspiracji, prezentacje stoisk, degustacje, zakupy aż do godziny 18 – Stare Miasto w Lublinie.

Godz. 11:00 – Leica Open Day. Spotkanie z Piotrem Markiem z Leica Store Warszawa. Warsztaty fotografii „Renesans Lublina”, spacer fotograficzny z Leicą – Galeria Sztuki Sceny Plastycznej KUL na ulicy Złotej.

Godz. 12:00 – Konkurs Good Chef Junior – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 13:15 – Karp po strażacku. Pokaz gotowania w wykonaniu drużyny OSP Konopnica – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 14:00 – Konkurs Good Chef Junior – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 14:45 – Pokaz podawania ostryg w wykonaniu Piotra Michalskiego – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 15:15 – Konkurs Good Chef Junior – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 16:00 – Potrawy tradycyjne Ziemi Lubelskiej w aspekcie wielopokoleniowym – pokaz kulinarny Koła Gospodyń Wiejskich „Kreatywne Marysieńki” z Marysina, Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 16:30 – Pokaz Multi Frigo. Najnowsze techniki gotowania – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 17:00 – Czytanie fotografii. Spotkanie z Magdaleną Chojnacką. Trzeba odwagi, by pozostać czułym, pomimo tego wszystkiego, czym ciska w nas świat, by czerpać siłę z każdej iskrzącej sekundy – Galeria Sztuki Sceny Plastycznej KUL.

Godz. 17:30 – Tabulatura smaku. Co jadł Jan z Lublina? Pokaz gotowania prof. Jarosława Dumanowskiego z UMK w Toruniu – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 18:30 – Ceremonia wręczenia tytułu Good Chef Junior, nagród i wyróżnień z udziałem Mirosławy Gałan, prezes Multi Frigo – Scena Smaku, Plac po Farze.

Godz. 18:45 – Koncert finałowy Europejskiego Festiwalu Smaku. Utwory z Tabulatury Jana z Lublina na renesansowym klawesynie wykona Corina Marti ze Szwajcarii, jedna z najlepszych klawesynistek na świecie. Koncert poprowadzi prof. Teresa Księska-Falger – Bazylika oo. Dominikanów.

Całość programu znajdziecie na stronie internetowej Organizatorów.

Zatem do zobaczenia. Bądźcie grzeczni jak koala na diecie bambusa – zawsze dostojnie, ale i zawsze gotowi na przekąskę! Szczególnie, że pewnie wielu i wiele z Was jest na takim etapie życia, w którym bardziej niż na miłość czeka się na Europejski Festiwal Smaku. I pamiętajcie widzimy się dziś w Mieście Inspiracji, a jeśli nie – to do następnego wpisu. Trzymajcie się zdrowo i cześć!!!

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Województwo Lubelskie  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2023

Jarmark Jagielloński 2023

 

ABC O JARMARKU JAGIELLOŃSKIM 2023

Cześć, podróżnicze dusze i miłośnicy historii!

Mam dla was huczne wieści prosto z magicznego miejsca, gdzie przeszłość splata się z teraźniejszością, a średniowiecze wkracza w XXI wiek i to nie koniecznie w stylu disco-polo. Tak, tak, to właśnie dziś opowiem Wam o mojej najnowszej przygodzie na Jarmarku Jagiellońskim w Lublinie! Dziś zdradzę Wam jak moimi oczami wyglądał tegoroczny, szalony rollercoaster kultury w Mieście Inspiracji. Gotowi na kolejną podróż? Rozsiądźcie się wygodnie, bo startujemy.

A JAK ATRAKCJE

Już na starcie zdradzę Wam, że nie jest to moja pierwsza przygoda z tą cykliczną imprezą, która odbywa się w Lublinie już od 2007 roku. To m.in. dlatego na wstępie wiedziałem, że czeka mnie wyjątkowa uczta dla oczu oraz podniebienia i nawet zmiana nazwy tego Festiwalu, nie będzie w stanie tego powstrzymać. Warto wspomnieć, że obecnie Festiwal Re:tradycja – Jarmark Jagielloński, bo taką nazwę ma od niedawna, zawiera w sobie ideę łączenia czasów, światów i funkcji. Jak wyjaśniają na swojej stronie Organizatorzy: „To odpowiedź współczesnego odbiorcy, obserwatora, ale także artysty i twórcy kultury na dziedzictwo, którym dysponujemy i z którego bogactwa czerpiemy. To kontynuacja, ale też budowanie własnych dróg i środków wyrazu”. Ważne jest  moim zdaniem, jednak to, że nazwa Jarmark Jagielloński nie znikła całkowicie. Pod tym szyldem dalej odbywają się i będą odbywać znane wszystkim targi rzemiosła ludowego, czyli to co ja osobiście lubię najbardziej i nie robię tego dla jaj.

 

B JAK BARANKI I INNE CUDA

 

Po pierwszych krokach na jarmarkowym Starym Mieście w Lublinie moje zmysły zostały oczarowane jak wtedy, gdy szukałem koperku do zupy w pudełku po lodach w zamrażalniku, a były tam jednak pyszny, zmrożony deser. To czego mogłem doświadczyć podążając wąskimi uliczkami Starego Miasta, to połączenie przeszłości z teraźniejszością i to w bardzo unikatowym wydaniu. Spotkanie wielu ciekawych ludzi i ich twórczości, to chyba kwintesencja tego co ja w tej imprezie lubię dokumentnie. Podczas tego trzydniowego święta kultury tradycyjnej swoje wyroby zaprezentowało około 140 wystawców, spośród których ponad 30 kontynuuje tradycje wpisane na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Twórcy i wystawcy przyjechali do Lublina nie tylko z Polski, ale i z Litwy, Ukrainy, Słowacji czy Węgier. Od zawsze jedno jest niezmienne, uwielbiam spacerować wśród tych drewnianych budek z barankami i innymi sprośnymi zabawkami.

Festiwal dał mi możliwość spotkania się z muzykami, rzemieślnikami i animatorami, którzy z pełną świadomością oraz wrażliwością podchodzą do twórczego kontynuowania tradycji. W programie wydarzenia znalazły się nie tylko koncerty, potańcówki i targi sztuki ludowej, ale także spotkania, wystawy i instalacje artystyczne, warsztaty, pokazy kinowe, spektakle oraz podwórko gier i zabaw tradycyjnych. Do pełni szczęścia brakowało mi tylko krasnoludka na segway’u w pogoni za wróżką na hulajnodze, oraz średniowiecznej damy w koronie, która z uporem godnym lepszej sprawy, usiłowałaby zrobić sobie selfie z iPhone’em, ale przecież nie można mieć wszystkiego. Choć tak sobie myślę, że to dopiero byłby dowód, iż historia łączona z teraźniejszością może być naprawdę pełna zaskakujących zwrotów akcji.

C JAK CEBULARZ

 

Moje drogie podróżnicze dusze, Jarmark Jagielloński w Lublinie 2023 to naprawdę niesamowite przeżycie i szkoda, że tak szybko dobiegł końca. Nie od dziś wiadomo, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Ważne, że wspomnienia i fotografie zostaną na dłużej, podobnie jak posmak cebularza, zjedzonego w trakcie Jarmarku, on też tak łatwo nie znika. Na zawsze zapamiętam, że właśnie tu spotkała mnie duża porcja tworząca niezapomnianą mieszankę humoru, kultury i tradycji, ale i to, że cebularz serwowany na ciepło z żółtym serem potrafi nadać tej bułce pszennej z makiem i cebulą zupełnie inny wymiar. Moim zdaniem ten smak był bardziej wyjątkowy niż widok jednorożca grającego w pokera z elfami. Jeśli i Wy macie ochotę tego doświadczyć na własnej skórze, wybierzcie się w tą wyjątkową podróż w czasie i przestrzeni okraszoną ogromną inspiracją folklorem. Polecam Wam odwiedzenie tego szalonego rollercoastera kultury za rok! Do zobaczenia na Jarmarku… albo w kolejnej epickiej podróży! Ja napaliłem się niczym kornik na szafę na kolejne RE:TRADYCJE i mam nadzieję, że Wy również. Na koniec napiszę Wam krótko, że jeśli Was zabrakło w tym roku na Jarmarku, to nie ma też co przeżywać, jak stonka wykopki, bo kolejny Festiwal już za rok, a dokładny termin Festiwalu poznamy niebawem. Dzięki Warsztaty Kultury w Lublinie za kolejną fantastyczną imprezę w tym roku. Trzymajcie się zdrowo. Cześć!!!

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

#lublin #jarmarkjagiellonski #miastoinspiracji

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Województwo Lubelskie  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2023

 

 

 

ABC O Międzynarodowych Spotkaniach Folklorystycznych

ABC o Międzynarodowych Spotkaniach Folklorystycznych

Cześć, witajcie,

nie wiem jak Wy, ale stęskniłem się za Wami i za blogowaniem, dlatego postanowiłem odkurzyć nieco ten zakątek i odświeżyć moje blogerowe Królestwo. Zmobilizowała mnie do tego specjalna okazja, o której słów kilka już za moment. Jakby to powiedziały kury w kurniku – jaja się skończyły. Czas więc przejść do sedna i to całkiem na poważnie. Dziś zabieram Was w unikatową podróż do świata wielokulturowości, a wszystko to za sprawą jednego niesamowitego Festiwalu.

W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, roztańczonym korowodem rozpoczęły się już XXXVII Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne w Lublinie. Łatwo można zauważyć, że Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne im. Ignacego Wachowiaka skupiają artystów z różnych stron świata. To dzięki nim Lublin staje się barwny i wielokolorowy. Nie ma co jednak panikować, jak heteryk pod tęczą, jeśli jesteście aktualnie poza Lublinem. Dziś chcę Wam nieco przybliżyć to niesamowite wydarzenie, które właśnie ma miejsce w Kozim Grodzie. Także rozluźniamy poślady i wspólnie ruszamy, żeby się zainspirować. Poczujcie się przez chwilę jakbyście byli właśnie w Mieście Inspiracji, czas na małe ABC z tego Festiwalu.

A jak Atrakcje

Wydarzenie jest okazją do prezentacji swoich tożsamości i odrębności kulturowych, wymiany doświadczeń oraz wzajemnego poznania młodych ludzi. Jest to szczególnie ważne w tym roku, gdyż Miasto Lublin jest Europejską Stolicą Młodzieży. W ramach festiwalu młodzi artyści uczą się od siebie nawzajem, a wymiana tych doświadczeń prezentowana jest na finałowym Koncercie Galowym.

Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne im. Ignacego Wachowiaka odbywają się w Lublinie już od 1985 roku. Powstały dzięki inicjatywie lubelskich zespołów folklorystycznych oraz Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Miasta. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że w ramach wydarzenia odbywają się również warsztaty taneczne i muzyczne, na których młodzi artyści uczą się od siebie nawzajem. Nie brakuje koncertów i pokazów, a wszystko to trwa zaledwie kilka dni. To trochę jak z 500 plus – znika szybciej nim zdążysz się porządnie nacieszyć. Nie wiem czy mój blog, jak i ten Festiwal, ogarnęłaby sama Wisłocka, bo atmosfera jest tu rzeczywiście gorąca i to nie tylko z uwagi na wysokie temperatury. Teraz pewnie ponosi Was fantazja – to jednego możecie być pewni Festiwal ten jest tak ognisty jak emocje podczas pierwszego nocowanka u koleżanki – same pogaduchy. Patrząc jednak na termometr oraz stroje tancerzy i tancerek to powiem jedno – pogoda ich nie oszczędza. Słowa uznania, że dajecie radę.

B jak Bazarek

Warto również dodać, że  w ramach Festiwalu odbywa się kiermasz sztuki ludowej i rękodzieła. Wiele niesamowitych ręcznie robionych rzeczy spotkacie w Ogrodzie Saskim, dlatego będąc teraz w Lublinie wybierzcie się w tym kierunku.

Trzeba też podkreślić, że Organizatorem festiwalu jest Zespół Pieśni i Tańca „Lublin” im. Wandy Kaniorowej. Spotkania odbywają się pod patronatem CIOFF, czyli Międzynarodowej Organizacji Festiwali Folklorystycznych.

Dla mnie jest to świetna okazja do poznania kultury różnych narodów, prezentacji ich tożsamości i odrębności kulturowej. Bardzo doceniam to, że Festiwal ten uczy poszanowania zarówno własnego dziedzictwa kulturowego, jak i innych narodów.  Uczy też tolerancji i namacalnie pokazuje to, że różnorodność jest piękna.

W Muszli koncertowej w Ogrodzie Saskim prezentują się wszystkie zespoły taneczne biorące udział w Festiwalu. Nie brakuje koncertów wypełniających program Międzynarodowych Spotkań Folklorystycznych. Ciekawostką jest to, że sporo z nich usłyszycie z Wieży Trynitarskiej, z której rozpościera się piękny widok na Miasto Inspiracji. W tym roku muzyki z różnych zakątków świata można będzie posłuchać nie tylko w Lublinie, ale i we Włodawie, dlatego zachęcam również do odwiedzenia Miasta Trzech Kultur. Może i ja Was kiedyś tam zabiorę.

C jak Ceny

Mam dla Was niczym nosacz lub typowy „lubelak cebulak” dobre wieści. Festiwal nie jest biletowany, a wstęp na wydarzenia w ramach MSF jest bezpłatny. Czego chcieć więcej? Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać przyszłorocznej edycji. Brawo dla Organizatorów – robicie świetną robotę, trzymam za Was kciuki i do zobaczenia za rok. Kończę pomału to moje dzieło na miarę Blanki Lipińskiej, a my widzimy się niebawem. Lajki, komentarze, udostępnienia i inne brzydkie rzeczy możecie robić z moim blogiem. Bawcie się dobrze, ale i bezpiecznie – wiecie co mam na myśli.

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Woj oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Województwo Lubelskie  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2023

KONKURS – LUBLIN MIASTO INSPIRACJI

Cześć,

dawno mnie tu nie było, dlatego witam Was po przerwie z kolejnym blogowym wpisem. O ile przeczucie mnie nie myli ten artykuł opanuje świat jak dżuma Europę w średniowieczu – czyli szybko i nie bez konsekwencji. Zanim rozwinę się z wywodem lepiej niż turecki dywan, może przejdę od razu do konkretów. Na wstępie WIELKIE DZIĘKI, że jest Was aż tyle na moim Instagramie – jak dziś zobaczyłem, że liczba przekroczyła 10 tys. followersów, to nie pytajcie czy tylko serduszko stanęło mi na baczność przez moment ze wzruszenia. Dziękuję też za wszelkie listy, które piszecie i przepraszam, że na odpowiedź na nie niektóre, chwilę musicie poczekać. Dzięki również za Waszą aktywność na moich social mediach oraz za wsparcie moich PATRONÓW na  Patronite.  

Dziś gwarantuję Wam, że nie będę tworzył kolejnego dzieła na miarę Blanki Lipińskiej, a dla odmiany przychodzę do Was z KONKURSEM z fantastycznymi nagrodami ufundowanymi przez Centrum Inspiracji Turystycznej w Lublinie, Turystyczny Lublin, Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego oraz Spa Orkana.

Do wygrania są gadżety iście lubelskie (torba wypełniona prezentami związanymi z Miastem Inspiracji, a w niej m.in. kalendarz ścienny z pięknymi zdjęciami z województwa lubelskiego na 2023 rok, notes lubelski, t-shirt również nawiązujący do architektury lubelskiej oraz bilet upoważniający do pobytu w Spa Orkana w Lublinie, a w tym możliwość udziału w wykonanym przeze mnie seansie saunowym). Zatem przejdźmy do rzeczy i ustalmy co trzeba zrobić by wygrać.


Zasady konkursowe są banalnie proste:

 

  1. Siądź za komputerem, najlepiej wygodnie, tak by nikt Ci nie przeszkadzał.
  2. Napisz do mnie kreatywny list, możesz być w nim bezlitosny/a niczym Magda Gessler podczas rewolucji, ale bądź przy tym równie szarmancki/a jak pani w punkcie płatności na autostradzie. Nie ma dla mnie znaczenia to czy nastrój, który w nim stworzysz będzie równie mroczny jak blokowisko po podwyżce prądu, czy zabawny jak w wesołym miasteczku w takcie pełnego lockdownu. Znaczenie ma natomiast to co napiszesz i pamiętaj, nie długość w życiu najbardziej się liczy – ja tak sobie powtarzam od dawna 😉
  3. Spraw bym jarał się tym listem, jakbym znów dostał rower na komunię. Niech mój mózg zadymi się po jego przeczytaniu, niczym mikrofala w sezonie w nadmorskim kurorcie.
  4. Najważniejszy jest temat listu: ZAINSPIRUJ MNIE LUBLINEM!
  5. W tytule wysłanego do mnie e-maila napisz: LUBLIN MIASTO INSPIRACJI
  6. Zdaję się na Ciebie i na Twoją kreatywność. Forma inspirowania mnie jest dowolna. Wierzę, że dasz radę i trzymam mocno za Ciebie kciuki. Najlepszą inspirację nagrodzę. Masz czas do końca miesiąca (28.02.2023 godz. 23:59 – do tego czasu musze otrzymać Twój e-mail). Wyniki ogłoszę w marcu, tak szybko jak tylko się da, zależnie od tego jak dużo listów do mnie dotrze.
  7. Zgłoszenia ślij na mój adres email rafalbil@wp.eu
  8. Powodzenia – bądź jak domestos w walce o nagrody – nie do zatrzymania. Wbijaj jak dzik w pomidory ma moją skrzynkę i już jestem ciekawy, kto z Was niczym żmij na lubelskie Starego Miasto w Noc Kultury, wślizgnie się po nagrody, które odebrać będzie można osobiście w CENTRUM INSPIRACJI TURYSTYCZNEJ (ul. Jezuicka 1/3 w Lublinie codziennie w godz. 10:00-18:00). 
  9. Zgłaszając się do konkursu, akceptujesz powyższe zasady konkursowe oraz prawo do opublikowania Twojego listu przez autora konkursu i jego partnerów konkursowych.

    WYNIKI KONKURSU:

    Czas na ogłoszenie wyników mojego konkursu. Dziękuję za wszystkie listy i Wasze zgłoszenia. Wybór padł na list sześcioletniej Ani, która wraz z tatą napisała do mnie list z prośbą o prezent dla mamy. Uważam, że pamiętanie o najbliższych zasługuje na docenienie i fajne jest tu szczególnie to, że Ania pisząc do mnie nie myślała o sobie, a o tym, by Jej mama wypoczęła, bo jak sama córka napisała: „Mama robi dla nas tak wiele, że chciałabym by w końcu też odpoczęła”. To dlatego bilet do Spa Orkana oraz zestaw gadżetów od Turystycznego Lublina i Lot Metropolia Lublin oraz od Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubelskiego wędruje właśnie do Niej. Gratulację i  raz jeszcze dziękuję Partnerom tego konkursu.  

Derinkuyu

Co warto zobaczyć w Kapadocji?

ABC O PODZIEMNYM MIEŚCIE W TURCJI – DERINKUYU

A jak atrakcyjność Derinkuyu

Derinkuyu w Turcji to podziemne miasto, położone w centralnej Anatolii, które od setek lat zachwyca oraz intryguje, a przede wszystkim przyciąga turystów z całego świata. Zabieram Was do Kapadocji, gdzie w podziemiach tej krainy, położonej w środkowej Turcji skrywa się wiele tajemnic. Dzisiejszy wpis będzie niczym dzieło na miarę Blanki Lipińskiej. Jednego bądźcie pewni – będzie ciemno i przyjemno, a jak doczytacie do końca sami – ocenicie, czy Wam się podobało, czy też nie i będziecie wyczekiwać kolejnego – lepszego z moich podróżniczych wpisów.

Będziemy dziś wchodzić głęboko, głębiej i co raz szybciej i mocniej oraz dalej niemalże dotrzemy do bram piekieł, a na pewno do piekielnie fajnych miejscówek. Nie wiem jak Wy, ale ja już nie mogę się doczekać i robię się z podniecenia twardy niczym żelki z Biedronki sprzedawane bez opakowania. Powiem Wam szczerze,  że wręcz uwielbiam ten rodzaj brawury. Jeśli macie ukończone 18 lat i również jesteście gotowi na penetrację tych orientalnych terenów – to startujemy. Możecie być pewni – dzisiejszy wpis będzie jak randka w darkroomie po internetowym romansie – tu całej prawdy nie da się ukryć. Gotowi? No to ruszamy.

Dla pełni szczerości muszę Wam na starcie naszej wyprawy zdradzić kilka elementarnych informacji. Kapadocja znana jest z licznych podziemnych miast, a to za sprawą tamtejszych miękkich skał, które umożliwiały rzeźbienie tuneli oraz drążenie pomieszczeń pod powierzchnią. Jednak największym, najgłębszym oraz najciekawszym tego typu miastem pozostaje od zawsze Derinkuyu, do którego Was zabieram. Zobaczycie dziś  podziemny kompleks, którego historia sięga czasów starożytnych. Miasto Derinkuyu leżące w prowincji Nevşehir potrafi zrobić ogromne wrażenie niczym porcja pierogów od babci na niedzielnym obiedzie, no chyba że macie klaustrofobię lub jesteście na diecie – wówczas może nawet przyprawić o zawał czy zawroty głowy. Dla mnie prywatnie miejsce to jest imponującym zabytkiem na skalę światową i od dawna chciałem Was tu zabrać, szczególnie że nikt nie jest w stanie precyzyjnie podać kiedy i za sprawą kogo ono powstało. Rzut okiem jak wygląda na fotografii to podziemne miasto i idziemy.

Ruszamy do kompleksu podziemnych tuneli i mieszkań Derinkuyu, które założone zostały prawdopodobnie już we wczesnej starożytności. Pierwsze źródła pisane opisujące podziemne miasto w Turcji pochodzą z IV wieku p.n.e., ale podejrzenia co do jego początków sięgają nawet VIII w.p.n.e. Miasto miało służyć jako schronienie dla prześladowanych Chrześcijan najpierw przed muzułmańskimi Arabami podczas wojen arabsko-bizantyjskich, później także przed mongolskimi najeźdźcami w XIII wieku. Nie będę Was zanudzał historią, ale zdradzę, że ciekawostką jest fakt, iż miasto posiadało w swoich strukturach nie tylko pomieszczenia mieszkalne, ale i sklepy spożywcze, kuchnie, stragany, świątynie, studnie oraz miejsca nauki. Jednym słowem pełny serwis – dokładnie tak samo jak na obiedzie u babci – nie da się tego wszystkiego ogarnąć oczami, a co za tym idzie i skonsumować w pełni na raz.

Szacuje się, że całość tego podziemnego miasta  była rozlokowana nawet na około 8 poziomach, z których najniższe znajdowały się 85 metrów pod powierzchnią Ziemi (niektóre źródła podają, że tych poziomów mogło być więcej – nawet do 12). Miasto wyposażone było w systemy dostarczające wodę oraz szyby wentylacyjne i ja to szanuję – taka klimatyzacja w tamtych czasach była czymś nie mniej nieocenionym, jak dziś. Dzięki temu w upalne lata temperatura utrzymuje się tu na poziomie około 15 °C, a zimą nie spada poniżej 7°C. Przez setki lat funkcjonowało to miejsce jako samodzielna metropolia mieszcząca w swoich zakątkach tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy mieszkańców. Pozostaje jedno pytanie, czy kosmici mogli pomagać ludziom w budowie tak zaawansowanego na owe czasy miasta? Zdradzę Wam, że nieopodal tego miejsca jest sklep z różnymi pamiątkami czy antykami, a w sejfie właściciel trzyma iście kosmiczne starocie, które odnaleziono w tych okolicach. Nie chcę nic sugerować, ale niektóre z nich wyglądają naprawdę nieziemsko – sami oceńcie.

Tu pewnie znów Was zaskoczę, ale to podziemne miasto zostało odkryte stosunkowo niedawno i co najciekawsze, całkowicie przypadkowo. Odkrycia dokonał w 1963 roku miejscowy rolnik, który podczas renowacji swojego domu natknął się na tajemniczy pokój. Dalsze prace archeologiczne odsłoniły dostęp do sieci tuneli. W 1967 roku Derinkuyu udostępniono w części zwiedzającym i do dziś cieszy się to miejsce powodzeniem wśród turystów z całego świata.

Podczas podziemnej wędrówki warto zwrócić uwagę na ogromne koła młyńskie, służące jako drzwi do kolejnych poziomów miasta. W razie ataku wykorzystywano je do odcięcia dostępu napastnikom, a środkowy otwór służył jako ułatwienie do przetaczanie tych „bram”. Ważą one od 200 aż do 500 kg, mają wysokość od 1 do 1,5 metra i szerokość 30-50 cm dzięki czemu są solidniejsze niż obecna Gerda – która nie zapłaciła za reklamę na blogu, a lokowanie jej produktu w postaci drzwi jest zupełnie przypadkowe. 

Główną atrakcją turystyczną jest w Derinkuyu oczywiście podziemne miasto, ale warto podkreślić, że nie jedyną. Zaledwie 100 metrów na południe od wejścia do podziemnego miasta stoi otoczony kamiennym murem kościół świętego Teodora. Został on zbudowany w latach 50-tych XIX wieku, kiedy to miasteczko, znane wówczas jako Malakopi. Z czasem kościół przestał służyć wiernym, a już w 2014 roku obiekt został zamknięty, ale można wejść na jego dziedziniec i dokładnie obejrzeć samą budowlę, niestety wyłącznie z zewnątrz, gdyż budynek jest niedostępny niczym makaron czy papier toaletowy na sklepowych półkach w początkach pandemii, ale warto jest wybrać się na spacer właśnie w tym kierunku.

Za kościołem świętego Teodora rozciąga się park miejski – Hakkı Atamulu Kültür Parkı. Jego główną ozdobą jest ogromny pomnik, gdzie przedstawiony został Atatürk. Ma on wysokość 13,5 metra i był do niedawna najwyższym pomnikiem wodza w Turcji.

Przy parku stoi rzadki w Turcji przykład oryginalnego budynku meczetu czyli Derinkuyu Park Camii. Został on również zaprojektowany przez Hakkı Atamulu, a wyróżnia go wyrastający z dachu minaret.

Kolejnym ciekawym meczetem w miasteczku jest Meczet Republiki (tr. Cumhuriyet Camii), stojący około 200 metrów na północ od wejścia do podziemnego miasta, przy ulicy Şht. Ali Güven. Budynek został wzniesiony w 1860 roku jako Kościół Archaniołów (tr. Taksiyarhis Kilisesi) – przekształcono go w meczet w 1949 roku.

Nie można również pominąć gustownego inaczej napisu dla turystów, który ulokowano tak, że drugi plan tworzy  unikatowy klimat dla każdego, kto chce mieć fotograficzną i nietypową pamiątkę z tego właśnie miasta, do dziś żałuję, że sam nie zapozowałem w tym miejscu. Przyznajcie – czyż nie jest wyjątkowo?

B jak bezpieczeństo

W mieście tym nie zobaczymy antycznych ruin, nie ma tu kolumn, marmurów, amfiteatrów. Jego główną atrakcją jest półmrok, chłód i kilometry korytarzy ukrytych pod powierzchnią. Gdy znikniecie pod Ziemią w tunelach starożytnego miasta-schronienia Derinkuyu możecie czuć się jednak bezpiecznie. Korytarze są dobrze oznaczone i trudno jest się tu zgubić, ale nie mówię, że jest to nie możliwe. Poruszanie się po terenie podziemnego miasta jest proste i nie da się tu zabłądzić, wystarczy podążać za odpowiednimi strzałkami. Natomiast w samym mieście spotkałem wielu przyjaznych lokalsów, którzy bardzo pozytywnie nastawieni są dla turystów, a tamtejsze dzieciaki skradły migawkę mojego aparatu. W okolicy nie brakuje również sklepów z pamiątkami, których właściciele zapraszają serdecznie do siebie, ale o tym nieco więcej będzie za chwilę.

Ważna sugestia – idąc po podziemnym mieście za wskazaniem czerwonych będziemy szli coraz bardziej w głąb Ziemi, jeśli chcemy wydostać się na powierzchnię, wystarczy podążać za strzałkami w kolorze niebieskim. Warto też wiedzieć, że nie cała trasa jest idealnie oświetlona, część pomieszczeń jest pozbawiona elektryczności i bez własnego światła nie wchodźmy do żadnego z ciemnych pomieszczeń. Często spotkać można liczne dziury w podłodze, w które łatwo jest wpaść przy chwili nieuwagi i jest to chyba jedyne zagrożenie, które w tym mieście udało mi się wyłapać.

Aby dostać się do Derikuyu z Goreme można wyruszyć z dworca dolmuszem jadącym w kierunku do Nevsehir. Dolmusze odjeżdżają dość regularnie i nie będziemy mieli kłopotu ze znalezieniem transportu, nie są również drogie. Wsiadając powiedzmy kierowcy, że naszym celem jest Derinkuyu. Kiedy przyjdziemy na miejsce możemy wysiąść na ostatnim przystanku, z którego do przejścia będziemy mieli jakieś 300 metrów w kierunku z którego przejechaliśmy. Kierujmy się w stronę kościoła, przejdźmy obok niego i po prawej stronie znajdziemy kasy i samo wejście do podziemnego kompleksu.

Zapomniałbym wspomnieć, że oprócz pomieszczeń mieszkalnych i korytarzy w mieście podziemnym Derinkuyu znaleziono prasy do produkcji wina i oliwy, stajnie, magazyny i spiżarnie, szkoły jak również kaplice, kościoły czy miejsca modlitwy, szyby wentylacyjne, którego wysokość wynosi 55 metrów. 

C jak ceny

Wstęp do podziemnego miasta jest płatny, a cena biletu wynosi 60 TL (w 2022 roku). W Derinkuyu można również wykorzystać kartę Museum Pass Kapadokya – uprawniającą do wstępu do 10 najważniejszych atrakcji turystycznych w Kapadocji, która ważna jest przez 3 doby. Oba bilety dostępne są w kasach, a koszt takiej karty to 320 TL. Obiekt jest otwarty codzienne od godziny 8:00 do godziny 18:00 w sezonie lub 17:00 poza nim.

Moim zdaniem Derinkuyu to jedna z najbardziej niezwykłych konstrukcji i jednocześnie jedno z najbardziej imponujących podziemnych miast na świecie, które jest warte zobaczenia za wszelką cenę. Mam nadzieję, że i Wam ta podróż do wnętrza Ziemi przypadła do gustu. Choć wszystko co dobre się szybko kończy, tak i nasza wyprawa musi dojść do końca –  gdzie słowo dojść w filmach Blanki Lipińskiej rozumiano nieco inaczej. Tak to trochę jest, jak ze skokami narciarskimi, które trwają za krótko – podobnie jest, mam wrażenie z moim dzisiejszym wpisem, co by nie szukać innych bardziej wysublimowanych porównań. To zabieg celowy byście nie mieli przesytu, a apetyt, by zobaczyć to miejsce osobiście – do czego już dziś Was gorąco zachęcam.

Obiecuję Wam, że to też nie nasza ostatnia podróż po Kapadocji. Ta przepiękna kraina położona w środkowej części Azji Mniejszej oczarowała mnie na tyle, że jeszcze nie raz Was tu zabiorę. Imponuje mi jej wyjątkowa uroda, która związana jest z jej budową geologiczną, choć niektórzy złośliwi mawiają, że tak chujowych skał to dawno nie widzieli. Region ten jest w dużej części zbudowany ze skał pochodzenia wulkanicznego tzw. tufu. Odwiedzający Kapadocję zachwycić się tu mogą skałami o ciekawych kształtach będącymi wynikiem ich erozyjnych właściwości, ale o tym więcej innym razem. Na deser zostawiam poniżej jeszcze kilka fotografii z mojej wyprawy. WIELKIE DZIĘKI DLA MOICH PATRONÓW – to dzięki Wam powstaje ten blog. Dziękuję też wszystkim za wirtualne kawy. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć!

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Woj, Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Turcja  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2022

Stepler

ABC o aplikacji STEPLER

Jak wychodzić sobie nie tylko podróżnicze nagrody?

Często podróżnicy powtarzają, że to wyprawa i droga jest celem samym w sobie. Nie zawsze chodzi o to w podróżowaniu, by dotrzeć do konkretnego celu, a samo w sobie zdobywanie jest najbardziej interesujące. Nie wiem czy i Wy macie podobnie, ale ja  w pełni popieram tą koncepcję. Nie mam jednak nic przeciwko, by spacerując i zwiedzając czy odkrywając nowe miejsca mieć z tego powodu dodatkowe bonusy. Dlatego też zainstalowałem sobie dzięki informacji od koleżanki z pracy aplikację STEPLER. Raz jeszcze dzięki Svietka – jeszcze bardziej uzależniłaś mnie od eksplorowania świata i to dzięki Tobie mogłem się przez chwilę poczuć zaopiekowany jak rencista na zusowskim garnuszku i mieć coś więcej niż piękne zdjęcia, wspomnienia i wrażenia, które zabieram ze sobą z każdej podróży.

Zapewne zastanawiacie się co mam na myśli, pisząc „mieć coś więcej”? Już wyjaśniam. Stepler to darmowa aplikacja zdrowotna, która liczy twoje kroki i przelicza je na punkty. Twoje zdobyte punkty wymieniasz na NAGRODY, VOUCHERY czy różnego rodzaju ZNIŻKI od partnerów i reklamodawców tej aplikacji. Co ważne nie ma znaczenia czy zwiedzacie świat,  spacerujecie bez celu, kosicie trawnik, biegacie lub idziecie z psem na spacer. Stepler nagradza każdy krok, bo ruch się liczy i to jest jedną z cenniejszych nagród, którą zdobywamy, ale nie jedyną. Co jest ważne – że im więcej kroków zrobicie, tym więcej punktów zdobywacie i tym ciekawsze opcje prezentowe możecie otrzymać. Jeszcze jedna ważna kwestia – aplikacja jest w 100% DARMOWA, a zastanawiacie się skąd mają jej Twórcy pieniądze na nagrody? Żyją z reklam i to dzięki partnerom są w stanie je zapewnić. Poniżej kilka z wybranych obecnie dostępnych nagród w aplikacji.

 
Zastanawiacie się pewnie skąd można pobrać aplikację?
 
Aplikacja Stepler jest dostępna w App Store i Google Play, ale jeśli pobierzecie ją na telefony z mojego linku polecającego na start otrzymacie BONUS – 10 PKT EKSTRA. Dlatego zostawiam Wam link i wystarczy korzystając z telefonu  kliknąć TUTAJ, pobrać apkę i gotowe, dalej pozostanie Wam wychodzić nagrody.
 
Jeśli macie więcej pytań na temat aplikacji piszcie śmiało na adres e‑mail: feedback_pl@stepler.io *(tu rozwieją Wasze wszelkie wątpliwości).
 
Podsumowując Stepler to prosta droga do atrakcyjnych zniżek i kart podarunkowych u partnerów tego projektu. Pamiętajcie, że nagrodą są nie tylko zniżki i karty prezentowe – ale przede wszystkim zdrowy nawyk ruchu, który wyrabiacie w sobie każdego dnia, a co za tym idzie – lepsza kondycja fizyczna. Ta szwedzka aplikacja działa na polskim rynku od niedawna, ale cieszy się ogromną popularnością. Z aplikacji Stepler korzysta około 1,6 mln osób nie tylko w Polsce czy Szwecji – bo apka ta działa również Norwegii oraz Niemczech i stale powiększa liczbę użytkowników. Jeśli chcecie dołączyć do tego grona kliknijcie telefonach na prezent, a na start Wasze konto powiększy się o dodatkowe +10 punktów. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu – cześć!!!
 

 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Woj, Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Stepler  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2022

ABC O NAJWIĘKSZYM MECZECIE W TURCJI

Co warto zobaczyć w Stambule?

ABC O NAJWIĘKSZYM MECZECIE W TURCJI

Wiecie, jak to jest z blogami podróżniczymi – wszystko zależy, jak trafisz. To podobnie jak z oscypkami na Krupówkach: może pojawić się gastronomiczno-podróżnicza miłość od pierwszego wejrzenia i to nie tylko do samych serów, a związaną z tym całą ekstaza i oscypkowa-eksploracyjna oraz całą tą psychologią albo gastrologia i wizyta na SORze lub ból brzucha w najlepszym wypadku, a w nieco gorszym dupy po zwiedzanym blogu czy wizycie w góralskiej oborze. Wszystko zależnie od tego, ile się zjadło, co się piło lub jak się czytało i co się na koniec z tym wszystkim zrobiło.

Tym krótkim wzruszającym wstępniakiem zabieram co odważniejszych w kolejną wirtualną podróż. Podróż ta nie odbyłaby się, gdyby nie moi Patroni – dlatego z tego miejsca WIELKIE DZIĘKI dla Was. Wiem, że przez co poniektórych od ilości wzruszeń i wylanych łez na widok mojego dzisiejszego wpisu wzrósł poziom mórz i oceanów, ale w tej sytuacji pozostaje mi zacytować klasyka i napisać – startujmy, po prostu „taki mamy klimat”.

I choć z moim wstępem jest dziś jak z politykami – nigdy nie wiadomo, o co im chodzi – to mam nadzieję, że dzisiejsza wyprawa sprawi, że testosteron, progesteron, estrogeny i inne hormony podskoczą Wam nie mniej niż cena diesla w ostatnich czasach. Szczególnie, że zobaczycie największy meczet w Turcji. Choć ja będę uporczywie się trzymał założenia, że rozmiar nie jest najważniejszy 😉

Chcecie czy nie – zabieram Was do Stambułu. Znajdziemy się na chwilę w Turcji, która jest tak samo bliska, jak daleka, czerpie siłę z obu tradycji wschodu i zachodu i jedno jest pewne – możemy się od niej wiele nauczyć, jeśli tylko nauczymy się jej słuchać i patrzeć na nią, nie tylko z zachodniej perspektywy. Nie ma co więc siedzieć jak na tureckim kazaniu, łapki na myszkę i scrollujemy. Nie wiem jak Wy, ale ja już jaram się jak race na żylecie – gotowi? To co płyniemy?

A jak adres dzisiejszej eksploracji oraz atrakcyjność Stambułu

Stambuł, jak mało które miasto na Ziemi żywi się kontrastami. Miasto to jest gdzieś w połowie drogi między wschodem i zachodem, a ta niezwykła historia całego kraju wyczuwalna jest szczególnie w Stambule. To właśnie tu panuje niesamowita równowaga między surowością a życzliwością, chęcią rozwoju a nawiązaniem do tradycji. W mieszkańcach tego miasta jest z jednej strony ogromna duma narodowa, ale i otwartość, gościnność i życzliwość, której wiele razy będąc w Stambule, mogłem doświadczyć. Trzeba mieć jednak świadomość, że Turcja to ogromny kraj, a już w samym Stambule przeskoczyć można z jednego kontynentu na drugi, więc doświadczenia z Waszych wypraw mogą być zgoła odmienne od moich. Warto też podkreślić, że miasto ma swoją niezwykłą historię, unikatowe wibracje i dźwięk, w który warto się wsłuchać, bez względu na to, ile czasu będzie Wam dane tu spędzić.

W Stambule jest też ogrom miejsc, które koniecznie musicie zobaczyć. Dziś zabieram Was do jednego z nich. Zanotujcie sobie adres: Ferah Mahallesi, Ferah Yolu Sk. No:87 Üsküdar (Ferah) 34692 Stambuł – miejsce, które po prostu musicie odwiedzić. Znajduje się tu jeden z unikatowych meczetów świata. Czas pokazać Wam największy meczet w nie tylko w Turcji, ale i w całej Azji Mniejszej. Szacuje się, że może pomieścić się tu około 63 000 osób. W środku znajduje się również muzeum, galeria sztuki, biblioteka, sala konferencyjna i podziemny parking na 3500 pojazdów.

Zapytacie pewnie, jak najłatwiej dotrzeć można do meczetu? Ja dojechałem autobusem 15C bezpośrednio z terminalu promowego Üsküdar, po przypłynięciu z europejskiej części Stambułu i jest to chyba najłatwiejsza i jednocześnie najtańsza opcja dotarcia do tego unikatowego miejsca. Płynąc łodzią udało się przy okazji zobaczyć sporo pięknych budowli, minąć most bosforski oraz wielu tureckich rybaków, ale największe wrażenie zrobiły na mnie płynące obok delfiny.

B jak budowla

Budynek meczetu Camilica został zaprojektowany przez dwie architektki, Bahar Mızrak i Hayriye Gül Totu. Cała inwestycja pochłonęła niebagatelną kwotę – około 150 milionów TL. Długość czterech minaretów meczetu wynosi 107,1 metra, co sprawia, że budowla widoczna jest naprawdę z dużej odległości. Wszystko to sprawia ogromne wrażenie, a to dopiero początek naszej eksploracji. Decyzję o całej budowie podjął rząd turecki, aby pokazać siłę gospodarki i zapewnić dziedzictwo rządzącej partii. Inwestycja ta jest też bez wątpienia pokazem z jednej strony dyplomacji kulturalnej, ale i pokazania wizji, czy nawet roli Turcji w obecnym świecie. Sukces i skala projektu oraz cała akcja promocyjna sprawiły, że 4 maja 2019 r. uroczystość otwarcia odbyła się z udziałem samego tureckiego prezydenta Erdoğana. Nie wchodząc jednak głębiej w politykę, zdradzę Wam, że jedno jest pewne – ta architektura osmańska potrafi przytłoczyć, oczarować i wywrzeć na każdym wrażenie, sprawiając, że nie pozostanie ona w pamięci obojętną każdego, kto choć raz w życiu zobaczy ją na własne oczy. Będąc tu trzeba pamiętać o kilku istotnych kwestiach – do każdego meczetu (również tu) wchodzi się boso, a obuwie zostawia się w specjalnych szafkach. Należy też zwrócić uwagę na swój strój – mężczyzna musi mieć spodenki zakrywające kolana, zaś kobieta zakryte nogi i ramiona oraz narzuconą chustę na włosy. Wstęp jest bezpłatny, ale trzeba pamiętać, że znajdujemy się w miejscu, którego powaga wymaga odpowiedniego zachowania.

C jak cenne wspomnienia

Co najcenniejszego zabieram ze sobą z tej wyprawy – to szereg wspaniałych wspomnień, ogrom pięknych fotografii oraz nowo poznane smaki i zapachy. Zapytacie mnie, jacy są mieszkańcy Stambułu? czy są bardziej wschodni, czy zachodni? Odpowiem Wam, że ani tacy, ani tacy. Moim zdaniem mieszkańcy Turcji nie byli ludźmi wschodu i nie staną się zachodem i szczególnie odczuwalne jest to w Stambule. Dla mnie osobiście są oni mądrym połączeniem wschodu i zachodu i tak w moim odczuciu wygląda prawdziwa stambulska dusza, której nie da się jednoznacznie przypisać do jednej z tych dwóch stron świata. Ze wschodu jest w nich niesamowita wrażliwość, a z zachodu mają nowoczesne myślenie. Lokalsi są szczerzy, naturalni, życzliwi, pełni uśmiechu i brak w nich wyrachowania. Zarówno Stambuł, jak i jego mieszkańcy są pod wieloma względami niezwykli. Wiele tej unikalnej magii tkwi właśnie w kontrastach i całej różnorodności. Jeśli chodzi natomiast o sam główny cel mojej wyprawy – to uważam, że kolejne miejsce warte do zobaczenia przed śmiercią, mogę z uśmiechem odznaczyć na mojej długiej eksploracyjnej liście. Mam też nadzieję, że dzisiejsza wirtualna wyprawa na azjatycką stronę Stambułu, przypadła Wam do gustu, a ten symbol łączący nowoczesność i tradycję miasta Stambułu, biorąc pod uwagę lokalizację i skalę projektu, zostanie na długo i w Waszej pamięci. Przecież w końcu po to podróżujemy również wirtualnie, aby z innej perspektywy spojrzeć na wszystko to, co nas otacza. Przyznam się Wam na koniec, że choć nigdy nie lubiłem matematyki, z resztą z wzajemnością – to liczę na to, że niebawem znów się zobaczymy na moim blogu. Trzymajcie się zdrowo i do następnego razu. Cześć. 

linia

Blog powstaje dzięki wsparciu Patronów:

AMBA team, Ryjek, Woj, Tygrysek od Puchatka oraz anonimowy Patron.

DZIĘKUJĘ WAM

 

Zainspiruj się podróżniczo i zobacz moje  WYPRAWY

Zajrzyj  po więcej zdjęć do mnie na INSTAGRAM

Bądź na bieżąco, polub już dziś mój profil na FACEBOOK’u

Podobał Ci się wpis? Wesprzyj blog i zostań moim PATRONEM

✈ Blog podróżniczy | Patronite| Travel| Fotografia | Polska | Turcja  🗺

Wszelkie prawa zastrzeżone © Rafał Bil Fotografia 2022